- Opowiadanie: Batavia - Ona

Ona

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla, Użytkownicy

Oceny

Ona

I. Podarunek

– Ta kobieta mnie nudzi.

Przez chwilę się zastanawiałem: O kim on mówi? Odsunąłem szyjkę butelki od ust i spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Twarz wykrzywiona w jakiś bliżej nieokreślony sposób, lekko wydęte w grymasie zniesmaczenia wargi. Tak jakby widok dziewczyny krzątającej się w kuchni budził odrazę. Mimowolnie westchnąłem w duchu z zazdrości. Facet, który ma taką kasę, może sobie pozwolić na każdą. Lecą do niego jak ćmy do światła.

Przyjaźniliśmy się od szkolnej ławy. On doszedł do czegoś, ba! te kilkadziesiąt milionów na kontach to nie jest byle jakie „czegoś”. I ja – pracujący za psie pieniądze specjalista. Niczego to nie zmieniło w naszych relacjach, przez te wszystkie lata nie dał mi odczuć ani przez chwilę „subtelnej” różnicy statusu majątkowego, który nas dzielił. Z taką samą nonszalancją  rozsiadał się u mnie w wynajmowanej kawalerce, jak i u siebie w luksusowym apartamencie. Wypijał kilka piw, a czasami kieliszek czegoś mocniejszego i odprężony pogrążał się w dyskusji, roztrząsając aktualne wydarzenia na świecie. Dziś zaskoczył mnie całkowicie. Nigdy nie rozmawialiśmy o jego kobietach, a już w ogóle o aktualnej partnerce. Częściej to ja, na jego natarczywe pytania, opowiadałem o swoich sercowych klęskach. Nie bardzo wiedziałem, co ma na myśli. Jeszcze jeden solidny łyk i w butelce zaświeciło dno. Schłodzone piwo w tak upalny, lipcowy dzień smakowało wybornie.

– Dlaczego cię nudzi ? – podpytałem ostrożnie.

Wpatrywał się w otwarte drzwi, gdzie młoda kobieta szykowała dla nas kanapki. Na sam widok tej ślicznotki zaczynało mi brakować w spodniach miejsca. Unikałem spoglądania w tamtym kierunku, by nie potęgować wzwodu, który i tak, już nazbyt wyraźnie, odznaczał się na mojej nogawce. Ze wszystkich dziewczyn poznanych u przyjaciela ona w pełni zasłużyła na miano obiektu męskich marzeń.

– Hm… na pewno moich – przemknęło mi przez myśl.

Zerknąłem znowu w stronę kuchni. Stała tyłem do nas. Wzrok przyciągał zgrabny tyłeczek w białych, obcisłych szortach. Nawet zacząłem sobie wyobrażać, jak obejmuję go dłońmi i…

– Bo ona zrobi wszystko, co jej każę. – Głos kolegi przywołał mnie do rzeczywistości. – To nudne. Nawet nie spróbuje zaprotestować. – Na chwilę zapadła pełna goryczy cisza.

– Chłopie, ile bym dał, żeby poznać taką, która nie będzie marudzić i narzekać – uświadomiłem sobie z całą mocą.

Niespodziewanie dodał:

– Pieprzy się, tak jak ja chcę. – W wyznaniu zabrzmiało autentyczne niezadowolenie. – Zupełnie jakby czytała moje myśli. Dochodzi, gdy ja dochodzę…

Otworzyłem usta, by olśnić go, jaki ma skarb, lecz nie dał mi się odezwać.

– Wzdycha, jęczy… To wszystko tchnie taką perfekcją, że rzygać mi się chce – poirytowany nieznacznie podniósł ton. – A w domu… wszystko na czas, żadnej skargi czy pretensji.

– Aleks… – zacząłem, lecz przerwał mi stuk obcasów.

Nieziemska istota wkroczyła do pokoju, trzymając w jednej dłoni tackę z kanapkami, a w drugiej dwie oszronione butelki piwa. Rude, kręcone włosy opadały na ramiona. Uśmiechnięta buzia Rity Hayworth, całkiem jak z filmowego plakatu. Męska koszula rozpięta do trzeciego guzika odsłaniała częściowo biust z wyraźnie odznaczającymi się w materiale sutkami; wąskie biodra przechodzące w długie, umięśnione nogi… Czy on nie zdaje sobie sprawy, jaki ma ideał?

– Pewnie byście coś przekąsili. Tutaj macie piwo. O! Jak widzę, w samą porę przyniosłam… – Głos… miękki, jedwabisty, przyprawiający o szybsze bicie serca. – Już znikam i nie przeszkadzam.

Postawiła przed nami tacę i butelki. Zebrała puste szkło, odwróciła się i lekko kołysząc biodrami, zmierzała do kuchni. To zaczynało być ponad moje siły. Czterdziestka na karku, a ja miałem ochotę wstać, przejść do łazienki i jak nastolatek ulżyć sobie. Ruchy bioder dziewczyny wręcz hipnotyzowały, a wyobraźnia oszalała. Gdyby nie należała do niego…

– Aleks – patrząc w ślad za oddalającymi się, opalonymi na brąz udami, zacząłem – czy tobie się w głowie nie przewraca z dobrobytu?

Zwrócił twarz w moją stronę i uważnie mi się przyglądał; nieznacznie przy tym zmrużył oczy, jakby się nad czymś zastanawiał.

– Czy ona ci się podoba, Greg? – padło niespodziewanie z jego ust. – Chciałbyś ją?

Zmieszany, zamiast zaprzeczyć, jak zamierzałem w pierwszej chwili, wbrew sobie z euforią rozpaloną marzeniami powiedziałem:

– Pewnie! – Natychmiast się jednak zreflektowałem. Zdałem sobie sprawę z popełnionej niezręczności i próbowałem złagodzić sens stwierdzenia: – Pewnie, że chciałbym poznać taką babkę.

Milczał. Sięgnął po butelkę i pociągnął solidny łyk. Zakłopotany i zniesmaczony swoją odzywką, również sięgnąłem po piwo. Aleks oderwał butelkę od ust, oparł się o kanapę i położył wygodnie nogi na blacie stolika.

– A gdybym ci ją dał? – spytał, nie patrząc na mnie. – Na tak długo, jak będziesz chciał.

Właśnie wypełniłem usta zimnym trunkiem i słysząc propozycję, z wrażenia się zakrztusiłem. Spieniony napój popłynął kącikami ust i rozlał się, plamiąc koszulę. Przez chwilę zanosiłem się kaszlem. Otarłem grzbietem dłoni wargi, z trudem łapiąc powietrze. Spojrzałem na niego jak na idiotę. Teraz przyglądał mi się z poważną miną.

– Zwariowałeś?! Co to za propozycja? – Głos mi się łamał z oburzenia. – Jak ty sobie to wyobrażasz? Powiesz to po prostu i nie boisz się, że za samą taką propozycję cię zostawi?

Uśmiechnął się, odstawił butelkę na stół, wstał i ostentacyjnie strzepnął nieistniejący pyłek ze spodni.

– To wiesz co, Greg, spytajmy ją. – Kompletnie mnie zaskoczył. Nie zdążyłem zareagować, gdy on już ją wołał:

– Amando! Amando, pozwól tu do nas.

Znów ten powolny, miarowy stuk obcasów. Rudowłosa Wenus zbliżyła się do stolika. Usiadła na nim, zakładając nogę na nogę, a dłońmi objęła kolano i wpatrywała się wyczekująco w Aleksa.

– Amando, chciałbym, żebyś od dzisiaj dotrzymywała towarzystwa Gregowi. Mam na myśli nie tylko mieszkanie z nim, ale również spełnianie jego wszystkich poleceń i zachcianek. – tu na moment zawiesił głos, po czym dodał: – Czy spełnisz moją prośbę?

Obawa, że parsknie śmiechem w reakcji na jego życzenie, a ja stanę się obiektem kpiny, zmusiła mnie do spuszczenia wzroku. Absurdalność propozycji składanej Amandzie przez Aleksa wydała mi się prowokacją. Pomyślałem, że chce się mną posłużyć, by pozbyć się dziewczyny. Wykorzystany przez kolegę czułem się podle.

– Jak sobie życzysz, Aleks. – Mój wzrok podążył w kierunku jej ust.

Uśmiechnięta twarz rudowłosej bogini wyrażała zadowolenie. Nawet cień zakłopotania czy zaskoczenia nie przemknął po obliczu kobiety. To wszystko było jakąś groteską. Siedziałem osłupiały ze świadomością nierealności wydarzeń. To było niemożliwe, a jednak się działo.

– No, to sprawa załatwiona. Uprzątnij, skarbie, w kuchni, my dopijemy piwo i pójdziesz z Gregiem. – Aleks uśmiechnął się do niej szeroko.

Nie mogłem uwierzyć. Dziewczyna wstała i odeszła do kuchni. Ręka cokolwiek mi drżała, gdy sięgałem po butelkę. Bałem się odezwać, bo tak naprawdę nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć. Po kilkunastu minutach Amanda zjawiła się z torbą podróżną na ramieniu.

– Jestem gotowa – szepnęła tym swoim zmysłowym głosem.

Aleks wstał z kanapy, wyciągnął do mnie dłoń na pożegnanie – No, to życzę wam udanej zabawy.

Wstałem i odruchowo podałem rękę. Dopiero teraz niedorzeczność całej sytuacji dotarła do mnie w pełni. Piękność ujęła mnie pod ramię. Nadal przekonany, że to niesmaczny żart, zwróciłem się do obojga.

– Przepraszam, wy to robicie serio? W którym momencie chcecie się ze mnie pośmiać – spytałem już wyraźnie zdenerwowany. – To nie może być prawda. Aleks, powiedz?

– Och, jesteś moim kolegą. Nigdy mnie o nic nie prosiłeś. Prędzej sam byłeś gotów mi ofiarować coś, co mi się podobało. Pamiętam, jak kilka lat temu straciłeś pracę, a pomimo tego spotykałeś się ze mną i nawet słowem nie wspomniałeś, że potrzebujesz pomocy. Podczas gdy ja zawsze na nią mogłem liczyć. Nawet na nasze wspólne piwo pożyczałeś pieniądze. Tak, wiem o wszystkim. Nigdy się nie żaliłeś ani nie prosiłeś o pożyczki. Jesteś moim jedynym prawdziwym przyjacielem. Wiem, że ona ci się bardzo podoba. Niedługo masz urodziny. Niech to będzie mój prezent dla ciebie. – Uśmiechnął się, odprowadzając nas do drzwi. W progu się zawahał. – Ale, ale… Jeszcze jedno, bo bym zapomniał.

Podszedł do szafki, wysunął szufladę i wyjął grube tomiszcze w sztywnej, skórzanej oprawie, z wytłoczonym nieznanym mi symbolem na okładce.

– Tu masz niezbędnik. – Wręczył mi i roześmiał się głośno.

– Jaki niezbędnik? – Teraz już całkiem zgłupiałem. Musiałem mieć naprawdę zabawną minę, bo roześmiał się jeszcze głośniej.

– Jak każde urządzenie, ona też ma swoją instrukcję obsługi. Baw się dobrze. – Poklepał mnie po ramieniu i zamknął za nami drzwi.

 

II. Dylemat

Ujęty pod ramię przez zaskakujący podarunek przyjaciela bez słowa skierowałem się do elewatora. W milczeniu wjechaliśmy na poziom parkingowy. Kanciasty grawilot z cichym pomrukiem osiadł  przed nami na płycie lądowiska. Boczna ściana pojazdu uniosła się do góry, a my zajęliśmy miejsca. W czytnik wsunąłem cokolwiek drżącą ręką swoją kartę identyfikacyjną.

– Proszę podać cel podróży – automat syknął mechanicznym barytonem.

– Do domu – rzuciłem krótko.

Zamknęła się przezroczysta pokrywa i poczuliśmy rosnące przyspieszenie, maszyna wzbiła się w powietrze. Dzień był piękny, jedynie na północnym krańcu nieskazitelnie czystego nieba widniały pierzaste chmurki. Z wysokości, na której odbywał się przelot, mijając budynki wyrastające spośród koron dębów i rozległych trawników pokrytych soczystą zielenią, dostrzec się dało spacerujących ludzi. Lot trwał kilkanaście minut. Pojazd osiadł na platformie tarasu mojego mieszkania i z cichym mlaśnięciem otworzył właz. Wyciągnąłem kartę, wysiedliśmy, a automat bezgłośnie wzbił się w powietrze i znikł między wieżowcami w poszukiwaniu nowego klienta.

Skierowaliśmy się do wejścia, a łagodny, ciepły wietrzyk muskał nasze ciała. Nie miałem odwagi spojrzeć w twarz towarzyszącej mi dziewczynie. Tak do końca nie otrząsnąłem się jeszcze z szoku. To coś, co stało obok mnie… czym to było? Robot, cyborg, genetycznie uwarunkowany mutant. Strach przed nieznanym, tak, właśnie strach w tej chwili zdominował moje myśli. Zauroczenie fantastyczną urodą skuliło się gdzieś w najgłębszym kącie mojego umysłu. Lustrzana powierzchnia ściany rozsunęła się i weszliśmy do wnętrza mieszkania. Co powinienem powiedzieć? Jak się zachować? Czułem się kompletnie zdezorientowany. Na szczęście, to coś samo się odezwało:

– Czy masz dla mnie jakieś polecenia? – spytała pozbawionym emocji głosem, puszczając moje ramię.

Spojrzałem w twarz dziewczyny i odruchowo szukałem jakichś śladów, skazy, czegokolwiek zdradzającego, że to maszyna. W ułamku sekundy uzmysłowiłem sobie, jak absurdalny to pomysł. Przecież twórcy na pewno zadbali o wszystkie szczegóły.

– Nie. – Poczułem ulgę, że nie rzuciła się na mnie i nie domaga się seksu.

Boże! Ile absurdalnych myśli na temat tego, jak się zachowa, gdy znajdziemy się sam na sam w mieszkaniu, przemknęło mi przez głowę. A ona po prostu obeszła tym swoim tanecznym krokiem wszystkie pomieszczenia i stanęła przed terminalem informacyjnym. Z przyjemnością patrzyłem na jej kocie ruchy. Nacisnęła włącznik. Przed ścianą rozwinął się holograficzny obraz. Z zaciekawieniem przyglądałem się, co robi. Palce dziewczyny zatańczyły na panelu sterowania. Zafascynowany szybkością, z jaką operuje opuszkami na klawiaturze, za późno spojrzałem na wyświetlane materiały. Aż otworzyłem usta z zaskoczenia. Wyciągała z sieci wszystkie dane na mój temat. Migały z zawrotną prędkością. Prezentowane w ekspresowym tempie zdjęcia i filmiki mieszały się z wykresami i tabelami. Naraz wszystko się skończyło zupełnie tak samo niespodziewanie, jak się zaczęło. Usłyszałem jeszcze pstryknięcie włącznika i wszystko znikło. Odwróciła głowę w moją stronę i się uśmiechnęła. Spoglądałem na nią w osłupieniu. Wyprzedzając moje pytanie, pospieszyła z wyjaśnieniem:

– Załadowałam wszystkie dostępne dane na twój temat. – W jakimś przebłysku, wsłuchując się, jak mówi, zdałem sobie sprawę, że głos ma z tych, który zwraca uwagę i którego chętnie będę słuchał. – Muszę się zaadoptować do twoich wymagań i uwarunkowań.

– Skąd…? – zaintrygowany spytałem z obawą.

– Mam priorytetowy dostęp do wszystkich, również zastrzeżonych, informacji dotyczących osoby, której służę. Z chwilą, gdy zmieniam właściciela, dane o poprzedniku są całkowicie kasowane. Czy masz jeszcze jakieś pytania?

– Nie – uciąłem. Miałem ich setki, ale bałem się wyjść przed maszyną na durnia.

Klapnąłem na kanapę pełen rezygnacji. W co on mnie wpakował? – pomyślałem z goryczą o Aleksie i jego życzeniu dobrej zabawy. Dopiero teraz zorientowałem się, że cały czas ściskam w dłoni otrzymany od przyjaciela „niezbędnik” z symbolem nagiej kobiety wytłoczonym na pięknej skórzanej oprawie. W zasadzie, to tylko kilka niełączących się kresek, pozwalających doszukać się w nich siedzącej długowłosej dziewczyny, zwróconej do obserwatora plecami. Odchyliłem okładkę. Na czerpanym papierze, starannym odręcznym pismem nakreślono trzy wersy:

Firma „Cybertronic” oddaje w Twoje ręce

szczytowy produkt robotyki – model „Bikira”.

Życzymy zadowolenia podczas jego użytkowania

Stylizowany podpis pod tekstem. Następna strona zawierała podstawowe informacje.

Robot nie może wyrządzić szkody człowiekowi, ani też przez bezczynność dopuścić, aby człowiekowi taka szkoda została wyrządzona.

Odruchowo zerknąłem na Amandę. Właśnie przeprowadzała przegląd stanu produktów i wyposażenia mojej małej kuchni. Z zaciekawieniem wróciłem do tekstu.

Robot powinien podporządkować się rozkazom wydanym przez człowieka, z wyjątkiem rozkazów sprzecznych z pierwszym prawem.

No tak, nawet nie przeczytałem nagłówka, chociaż kłuł w oczy grubą minuskułą – „Trzy prawa robotyki”. Rozkaz? Może spróbować? Naszła mnie ochota sprawdzić swoją władzę. Lecz w końcu stchórzyłem, bo jak to inaczej nazwać. Nigdy nie miałem do czynienia z robotami obleczonymi w ludzką postać. I to jaką postać! W ogóle nie miałem styczności z człekopodobnymi maszynami. Wpatrywałem się w wypięte pośladki pochylonej dziewczyny. Coś przekładała na dolnych półkach lodówki. Wróciłem do czytania, jeszcze kilka razy odrywałem wzrok od tekstu i taksowałem tyłek rudowłosej.

Robot powinien dbać o swoje bezpieczeństwo, o ile nie staje to w konflikcie z pierwszym i drugim prawem.[1]

Aha! Czyli nie zrobi wszystkiego, co każę. Podręcznik zamiast rozwiać, tylko zwiększył wątpliwości. Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos zmierzających w moim kierunku kroków. Podniosłem wzrok znad lektury.

– Mam zrobić coś do zjedzenia, picia? – Proste pytanie, a wpadłem w zakłopotanie. Milczałem. Za szklaną ścianą słońce chyliło się ku zachodowi.

Nie okazywała zniecierpliwienia. Niezręcznie się poczułem, trzymając w dłoniach otwartą instrukcję obsługi, gdy ona stała naprzeciw. Błękitne oczy w oprawie długich rzęs wpatrywały się we mnie z uwagą.

– Może filiżankę herbaty… Poproszę – wydusiłem z siebie. Nie mogłem się przełamać, by traktować Amandę jak służącą.

Znów powędrowała do kuchni, a ja wróciłem do lektury. Następne strony określały możliwości produktu. Twórca podręcznika wykazał się dużym poczuciem humoru zamieszczając w rozdziale „Podstawowe przeznaczenie” pełen repertuar pozycji z „Kamasutry”. Ale jak się zastanowiłem, to chyba nie był żart. Raczej wskazówka, jaki zakres usług jest gotowa świadczyć. Pomimo, że przekartowałem niezbędnik, czytając fragmenty poszczególnych rozdziałów, nie znalazłem żadnych informacji technicznych. Tak więc moja ciekawość, jak została stworzona, pozostała niezaspokojona. Oderwałem wzrok od tekstu, bo właśnie stawiała na ławie dwie filiżanki, czajniczek i cukiernicę. Usiadła obok mnie, tak że nagim udem dotykała mojego. W pierwszym odruchu chciałem się odsunąć, czego jednak nie zrobiłem. Gdybym miał wyjaśnić dlaczego, nie potrafiłbym. Bardziej zdumiało mnie nalewanie przez Amandę herbaty do dwóch filiżanek. To było zaskakujące. Mając nadal w głowie, że siada obok mnie „maszyna”, nie potrafiłem przejść do porządku dziennego nad takim zachowaniem.

– Też będziesz piła? – pytanie zadałem bezwiednie, a ona spojrzała na mnie z wyrazem nie mniejszego zdziwienia niż moje.

– Przepraszam. To ci przeszkadza?

Ruch warg, mimika twarzy, modulacja i tembr głosu. Typowa reakcja zaskoczonej, znajdującej się na pograniczu oburzenia kobiety. Absurd, ale poczułem się zmieszany, jeszcze chwila, a bym ją przeprosił.

– Nie, oczywiście, że nie. Jestem tylko trochę zaskoczony. Nie spodziewałem się tak… pełnej iluzji. Mam tyle pytań… – zamilkłem zakłopotany.

Zapadła niezręczna cisza.

– Nie wiem, jak mam się zachować. Jesteś nadzwyczaj atrakcyjną… – zacząłem niepewnie i zawahałem się – dziewczyną. Mam jednak świadomość, że nie jesteś człowiekiem. Dla mnie to pierwsza taka sytuacja w życiu. Więc moje zachowanie jest nacechowane irracjonalnym uprzedzeniem czy też może bardziej obawą, czego mam się po tobie spodziewać…

Słuchała mnie z uwagą. Wyrzuciłem to z siebie prawie jednym tchem. W końcu zamilkłem. Z jednej strony czułem się idiotycznie, tłumacząc się ze swoich wątpliwości, a z drugiej odczułem coś na kształt ulgi. Póki wypowiadałem te słowa, uciekałem wzrokiem od wzroku Amandy, ale teraz spojrzałem prosto w oczy maszyny.

– Zdaję sobie sprawę z twoich uprzedzeń. – Poruszyła się niespokojnie na kanapie. – Z informacji pobranych na twój temat wynika, że nigdy nie miałeś do czynienia z komputerami człekokształtnymi. Z zasobu danych, którymi dysponuję, mogę ci przybliżyć siebie w niewielkim zakresie. Takim, na jaki pozwalają mi zaprogramowane ograniczenia. W zachowaniu, jak i w aspekcie budowy nie różnię się niczym od przeciętnej istoty ludzkiej. Jem, piję, wykonuję wszystkie czynności typowe dla normalnej kobiety. Mam zdolność szybkiego uczenia się i adaptacji do warunków, w których się znajduję. Nie sprawia mi trudności przestawanie z nieznanymi ludźmi. Podstawowym celem jest dla mnie zaspakajanie twoich potrzeb seksualnych, dawanie ci rozkoszy na wszystkie akceptowane przez ciebie sposoby. Poza tym świadczenie wszystkich innych usług związanych z prowadzeniem domu. Mam również obowiązek ochrony ciebie, Greg, przed wszelkimi zagrożeniami. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, to możesz je uzyskać od firmowego konsultanta. Namiary znajdziesz na ostatniej stronie leżącego tu podręcznika. Czy masz jakieś szczegółowe pytania?

Milczałem zaskoczony wywodem. Bezpośredniość relacji zbiła mnie z tropu. Uciekłem wzrokiem, gdy wspomniała o seksie. I to pytanie na końcu. Położyła mi dłoń na udzie i nieznacznie przesunęła ją bliżej krocza.

– Już u Aleksa wzbudziłam twoje pożądanie. – Drgnąłem, słysząc zmysłowy szept.

Sięgnęła drugą ręką do swojej koszuli i odpięła kolejne guziki. Rozchyliła ją. Moim oczom ukazały się śliczne piersi. Dłoń na udzie dotknęła penisa. Zbliżyła usta do mojego ucha i szepnęła:

– Chodź się kochać. Mam na ciebie straszną ochotę.

Panika, bo jak to inaczej nazwać? Czułem wbrew sobie narastające pożądanie. Pod jej dłonią mój interes zaczął się prężyć, a ja… spanikowałem. Poderwałem się, prawie ją odtrącając. Wręcz wybiegłem na taras. Stanąłem pod rozrośniętą palmą pełen obawy, że zaraz przyjdzie za mną ponowić propozycję.

Zmierzch brał we władanie miasto. Chłodne wieczorne powietrze powoli studziło moje emocje. W przebłysku jakiejś racjonalnej myśli zdałem sobie sprawę, że nie mam dokąd uciec. Dotarło do mnie, że trzeba stawić czoło rzeczywistości. Przecież pożądałem tego ciała i miała rację, gdy to mówiła. Wciągnąłem głęboko powietrze. Czułem się wytrącony z właściwej sobie równowagi, bezradny w swoim zachowaniu. Przy wszystkich dziwacznych podszeptach umysłu rozsądek nakazywał mi przejąć inicjatywę. Westchnąłem bardziej z rezygnacją niż z poczuciem gotowości do podjęcia wyzwania. Spojrzałem na ciemniejące niebo. Szybko zapadał zmrok. Pierwsze gwiazdy jak nieruchome iskry pojawiły się na firmamencie.

Wróciłem do pokoju. Tafla drzwi z cichym sykiem odgrodziła mnie od wieczornego śpiewu ptaków i poświstu wiatru. Amanda znikła. Jedyne, co zwróciło moją uwagę, to jednostajny szum. Zajrzałem do łazienki i tam już zostałem, oparłszy się o framugę drzwi.

Przyglądałem się stojącej pod prysznicem dziewczynie – smukła, wysportowana sylwetka odwrócona do mnie plecami. Właśnie nabrała szamponu na dłoń i rozprowadziła go oburącz po włosach. Tarmosiła je chwilę, po czym na oślep, macając po ścianie, sięgnęła po prysznicową słuchawkę. Opłukała głowę, przeczesała kosmyki palcami i zagarnęła je na plecy. Odłożyła słuchawkę w mocowanie. Z tuby stojącej na półce wycisnęła pokaźną porcję żelu i rozprowadziła go kolistymi ruchami po ciele. Zjechała dłońmi w dół. Zagłębiła palce miedzy pośladki. Odwróciła się przodem w moją stronę i dopiero teraz mnie dostrzegła. Spod białej piany otulającej biust zawadiacko sterczały nabrzmiałe, brązowe sutki. Po pozbawionym śladów owłosienia łonie spływały potoki piany. U styku ud rozdzielały się, by sunąć krętymi strumykami po ich wewnętrznej stronie. Uśmiech zadowolenia zakwitł na jej ustach. Wyciągnęła dłoń i zapraszającym gestem zachęcała mnie do wspólnej kąpieli. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Trudno było pozostać obojętnym, patrząc na nagą ślicznotkę. Uchyliła drzwi kabiny.

– Chodź, umyj mi plecy. – Ciepły, poruszający do głębi głos.

Oderwałem się od framugi…

 

III. Supozycja

Obudziłem się. Głos mechanicznego świerszcza co kilkanaście sekund zmieniał natężenie na wyższe. Odruchowo, jak co rano, zdusiłem dłonią przycisk budzika stojącego na szafce. Owadzie cykanie zamarło. Niechętnie otworzyłem oczy. Słońce zaglądało zza brył wieżowców do sypialni. Liście palm rosnących na tarasie delikatnie drgały. Czas najwyższy wstać do pracy. Leżałem na wznak wpatrzony w kołyszące się zielone pasemka, ze świadomością nieuniknionej konieczności opuszczenia ciepłego łóżka. Uznawszy w końcu swoją bezsilność wobec obowiązku pracy, usiadłem na jego brzegu. Poczucie doświadczanej niesprawiedliwości wobec ludzi wylegujących się do godzin południowych napełniło mnie wściekłością. Aleks… impuls zazdrości… No cóż, nie każdemu się udaje w życiu tak jak jemu – przemknęło mi przez myśl. Wraz z nią uderzyła mnie niczym młot świadomość, że… Amanda!!!

W ułamku sekundy ostatnie opary snu uleciały w zapomnienie. Rozejrzałem się, lecz nigdzie nie zauważyłem ślicznotki. Coś zabrzęczało w kuchni. Uderzenie szkła o szkło. Wczorajszy wieczór…

– Dzień dobry, Greg. Jak się spało? – Pojawiła się z trzymaną w ręku tacą.

Śniadanie! Przygotowane przez dziewczynę dla mnie! Do tej pory to ja występowałem w takiej roli, niestety rzadko. Rozkładała wszystko na stole. Jedynym okryciem na tym seksowny ciele była moja koszula. Rozpięta, sięgała do połowy…

– Idź się wykąpać i nie patrz tak na mnie, bo spóźnisz się do pracy. – Przygana okraszona słodkim uśmiechem.

Nadzieja na coś więcej prysła w jednej sekundzie. Niechętnie powlokłem się do łazienki. Kilka minut pod prysznicem. Mimowolny grymas zadowolenia na wspomnienie wieczoru. Mycie zębów, golenie. Przeciągnąłem maszynką po policzku i w połowie zamarłem w bezruchu. Szalona myśl przyszła mi do głowy. To wszystko jest żartem. Przywołałem obraz z wczoraj, gdy skaleczyła się w palec.

– Pośpiesz się, bo się spóźnisz. – dobiegł mnie głos Amandy.

Przez policzek od lewego ucha biegł pas usuniętej piany. Ocknąłem się z odrętwienia i dokończyłem golenie. Ubrałem się, podczas gdy Amanda siedziała na kanapie z dłońmi na kolanach. Czekała. Przyjrzałem się długim, zakończonym purpurową czerwienią paznokci palcom. Koniuszek jednego oplatał kawałek plastra. Spojrzałem na zegarek – wpół do siódmej. Na tarasie siadał właśnie, jak co dzień, grawilot. Zapraszająco otworzył swoje wnętrze. Łyknąłem kawy i ująłem w dłoń tost. Ruszyłem w kierunku wyjścia.

– Czy masz dla mnie jakieś polecenia? – dobiegł mnie głos kobiety.

Zatrzymałem się i odwróciłem. Za moimi plecami automat uchylił drzwi na zewnątrz. Amanda już nie siedziała, zmierzała w moją stronę. Wyglądała… Stanęła przede mną i bez wahania objęła ręką za szyję i ucałowała w usta. Wyswobodziłem się łagodnie z uścisku. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy. To był tak ciepły gest, a równocześnie coś zupełnie nowego dla mnie. Nigdy żadna dziewczyna nie żegnała mnie wychodzącego do pracy.

– Ja muszę… – wyszeptałem zaskoczony.

Uśmiechnęła się ironicznie, a może smutno, jak rozczarowana kobieta. Tak ludzkie spojrzenie, że się zawahałem.

– Pospiesz się, bo się spóźnisz. – W głosie rudowłosej pobrzmiewała nuta szyderstwa. A może tylko mi się tak zdawało.

Chciałem coś powiedzieć, lecz w końcu bez słowa odwróciłem się i zająłem miejsce w pojeździe. Jeszcze przez chwilę, odlatując, widziałem stojącą w drzwiach półnagą dziewczynę.

***

…podszedłem do kabiny. Milcząc ująłem wyciągniętą rękę. Sięgnęła do guzików koszuli… Nagi przygarnąłem ją do siebie i objąłem ramionami. Przywarła całym ciałem ufnie, mocno, by już po chwili odwrócić się do mnie tyłem. Przycisnąłem usta do szyi. Pod wargami bił miarowy, równy puls. Wyswobodziła się z objęć i pociągnęła mnie za sobą do sypialni. Położyłem się na wznak, a ona usiadła na mnie. Już otwierałem usta ogarnięty falą kolejnych wątpliwości. Pochyliła się i zamknęła mi je kładąc na nich dłoń.

– Nic nie mów, nic – szepnęła cicho.

Poczułem zapach jej ciała, a oddech musnął moje skronie. Wargi znalazły wargi. Naraz drgnąłem jak uderzony, gdy pochłonęła moje pożądanie. Zamarła i miękkim, delikatnym ruchem zaczęła się kołysać. Uchwyciłem ją za biodra. Pod palcami wyczułem twardy zarys. Kość. Sunąc dłonią do nabrzmiałych sutków trafiłem na żebra skryte pod cienką materią skóry. Czym ona jest? – błysnęła mi w narastającej rozkoszy myśl. Pod palcami obejmującymi pierś poczułem mocno bijące serce. Zza ciemnych ścian budynków wychylił się księżyc. Musnął swym bladym światłem twarz Amandy. Rozchylone do krzyku usta. Zamknięte oczy. Raz wargi jej drgnęły, jakby chciała coś powiedzieć, ale tylko głęboko westchnęła i znieruchomiała. Wyprężyła się i trwała bez poruszenia, gdy dopadło mnie spełnienie.

***

Pojazd osiadł na płycie lądowiska. Kabina otworzyła się powoli.

A ja wróciłem wspomnieniem do chwili, gdy skaleczyła się w palec. Ot, nic nieznaczące draśnięcie. Kilka kropel krwi i zaskakujący dla mnie widok czerwieni na ostrzu. W ludzkim odruchu pospieszyłem z pomocą. Wyjąłem z kieszeni chusteczkę i owinąłem rozcięty palec. Zakłopotana mina Amandy. Dlaczego? Powinna to zbagatelizować. Spłoszone spojrzenie dziewczyny. Siedziałem skamieniały w pojeździe. Czy to możliwe? Czy Aleks zdolny byłby ze mnie tak zakpić? Czy obydwoje byliby zdolni uknuć taką intrygę?

 

[1] Trzy Prawa Robotyki – Isaac Asimov

Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł – kobiety tak idealnej, że aż nie do wytrzymania. To ci dopiero fantastyka. :-)

Końcówka słabo do mnie przemówiła – no, nie wydaje mi się, że to możliwe.

Ale ogólnie – podobało mi się. I napisane bardzo przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Ok, daję Ci szóstkę. Opowiadanie bardzo mi się podobało… z wyjątkiem końcówki :) Błagam, nie tak :) Wymyśl coś innego i daj mi znać :D

Przykro mi bardzo, ale ten tekst wygląda jak spis sprośnych fantazji niezbyt ogarniętego życiowo onanisty. Jeżeli ktokolwiek uważa za ideał kobiety nie wychodzącą z kuchni w innym celu niż na ruchanie kurwę, to współczuję mu z całego serca.

Samą końcówkę czytałem z najmniejszym zażenowaniem, bo przeszło mi przez myśl, że być może Amanda nie jest androidem, a żywą kobietą-niewolnicą, której pociachano mózg implantami, aby spełniała zachcianki właściciela. Mocne. Tylko to czyni opowiadanie jeszcze bardziej żenującym…

 

Bardzo jestem ciekaw opinii Naz o tym tekście. XD

 

Pozdrawiam!

O tak, opinia Heroiny może być interesująca… ;-)

Babska logika rządzi!

Warsztat i opisy nie przeszkadzały. Kobieta-ideał i jej relacje z mężczyzną wydają się interesującym tematem. Niestety sama realizacja nie przypadła mi do gustu. Miast skupić się na jakimś fajnym aspekcie psychologicznym (jak doprowadzanie faceta do szału przez tą idealność), dostałem opowieść nastawioną na sprawy łóżkowe. A to akurat dla mnie najmniej interesujące :(

Końcówka taka szokująca na siłę. Bo w którą stronę nie pociągniesz, to nic ciekawego z tego nie wyniknie dla jakiejkolwiek dalszej treści.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

majątkowego, który nas dzielił.

“która”. Dzieliła ich różnica, nie status.

– Hm… na pewno moich – przemknęło mi przez myśl.

Nie polecam Ci zapisywać myśli tak samo jak dialogów, szczególnie w narracji pierwszoosobowej. Mylące, niejasne.

Otworzyłem usta, by olśnić go

Przeczytałem “oślinić go” i stwierdziłem, że się tym pochwalę xD To nie jest merytoryczna uwaga do tekstu, nieważne xD

– Już znikam i nie przeszkadzam.

Ta, jak przyjdzie enazet, to będzie ciekawie. Niemerytoryczna uwaga numer dwa, tymczasem czytam dalej. ;]

 

 

Hmm, sama akcja nie jest jakaś porywająca, czytałem z zaciekawieniem, chociaż może bardziej z nadzieją, że stanie się coś… Szokującego. W każdym razie tą nadzieją udało Ci się żywić mnie do końca tekstu, który to koniec jest całkiem przyjemnie niejednoznaczny, ale też nie wnosi nic w stosunku do tego, nad czym czytelnik [tzn. ja;] się zastanawiał wcześniej. Inna kwestia jest taka, że te końcowe pytania postawione są w sposób troszkę za bardzo bezpośredni jak dla mnie.

No, nawet mi podszedł ten tekst, jakkolwiek mroczna byłaby przedstawiona przez ciebie fantazja wizja. Interpretacja MrBrightside’a przedstawia się najciekawiej i ja również się w jej kierunku skłaniam. Bez szału ale całkiem spoko.

A no i te prawa Asimova troszkę na siłę, ale może marudzę, bo ja tych praw w ogóle nie lubię, są mocno faszystowskie i dyskryminują roboty. O! :P

No nieźle.

Dyskryminacja dyskryminacją, ale one są od nas silniejsze. A jak jeszcze nauczą się kminić lepiej niż my (i nie chodzi mi o ogrywanie w szachy nawet arcymistrzów)… Prawa Asimowa nie są głupie. ;-)

Babska logika rządzi!

Oj, nie, nie uważam, żeby to było takie proste jak piszesz ;] Pewnie dosyć dużo bym na ten temat mógł naprodukować, ale nie chciałbym tutaj robić bezczelnego offtopu. To raz. A dwa, że jest dwadzieścia po pierwszej. :D

No nieźle.

Jak czytałam tekst to miałam lekkie skojarzenia z "Ex Machną". Ogólnie nawet nieźle napisany tekst, bez jakiś wielkich zgrzytów, tylko ta historia taka trochę niemrawa. Można by ją spokojnie skrócić o jakieś 10 tys znaków. Darować sobie niektóre zbędne opisy. Końcówka zastanawiająca i mnie nawet się podobała, tylko co to oznacza dla bohatera i tytułowej Amandy? Gdy jest pokazane, że to nie robot, to odczuwa się lekkie zdziwienie dlaczego ona godzi się na takie przedmiotowe zachowanie. Również czekam na opinię Naz. Obstawiam, że, niestety, autorze, nie pozostawi na Tobie suchej nitki. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dobry wieczór.

Dziękuję za poświęcony czas i wszystkie komentarze.

Wasze uwagi i spostrzeżenia  wykorzystam w przyszłości.

Nawiasem mówiąc,  to niedopowiedzenia zmuszają do zastanowienia się, co dalej. ;-))

Pozdrawiam B.

Po pierwsze: to jest sprawnie napisany tekst. Już wiem, że z zainteresowaniem zajrzę do kolejnego.

Po drugie: ja to odbieram jako krytykę praw Asimova, pokazanie czym się okazują, kiedy robot przestaje być blaszaną puszką a coraz bardziej przypomina człowieka. Albo na odwrót.

A zakończenie ładne, subtelne.

Tędy podszedłeś? Może i tak, ale wtedy końcówka rozmywa przesłanie.

Babska logika rządzi!

Skoneczny mnie tu zawołał, a wcale nie wiem, czy chcę czytać. Na razie niestety nie mam czasu (walczę z referatem “Bohater kobiecy w literaturze fantasy: dekonstrukcja tradycyjnej roli społecznej”… :D). Ale wrócę tu, jak tylko uporam się z posyłaniem w świat feminizmu, skoro tyle osób czeka :o

Jasna Strona swoim komentarzem rozłożył mnie na łopatki.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dlatego napisałem “albo na odwrót”.

Lubię rozmyte przesłania. Powodują, że sobie siedzę i myślę zamiast lecieć do kolejnego opowiadania.

Przykro mi to wyznać, ale cóż, wynudziłam się okrutnie, no bo ile można czytać o dupie Maryni, czy, jak tutaj, Amandy.

Zakończenie nieco zastanawia, ale snu z powiek mi nie spędzi.

Jedyne zadowolenie wyniesione z lektury – Ona jest napisana bardzo porządnie. ;)

 

– Dla­cze­go cię nudzi ? – Zbędna spacja przed pytajnikiem.

 

Bocz­na ścia­na po­jaz­du unio­sła się do góry, a my za­ję­li­śmy miej­sca. – Masło maślane. Czy coś może unieść się do dołu?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Naaaaaz, obiecałaś, że tu wrócisz… :>

Nowa Fantastyka