- Opowiadanie: rogas - Bohater i jego Autor

Bohater i jego Autor

Taka krótka historyjka, która wpadła mi do głowy. Może zdoła wywołać uśmiech na czyjejś twarzy :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Bohater i jego Autor

Bez większych nadziei złapałem za klamkę. Tak jak sądziłem, drzwi były zamknięte na klucz. Budynek wyglądał jak wiele innych dookoła – stara rudera z czerwonej cegły. Podszedłem do okna, ale przez brudną szybę i zasuniętą firankę niewiele dało się zobaczyć.

Minął już przeszło tydzień od porwania Kate Watson i szanse, że dziewczynka jeszcze żyła, były drastycznie małe. Miałem jednak trop i musiałem go sprawdzić. Byłem w końcu detektywem, a jej rodzice zapłacili za odnalezienie małej.

Kilka ruchów wytrychem i zamek ustąpił. Rozejrzałem się na boki. Był środek nocy, uliczka nie była oświetlona, a na chodnikach nie widziałem żywej duszy. O tej porze nikt raczej nie wychodzi na spacery. To nawet dobrze. Wolałbym, żeby gliny nie dostały zgłoszenia o potencjalnym włamywaczu.

Uchyliłem drzwi i powoli wszedłem do mieszkania. Podłoga trochę skrzypiała, więc starałem się bardzo ostrożnie stawiać kroki. Było strasznie ciemno, nic nie widziałem…

– Czemu tu jest tak cholernie ciemno? – zapytałem Autora.

– Hmm – odparł i po chwili odezwał się dźwięk klawiatury.

Za oknem pojawiła się lampa uliczna i do wnętrza wpadło trochę światła.

– Dzięki – mruknąłem i ruszyłem dalej.

Tak jak się spodziewałem, salon był pusty. Wyglądał jak mieszkanie normalnego faceta – kanapa, komoda, telewizor. Na stoliku otwarta paczka chrupek, puszka po piwie i coś jeszcze. Podszedłem bliżej, żeby się temu przyjrzeć. Rajstopy. Małe, dziecięce rajstopy.

Sięgnąłem pod płaszcz, po ukryty tam pistolet maszynowy MP5…

– Co to jest do cholery? Może od razu dasz mi bazookę? – zapytałem poirytowany.

– Hmm. – Autor zamruczał coś niewyraźnie i wstukał kilka klawiszy.

W ręku trzymałem rewolwer.

– Tak lepiej. – Pokazałem uniesiony w górę kciuk i upewniłem się, że bębenek jest załadowany.

Dom był jednopiętrowy. Sprawdziłem ostrożnie kuchnię i łazienkę, wszędzie czysto. Została tylko piwnica. Nacisnąłem klamkę, stare zawiasy zaskrzypiały i drzwi się uchyliły. Zajrzałem przez szparę, ale było tam zupełnie ciemno…

– Co ty masz z tymi ciemnościami, co? – Westchnąłem ciężko.

– Budują napięcie – usłyszałem odpowiedź Autora.

– Chrzanię napięcie! Nie jestem kretem i nie poluję na wampiry!

– Hmm.

– Co? Nie! Czekaj! – krzyczę.

Ale jest już za późno. W jednej dłoni trzymam osinowy kołek, a w drugiej krzyż. Zawieszony na szyi czosnek śmierdzi tak, że aż wyciska ze mnie łzy.

– To żeś dowalił… – Muszę przetrzeć piekące oczy. – Nic nie widzę od tego smrodu! Daj mi chociaż latarkę, czy coś…

Stukot klawiszy i na stoliku pojawia się lampa olejna.

– Serio? Mamy dwudziesty pierwszy wiek, nie mogłeś dać zwykłego włącznika światła?

Ten dźwięk klawiszy coraz bardziej działa mi na nerwy. Nie jestem już w małym domku na przedmieściach Chicago, tylko w drewnianej chałupie pokrytej słomianą strzechą.

– Rany… – Wkurzony podchodzę do stolika i sięgam po lampę.

Zrzucam z siebie czosnek, nie daję rady z tym zapachem i pieczeniem oczu. Unoszę klapę od piwnicy i zaglądam do środka. W migoczącym świetle dostrzegam krótkie, drewniane schodki. Reszta pomieszczenia to zwykły spichlerz. Schodzę ostrożnie, krzyż trzymam przed sobą niczym tarczę. Kiedy mijam ostatni stopień, za regałami porusza się jakiś cień. Podchodzę bliżej i wtedy go dostrzegam… Nad martwym ciałem małej Kate stoi wampir – nosferatu. Ma zielonkawą cerę, szpiczaste uszy, ogromne oczy i jest zupełnie łysy… W zasadzie to wygląda jak wysoki, zielony kosmita…

– Czy ty masz w ogóle jakieś pojęcie o wampirach? – pytam Autora. – Bo ten wygląda jak z innej planety…

– Wyyypiiiję twoooją kreeew – syknął podrabiany nieumarły.

– Zamknij się na chwilę. – Rzucam w niego osinowym kołkiem. – Rozmawiam teraz.

– Hmm – słyszę znajomy głos i stukot klawiszy.

Nie jesteśmy już w piwnicy drewnianej chatki, tylko w hangarze statku kosmicznego. Jest ciemno, z powodu awarii zasilania działają tylko lampy awaryjne. Nareszcie wiem, kto zabija moją załogę. Zielony kosmita lustruje ze zdziwieniem okolicę, a ja mierzę w niego z laserowego pistoletu. Na podłodze widzę martwe ciało porucznik Kate Watson. Ta poczwara musiała dopaść i ją.

Nagle statkiem wstrząsa eksplozja.

– Kapitanie, atakują nas niszczyciele imperium! Musimy skakać w nadświetlną! – odzywa się głos z interkomu…

– Niszczyciele imperium? No bez jaj! – Ręce mi opadają. – Teraz to dosypałeś do pieca… Może wróćmy jednak do seryjnego mordercy? Już nawet nie musisz dawać mi latarki, wiesz? Zejdę do tej piwnicy po ciemku. Jeszcze zawiążę sobie oczy! Wtedy to dopiero będzie napięcie!

– Hmm…

– Nie, czekaj! Żartowałem tylko!

Nie wiem czy jest ciemno, czy jasno. Jestem ślepy od ponad piętnastu lat, odkąd w Wietnamie tuż przede mną wybuchł granat. Miałem szczęście, zaopiekowali się mną buddyjscy mnisi. Nauczyli mnie jak zamienić moją słabość w siłę. Wyszkolili mnie na wojownika ninja.

Przyłożyłem ucho do czegoś, co musiało być drzwiami od piwnicy, ale nie wyłowiłem żadnego dźwięku. Zacisnąłem mocniej dłonie na rękojeści samurajskiego miecza i zacząłem schodzić po drewnianych stopniach. Miałem nadzieję, że znajdę tam małą Kate Watson, że to opowiadanie w końcu się skończy, i że drugą część, jeśli powstanie, będzie pisał ktoś inny…

Koniec

Komentarze

Dobre :) Podoba mi się absurdalne zmienianie scenografii i to piękne łamanie czwartej ściany. No i zakończenie, sugerujące, że mamy do czynienia z postacią z jakiejś franczyzny. Bo inaczej biedak-bohater musi zaczekać na śmiertelne zejście Autora. I oby ten nie zostawił notatek :)

Podsumowując: sympatyczny i fajerwerkowy tekst.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ubawiło :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Hahaha :) Bardzo mi się podobało, gdzieś tam mignęły powtórzenia, ale ogólnie super :)

 

EDIT:

Ponieważ nominowałam do Biblioteki, to muszę trochę umerytorycznić swój komentarz. 

Sam pomysł dialogu bohatera opowiadania z jego autorem nie jest nowy, ale przedstawiłeś go w fajny, zabawny sposób. Łatwo utożsamić się z detektywem/łowcą wampirów/kosmicznym kowbojem ;P – wyszedł całkiem jajeczny. Ba, ja nawet poczułam sympatię do Autora, bo złośliwym zachowaniem jakoś tak przypomina doktora House’a ;) Jeśli chodzi o styl – napisane płynnie, przez tekst w zasadzie przepłynęłam i nawet jeśli były jakieś błędy, to ja ich nie zauważyłam. No, może poza:

Był środek nocy, uliczka nie była oświetlona, a na chodnikach nie widziałem ani żywej duszy.

No i zgadzam się z coboldem, że nagła zmiana czasu trochę przeszkadzała. Ale to jest do poprawienia, a nawet do zaakceptowania.

 

Teraz to dosypałeś do pieca… – mówi się chyba “dołożyłeś”?

Uśmiechnęło mnie. Ostatnia scena przypomniała mi film z Rutgerem Hauerem – też był ślepy, a dokonywał cudów, więc Twój bohater też sobie poradzi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zabawny tekst. Świetnie poprowadzone zmiany scenerii.

Bardzo mi się podobało. Krótkie, ale treściwe i jak dla mnie filozoficzne :) Same plusy. Pozdrawiam.

Pomysł fajny, wykonanie całkiem zręczne.

Razi nagła (choć niekonsekwetna) zmiana czasu narracji w środku opowiadania.

Ciesze się, że się spodobało smiley I dzięki za nominacje!

Bardzo sympatyczne. Spodobał mi się pomysł dialogu z autorem. Chociaż taki pyskaty i marudny bohater aż się prosi o kłopoty…

Babska logika rządzi!

Fajne, niby takich tekstów było już wiele, ale wykrzesałeś z tematu coś oryginalnego :) Mnie się podobało, leć do biblioteki :)

Niby nic nowego pod słońcem, ale bardzo się cieszę, Rogasie, że wpadła Ci do głowy historyjka, która mnie rozbawiła. ;D

 

Wy­y­y­piiii­je two­ooją kre­eeew… – Literówka.

 

przez awa­rię za­si­la­nia dzia­ła­ją tylko lampy awa­ryj­ne. – Raczej: …z powodu awarii za­si­la­nia dzia­ła­ją tylko lampy awa­ryj­ne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Co tu dużo pisać: dobre… ale mało. Spokojnie mogłeś jeszcze ze dwa-trzy akapity dodać :)

Czy to jest sygnaturka?

Historia wywołuje uśmiech na twarzy, może nie jest oryginalna, ale bardzo sympatyczna :) I ja staję po stronie bohatera – Autorzy powinni się bardziej uważnie wsłuchiwać w roszczenia własnych postaci, zdecydowanie! 

Z trochę innej beczki natomiast: całość brzmi i wygląda jak zalążek scenariusza niezgorszego skeczu albo kilkuminutowej animacji, obejrzałabym. 

Ten uśmiech to z łatwością udało się wywołać ;) Jak zacząłeś o tym detektywie, to pomyślałam, że będzie Sherlock Holmes, ale na szczęście  (przynajmniej dla mnie) poszedłeś w zupełnie inną  stronę :) Potem miałam skojarzenia z taką jedną książka, Demi-Monde, w sumie bardzo luźne. Opierające się na tej relacji między stwarzającym, a stwarzanym i ponurej atmosferze, która gdzieś tam się przyplątała w Twoim tekscie przy tej piwnicy. Nawet pomimo ogólnego wesołego nastroju. Według mnie wyszło to tekstowi na dobre, bo stał się przez to nieco bardziej urozmaicony :)

 

Tytuł widzę na podobnym schemacie, co “Kon i jego chłopiec” i “Demon…” Skonecznego ;) A z takich uwag, co tak mogę jeszcze mieć i co w sumie pokrywa się z zastrzeżeniami do Twojego poprzedniego tekstu, który czytałam, to taka zbytnio skrótowość. Wiadomo, nie znaczy to, że miałbyś zaraz dodawać do tego tekstu dwa tysiące znaków.  Myślę,  że dwa czy trzy zdania by spokojnie wystarczyły,  żeby dość płynne przyjścia z bardzo zmiennej scenerii zamienić na zupełnie płynne  :) 

 

EDIT: Z tym poprzednim tekstem, to chodziło mi o Wybudzenie. Bo ostatnio komentowałam z Twoich tekstów Myszy, a pisząc wcześniej o poprzednim tekście miałam na myśli Wybudzenie;)

Dziękuję za bibliotekę i wszystkie komentarze smiley

Poprawiłem tę zmianę czasu i błędy, które wskazała reg

Ciesze się bardzo, że wam się spodobało i na twarzach zagościły uśmiechy!

– Budują napięcie. – Usłyszałem odpowiedź Autora.

– Hmm. – Słyszę znajomy głos i stukot klawiszy.

Znowu źle zapisujesz dialogi. 

Cóż, mnie się nie spodobało. Podobny pomysł o wiele lepiej został wykorzystany w krótkometrażówce “Gunfighter”, a tutaj… RogerRedeye czasem pisze, że tekst jest “portalowy” i w tym przypadku też nasuwa mi się takie określenie. Szkoda, że przy tym ćwiczeniu literackim nie zadbałeś o formę – o co w ogóle chodzi z tą zmianą czasu z przeszłego na teraźniejszy? 

Może pomysł nie jest ani oryginalny, ani nowy, ale całość jest dobra. Nic do zarzucenia, a proces pisania jest naprawdę ciekawie przedstawiony. Spodobało mi się to ciągłe zmienianie fabuły i ogólnie wszystkiego. Sympatyczny short :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Fajne opowiadanie, przyjemne, przewrotne i wywołujące uśmiech :) ciekawie i zabawnie wyszły  te przeskoki oraz zmiany scenerii i kostiumów. Biedny bohater, miejmy nadzieję, że za drugą część weźmie się ktoś bardziej litościwy dla swojej  postaci ;)

Jaki tam biedny?! Rozkapryszona bestia! Gdyby moi tak marudzili, dopiero bym im pokazała… ;-)

Babska logika rządzi!

Po przeskokach z detektywa do niewidomego wojownika ninja też chyba stałabym się trochę marudna ;)

Uśmiechnąłem się nawet :D Dobry tekst.

 

Rozrywka to tylko dobrze dawkowane hormony :D

Niby nieoryginalne, niby warsztat nie powala… A jednak poziom absurdu w końcówce był w sam raz taki, żeby się uśmiechnąć.

 

 

a jej rodzice zapłacili mi za odnalezienie małej.

Wg mnie niepotrzebny zaimek.

 

a na chodnikach nie widziałem ani żywej duszy.

Wg mnie niepotrzebna Ania

 

Mp5 to pistolet maszynowy, a nie karabin maszynowy. Podstawowa różnica między tymi rodzajami broni to typ stosowanej amunicji : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki Nevaz, już poprawione wink

Nowa Fantastyka