- Opowiadanie: Mitsuko21 - We mgle

We mgle

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

We mgle

Jedź na wschód, mówiła. Na wschód, na wschód… powtarzała to jak w gorączce, zanim połączenie zostało przerwane. Zostawiłam więc niedokończone śniadanie i z kubkiem kawy wsiadłam do samochodu.

Na wschód, na wschód. Łatwo powiedzieć, ale sam wschód ma wiele kierunków. Skierowałam się wiec na północ, tam, gdzie powinna być. Do ośrodka „Na Końcu Tęczy”. Miała tam prowadzić zajęcia dla dzieci wychowywanych w domach patologicznych. Dlaczego nagle dostaję od niej taki telefon, z cichą prośbą o pomoc? Dlaczego każe mi jechać na wschód, gdy powinna być na północy, a w jej głosie słychać desperację i strach, tak jakby po drugiej stronie słuchawki ktoś trzymał jej broń przystawioną do skroni?

Mogłam z nią pojechać. Miałam z nią pojechać. Miałam uczestniczyć w tych spotkaniach, ale mój syn złamał nogę, i nie mogłam jej towarzyszyć od samego początku. Mój mąż, Daniel, jest jak zwykle za granicą. Dlaczego za niego wyszłam? Od dawna zadaję sobie to pytanie. Nigdy nie można na niego liczyć, gdy jest najbardziej potrzebny i jak zwykle odbija się to na mojej pracy.  

Niecierpliwię się, bo przede mną jeszcze kawał drogi. Patrzę na GPS. Wskazuje osiemdziesiąt km. Wytrzymasz, Ani? Wytrzymaj jeszcze trochę.

 

Jestem na miejscu. Zatrzymuję się przed bramą, pokazuję dokumenty, przejeżdżam i parkuję. Wchodzę do środka. Za biurkiem siedzi zadbana kobieta w średnim wieku, podkrążone oczy, czerwona szminka, czarna spódnica. Zwracam się do niej:

 – Jestem korepetytorką z agencji „Vitalia”. Moje dokumenty. – Podaję cały plik. Znudzona, podnosi wzrok. Gdy już rzuci na nie okiem, mówię dalej: – Cztery dni temu przyjechała tu moja znajoma z tej samej agencji, Anna Wileń. Chciałabym się z nią zobaczyć. Wie pani, gdzie może teraz być?

Z uśmiechem, wyćwiczonym latami praktyki, przyklejonym jak kawałek taśmy do twarzy, odpowiada:

 – Już sprawdzam. – Zastukała w klawiaturę i zapatrzyła się na ciąg nazwisk na ekranie. – Hmm… tak, pani Anna jest tu zarejestrowana. Według grafiku dzisiejszy dzień ma wolny, zajęcia odbędą się dopiero wieczorem.

 – Więc gdzie ona jest? – Zerkam ukradkiem na ekran.

 – Kim pani jest dla pani Anny? – pyta mnie, taksując spojrzeniem z góry do dołu.

 – To moja przyjaciółka – mówię.

– Pani wybaczy, ale nie mogę udzielić pani takich szczegółów, przynajmniej dopóki nie okaże mi pani powiązania z panią Anną. – Ekran, któremu się przyglądałam, stał się czarny. – Musi pani także wypełnić to – podsuwa mi świstek – oraz muszę panią zarejestrować jako korepetytorkę – ciągnęła.

Zmrużyłam oczy. Czego ja się spodziewałam po sekretarce? Spojrzałam na zegarek i zastukałam palcami o blat biurka. Minęło prawie półtorej godziny, odkąd zadzwoniła do mnie Ania. Zastanawiałam się nad decyzją jakieś trzy sekundy, westchnęłam. I tak nie miałam innego wyjścia.

 – Dobrze, niech pani mnie zapisze. – Machnęłam ręką.

Po dwudziestu minutach wszystko było skończone.

 – Proszę mi teraz powiedzieć, gdzie jest pani Anna. To bardzo ważna sprawa – naciskam.

– Mogę to zrozumieć – odpowiada tonem, który przestawał być miły dla ucha, a zaczynał być nudny i drażniący – ale pani musi zrozumieć też mnie. Nie mogę udzielać takich informacji osobom, które nie są z nią spokrewnione. Tu chodzi o jej bezpieczeństwo, rozumie pani. – Obdarzyła mnie kolejnym, sztucznym uśmiechem.

– Pieprzenie – mruknęłam pod nosem. Otworzyłam torebkę i zaczęłam szukać. Wyrzuciłam jej zawartość na blat. Zajrzałam do małej, wewnętrznej kieszonki i niemal wydałam z siebie triumfalny okrzyk, gdy wyciągnęłam z niej pomięte zdjęcie. Wywołałam je jakiś czas temu, ale kompletnie o nim zapomniałam i tak już zostało, za co teraz dziękowałam niebiosom. Podsunęłam jej pod nos. Byłam tam ja, mój mąż i Ania, nasze twarze widać było wyraźnie. Zrobiliśmy je na jej urodzinach jakieś pół roku temu.

 – Widzi pani? To ja, to Ania. To moja przyjaciółka. Proszę mi powiedzieć, gdzie ona jest? To naprawdę pilna sprawa.

Miałam jej już serdecznie dość, ale nie było nikogo, od kogo mogłabym się tego dowiedzieć. Było południe, niebo bez jednej chmurki, a słońce paliło tak, że nawet park obok budynku świecił pustkami.

– Niestety, to nadal nie udowadnia, że ma pani prawo do jej danych.

Co za irytująca baba! Czułam, jak zaczyna nasilać się lekki, pulsujący ból w skroniach. Byłam zbyt zmęczona, pragnęłam tylko zamknąć się w łazience i wziąć zimny prysznic, a że nie mogłam tego zrobić, moje rozdrażnienie sięgało już zenitu. Po za tym, mój niepokój o Ani coraz bardziej wzrastał.

W chwili, gdy miałam zamiar zająć się tą pożal się Boże recepcjonistką trochę bardziej po męsku, w kieszeni zadzwonił mi telefon. Zamarłam, po czym wyciągnęłam go. Odebrałam bez patrzenia na ekran.

 – Halo?

 – Kamila? Jesteś na wschodzie?

– Jestem w ośrodku. Słuchaj, gdzie jesteś? Nic ci nie jest? Co to był za telefon wcześniej?

Jej głos brzmiał już prawie normalnie. Nie było w nim strachu, tylko dziwne odrętwienie. I o co chodziło z tym wschodem?

– Przyjedź do mnie, Kamila. Kieruj się na wschód.

 – Czyli gdzie?

Cisza.

 – Ania, gdzie? Ani!

Znowu cisza, trwająca kilka sekund. A potem głos.

 – Jedź za śladami. Trafisz.

 – Co?

Połączenie zerwało się, pozostawiając mnie z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Spojrzałam na recepcjonistkę i zrobiłam coś, czego mogłam później bardzo żałować. Wyszłam z budynku, wsiadłam do samochodu i ruszyłam na wschód.

 

Wydawało mi się to nie możliwe. Bo kto normalny by w to uwierzył? Ale one tam były.

Ślady, o których mówiła. One tam naprawdę były.

Najpierw zauważyłam znak drogowy, ale coś z nim było nie tak. Wydawało mi się, że zawodzi mnie wzrok. Znak otaczała dziwna, zielona mgiełka. Unosiła się wokół niego, choć słońce grzało mocno, a niebo było przejrzyste. Odwróciłam wzrok, aby nie widzieć tej dziwnej halucynacji, ale teraz znajdowała się także przede mną. Rosła na poboczu, wplątana w gałęzie drzew i zielone liście, wiodła przed siebie. Jechałam za nią.

Skręcała w lewo. Zjechałam z drogi głównej, brnąc teraz wąską jednopasmówką z licznymi śladami użytkowania. Mój samochód zdawał się tonąć w tej mgle, a raczej to jakby ona nas powoli wciągała w siebie. Zwolniłam do czterdziestu i jechałam dalej. Przede mną wyrosła góra, a droga wiła się tuż u jej podnóża.

Nie wiedziałam, co o tym myśleć.

Pokonałam ostatni zakręt. W centrum mgły znajdowało się miasteczko, jednak była ona zbyt gęsta, abym mogła zobaczyć je w szczegółach. Zjechałam na pobocze, w dłoni trzymając telefon z wybranym numerem Ani. Wystarczyło tylko nacisnąć słuchawkę…

Zrobiłam to. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci… po dziesiątym rozłączyłam się. Naprawdę chciałam, aby odebrała. A pustka po drugiej stronie była bardziej niepokojąca, niż gdybym nie zadzwoniła wcale.

Gdy tylko znalazłam się w tej miejscowości, przekonałam się, że było tu niesamowicie cicho i pusto. Dawało to wrażenie jakiegoś upiornego miasteczka z horrorów. Takiego, do którego zapuszcza się niczego nieświadoma ofiara i w końcu zostaje zabita przez wampiry, zombie, czy inne kreatury. Gdy jechałam wąskimi uliczkami, rzadko kiedy zauważyłam człowieka. Od czasu do czasu przejechał obok mnie jakiś samochód. Gdy tylko mnie zobaczył, zwalniał, a jego pasażerowie przyglądali mi się. Ich twarze były pełne podejrzliwości. Czułam wokół siebie obserwujące mnie oczy, choć nie widziałam ludzi. Wyciągnęłam rękę w bok, aby wziąć telefon. Zadzwoniłam do Ani. Odbierz, prosiłam.

Nie odebrała.

 – Cholera.

Znalazłam parking i, biorąc głęboki oddech, wysiadłam z samochodu.

Powietrze tutaj było inne. Bardziej… stare. Jakby zamknięte w hermetycznym pudełku, które nie było otwierane od lat. Ściskając w dłoni kluczyki jak broń, ruszyłam przed siebie.

Błagam, Ani, znajdź się szybko i jedźmy, myślałam. Popchnęłam drzwi do pierwszego z brzegu baru i stanęłam przy ladzie. W środku było dwóch klientów. Gdy mnie zobaczyli, ich wzrok zmienił się. Byłam intruzem. Czym prędzej odwróciłam oczy.

 – Przepraszam… dzień dobry? – rzuciłam w przestrzeń.

Zza drzwi prowadzących na zaplecze wychylił się młody mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem.

 – Czego pani tu chce? – zapytał.

 – Czy zna pan może Annę Wileń? – Wyciągnęłam zdjęcie i pokazałam mu. – Powinna być tutaj.

 – Nigdy jej nie widziałem – odpowiedział i schował się z powrotem za drzwi. Po chwili jego głowa wychyliła się raz jeszcze. – Niech pani lepiej jedzie. Za dwie godziny może nie być pani w stanie.

 – Słucham?

Patrzę na niego osłupiała, ale on mówił całkiem poważnie. Mój oddech przyspiesza wobec tej groźby. Bo to niewątpliwie była groźba. Jego spojrzenie wygania mnie na zewnątrz.

Mgła jest coraz gęstsza. Pochłania wszystko wokół. Przychodzi mi na myśl, że mogę później nie odnaleźć swojego samochodu, ale staram się nie myśleć tymi kategoriami. Dwie godziny?

Patrzę na zegarek. Co ma się odbyć za dwie godziny? Pokaz, festiwal? To dlatego drogi są puste?

Nie, to na pewno była groźba. Widziałam to w jego oczach. Tak, jakby miał coś do ukrycia, coś czego nie chce ujawnić obcemu. Idę dalej. Nie mam wyjścia, jeśli Ani naprawdę tu jest, nie zostawię jej. Zabiorę ją i wyjedziemy. Dzwonię raz jeszcze, z głupią nadzieją, że tym razem odbierze, jednak ulatnia się ona po trzech sygnałach.

Dziwne jest to miejsce, z całą pewnością. Pustka, brak ludzi i ta mgła… Jakby była nie z tego świata, przywodziła mi na myśl filmy, w których kosmici odwiedzają Ziemię. Wysiadają ze statku, a ich postacie spowija właśnie taka mgła. Skąd ona się bierze? Z czasem jest jej tylko coraz więcej i więcej, a choć wieje wiatr, ona się nie rozwiewa.

 – Kamila!

Spoglądam za siebie. Tak, to ona. Tylko wygląda trochę inaczej. Dlaczego tak bardzo schudła? Dlaczego jej ubranie jest zniszczone, jakby od miesiąca nie nosiła nic innego?

 – Przyjechałaś prawie za późno. Mam tylko dwie godziny. Ale może zdążymy.

 – Ani, co się dzieje?

Podchodzę do niej i chwytam za ręce. Nadgarstki ma tak szczupłe, że mogłabym je objąć jedną dłonią.

 – Co to za miejsce? Ani… wracajmy – mówię, ale bez przekonania.

Teraz widzę. Teraz, gdy dotknęłam jej dłoni, pozwoliła mi zobaczyć. Może niezbyt wyraźnie, ale to wystarczy.

 – Naprawdę istnieje takie miejsce na Ziemi? – Śmieję się.

 – Szalone, prawda? – Ona również się uśmiecha. – Miejsce, gdzie można przewidzieć przyszłość. Miejsce, gdzie można posiąść boską zdolność. A wystarczy tylko wejść we mgłę. – Ścisnęła moją dłoń. – I znaleźć kogoś, kto ci to przekaże.

 – Dlatego tak bardzo chciałaś, abym tu przyjechała?

 – Jest jeszcze inny powód. Chodź.

Poprowadziła mnie, a ja patrzyłam przez mgłę. Zamykam oczy, a i tak wszystko widzę. Wszystko, co się może zdarzyć, każdą opcję, każdą możliwość, którą mogłabym wybrać. Za trzy sekundy, gdy wyjdę zza zakrętu mogę pójść w prawą lub w lewą stronę. Gdy pójdę w prawo, znajdę się w pobliżu parkingu, na którym zostawiłam samochód. Jeśli do niego wsiądę i odjadę, to miasteczko czeka zagłada. Jeśli zaś skręcę w lewo, będę w drodze na wzgórze, gdzie mogę je uratować. 

To wspaniałe. Widzieć świat tak wyraźnie, jak nawet nigdy mi się nie śniło, obserwować go z tej perspektywy, jakbym nagle wynurzała się z wielkiej głębiny, a niebo nade mną było czyste i błękitne. Jakbym znowu zaczęła oddychać prawdziwym powietrzem.

Spojrzałam na Anię. Ona też to widziała. I widzieli to wszyscy mieszkańcy.

 – Dlaczego takie coś istnieje? – pytam się.

Wzrusza ramionami. Skąd może wiedzieć?

 – Wyjeżdżałaś stąd?

 – Odkąd tu przyjechałam, nie opuszczałam tego miejsca. Ale już niedługo. Dziś musi się to skończyć. 

 – Myślisz, że stracimy tę zdolność? Wiesz, gdy już miasteczko zniknie i mgła się rozwieje?

 – To możliwe; słyszałam, że niektórzy mieszkańcy wyjechali i nigdy nie wrócili. To znaczy, że stracili tę zdolność. Inaczej byliby w stanie zobaczyć mgłę i tu wrócić.

Wtedy coś sobie uświadomiłam.

 – Dlaczego więc ja mogłam ją zobaczyć? – pytam. – Inni jej nie widzą, prawda?

 – Ty mogłaś tu przybyć, ponieważ cię wezwałam – odpowiada.

Jesteśmy już prawie u celu. Wspinamy się na szczyt wzgórza. Wiem, że będzie tam ktoś, kogo mam poznać. Ktoś taki jak my, ktoś z zewnątrz. Patrzę na zegarek. Została nam godzina.

 – Jak daleko możemy spojrzeć? – pytam się. Godzina to zbyt mało, aby nacieszyć się tą zdolnością. Próbowałam sięgać dalej, ale nie mogłam zobaczyć nic ponad nią.

 – To ograniczona zdolność, ale im dłużej oddychamy mgłą, tym dalej widzimy.

 – Jak daleko widzisz ty?

 – Jestem tu od rana. To niewiele, moja zdolność widzenia sięga tylko najbliższego dnia.

 – Nie chcę tego kończyć.

 – Ja też nie – mówi i widzę smutek w jej spojrzeniu. – Ale on już czeka. Wie, że mu pomożemy. Mieszkańcy nie zniszczą jej; zbyt kochają mgłę. Kto by jej nie kochał? Czuję, że gdybym została tu jeszcze trochę, też nie potrafiłabym tego zrobić. Jest jak narkotyk.

 – Nigdy niczego nie brałam – odpowiadam. “Nie piję nawet kawy”, myślę.

Im wyżej szłyśmy, tym ziemia była bardziej sucha, jednak nie mogłyśmy się zatrzymać. Wzgórze było strome, ale wspinałyśmy się bez odpoczynku. Brakowało czasu. Powietrze było równie suche jak ten piasek pod naszymi stopami, niemal nie dało się nim oddychać.

 – Ani, może jednak nie powinnyśmy tego robić? Wiesz, co się stanie ze wszystkimi mieszkańcami. Dobrze o tym wiesz. Umrą, jak ryby wyciągnięte z wody, gdy zabraknie mgły.

Widzę jak jej ciało delikatnie się spina.

 – Wiem, że tak będzie najlepiej. Śmierć tych ludzi to najlepsze, co może ich spotkać – mówi, nie odwracając się w moją stronę.

 – Widziałaś tę nienawiść. Wiedzą, co się z nimi stanie i, mimo to, pozwolą nam to zrobić?

– Nie mają wyjścia.

Mówiła te słowa, ale coś w nich było nie tak. Nie brzmiały prawdziwie. Jakby ich twórcą był ktoś inny, a ona używała swoich ust tylko do przekazywania ich.

 – Tak mówił ci ten, który na nas czeka? – pytam.

Milczy.

 – Wierzysz mu, bo widzi dalej? – dociekam.

 – Dobra, może teraz na odwrót; ja ci zadam pytanie. Dlaczego aż tak ci zależy na tych ludziach? Nie znasz ich.

 – No wiesz? – Przez chwilę próbowałam to ubrać w słowa. – To jak… jak w ogóle możesz coś takiego mówić? – Marszczę brwi i zatrzymuję się. – Ci ludzie mają swoje własne życia, rodziny, marzenia… Jak możesz traktować ich jak przedmioty?

 Ani też się zatrzymuje, ale dalej jest zwrócona w moją stronę plecami.

– Wcale tego nie robię. Po prostu wiem, że ta cena nie jest wygórowana. Za to, co chcemy zrobić… powinniśmy się cieszyć, że to tylko tyle. Zrozum, że nie możemy ocalić wszystkich. Skończ z tą swoją obsesją ratowania ludzi.

 – Obsesją?

 – Naprawdę tego nie widzisz? Dlaczego więc wybrałaś tę pracę? Dlaczego masz na swoim koncie więcej akcji dobroczynnych niż wszyscy z naszej agencji razem wzięci? Dlaczego, gdy tylko usłyszysz, że ktoś ma problem, rzucasz wszystko i biegniesz do tej osoby? Skończ z tym, nie jesteś żadnym super bohaterem.

Tym razem to ja milczałam. Te słowa były boleśnie prawdziwie, ale fakt, że wypowiedziała je przyjaciółka, czynił je mniej znośnymi. W dodatku wypowiedziała je bez zawahania, choć to ona zawsze była osobą, która wspierała mnie bez względu na wszystko.

Dlaczego teraz? Dlaczego nigdy nie powiedziała mi tego w twarz, tylko dopiero teraz, w tych chorych okolicznościach? Zawsze tak myślała?

 – To źle, że chcę pomagać ludziom? – pytam.

 – Czasami tak. Na przykład teraz. To tylko utrudnia nasze zadanie.

Podążyłam jedną ze ścieżek, aby przekonać się o jej intencjach. Zobaczyłam, jak powstrzymuję ich przed zniszczeniem miasteczka, a w zamian Ania i on, który nadal czekał na nas na szczycie, leżą martwi. Więc chciała uratować swoje życie? Taka była cena: jej życie za życie mieszkańców?

W mojej głowie pojawiła się pewna myśl. Sekundę później Ania odwróciła się i chwyciła mnie za ramiona. Ścisnęła je i jej paznokcie wpiły się w moją skórę.

 – Nawet o tym nie myśl – syknęła.

Jej wzrok sprawił, że osłupiałam. Nigdy go u niej nie widziałam. Patrzyła na mnie inaczej, tak…pusto. Pod tą nienawiścią nie kryło się nic. Gdy to sobie uświadomiłam, przeszły mnie ciarki. Przypomniał mi się jej głos, gdy zadzwoniła do mnie po raz drugi, ta sama obojętność i zrezygnowanie. A potem przypomniał mi się jej pierwszy telefon. Dlaczego wtedy tak się bała?

 – Kamila, przestań tak myśleć! – Nadal ściskała moje ramiona.

Przez obojętność zaczyna przebijać się strach. Ania zerka na górę, więc i ja tam spoglądam. Widzę go, choć niezbyt wyraźnie, bo oślepia mnie słońce. Pochyla się ze szczytu, spogląda na nas.

– Kamila, wyrzuć to z głowy!

W moim umyśle powstała wizja, gdy tylko pojawiła się ta jedna myśl. Przez nią została wyznaczona całkiem nowa ścieżka, którą mogłabym podążyć. Byłam tam ja, powstrzymująca ich dwoje od pozbycia się mgły. Tylko w mojej ścieżce, wszyscy dalej żyliśmy. Zmieniał to jeden, drobny szczegół. Nie zaczęliśmy wykonywać rytuału, więc nasze ścieżki nie złączyły się. Miasteczko przetrwało, a energia rozpierzchła się między nami. Wprawdzie utracimy tę zdolność, ale nie będzie to najgorsze. Gdy to zobaczyłam pojawiła się we mnie chęć podążenia tą drogą. Była bardziej zachęcająca niż wizja martwych mieszkańców. Utrata tej zdolności… to tak, jakby pokazać człowiekowi niewidomemu od urodzenia świat, jego całe piękno, a później powiedzieć mu, aby z własnej woli stał się na powrót ślepy. To szaleństwo – ale lepsze od śmierci. Zobaczyli tę ścieżkę i wyczułam ich zwątpienie, ale zaraz potem był tylko gniew.

– Kami, tak się nie stanie. – Puszcza moje ramiona, jest już opanowana. – To nie może się wydarzyć. Chodź, on pomoże ci nakreślić kolejne ścieżki, które wytłumaczą, dlaczego nasza droga jest najlepsza. Chodź, proszę cię. Kończy nam się czas.

Zobaczyłam ścieżkę, w której pozbywają się mnie, aby dokończyć to, co zostało już przeznaczone. Została mi ukazana we wszystkich szczegółach, tak mocno umieszczona w mojej głowie, że nie chciała wyparować przez bardzo długi czas. Chcieli, abym zrozumiała, że nie mam wyjścia. Więc poszłam z nią.

To nie jest aż tak wspaniałe. Co z tego, że widzę wszystkie wizje, skoro nie mogę wybrać wielu z nich?

 

Jesteśmy na samym szczycie. Wiatr jest tutaj silniejszy. Uwolniłyśmy się też od mgły, przynajmniej od jej większości. Ten mężczyzna stoi przed nami. Spoglądam mu w twarz. Skojarzyłam ją już wtedy, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy w ścieżce. Wiem, że skądś go znam, na pewno. Tylko nie mogę sobie przypomnieć skąd…

 – Dlaczego musimy pozbyć się mgły? – Mrużę oczy, aby lepiej go wiedzieć. Światło nadal nie jest moim sprzymierzeńcem.

 – Taka jest ścieżka. To ta, która zaczyna się jako pierwsza i jako ostatnia kończy. Nie możemy tego uniknąć.

 – Widziałeś moją wizję. Mogę to kontynuować, nawet teraz. Jeśli się was pozbędę, ta ścieżka przetrwa. Miasto nadal będzie trwać. – Ufam swoim oczom i temu, co zobaczyłam.

Wzdycha. Pochyla się i spogląda w dół. Wyciąga ręce i łapie odrobinę mgły. Faluje ona w jego dłoniach. W końcu wypuszcza ją i podchodzi do mnie.

 – Nie rozumiesz – mówi. – Ta ścieżka skończy się dosłownie za kilka minut. Wcale nie przedłużysz jej żywota. Spełniając to, o czym mówiłaś, stworzysz tylko nową ścieżkę na jej miejsce. Jej imitację. Ta jest prawdziwa – pisane jest jej się skończyć. Jeśli będziesz chciała stworzyć nową za pomocą swojej mocy… – Próbował to opisać, ale nie udało mu się znaleźć właściwych słów. – Ta moc nie jest dobra, więc ścieżka przez nią stworzona też nie będzie. Ta zdolność, którą dostaliśmy, ona u nikogo nie jest dobra. Nie jest boska, bardziej byłbym skłonny powiedzieć, że jest szatańska.

– Skąd możesz to wiedzieć? – zapytałam o to, ale jego oczy były szczere.

W głosie słychać było niemal desperację, aby mnie przekonać. Ania stała po jego stronie. To, co mówił, musiało być prawdziwe, ale coś nadal nie dawało mi spokoju. Ten strach w głosie mojej przyjaciółki, gdy do mnie dzwoniła, a później we wzroku, gdy nie chciałam z nią iść. Skoro mówił prawdę, dlaczego miałaby się bać? Tylko ta jedna rzecz nie pozwoliła mi uwierzyć w jego słowa. Ale starałam się o tym nie myśleć, aby uniknąć stworzenia kolejnej ścieżki, która mogłaby mnie zdradzić. Nie zdecydowałam, czy mu wierzę czy nie.

Zanim się cofnęłam, położył mi dłonie na ramionach. I zobaczyłam miasteczko jego oczami.

Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Wizja przyszłości była tak wyraźna, jakby działo się to w tej chwili, w tym miejscu. To miasteczko… ono chciało się skończyć. Zobaczyłam, że istnieje już od bardzo dawna i jest niczym staruszek. Zobaczyłam… widziałam dalej. Zobaczyłam, że każda ze ścieżek ma coś w rodzaju duszy, która ją określa. Ta obecna miasta była czysta i piękna. Ta, którą chciałam stworzyć była bardzo zła. Bardzo szalona, bardzo nie z tego świata. Widziałam w niej pewną siłę, ciężką i czarną. Zimny wiatr owiewał to miejsce, przenikając do kości. Ludzie, ja, on, Ania… nasze ciała wisiały na obumierających drzewach. Widziałam dzikie zwierzęta i stwory nie z tego świata. Ta siła… wisiała nad wszystkim, jak przeznaczenie, jak bóg, wszechmocna, widząca wszystko. A także były tam jakieś wrota. Stalowe wrota, przez które wszystko wydostawało się na świat. Nie zdołałam się im przyjrzeć, wyczułam opór w jego umyśle, jakby nie chciał, abym je zobaczyła. Zabrał rękę.

– Teraz rozumiesz? – spytał.

Tak. Teraz mu wierzę. Ponieważ prawda, którą mi ukazał, paliła mi oczy.

Popatrzyłam na zegarek. Już prawie zabrakło czasu. Jeszcze tylko jedno…

– Ani, co cię tak przeraziło? Wtedy, gdy do mnie zadzwoniłaś?

Teraz jestem spokojna, ale chciałabym to wiedzieć.

Wiatr wiał mocniej. Chwyciłam ją za jedną rękę i jej ścieżki zbiegły się z moimi. Wtedy, przez krótką chwilę zobaczyłam te wrota jeszcze raz. Te wrota… gdyby wszystko się powiodło, Ania i on mieliby przez nie przejść?

Gwałtownie odcięła mi dostęp do swoich myśli. Jej ręka zadrżała i usłyszałam, jak wypuszcza powietrze z płuc. Spojrzałam na nią, ale nie zobaczyłam nic w jej wzroku, oprócz zmęczenia. Dlaczego miałaby zniknąć za wrotami?

On wziął trochę mgły i zamknął ją pomiędzy nami. To takie proste. Wystarczyło tylko chwycić go za rękę. Zamknęlibyśmy krąg i uruchomili to wszystko. Ale teraz nie byłam taka pewna. Coś mi nie grało. Skoro oni mieliby przejść przez te wrota, gdzie byłam ja? Dlaczego nie widziałam siebie razem z nimi?

Wróciłam ze ścieżek. Uświadomiłam sobie, że nie słyszałam odpowiedzi Ani. Powtórzyłam więc pytanie. On wyciągnął swoją rękę, ale zanim zdążyłam ją chwycić, zobaczyłam jak wzrok Ani wędruje wprost na jego twarz, oczy wypełniają się lękiem, a jej usta szepczą bezgłośnie: on.

Odpycham jego dłoń i cofam się, pociągając za sobą Ani. On trzyma ją mocno. Przez chwilę szarpiemy się, a on próbuje złapać mnie. Gdy tylko zamknie krąg, wszystko się dopełni. Ale czas prawie się skończył. Jeśli minie, to on zniknie. Przynajmniej tak pokazuje ścieżka, na którą właśnie wkroczyłam.

To, co mi pokazał, musiało być fikcją. Tak naprawdę się nie stanie, bo inaczej, dlaczego Ani miałaby się go bać? To, co zrobiłam, mogło być albo bardzo mądre, albo bardzo głupie. To szaleństwo. Wiem, powtarzam to już któryś raz z rzędu, ale tak naprawdę jest. Nagle zostałam wplątana w coś, o czym do tej pory nie miałam najmniejszego pojęcia, a teraz mam odpowiadać za jakiś świat, który zaczął mnie dotyczyć dwie godziny temu? Co, do cholery?

Przyjrzałam się dokładniej jego twarzy. Te rysy… wiedziałam, że skądś go znam. To było trzy lata temu.

Te noce w szpitalu przy łóżku mojego ojca. Myślałam, że to tylko wytwór umysłu, to, że co noc śnił mi się nieznajomy. Mówił o wielu rzeczach. Jego matka umierała w ten sam sposób co mój ojciec; bezgłośnie, bez słowa protestu, bez ostatniego drgnienia ręki, z umysłem odurzonym lekami przeciwbólowymi. Byłam zbyt samotna, aby nie wierzyć słowom nieznajomego, który nawiedzał mnie w snach. Opowiadałam więc o sobie.

 – Poznajesz mnie? – pytam ze ściśniętym gardłem.

Przez chwilę patrzy, mruży oczy, doszukując się czegoś w mojej twarzy. Zaprzecza.

 – Musisz mnie znać. Trzy lata temu, widywaliśmy się co noc. Musisz pamiętać moją twarz…

Wydaje się, że już wie. Jego twarz i cała postawa zmieniają się, jakby wracał do siebie, wybudzony z koszmaru. Puszcza dłoń Ani, zatrzymuje się.

 – To niemożliwe – szepcze. – To były tylko sny… dlaczego? – Jego oczy otworzyły się szeroko, w miarę, jak przypominał sobie wszystko. Rozejrzał się nieprzytomnie wokół, niepewny, co tutaj robi. Wydaje się, że chciał powiedzieć coś więcej, ale zabrakło mu czasu.

Drobne eksplozje trwały w całym miasteczku, rozrzedzając mgłę. Przypominały trochę wybuchy fajerwerków, tylko nie towarzyszyła im żadna radość. Nigdzie nie było widać mieszkańców. Może już znikli?

Wiatr wiał jeszcze silniej, porywając za sobą szczątki mgły i uciekając z nią za horyzont, aby już nigdy nie powrócić. Miasteczko przestawało być ponurym miejscem, bo wreszcie dostawało się do niego światło.

Czyli tamta wizja też była nieprawdziwa? Mimo wszystko ta ścieżka miała się skończyć, czegokolwiek by nie zrobili?

Jego śmierć nie była niczym nadzwyczajnym… po prostu światło w jego oczach zgasło, a ciało stało się zimne. Upadł na ziemię i leżał tam już do końca, bo nie miałyśmy śmiałości go ponieść. Odczuwałam pewien smutek, jakbym właśnie straciła dawno niewidzianego przyjaciela z dzieciństwa. Po kilku minutach było już po wszystkim, świat znowu wyglądał normalnie. Wydawało się, jakby to wszystko nigdy się nie zdarzyło.

Nie widziałyśmy ścieżek. To miasteczko… czy gdybym jednak go posłuchała, ocalałoby? Potrząsam głową, aby wyrzucić te myśli. Czuję, że jeśli mój umysł spróbuje zrozumieć chociaż odrobinę więcej, eksploduje.

 – Skąd go znałaś? – zapytała Ani.

Schodziłyśmy ze wzgórza i miałyśmy zamiar odnaleźć samochód. Domy nadal stały, ale brak było w nich wszelkiego życia. Zresztą, były bardziej wyblakłe, jakby za chwilę miały stać się przezroczyste i całkiem zniknąć.

 – Trzy lata temu mój ojciec umierał na raka, pamiętasz? Miał już niewiele czasu. Przez ostatnie tygodnie, gdy spałam przy nim w szpitalu, śnił mi się właśnie on. – Wskazuję tam, gdzie nadal leżało jego ciało. – Jego twarz pojawiała się, gdy tylko zamknęłam oczy. Stał się kimś w rodzaju przyjaciela… mówiliśmy sobie o tym, co przeżywamy. Byłaś wtedy za granicą i nie miałam komu opowiedzieć, jak bardzo źle się z tym wszystkim czuję. Dopóki nie pojawił się on. Myślałam, że już wariuję. – Pokręciłam głową.

 – Nie rozumiem tego – przyznała.

Ja też nie, stwierdziłam w myślach. Zastanawiało mnie, czemu była taka spokojna. Czy przed chwilą nie byłyśmy świadkami śmierci setek osób? Czy nie przyczyniłyśmy się do tego? Czy nie posiadałyśmy niemal boskiej zdolności jeszcze chwilę temu? Chyba nadal traktowałam to jako sen, zły, dziwny sen, który mi się śni.

Miasteczko było tak samo ciche, jak gdy tu przyjechałam. Tylko teraz wiedziałam, że gdybym weszła do baru, nie zastałabym tam nikogo. Szybko trafiłyśmy na parking, korzystając z jednej ze ścieżek, którą kiedyś zobaczyłam.

Zapytałam Ani o jej samochód.

– Nie wiem, gdzie go zostawiłam – odrzekła, dziwnie wykręcając dłonie. – I wątpię, że go teraz znajdziemy. Jedźmy już.

– Na pewno?

– Na pewno.

Wsiadłyśmy do auta i poczułam się pewniej, trzymając w dłoniach kierownicę. Poczułam się bardziej rzeczywista.

Zapytałam jeszcze o jedną, jedyną rzecz, która mnie dręczyła.

– Dlaczego chciałaś mu pomoc, skoro wiedziałaś, że jest zły? I dlaczego, na miłość boską, w ogóle tam pojechałaś? Skąd wiedziałaś jak tam trafić?

Nie spoglądała na mnie. Uchyliła okno i wyglądała przez nie na dzień mający się ku końcowi. Wydawało mi się, że przez chwilę zobaczyłam łzy w jej oczach, ale równie dobrze mógł to być błysk światła.  

 – Mnie też się przyśnił. Pokazał mi drogę. Było w nim tyle przekonania… prosił o pomoc. Jak mogłam odmówić? – Głos jej się lekko załamał. – Gdy przyjechałam na miejsce, dowiedziałam się, że popełniłam błąd. Ale nie mogłam zawrócić, nie pozwolił mi. Więc zadzwoniłam po ciebie. I tak potrzebowaliśmy trzeciej osoby. Aby to uruchomić.

– Uruchomić co?

Zamilkła i wystawiła twarz przez okno. Wymamrotała kilka bezsensownych słów.

 – Ania?

 – Nieważne – stwierdziła, uśmiechając się. – Było, minęło.

 – Co się dzieje? – pytam, zauważając dziwne zachowanie przyjaciółki. Jestem zdezorientowana. Był zły, zmusił ją do tego wszystkiego, to dlaczego brzmi, jakby było jej przykro? – Ania, żałujesz go?

Wzdycha i wreszcie spogląda na mnie. Faktycznie, teraz widzę wyraźnie. Jej oczy są wilgotne.

 – Odrobinę – mówi. – On nie był temu winny. To ta siła, ta dziwna siła we mgle go do tego zmusiła. Tak, jak chciała zmusić mnie. Ale ja miałam ciebie i nie potrafiłabym cię poświęcić.

– Poświęcić? Dobra, teraz zaczynam się dziwnie czuć. Czy to ma coś wspólnego z tymi wrotami? Patrz na mnie! – mówię, widząc, że chce się znowu wymigać od odpowiedzi.

– Tak. Ale nie mogę ci powiedzieć nic więcej, rozumiesz? – Zaczyna być wkurzona. – Ochroniłam cię, i to samo chcę zrobić teraz. Wystarczy?

Chce się kłócić, ale to chyba do niczego nie doprowadzi. Gdy Ania zacznie się trzymać jakiegoś przekonania, nie sposób jej to wybić z głowy.

 – Daleko jeszcze?

 – Godzina jazdy – odpowiadam.

Wróciłyśmy do ośrodka. Recepcjonistka rzuciła podejrzliwe spojrzenie, gdy wchodziłyśmy. Przywitała się ze mną i wróciła do piłowania paznokci, co jakiś czas zerkając na mnie.

 – Dziwne – mruknęłam pod nosem.

Ania dała mi klucz i weszłyśmy do jej pokoju. Usiadłam na łóżku przyjaciółki i przeglądałam jakąś kolorową gazetkę, gdy ona poszła się myć. Uparła się, aby być pierwsza, a ja nie miałam powodu, aby się nie zgodzić. Z dala od tego wszystkiego, wspomnienia nie były już tak świeże. Nie potrafiłam odtworzyć wszystkich szczegółów ostatnich minionych godzin.

Drzwi otworzyły się. Najpierw usłyszałam przekręcanie klucza w zamku, a potem stanęła w nich Ania.

Ale ona wyglądała całkiem inaczej.

Ubrana w czarną sukienkę, z rozpuszczonymi włosami i uśmiechem na ustach.

 – Kamila! – zawołała. Podbiegła do mnie i przytuliła. – Już jesteś? Czemu nie zadzwoniłaś? Jaś czuje się lepiej? I jakim cudem dostałaś się do mojego pokoju? – rzekła zdziwiona.

Obrzuciła spojrzeniem moje przybrudzone, potargane ubranie oraz zadrapania na rękach.

 – Co się stało? – pyta.

Spoglądam na nią a potem w stronę łazienki, gdzie powinna w tej chwili być. Nie słyszałam jednak szumu wody. Nie słyszałam go. Wstałam i podeszłam do drzwi. Zapukałam w nie ale nikt nie odpowiedział. Zapukałam raz jeszcze, o wiele mocniej, ale słyszałam tylko ciążącą mi na ramionach ciszę. Weszłam do środka.

Nikogo tam nie było. Tylko odrobina zielonej mgły, która zaraz uleciała przez otwarte okno. Ania zajrzała mi przez ramię.

 – Przyprowadziłaś ze sobą kogoś?

Ale zobaczyła, że nie ma tu nikogo.

– Dobrze się czujesz? – pyta.

 – Chyba boli mnie głowa – odpowiadam.

Głaszcze mnie po ramieniu.

 – Przyniosę ci coś przeciwbólowego.

Gdy wychodzi, siadam na łóżku. Na pewno nie zwariowałam? Bo takie mam wrażenie. Skoro to jest Ani, która naprawdę miała teraz dzień wolny, kto do mnie zadzwonił? Kto był tam ze mną, kto pozbył się mgły, kto walczył z nim?

Może to też jest nieprawdziwe? Nie mogłam już zobaczyć ścieżek. Chociaż nie wiem, czy gdybym potrafiła, wszystko stałoby się bardziej przejrzyste. Położyłam się i zamknęłam oczy. Przez chwilę wydawało mi się, że widzę jego twarz, ale tak naprawdę była to tylko ciemność.

Ani wróciła. Wiedziałam, że się o mnie martwi, więc postanowiłam nie myśleć o tym więcej. Tak, jakby nigdy się to nie wydarzyło. Teraz wcale nie byłam pewna, czy nie był to zły sen. Gdy chciałam przypomnieć sobie cokolwiek, napotykałam tylko pustkę w swojej pamięci. Cały dzisiejszy dzień pokrywała ciemność. Tylko nadal widziałam te wrota. Te dziwne wrota, które jakimś cudem nadal trzymały się mnie. Kusiły, abym sprawdziła, co jest za nimi. Coraz mocniej wpijały się w mój umysł, aż w końcu sama zaczęłam tego pragnąć. Myśl ta kłuła mnie jak igła, nie pozwalając skupić się na niczym innym. Więc myślałam tylko o nich. Choć jeszcze nie wiedziałam, jak byłabym w stanie się przez nie przedostać.

Dopiero, gdy kilka dni później zapadłam w niespokojny sen, przyśniły mi się i ten dziwny głos, tłumaczący cicho i prosto jak dziecku, powiedział, co mogę zrobić. Przebudziłam się z krzykiem na ustach, cała oblana potem. Byłam w swoim pokoju, ale coś się nie zgadzało. Podniosłam się z łóżka i zapaliłam światło. Znowu mogłam zobaczyć ścieżki, wirujące delikatnie, przecinające powietrze i pomieszczenia, ciągnące się od jednego zdarzenia do drugiego.

Mój narkotyk wrócił.

 

Koniec

Komentarze

Tekst nasuwał pewne skojarzenia z wizjami Paula Muad’Diba. Ale w odróżnieniu od Herberta, zbyt wiele ze swojego świata zatrzymujesz dla siebie, IMO. No, przynajmniej ja niewiele zrozumiałam, co tam się stało. A końcówka zanegowała resztki zrozumienia.

nie możliwe => niemożliwe

 

Babska logika rządzi!

Początek był całkiem obiecujący, ale niestety wraz z pojawieniem się zamglonego miasteczka, zamgliła się dla mnie całkowicie dalsza część fabuły. Ni w ząb nie rozumiem kto tak naprawdę się tam pojawia, do czego dążą postaci i jakie mają motywy. A zakończenie to już całkiem zostawiło mnie z łotdefakiem.

To, co wyszło fajnie, to zbudowanie tajemnicy na początku, nieźle też trzymałaś napięcie przy rozmowie z mało współpracującą sekretarką – choć może w rezultacie niewielkie to miało znaczenie dla fabuły. 

 

Usterki:

 

Dlaczego się z nim ożeniłam? Od dawna zadaje sobie to pytanie.

Raczej “dlaczego za niego wyszłam?” Żenią się mężczyźni. No, przeważnie.

Literówka

 

Wskazuje 80 km.

Osiemdziesiąt kilometrów, słownie.

 

Zjechałam z drogi głównej, brnąc teraz wąską drogą z licznymi śladami użytkowania.

Powtórzenie.

 

Ruszyłam do miasteczka. Było tu niesamowicie cicho i pusto. Dawało to wrażenie jakiegoś upiornego miasteczka z horrorów.

Powtórzenie

 

Od czasu do czasu przejechał obok mnie jakiś samochód. Gdy tylko mnie zobaczył, zwalniał, a wszyscy pasażerowie przyglądali mi się.

Hmm, czy samochód może kogoś zobaczyć? ;)

 

Dzięki za komentarze, sama zauważyłam, że całe opowiadanie wyszło całkiem mgliste i nie do końca wiadomo o co chodzi. Jednak podobało mi się i chciałam je mimo wszystko pokazać światu. Często bywa, że pisarz boi się, że to co napisze będzie niezrozumiałe dla czytelnika – ja mam chyba na odwrót, najwyraźniej uważam, że ludzie czytają mi w myślach. Ale spokojnie, cały czas nad tym pracuję :)

Dołączam do zdezorientowanych Finkli i Werweny, albowiem przeczytawszy opowiadanie mogę tylko zapytać: O co tu chodzi?

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia. :(

 

Do ośrod­ka „Na końcu tęczy”.Do ośrod­ka „Na Końcu Tęczy.

 

Pa­trzę na GPS. Wska­zu­je 80 km. – Pa­trzę na GPS. Wska­zu­je osiemdziesiąt kilometrów.

Liczebniki zapisujemy słownie, nie używamy skrótów.

 

Za biur­kiem sie­dzi za­dba­na ko­bie­ta w śred­nim wieku, pod­krą­żo­ne oczy, czer­wo­na szmin­ka, czar­na spód­ni­ca do kolan, z roz­cię­ciem uka­zu­ją­cym wciąż zgrab­ne udo mę­skiej czę­ści wi­dow­ni. – Skoro kobieta siedzi za biurkiem, jak można ocenić długość spódnicy i głębokość jej rozcięcia, oraz atrakcyjność uda.

Jak to się dzieje, że jedna kobieta ma zgrab­ne udo mę­skiej czę­ści wi­dow­ni?

 

– Kim pani jest dla pani Anny? – pyta się mnie… – Zbędny zaimek. Wystarczy: – Kim pani jest dla pani Anny? – pyta mnie

 

Pani wy­ba­czy, ale nie mogę udzie­lić pani ta­kich szcze­gó­łów, przy­naj­mniej do­pó­ki nie okaże mi pani po­wią­za­nia z panią Anną. – Ekran, któ­re­mu się przy­glą­da­łam, stał się czar­ny. – Musi pani także wy­peł­nić to – pod­su­wa mi świ­stek – oraz muszę panią za­re­je­stro­wać jako ko­re­pe­ty­tor­kę. – cią­gnę­ła. – Czy wszystkie panie są niezbędne?

Zbędna kropka na końcu wypowiedzi. Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Zaj­rza­łam do drob­nej, we­wnętrz­nej kie­szon­ki… – Raczej: Zaj­rza­łam do małej, we­wnętrz­nej kie­szon­ki

 

Było po­łu­dnie, niebo bez ani jed­nej chmur­ki… – Było po­łu­dnie, niebo bez jed­nej chmur­ki

 

słoń­ce pa­li­ło tak, że wszy­scy czuli się wam­pi­ra­mi. – Co to znaczy? Wiele razy zdarzyło mi się przebywać w palącym słońcu, ale nigdy nie czułam się wampirem.

Wypowiadanie się w imieniu wszystkich, może być nieco ryzykowne.

 

Byłam zbyt zmę­czo­na, je­dy­ne, na co mia­łam ocho­tę było za­mknię­cie się w ła­zien­ce i wzię­cie zim­ne­go prysz­ni­ca, a że nie mo­głam tego zro­bić, byłam po­dwój­nie roz­draż­nio­na. – Objaw byłozy.

 

Linia ze­rwa­ła się, po­zo­sta­wia­jąc mnie z jesz­cze więk­szym mę­tli­kiem w gło­wie. – Raczej: Połączenie ze­rwa­ło się

 

Spoj­rza­łam na re­cep­cjo­nist­kę. I zro­bi­łam coś… – Raczej: Spoj­rza­łam na re­cep­cjo­nist­kę i zro­bi­łam coś

 

Ale one tam były. Ślady, o któ­rych mó­wi­ła. One tam na­praw­dę były.

Naj­pierw był znak, znak dro­go­wy, ale coś z nim było nie tak. – Czy to celowa byłoza?

 

Wy­da­wa­ło mi się, że za­wo­dzi mnie wzrok. Ota­cza­ła go dziw­na, zie­lo­na mgieł­ka. – Czy dobrze rozumiem, że wzrok bohaterki otaczała mgiełka?

 

Przede mną wy­ro­sła góra, a droga wiła się tuż u jej pod­nó­ży.Przede mną wy­ro­sła góra, a droga wiła się tuż u jej pod­nó­ża.

Jedna góra ma jego podnóże.

 

Ich twa­rze były puste i po­dejrz­li­we. – Czy pusta twarz może być podejrzliwa?

Czy twarz może być podejrzliwa, czy podejrzliwy jest raczej jej wyraz, wzrok, spojrzenie?

 

Zna­la­złam par­king. Za­par­ko­wa­łam… – Nie brzmi to najlepiej.

 

– Prze­pra­szam…dzień dobry? – Brak spacji po wielokropku.

 

– Nigdy jej nie widziałemodpowiedziałschował się z powrotem za drzwi. Po chwili jego głowa wychyliła się raz jeszcze. […] Patrzę na niego osłupiała, ale on mówi całkiem poważnie. – Dlaczego zmienił się czas?

Nagła zmiana czasu występuje w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Dla­cze­go jej ubra­nia są po­nisz­czo­ne… – Dla­cze­go jej ubranie jest zniszczone

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. To, co mamy na sobie, to ubranie.

 

Pod­cho­dzę do niej i chwy­tam za ręce. Jej nad­garst­ki są tak szczu­płe, że mo­gła­bym je objąć jedną dło­nią. – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

 

A wy­star­czy tylko wejść we mgłę. – ści­snę­ła moją dłoń – i zna­leźć kogoś, kto ci to prze­ka­że.A wy­star­czy tylko wejść we mgłę. – Ści­snę­ła moją dłoń.I zna­leźć kogoś, kto ci to prze­ka­że.

Postawiwszy kropkę, nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.

 

– Ani, dla­cze­go takie coś ist­nie­je? – pytam się. – Bohaterka pyta Anię, nie siebie, więc zaimek zwrotny jest zbędny. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

 

Go­dzi­na wy­da­je mi się zbyt krót­kim cza­sem, aby na­cie­szyć się tą zdol­no­ścią. – Godzina to czas.

Proponuję: Wydaje mi się, że godzina to zbyt mało, aby na­cie­szyć się tą zdol­no­ścią.

 

– Nigdy ni­cze­go nie bra­łam – od­po­wia­dam. Nie piję nawet kawy, myślę. – Myśli zapisuje się nieco inaczej niż dialog. Zajrzyj tutaj: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

Po­wie­trze było rów­nie suche jak zie­mia, nie­mal nie dało się ni od­dy­chać, miało nawet po­smak, jak ten pia­sek pod na­szy­mi sto­pa­mi. – Literówka.

Skąd wiadomo, jaki posmak miał piasek?

 

Dobra, może teraz na od­wrót; ja ci zadam py­ta­nie. – Raczej: – Dobra, może teraz dla odmiany, ja ci zadam py­ta­nie.

 

Przez obo­jęt­ność za­czy­na prze­bi­jać się strach. Zerka na górę, więc i ja tam spo­glą­dam. – Czy dobrze rozumiem, że przebijający się strach zerka na górę?

 

Wio­ska prze­trwa­ła, a ener­gia roz­pierz­chła się… – Skąd wioska, skoro cały czas była mowa o miasteczku?

 

Wpraw­dzie utra­ci­my zdol­ność, ale nie bę­dzie to naj­gor­sze. Gdy to zo­ba­czy­łam po­ja­wi­ła się we mnie chęć po­dą­że­nia drogą. – Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

jego całe pięk­no, wszyst­kie barwy i ko­lo­ry… – Barwa i kolor to synonimy.

 

Chcie­li, aby zro­zu­mia­ła, że nie mam wyj­ścia. – Literówka?

 

Uwol­ni­li­śmy się też od mgły… – Piszesz o kobietach, więc: Uwol­ni­łyśmy się też od mgły

 

Spo­glą­dam mu w twarz. – Komu?

 

Tylko nie mogę sobie przy­po­mnieć skąd…. – Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

–Mrużę oczy, aby le­piej go wie­dzieć. – Brak spacji po półpauzie.

 

ta ścież­ka prze­trwa. Mia­sto nadal bę­dzie trwać. – Powtórzenie.

 

Wy­cią­ga dłoń i łapie na nią odro­bi­nę mgły. Fa­lu­je ona w jego dłoni. – Powtórzenie.

 

Jeśli stwo­rzysz nową przy po­mo­cy swo­jej mocy;… – Nie brzmi to najlepiej.

Średnik i wielokropek wykluczają się wzajemnie.

 

-Skąd mo­żesz to wie­dzieć?

Za­py­ta­łamto, ale jego oczy… – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Źle zapisany dialog. Powtórzenie.

Proponuję: – Skąd mo­żesz to wie­dzieć? – za­py­ta­łam, ale jego oczy

 

bar­dziej był­bym skłon­ny po­wie­dzieć, że jest sza­tań­ska.

-Skąd mo­żesz to wie­dzieć? Za­py­ta­łam o to, ale jego oczy były szcze­re. W gło­sie sły­chać było nie­mal de­spe­ra­cję, aby mnie prze­ko­nać. Ania była po jego stro­nie. To, co mówił, mu­sia­ło być praw­dzi­we… – Byłoza.

 

Skoro to, co mówił było praw­dzi­we, dla­cze­go mia­ła­by się bać? Tylko ta jedna rzecz nie po­zwo­li­ła mi uwie­rzyć w to, co mówił. – Powtórzenie.

 

I zo­ba­czy­łam mia­stecz­ko jego ocza­mi. Nigdy nie wi­dzia­łam cze­goś ta­kie­go. Wizja przy­szło­ści była tak wy­raź­na, jakby dzia­ło się to w tej chwi­li, w tym miej­scu. To mia­stecz­ko… ono chcia­ło się skoń­czyć. Zo­ba­czy­łam, że ist­nie­je już od bar­dzo dawna i jest ni­czym sta­ru­szek. Zo­ba­czy­łamwi­dzia­łam dalej. Zo­ba­czy­łam… – Czy to celowe powtórzenia?

 

jak prze­zna­cze­nie, jak bóg, wszech­moc­na, wi­dzą­ca wszyst­ko. – …jak prze­zna­cze­nie, jak Bóg, wszech­moc­na, wi­dzą­ca wszyst­ko.

 

On wziął tro­chę mgły i za­mknął ją po­mię­dzy nami.. – Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli miał być wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

To było takie pro­ste. Wy­star­czy­ło teraz, bym chwy­ci­ła go za rękę. Za­mknę­li­by­śmy krąg i uru­cho­mi­li to wszyst­ko. Ale teraz nie byłam taka pewna. Coś mi nie grało. Skoro oni mie­li­by przejść przez te wrota, gdzie byłam ja? Dla­cze­go nie było mnienimi? – Byłoza. Nadmiar zaimków. Powtórzenia.

 

Wró­ci­łam ze ście­żek. Uświa­do­mi­łam sobie, że nie sły­sza­łam jej od­po­wie­dzi. – Czyjej odpowiedzi?

 

On wy­cią­gnął swoją rękę, ale zanim zdą­ży­łam chwy­cić, zo­ba­czy­łam jak wzrok Ani wę­dru­je wprost na jego twarz, oczy wy­peł­nia­ją się lę­kiem, a jej usta szep­czą bez­gło­śnie: on.

Od­py­cham jego dłoń i cofam się, po­cią­ga­jąc za sobą Ani. On trzy­ma mocno. Przez chwi­lę szar­pie­my się, a on pró­bu­je zła­pać mnie. – Kolejny przykład nadmiaru zaimków.

 

Te rysy…wie­dzia­łam, że skądś go znam. – Brak spacji po wielokropku.

 

Te noce w szpi­ta­lu przy łóżku mo­je­go ojca. My­śla­łam, że to tylko wy­twór mo­je­go umy­słu, to, że co noc śnił mi się nie­zna­jo­my. Mówił mi o wielu rze­czach. Jego matka umie­ra­ła w ten sam spo­sób co mój oj­ciec… – Nadmiar zaimków.

 

Jego twarz i cała po­sta­wa zmie­nia się… – Piszesz o twarzy i postawie, więc: Jego twarz i cała po­sta­wa zmie­niają się

 

– To były tylko sny…dla­cze­go? – Brak spacji po wielokropku.

 

Drob­ne eks­plo­zje trwa­ły w całym mia­stecz­ku, roz­rze­dza­jąc mgłę. Przy­po­mi­na­ły tro­chę wy­buch fa­jer­wer­ków… – Skoro były eksplozje, to: Przy­po­mi­na­ły tro­chę wy­buchy fa­jer­wer­ków

 

Wsia­dły­śmy do środ­ka i po­czu­łam się pew­niej… – Czy istniała możliwość, by wsiadły do auta na zewnątrz?

 

Ru­szy­ły­śmy po zbo­czu wzgó­rza. – Skoro samochód stał na parkingu w miasteczku, to dlaczego ruszyły po zboczu góry?

 

Mi też się przy­śnił. – Raczej: Mnie też się przy­śnił.

 

Ob­rzu­ci­ła spoj­rze­niem moje przy­bru­dzo­ne, po­tar­ga­ne ubra­nia… – …moje przy­bru­dzo­ne, po­tar­ga­ne ubra­nie

 

Może to też jest nie praw­dzi­we?Może to też jest niepraw­dzi­we?

 

Przez chwi­lę wy­da­wa­ło się się, że widzę jego twarz… – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Myśl ta kuła mnie jak igła… – Obawiam się, że igła kuć nie mogła.

Sprawdź znaczenie słów kućkłuć.

 

Byłam w swoim po­ko­ju, ale coś było nie tak. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dlaczego się z nim ożeniłam?

Kobiety raczej wychodzą za mąż, mężczyźni się żenią. I dlaczego nie poprawiłaś, gdy Werwena pokazała to palcem? Hmmm?

Od dawna zadaje sobie to pytanie.

Zadaję.

Wskazuje 80 km.

A tutaj?

Chyba na tym poprzestanę. 

Ale muszę Ci powiedzieć, Mitsuko, że usterki mnie zatrzymują, tekst nie płynie. To zniechęca. Jeśli wiesz, że coś jest źle, poprawiaj na bieżąco, następni czytelnicy będą Ci za to wdzięczni.

Dzięki za komentarze, usterki poprawione, będę teraz sprawdzać na bieżąco :)

 

Mitsuko, sporo poprawiłaś, ale pozostało jeszcze wiele usterek. W opowiadaniu nadal szaleją zaimki, w wielu przypdkach zupełnie zbędne. Pozostawiłaś też trochę powtórzeń, a czas ciągle biegnie jak chce – raz piszesz w czasie przeszłym, to nagle w teraźniejszym. Poniżej kilka przykładów, jak można naprawić niektóre fragmenty, resztą musisz zając się sama.

Sugeruję, abyś zaprzyjaźniła się ze słownikiem synonimów: https://www.synonimy.pl/synonim/wiele/

 

Patrzę na GPS. Wskazuje osiemdziesiąt km.Patrzę na GPS. Wskazuje osiemdziesiąt kilometrów.

Poprawiłaś liczebnik, ale zostawiłam km., a przecież nie używamy skrótów.

 

Pani wybaczy, ale nie mogę udzielić pani takich szczegółów, przynajmniej dopóki nie okaże mi pani powiązania z panią Anną. – Ekran, któremu się przyglądałam, stał się czarny. – Musi pani także wypełnić to – podsuwa mi świstek – oraz muszę panią zarejestrować jako korepetytorkę – ciągnęła. – W tym fragmencie umieściłaś sześć pań. Ponieważ po poprawkach nie zniknęła nawet jedna, proponuję wersję, w której zostaną tylko dwie:

Pani wybaczy, ale nie mogę rozmawiać o takich szczegółach, przynajmniej dopóki nie będę wiedziała, jakie łączą was powiązania. – Ekran, któremu się przyglądałam, stał się czarny. – Proszę także wypełnić to – podsuwa mi świstek – teraz muszę panią zarejestrować jako korepetytorkę – ciągnęła.

 

– Dlaczego takie coś istnieje? – pytam się. – Usunęłaś Anię, ale błąd jest nadal, bo zostawiłaś niepotrzebny zaimek zwrotny. Kamila nie zadaje pytania sobie, ona pyta Anię.

Powinno być: – Ani, dlaczego takie coś istnieje? – pytam.

 

Jeśli będziesz chciała stworzyć nową za pomocą swojej mocy… – Zdanie nadal brzmi źle, bo nie usunęłaś brzydkiego powtórzenia!

Proponuję: Jeśli będziesz chciała stworzyć nową, używając swojej mocy

 

bardziej byłbym skłonny powiedzieć, że jest szatańska.

– Skąd możesz to wiedzieć? – zapytałam o to, ale jego oczy były szczere.

W głosie słychać było niemal desperację, aby mnie przekonać. Ania stała po jego stronie. To, co mówił, musiało być prawdziwe… – Choć Ania stanęła po jego stronie, pozostały jeszcze cztery były! Proponuję wersję z jednym:

rzekłbym raczej, że jest szatańska.

– Skąd możesz to wiedzieć? – zapytałam, ale w jego oczach widziałam szczerość.

W głosie słyszałam desperację, aby mnie przekonać. Ania stała po jego stronie. To, co mówił, musiało być prawdziwe…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wydawało mi się to nie możliwe. – niemożliwe

 

“A pustka po drugiej stronie była bardziej niepokojąca, niż gdybym nie zadzwoniła wcale.” – Przyznam, że nie rozumiem sensu tego zdania.

 

“Poprowadziła mnie, a ja patrzyłam przez mgłę. Zamykam oczy, a i tak wszystko widzę.” – Zmiany czasów są mocno dezorientujące i bez sensu. Albo piszesz w teraźniejszym, albo w przeszłym…

 

 “– Dlaczego takie coś istnieje? – pytam się.” – Zaimek zwrotny jest tu zbędny, bohaterka pyta przecież koleżankę, a nie siebie.

 

“– Jak daleko możemy spojrzeć? – pytam się.” – j.w.

 

“Im wyżej szłyśmy, tym ziemia była bardziej sucha, jednak nie mogłyśmy się zatrzymać.” – Nie widzę związku między pierwszą częścią zdania a drugą.

 

“Skończ z tym, nie jesteś żadnym super bohaterem.” → Superbohaterem

 

“Patrzyła na mnie inaczej, tak…pusto.” → brak spacji

 

“Chce się kłócić, ale to chyba do niczego nie doprowadzi.” → Chcę

 

Przeczytałam, ale i dla mnie sens fabuły skrył się za mgłą. Zgodzę się ze zdaniem, że początek jest intrygujący; niestety od momentu, w którym bohaterka dojeżdża do miasteczka, wszystko staje się kompletnie niezrozumiałe. Przede wszystkim bohaterka wydaje się wiedzieć rzeczy nie wiadomo skąd, niektóre fragmenty rozmów między Kamilą a Anią wyglądają jak fragmenty konwersacji podsłuchanej przypadkiem w autobusie – dwoje ludzi mówi o czymś, o czym Ty nie masz pojęcia… Nie wiem, o co chodziło z tym mężczyzną, czemu przyjaciółki się potem pokłóciły, o co chodziło w zakończeniu z podwójną Anną… A ponieważ zakończyłam lekturę bez zrozumienia fabuły, niestety nie mogę powiedzieć, że mi się spodobało.

 

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja (chyba) zrozumiałam historię z mgłą – ‘coś’ się podszyło pod Ani, a facet ze snów potrzebował Kamili (która pokrzyżowała mu plany). Prawdziwa Ania cały czas była na terenie ośrodka. Ale ostatni akapit – zaliczyłam WTF jak wszyscy :D

Hej :) Poniżej kilka rzeczy, które rzuciły mi się  w oczy…

 

Łatwo powiedzieć, ale sam wschód ma wiele kierunków. Skierowałam się wiec na północ, tam, gdzie powinna być.

– rozumiem co miałaś na myśli, ale wygląda to tak niezręcznie, że trzeba to uprościć ;)

Wskazuje osiemdziesiąt km.

– lepiej rozwinąć ten skrót.

 

 – Kamila? Jesteś na wschodzie?

– brzmi to strasznie…  Pyta jakby kierunek – wschód, było miejscem.

 

Wydawało mi się to nie możliwe.

– razem.

 

Zjechałam z drogi głównej, brnąc teraz wąską jednopasmówką z licznymi śladami użytkowania.

­– bardzo niepotrzebna informacja.

 

Nie wiedziałam, co o tym myśleć.

– ale, że o czym? Że zmienia się krajobraz? Nie zaznaczyłaś, że mgła pojawiła się niespodziewanie ;)

Teraz widzę. Teraz, gdy dotknęłam jej dłoni, pozwoliła mi zobaczyć. Może niezbyt wyraźnie, ale to wystarczy.

– jasnowidz, co? Można nieco bardziej to wyeksponować – fakt doznania wizji przyszłości.

 – Dlaczego takie coś istnieje? – pytam się.

– to pytanie stylistycznie leży.

 – Jak daleko widzisz ty?

– szyk zdania.

Im wyżej szłyśmy, tym ziemia była bardziej sucha, jednak nie mogłyśmy się zatrzymać. Wzgórze było strome, ale wspinałyśmy się bez odpoczynku. Brakowało czasu. Powietrze było równie suche jak ten piasek pod naszymi stopami, niemal nie dało się nim oddychać.

– powtórzenie.

Jej wzrok sprawił, że osłupiałam. Nigdy go u niej nie widziałam.

– nie, dzięki prekognicji musiała już widzieć ;) Logika zaczyna siadać…

Skojarzyłam już wtedy, gdy zobaczyłam po raz pierwszy w ścieżce.

– powtórzenie i zaimkoza ;)

– Skąd możesz to wiedzieć? – zapytałam o to, ale jego oczy były szczere.

– patrzenie w oczy to słaby sposób na uwiarygodnianie czyiś słów. Szaleniec szczerze wierzy, że w pokoju stoi różowy słoń ;)

 – Co się dzieje? – pytam, zauważając dziwne zachowanie przyjaciółki. Jestem zdezorientowana.

– pokazuj nie opisuj – stalowa zasada narracji :)

Zapukałam w nie ale nikt nie odpowiedział.

 – Przyprowadziłaś ze sobą kogoś?

– dziwne pytanie, jak na osobę, która była w tej łazience …

Ani wróciła.

–?

 

Opowiadanie ma dobry start. Jeszcze nic nie wiemy o bohaterce, a już jesteśmy rzuceni w wir poszukiwań. Z punktu widzenia czytelnika jest to dobry zabieg, nadaje tempa opowieści i intryguje od samego początku. Oczywiście wymaga to odpowiednich umiejętności prowadzenia narracji…

 

Narracja pierwszoosobowa to ponoć najtrudniejsza z narracji. Trzeba bowiem uwzględnić emocje narratora, aby to jak i co mówił oddawało jego reakcję na świat, który opisuje. Tak więc osoba, która się boi, wyraża się i opisuje rzeczywistość po przez pryzmat strachu – posługuje się zdaniami krótkimi, nawet równoważnikami zdań, a i wypowiedź może być chaotyczna, a treść ukierunkowuje na to, co najbliżej narratorowi. Nie inaczej bywa z osobami, które są skoncentrowane na poszukiwaniach bliskich. Ich myśli oscylują w około poszukiwanego i rzeczy z nim związanych. Człowiek najczęściej szuka przyczyny, próbując zrelatywizować sytuację w jakiej się znalazł. Do pewnego stopnia udało Ci się to osiągnąć, chociaż zastanawianie się np. nad stopniem rozjeżdżenia drogi, psuje efekt. Nawet jeżeli opowieść byłaby prowadzona z punktu odległego w czasie od wydarzeń przedstawianych (a nie jest), to zaręczam, że nikt nie pamiętałby, z jak bardzo zadbaną sekretarką rozmawiał ;)

 

Widzę tu parę schematów. Najpoważniejszym jest „puste i ciche” miasteczko skąpane we mgle, które wyrasta niespodziewanie na drodze podróżującego, które niemal dosłownie żyje jako odrębna forma życia. Tajemnicze groźby mieszkańców. Tajemniczy nieznajomi. Tajemnicze wrota… Szkoda, że King i reszta mu podobnych ograli motyw już daaaawno temu ;) No i ten tweest na końcu… Suchar ;)

 

Pierwszy zwrot akcji – pojawienie się poszukiwanej. Reakcja Kamili jest do przemyślenia. Czy tak reaguje człowiek, gdy odnajduje zaginioną osobę (np. pytaniem, dlaczego tak bardzo schudła – raczej powinna zauważyć tę anomalię, a nie zastanawiać się, jak do tego doszło, no chyba, że to przejaw zazdrości o figurę koleżanki ;) )?

Czy tak w ogóle powinien wyglądać ten dialog? Czy w momencie dotyku cała wiedza na temat miejscowości nie powinna spłynąć na Kamilę i czy można jeszcze coś jej pokazać? Czy późniejsze pytania mają sens, kiedy wszystko się widzi?

 

Zastanawiające jest również nad samym zjawiskiem globalnej (całe miasteczko) prekognicji. Możliwe jest to tylko w zasięgu mgły, czyli w tejże miejscowości, a skoro wszyscy mieszkańcy dysponują taką możliwością to raczej dochodzi do pewnego rodzaju klinczu, z którego nie wynikają żadne korzyści. No może w tedy ujdzie bełkotliwość dialogów ;)

 

A tak poważnie, zabawy z widzeniem przyszłości i paradoksy jakie z tego wynikają to wyższa szkoła jazdy. Trzeba dopiąć logikę wydarzeń na ostatni guzik i co najważniejsze, umieć to sprzedać czytelnikowi, bo na dobrą sprawę całość akcji mogłaby się rozegrać bez wychodzenia z samochodu, na zasadzie przewidzenia wszystkich możliwości. A tutaj zabrakło właśnie odpowiedniej konstrukcji i spójności logicznej. Poza tym sam temat trochę ograny, przez co opowiadanie traci na atrakcyjności. „Efekt motyla” z gorszym zakończeniem to trochę mało, aby kogokolwiek tu oczarować ;)

 

Logika decyzji bohaterów również pozostawia wiele do życzenia… Im dalej w głąb tym gorzej, zupełnie jakbyś straciła koncentrację.

 

Niemniej jednak nie zniechęcaj się, tylko skup się na lepszym temacie i ćwicz warsztat (zaimkoza straszna i masa powtórzeń), a będzie lepiej, bo już teraz zadajesz sobie właściwe pytania:

“Co by było, gdyby… ? “– to najlepsze co możesz zrobić przed złapaniem za pióro/klawiaturę :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny :D

 

Ps. Dopiero teraz zauważyłem wiek… Jak na 17-tkę to nieźle Ci to wyszło. Oby tak dalej, tylko poszukaj lepszych inspiracji ;)

 

Początek bardzo dobry, im dalej tym dziwniej – miałem skojarzenia z fabułą gry The Evil Within, ale niestety finał zawiódł. Był bowiem taki zwykły, nic nie naświetlający – bo nawet jeśli idziemy w głąb umysłu i wrzucamy nielogiczności, to jednak lepiej mieć jakieś dobre wytłumaczenie w zanadrzu. tutaj tego dla mnie zabrakło. Szkoda, bo lubię fajne i mroczne tajemnice nakreślone tak, jak na początku.

Wykonanie jakoś szczególnie nie męczyło, choć też jakoś super przyjemnie mi się nie czytało.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarze, właśnie po to tworzę i publikuję takie opowiadania, aby czegoś się potem nauczyć. Nie chcę zamykać się w jednym gatunku, mój styl nie jest jeszcze do końca sprecyzowany, dlatego próbuję wszystkiego. Wiem, że moja pisanina jest jak na razie pisaniną dość denną i może niewiele wnoszącą do życia czytelników, ale czas działa przecież na moją korzyść. Zaimkozy i powtórzeń jestem świadoma, cały czas nad tym pracuję. Z tego co wiem, mam talent do psucia zakończeń, to właśnie wina braku koncentracji. Następne opowiadanie będzie lepsze :)

No to czekamy na to następne. :-)

Babska logika rządzi!

I na kolejne po tym następnym. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka