- Opowiadanie: barton - Luis Cypher: krzyż niezgody

Luis Cypher: krzyż niezgody

Au­to­rze! To opo­wia­da­nie ma sta­tus ar­chi­wal­ne­go tek­stu ze sta­rej stro­ny. Aby przy­wró­cić go do głów­ne­go spisu, wy­star­czy do­ko­nać edy­cji. Do tego czasu moż­li­wość ko­men­to­wa­nia bę­dzie wy­łą­czo­na.

Oceny

Luis Cypher: krzyż niezgody

Luis sta­nął w po­bli­żu Pa­ła­cu Pre­zy­denc­kie­go. Zlu­stro­wał tłum ze­bra­ny pod drew­nia­nym krzy­żem i wy­krzy­wił wargi w czymś, co miało przy­po­mi­nać gry­mas nie­za­do­wo­le­nia. Uśmiech. Mu­siał przy­znać, że sam by tego le­piej nie wy­my­ślił, a jakby nie pa­trzeć, to w końcu jego na­zy­wa­li Księ­ciem tego Świa­ta.

Nawet tutaj sły­chać było wy­zy­wa­ją­ce się od dia­błów i szar­la­ta­nów grupy Obroń­ców i Prze­ciw­ni­ków. Obroń­cy przy­nie­śli trans­pa­ren­ty, świe­ce, ka­nap­ki i śpi­wo­ry; Prze­ciw­ni­cy – lu­bel­ską Perłę i zim­ne­go Lecha. Oczy­wi­ście, oskar­że­nie dwóch kle­ry­kal­nych o dzia­łal­ność z ra­mie­nia Luisa było lekką prze­sa­dą. Luis sam do­wie­dział się o tym in­cy­den­cie przed go­dzi­ną, od Be­lia­la, który (jak po­dej­rze­wał Luis) ma­czał w tym palce.

Bied­ni kle­ry­kal­ni, (tak bied­ni, bo kto chciał­by się zna­leźć wśród wro­gie­go mu mo­tło­chu?), stali zmie­sza­ni wśród tłumu, a nikt nie chciał po­zwo­lić, żeby po­de­szli bli­żej. Roz­cza­ro­wa­ni, ale i z pełną ulgą wra­ca­li do po­bli­skie­go ko­ścio­ła.

– Oho, wy­szedł Pan Jest-Mi-Bar­dzo-Przy­kro – mruk­nął do sie­bie Luis wi­dząc jak nie­wiel­ka po­stać w pra­so­wa­nym gar­ni­tu­rze wy­bie­ga od stro­ny Pa­ła­cu kie­ru­jąc się na dzien­ni­ka­rzy. Dzien­ni­ka­rze, krwio­żer­cze be­stie, cze­ka­li tu już od rana. Wie­dzie­li, że coś się sta­nie, bo jak ina­czej wy­tłu­ma­czyć ich tak licz­ną obec­ność.

Roz­ma­wia­li długo. Krwio­żer­cze be­stie żywią się każ­dym wy­po­wie­dzia­nym sło­wem, a słów padło wiele, więk­szość z nich była wa­ria­cją na temat „jest mi bar­dzo przy­kro", po czym nie­na­sy­ce­ni wy­wia­dem wto­pi­li się w tłum żeby nękać po­zo­sta­łych.

Obroń­cy wy­su­nę­li żą­da­nia. Do­ma­ga­li się po­mni­ka, dla sie­bie albo dla krzy­ża, tego Luis nie był do końca pe­wien. W każ­dym razie Obroń­cy za­po­wie­dzie­li, że nie ruszą się z miej­sca do­pó­ki ktoś z nimi nie po­roz­ma­wia. Mó­wi­li do kamer, jed­nak apele kie­ro­wa­ne do władz za po­śred­nic­twem dzien­ni­ka­rzy nie przy­no­si­ły re­zul­ta­tu.

Prze­ciw­ni­cy przy­oble­kli się w tę­czo­we szaty i za­czę­li gło­sić rów­ność. Obroń­com za­le­ża­ło na praw­dzie.

Nagle Luis po­czuł obok sie­bie obec­ność in­ne­go nie­śmier­tel­ne­go, a po chwi­li sta­nął obok niego Mo­loch. Mą­ci­ciel ry­czał ze śmie­chu ob­ser­wu­jąc jak straż od­ry­wa­ła ko­bie­tę od krzy­ża.

– Ktoś Spa­lił Kota – za­kasz­lał zna­czą­co Mo­loch i udła­wił się śmie­chem.

– Za­wsze my­śla­łem, że krzyż jest klu­czem do bram raju – po­wie­dział Luis, kiedy Mo­loch zdo­łał opa­no­wać ka­szel.

– Oo, sze­fie, prze­cież wiesz, że nie ma nic lep­sze­go jak źle po­ję­te chrze­ści­jań­stwo. Czer­pa­li­śmy z tego przez wieki – Mo­loch po­wtór­nie za­re­cho­tał – Ale wiesz, sze­fie, teraz jest to o wiele za­baw­niej­sze.

Po­ja­wi­li się har­ce­rze. Wy­glą­da­li jak skrza­ty w sza­rych stro­jach na tle wie­lo­barw­nej pu­bli­ki. Pan Jest-Mi-Bar­dzo-Przy­kro po­now­nie wy­biegł z Pa­ła­cu de­kla­ru­jąc, że krzyż na­le­ży do har­ce­rzy i że sami po­sta­no­wi­li, że za­bio­rą go teraz z Placu. Od­po­wie­dzia­ły mu groź­ne po­hu­ki­wa­nia. Scho­wał się więc za bo­ro­wi­ka i wy­co­fał razem z nim do środ­ka. Skrza­ty na­to­miast prze­stę­po­wa­ły z nogi na nogę nie wie­dząc co zro­bić.

Tłum rósł i na­bie­rał sił. A przy­naj­mniej tak my­ślał Luis, bo w rze­czy­wi­sto­ści, dwa­dzie­ścia pro­cent tych ludzi nie wie­dzia­ła po co się tu ze­bra­ła; ko­lej­ne dwa­dzie­ścia pro­cent, przy­szło po­pa­trzeć, ko­lej­ny pro­cent sta­no­wi­li Prze­ciw­ni­cy i w końcu Obroń­cy.

Po dłuż­szej ob­ser­wa­cji Luis do­szedł do wnio­sku, iż Obroń­cy byli grupą sta­rych kon­ser­wa­ty­stów, któ­rzy wciąż wy­zna­wa­li za­sa­dy ka­to­li­cy­zmu śre­dnio­wiecz­ne­go; z kolei Prze­ciw­ni­cy byli grupą bez­par­tyj­nych li­be­ra­łów, któ­rzy Boga chcie­li za­mknąć w ko­ście­le i gło­si­li dzie­więt­na­sto­wiecz­ne hasła agno­stycz­ne cho­ciaż sami nie zda­wa­li sobie z tego spraw.

– Mówią, – za­gad­nął Mo­loch krztu­sząc się śmie­chem – Mówią, że to pierw­sza po­raż­ka pre­zy­den­ta, tego no… elek­ta.

– A ty co my­ślisz?

– No, ja myślę, że mają rację. Ale wiesz co, sze­fie, myślę, że ten kraj jest już nasz.

– Dla­cze­go?

– No bo wi­dzisz sze­fie, li­be­ra­ło­wie to tacy laicy, a laicy są bli­żej ate­izmu. A ate­izm jest bli­żej nie­wia­ry we wszyst­ko co świę­te… łącz­nie z nami.

– My już nie pod­cho­dzi­my pod ka­te­go­rię świę­to­ści, wy­da­wa­ło mi się, że po tych wszyst­kich ty­siąc­le­ciach w końcu to do cie­bie do­tar­ło.

– Oj sza­fie, prze­cież wiesz o czym mówię.

Luis kiw­nął głową. Mą­ci­ciel miał rację. Jed­nym z pierw­szych zwy­cięstw było prze­ko­na­nie świa­ta, iż nie ist­nie­je dia­beł – czyli on sam, ko­lej­nym zwy­cię­stwem było udo­wod­nie­nie, że nie ma Boga; ten plan co praw­da tro­chę nie wy­pa­lił, jed­nak był bli­ski ide­ało­wi. Teraz po­zo­sta­wa­ło już tylko wpro­wa­dzić chaos mię­dzy równo uło­żo­ną, na pozór do­sko­na­le zor­ga­ni­zo­wa­ną struk­tu­rę ko­ścio­ła. Luis do­sko­na­le wie­dział, że jeśli uda mu się na­mie­szać na tym polu, bę­dzie to krok do suk­ce­su.

Cho­ciaż nie miał pew­no­ści czy ten plan po­skut­ku­je, bo wi­dząc jak straż­ni­cy ogra­dza­ją ba­rier­ka­mi Plac przed Pa­ła­cem miał wra­że­nie, że wła­dza na czele z elek­tem boi się Obroń­ców. Czego zde­cy­do­wa­nie nie mógł po­wie­dzieć o Pani Fla­men­co, pre­zy­dent mia­sta, we­dług któ­rej cała akcja pod­sy­ca­na była przez opo­zy­cję. Mo­loch za­to­czył się ze śmie­chu.

– Gdy­by­śmy mieli współ­pra­co­wać z opo­zy­cją do­szło­by do skan­da­lu – zawył – nawet te dra­nie z pierw­sze­go nieba, Czu­wa­ją­cy, prze­sta­li­by nas uwa­żać za god­nych prze­ciw­ni­ków. I co? Byłby ko­niec świa­ta. Praw­dzi­wy Ar­ma­ge­don. Wy­bu­chy, za­ra­zy, ka­ta­kli­zmy, spa­da­ją­ce me­te­ory. Świat wró­cił­by do ładu.

– A my do Ot­chła­ni – wtrą­cił Luis.

Tu­ry­sty­ka krzy­żo­wa wzra­sta­ła. Lo­ka­le wokół Kra­kow­skie­go Przed­mie­ścia czyn­ne były całą dobę. W ciągu dnia mie­dzy ba­rier­ka­mi prze­cha­dzał się męż­czy­zna roz­pro­wa­dza­ją­cy trąb­ki, z dru­giej stro­ny stała ko­bie­ta sprze­da­ją­ca szczyp­ki i ba­lo­ni­ki dla dzie­ci. Ta stro­na Placu za­mie­ni­ła się w ga­le­rię zdjęć i kwia­tów, a co chwi­la do­cho­dzi­ły nowe. Wie­czo­ra­mi ktoś mu­siał tu po­sprzą­tać. Nocą do ko­czu­ją­cych wy­cho­dził kle­ry­kal­ny i razem od­ma­wia­li ró­żań­ce.

Mo­loch wska­zał grup­kę z trans­pa­ren­tem „jest kżyrz, jest im­pre­za". Ci nie wie­dzie­li po co tu przy­szli, ale ludzi było dużo, więc za­bra­li ze sobą radio. Przed wie­czo­rem im się znu­dzi. Nawet krwio­żer­cze be­stie znik­nę­ły, zo­stał tylko jeden z ka­me­rą. Przy­niósł ze sobą fotel. Usiadł i znu­dzo­ny ob­ser­wo­wał ludzi. Nic się nie dzia­ło, żad­nej za­dy­my. Ne­go­cja­cje to­czy­ły się na górze.

Mo­loch przy­łą­czył się do grup­ki pi­szą­cej na ta­bli­cy wy­zwi­ska pod ha­słem Obroń­ców. Świet­nie się bawił.

Luis wes­tchnął, nagle po­czuł się bar­dzo nie­szczę­śli­wy. To zna­czy bar­dziej niż zwy­kle. Lu­dzie, po­my­ślał, lu­dzie nie po­trze­bu­ją już sza­ta­na żeby mącił im w gło­wach, sami robią to znacz­nie le­piej…

 

Koniec

Komentarze

Ah, nie ma to jak pseu­do­mo­ra­li­za­tor­skie opo­wia­dan­ko z ro­dza­ju "Co ja myślę na ten temat"... W do­dat­ku z pa­ro­ma 'kfiat­ka­mi':

Wie­dzie­li, że coś się sta­nie, bo jak ina­czej wy­tłu­ma­czyć ich tak licz­ną obec­ność.

Wie­dzie­li, bo przy­szli. No tak, to lo­gicz­ne, w końcu pierw­sze były kura i jajko. Naraz.

- Ktoś Spa­lił Kota - za­kasz­lał zna­czą­co Mo­loch i udła­wił się śmie­chem.

Za­kasz­lał mó­wiąc, a potem się udła­wił... "Za­kasz­lał" nie da się za­sto­so­wać jako za­mien­ni­ka "po­wie­dział". 

 

Bloga sobie załóż le­piej.

"wy­krzy­wił wargi w czymś, co miało przy­po­mi­nać gry­mas nie­za­do­wo­le­nia. Uśmiech." - wy­krzy­wił wargi w gry­ma­sie nie­za­do­wo­le­nia, czy w uśmie­chu?

Byłem cie­kaw, kiedy w końcu po­ja­wi się ja­kieś na­wią­za­nie do awan­tu­ry o krzyż. Ro­zu­miem, że miało być w krzy­wym zwier­cia­dle i za­baw­nie, a wy­szło moim zda­niem po pro­stu kiep­sko. Po­my­słu w tym za bar­dzo nie widzę, a już na pewno ja­kiejś bły­sko­tli­wej ana­li­zy po­li­tycz­nej.

"Mo­loch przy­łą­czył się do grup­ki pi­szą­cej na ta­bli­cy wy­zwi­ska pod ha­słem Obroń­ców. Świet­nie się bawił." - i chyba tylko on.

Ode mnie 2.

To praw­da, jak na takie krót­kie opo­wia­da­nie to błę­dów tro­che się zna­la­zło. Tekst nie po­ry­wa. Chcia­łem po­wie­dzieć, że szyb­ko o nim za­po­mnę, ale zda­łem sobie spra­wę, że już za­po­mnia­łem. Zga­dzam się z przed­mów­ca­mi.
Po­zdra­wiam ser­decz­nie.

Tak, tak, moja Aniel­ciu. Takem i ja my­ślał... To zna­czy --- jak moi po­przed­ni­cy w ko­men­ta­rzach. Bie­rze­my frag­ment rze­czy­wi­sto­ści, do­da­je­my Pana Ciem­no­ści i suk­ces mu­ro­wa­ny...
Ale bloga nie za­kła­daj, zanim nie przy­ło­żysz się do nauki pol­skie­go.

A mnie się, wbrew temu co piszą po­przed­ni­cy, po­do­ba­ło. Po­mi­mo wy­mie­nio­nych błę­dów. Krót­kie, zwię­złe i na­wią­zu­ją­ce do obec­nej sy­tu­acji. A ten krzyż, cóż, jest już wszę­dzie, więc i tu mu­siał za­go­ścić. Ja daję 4.

Za­ufaj Al­la­ho­wi, ale przy­wiąż swo­je­go wiel­błą­da.

Ja od­nio­słam wra­że­nie jak­bym czy­ta­ła re­la­cję z tego krzy­żo­we­go pola walki. A to, że dzien­ni­ka­rzem był Pan Ciem­no­ści, to cóż, zda­rza się. Nie za­chwy­ci­ło mnie w żaden spo­sób.

Ech... Nie ma to jak na­pi­sać opo­wia­da­nie, które czer­pie z chwi­lo­wej sen­sa­cji/nie­daw­ne­go wy­da­rze­nia. Pro­blem z tym, że z ta­ki­mi opo­wia­da­nia­mi spra­wa ma się tak samo jak z pio­sen­ka­mi pi­sa­ny­mi na po­dob­nej za­sa­dzie, czyli - są nic nie warte.
W ogóle to "dzieł­ko" jest ubra­ne w bar­dzo pro­sty język i stucz­ne do bólu jak na mój gust.

Ad­mi­ni­stra­tor por­ta­lu Nowej Fan­ta­sty­ki. Masz ja­kieś py­ta­nia, uwagi, a może coś nie dzia­ła tak, jak po­win­no? Na­pisz do mnie! :)

Po­wiem szcze­rze. Po­mi­mo błę­dów w po­sta­ci li­te­ró­wek, które za­uwa­zy­łem, uwa­żam że to bar­dzo fajne opo­wia­dan­ko. Czy­ta­ło mi się je bar­dzo do­brze i po­wiem też, że z za­wo­dem przy­ją­łem, że jest takie krót­kie. A to, że pre­zen­tu­je prze­my­śle­nia au­to­ra na dany temat mi nie prze­szka­dza, bo i czyje po­glą­dy miał niby przed­sta­wiać?

No i tra­dy­cyj­nie za­pra­szam wszyst­kich do lek­tu­ry moich opo­wia­dań. Ze wzglę­du na czę­ścio­wo de­mo­nicz­ną te­ma­ty­kę tego opo­wia­da­nia po­le­cam mój cykl Be­li­sa­rius.

Nowa Fantastyka