- Opowiadanie: Cornelius - Umówione spotkanie

Umówione spotkanie

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Umówione spotkanie

Sosnowy zapach górskich schronisk kojarzył mu się zawsze z trumną i wieńcami. A jednak polubił schronisko w Dolinie Rybiego Potoku. Nie przerażały go tłumy gości suszących tu przepocone skarpety i wystawiających do słońca nagie stopy. Nawet nieprzerwany gwar biegających dzieci był do zaakceptowania. To przecież nad Morskim Okiem poznał Magdę. „Masz − powiedziała, podając mu kostur − przyda ci się”. Ależ żałośnie wtedy wyglądał, kuśtykający, ze skręconą kostką. Bardziej przypominał weterana wojennego niż studenta trzeciego roku zarządzania.

Magdę odnalazł wieczorem. W dżinsach i obszernym wełnianym swetrze stała oparta o róg schroniska. Paliła papierosa. Tak samo mogłaby wyglądać Ingrid Bergman, gdyby zechciała uciec z Casablanki do Zakopanego. Patrzył na nią, a jego świadomość dowiadywała się o istnieniu miłości od pierwszego wejrzenia.

Nad jezioro zeszli już we trójkę: Magda, on i wydobyta z dna plecaka piersiówka z resztką koniaku.

− Jeśli coś kiedykolwiek nas rozdzieli, pamiętaj, będę tu przychodziła i czekała na ciebie zawsze piątego stycznia każdego roku.

Poczuł uścisk jej dłoni. Ciepły, delikatny, mówiący więcej o uczuciach niż tona książek zalegających w bibliotece wydziału psychologii. 

Ściągnął kurtkę i założył na nich oboje. Uśmiechnęła się i objęła go za plecy. Wtuleni patrzyli na trylion gwiazd na niebie i na drugie tyle mrugających do nich z tafli jeziora. Za zegar mieli bicie serc: szybkie i regularne, zsynchronizowane w zgodnym powtarzaniu: mój-moja, mój-moja. A potem poszli do jego pokoju.

 

Pięć lat. Tyle się w tym czasie wydarzyło.

− Och, przepraszam − usłyszał czyjś głos.

Kobieta o wyglądzie posłanki Pawłowicz minęła go ostrożnie i rozłożywszy białą serwetkę otworzyła pojemnik z sałatką. Zapach mógłby obudzić zmarłego.

− Naprawdę, Lodziu? Tak ci wyszło w kartach? − Towarzysząca jej koleżanka w szaroburym polarze nerwowo kręciła głową. − I to dzisiaj ma ktoś tutaj umrzeć? − dopytywała się ni to szeptem, ni ostrożnym półgłosem.

− Karty nie kłamią.

Z niechęcią popatrzył na obie kobiety. „Co one wiedzą o przyszłości” − pomyślał.

 

Latem wybrali się z Magdą nad morze. Jurata, hotel Morskie Oko.

Powinny ich ostrzec stalowoszare chmury zamieniające świat w czarno-biały nagrobny konterfekt. Szli, trzymając się za ręce, gdy usłyszeli krzyk. „Córka, moja córka się topi!”. W ubraniu rzucili się do morza. Magda płynęła szybciej. W ostatniej chwili zauważył porwane rybackie sieci. Nie zdążył jej ostrzec. Płuca wypełniła mu woda. 

 

− Dlaczego nie chcesz rozłożyć kart? − dopytywała kobieta w szarym polarze.

− Wróżenie nad jeziorem przyciąga topielców. Ale skoro ci zależy… − Sięgnęła po talię.

 

Magda dotrzymała słowa. Czekała w pokoju numer pięć, wpatrując się w rozpakowane środki uspakajające.

Objął ją i delikatnie ugryzł w płatek ucha. Nie broniła się. Zmieszała wszystkie lekarstwa, przelała do kieliszka i połknęła.

Jeszcze chwila i znów będą razem. 

Koniec

Komentarze

Ale nam to Morskie Oko dzisiaj wylało :) Na szczęście konkursowy limit znaków nie jest duży.

 

“(…)usłyszeli krzyk. „Córka, moja córka się topi”. → Czy jeśli to krzyk, to nie powinno tu być wykrzyknika zamiast kropki?

 

“− Wróżenie nad jeziorem przyciąga topielice. − Ale skoro ci zależy…” → Tu bez myślnika w środku.

 

Przyznaję, że pogubiłam się, kto umarł. Wpierw On stracił Magdę z oczu, później mowa o topielicach, a na koniec Magda odbiera sobie życie. Ale to chyba nieistotne, skoro umarli oboje. Swoją drogą upiorna historia.

 

Zgrabnie opisane, podoba mi się tag.

Dzięki, już poprawiam.:)

Fajny szorcik, zgrabny, a przy tym opowiada jakąś historię. Przyznaję, że nie zaskoczył mnie, ale nie bardzo mi to przeszkadza. W sumie dość szybko można się zorientować, że obietnica Magdy sugeruje, że umrze.

W przeciwieństwie do Żongler ja się nie pogubiłam, kto umarł ;)

Ale dlaczego wybrałeś taki tag, nie wiem.

Podobało mi się :)

Żonglerko, rzeczywiście nie ma co narzekać na wylew Morskiego Oka.

To zacne opko Corneliusa przeczytałem, na głos, w dwie minuty pięćdziesiąt sekund :D

 

Tylko czemu Magda się utopiła a później popełnia samobójstwo?

żarcik

tzn. wiem, że to że stracił ją z oczu to może równie dobrze oznaczać, że to on utonął :D

I jak rozumiem, to celowy zamęt.

 

całkiem zgrabne :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przecież to nie Magda popełnia samobójstwo.

Magda dotrzymała słowa. Czekała w pokoju numer pięć, wpatrując się w rozpakowane środki uspakajające.

Objął ją i delikatnie ugryzł w płatek ucha. Nie broniła się. Zmieszała wszystkie lekarstwa, przelała do kieliszka i połknęła.

Jeszcze parę sekund i będą razem. 

 

Nie?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Oj tam, oj tam. Nie można czytać opowiadań tak dosłownie ;)

To weź mnie wytłumacz, co tam się podziało, a podzielę się odczytem głosowym opowiadania.

Normalnie audiobookiem.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mam mieszane uczucia, Corneliusie. Utwór jest dla mnie na granicy bufonady i kiczu. Ta świadomość dowiadywania się, ta trzecia piersiówka, ta tona książek, to wszystko balansuje na krawędzi. Sam pomysł zacny, tylko podkręcony zbyt mocno.

Poczekam na inne Twoje utwory. Pozdrawiam.

 

Za Anet, Mytryxie.

 

Dziękuję! Bardzo dziękuję. Myślałem, że już pójdę spać. Ale gdzieżby. 

Historyjka chyba mi się nie udała. Od początku bowiem założyłem, że nieżywy będzie “on”. Przecież nawet imienia nie ma. Tak jakby nie istniał. Starałem się oczywiście zmylić tropy. Żeby potem ktoś nie powiedział, że to oczywiste, proste i nawet zastanawiać się nie trzeba było. Niestety efekt jest taki, jak w czeskim filmie.

W tym kontekście tag staje się zrozumiały. Jest to bowiem najkrótsze podsumowanie historyjki.

Mimo pewnego galimatiasu, pewne jest, że baaaardzo dzięęęękuję za komentarze, opinie i uwagi.:)

Bo tutaj potrzebna jest intuicja.

 

Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo.

 

Proste.

Kiedyś dostanę Nobla, zobaczycie.

Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo.

To chyba będzie mój cytat roku.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie chcę audiobooka, nikt mi nie przeczyta niczego lepiej, niż ja sama ;)

Magda obiecała bohaterowi, że nawet jeśli się rozdzielą, będzie na niego czekać co rok piątego stycznia w konkretnym miejscu. Żyli sobie szczęśliwie, ale niedługo, bo podczas próby uratowania tonącej dziewczynki Magda sama utonęła. Nieutulony z żalu bohater pojechał więc piątego stycznia do Morskiego Oka (w to obiecane miejsce) i spotkał tam ducha swojej ukochanej. Postanowił do niej dołączyć połykając leki uspokajające.

I teraz, jak już to (sobie też) poukładałam po kolei, mam kilka uwag do autora:

  1. Z końcówki rzeczywiście wynika, że to Magda się truje.
  2. Czy wystarczyłyby leki uspokajające? Nie lepiej wziąć nasenne?
  3. Nie wierzę, że leki zadziałają w kilka sekund.

Cornelius, zepsułeś mi opowiadanie :(

  1. HA! Szach Mat!
  2. Wystarczyłyby, zależy od dawki.
  3. Parę nie kilka :D można to podciągnąć pod przenośnię, chyba.
  4. :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Para to dwie sztuki :P

Mytrix ja nie sądziłem, że Ty z tym cytatem to tak na poważnie… czujem się zaszczycony.

Kiedyś dostanę Nobla, zobaczycie.

Ze mną nigdy nie wiadomo :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jesteśmy w odpowiednim miejscu, żeby to rozważać (czytaj: fantastyka.pl). Mógł się na przykład utopić, ale niezupełnie, i zupełnym przypadkiem odkryć Atlantydę czy inny wrak Titanica. Wszystko w granicach wyobraźni, czyli bez granic :d

 

Ja też zrozumiałam to tak, że to Marta umarła dwa razy, co nie zmienia faktu, że opowiadanie bardzo mi się podobało. Fajny klimacik, a do wróżąca z kart Pawłowicz zrobiła mi dzień. :D

Hmmm, jest tu naprawdę fajna historia, do tego nie z gatunku absurdalnych czy śmieszkowatych. Ale jak napisał Darcon – czegoś mi tu brakowało. Jakiejś logiki. Czytam Twoje powyższe wyjaśnienie i ja niestety zrozumiałem “na opak”, że to ona umarła.

Czyli niezły pomysł, ale wykonanie go rozmyło. Trochę szkoda, ale nie ma się co przejmować ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jeżeli on tonął, to czemu on ostrzegał?

Co mi się rzuciło w oko: 

 

− Naprawdę, Lodziu? Tak ci wyszło w kartach.? − Towarzysząca jej koleżanka w szaroburym polarze nerwowo kręciła głową. − I to dzisiaj ma ktoś tutaj umrzeć? − dopytywała – Jak dla mnie, to z kontekstu wynika, że wszystkie wypowiadanie zdania to pytania

 

Latem, wybrali się z Magdą nad morze. – zbędny przecinek

 

Szli(+,) trzymając się za ręce, gdy usłyszeli krzyk. „Córka, moja córka się topi!”. – skoro to wypowiedź, którą usłyszeli, to zapisałabym jak normalny dialog, czyli: 

Szli, trzymając się za ręce, gdy usłyszeli krzyk:

− Córka, moja córka się topi!

 

Hm, połączenie Morskiego Oka w górach i nad morzem jest ciekawe. Kto kiedy umarł jest dla mnie jasne. Jednak nie jest dla mnie jasne po co są tam te dwie, wróżące z kart. Nie dostrzegam “zastosowania” dla nich.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Całkiem zacny szort, Corneliusie, odpowiednio magiczny i fantastyczny, tyle że wszystko zepsuł mi fragment z udziałem wróżbitki i sałatki. No bo i czemuż miał on służyć?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Jest jakaś historia. Sama w sobie prosta, ale wykonanie ją zakręca.

Ja dopisuję się do grupy twierdzących, że to chłopak się utopił. Jako duch przybył w góry (kto wie, może tym legendarnym połączeniem Morskiego Oka z Wisłą). I dlatego panie rozmawiające o kartach nie krępują się jego obecnością. I właśnie w końcówce Autor próbuje naprowadzić na rozwiązanie.

Babska logika rządzi!

Ja odwrotnie niż Finkla, sądzę, że duchem była Magda. On dołączył do niej w rocznicę spotkania. 

Jak Reg mam wątpliwości co do wróżbitki i sałatki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Finklo! Ty jedna mnie rozumiesz. Bez szczególnego wybrzydzania, kręcenia nosem i patrzenia z wyższością. I jeszcze punkt od Ciebie otrzymałem. Dziękuję. 

 

AQQ – Twój miły komentarz bardzo mnie uradował. Po jego przeczytaniu wiem, że święto Trzech Króli już od rana fajnie się dla mnie zaczęło. :)

 

Z objaśnianiem napisanej historii jest jak z opowiadaniem dowcipów na przyjęciu. W obu przypadkach wiadomo, że doszło do porażki. 

 

Regulatorzy i Śniąca. “Wróżbitki” miały do spełnienia parę funkcji: (-) zasugerowały, że oto wydarzy się czyjaś śmierć, co miało wzmóc zainteresowanie Czytelnika, (-) ich wróżby przywoływały topielice – przez co myliły tropy, kto się utopił, (-) skoro przywoływały topielice, tak samo mogły przywoływać topielców, torując drogę “jemu”, (-) bez wróżbitek historyjka byłaby – moim zdaniem – mdła, (-) pewna “osobność” wróżbitek i “nieżywego jego” miała podpowiedzieć, że “on” jest duchem, (-) w schroniskach naprawdę nie brakuje różnych dziwacznych postaci. :)

 

Wilku-zimowynie jest napisane, że ktokolwiek tonął, tak samo jak nie jest napisane, że ktokolwiek krzyczał i ostrzegał. To wyobraźnia podsunęła Tobie taki tok zdarzeń. W części jedynie słuszny. 

Twój komentarz jest bardzo ciekawy przede wszystkim dlatego, że do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że napisać można jedno, a każdy przeczyta to, co sobie wcześniej umyśli. Wyobraźnia uzupełni brakujące zdarzenia zgodnie z wcześniejszymi założeniami Czytelnika. Kurcze, aż niemożliwe. 

 

Anet. Ostatnią rzeczą jaką chciałbym zrobić, to zepsuć Ci opowiadanie. Co do tych szybko działających lekarstw masz rację. Ale przyznaj, że drażetki są choć trochę lepsze niż mały damski pistolecik. Ooogromnie Tobie dziękuję za ciekawe spostrzeżenia, a przede wszystkim, że przeczytałaś i wyraziłaś opinię.:)

 

Wielkie podziękowania dla Użytkowników Czwartych, niech no tylko dowiem się, kto to jest, niechybnie złożę głęboki ukłon. 

 

Mytrixie – dwie minuty pięćdziesiąt sekund na przeczytanie, a w dodatku wiedziałeś jeszcze kto żyw, a kto duch. Dziękuję. Bardzo dziękuję. Tym szczególniej, że wziąłeś historyjkę w obronę i wyjaśniłeś, że przeżyć musiała “ona”. :)

 

Wszystkim, wszystkim, wszystkim którzy tu zajrzeli, zamieścili komentarz, podzielili się uwagami niech Trzej Królowie przyniosą sowite podarki. :)

 

Bemik. Dziękuję. I jeszcze punkt od Ciebie. Bardzo dziękuję.

 

Zapewne i Tobie zepsuję historyjkę. Lecz od początku pisałem ją z punktu widzenia ducha. To nie było tak, że kończąc tekst dokonałem zmiany, ja naprawdę chciałem, żeby wydawało się, że utopiła się dziewczyna, chciałem wodzić Czytelnika za nos, a ostatnia scenka miała być niespodzianką. No cóż, niespodzianka chyba nie wyszła.

Bardzo dziękuję, Bemik. :)

 

“Wróżbitki” miały do spełnienia parę funkcji: (-) zasugerowały, że oto wydarzy się czyjaś śmierć…

Ja to rozumiem, Corneliusie, i akceptuję dziwaczne postaci. Nie pojmuję tylko, dlaczego musiało przywiać sejmowe demony…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Corneliusie, po prostu okazało się, że zupełnie inaczej sobie wszystko poukładałam ;)

Podyskutuję sobie trochę, ale nie bierz tego bardzo do siebie, bo jak widać w komentarzach, każdy odbiera tekst inaczej, a poniższe opinie są moje i tylko moje :)

 

(-) zasugerowały, że oto wydarzy się czyjaś śmierć, co miało wzmóc zainteresowanie Czytelnika,

Dla mnie to słaby argument. Nie lubię, gdy się uprzedza wypadki – ani to nie wzmaga mojego zainteresowania jako czytelnika czy widza (dlatego nie lubię oglądać z bratankami znanych im już filmów – mają manierę mówienia, co będzie za chwilę, na szczęście zaczynają z tego wyrastać), ani nie pobudza akcji – wręcz odwrotnie. 

 

(-) ich wróżby przywoływały topielice – przez co myliły tropy, kto się utopił, (-) skoro przywoływały topielice, tak samo mogły przywoływać topielców, torując drogę “jemu”,

Zaskoczyły mnie te punkty. Poza wspomnieniem, że mogą się pojawić, topielic czy topielców nie zauważyłam w tekście. I byli mi zbędni, bo i bez nich ładnie zaplątałeś. To mogłabym skwitować – więcej wiary w siebie, że i bez takich dodatków potrafisz utrzymać tajemnicę. 

 

(-) pewna “osobność” wróżbitek i “nieżywego jego” miała podpowiedzieć, że “on” jest duchem,

W sumie mogę napisać, to co już jest wyżej – niepotrzebnie. Kto miał to odczytać z tekstu, to i tak to zrobił. 

 

(-) w schroniskach naprawdę nie brakuje różnych dziwacznych postaci. :)

Jak wszędzie indziej :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No, ale chwilę się nad tym klikiem zastanawiałam. I rozgryzienie fabuły też musiało potrwać. :-)

A wytropić użytkowników czwartych możesz w wątku z nominacjami do Biblioteki.

Babska logika rządzi!

Mimo że znalazłem właśnie swoją drugą połówkę (nie pierwszy raz, ale może ostatni), nie ujęło mnie. Ale kliknę. ;)

Finklo i Unfallu – proszę, bardzo proszę. Nigdy, nigdy więcej kliknięć z łaski. 

Bemik, dziękuję. Oczywiście masz rację. Z tym uprzedzaniem wypadków to różnie bywa, czasem tego typu sugestie także wyprowadzają w pole.

Nawiasem mówiąc, uwielbiam zgadywać, co będzie się dalej działo w filmie. Zapewne dlatego nikt ze mną nie chce chodzić do kina. 

Radosnego święta Trzech Króli i fajnego łikendu. :)

 

Corneliusie, to nie był klik z łaski. Chwilę się wahałam, ale w końcu stanęło na kliku. Za zaplątanie fabuły, żeby trzeba się było zastanowić nad końcówką.

Babska logika rządzi!

Corneliusie – częściowo błąd mojego komentarza (chodziło mi oczywiście, że chciał ostrzec, a nie, że ostrzegał, a sugestia tego w opowiadaniu jest – “nie zdążył jej ostrzec”), a częściowo nie (w opowiadaniu o tonięciu nie ma, ale już w komentarzach jest dyskusja o tym, że to on utonął) :)

Finklo i Unfallu – proszę, bardzo proszę. Nigdy, nigdy więcej kliknięć z łaski. 

​O łasce nie ma mowy. Do biblioteki mają dostawać się teksty ładnie i poprawnie językowo napisane, trzymające pewien określony poziom. Nawet jeśli sama opowieść do mnie akurat nie trafiła, nie oznacza to, że klik się nie należy. Potraktuj go, proszę, jako część mojej o tekście opinii, która w skromnym komentarzu może pozytywnie nie wybrzmiała, ale negatywna być nie miała.

Ach, romantycznie i dramatycznie! Kolejny Twój tekst, Corneliusie, który mnie uwiódł. 3k znaków to bardzo trudny limit i wielu myśli, że sposobem na jego pokonanie jest pójście w śmieszki. Cieszę się, że wybrałeś trudniejszą drogę; bardzo mi się podobało.

Klimat psuje porównanie do Pawłowicz – wyznaję zasadę, że jeśli przestanie się mówić o tym obłąkanym babsku, to może przestanie się odzywać. Do tego rozmowa wróżki z koleżanką zdradza w sumie zakończenie, no bo któż inny mógłby umrzeć. Gdyby zawoalować tę groźbę jakoś bardziej, myślę że efekt końcowy móglby być mocniejszy.

Pozdrawiam!

Rzeczywiście, w morzu jakby umarła ona, potem zrozumiałem, że to jednak on umarł. A ona popełnia samobójstwo. Czyli złamałeś schemat. Skoro to ona obiecuje wracać co rok, to nawet po śmierci jako duch… Ale to on nie żyje, zatem ona wraca do niego, a on martwy, więc wraca i na koniec już ostatecznie łykając tabletki. Ale skoro on jest duchem, to dlaczego Pawłowicz mija go ostrożnie?

Zagmatwane. Ale napisane z gracją i bardzo obrazowo. Może Darcon ma nieco racji z tym efekciarstwem, ale mi to lektury nie zepsuło. Czytałem jakbym oglądał film. 

Tutaj coś z podmiotem się gubię:

− Dlaczego nie chcesz rozłożyć kart? − dopytywała kobieta w szarym polarze.

− Wróżenie nad jeziorem przyciąga topielice. Ale skoro ci zależy… − Sięgnęła po talię.

 

Dałbym klika, ale nie jest już potrzebny ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Spodobała mi się kompozycja z wplecionymi wróżącymi kobietami i wykorzystanie “Morskiego Oka” jako hotelu w Juracie. Dobitne zakończenie.

No rest for the Wicked

Efekt jest taki, jak zamierzałeś, Autorze. Dopiero na końcu zrozumiałem, że to On się utopił. Czyli dobry twist.

Jeśli to miał być szort grozy, to fragment z Pawłowicz skutecznie zaburzył nastrój. Wplatanie postaci komicznych w grozę nie jest chyba dobrym pomysłem.

Efekciarstwo w tym wypadku nie przeszkadza. Jest lekko wyczuwalne.

W sumie zgrabny utworek. Mam tylko jedno pytanie: jeżeli wróżenie miało przyciągnąć topielca, to czemu On już tam był przed aktem wróżenia?

Pozdrawiam

Był, bo się umówił. ;-)

Babska logika rządzi!

Szanowny Panie Brightside. Gdyby Pana nie było, należałoby koniecznie Pana wymyślić.

Po przeczytaniu Twojego komentarza aż strach się odezwać, by nie zburzyć miłego nastroju. Bo ja wciąż uczę się składania liter i klejenia zdań. Czytając komentarze, przywykam do cierpkich opinii. Nie wszystkie rozumiem, na szczęście nie wszystko muszę rozumieć. Wiem tylko, że niesłychanie ważna jest wiedza o tym co zgrzyta, a co jest do przyjęcia. 

Dziękuję i oczywiście życzę wiele szczęścia. 

 

Panie Marasie – dziękuję. Dziękuję, że zechciałeś wybrać się na spacer z duchem po schronisku.

Dla mnie pisanie jest czymś nowym, wciąż się czegoś dowiaduję, lecz opinia, że miałeś wrażenie, jakbyś oglądał film jest przemiła. Dziękuję!:)

Ach, zapomniałbym, tam gdzie jest problem z podmiotem, celowo dialog został tak zapisany. Wszak rozmowa “wróżbitek” wciąż trwa.

Panowie Wicked G i Trico – DZIĘKUJĘ:)

Bo to było tak, chciałem w skrócie napisać, że jedna z wróżbitek była dużą kobietą, dość energiczną, wymowną, pewną siebie, ze skłonnością do obżarstwa… albo też, że przypominała poseł Pawłowicz. I zwyczajnie wybrałem tę drugą opcję. Nie zdałem sobie sprawy, że oprócz wyglądu niektóre osoby są nośnikiem silnych emocji. 

No i jeszcze to efekciarstwo. Kurde, kolejna rzecz, na którą zupełnie nie zwróciłbym uwagi. Za każdym razem, gdy się zakochuję mam wrażenie, że świat dostaje innych barw, wszystko jest jakby “bardziej” a ja staję się herosem zdolnym wygrać z supermanem. Pytanie: to efekciarstwo czy zwyczajny stan. Innymi słowy: jestem normalny czy niekoniecznie. 

Trico – Ten krótki tekst nie miał budzić grozy. Moja ciotka mówi, że romanse może pisać każdy. Dlatego napisałem króciutki romans (melodramat – choć brzmi to już zbyt ambitnie). Ależ fajnie, że uznałeś to za zgrabną rzecz. Dzięki:)

I ogromnie jestem Tobie wdzięczny, Wicked, że nie dostałem po głowie za Pawłowicz. I że jeszcze podobało się to, co przeczytałeś. Super i dziękuję:)

Oczywiście wiele szczęścia!

Finklo! Przepraszam, ale muszę Cię poprosić o pomoc. Może Ty wyjaśnisz mi, jak to się dzieje, że próbowałem napisać mini-romans, a potem w komentarzach okazuje się, że czytające go kobiety najczęściej kręcą nosem, a faceci mówią, że jest oki. Przecież powinno być na odwrót. Co zrobiłem nie tak? Zrozumiałbym, gdyby nikomu się nie podobało, lub że mniej więcej po równo układałby się głosy na “tak” i “nie”. 

No i oczywiście miłej niedzieli, Finklo:)

 

Chodzą słuchy, że świat się skończy, jeśli Finklę wzruszy jakiś romans. ;)

Za Pawłowicz nie miałeś co dostawać po głowie, bo: a) Jest to postać dość znana i każdy ją kojarzy, więc tym sposobem zgrabnie ominąłeś konieczniść stosowania rozbudowanych opisów b) prof. Pawłowicz reprezentuje dość charakterystyczny typ aparycji zewnętrznej, więc może zostać użyta jako przykład modelowy.

No rest for the Wicked

Corneliusie, jestem jedną z ostatnich osób w szeregu do wyjaśniania, dlaczego romans na kogoś zadziałał, a na kogoś nie. Może to stereotypy, a może faceci już nie tacy męscy jak w złotym wieku? Diabli i wodniki wiedzą.

Babska logika rządzi!

a może faceci już nie tacy męscy jak w złotym wieku

Wychodzi na to, że ja się jeszcze trzymam ;)

 

Corneliusie, nie mnie pytałeś, ale odpowiem, jak ja to widzę (a mogę się oczywiście mylić).

Kobiety chyba oczekują trochę innego romantyzmu. Chcą być zdobywane, adorowane, chcą, aby z nimi flirtować. Chcą nas uwodzić. Są czułe na inne bodźce – ​zapach, dotyk, tembr głosu. O tym też pewnie lubią czytać w romansach, bo życie (czytaj faceci) nieco im tego skąpi. Twoja opowieść jest romantyczna na inny, męski sposób. Miłość od pierwszego wejrzenia (bodźce wzrokowe są decydujące u mężczyzn, nie u kobiet, co zresztą kobiety zręcznie wykorzystują), szast-prast, szybko, bez większego zachodu i w dodatku aż po grób, a nawet dalej. To chyba raczej wizja mężczyzny, niekoniecznie atrakcyjna dla kobiet. Takie moje zdanie.

To też chyba powód, dla którego tekst mnie nie uwiódł – ​historia dosyć prosta, a i miłość pokonująca śmierć nie jest pomysłem nowym. Twist z tym, które z kochanków umarło pierwsze, to dla mnie troszkę mało. Ale jeszcze raz – ​to, że sama historia mnie nie uwiodła, nie znaczy, że przeczytałem bez przyjemności, bo piszesz ładnie i sprawnie.

Witaj, Cor!

Dzięki za kolejny tekst, aż szkoda, że szort.

Dla mnie wszystko zagrało jak należy. Było czytelne i sprawiało frajdę. Zwłaszcza myk z utonięciem, podsycający ciekawość. Kobitki, choćby tylko miały poszerzyć przestrzeń szorta i dodać atmosfery miejscu, pasowały mi w otoczeniu Morskiego Oka, zazwyczaj gęsto zaludnionym.

Gratuluję dobrego tekstu!

Podkreślam też fakt, po raz kolejny, że cholernie lubię to Twoje pisanie. ;-)

 

Pozdrawiam!

 

Boskie :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ponieważ zaburza to kolejność czytania.

Dlaczego odpowiedź nie powinna być pisana u góry?

Panie Brightside – przeczytałem odpowiedź Finkli. Przyszłość świata jest niezagrożona:)

 

Wicked G – no właśnie, jak się okazuje, przywołanie czyjejś osoby wyświetla w umyśle czytającego przede wszystkim cechy charakterologiczne, które tam się kokoszą i zniekształcają dalszy odbiór. Wciąż się uczę. Dziękuję, Wicked:)

 

Unfall :) przeczytałem Twój komentarz, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Opcja szast-prast jest niezwykle pociągająca, acz związana z pewnymi utrudnieniami.

Ja mniej więcej wiem, co myślą faceci, dlatego nie zadałem tego pytania Tobie. Teraz jednak ciekawi mnie, co myślą kobiety o Twoim wpisie. Niestety nie dowiem się; może kiwają głowami z podziwem dla Twojej przenikliwości, śmieją się ze stereotypów, którym dałeś wyraz, a może powtarzają dowcip o książce z pustymi kartkami i pod tytułem: “Co mężczyźni wiedzą o kobietach” . Obawiam się, że ta trzecia opcja jest najbardziej prawdopodobna. (Przepraszam). Myślę jednak, że będę zaglądał na Twój komentarz, weryfikując jego prawdziwość. Szczęścia, Unfall:)

Kiedyś, bardzo dawno temu, jako młody i jeszcze przystojny informatyk wysłany zostałem do redakcji Harlequina, aby zrobić porządek z ich siecią komputerową. Cała redakcja, to były kobiety, w większości przez życie już nieco doświadczone. Przemiłe były te panie, aż czułem się nieco nieswojo.

Może pisanie romansów trzeba zostawić kobietom…

 

A może nie? Może to pomysł na konkurs, gdzie sprawdzą się panowie, a oceniać będą panie? Udałoby się nam uwieść portalowiczki fantastycznymi tekstami? 

Unfall – uwieść portalowiczki fantastycznymi tekstami… myślę jednak, że Ty też masz wciąż bardzo dużo do nauczenia się o kobietach:) (znów przepraszam).

Dzień dobry, Majk!

Wielkie, wielkie dzięki, Majk, żeś przeczytał, wyraził opinię. Żeś pochwalił. Jak się pisze tekst na stronę nie można zrobić zbyt wielu błędów. Za to tłumaczenie, co się zdarzyło nad Morskim Okiem było tak samo dołujące, jak czytanie o pomyłkach. 

Twoje komentarze są terapeutyczne. Dziękuję za nie. W ogóle dzięki… :)

Ty też masz wciąż bardzo dużo do nauczenia się o kobietach

​Zapewne. Ale że kobietę da się uwieść tekstami, to akurat wiem, bo mi się swego czasu udało (w tym przypadku to były wiersze wysyłane telegramami, bo maile i SMSy nie były jeszcze tak rozpowszechnione). Możliwe, że w obecnych czasach byłoby to trudniejsze, ale i portalowiczek z mojej generacji nie brakuje.

Majk– – zapomniałbym, a przecież chciałem zachęcić Cię do zamieszczenia Twojego tekstu. Napisz. Jedna strona, toż to tak niewiele. Napisz:)

Unfall – koniecznie musimy się zaprzyjaźnić. Podrzucisz mi swoje wiersze. 

Tylko tak sobie myślę, że chyba same wiersze by nie wystarczyły. Bez uroku, jakiejś szczególnej atrakcyjności, bez przekonania, że jesteś czymś wiele większym niż słowa – pewno uwieść by się nie udało. Optowałbym raczej za myśleniem w stylu: “Fajny jest i w dodatku pisać wiersze umie, na pewno warto go poznać”. :)

 

Może to pomysł na konkurs, gdzie sprawdzą się panowie, a oceniać będą panie? Udałoby się nam uwieść portalowiczki fantastycznymi tekstami? 

Przyznaję, że ja bym się dała spróbować tak uwieść ;) Jakby co, to do jury już się zgłaszam. Ale też z góry ostrzegam – harlequinowy romans w moim przypadku nie przejdzie, trzeba się bardziej postarać :)

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tylko tak sobie myślę, że chyba same wiersze by nie wystarczyły.

​Oczywiście że nie, co nie znaczy, że nie warto takich tekstów pisać. A tamtych wierszy Ci nie podrzucę, bo były zbyt osobiste i tylko dla niej. :)

Nie wiele i wiele, zarazem, Corneliusie. Tekst napisany, leży od wczoraj na profilowej półce. Dojrzewa. ;)

Ja przy tej kolejnej sposobności drążę zapiski odnośnie interpunkcji, znalezione w opasłych tomach PWNu, a wątpliwości mimo to w niektórych miejscach pozostały. Co do fabuły wątpliwości są nieustające i przeogromne. Nie mniej, chyba jeszcze dziś opublikuję, pewnie współlokatorzy pomogą mi zrozumieć, co mnie w tym tekście tak dręczy.

Dzięki za zachętę, serdecznie pozdrawiam! ;)

 

Unfall.

Wiem że nie podrzucisz. To taki żart. W innej niż fantastyczna rzeczywistości nie śmiałbym Cię nawet o nie prosić. Romantyk z Ciebie. Gdybym ja zaczął pisać wiersze, straciłbym wszelkie szanse na jakiekolwiek spotkanie. 

Hm, gdy dwóch facetów zaczyna gadać o kobietach, oznacza to że albo alkoholu było zbyt dużo, albo że trzeba się dopiero napić. 

Majkubarze – im dłużej będziesz myślał, tym większe będziesz miał wątpliwości. Zrzuć część swych wahań na bywalców fantastyki. Przecież wiesz, że oprócz poznania cudzych spostrzeżeń nie stanie Ci się żadna krzywda. A ja naprawdę z wielką przyjemnością przeczytam.

Jak zwykle masz rację. No to ciach. Miłej lektury! ;)

Czytało się ciekawie, ale w końcówce się pogubiłem. Zrozumiałem, że Magda się utopiła, a potem popełniła samobójstwo. Ale jak się dwa razy uśmierciła, to może jednak żyje, bo minus i minus daje plus. ;) Wątek z wróżbą i topielicami dodatkowo zamącił. Dopiero komentarze mi rozjaśniły, o co tu chodziło.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Szyszkowy Dziadku, oczywiście miło byłoby uznać, że minus i minus dają plus. W rzeczywistości dają dwa minusy. Dobrze, że choć się jakoś czytało. Bardzo dziękuję, że zajrzałeś i za komentarz:)

Tak samo jak inni troszkę się pogubiłem. Kto duch, kto żywy i na co te wróżki… Potem trochę komentarzy poczytałem no i rozjaśniło się, ale pozostało malutkie rozczarowanie, że nie rozgryzło się za pierwszym podejściem. Nawet fajnie :)

Och, Karolu, do tego że na końcu historyjki wszyscy się gubią zdążyłem się przyzwyczaić. W napisanym tekście jest jakiś feler. Zapewne zbyt dużo sugestii popychających wyobraźnię w jednym tylko kierunku. Poza tym, któż mógłby przypuszczać, że historyjka pisana jest z punktu widzenia ducha. 

Miło, że zostawiłeś komentarz. Dziękuję:)

Z nutką grozy. Całkiem mi się podobało. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano – dwa krótkie zdania, a tyle ciepła. Dziękuję:)

Nowa Fantastyka