- Opowiadanie: Majkubar - Fraszka, igraszka, zabawka szklana

Fraszka, igraszka, zabawka szklana

Nie będzie śmiesznie. Strasznie...? Też nie. Lekko onirycznie i filozoficznie, ale czy zrozumiale...?

Ach, krejzi form – szort! Niby szort, a ekstremalny sport.

Życzę miłej lektury!

 

Autorstwo przytoczonego fragmentu wiersza “Lokomotywa” przypisuję, rzecz jasna, panu Julianowi Tuwimowi, z wyrazami wdzięczności za użyczenie.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Fraszka, igraszka, zabawka szklana

Ciężar milionów kłębiących się myśli, tysięcy wypowiedzianych słów i przeżyć spłynął ze łzami na kamień. Kiedy ostatnia kropla goryczy uderzyła o jego powierzchnię, mężczyzna dostrzegł spokój, jakim emanowała okolica. Błogostan stopniowo ogarniał duszę i drżące ciało.

W bezruchu przyglądał się odbiciu księżyca, białej źrenicy Morskiego Oka, które okalały skąpane w lunarnym blasku szczyty górskie.

 Ledwie twarz mężczyzny stała się sucha i rozluźniona, spod gładkiej powierzchni wody wynurzyła się sylwetka odziana w płaszcz i cylinder. Postać zmierzała w jego stronę powolnym krokiem, wychodząc na usłaną kamieniami płyciznę.

Mężczyzna pozostał nieporuszony. W sercu nie pojawił się choćby cień lęku czy najmniejsze poczucie zagrożenia. Nawet postanowienie, że odbierze sobie życie, jeszcze chwilę temu przepełniające umysł i ducha, wydawało się bardzo odległe i absurdalne.

Nieznajomy zatrzymał się. Stał jak posąg w wodzie sięgającej do kolan.

– Każde dno zmienia się w końcu w sklepienie – powiedział. – Chodź ze mną. – Odwrócił się i powoli ruszył w toń.

Mężczyzna bez namysłu zsunął się z głazu, na którym siedział.

 

Nieznajomy krzesał iskry. Jego nieruchome oblicze migotało jak obrazy minionego życia w głowie mężczyzny. Po nich przyszła refleksja, że życie po prostu się zdarza, a człowiek lekkomyślnie obarcza je sensem i znaczeniem, których ciężaru nie jest w stanie udźwignąć.

Ogień rozjaśnił ściany i sklepienie jaskini. Jego ciepło ogarniało ciało mężczyzny, który ułożył się na ziemi z rękoma wsuniętymi pod głowę.

– Życie… – Głos nieznajomego wypełnił przestrzeń jaskini.

 

Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,

Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,

Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,

Lecz…

 

Mężczyzna nie usłyszał ostatnich słów. Zasnął.

 

Po przebudzeniu spojrzał w stronę paleniska. Pozostał tylko żar, obok  którego stał metalowy dzbanek z pokrywką i kubek.

Kiedy wyszedł na zewnątrz, usiadł na skraju półki skalnej. Spodobało mu się to, co zobaczył. Szczyty gór i rozległa nizina, pokryte bujną roślinnością, skąpane były w promieniach wschodzącego słońca. Zauważył, że tarcza słoneczna przemieszczała się w różnych kierunkach i zaskakująco szybkim tempie. Równie szybko zmieniały się kolory rozwleczonych nad górami chmur.

Ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miał za to każdy pojedynczy łyk ciepłej kawy, przyprawiony tym przedziwnym pejzażem.

 

*

Chłopiec odłożył latarkę i kolorowe folie. Obrócił szklaną kulę o sto osiemdziesiąt stopni i ułożył ją z powrotem na drewnianej podstawce z napisem “Morskie Oko”. Przyglądał się wzburzonym drobinom pływającym w błękitnej cieczy, które imitowały kamienie i fragmenty roślin. Płyn przeciskał się przez szczeliny w umieszczonej pośrodku sfery dekoracji, przypominającej fragment górzystego krajobrazu i powoli wypełniał dolną półkulę.

– Antek, kolacja! – Usłyszał wołanie.

Pochylił się nad zabawką.

– Dobranoc – wyszeptał i narzucił na kulę czarną apaszkę usianą białymi gwiazdkami.

Koniec

Komentarze

Kiedy ostatnia kropla goryczy uderzyła o jego powierzchnię, mężczyzna dostrzegł spokój(+,) jakim emanowała okolica.

 

Błogostan stopniowo ogarniał jego duszę i drżące ciało. – ponieważ jesteś na granicy limitu, a ten zaimek nie jest konieczny, można go wyciąć – zyskasz kilka znaków na inne poprawki

 

Ledwie twarz mężczyzny stała się sucha i rozluźniona, spod gładkiej powierzchni wody wynurzyła się sylwetka odziana w płaszcz i cylinder. Postać zmierzała w jego stronę powolnym krokiem, wychodząc na usłaną kamieniami płyciznę. – ostatni rzeczownik w poprzednim zdaniu to cylinder, co z jego w kolejnym zdaniu komponuje się dziwnie; może napisać, że postać zmierzała w stronę siedzącego lub jakoś tak?

 

Mężczyzna pozostał nie wzruszony. – niewzruszony 

 

Nawet przepełniające umysł i ducha postanowienie, jeszcze chwilę temu, że odbierze sobie życie, wydawało się bardzo odległe i absurdalne. – nie gra mi tu szyk; czy tak nie byłoby czytelniej: Nawet przepełniające jeszcze chwilę temu umysł i ducha…

 

Rzeczywiście dość enigmatyczny ten tekst. Prowokuje więcej pytań, niż daje odpowiedzi. 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Majkubar – dawno nie czytałem czegoś równie poruszającego. Ludzki los, sens i trwanie. Życie oglądane wspak.

Mądre i głębokie, a do tego jak napisane. Dziękuję za lekturę.

 

Dziękuję, śniąca, dokładnie w tych miejscach zastanawiałem się nad przecinkami i szykiem. Myślałem o proponowanej przez Ciebie konstrukcji (ostatni przykład), ostatecznie chciałem sprawdzić czy rzeczywiście wzbudzi wątpliwości innych. Być może warto jednak od razu wbić pewniejsze rozwiązanie.

Z tym cylindrem podobnie. Mam tam w tekście jeszcze jeden podobny przypadek do ogarnięcia, przy zabawie szklaną kulą.

Nie wzruszonego sprawdzałem w PWNie:

niewzruszony (niezłomny)

nie wzruszony (przez kogoś, czymś),

dlatego bardziej mi pasował do braku reakcji na pojawienie się postaci.

 

Cieszę się, że tekst prowokuje pytania, taki był zamiar, choć chciałbym, żeby też dobrze był odbierany, mimo zakręconego klimatu, skłaniającego się bardziej w stronę wnętrza i refleksji niż prostej historii.

 

Cor, jeżeli udało mi się poruszyć emocje i czułe struny, to radość moja jest wielka!

 

Dziękuję Wam za czas i uwagi!

 

 

Z nie/wzruszonym to brak mi w tekście kontekstu, by jednoznacznie określić, która wersja powinna być i ta z pisownią łączną wydała mi się bardziej naturalna. 

 

Chodzi Ci o ten fragment?:

Płyn przeciskał się przez szczeliny w umieszczonym pośrodku sfery tworzywie, przypominającym górzysty fragment skorupy ziemskiej i powoli wypełniał dolną jej część.

Jakoś nie rzucił mi się w oko przy pierwszym, ani nawet drugim czytaniu, nie przeszkodziło w niczym. Nie chciałabym namieszać, więc na razie zostaw, jak jest. Poczekaj na inne komentarze. 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dokładnie o ten. :-D

 

Zaczekam oczywiście ze wszystkimi wątpliwościami na inne komentarze.

 

Dzięki za zaangażowanie, śniąca, ja właśnie zbliżam się do Twojego opka.

Ciekawe, choć brakło mi jakiegoś wyraźniejszego przekazu, zatrzymałeś się jakby w pół kroku. Nie wiem, czy taki był Twój zamiar, czy brakło Ci dobrego pomysłu na pełniejsze wyjaśnienie, ale i tak wyszło całkiem intrygująco.

Może trochę niepotrzebnej poetyki i egzaltacji, ale poza tym napisane dobrze.

 

Tyle ode mnie, na koniec uwaga:

Mężczyzna pozostał nie wzruszony.

Pisownia łączna.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Kurczę… Piękna refleksja nad ludzkim losem, nad miejscem, czy rolą człowieka we wszechświecie (a przynajmniej taka jest moja interpretacja).

Podobało mi się, dobrze napisane, a treść tak głęboka, że, jeśli się wczuć, wzbudza pewien niepokój i naprawdę porusza.

 

Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,

Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,

Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,

Lecz…

 

Mężczyzna nie usłyszał ostatnich słów. Zasnął.

 

Aż sobie przypomniałem, co jest po “lecz”: “fraszka, igraszka, zabawka blaszana”, co pasuje do:

Po nich przyszła refleksja, że życie po prostu się zdarza, a człowiek lekkomyślnie obarcza je sensem i znaczeniem, których ciężaru nie jest w stanie udźwignąć.

oraz do zakończenia, gdzie świat okazuje się właśnie zabawką… Świetnie pomyślane.

 

nie wzruszony (przez kogoś, czymś) – dla mnie ta wersja pasuje do kontekstu

 

Pozostał tylko żar, obok  którego stał metalowy dzbanek z pokrywką i kubek.

Chyba za dużo o jedną spację po “obok”.

 

Jego nieruchome oblicze migotało jak obrazy minionego życia w głowie mężczyzny.

To zdanie nie do końca zrozumiałe. Domyślam się znaczenia z kontekstu, ale trochę utrudnia odbiór tekstu.

 

Ogień sukcesywnie rozjaśniał ściany i sklepienie jaskini.

Czy na pewno “sukcesywnie” to odpowiednie słowo?

 

Zauważył, że tarcza słoneczna przemieszczała się w różnych kierunkach i zaskakująco szybkim tempie.

Podobnie jak wyżej. Z dalszej treści można się domyślić o co chodzi, ale w pierwszym momencie brzmi to dziwnie i wydaje się błędem.

 

Przyglądał się wzburzonym drobinom pływającym w błękitnej cieczy, które imitowały kamienie i fragmenty roślin.

Tu nie rozumiem do końca, bo brzmi, jakby w szklanej kuli szalał jakiś huragan. :) Czy o to chodziło?

 

Mimo drobnych zgrzytów uważam, że tekst zasługuje na Bibliotekę, więc zgłaszam.

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Dzięki, CoutPrimagenie, cieszę się, że Cię zaintrygowało. Z tym przekazem nie jest łatwo, wciąż z tyłu głowy tli się obawa przed przesadą, a szort wzmaga powściągliwość w uwydatnianiu treści filozoficznej. Dłuższy tekst pewnie dawałby większe możliwości do tworzenia przekazu w oparciu o sytuację i postaci.

Z tym nie wzruszonym/niewzruszonym mam wątpliwości, których PWN mi jednoznacznie nie rozwiewa. :(

Dziękuję za uwagi i docenienie pisaniny!

Pozdrawiam serdecznie!

Ach, El Lobo, wbiłeś mnie w krzesło tym komentarzem! Tyle radości z faktu, że czytelnik odczytał tych kilka smaczków, a nawet rozsiadł się wygodnie w fotelu i zadomowił w przestrzeni, którą widocznie udało mi się stworzyć – bardzo, bardzo Ci za nie dziękuję!

Z sukcesywnym mnie masz – gryzło mnie to słowo po kostkach i na pewno ogarnę z innymi poprawkami, zdecydowanie.

Nad kłopotliwymi zdaniami się zastanowię, a co do huraganu… :) Takie to moje wyobrażenie zabawki, w której są różne elementy poszycia skorupy ziemskiej i po każdym wstrząsie, różnie się układają na jej powierzchni niesione wodą, lub z nią opadają. Za każdym razem inaczej. Tu też taka refleksja, że historia naszego Globu często zaliczała kataklizm, w obliczu którego życie lub cywilizacja jest jednak bezradna. Tak jak wobec pewnej śmierci, której zaplanować się nie da, więc warto jednak lekko i z radością wykorzystać czas i możliwości jakie daje nam życie, zamiast dokładać sobie i innym. Warto zachować energię na trudności od nas niezależne. Ale dość. Temat jest tak rozległy, że nie miejsce i pora na rozpisywanie, zwłaszcza, że język, jednak linearny, nie odda wielowymiarowości życia.

Jeszcze raz dziękuję, za bibliotekę tym bardziej!

Pozdrawiam!

Nawet przepełniające umysł i ducha postanowienie, jeszcze chwilę temu, że odbierze sobie życie, wydawało się bardzo odległe i absurdalne.

Nie podoba mi się to zdanie, nie gra szyk.

Poza tym fajne :)

Dzięki, Anet, sprawiłaś, że losy tego zdania są przesądzone. ;)

Pozdrawiam!

Czy ktoś mi napisze, jak tu i gdzie się sprawy klikają: czytane, kolejki, biblioteki, kto może i nie może?

Gdzie szukać wiedzy technicznej nt. portalu?

Majkubarze, na temat poczekalni i biblioteki możesz poczytać tu: http://www.fantastyka.pl/loza/11

Więcej poradników w różnych tematach masz generalnie tu: http://www.fantastyka.pl/poradnik

A jeśli nasunie Ci się jakieś inne pytanie, to pytaj – najlepiej w stosownym wątku w HP (jeśli pytanie jest tematyczne, a wątek istnieje) lub po prostu w shoutboxie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki piękne, badam temat.

Bardzo fajny pomysł i ciekawa konstrukcja na opowiadanie. Ładny też język, choć czasem się o jakieś drobiazgi potykałam.

nie wzruszony – niewzruszony

Szkoda też, że nie nadałeś bohaterowi imienia, uniknąłbyś powtarzania słowa “mężczyzna”, mnie wyjątkowo to drażniło.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Barwne i smutne, kto by pomyślał, że można tak nakreślić historię, mając do dyspozycji tylko 3 tysiące znaków. Kto wie, może faktycznie żyjemy pod sklepieniem szklanej kuli? Fajny zwrot i jednocześnie nie przesadziłeś w filozofowaniu. Cieszy mnie również fakt, że nie jest to kolejny absurd lub groteska, które aktualnie chyba dominują – nie mam nic do śmiechowych tematów, po prostu cieszę się, że się wyróźniasz :)

 

Ale “nie wzruszony“ mnie ukłuł. Ja napisałabym to razem, jak niewzruszenie czy niewzruszony.

Dziękuję, bemik! Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. ;)

Z tym nie wzruszonym/niewzruszonym staram się jeszcze rozstrzygnąć wątpliwość, wspominaliśmy o tym wcześniej w komentarzach, słownik internetowy i ceglasty PWNu trochę się różnią, a ja za głupi jestem w zawiłościach języka. Badam.

Czekałem na pierwszą uwagę odnośnie mężczyzny. :) Nie nadałem imienia, ponieważ sens, znaczenia, nazwy, imiona zakłócają postrzeganie rzeczy i zjawisk, przestajemy patrzeć na ich rzeczywisty obraz, czystym, dziecięcym spojrzeniem, bez narzuconego kontekstu, uwarunkowań czy bagażu doświadczeń (fajnie rozpisują się na ten temat filozofie wschodu). Chciałem podkreślić w ten sposób przesłanie związane z tymi zagadnieniami. Myślałem o zamiennikach, jednak mamy tu dwóch mężczyzn: Mężczyzna i Nieznajomy, a ponieważ zdania i akapity z ich udziałem przeplatają się stale, bałem się, że nie uniknę chaosu i czytelnik się pogubi i nie będzie wiedział o kim mowa. Ten wybór zdawał mi się najlepszy, ale czy był? Za mało doświadczenia, żeby stwierdzić jednoznacznie.

 

Dziękuję, że wpadłaś, uświadomiłaś mi tym samym, że zgubiłem gdzieś po drodze “Bramę”, a starałem się czytać wszystkie teksty kolejno.

 

Pozdrawiam serdecznie i lecę do Ciebie! ;) Nadrabiam.

Dzięki, Żongler! Bardzo ciepły i ważny komentarz. Cieszę się, że mogłem zrehabilitować się, choć “krótko,” za duży worek niedociągnięć i błędów, które popełniłem przy Fantastycznych godach, zwłaszcza, że byłaś pierwszą czytelniczką opowiadania (wraz z Corneliusem). Ostatecznie, to uwagi współlokatorów pozwalają mi się rozwijać, dlatego z szacunku dla Waszego poświęconego czasu i zaangażowania czuję się w obowiązku przekuwania ich w lepszą jakość, w tym swoim hobby.

Wiadomo, że łatwiej zapanować nad technikaliami w szortach (w bokserkach trudniej), jednak ta konwencja ma też swoje wymagania i tu mi osłodziłaś trud pracy nad moimi umiejętnościami.

Dziękuję za obecność. Pozdrawiam serdecznie i życzę najlepszego!

Tyle radości z faktu, że czytelnik odczytał tych kilka smaczków

To jeszcze mi się przypomniało, że tytuł też mi się spodobał, tylko zapomniałem wcześniej wspomnieć – z jednej strony nawiązanie do obecnej w “Lokomotywie” prawdy o istnieniu, a z drugiej do zakończenia, gdzie okazuje się, że świat jest zabawką nie blaszaną, a szklaną właśnie. :)

 

 

Wiadomo, że łatwiej zapanować nad technikaliami w szortach (w bokserkach trudniej)

XD

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Tym razem podejście jakby filozoficzne.

Początek ciężkawy. Ale potem jakby się przejaśniło. Nie wiem kim był ów nieznajomy w cylindrze i nie pytam. Końcówka dodała jeszcze głębi, chociaż skojarzyła się trochę z zakończeniem pierwszych, komediowych “Facetów czerni”.

Klik się należy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, El, za poczucie, że realizacja założeń nie zawiodła.

 

A na szorty się chyba przerzucę, żeby uczcić jakiś wyraźny postęp w bazgranince, zwłaszcza, że zima minęła się z tym stuleciem, albo porypała kontynenty. ;)

Dzięki, Maras, za klika i wizytę!

Muszę sobie odświeżyć MiB, bo nie pamiętam.

A ciężko musiało być, żeby było lekko potem:

 

– Każde dno zmienia się w końcu w sklepienie – powiedział.

 

Pozdrawiam!

Poruszający tekst. Prawda o świecie mieszcząca się na jednej stronie maszynopisu. Zastanawiam się, Majk, czy nie powinno się zakazać tak pesymistycznych historii. “Na początku Bóg stworzył niebo” – a to przecież zaledwie dziecięca apaszka usiana gwiazdkami. Życie bez ładu i celu, bo każde dążenie może być w dowolnym momencie przerwane. Dziecięca ręka odwraca szklaną kulę i to, co na górze, znajduje się na dole. Upragniony cel sypie się, bądź traci swą atrakcyjność, pomieszane zostają drogi. W takim świecie żal żyć i nie żal z niego odejść. Wielką blagą jest zaś przypuszczenie, że szklaną kulę obraca Wielka Inteligencja. Toż to dziecięca ręka, nie dbająca o dramatyczne zmiany wywołane pojedynczym obrotem. Wykonanym li tylko dla zabawy, zabicia czasu, a może z przekory, na pewno bez zastanowienia i sensu. 

Jestem pod wrażeniem poetyckiego języka. I tylko cały czas zastanawiam się, czy nie powinno zakazać się pisania takich smutnych opowieści. A jednocześnie bardzo, bardzo dobrze, że ją napisałeś.

Bardzo fajne. Dobrze się czytało.

Tekst odbieram jako alegorię, która mówi, że przyczyną porażek człowieka nie jest los, Bóg czy też UFO, ale on sam. Jest jak to dziecko, działa impulsywnie, przypadkowo, bezmyślnie. Od jego “widzimisię” zależą losy świata. 

Tekst daje do myślenia.

Pozdrawiam.

Hmmm, mam jak Hrabia. Tekst zaciekawił mnie, chciałem poznać jego zakończenie. Jednak gdzieś zatrzymałeś się w pół kroku, poetycka dziwność przeszła w jakąś dziwną scenę z chłopcem i “próbką”. Zostawiło mnie to z pytaniami i pozbawiło końcowej satysfakcji z lektury. Bywa, ale było blisko.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ładne, poetyckie, tajemnicze, takie… Majkubarowe. :)

Dziękuję, trico, za ciepłe słowa. Cieszę się, że znalazłeś trochę przestrzeni dla siebie, upewniasz mnie w przekonaniu, że Ona jest w tym tekście. :) To, czego w niej doświadczyłeś jest Twoje, dla Ciebie. Czerp do woli, ku mojej wielkiej radości.

 

AQQ, dziękuję! Że na tym etapie coś jest… Majkubarowe? Ustawiłaś mnie tym prostym zdaniem w odpowiednim miejscu, na tej mojej drodze. Ściskam najczulej, jak tylko potrafię.

 

I Tobie, NWM, wdzięczny jestem za wizytę i szczere słowo. Z tą literaturą jest tak, na szczęście! dla nas, że jest różnorodna i każdy czerpie najwięcej z tych źródeł, które w naturalny sposób smakują najlepiej, w danym momencie życia. Szaleństwem byłoby mieć aspiracje do zadowolenia wszystkich.

Nie ukrywam, i tu powtórzę, że dłuższy tekst dawałby możliwość rozpisania treści w oparciu o sytuację i bohaterów, byłby bardziej historią, łatwiejszą i bardziej przyswajalną opowieścią dla szerszego odbiorcy. Ale taki też mi się podoba.

Czy zatrzymałem się w pół kroku? Chyba nie mam takiego odczucia, zwłaszcza, że bohater przechodzi ten proces od dna do sklepienia, do momentu, w którym przepalił styki i czuje pełnię w prostym trwaniu, obserwacji otoczenia z kubkiem aromatycznego naparu w dłoni. I tu jego ścieżka jest kompletna.

Jeszcze raz, dzięki, kłaniam się i pozdrawiam serdecznie!

 

No cóż, obawiam się, że coś mi umknęło, bo jakoś nie potrafię dostrzec tego, co innym pozwoliło w pełni rozkoszować się szortem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Widzę, Cor, że zasiadłeś w fotelu, w tym skromnym “pomieszczeniu”, dlatego pozwolę sobie usiąść na sofce na przeciwko Ciebie, z kieliszeczkiem…

To jest niecodzienne uczucie, kiedy człowiek doświadcza emocji w związku z moją “próbą komunikacji”. Smutek? Świetnie. Doskonale. Ale nie poprzestawaj na tym. Pamiętaj, że: Każde dno zmienia się w końcu w sklepienie.

Żyjemy w świecie materii, sferze emocji i intelektu, a to oznacza biegunowość. Nieustające poruszanie się od jednego bieguna do drugiego na wahadle napędzanym przyczyną i skutkiem, między innymi. Tak, jak na górze, tak na dole. ;) Masz rację. A to oznacza, że tekst nie jest tylko pesymistyczny. Zawiera w sobie potencjał każdego bieguna, jak każda sfera życia. Smutek i radość. Miłość i nienawiść. Znamy to doskonale. Ale jest jeszcze coś. Charakterystyczne dla sfery ducha. Wyjście poza biegunowość poza sens i wątpliwe, wręcz fikcyjne znaczenie. A wielka siła i optymizm, które z tego wynikają, polega na tym, że można być wolnym od wszystkich biegunowych uwarunkowań i koncepcji. Czerpać radość z trwania i prostych czynności, z relacji, w których zwykle dostrzegamy poligon, na którym należy się sprawdzić. Od kogo to zależy? Jak słusznie zauważył trico, jest jeden kowal losu każdego człowieka.

I tak samo z tą nieuchronną śmiercią, z którą niektórzy Indianie południowoamerykańscy radzą się zaprzyjaźnić. Może nas złapać w każdej chwili. W każdej, na milion sposobów. Dołujące? Smutne? Oczywiście. Ale jej świadomość jednocześnie daje zrozumienie i trąca nas palcem w kierunku życia w poczuciu pełni, doskonałego w każdym drobiazgu, detalu, ulotnej, błogosławionej i bogatej w permanentne szczęście chwili.

Tak, Corneliusie, ten tekst jest smutny. I jest w nim wiele radości i nadziei. Bohater doświadcza pełni obecnej chwili, mimo gwarantowanej ulotności życia.

Stop.

 

Wznoszę toast. Życzę Ci tego permanentnego błogostanu, dzięki któremu wszystko jest jasne, zrozumiałe, właściwe i na swoim miejscu. Równoważy, a nie wprowadza dysonans. Cieszy, daje radość istnienia, a nie smuci. I ma praktyczną moc przenoszenia gór!

Wdzięcznym, jak zwykle! ;)

Dzięki, Reg, za poczytanie! :) Przytoczę zdanie z poprzednich komentarzy: Szaleństwem byłoby mieć aspiracje do zadowolenia wszystkich.

Może kiedyś i Ciebie zadowolę jakimś tekstem, żeby ktoś nie poczuł pełni zadowolenia. Tak to się sprawy maja z twórczością, samo życie i meandry ludzkich upodobań. :)

Gdyby jednak wpadł Ci w oko jakiś chochlik, wątpliwy zapis w tekście, byłbym wdzięczny za uwagę.

Pozdrawiam serdecznie!

Zapowiedź, że przyjdzie taki czas, że lektura Twojego opowiadania sprawi mi zadowolenie, jest wielce kusząca. ;)

 

Gdyby jednak wpadł Ci w oko jakiś chochlik, wątpliwy zapis w tekście, byłbym wdzięczny za uwagę.

Majkubarze, o tym zdaniu już mówiono, ale skoro nalegasz, pozwolę sobie zaproponować: Nawet przepełniające jeszcze chwilę temu umysł i ducha postanowienie, że odbierze sobie życie, wydawało się bardzo odległe i absurdalne. –> Nawet postanowienie, że odbierze sobie życie, jeszcze chwilę temu przepełniające umysł i ducha, wydawało się bardzo odległe i absurdalne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No niech mnie dunder świśnie! (nie pamiętam kto tak mówił)

To zdanie nareszcie brzmi całkowicie sensownie! Aj low ju, Reg, tenk ju!!! ;)

 

Ale będę upierdliwym kornikiem, wybacz, sama sprawiasz, że człowiek potrzebuje prosić Cię o pomoc. Jeśli oczywiście masz czas. Mogła byś przyjrzeć się temu zdaniu w zakończeniu:

Płyn przeciskał się przez szczeliny w umieszczonym pośrodku sfery tworzywie, przypominającym górzysty fragment skorupy ziemskiej i powoli wypełniał dolną jej część.

I ciekaw jestem, co sądzisz o niewzruszonym. Uczepiłem się tego słowa, ponieważ ludzie wyrazili moje wątpliwości, których dostarczyła mi cegła PWNu. Taka zagadka, która mnie gryzie.

laugh Dzięki, że upuściłaś link, AQQ. Zajrzałem już wcześniej, dlatego zmieniłem dziś zapis, zwłaszcza, że większość ludzi ma wyraźne odczucie z nim związane.

Hmmm. Zgubiłam się w metaforach. Ja jestem prosty człowiek, dosłownie interpretuję słowa.

Ale napisane ładnie.

Fajne powiązanie Tuwima z dziecięcą zabawką.

Babska logika rządzi!

“Każde dno zmienia się kiedyś w sklepienie” – tylko dlaczego nikt, kurde, nie zauważy, jak ch….o wygląda dywan na środku sufitu? Tekst jest intrygujący. Kryją się w nim prawdy szyfrowane przez Twoje doświadczenie, przykryte bogactwem języka i wekslowane wielością skojarzeń. Nic dziwnego, że dla mnie nieprzeniknione. Mogę jedynie pisać o własnym odbiorze. O świecie będącym igraszką w ręku dziecka. Gdy w każdej chwili i w sposób zupełnie od nas niezależny następuje obrót szklanej kuli. Fanaberie Właściciela zabawki stają się jedynym sensem i wytłumaczeniem dziejących się procesów. Zamiast pełnego mocy zdania rozpoczynającego Księgę Rodzaju: “Na początku Bóg stworzył niebo…” czytam u Ciebie o chłopcu, który: …narzucił na kulę czarną apaszkę usianą białymi gwiazdkami. Przecież to dołujące, ocierające się niemal o nihilizm. I kiedy potem mówisz o filozofii polegającej na umiejętności cieszenia się chwilą, o tym, że zmienne koleje można przetrwać, wówczas w tyle głowy słyszę Stinga śpiewającego swoje “Fragile”: Lest we forget how fragile we are. Za którymś obrotem zabawki rozkruszymy się, gdyż słaby jest człowiek. Liebe ist wie ein Glass – śpiewała kiedyś Marlena Dietrich. Czy możesz się zatem dziwić, że uznałem Twój tekst za smutny. Jeśli pan w cylindrze jest Panem Śmierć – łatwo zrozumieć, dlaczego jego pojawienie się nie wywołuje sprzeciwu. 

Ale to oczywiście jedynie moje kulawe refleksje. Wcale się nie zdziwię, gdy okażą się błędne.

Jak zawsze wiele dobrego, Majk :)

Wiadomo, że łatwiej zapanować nad technikaliami w szortach (w bokserkach trudniej)

Majkubarze, tym oto śmieszkiem zrobiłeś mi wieczór. :)

 

I bardzo fajnie widzieć, że technikalia się poprawiają, a wraz z nimi jakość tekstu. Również pozdrawiam!

Refleksje nie mogą być błędne, Cor, bo są Twoje. Dlatego najlepsze. To najważniejszy aspekt pisania, jak dla mnie, budzącego serię różnorodnych refleksji. Mnie to cieszy niezmiernie i jest dla mnie istotne, że tyle poruszenia tekst w Tobie wywołał i tak obszernie o tym piszesz.

A dywan na suficie wygląda rzeczywiście kijowo, choć gusta są różne, tu jednak chodzi o to, żeby się go zwyczajnie pozbyć, niezależnie od tego czy piękny, wzorzysty, mamiący swym wyglądem, czy może zapyziały i bury.

Od dna zawsze się można odbić. Im głębsze, tym wyżej się odbijesz – tak działa wahadło.

A Stinga uwielbiam jak mało którego artystę, dzięki więc za to piękne porównanie. ;)

 

Mogła byś przyj­rzeć się temu zda­niu w za­koń­cze­niu:

Płyn prze­ci­skał się przez szcze­li­ny w umiesz­czo­nym po­środ­ku sfery two­rzy­wie, przy­po­mi­na­ją­cym gó­rzy­sty frag­ment sko­ru­py ziem­skiej i po­wo­li wy­peł­niał dolną jej część.

Przyglądał się wzburzonym drobinom pływającym w błękitnej cieczy, które imitowały kamienie i fragmenty roślin. –> No cóż, Z tego, co wiem, w zabawce-kuli, poza cieczą, wszystkie elementy obrazka są chyba nieruchome. Wirują w niej co najwyżej płatki śniegu, no i może jeszcze czasem jesienne liście. Dlatego wydaje mi się mało możliwe, aby kamienie i drzewa wirowały w wodzie. Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić. Natomiast wskazane zdanie: Płyn prze­ci­skał się przez szcze­li­ny w umiesz­czo­nym po­środ­ku sfery two­rzy­wie, przy­po­mi­na­ją­cym gó­rzy­sty frag­ment sko­ru­py ziem­skiej i po­wo­li wy­peł­niał dolną jej cześć. –> napisałabym: Płyn prze­ci­skał się przez szcze­li­ny w umiesz­czo­nej po­środ­ku sfery dekoracji, przy­po­mi­na­ją­cej frag­ment górzystego krajobrazu i po­wo­li wy­peł­niał dolną półkulę.

 

I cie­kaw je­stem, co są­dzisz o nie­wzru­szo­nym. Ucze­pi­łem się tego słowa, po­nie­waż lu­dzie wy­ra­zi­li moje wąt­pli­wo­ści, któ­rych do­star­czy­ła mi cegła PWNu. Taka za­gad­ka, która mnie gry­zie.

Ledwie twarz mężczyzny stała się sucha i rozluźniona, spod gładkiej powierzchni wody wynurzyła się sylwetka odziana w płaszcz i cylinder. Postać zmierzała w jego stronę powolnym krokiem, wychodząc na usłaną kamieniami płyciznę.

Mężczyzna pozostał niewzruszony. W jego sercu nie pojawił się choćby cień lęku czy najmniejsze poczucie zagrożenia. –> Nie bardzo wiem, co miałoby mężczyznę wzruszyć, lub nie. A ponieważ nie czuł lęku ani zagrożenia, napisałabym raczej: Mężczyzna pozostał nieporuszony.

 

Majkubarze, mam nadzieję, że pomogłam. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Majkubarze, mam nadzieję, że pomogłam. ;)

Niech mnie ten dunder…! Po raz drugi. :) W tej sytuacji nie mam najmniejszej wątpliwości, że jak już sprzedam tego szorta za grube miliony, to odpalę Ci pokaźną działkę.laugh

Bardzo bym chciał osiągnąć taką łatwość w budowaniu zdań, biegłość, wręcz przebiegłość w posługiwaniu się językiem polskim, trudnym i przepięknym, jaką Ty posiadasz. Pracuję…

 

Z tym niewzruszonym to się uśmiechnąłem teraz. Przyszło mi na myśl, że sytuacja dotycząca wątpliwości językowej nawiązuje do mojej refleksji na temat biegunowości wszystkiego. Ja tu się miotam między niewzruszonymnie wzruszonym, a Ty wychodzisz poza biegunowość z sugestią trafniejszego rozwiązania i prezentujesz ten doskonalszy wymiar, stały i nieporuszony dynamiką portalowej działalności. ;)

 

Dziękuję, Reg, za wiedzę i poświęcony czas. Skorzystałem bardzo, bo mi się głowa ustawia na uważne myślenie o zdaniach, dzięki tym wyśmienitym przykładom.

Nauczycielko, ściskam Cię najmocniej jak potrafię! ;)

Majkubarze, Twoje zadowolenie sprawia, że czuję ogromną satysfakcję i ona mi w zupełności wystarcza. A zarobionych milionów nie trwoń, zachowaj jakąś zgrabną sumkę, byś zawsze, nawet na emeryturze, mógł żyć dostatnio i wygodnie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nauczycielko, ściskam Cię najmocniej jak potrafię! ;)

Nie, nie. Reg to byt eteryczny, nie da się go ścisnąć ;)

A poza tym, z moimi Sojuszniczkami proszę postępować delikatnie i z galanterią, drogi panie! Tako rzecze hrabia z Primagrodu! :P

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

W takim razie, Reg, całuję rączki. Czego się Pani napije?

 

Tak dobrze, hrabio? :P

Owszem, tak dobrze. Aż z udobruchania postawię stempel jakości ;D

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Cóż, Primagenie, pewnie doznasz zawodu, ale zdecydowanie wolę uściski, niż całowanie rączek. ;)

A skoro już Majkubarze, proponujesz coś do picia, poproszę kieliszek szampana. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Panu wielmoży podsuwam więc formularz chybcikiem, a dla Pani kieliszeczek. Voila!

Aż się jeden dowcip o Panu Hrabim przypomina. ;-)

Babska logika rządzi!

Mmmm, Majkubarze, wyborny trunek! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ekhm, rozumiem, że nie było to rosyjskie Igristoje? ;P

Zawodu żadnego nie doznam Reg – eterycznemu bytowi równie trudno całować rączki, co go uściskać ;)

 

Dowcip? Jakiż, Finklo? Chyba nie o mnie… O mnie pisuje się jedynie legendy, hmm…

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Wiem, Reg… :) Pragnę zwrócić uwagę na wyraźną nutę wdzięczności, która lubi wędrować z bąbelkami wprost do nozdrzy. To tegoroczne zbiory w Chateau de Majkubar. ;)

 

Hrabio, szanowny hrabio!

Legendy legendami. Żyjemy w kraju cudownych metafor, w którym funkcjonują kawały na każdy temat. Od krasnoludków i Jasia, poprzez Polaka, Ruska i Niemca, Żydów, Wąchock, po serię politycznych strzałów w dziesiątkę. Gdyby nie było dowcipu o hrabim, mocne byłoby moje zdziwienie. Gotów jestem go poznać. ;)

 

Tegoroczne zbiory i już szampan gotowy? To chyba musiałeś nieźle siarki nakitować. ;-)

 

Dowcip (Luke chciał i taka jest moja wersja obrony):

Hrabia wraca z podróży.

– Janie.

– Słucham, jaśniepanie.

– Dlaczego pani hrabina mnie nie wita?

– Jaśniepani jest w buduarze z kochankiem.

– Janie, szablę.

Hrabia wpada do buduaru, po chwili słychać stamtąd straszny wrzask na dwa głosy. Hrabia wychodzi i wycierając szablę z krwi mówi:

– Janie, dla pana wacik, a dla pani korkociąg.

 

I jak, Primagenie, to o Tobie? ;-)

Babska logika rządzi!

O rany, klasyka! :-D

 

– Janie– rzucił hrabia, z fajką w zębach.

– Słucham, jaśniepanie.

– Przysuń fortepian.

– Będzie hrabia grał?

– Nie. Tam leżą zapałki…

Żadnej siarki i konserwantów, Finklo, tylko odrobina magi. To porządna winnica. ;)

Za stempelek jakości kłaniam się hrabiemu w pas, z wdzięcznością. ;)

Ciekawy tekst, opisy żywo napisane, nie nużą. Dobry pomysł i wykonanie :-) (no i te żarty o hrabiach w komentarzach :D). Porównanie wszystkiego do śnieżnej kuli, nie nowe, ale strawne. Teraz wiem jak się robi noc!☆☆☆

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Pięknie dziękuję, Mytrixie, za wizytę i dobre słowo. Cieszę się, żeś zadowolony z lektury. ;)

Oj, sentymentem zaleciało przy hrabim, dawno już zapomniałem o tych dowcipach, a tu się teraz przypomina.

Pozdrawiam! :)

 

EDIT: Mytrixie, jeśli skutecznie zagłębiłem się w meandry portalu, to składam pokłon z wdzięcznością za klika. Nie wiem jeszcze dokładnie, co oznacza ten zaszczyt – dotarcie do biblioteki, niemniej czuję w tym pozytywny wydźwięk.

 

Dziękuję też wszystkim Współlokatorom, którzy zdecydowali, że warto opka tam posłać. Może trafi do szerszego odbiorcy? Chyba tak to rozumiem. Dzięki! :)

Hmm… Dowcip Majkubara to o mnie :D

A Twój, Finklo, dotyczy mojego przodka. Osobiście użyłbym raczej miecza świetlnego ;)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Ulżyło mi, hrabio, nie ukrywam… :) Jak poczytałem dowcip Finkli, to mnie trwoga zdjęła, pot zimny oblał czoło i… to specyficzne mrowienie TAM poczułem. Faceci wiedzą, o czym piszę. :)

Cieszę się, że to o Twojego przodka się rozchodzi, choć współczuję, jednak pozostajesz z nami przy zdrowych… zmysłach. :D

“Życie po prostu się zdarza” – to zdanie do mnie najbardziej przemówiło :)

 

A tak poza tym pomysłowy i dobrze napisany tekst. Powodzenia w konkursie :)

Dzięki, katia, cieszę się, że doceniłaś i coś przy okazji znalazłaś dla siebie.

Pozdrawiam! ;)

Zostawiłem sobie komentarz do Twojego szorta na koniec, Majkubarze. Chciałem się przekonać, czy rzeczywiście jest najlepszy. I jest. Fantastyczny klimat, fantastyczny pomysł. Zaskoczyłeś mnie puentą, jak mało kto. Dużo w konkursie tekstów z “przymrużeniem oka”, rozumiem to. Ciężko w krótkim utworze stworzyć coś poważnego, Tobie się jednak udało.

Widzę, że komentowałem też Twój poprzedni tekst, ale w tym nie widzę nic do poprawy. Piękny klimat zrobiłeś w trzech tysiącach znaków. Brawo.

Darconie, gdybyś widział wyraz zaskoczenia na mojej twarzy…! Wielkości moich oczu nie porównałbym z “sytuacją geopolityczną kraju po trzecim rozbiorze”, ale wiedz, że ich rozmiar jest imponujący.

Użyłeś mocnych słów, które powodują lekką dezorientację “młodego” pisarza.

Jestem niewymownie zaskoczony i szczęśliwy z tego faktu, że tak bardzo ujęło Cię moje opowiadanie. I zwróciłeś uwagę na sposób pisania, to bardzo ważne dla mnie na etapie, na którym znajduję się obecnie.

Mam nadzieję, że w długiej formie wypowiedzi literackiej potwierdzi się ten progres, który sam też odczuwam. Jest on przecież w znacznej mierze zasługą Was wszystkich, Współlokatorów, którzy w obu konkursach podzieliliście się spostrzeżeniami i wiedzą. Jedną z moich aspiracji jest zrobienie z nich dobrego użytku. Coś tam się udaje. Cieszę się.

Bardzo Ci dziękuję za piękne słowa i zaangażowanie w lekturę.

Pozdrawiam bardzo serdecznie!;)

Opowiadanie czytałem, ale widzę zapomniałem skomentować. Jakoś mi się ubzdurało, że taka krótka forma i temat konkursowy pasuje do czegoś lekkiego, humorystycznego. Napisałeś jednak tekst dość poważny i za to plus. Pod względem językowym, płynności czytania też OK. Jednak włażące na głowę dzieci nie dają mi się skupić, albo za głupi jestem, bo nie wszystko z tekstu pojąłem :(

Dziękuję, blacken, że zajrzałeś.

I za dobre słowo o tekście, to dla mnie ważne, ze względu na początki tej wspaniałej zabawy. :)

Przekaz to już inna kwestia. Po to mamy różnorodność w literaturze, żeby każdy mógł sobie powybierać to, z czym wchodzi w rezonans. A tu dodatkowo jest sytuacja dość specyficzna – szort. :) Czasem jedno zdanie wywoła u jednego lawinę rozważań, które poprowadzą w głębokie i zakręcone rejony, a innemu nic nie powie. I nie ma tu mowy o tym, czy ktoś jest za głupi na coś czy nie. To tylko różnice w naszych potrzebach w danym momencie i doświadczeniach z przeszłości, one ustawiają nam percepcję i tym samym upodobania.

Jeszcze raz, dzięki! Pozdrawiam! ;)

 

Ciekawie to idzie w kierunku rozważań o wolnej woli. Z jednej strony widzę powyżej wzmianki o byciu kowalem własnego losu. Z drugiej sama koncepcja kalejdoskopu – ktoś “wyżej” może w każdej chwili obrócić obraz lub zasłonić świat… Takie refleksje przychodzące nie od razu po przeczytaniu, ale jednak.

Ano tak, wilku. Bezradni wobec rzeczy wielkich, nieuchronnych i oczywistych, a jednocześnie w posiadaniu czasu i wielkiej mocy w gospodarowaniu w ramach jego limitów. Decyzje podejmować trzeba, a nawet ponosić ich konsekwencje…

Dzięki, że zajrzałeś. Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka