- Opowiadanie: AQQ - Jasna

Jasna

Coś ze świata, który na razie majaczy gdzieś tam w mojej głowie. A czy powstanie, to w znacznej mierze zależy od Waszego odbioru tego opowiadania. 

Przyznam, że napisałam to już jakiś czas temu, i pewne elementy wykorzystałam w “Dla dobra kraju”, jednak nie należy łączyć ze sobą tych opowiadań. :)

EDIT: jak już ktoś tu zabłądzi, przeczyta i będzie chciał więcej, to zapraszam:

 http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/19887

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Jasna

Wodny trakt, jak sama nazwa wskazuje, ciągnął się wzdłuż zachodniego brzegu rzeki Ruty. Gdzieniegdzie odgradzały go od wody gęste zarośla i zagajniki, a w innych miejscach dostępu do nurtu strzegły olbrzymie głazy i strome urwiska. Po drugiej stronie traktu, jak okiem sięgnąć, rozpościerały się pola uprawne. Można było jechać pół dnia i nie zobaczyć nic poza łanami żyta czy gryki, ciągnącymi się aż po horyzont, zanim natrafiło się na jakiś lasek, lub chociażby drzewo. Tym właśnie traktem podążało czworo jeźdźców, kierując się na północ. Podróżowali już od trzech dni, a do Ninu – stolicy królestwa, została im jeszcze do przebycia prawie połowa drogi.

Tego dnia wyruszyli o świcie. Nila była zmęczona, burczało jej w brzuchu, a pełny pęcherz boleśnie dawał o sobie znać. Do tego wszystkiego panował okropny skwar i męskie spodnie, które miała na sobie, obrzydliwie kleiły się do skóry. Słońce stało wysoko i nadeszła pora na postój, jednak prowadzący olbrzymi mężczyzna, ani na chwilę nie zwalniał. Nila popatrzyła wymownie, na jadącą obok niej starszą kobietę.

– Ładnie tu – rzuciła dziewczyna od niechcenia. – Rzeka płynie… woda pewnie zimna.

– Zastanawiałam się właśnie, kiedy wreszcie poprosisz, żebyśmy się zatrzymali – odparła tamta z uśmiechem.

– O nic nie proszę! – zaprotestowała Nila. – Mogę tak jechać choćby do wieczora!

– Nie oszukasz mnie. Twoje myśli są wystarczająco głośne. Żołądek zresztą też – dodała.

– Morweno, tam jest dobre miejsce na postój. – Jadący przodem mężczyzna wskazał na położoną nieco dalej polanę, za którą rozciągał się niewielki las. Leżały na niej kłody drewna, a wypalona trawa pośrodku nich świadczyła, że często w tym miejscu zatrzymywali się podróżni.

– W porządku, tu odpoczniemy – zdecydowała Morwena. – Ja też już jestem zmęczona i nie wstydzę się do tego przyznać – dodała. – Ilan, zajmij się końmi.

Wlokący się na samym końcu chłopak ożywił się i szybko dołączył do pozostałych. Już po chwili trzymał za uzdę karego konia Morweny, gdy ona tymczasem wydawała dalsze polecenia:

– Morgan, wyciągnij jedzenie, Nila, ty leć w krzaki.

Dziewczynie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zeskoczyła z konia i rozcierając obolałe pośladki, szybko ruszyła między drzewa. Minęła kilka świerków, zanim znalazła odpowiednie miejsce, zsunęła spodnie, kucnęła i w końcu poczuła ulgę. Kiedy kilka chwil później zerknęła w bok, coś dziwnego przykuło jej uwagę. Przyjrzała się dokładniej i zauważyła, że ktoś leży pomiędzy paprociami.

 

Zaalarmowani krzykiem Morwena i Morgan natychmiast ruszyli w stronę lasku.

– Pewnie znowu zobaczyła pająka – zbagatelizował sprawę Ilan, lecz z ciekawości poszedł za nimi.

– Trup! Trup! – wrzeszczała Nila, wypadając z zarośli.

– Gdzie? – zapytała Morwena.

– Tam, w paprociach. – Roztrzęsiona dziewczyna wskazała miejsce, z którego właśnie uciekła.

– Trzeba to sprawdzić. – Morgan jak zwykle niewzruszony, poszedł przodem.

Mężczyzna leżał na boku z jedną ręką pod głową. Był brudny i miał na sobie jedynie płócienne gacie. Morwena wpatrywała się przez chwilę w nieszczęśnika, aż w końcu trąciła go kilka razy czubkiem buta. Nila oburzyła się w duchu, widząc taki brak szacunku dla martwego człowieka, ale gdy niespodziewanie trup się poruszył, znów wpadła w panikę.

– Żyje – stwierdziła Morwena. – Śpi sobie.

W tym momencie mężczyzna przewrócił się na plecy i przeciągnął, po czym wydał kilka nieartykułowanych dźwięków i puścił głośnego bąka. Nili zrobiło się niedobrze, a uczucie to spotęgowała jeszcze bardziej ostra woń alkoholu bijąca od leżącego. Teraz widać było jego twarz. Był młodszy, niż jej się wydawało w pierwszej chwili, chociaż w dokładniejszym określeniu wieku przeszkadzała opuchlizna na twarzy i krwiak wokół podbitego oka.

– Pijany – skrzywiła się z niesmakiem.

– Morgan, znajdź mu jakieś ubranie. Ilan, idź z ojcem; sam wiesz, co masz robić – powiedziała Morwena, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.

– Babciu! – Nila chciała zaprotestować, ale Morgan bez zwłoki ruszył w stronę polany, gdzie zostawili konie.

– Ej, ty, obudź się! – Kobieta znów trąciła leżącego czubkiem buta. Tym razem zrobiła to nieco mocniej. – Wstawaj!

Widocznie coś do niego dotarło, bo otworzył oczy, a właściwie tylko jedno, po czym z wysiłkiem uniósł się i usiadł. Przetarł dłońmi twarz, przeczesał włosy i podrapał się po karku.

– Gdzie ja jestem? – zapytał zdezorientowany. – Co się tu dzieje?

– Wstań – powtórzyła Morwena, uznając, że udzielanie jakichkolwiek wyjaśnień jest zbędne.

– Wina przypadkiem nie macie? – wychrypiał z nadzieją. – Wino postawiłoby mnie na nogi. – Pić mi się chce.

– Nila, przynieś wody.

– Babciu! – Nila znów zaprotestowała, tym razem głośniej.

– Powiedziałam! – powiedziała stanowczym tonem Morwena.

Dziewczyna ruszyła niechętnie, wiedziała jednak, że dyskusja z babcią nie miała sensu. Była zła i przeklinała się w duchu za to, że nie poszła zrobić siku w krzaki po drugiej stronie traktu. Tamten spałby sobie spokojnie, a oni nawet nie wiedzieliby o jego istnieniu. Teraz jednak babka najwyraźniej miała zamiar zaopiekować się tym pijanym włóczęgą.

– Tak, oczywiście… Dać mu jeść, dać mu pić, ubrać go, i co jeszcze?! – skrzywiła się naburmuszona, widząc Morgana, niosącego koszulę i spodnie. Myślała, że przynajmniej u niego znajdzie zrozumienie.

– Ona wie, co robi – odparł mężczyzna.

Nila ruszyła w stronę rzeki, gdzie rozkulbaczone konie brodziły przy brzegu i piły, a obok nich Ilan polewał się wodą. Dziewczyna zdjęła wysokie buty i w spodniach weszła do wody po kolana. Podobnie jak Ilan zaczęła się chlapać. Od razu poczuła się lepiej, czując zimne strumienie na skórze i włosach. Nagle chłopak zaczął pryskać ją wodą, a ona nie pozostawała mu dłużna. Uwielbiała zabawy z Ilanem. Odkąd pamiętała, zawsze byli razem. Latem razem pływali w stawie, wspinali się na drzewa, biegali po łąkach, łapali jaszczurki i żaby, a w zimie zabierali worki z sianem i pędzili na nich na złamanie karku z najbardziej stromej góry w okolicy, albo od świtu do zmroku jeździli na łyżwach, by później porównywać ilość nabitych siniaków. Byli jak brat i siostra, chociaż nie łączyły ich więzy krwi. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć, a kiedy coś przeskrobała, to on brał winę na siebie i dostawał burę od Morweny albo rózgi od ojca. Ostatnio chwile beztroskich zabaw były coraz rzadsze. Ilan był już dorosły i ciężko pracował, pomagając ojcu w gospodarstwie, a Nila towarzyszyła Morwenie i uczyła się od niej. Teraz jednak znów piszczała z radości, jak małe dziecko i prawie całkiem zapomniała, po co tu przyszła.

– Co oni tam robią? – zapytał w końcu Ilan.

– Nie pytaj. – Nila przewróciła oczami. Wyszła jednak na brzeg, potrząsnęła głową, rozpryskując na boki krople wody i zaczęła grzebać w jukach. Po chwili w jednej ręce trzymała spory bukłak z wodą, a w drugiej mały kubek. Nie zastanawiając się długo, nabrała wody do kubka i ruszyła z powrotem. Szła szybkim, zdecydowanym krokiem, więc kiedy natknęła się na wychodzącą z lasu Morwenę, za którą chwiejnym krokiem podążał odnaleziony młodzieniec, w kubku została ledwie połowa wody.

– Proszę – warknęła i patrzyła, jak wypił wszystko jednym łykiem. Teraz, w białej koszuli Ilana i jego skórzanych spodniach, wyglądał bardziej cywilizowanie, jednak ogólny efekt psuł brak butów i pokiereszowana twarz.

– Nie macie przypadkiem bukłaczka? – zapytał niskim, nieco zachrypniętym głosem. Nila musiała przyznać, że przynajmniej głos miał miły.

– Tam jest cała rzeka. – Wskazała ruchem głowy. – Jak cię suszy, to pij do woli.

– Dosyć tych uprzejmości. – Zniecierpliwiła się Morwena. – Morgan, rozpal ogień; będę potrzebowała wrzątku, a ty Nila przynieś mój kuferek z ziołami. Ja tymczasem pogawędzę sobie z naszym gościem.

– Z przyjemnością z wami pogawędzę, pani, ale jakoś tak mi zaschło w gardle, że muszę się jeszcze napić – odparł i ruszył w stronę rzeki.

Morwena tymczasem usiadła na kłodzie, leżącej w najbardziej zacienionym miejscu polany i rozprostowała nogi. Żałowała, że nie ma sobie lekkiej, zwiewnej sukienki, tylko spodnie do jazdy konnej. Podwinęła więc rękawy, a włosy splotła w warkocz.

– Potrzebny nam ten pijak, jak piąte koło u wozu. – Nila usiadła obok niej i położyła na trawie stary drewniany kuferek.

– Nie narzekaj, tylko przygotuj wywar na opuchliznę.

– Będziemy go jeszcze do tego wszystkiego leczyć?

– Taka jest nasza powinność.

– Chyba twoja. Ja nie jestem jasną i nie muszę się pochylać nad każdym. Poza tym nie mam litości dla takich jak on. Jednego dnia wleje w siebie tyle gorzałki, że ledwo się mieści, a na drugi dzień leży i zdycha. Sam sobie winien. Opił się, dał sobie obić pysk i pozbawić ubrania. Może to go czegoś nauczy.

– Jeszcze nie jesteś jasną, ale będziesz. – Morwena zignorowała wywód Nili o pijaństwie.

– Jak dotychczas, to nic na to nie wskazuje. Jestem najnormalniejszą w świecie dziewczyną, nie mam snów, wizji, przeczuć i nie słyszę cudzych myśli.

– Do tego, żeby pomagać innym, nie musisz być kimś nadzwyczajnym. Wystarczy odrobina serca i współczucia – stwierdziła Morwena. – A poza tym ten młodzieniec nie jest zwykłym pijaczyną. On pochodzi ze szlacheckiego rodu.

– Miałaś wizję? Stąd to wszystko? – Zainteresowała się nagle Nila.

– Nie, nie miałam wizji. Poznałam po gaciach.

– Po gaciach? – Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Przez chwilę myślała, że babcia sobie z niej żartuje, ale ona była śmiertelnie poważna.

– Tak, po gaciach – powtórzyła. – Zauważyłaś, z jakiego cienkiego i delikatnego płótna są uszyte?

– Nie, nie zauważyłam. To ostatnia rzecz, która mogłaby zwrócić moją uwagę – oburzyła się Nila.

– A to szkoda, bo takie szczegóły mogą ci wiele powiedzieć o człowieku. Również to, że ma zadbane ręce, jest porządnie ostrzyżony i ma białe zęby. To nie pierwszy lepszy chłop, który po ciężkiej pracy na roli poszedł wieczorem do gospody topić smutki w kuflu piwa i ubolewać nad tym, że Maryśka od młynarza ani raczy na niego spojrzeć.

– To co, twoim zdaniem, taki szlachetny młodzieniec w eleganckich gaciach robi w przydrożnych krzakach?

– Zaraz się tego dowiemy. – Morwena spojrzała na zbliżającego się od strony rzeki mężczyznę. – Chodź do nas, usiądź. – Skinęła zachęcająco ręką.

– Chciałbym wam podziękować…

– Wypadałoby – mruknęła Nila.

– Nie ma za co – wtrąciła Morwena i skarciła wzrokiem wnuczkę. – Jestem Morwena, to moja wnuczka Nila, a olbrzym, który rozpala ogień, to Morgan – dobry druh, przyjaciel i opiekun. Ilana, jego syna, poznałeś już chyba nad rzeką. – Wskazała na chłopaka, który właśnie szedł w ich kierunku z kociołkiem wody. – A ty kim jesteś i jakież to złe wiatry zdmuchnęły cię z gościńca w te krzaki?

– Jestem Armir. – Młodzieniec skłonił się elegancko. – I sam nie wiem, jak się tu znalazłem.

– Czemu mnie to nie dziwi? W takim stanie trudno cokolwiek pamiętać – zadrwiła Nila.

– Coś tam jednak pamiętam – odparł Armir. – Otóż, byliśmy w drodze do Ninu, kiedy któryś z moich kompanów wpadł na pomysł, żeby przenocować w słynnej gospodzie pod Lipkami.

– Słynnej – przytaknął Morgan, dokładając do ognia – zwłaszcza z zamtuza na pięterku i mocnego wina.

– O tak, wino mają tam bardzo mocne – zgodził się Armir. – Tak mocne, że nie pamiętam, jak się tu znalazłem – dodał wymijająco. – A gdzie właściwie jesteśmy?

– Na rzecznym trakcie, w połowie drogi do Ninu – wyjaśnił Ilan.

Morwena zauważyła, że chłopak nie jest zbyt rozmowny i w sumie nie dziwiła mu się. Mocne wino, burdel, obita twarz; wszystko układało się w logiczną całość.

– Nila, skończyłaś z tymi ziołami? – zapytała. – To zalej je wrzątkiem. A ty, Ilan, zagaś ognisko. Nie dość, że skwar okropny, to jeszcze żar od ognia bucha.

– Jechaliście do Ninu na ślub? – Nila w końcu zdecydowała się odezwać.

– Jak wszyscy. – Armir pociągnął łyk wody. – Wy pewnie też.

– Tak – przytaknął Ilan. – Ale nie tylko na ślub. Morwena jest jasną. Będzie z innymi jasnymi decydować o losach świata – dodał z dumą.

– Mógłbyś się przymknąć? – syknęła Nila.

– Jesteś jasną? – zapytał Armir. Widać było, że ta wiadomość zrobiła na nim wrażenie.

– Tak, ale rozgłos nam niepotrzebny. – Morwena posłała mu konspiracyjny uśmiech.

– To wy, jasne, decydujecie o wszystkich najważniejszych sprawach w państwie – Armir nie zamierzał zakończyć tematu. – Ale jak to jest naprawdę? Co wami kieruje? Skąd wiecie, że wasze decyzje będą dobre i jakie mogą być ich konsekwencje? Czy rzeczywiście przekazujecie wolę bogini Raaz? Czy…

– Ej, młodzieńcze, czy nie za dużo pytań na raz? – przerwała mu Morwena. – Tak, to my decydujemy, my przekazujemy wolę Raaz, a oprócz tego mamy wizje i czasami widzimy przyszłość.

– Czy o ślubie córki króla też zdecydowałyście?

– Nie.

– Dlaczego?

– Bo nikt nas o to nie poprosił. Bo królowie zerwali z tradycją, dogadali się między sobą i postawili nas, jasne, przed faktem dokonanym.

– Babciu, zioła gotowe – wtrąciła Nila.

– To nasącz nimi szmatkę i przyłóż Armirowi do oka.

– Ręce ma zdrowe. Sam sobie może przyłożyć. – Dziewczyna podała mu szmatkę.

– Dziękuję – odparł Armir, obdarowując Nilę czarującym uśmiechem. Bawiła go ta dziewczyna, tak inna od wszystkich, z którymi miał dotychczas do czynienia.

Okład w pierwszej chwili przyniósł ukojenie, ale już po chwili Armir poczuł, że coś jest nie tak.

– Nila! – wrzasnęła nagle Morwena. Była wściekła, a obraz wściekłej babci nie był codziennym widokiem.

– Przepraszam, musiałam się pomylić – odparła Nila z fałszywą skruchą.

Twarz Armira przypominała gigantycznego buraka. Opuchlizna rozlała się na policzek, potem na nos, a następnie na drugie oko. Nawet uszy przybrały czerwony kolor i nieco zwiększyły swoją wielkość. Morwena momentalnie doskoczyła do oszołomionego chłopaka, przyłożyła mu ręce do twarzy i cicho szeptała jakieś skomplikowane formułki w niezrozumiałym języku. Wokół niej pojawiła się jasna poświata. Po dłuższej chwili wszystko zaczęło wracać do normy. Rysy Armira wyostrzyły się, a skóra zaczęła blednąć. Twarz Morweny również stawała się coraz bledsza, aż w końcu zrobiła się zupełnie biała i kobieta opadła bezwładnie na trawę.

 

Morwena ocknęła się i poczuła ciepło bijące od wnuczki. Nila siedziała, trzymając ją w ramionach i gładziła z czułością długie czarne włosy poprzeplatane gdzieniegdzie siwymi pasmami.

– Już dobrze? – zapytała wnuczka.

– Tak, w porządku – odparła Morwena. – To nie przedstawienie! – rzuciła wściekle w stronę trzech mężczyzn stojących obok. – Co się tak gapicie? Nie macie nic do roboty?

Morgan i Ilan natychmiast zrozumieli rozkaz i odeszli. Armir stał jeszcze chwilę, nie wiedząc co ze sobą zrobić, aż w końcu ruszył za nimi.

– No, moja panno, musimy poważnie porozmawiać! – warknęła Morwena i z wysiłkiem usiadła obok wnuczki.

– Wiem.

– Nie pomyliłaś niczego. Znasz się na leczeniu już prawie tak dobrze, jak ja. Zrobiłaś to złośliwie. Dlaczego?

Nila milczała.

– Czy wiesz, co mogło się stać? Gdybym w porę tego nie zatrzymała, ten chłopak by się udusił. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że mogłaś go zabić?!

– Nie sądziłam… to miał być tylko żart. – Nila spuściła głowę. Dopiero teraz dotarły do niej konsekwencje jej czynu. – Wiem, to było głupie i nieodpowiedzialne. Przepraszam.

– Nie mnie powinnaś przeprosić.

– Przepraszam ciebie, bo teraz dopiero widzę, ile kosztowało cię naprawienie mojego błędu.

– Błędu! – prychnęła Morwena. – Pamiętaj, że my, jasne, używamy naszej mocy w ostateczności. W pierwszej kolejności opieramy się na wiedzy o otaczającym nas świecie. Każde użycie mocy osłabia nas, a w moim wieku regeneracja nie przebiega już tak szybko. Sama to zrozumiesz, kiedy moc na ciebie spłynie.

– Obawiam się, że to nigdy nie nastąpi – westchnęła Nila. – W tobie obudziła się, gdy miałaś dwanaście lat, a ja mam osiemnaście i wciąż nic nie czuję.

– Masz osiemnaście, ale zachowujesz się, jakbyś miała dziesięć. Może Raaz dlatego nie zsyła na ciebie mocy, bo widzi, że jesteś jeszcze głupiutką kozą. Najwyższy czas wydorośleć.

– Jeszcze raz przepraszam. – W oczach Nili pojawiły się łzy.

– Przestań już. Wytrzyj nos i chodźmy coś zjeść.

 

Nila odstąpiła swojego wierzchowca Armirowi, który wyruszył z nimi w drogę do Ninu. Nie była z tego zbyt zadowolona, ale uznała, że coś mu się jednak należy w ramach zadośćuczynienia. Jechała teraz razem z Ilanem na jego koniu. Kiedyś często tak razem jeździli i do dziewczyny znów zaczęły wracać wspomnienia. Lubiła swoje beztroskie życie w Zielinie, małej osadzie na południu kraju, gdzie pory roku wyznaczały rytm życia. W miejscu, gdzie ziemia rodziła obfite plony, na łąkach pasły się dorodne krowy, kozy i owce, a tłuste świnie taplały się obok kaczek i gęsi w przydomowym błocie. Gdzie ludzie żyli spokojnie i nigdy nie brakowało im niczego, a we wszystkim radzili się jasnej – Morweny. Ona znała lekarstwo na każdą dolegliwość, wiedziała, kiedy najlepiej siać zboża i potrafiła też doradzić pannie, której spodobał się jakiś kawaler, czy warto dać się zbałamucić. Ludzie wiedzieli, że Morwena ma zawsze rację, i nawet jeśli radziła im coś, co nie było po ich myśli, to zgadzali się z tym, i nawet wbrew sobie postępowali zgodnie z jej radami.

Dziewczyna odchyliła się i poczuła oparcie w ramionach Ilana. Przymknęła oczy i starała się cieszyć chwilą. Wciąż jednak nachodziła ją myśl, że samo odstąpienie konia nie wystarczy i musi jednak przeprosić Armira. Było to dla niej tym trudniejsze, że za wszystkie wybryki zawsze ponosił winę Ilan, a jako że byli niemalże nierozłączni, to ona pozostawała bezkarna. Tym razem nie dało się zrzucić winy na przyjaciela, a na samą myśl o tym, że będzie musiała wyrazić skruchę, poczuła się fatalnie. Jeszcze nigdy nie musiała tego robić.

 

Stanęli na nocleg, kiedy słońce było jeszcze nad horyzontem. Nila z Ilanem ruszyli zbierać drewno na ognisko, Morgan najpierw zajął się końmi, a później wyciągnął z juków chleb, ser i kilka pęt kiełbasy. Morwena sprawdzała zawartość swojego kuferka i zaczęła przygotowywać jakąś mieszankę. Armir przycupnął obok niej, objął się ramionami i udawał, że wcale nie jest mu zimo. Miał bose stopy, a i cienka płócienna koszula nie chroniła zbyt dobrze przed chłodem sierpniowego wieczoru.

– Morgan, daj Armirowi coś do okrycia – rzuciła Morwena, nie odrywając się od mieszania ziół. – Nie mogę słuchać, jak mu dzwonią zęby.

Młodzieniec z wdzięcznością przyjął, rzuconą mu przez olbrzyma derkę i szczelnie się nią otulił.

– Co robicie, pani? – zainteresował się.

– Mieszankę na wzmocnienie – odparła jasna.

– Dla mnie?

– Nie. Dla mnie.

– Ach tak – westchnął.

– Jeszcze cię trzyma? – zapytała Morwena, mając na uwadze stan, w jakim go znaleźli.

– Odrobinę – przyznała Armir.

– Zaraz coś zjesz, to ci się polepszy. A tymczasem przynieś mi trochę wody.

 

Nila tylko czekała na taki moment. Nie zamierzała rozmawiać z Armirem przy świadkach, ruszyła więc za nim w stronę rzeki.

– Chciałam przeprosić – wymamrotała pod nosem, mając przed sobą jego plecy.

– Słucham? – Armir odwrócił się gwałtownie, jakby dopiero teraz dotarło do niego, że nie jest sam.

– Przeprosić chciałam – powtórzyła, tym razem głośniej. – To miał być tylko żart, ale gdyby nie babka, to…

– Nie lubisz mnie. – Armir wszedł jej w słowo.

– Co?

– Czy jestem aż tak straszny, i tak mnie nienawidzisz, że chciałaś mnie zabić? – zapytał z poważną miną.

– Nie…

– Nie prosiłem was o ratunek. Jakoś bym sobie poradził.

– Wiem, ale…

– W końcu bym wytrzeźwiał i ruszył drogę. Dałbym radę.

– To nie tak…

– Nigdy bym nie przypuszczał, że może mnie spotkać śmierć z ręki niewinnej dziewczyny…

– Przepraszam! Bardzo cię przepraszam! Jest mi głupio, przykro i wstydzę się! – Nila roztrzęsła się i niemal rozpłakała.

– W porządku.

– Co?

– Powiedziałem, że przyjmuję przeprosiny. Mam nadzieję, że czegoś cię to nauczy. Może nauczy cię, żeby nie osądzać… jak to się mówi?

– Po gaciach?

Armir popatrzył na Nilę zdumiony.

– Po czym? Nie, nie to miałem na myśli. Jest takie przysłowie, które mówi, żeby nie osądzać książki po okładce, czy coś takiego.

– Twoja okładka raczej nie wyglądała zbyt zachęcająco – mruknęła Nila. – A jak wygląda sama książka, to szczerze mówiąc, nie mam pojęcia.

– W takim razie ja też powinienem przeprosić za swój stan. Gdybyśmy się poznali w innych okolicznościach, to gwarantuję ci, że miałabyś o mnie lepsze zdanie.

– Jesteś bardzo pewny siebie, ale chyba masz rację.

Nagle z oddali dobiegł tętent końskich kopyt. Zbliżali się jacyś jeźdźcy. Nila zauważyła, że kiedy Armir ich zobaczył, odetchnął z ulgą.

– Rokarczycy? – zawołał, żeby się upewnić.

– Armir? To ty? – zapytał pulchny młodzian, zeskakując z konia. Za nim nadjechało jeszcze kilku jeźdźców.

– Witaj, panie – przekrzykiwali się jeden przez drugiego. – Całe szczęście żeśmy cię odnaleźli.

– Ja. Cały i zdrowy. Witaj, Mori!

– Dzięki, bogini Raaz! – zawołał tamten. – Szukamy cię już od kilku godzin. Jak się obudziliśmy i zobaczyliśmy, że cię nie ma, to mieliśmy niezłego stracha. Wczoraj w gospodzie…

– Daj spokój, Mori. Nic mi nie jest. Ci dobrzy ludzie mi pomogli. – Wskazał na Morwenę i resztę.

– Dzięki wam stokrotne w imieniu kró… – zaczął Mori.

– Już dziękowałem, przyjacielu – przerwał mu Armir. – I jeszcze raz to robię, a tymczasem pora nam ruszać w drogę.

– Po nocy chcecie jechać? – zdziwiła się Nila.

– Musimy szybko dotrzeć do Ninu, a już i tak zmarnowaliśmy zbyt wiele czasu. Zanim ciemność całkiem zapadnie, nadrobimy trochę drogi.

– Jak mus to mus – uśmiechnęła się Morwena tajemniczo.

– Dajcie mi buty i kaftan – rzucił Armir do swojej świty i polecenie wykonano w mgnieniu oka.

Nila musiała przyznać, że Morwena nie myliła się co do Armira. Szacunek, z jakim odnosili się do niego kopani i bogaty strój, który przywdział, świadczyły, że nie był byle kim. Ta okładka podobała się jej znacznie bardziej.

– Chciałbym was jeszcze o coś zapytać, pani. – Armir odciągnął Morwenę na bok. – Mówiliście, że jasne nie pobłogosławiły i nie zdecydowały o ślubie Armanda Miradora, księcia Rokaru z Leną, córką Rufusa, władcy Plantarii?

– To prawda. Żaden z władców nie poprosił nas o błogosławieństwo.

– Jakie mogą być tego konsekwencje?

– Nie wiem. Jeszcze nigdy nic takiego nie miało miejsca. Od setek lat wszystkie małżeństwa zawierane przez koronowane głowy wymagały błogosławieństwa Raaz, a to otrzymywane było za pośrednictwem jasnych. Nikt nigdy nie narzekał, nie było przymusu, bo Raaz widziała czy ludzie się kochają i czy będą szczęśliwi, a wszystkim żyło się dobrze i dostatnio. A teraz… nie wiem jak będzie. – W oczach Morweny pojawiła się troska.

– Dziękuję, pani.

Armir uścisnął jeszcze na pożegnanie dłoń Morganowi i Ilanowi, a na koniec podszedł do Nili i wyciągnął rękę.

– Do zobaczenia na ślubie, mała morderczyni – powiedział z uśmiechem.

– Myślisz, że się zobaczymy w tym tłumie? – Dziewczyna starała się ukryć zażenowanie wywołane słowem morderczyni.

– To raczej nieuniknione. – Uścisnął jej dłoń i szybko wskoczył na konia. – Bywajcie!

– Niech cię Raaz prowadzi! – zawołała jeszcze Morwena.

Nila stała przez chwilę nieruchomo, czując ciepło na dłoni, której przed chwilą dotknął Armir. Nagle pojawiło się mrowienie i fala gorąca rozlała się od czubków palców poprzez ramię, aż w końcu objęła całe ciało. Obraz przed oczami zaczął się rozmywać, a szum w uszach zagłuszył dochodzące z zewnątrz dźwięki. Dziewczyna poczuła, że zaczyna się unosić i otoczyła ją jasność…

Muzyka…

Skoczna melodia grana przez muzykantów…

Wielka sala, rzędy stołów, zapach pieczonego mięsa, wina i potu…

Śmiechy, gwar rozmów, pijackie okrzyki…

Ludzie, mnóstwo ludzi. Jedni siedzą przy stołach, inni tańczą…

W głębi, pod ścianą, długi, suto zastawiony stół…

Przy stole kobieta w białej sukni i wieńcu z kwiecia na głowie, obok niej mężczyzna w czarnym, haftowanym złotą nicią aksamitnym kaftanie. Po ich obu stronach dwaj mężczyźni, jeden młodszy, szczupły, również odziany w czerń. Na jego dłoniach i szyi skrzą się złoto i szlachetne kamienie. Drugi starszy, o olbrzymiej tuszy i nalanej twarzy, poprawia na głowie ciężką koronę i sięga po kurczaka…

Młodzi nie patrzą na siebie, są sobie obcy. Tylko na ich twarzach nie widać uśmiechu, choć wokół wszyscy się radują…

Mężczyzna ma znudzoną twarz i sięga po puchar z winem…

Kobieta wydaje się zmęczona, widać, że cierpi i jest to ból fizyczny…

Coś jest w jej głowie…

Niewielki pulsujący punkt…

Ponad tym wszystkim góruje eteryczna kobieca postać o zaciętej twarzy…

Można wyczuć emanującą z niej wściekłość…

Teraz inna komnata, mniejsza…

Na środku ogromne łoże, biała suknia rzucona w kąt…

W łożu nagi śpiący mężczyzna…

Obok leży skulona kobieta…

Jest martwa…

 

– Nila! Obudź się!

Świat przed oczami dziewczyny zaczął nabierać barw. Mogła już rozróżnić twarze otaczających ją osób, tylko nieznośny ból głowy przeszkadzał w odzyskaniu całkowitej przytomności.

– Już dobrze, Nila. Już dobrze…

Głos Morweny działał kojąco, a dotyk ciepłych dłoni i szeptane inkantacje przynosiły ulgę. Nila zaczęła dochodzić do siebie.

– Teraz jesteś jasną, Nila. Moc Raaz spłynęła na ciebie.

– To nie jest takie proste, babciu – powiedziała dziewczyna roztrzęsionym głosem.

– Nie mówiłam, że to będzie proste.

 

Koniec

Komentarze

Odniosłem wrażenie, że jest to fragment, a nie samodzielne opowiadanie. Ciekawe pomysły, przygody, postacie, realia, ale brakuje mi tu treściwego zakończenia. Podoba mi się ten świat i chyba warto pociągnąć historię dalej.  Końcowa wizja była fajnie i niepokojąco przedstawiona. Ale ucięłaś to wszystko, gdy zaczynało się robić ciekawie :( Mam wrażenie, że powinno tu być “Ciąg dalszy nastąpi”, a nie “Koniec”.

Tekst jest ładnie napisany. Opisy są obrazowe i zręczne. Dialogi też są naturalne, a nie jakieś sztuczne. Wyczuwa się w nich emocje rozmówców.

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pietrku, Bardzo ci dziękuję za tak ciepły i przychylny komentarz. Ucięłam w takim momencie, bo tak jak pisałam we wstępie, ciągle myślę nad dalszym ciągiem tej opowieści, chociaż pewne plany już mam. Tutaj chodziło mi o to, żeby pokazać, że do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć, a także to, że warto szanować tradycję, bo konsekwencje jej lekceważenia mogą być katastrofalne – przynajmniej w tym świecie. Najważniejsze jest to, że według Ciebie udało mi się stworzyć interesujący świat, a cała reszta nie jest sztuczna. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję. :)

Więc może lepiej zmienić oznaczenie tekstu na “Fragment”?

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

No to zmieniam, skoro nie można tego potraktować, jako opowiadanie. :)

Hmmm. Trochę się zgodzę z Pietrkiem, ale tak nie do końca. Tekst ma w sobie i coś z pierwszego rozdziału, i coś z zamkniętej opowieści. Zaczyna się jakaś większa intryga ze ślubem księcia i śmiercią małżonki, ale dojrzewanie bohaterki właśnie się skończyło. Może jednak odmień z powrotem na opowiadanie?

Czytało się przyjemnie, zbuntowana dziewczyna zaciekawiła, moce jej babci podtrzymały płomień.

Napisane całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Argumentacja Finkli też rzeczywiście ma sens :) Chociaż tu już pytanie do Autorki – czy dojrzewanie bohaterki się skończyło? Czy może wręcz przeciwnie – odkrycie w sobie mocy je zapoczątkuje, bo ona jeszcze sobie z nią nie radzi? 

Czytałem rano, ale ta wizja jakoś wryła się w pamięć :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Dzięki, Finkla. Bardzo się cieszę, że zaciekawiło i przyjemnie się czytało. Bałam się troszkę, że wyjdzie mi to jakoś naiwnie. Co do dojrzewania bohaterki, do na pewno proces całkowicie się nie zakończył, bo dojrzewamy tak naprawdę całe życie. Zrobiła pierwszy krok w stronę dorosłości i zrozumiała, że wreszcie będzie musiała wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. 

Za radą Finkli zmieniam na opowiadanie. Zobaczymy czy będą jakieś inne opinie, bo jak coś, to zawsze można znów zmienić. ;D

Byli w drodze już od trzech dni, a do Ninu – stolicy królestwa, została im jeszcze do przebycia prawie połowa drogi. – powtórzenie drogi, brakło od

 

Nila popatrzyła wymownie, na jadącą obok niej starszą kobietę. – zbędny przecinek

 

Zastanawiałam się właśnie, kiedy wreszcie poprosisz, żebyśmy się zatrzymali? – to nie jest pytanie, tylko zdanie oznajmujące, więc na końcu kropka, nie pytajnik.

 

Będzie z innymi janymi decydować o losach świata – literówka

 

– Ręce ma zdrowe. Sam sobie może przyłożyć. – Dziewczyna podał mu szmatkę. – literówka

 

Nila odstąpiła swojego konia Armirowi, który wyruszył z nimi w drogę do Ninu. Nie była z tego zbyt zadowolona, ale uznała, że coś mu się jednak należy w ramach zadośćuczynienia. Jechała teraz razem z Ilanem na jego koniu. – powtórzenie; jednego z tych koni zamieniłabym na wierzchowca

 

Miał bose stopy, a i cienka płócienna koszula, nie chroniła zbyt dobrze, przed chłodem sierpniowego wieczoru. – zbędne dwa ostatnie przecinki

 

A teraz… nie wiem. jak będzie. – w środku kropka się zaplątała

 

Kobieta wydaję się zmęczona, widać, że cierpi i jest to ból fizyczny… – literówka

 

O, a co dalej? 

Dobrze i ciekawie napisane, czytało mi się płynnie i lekko. Bardzo fajna postać Nili, jej babce też niczego nie brakuje. Spodobał mi się fragment o konieczności przeproszenia kogoś po raz pierwszy w życiu. Dobre to było. Generalnie opowieść wciągnęła. 

Widzę, że Pietrek i Finkla zaczęli dyskusję, czy to fragment, czy zamknięta całość. I mimo że sprawa nie jest jednoznaczna, ja jednak widzę tu raczej początek czegoś większego. Wątek Armira jest ledwie napoczęty, a mam przeczucie, że ścieżki jego i dziewczyny jeszcze się nie rozchodzą. Oczywiście nie zamierzam namawiać do zmiany otagowania, zwłaszcza że fragmenty cieszą się mniejszą popularnością. A tekst jest zdecydowanie wart uwagi. 

Tak czy owak, czekam na dalsze losy młodej jasnej i księcia (bo to on, prawda?) :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To musi być on. Pierwsze litery imienia i nazwiska się zgadzają a i cała reszta na to wskazuje… :-)

Babska logika rządzi!

Zwłaszcza cała reszta, zwłaszcza ta niedopowiedziana ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca (jaka tam Śniąca, jak po nocy pisze komentarze :)), bardzo Ci dziękuję za wskazanie błędów. Tak to czasem jest, jak poprawia się tekst enty raz. Cieszę się, że udało mi się zrobić coś, co zamierzyłam, a mianowicie napisać ciekawie i wciągająco, a w dodatku tak, że czytelnik jest chce poznać dalszy ciąg tej opowieści. Tak jak zauważyła Finkla, to Armir był księciem, a podanie jego prawdziwego imienia, było mrugnięciem w stronę czytelnika. Zresztą wcześniej można było się już tego domyślić, chociażby kiedy Mori dziękuje w imieniu kró…, a do tego uwagi Morweny na temat gaci. “)

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za opinię i zaczynam nabierać wiary w to, że opowiastka może się jednak spodobać i warto się nad nią pochylić i nadać jej pełnej objętości. :)

warto się nad nią pochylić i nadać jej pełnej objętości

Jak najbardziej. Czekam więc na więcej. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, dalszy ciąg w bólach się rodzi, bo teraz piszę coś innego, ale mam nadzieję, że w końcu się urodzi. ;)

Teraz kliczek magiczny, a z komentarzem wrócę wkrótce (jeszcze mam kilka powrotów obiecanych do wykonania. Joseheim, nie zapomniałem!) :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

No to czekam Marasie na Twoją opinię. ;)

Bardzo ładnie zarysowałaś świat i jego fragment opowiadający o jasnych. Jednak nie mogę odpędzić się od wrażenia, że to jednak jest fragment – pokazujesz bohaterów, ciekawie ich zarysowujesz (łącznie z potencjalnym trójkątem: Ilan-Nina-Armir), demonstrujesz kawałek świata będący i haczykiem, a na koniec wrzucasz zapowiedź, co może się zdarzyć dalej. No, zamkniętą opowieścią bym tego nie nazwał ;)

Całość jednak wciąga, historia ciekawie się zapowiada. Dam klika, bo koncert fajerwerków, zwłaszcza w klimacie światotworzenia, jest przedstawiony wyraziście.

Tylko dwie uwagi. Pierwsza to raczej nieprzyciągający tytuł, ale kto takowych nie miał, niech pierwszy rzuci torbą z ziołami ;) Druga to publikacja 25k znaków, gdy trwa konkurs na szorty – mało kto tutaj zajrzy, zwłaszcza jak teksty konkursowe przykryją Twój w poczekalni ;P

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo cię cieszę, NWM, że i Tobie przypadł do gustu wykreowany przeze mnie świat. Twój komentarz dał mi do myślenia, zwłaszcza w kwestii trójkąta Nila–Ilan-Armir, teraz wezmę pod uwagę taką możliwość, choć pierwotnie nie miałam takiego zamiaru. Z takich komentarzy można czasami czerpać natchnienie i o to właśnie mi chodziło. Może jeszcze pojawią się jakieś ciekawa teorie, które będę mogła wykorzystać, o ile ktoś tu wpadnie między konkursowymi szortami.

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam. :)

Eeee, jeśli dzieci wychowują się razem, to zazwyczaj nic ich potem do siebie nie ciągnie. Były takie badania na wychowankach kibuców.

Babska logika rządzi!

Finkla – Też w sumie tak myślałam, dlatego nie brałam pod uwagę tej opcji, ale wiesz, zawsze Ilan może poczuć miętę do Armira i też będzie trójkącik. ;P

Ja czytałem inną teorię – gdy mężczyzna i kobieta przyjaźnią się dostatecznie długo, to w końcu rodzi się między nimi coś w rodzaju pociągu seksualnego.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

A zarazem motyw “zakochania w przyjacielu z dzieciństwa” to jeden z popularniejszych motywów fabularnych ;)

Co do tych badań, to dotyczyły one “efektu Westermarcka”. Wynika z nich, że brak pociągu seksualnego przy dorastaniu dotyczy tylko tych ludzi, którzy poznali się przed szóstym rokiem życia. Tutaj jest więcej na ten temat :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No, to jeszcze zależy, jak blisko żyją i często się spotykają. Zdaje się, że żeby efekt Westermarcka zadziałał, muszą mieszkać pod jednym dachem. Ciekawe, jak faraoni to robili. Może mieli oddzielne mamki, pokoje i nie widzieli się zbyt często.

A jeśli Ilan zawsze brał na siebie winę, to chyba jednak mieszkali razem.

Babska logika rządzi!

Ciekawe, jak faraoni to robili. Może mieli oddzielne mamki, pokoje i nie widzieli się zbyt często.

Tak, mieli wszystko osobne aż do uzyskania ówczesnej pełnoletności.

A jeśli Ilan zawsze brał na siebie winę, to chyba jednak mieszkali razem.

Mogli też mieszkać po sąsiedzku. Albo poznać się po szóstym roku życia ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cieszę się, że nie zmieniono klasyfikacji na fragment, bo bym nie mógł doklikać biblioteki (z tego co pamiętam, fragmenty tam nie trafiają). A że to jest fragment większej opowieści, nie mam wątpliwości, tyle, że jest to ładnie zamknięty fragment, wzbudzający w czytelniku ochotę na więcej, ale nie zostawiający go z ręką w nocniku, bez odpowiedzi na pytania wynikające z tekstu.

Nie przepadam za fantasy, za czytaniem fragmentów tym bardziej a tożsamość młodziana udało mi się odgadnąć już wtedy, gdy była mowa o jakimś ślubie (zabalował, więc to pan młody po kawalerskim), więc trochę wcześnie. Ale to wszystko nie ma znaczenia, gdy czyta się dobrze napisany tekst opowiadający całkiem ciekawą historię. Przyjemne opisy, wiarygodne postacie, dobre dialogi i ciekawie zarysowany początek historii.

Ja jako czytelnik jestem usatysfakcjonowany.

Mogli też mieszkać po sąsiedzku. Albo poznać się po szóstym roku życia ;)

Przy mieszkaniu po sąsiedzku chyba by się nie dało nikomu wmówić, że ten wazonik stłuczony po kolacji to sąsiad… Ale mogli się styknąć w zbyt zaawansowanym wieku. ;-)

Babska logika rządzi!

Jakby co, to ja myślę, że jednak dzieciaki rosły razem od małego i są jak rodzeństwo. Wiele za tym przemawia, a przede wszystkim informacja, że Nila nigdy wcześniej w życiu nie musiała nikogo za nic przepraszać, bo zawsze za jej wybryki winę brał na siebie Ilan. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tak czy inaczej, ciekawy zaczyn dla dalszej historii. Młoda jasna miała wizję, o której będzie musiała poinformować pana młodego i to jeszcze przed ślubem, bo chyba tego oczekuje bogini zsyłając wizję. Młodzieńcowi natomiast najwyraźniej dziewczyna wpadła w oko, czego nie można powiedzieć o pannie młodej. Mamy możliwy mezalians. W dodatku przyjaciel z dzieciństwa dorósł chyba wcześniej i być może już inaczej patrzy na towarzyszkę zabaw, czym może ją zaskoczyć. Mamy możliwą rywalizację. Nie jest też jasne, czy jasne mogą się wiązać ze szlachtą, czy ze stanami niższymi, a może ani z jednymi, ani z drugimi. Może być ciekawie, ale już się zamykam, aby autorce nie palić pomysłów.

Fajne :)

No proszę, wyskoczy sobie człowiek na chwilę z dzieckiem na Gwiezdne Wojny, wraca, a tu, nie dość, że jest w bibliotece (Dziękuję, Unfallu), to jeszcze cała fura pomysłów na ciąg dalszy. :D

Jeśli chodzi i Ilana i Nilę, to nie mieszkali razem, ale, jakby to rzec – chałupa w chałupę. Byli mniej więcej rówieśnikami, więc poznali się przed szóstym rokiem życia i choć nie łączyły ich więzy krwi, to czuli się jak rodzeństwo. Nie zamierzałam ich ze sobą łączyć. A tak przy okazji, to nie ma sensu podpierać się chyba badaniami, bo życie płata różne figle. Zwłaszcza w fantastyce. ;)

Unfallu – jeszcze raz Ci dziękuję za doklikanie do biblioteki, tym bardziej, że nie przepadasz za fantasy, ani za czytaniem fragmentów, a Twoja opinia, to miód na moje pseudoartystyczne serce. Cieszę się, że świat, postaci i dialogi przypadły Ci do gustu. Poza tym fajnie, że pod opowiadaniem rozwinęła się dyskusja, i padają różne propozycje rozwiązań, które zawsze mogę wziąć pod uwagę, bo okażą się lepsze od tego, co sama wymyśliłam. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

NWM – w kwestii tytułów, to ja mam chyba podobnie, jak Ocha. :) Jakoś nie mogłam tutaj wymyślić nic bardziej kreatywnego.

O! Anet. Nie zauważyłam Cię.

Fajnie, że fajne. :)

Można to skwitować, przytaczając scenę z filmu mistrza Woody’ego Allena “Co nas kręci, co nas podnieca”. 

Do mieszkania córki wchodzi jej ojciec. Córka ma 20 lat. Do pokoju wchodzi 80-letni facet.

Córka: To mój mąż.

Ojciec mdleje. Kładą go na kanapie. Mąż wychodzi, a do mieszkania wchodzi matka. Wraca mąż.

Córka: Matko, poznaj mojego męża.

Matka również traci przytomność i upada.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pietrku, czyżby przytoczona scena odnosiła się do dyskusji o wieku między partnerami, czy to przykład fantastyki. ;)

Moim ulubionym filmem mistrza Allena na zawsze pozostanie Miłość i śmierć.

Chciałem odnieść się do dyskusji na temat tych dziwnych związków.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

To przecież nie były dziwne związki. ;)

Choć Jasną można potraktować jako skończone opowiadanie, to trwam w przekonaniu, że przeczytałam początek opowiadania i muszę wyznać, że historia bardzo przypadła mi do gustu, a ponadto okazała się na tyle zajmująca, że teraz poproszę o dalszy ciąg. Odmowy nie przyjmuję do wiadomości! ;)

 

Gdzie­nie­gdzie od­gra­dza­ły go od wody gęste za­ro­śla i za­gaj­ni­ki, gdzie in­dziej do­stę­pu do nurtu strze­gły ol­brzy­mie głazy i stro­me urwi­ska. –> Powtórzenie i masło maślane. Urwisko jest strome z definicji.

Proponuję: Gdzie­nie­gdzie od­gra­dza­ły go od wody gęste za­ro­śla i za­gaj­ni­ki, w innych miejscach do­stę­pu do nurtu strze­gły ol­brzy­mie głazy i urwi­ska.

 

Tym wła­śnie trak­tem po­dró­żo­wa­ło czte­rech jeźdź­ców, kie­ru­jąc się na pół­noc. Po­dró­żo­wa­li już od trzech dni… –> Powtórzenie. Jeźdźców byłoby czterech, gdyby w skład grupy wchodzili wyłącznie mężczyźni.

Proponuję w pierwszym zdaniu: Tym wła­śnie trak­tem podążało czworo jeźdź­ców, kie­ru­jąc się na pół­noc.

 

Nila była zmę­czo­na, bur­cza­ło jej w brzu­chu, a pełny pę­cherz bo­le­śnie dawał o sobie znać. Do tego wszyst­kie­go był okrop­ny skwar… –> Może w drugim zdaniu: Do tego wszyst­kie­go panował okrop­ny skwar

 

męż­czy­zna wska­zał na po­ło­żo­ną nieco dalej po­la­nę, za którą roz­cią­gał się nie­wiel­ki las. Na po­la­nie le­ża­ły kłody drew­na, a wy­pa­lo­na trawa po­środ­ku nich wska­zy­wa­ła, że czę­sto w tym miej­scu za­trzy­my­wa­li się po­dróż­ni.

– W po­rząd­ku, tu się za­trzy­ma­my… –> Powtórzenia.

Proponuję w drugim i trzecim zdaniu: Le­ża­ły na niej kłody drew­na, a wy­pa­lo­na pośrodku trawa  świadczyła, że czę­sto w tym miej­scu za­trzy­my­wa­li się po­dróż­ni.

– W po­rząd­ku, tu odpoczniemy/ zrobimy popas

 

– Mor­gan, wy­ciąg je­dze­nie, Nila, ty leć w krza­ki. –> – Mor­gan, wy­ciągnij/ wyciągaj/ dobądź je­dze­nie, Nila, ty leć w krza­ki.

 

Mor­gan jak zwy­kle był nie­wzru­szo­ny i pierw­szy ru­szył na­przód. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Mor­gan, jak zwy­kle nie­wzru­szo­ny, poszedł przodem.

 

Od razu po­czu­ła się le­piej, czu­jąc zimne stru­mie­nie na swo­jej skó­rze i wło­sach. –> Zbędny zaimek. Czy mogłaby coś czuć na cudzej skórze?

 

Jed­ne­go dnia wleje do rzyci tyle, że ledwo się mie­ści, a na drugi dzień leży i zdy­cha. –> Od kiedy trunki leje się do rzyci??? A może panna mówi o lewatywie???

 

Okład w pierw­szej chwi­li przy­niósł uko­je­nie, ale już po chwi­li Armir po­czuł… –> Powtórzenie.

Proponuję: Okład przy­niósł uko­je­nie, ale już po chwi­li Armir po­czuł

 

Do­pie­ro teraz do­tar­ły do niej kon­se­kwen­cje jej czynu. –> Wydaje mi się, że konsekwencje nie dotarły do dziewczyny, że zdanie winno brzmieć: Do­pie­ro teraz zrozumiała, jakie mogły być kon­se­kwen­cje jej czynu.

 

uży­wa­my na­szej mocy w osta­tecz­no­ści. W pierw­szej ko­lej­no­ści opie­ra­my się na wie­dzy o ota­cza­ją­cym nas świe­cie. Każde uży­cie mocy osła­bia nas, a w moim wieku re­ge­ne­ra­cja nie prze­bie­ga już tak szyb­ko. Sama to zro­zu­miesz, kiedy moc na cie­bie spły­nie. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

na samą myśl o tym, że bę­dzie mu­sia­ła wy­ra­zić skru­chę, zro­bi­ło jej się nie­do­brze. Jesz­cze nigdy nie mu­sia­ła tego robić. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję w pierwszym zdaniu: …na samą myśl o tym, że bę­dzie mu­sia­ła wy­ra­zić skru­chę, poczuła się nie­do­brze/ źle/ fatalnie.

 

za­py­ta­ła Mor­we­na, mając na uwa­dze jego stan, w jakim go zna­leź­li. –> Pierwszy zaimek zbędny.

 

Gdy­by­śmy się po­zna­li in­nych oko­licz­no­ściach… –> Raczej: Gdy­by­śmy się po­zna­li w in­nych oko­licz­no­ściach

 

– Je­steś bar­dzo pewny sie­bie, ale pew­nie masz rację. –> Nie brzmi to zbyt dobrze.

Proponuję: – Je­steś bar­dzo pewny sie­bie, ale chyba masz rację.

 

po­le­ce­nie wy­ko­na­no mgnie­niu oka. –> Raczej: …po­le­ce­nie wy­ko­na­no w mgnie­niu oka.

 

Sza­cu­nek, z jakim od­no­si­li się do niego jego ko­pa­ni i bo­ga­ty strój, który przy­wdział na sie­bie… –> Drugi zaimek zbędny. Wiemy, że to jego kompani. Zrozumiałe też, że skoro przywdział strój, to znaczy że ubrał się weń.

Wystarczy: Sza­cu­nek, z jakim od­no­si­li się do niego ko­pa­ni i bo­ga­ty strój, który przy­wdział

 

i czy będą szczę­śli­wi. Szczę­śli­wy wład­ca to szczę­śli­wi pod­da­ni. –> Czy to celowe powtórzenia?

No i nie wydaje mi się, aby szczęście poddanych zależało od zadowolenia panującego.

 

W oczach Mo­re­ny po­ja­wi­ła się tro­ska. –> Literówka.

 

Obraz przed ocza­mi za­czął się roz­my­wać, a szum w uszach za­głu­szył do­cho­dzą­ce z ze­wnątrz dźwię­ki. –> Dwa grzybki w barszczyku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, Reg! Miło Cię widzieć. :) Już myślałam, że wczoraj tak zabalowałaś u Majkubara, że dzisiaj trzeba Cię będzie szukać, jak Armira – po krzakach ;D Masz może ochotę na kieliszek amaretto?

A tak serio, to ogromnie się cieszę, że teks przypadł Ci do gustu, a co najważniejsze, chciałabyś poznać dalsze losy bohaterów. Takie komentarze sprawiają, że mam ochotę pociągnąć dalej tę historię (chociaż przyznam, że gdzieś mi wcięło plan na połowę dzieła, ale jakoś to odtworzę). Obiecuję, że w najbliższym czasie ogarnę to, co już mam napisane i wrzucę, tym razem, jako fragment.

Błędów nazbierało się trochę i bardzo dziękuję za ich wskazanie. Jak zwykle powtórzenia, które są moją zmorą. :( Jutro wszyściutko poprawię, może oprócz tego:

Jednego dnia wleje do rzyci tyle, że ledwo się mieści, a na drugi dzień leży i zdycha. –> Od kiedy trunki leje się do rzyci??? A może panna mówi o lewatywie???

Moja teściowa mawiała o osobach nadużywających alkoholu:

Ej, gozołecka ci ci, wlazła mu do rzyci, wlazła mu do głowy, już wariot gotowy. :D

Tu gdzie mieszkam, w lokalne gwarze, funkcjonuje określenie: wlać do rzyci – które oznacza – opić się. Może rzeczywiście nie powinnam używać takiego zwrotu, skoro nie jest on dla wszystkich zrozumiały?

Jeszcze raz baaaardzo Ci dziękuję za wizytę i uwagi.

To co? Polać tego amaretto? ;)

 

 

AQQ, cieszę się, że uznałaś uwagi za przydatne. ;)

 

Przyjmuję do wiadomości lokalne zwyczaje i powiedzenia, ale nie ukrywam, że trudno mi sobie wyobrazić, iżby gorzałka miała się rozwarstwić na porcję idącą do głowy, podczas gdy druga ląduje w rzyci. No, chyba że będzie to trunek w czopkach… ;)

 

Amaretto, powiadasz… Chyba podziękuję, jako że zdecydowanie bardziej gustuję w alkoholach wytrawnych, o mocy większej, niż mają zazwyczaj likiery. No i oczywiście zawsze może być wino, że o szampanie nie wspomnę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W sumie masz rację z tą gorzałką, co nie zmienia faktu, że ląduje w żołądku, idzie do głowy, i dupą może zarzucić przy okazji. ;)

To może winko z aronii, domowej roboty, półwytrawne?

 

Edit: Amaretto, to ja wlewam do kawy. :)

Winko domowe, tak. Nie mówi się nie winku domowemu, półwytrawnemu i zapewne stosownie cierpkiemu. A kawę poproszę rano, czarną, bez cukru, bez amaretto. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ma się rozumieć, że rano – bez amaretto. ;)

No to zapraszam. :)

Dziękuję, mogę się zrewanżować domową nalewką wiśniową. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uwielbiam nalewkę wiśniową. <3 Zwłaszcza domową. Ale może skusisz się na nalewkę kawową, również hand made. Niebo w gębie. :)

Jeśli wytrawna, to się skuszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dla Ciebie zrobię wytrawną. :)

Może raczej wstrzymaj się nieco, bo jak na jeden wieczór, to chyba dość.

No i jeszcze jedno – trochę pomieszałyśmy, ale to nic, bo alkohole można mieszać, ważne tylko, żeby nie mieszać roczników. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chyba rzeczywiście wczoraj za dużo pomieszałyśmy, bo dzisiaj głowa mnie boli. 

Zamówiona kawa gotowa. Zaparaszam . :)

Mmmm, świetna! Znakomicie zrobiła zmarnowanym trzewiczkom. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miło mi, że smakuje.

A cóż to się podziało z bucikami? Chyba, że miałaś na myśli trzewia. ;)

Trzewia, właśnie, czyli bebeszki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Biedne bebeszki. Od dzisiaj nie mieszamy… roczników. ;)

Słuszne postanowienie! Do następnego razu… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

yeswink

Jak dla mnie, AQQ, wątki bohaterów pierwszoplanowych (Nila, Armir), poza tym, że pięknie się zazębiają, są doskonale pozamykane w tym konkretnym OPOWIADANIU, jednocześnie mają wbudowane drzwi, do których na szczęście posiadasz klucze. Składasz obietnicę… :)

Ładnie zaprojektowana i poprowadzona opowieść, bez zbędnych dialogów i opisów. Wszystko, co zawarłaś w tekście, ma swoje znaczenie, jednoznacznie wskazuje i opisuje ścieżki bohaterów, ale nie tylko w sposób oczywisty, głównie poprzez dialogi i działanie. Albo smaczki typu:

– Jak mus to mus – uśmiechnęła się Morwena tajemniczo.

W tych dialogach i działaniu dokonałaś też wspaniałego rozróżnienia w postaciach, czuje się wyraźnie wiek, pozycję, profesję, cechy charakterystyczne dla tych aspektów. Ludzie z krwi i kości.

I sama przyjemność z czytania tak utkanej opowieści pozostaje, współudział w drodze, siedzenie przy ognisku wraz z bohaterami, przysłuchiwanie się, obserwowanie. Uwielbiam…

Najwyraźniej rodzi Ci się coś dojrzałego i konkretnego, a ja mam nadzieję, że szybko się nie skończy i rozwinie Cię tak, jak sobie to wyobrażasz. Gratuluję!

Dzięki, AQQ, biorę ten pęk kluczy od Ciebie i lecę na DRUGĄ stronę… ;)

 

EDIT: Jasną stronę…

Majkubarze, kiedy ja się nauczę pisać takie piękne komentarze?

Cieszę się, że uznałeś ten tekst za samodzielne opowiadanie. Boczna furtka oczywiście istnieje i mam nadzieję, że to co za nią zastaniesz również Ci się spodoba.

Ciekawe jest to, że jak dotąd opinie są pozytywne, bo bohaterowie są z krwi i kości, dialogi dobre, fabuła interesująca, a do tego Ty piszesz:

Najwyraźniej rodzi Ci się coś dojrzałego i konkretnego,

a ja mam cały czas wrażenie, że to wszystko jest zbyt infantylne.

No cóż, po tym, jak mimo wszystko, spotkałam się z ciepłym przyjęciem tekstu, nie zamierzam rezygnować i będę pisać dalej.

Dziękuję Ci, Majkubarze, serdecznie. :)

 

Pewnie, że pisać!

 

Infantylne? To przecież wątek Nili, nastolatki, jej pryzmat. Rozmowa królów nie trąca infantylnością, wymaga szlifu w postaciach, ale czuć rozróżnienie w dojrzałości tych scen. Na wszelki wypadek miej tą swoją wątpliwość z boku głowy w trakcie dalszego pisania i zapanuj nad tekstem w tym sensie.

Ale bądź też świadoma faktu, że to literatura kobieca, dla której estrogen jest czymś naturalnym, a nie testosteron. :)

Za drzwiami znalazłem kolejną porcję obietnicy. Piękne otwarcie ciekawych wątków. Nie spiesz się, analizuj, zgłębiaj tych swoich bohaterów, ich motywacje, zadawaj im trudne pytania. Ja osobiście, z przyjemnością będę śledził wątek, dziel się, AQQ, i konsekwentnie sobie rozwijaj opowieść.

 

Pozdrawiam serdecznie! ;)

Majkubarze, wątpliwości, to ja mam cały czas, ale tak sobie myślę, że to chyba lepiej, niż gdybym ich nie miała. No cóż, zobaczymy co z tego wyjdzie. W sumie nigdzie mi się nie śpieszy, więc postaram się wszystko dokładnie przemyśleć, żeby całość miała ręce i nogi.

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

Obiecałem i jestem. Tak, to zdecydowanie fragment czegoś większego i wiemy to nie tylko po ukazaniu się drugiej części, ale i po fabule “opowiadania”​. Co ja mogę powiedzieć o samym tekście? Na moje oko, jest to fantasy tzw. poczciwe. Gatunkowo. Takie poczciwe fantasy pisał m.in. Eddings (Belgariada), a także po części Feist (cykl Riftwar). Jest trochę sztampowo, koniecznie z młodym bohaterem, który odkrywa swoje Przeznaczenie i jakieś ukryte, najlepiej odziedziczone moce. Jest w miarę sympatycznie, nie będzie na pewno brutalnie, nie będzie ponuro i surowo jak np. u Martina. Będzie za to klasycznie. Ale zastrzeżenie – pisane jest takie fantasy zarówno dla młodszego jak i starszego czytelnika. 

Ja osobiście Feista lubię, podobnie Eddingsa (głównie za cykl Elenium, akurat najmniej poczciwy). Jest też to Twoje fantasy jakby kobiece (ta babcia-czarodziejka, uczucia, zapowiadający się romans, dojrzewanie, kobieca bohaterka, odrobina “Wichrowych wzgórz” – Ilan i Nila jak Heathcliff i Cathy itd.). Ale zaraz się odezwą głosy, że nie ma kobiecego fantasy i jestem szowinistą czytelniczym ;)

Dałem klika do biblioteki bo Twój tekst na to zasługuje. Napisany jest sprawnie, językowo w porządku. Jest tu sporo kalk z klasycznej literatury fantasy, ale fajnie nimi pogrywasz i udało Ci się stworzyć specyficzny klimacik w opowiadaniu.

 

Warsztatowo jest dobrze. Nie świetnie ale nieźle. Nie ma niepotrzebnych fajerwerków, opisy też tradycyjne i służą opisaniu świata bez ozdobników poetyckich itp. Jest też trochę naiwności w tekście ale obok zaraz pojawiają się fajne momenty. I chyba się to wszystko balansuje na plusik.

Troszkę drętwe bywają dialogi. Upychasz w nich sporo infodumpów, co zdarza jednak się każdemu amatorowi (łącznie ze mną). Poniżej podam dla przykładu kilka wybranych fragmentów, które podczas czytania mnie zatrzymały lub spowolniły.

 

Do tego wszystkiego panował okropny skwar i męskie spodnie, które miała na sobie, obrzydliwie kleiły się do skóry. Słońce stało wysoko i nadeszła pora na postój, jednak prowadzący olbrzymi mężczyzna, ani na chwilę nie zwalniał.

Ja tu widzę że panował skwar i męskie spodnie. Prowadzący olbrzymi mężczyzna prowadził co lub kogo? Auto?

 

Nagle chłopak zaczął pryskać ją wodą, a ona nie pozostawała mu dłużna.

Nagle zawsze brzmi kiepsko. Wychodzi poniekąd, że równie nagle ona nie pozostawała mu dłużna.

 

Morwena tymczasem usiadła na kłodzie, leżącej w najbardziej zacienionym miejscu polany i rozprostowała nogi. Żałowała, że nie ma sobie lekkiej, zwiewnej sukienki, tylko spodnie do jazdy konnej.

Mówimy cały czas o babci w kontekście tej lekkiej, zwiewnej sukienki? ;)

 

– Jestem Armir. – Młodzieniec skłonił się elegancko. – I sam nie wiem, jak się tu znalazłem.

– Czemu mnie to nie dziwi? W takim stanie trudno cokolwiek pamiętać – zadrwiła Nila.

– Coś tam jednak pamiętam – odparł Armir. – Otóż, byliśmy w drodze do Ninu, kiedy któryś z moich kompanów wpadł na pomysł, żeby przenocować w słynnej gospodzie pod Lipkami.

– Słynnej – przytaknął Morgan, dokładając do ognia – zwłaszcza z zamtuza na pięterku i mocnego wina.

– O tak, wino mają tam bardzo mocne – zgodził się Armir. – Tak mocne, że nie pamiętam, jak się tu znalazłem – dodał wymijająco. – A gdzie właściwie jesteśmy?

– Na rzecznym trakcie, w połowie drogi do Ninu – wyjaśnił Ilan.

Morwena zauważyła, że chłopak nie jest zbyt rozmowny i w sumie nie dziwiła mu się.

 

Według mnie chłopak był w tym fragmencie nawet bardzo rozmowny.

 

– To wy, jasne, decydujecie o wszystkich najważniejszych sprawach w państwie – Armir nie zamierzał zakończyć tematu. – Ale jak to jest naprawdę? Co wami kieruje? Skąd wiecie, że wasze decyzje będą dobre i jakie mogą być ich konsekwencje? Czy rzeczywiście przekazujecie wolę bogini Raaz? Czy…

To jest sztuczny infodump. Nikt tak chyba by nie zapytał. Zwłaszcza w świecie, w którym Jasne są od zawsze. O jasnych opowiadasz samymi infodumpami włożonymi w usta bohaterów. Nie brzmi to naturalnie.

 

– Bo nikt nas o to nie poprosił. Bo królowie zerwali z tradycją, dogadali się między sobą i postawili nas, jasne, przed faktem dokonanym.

On serio o tym nie wiedział? To gdzie się uchował przez całe swoje życie? Ten cały książę jakby z innej planety. Nie zna historii, nie zna obyczajów. Pyta o rzeczy, któe w tym świecie powinny byc oczywiste, zwłaszcza dla kogos z wyższych sfer.

 

Było to dla niej tym trudniejsze, że za wszystkie wybryki zawsze ponosił winę Ilan, a jako że byli niemalże nierozłączni, to ona pozostawała bezkarna.

Winę ponosił? Chyba karę. Ja wiem, że chciałaś uniknąć powtórzenia. Ale skoro ponosił winę to znaczy, że był winny, a nie o to chyba chodziło w tym fragmencie.

 

– Nigdy bym nie przypuszczał, że może mnie spotkać śmierć z ręki niewinnej dziewczyny…

​Dlaczego niewinnej. Po co on ją tak nazywa w tym zdaniu? Tym bardziej, że omal go nie zabiła.

 

I na koniec wspomną o imionach i nazwach. No troszkę mi w nich zabrakło oryginalności. Bo przecież NilaIlanem jechała z Zielinu do Ninu. Hmmm. ;) 

 

Podsumowując. Przeczytam zapewne część drugą, bo wzbudziłaś moje zainteresowanie losem swoich bohaterów, a lektura napisana jest sprawnie. 

 

Ps. “Mocny” moment tekstu to gdy Nila pyta Armira: “Po gaciach?”​ na słowa o osądzaniu ludzi. :) Dobre!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marasie, bardzo dziękuję za przeczytanie i wszystkie uwagi. Odniosę się do nich jutro, jak będę w domu, bo w tej chwili nie mam warunków. ;)

No to ja też już jestem. Jeszcze raz dzięki za przeczytanie i cenne uwagi. Nie mylisz się, że to sztampowe fantasy. Nie będzie jednak ani krasnoludów ani elfów, będą natomiast jasne. Jasne są po to, żeby nie było zbyt sztampowo. Z założenia ma być lekko, ale i brutalizmów nie braknie. Co do odbiorcy, to zawsze wychodzę z założenia, że piszę dla tych, którym się spodoba i mam nadzieję, że rzeczywiście komuś się spodoba; nieważne czy to będzie młodzież czy ktoś starszy, czy też kobieta lub mężczyzna. I broń boru, nie oskarżam Cię o czytelniczy szowinizm. :) Jeśli chodzi o opisy, to jakoś zupełnie mi nie wychodzą i wolę skupiać się na akcji. Masz rację, mówiąc o infodumpach w dialogach. Będę musiała nad tym popracować. Fajnie, że zwróciłeś na to uwagę.

Mówimy cały czas o babci w kontekście tej lekkiej, zwiewnej sukienki? ;)

A dlaczego nie? :P Morwena ma jakieś sześćdziesiąt lat. Czy uważasz, że kobieta w tym wieku nie ma prawa latać w kiecce w czasie upałów? Na czas podróży założyła spodnie, bo tak jest wygodniej jeździć konno.

On serio o tym nie wiedział? To gdzie się uchował przez całe swoje życie? Ten cały książę jakby z innej planety. Nie zna historii, nie zna obyczajów. Pyta o rzeczy, któe w tym świecie powinny byc oczywiste, zwłaszcza dla kogos z wyższych sfer.

Pewne sprawy zostaną wyjaśnione później, a z tego fragmentu można rzeczywiście wywnioskować, że Armir jest z innej planety. :)

Przyznam szczerze, że nad imionami cały czas się zastanawiam. Kiedy zaczynałam pisać musiałam jakoś ponazywać bohaterów i dopóki nie znajdę nic lepszego, to tak zostanie. Sprawa w każdym razie jest otwarta.

Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na fragment o gaciach, bo szczerze mówiąc, mnie również bardzo się podoba. Chciałabym zawrzeć w tekście więcej takich smaczków, które dodadzą szczyptę humoru całości.

No to teraz znów mam masę roboty i kilka temaów do przemyślenia. Dzięki jeszcze raz, Marasie. :)

Bardzo wciągająca, dobrze napisana historia. I jak nie przepadam za fantasy, jakby to powiedzieć, w klasycznej formie, Twój tekst przeczytałam z przyjemnością i jak starczy mi czasu, to jeszcze dziś zabiorę się za kolejny fragment. 

Bardzo ładnie skonstruowane postacie, zwłaszcza Nila i Morwena. Zdecydowanie uważam, że powinnaś kontynuować losy Jasnych :)

Pozdrawiam serdecznie.

Niezmiernie mi miło, Katiu, że spodobało Ci się to opowiadanie. Najważniejsze, że wciągnęło, pomimo że nie przepadasz za fantasy. Uważam, że to duży sukces, tym bardziej, że nie jesteś pierwszą osobą, która nie lubi tego gatunku, a jednak jej się podobało. Mam nadzieję, że dalszy ciąg Cię nie rozczaruje. Również pozdrawiam serdecznie. :)

Dla mnie to jednak też fragment, a przynajmniej tak to czuję. Nawet nie z powodu treści, ale proporcji. Przez znakomitą większość opowiadania miałam wrażenie, że, jak na tę ilość znaków, bardzo niewiele się dzieje. Gdzieś jadą, dziewczynie niewygodnie, po deliberacjach decydują się na odpoczynek, dziewczyna idzie sikać, znajduje mężczyznę, a potem, gdy po długaśnym wstępie zaczyna być ciekawie, główna bohaterka idzie się popluskać. Miałam świadomość, że coś pod powierzchnią tych opisów się ważnego dzieje, ale nie potrafiłam się w to wgryźć.

To, mam wrażenie, taki tekst, który da się wygrać gęstym klimatem i zarysowaniem tajemnicy. Dużo więcej nie trzeba. Dla mnie tu tego było za mało, miałam za to mnogość dość jednak prostych opisów. I nagle, na sam koniec – wizja. Zrozumiałam, o co chodzi, zrozumiałam, że masz prawo fabularnie ten tekst traktować jako całość. Ale ten mistyczny finał wydał mi się tak nagły, tak nieprzystający formą i atmosferą do reszty opowiadania, że poczułam dyskomfort, gdy nagle objawiło mi się słowo “KONIEC”.

Mimo to lubię takie opowieści, a Ty spisałaś swoją nieźle (tzn. – zgadzam się z mr.marasem, że warsztatowo jest dobrze – ani świetnie, ani źle). Chętnie zajrzę do drugiej części, postaram się tylko najpierw nieco poprawić swoje statystyki ze styczniowych dyżurów. ;)

Dzięki, że wpadłaś (chociażby z obowiązku) ;)

Cóż mogę powiedzieć, oprócz tego, że masz rację. Na pewno jest tu tajemnica, ale najwidoczniej zabrakło odpowiedniego klimatu, a zwłaszcza gęstego klimatu. Może dlatego, że tekst z założenia ma być raczej lekki, choć nie pozbawiony mocniejszych akcentów. Dużo prostych opisów? No, kurcze, starałam się jak mogłam i nie wyszło. :( Popracuję nad tym.

Co do tego, czy można potraktować to jako samodzielne opowiadanie, czy nie, toczyły się już spory w komentarzach. Dwukrotnie zmieniałam oznaczenie i finalnie tak już zostało.

Dalszy ciąg zapewne Cię rozczaruje, ale liczę, że wytkniesz, co z nim jest nie tak.

Pozdrawiam. :)

 

Nowa Fantastyka