- Opowiadanie: DruzusMagnus - Wiem, że śpię

Wiem, że śpię

Gdy śnisz, skąd wiesz że śnisz? Ja śnię, a Ty możesz mnie uwolnić.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Wiem, że śpię

***

– Myślę, że się jednak zwolnię z pracy. Orka dwanaście godzin dziennie to ponad moje siły. Zresztą już byłam na rozmowie w konkurencji. Tam to czym się zajmuję teraz jest rozłożone na cztery działy. Czaisz?– opowiada Celina.– Teraz to mnie w ogóle nie szanują. Szef mi tylko maile wysyła. Jak nie maile to wiadomości na whatts’upie. Jak nie odpisuje to dzwoni. Nawet jak mam wolne to nie daje mi spokoju.– Spojrzała na mnie– Jakiś markotny jesteś. Idę do łazienki.– Wstaje i wychodzi. 

Faktycznie jestem jakiś markotny. To przez to złudzenie, deja vu. Już słyszałem raz o jej pracy, byłem w tej restauracji. Nawet na talerzu miałem to samo. Strasznie chce mi się pić, a na stole pozostała tylko pusta puszka po coli. Nie przypominam sobie, żebym ją wypił. Rozglądam się po restauracji. Pomieszczenie nie licząc kelnerki i jednej staruszki jest puste. Nad barem wisi ekran, na którym wyświetlają jakieś wiadomości z kanału informacyjnego. Reporterka opowiada o jakimś wypadku pod Gdańskiem na remontowanej S7, przez który wstrzymano prace budowlane ostatniego odcinka trasy. Dziwne. Przysiągłbym, że już się go udało skończyć. Celina wraca. 

– Wiesz, że jeszcze nie wybudowali S7?– pytam jej, zdziwiony. 

– Tak, mają dokończyć jeszcze w tym roku– odpowiada– To co zbieramy się?– pyta. 

***

Wchodzę do domu. Pierwsze kroki kieruję do kuchni. Tam otwieram lodówkę i wyjmuje butelkę coli. Litrowa. Wypijam duszkiem. Wciąż chce mi się pić. Biorę drugą, zostawiam resztkę. Co jest ze mną? Kaca mam czy co. Jakby powiedział Nikoś Dyzma: “Tu jest wszystko coś nie tak”. Wyglądam przez okno w kuchni. Jest ciemno. Dziwne, przecież jak byłem w restauracji z Celiną przed chwilą to było jasno. Słyszę jakieś rozmowy w pokoju obok. Wchodzę tam i spostrzegam mojego brata z żoną i niemowlęciem. Ponownie zdziwienie. 

-Co Wy? Wróciliście do rodziców mieszkać?– pytam. 

-Tak!- odpowiada bratowa, nawet na mnie nie spoglądając. Powraca do kołysania dziecka. 

Ruszam do następnego pokoju, bo tam też słyszę głosy. W pomieszczeniu znajdują się cztery osoby. Tomek, kolega ze studiów wraz ze swoją nową narzeczoną oglądają jakieś wiadomości. Obok nich na fotelu siedzi Filip, brat Tomka. Wcześniej widziałem go tylko raz. Do tego przy przeciwległej ścianie względem telewizora stoi Kama, znajoma z Krakowa, głośno rozmawia przez telefon. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Na ekranie widzę mapę, na której pokazują jakąś symulację wypadku. Stoję, jeszcze przez chwilę w drzwiach, aż słyszę kolejne dźwięki z ostatniego już pokoju. Zostawiam znajomych, którzy i tak mnie olali w domu moich własnych rodziców. Swoją drogą, skąd oni się tu wzięli wszyscy? Brat ich zaprosił?

W ostatnim pomieszczeniu spotykam siedzącą na kanapie byłą narzeczoną Tomka, wraz jej nowym chłopakiem oraz Maćka, kolegę mojego brackiego. Oni również wgapiają się w ekran, tym razem jednak komputera. Wpatrują się w mapę. Podchodzę bliżej i zauważam wyznaczoną trasę z Krakowa do Gdańska. Jestem już zupełnie skołowany.

-Co tu się dzieję?– pytam zebranych. 

-Późno już, zamawiam taksówkę do domu– odpowiada Maciek.

-Przecież mieszkasz blok obok– powiedziałem zgodnie z prawdą. 

-Do domu, do Krakowa– odparł. 

-Do Krakowa? Złotówą z Gdańska? Zapłacisz jak za zboże Młody– oświadczyłem, mimo iż nie rozumiałem po co miałby jechać do Krakowa, skoro jego mieszkanie jest dwa kroki stąd.

-Eee tam, to tylko dwadzieścia siedem minut– żachnął się Maciek. Po czym wstał, przeszedł obok mnie w kierunku korytarza, potem założył buty i wyszedł. Ja się wciąż wgapiałem w mapę. Trasa S7 z Krakowa do Gdańska w 27 minut. Jak to jest możliwe? Dlaczego tak wiele osób jest w moim domu. Wiele myśli kłębi mi się w głowie. Do tego strasznie chce mi się pić.

***

Stoję w kolejce. Nie do końca pamiętam jak tu się znalazłem. Kojarzę jakieś ciężarówki. Pewnie szedłem na autopilocie do sklepu. Zdecydowanie jestem już za długo w domu. Dwa tygodnie to przesada czas wracać do Krakowa, bo zwariuje tutaj. Przede mną stoi niska staruszka. 

– Chce pani, mapę drogową Polski, Europy czy Gdańska?– pyta ekspedientka. 

– Nie wiem, nie pamiętam. Syn chciał po prostu mapę drogową. Nie mówił nic konkretnego– nieśmiało odpowiada starowinka. Po czym spogląda na mnie.– Czy mógłby pan zadzwonić do mojego syna zapytać? Mam go w telefonie, ale nie potrafię go używać– skamla kobieta.

-Oczywiście, pomogę pani.– Zgadzam się, bo jakoś zawsze staruszki z zanikami pamięci mnie wzruszały. Biorę telefon, wybieram wskazany numer i dzwonię do jej syna. Po trzech sygnałach słyszę głos.

-Tak, słucham.– Usłyszałem. 

-Dzień dobry, jestem w sklepie z Pana matką. Ona nie wie jaką chce Pan mapę drogową. – Mówię. 

-Żadną– odpowiada bez najmniejszych emocji. 

-Jak to?– Dziwię się. 

-Niczego to nie zmieni– głos tym razem był już pełen emocji. Przejęcie miesza się z rozpaczą. Kojarzę jego właściciela. Jednak nie mogę przywołać jego twarzy. 

-Kim Pan jest?– pytam nagle.

-Ariel, wróć do nas, błagam.– Głos w słuchawce zaczyna płakać. Po chwili eksploduje wręcz płaczem. Wiem już do kogo należy, jednak nigdy przedtem go nie słyszałem w takim stanie.

-Tato, wszystko będzie dobrze!- Obiecuje, nie wiedzieć czemu. Odkładam słuchawkę. Wciąż chce mi się pić. Rozglądam się. Staruszka i Ekspedientka zamarły. Są strasznie napięte. Jakby ich ciała pozostawały w maksymalnym skupieniu. Wydaje się, że nie oddychają i wpatrują się w martwy punkt. Odwracam się i zauważam, że również inni klienci stoją w bez ruchu. W powietrzu jednak wyczuwam nerwy, jakby wszyscy milcząc, krzyczeli. Jednak jedyny dźwięk wydawały sklepowe jarzeniówki. Spoglądam ponownie na telefon. Na jego ekranie wyświetlona jest mapa z trasą Kraków-Gdańsk. Asystent podróży podaje 27 minut do końcowego celu. 

***

Widzę siebie. Prowadzę tira. Zanim jedzie następny bez kierowcy. Nowoczesna technologia, dzięki której wystarczy jeden operator do kilku ciężarówek. Steruje się pierwszą, a inne jadą za nią automatycznie. Wiem, o tym ale nie mam pojęcia skąd. Czy to projekcja przyszłości? Czy zostałem ostatecznie kierowcą ? Dziwne jest również to, że widzę siebie w trzeciej osobie. Dryfuję na zewnątrz kabiny. Równolegle. Tamten ja jedzie w nocy. Z Krakowa wyjechałem późnym wieczorem. Po całym dniu w pracy i siłowni wsiadł w ciężarówki i jedzie do domu do Gdańska. Dlaczego tirem? Nie wiem. Jest zupełnie ciemno. Tylko moje dwa tiry oświetlają noc. Przyciągam się do kabiny, żeby lepiej zobaczyć siebie. Czuję bijące od siebie zmęczenie, które rośnie z każdą chwilą. Spoglądam na nawigację. Do celu podróży pozostało 27 minut. Gdzieś na horyzoncie pojawiają się światła. Bardzo chce mi się pić. Widzę jak tamten ja patrzy na podłogę, gdzie leżą puszki coli. Bierze jedną i potrząsa. Niestety pusta. Ja widzę, że one wszystkie są otwarte i puste. Niektóre nawet zgniecione. Tamten ja podnosi kolejną, potrząsa, porzuca i sięga po następną. Wszystkie są przecież puste! Krzyczę do niego, że nic w nich już nie ma i żebym patrzył na drogę, bo światło z naprzeciwka robi się coraz mocniejsze. Wreszcie zupełnie mnie oślepia. Bardzo chce mi się pić.

***

Lecę nad świeżo wybudowaną autostradą. Nie jedzie jednak po niej nic. Żaden autobus, samochód czy ciężarówka. Jest widno i spokojnie. Nie chce mi się pić, a napięcie i nerwy gdzieś odpłynęły. Staram się przypomnieć sobie jak tu trafiłem. Jak dawno temu wróciłem do domu i kiedy będę musiał wracać do Krakowa. Powoli sobie uświadamiam, że to wszystko nie jest realne. Czy śnię? Na pewno śnię skoro utrzymuje się w powietrzu. Przelatuje gdzieś nad Gdańskiem. Staram się sobie przypomnieć skąd się tu wziąłem. Im bardziej się skupiam, tym bardziej czuję jak powietrze zaczyna drżeć. Skąd się tu wziąłem. Przypominam sobie, że S7 nad którą leciałem, nie została przecież jeszcze wybudowana. Prace trwają, ale coś je wstrzymało. Jakiś wypadek. Mój wypadek? Powietrze drży. Przypominam sobie tira, drugiego tira, 27 minut. Światła. Noc. Chce mi się pić. Zaczynam spadać. Nie ma coli. Ktoś płacze. Tracę kontrolę. Niebo ciemnieje. Zaraz roztrzaskam się o drogę. 

***

Jadę moją toyotą. Do domu został już tylko kawałek. Mam tylko nadzieję, że przebudowywana S7 nie jest zakorkowana. Jest noc, więc pewnie nie, ale to różnie bywa. Jestem już zmęczony po sześciu godzinach jazdy. Na szczęście nawigacja pokazuje, że zostało tylko 27 minut do domu. Przede mną wlecze się jakiś tir już od półgodziny. Wychylam się lekko do osi jezdni. Nie widać, żeby coś jechało z na przeciwka. Dobra, wyprzedzam. Redukuję do czwartego biegu i gaz do dechy. Wyprzedzam powoli ciężarówkę. Spoglądam na nią. Jest czerwona z wesołym brodatym Mikołajem na środku. Oh, to jest przecież ta słynna ciężarówka z colą. Wyprzedzam ją spokojnie. Wciąż spoglądając na symbol świąt. Odwracam głowę i widzę, że gdzieś tam przede mną mrugają światła. Dziwne. Przecież jest to droga dwupasmowa i dwujezdniowa. A gdzież tam! Musiałem przeoczyć znaki! Przypominam sobie, że remont nie został jeszcze zakończony i w niektórych miejscach ruch w obie strony postępuje na jednej jezdni. Nie panikuję. Dodaje jeszcze gazu, żeby czym prędzej wrócić na swój pas. Gdy mijam już kabinę kierowcy, zauważam że tuż przed tą ciężarówką jest następna. Nie mam szans się zmieścić. Błysk. 

***

Znów gdzieś dryfuję w ciemności. Czas nie płynie. Nie czuje nic. Nic nie słyszę. Sprawdzam czy jestem cały. Na szczęście wszystko mam na miejscu. W kieszeni znajduję telefon. Wyjmuję go i okazuje, że działa. Sprawdzam czy ktoś do mnie dzwonił. Nikt. Ja próbuje zadzwonić. Nikt nie odbiera. Próbuję szczęścia w internecie. O dziwo działa. Wchodzę na WP. Jest informacja o karambolu na S7. Tuż przed Gdańskiem. To o mnie. Wypadek. Samochód osobowy marki Toyota zderzył się z trzema ciężarówkami. Aż z trzema? No tak pewnie odbiłem się od tej z na przeciwka, a potem od dwóch pozostałych. Umarłem? Czytam dalej. Kierowca Toyoty jest w śpiączce farmakologicznej. Przeżyję? Rozejrzałem się po pustce i ciemności. A więc tak to jest być w śpiączce. Ciekawe czy jest jakiś sposób komunikacji ze światem w tym stanie. W sumie internet tu działa. Warto spróbować. Niestety nikt na na żadnym z portali mi nie odpowiada. Może opowiem moją historię i umieszczę na jakimś forum. Tak też zrobiłem ale i tak mi nikt nie odpisał, bo nie ma tu gdzie jestem czasu. Wreszcie wstawiam to na stronę fantastyka.pl może komuś już kiedyś coś takiego się przydarzyło i powie mi jak opuścić ten czyściec. 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

DruzusieMagnusie, kropka w tytule jest zbędna. Usuń ją.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł sam w sobie jest w porządku, ale jest problem z zapisem dialogów, interpunkcją, literówkami, zmianą czasu. Nie czyta się lekko.

OK, jest jakiś pomysł. A przynajmniej twórcze modyfikacje śpiączki.

Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób początek tekstu wiąże się z końcem.

Słabo z wykonaniem. Interpunkcja kuleje, rój literówek i sporo innych błędów. Brak wielu spacji przy myślnikach.

Z resztą już byłam na rozmowie w konkurencji.

Z resztą czego? Jest różnica między “z resztą” a “zresztą”.

-Eee tam, to tylko 27 minut

W beletrystyce liczby raczej piszemy słownie, a w dialogach obowiązkowo.

potem ubrał buty i wyszedł.

Butów ani ubrań się nie ubiera.

-Chce Pani, mapę drogową Polski, Europy czy Gdańska ?

Spacja po myślniku, a za to nie przed pytajnikiem. W dialogach ty, twój, pan itp. piszemy małą literą. Tylko w listach dużą.

Babska logika rządzi!

Pomysł jakiś jest, choć ciężko powiedzieć, do czego mają prowadzić kolejne projekcje i przebłyski świadomości bohatera.

Wykonanie jednak zabija jakikolwiek pomysł, jaki tu się znajduje. Bardzo ciężko się to czyta przez brak interpunkcji czy literówki. Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarze, miałem nadzieję, że ktoś mnie tutaj uratuje ze snu :) Co do tekstu to przyznaje, że wrzuciłem go na gorąco, stąd te wszystkie błędy. Dlaczego tak zrobiłem? A bo to wszystko jest prawdziwy sen, który mi się wczoraj przyśnił. No może go lekko zmodyfikowałem, bo poziom absurdu byłby trochę większy. Generalnie, zdaje sobie sprawę, że łatwo się tego nie czyta, bo i mnie nie było łatwo w tym śnie. 

W zanadrzu mam jeszcze dwa inne teksty, które się tutaj niedługo pojawią (jeden jest na betaliście, drugi sam wykańczam). 

Pozdrawiam

Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą

Znaczy, miałeś nadzieję na kubeł zimnej wody? ;-)

Babska logika rządzi!

Miałem nadzieję, że ktoś mnie obudzi :)

Wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe. Goethe

Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą

Wyjątkowo nie lubię opowiadań traktujących o cudzych snach, a tu w dodatku musiałam brnąć przez gąszcz fatalnie napisanych zdań.

No cóż, pozostaję przy nadziei, że Twoje kolejne opowiadania będą ciekawsze i znacznie lepiej napisane.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli to czytasz, to dalej jesteś w śpiączce. Próbujemy Cię obudzić.

 

 

Tak jak Reg, nie przepadam za sennymi opowieściami. Nie będę oryginalny – mimo mojej sennej awersji nawet ciekawe się zapowiadało, ale wykonanie zarżnęło tekst.

Zobaczymy jak będzie z następnymi kawałkami. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Rzeczywiście, zapowiadało się ciekawie, tekst wzbudził zainteresowanie. Wykonanie, oczywiście, nie jest najlepsze, ale czytając, przykrości nie doznawałem, więc w sumie okej. 

Pod koniec napięcie zeszło, może po prostu nie przemówił do mnie pomysł. Też nie lubię oniryzmu, nawet w tak łagodnej formie. 

Ogólnie jednak, drogi Autorze, rokujesz. 

Pozdrawiam

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nowa Fantastyka