- Opowiadanie: Tirius_Voxen - Global Calypso Corp. - L053 cz.1

Global Calypso Corp. - L053 cz.1

Oceny

Global Calypso Corp. - L053 cz.1

 

 

Cokolwiek robisz, myśl o Calypso.

– Przysłowie Korporacji nr 134.

 

Dźwięk mixcoffhera wyrwał Martina z rozmyślań. Wcisnął przycisk odpowiedzialny za zwolnienie blokady i uwolnił gorący kubek izokawy. Pierwszy łyk, idealna. Wychodząc z pomieszczenia socjalnego zabrał także dysk z mikrodanymi z wczoraj. Idąc w kierunku swojego stanowiska, minął dział Analiz. Miał szczerą nadzieję, że uda mu się minąć…

 

– Hej, Martinie! – Harolda Goldmana. Najbardziej irytującego i wścibskiego analityka danych w Korporacji. Martin często ilekroć zetknął  się z tym człowiekiem, przychodziło mu na myśl: jakim cudem przeszedł rekrutację. Ba, jak to możliwe, że nie zrezygnowali z niego po rozmowie wstępnej?

 

– Cześć, Harlodzie… jak tam statystyki? – zapytał udając entuzjazm.

 

– Ha, ha! Martinie! Żebyś ty widział co się wczoraj wydarzyło! Podczas zebrania, kiedy zdawaliśmy raporty, zauważyłem dziwną anomalię. Bo widzisz, w trzecim kwartale ubiegłego roku mieliśmy wzrost przetworzonych danych o czterdzieści procent!

 

– No widzisz, to ciekawe. Ciężka praca przez miesiące popłaca, co nie?

 

– Ależ nie! Wyobraź sobie, że ten wzrost nastąpił nagle, w ciągu jednego dnia! A dokładniej mówiąc… w ciągu trzydziestu minut od rozpoczęcia pracy przez wasz dział.

 

– Co takiego? – tutaj Martin juz nie musiał udawać emocji i zaangażowania w rozmowę z nieprzyjemnym kolegą. – Przecież to niewykonalne. Jak moglibyśmy niby tego dokonać. Zgodnie z procedurami, przez pierwszą godzinę przepisujemy wasze dane raportowe, które nic nie wnoszą do wyników firmy. Są danymi czysto… wglądowymi.

– No właśnie, mnie też to zastanawia, kolego.

 

– Martin Yelton, Yelton do zastępcy działu. Martin Yelton wzywany do Pana Fishera. Powtarzam…

 

– Ocho… zaczyna się. – otworzył szeroko oczy, Harold, po czym poczęstował Martina przyjacielskim szturchnięciem w bark.

 

– Co? – zdziwiony Martin popatrzył na Harolda, jakby ten wiedział o czymś, o czym wiedzieć mógł tylko on.

 

– Nic takiego, ale tak właściwie a propos naszej rozmowy. Albo macie pracoholika, albo oszusta w dziale. Trzymaj się i nie daj się zjeść Fisherowi!

Przygłup. Że też takich przyjmują do Analiz, no naprawdę. Kto u nas miałby robić coś takiego? Przecież to wykracza poza nasze kompetencje. Rozwój musi być idealny, zbyt szybki zawali system. Kto był na tyle bezmyślny aby oszukiwać Dział Analiz? Każdy zna Harolda, jemu nic nie umknie. Gruby przydupas, zawsze się przyliże do kierownika Analiz i panienki od Strategii Rozwoju Danych.  

 

Odstawił kawę na swoim biurku w boksie i ruszył na koniec korytarza, gdzie znajdowało się  biuro zastępcy.  Zapukał dyskretnie dwa razy. Proszę!  Głęboki oddech i naprzód.

 

Wszedł do dużego pomieszczenia, które mogłoby się niewtajemniczonemu wydawać tak naprawdę biurem szefa działu. Fisher siedział oparty na wygodnym, czarnym fotelu wpatrzony w ekran. Wystukiwał jakąś melodyjkę, którą prawdopodobnie zna tylko on sam. Przerwał w mig i rzucił wzrokiem na Martina. Podniósł brwi, jakby ze zdziwienia lub pod wpływem głębszej analizy postury pracownika.

 

– Podejdź Martinie. Wezwałem cię, ponieważ doszły mnie słuchy od… Działu Analiz, że wykryto anomalię w pracy naszego sektora działań.

– Naprawdę? A…anomalię, jakiego rodzaju anomalię?

 

– Nie będę owijał w bawełnę i ty także nie powinieneś mnie zwodzić. Wiem wszystko, co się stało w zeszłym roku. Jeśli myślałeś, że uda ci się to ukryć to w tej chwili wszystkie twoje nadzieje skończą w próżni bezładu, do której mam zamiar cię wysłać! – wstał i oparł się rękoma na biurku z wyprostowanymi palcami.

 

– Panie Fisher, z całym szacunkiem… ale nie wiem o co chodzi.

 

– No dobrze, skoro wypierasz się swojego udziału… niech ten, kto to zgłosił opisze swoją wersję wydarzeń. Panno Glitch, proszę wezwać do mnie L053, model X-1.

 

– Tak jest, panie Fisher. – nie minęło nawet pięć minut i drzwi, którymi chwilę temu wchodził młodszy dyspozytor danych otworzyły się.

 

Do pomieszczenia weszła ona. Swoim zaprogramowanym trybem chodzenia i zachowania sylwetki. Podeszła przed biurko FIshera i odezwała się, poprzedzając swoją wypowiedź sygnałem przypominającym dźwięk gotującej się wody :

 

– L053, model X-1 zgłasza się. Oczekiwanie na instrukcje. Wydaj polecenie.

 

– Panie Fisher, co to… co maszyna robi na tym piętrze?

 

– Widzisz Martinie, L053 zarejestrowała w swojej zapasowej pamięci wewnętrznej pewną sytuację. X-1 podłącz się bezprzewodowo do projektora i odtwórz nagranie numer czterysta pięć z dnia piątego lipca, poprzedni rok. Wykonaj.

 

Projektor uruchomił się natychmiastowo i zaczął pokazywać obraz. Najpierw wyświetlił sytuację tuż po uruchomieniu systemu L053. Wykonywała wszystkie standardowe czynności do jakich została zaprogramowana.

 

– X-1, przewiń do godziny czternastej pięćdziesiąt sześć. Wykonaj.

 

– Przyjęłam, wykonuję.

 

Obraz zaczął przyśpieszać z podwójną prędkością. Martinowi udało się tylko na kilka sekund dostrzegać znajome twarze z jego działu. Wydało mu się to dziwne, bo nikt z nich nie ma dostępu do piętra maszyn, maszyny również nie mogły przebywać w biurze w celu wykonywania swoich obowiązków. Albo może raczej – zadań. Miały tylko do tego całe swoje piętro. Pieszczotliwie nazywane przez ludzi Maszynerią.

Nagle stało się coś dziwnego. L053 z podwyższonymi wskaźnikami temperatury procesora, wstaje od biurka i kieruje się w stronę Martina. W pokoju socjalnym po zamknięciu drzwi, L053 podchodzi bardzo blisko Yeltona. Wskaźniki taktowania wykraczają daleko poza normę. Spojrzenie Martina spotkało się z czytnikiem środowiska X-1. Obraz się zatrzymał.

 

– Właśnie to chciałem ci pokazać Martinie. To pierwszy taki przypadek, w którym człowiek uszkodził maszynę nie będąc tego świadom.

 

– Panie Fisher, ta sytuacja jest dla mnie… przerażająca. Nie wiem co powiedzieć. Myślałem, że chodzi o coś zupełnie innego. No nie ważne – uśmiechnął się ironicznie sam do siebie, próbując jakoś wybrnąć z własnej głupoty.

 

– To nie wszystko Yelton. Jak ty na pewno wiesz, i ja się dowiedziałem kilka chwil po obejrzeniu tego materiału – to nie jest prawda. To nie jest rzeczywistość. To nie wydarzyło się naprawdę. Zdobyłem dowody i zapis z monitoringu z tamtego dnia. Jesteś oczyszczony z tego całego zajścia. Nie ma podstaw, aby uważać to za prawdę.  Nie wiem co to było, naprawdę nie wiem. Wygląda na to, że L053 wytworzyła obraz w swojej pamięci wewnętrznej. Co ciekawe, nie tylko zrobiła z tego symulację, ale dziwacznie potraktowała to jako ważną informację. W skutek tego nie przyjmuje jej już jako zwykłej symulacji, ale normalny stan rzeczy. Zapisała to jako, zacytuję podręcznik maszynistyki: rzeczywisty, przechwycony obraz.

 

– Słucham? Ale ja nic nie zrobiłem z tego co zostało pokazane. Pierwszy raz widzę tę maszynę. Nigdy wcześniej nawet nie słyszałem jej kodu identyfikacyjnego.

 

– I tu się mylisz, połowicznie. Spotkałeś już tę maszynę. Swojego pierwszego dnia w pracy.

 

– Przepraszam ale nie przypominam sobie tego. – odparł zdezorientowany.

– Na szczęście już mnie to nie interesuje. Nie to jest teraz najważniejsze. Nie pamiętasz, trudno. Masz tylko zabrać tę kupę stali do serwisu i osobiście włożyć jej dysk programujący. NIe mogę sobie pozwolićna taki skandal dzień przed kontrolą Inspektoratu ds. przetwarzania danych. Powiadomiłem już Stevena Kaufmanna. To jeden z głównych mechaników i inżynierów, powołaj się na mnie w recepcji to od razu cię do niego skierują. Zabieraj mi to i bierz się jak najszybciej do roboty. Zanim zacznę wypytywać o co tak naprawdę się martwiłeś w trakcie naszej rozmowy…

 

– Oczywiście, Panie Fisher. L053 idziemy, znaczy… podążaj za mną X-1.

 

– Przyjęłam, wykonuję.

 

Wyszli na korytarz udając się do wkierunku winy. Szybko weszli, Martin zwlekał z naduszeniem przycisku piętra niżej. Drzwi windy zamknęły się samoczynnie z bezczynności.

 

– I co teraz, Zense? L053, X-1? Czy jak tam. Jaki masz pomysł?

 

– Myślę, że wdepnęliśmy w niezłe szambo, kochanie.

 

Koniec

Komentarze

Tiriusie, jeśli to tylko pierwsza część, a nie skończone opowiadanie, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Skrót i kropka w tytule wyglądają fatalnie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg ma rację – niedokończone kawałki wypada oznaczyć jako “fragment”. A jeszcze lepiej skończyć i dopiero wtedy publikować – niewiele osób lubi czytać początki bez końcówek.

Babska logika rządzi!

Okej. Dziękuję bardzo, dostosuję uwagi. :) 

Niechaj słowo się niesie!

Przeczytane. Ten fragment nie jest, moim zdaniem, dobrą reklamą całości utworu. Cierpi na niedostatek emocji i scenografii. Zdanie:”Drzwi zamknęły się samoczynnie z bezczynności”, to stylistyczny potworek. Tekst wymaga ponownego przemyślenia. Pozdrawiam ciepło, sugerując trening literacki polegający na dużej ilości przeczytanych dobrych lektur, niekoniecznie z dziedziny science fiction. Doradzam mniej fascynacji techniką, cybernetyką, informatyką, a większe skupienie się na literackim warsztacie. Jednak biorąc pod uwagę młody wiek autora, wszystko jeszcze przed nim.

Karolino, a skąd wiemy, czy wiek podany przez autora jest prawdziwy? :)

 

“tutaj Martin juz nie musiał udawać emocji(…)” → W jakim celu użyłeś słowa ‘tutaj”? Nie jest to przecież ani raport, ani pamiętnik, film komediowy tym bardziej. Moim zdaniem słowo jest zupełnie zbędne. Secundo, powinieneś zacząć zdanie z wielkiej litery.

 

“Jak moglibyśmy niby tego dokonać.” – To jest pytanie, a więc pytajnik zamiast kropki.

 

“– Ocho… zaczyna się. – otworzył szeroko oczy, Harold,” → Co się tu zadziało? :) “Harold otworzył szeroko oczy”

 

“(…)jakby ten wiedział o czymś, o czym wiedzieć mógł tylko on.”

 

“​Proszę!”  – To wygląda jakby narrator to sobie pomyślał. Sugerowałabym zapisać to w formie dialogu.

 

“Wystukiwał jakąś melodyjkę, którą prawdopodobnie zna tylko on sam.” – Mieszasz czas przeszły z teraźniejszym.

 

“Podeszła przed biurko FIshera” – Fishera

 

“– Właśnie to chciałem ci pokazać Martinie. To pierwszy taki przypadek, w którym człowiek uszkodził maszynę nie będąc tego świadom.” → Przecinki przed ‘Martinie’ i przed ‘nie będąc’.

 

“No nie ważne – uśmiechnął się ironicznie sam do siebie, próbując jakoś wybrnąć z własnej głupoty.” – Zakończ wypowiedź kropką, a kolejne zdanie zacznij z wielkiej litery. To “no nie ważne” jest IMO niepotrzebne, bo wiadomo, o co chodzi.

 

“– To nie wszystko Yelton.” – Przecinek przed ‘Yelton’.

 

“– Przepraszam ale nie przypominam sobie tego. – odparł zdezorientowany.” → “– Przepraszam, ale nie przypominam sobie tego – odparł zdezorientowany.”

 

“pozwolićna”

 

“Inspektoratu ds. przetwarzania danych” → Człowiek o tym mówi, a więc nie używa skrótów, tylko pełnej nazwy.

 

“To jeden z głównych mechaników i inżynierów, powołaj się na mnie w recepcji to od razu cię do niego skierują.” –> IMO powinieneś rozbić to zdanie na co najmniej dwa mniejsze.

 

“Martin zwlekał z naduszeniem” – Z czym?

 

 

Nie jest dobrze, Autorze, masz spory problem z interpunkcją i poprawnym zapisem wypowiedzi. Jeśli to niewiedza, poszperaj trochę w internetowych podręcznikach albo pokieruj się pierwszą lepszą książką. Stylistycznie również przeciętnie. Zdania typu “wszystkie twoje nadzieje skończą w próżni bezładu” wywołują u mnie drgawki. Starasz się zmieszać patetyczność z naukową terminologią, usiłując dodatkowo wprowadzić tu luzacki styl, który kopletnie nie daje rady.

 

Fabularnie mnie nie porwało. Koleś zostaje wezwany do szefa na dywanik. Szef oświadcza, że rozmowa mu się znudziła i właściwie już go nie interesuje. Wszyscy idą w swoją stronę. Jeśli chodzi o uświadomioną sztuczną inteligencję, to było już często i gęsto, także bez oryginalnego pomysłu tekst nie będzie ani przełomowy, ani ciekawy.

 

Pozdrawiam!

Spodobał mi się tytuł, taki cybernetyczny. :) Treść już trochę mniej, nie znaczy, że się nie podobało, powiedzmy gdzieś tak po środku. Sporo racji ma Karolina, wiesz, temat mielony już wiele razy. Sama fabuła też niezbyt zjawiskowa, dialogi wypadają całkiem dobrze i chyba to najbardziej przypadło mi do gustu.

To Twoje pierwsze opko tutaj, nic też nie komentowałeś. Jak masz ambicje dalej pisać i coś tam osiągnąć, na przykład kilka zachwytów w komentarzach. To warto przeczytać kilka wyróżnionych opowiadań na tym portalu. Będziesz wiedział, z czym się trzeba zmierzyć. ;)

Pozdrawiam.

Przecinki, dialogi, masz trochę pracy przed sobą. Ale pomysł fajny, ciekawe, co będzie dalej.

Nowa Fantastyka