- Opowiadanie: Finkla - Boska szkoła

Boska szkoła

Wiem, że w mitologii nic podobnego nie miało i nie mogło mieć miejsca, bo niektórzy bohaterowie pochodzili z rodzin patologicznych i mieli całkiem inne, zrąbane dzieciństwo.

 

PS To mój pięćdziesiąty tekst w Bibliotece. Serdecznie dziękuję wszystkim klikającym. :-)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Boska szkoła

Prolog

 

Drysa tanecznym krokiem biegła na polankę. Nawet nie próbowała okiełznać radości. Gdzie stopy driady dotknęły trawy, tam rozkwitały konwalie. Już za króciutką chwileczkę miała spotkać się z Ameleosem, silnym i wysokim niczym cedr. Jeszcze dwa zakręty ścieżki i zobaczy płaski głaz nad strumykiem, niemego świadka ich schadzek. Gaj cieszył się razem z nią; szumiał radośnie, a zioła pachniały w słońcu.

Dziewczyna nie wiedziała, że Ameleos wraz z kolegami ciągle świętował sprzedaż stada owiec należącego do przyjaciela, a w kraterze ozdobionym sceną polowania na dziki zostało jeszcze sporo wina wymieszanego z wodą.

Zamiast kochanka na polance czekał koźlonogi satyr, również podpity. Drysa niemal wpadła na niego, wybiegając zza rozrośniętego krzewu ligustru.

– Dokąd tak ci spieszno, moja śliczna? – Satyr wyciągnął rękę, aby chwycić nimfę.

– Nie twoja, lubieżniku!

Rozpędzona driada odskoczyła w ostatniej chwili i przebiegła obok leśnego bożka tylko po to, by uświadomić sobie, że znalazła się w pułapce. Wody strumyka, dotychczas płytkie, krystalicznie czyste i umilające szmerem spotkania z lubym, teraz, posłuszne woli satyra, wezbrały i toczyły się z hukiem.

– Zaraz będziesz moja, pięknotko! – Koźlonogi szeroko rozłożył łapska i krok za krokiem spychał nimfę w stronę brzegu.

– Ameleosie! Gdzie jesteś?!

– Ależ nie krzycz tak, nikogo więcej tu nie potrzebujemy, skarbie. Ja sam dogodzę ci jak nikt wcześniej!

Drysa nie miała już dokąd uciekać – krople wzburzonej wody bez przerwy chlapały jej na nogi, mogła się już tylko odchylić.

– O tak! Jak podniecająco wyglądasz w przemoczonym peplosie! – Satyr pożądliwie oblizał wargi. – Chodź do mnie! – Jedną ręką złapał nimfę za ramię, drugą zerwał fibule wraz ze strzępkami wełny i wrzucił do potoku, aby zacisnąć łapsko na oswobodzonej piersi.

Po chwili naga driada znalazła się na płaskim głazie, o którym jeszcze tak niedawno myślała. Wiła się, gryzła i drapała, ale napastnik był o wiele silniejszy. Miała nadzieję, że przeciągnie walkę aż do nadejścia ukochanego, jednak satyr wygrywał zbyt szybko. Już czuła, jak cuchnący skwaśniałym winem oddech porusza jej włosy na skroni. Nawet winorośl z wieńca gwałciciela wydawała się szorstka i obrzydliwa w dotyku, a co dopiero porośnięta kozią sierścią noga wpychająca się między alabastrowo gładkie uda. I wielkie prawie jak u Priapa przyrodzenie, wciskające się jeszcze głębiej.

Drysa zamknęła oczy. Artemido, dziewicza bogini lasów, moja pani i opiekunko – modliła się bezgłośnie – błagam, wyzwól mnie od tego upokorzenia i surowo ukarz winnych.

Wielka Łowczyni wysłuchała prośby. Drysa zamieniła się w dąb, a Erynie w każdym żołędziu ukryły nieszczęścia prześladujące mężczyzn, którzy choćby pomyśleli o niewoleniu kobiet lub mimo płomiennych obietnic spóźniali się na schadzki.

 

1. Zwalczanie objawów

 

Centaur Folos skończył opowieść i rozejrzał się po grupce uczniów siedzących w dwóch kręgach na murawie. Sami chłopcy, młode boginie nie potrzebowały tej lekcji.

– No, który z was ma pomysł, jak zaradzić temu nieszczęściu?

W tym momencie Posejdon dźgnął zabawkowym trójzębem w zniekształconą nogę przycupniętego przed nim Hefajstosa, aż ten podskoczył. Folos podniósł brwi.

– Hefajstosie, rad jestem, żeś się zgłosił. Podejdź bliżej. Pojawisz się w tej opowieści jak bóg ex machina w teatrze. Możesz dla wykonania zadania użyć swoich mocy, lecz tylko raz. Gdy skończysz, klaśnij w dłonie, a powrócisz do nas. Wszystko pojąłeś? – Osiłek zrobił spłoszoną minę, którą nauczyciel wolał zinterpretować jako potwierdzenie. – W który moment mam cię przenieść?

„Ochotnik” spojrzał ze złością na Posejdona, kryjąc się przed Folosem, pokazał koledze obelżywy gest, po czym podrapał się po głowie.

– Kiedy dąb już rośnie, a satyr odszedł. Żeby w ogóle nikogo nie było w okolicy.

– Jak sobie życzysz. A wszyscy patrzcie, jak przyszły bóg ognia wykonuje zadanie. I uczcie się.

 

Hefajstos pojawił się na polanie, dokusztykał do dębu rosnącego obok potoku, przyłożył dłonie do pnia. Skoncentrował się. Roślina nagrzewała się, aż para buchała z każdej szczelinki w korze. Wreszcie drzewo zapłonęło. Pod niebo uderzył dym jak z ofiary, po lesie rozszedł się zapach spalenizny. Kulawiec dopilnował, aby ogień strawił konary, korzenie, nawet liście.

Dopiero wtedy ochłodził poparzone ręce w strumyku.

– Załatwione! – oznajmił, a potem klasnął.

Nie zauważył, że pod wpływem ciepła żołędzie błyskawicznie dojrzały. Jedne potoczyły się i ukryły się w trawie, inne pospadały do wody, aby poszukać nowych żyznych ziem. Wszystkie miały dać początek przeklętym gajom.

 

2. Droga ucieczki

 

Chłopcy, szczególnie ci starsi, chichotali z prostackiej próby Kulawca. Centaur, który doskonale wiedział, kto stał za zgłoszeniem Hefajstosa, tupnął kopytem o kawałek skały, aż iskry poszły. Wbił czarne oczy w skręcającego się ze śmiechu młodzieńca z trójzębem.

– Posejdonie, czyżbyś nie zauważył, że kolega już cię nie zasłania? Wyjaśnij wszystkim, proszę, co cię tak rozbawiło, a potem pokaż, jak sam poradzisz sobie z tym problemem.

– Nooo, przecież każdy głupek wie, że klątwy nie da się usunąć w tak banalny sposób. Lepiej zapobiec jej rzuceniu. – Nauczyciel z powagą pokiwał głową, pogładził się po brodzie. – Chcę się znaleźć na polanie, kiedy driada jeszcze ucieka przed satyrem.

 

Tak się stało. Posejdon zmaterializował się za plecami satyra goniącego nimfę. Natychmiast machnął trójzębem w stronę potoku. Woda posłusznie rozstąpiła się przed dziewczyną, a potem wróciła do zwyczajnej postaci i wesoło zaszemrała. Niestety, tak marna przeszkoda nie mogła powstrzymać prześladowcy.

Przyszły władca mórz próbował jeszcze kupić nimfie odrobinę czasu i spowolnić lubieżnika, ale z chłopięcym, słabym ciałem, niewiele mógł zdziałać przeciw rozpalonemu żądzą mężczyźnie. Poturbowany, wolał zaoszczędzić sobie kolejnych siniaków i widoku gwałtu, więc klasnął. Uzyskał tylko tyle, że tym razem dąb wyrósł po drugiej stronie strumyka i nieco dalej od brzegów.

 

3. Sprawiedliwe prawo

 

Koledzy nie posiadali się z radości. Szczególnie najmłodszy z trzech braci Kronidów nie szczędził drwin:

– No, Mokry, ale żeś umoczył! Przyznaj się, ciekawiło cię, jak to jest z satyrem? Wystarczyło grzecznie poprosić, buźkę masz tak gładką, że może i który by się skusił na cudnego efeba.

– Takiś cwany, Iskierka? To może pokażesz nam wszystkim, jak to się robi?

– A żebyś wiedział, że pokażę! – Chłopak zerwał się na równe nogi. – Folosie, teraz ja!

– Jak sobie życzysz, Zeusie. W którym momencie chcesz się pojawić?

– Czekaj. Przede wszystkim, dzięki pokazowi Mok… dostojnego Posejdona Seismosa, chciałem powiedzieć, wiemy już, że satyr nie lęka się chłopców. Chcę się tam pojawić w mojej dorosłej postaci. Pragnę wyglądać tak, jak wtedy, gdy już Mojry doprzędą moją nić do momentu zajęcia tronu.

– Dobrze, Zeusie, tak się stanie. Wiesz, że w ten sposób wykorzystujesz swój limit zużycia boskiej mocy? – Uczeń potwierdził kiwnięciem. – Która część historii nieszczęsnej nimfy?

– Tuż po tym, jak ten koźlonogi lubieżnik rzucił ją na kamień.

 

Zeus pojawił się za plecami satyra siłującego się z dziewczyną. Specjalnie wybrał tę chwilę. Driada była nawet niebrzydka, a kogo uzna za bohaterskiego wybawcę, no kogo? Teraz, z kolegami wraz z nauczycielem śledzącymi każdy ruch, nie dało się odpowiednio spożytkować tego doskonałego wrażenia, ale potem, choćby i po osiągnięciu obecnego wyglądu… A ten mógł się spodobać młodziutkiej nimfie: bujna siwa broda, nagi umięśniony tors, szata w majestatycznych fałdach spływająca od bioder do złoconych sandałów. W lewej ręce Egida, w drugiej pęk piorunów, na głowie diadem władcy. Wszystko w jak najlepszym porządku, czas działać.

– Stój, satyrze!

Zeus od razu zorientował się, że Folos z niego zakpił albo po prostu wykorzystał brak precyzji w wypowiedzi: spośród splotów męskiej brody wydobywał się nie głos potężniejszy od grzmotu, lecz piskliwy chłopięcy falset. Gwałciciel nawet nie oderwał oczu od swojej ofiary. Było jednak za późno, aby się wycofać, więc Kronida, czując, jak zdradziecki żar wypełza mu na policzki, wygłaszał dalszą część przemówienia:

– Ja, Zeus Horkios, władca nieba i ziemi, bogów oraz śmiertelnych, nakazuję ci zaprzestać niewolenia tej biednej panny! Gwałt jest wbrew memu prawu i naturze, więc ścigać cię będą Erynie oraz ja.

W odpowiedzi przyszły Gromowładny doczekał się tylko kopniaka w piszczel, który omal nie przewrócił go na trawę i kamienie, oraz wysapanych słów:

– Nie przeszkadzaj, chłystku. Za małyś jeszcze na te rzeczy.

 

4. Brutalna siła

 

Chłopcy klepali się po udach i łapali za boki z radości. Piskliwym parodiom przemowy Zeusa nie było końca. Wreszcie wśród śmiechów rozbrzmiał ochrypły głos:

– Pokażę wam, dziewczynki, jak te sprawy załatwiają mężczyźni. Folosie, teraz moja kolej. Czas skończyć tę farsę.

– Dobrze, Aresie, do której chwili cię przenieść?

– Tuż po tym, kiedy dziewczyna zamieniła się w drzewo. Dosyć mam pisków, nie zniósłbym tej nimfy w kobiecej postaci. Aha, chcę, żeby satyr jeszcze nie odszedł.

 

Tak się stało. Ares pojawił się na polanie, gdy gwałciciel, zaskoczony nagłą szorstkością, jeszcze obłapiał wyrosły w jednej chwili dąb. Przyszły bóg wojny podszedł do niego bezszelestnie. Uderzył głowicą miecza w skroń, lecz na tyle słabo, aby nie zabić lubieżnika. Dziecinny oręż był lekki i niezbyt ostry, ale do wypełnienia zamysłów okrutnego młodzieńca nadawał się znakomicie.

Ares rozciągnął nieprzytomnego przeciwnika na trawie pod nimfą zamienioną w drzewo, zerwał z wroga szaty i podarł je na szerokie paski. Wyłamał z gałęzi pobliskiego grabu cztery kołki. Pomagając sobie kamieniami, wbił głęboko w ziemię, a potem zaimprowizowanymi rzemieniami przywiązał do palików ręce i nogi satyra.

Odsapnął z uśmiechem i zwolnił ruchy – teraz już jeniec nie mógł mu uciec. Nabrał w dłonie wody ze strumienia i chlusnął w kosmaty pysk koźlonogiego. Ten zamrugał oczyma, szarpnął się w więzach i krzyknął zaskoczony.

A potem Ares tępym mieczem obdarł satyra ze skóry. Zaczął od wciąż sterczącego ogromnego przyrodzenia. Wyrzezane z kozio-ludzkiego ciała strzępy rzucał w kierunku pnia. Od czasu do czasu zlizywał krople juchy z palców.

Kiedy już bardziej zwierzęce niż ludzkie wrzaski torturowanego ucichły, rozradowany chłopak wytarł zakrwawione ręce w liście dębu i ogłosił:

– Driado! Twój wróg został ukarany, jesteś godnie pomszczona. Niech twoje liście i korzenie nasycą się satyrzą posoką. Nie ma już potrzeby, aby przeklętymi żołędziami szkodzić innym mężom.

Następnie wojowniczy bóg klasnął w dłonie wciąż brunatne od zasychającej krwi.

 

5. Moc piękna

 

Kiedy Ares wrócił do kolegów, nikt się nie śmiał. Nauczyciel grzebał tylnym kopytem w ziemi. Chłopcy odwracali pobladłe twarze. Odór krwi i strachu otaczał Aresa jak muchy ścierwo. Tylko oblicze centaura nie przybrało maski odrazy. Przyszły bóg wojny zastanowił się przez moment, czym mógłby zaskoczyć wychowawcę, skoro nie zrobiło na nim wrażenia obdzieranie żywcem ze skóry bezbronnego przeciwnika.

– I jak ci się to spodobało, Folosie? – zapytał z dumą.

– Niestety, twój plan nie zadziałał. Krew wypita przez drzewo tylko sprawiła, że przeklęte żołędzie popychały mężów do dalszego jej rozlewu.

– Uch, chyba oszalałeś, Czerwieniolubny! – burknął złotowłosy efeb z lirą. – Mam pomysł, który powinien nie tylko rozwiązać problem driady, ale i zatrzeć przykre wrażenia po tym rzeźniku. Folosie, poślij teraz mnie! Czasu już zakończyć tę sprawę i zająć się przyjemniejszymi kwestiami.

– Stanie się wedle twojego życzenia, Apollo. Którą chwilę w historii wybrałeś?

– Zanim nimfa wejdzie na polanę i zobaczy satyra.

W oczach centaura coś błysnęło.

 

Pierwsze co zrobił Apollo, to schował się za gęstym krzewem tamaryszku, aby nie dostrzegła go ani dziewczyna, ani jej prześladowca. Chłopiec wykorzystał boską moc do pozornego zmienienia wyglądu satyra. Zniknęło kosmate ciało, w jego miejsce pojawiły się doskonale wyćwiczone mięśnie męża w sile wieku, lecz pozbawionego zarostu. Niedbale przerzucona przez bark chlamida raczej odsłaniała opaloną na kolor miodu skórę niż cokolwiek skrywała. Twarz budziła zachwyt harmonijnymi proporcjami, uśmiech promieniał niczym odbicie Heliosa, podbródek znamionował siłę, a złote niesforne loki jeszcze podkreślały piękno całej kompozycji. Słowem, Apollo nadał lubieżnemu stworzeniu rysy, jakimi sam miał się odznaczać w dojrzałym wieku.

Efekt bardzo spodobał się młodzieńcowi. Właściwie niewiele brakło, by efeb zakochał się w odmienionym satyrze. Z młodziutką driadą powinno pójść jeszcze prościej. Wtulił się głębiej w gałązki i zaczął cichuteńko brzdąkać na lirze, aby tym łatwiej rozpalić uczucie i skłonić struny nimfiego serca do rezonansu.

Niestety i ten plan nie wypalił. Gwałciciel pozostał gwałcicielem i mimo nowego olśniewającego wyglądu rzucił się na nadbiegającą dziewczynę w identyczny sposób jak wcześniej. Tylko ona, urzeczona męską urodą, ratowała się ucieczką chwilę później, a skutkiem tego nawet nie dotarła do wezbranego strumienia. Dąb wyrósł ledwie kilkanaście kroków od ścieżki, którą przybyła pląsająca driada. W modlitwie do Artemidy dodatkowo poprosiła o karę dla mężczyzn wykorzystujących piękno własnego ciała do unieszczęśliwiania kobiet.

 

6. Czar kłamstw

 

Gdy Apollo wrócił do kolegów, powitała go kolejna porcja kpin:

– Co, Jasny, nie jesteś taki śliczny, jak ci się wydawało? Panienki na ciebie nie lecą, porażka, chłopie… Ale przyznaj się, że za tym krzaczorem to trzepnąłeś gruchę na widok swojego boskiego ja!

Tymczasem chłopiec w dziwnej czapce podszedł do centaura. Poruszał się dość sztywno, drobił, niekiedy szedł w bok na podobieństwo kraba. Za to skrzydełka przy jego butach i kapeluszu tłukły powietrze, aż furczało.

– Folosie, teraz ja chcę spróbować swoich sił.

– Dobrze, Hermesie. Którą chwilę sobie upatrzyłeś?

– Przede wszystkim nie chcę pojawić się na polanie, tylko w pobliżu Artemidy, ale tak, żeby mnie nie ujrzała od razu. Na początku tej całej historii, kiedy nimfa dopiero biegnie na polanę.

– Jak sobie życzysz, chłopcze.

Wydrwiony Apollo ze spuszczoną głową wrócił na swoje miejsce, zaczął się niepewnie rozglądać.

– Hej, azaliż nie widział kto mojego łuku? Folosie, zaczekaj! Hermes, ty gnoju! Poćwiartuję cię!!!

Ale przyszły bóg kupców i złodziei już zniknął.

 

Pojawił się również w lesie, lecz innym, mroczniejszym i gęstszym. Czyli Artemida polowała. I bardzo dobrze. Hermes przede wszystkim przybrał wygląd Apolla, nie zapominając o dostosowaniu również głosu (po co powtarzać błędy Iskierki?). Później założył cięciwę na skradziony łuk. Dopiero wtedy zaczął się rozglądać za boginią łowów i nasłuchiwać ujadania ogarów.

– Och! Czyżbyś też wybrała się na łowy, najdroższa siostro?

– Uwielbiam to robić. A co skłoniło ciebie do odwiedzenia kniei?

– Wyobraź sobie, o pani zwierząt, że wpadł mi w ręce łuk, którym posługiwałem się w dzieciństwie. Zastanawiam się, jak mogłem niegdyś strzelać z tej zabawki…

– Pokaż! – Hermes z uśmiechem wręczył przedmiot przyrodniej siostrze. – Bardzo dobrze się zachował, wcale nie widać po nim upływu lat. To aż dziwne… – Artemida z uwagą oglądała niewielki łuk.

– Założyłem nową cięciwę. Ale i tak źle mi się go trzyma, wyrosłem z niego…

– Nie narzekaj, bracie, jak na dziecinny oręż to doskonała broń.

– Masz drobniejsze dłonie. Spróbuj w coś wycelować, ja bez przerwy pudłuję…

– Czekaj!

– Co się stało?

– Ktoś się do mnie modli!

– Och, daj spokój. Zawracają ci głowę bez chwili przerwy. A to ruszają na łowy, a to kotka się koci, a to kura jajo znosi… Zasługujesz przecież na odrobinę wytchnienia i godnej ciebie rozrywki.

Akurat w tej chwili jeden z psów buszujących w pobliżu wypłoszył kilka kaczek.

– Jeśli ustrzelisz choć jednego z tych ptaków z dziecinnego łuku, podaruję ci go na pamiątkę!

Artemidzie nie trzeba było dwa razy powtarzać, błyskawicznie przyciągnęła cięciwę do policzka. Nim kaczki odleciały za drzewa, zdążyła wypuścić dwie strzały, obie celne.

– Obiecałem, łuk jest twój, słodka siostro. No, czas już na mnie. Bez broni, choćby zabawkowej, nie mam tu nic do roboty. Do zobaczenia, pani zwierząt. – Skłonił się dwornie, klasnął i zniknął.

 

W innym lesie, na polanie, u stóp płaskiego głazu leżała skulona driada i łkała. Porzucona przez kochanka, gwałciciela i opiekunkę. Dąb nie wyrósł.

 

Epilog

 

Powracającego Hermesa powitał huragan oklasków. Chłopcy wiwatowali, gwizdali i wrzeszczeli, a młody bóg kłaniał się, wdzięcznie wywijając miniaturowym kaduceuszem. Tylko Apollo nie przyłączył się do gratulacji, lecz chmurnie obmyślał zemstę za ukochany łuk.

Folos stał na uboczu i patrzył w słońce, które już niemal dotykało górskich szczytów.

– Hefajstosie, Posejdonie, Zeusie, Aresie, Apollo i Hermesie, zostańcie, chciałbym z wami porozmawiać. Pozostali swoją szansę na zmierzenie się z problemem dostaną nazajutrz, a teraz mogą iść na wieczerzę.

Spuszczeni ze smyczy uczniacy pognali w stronę andronu. Burczące żołądki popędzały ich skuteczniej niż bat osła.

Dopiero kiedy ucichł tupot stóp, centaur zwrócił się do pozostałych sześciu:

– Rozczarowaliście mnie. Żaden z was nie wykonał zadania. Większość, jeśli nie wszyscy, w ogóle nie zorientowała się, na czym polega problem. Zamiast wieczerzać, pójdziecie przygotować opał na jutro. Rąbiąc i nosząc drewno, zastanówcie się, na czym polegał wasz błąd. Czy ktoś w ogóle pamięta, jak ta driada miała na imię?

Koniec

Komentarze

Fajne. Już wiem, skąd biorą się mity greckie. Od Finkli.

Parandowski by lepiej tego nie opisał, Graves ciekawiej by nie przedstawił. 

“Centaur […] tupnął kopytem o kawałek skały, aż iskry poszły” – czy centaur był podkuty? Chyba tylko wówczas poleciałyby iskry. Chociaż… kto ich tam wie.

Dziękuję, Corneliusie. ;-)

To niezupełnie tak, jestem młodsza od mitów greckich. O wiele wieków. ;-)

Nie wiem, czy był podkuty, nigdy żadnemu centaurowi pod nogi ani w zęby nie zaglądałam, ale osobiście sądzę, że nie był. Jednak w porównaniu z ich innymi cudami, krzesanie iskier to malutka porcja wina.

Babska logika rządzi!

Bardzo spodobał mi się tekst. Tematyka i wykonanie. Nie mam za bardzo nad czym się rozpisywać, wszystko jest tutaj na miejscu. Pomysł bardzo dobry, rozpoczęcie od razu wciąga w akcję; napisane, że samo się czyta, a ciężka i poważna tematyka została podana w przyjemny i lekkostrawny sposób. Brawa dla tej pani. 

Dziękuję, Rosebelle. :-)

<Kłania się, wdzięcznie wymachując kaduceuszem. ;-)>

Miło, że Ci się spodobało i to aż tyle rzeczy. No to teraz czekamy na jakiegoś Folosa, aż mi da po głowie.

Babska logika rządzi!

No ładnie napisane, Finklo, ale boskiej genealogii będę się czepiał.

Czyimi dziećmi byli: Ares, Apollo, Hefajstos, Hermes i Artemida?

Dzięki, Coboldzie. :-)

No, masz rację – kumpla z klasy. Po namyśle dodałam disclaimer do przedmowy, zapewne się nie załapałeś.

Podobali mi się jako bohaterowie, więc genealogię zlekceważyłam. Zawsze mogę się upierać, że szkoła została zorganizowania gdzieś poza czasem. Kronos nie takie rzeczy potrafiłby załatwić. Tylko to akurat nie był najlepszy przykład, jako ojciec facet wyjątkowo słabo się sprawdzał…

Babska logika rządzi!

Wystarczyło wyrzucić tatusia, a stryjka zostawić jako wiecznego drugorocznego…

Nie wystarczyło – toż tatuś poznał braci dopiero, kiedy był dorosły. Nie mogli chodzić razem do szkoły. Doszłam do wniosku, że jak już grzeszyć, to na całego. ;-)

Babska logika rządzi!

A spróbuj mi jeszcze kiedyś wytknąć jakąś naukową nieścisłość w SF! ;)

Pewnie spróbuję, skoro grzecznie prosisz. ;-)

Żeby nie było – doceniam wkład. Ale przy zachowaniu ich poplątanej genealogii, z opowieści niewiele by zostało…

Babska logika rządzi!

Przy okazji, skąd Drysa (ja pamiętam imię)?

Od rzeki Dryssy?

Nie. Od dębu po grecku (drys). Tylko nie mów nikomu!

I brawo Ty!

Babska logika rządzi!

Świetny tekst. Sam początek niebyt mnie zachęcił, ale gdy się już wczytałem, to zrozumiałem jakie jest jego zadanie. Za stworzenie tak dobrego i wciągającego klimatu, dostajesz ode mnie piąteczkę z plusem.

Kiedyś dostanę Nobla.

Dziękuję, Borowiku. :-)

Cieszę się, że klimat przypadł do gustu. Zazwyczaj mam z tym elementem problemy. Ech, trzeba gwałtu, żeby się udało. ;-/

Babska logika rządzi!

Aaa… A wiec to taka przypowieść w greckich klimatach, o tym, że faceci są z zasady samolubni i androcentryczni, że zapobieżenie tragedii według takich, to niedopuszczenie do wyrośnięcia antymęskich gajów, a nie pomoc biednej driadzie (chociaż Zeus i Posejdon byli chyba najblizej)… I w sumie racja, jak bum cyk cyk :-) 

A przyczepić sie właściwie nie mam do czego. Sprawnie napisanie, czytało się bardzo dobrze. Od początku tekst zainteresował, chciało się dowiedzieć, dokąd to wszystko zmierza. Że trochę dydaktycznie? Ha, zapewne. Ale taki jest charakter przypowieści. Czy tam bajki.

Na marginesie – oczywiście, nie zapamiętałem imienia driady. Natomiast zapamiętałem imię jej kochanka – balangowicza, Ameleosa. Ciekawe.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Thargone. :-)

Nie żeby od razu wszyscy faceci, ależ skąd! Tylko bogowie. No, taki Zeus to chyba nie był czułym i delikatnym kochankiem. Jeśli dobrze pamiętam, to Europa wcale go nie chciała. Przykładnym mężem też nie był, co mi już poniekąd Cobold wytykał. No i pamiętajmy, że to jeszcze gówniarze. W tym wieku egocentryzm przychodzi naturalnie.

Imiona. A to faktycznie ciekawe. Driada ma imię krótsze i ono pojawia się w tekście aż pięć razy. A jej lubego – tylko trzy. Musisz mieć bardzo wybiórczą pamięć. ;-)

Babska logika rządzi!

Czemu żaden nie teleportował się do imprezującego kochanka i np. nie zwinął im kasy, żeby nie mieli za co pić? ;) A ogólnie, wciągnęło. Planowałam tylko zerknąć o czym to jest no i się nie oderwałam :)

Ja, podobnie jak Bellatrix, miałam tylko zerknąć i zostawić sobie na później, ale wsiąkłam i przeczytałam całość. Jak ty to robisz, że potrafisz tak zakręcić sobie czytelnika wokół palca? :)

Pomysł, wykonanie i generalnie całość bardzo mi się podobała i też się zastanawiałam czy przypadkiem któryś nie pomyśli o tym, żeby jakoś ściągnąć Ameleosa i nie dopuścić do nieszczęścia.

Podobało mi się bardzo, więc idę do biblioteki, ale zanim ktoś tam to klepnie, to pewnie tekst już sam wskoczy na właściwe miejsce. :)

 

Dzięki, Dziewczyny. :-)

 

Bella, owszem, mieli jeszcze prostsze rozwiązania. Wystarczyło przecież uprzedzić dziewczynę, żeby nie szła na polanę. No, ale większość z nich przyjmowała, że od tego są satyry, żeby uganiać się za nimfami, więc jak tak można pozbawiać faceta odrobiny przyjemności…

Cieszę się, że wciągnęło. :-)

 

AQQ, nie wiem, jak to robię. Może gładkie zdania, żeby się Czytelnik na niczym nie potykał? A może to bardzo babski tekst i nie wypada porzucić nimfy?

Inna sprawa, że ściągnięcie kochanka to nie taka prosta sprawa – knajpa nie jest za zakrętem leśnej ścieżki, trochę potrwa, zanim pijus jeden dopełznie na miejsce schadzki.

Babska logika rządzi!

Dołączam do grona usatysfakcjonowanych lekturą czytelników, którzy nie mają się czego doczepić :) Lekki i bardzo przyjemny tekst na dobry początek dnia. I od razu greccy bogowie jacyś tacy bardziej sympatyczni i bliżsi sercu się wydają… Bardzo udany pomysł. I jak zwykle u Ciebie rewelacyjne wykonanie. Pozdrawiam serdecznie i dreptam do biblioteki, jeśli jeszcze zdążę :)

No to któryś mógł nie dopuścić, żeby te owce sprzedał i nie miał co świętował :P, ale to by już sięgało zbyt daleko.

Dzięki, Katio. :-)

Fajnie, że grono usatysfakcjonowanych i niedoczepionych rośnie. :-) Taaak, dla Ciebie coś zaczynającego się od gwałtu może być lekkie, a ja dałam z siebie wszystko, co miałam obrzydliwego w warsztacie. ;-)

 

AQQ, mogli nie dopuścić do imprezki (acz istnieje ryzyko, że wtedy znalazłby się jakiś inny powód do spóźnienia ;-) ), mogli zabić satyra, udać jeszcze śliczniejszą laskę (ta, jasne, dopiero by się kumple nabijali) i odciągnąć go z tej polany, a jak się zrobi gorąco, to klasnąć… Mieli mnóstwo opcji, jak to bogowie. Ale skoncentrowali się na nieodpowiedniej rzeczy.

Babska logika rządzi!

Trudno się dziwić. Dlaczego mieliby dopuścić do tego, żeby nieszczęścia prześladowały mężczyzn, którzy choćby pomyśleli o niewoleniu kobiet.

Am… Chyba niestety masz rację :) :) :)

AQQ, No, trefne żołędzie chłopaków przeraziły znacznie bardziej niż los jakiejś tam driady. Ich w lasach mnogo…

Katiu, istnieje taka możliwość. ;-)

Babska logika rządzi!

Czemu tak?:

Kulawiec dopilnował, aby ogień strawił konary, korzenie, nawet liście.

Azaliż to nie liście palą się szybko i łatwo, a trudniej jest płomieniom korzenie strawić?

 

Udany tekst. Mi tam ratio (alter ego cobolda) nie jest takie niezbędne, może komuś kto tam te drzewa genealogiczne mityczne ogarnia. Ale ja tak się nie znam, a imiona Bogów posłużyły mi raczej jako metafora ich przywar, a i z tym miałbym problemy, gdyby mi tylko gołe imiona podać.

Choć z drugiej strony u mnie to się nagłych cudów czepiłaś, o. :D

 

Imienia nimfy nie spamiętałem, tym bardziej nie szukałem jego znaczenia.

 

Nie wiem jakie jest właściwe rozwiązanie problemu umyślone przez nauczyciela, ale mnie się wydaje, że im prościej tym skutecznej – Po prostu spróbowałbym ostrzec driadę przed tym co czekać ją może na polanie i powiedział prawdę o jej kochanku :)

 

Technicznie napisane przyjemnie dla oka, pozwala płynąć, nie miałem do czego się przyczepić.\

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dziękuję, Mytriksie. :-)

Uznałam, że liście są najmniej drzewną częścią drzewa. Zdaje się, że można z gałązki wychodować drzewko, ale z liścia już nie. Dlatego nawet one.

Problem, który wytknął Cobold, polega na tym, że ponad połowa występujących młodych bogów to synowie Zeusa (taaak, facet miał jeszcze więcej dzieci niż Ty ;-) ), więc trudno, żeby siedzieli z młodym tatkiem w jednej ławce.

No, ja uprzedzam, że chłopaki będą używać boskich mocy. A u Ciebie – leci sobie porządne SF, a tu nagle buch! cudem przez łeb. Znienacka jak czołg… Poza tym wiadomo, że lepiej widać źdźbło w cudzym o(p)ku. ;-)

Nie liczyłam, że ktokolwiek zna grekę na tyle dobrze, żeby rozpoznać to imię. Ale w sumie i o to mi chodziło, żeby nie było do niczego podobne – żadnych Kaś, Julek ani nawet Olimpii czy Lizystrat. A niech się Czytelnik na końcu zastanawia, czy sam zapamiętał. :-)

Bardzo dobrze – Ty byś driadę uratował. A oni myśleli głównie, jak się wymigać od konsekwencji.

Babska logika rządzi!

Opko właśnie dostało się do Biblioteki. Pięcioma babskimi głosami i jednym rodzynkowym Mytriksem. Pszipadek? ;-)

Dodam, że to mój 50 tekst w Bibliotece, czyli dorobiłam się tam całego regału. Tak mnie to jara, że zaraz się w przedmowie pochwalę.

Dziękuję całym setkom klikaczy. :-)

Babska logika rządzi!

Gratulacje :):):)

Dzięki. :-)

Ty też jesteś na dobrej drodze. :-)

Babska logika rządzi!

:) Bo mnie też bardzo biblioteka cieszy :)

A tekstów wstawiasz mnóstwo i dobrych. :-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję. Nie wszyscy się pewnie zgodzą, ale, przynajmniej w moim przypadku, żeby pisać lepiej muszę pisać dużo… :)

Jaka metoda działa w Twoim przypadku, takiej się trzymaj.

Babska logika rządzi!

Jestem wysuszonym winogronem!

 

No to na 50tkę najlepsze zdanie z tekstu:

 

☆ A to ruszają na łowy, a to kotka się koci, a to kura jajo znosi…

 

i taka hybryda:

 

"Chłopcy klepali się po udach i łapali za" "wielkie prawie jak u Priapa przyrodzenie"

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Juści, Mytriksie, sama skondensowana słodycz. ;-)

Miło, że się zdanko spodobało. Hermes musiał mieć gadane…

Hybryda udatna.

Skoro tak powątpiewasz we własną znajomość mitów greckich, zaczynam się zastanawiać, czy aby nie potrzebujesz wyjaśnień, jaki był zakres obowiązków Artemidy i kim właściwie był Priap. ;-)

Babska logika rządzi!

Gdybym miał opisać tekst jednym słowem, napisałbym: wciągające. Każdy z pomysłów jest równie ciekawy – ważne, że poziom nie spadał, a rozwiązanie satysfakcjonuje. Wiadomo jak to jest z takimi opowieściami – czasami autorowi nie wystarczy pary, żeby poziom każdej z historyjek był równy.

Trafne śródtytuły.

Po lekturze zastanowiło mnie trochę ostatnie zdanie, nawet krótkie googlowanie nie pomogło, dopiero komentarze rozwiały wątpliwości. Imienia niestety nie zapamiętałem, chociaż było takie proste.

Gratulacje 250 klików. Przyznaj się, że logujesz się na konta bibliotecznych Użytkowników, żeby doklikać ;) No dobra, żartuję… kawał dobrej roboty!

 

Dopiero kiedy ucichł tupot stóp, centaur zwrócił do pozostałych sześciu:

Zwrócił się?

Ty mi tu ócz moich nie mydl, że ja nie znam.

o.O

Najważniejszego znam, Dnionizosa, za nastolatka się z nim poznałem. Pozostawiał po sobie siarczanów posmak. :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dopiero kiedy ucichł tupot stóp, centaur zwrócił do pozostałych sześciu:

Zwrócił się?

Albo zjadł coś niestrawnego :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mytriksie, wtedy byłoby “zwrócił na pozostałych sześciu” :D Ale nie mówmy o tym, bo właśnie idę na kolację ;)

Dziękuję, Perruksie. :-)

 Miło, że tekst wciągnął. Nie Ciebie pierwszego. Czyżby jednak scenka seksu na początku robiła opowiadanie? ;-)

Cóż, każdy bóg ma swoje priorytety i swoje ulubione chwyty. :-) I to nie przypadek, że nie omawiałam wszystkich – z najważniejszych w ogóle nie ruszyłam Hadesa. Eros i wyżej wspomniany Dionizos pewnie uratowaliby nimfę bez żadnego wysiłku.

250 klików. Nie zapominaj o tych opkach, które utknęły gdzieś w poczekalni w połowie drogi do celu.

Nikt oprócz mnie nie wie, na jakie konta się loguję. I tak chyba musi zostać. :-)

{Edytka: ze zwróceniem racja, zaraz poprawię.}

 

Ależ, Mytriksie, sam pisałeś, że czasem samo imię nie wystarczy. Dobra, Dionka aka Bachusa kojarzysz, i możemy uznać, że to najważniejsze. A Priap to już mało znany gostek.

Babska logika rządzi!

Mytriksie, on już zbyt długo nic nie jadł, żeby móc tak szaleć. Chociaż, ciekawe, czy centaury żarły trawę… Mógłby coś podszczypnąć, kiedy uczniowie nie patrzyli. ;-)

Perruksie, smacznego. :-)

Babska logika rządzi!

Miło, że tekst wciągnął. Nie Ciebie pierwszego. Czyżby jednak scenka seksu na początku robiła opowiadanie? ;-)

Pierwsza scenka raczej nie wystarczy do kupienia czytelnika już na początku ;) Prolog udany, ale mnie na przykład bardziej zaczęły wciągać już same rozdziały (mimo że schemat z każdym kolejnym coraz bardziej się utrwalał, z większym zaciekawieniem przystępowałem do czytania kolejnego.

EDIT: Dziękuję ;)

No wiem, tak się wygłupiam. To pewnie raczej o niesprawiedliwość i chęć przekonania się, czy winny zostanie ukarany, chodzi.

Babska logika rządzi!

A Priap to już mało znany gostek.

Ale pojęcie priapizm, to już bardziej znane. ;)

No, może to prędzej… ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawe ujęcie greckich mitów, zwłaszcza bycia “sukinsynami” przez większość bóstw (a przynajmniej ja zawsze miałem takie wrażenie po czytaniu mitów). Ale niech driada się nie martwi, za jakiś czas ktoś wyrówna rachunek. Prawda, Kratosie? ;)

Muszę przyznać, że koło próby Zeusa zaczęło mi się z deczka dłużyć. Bo podskórnie wiedziałem, że i on, i potem Apollo nie podoła. Kiedy więc Hermes wykonał zadanie, było z tym związane raczej “uff, w końcu” niż jakaś inna myśl.

Podsumowując: z lekka wydłużyłaś koncert fajerwerków, ale dzięki dobremu stylowi doczytałem do końca z satysfakcją.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereManie. :-)

Taaak, bogowie zazwyczaj byli egoistycznymi sukinkotami. Faceci szczególnie. ;-)

Hmmm. Strasznie długi ten filmik. Sugerujesz, że w końcu ktoś zgwałci satyra? ;-)

Długość. No, trochę się bałam, że może wyjść ciut przydługie. Ale póki co jesteś pierwszym narzekającym.

Problem w tym, że Hermes też nie wykonał.

Babska logika rządzi!

Gdybyś opisała próby więcej niż sześciu uczniów, nie gwarantuję, że doczytałabym do końca. Boska szkoła, to opowiadanie z pomysłem i wielce kształcące, a choć mniej więcej w połowie zaczęło mnie lekko nużyć, to nie mogę powiedzieć, że lektura sprawiła mi przykrość.

 

Wiła się, gry­zła i dra­pa­ła, ale prze­ciw­nik był o wiele sil­niej­szy. –> Przeciwnik, czy raczej napastnik?

 

Ude­rzył gło­wi­cą mie­cza w głowę… –> Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :-)

Wydawało mi się, że sześć będzie dobrą liczbą. Jednak trzeba pokazać, że to nie dwóch młodych bogów patrzy na sprawę od złej strony. W statystyce trzy to żadna próba. ;-)

OK, napastnik będzie lepszy.

Coś pokombinuję z głową i głowicą.

Babska logika rządzi!

Hmmm. Strasznie długi ten filmik. Sugerujesz, że w końcu ktoś zgwałci satyra? ;-)

Raczej w okrutny sposób pozbawi życia, jak uprzednio bogów Olimpu ;)

Problem w tym, że Hermes też nie wykonał.

No właśnie też tak coś czułem i komentarz centaura to tylko potwierdził. Natomiast miałem odczucie “wykonania”, bo był ostatni po n-tej próbie. I też jestem zawiedziony, że nikt nie pobiegł po Ameleosa albo mu przypomniał z kim to ma się spotkać :) Ech, czego to oni dzisiaj uczą w szkołach.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bogowie podobno są nieśmiertelni. Ale kto ich tam wie…

Odczucie, że Hermes wykonał zadanie. Jemu się wydaje, że sprawę załatwił. Kolegom też. Tylko centaur myśli inaczej. I ciekawi mnie, ilu Czytelników uda(ło) mi się chwilowo przekonać do wersji Hermesa.

A stawianie na Ameleosa też jest ciekawe. A gdyby okazał się pijany w trupa? No i chyba psychologicznie bogu trudno jest zwrócić się o pomoc do człowieka. Przecież ma supermoc, co mu tam jakiś ludzik.

Kiedyś uczyli. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawe opowiadanie, miło mi się czytało – mimo dość ponurej tematyki. Czekałam niecierpliwie na ucznia, który powstrzyma Drysę od pójścia na polanę, ale po skończonej lekturze zrozumiałam, że żaden z nich nie mógł na to wpaść, bo próbowali rozwiązać nie ten problem, co powinni. I aż mi przykro z powodu ich klapek na oczach :(

Dzięki, Kam. :-)

Fajnie, że było miło. Prawidłowa reakcja – rzadko który bóg naprawdę rozumie kobiety. Chyba za krótko chodzili do szkoły…

Babska logika rządzi!

Wydawało mi się, że sześć będzie dobrą liczbą.

Tak, pół tuzina jest w sam raz.

No i miło mi, że uwagi okazały się przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czyli złoty środek. :-)

Dzięki. ;-)

Babska logika rządzi!

Geneaologia genaologią ale bugenwilla?

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki, Nevazie. :-)

Kurczę, rośnie w basenie morza Ś., ale nie zauważyłam, że nie tam się pojawiła. Poszukam czegoś bardziej tamtejszego.

Babska logika rządzi!

W moim odczuciu to bardziej kwestia tego kiedy, niż gdzie. Wychowałem się na “Byli sobie odkrywcy” – francuscy twórcy serii nie mogli sobie odpuścić odcinka o Bougainville’u.

 

Czytało się dobrze. Spodobała mi się forma lekcji centaura, choć też odebrałem jako pewien zgrzyt ojca z synami w jednej klasie w roli chłopców, mogłoby się wydawać rówieśników. Może dało się to obejść bez szkody dla historii, nie wiem.

Przesłanie tekstu jest dość ponure, ale skłania do zastanowienia.

Wywaliłbym Posejdona, osobiście w żadnym momencie nie czułem się znużony, ale już po zapoznaniu się z całokształtem liczba prób faktycznie sprawie wrażenie większej, niż to konieczne.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A ja na “Było sobie życie” i “Był sobie człowiek”. ;-) No nic, zmieniłam na ligustr.

Czyli jakbym miała ciąć, to Zeus i Posejdon są na wylocie. Wtedy nawet więzy rodzinne by nie zgrzytały. Ale, psiakość, niektórym wydaje się, uchwalenie jakiegoś prawa rozwiązuje problem. Nie chciałabym tego tracić. Hmmm. Zagwozdka.

Babska logika rządzi!

Dlatego wg mnie Posejdon jest zbędny, bo Ares też proponuje rozwiązanie siłowe.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Moment, Posejdon, jako bóg wody, pomaga dziewczynie w ucieczce i obniża poziom strumienia. Ares to trochę inna sprawa – on tylko wywiera zemstę na satyrze. Głównie dlatego, że sprawia mu to frajdę. To całkiem inna bajka niż ustawodawstwo, IMO.

Babska logika rządzi!

Nawiąże do jednego z pierwszych postów i jednego z kilku poniżej.

Myślę, że Parandowski zgodził by się, że chłopcy rozwiązywalni nie ten problem, ale Graves już by się nie zgodził.

Mi się nie podobało, ale ja nie znoszę bajek i mitów (chyba że pisze o nich Simons)

Dziękuję, Dalekopatrzący. :-)

Cóż, trudno mi się wypowiadać w imieniu tych panów. Czy Graves nie zgodziłby się na gamoniowatych panów? Niektórych cesarzy odmalował w niekorzystnym świetle.

Szkoda, że się nie spodobało. Zgodzę się za to, że Simons potrafi dać czadu.

Babska logika rządzi!

Skoro to Twój 50 tekst w bibliotece, to dam Ci szaloną psychoanalityczną interpretację tekstu, albowiem kusi, by dobyć na światło dzienne patologię w niem ukrytą! ; D

 

Otóż – zadanie polega na tym, by sprawić, żeby dąb nie wyrósł – przyjmijmy to za symbol erekcji, czy w ogóle seksualności (niewiasta zmieniona w dąb, żołędzie) – oczywiście zadanie takie jest typowym zadaniem matki, która tworzy edypalne związki w rodzinie (tzn. nie każdej matki) – z tą matką kolaborują synowie i ojciec, który jest także jej synem. Seksualność tutaj, to jak chciał Lacan, tylko to co męskie, bo kobieta nie istnieje – zmienia się w “dąb”, rozsiewa “żołędzie” itd.

 

Hefajstos proponuje masturbację – “ochłodził poparzone ręce w strumyku” związaną z kastracją (spalenie dębu) – innymi słowy, zamknijmy się w pokoju i oglądajmy pornografię – ale to sprawia, że wyrastają nowe dęby (problemy) i jeszcze więcej kobiet zostaje zmienione w dęby (pornografia).

Posejdon proponuje teraźniejsze rozwiązanie – trzeba, żeby wszyscy mieli swoje lata, a dąb nie rósł za szybko i przed strumykiem. “Nie przed 15 rokiem życia.” Nie chodzi o to, żeby dąb nie wyrósł, tylko żeby wyrósł tam, gdzie indziej.

Zeus, ojciec, który tylko wygląda jak ojciec, ale jest synem matki, proponuje obsceniczność – będę się wam przyglądał, żeby sprawy nie poszły za daleko; kontrola autorytetu, który jednak nic nie może.

Ares proponuje diadę sadyzm-masochizm – nie potrzebujemy seksu, tylko juchy i obdzierania ze skóry; niech dąb rośnie; jego wzrost jest związany z cierpieniem, ale to trzeba zaakceptować.

Apollo widzi tylko siebie, więc nie chodzi o wzrost dębu, ale o to, żeby dąb był ładny. To jest amplifikacja tych wszystkich haseł, że kobiety sekretnie czerpią przyjemność z gwałtu.

Hermes natomiast to bardziej skomplikowana sprawa – udaje się do matki-opiekunki Artemidy (siostry Zeusa i chłopaków) dziewczyny i skradzionym od swojego brata łukiem (symbol falliczny, razem napinają ten łuk) uwodzi ją; pozwól gwałcić córkę, a w zamian za to, dam ci syna homoseksualistę, który będzie tylko twój, nigdy cię nie zdradzi. W ten sposób rodzina niejako chce udobruchać matkę, przez złożenie jej ofiary z członka. Zdarza się, ale dajmy spokój, masz tutaj swojego “cudownego chłopca”, który nie jest zainteresowany kobietami (nie mam tutaj na myśli, że tak się rodzi namiętność między mężczyznami w ogóle, ale ten przypadek)

Wart uwagi jest jeszcze nieobecny kochanek, który musiał być nieobecny, bo on po prostu nie istnieje – w tej rodzinie, jeśli kobieta chce seksu, musi zmienić się w dąb – a więc w fallusa, czyli to, czego pragnie matka (Lacan).

 

Wszyscy oni pochodzą z patologicznej rodziny, dziadek-kanibal itd., gdzie seksualność jest ewidentnym problemem – więc próbuje się ją stłumić; ojciec z tego powodu nie jest ojcem, ale wszyscy uczą się w szkole centaura, który po tym, jak zawiedli, mówi im, żeby “narąbali drzewa” – pomimo tego, że nikt nie pamięta imienia nimfy (co jest prztykiem etycznym i symbolem porażki), nie ma do dla centaura znaczenia; wskazuje na dąb i radzi chłopcom – używajcie. Swoiste mrugnięcie okiem w stronę wszystkich tych metod – stąd centaur reprezentuje porządek społeczny, “szkołę”, dzięki której wszystko to ma miejsce.

 

Czego tutaj brakuje, to tej postaci straszliwej Matki, która niejako rządzi tym rodzeństwem, chociaż jest nieobecna w tekście, tak jak fatum, w greckich mitach, pozostaje czymś tajemniczym. Ten ciekawy zabieg, świadomy, czy nie, przedstawienia synów i ojca w jednej klasie perwersyjnego centaura, który uchodzi za mądrego w tych sprawach, ale z pewnej perspektywy przypomina fauna-gwałciciela (pół zwierzę, pół człowiek). Tak naprawdę, w tej rodzinie to satyr prowadzi zajęcia z tego, jak gwałcić – a żeby dobrze zgwałcić, trzeba znać imię – i satyr zna jakieś jej imię: “pięknotka”, “ślicznotka”. Tak, perwersyjnie, można zinterpretować ten tekst. ; D taka patologiczna dynamika.

 

Ten tekst budzi mój niepokój o tyle, że przedstawia gwałt, jako po prostu “krąg życia”, tak to już jest, znieczulica i inne tego typu mdłe terminy. Myślę, że za mało pokazałaś z tej dynamiki. Przez to tekst traci na wymowie i staje się czymś w rodzaju obscenicznego żartu, który mógłby opowiedzieć Trump ; D

 

Rozpisałem się, mam nadzieję, że znalazłaś niejaką przyjemność w czytaniu tego, bo przecie każdy autor lubi czytać tekst o swoim tekście. 

 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Wow, Marlowie, dziękuję! :-)

Staruszek Freud by się nie powstydził takiej analizy. Co tu kryć (słowo-klucz ;-) ), rozszyfrowałeś tak mnie, jak i greckich bogów z patologicznej rodziny. Nie rozumiem tylko, dlaczego pominąłeś motyw kazirodztwa, rozpowszechnionego w tym klanie, jak w niewielu innych. Za to motywy falliczne wynalazłeś (acz kaduceusz Ci umknął (węże!), ale nie liczyłam, że ktokolwiek wytropi wszystkie ;-) ).

Nie zapominajmy o wyborze między seksem a innymi przyjemnościami – albo wieczerza, albo rąbanko. Wszak biologicznie śmierć stanowi cenę za seks.

Patologiczna matka zasługuje na odrębny tekst.

 

A tak poważniej. Wiem, że dąb jest “męskim” drzewem. No, ale te porównywane do kobiet (jak topole) nie mają takich wyrazistych owoców, w których można zakląć nieszczęścia.

Spojrzenie na gwałt zmieniało się na przestrzeni wieków. Greckie satyry wręczy były znane z tego, że niewoliły po lasach nimfy. Chyba częściej kobiety traktowano przedmiotowo (czy ktoś w Atenach myślał o prawie głosu dla nich?). Satyr znalazł w lesie dziewczynę, to może ją sobie wykorzystać. Gdyby znalazł maliny i je zeżarł, nikogo by to nie dziwiło.

Chrobry po zdobyciu Kijowa zgwałcił siostrę kniazia (podobno w ogóle polazł tam, bo mu odmówiła ręki) i nikogo to zbytnio nie szokowało ani nie oburzało (za wyjątkiem Przedsławy zapewne). Ot, zdobycz wojenna. Z lekkim dodatkiem realizmu magicznego – przeleciał kniaziównę, to jakby posiadł całą Ruś, ma prawo zasiąść na stolcu kijowskim.

Oczywiście, że czytałam z przyjemnością. Aż zacznę pracować nad następną biblioteczną pięćdziesiątką. ;-)

Babska logika rządzi!

Ach, celowo pominąłem motyw kazirodztwa, bo w tej historii właśnie o ukrycie kazirodztwa chodzi – dlatego nie ma matki a faun i centaur są rozdwojeni, chociaż to jedna i ta sama osoba; pozostawiłem niewypowiedziane to, co byłoby już wnioskiem z wniosków, żeby skupić się na samym tekście – gdyby interpretować tekst przez kazirodztwo, wówczas właśnie ukazałoby się w pełni, dlaczego jest on obscenicznym żartem, który mówi, że kobieta służy do tego, żeby być gwałconą – bo nie ma gwałtu, to tylko nierealne kazirodztwo, któremu zapobiega nieobecna matka. Co wyjaśniłaś powyżej – stąd mój niepokój, że zabrakło powiedzmy odniesienia czy metafory do “dzisiaj” i nie ma tej paraleli – a być może dzisiaj, jest jeszcze gorzej niż dawniej, właśnie przez kaduceusz biologicznych wyjaśnień? 

 

Cieszę się, pracuj, ja teraz mam przerwę w pisaniu, ale czasem coś skomentuję ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Aha, nie skapnęłam się, że to celowe pominięcia…

Faun i centaur jako dwie strony jednej monety, bracia syjamscy niemalże, to przemawiający do wyobraźni motyw. Pół końskiego ogona, pół koziego, jak powszechnie wiadomo, przerobionego na waltornię… Uch, żeby to się tylko nikomu nie przyśniło!

A ta matka jest tak patologiczna, że nie tylko nie zapobiega, ale wręcz bierze w nim udział. To w końcu siostra dziecinnego ojca.

Dzisiaj jest lepiej niż dawniej. Przynajmniej Chrobry nie żyje. I Tatarzy jakby rzadziej gwałcili. Przekwalifikowali się na tuczenie kebabami. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość…

Babska logika rządzi!

No tak. Coś mi te żołędzie się kojarzyły dwuznacznie, teraz już wiem dlaczego.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Chłop jak dąb, a jaja jak żołędzie… Wybitnie męskie drzewo. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo mi się przyjemnie czytało! :D Wpadłem tutaj tylko na chwilę, a zatrzymałaś mnie na dłużej. Ciężko mi właściwie wybrać coś, co się wyróżniało i mi się bardziej spodobało. Chyba po prostu wszystkie elementy pięknie złożyły się na ogółem bardzo dobre opowiadanie. 

Dziękuję, Gruby. :-)

Cieszę się, że dostarczyłam przyjemności, a wszystko się spodobało. I że tekst wciągnął. Ha, to już kolejny Czytelnik, który zajrzał na moment i został do końca!

Babska logika rządzi!

Bardzo przyjemne opowiadanie, bogowie Olimpu oddani niemal idealnie. Moim zdaniem Hefajstos zamiast palić dąb zbudowałby automaty zbierające żołędzie  ;)

Dziękuję, MPJ. :-)

Automaty, powiadasz? Ale on młody, jeszcze nie dorósł do tej klasy, w której jest wykład z cybernetyki. ;-) No i to jednak bóg ognia, nie tylko kowalstwa.

Chociaż problem reakcji automatów na coś przeklętego wydaje mi się interesujący.

Babska logika rządzi!

Zastanawia mnie jaki proces zachodzi w głowie autora, że wpada on na tak złożony pomysł jak historia o młodych bogach greckich w szkole, żołędziach prześladujących mężczyzn, gwałcie, męskim egoizmie i alternatywnych wersjach historii driady i przestępczego satyra? Na pewno jest to proces finklowski.

Masz, Finklo, tendencję do wymyślania nieprzewidywalnych już w samym założeniu historii. Fabuł skomplikowanych i złożonych, i to złożonych z zaskakujących elementów. A opartych mimo wszystko na prostych pomysłach. Może brzmi jak paradoks ale trudno to uchwycić i wyjaśnić lepiej. 

Podpierasz swoje teksty porządnym researchem (zakładam, że jesteś elokwentna i masz wszechstronną wiedzę, ale potrafisz też wzbogacić swoje opowiadnia o detale, które zdecydowanie wymagają rozeznania w temacie). Kiedy piszesz o postaciach z mitologii albo nawet o weselu, możemy być pewni, że pojawię się jakieś terminy i szczegóły powszechnie nieznane). 

Warsztatowo jak zwykle, tekst doszlifowany i dopracowany. Piszesz gładko i czyta się gładko. Trafiają się jednak zdania nieco skomplikowane i z jednym z nich miałem problem: Teraz, z kolegami wraz z nauczycielem śledzącymi każdy ruch, nie dało się odpowiednio spożytkować tego doskonałego wrażenia, ale potem, choćby i po osiągnięciu obecnego wyglądu… ​

Jak zwykle wybierasz jakąś linię fabularną, czy tok postępowania bohatera(ów), które część czytelników zacznie podważać. Ale to taki Twój szlif na utworze. Naginasz nieco te linie i toki na potrzeby idei jaka przyświeca podczas pisania i na potrzeby przesłania opowiadanej historii. Bronisz potem tych wyborów w komentarzach i zazwyczaj wychodzisz obronną ręką. Tym razem również ktoś zapyta, a dlaczego akurat takie, a nie inne próby podjęli młodzi bogowie, a ty uzasadnisz to ich atrybutami, dziedzinami, którymi władają, przesłaniem tekstu. I czytelnik będzie musiał przytaknąć. To świadczy o tym, że nie zawsze snujesz swoje historie w przewidywalny sposób i to chyba jest kolejna ich zaleta. Ale czasami mam takie ulotne wrażenie, że składasz swoje dzieło z klocków i razem tworzą wspólną, klarowną i udaną konstrukcję wzbudzającą podziw. Ale nie zawsze tworzącą całość. To czasem jednak budowla z połączonych elementów, a nie jednolita substancja stworzona z wymieszanych dokładnie składników. Wiem, że potrafisz tak mieszać i wychodzi z tego smakowita zupa. Ale bywa, że trafi się “tylko”​ smaczna sałatka. 

Co chcę powiedzieć. Nie mogę zarzucić opowiadaniu brak jakieś idei, myśli przenikającej wszystkie elementy i powodującej, że słyszę chwytliwa melodię. Jest przecież idea, morał czy przesłanie skierowane głównie do facetów (ale nie tylko). Ale całość kompozycji nie jest w pełni jednolitą muzyką i coś (nie jestem pewien co) powoduje, że nadal słyszę osobno perkusję, gitarę i klawisze. 

Podsumowując. To udany tekst, napisany na poziomie (na wielu poziomach) takim, że tylko pozazdrościć. Coś jednak zakłóca mi jego odbiór. Czy to połączenie niemal bajkowej szkółki dla młodych, psocących bogów z gwałtem i obdzieraniem żywcem ze skóry? A może przesłanie jest zbyt grubo owinięte w bawełnę? 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, Marasie. :-)

Piękny, rozbudowany komentarz. Niestety, nie mogę na niego adekwatnie odpowiedzieć, bo muszę się na dłuższą chwilę odczepić od kompa. Ale będę edytować. Być może fragmentami. ;-)

 

Edycja:

Proces w głowie autora, wpadanie na pomysł. Hmmm, pomysł jest naprawdę stary, lata temu zapisałam go w notesiku z pomysłami. I bardzo się zmienił, pierwotnie Hermes miał dzięki kłamstwu rozwiązać problem (na przykład nadać satyrowi wygląd kochanka), ale potem mi się odwidziało. Na pewno trochę inspirowałam się mitem o Dafne. Żołędzie jakoś same z siebie wyskoczyły, już nie pamiętam skąd. Finklowski proces pewnie był.

Fabuły. O, cieszę się, że znalazłeś w nich aż tyle pozytywów. Zawsze wydaje mi się, że to moja słaba strona. No cóż, od dawna uważam, że historie typu “boy meets girl” albo dzielna banda zabijaków wyruszająca na walkę z okrutnym ZUEM, to sztampa straszliwa i muszę szukać czegoś innego. A klocki biorę, jakie mi się pod rękę nawiną. ;-)

No, lubię wiedzę, lubię rozumieć, jak działa świat. Kręci mnie to, jak niewiele innych rzeczy. Z elokwencją raczej gorzej. Dużo czytam, to i znam różne słowa. Ciągle się uczę pisania, nie tak dawno zrozumiałam, że sceny nie powinny być zawieszone w próżni, że dobrze dobrany detal mnóstwo wnosi. To i staram się rzucić od czasu do czasu jakiś szczególik, jak na przykład kaduceusz Hermesa. Ale że powszechnie nieznane? Chyba przesadzasz. Albo to ja przeceniam ludzkość.

Warsztat. No tak, w miarę poprawny tekst to dla mnie absolutne minimum.

Zdanie, o którym wspominasz. Chodziło mi o to, że Zeus już planuje, żeby dziewczynę przelecieć. No, ale przecież nie z kolegami i nauczycielem patrzącymi chłopakowi na ręce i nie tylko. Musi poczekać. A Ty jak to odebrałeś?

Bardzo możliwe, że za bardzo naginam. Może to kwestia braku cierpliwości przy publikowaniu? Może nie dostrzegam własnych błędów konstrukcyjnych (na poziomie zdania zazwyczaj widzę, więc nie leżakuję długo tekstów)? A może czegoś tam o bohaterach nie wyjaśniam Czytelnikom. Cholera, trudno mi orzec. W obronie własnych tekstów mam już pewną wprawę – tysiące komentarzy pod własnymi opowiadaniami. ;-) Dlaczego takie próby podjęli bogowie, to łatwe pytanie. Gorzej byłoby z wyjaśnianiem, dlaczego właśnie tych wybrałam. Klocki nie zawsze tworzą całość, powiadasz? Sugerujesz, że niekiedy warto tekst rozbudować? Wyższość zup nad sałatkami to kwestia gustu. ;-)

Twierdzisz, że tym razem sałatka i to chyba nie przegryziona, skoro czuć odrębne smaki?

Czy przesłanie jest skierowane głównie do facetów? Nie wiem. Pocieszające powinno być to, że centaur jest mężczyzną (no, przynajmniej samcem), a jednak wszystko rozumie. A że gówniarze nie skumali? Od tego są gówniarzami. Młode boginie też pewnie mnóstwa rzeczy nie wiedziały. Niektóre mogły uważać wszelkie wojny za idiotyczną zabawę.

Dla mnie (acz nie chciałabym narzucać własnej interpretacji) to część większego problemu – mizoginizmu w religiach tworzonych przez mężczyzn. Irytują mnie rozmaite przesądy zidiociałych patriarchów. Coś mi się nie chce wierzyć, że to kobiety wymyśliły Zeusa zdradzającego żonę na prawo i lewo. ;-) Ale władza jest potężnym afrodyzjakiem i nie ma co tego wypierać. Cnotliwy szef bogów zapewne nie wyglądałby wiarygodnie. Wydaje mi się, że boskim kobietom trafiły się ważniejsze i ładniejsze role – miłość, ognisko domowe, płodność (w sensie rolniczym)… Ale być może to dlatego, że sama jestem babą i te kwestie wydają mi się bardziej istotne niż wymachiwanie mieczykiem.

A młodość bogów tak ogólnie wydaje mi się ciekawym tematem. Czego taka istota musi się nauczyć, zanim przejmie odpowiedzialność za swoją działkę? Sami Grecy ten temat jakoś zlekceważyli; większość najstarszych bogów olimpijskich dzieciństwo i młodość spędziła w trzewiach Kronosa… Wydawało mi się, że włączenie do programu lekcji o gwałcie nie będzie nadużyciem. Oni nie byli normalni; Marsjasz, Arachne… Ale może nie zdołałam do końca sprzedać tej idei odbiorcom.

 

Koniec edycji.

Babska logika rządzi!

Tak sobie czytam i czytam, kończę ostatnie zdanie i mam minę jak jeleń w świetle reflektorów – o cholera, nie pamiętam :P

 

Fajne, Finklo :)

Czytało się przyjemnie, a historia dosyć ciekawa. Skojarzyła mi się trochę z filmami w stylu: budzę się pewnego ranka, przeżywam dzień, zasypiam, a potem budzę się tego samego dnia i uczestniczę ciągle i ciągle w tych samych wydarzeniach i tak dalej… Fajne jest to, w jaki sposób można rozegrać jedną sytuację na dziesiątki sposobów.

Tutaj akurat bohaterowie się nie popisali. Moralność u nich na poziomie stawonogów :P A najgorszy chyba Apollo.

 

A morał tej historii taki: jak centaur mówi ci, że masz iść porąbać drewno i pomyśleć nad swoim zachowaniem, to idziesz rąbać drewno i myślisz nad swoim zachowaniem. Będę o tym pamiętał, kiedy następnym razem spotkam centaura :D

Dziękuję, Karolu. :-)

No cóż, świadomie, z premedytacją i wrednie imienia driady używałam tylko w prologu. A potem dałam Czytelnikom sporo czasu na zapomnienie.

Nie chcę wchodzić w rozważania, który z bogów jest najgorszy. Każdy niby chce pomóc, ale zabiera się do tego od kompletnie złej strony. Wydaje mi się, że oni podczas dorastania nie rozwinęli specjalnie moralności. Jak to świadczy o starożytnych? Że sami byli podli, czy że świetni znawcy ludzkiej natury? A jak zachowują się współcześni bogowie, na przykład celebryci? Nie podobnie do Apolla aby? ;-)

Centaury. Pamiętaj, że nie każdego człowieko-konia warto słuchać. Nessos, ten od koszuli Dejaniry, był kawałem sukinsyna… Folos akurat należał do tych dobrych, ale jeśli któryś centaur zaproponuje Ci pomoc w farbowaniu ubrań, to wiej, ile sił w nogach.

Babska logika rządzi!

Farbowanie, centaury, ubrania… Dobra, zapamiętam. Nie będzie zaskoczeń ;)

Y!

 

Przed śniadaniem, więc na szybkości: Nie wiem, co o tym opowiadaniu myśleć. Z jednej strony jest takie bardzo fifinkowe, a Cienie lubią fifinkowe teksty, szczególnie te nowsze, a do tego spodobał mi się morał (ostatnie zdanie piękne, choć i mnie by pewnie zawstydziło w sumie, gdybym akurat uznawał, że dla mnie jako czytelnika to imię ma jakiekolwiek znaczenie; i gdybym nie oswoił się jeszcze z faktem, że zbyt łatwo takie rzeczy mi się do mózgu nie przylepiają) i postać nauczyciela, bo te dwa elementy mondre som i łączą się w naprawdę fajny, głęboki przekaz (i co z tego, że wyświechtany jak płaszcz włóczykija, zdarty jak pamiętający Blitzkrig asfalt i zużyty jak… jak zużyta gumka?). No i, czytany przed piątą nad ranem, na telefonie, nie zdołał mnie zabić (choć po cichu na to akurat liczyłem), a to też o czymś świadczy.

Gorzej natomiast z tymi bogami i, generalizując, całą ich lekcją. Nie, inaczej, bo sama lekcja naprawdę fajna, omawiany przykład też wybrałaś eleganio (choć taka drewniana “sprawiedliwość”, po prostu rozdupia) ale te kloce, którym ponadawałaś greckie imiona, są dla mnie po prostu niewiarygodni w swojej małości i głupocie. Ja wiem, że Olimpijczycy to nie było żadne kółko różańcowe ani młodzieżówki PiSu, ale, mimo wszystko, aż tak tępi i małostkowi to oni raczej nie byli. No dobra, małostkowi może i owszem, ale nie byli patałachami. A tutaj, mam wrażenie, specjalnie kierujesz nimi tak, by omijali najoczywistsze rozwiązania.

Najbliżej jakiegokolwiek sensownego scenariusza był chyba Posejdon, bo naprawdę próbował dziewczynie pomóc i on jeden jedyny, jak dla mnie, zdał egzamin, choć mu nie wyszło. Ares w sumie też niby zrobił – no powiedzmy – co trzeba, ale moment, który wybrał, by przystąpić do działania i jego schemat myślowy – unikający krzyku ofiar Bóg Wojny, serio? – są tak bardzo bez sensu, że to aż razi. Próba Hermes mi się podobała, ale bóg mógł spokojnie wywieść w pole samego satyra, a nie boginię (dla mnie też o niebo bardziej oczywista i sensowniejsza, a przy tym łatwiejsza opcja, choć może właśnie dlatego zbyt nudna dla cwaniaka ;). Co prawda nie zmieniłoby to rezultatu – zaliczenia – ale byłoby o niebo wiarygodniejsze. Reszta też wpisuje się w schemat takiego nonsensu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Karolu, żeby później nie było, że nie uprzedziłam. ;-)

 

Dzięki, Cieniu. Z! ;-)

Bardzo fifinkowe, bo widocznie byłam bardzo sobą podczas pisania. ;-)

Ostatnie zdanie mi też się podoba, a do tego jeszcze nadłamuje czwartą ścianę.

Nie akceptujesz tego, co zrobiłam greckim bogom? Twoje zbójecke prawo. A moje – bronić się. ;-) Bogowie generalnie źle pojęli cel zadania. I przeceniali własne dziedziny i przymioty. Apollo jest piękny, więc heloł, jak laska zobaczy taką twarz, to sama wyskoczy z maj peplosu! No i nie zapominaj o czasach. Nie wiem, w jakim stopniu wartość kobiety oscylowała wówczas między meblem a krową (OK, nieliczne były poetkami, bawiły się w politykę itp.), ale jeszcze raz napiszę, że w demokratycznych Atenach nie miały prawa głosu. W Sparcie musiały prowadzić dom, bo chłop całe życie spędzał w koszarach, ale czy ktoś oprócz dzieci i służby liczył się z ich zdaniem? Czy taki Zeus (ten sam facet, który porwał Europę, a inne dziewczyny nawiedzał pod różnymi postaciami – deszczu, łabędzia, męża…) aby na pewno sądził, że kobieta powinna za każdym razem wyrazić zgodę na seks? Dlaczego uważasz, że od razu zrozumie, na czym polega problem?

O ich małostkowości to nawet nie ma co pisać – Arachne, Marsjasz.

Nie wydaje mi się, że bardzo źle kieruję bogami, ale przyznaję, że wybór bohaterów jest tendencyjny – Dionizos czy Eros po prostu uchroniliby nimfę przed gwałtem, bo w ich dziedzinach to było najprostsze i narzucające się rozwiązanie. Nawet jeśli sami uważaliby, że robią to tylko po to, żeby zapobiec wyrośnięciu dębu.

OK, z argumentacją Aresa co do czasu pojawienia się na polanie działam ciała. Masz rację, że bogu wojny piski nie powinny przeszkadzać.

Hermes. Pierwotnie jemu miało się udać, ale pomysł ewoluował i uznałam, że nie chcę, żeby kłamstwo wygrało. A mógł zwieść każdego: nimfę – nadając satyrowi wygląd Ameleosa, satyra – sam przybierając postać jeszcze ładniejszej nimfy i odciągając go z polany. No, ale jak kumple zareagowaliby na takie rozwiązanie? Dla dzieciaków pewne bariery są nieprzekraczalne. Mógłby nadać driadzie wygląd staruszki, ale wtedy z kolei ani ona, ani kochanek nie byliby uradowani… No i trochę jak pisałeś – oszukać boginię to ciekawsza gra, a do tego jeszcze wycina numer Apollowi, z którym od niemowlaka darł koty. No i podkreślam, że to jednak bóg kupców i złodziei.

Babska logika rządzi!

Drysa!

Bardzo dobre opowiadanie. Początkowo zalatywało naiwnością starych jak świat opowieści, ale potem o tym zapomniałem i czytałem z wielką przyjemnością. W zgrabny sposób udało Ci się połączyć humorystyczną formę z poważnym, gorzkim przesłaniem. Nie było ciężko, nie było zaskakująco, ale tekst w swojej prostocie wydaje mi się mądry. Tak, jak mądre powinny być, mity. 

Gratuluję pięćdziesiątej biblioteki :)

Dzięki, Fun. :-)

Ech, od tej humorystycznej formy chyba nigdy nie ucieknę. Gwałt na dzień dobry, a wszyscy że lekkie, że przyjemne… I tak cud, że trochę gorzkiego przesłania przemyciłam.

No, ale cieszę się, że ogólnie na plus, a nawet mądrze wyszło.

Babska logika rządzi!

Zasadniczo nie lubię przerabiania greckiej mitologii na współczesną modłę bo, w moim odczuciu, jakoś tak nie wypada. Tym bardziej z przyjemnością oświadczam, że tekst mi się spodobał. Pomysł, na lekcję odpowiedzialności, jest fajnie i ciekawie zrealizowany. W końcu sami starożytni Grecy widzieli swoje bóstwa jako pięknych,potężnych i nieśmiertelnych, ale jednak ludzi, których zachowanie jakoś nie specjalnie odbiegało od tego, co prezentowali wyznawcy.

Dziękuję, Straferze. :-)

Mam nadzieję, że tym razem greckich nieśmiertelnych nie przerabiałam. Raczej starałam się trzymać oryginałów. Masz rację, mnie też się wydaje, że ze wszystkich bogów, ci greccy najbardziej przypominają ludzi. I z postaci (żadnych psich łbów), i charakterologicznie.

Miło, że tekst Ci się spodobał.

Babska logika rządzi!

Nie moja to bajka, w sensie tematyki i stylu dialogów (poczucie humoru w literaturze prawdziwie szanuję, ale wolę chłodniejsze klimaty wypowiedzi) – ale to mi nie przeszkadza w stwierdzeniu, że tekst jest dobrze napisany, oryginalny (przynajmniej na stan mojego fantastycznego oczytania) i błyskotliwy. Nie, nie zapamiętałam imienia driady :P

Dziękuję, Blue_Ice. :-)

No, wydawało mi się, że gówniarze w szkole muszą ze sobą rozmawiać jak… gówniarze. ;-) Reszta miała być raczej poważna.

Taaak, wydaje mi się, że motyw szkolenia bogów jest jakoś pomijany. A przecież nie każdy jest wszechwiedzący…

Starałam się, żeby wcale nie było łatwo zapamiętać to imię. :-)

Babska logika rządzi!

W celach poznawczych stwierdziłem że dobrze oceniany tekst Finkli, w dodatku 50 jest wart przeczytania. I nie rozczarowałem się. Parandowski by się nie powstydził. Wciągające, fajnie napisane, lekko się czyta, zamieszanie z wiekiem do przyjęcia. Normalnie prawie szósteczka, ale … Nie był bym sobą gdybym czegoś nie wytknął ;)

Brakuje mi w szkole bogiń. Ciekawie byłoby zobaczyć podejście do tematu w wydaniu kobiecym, np.: Atena zmierzająca się z problemem, albo Artemida. No właśnie Artemis. Jeżeli umieszczamy Zeusa w szkole to jakim cudem jego córka wysłuchuje skargę Drysy i zmienia ją w przedmiot ćwiczeń? ;)))

Dziękuję, Enderku. :-)

Fajnie, że się nie rozczarowałeś. Tak właściwie, to ten tekst jest gdzieś w okolicy setnego na portalu. Ale pięćdziesiąty, który dostał się do Biblioteki.

Bogiń nie ma, bo na samym początku centaur stwierdza, że one nie potrzebują tej lekcji. Jak by podeszły do problemu? Hmm. Podejrzewam, że Atena zabiłaby napastnika, zanim zdążyłby zdjąć portki – w końcu to bogini wojny sprawiedliwej i do tego jedna z nielicznych dziewic w panteonie. Artemida mogłaby zamienić satyra w jakieś bezbronne zwierzę, jak Akteona. Ale strzelać z łuku też lubiła… Afrodyta pewnie sprawiłaby, że driada nie spodobałaby się satyrowi… Dałyby radę.

Tak, ta historia nie mogła się wydarzyć w normalnej mitologii – Zeus nie spędzał dzieciństwa razem z braćmi. Jak już wyżej zwracano uwagę, w szkole jest kilku jego synów. Żeby coś takiego mogło mieć miejsce, trzeba by było przenieść młodych bogów gdzieś poza czas. Kto wie, może i Kronos mógłby to załatwić. Gdyby był lepszym ojcem. ;-)

Babska logika rządzi!

No tak, “babska logika rządzi”​. Pozdrawiam i Wesołych Świąt ;)))

Nie ma co udawać – pomysł na tę opowieść nie jest logiczny.

Ale jakoś muszę się tłumaczyć. ;-)

Dzięki i nawzajem. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka