- Opowiadanie: AQQ - I powtórnie przyjdzie w chwale

I powtórnie przyjdzie w chwale

Tekst zrodzony w bólach.

Bardzo serdecznie dziękuję moim betującym heretykom: Finkli, Kam_mod, Majkubarowi, Marasowi i Wilkowi Zimowemu, za to, że za pomocą ciężkich młotów próbowali wbić mi coś do głowy. Z jakim skutkiem? Zobaczymy.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

I powtórnie przyjdzie w chwale

 

Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. 

Pwt 5,6

 

III

 

Antoni Nowak mógł się uważać za człowieka zamożnego. Był szczęśliwym posiadaczem osiemnastometrowej garsoniery na parterze starego bloku na jednym z krakowskich osiedli, a dziesiątego każdego miesiąca na jego konto wpływała emerytura. Pojawiająca się kwota byłaby pewnie większa, gdyby nie to, że w związku z całkowitą automatyzacją linii produkcyjnej w zakładzie przetwórczym, w którym pracował, został zwolniony, a później nigdzie indziej pracy już nie znalazł. Takie czasy. Ludzka praca stawała się zbędna i nie wszyscy mieli tyle szczęścia, co Antoni. On przynajmniej zdołał już zarobić na swoją skromną emeryturę.

Nie każdy mógł sobie pozwolić na zakup cztery razy w tygodniu zestawu obiadowego numer trzy bądź sześć, bo takie akurat Antoni lubił najbardziej. Trójka zawierała kotlet mielony z ziemniaczkami oraz marchewkę z groszkiem, natomiast szóstka, to był poczciwy schabowy, również z ziemniakami, a dodatek stanowiła zasmażana kapusta. Te dania przypominały Antoniemu smaki dzieciństwa. Nie przepadał za, tak modnymi, daniami wegetariańskimi, które kusiły niższą ceną, jednak nie dawały pełnej satysfakcji jego podniebieniu. W pozostałe dni tygodnia zadowalał się bułkami kupowanymi w Samoobsługowym Centrum Handlowym Spectrum. Centrum, jak sama nazwa wskazywała, było samoobsługowe, gdyż okazało się, że w handlu ludzie również są zbędni.

Od czasu do czasu kupował jajka i małą paczkę boczku o smaku, który z boczkiem miał niewiele wspólnego, i przyrządzał sobie jajecznicę, która stanowiła jedynie namiastkę tego, co jadał wiele lat temu.

Można powiedzieć, że Antoni był człowiekiem starej daty. Z rozrzewnieniem wspominał swoją wysłużoną toyotę, którą musiał zezłomować po utracie pracy, bo nie było go stać ani na paliwo, ani na jej utrzymanie. Kupić właściwie też nikt nie chciał tego auta.

Czas spędzał samotnie, czytając dziesiątki razy te same książki, które gromadził latami, jeszcze zanim przestano je drukować, a ich miejsce zajęły ebooki. Lubił książki, te prawdziwe, papierowe. Rzadko wychodził z domu dalej niż do Spectrum. Bał się. Po ulicach snuło się zbyt wielu takich, którzy nie mieli tyle szczęścia, co on. Takich, którzy nie mieli co jeść, gdzie spać, a nawet co na siebie włożyć.

Wraz z postępem i robotyzacją praktycznie każdej dziedziny życia, ludzie stali się zbędni. Tracili pracę, a minimalne zasiłki nie starczały na przeżycie. Ubóstwo wyzwalało w nich często najgorsze instynkty, co Antoni mógł obserwować z okien swojego mieszkania. Widział, jak napadano ludzi, jak ich okradano, dlatego się bał.

Było jednak coś w życiu Antoniego, co dawało mu nadzieję. Coś, z czego czerpał siłę, by każdego następnego poranka wstać z łóżka, zjeść śniadanie i wraz z bohaterami książek przeżywać niesamowite przygody, odkrywać nieznane lądy i poznawać ciekawych ludzi.

Kiedy tylko otwierał oczy, spoglądał na wiszący nad łóżkiem obraz, z którego patrzył na niego brodaty mężczyzna w białej szacie. Jedną dłoń trzymał na sercu, z którego rozchodziły się promienie, natomiast drugą unosił w geście błogosławieństwa. Napis na dole wyrażał zaufanie, jakim Antoni darzył owego mężczyznę. Nic więcej mu nie pozostało. Przed wielu laty chodził do kościoła. Cotygodniowe uczestnictwo we mszy świętej dodawało mu siły, by zmierzyć się z przeciwnościami losu, a także nadziei na to, że jego życie miało, mimo wszystko, jakiś sens.

W końcu stracił siłę, nadzieja też ledwie się w nim tliła, a w jego sercu zagościł strach. Strach, który zachwiał podstawami wszystkiego, w co wierzył. Przestał nawet chodzić do kościoła i dzień święty święcić.

 

 

VI, X

 

 

24 grudnia, godzina 16:00

 

– Cześć, Kosma.

– No cześć, piękna.

– Co porabiasz?

– Chwilowo nic.

– To wpadnij do mnie. Tęsknię.

– A Rafał i dzieci?

– Nie ma go i dzisiaj nie będzie. Dzieci są u rodziców. Siedzę sama.

– W porządku. Będę za dwadzieścia minut.

Osiemnaście minut później Monika usłyszała odgłos kroków na schodach i pukanie. Rozwiązała pasek jedwabnego szlafroczka, poprawiła piersi w koronkowym staniku i otworzyła drzwi.

Mężczyzna wszedł szybko do środka, otaksował kobietę od stóp do głów i mruknął z zadowoleniem:

– Nooo… jest tak, jak lubię, ty moja grzesznico.

– Wiedziałam, że ci się spodoba. – Monika się uśmiechnęła i zalotnie zsunęła szlafrok z ramion.

– Gdzie Rafał? – zapytał Kosma, podchodząc do Moniki i łapiąc ją za krągłe pośladki.

– W szpitalu – wymruczała, rozpinając mu koszulę. – Napadli go pod sklepem.

– Serio? Coś mu się stało? – Jej szlafrok znalazł się na podłodze.

– Nic poważnego, ale kilka dni spędzi w szpitalu. – Monika nie mogła sobie poradzić z paskiem od spodni Kosmy.

– Nie powinnaś być przypadkiem przy nim? – Mężczyzna uwolnił jej piersi ze stanika.

– Powiedziałam, że muszę być z rodzicami i dzieciakami w wigilię i może później do niego jeszcze wpadnę. – Z rozporkiem poradziła sobie bez problemu. – Ale i tak nie wpadnę, bo zamierzam spędzić z tobą całą noc. – Spodnie Kosmy znalazły się na podłodze obok szlafroka.

– Nic z tego. Mam dzisiaj robotę. Mogę zostać najwyżej godzinkę.

– Szkoda – wysapała między pocałunkami. – Chodźmy do łóżka, bo nie mam zamiaru spędzić godziny na tej cholernej, twardej podłodze.

Sześćdziesiąt cztery minuty i dwa papierosy później Kosma zapinał guziki czarnej koszuli. Przejrzał się w lustrze zawieszonym w sypialni i poprawił włosy. Co jak co, ale włosy musiały być idealnie ułożone.

– Mogłabym się znów w tobie zakochać – westchnęła Monika, przeciągając się na łóżku i prezentując swoje idealne implanty piersi.

– Zakochać? – roześmiał się Kosma, zapinając spinki do mankietów. – Co było, minęło, a poza tym miłość jest przereklamowana. Teraz wystarczy mi to, co masz między nogami, a ty chyba też nie narzekasz.

– Nie narzekam. Jest w porządku – zgodziła się. – Cieszę się, że wreszcie dobrze ci się powodzi. Co właściwie robisz?

– Nie interesuj się tym. – Niesforny kosmyk nad czołem nie chciał się znaleźć na właściwym miejscu. – Masz może piwo?

– Rafał ma tam coś w lodówce. Weź sobie.

 

 

IV, V, VII

 

 

24 grudnia, godzina 18:00

 

Daria kończyła właśnie nakrywać do stołu, kiedy zobaczyła, że córka założyła kurtkę i była gotowa do wyjścia.

– Kaja, a gdzie ty się wybierasz? Zaraz siadamy do wigilii.

– To sobie siadajcie – rzuciła dziewczyna, wciskając stopy w zniszczone buty.

– Jak to “siadajcie”? A ty co? – zapytała zdziwiona matka. – Mamy dziś na kolację same pyszności. Będzie rybka i…

– I co, kurwa? Jak zwykle kasza i zielenina? I rybka, mówisz? – Dziewczyna się roześmiała. – Ja pierdolę, rybka! Mięsko po raz pierwszy od pół roku i to tylko dlatego, że świętujemy urodziny jakiegoś pieprzonego, legendarnego boga!

– Nie bluźnij! – warknął ojciec, który do tej pory obserwował córkę w milczeniu. – Ściągnij kurtkę i usiądź przy stole.

– Kurwa, jak to się nazywa…? To nawet ma związek z tymi świętami… – Kaja udała, że nad czymś się zastanawia. – Już wiem, szopka! Właśnie, szopka! Szopkę tu odpierdalacie i tyle! Ja nie mam zamiaru w tym uczestniczyć. Wychodzę!

– Wracaj natychmiast! Nie będę tolerował takiego zachowania! Jak ty się odnosisz do rodziców?! – wrzasnął za nią ojciec.

– Kaja, proszę! – zawołała mama ze łzami w oczach.

– Wiecie, co? Pierdolę was, kochani rodzice, i całe te święta!

Kaja wybiegła z mieszkania i trzasnęła za sobą drzwiami. Miała tego wszystkiego serdecznie dość. Miała dość biedy i nieporadności rodziców. Dość tej pieprzonej wegetacji i życia nadzieją, że coś w końcu się zmieni. Że przynajmniej jedno z rodziców dostanie pracę i będą mogli żyć, o ile nie normalnie, to przynajmniej trochę lepiej.

Pod blokiem natknęła się na Łysego. Starszy kolega stał oparty o ścianę i z nabożeństwem wciągał do płuc dym z papierosa.

– Cześć! – rzuciła Kaja. – O! Skąd masz fajki?!

– Mam. Gówno cię obchodzi, skąd – Łysy popatrzył na nią krzywo.

– Nie bądź taki, daj zajarać. Głodna jestem.

– Myślisz, że ja nie? – spytał Łysy, ale wyciągnął z kieszeni pudełko papierosów i poczęstował Kaję. – Nic w gębie nie miałem od wczoraj.

– Ale fajki masz. Kradzione? – spytała Kaja, opierając się o ścianę obok kumpla i zapalając papierosa.

– Puknęliśmy z Maćkiem takiego nadzianego gościa, jak wychodził ze Spectrum – wyjaśnił Łysy. – Patrzymy, kurwa, idzie gość, torby wyładowane po same brzegi, do fury się gramoli, to my za nim. Maciek go z tyłu przydusił, potem mu jebnął parę razy; ja torby zgarnąłem i spierdalamy. Zatrzymaliśmy się dopiero nad Wisłą. Patrzymy, co w tych torbach, a tam, kurwa, jakieś pierdolone zabawki, miśki, lalki, jakieś seksi koszulki i majtki. Wszystko elegancko zapakowane w pudełeczka, torebeczki, wstążeczki, chuje muje dzikie węże.

– Pech – westchnęła Kaja ze zrozumieniem.

– Pewnie, że pech. Myśleliśmy, że jakieś żarcie na święta kupił, jak każdy normalny człowiek, a temu chujkowi prezentów się zachciało! Dobrze przynajmniej, że palący skurwiel, bo paczka fajek na dnie torby leżała – zarechotał, prezentując imponujące braki w uzębieniu.

– Dobre i to – zgodziła się Kaja i zaciągnęła się głęboko. – A co z tymi majtkami i resztą? – zapytała z nadzieją.

– Maciek powiedział, że może to gdzieś opchnie, ale ja dalej jestem głodny.

– Ja też. To może… spróbujemy jeszcze raz?

– Ja już tam nie idę. Wolę nie ryzykować…

– Czekaj. – Kaja chwyciła Łysego za rękaw. – Widzisz?

W stronę bloku po przeciwnej stronie ulicy szedł szybkim krokiem starszy mężczyzna. Szedł przygarbiony, przyciskając mocno do piersi jakiś pakunek.

– To ten Nowak z parteru. Ten pewnie ma coś do jedzenia. Widuję go czasem w Spectrum, jak robi zakupy i to nie takie, jak moi starzy. Stać go na coś lepszego.

– No to nie ma się co zastanawiać – stwierdził Łysy stanowczo. Rzucił niedopałek na chodnik i przydeptał butem, po czym naciągnął kaptur od bluzy na oczy. – Idziemy!

Kaja również ukryła twarz pod kapturem i ruszyła za kumplem.

Dopadli go, zanim zdążył ich zauważyć. Pomimo zaskoczenia Antoni nie miał zamiaru łatwo się poddać. Z całych sił trzymał torbę zawierającą zestaw obiadowy numer sześć oraz specjalny zestaw wigilijny z karpiem. Nawet kiedy Łysy zaczął go kopać, zwinął się do pozycji embrionalnej i wciąż ściskał swój skarb.

– Oddawaj to! – warknął chłopak, starając się wyrwać torbę.

– Nie macie Boga w sercach! – wycharczał Antoni. – Tak nie można!

– Jakiego Boga? Bóg to bajka! – roześmiała się Kaja. – Jakby istniał, to pewnie by ci pomógł.

Dziewczyna sięgnęła po torbę i nagle zawyła z bólu. Spojrzała na dłoń i dostrzegła, że z rany po ugryzieniu zaczyna cieknąć krew.

– Ty skurwysynu! Zabiję cię! – krzyknęła.

Nawet Łysy był zdziwiony, że stało się to tak szybko. Kaja wyciągnęła z kieszeni nóż sprężynowy i zaczęła nim dźgać z dziką pasją leżącego mężczyznę. Działała jak automat i nie przestawała ani na chwilę, tak jakby świat wokół niej przestał istnieć. Jakby nie była sobą, tylko zaprogramowaną maszyną do zabijania.

– Kajka, przestań! Nie zabijaj! – syknął Łysy i podniósł leżącą obok torbę z zakupami. – Kaja, on… już jest martwy. Spierdalamy!

Dziewczyna popatrzyła na niego nieobecnym wzrokiem, jakby zupełnie nieświadoma tego, co się stało. Wypuściła z ręki nóż i stała nieruchomo.

– Kaja! Spadamy stąd! – Łysy pociągnął ją za rękę. – Kurwa, ktoś jedzie! Wiedziałem… A mówili, że wigilia to noc cudów…

Samochód nadjechał tak cicho, że nawet go nie zauważyli. Była to niewątpliwa zaleta silnika elektrycznego.

 

 

I, IX

 

 

24 grudnia, godzina 19:30

 

– Nie obudzą się? – zapytał Kosma, zerkając na tylne siedzenie samochodu.

– Nigdy się nie budzą wcześniej, niż to konieczne – stwierdził zdecydowanie Maks.

Kosma zazdrościł przyjacielowi tej pewności we wszystkim, co robił i mówił. Nowe środowisko, w którym się znalazł wymagało całkowitej subordynacji, poświęcenia dla sprawy i zdecydowanego działania.

Chłopak wychowany w katolickiej rodzinie, od małego faszerowany sloganami o Bogu, Jezusie, miłości i miłosierdziu, widząc otaczającą go rzeczywistość, zaczął wątpić.

Chciał korzystać z życia, cieszyć się jego urokami, podróżować, ale zawsze brakowało kasy. Szukał pracy, chciał zarabiać, tylko że pracy już nie było. A przynajmniej nie było jej dla wszystkich ludzi. Miał dość życia na garnuszku matki, która jako jedyna w rodzinie pracowała na etacie i przynosiła do domu jakieś pieniądze. Nie mógł tak dalej wegetować.

Kiedy miotał się, szukając swojej drogi i miejsca w życiu, oczy otworzył mu Maks. Propozycja, którą przedstawił Kosmie przyjaciel, była na tyle pociągająca, że trudno było z niej nie skorzystać, nawet za cenę duszy.

– Jak myślisz… to dzisiaj?

– A co ja, kurwa, prorok jestem? Dzisiaj czy jutro, kiedyś wreszcie musi.

– Ale wierzysz, że to będzie właśnie On. – Kosma bardziej stwierdził, niż zapytał.

– W coś trzeba wierzyć – odparł sentencjonalnie Maks. – Widzisz, jakie gówno dookoła.

– Widzę. – Kosma skinął. – I dzięki, stary, że otworzyłeś mi oczy i wyrwałeś mnie z tego szamba. Ale zastanawiam się…

– Nie zastanawiaj się. – Maks skręcił w boczną drogę prowadzącą w las. – Adam powiedział, że to się stanie dzisiaj. Zbyt długo w tym siedzę i zbyt wiele widziałem, żeby wątpić, że będzie inaczej. Zbyt dużo już dostałem, żeby nie chcieć jeszcze więcej.

Jechali kilka minut w milczeniu. Kosma obserwował białe płatki tańczące w świetle reflektorów. Pomyślał, że już dawno nie widział śniegu o tej porze roku. Zastanawiał się, czy to przypadkiem nie był znak.

Na końcu drogi znajdowała się szeroka, metalowa brama, która zaczęła się otwierać, zanim do niej dojechali. Po obu jej stronach ciągnęło się wysokie kamienne ogrodzenie. Zaparkowali przed okazałym dworkiem. Przy samochodzie momentalnie zjawili się dwaj mężczyźni. Jednemu z nich Maks rzucił kluczyki i wskazał na tylne siedzenie, na którym spali chłopak i dziewczyna. Mężczyzna skinął, jakby doskonale wiedział, co ma robić.

Maks i Kosma weszli do domu, minęli wielki hall na parterze, a potem szerokimi marmurowymi schodami dostali się na piętro. Zatrzymali się przed dwuskrzydłowymi drzwiami, które same się otworzyły, zanim jeszcze zdążyli zapiąć marynarki i zapukać. 

Wchodząc do środka, można było odnieść wrażenie, że przenosi się do zupełnie innego świata. Pomimo tego, że pomieszczenie było ogromne, to wysokie regały wypełnione książkami, zajmujące wszystkie ściany wokół, brak okien i panujący półmrok, sprawiały klaustrofobiczne wrażenie.

Maks pewnie ruszył pierwszy i od razu skierował się w stronę stojącego w rogu sali biurka, przy którym siedział mężczyzna i zapisywał coś w oprawionym w skórę notesie.

– Witajcie. Jesteście pierwsi – powiedział, nie przerywając pisania. – Jakieś problemy z ofiarami?

– Nie, Adam, żadnych – odparł Maks.

– Więc pozostało nam jedynie czekać na innych i… na Niego. – Adam przygładził długie, lśniące włosy i uśmiechnął się do kogoś, kto siedział w głębi, gdzie nie docierał blask świec.

Z mroku wyłoniła się kobieta. Była piękna i pociągająca. Długie, ciemne włosy spływały miękko, aż do pasa. Na tle jasnej cery wyraźnie odznaczały się bladoniebieskie oczy i karminowe usta. Głęboki dekolt luźnej sukni odsłaniał jędrne, kształtne piersi, na których widok Kosma poczuł, że jego spodnie stały się jakby ciasne. W jej obecności zawsze czuł podniecenie, a jednocześnie onieśmielała go. Nie wiedział, czy sprawiało to przeszywające spojrzenie, jakim go obdarzyła, czy też wielki brzuch, na którym trzymała dłoń.

– Witaj, Anno. – Maks i Kosma skłonili się z szacunkiem.

– Cieszę się, że jesteście z nami. Nasz Pan już dziś będzie wśród nas – powiedziała i z uwielbieniem pogłaskała brzuch. – Rozgośćcie się.

Kilka minut później dołączyły inne osoby: kobiety w wyzywających sukniach, mężczyźni w najlepszych garniturach i szytych na miarę koszulach. W powietrzu unosił się ciężki zapach perfum, przyprawiający Kosmę o zawrót głowy. Wolał stać z boku i obserwować, jak inni, w niewielkich grupach toczyli rozmowy ściszonymi głosami.

W końcu zasiedli przy ogromnym, suto zastawionym, okrągłym stole. Jednak nikt nie kwapił się, aby spróbować wymyślnych potraw, przygotowanych specjalnie na tę okazję. Pili natomiast wszyscy.

Kosma przez chwilę wpatrywał się w czerwony płyn w kieliszku. W końcu wypił, chociaż nigdy wcześniej nie przypuszczał, że zdobędzie się na coś takiego. Przez chwilę rozkoszował się słodkawo-metalicznym smakiem i musiał przyznać, że krew mu smakuje.

Panującą w pomieszczeniu ciszę przerwała Anna:

– Zaczyna się. – Uśmiechnęła się, przyciskając ręce do brzucha.

 

 

II

 

24 grudnia, godzina 20:15

 

Rafał leżał w szpitalnym łóżku i tępym wzrokiem patrzył w sufit. Czuł się okropnie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, i miał poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Święta powinien spędzać z rodziną, a tymczasem leżał w jakimś okropnym szpitalu, wszystko go bolało i nie mógł się ruszać. Miał przynajmniej nadzieję, że lekarze porządnie poskładali mu kości prawej ręki i niedługo będzie mógł wrócić do pracy.

– No i jak się czujemy? – Do sali weszła pielęgniarka. Jej idealnie biały fartuch kontrastował z niemalże czerwonymi włosami, spiętymi w kunsztowny kok. 

– Czujemy? – zapytał z lekką ironią w głosie. – Nie wiem, jak pani, ale ja się czuję podle.

– Ja pewnie też bym się czuła lepiej, gdyby akurat w wigilię nie wypadł mi dyżur. – Starsza kobieta położyła na stoliku przy łóżku pojemnik z ampułką, strzykawką i lekami. – Ale cóż, cieszę się, że dzięki Bogu, przynajmniej mam pracę i nie zastąpili mnie jeszcze żadnym automatem.

– Dzięki Bogu? – zapytał Rafał sceptycznie. – To niezłe ma pani chody tam na górze.

– Żartowniś z pana. – Zaśmiała się i poprawiła poduszkę pod głową Rafała. – Szkoda, że nie spędzi pan Wigilii z rodziną – dodała.

– To jest nas dwoje.

– Ja jestem sama, więc to bez różnicy.

– A mąż? Dzieci?

– Mąż zmarł w zeszłym roku, a syn… – Na twarzy pielęgniarki pojawił się grymas bólu. – Nie mam już syna.

– Chyba środki przeciwbólowe przestają działać – jęknął Rafał. Doszedł do wniosku, że jednak nie ma ochoty wysłuchiwać historii rodzinnych tej kobiety.

– Zaraz temu zaradzimy – powiedziała, podając zastrzyk przez wenflon założony na grzbiecie dłoni. – Chwała Bogu, że nic poważnego się panu nie stało. A tamci, co pana tak urządzili, to się będą w piekle smażyć.

– Nic poważnego się nie stało? Pani chyba żartuje! – oburzył się Rafał. – Nie widzi pani, jak wyglądam?

– Miałam na myśli to, że pan żyje. Boże święty, ile to się słyszy ostatnio o napadach i morderstwach. Strach wychodzić na ulicę. – Pielęgniarka zbliżyła do skroni pacjenta termometr bezdotykowy. – Trzydzieści dziewięć stopni… ale to normalne. Niech się pan nie martwi, wszystko będzie dobrze.

– Mam nadzieję – westchnął.

– Dobrze, że przynajmniej nadzieję, choć lepiej byłoby mieć wiarę. – Uśmiechnęła się. – Wiara czyni cuda.

– Myśli pani, że potrzebuję cudu?

– Mówię ogólnie, nie tylko o zdrowiu. W taki dzień jak dziś, człowiek czeka na coś… na jakąś zmianę, na to, że może… Jezus powróci na Ziemię i zrobi z tym wszystkim porządek.

Rafał chciał się zaśmiać, ale nie był w stanie. Owszem, obchodził święta Bożego Narodzenia, ale nie był człowiekiem religijnym. Święta miały dla niego charakter raczej symboliczny i komercyjny. Obchodził je z przyzwyczajenia i nigdy nie zastanawiał się nad ich sensem, a już na pewno nad tym, że Jezus kiedyś powtórnie się narodzi.

– Krysia, skończyłaś już? – W drzwiach stanęła inna pielęgniarka i zwróciła się do kobiety, która zajmowała się Rafałem. – Czekamy tylko na ciebie.

– O Jezu, zaraz przyjdę. Najpierw obowiązki – odparła zniecierpliwiona Krysia, podając Rafałowi tabletki. – Proszę to połknąć. Później przyniosę panu kawałek ciasta.

 

 

VIII

 

24 grudnia, godzina 23:45

 

Anna z nadzwyczajnym spokojem znosiła bóle porodowe. On ją wybrał. Sam do niej przyszedł, zostawił w niej swoje nasienie i powiedział, że urodzi Jego syna. Całe życie wiernie służyli Mu z Adamem i właśnie teraz miała ich spotkać za to nagroda. Rozpierała ją duma, która kazała zapomnieć o rozdzierającym bólu, bo już za chwilę miała nastąpić długo wyczekiwana chwila.

Nie chciała położyć się do łóżka, bo według niej byłoby to oznaką słabości. Siedziała na fotelu, zaciskając dłonie na rzeźbionych podłokietnikach. Adam i dwie położne wyznaczone do asystowania przy porodzie byli ciągle blisko niej, ale ona nie chciała niczyjej pomocy. Wiedziała, że skoro jest wybrana, to poradzi sobie sama. Chciała, żeby wszyscy na nią patrzyli i widzieli, jak wydaje na świat Tego, na którego czekali.

Tymczasem do sali wprowadzono grupę ludzi: sześć kobiet, sześciu mężczyzn i sześcioro dzieci. Wszyscy byli skrępowani i zdezorientowani. Stłoczeni w jednym miejscu tulili się do siebie nawzajem, szukając oparcia i ratunku. Anna widziała przerażenie w ich oczach, widziała, jak się szamotali, próbując się uwolnić, i widok ten dodawał jej sił.

– Ja nic złego nie zrobiłam! – krzyknęła nagle młoda dziewczyna w kurtce z kapturem. – To on! To on go zabił! – Kopnęła stojącego obok chłopaka tak mocno, że się przewrócił. – Jego weźcie! Jestem niewinna! Co tu się dzieje?!

Zrobiło się zamieszanie. Maks podszedł do dziewczyny i uciszył ją uderzeniem pięści w twarz.

– Milcz! – wrzasnął. – Powinnaś być dumna z tego co zrobiłaś. Twoja krew złożona w ofierze będzie milsza Panu, niż krew niewinnych! A wy możecie zaczynać – zwrócił się do Kosmy i mężczyzn pilnujących grupy. – Już czas.

Błysnęły ostrza. Popłynęła krew…

Nagle gorący podmuch wstrząsnął pomieszczeniem, a w miejscu, gdzie siedziała Anna, pojawiło się jasne światło. Między udami kobiety ukazała się główka dziecka. Wystarczył jeszcze ostatni wysiłek i chłopczyk znalazł się w rękach Adama.

 

 

 

Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzicie Go wstępującego do nieba.

Dz 1, 11 

 

– Jestem zmęczona. Chciałabym się położyć – jęknęła kobieta, wiercąc się na przednim siedzeniu samochodu i gładząc przy tym wydatny brzuch.

– Niedługo się zatrzymamy, kochanie. Dzisiaj nie dojedziemy do Wasco – powiedział mężczyzna siedzący za kierownicą, nie spuszczając wzroku z autostrady. – Już niedaleko będzie motel, to odpoczniesz, a jutro ruszymy dalej.

– Trochę mi smutno, że wyjechaliśmy z Denver. – Kobieta odwróciła się do okna i przez dłuższą chwilę patrzyła na rozległe, piaszczysto-kamieniste pola pustyni Mojave i majaczące na horyzoncie pasmo gór. – Ale wiem, że na farmie nasze dziecko będzie miało przynajmniej jakąś przyszłość.

– Będzie dobrze. Najważniejsze, że mamy zapewnione wyżywienie i dach nad głową, a przede wszystkim pracę. Lubisz róże, prawda?

Jechali dłuższy czas w milczeniu. Rozpoczynali właśnie nowy etap w życiu i to napawało ich nadzieją. W mieście klepali biedę i żyli w ciągłym strachu, a teraz, kiedy na świecie miało pojawić się ich dziecko, musieli zadbać o to, by je wykarmić i zapewnić mu bezpieczeństwo, nawet jeżeli wiązało się to z przeprowadzką do innego stanu. Kobieta starała się nie myśleć o śnie, którego wspomnienie dręczyło ją od dziewięciu miesięcy, ale nie mogła. Obraz świetlistej postaci, która wtedy do niej przemówiła, wciąż do niej powracał i wciąż słyszała spokojny głos zwiastujący narodzenie Syna Bożego.

– Nie wiem, czy wytrzymam. – Kobieta poczuła pierwszy delikatny skurcz.

– Już dojeżdżamy. Popatrz, jesteśmy na miejscu. – Ucieszył się mężczyzna.

– Motel „Old Stable” – przeczytała, wysiadając z samochodu.

– Chodź, ja wezmę walizkę. Mam nadzieję, że mają wygodne łóżka – uśmiechnął się, przytulając żonę.

W recepcji siedział łysy, barczysty mężczyzna. Wytatuowane ramiona i niezliczone ilości kolczyków w uszach i nosie oraz spluwa za paskiem mogły budzić uzasadniony niepokój u potencjalnych klientów.

– Poprosimy pokój na jedną noc.

Mężczyzna otaksował ich wzrokiem w milczeniu, jednak kiedy dostrzegł, że kobieta jest w zaawansowanej ciąży, jego obawy zmalały.

– Trzysta dolców – powiedział. – Taniej niż u mnie nigdzie w okolicy nie znajdziecie.

– Trzysta? Ja mam na koncie jeszcze tylko siedemdziesiąt – szepnęła kobieta do męża.

– A ja dwieście. To już ostatnie pieniądze – odparł. – Mamy dwieście siedemdziesiąt. Wystarczy? – zwrócił się do właściciela motelu.

– Dwieście siedemdziesiąt? – zastanowił się przez chwilę. – W porządku. Dajcie karty.

– Mary Carpenter. – Przeczytał, skanując pierwszą kartę. – Joseph Carpenter. – Odczytał z drugiej.

 

 

 

25 grudnia, godzina 6:30

 

– Wesołych Świąt, panie Rafale – powiedziała Krysia, wchodząc do sali z termometrem i poranną porcją lekarstw. – No to się nam Bóg narodził! – obwieściła z uśmiechem na zmęczonej twarzy.

– Wesołych Świąt – odparł niemrawo Rafał, próbując usiąść na łóżku.

– Powolutku, pomogę panu…

– Nie trzeba. Sam sobie poradzę – mruknął, zaciskając z bólu zęby. – A pani jeszcze tu jest?

– Zaraz kończę dyżur i lecę do domu. Mam nadzieję, że dzisiaj, a w dodatku o tej porze będzie bezpiecznie, to po drodze wstąpię jeszcze do kościoła, później odeśpię nockę i wreszcie zacznę świętować. – Na zmęczonej twarzy Krysi pojawił się blady uśmiech. – A pan niech na siebie uważa i unika niebezpiecznych miejsc, bo życie to najcenniejszy skarb. Nie każdy ma tyle szczęścia.

– Ludzie umierają, to normalne. – Rafał nie był skłonny do dyskusji.

– Wie pan co? W nocy przywieźli na ginekologię kobietę. Rodziła w domu. Wskutek nieprzewidzianych komplikacji doszło do zatrzymania akcji serca. Lekarze robili, co mogli, ale niestety nie udało jej się uratować.

– Jaki to ma związek ze mną?

– Jaki? Ano taki, że strzeżonego Pan Bóg strzeże – stwierdziła Krysia. – Mogła przecież rodzić w szpitalu. Pewnie teraz by żyła.

– A co z dzieckiem? – zapytał obojętnie.

– Dziecko na szczęście ma się dobrze. To chłopiec, ma na imię Lucjusz. Też jest u nas.

 

 

Wiele lat później…

 

Oto Pan pustoszy ziemię, niszczy ją i przewraca jej powierzchnię, a mieszkańców jej rozprasza. 

Iz 24, 1

 

I nadszedł w końcu dzień, gdy dobro i zło stanęły przeciwko sobie. Siły potężnych żywiołów starły się wysoko ponad ziemią, tworząc budzące grozę widowisko.

Gęste chmury zasnuły słońce, spowijając ziemię w mroku. Pierwszej błyskawicy, która przecięła niebo, towarzyszył oślepiający błysk. Później pioruny uderzały w ziemię gęsto niczym deszcz. Przy akompaniamencie ogłuszających grzmotów bezlitośnie bombardowały drzewa, budynki, mosty i wszystko, co znalazło się na ich drodze. Krople wody z sykiem uderzały w rozpalone od słońca dachy domów i asfalt na ulicach.

A potem zatrzęsła się ziemia i zaczęła pękać, tworząc bezdenne szczeliny, które niczym paszcze potwornych bestii pochłaniały wszystko wokół. Runęły drzewa, runęły mury, runęły mosty… Łańcuchy górskie kruszyły się, wywołując potężne lawiny, niszczące całe miasta i wioski, a rozszalałe huragany i tornada zmiatały z powierzchni ziemi wszystko, co stanęło im na drodze.

 

 

 

Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów.

1P 4, 8

– Mamo! Mamo, jesteś tam?! – Kosma próbował przekrzyczeć huk, z jakim waliły się ściany budynku. Cieszył się, że mimo wszystko udało mu się uzyskać połączenie. – Mamo, nic ci nie jest?

– Nic nie słyszę. Kto mówi? – zapytała Krysia słabym głosem.

– To ja, Kosma! – wrzasnął, usuwając się w ostatniej chwili przed spadającym z góry kawałkiem sufitu.

– A… Kosma. Tyle lat cię nie widziałam. – Na twarzy Krysi pojawił się lekki uśmiech, jakby przypominała sobie coś, co dawno minęło, ale wciąż budziło w niej żywe emocje. – Jak się masz, synku?

– Mamo… chciałem ci powiedzieć… Chciałem… Myliłem się… – Dźwięk tłuczonego szkła zagłuszył dalsze słowa.

– Co mówisz?

– Myliłem się! Miałaś rację! Jesteś bezpieczna?

– Tak – odparła, sadowiąc się wygodniej pod ścianą i naciągając koc. – Bezpieczna i gotowa.

– Mamo, to już koniec! – Z ust Kosmy wydobył się rozdzierający krzyk.

– Zawsze ci to mówiłam, ale nie słuchałeś. Wierzyłeś w nie to, co trzeba. Oddaliłeś się od Boga.

– To już nieważne. Dla mnie już nie ma ratunku. Kocham cię, mamo…

– Ja też cię kocham, synku. Zawsze cię kochałam…

Potężny wstrząs sprawił, że ściany piwnicy zadrżały, lecz Krysia pozostała niewzruszona. Przesuwała między palcami paciorki różańca, a pomarszczone bezzębne usta szeptały w skupieniu słowa:

Zdrowaś Mario…

 

 

 

 Żałośnie wygląda ziemia, zmarniała; świat opadł z sił, niszczeje, niebo wraz z ziemią się wyczerpały. 

Iz 24, 4

 

Zaskoczeni ludzie smagani gradowymi kulami, w popłochu szukali schronienia. Inni zaś opuszczali swoje domy albo ginęli pod gruzami walących się budynków. Umierali wszyscy: kobiety, mężczyźni i dzieci. Jedni z imieniem Boga na ustach, błagając o litość, inni, złorzecząc mu i wygrażając. Ale nie było już litości, gdy spadające z nieba ogniste kule równały z ziemią wszystko, co jeszcze na niej zostało.

Na koniec wody rzek, mórz i oceanów wystąpiły z brzegów, zalewając lądy kawałek po kawałku. Przetaczająca się nawałnica zagłuszała wrzaski tonących i umierających w męczarniach ludzi.

A potem nagle nastała cisza. I nie ocalał nikt…

 

 

 

31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów.

Mt 25, 31-32

 

Kosma czuł się dziwnie. Tak jakby miał ciało, ale było ono niematerialne. Widział swoje pomarszczone dłonie, krzywe nogi, opasły brzuch, ale miał wrażenie, że nie należą do niego. Wiedział, że siedzi, ale nie wyczuwał pod sobą krzesła.

Na ścianie naprzeciwko znajdował się ekran, na którym, niczym w filmie, wyświetlały się sceny z jego życia. Patrzył jak zahipnotyzowany, nie mogąc oderwać wzroku, nawet w momentach, których wolałby nie pamiętać. Przeżywając jeszcze raz swoje życie, stracił poczucie czasu. Nie wiedział, czy to wszystko trwało kilka sekund, czy może całe sześćdziesiąt trzy lata.

Kiedy film się skończył, Kosma rozejrzał się niepewnie wokół. Uzmysłowił sobie, że znajduje się w długim, wąskim korytarzu. Wzdłuż jednej ściany ciągnął się rząd krzeseł, na których siedzieli ludzie wpatrzeni w znajdujące się na przeciwległej ścianie ekrany. Co jakiś czas ktoś wstawał z miejsca i ruszał korytarzem w jedną bądź drugą stronę. Na zwolnionym miejscu materializowała się momentalnie kolejna postać.

Tuż obok siebie zauważył matkę. Siedziała i w skupieniu „oglądała” swoje życie. Kosma, nawet gdyby chciał, nie mógłby dojrzeć, co takiego wyświetlane było na jej ekranie. Podobnie z innymi. Zrozumiał, że życie to sprawa osobista. Mógł zobaczyć tylko swoje.

Dwa krzesła dalej dostrzegł Maksa. Tuż za nim siedziała Monika. Jeszcze dalej ta dwójka, którą zgarnęli z ulicy w dniu, w którym urodził się Lucjusz. Właściwie nie powinien pamiętać ich twarzy, ale przed chwilą zobaczył ich na filmie ze swojego życia. To był jeden z wielu momentów, kiedy chciał odwrócić wzrok, widząc siebie zadającego komuś śmiertelne rany. 

Wolał nie rozglądać się więcej. Jedyne, co jeszcze zarejestrował, to to, że jeden koniec korytarza ginął w mroku, natomiast z końca drugiego biło oślepiające światło.

– Mamo… – odezwał się niepewnie.

– Tak, synku? – Krysia skończyła właśnie oglądać swój pokaz i odwróciła się do niego.

Kosma chciał ją o coś zapytać, ale nagle zobaczył, że Maks wstał z krzesła i ruszył korytarzem. Wydawało się, że szedł całą wieczność, zanim zniknął w mroku. Kosma odniósł wrażenie, że pochłonęła go ciemność.

– Pytałeś o coś, synku? – zapytała mama.

– Co dalej? – wyszeptał oszołomiony.

– Co? A co widzisz przed sobą? On też już to widział i wydał wyrok. To Sąd Ostateczny. Pamiętasz jeszcze słowa wyznania wiary? – Kobieta zawiesiła głos, jakby czekała na potwierdzenie.

– I powtórnie… przyjdzie w chwale… sądzić żywych i umarłych, a… – Próbował sobie przypomnieć z największym wysiłkiem.

Kosma nie dokończył zdania. Matka wstała nagle ze swojego miejsca, odwróciła się i ruszyła w przeciwną stronę korytarza, w stronę światła. Na jej miejscu pojawiła się mała dziewczynka.

Kosma czekał. Żałował, że nie miał tej wiary, co jego matka, żałował wielu rzeczy, które robił w swoim życiu, żałował, że nie może dostać jeszcze jednej szansy.

Nagle jakiś wewnętrzny głos kazał mu wstać. Posłusznie mu się poddał i ruszył.

 

 Odwróć się więc od swego grzechu i proś Pana, a może ci odpuści twój zamiar.

Dz 8, 22

 

 

 

 

grafika – http://ministrancinsjsrem.strefa.pl/dekalog.html

Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Absolutnie nie. Postęp jest naturalną konsekwencją aktywności w danej dziedzinie. Jest teraz Twoim udziałem i zwyczajnie przetwarzaj dalej swoje niedociągnięcia i elementy zwieńczone sukcesem. Dziergaj dalej tą ikebanę, bo zajęcie nad wyraz przyjemne w swojej naturze, ale też przyjmij do wiadomości, oswój się z faktem, że coś osiągasz i wykorzystuj ten fakt świadomie. Nikt tu nie pitoli li tylko po to, żeby Ci humor poprawić, tylko wyraża swoje spostrzeżenia. A zbieżność kilku opinii nie wydaje mi się przypadkowa. :)

Majku tekst jest już opublikowany, więc teraz czekam na konstruktywne pitolenie. :D

Jeszcze raz bardzo dziękuję. :)

Cała przyjemność… Zwłaszcza, że możliwość pobycia tu z wami przy okazji Twojej pracy była dla mnie przyjemnym relaksem w codziennym zamieszaniu, ostatnio trudnym.

Trzymam kciuki!

 

Tytuł mnie intrygował, jak wisiał na becie, więc nie mogłam nie zajrzeć :) Podoba mi się koncepcja świata (ta nostalgia za smakiem boczku i mielone jako wykwintny obiad ;)), ale fabularnie jest gorzej. Dużo scen, zdecydowanie za dużo bohaterów. Postacie Maksa, Moniki, Rafała, pielęgniarek, Kai wydały mi się zbędne. Maria i Józef występują znienacka w jednej scenie i w zasadzie niewiadomo po co, podobnie z Anną. Skupienie się na mniejszej liczbie postaci wyszłoby opowiadaniu na zdrowie. Antoni wyszedł najlepiej, imho, jedyny który ma jakieś cechy, pozostali mocno papierowi i nielogiczni. Kaja niby zabija z głodu, ale jak matka w domu szykowała kolację, to wyszła? Kosma próbuje zaliczyć złamanie wszystkich dziesięciu przykazań w godzinę? :) Gdzieś ten pomysł się rozmył między niewiele wnoszącymi scenami. Co właściwie chciałaś przekazać? Bo zrozumiałam, że w dniu sądu źli pójdą w mrok, dobrzy do światłości, ale do tego wystarczyłaby połowa opowiadania. Może coś mi umyka?

Bellatrix, potwierdzasz wątpliwości betujących. Widzę, że mimo wszystko pomysł z przykazaniami nie jest dość jasno pokazany.

Kosma próbuje zaliczyć złamanie wszystkich dziesięciu przykazań w godzinę? :)

Nie, nie tylko Kosma. Wszyscy łamią przykazania i stąd te rzymskie liczby nad poszczególnymi scenami, stąd też taka liczba postaci.

Bo zrozumiałam, że w dniu sądu źli pójdą w mrok, dobrzy do światłości,

No właśnie nie do końca. Czy skrucha w ostatnich godzinach życia wystarczy, żeby pójść w stronę światła? Jak myślisz, w którą stronę pójdzie Kosma?

Rzeczywiście, Maria i Józef pojawiają się epizodycznie, bo akurat, moim zdaniem, tyle wystarczyło.

Kaja niby zabija z głodu, ale jak matka w domu szykowała kolację, to wyszła?

Kaja ma dość życia w biedzie, dość wegetacji. Zabija nie tyle z głodu, co z wściekłości. Początkowo mieli tylko zabrać sąsiadowi jedzenie, a wyszło, jak wyszło.

Dzięki za przeczytanie i opinię. Sądzę, że opinie innych czytających będą podobne.

 

 

Majku,

Zwłaszcza, że możliwość pobycia tu z wami przy okazji Twojej pracy była dla mnie przyjemnym relaksem w codziennym zamieszaniu, ostatnio trudnym.

Polecam się na przyszłość. :)

Spokojnie. AQQ. Na razie sami betaheretycy oraz twórczyni hard s-f się wypowiedzieli. Przyjdzie ktoś bardziej religijny i pewnie od razu załapie Twój zamysł.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tenkju ;)

Marasie, obawiam się, że Antoni Nowak został zamordowany i już tylko heretycy zostali. :)

Doradzałem leżakowanie tekstu przez dwa tygodnie i zgłaszałem pewne uwagi odnośnie kompozycji i konstrukcji opowiadania ale m.in. na poziomie języka i warsztatu tekst z pewnością zasługuje na bibliotekę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marasie, przyznaję się bez bicia, że nie skorzystałam ze wszystkich Waszych rad.

A za bibliotekę bardzo dziękuję. :)

Zorientowałem się, że to horror, kiedy gość otrzymujący emeryturę uważany jest za zamożnego ;).

Ale poważnie – co chciałaś przekazać tym tekstem? Bo to właściwie literalne, biblijne, opisanie końca świata, okraszone kilku scenami sytuacyjnymi. Brakowało jakiegoś drugiego dna, jakiegoś twistu fabularnego. Temat końca świata fajnie ogrywał Sheckley w “Bitwie”, a powtórnych narodzin Mesjasza – Ziemkiewicz w “Szosie na Zaleszczyki”. Rzuć okiem, to zobaczysz, co mam na myśli.

Co do samej konstrukcji i stylu – dobrze mi się czytało. Wielość bohaterów nie przeszkadzała mi tak, jak Belli, bo fajnie łączyli się w poszczególnych rozdziałach (żona – mąż – pielęgniarka – zbir). Plus za “Józefa Cieślę” – uśmiechnęło :).

A z technikaliów:

– “Wraz z postępem i robotyzacją (…), ludzie stali się zbędni” – wiem, że to skrót myśłowy, ale to nie ludzie stali się zbędni (wszak dla nich pracują roboty), a ich praca;

– “a poza ty miłość” – “tym”;

– “subordynacji i poświęcenia dla sprawy i zdecydowanego działania” – tu, moim zdaniem, lepszy byłby przecinek: “subordynacji, poświęcenia dla sprawy i zdecydowanego działania”;

– “że jednak ma ochoty wysłuchiwać historii” – zabrakło “nie” w “nie ma ochoty” albo ogonka w “ma ochotę”.

Niezłe, acz – bez fanfar (moim zdaniem).

 

EDIT: Pomysł z przykazaniami – załapałem :).

EDIT2: Rany boskie, ile komentarzy. Zebrane razem stworzyłyby chyba niezłą powieść :)?

Miejsce na Twoją reklamę!

To, że numery rozdziałów wskazują na łamane przykazania, to wyłapałam, wszak zwykle opowiadania zaczynają się pierwszym rozdziałem a nie trzecim :) Ale nie wszyscy bohaterowie są pokazani na łamaniu przykazań. Kosma myślę, że pójdzie do piekła, wszak nie złamał chyba tylko czwartego, bo jednak do matki odnosił się uprzejmie (choć w sumie, niewiadomo jak do ojca – skoro szacunkiem darzył tylko matkę, bo zarabiała :)). Ciekawszym pytaniem wydaje mi się, gdzie trafi Antoni?

Edit: chociaż, jak tak patrzę na końcówkę, to chyba sugerujesz, że jednak Kosma ma iść do światła, bo żałował.

Staruchu, może i powieść by wyszła. Ale obawiam się, że byłaby interesująca głównie dla korektorów. ;-)

Babska logika rządzi!

Staruchu – Błędy są w miejscach, gdzie coś dopisywałam, już po sprawdzeniu przez betujących. Dzięki za wyłapanie. 

Moje dotychczasowe teksty miały prostą fabułę i były zrozumiałe. Tym razem chciałam dać czytelnikowi do myślenia, ale widocznie przeceniłam swoje umiejętności.

Czytałam kiedyś artykuł o tym, że właśnie w związku z robotyzacją, za kilkadziesiąt lat bezrobocie wzrośnie do niespotykanej dotąd poziomu. Pytanie: do czego to doprowadzi? Jak zaczną zachowywać się ludzie? W co będą wierzyć? Czy religia przetrwa? I takie tam… I jak to wszystko będzie się miało do tego, że mamy zostać osądzeni.

Dziękuję za komentarz i cieszę się, że przynajmniej dobrze się czytało. :)

 

Bello,

Ciekawszym pytaniem wydaje mi się, gdzie trafi Antoni?

Ja tego nie wiem. :) Chodzi o to, żeby się nad tym zastanowić. A może nawet zadać sobie pytanie, gdzie my trafimy? ;)

Edit: 

 chociaż, jak tak patrzę na końcówkę, to chyba sugerujesz, że jednak Kosma ma iść do światła, bo żałował.

Tego też nie wiem. :)

A z tymi komentarzami, to zupełnie zapomniałam, żeby do wkleić od nowa. Trudno.

Nie ma takiego wymogu. A nawet, gdybyś wkleiła nowy tekst, to stary wisiałby betom na profilach…

Babska logika rządzi!

AQQ – no właśnie. Nijak mi się ta robotyzacja z Sądem Ostatecznym nie łączy. Będzie robotyzacja – będzie gorzej (może). Ale ludzie zostaną tacy sami, i źli, i dobrzy. I to, czy z korytarza pójdą na prawo czy lewo – wszak nie zależy od tego, czy mieli pracę i pieniądze, czy nie.

Religia (w takiej formie jak teraz) przetrwa jedynie w formie szczątkowej – tak mi się wydaje. Komu się dzisiaj chce słuchać truizmów i zasuwać co tydzień na mszę? Ale to już niezależnie od bezrobocia;).

Pytania zadajesz bardzo fajne, acz z ich przelaniem na papier – jeszcze nie do końca wyszło. Próbuj dalej – będę czytał :)!

Miejsce na Twoją reklamę!

A, to dlatego kilka komentarzy, a na liczniku prawie dwie setki, aż tak źle było? ;)))

Brrr, wizja przyszłości makabryczna, ale jakże prawdziwa. Nawiązania do dekalogu mogą być. Sąd ostateczny jakiś taki nijaki niestety. Mnogość bohaterów – w trakcie czytania się pogubiłem czasami kto jest kim, to chyba nie za dobrze. No i najważniejsze gdzie tu legenda, no bo Biblia chyba nie bardzo się w to łapie.

Podsumowując całkiem sprawnie napisane, ale faworytem moim to niestety nie jest.  

Staruchu, bida z nędzą wyzwala w ludziach najgorsze instynkty (może nie u wszystkich). Tutaj tylko starsze pokolenie (ci, którzy wierzą) zachowuje jakieś zasady moralne, choć i oni grzeszą.

Czy będzie Sąd Ostateczny? Nie wiem. A jakby coś, to spotkamy się w tym długim korytarzu i zobaczymy co dalej. :)

Enderku, przykro mi, że pogubiłeś się w natłoku postaci, ale fajnie, że przynajmniej przykazania mogą być. Szczerze mówiąc, to komentarzy jest dużo, bo był problem z ich wyłapaniem i dlatego pojawiła się grafika z kamiennymi tablicami.

Legend jest kilka: Jezus, Antychryst, a nawet sam Sąd Ostateczny.

Dzięki za komentarz. :)

No to wyciąg z podsumowania w czasie bety:

Interesujący pomysł z Dekalogiem. Nie wiem, czy miałam szansę, żeby załapać – nie znam na pamięć, tylko fragmenty bez numerków (jedyny wyjątek to szóste, bo na ten temat jest dowcip ;-) ).

Reszta stara i znana: Chrystus i Antychryst (raczej nie ma wątpliwości, kto jest kto), sąd ostateczny.

Fajnie, jak postacie stopniowo się ze sobą łączą. Acz na początku można się w tłumie zgubić. Trochę się wydają czarno-białe – jak złe, to całą gębą – kradną, zabijają, klną, nie czczą rodziców… Jeden Antoni bardziej dwuznaczny. Ale mają jakieś cechy – zapadła mi w pamięć scenka w domu dziewczyny.

Bogata symbolika. Czasami miałam wrażenie, że przesadzasz, że to wszystko jest zbyt widoczne, zbyt grubymi nićmi szyte – Stable, Carpenter, daty…

Z motywem legendy cienkawo. OK, może koniec świata pod ten termin podciągnąć, ale kto tu niby “jest legendą”? O tych narodzonych chłopcach akurat dużo nie ma.

Babska logika rządzi!

Sorki AQQ, ale nie wiem czy Cię ksiądz z ambony nie wyklnie za nazwanie Jezusa legendą ;)))

Dobre to, AQQ. 

Z symboliką zasadniczo jest tak, że może być ogromnym plusem tekstu, ale bywa też jego obciążeniem, jeśli nie można jej zrozumieć. U Ciebie taki problem nie występuje, wszystko wydało mi się przejrzyste. 

Jeśli chodzi o treść, to opowiadanie jest ciekawe i napisane bardzo zwięźle. Nagromadzenie bohaterów mi nie przeszkadzało, bo wszystkim nadałaś jakieś cechy i można było bez problemu ich od siebie odróżnić.

Kolejny plus to społeczeństwo. Serwujesz świat pełen kontrastów i ukazujesz wizję przyszłości, która wydaje się prawdopodobna. 

Zgłaszam to do biblioteki!

Finkla – to ja też, powtórzę:

Symbolika, nawet jeśli grubymi nićmi szyta, to i tak zostaje, bo to właściwie od tego wziął się pomysł.

A co do tych czarno-białych postaci, to zauważ, że ci starsi, którzy pamiętają lepsze czasy, mają w sobie jeszcze trochę (nawet sporo) człowieczeństwa. Natomiast młodzi, wychowani w takich a nie innych warunkach myślą i działają zupełnie inaczej.

W pierwotnym założeniu, legendą miał być sam Jezus (stąd też tytuł), ale jego obecność miała być zasygnalizowana jedynie w jednej scenie, druga legenda, to Antychryst.

 

Enderku -myślę, że ksiądz nie miałby podstaw, żeby mnie wykląć:

https://sjp.pwn.pl/sjp/legenda;2565793.html

Jesus jest osobą otoczoną niezwykłą sławą.

 

Rosso – bardzo się cieszę, że odebrałaś opowiadanie tak pozytywnie. Wiem, że nie do końca wszystkim się spodoba i wywoła lawinę pytań. 

Co do przyszłości, to chyba rzeczywiście jest ona prawdopodobna, biorąc pod uwagę to, co się wokół nas dzieje. Dziękuję za bibliotekę. :)

To i ja się podsumuję i idę kliknąć:

 

Jak wspominałaś – Twoje teksty dotychczas były proste fabularnie, dlatego cieszy fakt, że pokazujesz nam inne oblicze Autorki, sięgasz głębiej i przedstawiasz ciekawą koncepcję w oparciu o dekalog, pracujesz na trudnej “materii”, jaką jest człowiek i wspaniale rozpisałaś bohaterów, od wewnętrznych aspektów po samo uzewnętrznienie pragnień, emocji, mechanizmów i frustracji – dialogi cudowne.

Od początku scena po scenie fabuła zazębiała się i rozwijała bardzo czytelnie, jak dla mnie, żadnej postaci bym nie pomiął, każda ma dla koncepcji i fabuły znaczenie.

Ciekawie i spójnie w koncepcji tekst został okraszony cytatami.

Otwarte zakończenie po scenach Kosmy z matką dobrze zamyka całość, bo mechanizm i sposób w jaki działa Syn boży w chwili śmierci człowieka do dziś pozostaje zagadką, nawet dla wyznawców religii pełnej wielu sprzeczności, na linii zapis – praktyka religijna.

Jednakże… Zakończenie jest jedynym miejscem, w którym ja poczułem niedosyt. Osobiście wsadziłbym wszystkich bohaterów w jakieś inne miejsce niż korytarz, jednak nie takie, żeby klimat trącił “Chatą” i zapętliłbym wszystkie postaci w ich ziemskim dorobku z udziałem samego Josha. I jeszcze wywinąłbym tu jakiś numer, coś odmiennego od przyjętych wizji i koncepcji… Poczułem po prostu fajną przestrzeń w końcówce, przygotowaną przez całą treść opka. Ale to taka moja fanaberia, bo zakończenie, podkreślam, swoja rolę spełnia.

Jednym słowem, AQQ, bardzo rzetelna robota i niesamowity krok do przodu. Gratuluję i trzymam kciuki!

 

 

 

Ach, legenda…

Moim zdaniem czytelne legendy w Synu i Antychryście, Sąd również sprawa legendarna.

Mi jeszcze od pierwszego czytania legendą powiało w minionych aspektach życia pokazanych w scenie z Antonim.

Schabowy z kapustą jako legenda? Majku, dobrze kombinujesz. :D

I książki, AQQ, KSIĄŻKI! :)

Majku, ja nie zauważyłam Twojego komentarza.

To wszystko pisałeś mi już na becie, wiec jeszcze raz dzięki za pochwały, natomiast końcówka… no cóż, mam świadomość, że nie wyszła, ale to tylko moja wina. Jestem Ci wdzięczna za wszystkie uwagi i następnym razem, jak będę miała więcej cierpliwości i weny, to wykorzystam takie rady.

 

Podejrzewam, że dla starożytnych Greków istnienie Zeusa nie było “legendą”. Opowieści o nim owszem, ale sama postać niekoniecznie. Tak samo będzie z reakcją wyznawcy dowolnej wiary względem postaci z tą wiara. Użycie słowa legenda nie jest ani oceniające, ani negujące. Są słowa, które mają swoje znaczenie i tyle.

Hmmm. Nie wiem, jak to z Grekami było. Sokratesa w końcu oskarżyli o bezbożność, więc nie wszyscy wierzyli w Zeusa.

Albo taki syn boga – Herakles. Z potworami walczył całkiem jak nasz Dratewka. Tylko silniejszy był.

Apollo chyba pomagał budować Troję (za karę). A Priam, Helena, Agamemnon? Wielu przypisywało sobie pochodzenie od jakiegoś herosa. To wszystko wygląda na legendy…

Babska logika rządzi!

No własnie. To tak jak z tym, że część katolików oburzy się na określenie “mitologia judeochrześcijańska”, ale to oburzenie nie zmieni faktu, że w antropologii słowo mitologia oznacza zespół wierzeń – i nie ma w tym nic oceniającego, negującego itp. Jeśli można mówić o mitologii hinduistycznej, pogańskiej, szintoistycznej itp., to czemu jakieś wyznanie ma być wyłączone z ogólnego nazewnictwa?

Bo tak, Wilku, bo tak! :D

A tak serio, to straszny jest poziom obrazy majestatu u znacznej części wyznawców, taki oderwany. Jednak najgorszym aspektem tej sytuacji jest to, że zdrowo wyznający katolicy często są wrzucaniu do tego jednego wora, tracą na tych niepotrzebnych akcjach czy fochach, nie chcą takiego podejścia, sami czują się zażenowani często.

W rodzinie mojej siostry full katolicyzm i widzę, że czasem gryzie ją takie zachowanie współwyznawców po kostkach.

Dlatego własnie w pełni świadomie napisałem “część”. Jak w każdej innej dziedzinie – głośna mniejszość wpływa na opinię o większości.

Prawdę powiedziawszy, to opowiadanie mnie rozczarowało. Gdyby było napisane źle i nieciekawie, to bym tego rozczarowania nie odczuł, bo bym się niczego specjalnego nie spodziewał, ale ładnie napisane sceny ciekawie łączą się w całość splecione losami bohaterów i to mi się podoba. Styl i konstrukcja, nawet symbolika też. Przymknąłem nawet oko na troszkę dla mnie naiwną wizję upadku naszej cywilizacji (Do takiej automatyzacji potrzebna jest konsumpcja, czyli w efekcie rzesze wypłacalnych konsumentów. Z drugiej strony ludzie w biedzie zazwyczaj się łączą, a w skrajnej buntują i kierują agresję nie przeciw sobie nawzajem, a ku tym, którzy ich zdaniem winni są zaistniałej sytuacji.). No ale jakoś trzeba było w opowiadaniu do tej apokalipsy doprowadzić.

Rozczarowała mnie końcówka – niemal standardowa apokalipsa, niezbyt oryginalna wizja czyśćca i dylemat stary jak samo Chrześcijaństwo. Ładnie piszesz i potrafisz rozbudzić apetyt, tylko potem trzeba go w czytelniku zaspokoić, najlepiej czymś, czego jeszcze nie próbował.

Ano przykre niestety. Niezależnie od konstrukcji i konstytucji mentalnej i duchowej, fajnie byłoby żyć funkcjonować w ciszy i w spokoju, radośnie tą swoją duchowość przeżywać…

Czy ja wiem, czy ta wizja jest taka naiwna… IMHO bardzo realna.

Religi, kościół, wiara, to bardzo śliskie tematy. Niezależnie od tego wszystkiego uważam, że najważniejsze jest, żeby być dobrym człowiekiem.

 

Unafallu – jeśli rozczarowało, to trudno. Cieszę się, że przynajmniej dostrzegłeś jakieś plusy. Standardowa apokalipsa była zamierzona.

Myślę, że masz rację odnośnie tej konsumpcji. A z drugiej strony, wiemy, że maszyny coraz częściej będą zastępować ludzi i bezrobocie wzrośnie. Teraz pytanie: do czego to doprowadzi?

Dzięki za odwiedziny. :)

Mi się bardzo spodobało oparcie tekstu na dekalogu i symbolika poszczególnych scen. Bohaterowie, jak dla mnie wypadli przekonywująco, udało Ci się intersująco spleść ich losy i ukazać naturę człowieka, jego ciągle dylematy i psychiczne rozterki… Trochę smutne, ale prawdziwe.

Poza tym opowiadanie ładnie napisane. To chyba najlepszy z Twoich tekstów, które czytałam. Z pewnością zasługuje na bibliotekę :)

Cieszę się, Katiu, że ci się podobało. Mam świadomość, że tekst ma spore niedociągnięcia, a z drugiej strony jestem zadowolona, że skłania do dyskusji. Mimo wszystkich uwag, cieszę się, że go napisałam i dobrze się z nim czuję. Czy najlepszy? Skoro tak twierdzisz. :)

I dzięki za kliczka!

 

Obawiam się, że muszę dołączyć do tych umiarkowanie rozczarowanych. Umiarkowanie, bo trudno oczywiście narzekać na styl i stronę techniczną – czytało się płynnie, przyjemnie i bez zgrzytów. Ilość postaci nie przeszkadzała, bo rozumiem zamysł – to najlepszy sposób na przedstawienie świata, a przede wszystkim społeczeństwa. Przypomina to zresztą klasyczną konstrukcję scenariusza katastroficznego filmu, a do filmów takowych mam niezrozumiałą słabość ;-) 

Co do samego świata, to rozpisywać się nie będę, bo podzielam wątpliwości Unfalla.

Największy minus według mnie – niewykorzystanie "legendarnych" postaci. Narodził się Jezus, narodził Antychryst, a potem sru – koniec świata. Myślę, że tekst naprawdę zrobiłoby dodatkowe dziesięć tysięcy znaków, poświęcone na fabularne pogranie tymi postaciami. Przedstawienie ich konfliktu, starcia… 

Ostatnia scena też wydaje mi się mało emocjonująca. Niby zostawiasz jakąś niepewność, możliwość zastanowienia się nad losem Kosmy… Ale czy rzeczywiście? Szansę na zbawienie ma się właściwie do końca, co ukazuje sytuacja z łotrem, wiszącym obok Jezusa. Ale żałowanie za grzechy na Sądzie Ostatecznym, kiedy wszystko jest już jasne i oczywiste, to chyba trochę po ptokach… 

W sumie – bardzo ładnie i sprawnie napisane opowiadanie, które jednak nie zachwyciło fabularnie, a w warstwie emocjonalnej zostawiło spory niedosyt. Zwłaszcza, że poszukiwaniem "heretyków" do bety zaostrzyłaś mi apetyt :-) 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No cóż. Nie zaskoczą mnie już chyba żadne wątpliwości i uwagi czytających. Heretycy byli potrzebni do betowania ze względu na dziesięć przykazań, których i tak nikt się nie mógł dopatrzyć.

Były osobne sceny z Jezusem i Lucjuszem, ale wycięłam je, choć teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam.

Ale żałowanie za grzechy na Sądzie Ostatecznym, kiedy wszystko jest już jasne i oczywiste, to chyba trochę po ptokach… 

Jezus nauczał o miłości, a w obliczu końca świata Kosma uświadamia sobie, że kocha matkę i chyba żałuje tego wszystkiego. Ale czy to wystarczy?

Cieszę się, że przynajmniej technicznie dobrze wyszło.

Również pozdrawiam. :)

ze względu na dziesięć przykazań, których i tak nikt się nie mógł dopatrzyć.

No, jak dla mnie to dziesięć przykazań w tekście było wystarczająco wyraźne, nawet bez numeracji rozdziałów :-) 

Wycięcie scen (choć oczywiście nie wiem, jak wyglądały) z Jezusem i Lucjuszem z pewnością zaszkodziło. Według mnie, jasne, że co czytelnik to opinia.

A Sąd… Jezus mówił też, że błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Więc nawrócenie na Sądzie Ostatecznym, to raczej o kant dupy… Dla Kosmy jedyna nadzieja w tym, że jednak matkę kochał, a gdy świat się walił, martwił się o nią. 

Ha, widzisz, mimo minusów nie jest tak źle z Twoim tekstem, skoro skłania do pomyślenia o tym i owym ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Mnie nie przeszkadza, że w tekście symbolicznie jedynie zaznaczono obecność Mesjasza, Antychrysta i ich walkę. To byłaby nawet moim zdaniem zaleta tekstu, ukazującego losy przeciętnych ludzi na tle apokalipsy. Coś jak w filmie “Znaki”, gdzie trwa inwazja obcych, ale przedstawiona jest z perspektywy rodziny żyjącej na farmie. Tylko tam historia mnie porwała, a tutaj został spory niedosyt w końcówce.

Ale zauważ, Unfallu, że u AQQ przynajmniej nie ma obcych, którzy przylatują na golasa z odległego kosmosu na obca planetę, nie potrafią otwierać drzwi przy użyciu klamki, a na dodatek przybywają podbijać planetę pełną wody, która jest dla nich zabójcza. No i straszą głównie dzieci na kinderbalach i biegają po polach kukurydzy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Thargone – 

Ha, widzisz, mimo minusów nie jest tak źle z Twoim tekstem, skoro skłania do pomyślenia o tym i owym ;-) 

Cieszę się, że udało mi się skłonić Cię do refleksji. :)

 

Unfallu – “Znaki” miały rzeczywiście klimat, ale nie powiem, żeby film mnie porwał.  Właściwie zapadła mi w pamięci tylko kukurydza. :)

 

Marasie – xD

Gdyby nie pewna Ewa z jabłkiem, to może i my nie mielibyśmy problemów z chodzeniem nago, a co do klamek, już teraz coraz częściej drzwi się same przed nami otwierają, więc przyszłe pokolenia też mogą zapomnieć, jak taka klamka działa ;)

A tak na poważniej. W “Znakach” był pastor, który stracił wiarę, a potem (za sprawą inwazji kosmitów – dosyć karkołomny pomysł) się nawrócił. Tutaj mamy Kosmę, który także odwrócił się od Boga, a nawrócił się w czyśćcu (lub chwilkę przed, rozmawiając z matką). W filmie cała fabuła poprowadzona była tak, aby widz zrozumiał, dlaczego główny bohater wiarę stracił i jak ją odzyskał. W tym opowiadaniu ten wątek był potraktowany zdawkowo, a z zakończenia wynika, że był głównym elementem pomysłu – zasługuje gość na raj czy nie? Troszkę to mało.

Zgodzę się, że “Znaki” jakimś wybitnym filmem nie są i wiele im brakuje. Nie stwierdzam też, że to opowiadanie jest słabe, bo jest ładnie i ciekawie napisane. Tyle że przy oglądaniu filmu nie miałem poczucia, że dostałem mniej, niż oczekiwałem, a przy tym opowiadaniu tak. Może sprawność autorki we władaniu piórem zaostrzyła mi zbytnio apetyt. ;)

To byłaby nawet moim zdaniem zaleta tekstu, ukazującego losy przeciętnych ludzi na tle apokalipsy.

No właśnie to jest zaleta, jak napisałem, rzecz przypomina mi film katastroficzny, właśnie mnogością postaci, których wątki jakoś się na końcu splatają, oraz ową perspektywą. Ale postaci Chrysta i Antychrysta właśnie nie zostały zaznaczone symbolicznie, poświęcono im całkiem sporo uwagi. Dlatego zabrakło mi ich "działalności" w czasie Dni Ostatnich, dlatego pozostało wrażenie niedokończonych wątków.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bardzo chaotyczne opowiadanie i tak po prawdzie, to nie bardzo wiem, AQQ, co miałaś nadzieję opowiedzieć. Może coś mnie oświeci, kiedy przeczytam komentarze.

 

Sześć­dzie­siąt czte­ry mi­nu­ty i dwa pa­pie­ro­sy póź­niej Maks za­pi­nał gu­zi­ki czar­nej ko­szu­li. –> Kim jest Maks?

 

wło­sa­mi, spię­ty­mi w kunsz­tow­ne­go koka. –> …wło­sa­mi, spię­ty­mi w kunsz­tow­ny kok.

 

Co jakiś czas ktoś w sta­wał z miej­sca… –> Co jakiś czas ktoś wsta­wał z miej­sca

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

już teraz coraz częściej drzwi się same przed nami otwierają, więc przyszłe pokolenia też mogą zapomnieć, jak taka klamka działa ;)

To fakt. Myślę, że pamiętacie kasowniki w tramwajach i autobusach, gdzie wkładało się bilet i trzeba było podbić go do góry, a wtedy robiły się w nim dziurki. Znam osobę, która bardzo długi czas jeździła tylko samochodem i kiedy po latach wsiadła do tramwaju i zobaczyła kasownik, z małą szparką i wyświetlaczem, nie bardzo wiedziała co zrobić. :)

Cóż, wiem, że czegoś brakuje i na przyszłość postaram się, żeby było lepiej. :)

Reg, Maks został z poprzedniej wersji. Wydawało mi się, że wszędzie zmieniłam. Dzięki za wyłapanie pozostałych baboli. Źle się dzieje, jeśli odpowiedzi na pytanie: “Co autor miał na myśli?” trzeba szukać w komentarzach. No cóż, Rgulatorzy, szukajcie, a (być może) znajdziecie. 

“ogniste kule ognia” → coś umknęło jednak w becie

 

Hmmmmm… Z jednej strony podobało mi się, bo fajnie napisane, ale z drugiej, nie przepadam za tak dosłownymi ujęciami tematów religijnych. Motyw dekalogu zrozumiałam, ale musiałam się mocno wysilać, żeby przypomnieć sobie kolejność przykazań, ale rozumiem, że wypisanie ich mogłoby trącić zbytnią dosłownością. Sam pomysł i wykonanie naprawdę fajne. 

Rosebelle -

O! Dzięki za te ogniste kule. :)

Starałam się unikać tej dosłowności. Nawet samo słowo Jezus pojawia się raz czy dwa razy w tekście (pomijając momenty, gdy Krysia używa go na daremno) Cytaty z Biblii pojawiły się w miejscach, gdzie wcześniej były gwiazdki rozdzielające sceny. Trochę się obawiałam, że jest tego za dużo, ale uznałam, że są dobrze dopasowane.

Cieszę się, że pomysł i wykonanie przypadły Ci do gustu. Dzięki. :)

Przeczytałem i o ile do formy nie mogę się przyczepić, piszesz bowiem w przyjemny i ujmujący sposób, o tyle fabuła i realizacja konceptu jest mocno nierówna. I to na tych chropowatościach najbardziej się przejechałem.

Najmocniej wyszło Tobie ukazanie postaci oraz ich motywacji. Antoni Nowak został mym ulubieńcem, fajnie przez powtórzenia i prostotę języka ukazujesz jego charakter. Pozostali także niezgorsi, motywacji każdego mogłem się chociaż domyślić.

Wątek religijny wyszedł moim zdaniem tylko połowicznie. Łamane przykazania nieźle uszeregowane (choć fragment VI, X mnie zastanawiał z drugim członem, aż kochanek nie poczęstował się piwem męża), całkiem wyraźnie ukazana symbolika w postaciach i wydarzeniach.

Jednak gdy przechodzisz do elementów mistycznych, zdajesz się totalnie na oklepane schematy. Powtórne przyjście Mesjasza i Antychrysta w tej formie nie ruszyły mnie kompletnie – zbyt wiele uniwersów z nimi widziałem. Podobnie sam koniec świata i korytarz. A przecież miałaś jeszcze tyle do limitu znaków, że można było się pokusić o sięgnięcie w inspiracji do malarstwa czy czegoś innego. A tak wyszło średnio – bezpiecznie, standardowo i niestety dla mnie niepociągająco.

Ukazane uniwersum wyszło moim zdaniem najgorzej, a to dlatego, że poczułem tutaj wiele zmieszanych elementów, które ciągnęły każdy w swoją stronę, a nie pociągnęły ostatecznie w żadną. Mamy automatyzację, która doprowadza ludzi do ruiny. Z początku opisujesz ją z lekka groteskowo (pryzmat spojrzenia Nowaka ma na to niebagatelny wpływ), potem wkradają się poważne tony. Przywiodło mi to na myśl komiksy Sędziego Dredda, tam była podobna mieszanka. Tylko o ile tam scenarzyści i rysownicy popychają ten element w jakimś wyrazistym kierunku (arc Democracy jest tu najlepszym przykładem), to u Ciebie całość stanowi tło. Nie raziłoby to mnie mocno w wypadku brak znaków oraz lepsze zutylizowania elementów mistycznych (w końcu mamy limit, a na coś trzeba się zdecydować), ale obecnie uniwersum po prostu… jest. I tyle. Automatyzacja, jest źle, jest głodno, gangi młodzieżowe, tradycja upada itd. Jako tło okej, ale przy niedomaganiu warstwy religijnej w końcówce niestety scenografia przechodzi na bliższy plan i razi.

Podsumowując: jest tu pomysł i niezła realizacja, choć moim zdaniem nie we wszystkim osiągnęłaś pełny sukces w tym koncercie fajerwerków. Jednak i tak dzięki językowi oraz prezentacji postaci wyszło przyjemne czytadło.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM, zauważyłam, że wszystkim najbardziej podoba się Antoni, który jest tutaj reliktem przeszłości i chyba najlepiej zarysowaną postacią. Zgadzam się z tym. Zgadzam się tez ze wszystkimi zarzutami. Pisanie tego tekstu od początku szło, jak po grudzie. Bety sygnalizowały mi to, o czym mówisz, ale ja nie miałam już po prostu siły, ani chęci, żeby coś z tym zrobić. Odpuściłam.

Cieszę się natomiast, że raczej nikt nie ma problemu z czytaniem i technicznie jest przyzwoicie.

Jest mi miło, że zaglądnąłeś i dziękuję za komentarz. :)

Przeczytałem i mogę powiedzieć, że mi się czytało zdecydowanie lepiej niż Tobie pisało. ;) Warsztatowo bardzo dobrze. Mnogość bohaterów w tak krótkim utworze sprawiła, że nie zdążyłem z żadnym z nich zbytnio się zżyć. Trochę się wśród nich gubiłem. Co do nawiązań do Biblii, to ewidentnie zależy na kogo trafisz. Mnie wręcz biły po oczach. Wybawienie podczas Sądu Ostatecznego nie wydaje mi się błędem logicznym. Po pierwsze Kościół uznaje coś takiego jak żal doskonały (którego warunkiem jest postanowienie przyjęcia sakramentu pokuty i nie wiem, jak miało by to wyglądać po śmierci, ale rozważać można). Po drugie niezbadane są wyroki Pana. :) Zgadzam się z poprzednikami, że fantastyka (automatyzacja itp.) pełniła trochę za małą rolę w opowiadaniu. Szczerze mówiąc, to pod koniec w ogóle wyleciało mi z głowy, że coś takiego miało miejsce. Ogólnie pozostawiło jednak pozytywne wrażenia. :)

Ac, niezmiernie się cieszę, że przynajmniej Ty miałeś satysfakcję z lektury. :)

Domyślam się, że to te cytaty z Biblii najbardziej biły po oczach i tutaj rzeczywiście masz rację, pisząc, że to zależy na jakiego czytelnika trafisz. jasne jest jednak, że nie można zadowolić każdego, zwłaszcza w tak delikatnej kwestii, jaką jest religia.

Po pierwsze Kościół uznaje coś takiego jak żal doskonały (którego warunkiem jest postanowienie przyjęcia sakramentu pokuty i nie wiem, jak miało by to wyglądać po śmierci, ale rozważać można).

No właśnie, ja też nie wiem, dlatego chciałam skłonić czytelnika do refleksji.

Tak, mam świadomość braków, tak, wiem, że tło słabo zaznaczone, ale miło mi, że finalnie wrażenia miałeś pozytywne. :)

 

Naprawdę aż tyle komentarzy nastukaliśmy? :O

Ale, ale…

Po prostu miło się rozmawiało, to nie nasza wina!

 

Jeśli chodzi o opowiadanie, to mój wyciąg z bety w zasadzie ładniej i krócej spisała Bella. Opowiadanie jest nierówne – są fragmenty świetne, są takie, które niewiele wnoszą. Antonim pokazałaś, że potrafisz tworzyć ciekawych bohaterów, ale nie zawsze wychodziło ci to równie dobrze.

Czytało się przyjemnie, opowiadanie zasłużenie siedzi w bibliotece :)

Kam_mod, nastukaliśmy, oj nastukaliśmy. A że było miło, to fakt. :D

A co do opowiadania, to wyszło, jak wyszło. Nierówno.

Najbardziej cieszy mnie jednak to, że jakoś nikt nie ma problemu z czytaniem.

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie rady. :)

Cała przyjemność po mojej stronie. Naprawdę fajnie się patrzyło, jak to opowiadanie rośnie i się zmienia :D

Rosło, rosło, a i tak wyszedł zakalec. xD

Obiecuję, że następne będzie bardziej przemyślane.

Ej no, żaden zakalec!

Wyszedł prosty murzynek, ale jestem pewna, że następnym razem upieczesz nam sernik królewski :)

Tak prywatnie, to rzeczywiście murzynki najlepiej mi wychodzą. Ale sernik wiedeński też robię niezły. :D

O zobacz, a mi doskonale wychodzi ich jedzenie! Przypadek czy przeznaczenie? :D

Przeznaczenie. :)

Zapraszam w takim razie do wspólnej konsumpcji następnego opko-sernika. :)

Kiedy tylko sobie życzysz, AQQ :)

Pomysł z uwspółcześnieniem Biblii mi się spodobał, chociaż nawiązań było odrobinę za dużo. Ilość bohaterów nie przeszkadzała, czytało się naprawdę dobrze ;). Jedyne, czego mi szkoda, to wycięte sceny. A już dostalibyśmy ciekawy dialog Światła i Mroku? :)

*nuż

A mi się bardziej podoba pomysł z konsumpcją serniczka ;)

Suzari – akurat w tych wyciętych scenach nie było żadnego dialogu, więc nie ma czego żałować. A doniesień do Biblii dużo, bo betowali heretycy. :D

Dzięki za odwiedziny!

 

Enderku –póki co gromadzę składniki na serniczek. ;)

Właśnie odpoczywa u mnie opko, również poruszające temat religii. Na szczęście, to dwa różne horyzonty :) 

Filmy Tarantino lubię między innymi dlatego, że każda postać odgrywa jakąś rolę w opowieści. Tutaj kilku bohaterów jakby się zagubiło i wkroczyło na scenę, nie wnosząc nic do historii. Chyba najbardziej podobało mi się wprowadzanie, czyli przedstawienie bohaterów. Później fabuła zmierza w ciekawym kierunku. Ofiara i narodziny – fajne, ale jakoś samo zwieńczenie tego wszystkiego w postaci końca świata już mi do gustu nie przypadło. Rozumiem Twój zamysł, ale po prostu trąci mi tu banałem. Chociaż niewykluczone, że każdy inny kierunek, w jakim poszedłby tekst, byłby gorszy. Ja jednak czuję się nieco zawiedziony i niezaspokojony fabularnie. Ale udało Ci się przykuć moją uwagę, przez co do samego końca czytałem z przyjemnością. Masz lekkie pióro, co na pewno ułatwia lekturę :)

Pozdrawiam.

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ja jednak czuję się nieco zawiedziony i niezaspokojony fabularnie.

Witaj w klubie, Soku. :D

Powtórzyłeś zarzuty poprzedników.

Fajnie, że przynajmniej nie miałeś problemu z czytaniem i nawet czerpałeś z tego jakąś przyjemność.

Dziękuję i również pozdrawiam, :)

Zaczynam się obawiać do jakiej liczby dąży stan komentarzy.

Do nieskończoności? ;-)

Babska logika rządzi!

Albo do liczby powiązanej z opowiadaniem :P 

Ani chybi do 666.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie krępujcie się, komentujcie do woli. :D

Ale jednak wstawić 666 komentarz… Czy to wypada przyzwoitemu użyszkodnikowi?

Proszę nie robić z heretyków satanistów. ;-)

 

Babska logika rządzi!

W apokalipsie jest wyraźnie napisane, ze to “liczba człowieka”, więc może to być osobnik dowolnego wyznania lub bezwyznaniowości.

Ale myślałam, że szczególnie upodobali sobie ten numerek różni wielbiciele czarnych mszy…

Babska logika rządzi!

Co nie znaczy, że znają mitologię i symbolikę, do której nawiązują :) 

Masz rację, Wilku. To 666 jest zazwyczaj kojarzone z liczbą bestii, a to liczba człowieka. Co nie znaczy, że człowiek nie może być bestią. :)

W czasach pisania apokalipsy raczej chodziło o symbolikę odwrotności boskości nie w sensie dobro-zło, a w sensie boskość-człowiek. Dziewiątka była symbolem boskości (co zaczerpnięto z kultury, filozofii i religii Greków), po trzykroć powtórzenie było podkreśleniem tego (nie Trójcą, dogmat trójcy powstał później), szóstki to odwrócenie. Sześć z kolei w tradycji hebrajskiej było symbolem stworzenia człowieka (z kilku powodów, m.in. stworzenie człowieka szóstego dnia). Do tego dochodzi symbolika matematyczna. Za to nie chodzi tu o “do góry nogami” (nie ten moment historyczny).

No właśnie, nie mogło pójść o “do góry nogami”. Ale w takim razie – w jakim sensie odwrócenie?

Babska logika rządzi!

W sensie boskość – człowieczeństwo. Symbolicznie to są przeciwne kierunki.

No, to jasne, jak czerń i biel. Ale dlaczego szóstka i dziewiątka?

Babska logika rządzi!

No to właśnie powyżej opisałem symbolikę tych liczb :)

Czasem się zastanawiam nad całą tą symboliką. Na ile jest to przypadek, a na ile celowe nawiązanie do czegoś konkretnego? Mam na przykład nieodparte wrażenie, że Mickiewiczowi czterdzieści i cztery po prosty zrymowało się z bohatery. :)

Mickiewicz to miał jakieś majaki, natomiast liczby w symbolice greckiej i hebrajskiej miały sporo wspólnego z matematyką :) Nie wszystkie, ale jednak.

Nie lubię matematyki. :P

Nie wszystkie? Myślałam, że oni po prostu przypisywali literom alfabetu liczby (cyfr nie znali). Pierwszej – 1, drugiej – 2… A potem dziesiątej – 10, jedenastej – 20. Dzięki temu później powstała numerologia, kabała… Chociaż Sumeryjczycy i Egipcjanie mieli inne sposoby na zapisywanie liczb.

Babska logika rządzi!

 

Ale liczby też zostały wymyślone przez ludzi i to ludzie nadali im jakieś symboliczne znaczenie. Cholera wie, czy oni też czegoś nie brali i nie mieli majaków. :)

E, część to np. liczby pierwsze, sumy liczb pierwszych itp.

Czyli tak

9 oznacza Boga

6 oznacza człowieka

69 to grzech

niebezpieczne tematy :)

Gematria była faktycznie sposobem obliczania wartości liczbowej liter i słów – ale to dziedzina, jedna z wielu, całego systemu nauk kabalistycznych.

Mickiewicz? 3 ojciec + 41 matka = 44 dziecko. Podobno nasz wieszcz był nieco hermetyczny… :) W sensie – hermetyzm i kabała go smyrały na pokuszenie. Podobno…

Nie kumam. Ojciec się nazywał AAA? ;-)

Babska logika rządzi!

Albo nazywał się C. ;)

A nawet aw (alef bet– 1+2) :) Chłopaki z pejsami przeliczali dosłownie wszystko. I starali się powiązać znaczeniowo. Podobno alfabet hebrajski wywodzi się z samego źródła, mechaniki tworzenia, co próbuje obecnie uzasadniać w swoich teoriach Dan Winter.

A zatem, dyby Finkla i Majkubar zmienili swoje nicki, wyglądaliby teraz zupełnie inaczej :D

Generalnie chłopaki z pejsami liczą bardzo dobrze. :)

Ot cała tajemnica :)

Lata treningu… ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem włącznie z większą częścią komentarzy (ale jest ich tyle, że resztę sobie odpuściłem) i nie zgadzam się ze stwierdzeniem, jakoby w opowiadaniu było o wiele za dużo scen. Sądzę, że gros z nich było niezbędnych, wyrzuciłbym może tylko te sceny w szpitalu, chociaż fajnie połączyłaś wątki pielęgniarki i Kosmy. Zresztą, w ogóle wątki w Twoim tekście fajnie się zazębiają.

Co do symboliki to wydaje mi się, że dla gorliwie wierzących tekst podobałby się dużo bardziej, niestety poruszone kwestie mnie nie zaangażowały, głównie przez to, że nie należę do tych przesadnie religijnych, ale tak czy siak wciągnęło mnie, więc nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało. Ciekawe opowiadanie, ale nie przemawiające akurat do mnie.

Ja również nie jestem osobą przesadnie religijną. Starałam się unikać dosłowności, a że słowa modlitwy pojawiają się od czasu do czasu, to myślę, że to ma swoje uzasadnienie. Cytaty z Biblii również.

Bardzo się cieszę, że dostrzegłeś to, jak zazębiają się wątki i uważasz, że wszystkie sceny mają swoje uzasadnienie. Gdyby któraś z nich wyleciała, to nie byłoby dziesięciu przykazań, a to na nich oparta jest fabuła. No i fajnie, że ostatecznie wciągnęło i nawet podobało.

Dzięki za odwiedziny. :)

Przeczytałam opowiadanie (mam lekkie opóźnienie, wiem). Kwalifikuje się do konkursu.

 

Parę uwag:

była jedynie namiastką tego, co jadał wiele lat temu.

Można powiedzieć, że Antoni był człowiekiem starej daty. Z rozrzewnieniem wspominał swoją wysłużoną toyotę, którą musiał zezłomować po utracie pracy, bo nie było go stać 

 

– Jak to siadajcie? A ty co? ← nie kursywa, tylko cudzysłów

 

syknął Łysy i podniósł, leżącą obok torbę z zakupami.

 

Kosma zazdrościł przyjacielowi tej pewności we wszystkim, co robił i mówił. Nowe środowisko, w którym się znalazł wymagało całkowitej subordynacji, poświęcenia dla sprawy i zdecydowanego działania.

Chłopak wychowany w katolickiej rodzinie, od małego faszerowany sloganami o Bogu, Jezusie, miłości i miłosierdziu, widząc otaczającą go rzeczywistość, zaczął wątpić w to wszystko.

Chciał korzystać z życia, cieszyć się jego urokami, podróżować, ale zawsze na wszystko brakowało kasy. Szukał pracy, chciał zarabiać, tylko że pracy już nie było. A przynajmniej nie było jej dla wszystkich ludzi.

 

Jednak nikt nie kwapił się, aby spróbować wymyślnych potraw, przygotowanych specjalnie na tę okazję. Pili jednak wszyscy.

 

– Żartowniś z pana(+.)zZaśmiała się ← albo: z pana – powiedziała ze śmiechem

 

uderzeniem pięści z twarz. ← literówka

 

Powinnaś być dumna, z tego(+,) co zrobiłaś.

 

nie dojedziemy do Wasco. – powiedział mężczyzna siedzący

 

Najważniejsze, że mamy zapewnione wyżywienie i dach nad głową, a co najważniejsze – pracę.

 

oraz spluwa za paskiem, mogły budzić

 

inni, złorzecząc mu i wygrażając ← czy to nie masło maślane?

 

 ruszał korytarzem w jedną, bądź drugą stronę.

 

Dwa krzesła dalej, dostrzegł Maksa.

 

 

Komentarz dotyczący fabuły po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia! :)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dziękuję, Naz, za wyłuskanie kolejnych baboli. :)

Poprawię jutro, jak tylko znajdę chwilę.

inni, złorzecząc mu i wygrażając ← czy to nie masło maślane?

Myślę, że nie, bo złorzeczy się werbalne, a wygraża się raczej pięścią. Przynajmniej ja to tak widziałam, chociaż mogę się mylić.

 

 

Przekonuje mnie ta argumentacja ;) “Wygrażać” rzeczywiście może oznaczać samo wymachiwanie czymś.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Poza tym złorzeczenie to np. “a niech ci sąsiedzi puszczają disco polo”, a wygrażanie to groźba, np. “czekaj, zaraz włączę ci disco polo”.

Kurde mol, Wilku, że ja o tym nie pomyślałem. Ostatnio muszę zakładać słuchawki w wannie, żeby się zrelaksować – ściany cienkie i kominy wentylacyjne. Tylko zastanawiam się, kto mnie tak nie lubi… :D

Współczuję, Majku, ale pamiętaj, że Ty możesz również katować sąsiadów. :)

Własnie, Ty tez im puszczaj disco polo, niech wiedza jak to jest!

W którymś filmie bohater katował sąsiada muzyką klasyczną. Są różne metody…

Babska logika rządzi!

Manuela Noriegę, zamkniętego w nuncjaturze, Amerykanie dręczyli AC/DC :P. Chyba nie lubił rocka?

Miejsce na Twoją reklamę!

Rock odpada – żona nie zdzierży. Klasyka – za mało basów. Polo poskutkuje tym, że wyniuchają fana i będą się chcieli wymieniać płytami i zwiększą częstotliwość emisji. Wiem…

Najlepszym instrumentem i uwielbianym przez sąsiadów gatunkiem muzycznym jest klasyczna, rock-polowa wiertara udarowa! Zemsta będzie słodka i dwie pieczenie upichcę, bo nadrobię tym samym zaległy brief od żony (czytaj: lista propozycji nie do odrzucenia). I jeszcze bohaterem domu zostanę. Albo żywą legendą nawet. :D

Tak trzymaj! :D

Kobzy nie mają basów, ale też mogą być niezłe. Albo namów dziecko, żeby ćwiczyło w domu grę na skrzypkach. ;-) Acz wiertarka ma sporo zalet. ;-)

Babska logika rządzi!

Klasyka działa, uwierzcie. Zwłaszcza właśnie w dialogu z disco polo. Żarty żartami, ale sprawa przetestowana właśnie w podobnej sytuacji, co zamierzam kiedyś wprowadzić jako anegdotę do jednego z opowiadań.

Dudy! Moje marzenie! Czemu o tym nie pomyślałem?

Tylko… Żonka tego też nie zdzierży. Woli wiertarkę. :D

 

Finklo, jakie kobzy? Dudy chyba. W “Nędznych psach” z Hoffmanem są podkładem do rzezi. Nadają się ;)!

Miejsce na Twoją reklamę!

Opcja z dzieckiem uczącym się grać na instrumencie jest niezła. Sama przez to przechodziłam, jak syn uczył się grać. Na szczęście na… basie :D

Ja tam się nie znam ani na muzyce, ani na przedmiotach do jej robienia. Dudy od fortepianu odróżniałabym metodą eliminacji… ;-)

Babska logika rządzi!

Naprawdę? Basista? Pozdrawiam chłopaka zatem, lol. Mam nadzieję, że mu nie przeszło…

Nie, nie przeszło. Cały czas gra i nawet odnosi sukcesy z chłopakami z zespołu. :D

Tak trzymać, super!

Ty też basista, Majku?

Czy istnieje wątek, który nie został jeszcze poruszony w komentarzach pod tym opowiadaniem?

Pewne sprawy zostały zarezerwowane dla SB. ;-)

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że nie rozważaliśmy jeszcze wpływu zorzy polarnej na miesiączkowanie pingwinów. :P

Ja też, AQQ, stąd entuzjazm. Z czasem pasja się rozrasta i przenosi na inne instrumenty. Czego młodemu szczerze życzę. Muzykowanie to cholernie rozwojowe zajęcie. Trzymam kciuki, żeby mu się rozbujało. Mój się wziął właśnie za ukulele, cudeńko! :)

 

A co do wątków, Wilku. Jest jeszcze wiele. Czasu też, więc może dojedziemy do trzech szóstek i powtórnie przyjdzie… :D

Majku, może by się dało wzmocnić ukulele i uczynić z niego narzędzie zemsty na sąsiadach?

Żeby Wilk się nie czepiał, że nie w temacie, to mówimy o szatańskim ukulele. ;)

W dobie cyfryzacji można zdemonizować każdy instrument. Dzięki za podpowiedź. Zrobię Polowcom małą dramkę – nawiedzony dom :D Może szatańskie dźwięki podziałają na nich “kojąco”….

Albo zaczną opętańczo wyć!

Czyli jednak strzał w kolano może wyjść, ech…

Nie rozumiem co masz do metalu symfonicznego…

Nie przeczytałam większości komentarzy, ale zatrzymałam się przy tym Unfalla i właściwie mogę się pod nim podpisać. Unfall napisał właściwie wszystko to, o czym myślałam podczas czytania. Miałam nadzieję, że cały ten dobrze napisany tekst zmierza w jakąś mniej standardową stronę. I te dwa fakty – warsztatowa sprawność oraz moja nadzieja – sprawiły, że czytałam zaciekawiona.

Też wizja tragicznych skutków automatyzacji mnie nie przekonuje i jest dla mnie za prosta, nieprzemyślana, wstawiona tylko po to, by uzasadnić ciężki los bohaterów i nadchodzącą apokalipsę. Ktoś musiałby przecież z pracy tych automatów korzystać, jak większość ma przez nie życie do dupy – no to nie ma to za bardzo sensu.

Końcówka mnie rozczarowała, bo poszłaś w dosłowność. Farmazony pielęgniarki irytowały mnie już wcześniej (w ogóle wizja tak przekonanych o słuszności swoich religijnych przekonań ludzi w służbie zdrowia mnie przeraża), więc miałam nadzieję, że spotka ją jakaś kara. ;) Ale może moja areligijność jest jednym z powodów, dla których finał mnie rozczarował.

Tak jak jednak pisałam -niemal do końca czytałam z zainteresowaniem. Liczba bohaterów i scen mi nie przeszkadzała, bo mimo ich mnogości nie było problemów, by się między nimi swobodnie poruszać.

To w niezłą skrajność, Wilku, Polowcy by polecieli :D Ale widzę to i słyszę oczami i uszami wyobraźni…

 

BIP> Ti Majnus 359 komentarzy <BIP

Widzę, Ocho, że dołączyłaś do grona rozczarowanych i wcale się temu nie dziwię. No cóż, nie poszło tak jak zamierzałam.

Początkowo Krysia miała być przykładem na przykazanie “nie będziesz brał imienia Pana Boga swego na daremnie”, później jej postać się rozwinęła. Być może dlatego wydaje się irytująca. Ale to chyba lepiej, niż miałaby być bezbarwna. :)

W każdym razie dziękuję za odwiedziny i komentarz. :)

 

A tak przy okazji, to życzę wszystkim, i tym wierzącym i heretykom również, Wesołych Świąt!

Świetnie się czytało. 

Jednak przedstawiony świat wydaje mi się mało wiarygodny. Automatyzacja postępuje nie od dziś, a to właśnie w karajach zacofanych przemysłowo ludziom brakuje pracy, nie w tych rozwiniętych. No bo dlaczego producentom / korporacjom miałoby zależeć na tym, żeby ludzie nie mieli pracy i nie byli w stanie kupować ich produktów? 

Mimo że ładnie napisane, nie podeszło.

 

Już we wcześniejszym komentarzu wyjaśniałam, że czytałam kiedyś artykuł o wpływie automatyzacji na wzrost bezrobocia. To co piszesz, rzeczywiści ma sens, ale jak to będzie w przyszłości, to zobaczymy. Myślę, że niczego nie można wykluczyć.

Cieszę się, że przynajmniej świetnie się czytało, choć nie podeszło. Dzięki za komentarz. :)

A ja dalej upierając się przy wcześniejszym odbiorze wizji jako prawdopodobnej dodam, że założenie, że “przecież idzie w inną stronę, przecież to mniej rozwinięte gospodarki mają problem” tylko zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia krachu za bliżej nieokreśloną liczbę lat. Właśnie dlatego, że nie myśli się o tym, jak się przygotować na taki kierunek rozwoju.

Upierać się nie będę, bo naturalnie przyszłości nie znam. Wydaje się jednak, że krezusi bedą mogli żyć w dostatku tylko wtedy, gdy ludzie wciąż będą kupowali ich produkty. To są naczynia ekonomicznie połączone. Nie twierdzę jednak, że moment „zachwiania porządkiem” nie może wystąpić…

Owszem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by produkty dla grupy bogatej były inne niż dla grupy biednej. Albo żeby inaczej je redystrybuować. Same firmy mogą zmieniać rodzaj produktów. Duże koncerny świetnie zarabiają w np. Afryce, gdzie ludzie wcale bogaci nie są, w krajach “pierwszego świata” też mogą wykorzystać automatyzację do optymalizacji biznesu.

Zgadzam się z Blackburnem. Wizja praw ekonomii w tym opowiadaniu jest bardzo symplicystyczna. Uważam, że automatyzacja produkcji oznaczać będzie przesunięcie siły roboczej do sektora usług, a niekoniecznie strukturalne bezrobocie. Dajmy spokój przesądom. Zresztą nawet praca fizyczna ludzi może być wykorzystywana – do produkcji krótkich serii albo towarów unikatowych, cennych ze względu właśnie na pierwiastek ‘rękodzieła’. Zgadzam się też z Wilkiem Zimowym Nawet żywność może być droga (np ekologiczna) albo tania, czyli dostępna dla emerytów. 

 

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Możemy się sprzeczać odnośnie tego, jak będzie wyglądała przyszłość i jaki wpływ na to będzie miała automatyzacja, ale prawda jest taka, że niczego nie można być pewnym. Jeszcze kilka lat temu nikt w Polsce nie spodziewał się, że cofniemy się do czasów średniowiecza, a jednak jest to możliwe.

Dzięki za opinię, Uradowanczyku. :)

Przeczytałem, ale z komentarzem wrócę później, jak przemyślę :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Myśl, myśl. Pewnie i tak mnie nie zaskoczysz. :)

Witaj AQQ,

 

Dałem ci 4/6 a to dlatego, że sama sobie życie utrudniłaś.

 

Wybór wyeksploatowanej tematyki nie pomógł.

 

mini uwagi:

Przed tekstem zacytowałbym przykazania z numerami, żeby jak ktoś nie jest pewien nie musiał googlować.

Angielskie nazwy – niby coś tam ukrywają przed czytelnikiem, ale każdy wie o co chodzi, więc śmiało spolszczałbym. Dodatkowo jeżeli ktoś nie zna podstaw angielskiego, to tylko utrudniłaś mu odbiór.

Uwagi większe:

Zbędna scena z Maryją i Józefem.

Zbyt wielu bohaterów.

 

Podobał mi się początek, zakończenie w sumie też. Ale opisy apokalipsy już mniej.

 

cdn.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Witaj AQQ,

 

Dałem ci 4/6 a to dlatego, że sama sobie życie utrudniłaś.

 

Wybór wyeksploatowanej tematyki nie pomógł.

 

mini uwagi:

Przed tekstem zacytowałbym przykazania z numerami, żeby jak ktoś nie jest pewien nie musiał googlować.

Angielskie nazwy – niby coś tam ukrywają przed czytelnikiem, ale każdy wie o co chodzi, więc śmiało spolszczałbym. Dodatkowo jeżeli ktoś nie zna podstaw angielskiego, to tylko utrudniłaś mu odbiór.

Uwagi większe:

Zbędna scena z Maryją i Józefem.

Zbyt wielu bohaterów.

 

Podobał mi się początek, zakończenie w sumie też. Ale opisy apokalipsy już mniej.

 

Edit:

 

Ciekawy stworzyłaś dystopijno/automatyzowany świat, który właściwie przedstawiłaś poprzez meryta/starszego pana/Antoniego. I on jest bohaterem ładnie zbudowanym a to właśnie jego szybko się pozbywasz.

Później mamy tę dziewczynę, która zamiast wrócić i podpieprzyć żarcie dla kolegi z chaty, woli się z nim pchać na akcję grabienia sąsiadów (? wtf). Nie sra się do własnego gniazda. Nawet jej kolega-debil jak rabował to z dala od chaty a potem spieprzał. Chociaż tutaj dał się namówić dziewczynie (bo debil).

Ale okazuje się, że ta dziewczyna to tylko otrzebna jest żeby ją złożyć w ofierze bez zbędnych ceregieli i tyle ją widzieliśmy i jej zarysowany konflikt z rodzicami.

Cały czas gdzieś tam przewija się ten Kosma  i nagle okazało się, że to on był głównym bohaterem. Aha.

Masz te rozdziały gdzie mnogość bohaterów łamie odpowiednie przykazania. I co z tego wynika? Bohaterów (np. pielęgniarka – fajnie zarysowana, ale nic więcej) pokazujesz i porzucasz.

Próbujesz wytłumaczyć czemu apokalipsa?

No i jeszcze kobieta co umiera rodząc diabła (żadna nowość :D)

 

Co właściwie chciałaś pokazać tym opkiem? Bo to woreczek z pomysłami, każdy napoczęty, a żaden sycący.

 

I co Ci tu jeszcze powiedzieć? Trzeba było skupić się na maks 3 bohaterach. Bo na jednego bohatera minimum 10k znaków wypada moim zdaniem (nie licząc drobnych pobocznych postaci).

Za bardzo skupiłaś się chyba na koncepcie, przyjętej konwencji a za mało na tchnięciu życia w bohaterów, świat i podłoże socjo.

Tak na dobrą sprawę to fabuła kuleje. Mamy zlepek scenek z różnymi ludźmi, bum i koniec :D

 

Tak to widzę.

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dzięki, Mytrixie. Poczekam na resztę i odniosę się do całości. :)

Rany, Mytriksie, ale stopniujesz napięcie! ;)

Edytowałem poprzedni komentarz :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

No to jedziemy:

Przed tekstem zacytowałbym przykazania z numerami, żeby jak ktoś nie jest pewien nie musiał googlować.

Być może mylnie założyłam, że w “katolickim” kraju większość osób coś tam jeszcze z religii pamięta. Na becie był problem z przykazaniami, więc ostatecznie pojawiła się grafika z tablicami.

Angielskie nazwy – niby coś tam ukrywają przed czytelnikiem, ale każdy wie o co chodzi, więc śmiało spolszczałbym. Dodatkowo jeżeli ktoś nie zna podstaw angielskiego, to tylko utrudniłaś mu odbiór.

Patrz wyżej. Założyłam, że większość osób zna podstawy angielskiego. Te imiona, nazwisko i motel, to miał być taki mały żart.

Bohaterowie – no cóż, tutaj jesteś po stronie tych, którzy uważają, że jest ich za dużo, ale są też osoby, który uznały, że są potrzebni. Poprzez bohaterów chciałam pokazać łamanie poszczególnych przykazań, a to nie moja wina, że Bóg dał nam ich aż dziesięć. :)

Później mamy tę dziewczynę, która zamiast wrócić i podpieprzyć żarcie dla kolegi z chaty, woli się z nim pchać na akcję grabienia sąsiadów (? wtf)

Spotkałam się w życiu z tak irracjonalnymi zachowaniami młodych ludzi, że chyba nic mnie już nie zaskoczy. I w sumie kto mi zabroni zrobić z moich bohaterów debili? :D

W pierwotnej wersji w opku nie było opisu apokalipsy, ale jakoś tak ewoluowało. No trudno. Mnie się podoba taka wizja, że w końcu wszystko pierdyknie i będzie koniec. A jak to się stanie? Może rzeczywiście w taki apokaliptyczny sposób.

Co chciałam opisać? Tłumaczyłam już we wcześniejszych komentarzach. Łamiemy przykazania, robimy paskudne rzeczy, a co jeśli będziemy ze wszystkiego rozliczani? Jakie mamy szanse na zbawienie? Czy “w ostatniej chwili” można się nawrócić. Jeśli każdy, kto to przeczyta zada sobie chociaż jedno pytanie, to fajnie. Wiem, że nie trafię do wszystkich i też fajnie, bo przynajmniej można sobie podyskutować chociażby na temat tego, o czym to opko jest, do cholery. :D

Dzięki za odwiedziny i wysoką ocenę, mimo tylu wątpliwości i zarzutów.

 

 

a to nie moja wina, że Bóg dał nam ich aż dziesięć. :)

Podobno to wina Żydów. Dowiedzieli się, że przykazania są za darmo, więc wzięli dychę… ;-)

Babska logika rządzi!

No i znów chłopaki z pejsami. xD

Byłoby dziewięć. Jak się Mojżesz z tymi tablicami chłopakom objawił, to wszyscy od razu gardłowali: “skreśl siódme! skreśl siódme!”. Mojżesz jednak nie poddał się podszeptom Szatana(ów) i przychylił się do “siły argumentów” Sefory i pozostałych kobiałek ;).

 

Miejsce na Twoją reklamę!

Widocznie dziewczyny z pejsami miały mocne argumenty. :)

Dobra, teraz ja.

“Tekst rodził się w bólach” – widać, ale to dziwne, bo skomplikowany nie jest. Początek kupił mnie całkowicie, napisane świetnie, niestety, dalej poczułem się (nie będę oryginalny) rozczarowany. Ale o tym już było u Ufnalla czy Ochy, więc nie będę marudził.

Co do tej ekonomicznej apokalipsy, to już w tej chwili pracuje się nad narzędziem do jej zapobiegania, nazywa się basic incom.

I jeszcze jedno. Jak widzę ilość beta-komentarzy, to tylko jedno przychodzi mi na myśl – Gdzie kucharek sześć, tam cycków dwanaście. Chętnie obejrzałbym pierwotną wersję tekstu. :)

 

Edit; Kurczę, naprawdę mi się tan początek podoba!

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

To może zacznę od końca. Po apelu na SB okazało się, że jest wielu heretyków chętnych do betowania. Szczerze mówiąc mogło być ich jeszcze więcej, ale nie przyjmowałam już propozycji. Pierwotna wersja tekstu, to było tylko pokazanie dziesięciu przykazań i kończyła się na scenie, gdzie Maria i Józek przyjeżdżają do motelu.

To, że tekst wygląda tak a nie inaczej, to nie wina bet, tylko moja. Zwracano mi uwagę na pewne rzeczy, ale ja nie miałam po prostu siły, chęci ani weny, żeby coś z tym zrobić. 

Skoro czytałeś komentarze Ochy i Unfalla, to pewnie zerknąłeś na moje odpowiedzi, więc ja również nie będę się powtarzać.

Cieszę się, że przynajmniej początkiem udało mi się Ciebie kupić. Dzięki za odwiedziny. :)

To, co mnie ujęło w tej historii, to dosłowny, biblijny koniec świata. Nie żadne tam wojny nuklearne, wirusy, inwazja obcych, tylko według Pisma ;) Poniekąd jest to dla mnie nowatorskie ujęcie, bo nie spotkałam się dotąd z dosłowną interpretacją Apokalipsy w tekstach fantastycznych. Tylko, że Jezus miał zdaje się zstąpić z nieba, a nie powtórnie się narodzić, ale to szczegół.

Umyka mi trochę ten główny wątek odkupienia, niby jest, ale mam wrażenie, że rozmywa się w natłoku scen. Bohaterowie są zarysowani dość pobieżnie i trudno się zorientować, który ma za zadanie przeprowadzić czytelnika przez opowieść, a którzy zaliczają się do tła.

Acha, zapomniałem. To JA dałem piątego klika, ale dopiero teraz napisałem komentarz.

Więc tyle. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Wilczyco, cieszę się, że ten biblijny koniec świata przypadł ci do gustu. Moim zamiarem było pokazanie go tak, jak przewiduje Pismo. Faktycznie Jezus powinien zstąpić z nieba, ale to byłoby chyba zbyt widowiskowe. Miałam w jednej wersji Jezusa w obłokach, to mi jeden betujący powiedział, że zrobiłam z niego Supermana. :)))

Mam do Ciebie pytanie: czy dostrzegłaś nawiązanie do dziesięciu przykazań? To właśnie dlatego jest tyle postaci. Widocznie nie udało mi się jakoś zgrabniej tego wszystkiego spleść.

W każdym razie dzięki za komentarz. :)

Zalth, dzięki za kliczka. Zastanawiałam się właśnie, kto to przepchnął. :)

Supermana? No cóż, niezbadane są ścieżki ludzkich skojarzeń. Moja córka, kiedy miała pięć lat, oglądała obrazy w kościele przedstawiające drogę krzyżową. W końcu wysnuła wniosek, że skoro Pan Jezus umarł, a potem wstał z grobu, to zpewnością jest teraz zombie i jej noga więcej w kościele nie postanie. Naprawdę trudno było wytłumaczyc dziecku różnicę pomiędzy zmartwychwstaniem syna bożego, a horrorami klasy zet ;) 

 

Nie zwróciłam uwagi na przykazania, nie szukałam konkretnych odnośników, w sensie, że nie odchaczałam sobie w myślach, które z nich zostały złamane. Po prostu odebrałam, że świat schodzi na psy i tyle ;) Dopiero teraz przyszło mi do głowy, że kamienne tablice w prologu powinny wskazać mi drogę ;)

Ciekawa interpretacja. Zombie… Właściwie zależy Mu na mózgach. Czy tam duszach…

Babska logika rządzi!

Widzisz, Wilczyco, tutaj właśnie tkwi problem. Poprzez bohaterów pokazane jest łamanie poszczególnych przykazań, dlatego też jest ich tylu. Tłumaczyłam to zresztą we wcześniejszych komentarzach. Widocznie nie udało mi się tego dość jasno pokazać. Myślałam, że tablice i rzymskie cyfry przed poszczególnymi scenami będą wystarczającym drogowskazem. 

A dzieci… no cóż, mają niesamowitą wyobraźnię. :)

A tak poza tematem, to dzięki za inspirację AQQ! :)

Niech mają!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nie ma za co. Zalth.

Miodne to Twoje dzieło. :D

Ciekawy tekst. Trochę miałam problem ze światem przedstawionym – miałam wrażenie, że czytam o jakiejś alternatywnej wersji lat dziewięćdziesiątych. Nie do końca przekonała mnie wizja powszechnego głodu i bezrobocia połączona z przestępczością – albo raczej, nie sama wizja, tylko to jak te elementy połączyłaś – trochę mi tu logika nie do końca grała. Nie rozumiem też dlaczego w jednej scenie nagle przenosisz się na grunt amerykański. Miałam wrażenie, że pozostałe sceny dzieją się w Polsce. Troszkę też zabrakło mi powiązań między bohaterami i jakiejś linii przewodniej splatającej wszystkie wątki – bo wiarę odebrałam bardziej jako tło, świat, w którym zanurzeni są wszyscy bohaterowie. Kosma trochę to wszystko łączy i fajnie, że dodałaś ten element, ja bym po prostu chciała odrobinę więcej, albo może trochę więcej tych informacji rozłożonych na przestrzeni całego tekstu, a nie większość w końcówce. I w sumie nie za bardzo wiadomo, co spowodowało, że społeczeństwo jest tak w tej wierze zanurzone – choć ten element historii przyjęłam na wiarę ;-)

Najbardziej podobała mi się wizja korytarza z ekranami :-)

Kurczę, Dogs, czy ty też nie załapałaś dziesięciu przykazań, które łączą to wszystko? Muszę chyba edytować przedmowę, chociaż sądziłam, że te kamienne tablice wyjaśnią wszystko. No trudno, sknociłam koncertowo to opowiadanie, ale cieszę się, że każdy znajduje w nim przynajmniej jakiś plus. :)

Zgadza się, akcja dzieje się w Polsce, a Dżizas2 przychodzi na świat w USA, to tak trochę z przekory.

Zgadza się, Kosma miał to wszystko połączyć.

Nie zgadza się to, że społeczeństwo jest zanurzone w wierze. Tylko ci starsi, pamiętają jeszcze o Bogu. Młodsze pokolenie, ma to gdzieś.

Dzięki za komentarz i uwagi. Postaram się, żeby moje następne opowiadanie było bardziej przemyślane. :)

Kurczę, Dogs, czy ty też nie załapałaś dziesięciu przykazań, które łączą to wszystko?

Spokojnie, złapałam :-) Ale jest to połączenie bardziej z poziomu konstrukcji tekstu, jakby z zewnątrz, a nie z poziomu świata przedstawionego – gdyby nie oznaczenia rozdziałów nie jestem pewna, czy bym załapała. Nie zabijaj jest jasne, Czcij ojca i matkę, Nie cudzołóż też, ale na dziesięć to trochę mało. Szczególnie, że niektóre rozdziały odnosisz do więcej niż jednego przykazania. A dodatkowo wprowadzasz połączenia “wewnętrze” między bohaterami – ale nie wszystkimi. I w sumie nie wiadomo dlaczego. Zabrakło mi tu trochę konsekwencji. Choć tak jak pisałam, połączenia między bohaterami mi się podobały – tylko chciałabym więcej ;-)

 

Nie zgadza się to, że społeczeństwo jest zanurzone w wierze. Tylko ci starsi, pamiętają jeszcze o Bogu. Młodsze pokolenie, ma to gdzieś.

No tak, ale skoro starsi wierzą, to z automatu próbują tak wychować swoje dzieci. Czyli dzieci nie funkcjonują poza religią – ok. są w opozycji, odrzucają ją, ale tak czy siak się do niej ustosunkowują, więc dla mnie są zanurzeni w tym świecie, czy chcą czy nie. Nie istnieją poza tym światem. Po prostu wybrali inną opcję.

 

sknociłam koncertowo to opowiadanie,

A to się nazywa nadinterpretacja :P

A to się nazywa nadinterpretacja :P

Myślisz? To może podejdę do tego tak, że to opowiadanie, to tak wspaniałe, nowatorskie, ponadprzeciętne dzieło, że czytelnicy po prostu nie dorośli jeszcze do tego, żeby je zrozumieć. ;D

A to z kolei megalomania XD

Kurde, tak źle i tak niedobrze. :(

Kombinuj dalej, w końcu musi się udać.

Babska logika rządzi!

Popadam w skrajności, fakt. :(((

Już mamy deprechę czy jeszcze odrobina brakuje? ;-)

Babska logika rządzi!

Lepiej popadać w skrajności niż być nijakim :D

Nie mam deprechy. Piwo sobie wypiłam. :)

Alkohol nie rozwiąże Twoich problemów. Właściwie, mleko też nie. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja tam polecam ptasie mleczko ~^^~

To co proponujesz? Tylko nie mów, że wysiłek fizyczny, bo od rana zasuwałam w ogródku i ledwo się ruszam. :(

 

Edit:

O! To dobre! Ale wolę galaretki w czekoladzie. :P

Na wszelki wypadek sfermentowane? ;-)

Kumys panaceum dla ludzkości! ;-)

Babska logika rządzi!

Kurczę, nigdy nie piłam. Dobre to?

Ja też nie piłam, ale na samą myśl mnie odrzuca.

Brzmi trochę kefirowanto… Choć jeśli smakuje jak ayran to nie dla mnie :/

Hmmm. W smaku nie jest złe (coś zbliżonego do kefiru), ale śmierdzi. No, mnie się ten zapach kojarzy z wymiocinami.

Babska logika rządzi!

No, mnie się ten zapach kojarzy z wymiocinami.

Widzisz, nie piłam, a wiedziałam, że coś jest nie tak z kumysem. ;P

To może czicza? Kukurydza przeżuta w ustach bezzębnych kobiet i potem fermentująca w alkohol :P?

Miejsce na Twoją reklamę!

I wracamy do ptasiego mleczka XD

Miodzio, Staruchu xD

I tak uważam, że kumys jest o wiele lepszy od mongolskiej herbaty.

Babska logika rządzi!

Tak, ptasie mleczko jest dobre i bezpieczne i każdy je lubi, ptasie mleczko mogłoby uratować ludzkość przed wszystkimi konfliktami świata <3 ;D

Ok, ptasie mleczko ratuje świat.

A co z tą herbatą nie teges, Finkla?

Herbata ze zjełczałym masłem?

 

EDIT: Ale ptasie mleczko idzie w biodra :P.

Miejsce na Twoją reklamę!

Przy dużej dozie optymizmu może też iść w cycki :3

A niech idzie. Za przyjemność trzeba płacić. :P

Ostatnio czytałam, że Amerykańce robią piwo o smaku pizzy. :D

A gdzie można dostać ptasie mleczko z dużą zawartością optymizmu?

Miejsce na Twoją reklamę!

Mongolska herbata.

Gotuje się wodę razem z listkami. Pal licho sposób zaparzania, to nie ma wielkiego wpływu na smak. W Mongolii nie rośnie trzcina cukrowa ani buraki, więc napój się soli, żeby nadać mu jakiś smak. Dla zwiększenia kaloryczności dodaje się tłuszcz zwierzęcy – masło albo łój. A na koniec, żeby było zdrowe, mniamuśne i pełne witamin, dolewa się mleka. Efekt smakuje jak rosół skrzyżowany z zupą mleczną. Fuj!

Babska logika rządzi!

Jak to czytam, to już mnie mdli. Łój – fuj!

Nie wiem, czy odróżniłabym herbatkę z masłem od herbatki z łojem. Mnie odrzuca osolone słodkie mleko.

Babska logika rządzi!

A gdzie można dostać ptasie mleczko z dużą zawartością optymizmu?

W Bydgoszczy, mleczko posypuję firmowym pyłem z rogu jednorożca i przed podaniem zmawiam pacierz “oby poszło w cycki”.

Niestety, wciąż jeszcze czekam na efekty ;D

 

Piwo o smaku pizzy? BRING IT ON! <3

przed podaniem zmawiam pacierz “oby poszło w cycki”.

Zamiast się modlić, wpakuj sobie to ptasie mleczko do stanika. :P

Efekt murowany!

Kąpiele to w oślim mleku.

Babska logika rządzi!

No jeśli próbowałabym zwabić jakiegoś amatora ptasiego mleczka, to na pewno murowany XD

 

Gorzej, jakbym trafiła na fana gorzkiej czekolady, tyle dobroci by się zmarnowało :C

W Bydgoszczy, mleczko posypuję firmowym pyłem z rogu jednorożca i przed podaniem zmawiam pacierz “oby poszło w cycki”.

 

Kurczę, a mnie w nic nie idzie :-( Ale ja szybko osiągam optymalny poziom czekolady we krwi… A optymizmem też mogę posypać :D

A solone mleko z tłuszczem, brrrrr……

Piwo o smaku pizzy

Robią też ogórkową colę i bekonowe martini. :D

I ktoś to zamawia @_@

Amerykanie. :D

Ale im się nie ma co dziwić. Oni mają nawet słodycze o smaku maści na odciski.

Wiecie, skoro w takiej Polsce je się sernik z rodzynkami, to i oni mogę mieć swoje słodycze o smaku maści na odciski ;D

A co jest nie tak z sernikiem z rodzynkami? Ja lubię. :)

No nie wiem, ja tam rodzynek w stopy nie wcieram…

Nie przepadam ani za sernikiem, ani za rodzynkami, ale połączenie ciasta z owocami (choćby suszonymi), nie wydaje mi się dziwaczne.

Babska logika rządzi!

A ja byłam bardzo zdziwiona, jak się dowiedziałam, że są ludzie, którzy dodają rodzynki do sernika, choć było to już parę lat temu. Takie marnotrawstwo pysznego ciasta :<

No nie wiem, ja tam rodzynek w stopy nie wcieram…

A sernik? ;D

No i się wydało :P

 

Ech, siedzę i gadam z wami, i nawet nie zauważyłam, kiedy mi się ptasie mleczko skończyło :/

A ja leżę i z Wami gadam, nawet mi się nie chce wstać do lodówki… ;-)

Babska logika rządzi!

Ja leżę i gadam z Wami, a w międzyczasie byłam już trzy razy w lodówce. :)

I jak było w środku? XD

Zimno. XD

A ja sobie leżę zasmarkana pod różowym kocykiem, ale ptasie mleczko i herbata same do mnie przychodzą… na nogach współlokatorek :3

 

To dobrze, że wróciłaś, AQQ XD

Sernik bez rodzynek? To jak piwo bez alkoholu. Można, ale po co?

 

A ja leżę i z Wami gadam, nawet mi się nie chce wstać do lodówki… ;-)

To ją zawołaj i niech przyjdzie, a nie tak sama w kącie stoi…

Miejsce na Twoją reklamę!

Trafił mi się głuchy egzemplarz… ;-/

Babska logika rządzi!

To ją zawołaj i niech przyjdzie, a nie tak sama w kącie stoi…

Będziesz się mogła do niej przytulić w nocy. :D

I zamiast lampki nocnej poświeci, i ochłodzi w parne noce ;). 

Może migowy łapie?

Miejsce na Twoją reklamę!

Sygnały świetlne powinny zadziałać, lodówka wszak może odmrygać światełkiem ;D

Jak zapominalska Finkla zostawiła zapalone :P

Miejsce na Twoją reklamę!

Spróbuj Morse’a. Może pokłapie drzwiczkami w odpowiedzi. :p

 

Jeszcze kilka takich pomysłów i znów kogoś zainspirujemy i powstanie nowe opko. :)

Do sygnałów świetlnych musiałabym sporo lusterek porozstawiać po chałupie, bo mamy do siebie kilka zakrętów… ;-)

Ale podobają mi się wasze koncepcje. :-)

Babska logika rządzi!

No i cztery setki padły. 666 zbliża się wielkimi krokami.

Babska logika rządzi!

Ja już na dzisiaj odpuszczam. Ledwo żyję. Idę spać i życzę wszystkim dobrej nocy. :)

Pozdrówcie wasze lodówki!

I nadjedzie czworo Jeźdźców: Regulatorzy, Finkla, Cień Burzy i Gary. 

Miejsce na Twoją reklamę!

Ktoś się orientuje, ile ma najczęściej komentowane opowiadanie na stronie? Finkla zapewne będzie coś o tym wiedzieć ;D

Myślicie, że na końcu licznika komentarzy pojawi się boss do pokonania, a po jego pokonaniu będzie drugi level?

AQQ jest w czołówce. W każdym razie pobiła moje rekordy. Z opublikowanych – chyba najwięcej miało opowiadanie pisane w ramach betowania przez cztery autorki. Ale nie jestem pewna.

Babska logika rządzi!

Myślicie, że na końcu licznika komentarzy pojawi się boss do pokonania, a po jego pokonaniu będzie drugi level?

A co jest wyżej niż fantastyka.pl? Nowa Fantastyka!

Wniosek: po rozwaleniu strony AQQ zostanie wydrukowana w NF :3

Finkla, jutro impreza pod Twoim tekstem. :) Teraz, to już serio ide spać.

Potem komentarze będą pisane na marginesie Nowej Fantastyki :) 

No to kolorowych.

Oczywiście, że zapraszam do siebie. Ciasteczka, herbata (nie mongolska!), te rzeczy… ;-)

Babska logika rządzi!

Kurde, spać nie dajecie. Finkla, wpadam jutro na kumys i sernik z rodzynkami. :)

Tylko źrebną kobyłkę przyprowadź, będziemy doić. ;-)

Babska logika rządzi!

Coś wykombinuję. ;)

To przyprowadź tę w imadełka :P

Lol!

Babska logika rządzi!

Kiedyś na zielonej stronie było chyba coś, co miało ponad 500.

Spokojnie nabijecie.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ech, pamiętam te czasy, kiedy i jeden z moich tekstów był w pierwszej trójce. Ale teraz to już pewnie nawet z dziesiątki wypadł. ;(

Ech, pamiętam te czasy, kiedy i jeden z moich tekstów był w pierwszej trójce.

Czy to były merytoryczne komentarze, czy też pitolenie o słodyczach o smaku maści na odciski, albo o ptasim mleczku, które uratuje świat? ;)

Merytorycznych też sporo było (ja mam w ogóle szczęście do merytorycznych komentarzy), trochę pitolenia. Ale najbardziej w oczy rzucały się kłótnie. ;) Ja grzecznie szłam spać albo oglądać film, a wtedy rozpętywało się piekło. :)

Dobrze, że przynajmniej tutaj panuje zgoda. :)

 

Jaka zgoda? Kręcenie nosem na rodzynki w serniku to powód do żądania satysfakcji! Na ubitej ziemi! 

Jako broń proponuję – lodówkę ;)!

Miejsce na Twoją reklamę!

Czyli co? Odkopujemy pojedynki drabblowe?

Babska logika rządzi!

Bo rodzynki są dobre tyko prosto z paczki, żadnego pieczenia i gotowania.

Staruchu, stanę u Twego boku i będę bronić rodzynek w serniku. Lecę po lodówkę. :)

Ale że co, że dwie lodówki na moją jedną bidulkę? Zwłaszcza, że ona już i tak wygląda, jakby niejeden pojedynek przeżyła w tym nieszczęsnym akademiku :c

 

Wilczku, może ty masz sprawniejszy sprzęt? ;D

Mogę pralką rzucić :P

 

Ale zasadniczo to ja “sernik” co najwyżej z nerkowców, względnie z tofu ;) (nadal bez rodzynków!)

 

Jakby trzeba było, to stanę z lodówką przeciwko rodzynkom. Moja jest stara, niewykluczone, że jakiejś wschodniej produkcji. Kam, jak weźmiemy śrubokręty, to da się ją przerobić na czołg. ;-)

Babska logika rządzi!

Czyli dwie lodówki i pralka! Będzie krzyżówka czołgu z mechem! Skombinujmy jeszcze magiel i będzie steampunkowo :) 

Widzę, że wytaczacie ciężkie działa. Tak się chcecie bawić? Dobra, to ja lecę jeszcze po odkurzacz i suszarkę!

Odkurzacz to na duchy, nie na rodzynki. ;-)

Babska logika rządzi!

Czołg <3

Cóż za zacna drużyna się z nas zrobiła, z takimi towarzyszami to żadne rodzynki niestraszne!

 

 

Odkurzacz to na duchy, nie na rodzynki. ;-)

Ewentualnie do wciągania rodzynek, by te mogły trafić tam, gdzie ich miejsce :3

Na kompostownik historii… ;-)

Babska logika rządzi!

Jak się zrobi groźnie, to sięgniemy jeszcze po wihajster i wtedy nic nas nie pokona!

Staruchu, przybywaj! Jesteśmy otoczeni!

Wihajster może faktycznie rozstrzygnąć losy tej wojny. :D

Uuuu! Powiało grozą. Ja tam z broni ręcznej wezmę zwykły korkociąg.

Babska logika rządzi!

A poza tym z winogron można robić lepsze artykuły spożywcze, niż jakieś tam dodatki do ciast!

Oho, jak ma być steampunkowo, to do lodówek dodaję waszbret :).

BTW – sernik z tofu? To jest w ogóle jadalne? Bo o smaku, z litości, zamilczę.

Miejsce na Twoją reklamę!

Mam szydełko i druty. Nie zawaham się ich użyć!

Mogę jeszcze szyć seriami. Maszynę do szycia też mam!

A co to jest waszbret?

Banda, czym Staruch nas właściwie straszy?

Babska logika rządzi!

Sięgam po magnetofon z Commodore!

 

PS. Staruchu, tofurniki to taka potrawa, która w zależności od sposobu przyrządzenia wychodzi skrajnie – albo bardzo dobrze albo bardzo źle. Mi odpowiednie proporcje składników wyszły przy bodaj trzecim podejściu. Pierwsze dwa były słabe, ale warto było testować, bo teraz już robię tofurniki dokładnie tak, jak trzeba :) Ale fakt, że to nie może być samo tofu, musi być jeszcze kilka innych dodatków, by uzyskać odpowiedni efekt.

 

Staruch to pewnie co najwyżej beretem pomacha :D 

Banda, czym Staruch nas właściwie straszy?

Znalazłam waszbret na śląskiej wikipedii.

Ci południowcy to jednak dziki naród z dzikim językiem…

 

Staruch może pomachać balkonikiem, ale nie wiem, czy sobie czegoś przy tym nie złamie :P

Staruch to pewnie co najwyżej beretem pomacha :D 

Raczyj hutym abo hałerem ;).

 

A do waszbreta mogę dodać waszkorb – szach :)! Męczcie się teraz, a nuż to broń masowej zagłady?

 

Co do tofurników. Nie uwierzę, że coś co zawiera przetworzoną soję może dobrze smakować. I już! Ser to ser, a nie jakieś chemiczne pitu-pitu ;)!

 

EDIT: Jaki tam balkonik? Na parterze mieszkam!

Miejsce na Twoją reklamę!

No dobra, wyguglałam. Tara do prania i kosz na brudną bieliznę. Luzik. Nasza pralka hapsnie to na raz i tylko jej się starym proszkiem odbije.

Babska logika rządzi!

A Wilka załatwimy schabowym. Jeden celny rzut i po nim.

Mówisz? Żebym nie sięgnął po artylerię ciężką :)

Jest na banhofie ciynszko maszyna 

Rubo jak kachlok – niy limuzyna 

Stoji i dycho, parsko i zipie, 

A hajer jeszcze wągiel w nia sypie

Miejsce na Twoją reklamę!

Jeszcze proponuję baby postraszyć ch… ;-)

No to dwie trzecie szatańskiego planu pykło. AQQ, ale wiesz, że jak liczba komci dojdzie do 500, to stare zaczną znikać?

Babska logika rządzi!

Jedyne, co Staruch może przeciwstawić wihajesterowi, to nakręcany bączek, ot co!

 

AQQ, ale wiesz, że jak liczba komci dojdzie do 500, to stare zaczną znikać?

I zamieniać się w rodzynki? ;)

EDIT: Jaki tam balkonik? Na parterze mieszkam!

Taki balkonik dla starszych, niedołężnych osób… na przykład takich, które mają sto i jeden lat ;P

Ale bardzo dobrze, że mieszkasz na parterze, nasz czołg będzie miał bliżej ;D

 

AQQ, ale wiesz, że jak liczba komci dojdzie do 500, to stare zaczną znikać?

 

Ale jak to, w hydeparku znikają chyba dopiero od tysiąca? :(

Nie chce mi się liczyć, ale sądzę, że widać tylko 500 najmłodszych.

Babska logika rządzi!

Jak jest tak, jak mówisz, to znikną te merytoryczne, a zostanie tylko pitolenie. :D

Czyli szałtboks.

Od razu – pitolenie. Czyż dyskusje o wyższości rodzynek nad tofu, gwarach regionalnych, stanie zdrowia i przygotowań militarnych co poniektórych – nie są nad wyraz pouczające i kształcące?

Miejsce na Twoją reklamę!

Ależ oczywiście, że są!

Jak ktoś trafi za jakiś czas na ten tekst i poczyta komentarze, to może się zdziwić. :D

Najzabawniej będzie, jak już wszystkie merytoryczne komentarze znikną i zbłądzony czytelnik wpadnie w sam środek dyskusji o lodówkach i rodzynkach. Doskonały powód, by pitolić dalej :)

Ale może skopiuj sobie te pierwsze merytoryczne, jeśli nie chcesz ich stracić.

Ech, będą jaja, kiedy Naz zacznie sprawdzać merytoryczne komentarze pod tekstami. ;-) No nic, najpierw zniknie beta.

Babska logika rządzi!

Trudno, niech znikają. :D

I tak wszyscy mniej więcej piszą to samo. A jaja, to by były, jakbym (co oczywiście jest niemożliwe) wygrała konkurs. :)))

 

Edit: W sensie, że jakby ktoś nowy, za jakiś czas, chciał poczytać komentarze pod zwycięskim tekstem. :)

Schowamy stare komentarze w lodówkach i pralkach.

O, widzę że impreza trwa już drugi dzień. I to o samym serniku z tofu u rodzynkach. Szacunek! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Czyli – baza już jest: sernik. Teraz coś by się przydało wypić, bo za mongolską herbatę to ja dziękuję :).

Miejsce na Twoją reklamę!

Mamy jeszcze kumys, piwo o smaku pizzy i bekonowe Martini. :)

I wycieczkę do Rygi po takim zestawie gwarantowaną :P. To ja już wolę wodę!

Miejsce na Twoją reklamę!

O wielki borze, co się tu odjaniepawla? :)

Precz z sygnaturkami.

Aaa, no to się nie dziwię :-) 

A kumys tradycyjny, o smaku dłoni dojarki, tak? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dobijamy do 666 komentarzy. Wchodzisz w to? ;-)

 

Edytka: Diabli wiedzą, nigdy nie lizałam dojarki po dłoniach…

Babska logika rządzi!

 

O wiel­ki borze, co się tu od­ja­nie­paw­la? :)

Nie wiem, czy bór ma z tym coś wspólnego. Coś mi się widzi, że to bez borzna impreza.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

nigdy nie lizałam dojarki po dłoniach…

Umarłem :D:D:D. W szoku – nie będę komentował przez dłuższy czas.

Miejsce na Twoją reklamę!

OMG, czyżby chodziło o smak mięsa z dłoni dojarki?!

Babska logika rządzi!

Ja też umarłam. :D Finkla, rozwalasz imprezę. Staruch już odpadł. :(

Na Was wcale lodówki nie trzeba! Jęzor wystarczy. ;-P

Babska logika rządzi!

Merytoryczny komentarz na temat tekstu nie miałby już w tej chwili sensu, więc zamelduję tylko, że przeczytałem.

 

666 komentarzy? Równo? Bo to może nie wyjść :P

Precz z sygnaturkami.

Nie no, może między dowcipnymi wierszami przemyć odrobineczkę meritum. Niech Autorka pozna Twoją opinię. Chociaż emotki z kciukami. ;-)

Równo nie wyjdzie. Jeśli zrealizujemy plan, to zaczniemy sobie tak gratulować, że nie wiadomo, kiedy się zatrzymamy.

Babska logika rządzi!

Ej, ale napisz merytoryczny! Może się choć jeden uchowa dla potomnych. Nie ma komcia, nie ma imprezy. :P

Kosmito, masz dyspensę na merytoryczny. Dajesz! ;-)

Babska logika rządzi!

Niebieski Kosmito, sugerujesz wielokrotność?

No więc moja skrótowa opinia: temat śliski, wykonanie niezłe, ciekawe spostrzeżenia, ale gdzieś tam po drodze zabrakło jakiejś porządnej fabuły :P

 

Sernik, piwo, pizza… a gdzie chipsy? Jak wy sobie wyobrażacie imprezę bez chipsów??? :D

Precz z sygnaturkami.

Każdy może napisać, że przeczytał, a potem zje cały sernik!

Proponuję 10 000, zobaczymy, co się stanie, gdy liczba komentarzy stanie się pięciocyfrowa. A jak się nic nie stanie, to aż do limitu licznika, czyli zapewne do 2 miliardów XD

Precz z sygnaturkami.

Kosmito, Ty przynieś chipsy, jako wpisowe.

Beryl będzie się potem zastanawiał dlaczego baza danych przeciążona :D 

Mogą być. A teraz leć po piwo, tylko jakieś normalne! ;D

To ja też pójdę po piwo.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Matko Borsko, cóż to?

Ochłonąłem, acz dłonie dojarki śnić mi się będą po nocach. A takie piwo? To jakieś popłuczyny. 

Jak już, to idziemy na całość.

Miejsce na Twoją reklamę!

Autentyczny, trzeciorzeszowy Carlsberg. Ale może powinienem przynieść coś mniej kontrowersyjnego historycznie :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Coś bardziej nawiązującego do klimatu tekstu.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A kiedy impreza się rozkręci… Wietnamska wódka z kobry! :)

Precz z sygnaturkami.

Od razu z zagrychą… Ale nie wiem, czy Wilk się skusi. ;-)

Babska logika rządzi!

Piłem chińską ze żmiją. Smak na kolana nie powala :-/

Miejsce na Twoją reklamę!

Ostro! xD

Też piłam jakąś chińską. Bez żmii, ale chyba gadzina napluła do flaszki, bo w smaku jeszcze gorsze niż mongolska herbata…

Babska logika rządzi!

Jest opcja, że nie napluła, tylko zrobiła coś zupełnie innego. :P

Ciecz była tak ohydna, że żadnej opcji nie można wykluczyć. ;-)

Babska logika rządzi!

Już zaraz półtysięczny komentarz :) Ach cóż za wspaniały neologizm wytworzyłem

Precz z sygnaturkami.

Od razu z zagrychą… Ale nie wiem, czy Wilk się skusi. ;-)

Wilk się na razie nie pojawia. Może zjadł kawałek prawdziwego sernika, popił bekonowym martini i dostał wstrząsu cholesterolowego :-) 

A co do kobry, to ciekawe, jak oni gada wetknęli do tej butelki? Wpuścili, gdy był mały, karmili, czekali aż urośnie, a potem utopili w wódce? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

To może ja dołączę coś z brodą, czy słyszeliście że zamknęli największego przestępcę ?

;)))

 

Od lat dosypywał rodzynki do mieszanek studenckich ;)

 

 

Bezprawie! Toż rodzynki można dodawać tylko do sernika!

Z lat młodzieńczych znam taki przypadek, że za rodzynki w “mieszance studenckiej” robiły suszone karaluchy. Ponoć nawet smaczne były.

Miejsce na Twoją reklamę!

Staruchu, walnąłeś pińcetnego komcia. :D

Ponoć nawet smaczne były.

Nie wątpię, bleeee…

Niewykluczone, że wszystkie rodzynki to karaluchy. W końcu, jeśli takiego rodzynka wrzuci się do wody, nie zamieni się w winogrono, prawda? ;-)

Babska logika rządzi!

Mój ojciec w latach siedemdziesiątych był kelnerem w jednej z wrocławskich, orbisowskich restauracji. Kiedyś jeden z klientów (z rodzaju tych, z którymi lepiej nie dyskutować), odkrył karalucha w swej porcji ziemniaków ze smażoną cebulką. Wywiązała się awantura, wezwano kierownika sali. Ów kierownik zapoznał się z sytuacją, czyli rzeczonym karaluchem, po czym oznajmił, że szanowny klient się myli, to nie karaluch, tylko przypalona cebulka, i wcale nie ma nóżek. Na potwierdzenie swoich słów dobył służbowy widelec i z kamienną twarzą spożył nieszczesnęgo owada, odbierając tym samym klientowi argumenty.

Honor (a kto wie, może i jakieś posady) zostały uratowane, a bohaterski kierownik opowiadał potem, że insekt był całkiem smaczny :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Twardziel! :D

Przecież owady są dość często jadane na świecie. Może nawet są dobre. Kto wie?

 

Wilk się na razie nie pojawia. Może zjadł kawałek prawdziwego sernika, popił bekonowym martini i dostał wstrząsu cholesterolowego :-) 

Z założenia nie jem niczego co robi kupę, więc wypraszam sobie takie insynuacje :P

 

Natomiast z alkoholi pełnoletnim uczestnikom dyskusji mogę polecić Komandosa. Niby już go nie ma, ale pojawił się następca w postaci Jabłuszka Sandomierskiego.

506 komciów. Jeszcze tylko 161… :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

pojawił się następca w postaci Jabłuszka Sandomierskiego.

Widzę, że sięgamy po trunki z coraz wyższej półki. :)

Ja z młodzieńczych lat z rozrzewnieniem wspominam Kwiat jabłoni. :D

 

506 komciów. Jeszcze tylko 161… :)

NWM, czy jesteś zwolennikiem rodzynek w serniku? Polecasz jakieś alkohole? Czy uważasz, że z lodówki można zrobić czołg? Dorzuć kilka cegiełek, to szybciej pójdzie. :;)

Z założenia nie jem niczego co robi kupę, więc wypraszam sobie takie insynuacje :P

Serniki w zasadzie nie robią kup, ale w sumie masz rację – mleko bywa niepewne. Nigdy nie wiadomo, co dojarka mogła wcześniej mieć w rękach ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Serniki w zasadzie nie robią kup, ale w sumie masz rację – mleko bywa niepewne. Nigdy nie wiadomo, co dojarka mogła wcześniej mieć w rękach ;-) 

To było odnośnie bekonu. Natomiast co do mleka, to nadaje się do rozdziałów VI i IX :P

 

I czy czasem nie doiła wcześniej byka…

Babska logika rządzi!

Padłam, Wilku! :DDD

Znakomity rysunek :-) 

W ogóle to robi się trochę niebezpiecznie. Zaraz wróci Staruch ze swoimi -filiami ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A propos robaków i restauracji. Sławny był nasz rodak, który nosił ze sobą insekty i w ekskluzywnych restauracjach, po spożyciu ¾ posiłku, dosypywał robaki do tego, co mu zostawało. Wtedy posiłek jadał za darmo. To się nazywa polska chytrość!

 

EDIT: Insektofilia :P? Też taka jest, zdaje się!

Miejsce na Twoją reklamę!

Czy uważasz, że z lodówki można zrobić czołg?

Wiem, że jest doskonałym schronem atomowym ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hmm… dzieje się tutaj coś, co rzeczywiście wymaga mojej uwagi, że niektórzy zgłosili swoje komentarze? Bo nie będę ukrywał, że nie chce mi się czytać tego wszystkiego :D

Wiem, że jest doskonałym schronem atomowym ;)

To te starsze. Nowoczesne przypominają raczej wielofunkcyjne, bojowe mechy :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tak już namieszaliśmy różnych trunków, że pewnie w pijanym zwidzie niektórzy zgłaszali swoje komentarze. Miło, że wpadłeś. Rozgość się, Berylu, polej sobie, baw się dobrze. :)

Zapewniam Cię, że jesteśmy grzeczni.

Wciągnąć Beryla zgłoszeniami w szatański plan… Genialne! Kto na to wpadł? ;-)

Nie, chyba nic zdrożnego – ogólna głupawka. Zaraźliwa.

Babska logika rządzi!

Berylu, to zgłaszanie to może być moja sprawka. Używam komórki i zdarza mi się, nie tylko tutaj zresztą, wcześniej też zdarzało kilkukrotnie, trafić paluchem w "zgłoś", zamiast "edytuj". 

Przepraszam i obiecuję bardziej uważać :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Hej, ludzie, może klikniemy “zgłoś” przy komentarzu Beryla? :D

 

Lol!

Babska logika rządzi!

Hej, ludzie, może klikniemy “zgłoś” przy komentarzu Beryla? :D

Uważaj Wilku, bo będzie jak w tym kawale o partyzantach i Niemcach ganiających za sobą w lesie, co to obie grupy dnia szóstego przepędził gajowy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Okej, rozumiem :)

Swoją drogą – czy przy 666 komentarzach mam zablokować możliwość ich dodawania? :P

Po 666 komentarzach, to już nikt nie będzie miał siły komentować. :)

NoWhereMan, a gdzie Beryl ma nas przepędzić? Do Pudełka z powrotem będzie zaganiać? ;D 

Z tą blokadą to ciekawy pomysł ;) Ale to już musi AQQ zdecydować, jej tekst :)

Wam też zaczyna ta podstrona przymulać w sensie, ze formularz dopisywania komentarzy pojawia się z opóźnieniem? ;)

 

Też. Te setki komentarzy wczytać…

Jednak się myliłam – przy 500 jeszcze nie znikają.

Babska logika rządzi!

No właśnie o dziwo komentarze pojawiają się sprawnie, to formularz jakby się bronił i mówił, że więcej nie chce.

Muli, jak cholera. 

Fajny pomysł z tą blokadą komci, ale w takim tempie, to nabijemy 666 w dwa dni, a konkurs trwa i być może ktoś będzie jeszcze chciał napisać MERYTORYCZNY komentarz. :)

Przemawia przez Ciebie chciwość i nienasycenie, więcej komentarzy chcesz, ot co!

I tym sposobem od dziesięciu przykazań przeszlismy do siedmiu grzechów głównych :-D

Masz na myśli: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu? ;)

Jak to, wczoraj nie zaczęliśmy od obżarstwa? Czy tam innego nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, nie znam się. ;-)

Babska logika rządzi!

Wilk sugerował chciwość, ale my tu rzeczywiście grzeszymy na całego. :)

Był tez tofurnik, więc było i pycha.

Pycha, to był sernik z rodzynkami. :P

I nieczyste ręce dojarki! xD

Zawsze można założyć w hydeparku wątek dla merytorycznych komentarzy tego tekstu :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jest jeszcze lenistwo wszystkich, którzy nie skomentowali merytorycznie. I chyba mamy szanse wywołać gniew Beryla. ;-)

Babska logika rządzi!

Skoro mowa o gniewie Beryla… Czy u was też w rubryce “ostatnie komentarze” zmniejsza się liczba ostatnio komentowanych wątków? Zawsze było 5, a tu najpierw spadło do 4, potem 3, teraz wyświetlają mi się tam tylko 2 wątki (mimo, że w innych komentowałem niedawno i na pewno wątki te nie zniknęły).

Ja mam pięć. Może to kwestia jakichś ustawień. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie zwróciłam uwagi. Ale może jest tak, że pokazuje pięć ostatnich komciów, a jeśli więcej niż jeden był pod tym samym tekstem, to się redukuje? Ale tak chyba nie powinno być.

Babska logika rządzi!

Ja mam tylko jeden wątek. :)

Czyżby tak miała się zacząć Apokalipsa? ;)

Wciąż mam pięć. Poza tym, gdy kliknę "pokaz więcej", wyskakują wszystkie moje komentarze z ostatniego miesiąca. 

Ha, może do mnie Czterej Jeźdźcy mają po prostu trochę dalej ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ja mam pięć, w tym jeden dość stary.

I to chyba nie są komcie z ostatniego miesiąca, tylko najświeższa setka. Tydzień albo i to nie. ;-p

Babska logika rządzi!

Nieee… wcześniej zdarzało się, że jeden znikał, ale nie aż taka redukcja. Np. nie wyświetla mi się tam wątek z komentarzami pod opowiadaniem Finkli, mimo że niedawno komentowałem.

Dla Ciebie setka to tydzień, dla mnie miesiąc ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zaprawdę powiadam Wam, że jak dobijemy do 666, to będzie koniec świata. A te znikające komcie, to znaki, że koniec jest bliski!

Mamy jeszcze chwilkę, żeby zawrócić z tej drogi. Żałować, w ramach pokuty usunąć komentarze z głupotkami… To jak będzie? ;-)

Babska logika rządzi!

Może lepiej zgłaszać swoje głupie komentarze i bić się w piersi? ;)

 

Edit: I czekać, aż Beryl udzieli rozgrzeszenia. :)

Najgorsze jest to, że do nieba załapią się tylko sto czterdzieści cztery tysiące. Małe szanse. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie wiem, czy chciałabym ryzykować pokutę nałożoną przez Beryla. Jeszcze mi zabroni offtopu i co ja będę pisać? ;-)

Babska logika rządzi!

Posiedzimy w tym korytarzu, pogapimy się w monitory i zobaczymy jak będzie.

Finkla, toż Ty prawie jak Matka Borska! Nie ruszy Cię. ;)

Wystarczy pięć setek komentarzy i heretyczka zmienia się w Matkę Borską… Tylko u nas! ;-)

Babska logika rządzi!

Jeszcze Ci jakieś sanktuarium postawią. :P Bawcie się dobrze, ja idę spać.

Żeńskie bóstwa nam się mnożą.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bogowie mogą stosować różne sztuczki – jak nie partenogeneza, to facet ciążę donosi…

Babska logika rządzi!

Rany boskie, was to na chwilę z oka spuścić…

A może coś merytorycznie – freon lodówkowy, zasadzka na Beryla, lody sernikowe…

A wy tylko tanie sztuczki! Ech… 

Miejsce na Twoją reklamę!

Wilku, widziałeś datę publikacji tego artykułu? :)

Cicho, psujesz efekt.

Jak widać są na świecie rzeczy, o których się fizjologom nie śniło. :)

AQQ, wiesz, że o ile 100 dodatkowych komentarzy Beryl może darować, to 1100 może być już tęga przesadą? ;D 

A czy to moja wina, że tu każdy wypisuje, co mu w duszy gra? :)

 

Edit: Bo chyba nie sądzisz, że jestem wiedźmą z czarnym pudełkiem. ;P

To by wiele wyjaśniało. Zgadza się nawet ten szczegół, że Głosy najwyraźniej wymknęły się spod kontroli. Co chwila coś wyskakuje z pudełka i krzyczy “Akuku!”.

A jak wytłumaczysz fakt, że wcześniej te Głosy siedziały w głowie Marasa? :)

Jeden z fragmentów, które wyciąłem z tekstu, by nie był nadmiernie hermetyczny ;) Nie wiem czy mogę spoilerować, bo nie wiem czy nie zbiorę się w sobie, żeby zrobić spin-off tej historii ;) 

Dawaj ten fragment. :)

Dzięki, AQQ, mogłabym sama nie zwrócić uwagi na datę.

Wilku, wklejanie linków innego dnia jest nie fair! ;-)

Babska logika rządzi!

AQQ, w ramach kompromisu między ujawnianiem fabuły, a jej nieujawnianiem, dam podpowiedź: toć i Głosy jakiś plan tutaj realizują ;)

Finkla, a znasz kawał?

 

Wynaleziono maszynę do przenoszenia bólów porodowych na ojca, żeby mógł współuczestniczyć w cudzie porodu i odciążyć matkę.

Urządzenie było gotowe, przyszedł czas na pierwsze testy. Wrzucają 10%. Ojciec mówi: nic nie czuję.

Wrzucają 20%: dalej nic.

40%. Ojciec ziewa.

60%. Ojciec mówi: ej, wy to już włączyliście?

80%. Wszyscy zdziwieni brakiem reakcji, ojciec mówi: to dajcie całość na mnie. Lekarze protestują, mówią, ze przecież to będzie nie do zniesienia. Ale Ojciec się jednak upiera, wiec w końcu dają 100%. Ojciec nic!

Poród udany, dzięki działaniu maszyny w pełni bezboleśnie dla matki, wszyscy się cieszą.

Następnego dnia lokalne gazety doniosły o tajemniczej śmierci listonosza.

 

Finkla, ja najpierw zwróciłam uwagę na zarost tego gościa w ciąży. Myślę, że po babskich hormonach nie mógłby się poszczycić takim. Później zauważyłam kiepski fotomontaż, a na końcu zerknęłam na datę. I wszystko jasne :D

Wilku, kawał dobry, śmiechłam! :D

A skoro to wskazówka odnośnie fabuły, to eee…. Co ty chcesz zrobić z Marasem? xD

Listonosz zawsze puka dwa razy!

A co do bólów porodowych – zostały kobietom przypisane w bardzo określonym celu. Inaczej nigdy nie dowiedziałyby się, jak cierpi mężczyzna z katarem i temperaturą 37,5 stopnia ;).

Miejsce na Twoją reklamę!

Kawał znałam, także w wersji z puentą: “Wracają do domu, a pod drzwiami leżą zwłoki sąsiada”. ;-)

Babska logika rządzi!

No teraz Ty opowiadasz następny żart :) 

A o czym chcecie?

Babska logika rządzi!

Obojętne, byle śmieszny. :)

No to jeden z moich ulubionych:

Przychodzi baba do lekarza i mówi, że ją głowa boli. Lekarz zapisał czopki. Baba głupia, nie wiedziała, jak zażywać, więc połknęła. W smaku były paskudne, ale popiła i jakoś zeżarła cały listek. A łeb nadal boli.

No to znowu do lekarza. Ten zapisał inne czopki. Większe, silniejsze, gorsze w smaku… Ale baba zagryzła, popiła i łyknęła. Zeżarła cały listek, a głowa boli.

Baba idzie do lekarza i już od progu zaczyna awanturę, że co z niego za konował, że to lekarstwo w ogóle nie działa…

– Jak to nie działa?! To co pani, je te czopki?

– Nie, kurde, w dupę sobie wkładam!

Babska logika rządzi!

Popłakałam się! yeslaugh

A to jeden z moich ulubionych (choć nie wiem, czy przypadkiem już go kiedś nie wrzucałem) 

 

Przychodzi baba do dentysty, bez słowa siada w fotelu, zsuwa majtki i rozkłada nogi.

 – Eee… Ginekolog, to piętro wyżej – bąka zakłopotany stomatolog. 

 – Spasowywał pan wczoraj Kowalskiemu sztuczną szczękę? 

 – Nooo… Tak. 

 – To ją pan teraz, kurde, wyciągaj!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Mówi Baca do żony:

– Pamiętasz tą Symborską co była u nas miesiąc temu?

– Jakoś nie pamiętam.

– To ta chuda i chorowita.

– A ta Symborska!

– Właśnie napisała, że dostała Nobla.

– Nie wiem co to takiego ale napisz jej, że najlepsze na to jest wywar z pokrzyw.

A wiecie jaki tu się ruch zrobi jak każdy będzie chciał wstawić sześćset sześćdziesiąty szósty komentarz ;)))

Pewnie jeszcze dzisiaj w nocy, kiedy wszyscy porządni obywatele będą spać, AQQ i Finkla nabiją 666 komci :)))

A tak na serio, możemy robić zakłady, kiedy to nastąpi i kto go napisze. Im więcej osób będzie obstawiać, tym szybciej pójdzie i tym sposobem ogarniemy to jeszcze przed nocą :P

Precz z sygnaturkami.

Zdefiniuj porządnych obywateli.

Tak czy owak, sześćset sześćdziesiąty szósty komentarz zbliża się wielkimi krokami, więc już zaczynam tworzyć klimat:

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Pewnie jeszcze dzisiaj w nocy, kiedy wszyscy porządni obywatele będą spać, AQQ i Finkla nabiją 666 komci :)))

Kosmito, czyżbyś chciał coś powiedzieć na temat naszej porządności?

 

Czy Wy wiecie, jak dobra kłótnia nabija komentarze? ;-)

Babska logika rządzi!

Thargone, wrzuciłeś obrazek, który chciałem tu dać za niecałe sto komentarzy!

Swoją drogą dopisywanie przez portale adresów WWW na cudzych rysunkach (autorem jest Krzysiek “Prosiak” Owendyk) jest czymś, co mnie zawsze drażniło.

 

Nabijajcie, nabijajcie, ja maluję huśtawkę w ogródku. Jest opcja, że przegapie 666 komentarz. :)

Przepraszam Wilku, że wszedłem Ci w paradę. Z pewnością znajdziesz coś równie świetnego. 

A ów Koziołek Matołek chodzi za mną już od czasu, gdy zobaczyłem go w zinie "Prosiaczek". Będzie ze dwadzieścia już lat chyba. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jeden z lepszych zinów tamtych czasów :) 

Ale tytuł brzmiał Prosiacek – bez z :)

 

Ja nic nie sugerowałem… chociaż, kto to wie… :P

 

Czy ktoś już widział jakieś oznaki na niebie, zwiastujące przybycie Bestii z ekipą?

Precz z sygnaturkami.

Proszę. :)

Oto Bestia wyłania się zza góry:

Bardziej przypomina kaczkę :( Ale jaka to sprytna zagrywka taktyczna – takiej kaczkowatej Bestii nikt nie będzie się bał, tylko wszyscy zaczną ją głaskać i rzucać jej chleb – o, jakie milutkie zwierzątko! – i zanim się spostrzegą, już będą mieli wypalone na czole “666”…

Precz z sygnaturkami.

Mój syn powiedział, że to jest SMOK! :D

Ewidentnie jest to smok i to w dodatku ognisty. Co prawda, powinien być siedem głów i dziesięć rogów mający, i chyba też niewiasta na grzbiecie jego zasiadać winna, ale co tam… Kto był się na tych Bestiach wyznał… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A teraz ciekawostka. Ta góra, zza której wyłania się Bestia, to Matyska (jak ktoś zainteresowany to sobie sprawdzi). Na szczyt prowadzi dość kontrowersyjna droga krzyżowa. Niektórzy dopatrywali się w rzeźbach na poszczególnych stacjach symboli masońskich. W związku z tym była we wsi rozpierducha. :D

599 i ciągle rośnie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To ja 600? Bo coś dyskusja zamarła.

A było tak ciekawie – serniki, lodówki, rodzynki, tofu, karaluchy…

A wy o końcu świata – nie ma lepszych tematów?

Miejsce na Twoją reklamę!

Spoko, zawsze możemy dobić głupimi żartami. Znaczy – do liczby dobić, nie że świat dobić ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Może wyjść na to samo. Bestia już wygląda zza horyzontu. ;-)

Babska logika rządzi!

To tylko omen, nie bestia właściwa. Bo to zachodni horyzont był, prawda? A to oznacza, że u mnie bestia szaleć już powinna w najlepsze. A tu ani widu, ni słychu… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ech, rozczarowujecie mnie. Co z wami? Zostało tylko 62 :)

Precz z sygnaturkami.

A to Beryl nie był bestią, która przedwcześnie zaglądnęła do wątku?

Strach Was obleciał? ;)

Ja tam się nie boję. Buduję arkę. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone zapakował wszystkie zwierzęta na arkę i wypłynął w rejs. Rozpoczęła się ogromna burza, w środku nocy nagle Thargone słyszy stukanie do drzwi swojej kajuty.

"Kto to może być? Przecież jestem tu sam ze zwierzętami. To na pewno wiatr". 

Położył się, ale po chwili znowu słyszy stukanie. 

"Niemożliwe, żeby ktoś w tę burzę przeżył i ukrył się na mojej arce. To pewnie burza z piorunami."

Ale po paru minutach znowu słyszy wyraźne stukanie. Poirytowany podchodzi do drzwi kajuty i pyta:

– Kto tam?

– Hipopotam xD

 

Ehehehehe! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

ThargNoe, masz literówkę w nicku na forum.

Thargone, tylko tym razem nie bierz komarów!

Babska logika rządzi!

I pająków!

Dobra, notuję… 

 – Żadnych komarów 

 – Żadnych pająków… Nawet tych takich włochatych, puszystych i milusich? 

Okej. Jakieś jeszcze życzenia? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Weź smoki i elfy.

– Żadnych pająków… Nawet tych takich włochatych, puszystych i milusich? 

Zwłaszcza TYCH!!!

Dobra. 

Wilki też wezmę, akuku smukłonogie oraz finklę szlachetną również. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No nie wiem, mam chorobę lokomocyjną, całą arkę Ci zarzygam.

Babska logika rządzi!

Hehehe, smukłonogie. :)

Metr pięćdziesiąt w kapeluszu, to i nie mogą być inne. :)

No nie wiem, mam chorobę lokomocyjną, całą arkę Ci zarzygam.

Spoko, takie ewentualności też przewidziałem. Część dziobową Arki przeznaczyłem na duży i solidnie wyposażony barek, żeby stworzenia typowo lądowe mogły sobie synchronizować amplitudy wewnętrznego i zewnętrznego bujania. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Hmmm. Tego podejścia jeszcze nie próbowałam. Po piciu ze słabą zagrychą też rzygam, ale może minus i minus dadzą plus…

Babska logika rządzi!

Poza tym Tharg Noe ma żyłkę biznesową i za każde zarzyganie pokładu nalicza opłaty karne.

To jeszcze takie znalazłam. :)

Opłatami na razie się nie przejmujcie. Najpierw zobaczymy, jaka forma płatności będzie najodpowiedniejsza po końcu świata.

Bo jakieś opłaty będą. Takie budowanie arki to, proszę ja was, tanie rzeczy nie są.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No nie wierzę, to się dzieje naprawdę! :D 624

 

Jak coś, to ja za rodzynkami, lodówkę też mam. Dajcie znać gdzie i kiedy.

 

A jak się dyplomatycznie wszystko skończy, to zapakuję lodówkę browarami i zabiorę na arkę jako wpisowe, gdyby się mokro zrobiło po 666tym. Dobrymi browarami, Tharg Noe, najlepszymi…

Widzę, że niezła ekipa się zbiera. :D

A dobre browary, to jakie według Ciebie?

A jak się dyplomatycznie wszystko skończy, to zapakuję lodówkę browarami

O, to rozumiem! Browary w sam raz pasują, bo idziemy że duchem czasu i arka zbudowana jest nie z jakiegoś przedpotopowego drewna, a ze starych lodówek. Nie dość, że przyjemny chłodek trzyma, to jeszcze zniesie niedaleką eksplozję termojądrową. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tylko lodówki Finkli nie bierz, Thargone, bo głucha…

Miejsce na Twoją reklamę!

Też sie przyda. Finkla będzie miała do czego rzygać. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Takie według DEKALOGU warzone, po bożemu, bez bydlęcej żółci, tylko z chmielem normalnie. :) Bo podobno browar powinien goryczkę z chmielu czerpać, a nie ustroju zwierzęcego. Koncerniaki tylko nie skumały. :D

A tak serio, to mamy teraz lokalnych i czeskich na pęczki. Uwielbiam King of Hop i temu podobne, z czeskich wracam stale do Zilvara, wspaniały. Ale na arkę wziąłbym różnorodność do degustacji.

W Belgii mają tysiące gatunków piwa. Może tam będziecie się zaprowiantowywać? ;-)

Babska logika rządzi!

No, słyszałem, że tam klimat wybitnie barowy, sprzyja posiadywankom przy piwie, pewnie dlatego podaż duża.

Racja, szeroki asortyment to podstawa. Arkę trudno będzie zaparkować pod stacją i skoczyć po browara. Chyba, ze na platformach wiertniczych są monopolowe. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie zapominajcie o Jabłuszku Sandomierskim, polecanym przez ThargNoe. ;)

Nie ważne jak smakuje, ważne jak sponiewiera!

Na platformach tylko samogon z ropy :D

 

Samogon z ropy… To ciekawe! Jest na sali chemik? 

Cóż, na szczęście arka nie działa na ropę. Tylko na religię.

Dwie turbiny modlitewne generują łączną moc trzydziestu tysięcy moherów. Dalej, za pomocą mechanizmu różańcowego, moc jest przekazywana do trzech pędników krzyżowych, pozwalających arce osiągnąć prędkość czterdziestu czterech liturgów, przy stanie morza sześć.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie zapomnij namaścić olejem, bo się zatrze i kadzidło się zrobi.

Wiadomo! Arka posiada automatyczny system namaszczania "Chrismo".

O wszystkim pomyślałem.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dałoby się usprawnić te lodówki tak, że jak włożysz piwo na trzy zdrowaśki, to już nabierze odpowiedniej temperatury?

Zbiorniki na wodę święconą? Specjalne grodzie na spowiedź? No i coś na kaca. :D

ThargNoe, myślę, że Twoja arka już się nadaje na bohaterkę szorta. Wspaniale to wszystko zaplanowałeś. :-)

Babska logika rządzi!

Na pewno przejdzie do legendy i będzie kojarzona z legendarną, wybitnie chrześcijańską, liczbą komentarzy. :)

arka nie działa na ropę. Tylko na religię

Stanowczo protestuję. Arka działa na siłę wyporu. Gdyby działała na religię, to na swych barkach podtrzymywaliby ją cherubini i serafini.

Miejsce na Twoją reklamę!

Są grodzie grzechoszczelne i zbiorniki na wodę święconą jako element systemu stabilizacji balastowej. Jest też prototypowe urządzenie do uzdatniania wody "Kana", wyposażone w odwracacze ciągu, w razie kaca. 

Usprawnienie lodówek… Hm… Można by przekierować trochę mocy z głównego napędu, kilkaset moherów powinno wystarczyć, żeby osiągnąć częstotliwość przynajmniej dwudziestu megazdrowasiek… 

Edit:

Ależ podtrzymują, metaforycznie. Po prostu w nowoczesny sposób opisałem jej napęd, tak jak niegdyś używano do opisu jej działania serafinów i cherubinów. Rozumiesz, na zasadzie:

 – Zyga, a patrzaj tu, wciórności, wóz sam bez konia jedzie!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Takie według DEKALOGU ważone, po bożemu, bez bydlęcej żółci, tylko z chmielem normalnie

Warzone! No chyba, że sprawdzasz jego wagę, wtedy to co innego. Edytuj, zanim Regulatorzy wpadną do komentarzy. Niby Reg bierze się tylko za opowiadania, ale tu przecież komentarze stanowią część tła.

A co do chmielu – piwo bez chmielu jak najbardziej może być wykonane.

 

Ponadto pytam co z wątkiem na wypowiedzi merytoryczne. Zbliża się liczba, po której trzeba będzie wołać Beryla do blokady i kasowania nadmiarowych komentarzy.

 

No i tak to ja rozumiem :) Proszę Państwa, są już na finiszu! Kto wygra? Te emocje!

Precz z sygnaturkami.

Jak to kto wygra? Bestia! ;-)

Babska logika rządzi!

Ale wpadka, wilku, dzięki za klapsa. Poprawiam. :)

A co do bro. Bez chmielu, owszem, ale nie na syfie. Chyba się zgodzisz? :)

Kied Pluton naprawdę nie jest planetą, mamusiu :( A ten hula-hop jakoś tak mi się przykleił…

Precz z sygnaturkami.

Zabierz jeszcze jakieś dobre… kadzidło, ThargNoe. ;)

Słusznie! Florę też trzeba ratować! ;-)

Babska logika rządzi!

Czy nagrodą dla zdobywcy 666. komentarza będzie wieczne potępienie? :P

Precz z sygnaturkami.

W końcu tu zawitałem, bo tekst i liczba komentarzy zdążyły już obrosnąć własną legendą. :)

Samo opowiadanie spodobało mi się średnio. Zabrakło mi większego związku pomiędzy scenami i bohaterami. Zakończenie z końcem świata było takie bardzo nagłe. Postaci jest trochę za dużo jak na taki metraż i trudno się z nimi związać. Główny pomysł mi, niestety, umknął. Ale czytało się dobrze.

Możliwe, że coś się wyjaśnia w komentarzach, ale, choć może się to wydać zaskakujące, nie czytałem wszystkich. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nieee… Co najwyżej AQQ stawia wtedy kolejkę wszystkim komentującym.

Niemożliwe! Merytoryczny komentarz! Dzięki, Dziadku!

To opowiadanie ma to do siebie, że wszystkim się średnio podoba. Biorąc pod uwagę, że całość łączy dziesięć przykazań, to postaci i scen jest, moim skromnym zdaniem, w sam raz. Tu komentujący dzielą się na dwie grupy.

W komentarzach rzeczywiście wszystko się wyjaśnia, bo wyjaśniałam kilkanaście razy.

Dzięki za odwiedziny, a teraz udaj się do kasy nr 2 i kup bilet na ostatni rejs w swoim życiu. (ThargNoe sprzedaje). Obowiązkowe jest zabranie lodówki i dużej ilości piwa. :)

 

Wilku – to ja zabiorę dwie lodówki pełne piwa i na pokładzie uczcimy czyjeś zwycięstwo!

Kadzidło jest niezwykle istotne, bo pasażerowie będą musieli przecież jakoś ze sobą wytrzymać, w stanie stosunkowej nieagresji :-) 

A co do zaszczytu dodania Ostatecznego Komentarza – powierzyć go autorce, czy wyłonić (nie)szczęśliwca w drodze losowania? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Na kogo wypadnie, na tego – BĘC! ;)

Ohoho, portal przeciążony do tego stopnia, że komentarz Szyszkowego Dziadka najpierw pojawił się przed komentarzem Niebieskiego Kosmity, a po odświeżeniu po!

 

BTW, mam wrażenie, że opowiadania, które mają przekazać coś innego, niż losy bohaterów i tak przez wiele osób są czytane przez pryzmat postaci, jakie się w nich pojawiają :) 

A link do wątku na komentarze merytoryczne proponuję wstawić w przedmowie – żeby móc jednak spokojnie blokować :) 

Myślę, że po 666 przeniesiemy się do czarnego Pudełka, a poproszę, żeby tutaj wrzucać tylko merytoryczne. Penie oprócz Naz już i tak nikt to nic nie napisze.

Zaraz zaraz. Piwo, lodówki, kadzidło – a sernika na arkę nikt nie zabierze? Bo karaluchy już tam są , to pewne. Aha, i tofu proszę NIE zabierać!

Miejsce na Twoją reklamę!

Tofu samo przypełzło ;-) 

Ale teraz to już chyba czas na jakieś ostatnie słowa:

To był zaszczyt, pleść z państwem bzdury. 

EDIT:

Żarliwy pacierz otwiera bezpośredni portal na Arkę. Zapraszam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ludzie dajcie na luz z komentarzami, ja siedzę w wannie! Jak mi się woda zagotuje przy 666… Nie chcę tak odchodzić. Jutro gazety napiszą o tajemniczej śmierci internauty, a nie listonosza. Biegnę się pożegnać z żoną… Co ja pier… Jakie gazety? Jutro już nie będzie gazet. Naprawdę miło było was poznać.

Noe, na której ulicy we Wro ta arka stoi???

Famous last words: …!

Precz z sygnaturkami.

Żegnam wszystkich, którzy nie popłyną z nami. Miło było poznać i popitiloć.

ThargNoe, jestem spakowana. Podpływaj!

Wszyscy jesteśmy legendami!

 

To jest 666 komentarz. Dziękuję wszystkim. Ostatni gasi światło. ;)

– Widzę. – Skinął Kosma.

 

“Kosma skinął głową” chyba? Czasownik skinąć nie występuje samodzielnie.

Brawo, Drakaino, pokonałaś Bestię!

 

“Kosma skinął głową” chyba? Czasownik skinąć nie występuje samodzielnie.

Wydaje mi się, że wstępuje samodzielnie, przynajmniej ja się z tym spotkałam. Może Finkla wpadnie i rozstrzygnie. :)

 

O, zdjęłaś embargo na komcie? ;-)

Kurczę, nie wiem. Wydaje mi się, że można napisać “skinął łaskawie” bez precyzowania, czy łbem, czy ręką, ale to tylko moja intuicja. A ja jej za bardzo nie ufam.

Babska logika rządzi!

Jakiś czas tak ładnie wyglądało to 666, aż byłam ciekawa, kto się odważy przekroczyć magiczną granicę. ;)

Myślę, że skoro Naz nie zwróciła na to uwagi, to chyba może być.

Wydaje mi się, że można napisać “skinął łaskawie” bez precyzowania, czy łbem, czy ręką,

Imho nie. W korpusie PWN zazwyczaj skinął łaskawie dłonią. Ale dla porządku wysłałam zapytanie do profesjonalnej redaktorki, z którą współpracuję jako tłumaczka.

W korpusie PWN można znaleźć również przykłady na “skinął” bez określania, czy zrobił to głową, czy też ręką, oraz czy był to łaskawy gest.

@AQQ A możesz zacytować konkrety? Bo jestem autentycznie ciekawa kontekstów i autorów, mnie to nie brzmi, więc chciałabym te przykłady zobaczyć, jeśli mam się przekonać.

PS. Bo doszłam do strony trzeciej (nie bardzo mam czas na przeglądanie piętnastu) i tam zawsze jest jakieś dopełnienie (czym albo komu) albo przydawka (jak), a nie trafiłam na samodzielny czasownik bez żadnego dookreślenia, a o to mi chodzi, nie wyłącznie o to czym, aczkolwiek w omawianym kontekście pasuje raczej głową, ponieważ chodzi, o ile pamiętam, o potaknięcie.

Wieczorem poszukam. Z telefonu jakoś ciężko.

Ostatnio coraz rzadziej spowiadałem się i przystępowałem do komunii. Skinęła w stronę konfesjonału, przy którym klęczała tylko jedna kobieta. Ludzie…

 …tam przeleźć przez mur, a Szczęsny popatrzył za nią i skinął na Bajurskiego:

– Chodźmy do Rawicza.

Rawicza Olejniczak dobrze znał, więc…

… widział już miesiąc, ale obyczaje takich klientów znał znakomicie.

Robert skinął na nich od stolika. – Jest ta twoja ruda…

Kolumb obojętnie…

… od niego do niej, a twarz miał dziwnie zmienioną. Wreszcie skinął na pachołka, półgłosem wydał mu rozkaz.

– Mam coś – powiedział wolno…

Tylko kilka przykładów plus link, który podała Dogsdampling w wątku.

Kończę więc temat, a jeśli nawet nie mam racji, to ta wersja i tak zostanie. Pozdrawiam. :)

Jasne, to twoje opowiadanie. Ale zdajesz sobie sprawę, że WSZYSTKIE te przykłady są dokładnie NIE tym, o co pytałam, czyli czasownikiem bez żadnych dookreśleń? (Skinął w stronę, skinął na pachołka itd), w linku w wątku zresztą dokładnie tak samo, zawsze dopełnienie albo przydawka, nawet u Parnickiego w tej funkcji zdanie podrzędne. Ani jednego przykładu analogicznego do zdania, o którym mowa, czyli jakiegoś “Iksiński skinął.” i tyle.

Nowa Fantastyka