- Opowiadanie: wonsz - Obłęd i Łowca

Obłęd i Łowca

Inspirowane grą wideo i serialem- nie związanymi ze sobą. Nie chciałem nawiązywać bezpośrednio, aby nie było to przełożenie kropka w kropkę.

Dobrze się bawiłem przy pisaniu, ale opowieści grozy to nie mój konik.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Obłęd i Łowca

Łowca oparł się o latarnię. Musiał odsapnąć. Z każdym oddechem oprócz obłoku pary z ust, z jego prawego boku uchodziło też trochę krwi, a ból narastał. Rana nie była głęboka, ale szpony ogara przejechały po żebrach rwąc skórzany płaszcz i kurtkę. Myśliwy zakrył to miejsce grubym zwitkiem materiału i zacisnął pas na bluzie tak, aby prowizoryczny opatrunek nie przemieszczał się. Nie mógł zrezygnować z łowów. Bestia musi zginąć. Inaczej cykl zostanie przerwany, a plugastwo rozlezie się po świecie. Noc niedługo zacznie się kończyć. Księżyc w pełni zniknie, obława zakończy się niepowodzeniem.

Wziął głęboki oddech i wyprostował się. Czuł, że zakrzep rozrywa się pod kurtką, rana rozkleja się  i krew wypływa przechodząc przez nasiąknięte szmaty na resztę garderoby i w dół na biodro.

Ruszył naprzód.

Trzymany w prawej dłoni rapier wytarł o zwłoki jakiegoś mieszczanina, który próbował go kilka minut wcześniej przebić widłami. Klinga zostawiła na jego brudnej bluzie klejące się od juchy kłaki i kawałki tkanki, być może nawet należące do spoczywającego jegomościa.

Z trikornu na głowie Łowcy spadł kawałek łapy odrąbanej jednemu z dziesiątek wściekłych, zeżartych trądem psów rzucających się na wszystko, co nie śmierdzi jak one – zgnilizną. Na małym placu wokół walały się wszędzie ich wnętrzności, płaty skór i odrąbane kości. Parapety kamienic ozdobione zostały żółtymi kłami, zniszczony wóz przyodział się w wyrwany kręgosłup, a jeden z kolców od płotu postanowił zostać kwiatkiem i wyrastał wprost z kundlowego oczodołu.

Lewa ręka Myśliwego dzierżyła pałkę przebitą gwoździami. Tak zaimprowizowanego morgenszterna ostukał o róg budynku i strzepnął z niego resztki mózgu kuśnierza, który całkiem niedawno chciał swą długą igłę do dziurkowania skór wepchnąć Łowcy w czaszkę.

Szedł tak do końca uliczki aż w końcu trafił na większą, brukowaną drogę na której poboczach leżały potrzaskane dorożki. Wśród powykręcanych ludzkich ciał walały się zniszczone torby i skrzynie z bagażem. Wałęsające się psy, którymi jeszcze nie zdążyło zawładnąć szaleństwo rwały kawałki mięsa, cofały się w mrok i niknęły w alejkach oddając się konsumpcji truchła.

Myśliwy ruszył w kierunku barykady ze stołów, szaf, krzeseł oraz ponabijanych na nie ciał mieszkańców. Nie wszyscy poddali się obłędowi. Jednak ten kto w amoku nie podniósł ręki na sąsiada sam stawał się ofiarą zbiorowej psychozy.

Krew na skórzanym płaszczu powoli krzepła i przestawała odbijać światło księżyca.

Łowca minął stos mebli i trupów. Podszedł do kłębowiska szmat przedzielonego morką, czerwoną plamą. Leżał tu przerwany w pół proboszcz lokalnej parafii. Do samego końca wierzył, że krzyż jeśli nie odpędzi Bestii to przynajmniej zapewni mu zbawienie. W połamanej i powyginanej groteskowo dłoni krucyfiks tracił blask, jak Srebrny Glob w zasychającej jusze na odzieniu.

Ciszę pogrążonego w szaleństwie miasta przeszył skowyt.

Upiorne wycie Bestii było niczym chórek wilczych pomiotów z zawodzącymi babami na pogrzebie.

Ofiara się zbliża.

Łowca cofnął się pod kamienicę i z półmroku wypatrywał potwora.

Coś uderzyło w budynek pod którym się schronił i posypały się dachówki. Myśliwy odskoczył na ulicę i od razu zorientował się, że popełnił straszliwy błąd. Dał się wywabić.

Od strony trupa proboszcza usłyszał huk i wnet musiał umknąć dorożce lecącej w jego stronę. Za drewnianą konstrukcją szybowało także pół konia i cuchnące trzewia. Jelito strąciło mu czapkę. Jednak manewr uskoku na niewiele mu się przydał. Rana na boku znowu się rozkleiła, bolało jak cholera, twarzą leciał w kierunku sterty śmieci, a za resztkami koniny pędziła szara Bestia.

Była wielkości dwóch, całych wozów postawionych jeden na drugim. Łapy nieproporcjonalnie długie kończące się półmetrowymi szponami. Wilczy łeb o ślepiach zalanych bielmem oraz piana na pysku i posklejana od krwi z brudem grzywa na karku.

Łowca uderzył ciałem w bruk. Próbował jeszcze się zerwać i uskoczyć, ale potwór błyskawicznie znalazł się przy nim i chlasnął go łapą w ramię trzymające rapier. Broń odleciała razem ręką. Pazury chwyciły Myśliwego i przygwoździły do ziemi. Nic nie mógł zrobić. W zasadzie już był martwy. Zaraz stanie się z nim to samo co z proboszczem od krucyfiksu. Poczuł ciepło w kroczu. Widział przed sobą rozdziawiony pysk Bestii i jej łapę, która zamiast łamać mu kark lub wyrywać głowę klepała go w policzek.

Co?

Następnie szpony zaczęły zaciskać się i otwierać na jego piersi mnąc i targając bluzę.

Co, co, co?

Łowca otworzył oczy.

Kot Przemek leżał wyciągnięty na jego klatce piersiowej. Ciepłym tyłkiem usadowił się w kroku, a wyciągniętymi łapkami z jakiegoś powodu najpierw gmerał po twarzy, by potem pazurami ponaciągać włókna w koszulce. Teraz jak gdyby nigdy nic zwinął się w kulkę i zaczął chrapać.

Erwin westchnął.

Nie polował już na potwory w wiktoriańskim świecie. Leżał z kotem w małym mieście w bloku z wielkiej płyty.

I nie był pewien gdzie mu lepiej.

Koniec

Komentarze

Scenka opisująca zmasakrowane i zbroczone stosy trupów, dla mnie nie jest horrorem, a tylko scenką opisująca zmasakrowane i zbroczone stosy trupów, nawet jeśli w tle majaczy straszna bestia.

Natomiast finał zaskoczył. ;)

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Z każ­dym od­de­chem oprócz ob­ło­ku pary ust… –> Z każ­dym od­de­chem, oprócz ob­ło­ku pary z ust

 

Czuł, że ledwo za­krzep­nię­ta krew roz­kle­ja się pod kurt­ką i prze­cho­dzi przez na­siąk­nię­te szma­ty na resz­tę gar­de­ro­by i w dół na bio­dro. –> Obawiam się, że zakrzepnięta krew nie rozkleja się, nie wsiąka w garderobę, nie spływa po udzie.

Natomiast wszystkie te rzeczy mogą mieć miejsce, jeśli rana się otworzy i zacznie krwawić.

 

wszyst­ko, co nie śmier­dzi jak one– zgni­li­zną. –> Brak spacji przed półpauzą.

 

znisz­czo­ny wóz przy­odział się w wy­rwa­ny krę­go­słup… –> Co to znaczy, że wóz przyodział się w kręgosłup? Jak to zrobił?

 

bru­ko­wa­ną drogę na któ­rej po­bo­czach z jed­nej i dru­giej stro­ny… –> Jeśli na poboczach, to raczej oczywiste, że po obu stronach drogi.

 

le­ża­ły po­trza­ska­ne do­roż­ki. Wśród po­wy­krę­ca­nych ludz­kich ciał le­ża­ły znisz­czo­ne torby… –> Powtórzenie.

 

Lo­kal­ne psy, któ­ry­mi jesz­cze nie zdą­ży­ło za­wład­nąć sza­leń­stwo… –> Po czym się poznaje lokalność psów?

 

Kot Prze­mek leżał wy­cią­gnię­ty jego klat­ce pier­sio­wej. –> Kot Prze­mek leżał wy­cią­gnię­ty na jego klat­ce pier­sio­wej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagi!

 

Drobiazg, cieszę się, że mogłam pomóc. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne. Co prawda nie lubię tekstów, kończących się w ten sposób, ale ostatnie zdanie powoduje, że pojawia się tu jakaś puenta i to niekoniecznie błaha, jakiś powód do zastanowienia.

Opis obrzydliwości całkiem udany :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Horror to to nie jest na pewno. I dobrze. Nie jestem miłośnikiem. Widać inspiracje grą i wynika to również z fabuły. Nieco rozczarowujące zakończenie – ​zawsze, gdy wszystko okazuje sie snem, przewidzeniem itd. czytelnik czuje się rozczarowany. Ten trick zadziałał pewnie w pierwszych stu opowieściach, w następnym milionie opowieści już tylko rozczarowywał.

Napisane dosyć obrazowo i całkiem sprawnie. Oczywiście Reg znalazła kilka usterek, ale ja do wykonania nie mam zastrzeżeń. Czuć, że pisanie nie sprawia autorowi przykrości tylko przychodzi z łatwością. Warsztat też całkiem, całkiem. Nic tylko pisać, pisać, pisać kolejne opowieści z bardziej oryginalnymi fabułami i ciekawszymi zakończeniami. Na pewno zajrzę z ciekawością do Twojego pełnokrwistego i pełnowymiarowego opowiadania.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bloodborne. Fajna gra, z ciekawym klimatem. Po części udało Ci się go tu odtworzyć, ale niestety za słabo. Sama przemoc i krew nie generuje klimatu strachu.

No i to zakończenie – sen to na ogół wielkie oszustwo czytelnika. Bo okazuje się, że nikt nie był zagrożony, że nikomu nic się nie stało. I na koniec opowiadania pozostaje tylko niesmak.

No więc ten koncert niestety niespecjalnie mi przypadł do gustu. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Całkiem porządnie napisane, obrazowo :) Ale chyba zmieniłabym zakończenie i trochę bardziej skomplikowała fabułę.

Zgadzam się z przedpiścami. Całkiem sprawnie napisane, w niewielkiej liczbie znaków udało ci się stworzyć bloodbornowy klimat. Gdyby tylko nie to zakończenie… 

Jako wprawka przed czymś dłuższym się sprawdza. Jako szort już nie za bardzo.

Mam problem z czepieniem się, ponieważ skoro to świat gry “stylizowany na XIX w.”, to nie do końca podpada pod czepialstwo o realia stricte historyczne, ale w takim razie może niepotrzebnie tag XIX w.? Poza tym nie każdy załapie ten związek z grą (ja nie, bo nie grywam) i może mieć dysonans poznawczy (miałam). Całość całkiem strawna, choć nie przepadam za opowiadaniami ze światów gier, a zakończenie jak dla szorta doskonałe.

 

Ergo: pierwsze to raczej pytanie niż czepialstwo. Jeśli piszesz o “świecie wiktoriańskim”, to co tam robi trikorn i rapier? Celowy anachronizm ze świata gry? W sumie i tak bym jakoś zaznaczyła (anachronizm), dla nie-graczy. Paradoksalnie morgensztern mniej razi, bo jest improwizowany i starszy, więc mniej wali po oczach jako potencjalny błąd, a bardziej jako coś intencjonalnie anachronicznego.

 

Dorożkami raczej nie przewozi się masowo bagaży i skrzyń. To już trochę babol, bo od podróży z bagażami są dyliżanse, a jak prywatne to mnóstwo różnych powozów do wyboru.

 

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaina

Ubiór i uzbrojenie “wyciągnięte” z gry. Nie jest tam wprost zaznaczone jaki to okres, ale architektura, moda i technologia sugerują środek XIX wieku. Tag być może faktycznie dodałem niepotrzebnie. W końcu to świat przepełniony bestiami, kościołem i kreaturami z kosmosu.

Dorożki? Nie pomyślałem, że podczas ucieczki/ewakuacji środek transportu komuś może sprawić różnicę, ale też w sumie nigdzie nie napisałem, aby ktoś uciekał. Następnym razem będę o tym pamiętał.

Dziękuję wszystkim za uwagi.

Dorożki? Nie pomyślałem, że podczas ucieczki/ewakuacji środek transportu komuś może sprawić różnicę, ale też w sumie nigdzie nie napisałem, aby ktoś uciekał.

Tak, wystarczyłoby info, że to jest ucieczka i sytuacja wyjątkowa, np. po tych bagażach dodać, że porzucone w czasie panicznej ucieczki :) Dzięki za wyjaśnienie w sprawie gry.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ten tekst to dobre ćwiczenie. I tak go odbieram. Ale, tak jak to zauważono wcześniej, zakończenie nie broni się zupełnie…

Teraz wypadałoby porzucić odtwórcze klimaty gier i popełnić coś swojego, unikatowego. Spróbujesz? Trzymam kciuki :)

 

Pozdrawiam, Czwartkowy Dyżurny

Nowa Fantastyka