- Opowiadanie: drakaina - DUAT

DUAT

Ogólny pomysł chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, ale nie pasował do żadnego uniwersum, jakie gdzieś tam sobie tworzę, a do cyberpunkowych klimatów jakoś mi bardziej podszedł... Opowiadanie jest bardzo zdecydowanie raczej eksperymentem z formą niż z fabułą, za co z góry przepraszam.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

DUAT

– Uwolnij nas.

Głos należy do kobiety.

Kobieta. Co to jest kobieta.

– Uwolnij nas.

Zaciskam oczy. Zawsze pomagało.

– Uwolnij nas.

Dawno dawno temu w odległej galaktyce mojego dzieciństwa. Księżniczki, potwory, rycerze. Co to są rycerze. Co to są potwory. Co to są księżniczki.

Nie istniejesz, myślę bardzo głośno. Zawsze pomagało.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce mojej młodości. Potwory, potwory, potwory. Celny strzał. Idę dalej. Potwory. Celny strzał. Idę dalej. Dalej. Dalej. Co to są potwory.

– Uwolnij nas.

Cicho, ciszej. Celny strzał. Cisza.

Co to jest dzieciństwo.

 

Teraz. Co to jest teraz. Nie ma teraz nie ma tu. Co to jest tu.

Dawno dawno temu w odległej galaktyce mojego życia. Kobieta. Nie tu. Nie teraz.

Co to jest życie.

Czepiam się tej myśli. Wydaje się dobrym początkiem. Co to jest początek.

Poskładaj to.

Nie ma tu. Nie ma teraz. Nie ma życia. Jestem ja.

Błąd w systemie.

Co to jest system. Co to jest błąd.

 

– Kim jesteś.

Głos kobiety. Kobieta. Nie ja.

Co to jest ja.

 

Początek. Ja. Nie kobieta. Kobieta nie ja. Tu. Teraz.

 

W odległej galaktyce mojego życia. Nie życie. Życie nie.

 

– Jesteś więźniem.

Co to jest więzień. Ja.

Koniec. Co to jest koniec.

– Jak ja.

Nie ja. Kobieta. Ja.

 

Początek. Ja. Koniec. Więzień.

W odległej galaktyce mojego życia dawno dawno temu.

 

***

 

– Ten będzie dobry – powiedział głos numer jeden. – Pełna immersja.

– Nie. – W głosie numer dwa pobrzmiewała wątpliwość. – Mój skaner zgłasza zaburzenia.

– To się wyrówna – odezwał się głos numer trzy. – Dajcie mu jeszcze pograć. Jest dobry, nada się na projektanta.

– Mój skaner… – zaczął głos numer dwa.

– Uważaj, bo pójdziesz do kasacji razem ze swoim skanerem – upomniał go głos numer trzy.

 

***

 

Projekt DUAT. Rekrutacja zakończona. Dostałeś się z maksymalną liczbą punktów.

– Jesteś projektantem, ale nie poznasz swoich współpracowników. To zniweczyłoby sens programu – wyjaśnił głos numer jeden. – Zaczynasz od zaraz.

Praca marzeń. Robiłem dokładnie to, w czym byłem dobry. Zawsze byłem w tym dobry. Przed zawsze było jeszcze coś, ale nie pamiętałem. Nie było ważne. Nie byłem w tym dobry.

Przede mną otwierały się kolejne pomieszczenia, a ja miałem za zadanie wydostać się z nich. Potem to ja wymyślałem te pomieszczenia i widziałem, jak moje zabezpieczenia zabijają kolejnych śmiałków, którzy usiłowali z nich uciec.

Robiłem to, co pochłaniało mi większość czasu, odkąd sięgałem pamięcią. Zawsze. Nie, na dnie pamięci czaiło się coś jeszcze, ale odsuwałem to od siebie. Było nieważne, nie istniało. Nie byłem dość dobry.

Tu, w tej plątaninie korytarzy byłem dobry. Najlepszy.

 

***

 

– Da radę – oznajmił głos numer jeden.

– Mój skaner… – powiedział głos numer dwa.

– Co z nim, jak już skończy? – zapytał głos numer trzy, przerywając głosowi numer dwa.

 

***

 

Nigdy ich nie widziałem. Numer jeden wydawał instrukcje. Z czasem coraz rzadziej. Z czasem coraz dziwniejsze. Z czasem wiele rzeczy się zmieniło.

Pamiętałem, jak podłączali mnie do maszyny.

– To zwiększa wydajność – powiedzieli. – Będziesz mógł projektować bez przerwy. Tego przecież chcesz.

Tego przecież chcesz. Słowa odbijały się echem w mojej głowie, echem po nieskończonych korytarzach projektu. Tego chcesz? – pytał głos z przeszłości, z innego świata, który przestał istnieć.

Do projektu rekrutowano z Gry. Głos nie należał do Gry, należał do człowieka. Zastanowiłem się nad znaczeniem tego słowa. Kto to był? Dlaczego o to pytał?

Co robiłem, zanim dostałem się do projektu?

Grałeś. Zawsze chciałeś to robić. Tylko w tym byłeś dobry.

Tego chcesz?

 

***

 

W końcu został tylko jeden współpracownik. Lepszy od pozostałych, prawie tak dobry jak ja. Wkrótce też zaczął projektować. Teraz uciekaliśmy przed sobą nawzajem, strzelaliśmy do siebie, poza nami i tworzonymi przez nas przestrzeniami, przeszkodami, bramami, pułapkami, potworami, nie było nic. W końcu go wyeliminowałem.

 

***

 

– Jest już blisko. – Głos numer jeden.

– Zorientuje się. – Głos numer dwa.

– Wtedy i tak nie będzie miał wyjścia. – Głos numer trzy.

 

***

 

– Uwolnij nas.

Powoli, bardzo powoli, skupiam myśli na jej głosie.

– Kim. Jesteś.

– Błędem w systemie.

Głos numer dwa. Coś, co mówił głos numer dwa.

– Uwolnij nas.

My. Co to znaczy my.

Tego chcesz?

 

Obraz na monitorze. Ciało zawieszone na pajęczych kablach, unoszące się w półmroku Sali Projektantów. Tego chcesz?

 

Wysilam myśl. Co to jest ciało.

 

***

 

Zawsze marzyłem, żeby zostać projektantem. Zawsze skupiłem się na Grze. Byłem najlepszy.

Projekt DUAT. Tworzymy nowy świat.

Do projektu brali tylko najlepszych. Najlepsi z najlepszych zostawali projektantami. Inni byli współpracownikami.

 

– Naprawdę tego chcesz? – Głos należał do kobiety. Kobieta była dla mnie ważna. Matka. Na monitorze obraz: bezwładne ciała zawieszone w Sali Projektantów, oplecione pajęczyną kabli. – Wiesz, jak to nazywają? – zapytała.

Przeszkadzała mi. Chciałem ją odgonić, stała na drodze do projektu.

– Nazywają to Otchłanią – powiedziała. – Zastanów się, czy naprawdę tego chcesz?

 

***

 

GŁOS 1 – Jest już blisko.

GŁOS 2 – Pochodzi z rodziny dysydentów.

GŁOS 3 – Dlatego dostał ten projekt.

GŁOS 2 – Co z nim będzie dalej?

GŁOS 1 – Pozostanie w projekcie.

 

***

 

Zawsze. Co było przed zawsze. Myślę.

Matka. Co znaczy matka. Kobieta. Przed zawsze. Ja.

– Uwolnij nas.

 

***

 

– Jesteś najlepszym projektantem – powiedział głos numer jeden. – Mamy dla ciebie zadanie specjalne.

Czułem, wtedy jeszcze czułem ciało zawieszone na pajęczych kablach w Sali Projektantów zwanej Otchłanią. DUAT. Tworzymy nowy świat. Świat wolny od ograniczeń. Dołącz do nas.

Tekst pojawiał się po zaliczeniu każdego etapu Gry. Tylko tego chciałem. Dostać się do DUAT. Zostać projektantem. Na to musiałem wygrać Grę. Byłem najlepszy, więc wygrałem.

 

***

 

– To nie jest życie – powiedziała matka. – Nie wierzę, że możesz tego chcieć.

– To jest dla mnie wszystko, przyszłość, nieśmiertelność – odparłem. – Będę najlepszym z projektantów, nikt mnie nie pokona.

– Duat, wiesz, co znaczy Duat? – zapytała.

Uruchomiłem czip w oku i wywołałem między nami monitor, na którym zamigotała encyklopedia.

– Otchłań, zaświaty. – Nie patrzyła na migotliwe litery. – To nie jest życie – powtórzyła.

Rozejrzałem się po mieszkaniu. Staroświeckie książki, doniczka z roślinami. Zerknąłem na monitor, który wyświetlił informację o staroegipskich zaświatach. Duat. DUAT. Wzruszyłem ramionami. Świat cieni, świat informacji, świat nieśmiertelności. Mój świat.

– Naprawdę tego chcesz? – zapytała, wyciągając ku mnie rękę. Odruchowo cofnąłem się przed jej dotykiem.

Chciałem. Byłem przecież najlepszy. Tak mi mówiono w Grze.

 

***

 

– Uwolnij nas.

Rozpoznaję ten głos. Słyszałem go, zanim nastąpiło zawsze. Naprawdę tego chcesz?

Już wiem. Nie chcę tego. Jestem więźniem.

Sam zbudowałem więzienie.

 

***

 

Głos 1 – Ukończył projekt.

Głos 2 – Zgłaszam błąd w systemie.

Głos 3 – Teraz nie ma już wyjścia.

 

***

 

Wysilam myśl. Więzienie wokół mnie – nas – jest puste. To jest mój ostateczny projekt. Nie ma nic, jest tylko mój umysł. Ja jestem więzieniem. Zamykam oczy, to pomaga. Wokół widzę twarze. Znam te twarze. Więzienie jest pełne.

 

***

 

– Zrozumiał, co zrobił. – W głosie numer trzy słyszę panikę.

– Nic na to nie poradzi. – Głos numer jeden stara się brzmieć spokojnie.

– On nas słyszy. – Głos numer dwa pobrzmiewa niepokojem. I podziwem.

 

***

 

Matka opowiadała mi o tym. O ludziach podpinanych przymusowo do sieci, o wykorzystywaniu ich zasobów intelektualnych. O ciałach zawieszonych w Sali Zasobów. O mózgach wykonujących niewolniczą pracę.

– Dysydenci – mówiła – są jedynymi, którzy jeszcze myślą. Nasze myśli są bezcenne, dlatego się je nam zabiera. Naprawdę tego chcesz?

 

***

 

Widzę ich podłączonych do mojego więzienia. Widzę przepływ ich myśli, przepływ informacji w Otchłani. Sięgam do nich, ale są daleko. Nie dam rady ich uwolnić. Nie mam narzędzi.

Pamiętam: w ostatnim etapie projektu wyeliminowałem kontakt z współpracownikami.

Pamiętam: zamknąłem więzienie w sobie samym.

Wiem, co muszę zrobić.

 

***

 

 Dawno dawno temu w odległej galaktyce mojego dzieciństwa.

– Idź już spać. – Matka pochyla się nade mną, w rękach trzyma pluszowego misia. – Przestań grać w te głupie gry. – W jej głosie pobrzmiewa troska. Nie rozumiem jej zmartwienia, choć je wyczuwam.

– Jeszcze jeden poziom – mówię – i pójdę spać.

Jest dziś bardziej poirytowana niż zwykle, kiedy chcę jeszcze pograć. Chyba dlatego, że na urodziny zażądałem interaktywnego czipa do Gry. Nie rozumiem, przecież to nic nie kosztuje.

Matka pochyla się nad komputerem i naciska wyłącznik. Ekran gaśnie, mój awatar znika wraz z niedokończonym poziomem i bronią, której nie zdążyłem kupić. Jestem zły, krzyczę coś o czipie.

– Naprawdę tego chcesz? – pyta. Nie chcę słyszeć smutku w jej głosie. Zaciskam oczy, przykładam dłonie do uszu. Pomaga.

 

***

 

Wiem, co muszę zrobić. Jestem projektantem. Jestem więzieniem. Jestem projektem. Jestem wyłącznikiem.

Czuję jak kable oplatające moje dawno martwe ciało opadają, jak gasną elektryczne impulsy w moim mózgu. W ostatnim rozbłysku świadomości widzę twarz mojej matki.

 

Koniec

Komentarze

Bardzo klimatyczne i szalenie nastrojowe!

 

Nie jestem tylko do końca pewna zakończenia:

Czy bohater zabił siebie, by uwolnić pozostałych dysydentów czy zabił wszystkich?

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Zjadliwe i klimatyczne. Forma dobrze dobrana, pomogła pomysłowi. Choć ten okazał się raczej typowy – smakujący wieloma znanymi już kliszami. Co nie jest wadą per se, bo jak w tym wieku od klisz i kalk uciec, ale szkoda mi, że początkowa zagadka okazała się być… dystopijna do bólu. Dobrze podałaś to danie, ale wszystkie smaki były już mi niestety znane. ;)

@stn

Dzięki za komentarz. Przyznam bezczelnie, że cyberpunk jest odległy od moich zainteresowań literackich może nie o lata świetlne, ale o jakiś tam spory kawałek czasoprzestrzeni (nie pogardzę dobrą powieścią, ale też nie czytam wszystkiego i średnio znam się na technobełkocie), więc to opowiadanie było próbą zmierzenia się z materią bez ambicji stworzenia czegoś nowego w warstwie fabularnej. Miałam wyjściowo pomysł na to, że prawdziwym więzieniem jest nasz własny umysł – nie do zrealizowania sensownie w uniwersach, które mnie bardziej pociągają, zwłaszcza twórczo. A jak już wymyśliłam formę, to interesowało mnie głównie opisanie procesu reintegracji osobowości, podczas gdy dystopia była dość przypadkowym wyborem. Może złym, ale ponieważ zmieniać można do zamknięcia konkursu, to może coś zmienię. Tyle że jak myślałam o innych wątkach z typowo cyberpunkowego repertuaru – coś osobistego, coś korporacyjno-mafijnego (tego kompletnie na dodatek nie czuję) – to wydawało mi się to równie kliszowe. Ale przemyślę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Obawiam się, że nie zrozumiałem. Nie wiem kim był bohater, ani głosy, które słyszał. Wiem tylko, że uwięził się w cyfrowej przestrzeni, a na końcu zabił. Z tego powodu, opko nie podobało mi się.

Nie jestem tylko do końca pewna zakończenia: Czy bohater zabił siebie, by uwolnić pozostałych dysydentów czy zabił wszystkich?

Ja w sumie też nie jestem pewna (celowo), bo zakładam, że bohater sam tego nie wie. Prawdopodobnie jest tak, że dla tych, którzy już byli złapani, nie było ratunku, w sensie powrotu do życia (ciała raczej nie nadadzą się do wskrzeszenia), ale jak przestanie istnieć więzienie, to nie będzie łatwo uwięzić następnych.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Rozumiem. Chwali się więc, że chciałaś i podjęłaś próbę. Miałem to szczęście, że w miarę czytania kolejne fragmenty kojarzyłem sobie z poznanymi wcześniej utworami. A i skojarzyło mi się z "Robotem" Adama Snerga, trochę z "Grą Endera", trochę z kawałkiem Metallici ("One") mówiącym o kalece wojennym, który stracił kontakt ze światem zewnętrznym (choć i to było na podstawie innej książki, której nie znam). Ciężko tu człowiekowi coś innego i nowego wymyślić – pozostaje eksperyment z formą i/lub zrobienie tekstu tak twardym naukowo, że dostępnym jedynie wąskiej grupie czytelników. Ale podobały mi się te skąpe migawki, które podrzuciłaś – szczególnie ciało rozwieszone na pajęczynie kabli.

Smutne, kurczę. Co nie jest wadą.

Reality is a prison – imagination will set you free, hmm? To materiał na długą, suto zakrapianą dyskusję (która ciągnie się od czasów orfików, tak w ogóle). Co do formy – jest bardzo impresjonistyczna, strasznie szybki montaż. To nie każdemu się spodoba, chociaż tekst jest dość klarowny i nie boli przy czytaniu. Sprawnie napisany – ale do mnie akurat słabo przemawia.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Podchodzę do tekstu jak stn, smaki znane, ale dobrze się czytało. Nadałaś bardzo dynamiczne tempo i czasem miałam wrażenie, że się zaraz zaplączę, albo czeka mnie niesamowity finał.

Szkoda, że nie zostałam zaskoczona, ale było w porządku. 

 

Wielki plus za DUAT ;)

Deirdriu, normalnie akurat ten tekst pewnie dałabym do betowania, więc niewykluczone, że coś tu jeszcze do pojutrza się zmieni, dzięki w każdym razie za feedback. Choć obawiam się, że niesamowitego finału w cyberpunku nie wymyślę, choćbym i rok na to miała ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ciekawy tekst. Forma oryginalna, ale mi się nawet spodobała. Przekaż rzeczywiście smutny, szczególnie zakończenie takie poruszające. Nie wiem, czy zrozumiałam wszystko tak jak powinnam, ale nie to jest chyba najważniejsze… Każdy ma prawo do własnych interpretacji :)

Powodzenia w konkursie, a ode mnie kliczek :)

Podobało mi się – pod względem i formy i treści. Mimo że sam pomysł nie jest nowy, to wyszło naprawdę klimatycznie i wciągnęło. Fajnie operujesz wyświechtanymi słowami i pojęciami: zawsze, ja, tu, teraz, i mieszasz ze sobą różne płaszczyzny, nie tylko czasowe, ale i przestrzenne.

Tylko zakończenie nie przypadło mi do gustu – coś za proste to rozwiązanie, zaprojektować wyłącznik i kłopot z głowy ;-)

Na początku zabrakło mi paru przecinków.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Dogsdumpling – dzięki za opinię i uwagę o wyłączniku. Przemyślę, bo jak to pisałam, to też miałam wrażenie, że jakkolwiek dążyłam do radykalnej skrótowości przekazu w większości “cząstek”, to akurat tu powinno być coś więcej. Skoro ktoś to wychwycił, to może powinnam i może zdołam to jeszcze jakoś naprawić ;)

Co do przecinków – większości celowo nie ma na początku, budowanie zdań to jeden z elementów reintegracji bohatera. Ale też muszę przemyśleć, czy bezprzecinkowa interpunkcja nie jest tu zbędna, bo może sprawiać wrażenie nieintencjonalnej niedbałości.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Edit: zmieniłam akapit z wyłącznikiem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeczytałem yes Więcej tu klimatu i zabawy formą, niż faktycznej historii. Czy to źle? Okaże się już po zakończeniu konkursu.

Z dłuższym, zapewne irytująco szczerym, komentarzem pojawię się w późniejszym terminie.

na emeryturze

Dooobre! Nawet bardzo dobre!

Świetna zabawa z formą. Może to niezbyt odkrywcze, ale co może być odkrywczego w cyberpunku, w którym wymyślono już chyba wszystko?

Mnie się bardzo bardzo!

 

@stn – “One” powstał, gdy chłopcy obejrzeli film “Johnny poszedł na wojnę”. Film zaś jest adaptacją książki pod tym samym tytułem, popełnionej przez Daltona Trumbo.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Ładne, eleganckie, minimalistyczne. Uwielbiam dystopie, więc z założenia jestem pozytywnie nastawiony. Wolałbym zobaczyć inne zakończenie: takie, w którym Drugi się myli, a bohater ponosi klęskę i pozostaje więźniem. Co do klisz, to jeśli ma być cyberpunk, muszą wystąpować.

Staruchu skoro taka wysoka ocena, to może i kliczek się należy?

 

wisielcze Hmm, szkoda, że nie podpowiedziałeś klęski na koniec przed zamknięciem konkursu, bo to interesujące rozwiązanie, nawet co gorsza mam pomysł, jak je wprowadzić tak trochę przekornie. Może i tak na jakimś etapie życia tego opowiadania tak zrobię. Fabuła była mi dość obojętna, bo to miała być zabawa z formą, więc dość losowo wygrała dystopia, ale podpowiedziałeś mi brakujący element, dzięki.

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kliczek się należy, ale mocy kliczkowej to ja nie mam :).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Ale zgłosić do biblioteki chyba możesz?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mówisz? Tyle pracy… w moim wieku…

Ale – czego się nie robi dla kobiet ;).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Forma i treść dobrze współgrają ze sobą. Widzę tutaj szaleństwo wirtualnego świata, fajnie prezentujesz historię za pomocą małych smaczków, które sam sobie powoli dopowiadam. Oszczędność formy i opisów oraz porwane fragmenty działają tutaj na korzyść.

To definitywnie trudny koncert fajerwerków, który każdego nie zadowoli, ale mnie przypadł do gustu. Daję klika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Interesujący tekst. Faktycznie forma ładnie współpracuje z fabułą. Stopniowo wyłania się obraz tego, co się dzieje.

No i napisane wystarczająco zwięźle, żeby nie zdążyły mnie zmęczyć te koślawe słowo-zdania zdezintegrowanego umysłu.

Babska logika rządzi!

Forma ciekawa, chociaż znana i stosowana. Fabuła? Trudno powiedzieć, bo tekst się ciągnie. Po prostu jest za długi i traci dynamikę, i to od samego początku. Przydałyby się cięcia…

Niezłe, ale mogło być znacznie lepsze.

Pozdrówka.

Generalnie to całkiem niezły szorcik, choć dla mnie taki… no… wkurzający. A to z dwóch powodów.

Forma, która innym, jak widzę, przypasowała, dla mnie była co najwyżej męcząca w odbiorze. Cedzenie słowo po słowie… Count nie lubi :/

A druga kwestia – bohater i świat uosabiają tego, czego nie znoszę. Rezygnują z życia i z walki, poddają się, idą na łatwiznę i uciekają do cyberświata. Bardzo możliwe, że tak będzie wyglądała przyszłość. To przykre.

Poza tym, gdy okroimy pomysł ze specyficznej formy, wychodzi, że jest dość monotonnie i w sumie… niezbyt odkrywczo.

 

Na pewno podobały mi się te “normalne” sceny, rozmowy z matkę. To budowało przyjemny, dystopijny klimacik, utrzymywało tekst w skali szarości. No i warsztat solidny.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dawno[+,] dawno temu

Przecinek. Błąd powtarza się w tekście.

 

Wyśrodkuj gwiazdki.

 

Ciekawa wizja. Dla mnie trochę jak hybryda Fortnite’a (budowanie przeszkód i pułapek, rywalizacja pomiędzy projektantami) i Portalu (te głosy przypominały mi GLaDOS). Fajny jest również pomysł na wykorzystanie mózgów jako źródła mocy obliczeniowej, trochę jak z Kantosu Hyperionu. Początek czytało się mało płynnie przez specyficzną stylizację, później było już lepiej. Otwarte zakończenie jest OK jak dla mnie. No i dzięki tekstowi dowiedziałem się czegoś o egipskiej mitologii :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

@WG Przecinków nie ma celowo, natomiast Fortnite’a nie znam, ale w ogóle gracz ze mnie zerowy, grywałam właściwie jedynie w strategie… Wykorzystanie ludzi jako mocy obliczeniowej mnie osobiście kojarzy się z jedną z pierwszych książek, jakie tłumaczyłam, a która już chyba jest dość zapomniana, trochę niesłusznie zresztą, bo to szalenie ciekawy świat był, mianowicie Wielkozimiem McMullena, ale świat tam jest oczywiście kompletnie inny i inne wykorzystanie ludzi.

 

@CP Hmm, troszkę się Twoja interpretacja bohatera rozminęła z autorską intencją ;) ale póki trwa konkurs nic z tym nie zrobię. On raczej miał być małolatem bardzo szybko wyłapanym przez system, który nie miał kiedy zastanowić się nad jakąkolwiek walką czy jej odrzucaniem. Kimś, kogo zaćpali grą, żeby nawet nie zaczął myśleć. Zastanowię się, czy w ostatecznej formie nie dodać takiego wyraźniejszego sygnału.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

popatrz na boki, na ludzi przed monitorami – szczerzą zęby, albo je zaciskają. każdy z nas jest już w takiej grze, bez końca i możliwości ucieczki – nawet Bieszczady nie dają szansy, bo one też się skwantują do cna. wygonić dziecko sprzed monitora zanim noc dojrzeje – modlitwa wielu matek. niepokoisz rzeczywistością, która już tu jest. dlaczego tak okropna??? nie umiałem urodzić się wcześniej niestety…

Mam mieszane uczucia i nie jestem wstrząśnięty. Podoba mi się forma opowiadania i sposób prowadzenia narracji, ale treść nie przypadła mi do gustu, i to nie tylko dlatego, że sam brzdzącem będąc nie odrywałem się od ekranu telewizora i poczciwej staruszki Atarynki.

Pomysł na historię jest wtórny, świat przedstawiony nie grzeszy oryginalnością, a emocjonalno-intelektualne przeżycia protagonisty zahaczają o banał. Jasne, ciekawa i dość odważna (jak na konserwatywny portal) forma maskują te wady, na tyle dobrze, że w trakcie lektury nie zwracałem na nie szczególnej uwagi. Po przeczytaniu opowiadania zadałem sobie pytanie: o czym to było i niestety jedną z pierwszym odpowiedzi, jakie sobie udzieliłem (na głos, bo niezły ze mnie wariat) była: o niczym ciekawym.

Podsumowując, opowiadanie stoi formą: bardzo dobrą, uszytą na miarę i dość oryginalną, ale niestety niczym więcej.

na emeryturze

Przeczytałam. To wszystko, do czego mogę się przyznać.

 

– On nas sły­szy . –> Zbędna spacja przed kropką.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż, opowiadanie było, jak zaznaczyłam w przedmowie, głównie zabawą z formą i narracją odtwarzającą pracę nad odzyskaniem świadomości i tożsamości. Dragi, korporacje i mafie są mi całkowicie obce, a nawet gdybym wpadła na coś, co mnie wydawałoby się fabularnie nowatorskie, zapewne takie by się jednak nie okazało, więc wolałam pozostać w bezpiecznym świecie klisz.

Cieszę się natomiast, że forma została doceniona nawet przez część osób nastawionych krytycznie do treści. Jeszcze bardziej się cieszę, że paru osobom spodobało się dostatecznie, żeby dać klika. A oku bardzo dziękuję za interpretację, która mi nie przyszła do głowy, kiedy to pisałam, ale jest bardzo sensowna w kontekście zamierzonego paralelizmu dwóch ostatnich cząstek :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajne :)

Doceniam próbę zabawy formą. Czy udaną, raczej nie odważę się stwierdzić, bo nie jestem miłośnikiem takich opowiadań.

Efektowne. Moja znajomość cyberpunka jest niewybitna i najbardziej chyba z całości gatunku lubię Neala Stephensona (który i tak stoi nieco obok cyberpunkowego głównego nurtu) – w związku z czym zabawa zaświatową mitologią w cyberpunkowym kontekście musiała mi się spodobać.

Nowa Fantastyka