- Opowiadanie: Finkla - Al Junx

Al Junx

Coś mi się nie do końca ten tekst podoba, ale nie potrafię orzec, o co chodzi. Mam nadzieję, że mi pomożecie. ;-)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Al Junx

Przedpotopowy komputer brzdęknął, jakby archaiczna dziesięciocentówka upadła na monitor. To Jack poświęcił bezcenne pół sekundy swojej uwagi, aby posłać komentarz w wewnętrznym policyjnym chatroomie:

 

<Jack07> Graty @del! Podobno aresztowales junxa!

<Del> thx

 

Del machinalnie podziękował, ale nie odpowiedział na kolejne pytania. On musiał pracowicie wystukiwać komentarze na klawiaturze – jedynej na posterunku – zamiast zwyczajnie je pomyśleć. A teraz potrzebował całego swojego uporu i sprytu, aby doprowadzić robotę do końca, a Junxa za kratki. Wyłączył powiadomienia o nowych komentarzach pod własnym adresem.

Po kolei odhaczał pozycje na liście: otwierał pliki przygotowywane od miesięcy, przełączał się między programami, wysyłał pod wypisane w notesie adresy, dzwonił do znajomych, pociągał za sznurki, prosił o przysługi…

To dla ciebie, Cate.

Telefon do prokuratora. Del był bardzo lakoniczny, powiedział tylko:

– Teraz!

Stary Tom wiedział, co to oznacza. Junx nieźle zalazł mu za skórę. Prokuratura wytoczyła już skurwielowi setki procesów. O handel narkotykami, o handel bronią, o nielegalne posiadanie broni, o przymuszanie do nierządu, o molestowanie seksualne, o rozprowadzanie nielegalnego oprogramowania, o włamania do prywatnych i rządowych komputerów… W kodeksie karnym stanu NY pozostało niewiele paragrafów, których Junx jeszcze nie złamał. Ale wszystkie rozprawy odnosiły ten sam, zerowy skutek. Dowody zostawały przypadkiem skasowane lub zniszczone, ofiary wycofywały zeznania, świadkowie znikali na wieki, biegli zarzucali sąd wątpliwościami. Jeden jedyny raz udało zachować materialne dowody od zniszczenia (wymagało to trzech funkcjonariuszy z bronią non stop strzegących teczki z fakturami) i upilnować świadka (ten obiekt ochrony kosztował podatników grube dziesiątki tysięcy baksów). Prokurator już wierzył, że Junx nie wyjrzy z pierdla przez najbliższe sto lat. Dwunastu przysięgłych, jak jeden mąż, uniewinniło kutasa. Wkrótce każdy z nich wygrał na loterii kupę szmalu. Taki pszipadek…

Zawiadomienie o wysłaniu komornika z powodu mandatu za złe parkowanie niezapłaconego przez ponad dwa lata. Del pilnował, żeby wszystkie wymagane prawem monity miały najniższy priorytet i trafiały na stary adres Junxa. Na wszelki wypadek nadawał im takie tytuły, aby z dużym prawdopodobieństwem wylądowały w spamie. Przez ten czas odsetki narosły wystarczająco, by zadłużenie uzasadniało wszczęcie postępowania windykacyjnego.

Piśnięcie maila, ikonka listu zapulsowała w prawym dolnym rogu. Przyszła informacja, że rozprawa „Stan NY przeciwko Albertowi 'Junxowi' Trompsonowi” rozpocznie się o 16.20. Jeszcze ponad godzina. Tom zrobił, co do niego należało. Prokurator wnioskował o sędziego AI i prośba została rozpatrzona pozytywnie. Link do wirtualnej sali rozpraw.

Telefon do komornika. Nie rzucał kłód pod nogi. Najlepsza przyjaciółka jego siostrzenicy tylko raz spróbowała nowego drugu opracowanego przez chemików Junxa. Kurewsko drogiego, uzależniającego większość użytkowników od pierwszego strzału i zwiększającego potrzeby seksualne. Dziewczyna po tygodniu ze łzami w oczach błagała dilera, żeby pozwolił jej zarabiać na swojej ulicy na kolejne działki. Próbowała wciągnąć w ten proceder siostrzenicę Mike'a, ale ta cudem uniknęła losu koleżanki – ćpunce tak trzęsły się ręce, że upuściła igłę do studzienki kanalizacyjnej.

Telefon do sędziego, prośba o nakaz natychmiastowej egzekucji długu. Ted zgodził się od razu. Jego daleki kuzyn przypadkiem trafił kiedyś w niewłaściwe miejsce i zginął w strzelaninie gangów. Każdy człowiek w tym mieście miał swoją Cate.

Znowu zapiszczała poczta. Przyszło oficjalne zawiadomienie, że przejęto lodówkę pana Alberta Trompsona na poczet jego nieuregulowanego zadłużenia.

Del zatarł ręce. Jeszcze odrobina biurokracji i będzie miał sukinsyna na widelcu.

Po kilkunastu minutach wysłał kolejną porcję plików do sędziowskiego AI i dopiął wszystko na ostatni guzik. Jaka szkoda, że Alkatraz już zamknęli…

To dla ciebie, Cate.

 

Del wreszcie mógł pozwolić sobie na chwilę odpoczynku, pomyśleć z goryczą, że Cate wcale nie doceni rzeczy, które dla niej zrobił. Cate, dziewczyna o najpiękniejszym uśmiechu spośród koleżanek ze szkoły średniej. Uśmiechu zdolnym do rozjaśnienia każdego pomieszczenia oraz zmienienia każdego dnia i każdej pogody w słoneczny sobotni poranek. Uśmiechu, którym tak szczodrze obdarowywała młodziutkiego Delano. Dopóki wirus z pirackiej gry, w którą obydwoje łoili całymi godzinami po lekcjach, nie nałożył się na defekt taniej wszczepki zainstalowanej tuż po osiemnastych urodzinach i nie wysmażył połowy komórek glejowych. Od tamtego strasznego dnia Cate śliniła się zamiast uśmiechać. Nie zmieniała wyrazu twarzy, kiedy Del przynosił do szpitala bukiecik jej ukochanych niezapominajek ani kiedy, trzymając ją za rękę, opowiadał o planach zniszczenia fiuta, który ciągle zarabiał krocie na kolejnych, pewnie równie dziurawych i zawirusowanych, wersjach tej cholernej gry.

Nie! Dość tych rozmyślań, bo jeszcze się rozklei podczas rozprawy. Emocjonalna huśtawka uszłaby płazem każdemu gliniarzowi w Nowym Yorku, ale nie Delowi, który przy łóżku Cate złożył wiele płomiennych lub mokrych od łez przysiąg. Między innymi tę, że nigdy nie pozwoli sobie zainstalować żadnej pieprzonej wszczepki. To wypchnęło go na margines cyberspołeczeństwa i zmusiło do posługiwania się coraz bardziej mulącymi rzęchami, ale odwiedzana co miesiąc szczenięca miłość przypominała o ryzyku związanym z alternatywą.

Zamiast rozpamiętywać krzywdę Cate, zajrzał na policyjną stronę. Jak należało oczekiwać – dzisiejszą dyskusję zdominowało aresztowanie Junxa. Od razu ruszyły zakłady, ile czasu tym razem skurwiel spędzi w małym pomieszczeniu bez dostępu do sieci. Tylko najwięksi optymiści obstawiali powyżej trzydziestu minut. A tu już druga godzina cykała… Nie sprawdzili, nie mieli pojęcia, że główny adwokat Junxa, Abe, miał wczoraj wypadek. Aeroskuter potrącił go tak nieszczęśliwie, że zgruchotał miednicę. Nawet przy najbardziej wypasionym ubezpieczeniu mednano potrzebowało co najmniej dwudziestu czterech godzin na zrekonstruowanie tkanki kostnej na tak dużej przestrzeni. Abe miał spędzić tę dobę w słodkich objęciach anestetyków i morfiny. Niestety, sprawcy wypadku nie udało się zidentyfikować. Już nic w archiwach policyjnych nie łączyło kraksy z młodszym bratem Cate. Del uczył się od najlepszych.

Ken Fitzgerald, zastępca kauzyperdy, ciągle siedział w samolocie lecącym do Europy na jakąś branżową konferencję. Dzięki Ci, Panie, za przestarzałe przepisy linii lotniczych, zabraniające pasażerom łączenia się z siecią podczas lotu. Oraz za technologię pozwalającą na ich egzekwowanie. W ten cudowny sposób Junxowi zostali tylko pomniejsi prawnicy, młodsi partnerzy i stażyści, niepewni swoich kompetencji i uprawnień, nigdy niedopuszczani do wszystkich sekretów.

Koledzy szybko zauważyli, że Del się zalogował. Zaraz posypały się gratulacje i pytania:

 

<Jake12> Del, ty stary zacofany papierogrzebie! Jak ty to zrobiłeś?!

<Del> Jeszcze będziesz to odszczekiwał Jake! Właśnie w papierowej książce znalazłem natchnienie. :-)

<shotgun111> Szacun!!! Pobiłeś rekord. Rzuć więcej szczegółów.

<Del> Dawno, dawno temu…

<Jack07> Wez nie wydurniaj sie!

<Del> …żył sobie mafioso. Nazywał się Al Capone. Zapudłowali go za podatki.

 

Przekomarzanki przerwał brzęczyk komputera. Za trzy minuty rozprawa, można się logować.

Del czym prędzej kliknął na link z maila. Pozostali widzieli salę sądową jako wirtualny pokój, on – jako film na ekranie komputera. Po kolei pojawiały się awatary uczestników. AI wyglądała jak C-3PO w szatach brytyjskiego sędziego, z loczkowatą peruką włącznie. Del nie miał pojęcia, czy to kpina, komputerowe poczucie humoru czy może niezgrabny ukłon w stronę tradycji. Obrońcy Junxa pojawili się jako grupka doskonale wyglądających facetów w drogich garniturach. Designerskie ciuchy i wyszlifowane przez program graficzny uśmiechy nie mogły jednak skryć paniki widocznej w ruchach. Nazwiska nad awatarami nic Delowi nie mówiły – trzeci sort kauzyperdów, zazwyczaj przygotowujących umowy do podpisu i sprawdzających precedensy na polecenie szefów, a nie wpuszczanych do sądu.

Del zerknął na licznik niemych i niewidocznych obserwatorów procesu – 679 i ciągle rósł. Uświadomił sobie, że w realu panuje nadzwyczajna cisza. Nikt nie kasłał, nie klął, nie siorbał kawy. Fotele nie skrzypiały pod spasionymi tyłkami kolegów. Komenda wstrzymała oddech.

16.20.

– Otwieram posiedzenie sądu – ogłosiła AI, po czym bluznęła prawniczym żargonem. Del wyłuskiwał z potoku formułek tylko ważniejsze informacje: – Numer rozprawy… Blablabla… Oskarżony Albert „Junx” Trompson… Blablabla… Zarzuty: seks z Amandą W., obecnie piętnastoletnią… Domniemana ofiara wycofała zeznania, jej rodzice wkrótce potem wyprowadzili się na Florydę… Oskarżenie twierdzi, że pojawiły się nowe dowody w sprawie… Blablablabla… Dlaczego oskarżony nie stawił się na rozprawę?

– Wysoki sądzie – odpowiedział Del – oskarżony znajduje się w areszcie. Aby uniemożliwić mu mataczenie, nowojorska policja przetrzymuje go w celi izolowanej od sieci.

– Sprzeciw! – ryknął któryś z adwokatów. – Mój klient ma prawo uczestniczyć w rozprawie przeciwko niemu.

– Podtrzymuję sprzeciw. Czy oskarżony jest przytomny, a jego stan nie uniemożliwia udziału w rozprawie?

– Tak, wysoki sądzie. Według mojej najlepszej wiedzy oskarżony jest przytomny, zdrowy i nie pozostaje pod wpływem środków psychoaktywnych.

– Wobec tego proszę umożliwić mu połączenie z siecią.

Któryś z młodszych gliniarzy śledzących proces wrzasnął:

– Zaprowadzę go do pokoju z łączem!

Po chwili Del usłyszał trzaśnięcie drzwi, a po minucie czy dwóch na ławie oskarżonych pojawił się awatar Junxa. Urzędowe łącze nie grzeszyło przepustowością – nowo przybyły wyglądał jak schematyczny rysunek przedszkolaka. To i tak o wiele lepiej niż szara chmura z napisem „Delano McMontes” siedząca obok prokuratora.

– Oskarżenie wniosło o ponowne rozpatrzenie sprawy o seks z nieletnią, umorzonej z powodu braku świadków – przypomniała AI.

– Tak, wysoki sądzie – odpowiedział prokurator. – Chcielibyśmy powołać na świadka lodówkę, która owego pamiętnego dnia należała do oskarżonego i mogła…

– Sprzeciw! – zareagował natychmiast obrońca, ten sam, co poprzednio. – Czterdziesta trzecia poprawka zabrania powoływania prymityw… chciałem powiedzieć urządzeń jako świadków zeznających przed sądem przez kogokolwiek innego niż właściciel urządzenia!

– Co oskarżenie ma do powiedzenia?

– Wysoki sądzie, rzeczona lodówka została skonfiskowana przez stan Nowy Jork w związku z zadłużeniem Alberta Trompsona. Wysłaliśmy wszelkie wymagane pełnomocnictwa razem z wnioskiem o wznowienie sprawy.

– Odrzucam sprzeciw, powołuję rzeczoną lodówkę na świadka.

Na miejscu dla świadka pojawił się wizerunek nowoczesnej luksusowej lodówki – z biosyntezatorem poszerzonym o opcję alkoholową i wielkim zbiornikiem na substancje organiczne. Urządzenie szybko zaprzysiężono i pozwolono prokuratorowi na indagacje. Po kilku formalnych pytaniach, upewniwszy się co do zdolności świadka do rozpoznawania twarzy i ustaliwszy, że w interesującym wszystkich dniu lodówka była w domu, Tom przeszedł do właściwego przesłuchania:

– Czy oskarżony był świadom, że Amanda jest nieletnia?

– Tak. Pan Albert najpierw zamówił dwa drinki z ginu, soku cytrynowego i cukru. Sprawdziłam w sieci tożsamość jego gościa i odmówiłam podania alkoholu osobie czternastoletniej. Wtedy pan zmienił zamówienie na jeden drink i jeden sok pomarańczowy. Gin podał pani Amandzie, a sok wylał do zbiornika i zażądał kolejnego drinka dla siebie.

Któryś z policjantów obserwujących proces szepnął z nabożnym zachwytem:

– Mamy skurwiela!

Prokurator pytał dalej:

– Czy oskarżony i Amanda W. odbyli stosunek w pomieszczeniu kuchennym?

– Nie.

W tym momencie wśród adwokatów zapanowało poruszenie. W ich grupce zjawił się nowy awatar. To samolot Kena Fitzgeralda dotknął ziemi, a prawnik połączył się z siecią i, nie bacząc na potworny jet lag, z miejsca podjął obronę. Wizerunek oskarżonego jeszcze stracił na rozdzielczości, a jego ruchy przeszły w rwane skoki. Najwidoczniej Junx konferował na priwie z nowo przybyłym.

– Czy świadek posiadała dostęp do kamer znajdujących się w innych pomieszczeniach?

– Tak, oczywiście. Często po całym domu zostawały resztki jedzenia, które nadawały się do recyklingu. Musiałam móc zajrzeć do każdego pokoju, aby wysłać robota po odpadki organiczne.

– Sprzeciw! – zaoponował Ken. – Całe przesłuchanie świadka jest bezpodstawne, gdyż właściciel lodówki już wcześniej skarżył się na wadliwe działanie urządzenia.

Spojrzenia wszystkich obserwatorów wpiły się zachłannie w awatar sędziowski. Z nadzieją, strachem, błaganiem, pożądaniem… SI po dłuższej chwili ciszy oznajmiła:

– Proszę o przesłanie sądowi faktur napraw związanych z korygowaniem osobowości lub inteligencji obecnej tu lodówki. W przeciwnym razie będę musiała uchylić sprzeciw.

Koniec

Komentarze

Hm… Może przydałoby się jakieś bardziej definitywne zakończenie? Z tego, które jest, mało co wynika.

Dziękuję, Issandrze. :-)

Chciałam zostawić uchylone drzwi do zakończenia – a jak myślisz, czy facet ma te faktury?

Babska logika rządzi!

W tym świecie, który przedstawiłaś, wydaje mi się, że nie, ale to takie bardzo niepewne “nie”. Z tym że to, że poszedł siedzieć przez brak faktur nie jest mocną puentą. Tym bardziej, że jeśli ma takie imperium, to nie powinien mieć problemu z podrobieniem faktur… Skoro nadal są przysięgli, to system się tak bardzo nie zmienił, więc są też apelacje i czas na dorobienie takich dokumentów.

Z drugiej strony jeśli ma te faktury, to też to ostatnie zdanie nie zapada w pamięć.

Żeby nie było, tekst czytało się przyjemnie, po prostu trochę miałem wrażenie, że się urwał i brakuje tam jeszcze kilku akapitów :)

Poszedł siedzieć (jeśli poszedł) za seks z nieletnią. Ale OK, dopiszę słówko czy dwa, żeby to wyraźniej wybrzmiało.

Fajnie, że czytało się dobrze.

Babska logika rządzi!

Wiem wiem :) Poszedł(by) siedzieć ZA seks z nieletnią, ale PRZEZ lodówkę i brak faktur, tak jak napisałem. O to chyba w tym całym opisie przygotowań do procesu chodziło?

Jak wspominałam, chciałam, żeby to zakończenie było otwarte. Niech się Czytelnik zastanawia, jak to z fakturami było…

Zwykle wpada się przez drobiazgi. W tym wypadku zaczęło się od niezapłaconego mandatu. Przecież, gdyby go nie przeoczył… Stać było faceta.

Babska logika rządzi!

Niezłe, ciekawe spojrzenie futurystyczne batalie prawne. Pomysł na sięgnięcie do historii najsłynniejszego amerykańskiego gangstera też na miejscu i pasuje. Zastanawiam się nad zakończeniem. W sumie opowiadanie napisane w poważnym tonie, ale motyw z lodówką odebrałem jako dość humorystyczny. Z drugiej strony, jak już dojdziemy do etapu z SI stosowaną w sprzętach domowych, a nie wątpię, że do tego kiedyś dojdzie … no cóż patrząc z tej perspektywy to już wcale nie ma się z czego śmiać. Popieram otwarte zakończenie. Myślę, że nie zachował tych faktur.

Dziękuję, Straferze. :-)

Fajnie, że recykling zapuszkowania Capone’a Ci się spodobał.

No, to właśnie chyba jest jeden z problemów, które widzę w tym opku. Jest poważnie, próbuję wszystkich przekonać, jaka to straszna kanalia, a tu nagle zza węgła wyskakuje lodówka i robi się śmiesznie. Ale nie mam pojęcia, jak to obejść. :-(

Lada moment zacznie się głosowanie nad fakturami Junxa. ;-)

Babska logika rządzi!

Mnie też zakończenie mocno zgrzytnęło. Zdawało się, że historia nabiera tempa, a tu nagle koniec. Dziwi mnie też, że taki świetnie wymykający się sprawiedliwości gangster trzymał u siebie lodówkę-kapusia. A Del rzeczywiście staroświecki, widać po emotikonce :P

Dziękuję, Światowiderze. :-)

W tym konkursie nie uświadczysz o wiele dłuższych tekstów. Już tylko 2 kilo znaków mi zostało.

Każdy trzyma w domu różne meble i sprzęty. Dopóki stanowią własność, nie mogą być użyte przeciwko właścicielowi. Del długo planował tę sprawę.

Widać, że facet staroświecki, powiadasz? Dzięki Ci, dobry człowieku. ;-) Nie ma wszczepki, to i został w tyle. :-/

Babska logika rządzi!

W tym konkursie nie uświadczysz o wiele dłuższych tekstów. Już tylko 2 kilo znaków mi zostało.

Wiem, że tekst nie mógł być dłuższy, nie zmienia to jednak faktu, że zakończenie odczułem jako takie ni w pięć, ni w dziewięć. Rozumiem, że chciałaś zostawić czytelnika z niedopowiedzeniem, ale myślę, że powinno to nastąpić w jakimś bardziej dramatycznym i domykającym historię momencie, np. w chwili ogłaszania werdyktu przez ławę przysięgłych, albo coś w tym stylu.

 

Każdy trzyma w domu różne meble i sprzęty. Dopóki stanowią własność, nie mogą być użyte przeciwko właścicielowi. Del długo planował tę sprawę.

Ale ktoś trudniący się hakowaniem wszczepów przez złośliwe wirusy raczej stara się, by to samo nie spotkało jego. A taka lodówka wygląda na całkiem niezły obiekt do hakowania.

Hmmm. Nie znam się na prawie. Ale wydaje mi się, że w momencie ogłaszania werdyktu to już za późno na niedopuszczenie materiału dowodowego. Nie oszukujemy się – Junx tę dziewczynę przeleciał, uprzednio upiwszy. Nikt w to nie wątpi. Pytanie tylko, czy da mu się to udowodnić.

Hakowanie lodówki. I tu dochodzimy do drugiego słabego punktu tekstu – nie znam się na cyberpunku. Nie wiem, jak często informatycy włamują się do obcych lodówek ani jak im się w tym przeszkadza. Wydaje mi się jednak, że lodówka, którą opisałam, nie została zhakowana. Tylko w świetle prawa ukradziona. ;-)

Babska logika rządzi!

Coś mi się nie do końca ten tekst podoba, ale nie potrafię orzec, o co chodzi.

Sądzę, że wiem co jest problemem. Opko zwyczajnie nie jest cyberpunkiem. Obawiam się, że wszczepy nie czynią jeszcze rzeczonego gatunku. 

Sam tekst natomiast był… fajny. Nie urwał czterech liter, ale czytało się przyjemnie. Rzekłbym raczej, że ma bardziej humorystyczny, niż poważny wydźwięk. Na pewno jest lekkie – to dało się wyczuć od samego początku. 

 

Dziękuję, Łukaszu. :-)

Znowu nie trafiłam z gatunkiem? No, zobaczymy, co Gary powie.

Ech, co bym nie próbowała napisać, wychodzi lekko i humorystycznie. Czy zacznę od gwałtu, czy od zapuszkowania gangstera…

Babska logika rządzi!

No, kto to widział, tak urywać w połowie? Co było dalej?

 bezcenne pół sekundy swojej uwagi

Jakoś mi to nie brzmi. I czy uwagę mierzy się w sekundach?

 posłać komentarz w (…) chatroomie

Tak się mówi? Jesteś pewna?

 On musiał pracowicie wystukiwać komentarze (…) teraz potrzebował całego swojego uporu i sprytu

Hmm, ale na myślenie komentarzy też rozpraszałby uwagę.

 Del był bardzo zwięzły

Zwięzła była jego wypowiedź, nie on sam.

 odnosiły ten sam, zerowy skutek

Nie wiem, czy tego "zerowego" nie byłoby lepiej wyrzucić. Rozprasza.

 udało zachować materialne dowody

Udało się je zachować od zniszczenia.

 Del wreszcie mógł pozwolić sobie na chwilę odpoczynku, pomyśleć z goryczą, że Cate wcale nie doceni rzeczy, które dla niej zrobił.

To akurat bym rozdzieliła: Del wreszcie mógł sobie pozwolić na chwilę odpoczynku. Uwierała go tylko świadomość, że Cate nie doceni tego wszystkiego, co dla niej zrobił.

 Uśmiechu potrafiącym rozjaśnić

Dałabym raczej "zdolnym".

 płomiennych lub podlewanych łzami przysiąg

Ja bym napisała: "przysiąg płomiennych albo, dla odmiany, mokrych od łez".

 ryzyku związanym z alternatywą

Tak w sumie, alternatywa to druga możliwość, więc to nie jest błędne, ale jakoś nie brzmi.

 Nie sprawdzili, że

Kolokwializm. Nie wiedzieli, że.

Del uczył się od najlepszych.

Kto łowi potwory…

 Ken Fitzgerald, zastępca kauzyperdy

Przecinek po kauzyperdzie, bo to wtrącenie.

 sędziego z loczkowatą peruką

Tu dałabym przecinek: sędziego, z loczkowatą peruką.

 nie mogły jednak skryć paniki w ruchach

To brzmi tak, jakby w ruchach była ukryta panika. Może: nie mogły zatuszować nerwowych ruchów?

 lodówkę, która owego feralnego dnia

Dzień był feralny dla dziewczyny, ale nie dla oskarżonego. Ponadto – nie dam za to ani jednego neuronu, ale wydaje mi się, że seks z nieletnią automatycznie podpada pod gwałt (musisz zapytać kogoś, kto ma pojęcie o amerykańskim prawie).

 upewniwszy się co do zdolności rozpoznawania twarzy

Byłoby chyba jaśniej: upewniwszy się, że lodówka ma zdolność rozpoznawania twarzy.

 przeszedł to właściwych kwestii

Literówka, a poza tym "kwestie" to bardziej pytania akademickie – może się czepiam.

 Wizerunek oskarżonego jeszcze stracił na rozdzielczości i zaczął poruszać się rwanymi ruchami.

Poruszać się ruchami? Może tak: Wizerunek oskarżonego stracił trochę szczegółów, rozmył się w podrygującą chmurę pikseli.

 Ani chybi Junx konferował na priwie z nowo przybyłym.

Sophisticated as hell. "Ani chybi" słabo pasuje do cyberpunka. W dwóch poprzednich zdaniach powtarza się "wśród".

 

Ta lodówka jest całkiem logiczna (u Dicka sprzęty domowe potrafiły być po prostu wredne) – też nie od początku złapałam, po co ją było konfiskować (czy mienie zatrzymane na pewno zmienia właściciela?), ale połapałam się przy sprzeciwie.

Nie wiem, jak często informatycy włamują się do obcych lodówek ani jak im się w tym przeszkadza.

Tak często, jak im to potrzebne. Jest coś takiego, jak firewall sprzętowy, poza tym włamywalność konkretnego urządzenia jest wypadkową wysiłku przeznaczonego na jego obronę i wysiłku, jaki haker wkłada w łamanie tej obrony. Jak bardzo chce, to wlezie wszędzie. Słodkich snów.

 co bym nie próbowała napisać, wychodzi lekko i humorystycznie

To też jest talent :)

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Dziękuję, Tarnino. :-)

Jak to co? Rozprawa toczyła się dalej. Sama się zastanawiaj, co odpowiedział oskarżony. ;-)

Z niektórymi uwagami się zgadzam, w niektórych przypadkach będę pyskować, a nad niektórymi jeszcze się zastanowię, bo moja wersja nie jest błędna, a nie wiem, czy Twoja lepsza.

 bezcenne pół sekundy swojej uwagi

Jakoś mi to nie brzmi. I czy uwagę mierzy się w sekundach?

Ale dlaczego nie? Wydaje mi się, że można tak mierzyć. Poświęcił Delowi pół sekundy, kiedy to Del miał pełną uwagę faceta.

 posłać komentarz w (…) chatroomie

Tak się mówi? Jesteś pewna?

Nie jestem pewna. Cyberpunk to nie moja bajka, piszę na czuja. Jak się mówi?

Hmm, ale na myślenie komentarzy też rozpraszałby uwagę.

Też, ale mniej. Dlatego nie mógł dotrzymywać kroku kolegom ze wszczepkami.

Zwięzła była jego wypowiedź, nie on sam.

A nie można tego w ten sposób skrócić? Powiedziałby coś miłego, to byłby miły. Powiedział zwięźle, więc był zwięzły. To tak nie działa?

 Ken Fitzgerald, zastępca kauzyperdy

Przecinek po kauzyperdzie, bo to wtrącenie.

Nie jestem pewna – jedno i drugie może robić za podmiot. Traktuję to raczej jak równorzędne określenia.

Nie mam pojęcia, czy amerykańskie prawo traktuje seks z nieletnią jako gwałt. Ale wszystko mogło się zmienić do czasu, w którym rozgrywa się akcja – dodałam im co najmniej kilkanaście poprawek do konstytucji.

Lekkie pióro. Talent, ale i ograniczenie. Czasem chciałbym napisać coś cięższego, a tu nici.

Babska logika rządzi!

Jestem bardzo ciekawa, czy tam masz faktury napraw związanych z korygowaniem słuchu u swojej lodówki, oraz zgody odpowiednich służb na przerobienie jej na czołg? xD

I nie powiesz mi, że tamta pamiętna dyskusja, nie była w jakimś stopniu inspiracją do napisania tego tekstu. ;)

Opowiadanie zaprawdę lekkie i przyjemne, chociaż tematyka jakby ciężkawa. No ale cóż, taki już masz styl i nic na to nie poradzisz. Ja czytałam z przyjemnością i początkowo też miałam problem z zakończeniem, ale po przemyśleniu doszłam do wniosku, że otwarte daje jednak do myślenia. Też jestem zdania, że nawet jak nie miał tych faktur, to mógł je podrobić, bo w sumie, kto bogatemu zabroni?

Fajne nawiązanie do Ala Capone. Niby facet nietykalny, a jednak poszedł siedzieć.

 

 

Sama się zastanawiaj, co odpowiedział oskarżony. ;-)

Przerzucasz na innych ciężar dowodu :P

Poświęcił Delowi pół sekundy, kiedy to Del miał pełną uwagę faceta.

Rozumiem, ale jednak – jakieś to dziwnie brzmiące. Możliwe, że jestem przewrażliwiona.

Jak się mówi?

Właśnie nie wiem. Ja napisałabym: skomentować w chatroomie, ale to też może być niedobrze.

A nie można tego w ten sposób skrócić? Powiedziałby coś miłego, to byłby miły. Powiedział zwięźle, więc był zwięzły. To tak nie działa?

Ha. W pierwszej chwili pomyślałam – tak. W drugiej chwili – nie. Potem się zastanowiłam: “zwięzłość” może cechować tylko twory językowe, a “miłe” bywają osoby, zdarzenia i wypowiedzi. Tyle, że miła osoba to taka, która wypowiada się mile, a miła wypowiedź już się nie wypowie. Jesteś zatem winna ekwiwokacji i skazuję Cię na lody cytrynowe, jak tylko otworzą Misia :). Jeśli ktoś się wypowiada zwięźle, może być tylko lakoniczny.

Nie jestem pewna – jedno i drugie może robić za podmiot.

Owszem, może. Jeśli skasujesz tego zastępcę, wychodzi sensowne zdanie, jeśli skasujesz Fitzgeralda, też. Ale zobacz: Ken Fitzgerald (…) ciągle siedział w samolocie. To dodatkowe określenie wskakuje między słowa, które już tam są. Jest wtrąceniem.

wszystko mogło się zmienić do czasu, w którym rozgrywa się akcja

Prawda.

Talent, ale i ograniczenie. Czasem chciałbym napisać coś cięższego, a tu nici.

Co nie jest ograniczone, nie jest ciekawe. A poważny tekst może być całkiem zabawny – to nie chodzi o licznik żartów, tylko o podejście do tematu.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Dzięki, AQQ. :-)

Nie, nie mam faktur – w ogóle nie wzywałam mechaotiatry do niej. Po co czołgowi słuch? A zezwoleń jeszcze wszystkich nie uzbierałam.

Nie mam pojęcia, może i się inspirowałam. W końcu to była szatańska i piękna dyskusja. Ale jeszcze Gary w wątku konkursowym wspomniał o hakowaniu lodówek. To też się mogło przyczynić.

Mogę wziąć na tapet dowolnie ciężki temat, a i tak wychodzi lekko. Nawet bez mieszania do tego lodówek. Szkoda, że lekkich i naprawdę śmiesznych tekstów nikt nie docenia, bo z chęcią bym się przerzuciła…

Sfałszować faktury – żaden problem. Chciałam, żeby z wypowiedzi AI wynikało, że są potrzebne teraz, ale chyba nie wynika. Muszę to jakoś delikatnie przerobić.

Nie wiem, czy Al Capone był taki fajny. Nie lubili go. Ale jednak to były dziwne czasy, a prohibicję uważam za durny pomysł.

 

Tarnino, tak, przerzucam na Was ciężar dowodu. Nie da się ukryć.

Właśnie nie wiem. Ja napisałabym: skomentować w chatroomie, ale to też może być niedobrze.

Ale mnie się wydaje, że “skomentować” domagałoby się jakiegoś dopełnienia.

Jesteś zatem winna ekwiwokacji i skazuję Cię na lody cytrynowe, jak tylko otworzą Misia :)

Uuuu? Ekwiwokacja? To ja przepraszam bardzo. Wezmę lakonicznego. ;-)

No dobra, parę rzeczy jeszcze zmienię. Dzięki. :-)

Aha, czyli jestem skazana na lekkie teksty, bo nie umiem do niczego poważnie podejść? To chyba jednak wolę tak…

Babska logika rządzi!

Szkoda, że lekkich i naprawdę śmiesznych tekstów nikt nie docenia, bo z chęcią bym się przerzuciła…

Ja tam doceniam i lubię. :)

Ale popatrz, jakie stoi teraz przed Tobą wyzwanie – napisać tekst, o którym nikt nie powie, że jest lekki i zabawny. Proponuję wrzucić, jako anonim. :P

 

Edytka:

Po co czołgowi słuch?

Nooo… może, żeby później kablować na czterech pancernych? ;)

 

O kurczę, przecież odpisywałam na ten komentarz. Widać nie zauważyłam, że coś nie zażarło…

Wrzucić anonimowo to jest jakiś pomysł. Ale. Mieliśmy kiedyś konkurs anonimowych opowiadań. Jakoś nikt nie miał trudności z odgadnięciem, które moje. Po liczbie komentarzy dało się poznać, nawet bez czytania. ;-) Do tego wiem, że lożownikom bardzo trudno zachować anonimowość. Musieliby w ogóle nie komentować. A w moim przypadku nawet to byłoby podejrzane…

Czołg. No i sama widzisz, że głuchota czołgu leży w dobrze pojętym interesie pancernych. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem. Ładne, ale finisz mógłby być mocniej zarysowany. Kocham gadające sprzęty domowe odkąd przeczytałem o drzwiach w Ubiku!

Dokładniejszej, uczonej i nic a nic nie subiektywnej analizy utworu dokonam już niebawem, po zakończeniu konkursu.

na emeryturze

Dziękuję, Jurorze Gary. :-)

Uprasza się o nieromansowanie z lodówką z mojego opowiadania. Prokurator mógłby protestować. ;-)

OK, poczekam te parę dni na dokładniejszą, uczoną et cetera…

Babska logika rządzi!

Jeżeli jest pełna, to mogę nie być w stanie się powstrzymać :(

na emeryturze

No, pusta przecie nie jest. Ale pamiętaj, że to całe żarcie może pochodzić z recyclingu. Chciałbyś jeść odpadki ze stołu nowojorskiego gangstera?

I nie wiem, czy za okradzenie kluczowego świadka nie zostaniesz public enemy #2. ;-)

Babska logika rządzi!

No, pusta przecie nie jest.

Ze źródeł dobrze poinformowanych wiem, że jest pełna piwa. :)

Chyba mylisz tę lodówkę z kimś innym. Tatusiowie kochanek gangstera wszystko wyżłopali. ;-)

Babska logika rządzi!

lekkich i naprawdę śmiesznych tekstów nikt nie docenia

Ooj, krygujesz się, panna. Pac wachlarzem.

 czyli jestem skazana na lekkie teksty, bo nie umiem do niczego poważnie podejść?

Nie to powiedziałam. Poważnie – ze zrozumieniem i poważnie – ponuro to dwie różne rzeczy.

 Ale mnie się wydaje, że “skomentować” domagałoby się jakiegoś dopełnienia.

Chyba tak. A "zamieścić komentarz" trochę za formalne. Nie wiem.

 Uprasza się o nieromansowanie z lodówką z mojego opowiadania. Prokurator mógłby protestować. ;-)

Lodówka jest nieletnia :)

Tatusiowie kochanek gangstera wszystko wyżłopali. ;-)

Ale ma syntezator alkoholu, więc da radę :)

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Przeczytane. Pozdrawiam.

Tarnino, może i trochę kryguję. Ale klików bibliotecznych coś nie widzę.

Trochę Ty powiedziałaś, resztę sobie dośpiewałam.

Też nie wiem, co z tym komentowaniem. Na razie niech zostanie.

Niby nieletnia, ale od dawna pracuje w pełnym wymiarze. Nie jestem pewna, jak wyglądają przepisy dotyczące AI. Czy gdyby w świetle prawa była nieletnia, miałaby swobodny dostęp do alkoholu? ;-)

 

Dziękuję, Karolino. :-)

Też pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Jakby każdy miał piórko, to byłoby prościej. :P

A tak, idzie se człek do biblioteki i po drodze zabłądzi. :)

Taki retrocyberpunk. Gość w notesie pisze, komputer ma brzęczyk ;). I nic na to nie poradzę, ale jak tylko zabrzmiało – “powołuję rzeczoną lodówkę na świadka”, spadłem ze śmiechu z krzesła. Wiem wiem, poważne opko to jest, ale ta lodówka niszczy :D.

A tak już całkiem poważnie – Finklowo ciekawe jak zwykle, Al Capone super, tylko ten rozdźwięk technologiczny czasem leciutko skrzypi. Ale pomysł pierwsza klasa, no i wykonanie bez zarzutu (ale to Gadułowy standard, czyż nie :)?).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Tarnino, pogubiłaś się w moich odpowiedziach czy za coś przepraszasz (nie masz za co)?

 

AQQ, błądzić jest rzeczą ludzką. :-)

 

Dziękuję, Staruchu. :-)

Retrocyberpunk, powiadasz? Coś w tym jest. Chyba wspominałam, że przy mnie Tyś prawdziwym specem? Ale mam nadzieję, że uzasadniłam element retro. Nie ukrywam, że tak naprawdę, to ja nie umiem grać w cyberpunk. Skoro Gary ogłosił konkurs i wypada spróbować wyjść ze strefy komfortu, to wypełzam. Ale nie biegam, bo nie potrafię po takiej nawierzchni. W końcu – stworzyć cyberpunkowego bohatera, który kontaktuje się z kompem tak samo jak ja – czy to nie jest oryginalne? ;-)

Tuszę również, że nie ucierpiałeś na skutek upadku. No tak, połączenie napuszonego, prawniczego żargonu z inteligentnymi sprzętami może stanowić dodatkowe źródło komizmu. Ale jak to inaczej napisać?

Niszczycielski potencjał lodówek już dawno został odkryty. Zaprawdę powiadam Wam, cyberpunkowe lodówki będą miały siedem rogów zakręconych jako baranie na obudowach… ;-)

Babska logika rządzi!

Jak pamiętam, Twoja lodówka odegrała niepoślednią rolę w już komentarzach pod opowiadaniem AQQ :)

Edit: Telefony to zuo! Właśnie zgłosiłem swój komentarz :-/.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Tak, ale to była inna lodówka niż w tym tekście. Acz nie wykluczam, że są spokrewnione. ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, tak już chyba mam, ze podobają mi się wszystkie Twoje opowiadania…

 

Bo… dobrze napisane… Bo… z pomysłem… Bo… intersujące… Bo… bez zbędnej gadaniny… Bo… bez rozczulania… :)

 

A tu jeszcze lodówka. Fajne. Powodzenia w konkursie :)

 

 

Dzięki, Katiu. :-)

Cieszę się. Mogę Cię długo rozpieszczać moimi tekstami. ;-)

Co do zbędnej gadaniny – kiedy trzeba było pisać szkolne wypracowania, to był problem…

Babska logika rządzi!

:):):) No, tak im więcej stron tym lepsze wrażenie… Ja pisałam bycze litery, więc zawsze jakaś dodatkowa kartka A4 przybywała…

Nie wiem jaki masz problem z tym tekstem, Finkla, ale powiem Ci, że świetnie to napisałaś. Nie jest to może cyberpunk, być może to rzeczywiście Twój własny gatunek retrocyberpunk, ale czyta się samo. Zwarte, dynamiczne, pomysłowe. Warsztatowo bez zarzutu i z fajerwerkami. Oczywiście kolejny raz nie udało Ci się napisać poważnego w odbiorze tekstu, wjeżdżając z lodówką całkiem rozwaliłaś kruchą powagę opowiadania, ale ja bym się tym nie przejmował. Masz taki styl, nie potrafisz się powstrzymać przed wrzuceniem jakieś zgryźliwej uwagi, satyrycznej sceny czy włożeniem w usta postaci celnej, zabawnej wypowiedzi. I naprawdę Ci w tym stylu do twarzy. 

Rzeczywiście zakończenie pozostawia z leciutkim niedopełnieniem, niedopowiedzeniem, lekko urywa przed finałem. Mi to nie przeszkadza. Wiem o co chodzi marudzącym na Twój finał, ale dostrzegam również jego zalety. Być może jedno zdanie dopisane na sam koniec, coś w stylu: “Prawnik Junxa zrobił naprawdę wielkie oczy.” albo “​Szczęka Junxa opadła na podłogę.”​ ułatwiłoby ogarnięcie puenty i zadowoliło malkontentów. 

Daję klika bo naprawdę jestem zadowolony z lektury.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Katiu, no właśnie. “Więcej” często wygląda “lepiej”. Cóż to za wypracowanie maturalne, które mieści się na jednym arkuszu. Nic ten licealista nie miał do powiedzenia… Wielka czcionka to ostateczność, nie podobała mi się. Ale przechylałam literki, duże spacje. I jeśli zachodziło podejrzenie, że wyraz się nie zmieści w tej linijce, przenosiłam do następnej.

 

Dziękuję, Marasie. :-)

Ładnie warsztatowo pisać to ja już umiem. Teraz chciałabym ogarnąć inne sprawności: wzruszanie odbiorcy, wyciskanie z niego łez i takie tam. A tu ciągle jakaś lodówka skrzeczy. Ale masz rację – nie potrafię się powstrzymać. Jeśli lubię jakąś postać, to zazwyczaj czynię ją inteligentną (kogo Bóg chce ukarać, temu rozum odbiera). A że za jedną z oznak inteligencji uznaję humor, to żal mi pominąć okazję do pokazania, jaki to mój bohater bystry…

Zakończenie. Teraz jest leciutko zmodyfikowane – jednoznacznie wynika z niego, że Junx musi faktury pokazać teraz. Pierwotnie można było pomyśleć, że istnieje możliwość sfałszowania ich później i wtedy faktycznie – to jeszcze nie byłby koniec bajki.

Aha: nie mogę wykorzystać zdania ze szczęką czy z oczami. Wcześniej sugerowałam, że uśmiechami awatarów sterują specjalne programy.

Babska logika rządzi!

pogubiłaś się w moich odpowiedziach

Troszeczkę :)

Zaprawdę powiadam Wam, cyberpunkowe lodówki będą miały siedem rogów zakręconych jako baranie na obudowach

I kopytka :)

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

No to jeszcze raz. Z cytatami:

Ooj, krygujesz się, panna. Pac wachlarzem.

Tarnino, może i trochę kryguję. Ale klików bibliotecznych coś nie widzę. [Już nieaktualne, dzięki]

Nie to powiedziałam. Poważnie – ze zrozumieniem i poważnie – ponuro to dwie różne rzeczy.

Trochę Ty powiedziałaś, resztę sobie dośpiewałam.

Chyba tak. A "zamieścić komentarz" trochę za formalne. Nie wiem.

Też nie wiem, co z tym komentowaniem. Na razie niech zostanie.

Lodówka jest nieletnia :)

Ale ma syntezator alkoholu, więc da radę :)

Niby nieletnia, ale od dawna pracuje w pełnym wymiarze. Nie jestem pewna, jak wyglądają przepisy dotyczące AI. Czy gdyby w świetle prawa była nieletnia, miałaby swobodny dostęp do alkoholu? ;-)

I kopytka :)

I tabliczkę znamionową na plecach!

Babska logika rządzi!

I tabliczkę znamionową na plecach!

A na niej sześćset sześćdziesiąt sześć pentagramów :D

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

I markę producenta: BESTIA. ;-)

Babska logika rządzi!

Jak to u Ciebie sprawnie napisane. Fajny pomysł na postać Junxa i nawiązanie do Ala Capone. Dobrze nakreślone tło motywacji Dela, ale cały efekt psuje urwane zakończenie. Akurat w tym przypadku taki cliffhanger niezbyt się sprawdził, przez co jestem tekstem trochę rozczarowany.

Powodzenia w konkursie ;)

Dziękuję, Belhaju. :-)

Fajnie, że znalazłeś sporo plusów.

Zakończenie nie przypasowało, powiadasz? Cóż, uparłam się na otwarte. Niech Czytelnik sam zgaduje, czy Junx miał te faktury, czy nie.

Babska logika rządzi!

Niszczycielski potencjał lodówek już dawno został odkryty. Zaprawdę powiadam Wam, cyberpunkowe lodówki będą miały siedem rogów zakręconych jako baranie na obudowach… ;-)

A zamiast mrozić, będą zionęły ogniem piekielnym! :)

W przyrodzie nic nie ginie. Ogień na zewnątrz, mróz w środku. Wymienniki ciepła, te rzeczy… ;-)

Babska logika rządzi!

Jak napotykam wizje przyszłości, zawsze włącza mi się wbudowany analizator szacujący prawdopodobieństwo zaistnienia takiej jej wersji i głównie od wyników jego pracy zależy, czy mi się tekst podoba. Podoba mi się. Klik. Może rzeczywiście sprawia wrażenie urwanego, ale niech tam :)

Zapewne podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdyby bohater był jeszcze bardziej offline, przyniósł dokumentację na rozprawę osobiście (jako jedyny obecny na sali, aby hakerzy oskarżonego nie mogli zakłócić jego połączenia i by rozprawa nie mogła się nieodbyć) i zawierającego ją pendriva wcisnął cybernetycznej sędzinie w gniazdko, oczywiście nie narażając się przy tym na obrazę sądu, a w kulminacyjnym momencie wwieziono na salę lodówkę…

Muszę się oduczyć dowymyślania własnych wersji do opowiadań, które są dobre i niczego nie potrzebują ;)

Dziękuję, Unfallu. :-)

Kto wie, może i kiedyś do czegoś podobnego dojdzie. Nie ufajmy lodówkom…

Bohater offline. A Ty myślisz, że dlaczego on sobie wszystko w notesiku spisuje? Wątek z wciskanym pendrivem niezły, dramatyczny. Ale wtedy rozprawa musiałaby się odbywać w fizycznym miejscu, trzeba by było dać wszystkim więcej czasu na dotarcie (ewentualnie jeszcze na fizyczne wyniesienie lodówki), a jak długo ten samolot do Europy może lecieć? Już i tak jadę po bandzie, jeśli chodzi o cyberpunkowość tekstu. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawe.

Al Capone w wersji cyberpunkowej. Plusik za gadającą lodówkę i końcowy motyw.

Reszta jakoś się jednak nie wyróżnia. Tkliwa historia gliniarza i każdego z powiązanych sędziów, prokuratorów itd. nie ruszyła mnie specjalnie – pełno takich w brudnym świecie cyberpunka. A to im poświęciłaś najwięcej czasu ekranowego (oprócz lodówki).

Koniec końców wyszedł dla mnie przyzwoity szort z naprawdę fajną końcówką. I to głównie dzięki gadającej lodówce ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereManie. :-)

Dobrze, że chociaż lodówka Ci się spodobała. Jednak do serca faceta przez żołądek… ;-)

Sentymentalne historie – próbowałam dać Czytelnikowi powód, żeby kibicował jednej stronie opowiadania. To nie jest baśń o szlachetnym Robin Hoodzie czy innym Janosiku. A że przy tym zbliżam się do standardów cyberpunka, to dla mnie nie wada. Opisami technicznymi tego nie zrobię, bo jestem za cienka w uszach.

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. 13 tysięcy znaków to niewiele, a Tobie udało się zawrzeć naprawdę dużo elementów. Na cyberpunku się nie znam, więc trudno mi tu coś powiedzieć, jednak lektura bardzo umiliła mi dzień. :)

Dziękuję, Rosso. :-)

Bardzo się cieszę, że umiliłam.

Zawarłam dość dużo, ale kosztem budowania nastroju, bohaterów i takich tam… Obawiam się, że stereotypowi wyszli, bez pazura. No, ale w 15 kilo nie można zawrzeć wszystkiego.

Babska logika rządzi!

Najlepsza przyjaciółka jego siostrzenicy tylko raz spróbowała nowego drugu opracowanego przez chemików Junxa.

W języku polskim funkcjonuje spolszczona wymowa, czyli powinno być “dragu”. 

https://pl.wiktionary.org/wiki/drag 

 

Jaka szkoda, że Alkatraz już zamknęli…

Tu z kolei powinno być “Alcatraz”, przy tej nazwie własnej zachowano oryginalną pisownię.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alcatraz

 

16.20.

Choć oba zapisy są słownikowo poprawne, to wg mnie bardziej estetycznie wyglądałby tutaj ten z dwukropkiem (16:20), choćby dla rozróżnienia.

 

Najwidoczniej Junx konferował na priwie

Raczej “privie”. Polski odpowiednik “private” to “prywatny”, więc jeżeli chcielibyśmy dokonać spolszczenia, to konsekwentnie należałoby pisać “prywie”, jednak osobiście nie spotkałem się jeszcze z takową formą.

 

Fajny pomysł. Wykorzystanie postaci Ala Capone nadało cyberpunkowi sznytu retro. Jak zwykle u Ciebie przednie wstawki humorystyczne. Spodobało mi się przeniesienie niektórych współczesnych problemów na futurystyczną kanwę. Spodziewałem się jakiejś większej bomby w zakończeniu, ale nawiązanie do wiecznie gubionych rachunków i faktur też kupuję ;)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję, Wicked. :-)

No masz, narobiłam byków w spolszczeniach… :-( Trudno, wstrzymam się z poprawianiem do ogłoszenia wyników.

Tak, już zostało stwierdzone, że to retrocyberpunk. ;-) Jakoś z klasycznym cyberem mi nie po drodze.

A Ty uważasz, że Junx kiedykolwiek te faktury miał? ;-)

Babska logika rządzi!

Ano mogło być i tak, że napraw dokonywał u jakiegoś serwisanta, co to się nawet z urzędem skarbowym nie rozliczał :)

 

Myślę, że normalnie możesz poprawić usterki, regulamin Gary’ego zabrania tylko betowania, a nie poprawiania błędów wskazanych już po publikacji:

 

Uprzejmie zabrania się betowania zgłaszanych tekstów ( bo betowanie to zło, i w dodatku zło dla mięczaków), zachęca się za to do poprawiania i modyfikowania standardowo opublikowanych utworów (do zamknięcia konkursu).

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Albo nawet zawołał któregoś ze swoich hakerów. Jeśli w ogóle papuga prawdę gada… ;-)

No właśnie – do zamknięcia konkursu. A po terminie Gary napisał, że “odkładamy klawiatury”, więc jednak poczekam.

Babska logika rządzi!

Ja poprawiłem dwie literówki. 

A ja i tak poczekam.

Mam nadzieję, że już niedługo.

Babska logika rządzi!

Urzę­do­we łącze nie grze­szy­ło prze­pu­sto­wo­ścią – nowo przy­by­ły wy­glą­dał jak sche­ma­tycz­ny ry­su­nek przed­szko­la­ka

To tak nie działa (a przynajmniej wydaje mi się, że nie powinno). Rozwiązanie z gier MMO: wszystkie pliki, wszystkie grafiki są ściągane zawczasu na dysk twardy użytkownika. To co leci łączem, to jedynie podejmowane akcje (w tym kierunek ruchu). Zatem ruch sieciowy jest minimalny. Łącze może być prymitywnie stare, a i tak uciągnie spektakl.

 

Fajna humoreska. Wydźwięk bardzo ironiczny, przez to w konkursie jak powiew świeżości. Ale wydaje mi się, że mogłaś dociągnąć te dwa klocki do limitu i pozwolić nam poznać ostateczny obrót spraw i wynik rozprawy. Nie godzi się brać talerz jedzenia sprzed nosa, w trakcie spożywania. ;)

Jak dla mnie brak faktur obciąży mafiosa, bo nie będzie mógł udowodnić awaryjności lodówki. Ale mam nadzieję, że nic nie pomieszałem, bo godzina jest trochę nieprzyzwoita.

A lodowka, fakt, ciekawy akcent – ale już wcześniej trafiłem na gadające drzwi (u Dicka chyba? Albo Zajdel? Nie pamiętam). Wredne drzwi. A tu sprzęt po prostu robił swoje. W sumie to: była na posterunku. ;)

Dziękuję, Stn. :-)

Nie tak, powiadasz? No trudno, tego już raczej nie będę zmieniać. Ale tak na przyszłość: czy efekt, że awatar zawiera bardzo mało “ruchomych części” – na przykład z mimiki tylko kłapiące usta jak u lalki brzuchomówcy – byłby w porządku?

Fajnie, że fajnie. Chociaż w zamierzeniu to nie była humoreska, a bohaterowie mieli prawdziwe problemy. Nam się wydaje, że lodówka zdradzająca tajemnice alkowy właściciela to coś bardzo śmiesznego, bo jeszcze bezgranicznie ufamy lodówkom. ;-)

Chciałam, żeby zakończenie czytelnik sam sobie dośpiewał. Ty dałeś radę. :-)

Gary wspominał, że widział gadające drzwi u Dicka. Mnie się wydaje, że u Adamsa też były. BTW, tak wygląda humoreska. ;-)

Babska logika rządzi!

Byłoby w porządku, jak najbardziej. Generalnie to zasada jest prosta – wszystko co się da wypchnąć do klienta (użytkownika) to się wypycha, czyli wszystkie dane, które trzeba by wczytywać i zapychać nimi łącze (zatem grafiki, dźwięki, topografię terenu etc.). Po to, by do serwera słać jak najmniej i tyleż odbierać (głównie potwierdzenia pobrania wysłanych właśnie wiadomości i dane z aktualizacją pozycji/stanów innych awatarów). Coś jak z listowną grą w szachy – figurki i planszę masz u siebie, ale z oponentem przesyłasz tylko ruchy. ;)

 

Trafiłem, bo już przerabiałem “brak papierka” w roszczeniu swoich praw. Smutne, ale pouczające doświadczenie. ;)

Ja tego akurat za śmieszne nie uważam – pracuję w korpo, która chce robić “gadające” przyrządy do badania zdrowia (na razie wagi i zegarki), ale kto wie co nam później do roboty wpadnie. ;)

 

OK, to postaram się przy następnej edycji pamiętać, jak to działa.

No, papierków produkujemy coraz więcej i nigdy nie wiadomo, który się przyda za dwa tygodnie.

Czyli już wkraczamy na tę drogę. Ciekawe, kiedy nastąpi pierwsze przesłuchanie takiego gadżetu. Firmy ubezpieczeniowe będą hakować albo przekupywać zegarki?

Babska logika rządzi!

No w Japonii już od jakiegoś mają automatyczną kontrolę odchodów. Przynajmniej papieru już z drzew nie robią, bo drogo.

Oni to już od dawna robili bardziej skomplikowane kibelki niż my mamy radia…

Ciekawe, kiedy wpadną na pomysł, żeby sprawdzać siki nastolatków na narkotyki, a sportowców na doping…

Babska logika rządzi!

Ja dzięki tej rozmowie uświadomiłem sobie, że jest już po terminie konkursu, i cofnąłem 2 poprawione błędy :D

 

Ciekawe, kiedy wpadną na pomysł, żeby sprawdzać siki nastolatków na narkotyki

Wyobraziłem sobie kibel z wbudowanym spektrometrem mas. To byłoby coś :D

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Widziałam w wątku konkursowym.

A potem kartel kibla i lodówki. O nie, złociutka, nie dam ci kawałka ciasta. W zeszłym tygodniu miałaś zbyt wysoki poziom cukru w moczu, powinnaś lepiej przestrzegać diety… ;-)

Babska logika rządzi!

Ja dzięki tej rozmowie uświadomiłem sobie, że jest już po terminie konkursu, i cofnąłem 2 poprawione błędy :D

No dobra, może macie rację. Wszyscy, to babcia też. Cofnę. 

I poszłoooo domino… ;-)

Babska logika rządzi!

Niezły pomysł zaowocował fajnym, porządnie napisanym opowiadaniem. Szkoda tylko, że zostało ono z rozmysłem pozbawione zakończenia. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :-)

Oj tam, oj tam. Zakończenie jest, tylko otwarte. Niech sobie Czytelnik sam rozstrzygnie, czy jego zdaniem Junx dysponuje dokumentami.

Babska logika rządzi!

Jak mam cokolwiek rozstrzygnąć, skoro otwarte zakończenie sprawiło, że powstał przeciąg i dokumenty wywiało… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A widzisz! Skoro wywiało, to wszystko jasne. ;-)

Babska logika rządzi!

Kolejny dobry, humorystyczny tekst, wart uwagi tym bardziej, że o cyberpunkowe motywy ( internet rzeczy, sztuczne inteligencje, bezpieczeństwo i wiarygodność cyfrowo przechowywanych informacji) oparty, a nie tylko zahaczający o nie mimochodem.

Oczywiście, i fabule i światu przedstawionemu przydałaby się odrobina ekstrawagancji i nutka nowatorstwa, ale żonglowanie schematami i klasycznymi historiami w celach zabawowych też sprawdza się całkiem nieźle. Można by się czepiać wiarygodności (w obrębie świata przedstawionego) niektórych elementów opowieści, ale sądzę, że w humorystycznej konwencji raczej mijałoby się to z celem. Trzeba się natomiast doczepić zakończenia. Takie, a fe, otwarte. No nie lubimy takich, ja i moje wszczepy.

Językowo bardzo dobrze, choć i klasycznie, bez szczególnych fajerwerków. Trochę zawiesiłem się na sformułowaniu “seks z nieletnią” padającym z ust prawników, ale nie znam się, więc nie zamarudzę, a nawet gdybym chciał zamarudzić, to zrehabilitowałaś się “kauzyperdą” (wydaje mi się, że skorzystałaś z tego słowa błędnie, ale nic mnie to nie obchodzi, bo słowo jest tak brzydkie, że aż śliczne!).

na emeryturze

Dziękuję, Jurorze Gary. :-)

Ech, nie planowałam humorystycznego tekstu. To ta lodówka…

Tak, starałam się, żeby ta rozbuchana technika stanowiła integralną część fabuły, a nie tylko dekoracje.

Jak chcesz ekstrawagancje, to daj większy limit. ;-) Musiałam odwoływać się do stereotypów, żeby nie musieć powolutku wyjaśniać, skąd się coś wzięło i jak rozumiem dany termin. Przyszło mi wybierać między fabułą a wodotryskami.

No dobrze, może to otwarte zakończenie nie było takim dobrym pomysłem, jak mi się wydawało. Ale sam się zastanów, czy Junx ma te faktury…

Nie lubię i nie znam prawniczego żargonu (unikałam go, jak tylko mogłam). Co prawnik powiedziałby zamiast “seks z nieletnią”? Odbycie stosunku płciowego z osobą niepełnoletnią?

Kauzyperda to, o ile mi wiadomo, “kiepski adwokat”. POV bardzo nie lubi tych ludzi, więc myśli o nich niepochlebnie. Taka jest moja linia obrony, proszę Wysokiego Jurora. ;-) I zgadzam się, że to słowo jest takie paskudne, że aż przebija granicę zwykłej brzydoty. Nasze, bardziej swojskie “papuga” nie pasowało mi do nowojorskiego gliniarza.

Babska logika rządzi!

Bardzo fajne i z humorkiem. Podoba mi się zwłaszcza powołanie lodówki na świadka. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, Szyszkowy. :-)

Miło, że opko fajne. A z lodówkami… trzeba uważać. Jak taka zaraza zacznie sypać, to pozamiatane. ;-)

Babska logika rządzi!

Po raz kolejny zastanawiam się, czemu to nie trafiło do papierowej “Fantastyki”? Chociaż zakończenie powinno być bardziej jednoznaczne. Kryminały lubią jednoznaczne zakończenia. Daję 5.

Dziękuję, Marcinie Robercie. :-)

Nie myślałam o tym opku jak o kryminale. Nie ma śledztwa, nie ma konkretnej zbrodni. Wszyscy wiedzą, kto jest mafiosem, ale nie sposób mu nic udowodnić…

Babska logika rządzi!

Bardzo dobry tekst. O sprawach poważnych, ale całkiem lekki i rysem humorystycznym, który, jak to u Ciebie, jest znakomity. W ogóle lodówka (a może Lodówka) to moja ulubiona postać. Stylu, pomysłu, konstrukcji świata komentować nie ma co, bo tu wszystko cacy, a poza tym nie będę ojca uczył dzieci robić. 

Jednak zakończenie jest do bani. To znaczy rozumiem (choć nie popieram) koncepcję otwartego zakończenia, rozumiem, że wszystko zależy od tego, czy odpowiednie faktury się znajdą, czy nie. Pomysł okej. Chodzi mi o wykonanie. Tekst sprawia wrażenie niedokończonego, urwanego, jakby hakerzy Junxa wymazali kilka ostatnich zdań podczas procesu publikacji. Pierwszą myślą czytelnika (moją znaczy) było "zaraz zaraz, ale gdzie jest reszta? Coś się popsuło? A nie, przecież tu jest słowo koniec, znaczy tak ma być… Dziwne". Myślę, że to przez brak odpowiedniego zaakcentowania niepewności i dramatyzmu sytuacji. Trzeba było pójść w stronę telenowelową, na zasadzie:

 

 – Leoncio, przez cały czas wiedziałeś, że mój ojciec nie jest moim ojcem?! 

 – Tak Milagros, wiedziałem. 

 – I wiesz kto jest moim prawdziwym ojcem? 

 – Tak, Milagros, wiem.

 – Powiesz mi? 

 -… 

 – Proszę… 

 – Dobrze, Milagros, powiem ci. 

(Gwałtowne zbliżenie na twarz Leoncia, na której skrajne emocje walczą ze sobą, z cyrkowym zaangażowaniem zawodowych wrestlerów)

Koniec odcinka.

 

Gdybyś dodała dosłownie kilka zdań, budujących napięcie podobnego cliffhangera (cokolwiek, coś o zamieszaniu i konsternacji wśród adwokatów, lagującego transfer poruszeniu wśród ławników – a może właśnie jakiś awatar uśmiecha się triumfująco? – i tak dalej), tekst byłby kompletny. A tak, pozostaje wrażenie zaburzonej kompozycji. Podkreślam, że chodzi właśnie o kompozycję zakończenia, nie o sam pomysł na nie. 

Okej, dość czepialstwa. Bo czytało się znakomicie! 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Thargone. :-)

No cóż, nie jesteś osamotniony w krytyce zakończenia. Chyba nie ma co się zapierać zadnimi łapami – czegoś zabrakło do intrygująco otwartego zakończenia. Prawdopodobnie wyłazi brak obycia w telenowelach. ;-)

Trochę kusi, żeby zwalić to na atak hakerów Junxa. Hmmm. Może w następnej edycji opublikuję pustą kartkę, a w pierwszym komentarzu zrobię awanturę, że tam był wspaniały tekst, ale ktoś go ukradł i zablokował mi możliwość edycji? ;-)

Trudno nie doceniać lodówek przy ostatnich temperaturach. Ale ciągle wzywam do uważania, co się przy nich robi i mówi.

Dobrze, że chociaż jakość czytania nie ucierpiała. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka