- Opowiadanie: JWJ - Ostatnie spojrzenie

Ostatnie spojrzenie

To moje pierwsze opowiadanie po dobrych paru latach przerwy. Niekoniecznie bardziej dojrzałe od tych, które pisałem w pięknym okresie nastoletnim. Aha no i urwała mi się zakrętka od butelki z patosem jak wlewałem, ale podobno dobrze robi na mózg, więc serwuję takie jak wyszło.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla, NoWhereMan, funthesystem

Oceny

Ostatnie spojrzenie

W moim mieszkaniu okna są zawsze zasłonięte. Nie utrzymuję porządku, ale to nie szkodzi. I tak nikt mnie nie odwiedza.

Wychodzę prawie tylko w nocy. Zawsze w ciemnych okularach. Staram się omijać miejsca, gdzie mógłbym spotkać ludzi; na wszelki wypadek opuszczam wzrok. Same spojrzenia mi nie przeszkadzają, nawet je lubię. Dzięki nim moja noc jest jasna jak dzień. Wieczorem pozostaje ich jeszcze cała masa po tysiącach ludzi, którzy przeszli wcześniej tymi ulicami. Obojętne, białe zerknięcia stanowią większość, ale szybko bladną i znikają. Zielone spojrzenia ciekawości otaczają miejsce, gdzie wcześniej stał uliczny muzyk. Dwie czerwone smugi są pozostałością po kłótni małżonków, w miejscu gdzie się zetknęły, wisi kula różowego światła, promieniująca agresją.

Dopóki jestem sam mogę podziwiać ten spektakl świateł, chociaż czasem jest przytłaczający. Ale spotkanie kogoś wiąże się z ryzykiem, że spojrzy mi prosto w oczy. Wtedy przed bólem nie ochronią nawet ciemne okulary.

 

Pracuję jako stróż nocny w muzeum. Początkowo nie wydawało się to najlepszym pomysłem, ale większość spojrzeń zwiedzających okazuje się tak obojętna i znudzona, że znikają zanim jeszcze tam dotrę. Pozostają tylko nieliczne pozostałości po tych, których zainteresował któryś z eksponatów i gorące spojrzenia par, które w trakcie zwiedzania były bardziej zainteresowane sobą nawzajem. Zawsze bawi mnie przechadzanie się pustymi korytarzami i odkrywanie co w muzeum jest tak naprawdę najciekawsze.

W jednej sali stoi wielki, ponoć starożytny posąg. Jego członek jest zawsze rozświetlony spojrzeniami bardziej niż cała reszta muzeum razem wzięta. Podobnie jak piersi stojącej w pobliżu kamiennej bogini. Oprócz tego powodzeniem cieszą się obrazy przedstawiające krwawe sceny, a także okolice grubej kotary, odgradzającej pustą część jednego z pomieszczeń. To za nią chowa się często dwoje uczestników wycieczek licealnych, bardziej zainteresowanych prawdziwymi ciałami, niż tymi z kamienia. Przechodząc tamtędy czuję się jak sprzątaczka, która odnajduje na hotelowym prześcieradle tajemniczą plamę, chociaż ta akurat składa się tylko ze światła.

Jestem dobrym stróżem. Gdyby ktokolwiek próbował się włamać, nie miałby szans przede mną się ukryć. Kiedyś zobaczyłem, jak przez okno wpada spojrzenie. To się czasami zdarza, ale tym razem było żółte ze zdenerwowania. Nie mam pewności, czy ktoś planował włamanie, ale kiedy stanąłem przy oknie z latarką, patrzący szybko uciekł.

 

Przed świtem wracam do domu i idę spać. Kiedy nie pracuję, czytam, czasem robię zakupy w małym sklepiku całodobowym. Wtedy zwykle udaję niewidomego, żeby mieć wytłumaczenie dla okularów i nienawiązywania kontaktu wzrokowego. Jeśli jestem w wyjątkowo dobrym nastroju, wychodzę na spacer i docieram tak daleko, jak jest to możliwe bez jazdy metrem. Metro jest najgorsze. Nie ma gdzie uciec przed blaskiem spojrzeń, obojętnie zadających mi ból.

Kiedy nie mam nic do roboty całą noc, wspinam się na niedalekie wzgórze, z którego rozpościera się widok na całe miasto. Z tej odległości nie dostrzegam już poszczególnych spojrzeń, tylko jednolity blask, różniący się intensywnością w zależności od tego, jak gęsto zamieszkana jest dzielnica. Ale jest jeden rodzaj spojrzenia, który potrafi wybić się ze świetlnego szumu. Zalewa całą okolicę czerwonawym fioletem i nie znika przez wiele dni. Nic mnie nie zmusi, żeby się do niego zbliżyć.

 

***

 

Kobieta zamknęła oczy i skręciła za róg. Posuwała się powoli, z ręką przy ścianie. W końcu natrafiła na charakterystyczną szczelinę i zatrzymała się. Obróciła się w lewo o dokładnie obliczony kąt i sięgnęła do torebki po wskaźnik laserowy. Wyciągnęła rękę i wycelowała przed siebie i trochę w górę, niemal uderzając mijającego ją przechodnia. Przeprosiła, słysząc jego przekleństwo, ale nie spojrzała w jego stronę. Włączyła wskaźnik i otworzyła oczy. Wykonała wskaźnikiem parę ruchów, podążając wzrokiem za czerwoną kropką. Potem zamknęła oczy i oddaliła się w ten sam sposób, w jaki przybyła.

 

***

 

Tego dnia wychodzę z pracy wyjątkowo zmęczony. To wina mojej bezsenności. Problemem nie jest spanie w dzień, do tego już dawno się przyzwyczaiłem. Po prostu pewne odłamki przeszłości wrzynają mi się w czaszkę, kiedy tylko oprę głowę o poduszkę.

Na mojej drodze stoi dziewczyna rozdająca ulotki. Wpycha mi jedną do ręki. Przez zmęczenie nie zauważam niczego dziwnego w tym, że pracuje o piątej rano na niezbyt ruchliwej ulicy. Zerkam obojętnie na ulotkę. Odskakuję i upuszczam ją, jakby stanęła w płomieniach. To zdjęcie pary oczu. Nic więcej, żadnego napisu. Spojrzenie oczu z fotografii z reguły nie pozostawia śladu ani nie pali, ale wciąż odczuwam dyskomfort, jeśli patrzą prosto we mnie.

Odwracam się, ale dziewczyny już nie ma. Nie pozostawiła nawet śladu spojrzenia. W innym przypadku mógłbym za nim podążyć. Czy zamknęła oczy i skoczyła do jakiejś bocznej uliczki? Może jest niewidoma?

Lubię niewidomych. Nawet im nie mogę spojrzeć w oczy, ale oni o tym nie wiedzą. Kiedy bardzo doskwiera mi samotność, spotykam się z którąś z niewidomych kobiet, które znam. Z żadną nie byłbym w stanie wejść w poważny związek. To by wymagało dużo tłumaczenia, a nawet te płytkie relacje, niewiele więcej niż wzajemne zaspokojenie biologicznych potrzeb, oparłem na kłamstwach. Nie zdradziłem swojego sekretu wielu ludziom, a na pewno nie zamierzałem powierzać go obcym. Moje partnerki dobrze wiedzą, że je oszukuję, nawet jeśli nie są pewne w jaki sposób. Jednak wszystkie są samotne i niepełnosprawne; nie ma to dla nich znaczenia.

Zdjęcie oczu leży na chodniku. Coś każe mi je podnieść. Składam je i bez patrzenia wkładam do kieszeni. Nie szukam już tajemniczej dziewczyny. Niedługo na ulicę wyjdą ludzie, nie chcę wtedy być na zewnątrz.

Po drodze do domu próbuję się przekonać, że zdjęcie to musi być jakaś dziwna akcja reklamowa. Dziewczyna na pewno po prostu zaczęła pracę wcześnie rano, żeby więcej zarobić. Nie jestem pewien tylko jak wytłumaczyć sobie jej zniknięcie. Może po prostu przegapiłem jej spojrzenie.

Zatrzymuję się gwałtowanie przed moim blokiem. Czy mam zwidy? Z miejsca, gdzie stoję, ktoś patrzył wcześniej na budynek w którym mieszkam. To nie było przypadkowe spojrzenie, jaśnieje skupieniem i determinacją. Promienie układają się w kształt na ścianie. Oko.

Z obserwacji wiedziałem już, że ludzie nie poruszają oczami jednostajnym ruchem, a przeskakują szybko wzrokiem z miejsca na miejsce. Dlatego tak łatwo jest niespodziewanie zostać trafionym czyimś spojrzeniem. Jednak kształt na ścianie jest idealnie gładki, tak jakby ktoś wodził wzrokiem po już narysowanej tam niewidzialnej linii.

Ktoś wie. Rozglądam się nerwowo, tak jakbym spodziewał się zobaczyć autora wzrokowego graffiti podziwiającego swoje dzieło. A przecież nie mógłby tego robić! Nowe spojrzenia przysłoniłyby poprzednie i zepsuły efekt.

Panikuję i wbiegam do mieszkania. Potok myśli wypełnia moją głowę. To nie może być przypadek. To wiadomość dla mnie. Ale co znaczy? Ktoś chciał dać do zrozumienia, że o mnie wie. Przebiegam w myślach osoby, którym opowiadałem o swojej przypadłości. Tylko dwie. Moja matka, kiedy wpadłem wtedy do domu. Nigdy nie widziała mnie w takim stanie. I nie uwierzyła mi. No i moja była dziewczyna. Nie wiem, czy mi uwierzyła, ale na pewno nie chce mnie już znać. Obie są daleko. Nie wiedzą nawet gdzie jestem.

Nie potrafię rozwiązać tej zagadki. Czuję się potwornie zmęczony i postanawiam powrócić do niedokończonego ostatnim razem koszmaru. Jestem pewien, że czeka mnie kolejny jego odcinek.

 

***

 

Była noc. W strugach deszczu nie widziałem więcej niż niewielki fragment jezdni przed samochodem. Jechałem szybko; znałem tę drogę i zawsze o tej porze była pusta.

Tuż przede mną pojawił się człowiek. Kobieta. Wystąpiła z mroku na poboczu z gracją, jak tancerka wstępująca w światła sceny. Przez nieskończenie długą chwilę oglądałem każdy szczegół jej ciała. Mokre włosy. Spływający makijaż. Ubranie przylepiające się do niej, i uwydatniające kształt piersi. Stawiając kolejny krok, obracała głowę w moją stronę. Wolniej niż rozwijający się kwiat. W tym czasie przeżywałem całe swoje życie na setki sposobów. Czasami z moją dziewczyną. Czasami sam. Czasami z mokrą od deszczu tancerką. Po setkach reinkarnacji nasze spojrzenia złączyły się.

Przez chwilę patrzyła obojętnie na zbliżającą się śmierć. Potem jej oczy zakwitły najczystszym fioletem, który wypełnił na chwilę cały mój świat. Jej ostatnie spojrzenie, a moje pierwsze.

 

***

 

Budzę się gwałtownie. Przez zasłony prześwituje słońce. Muszę wstać i się uspokoić, napić się wody. Siadam ze szklanką przy stole. Pośród innych papierów leży ulotka, którą rzuciłem tam wchodząc do domu. Przyglądam się jej. Nawiązuję kontakt wzrokowy z oczami na papierze, jakby na złość sobie. Stopniowo dyskomfort znika. Dziwne. Jest coś uspokajającego w głębokiej zieleni tęczówek nieznanej modelki. Wracam do łóżka i śpię dalej już bez snów.

 

Następnej nocy w pracy czeka koperta z moim imieniem. W środku jest kaseta wideo. Puszczam ją na jednym z ekranów monitoringu.

Film jest nakręcony amatorską kamerą. Twarz kobiety w dużym zbliżeniu. Widać tylko jej oczy. Te same, co na zdjęciu. Patrzy prosto w obiektyw. Mówi coś, ale ja nie słyszę. Tylko patrzę jej w oczy. W jej spojrzeniu jest coś wyjątkowego. Początkowo jest równie nieprzyjemne jak każde inne, ale potem czuję ten sam spokój, który mnie ogarnął, kiedy patrzyłem na zdjęcie. Ciepło rozchodzi się po moim ciele. Jestem jak zahipnotyzowany.

Nagle powracam do rzeczywistości. Zaczynam rozumieć słowa wypowiadane przez kobietę.

– …spotkajmy się tam, jeśli uważasz, że jesteś gotowy. Do zobaczenia!

Nagranie się kończy. Włączam kasetę jeszcze raz i tym razem słucham wiadomości od początku. Potem jeszcze raz.

 

***

 

Moje ulubione miejsce na wzgórzu. Tej nocy powietrze jest ciepłe i czyste. Widok rozpościera się na całe miasto.

Kobieta czeka na mnie na ławce. Wiązki jej niedawnych spojrzeń otaczają jej głowę i biegną w stronę miasta. Kiedy się zbliżam, jedno uderza we mnie. Jest jasne i ciepłe. Omija oczy.

Siadam koło niej.

– Wreszcie się spotykamy – jej głos jest równie ciepły.

– Popełniłem błąd. – Patrzę w ziemię.

– To prawda.

– Tyle razy myślałem, co bym powiedział, gdybym mógł z tobą porozmawiać. Nie ma dla mnie usprawiedliwienia. Mogę cię co najwyżej prosić o wybaczenie.

– Wiem, przez co przeszedłeś. Wiesz, ten wypadek to była też po części moja wina. To było głupie, że uciekłeś, ale wiedziałam, że na pewno oskarżasz się o więcej, niż naprawdę zrobiłeś. Kiedy wypuścili mnie ze szpitala, znalazłam twój adres.

– Jak?

– Nikomu o tym nie mówiłam, ale zapamiętałam rejestrację twojego samochodu. Jakoś utkwiła mi w pamięci, chyba przez szok. Przyszłam do ciebie, ale już cię tam nie było. Udało mi się za to porozmawiać z twoją dziewczyną, zgaduję, że już byłą? Opowiedziała mi w jakim stanie byłeś i co jej opowiadałeś. Powiem szczerze, to brzmiało jakby ci zupełnie odwaliło. Musiałam jeszcze dokończyć rehabilitację, ale kiedy tylko mogłam, to ruszyłam, żeby cię znaleźć. To nie było proste, naprawdę musiałeś zrywać kontakt ze wszystkimi?

– Ale dlaczego te anonimowe wiadomości? Na początku myślałem, że to jakieś pogróżki.

Kobieta śmieje się wesoło.

– Przepraszam, może nie przemyślałam tego zbyt dobrze. Wpadł mi do głowy pomysł, że może, jeśli przyzwyczaisz się do widoku moich oczu, będziesz mógł w nie spojrzeć.

– Dlaczego ci na tym zależy?

– Wydaje mi się, że odpokutowałeś swoją głupotę i to po wielokroć. Zasługujesz przynajmniej na to, żeby patrzeć mi w oczy, kiedy powiem, że ci wybaczam.

Nie odpowiadam. W głowie mam pustkę.

– A więc? – ponagla.

Waham się. Nawet przypadkowy kontakt wzrokowy na ulicy oznacza ból i oślepienie. Ale wiem, że muszę to zrobić. Nawet, gdyby miało mnie to zabić.

Zanim uda mi się zdecydować, kobieta chwyta moją twarz i obraca w kierunku swojej.

 

Widzę światło. Wypełnia każdy skrawek przestrzeni. Czuję ból. Ale potem przypominają mi się oczy z nagrania. Zaczynam ich szukać. Światło już nie jest jednorodne. Mogę odróżnić jego źródło. Jest świeżozielone i tuż przede mną. Ból znika. Czuję tylko ciepło rozchodzące się po całym ciele.

Widzę oczy. Są bardzo blisko moich. Najpiękniejsze, jakie kiedykolwiek widziałem. Nie chcę niczego, tylko móc w nie patrzeć.

Niepotrzebne są żadne słowa. To oczy mówią wszystko. Wiem, że to ostatnie spojrzenie, jakie zobaczę.

Koniec

Komentarze

Czytałam zaintrygowana nietypową przypadłością bohatera, pełna nadziei, że niebawem wszystkiego się dowiem, a skończywszy lekturę, pozostałam z pytaniem – o co tu chodzi? Choć wiem kiedy zaczęły się problemy mężczyzny, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak się stało.

Nie rozumiem też, dlaczego opowiadanie zostało opatrzone tagami: GRAFOMIANIA, PATOLOGIA I WIEŚ.

 

Po­zo­sta­ją tylko nie­licz­ne po­zo­sta­ło­ści po tych… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Włą­czy­ła wskaź­nik i otwo­rzy­ła oczy. Wy­ko­na­ła wskaź­ni­kiem parę ru­chów… –> Powtórzenie. Dwa zdania wcześniej też jest wskaźnik.

 

Nawet im nie mogę spoj­rzeć w oczy, ale nie mogą o tym wie­dzieć. –> Powtórzenie.

 

spo­ty­kam się z któ­rąś z nie­wi­do­mych ko­biet, które znam. –> Nie brzmi to zbyt dobrze.

Może: …spo­ty­kam się z któ­rąś ze znanych mi, nie­wi­do­mych ko­biet.

 

Nowe spoj­rze­nia przy­sło­ni­ły­by po­przed­nie i ze­psu­ło efekt. –> Nowe spoj­rze­nia przy­sło­ni­ły­by po­przed­nie i ze­psu­ły efekt.

 

W tym cza­sie prze­ży­wa­łem całe swoje życie na setki spo­so­bów. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Na­stęp­nej nocy w pracy czeka na ko­per­ta z moim imie­niem. –> Chyba miało być: Na­stęp­nej nocy w pracy czeka ko­per­ta z moim imie­niem.

 

Wiąz­ki jej nie­daw­nych spoj­rzeń ota­cza­ją jej głowę… –> Czy oba zaimki są niezbędne?

 

– Po­peł­ni­łem błąd – pa­trzę w zie­mię. –> – Po­peł­ni­łem błąd.Pa­trzę w zie­mię.

 

Kiedy wy­pu­ści­li mnie ze szpi­ta­la, zna­la­złam twój adres –> Brak kropki na końcu zdania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy

Dzięki za komentarz i wskazanie błędów. Poprawię te, które tego potrzebują.

Myślę, że grafomania, patologia i wieś dobrze opisują mój styl, dlatego takie tagi.

JWJ, pozwolę sobie mieć odmienne zdanie – tagi podpowiadają, czego można spodziewać się w tekście, a w Twoim opowiadaniu nie znalazłam ani grafomanii, ani patologii, a i niczego wiejskiego też się nie dopatrzyłam. Mam wrażenie, że jesteś dla siebie bardzo surowy, a te tagi to rodzaj asekuracji. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest fajny bohater. Wprawdzie końcówka skręciła w stronę dla mnie rozczarowującą, ale mogę sporo wybaczyć za pomysł na bohatera i stopniowe nawiązywanie z nim kontaktu. Bardzo oryginalne.

Jest trochę usterek w tekście, jednak nie przeszkadzały mi bardzo.

Babska logika rządzi!

Intrygujące, lubię mieszanie planów czasowych, więc to mnie też ucieszyło, ale podobnie jak przedpiśczynie czuję się rozczarowana rozwiązaniem zagadki. W ogóle wątek z realistyczną kobietą, która przeżyła ten wypadek (???), wypada blado po tak bardzo mocno zarysowanym niemalże horrorowym początku. Ta nagła obyczajówka jest jakaś taka mdła, a zakończenie też jad dla mnie się w jej obrębie średnio tłumaczy. Czym właściwie jest ta kobieta?

Z drobiazgów, które nieco psują lekturę, nie kupuję tego, że tak łatwo po zapamiętanej rejestracji go znalazła – nawet jeśli to czasy, kiedy kaseta wideo jest podstawowym nośnikiem, nie było to takie proste. Musiała mieć znajomości w odpowiednim urzędzie albo się nieźle postarać – to powinno mieć odbicie w tekście.

Drugi drobiazg: zarówno jak podeszłam do opowiadania po raz pierwszy, ale musiałam przerwać lekturę, jak i teraz zgrzyta mi zdanie “W jednej sali stoi wielki, prawdopodobnie nieoryginalny, starożytny posąg.“ Nieoryginalny (co to w ogóle znaczy? kopia? coś nowożytnego?) posąg raczej nie miałby przyrodzenia na wierzchu, to punkt pierwszy, punkt drugi – ten wtręt zwraca uwagę, jakby to było coś ważnego dla fabuły, a kompletnie nie jest. Na dodatek bohater chyba nie jest znawcą, więc po co jego opinia? Dałabym raczej “W jednej sali stoi wielki, ponoć starożytny posąg.“ To daje jakąś tam wątpliwość, ale mniej wybijającą się na pierwszy plan i mylącą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Interesujący bohater, fajny motyw przeżywania winy oraz całkiem-całkiem stworzony klimat czegoś z pogranicza horroru i obyczajówki.

Końcówka jednak z lekka rozczarowuje – wyjaśnia dla mnie wszystko bez wyjaśniania, ale jakoś nie przemawia. Nie widzę tutaj Twej winy, bo prostu kwestia trafienia. Bywa.

Klik jednak za klimat i bohatera się należą.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ech, Autorze… Udało Ci się mnie jednocześnie zachwycić i rozczarować. 

Pomysł jest po prostu genialny. Warsztatowo nie ma się czego przyczepić. I nawet dość prosta fabuła dałaby radę, gdyby ten diament trochę bardziej oszlifować. Nie gra mi kompozycja: większość narracji w czasie teraźniejszym, w pierwszej osobie, dlatego z rytmu wybiła wstawka trzecioosobowa o kobiecie oraz retrospekcja w czasie przeszłym. Poza tym końcówka była trudna do rozegrania. 

Tak czy inaczej bardzo dobre opowiadanie. 

Nowa Fantastyka