- Opowiadanie: AQQ - Idę do ciebie, miły

Idę do ciebie, miły

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Idę do ciebie, miły

 

 

Pamiętasz, miły, jak dobrze nam razem było? Jak szum lasu budził nas i kołysał do snu w naszej małej chacie. Pamiętasz czasy, gdy żyliśmy szczęśliwie i spokojnie, bo mieliśmy siebie?

Ja pamiętam. Zawsze będę czuć dotyk twoich dłoni, bliskość ciała i ciepło pocałunków.

Teraz nie pozostało mi już nic prócz wspomnień i domu, w którym każdy przedmiot, każda belka i drewniana łyżka przypomina mi ciebie. Wciąż widzę, jak wracasz zmęczony z pola, siadasz przy stole i z apetytem zjadasz ugotowaną przeze mnie polewkę, zagryzając chlebem, który upiekłam rano.

Pamiętasz maliny, które rosły za domem? Ich sok miał kolor krwi. Tobie wydawało się to zabawne, gdy ręce i buzię miałam czerwone. Śmiałeś się, że wyglądam jak upiór, ale wtedy nie wiedziałeś, że twoje słowa będą prorocze.

Dlaczego wtedy sama poszłam do lasu, choć prosiłeś, żebym nigdy nie oddalała się od domu? Mówiłeś, że tam, głęboko w gęstwinie, coś złego może mnie spotkać, i żebym nigdy nie zbliżała się do kurhanu. Zawsze cię słuchałam, a jednak wzięłam koszyk i poszłam nazbierać grzybów; tu niedaleko. Jednak im dalej zapuszczałam się w las, tym grzybów było więcej i więcej.

Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się obok tego zakazanego miejsca. Coś mnie przyciągało do białych kamieni ukrytych pod baldachimem z gęstych liści, gdzie nie docierało słońce. I wtedy to się stało. Pamiętam ból i krew. I jego płonące oczy i usta czerwone, jakby jadł maliny. Wiesz, że nie chciałam. To nie była moja wina, że stałam się taka, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to oznacza.

Pamiętam, jaka byłam szczęśliwa, gdy wreszcie dotarłam do domu, a wieczorem, gdy wróciłeś, witałam cię czulej niż zwykle. I ta nasza ostatnia noc, gdy poczułam głód silniejszy, niż miłość do ciebie, a twoja krew miała smak malin.

Tego, co stało się później, nie chcę pamiętać, ale to wciąż do mnie wraca. I głód również.

Ładne miejsce dla ciebie wybrałam. Tu, gdzie spoczywasz, kwiaty kwitną najpiękniej. Widzisz, uwiłam z nich wianek, taki jak miałam na głowie w dniu naszego ślubu. Przystroiłam drzewa, żeby było ładnie.

Dziś znów się spotkamy i zostaniemy razem już na zawsze. To będą nasze powtórne zaślubiny, a ten, który nas połączy, jest już blisko. Ludzie z wioski go wynajęli, by mnie zgładził. Mówią, że jestem potworem. Boją się mnie.

Już prawie czuję chłód jego srebrnego miecza na szyi. Nie będę się bronić.

Słyszysz, jak szumią drzewa? To nasza piosenka. Idę do ciebie, miły…

 

Koniec

Komentarze

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM – szybki jurek. :)

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo udana impresja. Może nie za dużo się tu dzieje, ale stworzyłaś mroczny klimat, fajne porównanie z malinami… Przerażający, ale na swój sposób ładny i emocjonalny tekst.

Ode mnie kliczek i powodzenia w konkursie :)

Katiu. tekścik króciutki i rzeczywiście nie dzieje się za wiele. Chodziło mi właśnie o stworzenie klimatu, a skoro się udało, to tym bardziej się cieszę.

Dzięki za kliczka i komentarz. :)

Taki list pożegnalny samobójczyni. Ładnie i smutno. Choć nie znoszę pierwszo-osobowej narracji, tutaj mi odpowiadała. Coś tak czuję, że trupy na drzewach mogłyby zagrać jakąś większą rolę niż tylko dekoracje, ale trudno. Sprytny zabieg z tymi malinami, przynajmniej nie jest banalnie. No i nie ma zimy, tylko kwitnące kwiaty! W końcu ;)

Żongler – ja również nie przepadam za narracją pierwszoosobową, ale tutaj najbardziej mi pasowała do tej rozmowy, a właściwie monologu, nad grobem zmarłego ukochanego.

Dziewczyna mówi, że głód ciągle wraca, więc obecność trupów wydawała mi się oczywista, bez wyjaśniania, skąd się wzięły.

Dzięki za odwiedziny i komentarz. :)

Przejąłem się. Nie wiem, jak inaczej nazwać to uczucie po przeczytaniu tego. Jakoś przemówiło do mnie to opowiadanie, nie do końca potrafię powiedzieć dlaczego. Może przez te maliny. Może przez zakończenie.

 

Po drugim przeczytaniu czysto łapankowym to mi nie grało:

ale to wciąż do mnie wraca. I głód też ciągle wraca.

Rozumiem podkreślenie, ale nadal jakoś dziwnie to brzmi, jak mówię to na głos. Jakby coś było nie w tym miejscu. Według mnie lepsze byłoby “I ciągle wraca też głód”.  

Śmiałeś się, że wyglądam[-,] jak upiór

 silniejszy[-,] niż miłość do ciebie

 Mówiłeś, że tam, głęboko w gęstwinie[+,] coś złego może mnie spotkać

ale tu pewności stuprocentowej nie mam. 

A ludzie mówią, i mówią tak krocie, że nie to mchy są, ale że paprocie

Dzięki, Kordylianie, za łapankę. Przecinków zawsze wstawiam za dużo. :(

To zdanie o wracaniu na razie zostawiam. Może później wymyślę coś lepszego.

Cieszę się bardzo, że udało mi się, tak mocno Cię poruszyć.

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. :)

Kwiaty jak kwiaty, ale jakie dorodne owoce na drzewach…

Hmmm, mnie nie uwiodło. Takie tam sentymentalne pitu pitu. I zabrakło mi jakieś powiewu oryginalności. Maliny to za mało. A do krwi to już Słowacki je porównywał.

Babska logika rządzi!

Oj, wiem, że sentymentalne pitu pitu, to nie Twoja bajka. :)

To taka odskocznia po poprzednim głupawym tekście. Tak mnie jakoś naszło dzisiaj przy śniadaniu i nawet nie siliłam się na oryginalność, bo Julka i tak nie przebiję. ;)

 

Fajne :)

Fajnie, że fajne. :)

Pamiętasz, miły, jak dobrze nam razem było? Jak szum lasu budził nas i kołysał do snu w naszej małej chacie. Pamiętasz czasy, gdy żyliśmy szczęśliwie i spokojnie, bo mieliśmy siebie?

Ja pamiętam. Zawsze będę pamiętać dotyk twoich dłoni, bliskość ciała i ciepło pocałunków.

Wiem, że pierwsze trzy powtórzenia są zamierzone, ale czwarte wydaje mi się zbędne. Tyle, że to drobiazg. Subiektywnie, nie przypadło mi do gustu porównanie malin (soku) i krwi. Jakoś tego nie czuję. Sam szort, cóż, kilka ładnych akapitów o wampirach, ale na konkurs to zdecydowanie za mało.

Pozdrawiam.

Dzięki, Darconie. Rzeczywiście za dużo było tego pamiętania.

No cóż, wiem, że krótko, i być może porównanie niezbyt oryginalne, ale sama miałabym czasem ochotę przeczytać taki krótki tekst bez zbędnych opisów. Nie liczę na nic w konkursie, ale cieszę się, że przynajmniej coś napisałam.

Tego, co stało się później, nie chcę pamiętać, ale to wciąż do mnie wraca. I głód też ciągle wraca.

To powtórzenie wygląda dość niefortunnie. Krótsza fraza, np. “I głód również” byłaby, IMO, bardziej dobitna.

 

Rozumiem klasyczną koncepcję drugoosobowego monologu, będącego zwrotem do utraconego kochanka. Taką nostalgią naprawdę łatwo mnie kupić. :p Coś się jednak rozlazło gdzieś za połową. Zaczęło się eterycznie, szczegółowo i klimatycznie. Spodziewałem się większego dramatyzmu. Tymczasem bohaterka w sumie bardzo obojętnie relacjonuje akt morderstwa i nie reaguje jakoś szczególnie na fakt, że jej kochanka już nie ma. Więcej egzaltacji w końcówce zadziałałoby tylko na korzyść tego szorta. A tak – niewykorzystany potencjał.

Dzięki, Panie Brightside, poprawiłam ten nieszczęsny głód.

No widzisz, ja nie chciałam tutaj dramatyzować. Miało być tak bardziej sielankowo, mimo grozy całej sytuacji – tutaj trupki wiszą, a ja mam wianuszek i jest tak ładnie.

Cieszę się, że mimo niewykorzystanego potencjału przynajmniej początkiem udało mi się Ciebie kupić. :)

Fajny pomysł, w sam raz na szorciaka.

Nie wiem, czy tak miało być, ale odniosłam wrażenie, że bohaterka jest dość infantylna i trochę mi to psuło odbiór – tak zupełnie subiektywnie. 

Kilka usterek znalazłam:

 

zjadasz ugotowaną przez mnie polewkę – przeze mnie

 

Dlaczego wtedy sama poszłam do lasu, choć prosiłeś, żebym nigdy nie oddalała się od domu. – znak zapytania zamiast kropki ;)

 

Już prawie czuję chłód jego srebrnego miecza na swojej szyi. – zgrabniej byłoby gdyby wyrzucić “swojej” – na cudzej by nie poczuła ;)

 

Dzięki, Werweno, za odwiedziny i wyłapanie kolejnych usterek. :)

Wydaje mi się, że prosta dziewczyna ze wsi, i to nie żyjąca w czasach współczesnych, ma prawo być infantylna. ;)

Ano ma, nie odmawiam jej ;) chodzi mi tylko o to, że bardziej bym ją polubiłam,  gdyby nie była,  ale jest to komentarz z poziomu emocji, nie merytoryki – nie czepiam się tylko dziele odczuciami ;)

Bo ogólnie to mi się podobało. 

Cieszę się, że ci się podobało. Ale przyznaj, że czasem irytujący bohaterowie są fajni. :D

Hm, w pierwszej chwili pomyślałem, że opowiadanie do mnie nie trafia, ale w chwilę później dotarło do mnie, że ten tekst gra razem z wybraną grafiką – nie jako tekst z ilustracją, a jako dwa puzzle do połączenia. Czyli coś, co w zasadzie jest eksperymentem, a eksperymenty zawsze warto robić.

Kolejną chwilę później dotarło do mnie coś jeszcze. Nie wiem czy słusznie zgaduję, że jest tu zaszyte drugie dno, druga opowieść, tym razem niezależna od grafiki, czy to tylko moja interpretacja. Ale zdanie “Dlaczego wtedy sama poszłam do lasu, choć prosiłeś, żebym nigdy nie oddalała się od domu?” też może być odebrane jako straszne.

 

BTW, ten zataczający się wiedźmin, który ledwo co ciągnie miecz po ziemi to zdaje się najczęściej wybierana grafika? ;) 

 

Cieszę się, Wilku, że skłoniłam Cię do poszukiwania drugiego dnia i łączenia puzzli. Twoja interpretacja bardzo mi się podoba, tym bardziej, że stawiałam na zwykłą kobiecą przekorę, ciekawość i ostatecznie te grzyby. Zbieranie grzybów wciąga i czasem, kiedy zbieram, sama nie wiem gdzie się znajduję. A że odebrałeś to, jako straszne, to tym lepiej. :)

Ja również zauważyłam, że ta grafika cieszy się dużą popularnością. A wiedźmin wcale nie ciągnie miecza po ziemi; on bierze zamach. :P

Dzięki za odwiedziny i komentarz. :)

Straszne, bo w takiej interpretacji, o której mówię, to się staje historią podwójnej krzywdy. Jednej przez przemoc psychiczną, drugiej, gdy przemiana w potwora sprawia, że ofiara zaczyna się zachowywać wbrew swojej woli i niemal tęsknie mówi o tym, co zrobi wiedźmin.

To, że zabijała innych traktuje obojętnie, ale fakt, że zrobiła to swojemu ukochanemu, i to on był jej pierwszą ofiarą, nie daje jej spokoju. Woli umrzeć bez walki, by znów z nim być. Straszne jest to, co dzieje się w jej głowie.

Choć nie jestem fanem ckliwych historyjek, to opowiadanie podobało mi się wink

Bardzo się cieszę, Zrywoslawie. :D

Jakoś wydało mi się to wszystko wymuszone i dalekie. Szort przeszedł obok. Ale to tylko według mnie.

Trudno. W każdym razie dziękuję za odwiedziny. :)

Podobało mi się i wzruszyłem się, zwłaszcza końcówką. :) Bardzo dobrze napisane i zadziałało na emocje.

I teraz tak – z jednej strony rzeczywiście szkoda, że nie wydarzyło się więcej, a z drugiej strony dla takiej formy i celu, jakie przyjęłaś, długość tekstu i ilość wydarzeń była w sam raz. Taki szybki kąsek. :)

Klik.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dzięki, El Lobo, za komentarz i kliczka. Bardzo się cieszę, że tekst zadziałał na emocje. Tu chodziło właściwie o stworzenie klimatu, a nie dokładne opisywanie poszczególnych zdarzeń. Myślę, że ilość znaków jest odpowiednia, żeby każdy załapał, co się właściwie stało, a nawet się wzruszył. :)

A mnie się podobało. Ładnie odnosi się do grafiki, choć motyw nie nowy, ale przeczytałam z przyjemnością. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki, Morgiano. Cieszę się, że ci się spodobało. Myślę, że do tej grafiki trudno było napisać coś oryginalnego, co oczywiście nie jest niemożliwe. :)

Mamy taką samą grafikę, ale ćśś… ;>

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zauważyłam, że ta grafika cieszy się dużą popularnością. :D

Zaglądnę wieczorkiem.

Myślę, że do tej grafiki trudno było napisać coś oryginalnego

Potraktowałbym to jako wyzwanie (coś mi w głowie nawet świta), ale jest limit jednego opowiadania na autora :P 

 

PS. Widziałem, ze często powtarza się tez grafika z czerwonym kapturkiem.

Wiesz, Wilku, dziewczyna… wiedźmin… trupy… to wszystko jakoś tak się splata, że inne historie oparte na tej grafice są w jakimś stopniu do siebie podobne.

Można by się jeszcze zastanowić skąd te krwawiące oczy. Może zobaczyła coś wyjątkowo obrzydliwego? Dopisz sobie co…

Zakład, że ta grafika aż prosi się o inną interpretację? :) 

Nie muszę się zakładać, wiem, że inna interpretacja jest możliwa. Ale jak masz jakiś pomysł to proszę. :D

To taki magiczny gatunek drzew, że jak zostaną spryskane krwią, to zamiast owoców rodzą wisielców/ porywają przechodniów. Dziewczyna patrzy z niepokojem, co wyrośnie z tego badylka, a wiedźmin źle zinterpretował widoki.

Babska logika rządzi!

I Finkla zepsuła zabawę :) 

A co, miałeś ten sam pomysł? Czy naprawdę oczekiwałeś, że ktoś na portalu fantastycznym przyjmie taki zakład? ;-)

Babska logika rządzi!

Dobra, moja druga wersja:

Na letni wypoczynek, przybył do wioski prezes pewnej partii (oczywiście incognito). Kiedy udał się nad rzekę, by się wykąpać, był widziany przez kilku mieszkańców. Niestety po tym, jak zobaczyli prezesa w różowych stringach, popełnili zbiorowe samobójstwo, wieszając się na drzewach. Przeżyła tylko jedna dziewczyna, ale do końca życia jej oczy krwawiły. Ale nie żyła długo, bo załatwił ją ochroniarz prezesa. Miał wyraźny rozkaz – żadnych świadków.

A element fantastyczny? ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, nie taki sam, ale zbliżony :-) Ale może jeszcze coś poza konkursem napiszę, już bez grafiki ;-) 

A element fantastyczny? ;-)

Prezes miał tylko jednego ochroniarza. :P

Innym też wolno się w to pobawić?

 

Czarownica zmienia wisielców z drzew w kruki, żeby umilić sobie ponurą okolicę, do której dopiero co przybyła. Rytuał wymaga umazania się sokiem porzeczkowym. A starszy pan mieszkający w chatce ma dość krakania o czwartej rano i postanawia zniszczyć źródło problemu.

A ludzie mówią, i mówią tak krocie, że nie to mchy są, ale że paprocie

Oj, to sorki, że popsułam.

Babska logika rządzi!

Konkurs w konkursie. Kolejne interpretacje o wiedźminie przybywają.

Innym też wolno się w to pobawić?

No pewnie!

Im nas więcej, tym weselej… I coraz dziksze pomysły się rodzą. Człowieniu, co pod opkiem AQQ myśmy kiedyś wypisywali o lodówkach…

Właśnie, czy też sądzicie, że w tej chałupie kryje się jakaś lodówka?

Babska logika rządzi!

Nie wiem czy jest lodówka, ale możliwe, że była kuchenka gazowa i butla pierdyknęła. To by tłumaczyło te zwłoki na drzewach i krew.

Ja zostanę przy lodówce, z którą coś poszło nie tak. Skacowany wiedźmin miał nadzieję na chłodne piwo…

Babska logika rządzi!

Skacowany wiedźmin miał nadzieję na chłodne piwo… ale lodówka była zepsuta, więc wykańczał po kolei wszystkich, którym nie udało się jej naprawić. Na końcu wykończył barmankę. 

No. Nie mogło tak być? ;-)

Babska logika rządzi!

Pewnie, że mogło. :)

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

w którym każdy przedmiot, każda belka i drewniana łyżka przypomina mi ciebie

Uwaga, czepialska uwaga: łyżkę też można zakwalifikować jako przedmiot. Belka zaś raczej jest elementem konstrukcji domu niż “przedmiotem” w rozumieniu rzeczy, którą można np. wziąć do ręki. Stąd to wymienianie obiektów brzmi odrobinę dziwnie.

 

Dlaczego wtedy sama poszłam do lasu, choć prosiłeś, żebym nigdy nie oddalała się od domu? Mówiłeś, że tam, głęboko w gęstwinie, coś złego może mnie spotkać, i żebym nigdy nie zbliżała się do kurhanu. Zawsze cię słuchałam, a jednak wzięłam koszyk i poszłam nazbierać grzybów; tu niedaleko. Jednak im dalej zapuszczałam się w las, tym grzybów było więcej i więcej.

Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się obok tego zakazanego miejsca.

Trochę dużo “się”.

 

Słyszysz[+,] jak szumią drzewa?

Przecinek.

 

Na końcu opowiadania są dwa zbędne entery.

 

Ciekawy tekst, spodobało mi się powiązanie krwi z malinami. Intrygująca była również perspektywa wampirzyca, łamiąca zwyczajowe przedstawienie tych istot jako złych stworów.

 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Hmmm… nie trafiło do mnie – trochę zbyt sentymentalnie i w sumie chyba też za prosto. Ten kochanek to się nie kapnął, że z jego lubą coś nie tak? :P

Warsztatowo – miałam wrażenie, że jest w tekście za dużo zaimków, szczególnie to, ten, ta, mój, mnie.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Wicked – dzięki za wyłapani baboli. Postaram się później jakoś to poprawić. Cieszę się, że tekst przypadł ci do gustu i spodobała ci się wampirzyca, a nawet te nieszczęsne maliny wyeksploatowane wcześniej przez Słowackiego. ;)

 

Dogs – tak, wiem, że to sentymentalne pitu-pitu, ale wszystkiego trzeba spróbować. ;)

Ten kochanek to się nie kapnął, że z jego lubą coś nie tak? :P

Wiesz, chyba raczej nie zdążył. :D

Dzięki za uwagi dotyczące warsztatu; postaram się coś z tym zrobić.

Co do tych przedmiotów, łyżek i belek – ja często używam wyliczeń i szczerze mówiąc mam wrażenie, że nawet jeśli nie każdy je lubi, to po ich usunięciu teksty wcale nie zyskują, a wręcz przeciwnie. Niby czytelnika to drażni, a jednak jednocześnie mocniej osadza scenę w głowie.

No i teraz mam zagwozdkę z tymi łyżkami, ale chyba ostatecznie zostawię obecną wersję. Mam chyba podobnie jak Wilk.

No cóż, przeczytałam, ale historyjka nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia i obawiam się, że zbyt długo w pamięci jej nie zachowam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. Przynajmniej było krótkie. :)

Fajnie, że poważniejszym tonem napisane, i to ładnie, zgrabnie, nieprzesadnie.

Klimat – ​rezonans rozważań, uczuć z grafiką jest kapitalny.

Gatunek “szortowatych” daje fajne możliwości do pobawienia bez fabularnego ciśnienia, układania historii, ale i tak stworzyłaś opowieść.

Nie widzę niczego, do czego mógłbym się przyczepić – dla mnie bomba. :)

Dzięki za lekturę!

Cieszę się, że dostrzegasz ten poważniejszy ton, Majku. Jak widzisz wpadam ze skrajności w skrajność. :D

Historia z założenia prosta i przewidywalna, ale to było takie ćwiczenie na budowanie klimatu. Jeśli się udało, to bardzo mi miło. Również dzięki. :)

Może nie jakoś bardzo oryginalne, ale klimat całkiem fajny i czytało się przyjemnie. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Fajnie, Szyszkowy, że nawet fajnie i przyjemnie. Miło mi. :)

Nowa Fantastyka