- Opowiadanie: lk - Mróz

Mróz

https://www.artstation.com/artwork/nYL1O – bardzo ładna praca Jakuba Różalskiego z ciekawej, tematycznej serii, ‘another day at work… Ded Moroz’, można dokładniej się przyjrzeć, w powiększeniu, zachęcam do tego, ale można też od razu czytać!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Werwena, Finkla, Użytkownicy II, Użytkownicy

Oceny

Mróz

 

Ojciec z domu mnie wypędził – z sercem, w oczy nie patrzył.

– Masz – powiedział, dając futro z wielkiego, burego niedźwiedzia, ledwo je w ręce wziąłem i na plecy zarzuciłem. – Z Bogiem.

Mroźno było, śnieg suchy, zaspy do kolan, miejscami – do pasa, tam się nie pchałem. Przed siebie, z dala od wioski, myślałem iść w stronę Piotrogrodu, ale co ja w nim będę robił, i kiedy doń dojdę? Idę więc, gdzie Bóg prowadzi, jak ojciec kochany przykazał.

Ojciec kochany, matka, a ja – parazit najgorszy, śmieć, ścierwo. Trzy dziewki, w tym dwie siostry, troje dzieci w drodze, rodziny skłócone, pieniędzy u nas niet. Zasłużyłem.

Nos mój i uszy już pewno czerwone, pieką, a od domu dopiero ze sto kroków. Lewa, prawa, lewa… Mijam chatę starego Nikołaja, widzę dziecko jedno, chłopca, jak spod uchylonej okiennicy zerka ciekawie na mnie. Nie zawieszam nań wzroku, bo pod wiatr to jest, i jeszcze ślepia bym stracił. Dam sobie rękę odrąbać, że ludzi tutaj połowa najmniej, może więcej, gapi się teraz, szydzą mimo tej zamieci. Zamieć nie przeszkadza im, żeby popatrzeć na wygnańca, nawet gdyby prosto do gęb im sypało i wiało – patrzyliby.

– Nazywam się Iwan – mówię cicho do siebie, chowam głowę w pierś.

Nie powinienem, ale mówię, żeby nie zapomnieć, bo zamieć taka odbiera rozum, łatwo jest przewrócić się i umrzeć, twarzą do dołu, jak pies. Nazywam się Iwan, osiemnaście lat minęło od dnia, w którym przyszedłem na świat, a dziś ostatni dzień na nim spędzę. Ostatni, nie zwodzę się. Jeśli nie Pan Bóg mnie powali, to powali mnie ojciec Katarzyny, z kosą biegnący, by wbić mi tę kosę w plecy. Sprawiedliwe to, dostojne.

Dusza moja umiera, a dopiero co wieś za sobą zostawiłem, choć i to niepewne, bo odwrócić się – brak mi odwagi…

 

Ból palców, twarzy nie czuję, nie mogę ruszać ustami. Ale – zdziwiony spostrzegam – ciepło jest mi tam, gdzie było futro, i jestem nagi, zdaje się.

Otwieram oczy powoli, błyska coś przede mną. Słyszę dźwięk, ognisko się pali. Dlaczego nie usłyszałem go na samym początku? Otumanienie, sen?

– Leż – mówi ktoś, głos anioła. Kobieta, wiem już, że piękna, bo brzydkiej niepodobna pięknie gadać.

– Kim… – zaczynam mówić, ale jeszcze zbyt słaby jestem. Gardło nie pozwala mi na wysiłek, boli przy każdym wdechu.

 

Pełnia sił wróciła, natychmiast to czuję. Zrywam się, wstaję, i prawie wpadam w ogień. Chociaż – płonie, ale to nie ogień, bo ogień potrzebuje drzewa, ten nie ma nawet gdzie płonąć. A jednak – musi być ogień, nie sen, ciepło bije od niego prawdziwe, aż odsunąć się muszę. Wysoki tak jak ja, ogromny, niby ten krzew gorejący, o którym mówił kiedyś starzec, co szedł przez naszą wioskę… Nic podobnego w życiu nie widziałem, w czary nie wierzę.

Daleko od ognia, z lewej strony, leży na śniegu drobna, chuda kobieta. Tylko zwiewną, cienką szatę ma na sobie, żadnego kożucha ani nic. Patrzy na mnie i lekko się uśmiecha, jej jasne włosy błyszczą w pomarańczowym, zmieniającym się świetle.

– Nie umrzesz dziś ani jutro, nigdy nie umrzesz – mówi. – Taka jest moja wola.

Wybucha śmiechem, aż mi wstyd, bo nie mam na sobie nawet spodni. Zakrywam to, co powinno być zakryte.

– Nie kłopocz się. – Macha ręką. – Mężczyzna z ciebie porządny. Ale całkiem niedawno… – Zamyśla się.

Kim jest? Ile ma lat? Jej twarz zmienia się pod wpływem ognia, raz jest młodą dziewką, a później zaraz – starą, pomarszczoną damą. Mrużę oczy, nic to nie pomaga.

– Całkiem niedawno – kontynuuje – szedł tędy inny człowiek, twojego rodzaju, to jest: młody, dobrze zbudowany. Wytrzymały. Jasne miał włosy, przepiękne, i spodobał mi się, a jednak… – Spogląda na mnie, otwiera szeroko usta; dwa rzędy białych, równych zębów. – A jednak zaczęłam się śmiać, gdy go rozebrałam, by się ogrzał. Do śmiechu mi było, panimajesz?

Rozumiałem.

– Ten człowiek przejął się nie na żarty. Obruszył się, zaczerwienił, i uciekł. A że podobne zaklęcie na niego rzuciłam, co na ciebie, to nie miał z tą ucieczką problemu. Ja, Zima, nie byłam mu już straszna.

Zamyśla się znowu. Wiem nagle, że to sen, i śni mi się to wszystko gdzieś w zaspie śnieżnej, leżę i umieram, zwidy mam z wycieńczenia. Ciepło jednak nadal czuję w sobie – palące, niezwykłe.

– Wiesz… – mówi pod nosem, odwraca wzrok. – Wyśmiałam go, uraziłam. Wstydzę się tego nie mniej, niż on siebie. Uwierz mi.

– Wierzę – odpowiadam odruchowo, chociaż nie przysłuchuję się, co dokładnie mówi.

– Ale on wróci! – krzyczy nagle. – Zaklęłam go, niewrażliwy jest teraz na chłód, a on wróci, bo go upokorzyłam, wróci po mnie! I będę musiała… – Zagryza wargę; złość w niej kipi. – Mój syn będzie musiał to rozwiązać.

– Masz syna? – pytam tępo. – Ile ma lat?

– Tyle, ile ten świat – mówi, smutek się odzywa w jej głosie. – Moim dzieckiem jest Mróz.

– Mróz… Tak. – Przypominam sobie stare legendy, które moi dziadkowie opowiadali, gdyśmy siedzieli razem wieczorami. Legendy o dawnych, zapomnianych bogach, przez Cerkiew zakazanych przed wiekami. Wszystkie naraz przychodzą mi do głowy, choć tyle lat, dekadę chyba już nie myślałem o tym. – On tutaj jest?

– Ach, gdyby tu był! – Śmieje się. – Zamarzłbyś, kochany. Nie jestem wszechmocna, dzieci moje silniejsze, zdrowsze. Obyś nigdy go nie spotkał.

 

Postać zbliża się z dala, czarny płaszcz, kaptur na głowie. Jego szata wygląda na lekką, nie ogrzewa go – to ten, którego wyśmiała. Wyrywam się z jej ramion i dotykam delikatnie policzka.

– Wstań – mówię. – Idzie.

Zima budzi się i patrzy na mnie ze smutkiem. Całą noc spędziliśmy przy ogniu, a teraz ona nagle gasi ten ogień i czuję chłód, przejmujący, okrutny. Chłód taki przenika przez kości, serce może stanąć od takiego chłodu, ale ja, spostrzegam ze zdziwieniem – nie drżę nawet.

Daje mi ręką znak, żebym biegł, bo nie mam szans z gniewem tamtego człowieka. Nawet z odległości czuć, że gniew ten jest niezwykle potężny, a jego urażona duma oczekuje zemsty.

Idę jednak w jego stronę, po śniegu, boso i nagi, ale nie wstydzę się, bo znam sekret. Słyszę ciche przekleństwo, wyciąga miecz, gdy przechodzę obok. Z początku myślę, że to mnie chce zabić, że na mnie skierował swój gniew, ale nie – to nie zazdrość nim kieruje. Przygotował się, zobaczył coś, czego ja nie byłem w stanie. Odchodząc trochę, odwracam się, na swoje nieszczęście i przekleństwo.

Zima stoi w szarej sukni ciągnącej się po śniegu, w dłoni trzyma berło większe od niej samej. Twarz śnieżnobiała, niewyraźna, a na głowie ma lodową koronę. Coś innego jednak, coś, czego nie widzę od razu, sprawia, że drżeć zaczynam, nogi moje uginają się, nie upadam jednak. Wpatruję się, mrużę oczy.

Kształt niewyraźny, ale wyższy od największych drzew, tak ogromny, że zdaje się sięgać krańca nieba. Zamieć go osłania, szczelnie niemal, ale widać ślepia błyszczące i brodę – z długich, grubych sopli splecioną, setek, tysięcy nawet, niezliczenie wielu. On cały jest jakby z lodu wykuty, ma koronę lodową, zbroję, i…

Widzę nagle jego potężne, burzowe dłonie, i trwoga mnie zdejmuje. Mróz unosi je, czyni nieznaczny gest, wiatr gwałtownie uderza w dolinę. Człowiek, który przyszedł tu po zemstę, opiera się, zasłania ręką, miecz swój podnosi do góry, ale ja, gdy czuję to powietrze na swym ciele – upadam w śnieg, tracę zmysły.

Koniec

Komentarze

Na początek, zanim jakiś komentarz analityczny, parę drobiazgów:

 

“my pieniędzy niet” → w tej formie to nie ma sensu, żeby oddawało rosyjską składnię, powinno być “pieniędzy u nas niet”; może bym nawet i poszła w “dienieg u nas niet” :)

 

“Kobieta, wiem już, że piękna, bo brzydkiej niepodobna pięknie gadać. Nigdy.” → przyznam, że trochę nie rozumiem logiki tych dwóch zdań.

 

paniemajesz → chyba lepiej “panimajesz”, bliżej brzmienia rosyjskiej formy.

 

 

Generalnie tekst mi się podobał: z tą stylizacją na rosyjski i z nastrojem jest bardzo efektowny, ciekawie i niebanalnie, IMHO, odczytuje graficzną inspirację. Rozczarowało mnie troszkę jego zakończenie, bo wydało mi się, po tym, co do niego prowadziło, nieco mało dramatyczne. 

 

Z ‘niet’ zastanawiałem się długo i nie brałem pod uwagę Twojego wariantu, który jest chyba jedynym dobrym, masz rację, dalej, ‘nigdy’ w tamtym miejscu miało być wywalone, a ‘paniemajesz’ to literówka. Bardzo dziękuję za ten komentarz!

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Należy się klik, może ściągnie tu więcej czytelników,  bo tekst zdecydowanie wart jest lektury. Bardzo interesujący styl – mówiony, nie rażą powtórzenia czy nietypowa składnia. Opowieść przesycona jest klimatem, baśniowa – magiczna i mroczna. Podobało mi się.

Ładne, baśniowe, podobało mi się, brak historii bohatera nie przeszkadza, co się rzadko zdarza.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ładna historyjka. Acz pewnie można ją rozwinąć – nie bardzo rozumiem, czemu ojciec wypędził bohatera z domu. Bo zrobił komuś dziecko? Ślub by wzięli i załatwione, a nie na mróz…

Wydaje mi się, że rusycyzmy są tylko na początku, przydałoby się rozrzucić je bardziej równomiernie.

Czy to w przedmowie to nazwa obrazka? Bo jeszcze Cię Cień zdyskwalifikuje…

Babska logika rządzi!

Bo zrobił komuś dziecko? Ślub by wzięli i załatwione, a nie na mróz…

zacytuję siebie:

Trzy dziewki, w tym dwie siostry, troje dzieci w drodze

No, z trzema kobietami naraz, z których dwie są siostrami, ciężko wziąć ślub…

 

Wydaje mi się, że rusycyzmy są tylko na początku, przydałoby się rozrzucić je bardziej równomiernie.

Słowa po rosyjsku są trzy, dwa na początku i jedno w środku, w końcowej sekwencji (poważniejszej w zamyśle) nie używałem ich, bo kojarzą mi się zabawnie, tj. z twórczością Pilipiuka.

 

Czy to w przedmowie to nazwa obrazka? Bo jeszcze Cię Cień zdyskwalifikuje…

Nazwa tego obrazu na artstation to ‘another day at work… Ded Moroz’, ale początek to nazwa serii prac, z której jest ta konkretna, więc przyjąłem, że nazywa się ona, intuicyjnie, ‘Ded Moroz’, być może się mylę, ale dałem link, więc wszystko jasne.

Dzięki za komentarze!

Aaaa, takie buty! Nie zakumałam. Niezły z niego Casanova! Nie dziwota, że i Zimę oczarował…

A co do nazwy – może na wszelki wypadek dopisz pełną… Samo “Ded Moroz” nie identyfikuje pracy.

Babska logika rządzi!

Skądinąd obrazek bardzo zacny

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Skądinąd obrazek bardzo zacny

To prawda!

 

Zmieniłem opis zgodnie ze wskazówką.

Ładne, baśniowe takie…

Podoba mi się Pani Zima, tak jakoś po matczynemu się zaopiekowała Iwanem. Aż szkoda, że Mróz przyszedł.

Fajny, klimatyczny tekst, ładnie opowiedziany.

Przeczytałam z przyjemnością :)

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No, z trzema kobietami naraz, z których dwie są siostrami, ciężko wziąć ślub…

Aaaa, takie buty! Nie zakumałam. Niezły z niego Casanova! Nie dziwota, że i Zimę oczarował…

Też nie skumałem tego. Trochę pogmatwane kto z kim w ciąży, czyje siostry (one sobie, czy one jemu? czy to i to?), czyj ojciec go wygania z sercem, a czyj z kosą w plecy gania?

Poza tym ładny klimat, styl, język. Dobrze się czyta, naprawdę ciekawe i te uczucia głównego bohatera o mrozie, utracie zmysłów – miodzio.

Nie przekonuje mnie motywacja tego drugiego. Zima wyśmiała jego męskość, a ten z mieczem na lodowego giganta? Bardzo honorowo, ale chyba samobójstwo? Czy czegoś nie zrozumiałem? Może ten drugi powinien być mocniej zarysowany?

Ale podobało mi się bardzo. :)

ac, ‘ten drugi’ jest zarysowany, jeśli pooglądasz sobie prace Jakuba Różalskiego, i zobaczysz, czego dotyczy seria prac ‘another day at work’, i kim zdaje się być postać w kapturze na obrazku. Nie jest to jakieś konieczne, i nie miałem zamiarów tego wyjaśniać, ale cóż, na pewno doda trochę kontekstu…

Nie każdy facet z widłami to Posejdon, nie każdy facet z dwoma mieczami to wiedźmin (Geralt?). ;)

Tak jak nie każda inspiracja grafiką to od razu opis obrazka. Nadal uważam, że motywację należałoby podbudować niezależnie, czy zdecydowałeś się zapożyczyć gotową postać, czy nie.

Ja skumałam chyba wszystko i bardzo mi się to, co skumałam, spodobało! Fajny, klimatyczny tekst. Choć serce mnie boli, że nie wyrobiłam się z opowiadaniem na ten konkurs, z każdym przeczytanym tekstem przekonuję się, że przy tej konkurencji odpadłabym w przedbiegach (choć próbować trzeba było). 

Tak, czy siak, dobre to opowiadanie, a zawarte w bardzo niewielu znakach. Kilk się należy i powodzenia życzę w starciu z portalowymi gigantami. 

Nowa Fantastyka