
To jeden z rozdziałów z powieści, która u mnie zalega od jakiegoś czasu, ale że historia w nim zawarta zamyka się w pewną całość, to pozwoliłam sobie odhaczyć go jako opowiadanie.
To jeden z rozdziałów z powieści, która u mnie zalega od jakiegoś czasu, ale że historia w nim zawarta zamyka się w pewną całość, to pozwoliłam sobie odhaczyć go jako opowiadanie.
Laborant Okito przeczesał dłonią włosy spoglądając w lustro.
– Dzisiaj zacznie się nowa era – powiedział do swego odbicia.
Jego przystojna twarz biła młodzieńczym, wręcz chłopięcym blaskiem, tylko oczy ziały głębokim, gniewnym smutkiem i to pomimo doskonałego nastroju jaki mu tego poranka dopisywał. Spojrzenie owo, nawet w samym Okito wywoływało niepokój. Spróbował się uśmiechnąć. Białe, równe zęby zalśniły w wymuszonym grymasie, oczy jednak pozostały te same, stare i zmęczone. Machnął ręką jakby oganiał się od samego siebie.
– Ważne, że poranne testy zdrowia wyszły mi w końcu idealne. Napsułaś mi zdrowia brzydulo Annie ale z tym już koniec. Zaczyna się nowa era. Moja era.
Przygładził ponownie włosy po czym opuścił łazienkę i ruszył do swych porannych zajęć. Tej nocy spał nie w domu, lecz w swym gabinecie, więc do sali z embrionami nie miał daleko. Co rano udawał się do laboratorium i osobiście segregował embriony i płody wysokiej klasy mutantów, część zabierał do swej posiadłości by poddać je dodatkowym testom. Te które uznawał za uszkodzone oddawał praktykantom do anihilacji, ale dzisiaj nie planował tam spędzać zbyt wiele czasu. Potrzebował młodego, niezmanierowanego asystenta, którego mógłby ukształtować, zanim tamten nabawi się jakichś złych nawyków, a chłopak którego wybrał był bardzo młody i wybitnie zdolny.
Sala z embrionami była sterylna, pełna lodówek, monitorów, mikroskopów i probówek, a zaraz za nią znajdowało się pogrążone w półmroku pomieszczenie inkubacji. W sali tej w rzędach wisiały worki z płodami. Było tam gorąco, a powietrze wypełniał szum krążącej krwi, czasem łagodnej muzyki, czasem dochodzących jakby z oddali rozmów. Okito już dawno doszedł do wniosku, że aby umożliwić płodom odpowiedni rozwój, należy zapewnić im nie tylko to co potrzebne ciału ale i psychice. Mamki w systemie zmianowym przychodziły do worków, mówiły do nich i od czasu do czasu głaskały przez półprzeźroczyste powłoki małe ciałka.
– Jak się masz kolego? – Okito usiadł w laboratorium przy monitorze i obserwował uważnie krzywe i liczby, które informowały o stanie danego embrionu. – Spisujesz się na medal mały, dzisiaj cię jeszcze papcio Trent podkręci i jak wytrzymasz do jutra, to trafisz do ciepłego inkubatora. Jak twoi koledzy… – Przesunął lekkim ruchem ręki taśmę. Kolejna probówka podjechała pod skaner, a na monitorze pojawiły się nowe dane. – No mały, a ty nas coś zawodzisz. – Oznaczył szklane naczynie czerwonym markerem jako przeznaczone do likwidacji. – A ty ? – Kolejne probówki podjeżdżały pod palce Okito – Kolejne rozczarowanie. Tylko dwaj z tej serii robią co do nich należy? Nieładnie, oj nieładnie, młodzieży. Tyle dobrego materiału na nic – mówił Okito pakując oznaczony materiał do plastikowej torebki.
– Ci nas zawiedli, Jestek. Zajmij się nimi – powiedział oddając młodemu praktykantowi plastikowy worek.
Jestek skinął głową nie patrząc w oczy przełożonego.
– Co jest ? Nie lubisz tej roboty?
– Nie, to znaczy tak. – Speszył się chłopak – To znaczy, jestem zaszczycony mogąc praktykować pod okiem najwybitniejszego specjalisty w imperium.
– Oj nie lubisz. Myślisz, że jestem bezduszny? My tworzymy i nieraz niestety ponosimy straty. Ja kocham moje produkty bezwarunkową miłością. Pod warunkiem naturalnie, że są zdrowe i rozwijają się w wymaganych przeze mnie normach. – Chłopak zmarszczył brwi jakby coś mu w wypowiedzi przełożonego nie pasowało ale bał się odezwać – Zastanawiasz się, gdzie tu bezwarunkowość, skoro stawiam warunki, co? – zaśmiał się Naczelny widząc minę Jestka, a chłopak nieznacznie przytaknął głową – Tutaj każda miłość ma swoje warunki, nawet ta bezwarunkowa. Tutaj każde słowo ma taką definicję, jaką my, laboranci, mu nadamy. I zapamiętaj jedno – Okito zdjął rękawiczkę i położył rękę na ramieniu chłopaka – Każdy, kto nas zawiedzie, musi ponieść konsekwencje.
Chłopak nerwowo przełknął ślinę
– Ale mam dla ciebie dobre wiadomości młody człowieku. Marnujesz się tutaj. Od dzisiaj koniec z porankami w segregacji i sprzątaniem odpadów. Potrzebuję kogoś tak zdolnego jak ty do innego zajęcia. Tanimi, podejdź no tu do nas. – Do Okito podbiegł pracujący nieopodal starszy praktykant – Weź od Jestka worek i się nim zajmij. Potem idź do laboranta Trenta i przekaż mu, że w tym tygodniu będę zajęty, a Jestka zabieram do siebie na praktyki. – Po czym obrócił się już do Jestka – Czuję, że laborant Trent nie będzie zachwycony, lepiej wymknijmy się zanim skończy obchód w sali z płodami – mówiąc to Okito puścił oczko do chłopaka i ruszył do drzwi.
Tanimi pobiegł szybko spełnić nakazy Naczelnego, a Okito ruchem głowy pokazał Jestkowi że ma iść za nim.
Podążając za przełożonym Jestek doszedł do wniosku, że Hambir go wkręcił, że nie ma żadnej grupy ratującej młodych mutantów przeznaczonych do zniszczenia. Chciano go jedynie wysondować a teraz Okito zrobi z nim to, co robił z produktami które go zawiodły. “Trudno”, pomyślał chłopak i skupił całą swoją wolę by poruszać nogami. Wysiłek był olbrzymi, bo nogi zrobiły się ze strachu jak z waty. Bał się, ale minę miał zaciętą jakby chciał pokazać, że go nie złamią.
Wyszli ze sterylnych budynków laboratoryjnych i ruszyli przez rozległy dziedziniec do budynku który w niczym nie przypominał szklanych i pozbawionych detali laboratoriów, za to bardzo przypominał wykwintną rezydencję bogatego błękitnokrwistego.
– To Jestek, jest nasz szpital. Dla bardzo bogatych klientów. To, co będziesz robił, spodoba ci się. – Okito pchnął chłopca lekko, by przeszedł przodem przez ozdobne drzwi. – Do tej pory miałeś wprawdzie do czynienia z początkiem życia, ale tylko sprzątałeś śmieci, teraz zajmiemy się tymi co zbliżają się do jego kresu, ale będziesz mógł sam przeprojektowywać i uzdrawiać uszkodzone komórki. Jak wrócisz do laboratoriów, będziesz już specem.
– Dlaczego więc nie naprawiamy tylko wyrzucamy w laboratoriach nasze produkty? – wykrztusił z siebie cicho Jestek
– Naprawić jest znacznie trudniej i drożej, trochę jak z remontem starej rezydencji i budową nowej. Nawet nas, laborantów, nie stać na taką rozrzutność. Naprawy są dla naszych hojnych darczyńców, i nie są za darmo. Podoba mi się, że masz moralność i etykę młody człowieku. Gdybyś był inny, nie byłbyś taki bystry, ale niestety sam kiedyś zobaczysz, że koszty ograniczają nasze możliwość i pojmiesz co to optymalizacja, a na razie niestety musisz zaufać komuś tak niedoskonałemu jak ja.
Jestek pokiwał nerwowo głową przytakując po czym zaprzeczył równie nerwowo, a Okito zaśmiał się widząc konsternację i zakłopotanie chłopka.
– Sam widzisz. Przytaknąć czy zaprzeczyć. Podpaść czy się przypodobać? I tak całe nasze życie. – mówiąc to Okito pchnął kolejne drzwi prowadzące do hallu.
W obszernym hallu na miękkiej kanapie siedział młody mężczyzna z piękną twarzą i pustym spojrzeniem.
– Książę Noren. Jak miło cie widzieć! – zawołał na jego widok laborant Okito.
– Mistrzu Okito! – młody z wyglądu mężczyzna z radością ale też jakby ze starczym trudem wstał z miejsca i ruszył w kierunku Okito z otwartymi ramionami.
– No to przyszedł czas na pełne odświeżenia organizmu – oznajmił pogodnie Okito gdy już wymienili uściski.
– Coś tak czuję. Stawy sztywnieją, skóra na twarzy mi się przesusza i pojawiły się zmarszczki i coś jakby w kręgosłupie mi strzykało i no… i te moje problemy…– książę chrząknął i przysłaniając ręką usta wymamrotał – moje siedzenie odmawia posłuszeństwa – zaśmiał się książę nerwowo
“Bo je traktujesz jak onegdaj imperator swe dziwki, stary, niechlujny zboczeńcu’’, pomyślał Okito ale na głos powiedział tylko:
– Wszystko naprawimy, najjaśniejszy książę. Będziesz tak nowy jakbyś się w istocie urodził niecałe dwadzieścia lat temu.
– A nie siedemdziesiąt – stwierdził ze śmiechem książę przechylając się do ucha laboranta Okito – Ale drogi mistrzu jakkolwiek dobrze jest mieć ciało dwudziestolatka, to równie dobrze jest mieć mądrość kilku więcej dekad.
– Mądre słowa drogi książę, bardzo mądre. Tym bardziej proszę, nalegam, błagam oszczędzaj się. Znasz moje zalecenia co do higieny. Nie wszytko służy naszemu ciału.
– Wiem, wiem mistrzu i staram się. Staram ale… ech przyjacielu, to wszystko przez tego Pierro, ale powiem ci wszystko jak już będziemy w gabinecie. – Książę zrobił minę jak zdegustowana stara ciotka gdy mówił o owym Pierro.
– On mnie zdradzał z tą dziwką Kristi – zaczął nerwowo książę, gdy już znaleźli się w gabinecie mistrza Okito – Ja to wiem i nawet zrobiłem mu znowu awanturę i tylko z rozpaczy kupiłem sobie tych silnych mutantów i to przez nich to siedzenie. Kristi już zdechła i to w cierpieniach, ale Pierro … ech, nie potrafię mu nie wybaczyć. No nie potrafię. Chciałbym go ukarać, otruć, jak tę zdzirę Kristi, czymś co by go długo i boleśnie zabijało, ale nie umiem. On ma nade mną taką władzę, a ja mam tak miękkie serce. Sam wiesz mistrzu, że muchy nie potrafię skrzywdzić a co dopiero mojego słodkiego Pierro.
– Wiem, wiem – przerwał mu Okito. Wszyscy znają twe dobre serce, dlatego też cenię cię mój dobry książę bardziej niż jakiegokolwiek innego klienta i z okazji iż dzisiaj… – Okito przerwał z tajemniczym uśmiechem – Czy pamiętasz drogi książę jaka dzisiaj rocznica? – ale książę miał minę jak dziecko oczekujące na prezent urodzinowy i w swych pustych, bezmyślnych oczach ani śladu poznania o czym mógłby mówić Okito – Dzisiaj mija dwadzieścia lat, od kiedy do nas przybyłeś pierwszy raz.
– Dwadzieścia lat? – książę kobiecym gestem przyłożył dłonie do ust.
– Tak jest dwadzieścia i sam teraz powiedz czy warto był?
– Co to za pytanie czy warto było – wołał książę Noren w podnieceniu – Czy warto? Toż ja teraz wyglądam i czuję się jakbym miał dwadzieścia lat, a przyszedłem tu będąc niemal pięćdziesięciolatkiem – zaśmiał się książę.
– I dlatego dzisiejsze odświeżenie będzie niemal za darmo. Policzymy tylko za wierzchnią kalkę komórek na skórze, a reszta… regeneracja kości, mięśni, stawów i oczyszczenie organizmu jest zupełnie za darmo drogi książę. Dzisiaj jesteś naszym gościem, a nie pacjentem.
– Mistrzu, mistrzu – westchnął wzruszony książę ocierając łzę z policzka
…
– Bierz strzykawkę i stań po drugiej stronie stołu– zakomenderował Okito gdy już stali z Jestkiem tylko we dwóch w sali zabiegów nad uśpionym księciem
– Ale ja nie wiem jak … – zaczął przerażony Jestek
– To się dowiesz– uspokoił go Okito – to nic trudnego, za to plecy od tego strasznie bolą – Okito puściło oczko do chłopaka aby nieco go odstresować – Nakładaliście warstwy komórek na modele w szkole, a to jest bardzo podobne. Patrz jak ja to robię. Zaszczepiamy odmłodzone komórki warstwa po warstwie, centymetr po centymetrze. Mogłyby to robić kosmetyczki gdyby sprzęt i technologia nie były na wagę złota. Wiesz, że to co trzymasz, to nie tylko jest strzykawka ale i rozpylacz. Delikatnie, o tak. Trzeba tylko patrzeć by nie zaaplikować za dużo i nie porobić blizn. Widzisz? Teraz ty.
Jestek drżącymi dłońmi zaczął powtarzać czynności za Okito
– A co jak zrobię bliznę? – spytał drżącym głosem chłopak
– Ja to poprawię, od tego dzisiaj tu jestem. Nie martw się, ćwicz. Jak z nim dzisiaj skończymy będziesz w tym mistrzem. Najpierw twarz, potem szyja, potem dłonie. Klatkę piersiową i to co poniżej pasa zostawimy dla innych asystentów na jutro – zaśmiał się Okito i Jestek mimo tremy uśmiechnął się pod nosem i nieco się rozluźnił, i od kiedy się rozluźnił nakładanie warstw szło mu coraz sprawniej.
Twarz skończyli do południa. Potem Okito zabrał nowego adepta na szybki posiłek. Książę cały czas leżał w uśpieniu. Po powrocie do wieczora już tylko Jestek nakładał warstwy na szyję i dłonie. Okito siedział przy nim i bacznie obserwował ruchy młodego ucznia instruując go i poprawiając gdy ten coś popsuł. Okito był zadowolony ze swojego wyboru. Chłopak nie tylko szybko się uczy ale także miał nadzwyczaj sprawne dłonie i potrafił skupić się przez długi czas na tym co robił. Jestek był też dla niego tajemnicą. Wychowanek księżnej Yolandy był podrzutkiem. To wiedział każdy, ale niewielu wiedziało, że był to podrzutek błękitnej krwi, zaś o tym, kim byli rodzice Jestka, nikt nic nie wiedział, nawet jego była opiekunka księżna Yolanda. Z tego co wywęszyli ludzie Okito, Jestka znaleźli dwanaście lat temu strażnicy patrolujący wczesnym porankiem mury zamku w Antry . Dziecko celowo ktoś zadrapał by ten, kto je znajdzie wiedział, że nie jest to byle jaka sierota i by widział, że jego krew utlenia się do błękitnego koloru.
– Dobra robota, Jestek, nie było tak źle, co? Lepiej niż sprzątanie w laboratorium?
– Lepiej. – Jestek był zmęczony ale zadowolony. Większość nowych praktykantów przez przynajmniej rok służyło za sprzątaczy w laboratorium telepatów. Samo dostanie się tam na praktyki było zaszczytem, ale pierwszy rok to była próba bardziej charakteru niż umiejętności. A tutaj Jestek robił coś realnego, coś użytecznego. Chłopak przypomniał sobie swego przyjaciela małego Tommiego z miasteczka w Antry. Chłopiec wylał sobie wrzątek na głowę i szyję. Mistrz Borel ocalił jego krtań, klatkę piersiową i wzrok, ale skóra pozostała, sztywna i zabliźniona. Jestek pomyślał, że jak nauczy się technik naprawy komórek i nakładania ich na skórę to kiedyś, jak zostanie laborantem, wyleczy Tommiego za własne pieniądze.
– Ale to nie koniec Jestek. – przerwał jego rozważania Okito – Założymy mu jeszcze opatrunek. Trzymaj sprej i po prostu psikaj. Potem wsadzimy go do inkubatora. Jutro zajmiemy się tworzeniem tego co dzisiaj aplikowałeś, to powinno ci się nawet bardziej spodobać niż dzisiejszy manicure.
Po skończonej pracy Jestek zadowolony powrócił do internatu, a laborant Okito osobiście pchnął do wyjścia z sali wózek z kokonem, w którym leżał książę.
– Zabieram księcia do swej posiadłości. Tam poddam go pozostałej regeneracji. Przyślij mi lektykę – oznajmił sekretarzowi czuwającemu pod jego gabinetem.
Pół godziny później Okito był już w swej rezydencji w jadalni. Kokon z księciem pozostał w hallu, gdzie zajęli się nim sprzątacze.
Przy stole w jadalni siedziała także laborant Nicole.
– Możemy już wezwać młodego Norena? – spytała podnosząc kieliszek z winem jak do toastu
Okito skinął głową na służącego.
– Podaj jeszcze jedno nakrycie i wezwij panicza Norena.
Chwilę potem w drzwiach stanął książę Noren, tylko świeższy, z prawdziwie młodzieńczym żywym spojrzeniem.
– Tak ojcze – pokłonił się w drzwiach
– Usiądź chłopcze – Okito łagodnym gestem wskazał krzesło – Dzisiaj twoje dziewiętnaste urodziny i mamy dla ciebie prezent.
– Tak ojcze? – młodzieniec podniósł brwi w oczekiwaniu
– Tylko nas nie zawiedź. Od lat przygotowywałeś się, obserwowałeś księcia w czasie każdej rekonwalescencji nagranej naszymi rejestratorami. Wysłuchałeś każdego intymnego szczegółu którym dzielił się ze mną w czasie sesji. Znasz jego każdy sekret i gest. Nauczyłeś się go i dzisiaj przyszedł dla ciebie czas próby.
– Tak ojcze – głos chłopaka aż drżał z emocji
– Nie wybuchnij Noren. Dzisiaj dostajesz w prezencie księstwo Ristmy, drogi chłopcze, i od dzisiaj nie jesteś już paniczem Norenem, jesteś księciem Norenem, panem zamożnego, liczącego się księstwa.
Chłopak na te słowa padł do nóg laboranta
– Nie zawiodę cię ojcze, nie zawiodę was– spojrzał na uśmiechającą się laborantkę Nicole – nie zawiodę.
– Wstań. Jesteś księciem, znasz swą rolę. Pierwsze, co zrobisz, to pozbędziesz się niejakiego Pierro, zdradza cię – zaśmiał się Okito – nie zabijaj go jednak, a wyślij do nas. Przesłuchamy go w obecności telepatów i postanowimy co z nim zrobić. Będziesz tam w otoczeniu przyjaciół, bo w Ristmie czeka na ciebie już Riko. Jak wiesz Riko jest telepatą, licz się z nim, on będzie grał miłość twego życia, a z czasem podeślemy ci więcej takich aktorów, ale to nie wszytko… Kilka lat temu książę pozbył się swej starej i znienawidzonej żony, która, jak wiemy, zdaniem księcia planowała go otruć. Ristma nie ma dziedzica, kolejna do tronu jest księżna Nim, która niedawno owdowiała, ale doradcy nie chcieliby jej na tronie dlatego nalegają na księcia by przełamał swą niechęć i wziął nową żonę. My mamy już kandydatkę. Mówię o młodej i biednej, jak mysz, baronównie Kiri – oczy chłopka zalśniły gdy usłyszał to imię – Ale pamiętaj nie okazuj jej nigdy uczuć publicznie – zbeształ go za tę żywą reakcję Okito
– Wiem ojcze, znam swą rolę – niemal oburzył się chłopak
– I nie mów do mnie ojcze.
– Ależ najdroższy mistrzu Okito, cóż ja bym bez ciebie zrobił – odparł chłopak tonem i z manierą księcia
– Dobrze – klasnęła w dłonie Nicole – Daj już mu spokój, niech dzisiaj będzie jeszcze sobą. Usiądź z nami, drogi chłopcze, i wezwijmy resztę naszych dzieci Okito. Niech i one dzielą naszą radość i widzą, co może je czekać w niedalekiej przyszłości. Świętujmy nasz pierwszy sukces – wszyscy troje wznieśli kieliszki.
…
Myślę, że jednak powinieneś to oznaczyć jako fragment, bo jako opowiadanie średnio się sprawdza. Nie wiemy, co to za świat, co to za ludzie, po co to wszystko. Może w większej całości coś tłumaczysz, tu trudno wykrzesać z siebie zainteresowanie akcją, której prawie nie ma – ot, odświeżają komuś ciało. Co z tego wynika? Jak to wpływa na bohaterów? To jest scenka (czyli fragment), nie opowiadanie.
Wykonanie bolesne – źle zapisane dialogi, okropna interpunkcja, styl momentami nieporadny.
Polecam na przyszłość napisanie czegoś, co będzie zamkniętą fabułą, a poza tym zapoznanie się z instytucją betalisty oraz poradnikami, jak pisać, zamieszczonymi na portalu.
http://altronapoleone.home.blog
Ha! Zawsze wiedziałam, że chodzenie do kosmetyczki jest niebezpieczne! ;-)
OK, jest jakiś pomysł.
Postacie wydają mi się mocno płaskie. Jeszcze o Okito coś tam wiemy, ale reszta to głównie imiona.
Wykonanie. Po co Ci puste linijki między akapitami na początku? Interpunkcja słabiuchna – brakuje wielu przecinków, niekiedy nawet kropki na końcu zdania. Wielokropek powinien mieć trzy kropki, nie więcej. Przy myślnikach stawiamy spacje. Obustronnie. Zapis dialogów do remontu.
Babska logika rządzi!
@Finkla.
Ano i w realu niebezpieczne, :) żółtaczka, infekcje skórne i Bóg wie co jeszcze, my kobiety to jednak bardzo dzielne stworzenia, chociaż wolę jednak by płeć męska nieco mniej dzielna w tym aspekcie życia pozostała.
Dzięki za uwagi, co znajdę to poprawię. Z dialogami kłopot taki, że w pierwszej części, to głównie monolog przeplatany reakcjami nie odpowiedziami i żeby to jakoś zacnie ogarnąć, zapewne zabrakło mi warsztatu. Co do postaci, to twoje uwagi wskazują, że w istocie powinnam zaznaczyć to jako fragment. Co do reszty, to tak jak pisałam, skorzystam z uwag i co znajdę postaram się poprawić.
@drakaina Odnośnie fragmentu, to słuszna uwaga, co do uwag odnośnie wykonania, to ciut mało merytorycznie bym mogła coś na tej podstawie poprawić. Jeżeli zaś chodzi o: “odświeżają komuś ciało. Co z tego wynika?”, to rozumiem, że opowiadanie cię nie ujęło, więc nie doczytałaś, bo jednakoż bronić się będę, że wynikło z tego niemało. Dzięki za poświęcony czas i uwagę odnośnie betalisty.
Przyznam, Ocean, że styl plus brak przecinków, które ułatwiałyby lekturę, jest dla mnie tak męczący, że drugą połowę musiałam przeczytać jeszcze raz, żeby pewne szczegóły załapać. Niemniej nadal jako odrębna całość mnie to wszystko nie przekonuje. Owszem, łapię już, że jest do tego jakaś podmiana, ale to niewiele zmienia: nadal nie rozumiem, po co, dlaczego? Czy poprzedni książę też był kimś takim? I przede wszystkim: jakie to ma znaczenie dla świata, w którym to się dzieje? Co to w ogóle za świat, co za społeczeństwo, po co i dlaczego Okito robi to wszystko? I po co tyle pobocznych czy wręcz tylko wspominanych postaci, wśród których czytelnik się gubi? To jest zapewne spadek po większej całości, ale tu tylko zaciemnia sytuację.
Z kolei fabularnie w samym pomyśle nie ma nic aż tak oryginalnego, żeby zapierało dech, więc ta scena miałaby szanse nabrać sensu w obrębie większej całości, jeśli z tego wszystkiego wyniknie jakaś ciekawa intryga. A jeśli miałabyś to przerabiać na odrębne opowiadanie, to musiałby w tym być większy twist niż to, że kolejny podstawiony książę dobrze gra swoją rolę.
No i troszkę głupio wygląda to (…) w środku tekstu…
A skoro już przy tym jesteśmy, to w zdaniu “Przy stole w jadalni siedziała także laborant Nikol.“ płcie i rodzaje gramatyczne przyprawiają o zawrót głowy. Jeżeli to kobieta, to dlaczego nie laborantka? To słowo daaaawno zadomowiło się w polszczyźnie i póki to nie jest mizoginiczna antyutopia dziejąca się w Polsce, ten zabieg nie ma sensu. I dlaczego na dodatek ma imię kojarzące się, znów w języku polskim, z imieniem męskim? To są drobiazgi, ale czytelnik i na takich drobiazgach może się potknąć. A nie dają one tak ciekawego efektu, nie służą też niczemu w opowiadaniu, żeby było dla nich warto poświęcać zrozumienie tekstu przez czytelnika.
http://altronapoleone.home.blog
@drakaina
Miło mi bardzo, że doczytałaś o czym ów rozdział. Co do laborantki to wyjaśniam, że w świecie ‘Imperium’ laboranci są kastą, a określenie laborant jest nie tyle stanowiskiem co tytułem, stąd użycie go w sposób w jaki używa się tytułu inżyniera, czy chirurga. Takie znaczki (…) w środku publikowanych fragmentów tekstów zdają mi się normą, ale zgodzę się z tobą, że w swojej własnej publikacji mogę sobie coś takiego odpuścić.
Imię Nikol, kojarzy ci się z imieniem męskim? Zaledwie od kilku lat mieszkam po za granicami naszego pięknego kraju i już mnie tak od polskiej kultury odcięło?
W związku z powyższym uczynię z niej porządną Nicole.
Nicole jest przyjętą francuską formą imienia, które wymawia się “Nikol”, ale po polsku jest albo Nikola, albo Nicole.
wyjaśniam, że w świecie ‘Imperium’ laboranci są kastą
Nie wyjaśniaj tego w komentarzach, to musi być w tekście. Czytelnik dostaje do ręki tekst, a nie komentarze odautorskie.
Takie znaczki (…) w środku publikowanych fragmentów tekstów zdają mi się normą, ale zgodzę się z tobą, że w swojej własnej publikacji mogę sobie coś takiego odpuścić.
Nieważne czyjej. To jest oznaczenie opuszczonego fragmentu, stosowane w cytatach w tekstach naukowych, publicystycznych itp. W tekście literackim przeznaczonym do czytania jest nie na miejscu. W ogóle nie bardzo wyobrażam sobie stosowanie tego znaku w literaturze jako jej części, bo co miałby oznaczać? Może w motcie, może jeśli rzecz działaby się w środowisku akademickim i powieść cytowałaby kawałek artykułu naukowego bohatera. Może w tekście eksperymentalnym, gdzie “forma“ miałaby większe znaczenie od “treści” i to byłby element tego eksperymentu formalnego. Ale nie w zwyczajnym opowiadaniu.
Jeśli opuszczasz kawałek tego rozdziału, bo w dyskusyjnym “opowiadaniu” jest zbędny, to niestety takim zabiegiem tylko podkreślasz fragmentaryczność i niedostatki warsztatowe.
Zaledwie od kilku lat mieszkam po za granicami naszego pięknego kraju i już mnie tak od polskiej kultury odcięło?
To nie ma nic wspólnego z kulturą, jedynie z językiem i jego normami.
http://altronapoleone.home.blog
No cóż, Imperium, jako opowiadanie, niestety, nie sprawdziło się i nie przypadło mi do gustu. Opisałaś jakichś ludzi wykonujących pewne zabiegi na księciu-pacjencie, kilka słów poświęciłaś znajdzie Jestkowi, potem zdarzyła się scena posiłku, a ja, dalibóg, nie mam pojęcia o co tu chodzi, bo cóż mogę wywnioskować z niewielkiego fragmentu, o którym sama mówisz, że jest wyjęty z większego dzieła.
Bardzo złe wykonanie, a zwłaszcza źle zapisane dialogi i myśli bohaterów, tudzież zlekceważona interpunkcja doskonale utrudniają zrozumienie i tak mało czytelnego tekstu.
Laborant Okito przeczesał dłonią swe ciemne włosy spoglądając w lustro. –> Laborant Okito przeczesał dłonią ciemne włosy, spoglądając w lustro.
Zbędny zaimek. Czy była możliwość, by Okito przeczesywał cudze włosy?
Spróbował się uśmiechnąć. Białe, równe zęby zalśniły w szerokim uśmiechu… – Czy to celowe powtórzenie?
…osobiście segregował embriony i płody wysokiej klasy mutantów, część zabierał do swej posiadłości by poddać je dodatkowym testom, resztę segregował. –> Jak wyżej.
…aby zapewnić płodom odpowiedni rozwój , należy zapewnić im… –> Powtórzenie. Zbędna spacja przed przecinkiem.
…leżącymi przed nim próbówkami. Probówka podjechała pod skaner a na monitorze pojawiły się nowe dane – No mały, a ty nas coś zawodzisz – Oznaczył próbówkę czerwonym markerem jako skazaną do likwidacji. – A ty ? – Kolejne probówki… –> Nadmiar probówek.
Brak kropki po wypowiedzi.
Skazuje się na coś, nie do czegoś. Może: …jako przeznaczoną do likwidacji.
-Ci nas zawiedli, Jestek. –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.
– Nie, to znaczy tak. – speszył się chłopak – To znaczy. Jestem zaszczycony… –> – Nie, to znaczy tak. – Speszył się chłopak. – To znaczy, jestem zaszczycony…
Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html
Ja kocham moje produkty bezwarunkową miłością. Pod warunkiem naturalnie… –> nie brzmi to najlepiej.
…a Okito gestem głowy pokazał Jestkowi że ma iść za nim. –> …a Okito ruchem głowy pokazał Jestkowi, że ma iść za nim.
Gesty wykonuje się rękami, nie głową.
‘Trudno’, pomyślał chłopak… –> Przypuszczam, że miał być cudzysłów: „Trudno”, pomyślał chłopak…
W dalszej części tekstu po myśli bohatera stawiasz półpauzę, nie przecinek. Należałoby ujednolicić zapis.
Wyszli ze sterylnych budynków laboratoryjnych i ruszyli przez rozległy dziedziniec do budynku który w niczym nie przypominał szklanych i pozbawionych detali laboratoriów, za to bardzo przypominał… –> Powtórzenia.
-Mistrzu Okito! –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.
…oznajmił pogodnie Okito gdy już wymienili uściski –> Brak kropki na końcu zdania. Ten błąd pojawia się w tekście wielokrotnie.
“Bo je traktujesz jak onegdaj imperator swe dziwki stary niechlujny zboczeńcu. ’’ – pomyślał Okito ale na głos powiedział tylko.. –> „Bo je traktujesz jak onegdaj imperator swe dziwki, stary, niechlujny zboczeńcu” – pomyślał Okito, ale na głos powiedział tylko:
Nie zawsze poprawnie zapisujesz myśli. Pewnie przyda się poradnik: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/
– Wiem, wiem mistrzu i staram się. Staram ale … –> Zbędna spacja przed wielokropkiem.
– Dzisiaj mija dwadzieścia lat od kiedy do nas przybyłeś pierwszy raz, –> – Dzisiaj mija dwadzieścia lat, od kiedy do nas przybyłeś pierwszy raz.
Na końcu zdania nie stawia się przecinka.
– Bierz się za strzykawkę i stań po drugiej stronie stołu… –> – Bierz strzykawkę i stań po drugiej stronie stołu…
Jestek był też dla niego tajemnicą . –> Zbędna spacja przed kropką.
Wychowanek księżnej Yolandy był podrzutkiem. To wiedział każdy, ale niewielu wiedziało, że był podrzutkiem błękitnej krwi, zaś o tym, kim byli rodzice Jestka, nikt nic nie wiedział, nawet jego była opiekunka… –> Objaw byłozy. Powtórzenia.
Okito osobiście pchnął wózek z kokonem, który zawierał księcia do wyjścia z sali. –> Kim jest książę do wyjścia z sali?
Przy stole w jadalni siedziała także laborant Nikol. (…) –> Czemu służy wielokropek w nawiasach?
…jesteś Księciem Norenem, panem zamożnego, liczącego się księstwa. –> Dlaczego wielka litera?
…podeślemy ci więcej takich aktorów, ale to nie wszytko…. –> Po wielokropku nie stawia się kropki. Literówka.
…oczy chłopka zalśniły słysząc to imię… –> Rozumiem, że chłopak miał oczy z uszami.
…klasnęła w dłonie ze śmiechem Nikol… –> Co to znaczy, że Nikol miała dłonie ze śmiechem?
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
@regulatorzy
Człowiek nieraz śmieje się z wpadek innych, a nie dostrzega jak często sam popełnia podobne fikołki. Bardzo dziękuję za wszystkie uwagi i za linki, taka krytyka jest tak pouczająca, że aż przyjemna. Jestem tu nowa i mało wiem o ludziach, ale śmiało stwierdzam, że jesteś prawdziwym dobrodziejstwem tego forum.
Dziękuję, 0cean. Jestem wzruszona tak miłym o mnie zdaniem i ze swej strony wyrażam radość, że uważasz łapankę za przydatną.
Wierzę też, że Twoje przyszłe opowiadania będą zajmujące i porządnie napisane. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Zwróć uwagę na:
– przecinki (przed że, w zdaniach wtrąconych, przy wołaczach);
– wiarygodność (książę przychodzi sam do człowieka, który może wiele zmienić w jego życiu, opowiada mu o kochanku, sam sposób rozmowy);
– budowanie postaci (samo imię i opis to trochę za mało, żeby stworzyć bohatera);
– przedstawiony świat (niewiele o nim wiemy, więc nie bardzo nas wzrusza podmiana księcia).
Przynoszę radość :)
@Anet
Odnośnie przecinków, kropek, to za wszelkie uwagi jestem wdzięczna, bo to moja zmora, co dostrzegli tu wszyscy, a i ja nie mam co do siebie w tym względzie złudzeń ale będę się starać (w duchu wzdychając z tęsknotą do zamierzchłych czasów, gdy wszystko pisało się ciągiem). Oczywiście przy czytaniu tekstów innych autorów, wspomnianej tęsknoty nic a nic nie czuję ;).
Co do księcia, to zdawało mi się (i już wiem, że nie miałam racji), że z tekstu wynika, iż w związku z tym, że pacjentem Okito, książę jest od dwudziestu lat, to przez te dwadzieścia lat panowie się zaprzyjaźnili i laborant stał się nie tylko lekarzem, ale i powiernikiem księcia, o co sam Okito musiał w związku ze swymi, później ukazanymi planami zabiegać. Klon księcia ma lat dziewiętnaście, jako, że przy pierwszej wizycie Norena udało się laborantom położyć łapska na jego tkankach i kodzie genetycznym. Niemniej jednak, to co mi się zdawało, gdy jako autor znam resztę powieści, a odbiór czytelników i sam fakt, że wyjaśniam wszystko w komentarzach, jasno wskazuje, że racji nie miałam i moje ‘zdawało mi się’ mogę sobie w buty wsadzić. Toteż uwagi przyjmuję z pokorą, wdzięcznością i postaram się je w przyszłości wziąć pod uwagę. Dziękuję za odwiedziny i poświęcony czas.