- Opowiadanie: MPJ 78 - Siła przekonań, siła przekonywania

Siła przekonań, siła przekonywania

Szcze­gól­ne po­dzię­ko­wa­nia dla śnią­cej i Wik­to­ra Or­łow­skie­go za uwagi i wy­si­łek jaki wło­ży­li w be­to­wa­nie.  

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

NoWhereMan

Oceny

Siła przekonań, siła przekonywania

 Ju­lian z ka­na­łu „Mę­dr­ca szkieł­ko i oko”, ce­le­bry­ta in­ter­ne­tu, oso­bo­wość me­dial­na, bó­stwo ra­cjo­na­li­zmu, po­grom­ca ciem­no­gro­du, de­ma­ska­tor – to ja. Na swoim ka­na­le za­ory­wa­łem oszo­ło­mów od prawa do lewa: in­ter­ne­to­we wróż­ki, na­wie­dzo­nych ka­zno­dzie­jów, tro­pi­cie­li teo­rii spi­sko­wych, do­mo­ro­słych zbaw­ców ludz­ko­ści, pła­sko­ziem­ców, ufo­lo­gów, kryp­to­zo­olo­gów, po­li­ty­ków i po­li­ty­kie­rów, a także zwy­czaj­nych czub­ków. Suk­ces jest moim naj­lep­szym przy­ja­cie­lem, a po­raż­ka trzy­ma się ode mnie z da­le­ka.

Jakiś czas temu jeden z moich fanów po­de­słał mi link do ka­na­łu „Ta­jem­ni­ce gwiezd­nych gadów”. Na­wie­dzo­ny youtu­ber opo­wia­dał o Rep­ti­lia­nach i po­rwa­niach przez UFO. Z mo­je­go punk­tu wi­dze­nia czło­wiek ten był ide­al­nym te­ma­tem do wzię­cia na warsz­tat. W na­stęp­nym opu­bli­ko­wa­nym ma­te­ria­le, wrzu­co­nym do sieci wie­czo­rem, roz­nio­słem jego ar­gu­men­ta­cję i do­wo­dy w pył. Sa­bi­na, ka­me­rzyst­ka, me­na­dżer­ka, a pry­wat­nie na­rze­czo­na, obu­dzi­ła mnie rano sło­wa­mi słod­ki­mi jak po­ca­łu­nek jej ust:

– Ju­lian, masz ponad trzy­dzie­ści ty­się­cy wejść.

– Nie­źle – za­mru­cza­łem sen­nie.

– Co wię­cej, na twój fil­mik za­re­ago­wał Kry­spin.

– Kto?

– Wła­ści­ciel ka­na­łu „Ta­jem­ni­ce gwiezd­nych gadów”.

– Donos do mo­de­ra­to­rów czy hejt w ko­men­ta­rzach?

– Ani to, ani to. Ogło­sił, że wrzu­ci na­gra­nie, cy­tu­ję „wy­sa­dza­ją­ce w ko­smos” twoje ar­gu­men­ty.

– Cud­nie. – Na moich ustach za­go­ścił uśmiech.

– Nic nie pod­bi­ja oglą­dal­no­ści tak, jak kon­flikt youtu­be­rów. – Sa­bi­na po­dzie­la­ła moją ra­dość.

 

Gdy tylko przy­szło au­to­ma­tycz­ne po­wia­do­mie­nie, iż Kry­spin za­mie­ścił w ser­wi­sie ma­te­riał, na­tych­miast go obej­rza­łem. Wia­do­mo, w me­diach liczy się czas re­ak­cji. Emo­cje szyb­ko wzbie­ra­ją i rów­nie szyb­ko opa­da­ją. Trze­ba przy­znać, gość się po­sta­rał. Wstęp około trzech minut, zero wul­ga­ry­zmów i blu­zga­nia, sporo iro­nii. Wresz­cie Kry­spin po­wie­dział:

– Moi ko­cha­ni, teraz mam dla was ab­so­lut­ny dy­na­mit. Ma­te­riał, który zdo­by­łem z na­ra­że­niem życia. Pa­mię­ta­cie może ka­ta­stro­fę woj­sko­we­go miga w grud­niu dwa ty­sią­ce sie­dem­na­ste­go? Zo­bacz­cie, jak do niej do­szło.

Fil­mik spra­wiał wra­że­nie krę­co­ne­go przez kogoś znaj­du­ją­ce­go się w ka­bi­nie my­śliw­ca. Pilot raz czy dwa skie­ro­wał ka­me­rę w prawo, jakby chciał się upew­nić, że nie zgu­bił skrzy­dło­we­go. Ma­szy­ny w pew­nym mo­men­cie wy­szły nad chmu­ry. Przed nimi był świe­cą­cy punkt. Po kil­ku­na­stu se­kun­dach dało się już zi­den­ty­fi­ko­wać jego kształt. Przy­po­mi­nał bry­lant, skie­ro­wa­ny ostrym ko­le­tem do góry. Zda­wał się wi­sieć nie­ru­cho­mo w po­wie­trzu, bo sa­mo­lo­ty szyb­ko się do niego zbli­ża­ły. Nagle od­sko­czył, to chyba naj­wła­ściw­sze słowo, w lewo i do góry. Nie zo­sta­wił żad­nych smug. Cie­ka­we, jaki on ma ro­dzaj na­pę­du? Klucz my­śliw­ców roz­padł się. Świa­tła po­zy­cyj­ne skrzy­dło­we­go od­pły­nę­ły w bok. Obraz z ka­me­ry obej­mo­wał teraz za­rów­no dru­gie­go miga jak i „bry­lant”. Po­rów­nu­jąc roz­staw świa­teł po­zy­cyj­nych sa­mo­lo­tu, wiel­kość świe­cą­ce­go obiek­tu sza­co­wa­łem na mniej wię­cej od­po­wied­nik czte­ro­pię­tro­we­go bloku. Tym razem obcy nie ucie­kał. Wiąz­ka świa­tła zła­pa­ła dru­gie­go miga, który bez­wład­nie zwa­lił się na skrzy­dło. Do­wód­ca klu­cza za­re­ago­wał na­tych­miast i w stro­nę ob­ce­go po­le­cia­ły serie błysz­czą­cych ko­ra­li­ków. „Bry­lant” prze­rzu­cił wiąz­kę świa­tła na strze­la­ją­ce­go. Pilot wy­raź­nie stra­cił kon­tro­lę nad ma­szy­ną. Krę­cił się, opa­da­jąc, wresz­cie mniej wię­cej opa­no­wał ma­szy­nę, a może opadł w chmu­ry? Na tym na­gra­nie się ury­wa­ło. Znów było widać Kry­spi­na, który z prze­ję­ciem mówił:

– Moi ko­cha­ni, wła­śnie wi­dzie­li­śmy po­tycz­kę, w któ­rej sta­tek Rep­ti­lian po­ko­nał pró­bu­ją­cy go prze­chwy­cić pol­ski my­śli­wiec. Rząd oczy­wi­ście ukrył to wszyst­ko przed opi­nią pu­blicz­ną. W opi­sie za­miesz­czę linki do ofi­cjal­nej wer­sji tej ka­ta­stro­fy lot­ni­czej.

Na chy­bił tra­fił klik­ną­łem jeden z nich. Szyb­ko przej­rza­łem za­war­tość, nie było tego dużo, parę fotek roz­bi­te­go w lesie miga, in­for­ma­cja o tym, że pilot prze­żył, choć  nie za­dzia­ła­ła ka­ta­pul­ta fo­te­la oraz lo­ka­li­za­tor sa­mo­lo­tu. 

 

Za­dzwo­nił te­le­fon, to była Sa­bi­na.

– Wi­dzia­łeś?

– Jasne, zaraz ścią­gnę jego fil­mik i po­szu­kam w nim błę­dów oraz wyślę maila do MON z py­ta­niem czy ka­ta­stro­fa była z winy UFO.

– Trze­ba się tylko za­sta­no­wić, czy pismo do mi­ni­ster­stwa to dobry po­mysł.

– Woj­sko­wi na bank szyb­ko za­prze­czą, więc będę miał dowód, że Kry­spin kła­mie.

– My­śla­łam ra­czej o tym, iż mun­du­ro­wi mogą się wściec i za­blo­ko­wać jego kanał, a wtedy Kry­spin na in­nych por­ta­lach ob­wo­ła cię kon­fi­den­tem. Lu­dzie nie lubią do­no­si­cie­li, więc mo­że­my stra­cić na sub­skryp­cjach i wej­ściach.

– To co pro­po­nu­jesz?

– Po­jedź­my do Miń­ska Ma­zo­wiec­kie­go…

– Ale po co?

– W mie­ście jest baza eska­dry, do któ­rej na­le­żał roz­bi­ty sa­mo­lot, spo­tka­my się z ja­kimś tam­tej­szym lot­ni­kiem, po­ka­że­my mu na­gra­nie i po­pro­si­my o ko­men­tarz.

– Znaj­dzie­my kogoś ta­kie­go?

– Wi­dzia­łam na youtu­bie fil­mi­ki z akro­ba­cji po­wietrz­nych miń­skich my­śliw­ców. Daj mi dwa dni, a zor­ga­ni­zu­ję spo­tka­nie z pi­lo­tem który je wrzu­ca.

– Je­steś cu­dow­na.

 

W miń­skim barze „Przy Ko­min­ku” cze­ka­li­śmy na pi­lo­ta. Jego przy­by­cie oznaj­mił cha­rak­te­ry­stycz­ny war­kot mo­to­cy­klo­we­go sil­ni­ka. Przed knajp­ką za­par­ko­wał junak z końca lat pięć­dzie­sią­tych. Zsiadł z niego trzy­dzie­sto­la­tek żyw­cem wy­ję­ty z Top Gun'a. Skó­rza­na kurt­ka pi­lot­ka z na­szy­ty­mi em­ble­ma­ta­mi eska­dry i bazy, lu­strza­ne oku­la­ry, szczę­ka pra­co­wi­cie żu­ją­ca gumę, przy skła­da­niu za­mó­wie­nia próba pod­ry­wu kel­ner­ki. Wszyst­ko to spra­wia­ło, iż nikt nie mógł­by mieć wąt­pli­wo­ści, kim jest przy­bysz.

– Hej – rzu­cił krót­ko na po­wi­ta­nie.

– Cześć.

– Je­rzyk je­stem. A wy pew­nie z ka­na­łu „Mę­dr­ca szkieł­kiem i okiem”?

– Tak.

– Co macie dla mnie?

– Na­gra­nie. – Wska­za­łem na lap­top.

Po kil­ku­na­stu mi­nu­tach oglą­da­nia ma­te­ria­łu Kry­spi­na, Je­rzyk po­pra­wił lu­strzan­ki i rzekł:

– Fil­mik jak fil­mik. Wam ra­czej po­trzeb­ny jest spec od efek­tów nie ja.

– Myślę, że ty jako pilot mo­żesz nam po­wie­dzieć coś wię­cej. Choć­by pomóc usta­lić, czy ka­bi­na z na­gra­nia to ory­gi­nal­ne wnę­trze miga.

– Chyba tak.

– Jak to chyba?!

– Facet, ja nie latam na mi­gach, je­stem ofi­ce­rem ob­słu­gi na­ziem­nej.

– Pi­sa­łeś, że je­steś pi­lo­tem. – Sa­bi­na nie ukry­wa­ła roz­cza­ro­wa­nia.

– Bo je­stem. Mam li­cen­cję na szy­bow­ce.

– A fil­mi­ki?

– Do­sta­łem roz­kaz pro­mo­wa­nia bazy, a pi­lo­ci krę­ce­nia ma­te­ria­łów. Wy­bie­ram co faj­niej­sze i wrzu­cam.

Mia­łem wra­że­nie, iż po­raż­ka sta­nę­ła w drzwiach baru i macha do mnie ręką na po­wi­ta­nie. Je­stem jed­nak do­świad­czo­nym youtu­be­rem i nie za­mie­rzam tak łatwo się pod­dać.

– Ten ma­te­riał ponoć po­cho­dzi z my­śliw­ca, który roz­bił się w grud­niu sie­dem­na­ste­go.

– Wy­da­no roz­kaz za­ka­zu­ją­cy wy­po­wia­da­nia się o przy­czy­nach tam­te­go wy­pad­ku, do za­koń­cze­nia prac przez ko­mi­sję śled­czą.

– Nie pytam o praw­dzi­we przy­czy­ny, tylko o wy­klu­cze­nie udzia­łu ko­smi­tów.

– Roz­kaz to roz­kaz, nie wolno nam się wy­po­wia­dać i już.

– Ok, służ­bo­wo nie mo­żesz nic mówić. A pry­wat­nie?

– Pry­wat­nie to nie chcę mieć kło­po­tów za zła­ma­nie roz­ka­zu.

Po­raż­ka do­sia­dła się do na­sze­go sto­li­ka i uśmie­cha­ła przy­jaź­nie. Ow­szem, sły­sza­łem kie­dyś, że woj­sko­wi i cy­wi­le to dwa różne ga­tun­ki ludzi, ma­ją­ce je­dy­nie wspól­nych przod­ków, ale nie są­dzi­łem, że to praw­da. A tu pro­szę, mam przed sobą żywy dowód tej tezy. Trze­ba było ra­to­wać sy­tu­ację za wszel­ką cenę.

– To spró­buj­my ina­czej. Czy pi­lo­ci ofi­cjal­nie mel­du­ją o spo­tka­niach z ufo?

– Z UFO to nie, ale z no­la­mi, to i ow­szem.

– No­la­mi?

– Nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ny­mi obiek­ta­mi la­ta­ją­cy­mi. – Je­rzyk uśmiech­nął się z wła­sne­go dow­ci­pu.

– Ko­smi­ta­mi? – Byłem w szoku.

– Ra­czej Ro­sja­na­mi, spraw­dza­ją­cy­mi naszą czuj­ność przy po­mo­cy róż­nych wy­na­laz­ków – dodał po­waż­niej. – Ale jak się za rękę nie zła­pie, to ni­cze­go wy­klu­czyć nie można.

Po­raż­ka do­sia­dła się do mnie i kle­pa­ła po ple­cach. Na­szła mnie ocho­ta by za­mor­do­wać Je­rzy­ka, naj­le­piej bru­tal­nie i bo­le­śnie. Kon­cep­cja na­krę­ce­nia wy­wia­du z pi­lo­tem wła­śnie upa­dła. Brak twar­de­go za­prze­cze­nia ze stro­ny woj­sko­we­go, po­zwo­lił­by Kry­spi­no­wi snuć dalej in­sy­nu­acje o Rep­ti­lia­nach i UFO. Po­roz­ma­wia­li­śmy jesz­cze kilka minut. Na szczę­ście ofi­cer nie prze­dłu­żał i wkrót­ce od­da­lił się na swoim za­byt­ko­wym mo­to­cy­klu. Po­zo­sta­ło ure­gu­lo­wać ra­chu­nek, ze­brać kla­mo­ty i ru­szyć pod lot­ni­sko, gdzie na­krę­ci się ma­te­riał o tym, że pi­lo­ci nie po­twier­dza­ją udzia­łu ufo w ka­ta­stro­fie.

– Ju­lian, patrz co le­ża­ło na na­szym sto­li­ku. – Sa­bi­na w ręku trzy­ma­ła pen­dri­ve'a.

– Czyż­by po­zo­sta­łość po Je­rzy­ku?

– Być może?

– Sprawdź­my, co tam jest.

 

Pa­mięć za­wie­ra­ła le­d­wie dwa pliki. Pierw­szym z nich był fil­mik, któ­re­go frag­ment po­słu­żył Kry­spi­no­wi jako pod­sta­wa ma­te­ria­łu wrzu­co­ne­go w sieć. Wer­sja na pen­dri­ve była znacz­nie dłuż­sza. Za­czy­na­ła się uru­cho­mie­niem ka­me­ry na­heł­mo­wej jesz­cze przed star­tem w han­ga­rze. Na­stęp­nie było alar­mo­we po­de­rwa­nie klu­cza dy­żur­ne­go, kil­ka­krot­ne zmia­ny kursu, spo­tka­nie z „bry­lan­tem”, kilka prób zbli­że­nia do niego, na ko­niec awa­ryj­ne lą­do­wa­nie w lesie. Drugi plik rów­nież za­wie­rał fil­mik. Frag­ment mapy Pol­ski. Na jej tle po­ru­sza­ły się punk­ty ozna­czo­ne róż­ny­mi sym­bo­la­mi. Zapis, który oglą­da­łem, bez więk­sze­go trudu dało się roz­szy­fro­wać. Przed­sta­wiał po­lo­wa­nie na “bry­lant” z po­zio­mu sta­cji ra­dio­lo­ka­cyj­nej. Sło­wem, w ręce mia­łem ma­te­ria­ły ide­al­ne dla kogoś, kto zaj­mu­je się teo­ria­mi spi­sko­wy­mi, ale nie­mal zu­peł­nie nie­przy­dat­ne dla czło­wie­ka ra­cjo­nal­ne­go. Ktoś o słab­szym cha­rak­te­rze mógł­by się za­ła­mać i wy­co­fać, ja jed­nak nawet w takim ba­gnie umia­łem zna­leźć coś po­ży­tecz­ne­go. Na­stęp­ny ma­te­riał na­krę­ci­łem przed lot­ni­skiem w Miń­sku Ma­zo­wiec­kim. Skon­cen­tro­wa­łem się na tym, że fil­mik Kry­spi­na nosi ślady ob­rób­ki i cięć.

 

Od­po­wiedź ka­na­łu „Ta­jem­ni­ce gwiezd­nych gadów” przy­szła mniej wię­cej po dwóch dniach. Kry­spin po­ka­zał mapę z na­nie­sio­ną trasą prze­lo­tu „bry­lan­tu”. Obiekt miał się po­ja­wić w Su­de­tach nad Gó­ra­mi So­wi­mi, po­le­cieć w Góry Świę­to­krzy­skie, za­wi­snąć nad Świę­tym Krzy­żem. Potem nie­mal pod kątem pro­stym od do­tych­cza­so­we­go kursu ru­szyć na pół­noc. Film od Je­rzy­ka za­wie­rał le­d­wie część tej trasy. Nie mo­głem więc udo­wod­nić mi­sty­fi­ka­cji. Było to fru­stru­ją­ce. Kry­spin wy­śmiał za­rzut mon­ta­żu wcze­śniej­sze­go fil­mi­ku, który mu po­sta­wi­łem. Stwier­dził, iż ow­szem, nieco skró­cił na­gra­nie, by chro­nić ta­jem­ni­cę woj­sko­wą i in­for­ma­to­ra. Podły ściem­niacz. Skoro jed­nak wró­cił do filmu z „bry­lan­tem”, rów­nież mu­sia­łem się na tym skon­cen­tro­wać. Gdy­bym udo­wod­nił, że stwo­rzo­no go w opar­ciu o fil­mo­we efek­ty spe­cjal­ne, miał­bym czym przy­szpi­lić Kry­spi­na. Kilka dni wi­sze­nia na te­le­fo­nie w końcu dało efekt. Zna­jo­mi zna­jo­mych skon­tak­to­wa­li ze mną czło­wie­ka, który mógł­by pomóc mi zde­ma­sko­wać oszu­stwo. Ru­szy­li­śmy do niego z Sa­bi­ną i na­dzie­ją na szyb­kie zwy­cię­stwo nad au­to­rem ka­na­łu o Rep­ti­lia­nach.

 

– Cześć. Wchodź­cie. – Męż­czy­zna w luź­nym swe­trze za­pro­sił nas do środ­ka.

– Sa­bi­na. – Moja dziew­czy­na po­da­ła mu rękę.

– Ju­lian. Je­ste­śmy z ka­na­łu „Mę­dr­ca szkieł­kiem i okiem”.

– Romek je­stem – przed­sta­wił się krót­ko go­spo­darz. – Co macie dla mnie?

– Chcie­li­by­śmy spraw­dzić, czy na­gra­nie jest au­ten­tycz­ne, czy po­wsta­ło w opar­ciu o magię àla Hol­ly­wo­od.

– Zo­ba­czy­my, co da się zro­bić.

Romek oglą­dał fil­mik z pen­dri­ve’a. Uru­cho­mił ja­kieś opro­gra­mo­wa­nie. Ekran za­ję­ły mi­go­czą­ce słup­ki i wy­kre­sy. Go­dzi­nę póź­niej od­po­wie­dział:

– Nie mam dla was do­brych in­for­ma­cji.

– Co się stało?

– Przed spo­tka­niem oglą­da­łem twój kanał i zdaje mi się, że wiem, czego ocze­ku­je­cie.

– Chyba nie po­wiesz, że to au­ten­tyk?

– Sku­pię się na tym, co usta­li­łem, a wy sami osą­dzi­cie. Me­ta­da­ne pliku wska­zu­ją, iż na­krę­co­no go łatwo do­stęp­ną ka­me­rą. Ten model mo­to­cy­kli­ści po­wszech­nie mon­tu­ją na ka­skach. Po dro­dze do tego pen­dri­ve’a na­gra­nie było jesz­cze na ja­kimś kom­pie, ale nie do­ko­na­no tam jego ob­rób­ki.

– Czy ktoś mógł­by to sfał­szo­wać?

– To wy­ko­nal­ne. W sieci bez pro­ble­mu można zna­leźć opro­gra­mo­wa­nie słu­żą­ce za­rów­no do ka­so­wa­nia, jak i do nad­pi­sy­wa­nia ta­kich da­nych.

– Da się to usta­lić?

– Nie zna­la­złem śla­dów tego typu ope­ra­cji, co nie zna­czy, że ich nie do­ko­na­no.

– Czyli?

– Ktoś na­praw­dę dobry w te kloc­ki mógł­by to zro­bić. Szu­ka­łem więc śla­dów ge­ne­ro­wa­nia efek­tów w samym na­gra­niu. Ka­me­ra jed­nak za­cho­wu­je się nor­mal­nie, mamy stałą roz­dziel­czość, zoom zmie­nia się w za­kre­sie, który ta ka­me­ra po­sia­da, cie­nie pa­da­ją tak jak po­win­ny, brak ty­po­wych efek­tów ubocz­nych po­wsta­ją­cych pod­czas krę­ce­nia w blue box.

 Po­raż­ka znów sie­dzia­ła tuż obok mnie i za­mie­rza­ła po­kle­pać po ple­cach. Go­rącz­ko­wo ana­li­zo­wa­łem to, co usły­sza­łem i szu­ka­łem wy­tłu­ma­cze­nia.

– Czy moż­li­we, aby ktoś zmon­to­wał to na­gra­nie, a potem wy­świe­tlił na ki­no­wym ekra­nie, jed­no­cze­śnie krę­cąc je ka­me­rą na­heł­mo­wą?

– Nie zro­bio­no tego w ten spo­sób. Gdyby tak było, pod­czas na­gra­nia nie pra­co­wał­by au­to­ma­tycz­ny zoom ka­me­ry. Tym­cza­sem on re­ago­wał, tak jak po­wi­nien, za­rów­no gdy autor pa­trzył na przy­rzą­dy, jak i wów­czas, gdy spo­glą­dał na od­da­lo­ne­go od niego skrzy­dło­we­go.

– Prze­cież to nie­moż­li­we, żeby to na­gra­nie było praw­dzi­we! – Stra­ci­łem na chwi­lę kon­tro­lę nad sobą.

– Po­wiem tak. Jeśli to pod­rób­ka, to ge­nial­nie spre­pa­ro­wa­na.

– Czy to moż­li­we, są w Pol­sce spe­cja­li­ści, któ­rzy po­tra­fi­li­by zro­bić coś ta­kie­go? – Roz­pacz­li­we szu­ka­łem roz­wią­za­nia.

– Czasy, gdy szczy­tem efek­tów spe­cjal­nych w na­szym kraju były po­my­sły wy­śmia­ne w „Nic śmiesz­ne­go”, albo wiedź­mi­no­wy smo­czek na kół­kach cią­gnię­ty sznur­kiem po tra­wie, mi­nę­ły. Do­ro­bi­li­śmy się fa­chow­ców na świa­to­wym po­zio­mie. Ko­ja­rzy­cie cykl „Le­gend pol­skich” na YouTu­bie? Dziew­czy­na an­dro­id, stat­ki ko­smicz­ne, księ­ży­co­wa baza Twar­dow­skie­go, ba­zy­li­szek, wszyst­ko miało ja­kość wy­so­ko­bu­dże­to­wych fil­mów z Hol­ly­wo­od. Na­gra­nie które mi przy­nie­śli­ście mo­gło­by spre­pa­ro­wać za­le­d­wie kliku z nich i nie bez dumy stwier­dzę, iż znam ich wszyst­kich.

– Mó­wisz, że mo­żesz znać au­to­ra?

– Wąt­pię. Gdyby tak było, na bank ktoś by się po­chwa­lił.

– A ktoś z za­gra­ni­cy?

– Tego nie mogę wy­klu­czyć, tyle że mu­siał­by mieć do­stęp do ka­bi­ny zmo­der­ni­zo­wa­ne­go pol­skie­go miga.

– Je­steś tego pe­wien?

– Robię teraz ani­ma­cje do sy­mu­la­to­ra. Walki po­wietrz­ne w Don­ba­sie, Po­la­cy plus Ukra­iń­cy kon­tra Ro­sja­nie.

– A co to ma do rze­czy?

– Nasze woj­sko po­zwo­li­ło nam wy­ko­rzy­stać praw­dzi­we kok­pi­ty swo­ich za­ba­wek. Sa­mo­lot, w któ­rym ro­bio­no na­gra­nie, to jedna z le­d­wie trzech ma­szyn, które prze­szły mo­der­ni­za­cję i wła­do­wa­no im tego typu ekra­ny HUD. Co cie­ka­we, gdy zbli­ża się do tego prze­ro­śnię­te­go świe­tli­ka, ekran przy­ga­sa  jakby wy­sia­da­ła elek­tro­ni­ka.

– Dzię­ku­je­my za pomoc – od­po­wie­dzia­łem tonem ska­zań­ca kła­dą­ce­go głowę pod topór kata.

 

Wra­ca­li­śmy do domu, a było nam we­so­ło, jak gdy­by­śmy po­ru­sza­li się w kon­duk­cie po­grze­bo­wym Ein­ste­ina. Pro­wa­dząc sa­mo­chód za­sta­na­wia­łem się, co robić. Nie roz­wa­lę Kry­spi­na do­wo­da­mi na fał­szy­wość na­gra­nia. Nic to, jak mówił pan Wo­ło­dy­jow­ski. Wszyst­ko da się wy­tłu­ma­czyć ra­cjo­nal­nie. Za­łóż­my, że “bry­lant” był nie­ty­po­wym pio­ru­nem ku­li­stym. To by wy­ja­snia­ło pro­ble­my z elek­tro­ni­ką w sa­mo­lo­cie przy zbli­ża­niu się do niego. Naj­wi­docz­niej skrzy­dło­wy zna­lazł się zbyt bli­sko i jakaś część ła­dun­ku prze­sko­czy­ła na niego. Do­wód­ca klu­cza źle zin­ter­pre­to­wał sy­tu­ację i za­czął strze­lać. Prąd po po­ci­skach prze­sko­czył na jego ma­szy­nę i usma­żył elek­tro­ni­kę. Bez niej ka­ta­stro­fa była nie­unik­nio­na. Wy­tłu­ma­cze­nie nie było ide­al­ne, ale na pewno ra­cjo­nal­ne. Nie wiem, dla­cze­go przy­po­mniał mi się Will Smith i „Fa­ce­ci w czer­ni”. Sa­bi­na w tym cza­sie ode­bra­ła te­le­fon. Gdy tylko skoń­czy­ła, gło­sem ra­do­snym jak skow­ro­nek o po­ran­ku za­wo­ła­ła:

– Dzwo­ni­li do mnie z World Express Lo­gi­stic Exchan­ge Sys­tem, pro­po­nu­ją nam spo­tka­nie i umowę part­ner­ską.

– Choć jedna dobra wia­do­mość. Kiedy mamy się z nimi spo­tkać?

– Jutro.

– Ok.

 

Biuro, w któ­rym nas przy­jął nas Bo­ży­dar Na­triks, jeden z me­na­dże­rów World Express Lo­gi­stic Exchan­ge Sys­tem, nieco róż­ni­ło się od kor­po­ra­cyj­ne­go stan­dar­du. In­dy­wi­du­alizm firmy i na­sze­go go­spo­da­rza pod­kre­śla­ła za­rów­no jedna ze ścian po­miesz­cze­nia za­ję­ta przez ko­lek­cję pa­pro­tek jak i blat biur­ka wy­ko­na­ny z czer­wo­ne­go mar­mu­ru. Oma­wia­li­śmy ko­lej­ne punk­ty umowy part­ner­skiej. Wszyst­ko wy­glą­da­ło za­chę­ca­ją­co, aż do­szli­śmy do pa­ra­gra­fu, w któ­rym mie­li­śmy omó­wić za­kres i typ pro­mo­cji.

– Już teraz na ka­na­le macie dział, w któ­rym od czasu do czasu ana­li­zu­je­cie re­kla­my ban­ków i in­nych in­sty­tu­cji fi­nan­so­wych. W ra­mach na­szej współ­pra­cy raz w mie­sią­cu przed­sta­wi­cie jeden z pro­duk­tów fi­nan­so­wych. Nasza firma prze­ka­że wam ma­te­ria­ły do wy­ko­rzy­sta­nia.

– Oczy­wi­ście bę­dzie­my pod­kre­ślać za­le­ty pro­duk­tów World Express Lo­gi­stic…

– Pro­duk­ty nie będą fir­mo­wa­ne na­szym lo­giem. – Bo­ży­dar wszedł Sa­bi­nie w słowo.

– Dla­cze­go?

– Nasza firma ma w swoim port­fe­lu sze­reg in­sty­tu­cji wy­stę­pu­ją­cych pod wła­sny­mi na­zwa­mi.

– Dobry po­mysł. – Sa­bi­na kiw­nę­ła głową. – Przed­sta­wia­jąc pro­duk­ty po­zor­nie róż­nych firm, ła­twiej bę­dzie nam wy­kre­ować się na czy­sto obiek­tyw­nych.

– Do­kład­nie tak.

– W umo­wie jest zapis o dwóch ma­te­ria­łach mie­sięcz­nie, a pan wspo­mniał o jed­nym. Co w takim razie bę­dzie tym dru­gim?

– Wasz kanał zaj­mo­wał się ostat­nio kwe­stia­mi Rep­ti­lian. W ra­mach na­szej współ­pra­cy raz w mie­sią­cu za­mie­ści­cie fil­mik do­pusz­cza­ją­cy moż­li­wość ist­nie­nia tych istot.

– Prze­cież to bzdu­ra! – Unio­słem się nieco. – Pan wy­ba­czy, ale prze­cież oni nie ist­nie­ją. Jeśli za­cznę two­rzyć ma­te­ria­ły, w któ­rych do­pusz­czę ich wy­stę­po­wa­nie, stra­cę wi­dzów. – Do­da­łem, siląc się na spo­kój.

– Dla­cze­go twier­dzisz, że ich nie ma? – Bo­ży­dar uśmie­chał się dziw­nie.

– Pan tak na serio? Prze­cież nikt po­waż­ny ich nie wi­dział. Nigdy nie od­na­le­zio­no ja­kich­kol­wiek śla­dów ich ist­nie­nia.

– Chyba bę­dziesz mu­siał za­li­czyć się do ka­ta­lo­gu ludzi nie­po­waż­nych.

Spoj­rza­łem na Bo­ży­da­ra i zdę­bia­łem. Przed nami sie­dzia­ła isto­ta, któ­rej twarz z ludz­kiej płyn­nie prze­cho­dzi­ła w ga­dzią. Za­mru­ga­łem. W roz­pacz­li­wej pró­bie po­twier­dze­nia, iż nie zwa­rio­wa­łem, od­wró­ci­łem się do Sa­bi­ny. Moja na­rze­czo­na drża­ła jak osika.

– Kim on jest? – wy­szep­ta­ła.

– Isto­tą, któ­rej re­al­ność ne­gu­je­cie. – Wy­da­wa­ło mi się, iż ga­dzia twarz wy­krzy­wi­ła się w zło­śli­wym uśmie­chu.

– To nie może się dziać. To nie ist­nie­je…

– Widzę, że idziesz drogą oświe­ce­nio­wych na­ukow­ców. Oj­ciec che­mii, An­to­ine La­vo­isier, udo­wad­niał, że nie ma me­te­ory­tów, mó­wiąc: “Z nieba nie mogą spa­dać ka­mie­nie, bo­wiem w nie­bie nie ma ka­mie­ni”. – Na­triks zda­wał się bawić całą sy­tu­acją. – To jak, pod­pi­su­je­cie umowę part­ner­ską, dwa, pięć, pięć?

– Co to zna­czy? – Sa­bi­na szyb­ko do­szła do sie­bie.

– Dwa ma­te­ria­ły w mie­sią­cu, każdy za pięć ty­się­cy, przez pięć lat.

– Netto czy z VAT?

– Brut­to.

– Netto i wcho­dzi­my w to. Czę­ścio­wa zmia­na pro­fi­lu to rzecz ry­zy­kow­na, a co za tym idzie – droga.

– Umiesz się tar­go­wać. – Bo­ży­dar już w ludz­kiej po­sta­ci za­czął przy­go­to­wy­wać sto­sow­ne do­ku­men­ty.

– Czy mogę mieć do pana py­ta­nia? – wtrą­ci­łem nie­śmia­ło.

– Mo­żesz, ale nie gwa­ran­tu­ję od­po­wie­dzi. – Na­triks był prze­kor­ny.

– Jak długo tu je­ste­ście? Skąd przy­by­li­ście?

– Czy to ważne? Je­ste­śmy tu od dawna, la­ta­my to tu, to tam, a co do szcze­gó­łów, wy­bierz sobie w in­ter­ne­cie kłam­stwo, które chcesz usły­szeć.

– Jakoś nie umiem wie­rzyć w ko­smi­tów na Ziemi, prze­cież to prze­czy całej nauce. – Po­zwo­li­łem sobie na szcze­rość.

– Myśl o nas jako o tych, któ­rzy są w sta­nie za­pew­nić wy­god­ne życie. Tak bę­dzie ła­twiej. – Bo­ży­dar podał nam pod­pi­sa­ne do­ku­men­ty.

 

Pa­trzę w obiek­tyw ka­me­ry i nie mam siły, by za­cząć krę­cić. Zbie­ram się na od­wa­gę, in­ten­syw­nie ana­li­zu­ję sy­tu­ację. Je­stem ni­czym heros ringu, któ­re­mu prze­trą­co­no krę­go­słup. Zmie­nia­jąc front, stra­cę pu­blicz­ność, sub­skry­ben­tów, re­kla­my, kasę. Czy umowa part­ner­ska wy­na­gro­dzi stra­ty? Jak lo­gicz­nie to wy­tłu­ma­czyć? Muszę za­ło­żyć, iż Rep­ti­lia­nie ist­nie­ją. Więc dla­cze­go się nie ujaw­nią? Boją się, że nasz ga­tu­nek bły­ska­wicz­nie by ich wy­eli­mi­no­wał? Z tech­no­lo­gią, którą mają, to oni by nas szyb­ko po­ko­na­li, tak jak te my­śliw­ce. Ukry­wa­ją się i są w tym do­brzy. Gdyby chcie­li, by­li­by nie­zau­wa­żal­ni. Po co im w takim razie ma­te­ria­ły w in­ter­ne­cie su­ge­ru­ją­ce ich ist­nie­nie? Przy­go­to­wa­nie pod ujaw­nie­nie? Bez sensu, po tylu wie­kach życia w cie­niu. Zaraz, po­wo­li, czy na pewno w cie­niu? W raju ga­da­ją­cy wąż dał Ewie jabł­ko. W mi­to­lo­giach pełno jest in­te­li­gent­nych ga­dzich stwo­rów, w Me­zo­po­ta­mii byli Anu­na­ki, w Egip­cie Sobek, nawet Sło­wia­nie mieli ponoć kon­tak­ty z isto­ta­mi zwa­ny­mi Żmi­ja­mi, straż­ni­ka­mi skar­bów. W sumie czy ten kon­trakt, który pod­pi­sa­łem nie jest rów­no­znacz­ny ze skar­bem? Więc o co tu cho­dzi? Prze­cież nikt nie daje ni­cze­go za darmo, nawet firma ma­ją­cą udzia­ły w kil­ku­na­stu ban­kach i to­wa­rzy­stwach ubez­pie­cze­nio­wych. Czego oni mogą chcieć? Może jakoś że­ru­ją na nas, lu­dziach? To bez sensu. Niby jak mie­li­by to robić? Krad­ną ener­gię? Cho­le­ra, głu­pie­ję, za­czy­nam my­śleć ka­te­go­ria­mi teo­rii spi­sko­wych. Byle dro­biazg nie pod­wa­ży siły mo­je­go ra­cjo­na­li­zmu. Może wcale nie wi­dzie­li­śmy gada, ale nas za­hip­no­ty­zo­wa­no? Już wiem. Spi­sek, to by wszyst­ko tłu­ma­czy­ło. Bo­ży­dar, Kry­spin, Je­rzyk a nawet Romek, wszy­scy oni muszą w nim uczest­ni­czyć. Choć, co wspól­ne­go może mieć me­na­dżer z WELES. S.A. z… Wła­śnie Weles, po­gań­ski bóg, wład­ca sło­wiań­skich Żmi­jów, wio­sną le­ciał do nieba gdzie wal­czył z Pe­ru­nem, to on za tym stoi. Zaraz ich zde­ma­sku­ję. Stop. Ra­czej zwa­riu­ję, prze­cież taka kon­cep­cja ma rów­nie mało sensu, co ist­nie­nie ufo i Rep­ti­lian. Walić kon­trakt, od­pusz­czę go sobie, bo ina­czej skoń­czę w wa­riat­ko­wie.

– Ju­lian, nie kom­bi­nuj. – Sa­bi­na sta­nę­ła za ka­me­rą.

– Ale ko­cha­nie…

– Znam cię. Widzę z two­jej miny, że chcesz zro­bić coś głu­pie­go. Skup się, na­krę­ci­my ma­te­riał, w któ­rym do­pu­ści­my teo­re­tycz­ną moż­li­wość ist­nie­nia Rep­ti­lian.

– Ale moje prze­ko­na­nia na to nie po­zwa­la­ją.

– Po­wiem ci, jak wy­glą­da moja lo­gi­ka. Nasze pen­sje plus eks­tra dwa razy pięć ty­się­cy, razy dwa­na­ście mie­się­cy, razy pięć lat równa się ku­pie­nie i wy­po­sa­że­nie domu na przed­mie­ściach, ta­kie­go z ga­ra­żem na dwa sa­mo­cho­dy. To też brycz­ki, które zajmą miej­sca w tym ga­ra­żu, oraz bez­pie­czeń­stwo fi­nan­so­we, jak będę w ciąży. Ku­pie­nie z oszczęd­no­ści, bez cho­mą­ta na szyję w po­sta­ci kre­dy­tu. Jeśli ceną tego ma być krę­ce­nie raz w mie­sią­cu fil­mi­ku do­pusz­cza­ją­ce­go ist­nie­nie ufo, zro­bi­my to. Ko­niec. Krop­ka!

– Ko­cha­nie, siła moich prze­ko­nań jest jak stal. – Sa­bi­na spoj­rza­ła na mnie wzro­kiem psy­cho­pa­tycz­nej mor­der­czy­ni. – Jed­nak­że twoja siła prze­ko­ny­wa­nia jest więk­sza. Od­pa­laj ka­me­rę, wy­peł­ni­my wa­run­ki umowy.

 

Koniec

Komentarze

Nie­złe, nie spe­cjal­nie od­kryw­cze, ale nie­złe. Wrócę z prze­my­śle­nia­mi.

Biuro, w któ­rym nas przy­jął nas Bo­ży­dar Na­triks, jeden z me­na­dże­rów World Express Lo­gi­stic Exchan­ge Sys­tem, nieco róż­ni­ło się od kor­po­ra­cyj­ne­go stan­dar­du.

o jedno “nas” za dużo ;)

No tak. Part­ner­ka po­tra­fi prze­ko­nać do wszyst­kie­go, nawet do zmia­ny płci czy za­pi­sa­nia jej wszyst­kie­go w te­sta­men­cie ;).

Teamt ogól­nie nie­no­wy, ale ład­nie po­da­ny. “Po­grom­cy mitów” na od­wyrt­kę. Plus media we współ­cze­snym świe­cie. Szyb­ko prze­czy­ta­łem, ale i pew­nie szyb­ko za­po­mnę.

Kilka uwag:

– “tro­pi­cie­li teo­rii spi­sko­wych” – tu na pewno mia­łeś na myśli “tro­pi­cie­li”? “wy­znaw­ców” nie by­ło­by lep­sze?;

– “czło­wiek ten był ide­al­nym te­ma­tem” – czło­wiek był te­ma­tem? a nie jego po­glą­dy? czy też – “czło­wiek ten był ide­al­nym celem…”;

– “skie­ro­wa­ny ostrym ko­le­tem do góry” – cze­goś chyba nie wiem, bo słow­nik mnie prze­ko­nu­je, że “kolet” to skó­rza­ne wdzian­ko;

– “ka­ta­stro­fa była z winy ufo” – nie po­do­ba mi się “ufo” ma­ły­mi li­te­ra­mi – to jak­byś pisał “onz”;

– “spo­tkaj­my się z ja­kimś tam­tej­szym lot­ni­kiem, po­ka­że­my mu na­gra­nie i po­pro­si­my o ko­men­tarz” – tutaj formy cza­sow­ni­ko­we mi się roz­jeż­dża­ją: albo “spo­tkaj­my, po­każ­my, po­po­ro­śmy” albo “spo­tka­my, po­ka­że­my, po­pro­si­my”;

– “z „Top Gun'a”” – bez apo­stro­fu;

– “yout­be­rem” – zja­dłeś “u”;

– “nie za­mie­rzam tak łatwo się pod­dać” – znowu ten cza­sow­nik – “nie za­mie­rza­łem” chyba?;

– “ko­lek­cję pa­pro­tek jak, i blat biur­ka” – spe­cja­li­stą od prze­cin­ków nie je­stem, ale ten na pewno jest w złym miej­scu;

– Na­triks, Ne­triks – jak się w końcu ten Rep­ti­lia­nin na­zy­wa?

 

Pod­su­mo­wu­jąc – przy­jem­ne czy­ta­dło, acz… uszu nie urywa.

 

EDIT: Aha, i coś tanio się sprze­da­li. Pieć ty­się­cy na łebka przez pięć lat to dla dwoj­ga jest rap­tem sześć­set ty­się­cy. Nie star­czy i na dom, i na brycz­ki, i na inne rze­czy. Al­bo-al­bo. Chyba, że bo­ha­te­ro­wie sporo za­ra­bia­ją. Ale wtedy nie sprze­da­li­by się tak tanio? Coś tu nie gra z tą sumą.

Pierw­sze prawo Sta­ru­cha - li­te­rów­ki w cu­dzych tek­stach są oczo­bi­ją­ce, we wła­snych - nie­do­strze­gal­ne.

Wstar­czy na dom sta­wia­ny sa­mo­dziel­nie (na­ję­ty­mi eki­pa­mi). 130-140 mkw. Na małej dział­ce, ale wy­star­czy, nawet pod Wawą.

Ry­ba­ku – ow­szem. Ale nie star­czy  jed­no­cze­śnie na dom, auta i coś tam jesz­cze. Czyli jak na­pi­sa­łem: al­bo-al­bo.

Pierw­sze prawo Sta­ru­cha - li­te­rów­ki w cu­dzych tek­stach są oczo­bi­ją­ce, we wła­snych - nie­do­strze­gal­ne.

Mała dział­ka 200, dom 300, zo­sta­je 100 na dwa NOWE autka

 

Nie­źle na­pi­sa­ne, tylko temat strasz­li­wie wtór­ny. Do do­bre­go za­mknię­cia za­bra­kło ja­kie­goś bły­sko­tli­we­go pod­su­mo­wa­nia. Coś w stylu czemu aku­rat Pol­ska i dla­cze­go aku­rat teraz. Bo to że ko­bie­ty żądzą (kto ma … ten ma wła­dzę) to po­wszech­nie wia­do­me jest ;) A coś w stylu, czemu Po­la­cy po­trze­bu­ją wiz do USA (bo tam zdo­mi­no­wa­li rynek nie­bie­scy i me­du­zo­wa­ci a nas jasz­czu­ry przed­sta­wia­ją jako złych w Star Treku), a my to się za­wsze po prze­gra­nej stro­nie opo­wia­da­my … I ta­kie­go cze­goś mi wła­śnie za­bra­kło, cze­goś co nawet po dłu­giej i nud­nej lek­tu­rze po­zo­sta­wia mi uśmiech na twa­rzy. Ale, po­wo­dze­nia przy na­stęp­nych pró­bach, bo warsz­tat nie­zły ;)

Sta­ruch co do ko­le­tu to przy oka­zji bety wy­tłu­ma­czo­no mi po pierw­sze że dia­ment i bry­lant ten sam mi­ne­rał tyle że jeden przed a drugi po szli­fo­wa­niu i że szpic po szli­fo­wa­niu to kolet. Jako facet, który nie bar­dzo orien­tu­je się w bi­żu­te­rii muszę w tym przy­pad­ku zdać się na opi­nię ko­bie­ty.

 

Me­na­go z WELES to Na­triks tak jak za­skro­niec po ła­ci­nie :D nie­ste­ty za­sko­czy­ła mi li­te­rów­ka i to sko­ry­go­wa­łem.

 

Co do domu to ceny nie są z War­sza­wy, tylko z miast po­wia­to­wych w pro­mie­niu około 80 km od War­sza­wy. Tam za 450 000 kupi się dom pod klucz z po­rząd­ną dział­ką i ogro­dem.  Zresz­tą po­dej­rze­wam że jak ktoś by po­szu­kał i przy­szedł z go­tów­ką to i np w Wo­ło­mi­nie coś w tej kasie się znaj­dzie. Naj­wy­żej trze­ba bę­dzie wsta­wić okna P4 i po­pra­wić tynk w miej­scach prze­strze­lin :D 

 

Jeśli bo­ha­te­ro­wie pod­ja­dą do Ostro­wi Ma­zo­wiec­kiej, gdzie jest pol­skie za­głę­bie ko­mi­so­we, to za 2 uży­wa­ne sa­mo­cho­dy mniej wię­cej 5 let­nie, razem nie dadzą wię­cej 100 000 zł i tu mówię o wyż­szej półce. Na upar­te­go, to nawet w sa­lo­nie, za 100 000 ku­pisz ja­kieś dwie Dacie San­de­ro czy Skody Fabie.

 

en­de­rek wy­da­wa­ło mi się, że co jak co ale pła­ce­nie przez ufoki/Rep­ti­lian/Żmi­jów za to by su­ge­ro­wać ich ist­nie­nie jest nie­ty­po­we. Facet po­myśl tro­chę kor­po­ra­cja, któ­rej skrót nazwy to imię sło­wiań­skie­go, po­gań­skie­go boga. Co naj­mniej część kadry me­na­dżer­skiej to isto­ty ze sło­wiań­skich mitów. I ty nie wiesz dla­cze­go akcja jest w Pol­sce.

 

Zresz­tą chcesz to masz, w moim opo­wia­da­niu Pod­wyż­ka bę­dziesz miał tro­chę wska­zó­wek. Nie żeby kawa na ławę ale …

 

 

Sta­ru­chu, pro­szę, “bu­do­wa” bry­lan­tu:

 

 

Pi­sa­nie to la­ta­nie we śnie - N.G.

Dzię­ki, Śnią­ca. Nie wie­dzia­łem, że zdo­by­łaś spraw­ność ju­bi­le­ra :D.

Pierw­sze prawo Sta­ru­cha - li­te­rów­ki w cu­dzych tek­stach są oczo­bi­ją­ce, we wła­snych - nie­do­strze­gal­ne.

E tam, zaraz ju­bi­le­ra. Raz zwie­dzi­łam szli­fier­nię, gdzie wi­dzia­łam, jak to się robi. I razem z bry­lan­tem do­sta­łam kie­dyś cer­ty­fi­kat plus ulot­kę na temat szli­fów. I mimo że to było dawno, to coś tam za­pa­mię­ta­łam ;) 

Pi­sa­nie to la­ta­nie we śnie - N.G.

Czy­ta­ło się nie­źle i tylko tro­chę szko­da, że tak wiele miej­sca po­świę­ci­łeś ry­wa­li­za­cji jo­utu­be­rów, każąc Ju­lia­no­wi pro­wa­dzić żmud­ne śledz­two, no ale w końcu UFO się ob­ja­wi­ło, Bo­ży­dar po­ka­zał praw­dzi­we ob­li­cze, a spra­wy przy­bra­ły w fi­na­le cał­kiem ko­rzyst­ny obrót. ;)

 

– Nie­źle.Za­mru­cza­łem sen­nie. –> – Nie­źle – za­mru­cza­łem sen­nie.

 

W miń­skim barze „Przy ko­min­ku… –> W miń­skim barze „Przy Ko­min­ku

 

Wam ra­czej po­trzeb­ny jest spec od efek­tów niż ja. –> Wam ra­czej po­trzeb­ny jest spec od efek­tów, nie ja.

 

po­zwo­lił­by Kry­spi­no­wi snuć dalej in­sy­nu­acje o Rep­ti­lia­nach i UFO. –> Wcze­śniej pi­sa­łeś ufo,

co słow­nik PWN do­pusz­cza, ale by­ło­by do­brze, gdy­byś ujed­no­li­cił zapis. Dodam, że UFO wy­glą­da zde­cy­do­wa­nie le­piej

 

za­wi­snąć na Świę­tym Krzy­żem. –> Li­te­rów­ka.

 

w opar­ciu o magię a'la Hol­ly­wo­od. –> …w opar­ciu o magię à la Hol­ly­wo­od.

 

pod­czas krę­ce­nia w blue boxie. –> SJP PWN po­da­je, że blue box nie od­mie­nia się.

 

Ko­ja­rzy­cie cykl „Le­gend pol­skich” na youtu­bie? –> Ko­ja­rzy­cie cykl „Le­gend pol­skich” na YouTu­be.

 

– Dzię­ku­je­my za pomoc.Od­po­wie­dzia­łem tonem… –> – Dzię­ku­je­my za pomoc – od­po­wie­dzia­łem tonem

 

Wszyst­ko da się wy­tłu­ma­czyć ra­cjo­nal­nie. Za­łóż­my, że “bry­lant” był nie­ty­po­wym pio­ru­nem ku­li­stym. To by tłu­ma­czy­ło pro­ble­my… –> Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nie?

 

– Umiesz się tar­go­wać. – Bła­żej już w ludz­kiej po­sta­ci za­czął przy­go­to­wy­wać sto­sow­ne do­ku­men­ty. –> A nie Bo­ży­dar?

 

– Jakoś nie umiem wie­rzyć w ko­smi­tów na ziemi… –> – Jakoś nie umiem wie­rzyć w ko­smi­tów na Ziemi

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Dzię­ku­ję  za uwagi. wska­za­ne po­praw­ki na­nio­słem :)

 

tzn a’la na­nio­sę jak wy­kom­bi­nu­ję prze­nie­sie­nie znaku spe­cjal­ne­go z tek­stu na apa­che of­fi­ce do boksu na fan­ta­sty­ce 

 

 

MPJ, spró­buj prze­ko­pio­wać. ;)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Hmmm. Rep­ti­lia­nie to temat tak znany, że aż śmiesz­ny albo fan­fi­ko­wa­ty.

Jakoś nie prze­mó­wił do mnie bo­ha­ter. Udaje ra­cjo­na­li­stę, scep­ty­ka i inne po­zy­tyw­ne fi­lo­zo­fie ży­cio­we, ale tak na­praw­dę jest ufo­ko­wym ate­istą. Wie­rzy, że UFO nie ist­nie­je, więc obala teo­rie, które temu prze­czą. Nie dąży do od­kry­cia praw­dy, tylko szuka ar­gu­men­tów na rzecz wła­snej wiary. A na końcu się sprze­da­je. Nie na­wra­ca w ob­li­czu świa­dectw wła­snych zmy­słów, tylko sprze­da­je. No, nie widzę po­wo­du, dla któ­re­go mo­gła­bym fa­ce­ta lubić.

Resz­ta opo­wia­da­nia nie jest zła, ale i nic nie urywa.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Mam mie­sza­ne uczu­cia. Po­czą­tek wła­ści­wie nie był zły – choć świat youtu­be­rów to nie moja bajka, ani tym bar­dziej wy­ści­gi szczu­rów, to sam po­mysł śledz­twa i za­cie­kłe­go pró­bo­wa­nia po­sta­wie­nia na swoim nie był zły. Pew­nie, taki upar­ty bo­ha­ter może nie przy­paść do gustu, ale z dru­giej stro­ny cie­ka­wie jest po­pa­trzyć jak ktoś przez swój upór za­czy­na po­wo­li za­cho­wy­wać się jak sza­le­niec. Tutaj oczy­wi­ście nie było aż ta­kie­go roz­wi­nię­cia, ot wspo­mi­nam tylko, że sam upór, nawet fa­na­tycz­ny jest nie­złym po­my­słem :) 

Tro­chę mi się na­strój ze­psuł po do­tar­ciu do Rep­ti­lia­nów. To już wła­ści­wie znany temat, a naj­czę­ściej znany wła­śnie w po­sta­ci “przyj­mu­ją nasz kształt i udają elity”. Żeby za­cie­ka­wić Rep­ti­lia­na­mi przy­da­ła­by się nieco inna ich wizja. 

Poza tym mia­łam wra­że­nie, że po­szło to za szyb­ko i za łatwo. Tutaj bo­ha­ter stra­cił w moim oczach. Po­ma­cha­no mu przed ocza­mi pie­niędz­mi, a on od razu od­rzu­cił swoje ide­ały. Hi­sto­ria re­al­na, wielu by tak zro­bi­ło, ale nie w moim typie. 

Za szyb­ko po­szło rów­nież z Rep­ti­lia­na­mi. Czu­łam się dziw­nie, kiedy ni stąd ni zowąd jeden z nich sta­nął przed Ju­lia­nem i ot tak po­ka­zał swoją twarz. 

 

Tech­nicz­nie tekst mi się po­do­bał. Po­mysł na UFO za­ob­ser­wo­wa­ne przez woj­sko­wych był cie­ka­wy. Za­bra­kło mi tylko po­wią­za­nia go z Rep­ti­lia­na­mi. Każ­de­go teraz nur­tu­je co i po co sta­tek robił nad Pol­ską ;P 

 

Fin­klo tylko wi­dzisz rys bo­ha­te­ra jest bo­le­śnie praw­dzi­wy,  oglą­da­łem na youtu­bie tak zwa­nych  pła­sko­ziem­ców. Nie­któ­rzy z nich na wszel­kie posty kry­tycz­ne, oraz fil­mi­ki pod­wa­ża­ją­ce ich teo­rię re­ago­wa­li se­ria­mi blu­zgów, wy­zwisk, gróźb. Inni stwier­dza­li wprost, że za­szli zbyt da­le­ko by się wy­co­fać. Ro­zu­miem, że nawet gdyby ich za­ła­do­wać w ra­kie­tę i wy­słań na księ­życ, to by nie przy­zna­li, że Zie­mia jest ku­li­sta. Nie­ste­ty ta po­sta­wa jest po­pu­lar­na nie tylko wśród youtu­be­rów, ale też wśród na­ukow­ców. Grzecz­nie wspo­mnia­łem o niej na pod­sta­wie na­ukow­ców z epoki oświe­ce­nia ;)

 

A po­nie­waż o tym dru­gim gro­nie wia­do­mo, że za kasę po­tra­fi­li two­rzyć nawet jed­nost­ki cho­ro­bo­we np “drep­to­ma­nia” więc Ju­lian jest kimś takim. 

 

 

Ata­laj­szo bo­ha­ter nie od razu od­rzu­cił swe ide­ały, on tego zo­stał skło­nio­ny po­wiedz­my, że ra­cjo­nal­ny­mi prze­słan­ka­mi, a że miały one  po­stać ob­raz­ków z pol­ski­mi kró­la­mi ;) 

 

Kon­cep­cja że Ra­pi­ti­lia­nie czy ja­kie­kol­wiek inne isto­ty po­za­ziem­skie stoją na czele świa­to­wych rzą­dów moim zda­niem ma jedną po­waż­ną wadę. Tego typu lu­dzie są na świecz­ni­ki i że tak po­wiem nie bar­dzo mają moż­li­wość ma­new­ru. Co in­ne­go taki drugi trze­ci sze­reg, asy­stent­ki, do­rad­cy, ad­iu­tan­ci, ko­chan­ki, fa­wo­ry­ty, astro­lo­dzy i całe to to­wa­rzy­stwo, które nie mie­ści się w ka­drze ka­me­ry obej­mu­ją­cej przy­wód­cę. Oni mogą po­ja­wić się zni­kąd i roz­pły­nąć w tłu­mie gdy prze­sta­ją być po­trzeb­ni.

 

I w tym mo­men­cie uświa­do­mi­łem sobie że tego aku­rat w tym opo­wia­da­niu nie za­mie­ści­łem

 

 

Hmmm, nie chce mi się wie­rzyć w na­ukow­ców tak upar­tych, że nawet w ob­li­czu fak­tów nie przy­zna­ją opo­nen­to­wi racji. Może sta­rzy pro­fe­so­ro­wie, któ­rzy całą ka­rie­rę zbu­do­wa­li na jed­nej teo­rii…

Nie mam pro­ble­mów z wiarą w róż­nej maści oszo­ło­mów. OK, są tacy. Ale Twój bo­ha­ter naj­pierw przed­sta­wia się jako oba­lacz mitów, a potem po­ka­zu­je, że sam żyje we­wnątrz jed­ne­go. I to mnie do niego zra­zi­ło. Po­czu­łam się w jakiś spo­sób oszu­ka­na.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

XD Czę­sto tak bywa, że coś sobie uświa­da­mia­my już po 

Sym­pa­tycz­ny tekst. Po­do­ba­ła mi się ry­wa­li­za­cja youtu­be­rów i za­dzior­ny cha­rak­ter Ju­lia­na, do tego jego brak chęci przy­zna­nia się do po­raż­ki. Tro­chę szko­dzi fakt, że pro­blem roz­wią­zu­je się po­nie­kąd sam, przez in­ge­ren­cję Bo­ży­da­ra. Jed­nak mimo to hi­sto­ria wcią­ga. No i siła ar­gu­men­tów na­rze­czo­nej po­wa­la wszyst­kie eks­pe­ry­men­ty i do­wo­dy na­uko­we :)

Sam tekst utrzy­ma­ny w lek­kiej to­na­cji, jak to u Cie­bie w ta­kich te­ma­tach. Stąd czyta się go szyb­ko, ale też nie jest on na tyle wbi­ja­ją­cy się w pa­mięć, by zo­stał ze mną na dłu­żej. Jed­nak na klika ten kon­cert fa­jer­wer­ków de­fi­ni­tyw­nie za­słu­gu­je.

Won't so­me­bo­dy tell me, an­swer if you can; I want so­me­one to tell me, what is the soul of a man?

Fin­klo na­ukow­cy by­wa­ją więk­szy­mi fa­na­ty­ka­mi niż nie­je­den in­kwi­zy­tor i nie mam tu na myśli tego z opo­wia­dań Pie­ka­ry ;)

By­wa­ją też cał­kiem nie­zły­mi szu­le­ra­mi.  W becie po­da­łem ten przy­kład na­uko­we­go uporu gra­ni­czą­ce­go z fa­na­ty­zmem. 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Relief_z_Dendery

 

I choć w opar­ciu o tą pła­sko­rzeź­bę zro­bio­no dzia­ła­ją­cą lampę 

http://www.eioba.pl/a/1inv/zarowka-w-starozytnosci

Tu fil­mik z dzia­ła­ją­cym ustroj­stwem nie­ste­ty z lek­to­rem mó­wią­cym dru­tem kol­cza­stym 

https://www.youtube.com/watch?v=QygjcFAPT1Q 

 

Żaden po­waż­ny egip­to­log nie do­pu­ści myśli, że coś ta­kie­go może świe­cić.  I co z tego, że wiecz­na po­chod­nia od­por­na na wiatr i deszcz po­ja­wia­ją się w sta­ro­żyt­nych za­pi­sach jako świe­cą­ca w świą­ty­ni Izydy.

 

Co do na­uko­wej szu­ler­ki to za­pa­mię­tał taki przy­kład 

https://www.focus.pl/artykul/skad-sie-wziely-pstrokate-myszy-doktora-summerlina 

 

Przy ta­kich or­łach so­ko­łach ten mój Ju­lian to po­wiedz­my śred­nia pe­le­to­nu ;) 

No­Whe­re­Man dzię­ku­ję za opi­nię 

 

Tak się za­sta­na­wiam czy bar­dziej nie zo­sta­ją w pa­mię­ci bo­ha­te­ro­wie moc­niej prze­gię­ci i do tego ro­bią­cy rze­czy bu­dzą­ce obrzy­dze­nia np taki Wę­dro­wycz……

Tak się za­sta­na­wiam czy bar­dziej nie zo­sta­ją w pa­mię­ci bo­ha­te­ro­wie moc­niej prze­gię­ci i do tego ro­bią­cy rze­czy bu­dzą­ce obrzy­dze­nia np taki Wę­dro­wycz

De­fi­ni­tyw­nie zo­sta­ją moc­niej w pa­mię­ci, jed­nak z ob­ser­wa­cji wnio­sku­ję, że nikt nigdy nie trak­tu­je ich na sto pro­cent po­waż­nie. Uwy­pu­kle­nie pew­nych cech to fajne na­rzę­dzie, ale u mnie czę­sto de­le­gu­je bo­ha­te­ra w stre­fę o na­zwie “jed­nost­ko­wy przy­pa­dek” (bo pa­trząc na ilość ludzi, sta­ty­stycz­nie jest moż­li­we, że gdzieś ktoś taki się trafi).

Won't so­me­bo­dy tell me, an­swer if you can; I want so­me­one to tell me, what is the soul of a man?

Je­stem łasa na wszel­kie teo­rie spi­sko­we, ale cho­ler­nie trud­no o nich pisać. Wiele z nich, jak wła­śnie Rep­ti­lia­nie czy sta­ro­żyt­ni astro­nau­ci same w sobie są fan­ta­sty­ką, a i ich gło­si­cie­le umie­ją być bar­dzo prze­ko­nu­ją­cy (ale też in­spi­ru­ją­cy je­że­li za­cho­wać zdro­wy roz­są­dek). Jeden z Two­ich ko­men­ta­rzy bar­dzo od­po­wia­da mo­je­mu zda­niu na temat opo­wia­da­nia, więc po­zwo­lę sobie za­cy­to­wać:

 

Kon­cep­cja że Ra­pi­ti­lia­nie czy ja­kie­kol­wiek inne isto­ty po­za­ziem­skie stoją na czele świa­to­wych rzą­dów moim zda­niem ma jedną po­waż­ną wadę. Tego typu lu­dzie są na świecz­ni­ki i że tak po­wiem nie bar­dzo mają moż­li­wość ma­new­ru. Co in­ne­go taki drugi trze­ci sze­reg, (…). Oni mogą po­ja­wić się zni­kąd i roz­pły­nąć w tłu­mie gdy prze­sta­ją być po­trzeb­ni.

 

I w tym mo­men­cie uświa­do­mi­łem sobie że tego aku­rat w tym opo­wia­da­niu nie za­mie­ści­łem

Bar­dzo szko­da, że się to nie po­ja­wi­ło, bo zmie­nił­byś kon­tekst i nie wia­ło­by zbyt­nią sztam­pą jak teraz. A kur­czę, fajne to, że rep­ti­lia­nie kon­tro­lu­ją youtu­be­rów, czy w ogóle Obcy sie­dzą­cy w ta­kiej bran­ży. Ale nie wiem też czy Twój ton opi­sa­nia tej hi­sto­rii od­po­wia­da. Teo­rią o rep­ti­lia­nach jest znana, aż za bar­dzo i wcho­dze­nie w nią też jest dość grzą­skim grun­tem – na po­waż­nie nie brzmi za do­brze, ale jako np. sa­ty­ra na kul­tu­rę youtu­be­rów?Mo­głeś bar­dziej po­ba­wić się kon­wen­cją, tro­chę prze­giąć – tekst zy­skał­by. Ale na pewno masz u mnie su­biek­tyw­ne punk­ty za wy­ko­rzy­sta­nie teo­rii spi­sko­wej. 

Pro­blem jest jesz­cze jeden. Pisze tu od dawna i część rze­czy, które po­ru­szy­łem w in­nych opo­wia­da­niach trak­tu­ję jako oczy­wi­ste. Kon­cep­cje po­ja­wia­ły się w opo­wia­da­niach Przy­ja­ciel, czy Pod­wyż­ka tłu­ma­czą, o co Żmi­jo­wi cho­dzi. A ja oczy­wi­ście z le­ni­stwa nie po­wta­rzam tego w in­nych opo­wia­da­niach :(

 

Prze­czy­ta­ne :)

Those who can ima­gi­ne any­thing, can cre­ate the im­pos­si­ble - A. Tu­ring

Daj mi dwa dni, a zor­ga­ni­zu­ję spo­tka­nie z pi­lo­tem[+,] który je wrzu­ca.

Na­gra­nie[+,] które mi przy­nie­śli­ście[+,] mo­gło­by spre­pa­ro­wać za­le­d­wie kliku z nich i nie bez dumy stwier­dzę, iż znam ich wszyst­kich.

Ko­niec. krop­ka!

Jak krop­ka, to potem duża li­te­ra ;)

Do­brze mi się czy­ta­ło :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Daj mi dwa dni, a zor­ga­ni­zu­ję spo­tka­nie z pi­lo­tem[+,] który je wrzu­ca.

Na­gra­nie[+,] które mi przy­nie­śli­ście[+,] mo­gło­by spre­pa­ro­wać za­le­d­wie kliku z nich i nie bez dumy stwier­dzę, iż znam ich wszyst­kich.

Ko­niec. krop­ka!

Jak krop­ka, to potem duża li­te­ra ;)

Do­brze mi się czy­ta­ło :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Do­brze się czy­ta­ło, ale bez fa­jer­wer­ków. Taki tekst do po­ran­nej kawy, który jutro za­po­mnę (może dla­te­go, że teo­rie spi­sko­we to nie moja bajka, a w świe­cie youtu­be­rów w ogóle się nie od­naj­du­ję).

Moje po­wie­ści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/

Prze­czy­ta­ne.

Mel­du­ję prze­czy­ta­nie.

"Po opa­no­wa­niu warsz­ta­tu na­le­ży go wy­rzu­cić przez okno". Vita i Vir­gi­nia

 Fa­bu­ła: Roz­wi­ja­ła się dość wolno, mało akcji, dużo dia­lo­gów i wy­ja­śnień. Hi­sto­ria wy­ma­ga­ła dość spo­re­go za­wie­sze­nia nie­wia­ry, ale przyj­mu­ję to w ra­mach sym­bo­licz­nej wy­mo­wy opo­wia­da­nia i re­flek­sji nad tym, jak bar­dzo ce­ni­my do­bro­byt nad in­te­gral­ność prze­ko­nań.

 

Ory­gi­nal­ność: Znów gdzieś w tle prze­wi­ja się woj­sko, kli­sza z licz­nych opo­wie­ści o UFO. Plus za uka­za­nie śro­do­wi­ska youtu­be­rów. Rep­ti­lia­nie to dość mocno wy­eks­plo­ato­wa­ny temat, ale i oni mogli zo­stać wy­ko­rzy­sta­ni w cie­kaw­szy spo­sób, z nieco wy­raź­niej­szy­mi tro­pa­mi na­pro­wa­dza­ją­cy­mi na ich po­cho­dze­nia i cele.

 

Język: Nie­oszli­fo­wa­ny, bar­dziej rze­mieśl­ni­czy niż fi­ne­zyj­ny, przy­dłu­ga­we aka­pi­ty, dia­lo­gi nieco kwa­dra­to­we. Sporo błę­dów, choć­by zgu­bio­ne prze­cin­ki: „Jasne, zaraz ścią­gnę jego fil­mik i po­szu­kam w nim błę­dów oraz wyślę maila do MON z py­ta­niem[+,] czy ka­ta­stro­fa była z winy UFO.”; „Daj mi dwa dni, a zor­ga­ni­zu­ję spo­tka­nie z pi­lo­tem[+,] który je wrzu­ca.”; „Na­szła mnie ocho­ta[+,] by za­mor­do­wać Je­rzy­ka, naj­le­piej bru­tal­nie i bo­le­śnie.”, nie­po­trzeb­ny apo­strof w „Top Guna”, „wy­ja­snia­ło” za­miast „wy­ja­śnia­ło”.

Those who can ima­gi­ne any­thing, can cre­ate the im­pos­si­ble - A. Tu­ring

Nowa Fantastyka