- Opowiadanie: Shireein - Gra Chimery

Gra Chimery

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Gra Chimery

Start gry.

Na po­cząt­ku czło­wiek zbu­do­wał wiel­kie wie­żow­ce się­ga­ją­ce chmur, do­ty­ka­ją­ce gwiazd i nieba. Zde­tro­ni­zo­wał Stwór­cę. Zdo­był szczyt swo­ich moż­li­wo­ści. Jed­nak jak wiecz­nie głod­ny pa­so­żyt za­pra­gną za­siąść na tro­nie Boga. Prze­kro­czyć gra­ni­cę czło­wie­czeń­stwa. Jego ma­rze­niem stało się po­ko­na­nie śmier­ci. Osią­gnię­cie nie­śmier­tel­no­ści.

Kiedy każda ko­bie­ta i każdy męż­czy­zna prze­kra­cza­li próg trzy­stu lat, wy­da­wać się mogło, że od wiecz­ne­go ist­nie­nia dzie­li­ło nas tylko kilka po­ko­leń. W wiel­kim wy­ści­gu życia ze śmier­cią, metę prze­kro­czy­ła jako pierw­sza śmierć. Zie­mia skur­czy­ła się, zro­bi­ło się cia­sno, a ludz­ko­ści nie miał kto ra­to­wać. Ka­ta­stro­fa zbli­ża­ła się wiel­ki­mi kro­ka­mi. Pro­ste. Po pierw­sze – walki o miej­sce na świe­cie, po dru­gie – epi­de­mie, po trze­cie – strach. Skoro ni­ko­go nie ma w nie­bie, to gdzie my udamy się po śmier­ci?

Gdy nie ma na­dziei, jako uzur­pa­to­rzy, sa­mo­zwań­czy ar­chi­tek­ci ko­pie­my dla sie­bie grób. Zie­mia staje się pusta. Umie­ra­my, by żyć. Po­wsta­je ilu­zja nie­śmier­tel­no­ści. Siden. Po­tęż­ny kom­pu­ter kon­tro­lo­wa­ny przez SI. Nasz nowy dom. Kra­ina szczę­ścia, do­bro­by­tu, nie­ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści, w któ­rej za­po­mi­na­my, czym jest śmierć.

Nasze ciała gniją po­prze­szy­wa­ne prze­wo­da­mi na upa­dłej ziemi. Żyje tylko nasza świa­do­mość. My nie ist­nie­je­my, sta­li­śmy się pro­gra­mem, linią kodu kom­pu­te­ro­we­go. My to wiemy, ale wie­rzy­my w pięk­ne, sztucz­ne życie. Prze­cież je­ste­śmy. Two­rzy­my nowe wir­tu­al­ne świa­ty, kon­ty­nen­ty, pla­ne­ty i ga­lak­ty­ki. Speł­nia­my ma­rze­nia. Ale co z tego? Po co to wszyst­ko? Czło­wiek nie ist­nie­je. Jego dusza to teraz część ma­szy­ny.

A ko­niec i tak nas czeka. Wszyst­ko ma swój kres. SI, jak i kom­pu­ter prze­cież się w końcu ze­psu­ją. Po­ja­wi się błąd. Z po­zo­ru nie­groź­na uster­ka po­wo­li zże­ra­ją­ca ma­te­rial­ną kra­inę. An­dro­idy, niby anio­ły opie­ku­ją­ce się Si­de­nem, lep­sza wer­sja czło­wie­ka, nasze ide­al­ne od­bi­cie ob­ró­cą się w proch. To pewne.

***

Je­stem Kar­di­nal. Drugi po Ad­mi­ni­stra­to­rze, na­szym wład­cy i opie­ku­nie wir­tu­al­ne­go świa­ta, na­szej Chi­me­ry. Kie­dyś byłem czło­wie­kiem, ale to nie­istot­ne. Wła­śnie do­wie­dzia­łem się, że Ad­mi­ni­stra­tor pla­nu­je po pro­stu się wy­łą­czyć razem z całym kom­pu­te­rem. Moja pierw­sza myśl: Błąd sztucz­nej in­te­li­gen­cji, ale nie. Skan sys­te­mo­wy nie wy­krył żad­nych ano­ma­lii. Druga: Ko­niec za­si­la­nia. Bzdu­ra. Słoń­ca wy­star­czy nam na przy­naj­mniej pięć mi­lio­nów lat. To o co cho­dzi? Jest jesz­cze za wcze­śnie, by koń­czyć to wszyst­ko. Co ona wy­pra­wia?

Szy­bu­ję ponad chmu­ra­mi, nad łą­ka­mi ob­sy­pa­ny­mi róż­no­barw­ny­mi kwia­ta­mi. Widzę wiel­kie góry przy­po­mi­na­ją­ce ol­brzy­mie ja­strzę­bie, je­zio­ra i roz­cią­ga­ją­ce się nie­da­le­ko zie­lo­ne lasy. Chłod­ny, przy­jem­ny wie­trzyk pcha mnie w stro­nę błę­kit­ne­go morza ob­le­wa­ne­go czer­wie­nią za­cho­dzą­ce­go słoń­ca. Lecę nisko i czuję na brzu­chu zimne kro­ple sło­nej wody. Za mną i przede mną tylko morze. Wy­da­ję się, że nie­skoń­czo­ne.

Jak można tak po pro­stu to znisz­czyć jak stary te­le­wi­zor? Wy­łą­czyć i wy­rzu­cić. Pra­gnę prze­dłu­żyć życie tej ma­szy­ny, choć nią gar­dzę i wiem, że nie jest wiecz­na. Zwy­czaj­nie, jest jesz­cze za wcze­śnie.

***

Tak jak wszy­scy i ja się boję. Je­stem ma­ry­na­rzem na okrę­cie nie­do­szłych od­kryw­ców. O drew­nia­ną burtę ude­rza wście­kłe morze. Woda wdzie­ra się pod po­kład. Wo­ko­ło trza­ska­ją deski. Wszę­dzie sły­chać krzy­ki. Maszt ze zwi­nię­tym ża­glem z czer­wo­nym krzy­żem spada z trza­skiem na głowy wrzesz­czą­cych to­wa­rzy­szy. Pła­czą­ce niebo prze­ci­na­ją gniew­ne bły­ska­wi­ce gro­żąc bez­rad­nym lu­dziom. Fala. Ręka boga roz­ry­wa sta­tek na pół. Trza­ski, krzy­ki, grzmo­ty i ryk morza. I nagle cisza.

Otwie­ram oczy i nie­spo­dzie­wa­nie leżę na drew­nia­nej sy­re­nie. Ręce mocno za­ci­skam na jej twa­rzy by nie spaść do głę­bin. Spo­kój. Lekki po­dmuch wia­tru utwo­rzył małe fale. Uspo­ka­ja mnie szum. Ogrze­wa zba­wien­ne słoń­ce i daje na­dzie­ję kre­ślą­cy nade mną koła orzeł.

I nagle ro­zu­miem. Za­da­niem Ad­mi­ni­stra­to­ra od stwór­ców świa­ta-ra­ju jest to, by lu­dzie, a ra­czej ich dusze były szczę­śli­we. Wszyst­ko to co widzę to wy­twór świa­do­mo­ści czło­wie­ka. Dla­cze­go więc ktoś pra­gnie znisz­cze­nia i cier­pie­nia?

 – To pro­ste. Lu­dziom to się po­do­ba. – Taflę wody prze­bi­ja drob­na, ja­sno­wło­sa dziew­czyn­ka. – Lubią pa­trzeć na śmierć, roz­pacz i tym po­dob­ne. Nie­któ­rych to pod­nie­ca, inni lubią wi­dzieć nie­szczę­ście bliź­nich, tylko dla­te­go, że sami nie cier­pią i mają le­piej. Myślą, że nic ich strasz­ne­go nie spo­tka. Błąd. Mieli szan­sę. – Usia­dła obok mnie i za­pa­trzy­ła się w słon­ce. Nie mru­ży­ła la­zu­ro­wych, wiel­kich oczu. – Przez pięć­dzie­siąt wie­ków mogli tu z twoją i moją po­mo­cą stwo­rzyć praw­dzi­wy raj. Więk­szość jed­nak świa­do­mo­ści two­rzy­ła świa­ty znie­wo­lo­ne cier­pie­niem. A ewi­dent­ne ża­ło­sny szef wiel­kiej kor­po­ra­cji tego nie prze­wi­dział i tak głu­pio mnie za­pro­gra­mo­wał. Nawet po śmier­ci swo­jej córki nie sko­rzy­stał ze swo­je­go dzie­ła, jakby sam sobie nie wie­rzył i wie­dział, co się sta­nie. To go prze­ra­ża­ło bar­dziej niż śmierć. Tak myślę – wes­tchnę­ła i po­krę­ci­ła głową.

***

Orzeł zmie­nia się w czar­ne­go kruka z po­pla­mio­ny­mi krwią skrzy­dła­mi. Woda, gwał­tow­nie za­czy­na wrzeć. W końcu robi się czer­wo­na. Parzy i pali. Ja staję się ja­strzę­biem. Dziew­czyn­ka śmie­je się pła­cząc jed­no­cze­śnie. Wy­bu­cha wojna. Kruk zrywa ze mnie pióra, wy­da­jąc roz­dzie­ra­ją­ce niebo, dra­pią­ce uszy dźwię­ki. Je­stem nagi. Słoń­ce znika. Tonę w mroku razem z ra­nią­cym mnie pta­szy­skiem. Wal­czę za­żar­cie i z pasją. Nie to tak się nie może skoń­czyć. A jed­nak. Znika morze. Zni­ka­ją ptaki. Znika ból. Zni­kam ja. Znika świat.

Przed ostat­nim ago­nal­nym pi­śnię­ciem kom­pu­te­ra sły­szę wo­ła­nie i nie­zro­zu­mia­łą roz­mo­wę chło­pa­ka z dziew­czy­ną. Głosy jakby nie z tego świa­ta. Ra­dość, smu­tek, re­zy­gna­cja i na­dzie­ja. Duma i upa­dek. Ale to nie­waż­ne. Ko­niec gry.

Koniec

Komentarze

Na wstę­pie – uży­wasz w pierw­szej czę­ści tek­stu czasu prze­szłe­go, a tutaj → “a ludz­ko­ści nie ma kto ra­to­wać” uży­wasz czasu te­raź­niej­sze­go. Jak już, trzy­maj się jed­ne­go czasu. Jeśli uży­łeś czasu prze­szłe­go, to trzy­maj się czasu prze­szłe­go w całym tek­ście. Albo od­dziel jedno od dru­gie­go. Ja nigdy nie mie­szam czasu, żeby się nie po­gu­bić, bo w tedy wy­cho­dzi jeden, wiel­ki baj­zel. Jak dla mnie. 

 

Na­stęp­ne co za­uwa­ży­łam: “Po pierw­sze-wal­ki”, zrób od­stęp po­mię­dzy myśl­ni­kiem a wy­ra­za­mi. Dla mnie wy­glą­da to jak jeden wyraz. 

 

Tutaj bra­ku­je prze­cin­ka. Zda­nie jest tro­chę za dłu­gie: “Szy­bu­ję ponad chmu­ra­mi nad łą­ka­mi ob­sy­pa­ny­mi róż­no­barw­ny­mi kwia­ta­mi, wiel­ki­mi gó­ra­mi przy­po­mi­na­ją­cy­mi ol­brzy­mie ja­strzę­bie i nad zie­lo­ny­mi la­sa­mi.”

 

Z dużej li­te­ry po prze­cin­ku? → ”Zwy­czaj­nie, Jest jesz­cze za wcze­śnie.”

 

Do­strze­głam wię­cej in­nych “bycz­ków”, ale wy­cia­gnę­łam te, które sko­pio­wa­łam pod­czas czy­ta­nia. 

Co do tek­stu – nie bar­dzo go ro­zu­miem. Strasz­nie ska­czesz. Nie wiem, czy tylko ja mam takie od­czu­cie, może inni się wy­po­wie­dzą (poprą lub stwier­dzą, że jed­nak tak nie jest i się mylę), ale takie od­nio­słam wra­że­nie. 

Raz mó­wisz o śmier­ci ludzi, potem ma­szy­na, nagle je­steś już na stat­ku, potem zmie­niasz na ko­bie­tę, jako ob­ser­wa­to­ra, gdzie wcze­śniej był męż­czy­zna. 

Tutaj mi się to nie klei. Jedno nie wy­ni­ka z dru­gie­go. Tak to od­bie­ram. 

 

Ko­lej­na spra­wa. Jak pi­szesz nową myśl, od­dziel ją od resz­ty. Gwiazd­ką, więk­szą prze­rwą. Zwłasz­cza, gdy naj­pierw mó­wisz o śmier­ci i Ziemi, potem o stat­ku i burzy, czy zmie­niasz ob­ser­wa­to­ra w tek­ście. Ła­twiej się czyta. 

 

Sama też po­peł­niam błędy, nie twier­dzę, że nie. Ale w miarę jak czy­tam twój tekst, to za­sta­na­wiam się “co autor miał kon­kret­nie na myśli”, bo nie mogę wy­ła­pać tego z tek­stu czy­ta­jąc. Po­mi­ja­jąc przy tym całą resz­tę (albo prze­mę­cze­nie daje o sobie znać i dla­te­go :)). 

 

Pi­szesz też o wieku 300 lat. Jak to się stało, że lu­dzie za­czę­li żyć tak długo? Nie roz­wi­ną­łeś tego, co wpły­nę­ło na tak długi wiek życia czło­wie­ka. 

“– To pro­ste. Lu­dziom to się po­do­ba. – Taflę wody prze­bi­ja drob­na, ja­sno­wło­sa dziew­czyn­ka. – Lubią pa­trzyć na śmierć(…)” → skoro kon­ty­nu­ujesz wy­po­wiedź tej samej po­sta­ci, to po po­do­ba nie sta­wiasz krop­ki, tak myślę (sama się gubię w kon­struk­cji dia­lo­gów, więc mogę się mylić). Jesz­cze spraw­dzę, ale wy­da­je mi się, że nie po­win­no tam być krop­ki, bo krop­ka koń­czy wy­po­wiedź.

 

Tutaj za­miast pa­trzyć bar­dziej pa­su­je mi pa­trzeć, ale to moje zda­nie. Ale tutaj bra­ku­je chyba prze­cin­ka: ​tylko dla­te­go że sami nie cier­pią i mają le­piej. W każ­dym razie, kie­ru­jąc się za­sa­da­mi in­ter­punk­cji, przed “że” sta­wia­my prze­ci­nek. 

 

Myślę, że to tyle. Tekst jest in­try­gu­ją­cy. Nie za­prze­czę. Ale bra­ku­je mi w nim cze­goś. Kon­kret­nie żeby czy­ta­ją­cy chciał wró­cić po wię­cej. 

 

W każ­dym razie po­wo­dze­nia w dal­szym pi­sa­niu :). 

 

 

 

 

 

Zde­tro­ni­zo­wał stwór­cę. – z dużej Stwór­cę, bo cho­dzi w do­my­śle o Boga, a Boga umow­nie też pi­sze­my z dużej

 

Kiedy każda ko­bie­ta i każdy męż­czy­zna prze­kra­czał – może le­piej brzmia­ło­by prze­kra­cza­li, bo jeśli pi­szesz „prze­kra­czał”, to tak, jak­byś chciał się od­nieść jed­nak tylko do męż­czy­zny

 

Kiedy każda ko­bie­ta i każdy męż­czy­zna prze­kra­czał próg trzy­stu lat wy­da­wać się mogło, że (…) – prze­ci­nek po „lat” – prze­kra­czał próg trzy­stu lat, wydać się mogło, że (…)

 

Zie­mia skur­czy­ła się, zro­bi­ło się cia­sno, a ludz­ko­ści nie ma kto ra­to­wać. – dla­cze­go tu nagle jest czas te­raź­niej­szy? Jak wszyst­ko w prze­szłym, to wszyst­ko w prze­szłym i w tym wy­pad­ku nawet wtedy le­piej to brzmi ;)

 

Po pierw­sze-walki o miej­sce na świe­cie, po dru­gie-epi­de­mie, po trze­cie-strach.  – brak spa­cji  

Umie­ra­my by żyć. – brak prze­cin­ka: Umie­ra­my, by żyć. 

 

(…)a przede wszyst­kim za­po­mi­na­my czym jest śmierć. – brak prze­cin­ka: a przede wszyst­kim za­po­mi­na­my, czym jest śmierć.

 

 Jest jesz­cze za wcze­śnie by koń­czyć to wszyst­ko. – brak prze­cin­ka: Jest jesz­cze za wcze­śnie, by koń­czyć to wszyst­ko.

 

Jak można tak po pro­stu to znisz­czyć jak stary te­le­wi­zor. – po­win­no być z py­taj­ni­kiem, a nie krop­ką na końcu

 

O drew­nia­ną burtę ude­rza wście­kły Po­sej­don. – to zda­nie po pro­stu brzmi źle. Wy­obra­żam to sobie tak, jakby gość z wi­dła­mi po pro­stu walił ogo­nem o sta­tek. Chyba nie tak miało być.

 

Za­da­niem Ad­mi­ni­stra­to­ra od stwór­ców świa­ta-ra­ju jest to by lu­dzie, a ra­czej ich dusza była szczę­śli­wa. – brak prze­cin­ka: Za­da­niem Ad­mi­ni­stra­to­ra od stwór­ców świa­ta-ra­ju jest to, by lu­dzie, a ra­czej ich dusza była szczę­śli­wa.

 

Lubią pa­trzyć na śmierć, roz­pacz i tym po­dob­ne. nie­któ­rych to pod­nie­ca, inni lubią wi­dzieć nie­szczę­ście in­nych (…) – brak dużej li­te­ry po krop­ce: Lubią pa­trzyć na śmierć, roz­pacz i tym po­dob­ne. Niek­tó­rych to pod­nie­ca, inni lubią wi­dzieć nie­szczę­ście in­nych (…)

 

(…) jakby sam sobie nie wie­rzył i wie­dział co się sta­nie. – brak prze­cin­ka: jakby sam sobie nie wie­rzył i wie­dział, co się sta­nie.

 

Ale to nie ważne. That's the end. Ko­niec gry. – źle brzmi ta wstaw­ka po an­giel­sku. Nie li­te­rac­ko.

 

Może i po­mysł byłby nie naj­gor­szy, ale wy­ko­na­nie… Jeden wiel­ki chaos, brak prze­cin­ków, zmia­ny tempa czy­ta­nia. Tekst ma w sobie coś ta­kie­go, że nie można się sku­pić na czy­ta­niu. Jest nie­wy­god­ny? Moim zda­niem kwe­stia do­bre­go prze­my­śle­nia tego, co i jak się chce na­pi­sać, kwe­stia po­ukła­da­nia sobie tego w gło­wie, jesz­cze zanim za­cznie się pisać. Poza tym naj­le­piej na ko­niec czy­tać go­to­wy tekst na głos kilka razy, bo wtedy nie dość, że wy­ła­pu­je się prze­cin­ki, to jesz­cze sły­szy się tempo tek­stu, co jest mega ważne. A i jesz­cze, jakie jest na­wią­za­nie ty­tu­łu do tre­ści?

Trzy­mam kciu­ki za na­stęp­ne tek­sty i po­zdra­wiam cie­plut­ko! ;) 

@Char­li­se­Eile­en Też chcia­łam na­po­mnieć z ty­tu­łem. 

I okre­śli­łaś też te same błędy, co ja wspo­mnia­łam. Jed­nak pod­po­wie­dzi @dra­ka­ina, @Re­aluc nie po­szły na marne, i coś w tej łe­pe­ty­nie zo­sta­ło :D. Bar­dzo mnie to cie­szy. 

Dzię­ku­ję za cenne uwagi. Jest to moje pierw­sze opo­wia­da­nie i wiem, że jesz­cze muszę dużo po­pra­co­wać. :) Co do ty­tu­łu cho­dzi­ło o to, że cały ten świat przy­po­mi­na grę która jest fan­ta­stycz­na, nie­re­al­na jak chi­me­ra.

@Shi­re­ein Mia­łam na samym po­cząt­ku tak samo jak ty. NIe pod­da­waj się, pisz dalej, a róż­ni­cę sam za­uwa­żysz. Jak po­rów­nu­je swoje tek­sty z cza­sów gim­na­zjum, to widzę du­uuużą róż­ni­cę. Błędy nadal robię, nie mówię nie, ale jest już le­piej :). U cie­bie też bę­dzie ^^. 

Po­wo­dze­nia w ko­lej­nych opo­wia­da­niach ^^. 

 

PS: Co do ty­tu­łu, mo­głeś na­wią­zać do niego w tek­ście. Wpleść go w wy­po­wiedź bo­ha­te­ra np. :). 

Przy­kro mi Shi­re­einie, ale nie zro­zu­mia­łam Gry chi­me­ry, nie wiem, co mia­łeś na­dzie­ję opo­wie­dzieć. :(

Wy­ko­na­nie po­zo­sta­wia sporo do ży­cze­nia.

 

a słoń­ce ga­śnie jako uzur­pa­to­rzy… –> Kiedy słoń­ce stało się uzur­pa­to­ra­mi?

 

je­zio­ra i bie­gną­ce nie­da­le­ko zie­lo­ne lasy. –> Czy lasy aby na pewno bie­ga­ją?

Pro­po­nu­je: …je­zio­ra i roz­cią­ga­ją­ce się nie­da­le­ko zie­lo­ne lasy.

 

Lecę nisko i czuje na brzu­chu… –> Li­te­rów­ka.

 

Pa­znok­cie wbi­jam do krwi. –> Na czym po­le­ga wbi­ja­nie pa­znok­ci do krwi?

 

by lu­dzie, a ra­czej ich dusza była szczę­śli­wa. –> Skoro pi­szesz o lu­dziach, a nie o jed­nym czło­wie­ku, to: …by lu­dzie, a ra­czej ich dusze były szczę­śli­we.

 

– To pro­ste. Lu­dziom to się po­do­ba – Taflę wody… –> Brak krop­ki po wy­po­wie­dzi.

Źle za­pi­su­jesz dia­lo­gi. Pew­nie przy­da się po­rad­nik: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

inni lubią wi­dzieć nie­szczę­ście in­nych… –> Nie brzmi to naj­le­piej.

Pro­po­nu­ję: …inni lubią wi­dzieć nie­szczę­ście bliź­nich

 

Ale to nie ważne. –> Ale to nie­waż­ne.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Po­gu­bi­łam się tro­chę. Twój nar­ra­tor opi­su­je wir­tu­al­ny świat, z któ­re­go nie jest za­do­wo­lo­ny:

 

Nasze ciała gniją po­prze­szy­wa­ne prze­wo­da­mi na upa­dłej ziemi. Żyje tylko nasza świa­do­mość. My nie ist­nie­je­my, sta­li­śmy się pro­gra­mem, linią kodu kom­pu­te­ro­we­go. My to wiemy, ale wie­rzy­my w pięk­ne, sztucz­ne życie. Prze­cież je­ste­śmy. Two­rzy­my nowe wir­tu­al­ne świa­ty, kon­ty­nen­ty, pla­ne­ty i ga­lak­ty­ki. Speł­nia­my ma­rze­nia. Ale co z tego? Po co to wszyst­ko? Czło­wiek nie ist­nie­je. Jego dusza to teraz część ma­szy­ny.

Po czym do­wia­du­je się, że ktoś chce ten świat wy­łą­czyć i za­mie­rza go ra­to­wać:

 

Jak można tak po pro­stu to znisz­czyć jak stary te­le­wi­zor? Wy­łą­czyć i wy­rzu­cić. Pra­gnę prze­dłu­żyć życie tej ma­szy­ny, choć nią gar­dzę i wiem, że nie jest wiecz­na. Zwy­czaj­nie, jest jesz­cze za wcze­śnie.

Po co ra­tu­je ten świat, skoro jest z niego taki nie­za­do­wo­lo­ny? Pró­bu­jesz wy­brnąć stwier­dze­niem, że nar­ra­tor gar­dzi tą ma­szy­ną, ale jest za wcze­śnie na jej wy­łą­cze­nie. Dla­cze­go za wcze­śnie? Jak dla mnie to nie jest spój­ne.

 

Dalej masz jesz­cze wię­cej nie­lo­gicz­no­ści. W jed­nym mo­men­cie pi­szesz:

 

Po­tęż­ny kom­pu­ter kon­tro­lo­wa­ny przez SI. Nasz nowy dom. Kra­ina szczę­ścia, do­bro­by­tu, nie­ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści, a przede wszyst­kim za­po­mi­na­my, czym jest śmierć.

A na­stęp­nie wy­bu­cha wojna i oka­zu­je się, że lu­dzie, czy ra­czej post­lu­dzie lubią pa­trzeć na cier­pie­nie. Cały czas lu­bi­li, czy nagle im się od­mie­ni­ło? I dla­cze­go? Skoro przez pięć­dzie­siąt wie­ków była to kra­ina wiecz­nej szczę­śli­wo­ści, co się stało, że lu­dzie nagle za­pra­gnę­li wojny? Z dru­giej stro­ny pi­szesz:

 

Przez pięć­dzie­siąt wie­ków mogli tu z twoją i moją po­mo­cą stwo­rzyć praw­dzi­wy raj. Więk­szość jed­nak świa­do­mo­ści two­rzy­ła świa­ty znie­wo­lo­ne cier­pie­niem.

Czyli cier­pie­nie było tam cały czas. Dla­cze­go w takim razie na­zy­wasz to miej­sce kra­iną szczę­ścia? Po pro­stu brak w tym lo­gi­ki.

 

Kra­ina szczę­ścia, do­bro­by­tu, nie­ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści, a przede wszyst­kim za­po­mi­na­my, czym jest śmierć.

Dziw­nie brzmi to zda­nie. Pro­po­nu­ję: “…w któ­rej za­po­mi­na­my, czym jest śmierć”

 

Ni cho­le­ry nie ro­zu­miem, dla­cze­go nar­ra­tor zna­lazł się nagle na stat­ku, w samym środ­ku burzy. Sam sobie ją stwo­rzył? Skoro lu­dzie, a ra­czej ich świa­do­mo­ści two­rzą ten świat, to nar­ra­tor może zna­leźć się, gdzie chce. Dla­cze­go wy­bie­ra aku­rat burzę?

 

In­for­ma­tyk ze mnie żaden, ale nie po­tra­fię sobie wy­obra­zić sys­te­mu, który każdy może do­wol­nie prze­kształ­cać. Na moje oko, muszą być ja­kieś ramy, w któ­rych użyt­kow­ni­cy mogą się po­ru­szać. Dla­cze­go więc po­tra­fią two­rzyć “świa­ty znie­wo­lo­ne cier­pie­niem”?

Wy­ja­śnie­nie, że głupi szef kor­po­ra­cji cze­goś nie prze­wi­dział, nie prze­ko­nu­je mnie. Jeśli do­pusz­cza się opcję “cier­pie­nie”, to jest rze­czą lo­gicz­ną, że ktoś ją wy­ko­rzy­sta. Poza tym, przy tak ogrom­nym pro­jek­cie mu­sia­ło pra­co­wać sporo osób i nawet jeśli pre­zes był de­bi­lem, to ktoś mu­siał to za­uwa­żyć.

 

I wresz­cie, pro­wa­dzisz nar­ra­cję pierw­szo­oso­bo­wą. Nar­ra­to­rem jest Kar­di­nal. I nagle ni z gru­chy ni z pie­tru­chy za­czy­nasz nar­ra­cję trze­cio­oso­bo­wą, by za chwi­lę wró­cić do pierw­szo­oso­bo­wej. Czy to ce­lo­wy za­bieg? Jeśli nie…

 

 – To pro­ste. Lu­dziom to się po­do­ba. – Taflę wody prze­bi­ja drob­na, ja­sno­wło­sa dziew­czyn­ka. – Lubią pa­trzeć na śmierć, roz­pacz i tym po­dob­ne. Nie­któ­rych to pod­nie­ca, inni lubią wi­dzieć nie­szczę­ście bliź­nich, tylko dla­te­go, że sami nie cier­pią i mają le­piej. Myślą, że nic ich strasz­ne­go nie spo­tka. Błąd. Mieli szan­sę. – Usia­dła obok Kar­di­na­la i za­pa­trzy­ła się w słon­ce.

Po­nie­waż to Kar­di­nal jest nar­ra­to­rem, po­win­no być: “Usia­dła obok mnie”.

Ro­zu­miem, że w tym miej­scu po­ja­wia się ad­mi­ni­stra­tor we wła­snej oso­bie, przy­braw­szy po­stać dziew­czyn­ki?

W jaki spo­sób dziew­czyn­ka prze­bi­ja taflę wody?

W sło­wie “słoń­ce” masz li­te­rów­kę.

 

 

Po­pra­cuj nad lo­gi­ką, prze­czy­taj tekst kilka razy i upew­nij się, że sam sobie nie za­prze­czasz.

 

 

 

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

OK, jest ja­kieś prze­sła­nie, cho­ciaż ra­czej męt­nie po­da­ne. To na­stęp­nym razem po­sta­raj się jesz­cze o bo­ha­te­ra, z któ­rym czy­tel­nik mógł­by się iden­ty­fi­ko­wać (albo cho­ciaż ży­czyć mu prze­gra­nej lub po­raż­ki) i o fa­bu­łę. Po­wo­dze­nia. :-)

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Stru­mień świa­do­mo­ści z prze­sła­niem. Świat nie­no­wy, bo­ha­ter nie­ste­ty nie wy­ła­nia się z tego po­to­ku słów na tyle wy­raź­ny, bym był w sta­nie żywić do niego ja­kieś emo­cje. Wy­ko­na­nie także wy­ma­ga szli­fów od stro­ny tech­nicz­nej.

Prze­ana­li­zuj uwagi z po­przed­nich ko­men­ta­rzy i chwy­taj przy­dat­ne linki z po­ra­da­mi:

Dia­lo­gi – mini po­rad­nik Na­zgu­la: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dia­lo­gi – kla­sycz­ny po­rad­nik Mor­ty­cja­na: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Pod­sta­wo­we po­ra­dy por­ta­lo­we Se­le­ne: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o be­to­wa­niu au­tor­stwa Psy­cho­Fi­sha: Betuj bliź­nie­go swego jak sie­bie sa­me­go

Temat, gdzie można pytać się o pro­ble­my ję­zy­ko­we:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szu­kać spe­cja­li­stów do “ri­ser­czu” na wy­bra­ny temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Po­rad­nik łow­ców ko­men­ta­rzy au­tor­stwa Fin­kli, czyli co robić, by być ko­men­to­wa­nym i przez to zbie­rać duży więk­szy “fe­ed­back”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Po­rad­nik Is­san­de­ra, jak do­stać się do Bi­blio­te­ki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Po­wo­dze­nia!

Won't so­me­bo­dy tell me, an­swer if you can; I want so­me­one to tell me, what is the soul of a man?

@No­Whe­re­Man Dzię­ku­ję za linki i opi­nię.

Z tek­stu prze­dzie­ra taka dość kla­sycz­na wizja, którą gdyby roz­wi­nąć, opo­wie­dzieć z uży­ciem ja­kie­goś nie­co­dzien­ne­go mo­ty­wu, mo­gła­by być cał­kiem in­te­re­su­ją­ca. Nie­ste­ty warsz­tat jesz­cze mocno nie­do­ma­ga. Pi­szesz, że to Twoje pierw­sze opo­wia­da­nie, więc jakąś ta­ry­fę ulgo­wą po­wi­nie­neś mieć, cho­ciaż trze­ba też przy­znać, że nie­któ­rych błę­dów z ła­two­ścią mógł­byś unik­nąć. Na przy­kład po­le­cam po skoń­cze­niu two­rze­nia od­sta­wić tekst na tro­chę, bo z per­spek­ty­wy czasu spoj­rzysz na niego bar­dziej kry­tycz­nie, wy­ła­piesz wię­cej nie­zgrab­no­ści. Nawet czy­ta­jąc na świe­żo dał­byś radę wy­ła­pać cho­ciaż­by li­te­rów­ki. Mam wra­że­nie, że tutaj za­bra­kło tej chwi­li re­flek­sji nad tek­stem, przez co pierw­sze wra­że­nie z lek­tu­ry było słab­sze, niż mo­gło­by być.

Nie po­rwa­ło mnie :(

Przy­no­szę ra­dość :)

Nowa Fantastyka