Gdy brałam prysznic, w kabinie siedział pająk. Długie odnóża poruszały się wolno, jakby smakował powietrze. Włączyłam wrzątek. Patrzyłam, jak wije się i kurczy, a woda robi swoją brudną robotę. Nie chciałabym tak skończyć.
Na drodze potrąciłam szczura. Zobaczyłam go za późno – szary kształt mignął pod kołami. Myśl: nie chcę tak skończyć. Przycisnęłam gaz mocniej niż trzeba.
Do pokoju wleciał trzmiel. Wielki, włochaty, wściekły. Uderzyłam packą – raz, drugi. Cisza. Na podłodze został mały, drżący kłąb odnóży i pyłków. Ręka mi drżała jeszcze przez chwilę.
Wróciłam do biurka. Otworzyłam folder z danymi łazika. Czerwony piasek, ziarnko po ziarnku. I nagle – tam, w próbce – coś drgnęło. Nie wirowało dramatycznie, nie tańczyło. Po prostu żyło: maleńka plamka, pulsująca w rytmie własnym, obojętnym na to, co działo się wcześniej w łazience, na drodze, w pokoju.
Przysunęłam ekran bliżej. Palec zawisł nad klawiaturą. Nie nacisnęłam delete.
He, he, dobre… :)
Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!
Jakoś tak podejrzewałam coś w tym stylu ;)
Przynoszę radość
Maćku, masz coraz lepsze pomysły. Drablujesz też coraz lepiej. ;D
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dzięki za komentarze. Bardzo mi miło, Reg. Coś jednak trzeba będzie zrobić z zaimkami, bo jest ich zwyczajnie za dużo – teraz widzę.
Owszem, Maćku, zaimki są, ale nie powiedziałabym, że jest ich rażący nadmiar. Jeśli jednak uważasz inaczej, zrób to, co Ci podpowiada rozum. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Ale masz na myśli, Reg., swój rozum, z którego niekiedy, i to nawet dość często korzystam, czy też własny mój rozum, z którego osobiście tylko ja czerpię? ;-) Boże, cobyśmy bez tych zaimków zrobili?! Okej, melduję, że zrobiłem to, co rozum mi podpowiedział.
Ciekaw jestem Waszej interpretacji szorta: czy chodzi tylko o hipokryzję podmiotu lirycznego? A może o przewrotność jako taką? Albo – inaczej jeszcze – o lekceważenie mikrokosmosu i skupienie uwagi na kosmosie, wielkim i niezbadanym, kosztem własnej planety, czyli tego, co zwyczajnie ma się pod nosem, na dłoni wyciągnięcie? Może są inne jeszcze sensy i symbole, których znaczenia ja-autor nie pojmuję. Z symboli rzuca się w oczy niewątpliwie liczba trzy oraz pewnego rodzaju powtarzalność zdarzeń (schematyzm – jak w opowieściach ludowych tudzież baśniach).
Skoro Anet się rozpisała, to podkradnę jej kwestię i napiszę:
Fajne :-)
There's no medicine for regrets.
Dzięki, Dogsdumpling.
Ale masz na myśli, Reg., swój rozum, z którego niekiedy, i to nawet dość często korzystam, czy też własny mój rozum, z którego osobiście tylko ja czerpię? ;-)
Maćku, z moich obserwacji wynika, że Twojemu rozumowi nic nie brakuje, jest absolutnie sprawny i możesz na nim polegać z pełną ufnością. ;)
Ciekaw jestem Waszej interpretacji szorta…
To trochę tak, jak za czasów mojej młodości, kiedy to pyszny domowy kompot przegrywał z zawartością niespełna ćwierćlitrowej buteleczki wypełnionej brązowym gazowanym napojem z orzeszków kola. No, ale napój był z Ameryki! ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Cudze chwalicie?
Drabelek w porządku. :-)
Babska logika rządzi!
Ciekawe interpretacje. Masz bujnął wyobraźnię, Reg. Może czas zacząć spisywać wspomnienia z młodości? Czytelników byś miała na bank. I dzięki za miłe słowa!
Nic z tego, Maćku, nie spiszę, bo nie umiem. :(
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
:-(
Zgrabniutki drobiażdżek. Przewrotny.
Podziękować, Yantri! Przy okazji, fajny jest ten kocur z awataru, choć ja gustuję raczej w psach, he, he. ;)
Proszę bardzo :) Kocurką się opiekowałam przez jakiś czas. Fajna była, przytulna, ale niezależna, a i ptaszkiem od czasu do czasu poczęstowała. ;)
:-)