
Opowiadanie było publikowane w zbiorku autorskim “Muzyka Sfer Niebieskich”, W drodze, 2009
Jest lato, to coś lżejszego i a propos... :)
Opowiadanie było publikowane w zbiorku autorskim “Muzyka Sfer Niebieskich”, W drodze, 2009
Jest lato, to coś lżejszego i a propos... :)
Stan alarmu sygnalizowały detektory Hydroponii Czwartej. Cis-suusowi, wyrwanemu z błogiego stanu Sjesty, z trudem udało się skupić na tyle, by włączyć przekaźniki telekinetyczne. Pozornie martwa dotąd Sonda Pogotowia przemierzająca w swym patrolowym locie bezmiar kosmicznej pustki poczęła się ożywiać. Potężne talerze anten hydroponicznych spokojnie penetrujących swoje sektory jęły zwolna sunąć w kierunku wskazanym przez Czwartą.
Cis-suus wzmocnił namiar. Temperatura w kabinie rosła. To promienniki detektorów sygnalizowały stan zagrożenia.
„Trzeba zbudzić Aag-avę” – pomyślał. – „Poziom przekracza już stan krytyczny. W końcu regulaminy…”
Tak. Ale regulaminy, to jedno, a Aag-ava to drugie. Nie od dziś pracowali razem w Służbie Pogotowia Kosmicznego Ochrony Planta Sapiens, więc dobrze wiedział, że wyrywanie Aag-avy ze Sjesty podczas lotu patrolowego nie należy do największych przyjemności. Jak to się działo, że wszelkie alarmy miały miejsce podczas jego, Cis-suusa, wachty?
„W końcu on tu jest szefem” – pomyślał z rezygnacją, emitując równocześnie odpowiednie sygnały.
Tamten poruszył się. Cis-suusa ogarnęła fali wściekłości i obrzydzenia – nieomylny znak, że Aag-ava budzi się.
„Zaraz się zacznie” – pomyślał.
– Co jest – dotarło do niego niewyraźne, ledwie uświadomione pytanie.
„Alarm w Czwartej” – pomyślał w odpowiedzi.
– Pytam, co jest, u cholery, że musiałeś mnie budzić?! – Aag-ava miał ten rzadki talent szybkiego przejścia ze stanu Sjesty do pełnej sprawności intelektualnej. Cóż, kiedy emitował przy tym tak potężne fale wściekłości, że lepiej było wówczas znajdować się daleko. To marzenie Cis-suus musiał jednak jeszcze troszkę odłożyć.
– Poziom od dawna przekracza krytyczny…
– Krytyczny, krytyczny – przedrzeźniał Aag-ava – pierwszy raz jesteś w patrolu, zielony bałwanie? Ile razy już przekraczał i co?
– Ale regulamin…
– Wiesz gdzie mam regulamin? Smarkacz! Żeby ci liście powykręca…
Aag-ava przerwał. Ciągle zrzędząc, nie przestawał jednak pilnie śledzić wskazań czujników.
– Analizatory w szereg – ryknął.
Cis-suus odetchnął. Skończyło się. Wprawnym impulsem wprowadził w obieg aparaturę.
– Widmo, prędzej! – niecierpliwił się Aag-ava – Teraz porównawcze!
Cis-suus zrozumiał, czemu tamten tak nagle dał mu spokój. Sprawa jest poważna, jeśli tak doświadczony pilot jak Aag-ava chce porównać widmo sygnału zagrożenia tamtych z analogicznym widmem generowanym przez osobniki naszej społeczności. Trwali przez moment w milczeniu i skupieniu. Cis-suus, nie mając dostępu do widm i czując podniecenie dowódcy, denerwował się coraz bardziej. Wreszcie Aag-ava skończył.
– Szybka quasi-fotonowa z bazą – zażądał.
– Jest łączność – potwierdził Cis-suus.
– Nadawaj. Sonda Patrolowa BAC-1 do Bazy. Sygnały zagrożenia, sektor SA, stopień siedemnasty, amplituda dwieście dziesięć, widmo typ G2, zgodność dziewięćdziesiąt cztery. Proszę o zezwolenie na wykonanie akcji. Odbiór.
Cis-suusowi wszystkie włoski stanęły na liściach z emocji. Taki poziom zgodności! W historii lotów patrolowych było wiele alarmów, ale chyba raz tylko zaobserwowano zgodność typów widmowych sygnałów zagrożenia z własnymi, co niechybnie znaczyło, że pochodzą one od gatunku planta sapiens. Wówczas skończyło się na akcji. Spóźnionej, niestety.
– Baza do Sondy Patrolowej BX-1. Zezwalam na lot zwiadowczy z kontaktem bezpośrednim. Decyzję odnośnie przeprowadzenia akcji dowódca patrolu podejmie na miejscu. Koniec.
– Generatory translokacji w pogotowie – Aag-ava wydawał się być zupełnie spokojny – Wejście w nadprzestrzeń według procedury piątej.
Pracowali chwilę w milczeniu. Dokładny namiar kierunku, odległość… Układ żółtego karła klasy G IV. Niemiły szok, jak zwykle przy wejściu w nadprzestrzeń. Teraz zostało już tylko czekać. Aag-ava pogrążył się w półczuwaniu. Cis-suus podziwiał go. Sam nie mógł zmusić się do reaktywizacji, był zbyt podniecony. W końcu akcja nie zdarza się w każdym locie patrolowym. Jako przedstawiciel rasy, która posiadała tak bolesne doświadczenie, nie mógł spokojnie myśleć o tragedii tamtych.
Życie plantarozumne. Przemierzyli całą niemal Galaktykę w poszukiwaniu Braci w Rozumie. Nic. Wszędzie te nienawistne, żarłoczne hordy barbarzyńców pożerających wszystko, co jest przesiąknięte ową boską zdolnością fotosyntezy. A także siebie nawzajem.
Po pierwszych lotach popadli w rozpacz. Czy to możliwe, że wokoło nie ma przyjaciół? Na planetach okolicznych układów obserwowali z bezsilną wściekłością, jak ich braciom nie dawano szansy na rozwój. Jak zniewalano na plantacjach, jak bezczeszczono, używając za strawę dla wszystkożernych, które też w końcu zjadano. Nie, Wszechświat stanowczo nie był dobry, jak początkowo sądzili. Skoro posiadająca cudowną moc przemiany atomów w misterne łańcuszki molekuł materii organicznej flora przegrywa walkę o byt, jest niewolona i niszczona przez żarłocznych barbarzyńców… Nie tak miał wyglądać świat.
Z wolna dojrzewała w nich świadomość własnego posłannictwa. Ich celu i sensu. Nie darmo wygrali u siebie walkę o byt. Ich życie, nie splamione nigdy zabójstwem i kanibalizmem, najczystsze, najetyczniejsze z możliwych MUSI zwyciężyć! I zwycięży. Za ich sprawą. Co prawda, są za słabi, by wydać walkę całej faunie Wszechświata. Ale stworzyć skuteczną ochronę nowo wykluwającemu się, zatem bezbronnemu jeszcze życiu plantarozumnemu, uczynić, by było ich więcej, by potem zadać druzgocący cios – to zadanie leżało w realnym zasięgu ich możliwości. Więc od setek lat patrole prowadzące nasłuch w zakresach fal quasi-fotonowych z uporem przemierzały pustkę kosmiczną. Lecz skutek – jak dotąd – był mierny.
Cis-suus aż się skrzywił. Wyjście z podprzestrzeni. Byli na miejscu. Oczarowani śledzili cudowne zjawisko. Niewiele było takich planet we Wszechświecie. Potężna opalizująca kropla oceanu w delikatnej kołderce atmosfery łatana brązowymi plamami lądów, nakrapiana białym puchem chmur unosiła się w obcej, zimnej przestrzeni.
Pierwszy otrząsnął się Aag-ava.
– Namiar. Sprzężenie z autopilotem. Anihilatory w pogotowiu.
Autopilot prowadził nieomylnie, jak chart na polowaniu, odnajdując znajomą wiązkę quasi-fotonowych fal zagrożenia, której natężenie rosło z chwili na chwilę. Przeszli przez górne warstwy atmosfery. Jej skład dowodził istnienia flory. Duża zawartość tlenu, który rośliny pracowicie produkowały, najczęściej na swoją zgubę, niestety – jest on bowiem znakomitą pożywką dla większości gatunków obrzydliwej fauny. Dostrzegali już niezwykłej szpetoty budowle – to niechybnie siedliska rozumnej rasy zwierząt. Jak wszędzie, tak i tutaj Żarłoczni zdominowali planetę…
Wylądowali wśród gęsto pleniącej się roślinności. Opodal, na rozległej łące, rolnik kosił trawę.
Zabawne. I pomysłowe w grze konwencjami SF, zwłaszcza w pierwszej części (brzmiało mi jak pastisz miliona filmów nawet częściej niż powieści). Muszę przyznać, że w sumie jednak chętniej bym poczytała dalej. Jak wyglądało spotkanie przedstawicieli Floro Sapiens z naszą paskudnie traktującą rośliny cywilizacją? Co nam zrobili (zasłużenie zresztą)? Jak wygląda ludzko-roślinny Pierwszy Kontakt? Fakt, że chciałabym więcej chyba jasno sugeruje, że tekst jest udany.
Łacinniczka we mnie podpowiada, że planta sapiens byłaby lepsza niż floro, ale to oczywiście absolutny drobiazg kompletnie nieznaczący dla tekstu. W zdaniu “zabójstwem i. kanibalizmem” zbędna kropka do zlikwidowania.
Oraz, klik do biblioteki.
ninedin.home.blog
Dziękuję bardzo za wizytę i miły komentarz. Widzę, że z Ciebie takie “ciekawskie jajo” :) Niestety ode mnie nie dowiesz się
Jak wygląda ludzko-roślinny Pierwszy Kontakt
bo to w założeniu miała być taka lekko humorystyczna miniaturka, do której zainspirował mnie przed laty mój nieżyjący już Przyjaciel Piotr. On właśnie jest autorem tego suspensu w ostatnim zdaniu.
A gdyby puścić wodze wyobraźni i opisać ów pierwszy kontakt wg tsole? Z pewnością wyszedłby jakiś horror na miarą Dnia Tryfidów!
Skoro jesteś łacinniczką to chyba niebiosa mi Ciebie zsyłają. Poszukuję speca od tego języka, który przetłumaczy mi poprawnie zwrot “Człowiek totalitarny”. Homo totalitaris? totalitarus? czy jeszcze jakoś inaczej?
Powiadasz zatem że planta lepsza? Mogę skorzystać i zmienić|?
Dziękuję też za klika i serdeczności załączam!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Pewnie, że bierz i zmieniaj! Flora była rzymską boginią konkretnie kwiatów (i mamy ją jako symbol roślin chyba głównie dlatego, że ładnie współbrzmi z fauną), planta z kolei oznacza każdą roślinę :).
Co do totalitarnego, to użyłabym totalitaris – to nie jest słowo klasyczne, tylko latynizm utworzony od terminu średniowiecznego (konkretniej od przysłówka totaliter, “całkowicie”), ale chyba najlepiej pasuje do znaczenia. Homo totalitaris wobec tego będzie OK :)
Pierwszy Kontakt a la “Dzień tryfidów” byłby całkiem ciekawy, IMHO :)
ninedin.home.blog
Super, bardzo dziękuję “Na czuja” też stawiałem na totalitaris, ale pewności nie miałem.
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Kolejny świetny tekst, tsole. Jeszcze kilka takich i będziesz miał fanklub. ;)
Pod względem technicznym tekst jak dla mnie ok (nie jestem znawcą, ale nic nie rzuciło mi się w oczy).
Świetny pomysł na nowy, zielony gatunek szukający miejsca pozbawionego wszystkożerców. Świetne wstawki naukowe.
“Wszędzie te nienawistne, żarłoczne hordy barbarzyńców pożerających wszystko, co jest przesiąknięte ową boską zdolnością fotosyntezy.” → boska zdolność fotosyntezy, na pewno zapamiętam!
“Potężna opalizująca kropla oceanu w delikatnej kołderce atmosfery łatana brązowymi plamami lądów, nakrapiana białym puchem chmur unosiła się w obcej, zimnej przestrzeni.” → piękny opis.
Oczywiście, lecę nominować.
Dzięki Saro, lejesz miód na moje serce, miło mi bardzo :)
Pozdrawiam cieplut.. no, nie wiem… i tak źle i tak niedobrze, no to pozdrawiam z całego serca!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Tsole – jestem pełna podziwu. Triolety, sci-fi na wysokim poziomie, a pod moim tekstem napisałeś, że umiesz też pisać o muzyce… I pewnie potrafisz pisać o wszystkim, ale tego sci-fi najbardziej Ci zazdroszczę :) Bardzo dobry tekst oparty na ciekawym pomyśle. Ode mnie zasłużony kliczek i życzę miłego wieczoru.
Dobre. Nieco egzaltowane (jak dla mnie, miejscami), ale dobre. Malutka uwaga – od kiedy plata sapiensi się… pocą?;). Antropomorfizacja w tym miescu gryzie się z przekazem;). Pozdr.
Katia72: Bardzo dziękuję za miłe słowa i za klik, rozpieszczasz mnie :) O wszystkim to raczej nie umiem pisać, ale jestem melomanem, więc od czasu do czasu motyw związany z muzyką musi się pojawić (to opowiadanie, o którym wspomniałem ma tytuł “Muzyka Sfer Niebieskich”).
W podziękowaniu, specjalnie dla Ciebie przemycam tu wiersz Et incarnatus est (I począł się) inspirowany arią z Mszy c-moll V.A. Mozarta pod tym tytułem, a także książką Erica-Emmanuela Schmitta „Moje życie z Mozartem”
Oto czas w którym rodzi się boska muzyka.
Nie będzie słów nużących, lecz jedynie tchnienie.
Dźwięk czysty i natchniony wznosi się, umyka
ku sklepieniu katedry radosnym promieniem.
Oto śpiew adoracji, celebracja życia.
Niepowtarzalny, kusi każdą parafrazą,
wdzięcznie wypełnia przestrzeń, odurza, zachwyca,
bo czym są wokalizy jeśli nie ekstazą?
Oto czas spowolnienia, zawieszenia frazy.
Giną granice głosów żwawo żeglujących
po nieskończonych łukach melodii bez skazy,
w gęstwinie ornamentów jak wśród dzikich pnączy.
Oto czas transpozycji. Trwa zauroczenie.
To już nie wokaliza, ale powiew, który
swym tak uroczo prostym harmonijnym brzmieniem
jak na skrzydłach wynosi umysły nad chmury.
Oto czas absolutu. Wobec tych uniesień
tracą wagę tak słowa, jak też ich znaczenia.
Geniusz z nogami w błocie, lecz z głową w niebiesiech
celebruje tajemny boski cud istnienia.
Teraz możesz na YT wyszukać i wysłuchać tę arię, by sprawdzić inspirację od źródła :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Dobre, ciekawy pomysł. Fajne imiona.
Dlaczego rolnik kosił trawę, a nie zboże? :D Taki żarcik.
"– Nadawaj. Sonda Patrolowa BAC-1 do Bazy. Sygnały zagrożenia, sektor SA, stopień 17, amplituda 210, widmo typ G2, zgodność 94. Proszę o zezwolenie na wykonanie akcji. Odbiór."
Skoro wrzuciłeś treść notki w dialog, to cyfry słownie.
Żeby było jak jest, daj to do narracj.
Pozdrawiam!
"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM
Rybaku, dzięki za wizytę i miłe słowa. Więc powiadasz, że rośliny się nie pocą? Polemizowałbym, ale nasz bohater nazywa się Cissus, który na potliwość jest rzeczywiście dość odporny. Lecz taki sam zarzut można postawić w kwestii myślenia – tu antropomorfizacja jest jeszcze większa! Lecz to przecież fantastyka, w dodatku z przymrużeniem oka. A jeśli już zgodzimy się, że są myślące, świadome, ergo podlegają stresowi i mogą tak odereagowywać. :)
Pozdrawiam wzajemnie!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Mytrix, dzięki, miło że wpadłeś. I czytałeś uważnie; nie wszyscy skojarzyli te imiona :)
Wiesz, jak pisałem, to myślałem co powinien kosić ten rolnik. Brałem pod uwagę pszenicę, ale doszedłem do wniosku, że to przecież rośliny uprawne, zatem zniewolone. Stąd wolałem przypisać rozum tym, które rosną na wolności.
Problem z tym zapisem liczb mam większy niż by się mogło wydawać. W zamyśle bohaterowie nie rozmawiają tylko przekazują sobie informacje telepatycznie. Więc nie wiem, czy trzeba słownie. Nic to, chyba wpadnie tu Reg, bo jest w kolejce to mi z właściwą sobie starannością problem rozwiąże :)
Miłego (rześkiego) wieczoru! :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
To zrób zapis telepatii w cudzysłowie!
Półpauza sugeruje dialog, temu zapomniałem, że to telepatia. Przy wykorzystaniu półpauz obstawałbym jednak za zapisem słownym ;-) Ale niech się wypowiedzą bieglejsi ode mmie!
"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM
Zabawny pomysł i niezłe wykonanie sprawiły, że lektura Zielonej misji okazała się przyjemnością. Niestety, po lekturze pozostał dylemat – co jeść… jak żyć…? ;)
…jak beszczeszczono, używając za strawę… –> …jak bezczeszczono, używając za strawę…
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Tsole, no nie wiem, można to przecież było ująć lepiej (bardziej "roślinnie"), np: " poczułem, jak oblały mnie zimne żywice", albo:"zżywicowało mi korę z nerwów"… Wiem, że lubisz postawić na swoim, ale tym razem racji nie masz, jak mniemam;). Pozdr.
Reg: Miło mi, że lektura tego tekstu sprawiła Ci przyjemność, to znaczy że spełniła swoje zadanie.
co jeść… jak żyć…? ;)
Tu rzeczywiście mamy dylemat. Ponoć zakochani potrafią żyć samą miłością, to może po prostu zakochać się? :)
Dzięki za uwagę językową; szczerze mówiąc liczyłem na więcej )jak łapanka to łapanka), ale rozumiem – upały…
Rybak: A ja myślę, że ja mam rację i Ty masz rację, ale to Twoja racja ma rację :) Rzeczywiście mogłem się bardziej przyłożyć, Twoje propozycje uświadomiły mi, że chyba zbyt cherlawą wyobraźnię uruchomiłem…
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Tsole – pięknie dziękuję za piękny wiersz :) Nie dość, że pięknie napisany to czuć w nim, że czujesz muzykę :) Jeszcze raz dziękuję i życzę wszystkiego dobrego.
Ponoć zakochani potrafią żyć samą miłością, to może po prostu zakochać się? :)
Marna rada, Tsole. Moje uczucie kwitnie ustawicznie i karmię się nim od ponad półwiecza. ;)
Dzięki za uwagę językową; szczerze mówiąc liczyłem na więcej )jak łapanka to łapanka), ale rozumiem – upały…
To nie upał. Staram się nie powtarzać uwag innych. O zapisie fragmentu: – Nadawaj. Sonda Patrolowa BAC-1 do Bazy. Sygnały zagrożenia, sektor SA, stopień 17, amplituda 210, widmo typ G2, zgodność 94. – wypowiedział się już Mytrix, a ponieważ podzielam jego zdanie, że liczby w dialogach winny być zapisane słownie, nie widziałam powodu, by mówić o tym jeszcze raz, zwłaszcza że telepatii w tym zdaniu nie widać.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Moje uczucie kwitnie ustawicznie i karmię się nim od ponad półwiecza. ;)
Jak widać, wiesz jak żyć. No to czego chcieć więcej?
liczby w dialogach winny być zapisane słownie
Tyle, że nie wiadomo, czy taka sama reguła obowiązuje w cywilizacji flororozumnej :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Tyle, że nie wiadomo, czy taka sama reguła obowiązuje w cywilizacji flororozumnej :)
A czy opowiadanie napisał osobnik florozumny, czy w sposób obowiązujący w cywilizacji florozumnych, czy opublikował je na stronie przeznaczonej dla flororozumych, czy opowiadanie czytają flororozumni?
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Pisał homo sapiens, który chciał swoim pobratymcom jak najwierniej przedstawić pewne aspekty (w tym gramatyczno-językowe) cywilizacji flororozumnej, z którą spotkał się w młodości, pasąc krowy :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Domyślam się, że Homo sapiens tłumaczył z języka flororozumnych i dlatego tekst jest taki, jaki jest i taki pozostanie, bo przetłumaczony jest wiernie, więc piękny nie będzie. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dla flororozumnych będzie piękny dla homo sapiens raczej nie :) Pamiętam taką scenę z “Planety małp”: George Taylor (białas, Charlton Heston) chce pocalować dr Zira (małpa, Kim Hunter); ona pozwala z pewnym oporem, mówiąc z zażenowaniem “ależ ty jesteś brzydki” :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
A pocalować to jak poćwiartować, tyle że nie na czworo, a na kawałki o długości jednego cala? ;>
"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM
Pamiętam taką scenę z “Planety małp”: George Taylor (białas, Charlton Heston) chce pocalować dr Zira (małpa, Kim Hunter); ona pozwala z pewnym oporem, mówiąc z zażenowaniem “ależ ty jesteś brzydki” :)
Z tego co pamiętam, to dr Zira chyba powiedziała tak Taylorowi, kiedy ten się ogolił. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Sprawdziłem i jednak dobrze pamiętałem, oto fragment napisów:
01:45:05,597 --> 01:45:10,853
Pani doktor, chciałbym
pocałować panią na do widzenia.
989
01:45:16,567 --> 01:45:18,402
Dobrze, ale
990
01:45:18,569 --> 01:45:22,239
jesteś tak okropnie brzydki.
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
W trosce o poziom zrozumienia tekstu przez “żarłocznych barbarzyńców” zmieniłem cyfry na litery :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Istotnie, dr Zira mówi to przy pożegnaniu, ale Taylor jest wtedy gładko ogolony.
edycja.
Kiedy pierwszy raz zobaczyła go ogolonego, stwierdziła że wygląda mniej inteligentnie. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Pamiętałem, że cóś było z goleniem, ale nie pamiętałem co. Rzeczywiście jest tak, jak mówisz:
793
01:30:26,593 --> 01:30:29,805
No i? Podoba ci się?
794
01:30:34,601 --> 01:30:36,436
Po co to zrobiłeś?
Zeskrobałeś swój zarost?
795
01:30:36,603 --> 01:30:40,399
W moim świecie tylko dzieciaki
w twoim wieku nosiły brody.
796
01:30:40,566 --> 01:30:41,400
Brody?
797
01:30:41,567 --> 01:30:45,070
Moda mnie nie interesuje.
798
01:30:45,571 --> 01:30:48,407
Jakoś to sprawia…
799
01:30:48,574 --> 01:30:52,411
że wyglądasz mniej inteligentnie.
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
No niestety nie porwało. Wprawdzie nie ma już tak specjalistycznego słownictwa, jak w twoich poprzednich opowiadaniach, ale niestety to też jakoś szczególnie nie przykuło mojej uwagi. Kawałek lotu jakichś pozaziemskich form życia bez, przynajmniej w moim odczuciu, solidnej puenty.
Dziękuję.
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
No proszę, jak na zawołanie… Bo widzisz, przeczytałam Fideinę i już miałam ci w komentarzu zarzucić, że monotematyczny jesteś, bo wciąż tylko te nadludzkie siły w człowieku odkrywasz, a ty nagle najpierw wiersze piszesz, a potem roślinki bohaterami opowiadania czynisz. ;)
Podobało mi się spojrzenie na ssaki z punktu widzenia rozumnych roślin. Ciekawy pomysł. Jak zwykle dobrze napisane. Niezłe imona im wymyśliłeś.
Mogłabym się czepiać, bo czym te roślinki obserwowały, skoro ócz nie mają, albo czym statek kosmiczny zbudowały, przy braku rączek, ale czytało mi się na tyle dobrze, że mi to nie przeszkadzało.
Bardzo chętnie bym się dowiedziała, jaki los zgotowały nam rozumne roślinki. Szkoda, że urwałeś, zanim to wyjaśniłeś.
Klik. :)
Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!
Wreszcie doczekałem się Ciebie w moich fantastycznych włościach. Dziękuję i wzruszenie objawiam!
To, że się doczepiasz ani mnie dziwi ani denerwuje, bo już wiem, że “ten typ tak ma”. :) Skoro jednak interesuje Cię
czym te roślinki obserwowały, skoro ócz nie mają, albo czym statek kosmiczny zbudowały, przy braku rączek,
to powiem tak: napisałem szorcik, w którym przedstawiam ledwie epizod z życia flororozumnych. Gdyby to była powieść, z pewnością opisałbym skrupulatnie całą historię powstania tej roślinnej rasy tak, jak mi ją jej przedstawiciele wyłożyli. A więc nie tylko oczami (ócz się córo, ócz się!) świat postrzegamy, wszak rośliny dzięki fotosyntezie żyją to i wrażliwość na światło mieć muszą. Co do ich aktywności technologicznej: cała opiera się na efekcie odkrytym w naszym gatunku przez Jeffreya a opisanego w Fideinie, którą wspominasz. Wolą i wiarą świat daje się zmieniać i tę jego cechę flororozumni opanowali do perfekcji :) Wiem wiem, nie lubisz tych ciemnogrodzkich zabobonów, ale chyba słyszałaś, że nawet w tej “nienawistnej, żarłocznej hordzie barbarzyńców pożerających wszystko, co jest przesiąknięte ową boską zdolnością fotosyntezy” są osobniki co łamią siłą woli łyżeczki wcale rąk do tego nie używając :)
jaki los zgotowały nam rozumne roślinki
Tu muszę odesłać do Johna Wyndhama i Jego powieści Dzień tryfidów (ubiegł mnie skubaniec)
Serdeczności za wizytę i klika :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Ooo, Cis-suus i Aag-ava, pięknie nazwałeś fotosyntezowych! Podobało mi się, i ich charaktery, i cywilizacja, i akcja oraz widok naszej błękitnej planetki:)
Żałowałam, kiedy się skończyło. Ciekawe jak jest, na tej ichniej planetce?:)
“Dzień Tryfidów” czytałam, “wieloryby” ulegają zapomnieniu;) i tak przebicia są najgorsze;)
Nie wiem, czy wystarczająco punktów do biblioteki (dawno nie było uzupełnione), więc na wszelki wypadek też zapodam.
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Dzięki Asylum, miło, że się podobało i że się o mnie troszczysz! Pozdrówka serdeczne!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Bardzo zgrabna i zabawna to miniaturka. Znów (nawiązuję do "Fidelii") pachnie latami osiemdziesiątymi, tym razem ze względu dekoracje i przerysowany, ironiczno – ekologiczny przekaz. Nie mogę powiedzieć, że rzecz jakoś zaskoczyła, bo gdy tylko okazało się (dość szybko), że bohaterowie to rośliny, nabrałem pewności do czego to wszystko zmierza. Ale bawiłem się przednio.
Parę drobnych uwag:
Wyrwanemu z błogiego stanu Sjesty Cis-suusowi z trudem udało się skupić na tyle, by włączyć przekaźniki telekinetyczne.
Właściwie wszystko w porządku, ale przez dłuższą chwilę wydawalo mi się, że gość nazywa się Sjesty Cis-suus :-)
Jak to się działo, że wszelkie alarmy miały miejsce podczas jego, Cis-suusa wachty?
Tutaj chyba trzeba Cis-suusa z obu stron oddzielić przecinkami.
– Co jest – dotarło do niego niewyraźne(+,) ledwie uświadomione pytanie.
Cóż, kiedy emitował przy tym tak potężne fale wściekłości, że lepiej było wówczas znajdować się z daleka.
Nie wiem, czy "z daleka" jest tu okej. Ja bym dał po prostu "znajdować się daleko".
Sprawa jest poważna, jeśli tak doświadczony pilot jak Aag-ava chce porównać widmo sygnału zagrożenia tamtych z analogicznym widmem generowanym przez osobniki naszej społeczności. Trwali przez moment w milczeniu i skupieniu. Cis-suus, nie mając dostępu do widm i czując podniecenie tamtego, denerwował się coraz bardziej.
To nie jest rażące powtórzenie, ale pierwsze "tamtych" odnosi się do obcej cywilizacji, a drugie "tamtego" do pilota, w związku z czym musiałem przeczytać zdanie dwa razy, żeby się w tych "tamtych" połapać :-)
Skoro posiadająca cudowną moc przemiany atomów w misterne łańcuszki molekuł materii organicznej flora przegrywa walkę o byt, jest niewolona i niszczona(-,) przez żarłocznych barbarzyńców…
Ich życie, nie splamione nigdy zabójstwem i kanibalizmem, najczystsze, najetyczniejsze z możliwych
Polemizowałbym ;-) No ale światopogląd Cis-suusa został zapewne ukształtowany przez wieki oficjalnej propagandy :-)
Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!
Dziękuję bardzo za opinię i słuszne interpunkcyjno-stylistyczne uwagi! Już poprawiam :)
Rzeczywiście, również ten szorcik z ubiegłego wieku jest (choć chyba już z lat 90., lecz pewności nie mam, a pamięć… cóż, kiedyś miałem… :)
Ich życie, nie splamione nigdy zabójstwem i kanibalizmem,
Ktoś kiedyś skomentował to uwagą “a rosiczka to pies?” :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Słucham “Sekretne życie drzew” (audiobook) – niesamowite. Czytałeś?
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Nie czytałem, a co, ktoś mnie splagiatował? :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Nie, oj Ty o jednym myślisz;)
P.Wohlleben o życiu drzew, smaku, impulsach… fascynujące.
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Rzeczywiście o jednym myślę ale wcale nie o tym, co myślisz :)
Znalazłem mobi to poczytam :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Ale nie wiesz, przecie, o którym ja pomyślałam? :)
Słucha się wyśmienicie – prawdziwy świat z twardymi prawami.
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Jak to nie wiem o którym? O jednym! :)
Nie trawię audiobooków, no ale ja zgred jestem!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Jak byś spędzał tyle czasu w samochodzie to… audio są ok:) Wolę czytać, ale czasu brakuje:(
Do zgreda nie pasujesz:D
Jedno jest jedno to się wie, ale czym jest? Wiem… to czekolada:)
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Do czekolady nie pasujesz (przynajmniej Twój avatar na zdjęciu :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
No, akurat awatar to bardzo pasuje:)… do czekolady, ale masz rację ciast i lodów nie jem w ogóle (z małymi wyjątkami: tiramisu, makowiec i szarlotka na ciepło), a czekoladę po kawałeczku, kiedy organizm o magnez krzyczy:) wolę wtedy tę w kubeczku.
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Makowiec, mniam…
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Początkowo czułam się nieco zagubiona, ale zwykle tak mam, jak autor wyrzuca mnie gdzieś w kosmos ;) Ciekawi bohaterowie pozwolili mi jednak lepiej wczuć się w tekst i obserwować stworzony przez Ciebie świat. Widać, że ich budowanie i opisywanie przychodzi Ci z łatwością i czyta się to bardzo dobrze.
A temat wojny z planta sapiens budzi we mnie złość i skojarzenia z tym, co aktualnie dzieje się także w naszym mieście (jak miło zobaczyć tu kogoś z Piernikowa ;))
I mnie bardzo miło, że urocza torunianka zaszczyciła swą obecnością mój skromny profil :) Bardzo dziękuję za komentarz i dobre w nim słowo.
Zaś co do ostatniej uwagi, myślę, że owa złość ogarnia mieszkańców wielu miast w Polsce (i nie tylko). A Twój nick świadczy, że Twoja wrażliwość na niedolę roślin jest szczególna :)
Serdeczności!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Klimat klasycznego science fiction, jak ze starych numerów “Młodego Technika” i antologii, którymi zaczytywałem się w dzieciństwie. Bardzo mi się podobało. zasłużona Biblioteka.
Bardzo dziękuję, też zaczytywałem sie w SF zarówno w “Młodym Techniku” jak też w “Problemach” Stare, dobre czasy…
Pozdrawiam!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Fajne, podobało mi się :)
Przynoszę radość :)
Bardzo się cieszę, pozdrawiam!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
Sympatyczna historyjka, chociaż bez fajerwerków.
Jeśli po Kosmosie lata sobie obca cywilizacją, to jest prawie pewne, że natknie się na Ziemię lub ludzi, więc rolnik jako puenta słabo się sprawdza, bo należało tego oczekiwać. Dopiero potem mogło się zdarzyć coś niespodziewanego, ale tego już nie pokazujesz.
Ale napisane dobrze, dopracowane.
Jeśli przestać mrużyć oczy, to na planecie coś musi jeść rośliny. W przeciwnym wypadku w końcu cały dostępny węgiel zostanie związany w łańcuchach celulozowych, a roślinki czeka śmierć z głodu.
Babska logika rządzi!
Dziękuję za to, że tu wpadłaś! Fajerwerków w rzeczy samej tu nie ma, bo flororozumni ognia się boją panicznie (u nas też mnóstwo ich ginie w pożarach lasów. Fauna jest mobilna i ma szansę się uratować a flora? Ja bym tych podpalaczy przykuł łańcuchem do płonących drzew, niech posmakują jaki los gotują roślinom!).
rolnik jako puenta słabo się sprawdza, bo należało tego oczekiwać
Niekoniecznie, rozważałem inne warianty, np. żniwa i kombajn, wyrąb drzew… Jednak rolnik najbardziej mi pasował jako akcent groteskowy: oto potężna, wręcz wszechmocna technologicznie cywilizacja plantarozumnych staje do boju z chłopem wyposażonym w kosę!
Masz rację, bez przymrużenia oka nasze postrzeganie się zmienia. Ale w obie strony! U nas rasa rozumna walczy z dwutlenkiem węgla, który jest nieodzowny dla egzystencji roślin! A gdy wskutek aktywności technologicznej władanie obejmie gatunek krzemorozumny (jak to opisałem w “Chmurze”) rośliny przestaną być potrzebne. Chyba że do dekoracji, ale tu zawsze można wyprodukować sztuczne palmy z plastiku :)
Pozdrówka!
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię
A tutaj z kolei będzie komentarz taki sam, jak opowiadanie: za krótki. ;-)
Foch! Taki pomysł zasługuje na pełną historię! ;)
Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków
A ja byłem przekonany, że krótki komentarz CM to oksymoron :) Ale dostosuję się do konwencji:
Myślę, że “Dzień tryfidów” wystarczy :)
Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię