- Opowiadanie: rgruz - Kosmiczna zaraza

Kosmiczna zaraza

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Kosmiczna zaraza

 

Na stat­ku pa­no­wa­ła ner­wo­wa at­mos­fe­ra. Ko­man­dor Zer­kad jak i resz­ta za­ło­gi nie pa­no­wa­li nad sobą. Jeden z człon­ków otrzy­mał re­pry­men­dę, za to, że nic nie robi, a do­wód­ca udał się do sali wi­de­okon­fe­ren­cyj­nej.

Zer­kad miał około czter­dzie­stu lat. So­lid­na po­stu­ra po­wo­do­wa­ła, że już sam jego widok bu­dził re­spekt. Do­mi­nu­ją­ca oso­bo­wość. Wo­la­łem się mu pod­po­rząd­ko­wać. Nie­wy­ko­ny­wa­nie po­le­ceń mo­gło­by mi za­szko­dzić.

Mówią na mnie Toman, choć moje praw­dzi­we imię i na­zwi­sko to To­masz Wal­czak. Mam dwa­dzie­ścia sześć lat i od­by­wam karę. Mia­łem dwa­dzie­ścia trzy kiedy po­peł­ni­łem prze­stęp­stwo. Od­sie­dzia­łem trzy lata i w za­mian za dobre spra­wo­wa­nie do­sta­łem pro­po­zy­cję dal­sze­go od­by­cia kary po­przez pracę w pla­ców­ce ba­daw­czej na Księ­ży­cu. Po­dob­nie Bak­cyl i Dako, któ­rzy lecą razem ze mną. Każdy z nas ma coś cięż­kie­go na su­mie­niu. Do­sta­li­śmy jed­nak szan­sę, żeby się wy­ka­zać, że po­tra­fi­my słu­żyć spo­łe­czeń­stwu i być wol­ny­mi ludź­mi. Rada po­trze­bo­wa­ła pra­cow­ni­ków do nowej pla­ców­ki, po­sta­no­wi­ła zatem dać szan­sę do­brze ro­ku­ją­cym więź­niom i tam ich za­trud­nić. To by­li­śmy my.

Po­dej­mo­wa­łem prace róż­ne­go ro­dza­ju. Zle­ce­nia, czę­sto nie do końca uczci­we. Pew­ne­go dnia do­sta­łem do zła­ma­nia opa­skę, ro­dzaj pa­mię­ci, za­wie­ra­ją­cą dane jed­ne­go z ge­ne­ra­łów. Nie za­sta­na­wia­łem się nad tym do kogo ów no­śnik na­le­żał. Szef miał za­miar so­wi­cie za­pła­cić. Mu­sia­łem po­stę­po­wać jak wy­ma­gał, abym mógł za­ro­bić pie­nią­dze i zy­skać re­spekt w sza­rej stre­fie, który przy­da mi się by zdo­być ko­lej­ne zle­ce­nia.

Jak każdy po­wie­rza­ją­cy, z któ­rym współ­pra­co­wa­łem do tej pory, za­pew­nił mnie, że nie wy­ja­wi ta­jem­ni­cy, kto wy­ko­ny­wał dla niego ro­bo­tę. Dane mimo to wy­pły­nę­ły, a pe­wien z po­zo­ru uprzej­my czło­wiek do­niósł na mnie.

Ża­ło­wa­łem tego co zro­bi­łem. Stra­ci­łem przez to żonę i syna, i gdyby nie to dalej cie­szył­bym się wol­no­ścią na Ziemi.

Mam jed­nak teraz szan­sę od­zy­skać wol­ność. Każdy z nas osa­dzo­nych. Rada obie­ca­ła nam, że je­że­li bę­dzie­my przez pięć lat su­mien­nie pra­co­wać na Księ­ży­cu to zwol­nią nas z kary. Od­zy­ska­my go­dzi­we życie, liczę na to.

 

***

 

Sie­dzi­my na swo­ich pry­czach. Węzeł gło­so­wy mil­czy, nie in­for­mu­je nas o ni­czym nowym. Nikt z nas rów­nież nie roz­ma­wia z za­ło­gą. Trak­tu­ją nas tutaj dość su­ro­wo. Przed­sta­wi­li za­sa­dy i na­ka­za­li się do nich sto­so­wać.

– Toman, Przy­nieś colę, na­pi­je­my się – roz­ka­zał Bak­cyl.

Nie lubię jak ktoś wy­da­je mi roz­ka­zy. Od razu po­my­śla­łem, że będą z nim pro­ble­my. Nie cier­pię ludzi, któ­rzy pró­bu­ją już na po­cząt­ku kogoś zdo­mi­no­wać.

– Sam sobie przy­nieś i nalej. – od­po­wie­dzia­łem.

– My­śla­łem, że je­ste­śmy ko­le­ga­mi. – od­parł aro­ganc­ko.

– Do­pie­ro co się po­zna­li­śmy. – od­po­wie­dzia­łem.

– No i co z tego?! – za­czął ru­basz­nie się śmiać.

Nie wie­dzia­łem co od­po­wie­dzieć. Wo­la­łem nie stra­cić re­spek­tu. W wię­zie­niu każdy kto dał się w takim mo­men­cie wy­ko­rzy­stać, był ska­za­ny na cią­głe znie­wa­gi i żarty.

– No i jajco! – od­rze­kłem – Idź ty mi przy­nieś!

– Nie­zły z cie­bie wo­jow­nik, ko­le­go. Już my­śla­łem, że będę się na­igra­wał z cie­bie, jed­nak widzę, że twar­dzie­lem je­steś.

– Z cie­bie mię­czak też twar­dy, mam rację? – za­py­ta­łem.

– O… widzę, że bar­dzo twar­dy wo­jow­nik.

Nie wie­dzia­łem znów co od­po­wie­dzieć. Od­po­wie­dzia­łem w spo­sób jaki mi pierw­szy przy­szedł do głowy.

– Bar­dziej twar­dy niż my­ślisz!

– No to mu­si­my napić się ko­smo-co­li. Co ty na to? – za­py­tał, lekko się uśmie­cha­jąc.

– Ow­szem, jak po nią pój­dziesz. – od­po­wie­dzia­łem.

– Żar­to­wa­łem! Mam jedną bu­tel­kę pod pry­czą. – od­rzekł z ru­basz­nym hu­mo­rem – Zro­bi­łem cię w konia, haha!

Bak­cyl miał na­praw­dę silny cha­rak­ter. My­śla­łem, że będą z nim pro­ble­my, lecz oka­za­ło się, że roz­ma­wia się nam już cał­kiem miło. Widać było po nim, że musi lubić jeść. Spory brzuch po­ru­szał się za każ­dym razem kiedy się śmiał. Wy­pi­li­śmy nieco i udało mi się od­prę­żyć. Po­żar­to­wa­li­śmy, póź­niej roz­mó­wi­li­śmy się o swo­ich po­by­tach w wię­zie­niu. Każdy z nas opo­wie­dział coś oso­bie. Oka­za­ło się, że sie­dzie­li­śmy w tym samym wię­zie­niu lecz umiesz­cze­ni by­li­śmy w róż­nych blo­kach, dla­te­go nigdy wcze­śniej się nie wi­dzie­li­śmy. Dako z cier­pli­wo­ścią się nam przy­glą­dał. Nie wy­ka­zy­wał zbyt­niej chęci do roz­mo­wy.

 

***

 

Le­ci­my pro­mem Ne­va­da-15. Sta­tek nie jest zbyt duży. Wie­zie nas i nieco sprzę­tu do nowej bazy. Za­ło­ga skła­da­ła się z kilku osób: ko­man­do­ra, dwóch pi­lo­tów, na­wi­ga­to­ra i tech­ni­ka.

Za­sta­na­wiam się nad tym co jest przy­czy­ną iry­ta­cji per­so­ne­lu. Moja do­cie­kli­wość nie po­zwa­la mi bym nie spró­bo­wał cho­ciaż cze­goś się do­wie­dzieć. Nie­opo­dal znaj­do­wał się tech­nik. Po­sta­no­wi­łem go za­gad­nąć.

– Panie tech­ni­ku. – zwró­ci­łem się – mogę pana o coś za­py­tać?

– Nie je­stem do wa­szej dys­po­zy­cji. – od­burk­nął. – A tak wła­ści­wie, to mam na imię Ra­dwan.

– Oczy­wi­ście – od­par­łem. – Tak będę się do pana zwra­cał.

Mil­czał.

– Ja­kieś wie­ści? Więź­nio­wie się py­ta­ją. – skła­ma­łem.

– Rada chce zli­kwi­do­wać naszą jed­nost­kę. Ot co! – żach­nął.

– Smut­ne. Mam na­dzie­ję, że do­trze­my na miej­sce. Jakby była po­trzeb­na jakaś pomoc, to mogę usłu­żyć.

– Wy­star­czy je­że­li bę­dzie pan sto­so­wał się do za­le­ceń. Nie jest pan człon­kiem za­ło­gi. Do wi­dze­nia. I pro­szę mi nie prze­szka­dzać. – skwi­to­wał.

Nie są w do­brym hu­mo­rze. Uświa­do­mi­łem sobie, że le­piej im nie prze­szka­dzać. Jesz­cze do­pro­wa­dzi ich do to więk­sze­go po­iry­to­wa­nia. Nie­dłu­go do­le­ci­my do pla­ców­ki ba­daw­czej. Tam mam na­dzie­ję od­czuć nieco wol­no­ści.

 

***

 

Po­roz­ma­wia­li­śmy z Bak­cy­lem tro­chę. Oka­zał się rów­nym go­ściem, mimo tego, że bywał groź­ny. Opo­wia­dał o tym jak peł­nił funk­cję straż­ni­ka w wię­zie­niu, a póź­niej o tym jak sam do niego tra­fił. Pew­ne­go razu pu­ści­ły mu nerwy i w afek­cie zabił jed­ne­go z osa­dzo­nych. Po­dob­no jako straż­nik sły­nął za­wsze z uporu oraz że­la­znej dys­cy­pli­ny jaką po­tra­fił za­pro­wa­dzić.

Trze­ci z nas, Dako, zo­stał ska­za­ny za kra­dzież i próbę sprze­da­nia ka­ra­bin­ku pro­to­no­we­go. Ukry­wał się pod pseu­do­ni­mem ha­x3wep. Choć bar­dzo sta­rał się nie zo­stać wy­kry­tym, służ­by Cen­tra­ne­tu i tak go na­mie­rzy­ły. Taki jego smut­ny los jak i nasz.

 

***

 

Węzeł za­po­wie­dział porę spo­czyn­ku. Ode­zwie się kiedy bę­dzie­my mu­sie­li znów wstać. Mimo, że tech­no­lo­gia po­szła do przo­du, nadal trwa to jesz­cze pra­wie trzy doby czasu ziem­skie­go, zanim sta­tek do­le­ci z Ziemi na Księ­życ.

Pod­szedł do nas tech­nik Ra­dwan. Spraw­dził coś w urzą­dze­niach w czę­ści stat­ku gdzie prze­by­wa­li­śmy. Rzu­cił tylko, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku i przy­ka­zał aby­śmy sto­so­wa­li się do ko­mu­ni­ka­tów.

 

***

 

Zwle­ka­li­śmy z po­ło­że­niem się spać. Żaden z nas nie czuł po­trze­by snu.

Noc dłu­ży­ła się wszyst­kim. Każdy z nas roz­my­ślał o tym co go czeka na Księ­ży­cu – jak bę­dzie wy­glą­da­ła nasza praca, ile czasu bę­dzie­my mu­sie­li pra­co­wać dzien­nie i jacy okażą się do­wód­cy. Po­cie­sza­ją­ce było to, że je­że­li bę­dzie­my się do­brze spra­wo­wa­li to uzy­ska­my wol­ność i szan­sę po­wro­tu na Zie­mię. Lep­sze to niż spę­dzić resz­tę swego życia w wię­zie­niu.

 

***

 

Na­stęp­ne­go dnia obu­dzi­li­śmy się wy­po­czę­ci. Po­roz­ma­wia­li­śmy o nad­cho­dzą­cym dniu, po czym po­sta­no­wi­li­śmy po­cze­kać na dal­sze ko­mu­ni­ka­ty.

Przy­cho­dzi ka­pi­tan. Mel­du­je nam co na­stę­pu­je:

– Pla­ne­ta Zie­mia zo­sta­ła na­ru­szo­na po­przez kon­takt z aste­ro­idą ZX-978. Życie na Ziemi jest za­gro­żo­ne. Z usta­leń wy­ni­ka, że aste­ro­ida przy­nio­sła ze sobą nie­zna­ny szczep bak­te­rii oraz ska­że­nie bio­lo­gicz­ne. Życie na Ziemi jest po­waż­nie za­gro­żo­ne. Nie wy­klu­cza się, że jakaś obca rasa mogła nam zro­bić pre­zent. Ba­da­nia trwa­ją. Póki co, wstrzy­mu­je­my się od lą­do­wa­nia na Księ­ży­cu. Roz­ma­wia­łem z Radą. Biorą pod uwagę Wasz po­wrót na Zie­mię. To wszyst­ko co mam Wam do za­ko­mu­ni­ko­wa­nia. Mu­si­cie uzbro­ić się w cier­pli­wość. O ja­kich­kol­wiek zmia­nach po­in­for­mu­je Was oso­bi­ście.

Ka­pi­tan od­szedł a my spoj­rze­li­śmy na sie­bie z nie­do­wie­rza­niem. Żaden z nas nie wy­krztu­sił ani słowa. Ka­ta­stro­fa na Ziemi? Aste­ro­ida? Nie mo­gli­śmy w to uwie­rzyć. Roz­go­rza­ła dys­ku­sja na temat na­szych ro­dzin, które je­że­li któ­ryś z nas miał szczę­ście jesz­cze mieć, to już mógł li­czyć się z tym, że może ich już wię­cej się z nimi nie spo­tkać.

Za­sta­na­wia­li­śmy się nad tym, dla­cze­go ba­da­cze nie od­kry­li tej aste­ro­idy wcze­śniej. Dla­cze­go to ukry­wa­li? Może li­czy­li na to, że przej­dzie obok i nie chcie­li stra­szyć lud­no­ści?

Mie­li­śmy wię­cej szczę­ścia niż ro­zu­mu. Je­że­li nowy szczep bak­te­rii okaże się za­bój­czy dla ludzi, to inni mogą nam je­dy­nie po­zaz­dro­ścić na­szej sy­tu­acji. Zna­leź­li­śmy się poza Zie­mią, w bez­piecz­nej stre­fie, gdzie żadna za­ra­za nas nie do­tknie.

 

 

***

 

„Ko­mu­ni­kat numer 335. Rada ze­zwa­la na lą­do­wa­nie stat­ku Ne­va­da-15 na księ­ży­cu. Ko­niec ko­mu­ni­ka­tu”.

 

Zgod­nie z pla­nem wy­lą­do­wa­li­śmy w bazie na Księ­ży­cu. Znaj­du­je­my się w doku, wy­szli­śmy już ze stat­ku. Czuć tutaj inną at­mos­fe­rę. Ścia­ny doku ele­ganc­kie, w ko­lo­rze srebr­no­sza­rym. Na­nie­sio­no na nich mi­ni­mal­ny de­sign. Na pierw­szy rzut oka widać, że to no­wo­cze­sna pla­ców­ka.

Cze­ka­my na ochro­nę, która przyj­dzie po nas. Pil­nu­je nas ko­man­dor Zer­kad.

Wkrót­ce przy­cho­dzi ochro­na. Dwóch ro­słych, umię­śnio­nych męż­czyzn, ubra­nych w czar­ne ska­fan­dry z wbu­do­wa­nym eg­zosz­kie­le­tem, da­ją­cym im po­nad­ludz­ką siłę. Przed­sta­wia­ją się jako ochro­na pla­ców­ki ba­daw­czej In­fer­no-12, baza księ­ży­co­wa.

Każą nam iść za sobą. Uzbro­je­ni w ka­ra­bi­ny pla­zmo­we Xe­dra-52 i pi­sto­le­ty. Wy­glą­da­ją na groź­nych.

Ka­za­li prze­strze­gać reguł i być po­słusz­ny­mi.

Idzie­my wzdłuż ko­ry­ta­rza, do­cho­dzi­my do stre­fy 1A. Wy­glą­da na taką salę w środ­ku ko­ry­ta­rza. Zresz­tą, mniej wię­cej tak sobie wy­obra­ża­łem bazę na Księ­ży­cu. Na pierw­szy rzut oka widać tutaj bar, han­dla­rzy, ter­mi­nal in­for­ma­cyj­ny na środ­ku stre­fy, oraz odro­bi­nę zie­lo­nej ro­ślin­no­ści w cen­trum po­miesz­cze­nia. Ro­ślin­ność spra­wia, że czło­wiek czuje się jak w domu, czuje za­pach świe­że­go po­wie­trza, które może na­brać do płuc. 

Ochro­nia­rze wiodą nas dalej. Mi­ja­my stre­fę 1A, wcho­dzi­my do na­stęp­ne­go ko­ry­ta­rza, dalej mi­nę­li­śmy stre­fę 2A oraz do­szli­śmy do stre­fy 3A, gdzie się za­trzy­ma­li­śmy. Cze­ka­ła tam na nas kie­row­nicz­ka eks­pe­ry­men­tu.

Po­wi­ta­ła nas bar­dziej ser­decz­nie niż mo­gli­by­śmy się tego spo­dzie­wać. Za­pro­si­ła do uczest­ni­cze­nia w pra­cach na­uko­wych ale za­po­wie­dzia­ła, że naj­pierw musi nam wsz­cze­pić od­po­wied­nie czipy śle­dzą­ce, póź­niej bę­dzie mogła nas do­pu­ścić do szko­le­nia, a na­stęp­nie pracy.

Tak też zro­bi­li. Ochro­na wraz z kie­row­nicz­ką Bardo po­szli z nami do sali me­dycz­nej, by tam wsz­cze­pić nam od­po­wied­nie czipy. Wo­le­li­śmy wy­ko­ny­wać ich po­le­ce­nia, w końcu od tego za­le­ży czy zo­sta­nie­my w tej pla­ców­ce, czy też bę­dzie­my mu­sie­li wró­cić na Zie­mię.

 

***

 

Za­czi­po­wa­li nas wszyst­kich. Nie było to bo­le­sne, bo do­sta­li­śmy so­lid­ną por­cję no­wo­cze­sne­go znie­czu­le­nia.

Teraz, gdy je­ste­śmy już go­to­wi do pracy, wiozą nas do pla­ców­ki znaj­du­ją­cej się nieco poza głów­nym bu­dyn­kiem bazy. Do­sta­li­śmy szare ska­fan­dry, bez eg­zosz­kie­le­tu, takie od­po­wied­nie dla więź­niów, choć dla nas nieco upo­ka­rza­ją­ce. Każdy bo­wiem nosił zwy­kle biały, czar­ny lub nie­bie­ski ska­fan­der. Biały no­si­ły ko­bie­ty, czar­ny męż­czyź­ni a nie­bie­ski prze­zna­czo­ny był tylko dla do­wód­ców, bez wzglę­du na płeć. Zwy­kle każdy ska­fan­der miał wbu­do­wa­ny jakiś eg­zosz­kie­let, wspo­ma­ga­ją­cy siłę fi­zycz­ną, to my jed­nak nie mo­gli­śmy ich nosić. Było to dla nas za­bro­nio­ne. Tak na­pi­sa­li w re­gu­la­mi­nie eks­pe­ry­men­tu.

Po pię­ciu la­tach mamy na­dzie­ję od­zy­skać peł­nię praw oby­wa­tel­skich. Wiele rze­czy, które mógł robić zwy­kły zja­dacz chle­ba, a wła­ści­wie ko­smo­pap­ki, było dla nas za­bro­nio­ne. Dość tego ga­da­nia o re­gu­la­mi­nach. Muszę Wam po­wie­dzieć, że my nie by­li­śmy naj­lep­si w trzy­ma­niu się ich i tak. A ko­smo­pap­ka sma­ko­wa­ła jak tro­ci­ny.

Bardo idzie z nami i ochro­ną do Qu­ad­co­ma, to taki łazik, który za­pew­nia pa­sa­że­rom od­po­wied­nią mie­szan­kę gazów do od­dy­cha­nia i wła­ści­we ci­śnie­nie we­wnątrz, tak by nawet bez ska­fan­dra, można było nim po­dró­żo­wać. Wsie­dli­śmy do niego w doku lą­do­wym, skąd wy­ru­szy­li­śmy w po­dróż do pla­ców­ki ba­daw­czej nr R-31.

W pew­nym mo­men­cie za­uwa­ży­li­śmy ro­ba­ki Kad­da­sa, które prze­ci­na­ły nam drogę. Były to ohyd­ne ro­ba­le, wy­so­ko­ści od kilku do nawet kil­ku­na­stu me­trów. Efekt nie­uda­nej in­ży­nie­rii ge­ne­tycz­nej. Było ich kilka. Bardo na­tych­miast za­re­ago­wa­ła i dała nam do ręki kilka sztuk spraw­nej broni. Nigdy nie mia­łem do czy­nie­nia z praw­dzi­wą bro­nią. Po­tra­fi­łem je­dy­nie strze­lać ba­wiąc się na sy­mu­la­to­rze. Mu­sia­łem więc się od­wa­żyć by sta­nąć oko w oko z ro­ba­la­mi. Nie było in­ne­go wyj­ścia. Ro­ba­ki nie za­mie­rza­ły dać za wy­gra­ną. Były bar­dzo agre­syw­ne, i jak na zwie­rzę­ta – dość in­te­li­gent­ne. Bak­cyl uśmie­chał się zu­chwa­le, gdyż znów mógł od­zy­skać broń, którą jako straż­nik wię­zien­ny mógł uży­wać.

Wzię­li­śmy broń, wy­szli­śmy z ła­zi­ka i za­czę­li­śmy ata­ko­wać pod­stęp­ne kre­atu­ry. Nie lubią ludzi bo za­kłó­ca­ją ich spo­kój na Księ­ży­cu. Czują, że Księ­życ na­le­ży do nich, taka już ich na­tu­ra. Miały być obiek­tem eks­pe­ry­men­tu i były, lecz wy­mknę­ły się spod kon­tro­li. Czuły się nie­god­nie trak­to­wa­ne pod­czas eks­pe­ry­men­tu, teraz zaś od­czu­ły swą god­ność nie­mal jak lu­dzie. Wal­czy­ły o teren do za­miesz­ka­nia.

Za­czę­li­śmy strze­lać se­ria­mi, raz po raz od­da­jąc ko­lej­ne strza­ły. Ro­ba­le z po­cząt­ku nie od­pusz­cza­ły, chcia­ły wal­czyć z nami. Lała się z nich krew. Nie tak łatwo było je zabić. W pew­nym mo­men­cie Bak­cy­lo­wi udało się uni­ce­stwić pierw­sze bydlę. Bardo usta­wi­ła się przed nami. Chcia­łem rów­nież do­trzy­mać tempa to­wa­rzy­szom, więc pod­sze­dłem do niej i sta­ną­łem za nią. Wtedy nagle wy­grze­bał się ko­lej­ny robal przed nami. Był bar­dzo bli­sko, w od­le­gło­ści kilku me­trów. W po­śpie­chu od­da­łem strzał, mar­nie przy tym ce­lu­jąc. Po­strze­li­łem wtedy kie­row­nicz­kę w stopę.

– Ożeż ty Toman! Co ty do cho­le­ry ro­bisz? Rzuć broń na­tych­miast na zie­mię, je­że­li nie po­tra­fisz się nią po­słu­gi­wać! – Rzuć broń po­wie­dzia­łam!

– Ja już się po­sta­ram teraz. – ją­ka­łem się.

Dako, sto­jąc z tyłu, oddał kilka strza­łów do fe­ler­ne­go ro­ba­la sto­ją­ce­go nie­opo­dal. Udało mu się go osła­bić. Robal scho­wał się do ziemi. 

– Po­wie­dzia­łam rzuć broń!

My­śla­łem, że uda mi się jakoś za­pre­zen­to­wać, po­ka­zać co po­tra­fię. Zwąt­pi­łem jed­nak w sie­bie, uświa­do­mi­łem sobie wtedy, że nie wy­ko­nu­ję roz­ka­zu. Rzu­ci­łem broń na zie­mię i chcia­łem prze­pro­sić, nie zdą­ży­łem jed­nak.

– Teraz się nie ru­szaj. Cof­nij się! – ze stra­chu wy­da­ła dwa sprzecz­ne roz­ka­zy. Wy­ko­na­łem ten drugi.

– Mam na­dzie­ję, że nie bę­dziesz spra­wiać kło­po­tów. Za­sta­no­wię się jesz­cze nad tobą. – za­gro­zi­ła.

Wy­stra­szy­łem się wtedy. Zda­łem sobie spra­wę z tego, że mogę mieć przez to po­waż­ne pro­ble­my.

– Dako, ata­kuj tego ro­ba­la je­że­li się po­ja­wi znowu! – wy­da­ła roz­kaz.

– Bak­cyl – cią­gnę­ła dalej – bądź ostroż­ny rów­nież! Ata­kuj po­zo­sta­łe.

Od­su­ną­łem się jesz­cze bar­dziej w tył. Bacz­nie ob­ser­wo­wa­łem po­czy­na­nia moich to­wa­rzy­szy. Byłem wście­kły na sa­me­go sie­bie.

Oba­wia­li­śmy się tego, że gdy wsią­dzie­my do ła­zi­ka, znów wyjdą na wierzch by nas za­ata­ko­wać. Od­cze­ka­li­śmy więc kilka jed­no­stek czasu i ru­szy­li­śmy w dal­szą po­dróż. Choć wy­nu­rzy­ły się z Ziemi ja­kieś pięć­dzie­siąt me­trów od nas ko­lej­ne ro­ba­ki, nie ata­ko­wa­ły, więc je­cha­li­śmy dalej, po­wo­li i ostroż­nie nie chcąc ich draż­nić.

 

***

 

Sto pięt­na­ście jed­no­stek czasu póź­niej do­tar­li­śmy do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31. Za­sko­czył nas jej roz­miar, był… nie­wiel­ki. Spo­dzie­wa­li­śmy się dużej pla­ców­ki ba­daw­czej, a na miej­scu oka­za­ło się, że jest tylko kilka bu­dyn­ków-kon­te­ne­rów.

Jak się do­wie­dzie­li­śmy na miej­scu, pla­ców­ka ta bada za­cho­wa­nie larw Kad­da­sa oraz tłumi ich nad­mier­ną ak­tyw­ność w oko­li­cy przy po­mo­cy sprzę­tu zbroj­ne­go, głów­nie ka­ra­bi­nów pro­to­no­wych, które uniesz­ko­dli­wia­ją każdą żywą ma­te­rię, skła­da­ją­cą się głów­nie z pro­to­pla­zmy. Można więc po­wie­dzieć, że przed­smak tego co bę­dzie­my robić, mamy już za sobą. Choć nikt nam tego nie po­wie­dział, to nie mam im tego za złe. Lep­sze to niż sie­dze­nie w celi. Tam też się umie­ra, a tu przy­naj­mniej jest akcja i mam po­czu­cie, że do cze­goś się przy­da­ję. Tak pew­nie my­ślał każdy z nas, choć nie roz­ma­wia­li­śmy o tym.

Spę­dzi­li­śmy mie­siąc w owej pla­ców­ce, wal­cząc z lar­wa­mi oraz śle­dząc ich ruchy na ekra­nach mo­ni­to­rów. Raz udało się Bak­cy­lo­wi nawet sa­mo­dziel­nie za­strze­lić trzy ro­ba­le. To był nie­zły wy­czyn. Ja wo­la­łem sie­dzieć sa­mo­dziel­nie przed ekra­nem mo­ni­to­ra i śle­dzić po­stę­po­wa­nie larw. Udało mi się nawet wy­cią­gnąć kilka wnio­sków, które za­mel­do­wa­łem Bardo. Ge­ne­ral­nie jed­nak po mie­sią­cu ta praca za­czy­na­ła być dla mnie zbyt mo­no­ton­na. Bak­cyl przy­naj­mniej wal­czył z lar­wa­mi; ja jed­nak mimo wszyst­ko wo­la­łem nie ry­zy­ko­wać.

Na Ziemi roz­pę­ta­ła się za­ra­za. Nowy szczep bak­te­rii oka­zał się wy­jąt­ko­wo groź­ny. Zdzie­siąt­ko­wał naj­pierw ludzi w Korei Po­łu­dnio­wej, gdzie aste­ro­ida ude­rzy­ła, na­stęp­nie roz­prze­strze­nił się na Koreę Pół­noc­ną i resz­tę Azji. Choć Rada od­ra­dza­ła po­dró­żo­wa­nia i tak wie­dzie­li, że jest to nie­unik­nio­ne, że lu­dzie będą po­dró­żo­wać i przy­wio­zą ze sobą cho­ro­bę w inne za­kąt­ki świa­ta. Tony sprzę­tu kom­pu­te­ro­we­go, broni, i po­zo­sta­łe­go to­wa­ru jaki trans­por­to­wa­ny jest po­mię­dzy kon­ty­nen­ta­mi, do­dat­ko­wo po­tę­go­wa­ły roz­prze­strze­nia­nie się bak­te­rii. Nic nie można było na to po­ra­dzić.

 

 

***

 

 

Na Ziemi ru­szy­ły ba­da­nia w kie­run­ku opra­co­wa­nia no­we­go leku na nową cho­ro­bę. Pierw­sze próby oka­zy­wa­ły się nie­sku­tecz­ne lub nawet do­dat­ko­wo po­gar­sza­ły prze­bieg cho­ro­by. Po kilku mie­sią­cach na­ukow­cy na Ziemi opra­co­wa­li szcze­gól­ny ro­dzaj szcze­pion­ki mo­gą­cej za­ha­mo­wać roz­wój bak­te­rii w or­ga­ni­zmie. Wtedy ponad trzy czwar­te lud­no­ści na Ziemi już nie żyło. Zgi­nę­ło też wielu spe­cja­li­stów, któ­rzy pra­co­wa­li nad szcze­pion­ką. Do­dat­ko­wo opóź­ni­ło to pracę nad nią. Po­kła­da­no na­dzie­ję w nowym leku, lecz wia­do­mo było, że mógł on spo­wo­do­wać śmierć przez po­ra­że­nie ukła­du ner­wo­we­go. Wstęp­ne ba­da­nia na szczu­rach wy­ka­za­ły taki sku­tek. Choć cho­ro­ba ata­ko­wa­ła tylko ludzi, to ba­da­nia na szczu­rach mu­sia­ły być mimo to prze­pro­wa­dzo­ne, w celu upew­nie­nia się co do bez­pie­czeń­stwa sto­so­wa­nia leku.

Wpa­dłem na po­mysł by wy­pró­bo­wać tę szcze­pion­kę na sobie, mimo iż nie byłem chory. Chcia­łem wró­cić na Zie­mię, choć nie mia­łem od­wa­gi pro­po­no­wać ni­ko­mu z do­wódz­twa ta­kie­go eks­pe­ry­men­tu. Mia­łem na­dzie­ję, że je­że­li prze­ży­ję, to po­zwo­lą mi wró­cić na Zie­mię żyć jako wolny czło­wiek.

Pod­czas gdy spo­ży­wa­li­śmy ostat­ni po­si­łek po całym dniu pracy, przy­szła do nas Bardo oznaj­mia­jąc, że jeden z nas może wziąć udział w eks­pe­ry­men­cie, po­le­ga­ją­cym na przy­ję­ciu no­we­go leku i po­wro­cie na Zie­mię. Choć było uza­sad­nie­nie, że lek może za­po­biec za­ka­że­niu, to wie­rzo­no rów­nież w to, że jest w sta­nie od­wró­cić bieg cho­ro­by i spo­wo­do­wać wy­zdro­wie­nie.

Kie­row­nicz­ka za­py­ta­ła czy któ­ryś z nas zgła­sza się na ochot­ni­ka. Każdy z nas, prócz Bak­cy­la wy­ra­ził taką chęć. Bak­cy­lo­wi spodo­ba­ła się praca w jed­no­st­ce R-31 po­le­ga­ją­ca na tę­pie­niu larw. Czuł, że w końcu ma kon­tro­lę nad sy­tu­acją i może się w jakiś spo­sób roz­ła­do­wać swój gniew.

Bardo po­sta­no­wi­ła zatem zro­bić lo­so­wa­nie. Przy­po­rząd­ko­wa­ła nam licz­by. Na­stęp­nie uru­cho­mi­ła ge­ne­ra­tor i wy­lo­so­wa­ła licz­bę trzy. Tak to ja. Mia­łem to szczę­ście. Przed ocza­mi mia­łem jed­no­cze­śnie swoją śmierć i życie na wol­no­ści. Przed­smak tego co do­świad­czy­łem tutaj w tej pla­ców­ce zmo­ty­wo­wał mnie by po­wal­czyć o godne życie i moż­li­wość na­pra­wie­nia swo­ich błę­dów. Choć na­gro­da była wiel­ka, to i ry­zy­ko rów­nież.

Kie­row­nicz­ka za­py­ta­ła mnie czy na pewno zga­dzam się na to, aby przy­jąć eks­pe­ry­men­tal­ną szcze­pion­kę?

Za­sta­no­wi­łem się nad tym. Ża­ło­wa­łem wtedy sie­bie sa­me­go. Było mi przy­kro z tego po­wo­du, że do­pu­ści­łem się na Ziemi czynu ka­ral­ne­go.

Do­pie­ro po tym jak od­by­łem pierw­sze dwa lata kary, do­ce­ni­łem jaką war­tość ma skrom­nie, uczci­we życie oraz bli­scy.

Za­czą­łem się wahać. Może le­piej się wy­co­fać i dożyć swo­jej sta­ro­ści ob­ser­wu­jąc ro­ba­ki w pla­ców­ce R-31, czy od­wa­żyć się się­gnąć po praw­dzi­wą wol­ność. Gdyby lek oka­zał się sku­tecz­ny to mógł­bym zo­stać nawet bo­ha­te­rem, który ura­to­wał całą pla­ne­tę przed nie­chyb­ną śmier­cią, i kto wie, może Księ­życ też. Gdyby jed­nak za­dzia­łał ra­żą­co na mój układ ner­wo­wy, mógł­bym zwi­ja­jąc się z bólu sko­nać jako nędz­nik.

Życie na­uczy­ło mnie jed­nak mą­drze ry­zy­ko­wać. Wo­la­łem za­wsze po­dej­mo­wać walkę z prze­ciw­no­ścia­mi losu i na­uczy­łem się rów­nież ra­dzić sobie w życiu. Zle­ce­nia, które wy­ko­ny­wa­łem na Ziemi, były do­dat­ko­wą pracą. Wy­ko­ny­wa­nie zle­ceń, dzia­ła­jąc na po­gra­ni­czu prawa lub je ła­miąc, spy­cha­ło mnie po równi po­chy­łej. W końcu za­le­ża­ło mi wtedy tylko na pie­nią­dzach.

Wa­ha­łem się co wy­brać. Żyć czy nie żyć? Praca i nie­wo­la czy wol­ność lub zgon. Wy­bra­łem jed­nak tę drugą opcję. Wol­ność lub zgon. Na­praw­dę chcia­łem się zre­ha­bi­li­to­wać po tym co zro­bi­łem i móc od­zy­skać dawno utra­co­ną god­ność, którą mia­łem na Ziemi.

Od­po­wie­dzia­łem Bardo, że je­stem gotów. Skoro zo­sta­łem wy­lo­so­wa­ny i we­wnętrz­nie czuję się po­go­dzo­ny z moż­li­wy­mi roz­wo­ja­mi sy­tu­acji, de­cy­du­ję się wziąć udział w ko­lej­nym eks­pe­ry­men­cie. Mam na­dzie­ję od­zy­skać wol­ność i god­ność, którą utra­ci­łem jako prze­stęp­ca.

Bardo po­chwa­li­ła moją de­cy­zję. Była rada z tego po­wo­du, że zna­lazł się ochot­nik go­to­wy do przy­ję­cia szcze­pion­ki. Oświad­czy­ła, że dla uprosz­cze­nia i skró­ce­nia pro­ce­du­ry nie muszę le­cieć na Zie­mię by tam ją przy­jąć, lecz będę mógł to zro­bić tutaj, w bazie. Szcze­pion­ka już była na miej­scu. Bardo li­czy­ła się z tym, że któ­ryś z nas zgo­dzi się na eks­pe­ry­ment. Nie prze­li­czy­ła się.

Jako że ów me­dy­ka­ment mógł spo­wo­do­wać ry­chły zgon, Bardo po­zwo­li­ła mi po­wie­dzieć swoje ostat­nie słowa eki­pie. Wy­zna­łem wtedy, że mam ro­dzi­nę na Ziemi, do któ­rej pra­gnę wró­cić i ża­łu­ję czynu po­peł­nio­ne­go tam. Choć nie wiem czy mogę wró­cić do ro­dzi­ny, to chcę coś zro­bić dla nich. Przy­naj­mniej się od­wa­żyć.

Po­pro­si­łem o lek, więc po­da­no mi go. Mia­łem wtedy przed oczy­ma całe swoje życie. Oba­wia­łem się naj­gor­sze­go. Prze­ży­łem jed­nak klu­czo­wą go­dzi­nę, która mogła być dla mnie naj­gor­szą go­dzi­ną mo­je­go życia, lecz oka­za­ła się go­dzi­ną łaski i wy­swo­bo­dze­nia. Bardo po­dzię­ko­wa­ła mi i po­in­for­mo­wa­ła, że trze­ba jesz­cze od­cze­kać całą dobę czasu ziem­skie­go, by upew­nić się czy lek nie spo­wo­du­je ja­kie­go­kol­wiek uszko­dze­nia ukła­du ner­wo­we­go.

Oka­za­ło się, że nic złego z moim ukła­dem ner­wo­wym się nie stało. Prze­ży­łem. Jedną ziem­ską dobę póź­niej czu­łem się zu­peł­nie sobą. Choć mdli­ło mnie tro­chę w nocy i nad ranem, to poza tym nie od­czu­łem żad­nych in­nych skut­ków ubocz­nych. Pro­blem do­pie­ro po­ja­wił się wtedy, gdy oka­za­ło się, że nie pa­mię­tam swo­je­go po­by­tu w tej pla­ców­ce i ca­łe­go swo­je­go do­tych­cza­so­we­go życia. Do­zna­łem wtedy cał­ko­wi­tej amne­zji.

Kil­ka­na­ście go­dzin trwa­ło przy­po­mi­na­nie mi do­tych­cza­so­we­go życia i tego co zro­bi­łem do tej pory. Naj­cię­żej było mi po­go­dzić się z tym prze­stęp­stwem, które po­peł­ni­łem na Ziemi. Otu­chy do­da­wa­ło mi to jed­nak, że zo­sta­łem wy­bra­ny do eks­pe­ry­men­tu. Przy­po­mnia­no mi, że w wy­ni­ku ude­rze­nia aste­ro­idy za­wie­ra­ją­cej nie­zna­ny szczep bak­te­rii na Ziemi do­szło do zdzie­siąt­ko­wa­nia licz­by po­pu­la­cji. Naj­gor­sze do uwie­rze­nia było jed­nak do­pie­ro przede mną. Do­wie­dzia­łem isę, że zgło­si­łem się na ochot­ni­ka do przy­ję­cia eks­pe­ry­men­tal­ne­go leku, który mógł spo­wo­do­wać mój zgon. Po­in­for­mo­wa­no mnie jed­nak, że prze­ży­łem i je­dy­ne co mogli za­ob­ser­wo­wać to moją amne­zję. Bar­dzo się tego wy­stra­szy­łem. Bałem się tego co jesz­cze głu­pie­go mo­głem zro­bić w swoim życiu o czym nie wiem. Może mam dziec­ko. Może mam żonę. Może zo­sta­wi­łem kogoś. Mo­men­tal­nie jed­nak wró­ci­ła mi cała pa­mięć. Le­karz, który mnie zba­dał, oświad­czył że chwi­lo­wa amne­zja była spo­wo­do­wa­na naj­praw­do­po­dob­niej sil­nym wstrzą­sem psy­chicz­nym. Rada zo­sta­ła nie­zwłocz­nie o tym po­in­for­mo­wa­na.

 

***

 

Rada za­de­cy­do­wa­ła o prze­wie­zie­niu mnie na Zie­mię, bym mógł w szpi­ta­lu, w izo­lat­ce, prze­by­wać przez kilka dni, celem spraw­dze­nia czy aby na pewno je­stem od­por­ny na fe­ler­ną bak­te­rię. W pla­ców­ce znaj­do­wa­li się pa­cjen­ci, któ­rzy byli już skraj­nie wy­czer­pa­ni cho­ro­bą i sil­nie za­in­fe­ko­wa­ni bak­te­rią.

Mi­nę­ło kilka dni i nadal byłem zdro­wy. Nie do­tknę­ło mnie nic złego, z tych wszyst­kich rze­czy, któ­rych się naj­bar­dziej bałem.

Po dwóch ty­go­dniach oka­za­ło się, że szcze­pion­ka za­dzia­ła­ła w stu pro­cen­tach. Nie mo­głem po­siąść się z ra­do­ści, że nie za­ra­zi­łem się tą tref­ną bak­te­rią, i że szcze­pion­ka za­dzia­ła­ła. Po­czu­łem się wtedy jak bo­ha­ter. Nie mo­głem w to uwie­rzyć, że czeka mnie wol­ność, że mogę być wol­nym czło­wie­kiem, tu na Ziemi.

 

***

 

Rada wy­wią­za­ła się z obiet­ni­cy. Wy­pi­su­jąc mnie ze szpi­ta­la do­sta­łem po­zwo­le­nie na to, żeby wieść swo­bod­ne życie tutaj na Ziemi, nie mu­sząc już wra­cać ani na Księ­życ, ani do wię­zie­nia na Ziemi.

Pierw­sze co chcia­łem zro­bić, to od­na­leźć swoją ro­dzi­nę – żonę i dziec­ko. Po­my­śla­łem, że pew­nie żona ma już kogoś, pew­nie ma mnie dość, no chyba, że aku­rat czeka na mnie, w co bar­dzo wąt­pię.

Nie wie­dzia­łem jak się do tego za­brać, kom­plet­nie nie mia­łem po­ję­cia. Do­sta­łem miesz­ka­nie za­stęp­cze na ty­dzień celem zna­le­zie­nia sobie pracy i ko­lej­ne­go miesz­ka­nia. 

Uda­łem się więc do niego. Nie było tam żad­ne­go wy­po­sa­że­nia, poza pa­ro­ma me­bla­mi i ka­bi­ną prysz­ni­co­wą. Jeden pokój. Sko­rzy­sta­łem z ko­mu­ni­ka­to­ra, za po­mo­cą któ­re­go uzy­ska­łem do­stęp do czę­ści in­for­ma­cyj­nej Cen­tra­ne­tu oraz ko­re­spon­de­cji.

Ze wzglę­du na to, że byłem ka­ra­ny, nie mo­głem uzy­skać peł­ne­go do­stę­pu. Sko­rzy­sta­łem zatem z ko­mu­ni­ka­to­ra do zna­le­zie­nia pracy.

O pracę nie było trud­no. W tych cza­sach nie było czło­wie­ka, który nie byłby za­trud­nio­ny, chyba że na wła­sne ży­cze­nie. Wcze­śniej jak do­ra­bia­łem wy­ko­nu­jąc zle­ce­nia był kry­zys na rynku pracy, wiele kor­po­ra­cji zo­sta­ło za­mknię­tych i wielu ludzi stra­ci­ło pracę. Można było się za­trud­nić, jed­nak staw­ki były tak ni­skie, że po­sta­no­wi­łem nie być tak uczci­wym i móc do­ro­bić wię­cej. Chcia­łem za­cząć sku­py­wać nie­le­gal­nie broń i nią han­dlo­wać. Wiele do­wie­dzia­łem się na temat ak­tu­al­ne­go za­po­trze­bo­wa­nia z opa­ski, którą zła­ma­łem zanim tra­fi­łem do wię­zie­nia. Teraz od­wró­ci­łem się już od tego zła.

Wy­świe­tli­ło mi je­de­na­ście ofert pracy w mojej oko­li­cy. Nie ma co wy­bre­dzać – po­my­śla­łem. Po tej od­siad­ce jest moż­li­wość, że nikt mnie nie za­trud­ni ze wzglę­du na wpisy w mojej kar­to­te­ce, które każdy oby­wa­tel może spraw­dzić w spi­sie lud­no­ści, nie mó­wiąc już o pra­co­daw­cy, który tam za­wsze za­glą­da.

Skła­dam więc wnio­sek o pracę do kor­po­ra­cji GConn. Jest nie­wiel­ka szan­sa, że mnie przyj­mą, jed­nak po­sta­no­wi­łem spró­bo­wać. Są od­po­wie­dzial­ni za wspar­cie pro­gra­mo­we nie­mal całej sieci Cen­tra­ne­tu, przy­naj­mniej tej czę­ści, którą od­wie­dza­ją uczci­wi oby­wa­te­le. W dzi­siej­szych cza­sach nie pisze się już podań, ży­cio­ry­sów i wnio­sków for­mie pi­sem­nej, tylko na­le­ży na­grać trzy mi­nu­to­wy klip przy uży­ciu ko­mu­ni­ka­to­ra i tam opo­wie­dzieć o sobie, na­stęp­nie wy­słać wnio­sek do od­po­wied­nie­go ad­re­sa­ta, w tym przy­pad­ku mo­je­go po­ten­cjal­ne­go pra­co­daw­cy. Przed­sta­wi­łem więc swoją syl­wet­kę, mó­wiąc naj­pierw o swoim po­by­cie w wię­zie­niu, póź­niej o sta­tu­sie więź­nia eks­pe­ry­men­tal­ne­go, o szcze­pion­ce, i o po­wro­cie na Zie­mię. Na końcu wspo­mnia­łem o moich umie­jęt­no­ściach tech­nicz­nych. Oka­za­ło się, że to nie po­trzeb­ne, dla­te­go, że każdy mnie już znał.

Zło­ży­łem jesz­cze dwa wnio­ski do ko­lej­nych dwóch kor­po­ra­cji. Jedną z nich była XWep zaj­mu­ją­ca się pro­duk­cją sprzę­tu zbroj­ne­go, a druga to SecG, od­po­wia­da­ją­ca za bez­pie­czeń­stwo cy­ber­ne­tycz­ne Cen­tra­ne­tu. Zmę­czo­ny wy­sił­kiem po­ło­ży­łem się spać.

 

***

 

Noc prze­spa­łem do­brze. Obu­dzi­łem się po dwu­na­stu go­dzi­nach, wy­spa­ny jak nigdy. Spo­glą­dam na ko­mu­ni­ka­tor, nie ma żad­ne­go od­ze­wu.

Wzią­łem prysz­nic. Le­d­wie wy­cho­dzę, żeby się wy­trzeć a tu sły­szę dźwięk ko­mu­ni­ka­to­ra.

Pędzę nago, pa­trzę a tam wia­do­mość od SecG. Cie­ka­we czy mnie przy­ję­li. Od­czy­tu­ję temat wia­do­mo­ści: «wnio­sek o przy­ję­cie za­twier­dzo­ny».

Do­ce­ni­li moje umie­jęt­no­ści. Mogę pra­co­wać nad uszczel­nia­niem za­bez­pie­czeń, znam się na ich ła­ma­niu, jed­nak nie mam za­mia­ru już dzia­łać nie­zgod­nie z pra­wem. 

Tym­cza­sem na­gry­wam wia­do­mość wideo, którą wyślę do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31 na Księ­ży­cu. Kie­ru­ję wia­do­mość do Bak­cy­la. «Bak­cyl, mam na­dzie­ję, że ro­ba­ki nie od­gry­zły Ci dupy. Mnie się udało prze­żyć. Jak za­pew­ne już wiesz, szcze­pion­ka za­dzia­ła­ła. Do­sta­łem miesz­ka­nie za­stęp­cze. Zna­la­złem pracę.»

Le­d­wie od­sze­dłem od ko­mu­ni­ka­to­ra, usły­sza­łem dzwo­nek do drzwi. 

– Tu służ­by Cen­tra­ne­tu, mamy za­miar nadać panu opa­skę za­wie­ra­ją­cą oso­bi­sty iden­ty­fi­ka­tor oraz ma­ga­zyn pa­mię­ci. Oto ona, pro­szę ją za­ło­żyć.

Po­czu­łem się wtedy wol­nym czło­wie­kiem. Za­czę­ła mnie roz­pie­rać ener­gia. W końcu od­zy­ska­łem god­ność i wol­ność, na którą sobie za­pra­co­wa­łem.

Przy­ją­łem więc opa­skę. Teraz mia­łem już wła­sny numer iden­ty­fi­ka­cyj­ny. Po­dzię­ko­wa­łem służ­bom i uda­łem się do ko­mu­ni­ka­to­ra by użyć swo­jej opa­ski. Mo­głem spraw­dzić bazę da­nych lud­no­ści. Oka­za­ło się, że żona nie żyje. Zgi­nę­ła na sku­tek za­ka­że­nia bak­te­rią BX-152. Od­szu­ka­łem rów­nież in­for­ma­cji na temat mo­je­go syna Hen­ry­ka. Z in­for­ma­cji wy­ni­ka, że po­wi­nien mieć się do­brze.

 

***

 

Przy­szła wia­do­mość od Bak­cy­la. «Bak­cyl Cię po­zdra­wia. Dupa cała i w po­rząd­ku a dupa larw w nie naj­lep­szej kon­dy­cji. Do­wie­dli­śmy, że szcze­pion­ka dzia­ła uśmier­ca­ją­co na ro­ba­ki Kad­da­sa. Mamy lek na dwie za­ra­zy. Po­trzeb­ne nam so­lid­ne wspar­cie. Nasza jed­nost­ka zo­sta­nie wkrót­ce roz­bu­do­wa­na i mamy za­miar roz­pra­wić się z tymi lar­wa­mi raz na za­wsze. Mam za­miar wró­cić kie­dyś na Zie­mię. Mordę ci sko­pię za to, Cie­bie z nami nie ma. Przy­jedź nas od­wie­dzić.»

Po­ło­ży­łem się na chwi­lę by się od­prę­żyć i zre­lak­so­wać. Od­prę­ży­łem się, i po­my­śla­łem o tym jak sy­tu­acja na świe­cie się po­pra­wi­ła. Nie tylko na samej Ziemi, ale i rów­nież na Księ­ży­cu jest na­dzie­ja na spo­koj­ne życie. Za­czą­łem snuć ma­rze­nia o nowej part­ner­ce, pracy, domu i wszyst­kich tych rze­czach, które pra­gnie mieć czło­wiek. Z przy­jem­ne­go wy­po­czyn­ku wy­rwał mnie sy­gnał wia­do­mo­ści ko­mu­ni­ka­to­ra.

«Wia­do­mość gło­so­wa od SecG». Leżąc wy­da­łem po­le­ce­nie «od­twórz». «Pro­si­my sta­wić się na spo­tka­nie w bazie In­fer­no dwa­na­ście na Księ­ży­cu, upły­wu czasu dzie­sięć jed­no­stek peł­nych pią­te­go dnia ty­go­dnia».

Koniec

Komentarze

Rgru­zie, masz błąd w ty­tu­le – a my­śla­łam, że to ce­lo­wo. Nie mu­sisz też po­wta­rzać ty­tu­łu w tek­ście, bo edy­tor sam go wsta­wia

http://altronapoleone.home.blog

Dzię­ki, po­pra­wi­łem.

No cóż, Rgru­zie, przy­kro mi to pisać, ale Ko­smicz­na za­ra­za, w obec­nym kształ­cie, ra­czej nie na­da­je się do czy­ta­nia. Mam wra­że­nie, że chcia­łeś tu zmie­ścić różne po­my­sły, które przy­szły Ci do głowy, skut­kiem czego wy­szedł wiel­ki misz­masz, łą­czą­cy wszyst­ko ze wszyst­kim, tyle że jak na mój gust, po­zba­wio­ny więk­sze­go sensu, że o nie­praw­do­po­do­bień­stwie opi­sa­nych zda­rzeń nie wspo­mnę.

Wy­ko­na­nie woła o po­mstę do nieba, a do po­pra­wie­nia jest tu nie­mal każde zda­nie. Dawno nie czy­ta­łam tak źle na­pi­sa­ne­go opo­wia­da­nia. Su­ge­ru­ję, Rgru­zie, abyś może chwi­lo­wo za­wie­sił próby li­te­rac­kie, a zy­ska­ny czas po­świę­cił na przy­swo­je­nie sobie zasad rzą­dzą­cych ję­zy­kiem pol­skim. I dużo, na­praw­dę dużo czy­taj.

 

Wśród za­ło­gi pa­no­wa­ła ner­wo­wa at­mos­fe­ra. Ko­man­dor Zer­kad był po­de­ner­wo­wa­ny. Resz­ta za­ło­gi rów­nież była w nie naj­lep­szym na­stro­ju. Za­ło­gant, z któ­rym ko­man­dor… ―> Po­wtó­rze­nia.

 

wciąż cho­dził w te i we wte… ―> …wciąż cho­dził w tę i we w tę

 

Do­wód­ca rzu­cił mu kilka słów re­pry­men­dy… ―> Re­pry­men­da to ostre upo­mnie­nie, słów re­pry­men­dy nie rzuca się.

Pro­po­nu­ję: Do­wód­ca udzie­lił mu re­pry­men­dy

 

So­lid­na po­stu­ra po­wo­do­wa­ła, że bu­dził re­spekt już na sam widok. ―> Ra­czej: So­lid­na po­stu­ra po­wo­do­wa­ła, że już sam jego widok bu­dził re­spekt.

 

Na pierw­szy rzut oka wy­glą­da­ło, że miał cha­rak­ter. Do­mi­nu­ją­ca oso­bo­wość. ―> Po czym, na pierw­szy rzut oka, można po­znać, że ktoś ma cha­rak­ter i oso­bo­wość?

 

Nie wy­ko­ny­wa­nie po­le­ceń mogło by mi za­szko­dzić. ―> Niewy­ko­ny­wa­nie po­le­ceń mo­gło­by mi za­szko­dzić.

 

do­sta­łem pro­po­zy­cję dal­sze­go wy­ko­na­nia kary po­przez pracę… ―> Bo­ha­ter nie wy­ko­nu­je kary.

Pro­po­nu­ję: …do­sta­łem pro­po­zy­cję dal­sze­go od­by­cia kary po­przez pracę

 

Rada po­trze­bo­wa­ła pra­cow­ni­ków do nowej pla­ców­ki, po­sta­no­wi­ła zatem po­słu­żyć się kil­ko­ma do­brze ro­ku­ją­cy­mi więź­nia­mi i dać im szan­sę na po­pra­wę. ―> Zda­nie brzmi nie naj­le­piej. Po­pra­wę wy­ka­za­li już sami więź­nio­wie.

Pro­po­nu­ję: Rada po­trze­bo­wa­ła pra­cow­ni­ków do nowej pla­ców­ki, po­sta­no­wi­ła zatem dać szan­sę do­brze ro­ku­ją­cym więź­niom i tam ich za­trud­nić.

 

Po­dej­mo­wa­łem wąt­pli­we prace… ―> Na czym po­le­ga wąt­pli­wość pracy?

 

Stra­ci­łem przez to żonę i syna, i gdyby nie to dalej cie­szył­bym się wol­no­ścią na Ziemi. ―> Czy do­brze ro­zu­miem, że stra­ta żony i syna była po­wo­dem utra­ty wol­no­ści?

 

– Toman. Przy­nieś colę, na­pi­je­my się. – roz­ka­zał Bak­cyl. Nie lubię jak ktoś wy­da­je mi roz­ka­zy. Od razu po­my­śla­łem, że będą z nim pro­ble­my. Nie cier­pię ludzi, któ­rzy pró­bu­ją już na po­cząt­ku kogoś zdo­mi­no­wać. ―> Zbęd­na krop­ka po wy­po­wie­dzi. Nar­ra­cji nie za­pi­su­je­my razem z di­da­ska­lia­mi. Winno być:

– Toman, przy­nieś colę, na­pi­je­my się – roz­ka­zał Bak­cyl.

Nie lubię jak ktoś wy­da­je mi roz­ka­zy. Od razu po­my­śla­łem, że będą z nim pro­ble­my. Nie cier­pię ludzi, któ­rzy pró­bu­ją już na po­cząt­ku kogoś zdo­mi­no­wać.

Tu znaj­dziesz wska­zów­ki, jak za­pi­sy­wać dia­lo­gi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

będę się na­igra­wał sięCie­bie, jed­nak widzę… ―> …będę się na­igra­wał z cie­bie, jed­nak widzę

Dwa grzyb­ki w barsz­czy­ku.

Za­im­ki pi­sze­my wiel­ka li­te­rą, kiedy zwra­ca­my się do kogoś li­stow­nie. Ten błąd po­ja­wia się także w dal­szej czę­ści tek­stu.

 

Wy­pi­li­śmy nieco i udało mi się nieco od­prę­żyć. ―> Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nie?

 

Sta­tek nie jest du­że­go roz­mia­ru. ―> Zdaje mi się, że le­piej by­ło­by na­pi­sać: Sta­tek nie jest zbyt duży.

 

Wie­zie nas i nieco sprzę­tu do nowej bazy. Za­ło­gę skła­da­ła się z kilku osób… ―> Dla­cze­go zmie­niasz czas? Mie­szasz czasy wie­lo­krot­nie, w całym opo­wia­da­niu.

Li­te­rów­ka.

 

Po­sta­no­wi­łem do niego za­ga­ić. ―> Można za­ga­ić roz­mo­wę z kimś, ale nie można za­ga­ić do kogoś.

Pro­po­nu­ję: Po­sta­no­wi­łem go za­gad­nąć/ do niego za­ga­dać.

 

„Ko­mu­ni­kat numer 335. Rada ze­zwa­la na lą­do­wa­nie stat­ku Ne­va­da-15 na księ­ży­cu. Ko­niec ko­mu­ni­ka­tu.” ―> Krop­kę sta­wia­my po za­mknię­ciu cu­dzy­sło­wu.

 

w ko­lo­rze srebr­no-sza­rym. ―> …w ko­lo­rze srebr­nosza­rym.

 

Każą nam iść za nimi. ―> Każą nam iść za sobą.

 

Ka­za­li prze­strze­gać reguł, oddać im po­słu­szeń­stwo na czas do­star­cze­nia ich do kie­row­ni­ka eks­pe­ry­men­tu, który na nich już cze­kał. ―> Na czym po­le­ga od­da­nie komuś po­słu­szeń­stwa? Kim są ci, któ­rym trze­ba oddać po­słu­szeń­stwo i do­star­czyć do kie­row­ni­ka?

 

oraz odro­bi­nę zie­lo­nej ro­ślin­no­ści w cen­trum po­miesz­cze­nia. Odro­bi­na ro­ślin­no­ści spra­wia… ―> Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nie?

 

czło­wiek czuje się jak w domu, czuje za­pach świe­że­go po­wie­trza… ―> Jak wyżej.

 

musi nam wsz­cze­pić od­po­wied­nie czipy śle­dzą­ce, póź­niej bę­dzie mogła nas do­pu­ścić do szko­le­nia, a na­stęp­nie pracy. Tak też zro­bi­li. Ochro­na wraz z kie­row­nicz­ką Bardo po­szli z nami do sali me­dycz­nej, by tam wsz­cze­pić nam od­po­wied­nie czipy. ―> Czy to po­wtó­rze­nie jest ko­niecz­ne?

 

czy zo­sta­nie­my tutaj w tej pla­ców­ce… ―> Dwa grzyb­ki w barsz­czy­ku.

 

Nie było to bo­le­sne, bo do­sta­li­śmy so­lid­ną por­cję no­wo­cze­sne­go znie­czu­le­nia, które nie po­zwo­li­ło od­czu­wać nam bólu. ―> Po co to do­po­wie­dze­nie? Prze­cież wia­do­mo, czemu służy znie­czu­le­nie.

 

Biały no­si­ły ko­bie­ty, czar­ny męż­czyź­ni a nie­bie­ski prze­zna­czo­ny był tylko dla do­wód­ców… ―> Do­my­ślam się, że ko­bie­ty, męż­czyź­ni i do­wód­cy nie no­si­li jed­ne­go ska­fan­dra, więc: Białe no­si­ły ko­bie­ty, czar­ne męż­czyź­ni a nie­bie­skie prze­zna­czo­ne były tylko dla do­wód­ców

 

Nie wolno nam było na przy­kład sa­mo­dziel­nie po­dró­żo­wać czy uży­wać eg­zosz­kie­le­tu. ―> O eg­zosz­kie­le­tach na­pi­sa­łeś już trzy zda­nia wcze­śniej.

 

Mu­sia­łem więc się od­wa­żyć by sta­nąć oko w oko z pod­stęp­ny­mi ro­ba­la­mi. ―> Skąd wie­dział, że ro­ba­le są pod­stęp­ne?

 

Wzię­li­śmy do ręki broń… ―> Czy ist­nia­ła moż­li­wość, aby wzię­li broń ina­czej, nie do ręki?

Wy­star­czy: Wzię­li­śmy broń

 

Czują, że księ­życ na­le­ży do nich… ―> Czują, że Księ­życ na­le­ży do nich

 

Miały być obiek­tem eks­pe­ry­men­tu i były, lecz wy­mknę­ły się spod kon­tro­li. Czuły się nie­god­nie trak­to­wa­ne pod­czas eks­pe­ry­men­tu, teraz zaś od­czu­ły… ―> Po­wtó­rze­nia.

 

Za­czę­li­śmy strze­lać se­ria­mi, raz po raz od­da­jąc ko­lej­ne strza­ły. ―> Nie znam się na strze­la­niu, ale to mi wy­glą­da na masło ma­śla­ne.

 

Nie tak łatwo było ich zabić. ―> Ro­ba­le są ro­dza­ju mę­sko­zwie­rzę­ce­go, więc: Nie tak łatwo było je zabić.

 

więc pod­sze­dłem do niej i sta­ną­łem nieco za nią. ―> Czy oba za­im­ki są ko­niecz­ne?

 

Robal scho­wał się do zie­mii. ―> Li­te­rów­ka.

 

Rzu­ci­łem broń na Zie­mię i chcia­łem prze­pro­sić… ―> Rzu­ci­łem broń na zie­mię i chcia­łem prze­pro­sić

Chyba że rzu­cił broń z Księ­ży­ca na Zie­mię?

 

Cof­nij się do tyłu! ―> Masło ma­śla­ne ― czy można cof­nąć się do przo­du?

 

Od­cze­ka­li­śmy więc kilka jed­no­stek czasu ru­szy­li­śmy w dal­szą po­dróż. ―> Jed­nost­ka czasu nie mówi mi nic ― o ja­kich jed­nost­kach jest tu mowa?

Kil­ka­na­ście zdań wcze­śniej na­pi­sa­łeś: Po­strze­li­łem wtedy kie­row­nicz­kę w stopę. ―> I co, po­strze­lo­na kie­row­nicz­ka, jakby nic się nie stało, rusza w dal­szą drogę???

 

Choć wy­nu­rzy­ły się z Ziemi ja­kieś 50 me­trów od nas… ―> Choć wy­nu­rzy­ły się z ziemi ja­kieś pięć­dzie­siąt me­trów od nas…

Li­czeb­ni­ki za­pi­su­je­my słow­nie.

 

od nas ko­lej­ne ro­ba­ki, nie ata­ko­wa­ły nas… ―> Czy oba za­im­ku są ko­niecz­ne?

 

do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31. Za­sko­czył nas roz­miar tej pla­ców­ki, był… nie­wiel­ki. Spo­dzie­wa­li­śmy się dużej pla­ców­ki ba­daw­czej, a na miej­scu oka­za­ło się, że jest tylko kilka bu­dyn­ków-kon­te­ne­rów.

Jak się do­wie­dzie­li­śmy na miej­scu, pla­ców­ka ta bada… ―> Po­wtó­rze­nia.

 

Spę­dzi­li­śmy mie­siąc czasu w owej pla­ców­ce… ―> Masło ma­śla­ne ― mie­siąc to czas.

Wy­star­czy: Spę­dzi­li­śmy mie­siąc w owej pla­ców­ce

 

by wy­pró­bo­wać szcze­pion­kę na sobie… ―> …by wy­pró­bo­wać szcze­pion­kę na sobie

 

że lek może prze­ciw­dzia­łać byciu za­ka­żo­nym… ―> Ra­czej: …że lek może za­po­biec za­ka­że­niu

 

za­py­ta­ła nas czy któ­ryś z nas zgła­sza… ―> Pierw­szy za­imek jest zbęd­ny.

 

Każdy z nas, prócz Bak­cy­la wy­ra­ził taką chęć. ―> Oso­bli­wie to brzmi, bo prze­cież było ich trzech, więc każdy to za­le­d­wie dwóch.

 

Przy­po­rząd­ko­wa­ła nam licz­by. Na­stęp­nie uru­cho­mi­ła ge­ne­ra­tor liczb i wy­lo­so­wa­ła licz­bę trzy. ―> Pa­skud­ne po­wtó­rze­nia.

 

Mia­łem to szczę­ście. Przed ocza­mi mia­łem jed­no­cze­śnie… ―> Po­wtó­rze­nie.

 

życie w wol­no­ści na Ziemi. Przed­smak wol­no­ści ja­kie­go do­świad­czy­łem tutaj w tej pla­ców­ce zmo­ty­wo­wał mnie by po­wal­czyć o godne życie… ―> Po­wtó­rze­nia.

Żyje się na wol­no­ści, nie w niej.

 

Zle­ce­nia, które wy­ko­ny­wa­łem na Ziemi, były do­dat­ko­wą pracą, choć praw­dą jest, że wy­ko­ny­wa­nie zle­ceń… ―> Po­wtó­rze­nia.

 

spy­cha­ło mnie po równi po­chy­łej w dół. ―> Masło ma­śla­ne ― czy można spy­chać coś w górę?

 

Wy­bra­łem jed­nak drugą opcję. ―> Wy­bra­łem jed­nak drugą opcję.

 

Na praw­dę chcia­łem się zre­ha­bi­li­to­wać… ―> Napraw­dę chcia­łem się zre­ha­bi­li­to­wać

 

Mam na­dzie­ję od­zy­skać wol­ność i god­ność jaką utra­ci­łem jako prze­stęp­ca. ―> Mam na­dzie­ję od­zy­skać wol­ność i god­ność którą utra­ci­łem jako prze­stęp­ca.

 

go­to­wy do przy­ję­cia szcze­pion­ki. Oświad­czy­ła, że dla uprosz­cze­nia i skró­ce­nia pro­ce­du­ry nie muszę le­cieć na Zie­mię by tam przy­jąć szcze­pion­kę, lecz będę mógł to zro­bić tutaj, w bazie.

Szcze­pion­ka już była na miej­scu. ―> Po­wtó­rze­nia.

 

Po­pro­si­łem wtedy o lek, więc po­da­no mi go. Mia­łem wtedy przed… ―> Po­wtó­rze­nie.

 

klu­czo­wą go­dzi­nę, która mogła być dla mnie naj­gor­szą go­dzi­ną mo­je­go życia, lecz oka­za­ła się go­dzi­ną łaski… ―> Po­wtó­rze­nia. Zbęd­ne za­im­ki.

 

Naj­cię­żej było mi po­go­dzić się z tym prze­stęp­stwem, które po­peł­ni­łem wy­ko­nu­jąc na Ziemi… ―> Naj­trud­niej było mi po­go­dzić się

Co wy­ko­ny­wał na Ziemi?

 

że przez wła­sną głu­po­tę zo­sta­łem uka­ra­ny. ―> Czy do­brze ro­zu­miem, że uka­ra­ła go wła­sna głu­po­ta?

 

było jed­nak do­pie­ro przede mną. Po­wie­dzia­no mi, że zgło­si­łem się na ochot­ni­ka do przy­ję­cia eks­pe­ry­men­tal­ne­go leku, który mógł spo­wo­do­wać mój zgon. Po­in­for­mo­wa­no mnie jed­nak, że prze­ży­łem i je­dy­ne co mogli za­ob­ser­wo­wać to moją amne­zję. ―> Nad­miar za­im­ków.

 

Rada za­de­cy­do­wa­ła o prze­wie­zie­niu mnie na Zie­mię, bym tam mógł w po­bli­skim szpi­ta­lu… ―> Który szpi­tal na Ziemi jest po­bli­skim szpi­ta­lem?

 

Nie do­tknę­ło mnie nic złego, z tych wszyst­kich rze­czy, któ­rych się naj­bar­dziej bałem. Żadna cho­ro­ba, mimo prze­by­wa­nia na co dzień z cho­ry­mi. ―> Dla­cze­go miał kon­takt z cho­ry­mi, skoro miał prze­by­wać w izo­lat­ce?

 

Nie wie­dzia­łem jak się za to za­brać… ―> Nie wie­dzia­łem jak się do tego za­brać…

 

Do­sta­łem miesz­ka­nie za­stęp­cze na ty­dzień czasu celem zna­le­zie­nia sobie pracy i ko­lej­ne­go miesz­ka­nia. Uda­łem się więc do miesz­ka­nia za­stęp­cze­go. ―> Masło ma­śla­ne ― ty­dzień to czas. Po­wtó­rze­nia.

 

Nie było tam żad­ne­go wy­po­sa­że­nia, poza pa­ro­ma me­bla­mi i ka­bi­ną prysz­ni­co­wą. ―> Skoro były ja­kieś meble i ka­bi­na, to ja­kieś wy­po­sa­że­nie było.

 

do­stęp do czę­ści in­for­ma­cyj­nej Cen­tra­ne­tu oraz ko­re­spon­de­cji. ―> Li­te­rów­ka.

 

Ze wzglę­du na re­kord kry­mi­nal­ny nie mo­głem uzy­skać peł­ne­go do­stę­pu. ―> Co to jest re­kord kry­mi­nal­ny?

 

nie było czło­wie­ka, który nie był by za­trud­nio­ny… ―> …nie było czło­wie­ka, który nie byłby za­trud­nio­ny

 

nikt mnie nie za­trud­ni ze wzglę­du na re­kor­dy kry­mi­nal­ne… ―> Raz jesz­cze za­py­tam: co to są re­kor­dy kry­mi­nal­ne?

 

na­le­ży na­grać 3 mi­nu­to­wy klip… ―> …na­le­ży na­grać trzymi­nu­to­wy klip

 

Przed­sta­wi­łem więc swoją nie naj­lep­szej chlu­by syl­wet­kę… ―> Nie ma chlu­by lep­szej czy gor­szej, chlu­ba to chlu­ba i już. Można się chlu­bić swoją syl­wet­ką, ale syl­wet­ka nie ma chlu­by.

 

sły­szę dźwięk ko­mu­ni­ka­to­ra. Pędzę nago do ko­mu­ni­ka­to­ra… ―> Po­wtó­rze­nia.

 

do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31 na księ­ży­cu. ―> …do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31 na Księ­ży­cu.

 

W końcu od­zy­ska­łem god­ność i wol­ność, na którą sobie za­pra­co­wa­łem, ―> To zda­nie po­win­na koń­czyć krop­ka, nie prze­ci­nek.

 

«Pro­si­my sta­wić się na spo­tka­nie w bazie In­fer­no-12 na Księ­ży­cu, upły­wu czasu 10 jed­no­stek peł­nych pią­te­go dnia ty­go­dnia». ―> Skoro to wia­do­mość gło­so­wa, winno być: «Pro­si­my sta­wić się na spo­tka­nie w bazie In­fer­no dwa­na­ście na Księ­ży­cu, upły­wu czasu dzie­sięć jed­no­stek peł­nych pią­te­go dnia ty­go­dnia».

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Dzię­ku­ję za po­ra­dy!

Oj nie­ład­nie. Reg się na­pra­co­wa­ła, żeby wy­ła­pać ba­bo­le w Twoim tek­ście, a Ty nie uzna­łeś za sto­sow­ne ich po­pra­wić. I pew­nie dla­te­go za­do­wo­lo­na z lek­tu­ry nie je­stem. Brnę­łam przez Twój tekst z dużym tru­dem.

Sama hi­sto­ria jest nieco na­iw­na, w ogóle nie bie­rzesz pew­nych rze­czy pod uwagę. Bo­ha­ter sie­dzi bez ska­fan­dra w księ­ży­co­wym po­jeź­dzie, a kiedy po­ja­wia­ją się ro­ba­le, wy­cho­dzi na ze­wnątrz. Jak, u licha, bez ska­fan­dra. Toż jest mar­twy od razu. I dalej, po­strze­lił kogoś w stopę. A ten ktoś nie zwija się z bólu, tylko każe mu odło­żyć broń. Za­kła­da­jąc nawet, że za­ło­ga zdą­ży­ła za­ło­żyć ja­kieś ska­fan­dry (choć skoro ro­ba­le po­ja­wi­ły się nagle, to ra­czej nie zdą­ży­li­by), to po po­strze­le­niu w stopę, ska­fan­der nie byłby już szczel­ny i kie­row­nicz­ka by­ły­by mar­twa.

Nie wspo­mnę już o tym, że ra­czej nikt nie dałby więź­niom broni do ręki, ra­czej je­cha­li­by z od­po­wied­nią eskor­tą.

Jeśli na Ziemi sza­la­ła jakaś strasz­na epi­de­mia, to nikt nie wpu­ścił­by zie­mian do księ­ży­co­wej bazy, albo mu­sie­li­by przy­naj­mniej za­li­czyć kwa­ran­tan­nę. A tu nie dość, że więź­nio­wie lą­du­ją, to ktoś jesz­cze przy­la­tu­je ze szcze­pion­ką. Po co w ogóle byli im więź­nio­wie, prze­by­wa­ją­cy na księ­ży­cu, na ziemi nie było po­ten­cjal­nych kró­li­ków do­świad­czal­nych.

I tak dalej, i tak dalej. Mu­sisz mocno po­pra­co­wać nie tylko nad po­praw­no­ścią ję­zy­ko­wą, ale też spój­no­ścią i lo­go­ką fa­bu­ły.

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

Zga­dzam się z tym, co na­pi­sa­ła Ir­ka­_Luz. Poza tym, wpro­wa­dze­nie aż tylu po­sta­ci i wąt­ków to po­waż­ne wy­zwa­nie. Pro­po­nu­ję, żebyś za­czął od ja­kiejś krót­kiej, pro­stej hi­sto­rii z jed­nym lub dwoma bo­ha­te­ra­mi.

Nie­ste­ty, też się zga­dzam z Irką. Czyta się bar­dzo źle, do tego brak lo­gi­ki i na­iw­ność mnie prze­ro­sły.

Przy­no­szę ra­dość :)

Zwąt­pi­łem w sie­bie. Prze­pra­szam. Dzię­ku­ję jed­nak za szcze­rą kry­ty­kę.

Mam na­dzie­ję, że wy­ba­czy­cie mi to, że nie po­pra­wię opo­wia­da­nia. Do­ce­niam jed­nak pomoc w zna­le­zie­niu błę­dów. Jest to tak na praw­dę moje dru­gie (nie li­cząc drab­bla) opo­wia­da­nie w życiu.

Nie mam sił na po­wrót do sta­re­go opo­wia­da­nia i jego po­pra­wia­nia.

Po­sta­na­wiam na­pi­sać coś jesz­cze raz, coś zu­peł­nie in­ne­go.

Po wa­szych ko­men­ta­rzach za­ła­ma­łem się (nie ob­wi­niam – broń boże) i prze­sta­łem pisać.

Pro­szę mi wy­ba­czyć. Mam na­dzie­ję, że moje na­stęp­ne opo­wia­da­nie bę­dzie lep­sze.

Zde­cy­do­wa­łem, że po­pra­wię to opo­wia­da­nie. Po­czu­łem wy­rzut su­mie­nia, że ktoś się na­pra­co­wał po­pra­wia­jąc moje opo­wia­da­nie a ja tego nie wy­ko­rzy­sta­łem. Po­pra­wię choć­by po to by po­pra­wić sie­bie i na­uczyć się cze­goś no­we­go.

Cho­ru­ję na schi­zo­fre­nię i cza­sem mam strasz­nie po­plą­ta­ne myśli. Teraz biorę nowy lek, który zdzia­łał cuda. Moje my­śle­nie się po­pra­wi­ło i chcę po­now­nie się spraw­dzić pi­sząc ko­lej­ne opo­wia­da­nie.

Dzię­ku­ję. W wol­nym cza­sie po­pra­wię.

I to jest dobre po­sta­no­wie­nie, Rgru­zie. Bo, jak sam za­uwa­ży­łeś, po­pra­wia­jąc błędy, też się uczysz. Mam na­dzie­ję, że Twoje ko­lej­ne opo­wia­da­nie bę­dzie cie­ka­we i le­piej na­pi­sa­ne. ;)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Po­pra­wi­łem błędy. Dużo się na­uczy­łem i wiem jak po­pra­wiać sa­me­mu tekst.

Nie prze­pi­su­ję jed­nak opo­wia­da­nia, wolę się sku­pić na na­pi­sa­niu cze­goś no­we­go.

Mam na­dzie­ję, Rgru­zie, że sku­pisz się na­le­ży­cie, a lek­tu­ra Two­je­go no­we­go opo­wia­da­nia okaże się przy­jem­no­ścią. ;)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Nowa Fantastyka