- Opowiadanie: maciekzolnowski - Jak przeżyłem koniec dziadka

Jak przeżyłem koniec dziadka

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

rrybak

Oceny

Jak przeżyłem koniec dziadka

Dziadek odszedł w maju. Dziewięćdziesiąt jeden lat. Piękny wiek – tak mówią. Pamiętam dokładnie, co robiłem, kiedy zadzwonił telefon z Baborowa, z DPS-u. Głos matki był suchy, jakby czytała telegram. Od tamtej pory czuję się obco – w Racławicach, w górach, we własnym domu. Wszystko stało się trochę za duże albo za puste.

Racławice, moje pierwsze gniazdo, zamieniły się w cmentarzysko bliskich. Każde pole, każda uliczka ma teraz czyjeś nazwisko wyryte na kamieniu. Inne miejsca – te, które kiedyś wydawały się ważne – przestały cokolwiek znaczyć. Mogę być wszędzie albo nigdzie. Różnica jest żadna.

Maj to zły miesiąc na umieranie. Końcówka maja pachnie już nie kwitnieniem, a czekaniem na owoce, których jeszcze nie ma. Nadzieja wisi w powietrzu, ale jest już trochę zwiędła.

Chłopcy ze szkoły, w której pracuję, mają po naście lat. Akurat tyle miał w latach czterdziestych dziadek, który żył w zupełnie innym świecie, dawno, dawno temu. Miał tyle lat, ile ja mam obecnie w siedemdziesiątym drugim roku, ale był inny niż ja: wąs, twardy kręgosłup, rodzina na utrzymaniu, tajemnicze wynalazki w szufladzie. Ja, niespełniony inżynier i muzyk, czuję, że nigdy mu nie dorównam.

Przesuwam się właśnie o jedno oczko wzdłuż linii życia. Za mną matka. Przede mną – już tylko to, co kiedyś zajmował dziadek. Nic nie trwa wiecznie, nawet kolejność.

Chciałbym jeszcze napisać coś o ludziach mi współczesnych, nim sam stanę się wspomnieniem. Współcześni ludzie mówią innym językiem – ulicznym, korporacyjnym, zimnym. Utylitaryzm. Dziadek by nie zrozumiał. A może zrozumiałby i tylko pokręciłby głową.

Na koniec została po nim rzecz najdziwniejsza.

Maszyna do przewidywania dat śmierci.

Nie żartuję. Trzy miesiące wokół daty urodzin – a to się zawsze sprawdza – plus rok, który wypluwa na samym końcu. Nie mam do niej instrukcji. Wszystkie szpargały – wiersze, szkice, stare obrazki z Brzeżan, diagramy jego wynalazków – wyrzuciłem kiedyś w złości na śmieci. Dziś żałuję.

Dlatego od teraz postanawiam się już nie spieszyć. Z niczym. Pamiątki niech leżą w pudłach. Niech będą instrukcjami do innych światów. Zdążyć to się zawsze zdąży. Na ostatni pociąg nie spóźnimy się, zanim ktoś „posprząta” po nas.

Koniec

Komentarze

Istotnie, to bardzo osobisty tekst, a twórczości tak nasyconej osobistymi odczuciami, nie mam odwagi komentować.

 

a inne miej­sca są bez zna­cze­nia i bez­sen­su. ―> …a inne miej­sca są bez zna­cze­nia i bez­ sen­su.

 

Miał tyle lat, co ja obec­nie… ―> Miał tyle lat, ile ja obec­nie

 

Chciał­bym jesz­cze na­pi­sać o mi współ­cze­snych… ―> Chciał­bym jesz­cze na­pi­sać o mnie współ­cze­snych

 

Cięż­ko zro­zu­mieć tę bru­tal­ną no­wo­mo­wę. ―> Trudno zro­zu­mieć tę bru­tal­ną no­wo­mo­wę.

 

 

I na koniec zdanie z przedmowy:

Tym razem bardziej osobisty “opek”. ―> Maćku, opko to skrót od opowiadanko i jest rodzaju nijakiego. Twoje zdanie winno brzmieć: Tym razem bardziej osobiste opko.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurcze, serio myślałem, że to osobiste wspomnienie Twojego dziadka a tutaj taka trochę fantastyka. Chyba, że ta fantastyka jest dopisana do faktycznych wydarzeń i Twoich przemyśleń.

Prawdę powiedziawszy, nie mam nic konstruktywnego do napisania na temat Twojego opowiadania, może oprócz tego, że stare czasy minęły dla każdego z nas, nieważne jak odległe były. Taki lajf. No i język, tak, kiedyś nie był taki szorstki i wulgarny, ale z tym też niczego nie da się już zrobić.

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Tak, ja lubię takie pisanie, czuć w nim tą nutę melancholii, być może nihilizmu, którego ja elementów doszukuję się co prawda we wszystkim. Tekst jest osobisty, i to dodatkowy plus. Porusza też problem nowego pokolenia, które jest.. cóż, inne od tego starszego. 

 

Tekstu oczywiście nie usuwaj. W zasadzie, patrząc na to z innej strony, to taka wisienka na torcie, tu, w tym miejscu.

 

I jeszcze jedna rzecz– zawsze, kiedy czytam takie wynurzenia cieszę się niezmiernie, że są ludzie którzy czują podobnie, bo choć to tekst pozornie o dziadku, to przemyca głębsze refleksje,

 

Pzdr ;)

Strasznie dziękuję za malutki, bo malutki, ale jednak cieszący mnie niezmiernie odzew. Poprawiłem to i owo. I myślę, że teraz jest zdecydowanie lepiej. Szkoda, że nie zacząłem albo nie skupiłem się od razu na wątku machiny. Poza tym czy musiała to być akurat prognostyczka dat? Może można było pokusić się o coś innego, np. o automat wygranych w totka albo ludzkich losów odkrywacz?  

Otóż obecnie żyją na świeci inni ludzie,

Literkę zjadło.

 

Faktycznie, osobiste, nawet z maszyną. I dlatego właściwie niekomentowalne. Właściwie mogę tylko ładnie poprosić, żebyś nie usuwał :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zamiast usuwać, aż się prosi, by dalej ciągnąć tę historię. Przy Twoim stylu może to być prawdziwie magiczna rzecz. W każdym razie, przy moim skrzywieniu sentymentalno historycznym przyjemnie byłoby poczytać więcej takich tekst ów.

Dzięki za pozytywny odzew. Nie usuwam w takim razie. Żałuję mimo wszystko spalonego poniekąd pomysłu.

1. Trzeba było położyć nacisk na tajemniczy wynalazek, a nawet od niego rozpocząć snucie opowiastki.

2. Nie wiem, skąd pomysł akurat na taką, a nie inną maszynę. Mogłem pokusić się o wymyślenie czegoś: a) ciekawszego, b) bardziej przydatnego. No ale jest jak jest.

Piękna miniatura. Dobrze pomyślana, dobrze wykonana. Hmmm… Mam tak samo, tyle że od kwietnia jestem jeszcze starszy. O kolejną śmierć. I kolejny poziom. Bo Dziadek umarł mi jeszcze w 1999. Moja Arkadia z lat 60, 70. i wczesnych 80 – Białowieża – też już martwa, jak Twoje Racławice. Witaj w klubie. (To teraz pora na Twoje, z kolei, "Tańczące w słońcu sosny", by przejść tę cienką l8nię między rosnącym protestem i niezgodą, a łagodną rezygnacją;). Pozdr.

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Dzięki, Rrybaku! Przykro mi z powodu Twojego dziadka oraz dawnej, odchodzącej w zapomnienie Białowieży. Witaj w klubie! 

Ostatnio – mama…:(. Jestem starszy od Ciebie… Tak że ten… To ja witam…;/

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Bez matki nie wyobrażam sobie nawet życia. Ludzie tworzą opowiadania grozy, straszne historie, tymczasem egzystencja to właśnie taki “nieodkryty” jeszcze horror, o którym – mam wrażenie – niewiele dotychczas napisano, bo i po co (bieda, osamotnienie, choroba, brud, brak higieny, niepomyślna aura, przemijanie, ulotność życia i kruchość ludzkiego ciała). Literatura ma nas od tego wszystkiego uwolnić. A czego brakuje w horrorze egzystencjalnym, w dramatach i tragediach? Wyłącznie odpowiedniej dla horroru scenerii, która bywa i jest ważniejsza od samego bodźca czy też czynnika lękotwórczego.

Moim najnowszym literackim odkryciem są teksty Andrzeja Niemowy, naszego kolegi również z tego forum, który pisze co prawda prosto, ale za to niezwykle nastrojowo, sugestywnie i konsekwentnie. Mnie w moich wypocinach tej konsekwencji bardzo brakuje. Polecam z czystym sumieniem creepypastę wojenną: 

https://www.youtube.com/results?search_query=%22andrzej+niemowa%22+creepypasta  .

 

Szczerze mówiąc, nie wiem, co sądzić o tym tekście. Po tytule spodziewałam się czegoś lekkiego i wesołego (w sumie nie wiem, czemu mi się tak skojarzyło), więc treść opowiadania nieco mnie zaskoczyła. Nie wiem, czy na plus, czy na minus, trudno oceniać opowiadanie, które nie dość, że jest tak osobiste, to jeszcze prawie nie ma w nim fabuły. Niezbyt mi podeszło, chyba nie jestem targetem takich tekstów, ale doceniam zmierzenie się z tak osobistym tematem.

Pozdrawiam :)

Dzięki, Oluta. Chyba napisałem bardziej dla siebie to opko, aniżeli dla kogokolwiek, dla dobra ogółu, że tak powiem. 

Finklą nie jestem, ale mi też zabrakło trochę fabuły. Kreślisz tło, pokazujesz tajemniczą machinę, ale szybko to wszystko chowasz…

Natomiast na poziomie emocjonalnym tekst jest naprawdę fajny i chyba tylko na tym wcześniejszym chowaniu zyskuje. Bo tu ma się bardziej czuć niż wiedzieć…

Dzięki. Dokładnie tak: czuć bardziej niż widzieć i wiedzieć. Ale nic straconego. Być może jeszcze powrócę do… no właśnie… do tego czegoś, co ma pewne cechy opowiadania, lecz nie jest ani felietonem, ani reportażem czy dziennikiem, ani sam nie wiem, czym jeszcze.

No, faktycznie, jestem niepocieszona. Trzeba było pociągnąć wątek maszyny, rozwojowy jest.

Babska logika rządzi!

Przyznam Ci się do czegoś, Finkla. Wątki maszynowe mam albo będę miał na tapecie, a to z uwagi na Amazona, którego wszędzie pełno i który jest obecny także i w moim życiu, w naszym życiu. Międzynarodowa korporacja, korpoludki w niej pracujące, do tego wszystkiego boty i roboty amazońskie, supervisor(z)y i ludzie jak cyborgi harujący – oto wymarzony temat do horroru science fiction. Dzięki za odwiedziny i komentarz.  

Nowa Fantastyka