
Wiem, że więcej publikuję niż komentuję, ale postanowiłem to zmienić. Niedługo. Obiecuję ;) .
Wiem, że więcej publikuję niż komentuję, ale postanowiłem to zmienić. Niedługo. Obiecuję ;) .
Na zimnym promie
trwoni się płomień
po nieboskłonie,
aż w przypływie lata
chwyci w swe dłonie,
utkwione w kwiatach
krańce wszechświata.
Gdyby to był zimny tron, to bym zrozumiała.
Natomiast promu nie łapię.
"nie mam jak porównać samopoczucia bez bałaganu..." - Ananke
A ja nie rozumiem wcale :(
PS. Ambush, świetny awatar. Patricia Routledge zawsze na propsie :D
Known some call is air am
I ja nie pojmuję, Lukenie, co chciałeś powiedzieć, a najbardziej nie pojmuję trwonienia płomienia… :(
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Ale jak płomień chwyci w swe dłonie? Chyba nie rozumiem :)
Prom kosmiczny. Płomień natomiast ma dwa równoległe znaczenia, i od wyboru jednego z nich zależy znaczenie pozostałej części: albo ogień z dyszy, albo intelekt podróżujący promem.
Łukasz
Witaj.
Utwór mocno surrealistyczny, zawierający sporą dawkę fantazji.
Ja zobaczyłam w wyobraźni prom, płynący po morzu/oceanie; nie ma nikogo na jego pokładzie, widać tylko odbijający się od powierzchni promu blask zachodzącego słońca, barwny, niczym letnie kwiaty.
Aha, edit: jeszcze tytuł – poszukiwaczem jest ów płomień, ponieważ szuka on na pokładzie promu promieni słonecznych, ostatnich tego dnia. Nieźli poleciałam, co? :))
Jeśli błędnie odczytałam, wybacz, ale tak zrozumiałam ten wiersz.
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Dla mnie prom, to pierwsze skojarzenie rzeka Warta i prom na drugą stronę. Nawet nie jakiś morski, wielki, pasażerski, ale taki zwykły jakby pływający kawałek drewnianego mostu ;) Takie mam ograniczenia
Homar:
Dla mnie prom, to pierwsze skojarzenie rzeka Warta i prom na drugą stronę. Nawet nie jakiś morski, wielki, pasażerski, ale taki zwykły jakby pływający kawałek drewnianego mostu ;) Takie mam ograniczenia
Twój wpis, Homarze, przypomniał mi jeszcze jeden prom; faktycznie nie skojarzyłam jakoś od razu tego wiersza, z okolic Gródka nad Dunajcem, w pewne miejsca dociera się tam zazwyczaj takim promem, kursuje chyba co godzinę (czy pół), samochodem można dotrzeć, jeśli auto przepłynie wspomnianym promem właśnie. :)
Pecunia non olet
Ja zobaczyłam w wyobraźni prom, płynący po morzu/oceanie; nie ma nikogo na jego pokładzie, widać tylko odbijający się od powierzchni promu blask zachodzącego słońca, barwny, niczym letnie kwiaty.
Wyobraziłam to sobie podobnie jak Bruce. :)
I ja nie zrozumiałam.
Mnie też prom kojarzy się najpierw z rzeką. Kosmicznie też, ale rzeka pierwsza.
Babska logika rządzi!