- Opowiadanie: Haragitanai - Medalion świętej Memiry

Medalion świętej Memiry

Mam na­dzie­ję, że przy­pad­nie Wam do gustu. Tytuł kon­kur­so­wy bar­dzo cie­ka­wy. Gra­tu­lu­ję au­to­ro­wi ;)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy III, Finkla

Oceny

Medalion świętej Memiry

W po­wie­trzu uno­si­ły się tu­ma­ny kurzu. Ksa­we­ry chwy­cił z półki ko­lej­ną książ­kę i zdmuch­nął z niej ślady prze­szło­ści. Two­rzą­ca się w po­miesz­cze­niu mgła ule­gła za­gęsz­cze­niu. Jego an­ty­kwa­riat nie na­le­żał do po­pu­lar­nych i pre­sti­żo­wych, jed­nak obec­ny tu księ­go­zbiór nie przy­pad­kiem okre­śla­no mia­nem wy­szu­ka­ne­go. Go­spo­darz spę­dził po­śród tych tomów prak­tycz­nie całe życie. Wy­cho­wy­wał się tutaj, po­ma­ga­jąc ojcu od naj­młod­szych lat. Teraz, jako sta­ru­szek ze słab­ną­cym wzro­kiem i drżą­cy­mi rę­ko­ma, lubił książ­ki przede wszyst­kim dla­te­go, że ich za­pach go uspo­ka­jał.

We wtor­ko­we po­po­łu­dnie przy­jął od pew­ne­go je­go­mo­ścia frag­ment ko­lek­cji. Skła­da­ły się na nią stare wo­lu­mi­ny, któ­rych skó­rza­ne grzbie­ty oraz okład­ki od­zna­cza­ły się na­szy­cia­mi ze zło­ci­stych nici. Ksa­we­ry wi­dział już kie­dyś tego typu de­ko­ra­cje. O ile go pa­mięć nie my­li­ła, wy­ko­ny­wa­no je z włó­kien ma­da­ga­skar­skich pa­ją­ków krzy­ża­ków. Zdo­bie­nia te su­ge­ro­wa­ły uni­ka­to­wość zbio­ru. Ksa­we­ry nie na­le­żał do ludzi, któ­rzy że­ru­ją na in­nych, toteż uświa­do­mił przy­by­sza, że książ­ki mogą być warte wię­cej, ani­że­li mu się wy­da­je. Ten jed­nak nie miał za­mia­ru re­zy­gno­wać z trans­ak­cji.

Wie­czo­rem, sie­dząc w bia­łych ba­weł­nia­nych rę­ka­wicz­kach przy dę­bo­wym biur­ku, prze­glą­dał nowe na­byt­ki. Jego ra­dość mi­ja­ła z każdą ko­lej­ną kart­ką oraz to­misz­czem. Ow­szem, okład­ki od­zna­cza­ły się pre­cy­zyj­nym zdob­nic­twem, a ka­li­gra­fia we­wnątrz świad­czy­ła o nie­by­wa­łej sta­ran­no­ści. Wczy­tu­jąc się jed­nak w treść Ży­wo­tów Świę­tych Sta­re­go i No­we­go Za­ko­nu, nie spo­sób było nie spo­strzec pew­nych sfor­mu­ło­wań, które od­bie­ga­ły od kon­wen­cji całej tre­ści. Wska­zy­wa­ło to na fakt, któ­re­go Ksa­we­ry zu­peł­nie się nie spo­dzie­wał. Miał do czy­nie­nia z fał­szer­stwem. Zde­ner­wo­wa­ny rzu­cił książ­kę na biur­ko, a ta po nie­for­tun­nym od­bi­ciu od kra­wę­dzi blatu, spa­dła na pod­ło­gę. Zły na sie­bie po­dwój­nie – za to, że po­mi­mo wie­lo­let­nie­go do­świad­cze­nia dał się oszu­kać oraz za nie­sza­no­wa­nie słowa pi­sa­ne­go, pod­szedł do le­żą­cej na par­kie­cie książ­ki. Była otwar­ta, a spo­mię­dzy równo uło­żo­nych stron wy­su­nę­ła się po­je­dyn­cza kart­ka.

Z re­zy­gna­cją pod­niósł po­żół­kły, mocno spra­so­wa­ny ka­wa­łek pa­pie­ru. Mimo za­ło­żo­nych rę­ka­wi­czek czuł fak­tu­rę zu­peł­nie od­mien­ną od po­zo­sta­łych kart księ­gi. Kilka wer­sów zwró­ci­ło uwagę czy­tel­ni­ka, głów­nie z uwagi na cha­rak­ter pisma. Smu­kłe li­te­ry wiły się i prze­pla­ta­ły wza­jem­nie, two­rząc gąszcz zna­ków.

 

To jej cześć po­win­ni wszem od­da­wać

Szla­chet­nej, umę­czo­nej pod wła­dzy na­ka­zem

Po­zwo­li­ła nam to, co czas za­ma­zał po­zna­wać

W che­ru­bi­na ob­ję­ciach praw­da za­mknię­ta

Prze­la­na na pa­pier hi­sto­ria nie­po­ję­ta

Opo­wie­ści, które strach wy­zna­wać

Me­da­lion niech sta­nie się dro­go­wska­zem

By od­rzu­cić ilu­zję i już nie uda­wać

 

Ksa­we­ry odło­żył kart­kę. Sie­dział w bez­ru­chu, my­śląc o tym, co wła­śnie prze­czy­tał. Prze­czu­wał, że nie jest to zwy­kła ry­mo­wan­ka, jed­nak nie miał po­ję­cia, z czym ją po­wią­zać. Zde­cy­do­wał, że na­stęp­ne­go dnia wy­bie­rze się do swo­je­go ko­le­gi.

 

***

 

Hie­ro­nim pra­co­wał na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim, gdzie peł­nił funk­cję dzie­ka­na Wy­dzia­łu Teo­lo­gicz­ne­go. Znał się z Ksa­we­rym od bli­sko dwu­dzie­stu lat. Czę­sto od­wie­dzał jego an­ty­kwa­riat w po­szu­ki­wa­niu pe­re­łek do­ty­czą­cych przede wszyst­kim zda­rzeń za­pi­sa­nych w Sta­rym i Nowym Te­sta­men­cie. Nie po­zo­sta­wał jed­nak obo­jęt­ny na te­ma­ty zwią­za­ne z okul­ty­zmem i de­mo­no­lo­gią. Uzna­wał bo­wiem, że wroga trze­ba znać na wylot.

Pu­ka­nie do drzwi ode­rwa­ło uczo­ne­go od stu­dio­wa­nia ska­nów śre­dnio­wiecz­nych hisz­pań­skich ma­nu­skryp­tów.

– Pro­szę – oznaj­mił za­my­ślo­ny Hie­ro­nim.

– Masz może chwi­lę dla sta­re­go ko­le­gi? – Ksa­we­ry wsu­nął do środ­ka je­dy­nie głowę, będąc go­to­wym na to, że pro­fe­sor nie znaj­dzie dla niego czasu.

– Oczy­wi­ście, wejdź przy­ja­cie­lu. Cie­bie się tutaj nie spo­dzie­wa­łem. Co cię spro­wa­dza?

– Skła­mał­bym, gdy­bym po­wie­dział, że chcia­łem spraw­dzić, jak się mie­wasz. Przy­cho­dzę z za­gwozd­ką, którą jak sądzę, bę­dziesz umiał roz­wi­kłać.

Ksa­we­ry pod­su­nął kart­kę przed ob­li­cze uczo­ne­go. Hie­ro­nim ujął ją, po­pra­wia­jąc jed­no­cze­śnie oku­la­ry. Choć no­tat­ka skła­da­ła się rap­tem z ośmiu wer­sów, uczo­ny sie­dział w sku­pie­niu przez dłuż­szą chwi­lę. Wpa­trzo­ny w skra­wek pa­pie­ru mru­czał pod nosem, jed­nak Ksa­we­ry nie był w sta­nie zro­zu­mieć tego mam­ro­ta­nia.

– Skąd to masz? – za­py­tał wresz­cie pro­fe­sor, zdej­mu­jąc oku­la­ry.

– Zna­la­złem w jed­nej z za­ku­pio­nych ksią­żek. Wiesz, o co w tym cho­dzi?

– Być może. Po­cze­kaj chwi­lę.

Hie­ro­nim wstał od biur­ka i pod­szedł do re­ga­łu. Wy­do­był z niego opa­słą księ­gę, na okład­ce któ­rej wid­niał tło­czo­ny napis Ilu­stro­wa­ny Po­czet Świę­tych. Wer­to­wał przez mo­ment stro­ni­ce, aż wresz­cie wy­krzyk­nął:

– Jest! O to mi cho­dzi­ło.

Po­ło­żył to­misz­cze na bla­cie biur­ka i od­wró­cił w stro­nę ko­le­gi.

– Świę­ta Me­mi­ra. Żyła w la­tach 1862 – 1912. Polka, cho­ciaż imię nie do końca na to wska­zu­je.

– Nigdy o niej nie sły­sza­łem. – Ksa­we­ry po­dra­pał się po gło­wie.

– Nie tylko ty. Ka­no­ni­zo­wa­no ją bar­dzo szyb­ko po śmier­ci. Nie­mal tak szyb­ko, jak wy­ma­za­no ją z kart hi­sto­rii.

– Nie ro­zu­miem. – Zdez­o­rien­to­wa­ny Ksa­we­ry spo­glą­dał na pro­fe­so­ra.

– Dys­po­no­wa­ła nie­co­dzien­ną wie­dzą, którą zdo­by­ła pod­czas rze­ko­me­go ob­ja­wie­nia się jej Je­zu­sa Chry­stu­sa.

– Rze­ko­me­go? – do­py­ty­wał an­ty­kwa­riusz.

– No wła­śnie. Na po­cząt­ku wszy­scy no­si­li ją nie­mal na rę­kach i wy­chwa­la­li pod nie­bio­sa. Opo­wia­da­ła to, co usły­sza­ła pod­czas spo­tka­nia z Panem. Po śmier­ci, no­ta­be­ne dość po­dej­rza­nej, od razu tra­fi­ła mię­dzy świę­tych. Istne sza­leń­stwo. Jed­nak za życia spi­sy­wa­ła po­dob­no wspo­mnie­nia z ob­ja­wie­nia, któ­rych nie prze­ka­za­ła opi­nii pu­blicz­nej. Ukry­ła je gdzieś, ale nikt po dziś dzień, nawet jej naj­bliż­si, nie znają lo­ka­li­za­cji kry­jów­ki. Kilku wy­so­ko po­sta­wio­nych du­chow­nych do­wie­dzia­ło się po­krót­ce, co tam za­mie­ści­ła i uzna­no wów­czas, że le­piej bę­dzie, jeśli świat o niej za­po­mni, a tym samym o tym, co stwo­rzy­ła.

– Są­dzisz, że o tym jest ten wier­szyk? – za­py­tał z za­cie­ka­wie­niem Ksa­we­ry.

– Tak myślę. Spójrz. – Hie­ro­nim wska­zał pal­cem gra­fi­kę, przed­sta­wia­ją­cą por­tret świę­tej. – Wi­dzisz me­da­lion?

– Widzę – od­parł an­ty­kwa­riusz, ki­wa­jąc głową.

– Przy­patrz się do­kład­nie.

Na ry­ci­nie wid­nia­ła po­stać pięk­nej ko­bie­ty. Pukle ru­dych wło­sów wiły się na jej ra­mio­nach, od­sła­nia­jąc przy tym blade lico. Wi­ze­run­ku do­peł­nia­ło świ­dru­ją­ce, nie­mal­że hip­no­ty­zu­ją­ce spoj­rze­nie zie­lo­nych oczu. Na de­kol­cie, bar­dzo głę­bo­kim jak na przed­sta­wie­nie świę­tej, spo­czy­wał za­wie­szo­ny na łań­cusz­ku me­da­lion. Do­pie­ro po sko­rzy­sta­niu z lupy po­da­nej przez ko­le­gę, udało się Ksa­we­re­mu roz­po­znać kształt oto­czo­ny ozdob­ny­mi ka­mie­nia­mi. Fi­gur­ka, przy­twier­dzo­na do me­ta­lo­wej opra­wy, przed­sta­wia­ła anio­ła dzier­żą­ce­go zwój per­ga­mi­nu, który do złu­dze­nia przy­po­mi­nał włócz­nię.

– Ist­nie­je le­gen­da, ja­ko­by od­na­le­zie­nie rę­ko­pi­sów miało ze­słać na od­kryw­cę klą­twę, ale kto by wie­rzył w takie bajki. – Hie­ro­nim uśmiech­nął się do przy­ja­cie­la, jed­nak jego za­gu­bio­ne spoj­rze­nie świad­czy­ło, że my­śla­mi był zu­peł­nie gdzie in­dziej.

– Wiesz, gdzie można zna­leźć ten me­da­lion?

– Z za­pi­sów w róż­nych księ­gach wy­ni­ka, że była to jej pa­miąt­ka ro­dzin­na. Po­da­nia gło­szą, że wie­lo­krot­nie zwra­ca­no jej uwagę, iż nie po­win­na nosić bi­żu­te­rii, a już na pewno nie w taki spo­sób – mó­wiąc to, wska­zał ry­ci­nę w książ­ce. – Twier­dzi­ła jed­nak, że me­da­lion ma dla niej war­tość sen­ty­men­tal­ną i nigdy go nie zdej­mie. Idąc tym tro­pem… – Uczo­ny spoj­rzał na ko­le­gę.

– Zo­sta­ła z nim po­cho­wa­na – do­koń­czył myśl Ksa­we­ry. – Py­ta­nie tylko gdzie?

Sły­sząc to, Hie­ro­nim za­śmiał się gło­śno, co wpę­dzi­ło ko­le­gę w jesz­cze więk­szą kon­ster­na­cję.

– Po śmier­ci Me­mi­ry i jej ka­no­ni­zo­wa­niu kuria nie mogła się zde­cy­do­wać, gdzie zło­żyć ciało nie­boszcz­ki. Die­ce­zje prze­ści­ga­ły się w za­pew­nie­niach, jak ma­je­sta­tycz­nie bę­dzie wy­glą­dał grób stwo­rzo­ny w ich Domu Bożym. Pro­blem przy­brał na sile, gdy na jaw wy­szły hi­sto­rie zwią­za­ne z za­pi­ska­mi. Wów­czas żadna die­ce­zja nie chcia­ła jej przy­jąć. Wy­ją­tek sta­no­wi­ła ta, w któ­rej bi­sku­pem był jej ser­decz­ny przy­ja­ciel – oj­ciec Er­nest Beker. Na nasze szczę­ście, peł­nił służ­bę w Ka­to­wi­cach.

– Wiesz, gdzie do­kład­nie ją po­cho­wa­li? – Ksa­we­ry nie mógł ukryć zdu­mie­nia, nie wie­rząc nadal w zrzą­dze­nie losu.

– Tam – od­parł pro­fe­sor, wska­zu­jąc pal­cem wi­docz­ną z okna ko­pu­łę Ar­chi­ka­te­dry Chry­stu­sa Króla. – Tak się skła­da, że mam nawet klu­cze do wrót, czas i chęci. Jed­nak po­wstrzy­mu­je mnie jedna kwe­stia.

– Co ta­kie­go?

– Fakt, że chcesz bez­cze­ścić grób. Chyba nie są­dzisz, że ci w tym po­mo­gę? Mogą mnie za to wy­da­lić z uczel­ni i eks­ko­mu­ni­ko­wać. Poza tym, nic tam nie znaj­dziesz. Nie­je­den już szu­kał tych za­pi­sków. Wszyst­ko prze­cze­sa­li wzdłuż i wszerz. I wiesz co? Nic nie zna­leź­li.

– Ale spraw­dzić mo­że­my? Nie je­steś cie­kaw, co jest w rę­ko­pi­sach? Sam mó­wi­łeś, że to nie­mal wie­dza ta­jem­na.

– Je­stem, ale pod­po­rząd­ko­wa­nie się tej żądzy by­ło­by grze­chem.

– Oj, prze­stań już wy­my­ślać. Znam cię prze­cież od lat. Grzesz­nik z cie­bie taki, jak i ze mnie. Bierz te klu­cze i chodź.

 

***

 

Gdy we­szli do środ­ka, przy­wi­ta­ła ich głu­cha cisza. Pro­mie­nie sło­necz­ne wpa­da­ją­ce przez świe­tli­ki umie­szo­ne w ko­pu­le po­głę­bia­ły uczu­cie ta­jem­ni­czo­ści. Hie­ro­nim udał się do Ka­pli­cy Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu. W ślad za nim po­dą­żał Ksa­we­ry. 

– To, co teraz zo­ba­czysz, wi­dzia­ła rap­tem garst­ka. Pro­szę zatem, abyś o tym nie opo­wia­dał. – Choć byli sami, pro­fe­sor mówił szep­tem, z ka­mien­nym wy­ra­zem twa­rzy. Jego to­wa­rzysz ski­nął głową.

Hie­ro­nim pod­szedł do lamp w kształ­cie grom­nic, oświe­tla­ją­cych obraz Chry­stu­sa. Chwy­cił dwie z nich i zwin­nym ru­chem szarp­nął, a na­stęp­nie prze­krę­cił. Roz­legł się stłu­mio­ny trzask, po któ­rym jedna z ka­mien­nych płyt pod­ło­gi za­pa­dła się i prze­su­nę­ła. Ksa­we­ry pod­szedł do stwo­rzo­nej w ten spo­sób wyrwy. W mroku doj­rzał dra­bin­kę, na którą mach­nię­ciem dłoni za­pro­sił go uczo­ny.

Ze­szli do ma­łe­go po­miesz­cze­nia. Hie­ro­nim nic nie mó­wiąc, znik­nął w cie­niu. Jego to­wa­rzysz po­czuł prze­szy­wa­ją­cy chłód. Drżą­cą ręką za­czął szu­kać w kie­sze­ni ko­mór­ki, gdy nagle wnę­trze kryp­ty roz­ja­śni­ło się. Zza win­kla wy­ło­nił się pro­fe­sor, któ­re­go twarz nadal prze­peł­nio­na była po­wa­gą.

– Oto jest. Gro­bo­wiec świę­tej Me­mi­ry. Nie ma szans, aby­śmy pod­nie­śli wierzch­nią płytę, dla­te­go mó­wi­łem, że nic tu po nas.

– Fak­tycz­nie, so­lid­na kon­struk­cja. Ro­zej­rzę się chwi­lę, do­brze? – rzekł an­ty­kwa­riusz, za­czy­na­jąc rundę wkoło ogrom­ne­go sar­ko­fa­gu.

Kro­czył po­wo­li, do­ty­ka­jąc jed­no­cze­śnie chłod­ne­go gra­ni­tu, z któ­re­go stwo­rzo­ny zo­stał grób. Wy­ko­na­ne z nie­zwy­kłą sta­ran­no­ścią prze­pięk­ne re­lie­fy po­kry­wa­ły nie­mal w ca­ło­ści ścia­ny sar­ko­fa­gu. Ksa­we­ry pil­nie się im przy­glą­dał. Nagle przy­sta­nął przy jed­nym z nich. Przed­sta­wiał klę­czą­ce­go z pod­ku­lo­ny­mi skrzy­dła­mi anio­ła. An­ty­kwa­riusz do­tknął pła­sko­rzeź­by i po­czuł, że jest ru­cho­ma. Z więk­szą dozą siły na­parł na ka­mień, który po­słusz­nie prze­mie­ścił się w tył. Zza bocz­nych kra­wę­dzi płyty wy­su­nę­ły się dwa uchwy­ty. Hie­ro­nim, ze zdu­mie­niem ma­lu­ją­cym się na twa­rzy, pod­szedł do ko­le­gi.

– Pomóż mi – wy­stę­kał Ksa­we­ry, cią­gnąc za jedną z kla­mer.

Wspól­nie wy­tar­ga­li znacz­nych roz­mia­rów gra­ni­to­wą płytę, od­sła­nia­jąc tym samym ską­pa­ną w mroku za­war­tość gro­bow­ca. Padli na ko­la­na i przy­świe­ca­jąc la­tar­ka­mi w te­le­fo­nach, za­czę­li oglą­dać wnę­trze. Ku ich roz­cza­ro­wa­niu, ale i zdzi­wie­niu, ni­cze­go tam nie było.

– A nie mó­wi­łem. Pusto.

Na twa­rzach obu panów dało się do­strzec roz­cza­ro­wa­nie.

– Pusto – po­wtó­rzył Ksa­we­ry. – A gdzie trum­na albo ciało?

– Tego nie wie nikt.

Nie tra­cąc czasu, za­su­nę­li płytę i po zga­sze­niu świa­tła, udali się po szcze­blach na górę.

– Warto było spraw­dzić. Za­wsze to jakaś przy­go­da. Nie po­wiesz, że choć przez chwi­lę nie po­czu­łeś się mło­dziej? – Z nie­kry­tą sa­tys­fak­cją za­py­tał an­ty­kwa­riusz.

– Nie było źle. Chodź ze mną. Po­ka­żę ci coś jesz­cze – rzekł Hie­ro­nim, usta­wia­jąc lampy pod ob­ra­zem na wła­ści­wych po­zy­cjach.

Wstał i ru­szył w stro­nę innej nawy. Skie­ro­wał się na­stęp­nie na scho­dy, pro­wa­dzą­ce w dół. Zgod­nie z na­pi­sem na ścia­nie, scho­dzi­li wła­śnie do krypt.

– To nie mogli po­grze­bać jej tutaj? Mimo wszyst­ko to prze­cież świę­ta. – Z nie­do­wie­rza­niem w gło­sie pytał Ksa­we­ry, po­dzi­wia­jąc bo­ga­ty wy­strój pod­zie­mi, w któ­rych się zna­leź­li.

– Może mogli, może nie. Dziś już nikt nie bę­dzie tego roz­trzą­sał ani zmie­niał. Chodź dalej.

Hie­ro­nim usiadł na ławce, a obok spo­czął Ksa­we­ry. Pro­fe­sor wska­zał głową posąg sto­ją­cy na bli­sko me­tro­wym, mar­mu­ro­wym pie­de­sta­le. Uczo­ny prze­szedł w pew­nej chwi­li do klę­cze­nia i mo­dli­twy. Jego ko­le­ga nie miał spe­cjal­nie ocho­ty na modły. Przy­glą­dał się po­są­go­wi, na któ­rym z wy­śmie­ni­tą pre­cy­zją od­da­no pięk­no Me­mi­ry. Po kilku mi­nu­tach Ksa­we­ry par­sk­nął śmie­chem, na co jego ko­le­ga za­re­ago­wał miną pełną dez­apro­ba­ty.

– Wiesz, mój drogi przy­ja­cie­lu, że me­da­lion to nie tylko wi­sio­rek, ale też ozdob­na struk­tu­ra ar­chi­tek­to­nicz­na? – za­py­tał z dumą w gło­sie sta­ru­szek, wsta­jąc jed­no­cze­śnie i wy­cho­dząc z ławki. Pod­szedł do po­są­gu i wska­zał pła­sko­rzeź­bę na okrą­głym polu w cen­tral­nej czę­ści pie­de­sta­łu.

Przed­sta­wia­ła iden­tycz­ne­go anio­ła jak ten, któ­re­go wi­dzie­li wcze­śniej na ob­ra­zie w księ­dze Hie­ro­ni­ma. Ksa­we­ry za­czął go do­ty­kać i na­ci­skać, ale bez skut­ku.

– A już mia­łem na­dzie­ję, że coś z tego bę­dzie – po­wie­dział an­ty­kwa­riusz, opie­ra­jąc się o anio­ła i za­glą­da­jąc za posąg. Ni­cze­go tam nie zna­lazł, jed­nak w tym też mo­men­cie re­lief de­li­kat­nie się okrę­cił. Ksa­we­ry pu­ścił go w stra­chu, że coś uła­mał, jed­nak rzeź­ba wró­ci­ła do swo­je­go pier­wot­ne­go po­ło­że­nia. Pod­nie­co­ny tym, że przy­go­da jed­nak się jesz­cze nie skoń­czy­ła, zła­pał po­now­nie anio­ła i prze­krę­cił go ener­gicz­nie. Ko­lej­ny raz sły­chać było dziw­ny stu­kot i od­głos prze­su­wa­nia. Zza po­są­gu na­to­miast do­cho­dzi­ło szu­ra­nie. Ksa­we­ry zaj­rzał po­now­nie za mo­nu­ment. Tym razem bli­sko pod­ło­gi wi­sia­ła wy­su­nię­ta szu­fla­da. An­ty­kwa­riusz schy­lił się i wy­do­był jej za­war­tość.

Na widok tego, co trzy­mał w rę­kach Ksa­we­ry, Hie­ro­ni­mo­wi nie­mal za­świe­ci­ły się oczy. Na­tych­miast pod­biegł do ko­le­gi i prze­jął trzy­ma­ny przez niego ze­staw kart pa­pie­ru umiesz­czo­nych w po­żół­kłej tecz­ce i prze­wią­za­nych ju­to­wym sznur­kiem. Usiadł po­now­nie w ławce i za­czął wer­to­wać. Za­trzy­my­wał się na nie­któ­rych z nich, inne po­mi­jał.

– To co zna­la­złeś, może od­mie­nić los świa­ta. Po­trze­ba dużo czasu by to prze­stu­dio­wać. Dużo tu róż­nych ję­zy­ków. Je­że­li jed­nak okaże się to praw­dą, to re­li­gia jaką znamy, już nigdy nie bę­dzie po­strze­ga­na w ten sam spo­sób – oznaj­mił z prze­ję­ciem pro­fe­sor, opie­ra­jąc głowę na dłoni pod­par­tej o ławkę.

W gło­wie uczo­ne­go kłę­bi­ły się myśli. Nie wie­dział jesz­cze, do kogo udać się z tym, co zna­leź­li. Wie­dział jed­nak, że jest to z jed­nej stro­ny zbiór pism bar­dzo waż­nych, a z dru­giej bar­dzo groź­nych.

– Mu­si­my stąd iść. To nie jest dobre miej­sce na stu­dio­wa­nie ta­kich tre­ści – rzekł z prze­ję­ciem Hie­ro­nim, pa­ku­jąc z po­wro­tem kart­ki do roz­la­tu­ją­cej się pa­pie­ro­wej tecz­ki. Gdy ją przy­mknął, na okład­ce do­strze­gal­ny był napis: „Evan­ge­lium Iesu Na­za­re­ni”.

Koniec

Komentarze

Po­wiem tak. Bar­dzo dużo błę­dów, ale hi­sto­ria przed­nia:)

 

 

 

Two­rzą­ca się w po­miesz­cze­niu mgła, ule­gła za­gęsz­cze­niu. Jego an­ty­kwa­riat nie na­le­żał do po­pu­lar­nych i pre­sti­żo­wych miejsc tego ro­dza­ju, jed­nak obec­ny tu księ­go­zbiór, nie przy­pad­kiem okre­śla­no mia­nem wy­szu­ka­ne­go.

 

z mgłą nie ro­zu­miem.

 

Wy­rzu­ci­ła­bym “miejsc tego ro­dza­ju”.

 

Wie­czo­rem, sie­dząc w bia­łych ba­weł­nia­nych rę­ka­wicz­kach przy dę­bo­wym biur­ku, prze­glą­dał nowe zdo­by­cze.

 

Zdo­by­cze zmie­ni­ła­bym na na­byt­ki, bo on nie jest zbó­jem.

 

Od­mien­ną struk­tu­rę, zmie­ni­ła­bym na fak­tu­rę, bo jed­nak kart­ka nie była wi­ru­ją­cym ostro­słu­pem;)

 

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

 

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

@ Am­bush 

 

Dzię­ku­ję za wska­za­nie błę­dów i cie­szę się, że po­mi­mo ich obec­no­ści, hi­sto­ria przy­pa­dła Ci do gustu :)

 

@Ir­ka­_Luz 

 

Cze­kam na kry­ty­kę ;)

Bar­dzo In­dia­no-Dżon­so­wo. :) Lubię takie kli­ma­ty, choć tekst wydał mi się ra­czej po­cząt­kiem ja­kiejś hi­sto­rii, wstę­pem do opo­wia­da­nia, niż samym opo­wia­da­niem.

...Pan muzyk? Żebym zry­żał!

@Gh­las ca­ilin

 

Dzię­ki za po­świę­co­ny czas i w sumie miłą dla mnie opi­nię ;) 

Bez pro­ble­mu da się to roz­wi­nąć w grub­szą opo­wieść, a nawet i książ­kę, jed­nak w takim wy­da­niu też chyba daje radę ;) 

 

Po­zdro­wie­nia!

Cześć!

 

Opo­wie­ści o szu­ka­niu skar­bów są fajne, ale tutaj trosz­kę za­bra­kło at­mos­fe­ry ta­jem­ni­czo­ści. Masz za­gad­kę, gro­bo­wiec i me­da­lion, ale bo­ha­te­rom po­szło bar­dzo łatwo i do tego hi­sto­ria się wła­ści­wie urywa, co po­zo­sta­wia czy­tel­ni­ka w pew­nym za­wie­sze­niu.

To co mnie za­in­try­go­wa­ło i przy do­brym pod­ra­so­wa­niu mo­gło­by dodać opo­wia­da­niu ory­gi­nal­no­ści to bo­ha­te­ro­wie, gdyby ich tak jesz­cze po­sta­rzyć i do­ło­żyć nieco gder­li­wo­ści. Ja bym czy­ta­ła opo­wieść o dwóch zgryź­li­wych te­try­kach szu­ka­ją­cych ta­jem­ni­cze­go me­da­lio­nu w Ka­to­wi­cach. To oczy­wi­ście taka dy­gre­sja, która mi się na­su­nę­ła pod wpły­wem ostat­nie­go dia­lo­gu w dru­giej sce­nie ;).

Błę­dów masz sporo, in­ter­punk­cja nieco ku­le­je. Zda­rza Ci się od­dzie­lać prze­cin­kiem pod­miot i orze­cze­nie.

Two­rzą­ca się w po­miesz­cze­niu mgła, ule­gła za­gęsz­cze­niu.

Jego an­ty­kwa­riat nie na­le­żał do po­pu­lar­nych i pre­sti­żo­wych, jed­nak obec­ny tu księ­go­zbiór, nie przy­pad­kiem okre­śla­no mia­nem wy­szu­ka­ne­go.

Skła­da­ły się na nią stare wo­lu­mi­ny, któ­rych skó­rza­ne grzbie­ty oraz okład­ki, od­zna­cza­ły się na­szy­cia­mi ze zło­ci­stych nici.

Jego pod­świa­do­ma ra­dość mi­ja­ła z każdą ko­lej­ną kart­ką oraz to­misz­czem.

Nie­zbyt po­tra­fię sobie wy­obra­zić pod­świa­do­mą ra­dość.

Kilka uło­żo­nych wier­szo­wo wer­sów zwró­ci­ło uwagę czy­tel­ni­ka, głów­nie z uwagi na cha­rak­ter pisma.

Ali­te­ru­je się i wła­ści­wie można by to upro­ścić: kilka wer­sów zwró­ci­ło uwagę…

Ksa­we­ry pod­su­nął kart­kę, przed ob­li­cze ko­le­gi.

Hie­ro­nim ujął ją w dło­nie, po­pra­wia­jąc jed­no­cze­śnie oku­la­ry.

Ile miał rąk? A wła­ści­wie to do­brze by­ło­by prze­re­da­go­wać, bo w sumie wia­do­mo, że jak ujął to w dło­nie.

Wer­to­wał przez mo­ment stro­ni­ce, aż wresz­cie wy­krzyk­nął.[+:]

– Jest! O to mi cho­dzi­ło.

– Nigdy o niej nie sły­sza­łem[+.] – Ksa­we­ry po­dra­pał się po gło­wie.

Pukle ru­dych wło­sów wiły się na jej ra­mio­nach, od­sła­nia­jąc przy tym blade lica.

lico

Wi­ze­ru­nek do­peł­nia­ło świ­dru­ją­ce, nie­mal­że hip­no­ty­zu­ją­ce, spoj­rze­nie zie­lo­nych oczu.

Mnie to nie wy­glą­da na wtrą­ce­nie.

Na de­kol­cie, bar­dzo głę­bo­kim, jak na przed­sta­wie­nie świę­tej, spo­czy­wał za­wie­szo­ny na łań­cusz­ku me­da­lion.

– Twier­dzi­ła jed­nak, że me­da­lion ma dla niej war­tość sen­ty­men­tal­ną i nigdy go nie zdej­mie. Idąc tym tro­pem…[]– Uczo­ny spoj­rzał na ko­le­gę.

– Zo­sta­ła z nim po­cho­wa­na.Ddo­koń­czył myśl Ksa­we­ry. – Py­ta­nie tylko gdzie?

I nie ma po­trze­by dru­giej wy­po­wie­dzi za­czy­nać od no­we­go aka­pi­tu.

Sły­sząc to, Hie­ro­nim za­śmiał się gło­śno, co wpę­dzi­ło jego ko­le­gę w za­kło­po­ta­nie.

Moim zda­niem za­imek zbęd­ny.

Die­ce­zje prze­ści­ga­ły się w za­pew­nie­niach, jak ma­je­sta­tycz­nie bę­dzie wy­glą­dał grób stwo­rzo­ny w ich domu bożym.

Bożym

– Oj[+,] prze­stań już pie­przyć.

To prze­kleń­stwo tro­chę nie pa­su­je do bo­ha­te­ra, bo wcze­śniej jest bar­dzo grzecz­ny.

Pro­mie­nie sło­necz­ne wpa­da­ją­ce przez świe­tli­ki umie­szo­ne w ko­pu­le, po­głę­bia­ły uczu­cie ta­jem­ni­czo­ści.

Kiw­nię­ciem głowy wska­zał pro­fe­sor an­ty­kwa­riu­szo­wi posąg, sto­ją­cy na bli­sko me­tro­wym, mar­mu­ro­wym pie­de­sta­le.

Ten po­czą­tek można by upro­ścić: Pro­fe­sor wska­zał głową posąg.

Muszę przy­znać, że do­brze mi się czy­ta­ło, a hi­sto­ria mnie wcią­gnę­ła. Po­do­ba mi się po­mysł na wy­ko­rzy­sta­nie ty­tu­łu, a bo­ha­te­rów po­lu­bi­łam. Chęt­nie prze­czy­ta­ła­bym ciąg dal­szy, bo koń­ców­ka szyb­ko nad­cho­dzi, a czy­tel­nik nie do­wia­du­je się nic z pro­roctw ;P. Idę jed­nak klik­nąć :).

@A­li­cel­la

 

Dzię­ku­ję za uwagi ;) Co do ta­jem­ni­czo­ści – na pewno dało się zro­bić to le­piej. 

Je­że­li cho­dzi o bo­ha­te­rów, to też ich po­lu­bi­łem :P 

Moż­li­we, że jesz­cze wrócę do tej hi­sto­rii i wtedy pod­ra­su­je się to i owo ;)

 

@Mo­ni­que.M

 

Dzię­ku­ję za miłe słowa. Coraz bar­dziej skła­niam się do na­pi­sa­nia dal­szych wy­da­rzeń w tej hi­sto­rii. Moż­li­we więc, że bę­dziesz miała oka­zję po­znać ta­jem­ni­ce za­pi­sa­ne na zna­le­zio­nych stro­ni­cach ;)

 

Po­zdro­wie­nia!

Cóż, nie da się ukryć, bar­dzo to mło­dzień­cze. Ale ra­czej w po­zy­tyw­ny spo­sób, gdy można w trak­cie lek­tu­ry mach­nąć ręką na błędy i pewną na­iw­ność fa­bu­ły i bawić się razem z bo­ha­te­ra­mi. Sło­wem jest po­ten­cjał. Jest nad czym pra­co­wać.

Ach, i co ważne, za­mkną­łeś opo­wieść wów­czas, gdy było to dla niej naj­lep­sze, nie dając się zła­pać na lep mno­go­ści zna­ków, jakie zo­sta­ły ci do wy­peł­nie­nia kon­kur­so­we­go li­mi­tu. Wbrew temu, co po­ka­zu­ją licz­ni­ki spo­rej czę­ści ty­tu­li­ko­wych tek­stów, to dość istot­ne.

Po­zdra­wiam!

@Mi­chał Pe

 

Co do błę­dów – sta­ram się jak mogę, by było ich coraz mniej. Nie­ste­ty, warsz­tat jest jesz­cze do­pie­ro w bu­do­wie ;)

Dzię­ku­ję za prze­czy­ta­nie tek­stu i ko­men­tarz. Ko­lej­na osoba, któ­rej do gustu przy­pa­dła fa­bu­ła i bo­ha­te­ro­wie, skła­nia do prze­my­śleń, w kon­tek­ście roz­wi­nię­cia opo­wia­da­nia w póź­niej­szym cza­sie lub jego kon­ty­nu­acji w ra­mach no­we­go.

Je­że­li cho­dzi o za­mknię­cie, to już na samym po­cząt­ku wie­dzia­łem, gdzie ono bę­dzie, także to nie przy­pa­dek ;) Może i tro­chę urwa­ne jest jakby w pół zda­nia, ale myślę, że dzię­ki temu po­zo­sta­je wię­cej miej­sca na do­my­sły, a może i ja­kieś re­flek­sje.

 

Ser­decz­ne po­zdro­wie­nia!

 

<De­tek­ty­wa Lo­wi­na za­pi­ski z urlo­po­wych sesji czy­ta­nia „Ty­tu­li­ków”>

Ha­ra­gi­ta­nai – Me­da­lion Świę­tej Me­mi­ry

Czemu tak krót­ko, hm? Po­cząt­kiem na­ro­bi­łeś smaku, po­da­łeś mi cie­ka­wą hi­sto­rię, po czym za­koń­czy­łeś ją szyb­ciej niż wy­pi­cie drin­ka. Tak się nie robi… Nie­zły motyw sen­sa­cyj­no-przy­go­do­wy, bo­ha­te­ro­wie sym­pa­tycz­ni, choć nieco nie­wy­ko­rzy­sta­ni – przy­da­ło­by się tro­chę wię­cej in­for­ma­cji o nich, ale wła­ści­wie można to po­wie­dzieć o całym opo­wia­da­niu. Tro­chę też prze­szka­dzał fakt, że wszyst­ko idzie im zbyt łatwo. Daj wię­cej prze­szkód, trudu, za­ga­dek, a naj­le­piej jesz­cze fał­szy­wych tro­pów.

Nie ma­ru­dził­bym tak, gdyby nie fakt, że spodo­ba­ło mi się! Cze­kam na ciąg dal­szy.

 

Do­strze­gam nie­zły po­mysł, ale ża­łu­ję, że wy­ko­na­nie mu nie do­rów­nu­je.

Muszę też wy­znać, że nie bar­dzo wie­rzę w tak cu­dow­ny zbieg oko­licz­no­ści, iż pewna za­gad­ko­wa spra­wa po­zo­sta­je nie­roz­wią­za­na przez dzie­siąt­ki lat i nagle trzask-prask, dwóch star­szych panów przy­pad­kiem i w mgnie­niu oka od­kry­wa ta­jem­ni­cę. Nie ku­pu­ję tego.

Cóż, nie czy­ta­ło się naj­go­rzej, ale po­zo­stał spory nie­do­syt.

 

pod­szedł do le­żą­cej na ziemi książ­ki. → Rzecz dzie­je się w an­ty­kwa­ria­cie, więc: …pod­szedł do le­żą­cej na pod­ło­dze książ­ki.

 

czuł zu­peł­nie od­mien­ną fak­tu­rę, ani­że­li po­zo­sta­łych kart księ­gi. → …czuł fak­tu­rę zu­peł­nie od­mien­ną od po­zo­sta­łych kart księ­gi.

 

Opo­wie­ści, któ­rych strach wy­zna­wać→ Opo­wie­ści, któ­re strach wy­zna­wać

Choć ro­zu­miem, że to dość stary zapis.

 

Zde­cy­do­wał, że ko­lej­ne­go dnia wy­bie­rze się do swo­je­go ko­le­gi. → Nie brzmi to naj­le­piej. Zbęd­ny za­imek – czy wy­bie­rał­by się do czy­je­goś ko­le­gi?

Pro­po­nu­ję: Zde­cy­do­wał, że na­stęp­ne­go dnia wy­bie­rze się do ko­le­gi/ od­wie­dzi ko­le­gę.

 

– Pro­szę – po­wie­dział, nie pod­no­sząc głowy Hie­ro­nim. → – Pro­szę – po­wie­dział Hie­ro­nim, nie pod­no­sząc głowy.

 

skła­da­ła się z rap­tem ośmiu wer­sów… → …skła­da­ła się rap­tem z ośmiu wer­sów

 

Po­ło­żył to­misz­cze na blat biur­ka… → Po­ło­żył to­misz­cze na bla­cie biur­ka

 

Ka­no­ni­zo­wa­no bar­dzo szyb­ko po jej śmier­ci. → Czy drugi za­imek jest ko­niecz­ny?

 

Ksa­we­ry spo­glą­dał na pro­fe­so­ra ze zdez­o­rien­to­wa­ną miną.Zdez­o­rien­to­wa­ny Ksa­we­ry spo­glą­dał na pro­fe­so­ra.

Zdez­o­rien­to­wa­ny był Ksa­we­ry, nie jego mina.

 

Wi­ze­ru­nek do­peł­nia­ło świ­dru­ją­ce→ Wi­ze­ru­nku do­peł­nia­ło świ­dru­ją­ce

 

Fi­gur­ka, przy­twier­dzo­na do me­ta­lo­we­go ka­bo­szo­nu… → Ka­bo­szon, jako że jest to szcze­gól­nie oszli­fo­wa­ny ka­mień szla­chet­ny lub pół­sz­la­chet­ny, nie mógł być me­ta­lo­wy.

 

przed­sta­wia­ła anio­ła dzier­żą­ce­go w dło­niach zwój per­ga­mi­nu… → Czy do­po­wie­dze­nie jest ko­niecz­ne? Czy można dzier­żyć zwój ina­czej, nie w dło­niach?

 

mó­wiąc to, wska­zał dło­nią na ry­ci­nę w książ­ce. → A może wy­star­czy: …mó­wiąc to, wska­zał ry­ci­nę w książ­ce.

 

stwo­rzo­ny w ich domu Bożym. → …stwo­rzo­ny w ich Domu Bożym.

 

wska­zu­jąc pal­cem na wi­docz­ną z okna ko­pu­łę… → …wska­zu­jąc pal­cem wi­docz­ną z okna ko­pu­łę

 

Nie jeden już szu­kał tych za­pi­sków. → Nie­je­den już szu­kał tych za­pi­sków.

 

pro­fe­sor mówił szep­tem z ka­mien­nym wy­ra­zem twa­rzy. → Czy do­brze ro­zu­miem, że szept miał twarz o ka­mien­ny wy­ra­zie?

A może miało być: …pro­fe­sor mówił szep­tem, z ka­mien­nym wy­ra­zem twa­rzy.

 

płyt two­rzą­cych pod­ło­gę za­pa­dła się i prze­su­nę­ła. Ksa­we­ry pod­szedł do stwo­rzo­nej w ten… → Nie brzmi to naj­le­piej.

Pro­po­nu­ję w pierw­szym zda­niu: …płyt pod­ło­go­wych za­pa­dła się i prze­su­nę­ła.

 

po­słusz­nie prze­su­nął się w tył. Zza bocz­nych kra­wę­dzi płyty wy­su­nę­ły się… → Nie brzmi to naj­le­piej.

Może w pierw­szym zda­niu: …po­słusz­nie prze­mie­ścił się w tył.

 

cią­gnąc za jedną z klamr. → …cią­gnąc za jedną z kla­mer.

 

ską­pa­ną w mroku prze­strzeń, znaj­du­ją­cą się we­wnątrz gro­bow­ca. Padli na ko­la­na i przy­świe­ca­jąc sobie la­tar­ka­mi w te­le­fo­nach, za­czę­li oglą­dać wnę­trze. → Nie brzmi to naj­le­piej.

Pro­po­nu­ję: …wy­peł­nio­ne mro­kiem wnę­trze gro­bow­ca. Padli na ko­la­na i przy­świe­ca­jąc sobie la­tar­ka­mi w te­le­fo­nach, za­czę­li je oglą­dać.

 

Na twa­rzach obu je­go­mo­ściów do­strzec dało się roz­cza­ro­wa­nie. → Ra­czej: Na twa­rzach obu panów dało się do­strzec roz­cza­ro­wa­nie.

 

pod­zie­mi, w ja­kich się zna­leź­li.pod­zie­mi, w któ­rych się zna­leź­li.

 

Hie­ro­nim usiadł na ławce, a obok niego spo­czął Ksa­we­ry. → Zbęd­ny za­imek.

 

ko­le­ga za­re­ago­wał skrzy­wio­ną w dez­apro­ba­cie miną. → A może:…ko­le­ga za­re­ago­wał miną pełną dez­apro­ba­ty.

 

rzeź­ba wró­cił do swo­je­go pier­wot­ne­go po­ło­że­nia. → Li­te­rów­ka.

 

zła­pał po­now­nie za anio­ła i prze­krę­cił go ener­gicz­nie. → …zła­pał po­now­nie anio­ła i prze­krę­cił go ener­gicz­nie.

 

Pod­biegł mo­men­tal­nie do ko­le­gi… → Ra­czej: Na­tych­miast pod­biegł do ko­le­gi

 

w po­żół­kłej tecz­ce i prze­pa­sa­nych ju­to­wym sznur­kiem. → …w po­żół­kłej tecz­ce i prze­wią­za­nych ju­to­wym sznur­kiem.

 

To co zna­la­złeś, może od­mie­nić los hi­sto­rii i świa­ta. → Ro­zu­miem, że coś/ ja­kieś wy­da­rze­nie może od­mie­nić losy świa­ta, ale jak można od­mie­nić los hi­sto­rii?

 

jest to z jed­nej stro­ny zbiór pism bar­dzo ważny, a z dru­giej bar­dzo groź­ny. → …jest to z jed­nej stro­ny zbiór pism bar­dzo waż­nych, a z dru­giej bar­dzo groź­nych.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

@Za­na­is

 

Z pre­me­dy­ta­cją wy­szło z tego krót­kie opo­wia­da­nie, ale może kie­dyś do­cze­ka się kon­ty­nu­acji (wów­czas można to tro­chę bar­dziej po­kom­pli­ko­wać). Bar­dzo dzię­ku­ję za ko­men­tarz i cie­szę się, że to krót­kie “coś” przy­pa­dło Ci do gustu :).

 

@re­gu­la­to­rzy

 

Dzię­ki za wska­za­nie błę­dów. Mo­gła­by po­wstać z tego roz­bu­do­wa­na hi­sto­ria, w któ­rej zna­la­zły­by się my­lą­ce tropy i wię­cej za­ga­dek, ale oba­wiam się, że nie star­czy­ło­by zna­ków. 

Tak na mar­gi­ne­sie, ka­bo­szo­ny nie muszą być ka­mie­nia­mi ;)

Bar­dzo pro­szę, Ha­ra­gi­ta­nai. Cie­szę się, że mo­głam pomóc.

 

Mo­gła­by po­wstać z tego roz­bu­do­wa­na hi­sto­ria, w któ­rej zna­la­zły­by się my­lą­ce tropy i wię­cej za­ga­dek, ale oba­wiam się, że nie star­czy­ło­by zna­ków. 

Jest już po kon­kur­sie i teraz mo­żesz zro­bić z opo­wia­da­niem wszyst­ko, co ze­chcesz, zu­peł­nie się przy tym nie li­cząc się z żad­nym li­mi­tem zna­ków. ;)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Dwóch sta­rusz­ków szu­ka­ją­cych skar­bu to przed­ni po­mysł. I na do­da­tek u nas – w Ka­to­wi­cach! Tylko tro­chę za łatwo im po­szło, jak po sznu­recz­ku. A to rodzi ko­lej­ną wąt­pli­wość: jakim cudem nikt wcze­śniej nie od­na­lazł me­da­lio­nu? I jakim cudem Ksa­we­ry, nawet z po­mo­cą przy­ja­cie­la, zdo­łał od­su­nąć gra­ni­to­wą płytę? Czemu nikt nie znisz­czył rę­ko­pi­su? Bo do­my­ślam się, że dla Ko­ścio­ła mógł on być nieco nie­wy­god­ny. I co z klą­twą?

Tro­chę do wszyst­ko na­iw­no-mło­dzień­cze. Mam na­dzie­ję, że Ksa­we­ry i Hie­ro­nim jesz­cze po­wró­cą, może szu­ka­jąc in­ne­go skar­bu, a ich hi­sto­ria bę­dzie tro­chę doj­rzal­sza.

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

Hmmm, mam wra­że­nie, że ko­men­ta­rze się po­wie­la­ją i każdy ko­lej­ny, na­wią­zu­je do tego sa­me­go. Dla­cze­go nikt nie zna­lazł? – nie każdy do­ty­ka wszyst­kie­go, co znaj­du­je się w miej­scu, gdzie ak­tu­al­nie prze­by­wa:p Ksa­we­ry i Hie­ro­nim nie od­su­nę­li płyty, tylko wy­cią­gnę­li bocz­na ścia­nę – z uchwy­ta­mi nie było to za­da­nie nie­moż­li­we. Rę­ko­pis zo­stał ukry­ty przez przy­ja­cie­la nie­boszcz­ki, więc cięż­ko znisz­czyć coś, co jest scho­wa­ne :) Co z klą­twa? – a jak przej­dę pod dra­bi­ną to mnie spo­tka nie­szczę­ście ;)? Jak to z klą­twa – cza­sa­mi ma od­stra­szać, ale nie­ko­niecz­nie prze­kła­da się na rze­czy­wi­stość. Py­ta­nie czy In­dia­na Jones był też na­iw­no-mlo­dzien­czy? Bo ge­ne­ral­nie choć­by w fil­mie o Arce Przy­mie­rza, to wszyst­ko po­to­czy­ło­by się tak samo nawet bez jego udzia­łu ;) także jest to jesz­cze bar­dziej na­iw­ne? Chwi­lo­wo pra­cu­ję nad czymś innym, ale pew­nie ci bo­ha­te­ro­wie jesz­cze wrócą ;) Dzię­ki za ko­men­tarz;)

W przy­go­dów­ce wszyst­ko IMO po­le­ga na dresz­czy­ku emo­cji. Bo­ha­te­ro­wi już pra­wie się nie udaje, jest w nie­bez­pie­czeń­stwie, ma ja­kie­goś prze­ciw­ni­ka, stale albo ucie­ka, albo goni. A czy­tel­nik/widz sie­dzi i ob­gry­za pa­znok­cie z ner­wów. U Cie­bie… po­szli, zna­leź­li. Jest to jakaś przy­go­da, ale dla mocno mło­de­go od­bior­cy, choć pew­nie i taki by po­na­rze­kał ;) I ten brak przy­gód w przy­go­dów­ce spra­wia, że czy­tel­nik zwra­ca uwagę na dupe de­ta­le, na które nie zwró­cił­by uwagi w przy­pad­ku In­dia­ny Jo­ne­sa.

Ro­zu­miem, że przy­go­dy dwóch te­try­ków muszą być do­pa­so­wa­ne do eee… wieku, żeby sta­rusz­ko­wie przed­wcze­śnie nie ze­szli, nie­mniej jed­nak coś by się tam przy­da­ło ;)

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

Nie­mniej, w 14k zna­ków cięż­ko ro­ze­grać to, o czym na­pi­sa­łaś;)

No, opo­wieść sym­pa­tycz­na, ale za­rzut mam ten sam, co wielu przed­pi­ś­ców – za łatwo im idzie. Wy­da­je się, że naj­trud­niej­sze było zna­le­zie­nie kart­ki na­wią­zu­ją­cej do nie­mal za­po­mnia­nej Me­mi­ry. A potem to już z górki. Fajna za­ba­wa z dwu­znacz­no­ścią słowa. Me­da­lion to jesz­cze ro­dzaj ko­tle­ta. ;-)

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Cześć Fin­kla, 

 

dzię­ki za ko­men­tarz. Przyj­mu­ję na klatę i obie­cu­ję, że z cza­sem po­wsta­nie roz­bu­do­wa­na wer­sja ;) 

Co do me­da­lio­nu – tak, cho­ciaż o tym nie po­my­śla­łem wcze­śniej ;) 

 

Po­zdra­wiam ser­decz­nie!

Przy­jem­nie się czy­ta­ło :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Cześć Anet ;) 

 

miło mi w takim razie ;)

 

Po­zdro­wie­nia!

Nowa Fantastyka