
Coś lżejszego na trudne czasy.
Coś lżejszego na trudne czasy.
Co można robić w piątek po północy? Wiele rzeczy, z których ja wybrałem akurat spanie. Sen trafił mi się bez szału, coś jak streszczenie horrorów „klasy B” z początku lat 90. Nagle te wszystkie mordercze pomidory, zombi, kosmiczne potwory zdmuchnął silny wiatr. Przede mną stanął mężczyzna w białym garniturze. Sześć skrzydeł, kpiący wyraz twarzy, pozwoliły mi zidentyfikować mojego anioła stróża Manianiela.
– Zostawić cię tylko na chwilę…– Lekko skinął ręką, a pełznąca w jego stronę mordercza galaretka znikła.
– Nie moja wina – odparłem strzelając z obrzyna do jakiegoś Impa. – Wiesz jak jest, gdy rozum śpi, budzą się upiory.
– Nie ściemniaj. – Anioł stróż pogroził mi palcem. – Obaj wiemy, że umiesz kontrolować swoje sny.
– No może odrobinkę. – Strzelba w moich rękach zamieniła się w karabin plazmowy z którego podziurawiłem ksenomorfa.
– Pobawisz się potem – rzekł twardo. – Teraz sprawa jest.
– Jaka? – zdziwiłem się.
– Mój kumpel ma ciężki przydział i potrzebuje odrobiny relaksu, a że jest akurat niedaleko…
– A co ja mam z tym wspólnego?
– No wiesz gdybyś tak w tym śnie zrobił mały grill dla znajomych…
– A co będę z tego miał?
– Dobry uczynek dla bliźnich zawsze jest miły sercu syna Pana Zastępów.
– A coś konkretniej?
– Na sądzie ostatecznym znajomość z kilkoma aniołami jeszcze nikomu nie zaszkodziła – kusił Manianiel.
– Wolałbym więcej szczęścia jeszcze na tym łez padole.
– Da się załatwić – Anioł wyciągnął rękę w moja stronę.
– Jak tak, to pomogę. – Przypieczętowałem układ uściskiem dłoni.
Lekko skoncentrowałem się, a zamienione w pobojowisko amerykańskie miasteczko na prowincji znikło. Zamiast tego pojawił się drewniany dom, porządny kamienny grill, na którym właśnie dochodziły szaszłyki i kiełbaska, stół, ławki, chleb, napoje, sałatki, ogólnie wszystko co potrzeba. Manianiel z zadowoleniem skinął głową, a ja poczułem kolejne powiewy wiatru. Gdy wzniosłem głowę dostrzegłem nadlatujących gości. Jednym z nich był anioł o jednej parze skrzydeł. Nie wiem czy to kwestia statusu, ale w przeciwieństwie do mojego stróża był w szeleszczącym białym dresie i takiż adidaskach od nike. Obok niego nadlatywał ktoś podobny, tyle, że ubrany na złoto, oraz ku mojemu zdumieniu jakiś czarnoskrzydły.
– Co jest? – spytałem Manianiela?
– Wziął resztę.
– Jaką resztę? – zdziwiłem się.
– Zaraz się dowiesz.
– Witam, jestem Araichiel. – Dwuskrzydły anioł podał mi rękę.
– Salam – Złoty przywitał się ze mną – Zwą mnie Algazali.
– Cześć, nazywają mnie Baralbarbialel, po waszemu będzie to tyle, co Bartek. – Czarnoskrzydły w takimże garniturze i kapeluszu mafiozo z lat trzydziestych dokonał swej prezentacji.
– I wy wszyscy jesteście aniołami?
– No mniej więcej – odezwał się za nich Manianiel.
Początkowo ta informacja mi w zupełności wystarczyła. Zresztą miałem co innego na głowie. Jako gospodarz imprezy pełniłem jednocześnie funkcje głównego grillowego – kiełbaski i szaszłyki nie chciały opiekać się same, oraz podczaszego – polewałem wszystkim napoje wysokoprocentowe. Zdaje się, że mój anioł stróż zastosował siłę sugestii, bo czułem dumę z z faktu, że taką fuchę miał swego czasu ojciec króla Jana III Sobieskiego. Z drugiej strony alkohol, jedzenie, ciekawe towarzystwo, czegóż chcieć od życia więcej?
– Mistrzu – zwrócił się do mnie anioł w czerni. – Może byś jakieś foczki zorganizował?
– Stek z foki, czy basen z fokami robiącymi sztuczki? – zapytałem w przypływie napadu skretynienia.
– Girlsy maestro, girlsy please…
– Nie słuchaj go, on jest z tych upadłych. – Araichiel patrzył na czarnoskrzydłego z wyrzutem.
– Kazali się zbuntować, to się zbuntowałem. – Bartek odpowiedział cytatem z generała Żeligowskiego.
– Skoro wy w bieli jesteście aniołami, ten w czerni to diabeł, to kim jest Algazali? – zapytałem.
– On jest od wyznawców proroka – wyjaśnił Manianiel.
– Dla konkurencji robi? – zdziwiłem się.
– To nie tak – odparł Algazali. – Szefa to my mamy akurat jednego.
– Nie rozumiem – odparłem.
– Widzisz, czasem On dochodzi do wniosku, że jego owieczki robią się leniwe, a powinny być gorliwe. Wtedy sam podkręca konkurencję.
– Czyli niezależnie co się wyznaje, to jest dobrze.
– A czy gdy Pepsi bije rekordy sprzedaży, to w Coca Coli dostają nagrody? – odpowiedział pytaniem.
– Wodzu, to jak będzie z tymi białogłowymi? – pytał Bartek.
– Pamiętaj o przykazaniu „Nie pożądaj żony bliźniego swego”. – Manianiel wzniósł go góry palec.
– Nie muszą być żony, mogą być panny. – Diabeł szybko zasugerował rozwiązanie.
– Samotnym kobietom nie wolno przebywać w towarzystwie mężczyzn – zauważył Algazali.
– Maruda. – Skrzywił się Bartek. – Ok, niech to będą elfki o zielonych oczach, smukłych nogach, falujących biustach, spiczastych uszach i miłym usposobieniu.
– Ale…
– Żadne ale. Ani Biblia ani Koran nie zabraniają im przebywania w naszej obecności.
– W sumie on ma rację zauważył – Manianiel.
– Rozumiem, że klasyfikacja ich miłego usposobienia ma być zgodna z wykładnią niejakiego Jaskra, bohatera sagi wiedźmińskiej? – zapytałem.
– Ależ oczywiście – potwierdził Bartek.
Wystarczyła odrobinka koncentracji i oto wyłoniły się one, elfki jak z marzeń napalonego niczym piec hutniczy fana cosplayu. Ślicznotki ubrane w biżuterię, koronkową bieliznę, sandałki z obcasem na koturnie, ruszające się z kocim wdziękiem. Araichiel spoglądał na nie w zachwycie, aż w końcu z płaczem wyjąkał, do Manianiela.
– Serafinie ty to masz fart, co do podopiecznego.
– Nie tylko on – wtrącił się Bartek. – Pamiętaj, że to ja jestem jego diabłem stróżem i beze mnie nie umiałby sobie wyobrazić takich piękności.
– Nie doceniasz go – odrzekł Manianiel.
– Chwila moment! – przerwałem im rozmowę. – To ludzie mają diabła stróża?
– No, mają – potwierdził mój anioł.
– To dlaczego nikt o tym nie mówi?
– Kwestia gorszego marketingu. – Bartek mówiąc to przytulił złotowłosą elfkę.
– Albo dlatego, że tak jest im łatwiej – odrzekł Manianiel.
– Może… – Diabeł, całował chichocząca dziewczynę w szyję.
Ponieważ jedna z elfek w uroczy sposób poprosiła o kiełbaskę na chwilę straciłem wątek anielskich dysput. Potem obsługiwałem ją przy stole, a na koniec ona w ramach rewanżu usiadła mi na kolanach i zaczęła dzielić się posiłkiem. Jakoś tak przy okazji wszyscy wypili kilka toastów sugerowanych przez Manianiela i Bartka. Zirael, bo tak się nazywała elfka, właśnie szeptała mi, co mi zrobi i nie powiem było to interesujące, choć miałem problemy, by wszystko dokładnie usłyszeć, albowiem przy stole głośno płakał Araichiel.
– A temu co? – spytałem Manianiela.
– Przechodzi katharsis.
– Znaczy się?
– Oczyszczenie, które pozwoli mu dalej sumiennie pełnić służbę.
– Fajnie. – Już miałem skoncentrować się na elfce, gdy coś mnie tknęło.
– A co z diabłem stróżem jego podopiecznego?
– Nic – wtrącił Algazali.
– Ale dlaczego?
– Rokitowski jest na urlopie wypoczynkowym w ośrodku dla zasłużonych diabłów. – Oświecił mnie Bartek.
– Czegoś nie rozumiem.
– Człowieku nawet nie wiesz jaki mam niefart. – Araichiel pociągnął bimbru z butelki. – Dostałem jako przydział oszusta.
– Tu muszę zaprotestować, albowiem zgodnie z Koranem mój klient wykorzystuje prawo takijji, jest więc zupełnie w porządku.
– To wy dwaj nim się zajmujecie? – zdziwiłem się.
– W sumie, licząc diabła, to ma on czterech opiekunów. Mnie, diabła i dwóch aniołów od proroka.
– To konwertyta, że aż dwóch islamskich pierzastych go obstawia? – zgadywałem.
– To nie tak. – Algazali przerwał obściskiwanie jednej z elfek. – Każdy wyznawca proroka ma dwóch aniołów stróżów.
– I tak naraz mu podpowiadacie?
– My nie podpowiadamy, tylko notujemy czy jego czyny są zgodne z Koranem, a notatki te posłużą do wydania wyroku na sądzie ostatecznym. W sumie, w tym przypadku, robimy to od jego narodzin. Nawet w tej chwili Abdulzaliel spisuje ile godzin nasz podopieczny śpi i o czym śni.
– Czekaj, to skąd on ma naszego anioła stróża?
– Bo menda jedna, się ochrzcił w Niemczech. – Araichiel znowu zalał się łzami.
– A ci od proroka nie mają z tym problemu bo…
– Nasz podopieczny zastosował zapisy Koranu, pozwalające mu oszukać wroga co do prawdziwego wyznania. Dzięki czemu może kontynuować swój dżihad.
– To brzmi jak kłopoty – zauważyłem.
– Żadne kłopoty! – oburzył się Algazali. – Męczeńska śmierć na świętej wojnie zapewnia natychmiastowe zbawienie bez potrzeby dodatkowego osądzenia. Ma to też niezaprzeczalną zaletę związaną z faktem, że w takiej sytuacji nasze notatki są niepotrzebne.
– Teraz rozumiesz jak mam przerąbane. – Araichiel patrzył na mnie smutno. – I jeszcze on teraz jedzie pod Białoruską granicę, po kolejnych amatorów rozpętania w Niemczech dżihadu.
– Faktycznie przydział masz ciężki, ale coś się wymyśli, tylko załatwimy rzeczy pilniejsze. – Popatrzyłem na opięte koronkami piersi Zirael.
Niestety, chyba znowu mój anioł stróż, postanowił sobie ze mnie zażartować, bo ani ja z nic z elfką nie teges, ani aniołowi nic nie podpowiedziałem, albowiem nagle zadzwonił budzik i się obudziłem. Manianiel siedział na krześle niedaleko mojego łóżka.
– No i nie pomogłem twojemu kumplowi – zauważyłem.
– Było ok.
– Ale…
– Pamiętaj, że Pan ma poczucie humoru – odrzekł i znikł.
Stwierdzenie Manianiela tłumaczyło wiele w temacie trudnego przydziału jego kolegi, pozostawało jednak pytanie kto mi ustawił budzik w sobotę na czwartą trzydzieści cztery i dlaczego choć nic wysokoprocentowego przed snem nie piłem to miałem kaca?
Dowcipny tekst nawiązujący do religijnego zamieszania współczesnego świata. Całość utrzymana w chilloutowym klimacie.
– Wodzu, to jak będzie z tymi białogłowymi? – pytał Bartek.
– Pamiętaj o przykazaniu „Nie pożądaj żony bliźniego swego”. – Manianiel wzniósł go góry palec.
– Nie muszą być żony, mogą być panny. – Diabeł szybko zasugerował rozwiązanie.
– Samotnym kobietom nie wolno przebywać w towarzystwie mężczyzn – zauważył Algazali.
– Maruda. – Skrzywił się Bartek. – Ok, niech to będą elfki o zielonych oczach, smukłych nogach, falujących biustach, spiczastych uszach i miłym usposobieniu.
Genialne rozwiązanie. :D
Zdaje się, że mój anioł struż zastosował siłę sugestii
Wdarł się błąd.
Wesolutko wredne, prześmiewcze, kpiące! A jaka inspirująca różnorodność anielskiej braci! Tu komplementy: (…, …, …, … .) Wstaw dowolne, ale dobierz takie, żeby w pełni oddały poziom mojej satysfakcji i rozbawienia. Wysoki poziom!
że mój anioł struż
w Coka Coli
Błędy jakie są, każdy widzi!
sandałki z obcasem na koturnie
A tu z przyjemnością komentarz nieco rozwinę. Otóż, szanowny mężczyzno MPJ 78, całe życie tuptający w butach o nieciekawych, płaskich podeszwach bez wyrazu, bo tylko takie facetom się proponuje – koturn to jest rodzaj obcasa! Co prawda rzadko takie noszę, bo mam sto siedemdziesiąt trzy wzrostu i to mi wystarcza, ale w kwestii damskiego obuwia jestem nieźle obcykana! Tak więc koturn to obcas! Sandałków z obcasem na obcasie absolutnie bym nie kupiła! Ba! Nawet za darmo bym ich nie przytuliła! No!
Nie tylko on, – wtrąci się Bartek.
Brakuje „ł” i według mnie przecinek zbędny.
Albo dla tego, że tak jest im łatwiej
Podkreśliłam. Połącz.
– Bo menda jedna, się ochrzcił w Niemczech. – Araichiel znowu zalał się łzami.
Wooooow! Menda, faktycznie! I szuja pokrętna! Pewnie jeszcze piwskiem kiełbasę wieprzową popijał podczas tajnych wakacji w Bawarii:'D :'D :'D :'D
– Nasz podopieczny zastosował zapisy Korany pozwalające mu oszukać wroga, co prawdziwego wyznania.
Wiadomo o co chodzi. Dodatkowo – po “Koranie” przecinek, a drugi do likwidacji.
– Nie moja wina. – odparłem strzelając z obrzyna do jakiegoś Impa.
Jeżeli po kwestii dialogowej następują didaskalia “mówione”, zapisujemy ją bez kropki (ale z wykrzyknikiem lub znakiem zapytania, jeśli jest taka konieczność).
Zdaje się, że mój anioł struż
napalonego niczym piec hutniczy
Można napalić w piecu, ale czy sam piec może być napalony?
– Nie tylko on, –
Bez przecinka.
Zapis ogólnie jest największym wrogiem tego tekstu, wymaga uporządkowania.
Lekkie, ale też strasznie przegadane – mało tu treści, dużo wypełniacza. Wypełniacz w założeniach miał być zapewne śmieszny, ale nie zawsze się to udało. Miałem też problem ze śledzeniem, kto jest kto, a zapis intrygi sprawił, że trudno mi się było zorientować, jaki problem tak w zasadzie ma ów anioł o trudnym przydziale. Co do samego humoru – sam koncept anielskiej popijawy ciekawy, ale gagi jakoś do mnie nie trafiały. Po przeczytaniu nie potrafię w zasadzie wymienić choćby jednego, który wywołałby u mnie jakąś reakcję.
Podsumowując – sympatyczne, ale nieco nijakie. No i wymaga odchwaszczenia.
Trochę prześmiewcze. Humor nie nachalny, powodujący uśmiech, a nie chichot lub rżenie. Podobało się misiowi.
Dziękuje za dobre słowo. Wskazane błędy popoprawiam po południu
Wskazane błędy poprawiłem
w_baskerville co do kwestii koturnów i obcasów. Zawsze wydawało mi się że koturn to po prostu bardzo gruba podeszwa
np
zaś sandałki o które mi chodziło to gruba podeszwa plus obcas. Bo ten ostatni sprawia, że kobieca noga wygląda o wiele seksowniej niż na płaskim, choć nie bardzo wiem jak to działa, to zarówno mój anioł stróż jak i diabeł kiwają zgodnie głowami że tak jest.
A co do piwska i kiełbasy wieprzowej, to wyznawca proroka takie grzechy ma z automatu odpuszczone i wszystkie inne też o ile zginie na świętej wojnie lub weźmie w niej choćby udział. Z tego co pamiętam w tym ostatnim przypadku odpuszczeniu ulegają tylko te grzechy sprzed świętej wojny.
Ajajaj! Materiał ilustracyjny nr 1 – sandały na platformie! Nawet niezłe. Nr 2 – sandały na koturnie. Te akurat mi się absolutnie nie podobają. I tak to z facetami właśnie jest! Wiedzą czym się różnią bieżniki opon zimowych od letnich, a gubią się w takich banałach jak platforma versus koturn. “Gruba podeszwa plus obcas” – nooo, pojechałeś! ;D ;D
w_baskerville wkręcasz mnie. Przecież w obydwu wersjach nawet podeszwy są oklejone takim samym sznurkiem. Serio to coś innego?
Z oponami jest łatwiej bo letnie mają odprowadzać wodę a zimowe zapewniać przyczepność na śniegu i no i tu bardzo ważna uwaga!!! Producenci prawidłowo oznaczają swój produkt, a z boku podeszwy nie pisze platforma albo koturn :D
w_baskerville wkręcasz mnie.
A gdzieżbym śmiała! Porządnego faceta, co to powołał do życia chór anielski, który daje czadu, a nie leci wątłym, świątecznym falsetem? W życiu! Tym bardziej, że w końcu zajarzyłam, jakąż to pokrętną i niedzisiejszą drogą wędrowały twoje obuwnicze skojarzenia. Do starożytno-mityczno-dionizyjsko-grecko-teatralnych koturnów dokleiły ci się dodatkowe obcasy, czyli pokaźnych rozmiarów słupki! Zaznaczam – słupki, NIE szpilki, bo to nie to samo!
I nie kłóć się ze mną, bo zamknę się w sobie albo gorzej – zawezmę i znajdę w twoim opku brak przecinka albo i dwóch! (I pitolić, że nie da się „znaleźć braku”!)
Producenci prawidłowo oznaczają swój produkt
Żartujesz, prawda? Oznaczenia opon absolutnie nie można uznać za możliwe do rozróżnienia intuicyjnego, w przeciwieństwie do podeszw damskich butów!
Z tymi Grekami to też prawda, ale w sklepach obuwniczych nie mają już takich sandałów to nie da się skołować z nimi zdjęć do ilustracji. No i w greckich teatrach grali sami faceci a męskie nogi wyglądają dużo gorzej od damskich.
Z oponami jakoś się nie mylę, toteż podtrzymuje twierdzenie o prawidłowym oznaczeniu :D
Hmmm. Trochę jestem rozdarta. Z jednej strony, czytało się sympatycznie. Z drugiej strony, nienawidzę zakończenia z serii “to był tylko sen”. I znalezienie po przebudzeniu artefaktów lub świeżych obrażeń ciała wcale nie zmniejsza stopnia oklepania tego zabiegu. Z trzeciej strony, uprzedzasz wcześniej, że to sen, a to trochę wybija mi broń z ręki.
No, niech Ci będzie, jest przewaga plusów.
Ale dlaczego nie mogłeś w ogóle zrezygnować z tego snu? Nie można sobie zrobić imprezki ze stróżem na jawie?
Babska logika rządzi!
Toż ja biedny nie planowałem tego grilla, a na dodatek tak mam że budzik mnie budzi :D
Bardzo przyjemny tekst. Szkoda, że nie pojawili się Belzeboob i Penistofeles, oni to podobno potrafią rozkręcić imprezę ;-)
A na poważnie, ciekawa koncepcja. Warto by ją kiedyś rozwinąć.
@MPJ 78 Ciekawi mnie “grafomania kontrolowana” w twoim wykonaniu. KIEDY premiera? Bo planujesz ją, oczywiście?
Cóż, przeczytałam bez przykrości, ale też nie mogę mówić o satysfakcji. Po prostu nie gustuję w opisach libacyjek, nawet z udziałem tak osobliwych uczestników, w których panie pojawiają się tylko po to, by je obściskiwać, a cała rzecz kończy się równo z dzwonkiem budzika.
– Zostawić cię tylko na chwilę…– Lekko skinął ręką… → Brak spacji po wielokropku.
…grill, na którym właśnie dochodziły szaszłyki i kiełbaska… → Jedna kiełbaska?
…w szeleszczącym białym dresie i takiż adidaskach od nike. → …w szeleszczącym białym dresie i takichże adidaskach od Nike.
Za SJP PWN: takiż daw. «taki sam»
Nike to nazwa firmy.
…bo czułem dumę z z faktu… → Dwa grzybki w barszczyku.
Manianiel wzniósł go góry palec. → Masło maślane – czy mógł wznieść palec do dołu?
Jakoś tak przy okazji wszyscy wypili kilka toastów sugerowanych przez Manianiela i Bartka. → Toastu się nie pije, toast można wygłosić, a potem, zgodnie z tradycją, wypić kieliszek alkoholu.
– Było ok. → – Było OK.
Za SJP PWN: OK (= okay, okej) ok. (= około)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Lekkie i przegadane, choć zauważyłem, że dialogi potem zaczęły mi się dłużyć.
Mam natomiast uczucia podobne do Finkli – nie lubię zakończeń, w których wytłumaczeniem akcji jest sen lub kaco-sen, bo przekreśla to wszelkie motywy opowiadania.
Nadzieje chyba się spełniają, skoro jest ich coraz mniej.