- Opowiadanie: mr.maras - Współpasażer

Współpasażer

Pla­no­wa­łem dłuż­szą prze­rwę w pu­bli­ka­cjach, ale co mi tam. Re­ma­nen­tu ciąg dal­szy. Krót­ki tekst, który uka­zał się w an­to­lo­gii "24/02/2022" Wy­daw­nic­twa IX, z któ­rej cały do­chód ze sprze­da­ży tra­fia na konto or­ga­ni­za­cji Pro­li­ska zaj­mu­ją­cej się po­mo­cą hu­ma­ni­tar­ną dla cy­wil­nych ofiar ro­syj­skiej na­pa­ści na Ukra­inę. Wśród au­to­rów m.in. Rak, Or­bi­tow­ski, Gunia, Hałas, Cet­na­row­ski, Pro­ta­siuk, Majka, Pod­lew­ski, Salik, Paw­lak, Kain oraz silna ekipa por­ta­lo­wa.

Link do an­tol­gii: https://wydawnictwoix.pl/produkt/24-02-2022/ 

O an­to­lo­gii już jakby cisza, o woj­nie też świat zdaje się za­po­mi­nać, więc wrzu­cam dla przy­po­mnie­nia.

Opo­wia­da­nie pi­sa­ne jak naj­bar­dziej ku po­krze­pie­niu serc i na­wią­zu­je wprost do in­ne­go mo­je­go tek­stu za­miesz­czo­ne­go na por­ta­lu “Clas Myrd­dyn".

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Współpasażer

Pa­mię­tam, że do­siadł się w Ka­to­wi­cach. Uchy­lił roz­su­wa­ne drzwi, wsa­dził do środ­ka zmierz­wio­ną czu­pry­nę i za­py­tał, czy są wolne miej­sca, cho­ciaż poza mną w prze­dzia­le nie było ni­ko­go, a w po­cią­gu obo­wią­zy­wa­ły miej­sców­ki. Ak­cent roz­po­zna­łem od razu, ostat­nio we Wro­cła­wiu spo­ty­ka­łem wielu Ukra­iń­ców. 

Ski­ną­łem głową i, wy­raź­nie za­do­wo­lo­ny, wpa­ko­wał się do prze­dzia­łu. Przyj­rza­łem mu się uważ­nie, gdy szar­pał się z drzwia­mi, pró­bu­jąc je do­mknąć. Młody, wy­so­ki, wy­glą­dał na nie­wie­le ponad dwa­dzie­ścia lat. Naj­pew­niej stu­dent, który wie­czo­ra­mi do­ra­biał na pół etatu w ja­kiejś we­gań­skiej knaj­pie. Za cały bagaż słu­żył mu miej­ski ple­cak, ale ubra­ny był jakby szy­ko­wał się na coś po­waż­niej­sze­go niż nasza zima w marcu. So­lid­ne gór­skie buty, weł­nia­na czap­ka wy­sta­ją­ca z kie­sze­ni, gruby golf pod szyją. 

Zdjął rę­ka­wi­ce i po­la­ro­wą kurt­kę pod­bi­tą fu­trem, zer­k­nął po­bież­nie na mój lap­top, ter­mos z kawą i zajął miej­sce w prze­ciw­le­głym rogu prze­dzia­łu. Tuż przy drzwiach. 

Potem z za­ci­śnię­ty­mi usta­mi, wy­raź­nie prze­ję­ty, prze­glą­dał coś na smart­fo­nie. Naj­praw­do­po­dob­niej wie­ści z ogar­nię­tej wojną oj­czy­zny. 

Do­my­śli­łem się, że wła­śnie tam się wy­bie­ra, jak wielu ro­da­ków, pły­nąc pod prąd rzeki ucie­ki­nie­rów, ko­biet i dzie­ci, szu­ka­ją­cych schro­nie­nia w Pol­sce. 

Przez chwi­lę przy­glą­da­łem mu się dys­kret­nie, zer­ka­jąc znad lap­to­pa. Chłop­cy, tacy jak on, wra­ca­li do Ukra­iny wal­czyć z dzie­cia­ka­mi Pu­ti­na, ale w prze­ci­wień­stwie do tych po dru­giej stro­nie, przy­naj­mniej wie­dzie­li, za co i o co wal­czą. 

Długo je­cha­li­śmy w ciszy. On mil­czał wpa­trzo­ny w te­le­fon, ja nie od­zy­wa­łem się, nie wie­dząc, co po­wie­dzieć, bo czu­łem wy­raź­nie, że dzie­li nas jakaś nie­wi­dzial­na ba­rie­ra. 

Mój świat zda­wał się jesz­cze spo­koj­ny i bez­piecz­ny. Jego wła­śnie runął w gru­zach i po­grą­żał się w sza­leń­stwie. A może cho­dzi­ło bar­dziej o to, że w chwi­li, w któ­rej po­ciąg za­trzy­ma się na koń­co­wej sta­cji, ja po­zo­sta­nę na tym brze­gu Styk­su, wśród ży­wych, a on pój­dzie dalej, na nie­mal pewną śmierć? 

Trud­no mi było ze­brać myśli i sku­pić się na pi­sa­niu, gdy sie­dział obok jak jakiś wy­rzut su­mie­nia i długo zbie­ra­łem się, żeby prze­rwać krę­pu­ją­cą ciszę. 

Było chwi­lę przed piątą, około go­dzi­ny do wscho­du słoń­ca i wciąż kilka go­dzin jazdy do Prze­my­śla. Oczy­wi­ście, jeśli nie bę­dzie opóź­nie­nia. 

Od­sta­wi­łem lap­top na sie­dze­nie obok i się­gną­łem po ter­mos, a kiedy chło­pak zer­k­nął w moją stro­nę, za­ga­iłem roz­mo­wę. 

– Na­pi­jesz się cie­płej kawy? – Cho­ciaż tyle mo­głem dla niego zro­bić. I chyba rów­nież dla sie­bie. – Ale ostrze­gam, jest czar­na, mocna i gorz­ka.

– Ame­ri­ca­no. Naj­lep­sza – stwier­dził.

– No i nie mam dru­gie­go kubka – do­da­łem z za­kło­po­ta­niem. 

Uśmiech­nął się i się­gnął do ple­ca­ka. 

Na widok bia­ło-czer­wo­ne­go ter­mo­kub­ka z na­pi­sem Ma­rvel spo­waż­nia­łem, bo jesz­cze do­bit­niej uświa­do­mi­łem sobie, jaki jest młody. Mój na­sto­let­ni syn też był fanem Ma­rve­la. 

– Pra­cu­jesz? – za­py­tał, na­chy­la­jąc się w moją stro­nę, gdy na­le­wa­łem kawy. – Nie chcę prze­szka­dzać. 

– Nie prze­szka­dzasz, to tylko opo­wia­da­nie – za­pew­ni­łem. – Takie ku po­krze­pie­niu serc. O Ukra­inie, walce z na­jeźdź­cą, wa­szej od­wa­dze… 

– Opo­wia­da­nie? – Spoj­rzał na lap­top spod unie­sio­nych brwi i po­czu­łem się zwy­czaj­nie głu­pio. Upi­łem kawy, żeby ukryć zmie­sza­nie. To, co ro­bi­łem, wy­da­ło mi się naraz śmiesz­ne i nie­istot­ne. On je­dzie wal­czyć, a ja piszę opo­wia­da­nie. 

Kiedy jed­nak prze­czy­tał pierw­szy aka­pit, uśmiech­nął się i prze­cze­sał dło­nią nie­sfor­ne włosy.

– To dobra rzecz, takie opo­wia­da­nia dla serc – stwier­dził nie­spo­dzie­wa­nie i też upił kawy. Wy­glą­da­ło na to, że rzuca mi koło ra­tun­ko­we. 

Od­chrząk­ną­łem. 

– Chcia­łem na­pi­sać o le­gen­dar­nych ry­cer­zach, bo­ha­te­rach, któ­rzy śpią i obu­dzą się, gdy oj­czy­zna bę­dzie w po­trze­bie… – za­czą­łem nie­pew­nie, ale w jego oczach doj­rza­łem oży­wie­nie. 

– Śpią? Gdzie śpią? – Prze­siadł się na miej­sce na­prze­ciw mnie, wciąż z za­cie­ka­wie­niem spo­glą­da­jąc na ekran lap­to­pa. 

Teraz to ja się uśmiech­ną­łem. 

– A w róż­nych miej­scach. Naj­czę­ściej pod jakąś górą. Nasi ry­ce­rze pod Gie­won­tem, Duń­czyk Hol­ger w ja­ski­ni pod Kron­bor­giem, Karol Wiel­ki pod górą Unters­berg. A Czesi mają ry­ce­rzy świę­te­go Wa­cła­wa spod góry Blaník. Wiele kra­jów ma po­dob­ne le­gen­dy. 

– Nie wie­dzia­łem, że jest ich aż tylu. 

– Rze­czy­wi­ście sporo. W Eu­ro­pie śpi cała armia le­gen­dar­nych bo­ha­te­rów. Nie­ste­ty nie zna­la­złem ni­ko­go ta­kie­go w le­gen­dach ukra­iń­skich. Macie pa­tro­na Ar­cha­nio­ła Mi­cha­ła, macie też Kija i jego braci, ale to nie są śpią­cy ry­ce­rze, któ­rzy przyj­dą z po­mo­cą, od­po­wia­da­jąc na we­zwa­nie oj­czy­zny. 

– Za to wróg ma… – stwier­dził z go­ry­czą. 

Przy­tak­ną­łem. 

– Tak. I to całą bandę. Grisz­kę Otrie­pie­wa, Ko­za­ków Stień­kę Ra­zi­na i Je­mie­lia­na Pu­ga­czo­wa. Tylko czy to są obroń­cy? 

– Nie, to nie obroń­cy – od­po­wie­dział po­waż­nie i wska­zał głową na okno. 

Zbli­ży­łem twarz do szyby. Na ze­wnątrz już pra­wie świ­ta­ło. Dawno mi­nę­li­śmy Rze­szów i je­cha­li­śmy teraz na po­łu­dnio­wy wschód przez lasy i pola roz­cią­ga­ją­ce się wokół Prze­my­śla. Naraz po­cią­giem za­trzę­sło i świa­tła w prze­dzia­le na chwi­lę przy­ga­sły, a wtedy… 

A wtedy, wy­so­ko nad lasem, który roz­cią­gał się na wscho­dzie, w bla­sku czer­wo­nej łuny roz­ja­śnia­ją­cej ho­ry­zont, uj­rza­łem po­sta­cie przy­po­mi­na­ją­ce wid­mo­wych gi­gan­tów za­ku­tych w zbro­je. I cho­ciaż wie­dzia­łem, że to nie­moż­li­we, bo Char­ków, Kijów, a nawet Lwów, były zbyt da­le­ko, to jed­nak dwa świa­ty na­kła­da­ły się i prze­ni­ka­ły wza­jem­nie przed moimi ocza­mi. I wi­dzia­łem naraz zwy­czaj­ny nocny pej­zaż za oknem po­cią­gu, a jed­no­cze­śnie po­sta­cie gó­ru­ją­ce nad kra­jo­bra­zem bitwy.

Za­mru­ga­łem i prze­tar­łem oczy grzbie­tem dłoni, ale wraki czoł­gów, ry­ce­rze i dy­mią­ce u ich stóp ruiny nie zni­ka­ły. 

Świa­tło znów za­mi­go­ta­ło, a ja spoj­rza­łem ze zdu­mie­niem na współ­pa­sa­że­ra. Jego twarz stę­ża­ła i wy­glą­dał teraz, jakby się po­sta­rzał o kil­ka­na­ście lat. Ni­czym za­hip­no­ty­zo­wa­ny wpa­try­wał się w ciem­ną dal. 

– Do­brze wi­dzia­łeś – wy­szep­tał. – Są tam wszy­scy. Grisz­ka, Stień­ka i Pu­ga­czow. Jest nawet Wańka Kain. Obu­dzi­li się na we­zwa­nie Rosji. Jed­nak nie po to, żeby jej bro­nić, tylko za­bi­jać nasze ko­bie­ty i dzie­ci. I ktoś musi ich po­wstrzy­mać – oznaj­mił cicho, a ja mia­łem wra­że­nie, że nie pa­trzy już w mrok za oknem, tylko na wła­sne od­bi­cie w szy­bie. 

Po­ciąg zwol­nił, le­do­we świe­tlów­ki przy­ga­sły, a ja raz jesz­cze spoj­rza­łem w dal. I zaraz od­chy­li­łem się gwał­tow­nie, cho­wa­jąc za za­sło­ną. Jakby cien­ka fi­ran­ka z po­lie­stru mogła mnie ukryć i osło­nić przed czym­kol­wiek. 

Wciąż tam byli. Cała czwór­ka spo­glą­da­ła teraz w naszą stro­nę. Ponad mia­sta­mi, po­la­mi i rze­ka­mi, na wskroś prze­strze­ni i po­przez ciem­no­sza­ry świt. Na ten wła­śnie po­ciąg, Prze­my­śla­nin, re­la­cji Świ­no­uj­ście-Prze­myśl. Szó­sty wagon dru­giej klasy. Do­kład­nie w nasze okno. 

Wzdry­gną­łem się i aż ścier­pła mi skóra. 

A kiedy wresz­cie ze­bra­łem się na od­wa­gę i po­now­nie wyj­rza­łem na ze­wnątrz, do­strze­głem tylko pola po­kry­te szarą mgłą i skra­wek słoń­ca na ho­ry­zon­cie, bar­wią­cy niebo na brud­ny róż. Ode­tchną­łem cięż­ko. Chło­pak przy­glą­dał mi się uważ­nie. 

– Ukra­iń­cy, Po­la­cy, ale też inne na­ro­dy, wszy­scy je­dzie­my na tym samym wózku, mamy Rosję za są­sia­da – ode­zwał się nagle, a ja bez słowa przy­tak­ną­łem. 

Jeśli ist­niał ów wid­mo­wy świat, w co nadal nie mo­głem uwie­rzyć, to ist­nie­li w nim także Zyg­fryd dzier­żą­cy Bal­mun­ga, Artur z Exca­li­bu­rem w dłoni i Hol­ger Duń­czyk z Co­ur­ta­inem oraz cała resz­ta le­gen­dar­nych obroń­ców, o któ­rych się na­czy­ta­łem. I wszy­scy oni stali ramię w ramię z na­szy­mi ry­ce­rza­mi spod Gie­won­tu. 

To dla­te­go czu­łem się bez­piecz­ny. 

A na kogo, tam na fron­cie, wśród zglisz­czy miast i dy­mią­cych wra­ków ro­syj­skich czoł­gów, mogli li­czyć Ukra­iń­cy? 

Po­ciąg nie­ocze­ki­wa­nie za­skrzy­piał, jesz­cze bar­dziej zwol­nił i po chwi­li sta­nął w szcze­rym polu. Obaj po­pa­trzy­li­śmy na widok za szybą. 

Pusto. Nie było dwor­ca, pe­ro­nu, nawet ta­bli­cy. 

– Tutaj wy­sia­dam. – Młody czło­wiek pod­niósł się cięż­ko i się­gnął po kurt­kę. Ob­ser­wo­wa­łem bez słowa, jak się ubie­ra, na­stęp­nie szar­pie z cia­sny­mi szel­ka­mi ple­ca­ka. Wresz­cie od­wró­cił się i zanim na­ło­żył rę­ka­wi­ce, wy­cią­gnął do mnie rękę. 

– Czas się po­że­gnać. Dzię­ku­ję za kawę i życzę spo­koj­nej po­dró­ży. 

Wsta­łem za­kło­po­ta­ny i uści­sną­łem jego dłoń, za­glą­da­jąc mu w oczy. Był w nich strach, lecz wie­dzia­łem, że nie o sie­bie się boi. I była też de­ter­mi­na­cja. 

– To ja dzię­ku­ję – od­par­łem tylko. 

A potem wy­szedł z prze­dzia­łu. 

Rzu­ci­łem się do okna, otwo­rzy­łem je i ro­zej­rza­łem na boki, szu­ka­jąc współ­pa­sa­że­ra. Wła­śnie ze­sko­czył ze schod­ków na stro­my nasyp i zje­chał wprost na błot­ni­ste po­bo­cze. U stóp na­sy­pu przy­sta­nął, po­pra­wił ple­cak i obej­rzał się przez ramię. 

Chłod­ny wie­trzyk nie­mra­wo roz­ga­niał po­ran­ną mgłę za­snu­wa­ją­cą pola. Z sza­ro-bia­łe­go morza wy­nu­rza­ły się ni­czym wyspy sa­mot­ne kępy drzew. 

Tutaj cały czas pa­no­wa­ły spo­kój i cisza, za­kłó­ca­na je­dy­nie kra­ka­niem wron. Dalej na wschód świat drżał w po­sa­dach, wstrzą­sa­ny grzmo­tem wy­strza­łów i hu­kiem eks­plo­zji. I wła­śnie tam kie­ro­wał się chło­pak z kub­kiem Ma­rve­la w ple­ca­ku. 

Przy­glą­da­łem się mu, jak na­cią­ga czap­kę na głowę i rusza przed sie­bie, pro­sto we mgłę. I zda­wa­ło mi się, że nagle było ich jakby dwóch, a ten drugi rósł i rósł z każ­dym kro­kiem. A tam, gdzie pierw­szy po­sta­wił stopę, uj­rza­łem pole doj­rza­łej psze­ni­cy, cho­ciaż zda­wa­łem sobie spra­wę, że to nie ta pora i miej­sce. A nad jego głową za­chmu­rzo­ne niebo mar­co­we­go po­ran­ka roz­ja­śni­ło się błę­ki­tem, choć wokół wciąż sza­rzał świt. 

I nadal wi­dzia­łem mło­de­go męż­czy­znę z ple­ca­kiem, a za­ra­zem gó­ru­ją­cą nad nim po­tęż­ną po­stać ja­sno­wło­se­go woja, który do­rów­ny­wał już wid­mo­wym gi­gan­tom wy­cze­ku­ją­cym za ho­ry­zon­tem. 

Nie za­trzy­mu­jąc się nawet, mło­dzie­niec chwy­cił w dłoń garść kło­sów, ze­rwał je i naraz w dłoni woja za­bły­sło ostrze mie­cza. Po chwi­li kra­jo­braz za­fa­lo­wał, wy­blakł, a wtedy chło­pak, ry­cerz i łany zboża znik­nę­li, po­zo­sta­wia­jąc mnie w osłu­pie­niu. 

Nie na­pi­szę, że jakiś czas póź­niej obu­dzi­łem się w pu­stym prze­dzia­le na sta­cji koń­co­wej z go­to­wym po­my­słem na opo­wia­da­nie ku po­krze­pie­niu ukra­iń­skich serc. 

Nie. To wszyst­ko wy­da­rzy­ło się na­praw­dę. 

Po­cią­giem szarp­nę­ło i ru­szył z pi­skiem, zo­sta­wia­jąc w tyle nie­zna­ną sta­cję po­śród mgły. A może to wcale nie była mgła, tylko fron­to­we dymy snu­ją­ce się nad polem bitwy? 

Za­mkną­łem okno i przy­kle­iłem twarz do szyby, ale już ni­g­dzie nie do­strze­głem sa­mot­ne­go mło­dzień­ca. Za to uprzy­tom­ni­łem sobie, że nie za­py­ta­łem go nawet, jak ma na imię. Po­zo­sta­nie więc na za­wsze bez­i­mien­nym bo­ha­te­rem, któ­re­go we­zwa­ła oj­czy­zna w po­trze­bie. 

I wie­cie co? Nie chciał­bym być teraz w skó­rze żad­ne­go Grisz­ki, Wańki czy Stień­ki.

Koniec

Komentarze

Dobre. Na­praw­dę dobre opo­wia­da­nie. Na­pi­sa­ne nie­na­gan­nym sty­lem. Je­dy­ne co mi zgrzyt­nę­ło, to przy­ga­sa­ją­ce le­do­we świe­tlów­ki, ale to tak tylko, aby pod­kre­ślić czuj­ność. Mam na­dzie­ję, że chło­pak Sko­pie dupy tym "ru­skim" bar­ba­rzyń­com.

Hej, Peter Bar­ton!

 

Cie­szę się, że uzna­łeś tekst za dobry i nie masz za­strze­żeń do stylu. 

Co do le­do­wych świe­tló­wek, to rze­czy­wi­ście zda­rza im się przy­ga­sać lub nawet mru­gać przy nie­sta­bil­nym na­pię­ciu. Na do­da­tek w opo­wia­da­niu pod­ło­że owego przy­ga­sa­nia było ra­czej nie­na­tu­ral­ne­go po­cho­dze­nia.

Łączę się z Tobą w na­dziei, że młody sko­pał ru­skim zady :)

Dzię­ki wiel­kie za wi­zy­tę i ko­men­tarz!

 

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Po­trzeb­ne są takie tek­sty, bo już ta wojna za­czy­na być od­le­gła dla nie Ukra­iń­ców. Miej­my na­dzie­ję, że na­stęp­ca John­so­na nie zmie­ni jego po­li­ty­ki. Dobry tekst. Miś po­le­ca.

Cześć, mr.maras

Prze­czy­ta­łem i spodo­ba­ło mi się. Na­pi­sa­ne bar­dzo do­brze, ani na chwi­lę nie za­trzy­my­wa­łem się, po pro­stu pły­ną­łem przez tekst. Do­dat­ko­wo po­ru­szasz ważny temat i ro­bisz to… Do­brze. Nie mo­głem zna­leźć lep­sze­go okre­śle­nia. Wy­bacz.

Myślę, że wyj­dzie mi na plus jeśli zgłę­bię całą twoją twór­czość. Przy­naj­mniej tę do­stęp­ną na tym por­ta­lu. 

Sen jest dobry, ale książ­ki są lep­sze

Czo­łem, Ko­ala­75!

 

Dzię­ku­ję za wi­zy­tę i ko­men­tarz. Zga­dzam się z Tobą w kwe­stii na­stęp­cy John­so­na i zgoda rów­nież co do po­trze­by przy­po­mi­na­nia o kosz­ma­rze, który w XXI wieku dzie­je się w Eu­ro­pie, tuż za gra­ni­ca­mi Pol­ski. 

 

Cześć, Młody pi­sa­rzu!

 

Je­stem rad, że się spodo­ba­ło i czy­ta­ło gład­ko. Okre­śle­niu "do­brze" ni­cze­go nie bra­ku­je ;). Nie wiem, czy wyj­dzie Ci to nas plus, ale oczy­wi­ście za­chę­cam do lek­tu­ry in­nych moich opo­wia­dań za­miesz­czo­nych na por­ta­lu. Ale także opo­wia­dań in­nych au­to­rów, oczy­wi­ście. Do Two­ich tek­stów zmie­rzam po­wo­li, mam jesz­cze kilak za­le­gło­ści w obiet­ni­cach ko­men­ta­rzo­wych.

Dzię­ku­ję za lek­tu­rę i miłe słowo. 

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Zna­łam ten tekst wcze­śniej i mam o nim wy­so­kie zda­nie. Po­do­ba mi się, jak ogry­wasz mi­to­lo­gię i kla­sy­kę, wpi­su­jąc ją w prze­sła­nie tek­stu i jak po­ka­zu­jesz uni­wer­sal­ność kon­flik­tu wła­śnie przez uży­cie le­gen­dy jako no­śni­ka te­ma­tu.

ninedin.home.blog

Witaj, Ni­ne­din!

 

Cie­szy mnie, że tak wy­ma­ga­ją­cy czy­tel­nik, ma wy­so­kie zda­nie. A już to, że do­ce­nia ogry­wa­nie mi­to­lo­gii i kla­sy­ki, spe­cja­list­ka od mi­to­lo­gii i kla­sy­ki, cie­szy mnie jesz­cze bar­dziej. 

Jak może pa­mię­tasz, jesz­cze moc­niej (i szcze­gó­ło­wiej) za­sto­so­wa­łem ten ma­newr we wspo­mnia­nym we wstę­pie, ar­tu­riań­skim "Clas Myrd­dyn" z pierw­sze­go kon­kur­su mi­to­lo­gicz­ne­go. 

Liczę też na to, że komuś przy­pad­ną do gustu te au­to­te­ma­tycz­ne za­gryw­ki w tek­ście (opo­wia­da­nie bo­ha­te­ra bę­dą­ce opo­wia­da­niem, które czyta czy­tel­nik itp.) czy prze­ła­ma­nie czwar­tej ścia­ny i żart ze snem w koń­ców­ce, o któ­rych zdaje się, roz­ma­wia­li­śmy jakiś czas temu, w kon­tek­ście po­wyż­sze­go opo­wia­da­nia w innym miej­scu.

Dzię­ku­ję za wi­zy­tę, miły ko­men­tarz i klicz­ka :)

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Dobre, kon­kret­ne i nie­prze­kom­bi­no­wa­ne! Po­do­ba­ło się. Od­da­jesz emo­cje nasze i ich; na­dzie­ję i de­ter­mi­na­cję, wy­miar in­dy­wi­du­al­ny i przez wieki.

 

Mam na­dzie­ję, że Ko­za­cy staną po do­brej stro­nie mocy, taki Bog­dan Chmiel­nic­ki, a Iwan Ma­ze­pa z pew­no­ścią. 

 

Lo­gi­ka za­pro­wa­dzi cię z punk­tu A do punk­tu B. Wy­obraź­nia za­pro­wa­dzi cię wszę­dzie. A.E.

Hej, Asy­lum!

 

Dobre, kon­kret­ne i nie­prze­kom­bi­no­wa­ne!

– dzię­ki za dobre słowo.

Masz rację, pró­bo­wa­łem prze­my­cić emo­cje i po­sta­wy nasze i Ukra­iń­ców wobec agre­sji bar­ba­rzyń­skiej ho­ło­ty. A na­wią­za­niem do po­sta­ci z le­gend, dodać nieco hi­sto­rycz­ne­go od­de­chu na tle tej ka­me­ral­nej opo­wiast­ki ko­le­jo­wej.

W sumie dwóch z czte­rech wspo­mnia­nych w tek­ście bo­ha­te­rów ro­syj­skich to zdaje się wła­śnie Ko­za­cy. W do­stęp­nych mi źró­dłach zna­la­złem jed­nak in­for­ma­cje, że to ra­czej po­sta­cie z le­gend ro­syj­skich, nie ukra­iń­skich, więc nie­ste­ty po­sta­wi­łem ich po stro­nie wroga. Dru­gie nie­ste­ty, to, że Chmiel­nic­ki czy Ma­ze­pa nie po­ja­wia­ją się w le­gen­dach o bo­ha­te­rach, któ­rzy po­wró­cą i staną na we­zwa­nie oj­czy­zny w po­trze­bie. Nie wiem, czy po­ja­wia­ją się w ja­kich­kol­wiek le­gen­dach.

Dzię­ku­ję za od­wie­dzi­ny i ko­men­tarz.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Tak, wspo­mi­nasz Ko­za­ków. Ukra­ina sil­nie od­wo­łu­je się do ko­zac­twa za­po­row­skie­go, Rosją na­tu­ral­nie ca­ło­ści, nie­ko­niecz­nie doń­skie­go, lecz het­ma­nat był jeden. Uwa­run­ko­wa­nia różne. „Ko­za­ko­wać” za­wsze zna­czy­ło wol­ność.  Nie znam się na hi­sto­rii, teraz, trosz­kę, przy oka­zji wojny w wiel­kiej na­pręd­ce pró­bu­ję coś do­czy­tać i czuję się jak ten przy­sło­wio­wy Ha­me­ry­ka­nin, my­lą­cy Hol­land i Po­land.  

Co do śpią­cych ukra­iń­skich wojów, nie tra­fi­łam jesz­cze na nich, spró­bu­ję się pod­py­tać, bo mu­sia­ły­by być znane i gło­śne.

 

Lo­gi­ka za­pro­wa­dzi cię z punk­tu A do punk­tu B. Wy­obraź­nia za­pro­wa­dzi cię wszę­dzie. A.E.

Bar­dzo dobre opo­wia­da­nie, takie uni­wer­sal­ne, po­wie­dzia­ła­bym. Świet­nie się czyta. Tylko zro­bi­ło mi się smut­no, kiedy po­my­śla­łam, że ci wszy­scy le­gen­dar­ni dziel­ni ry­ce­rze, któ­rzy mają się obu­dzić w szcze­gól­nej po­trze­bie, ta­kich oka­zji mieli już mnó­stwo.

Po­dej­mu­jesz trud­ny temat, bar­dzo ak­tu­al­ny i bli­ski, i ro­bisz to do­brze, nie­na­chal­nie.

Przy­no­szę ra­dość :)

Fan­ta­sty­ka pra­wie nie­obec­na, zre­du­ko­wa­na do po­sta­ci z le­gend, ale to do­brze. Dzię­ki temu nie prze­sła­nia te­ma­tu, nie od­cią­ga od niego uwagi. A tenże, czyli za­sad­ni­czy temat, przed­sta­wio­ny bez ja­kiej­kol­wiek pre­sji na czy­tel­ni­ka. Dobre!

Witaj po­now­nie, Asy­lum

Masz rację, hi­sto­ria tam­tych stron to bar­dzo skom­pli­ko­wa­na spra­wa. Zresz­tą nasze dzie­je, prze­pla­ta­ją­ce się z losem Ukra­iny, też po­gma­twa­ne.

Jak już wspo­mnia­łem, nie zna­la­złem nie­ste­ty ukra­iń­skich śpią­cych ry­ce­rzy, ale dzię­ki temu tekst skrę­cił w inną stro­nę i na­brał no­we­go sensu oraz sym­bo­li­ki w po­sta­ci zwy­kłe­go mło­dzień­ca, który musi "za­stą­pić" le­gen­dar­nych obroń­ców. Myślę, że wy­szło to opo­wie­ści na dobre.

 

Hej, Anet!

Cie­szy mnie Twoja opi­nia i roz­bu­do­wa­ny ko­men­tarz. Uni­wer­sal­ność i nie­na­chal­ność, to bar­dzo fajne i miłe dla au­to­ra pod­su­mo­wa­nie. A jeśli jesz­cze świet­nie się czy­ta­ło, to już na­praw­dę super. I rze­czy­wi­ście, tych oka­zji nie­ste­ty było zbyt wiele, a naj­le­piej by­ło­by dla nas wszyst­kich, gdyby sobie smacz­nie spali i nie mu­sie­li się już nigdy bu­dzić. 

A o ich prze­bu­dze­niu w innym cza­sie trwo­gi opo­wia­da­łem we wspo­mnia­nym we wstę­pie "Clas Myrd­dyn".

Dzię­ku­ję za wi­zy­tę, ko­men­tarz oraz klika do bi­blio­te­ki!

 

Witaj, Ada­mieKB

Racja, fan­ta­sty­ka jest tutaj dosyć po­wścią­gli­wa, rzekł­bym. Uwaga o braku pre­sji na czy­tel­ni­ka bar­dzo celna i za­ra­zem miła dla au­to­ra.

Dzię­ki za lek­tu­rę i opi­nię. 

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

“Clas Myrd­dyn” czy­ta­łam już jakiś czas temu, ale sobie od­świe­ży­łam, lubię Mer­li­na ;)

Przy­no­szę ra­dość :)

Na­praw­dę nie wiem co zro­bić, bo prze­czy­ta­łem i… nie po­do­ba­ło mi się.

Cho­ciaż może to nie­zbyt wła­ści­we okre­śle­nie. Uwa­żam, że tekst jest na­pi­sa­ny bar­dzo so­lid­nie i pod wzglę­dem tech­nicz­nym bez za­rzu­tu. Tutaj za­strze­żeń nie mam żad­nych.

Nie­mniej, od­wo­łu­jesz się do pew­nych chwy­tów fa­bu­lar­nych, które uwa­żam za sztam­po­we, by nie po­wie­dzieć: wy­świech­ta­ne. 

Gdyby nie to, że jest to na­pi­sa­ne bar­dzo wpraw­nym pió­rem, ten tekst mógł­by rów­nie do­brze być au­tor­stwa pry­mu­sa-li­ce­ali­sty, który pró­bu­je pierw­szych eks­pe­ry­men­tów li­te­rac­kich. Dla­cze­go? Wła­śnie ze wzglę­du na głów­ny po­mysł, z tym, że w opo­wia­da­niu mło­de­go adep­ta pi­sa­nia z pew­no­ścią na końcu oka­za­ło­by się, że to był tylko sen ;) 

Wal­czysz w do­brej spra­wie tym tek­stem, dla­te­go łamię się pi­sząc te słowa.

Nie­mniej – może po pro­stu ocze­ki­wa­łem od Cie­bie wię­cej i zwy­czaj­nie się za­wio­dłem. 

Dla mnie za dużo tu kli­ma­tu pod­ręcz­ni­ka do ję­zy­ka do pol­skie­go, ło­po­tu flagi na szkol­nym apelu itd. 

Chciał­bym na­pi­sać, że jest super, ale… nie od­bie­ram tak tego i nic na to nie po­ra­dzę.

Miał­bym więc mil­czeć? Kła­mać?

Wie­rzę, że do­ce­nisz szcze­rość. Ogól­nie pi­szesz świet­nie, ale tym opo­wia­da­niem mnie nie ku­pi­łeś.

Nie rzu­ci­ło na ko­la­na, ale te­ma­ty­ka nie jest łatwa. Bo wy­pa­da krze­pić serca, jed­nak ra­do­sny hu­ra­op­ty­mizm też nie bę­dzie dobry. Do­ce­niam wy­wa­że­nie.

Mam na­dzie­ję, że ko­zac­cy bo­ha­te­ro­wie opo­wie­dzie­li­by się po słusz­nej stro­nie. Tych dwóch, o któ­rych wspo­mi­nasz, zmar­ło na roz­kaz ca­ra­tu, więc chyba nie mają po­wo­dów, żeby ko­chać no­we­go cara. A po­wo­dy do umi­ło­wa­nia wol­no­ści pew­nie by się zna­la­zły.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Hej, Si­lver_Ad­vent!

 

Nie masz co się szczy­pać, Si­lve­rze, nie po­do­ba­ło się, to się nie po­do­ba­ło. Ja się prze­cież nie ob­ra­żę. Fakt, opo­wiast­ka jest dosyć pro­sta, a mój po­mysł na ten tekst, to po­sta­cie śpią­cych bo­ha­te­rów, któ­rzy rze­czy­wi­ście toczą boje w na pół-re­al­nym-na-pół-mi­tycz­nym świe­cie i jest on bez­po­śred­nio po­wią­za­ny z innym moim opo­wia­da­niem (Clas Myrd­dyn). Resz­ta to rze­czy­wi­ście dosyć sztam­po­wy ze­staw (spo­tka­nie w po­cią­gu, dwa świa­ty itd.), ale to na­praw­dę nie było dla mnie ważne, gdy pi­sa­łem to opo­wia­da­nie.

To przede wszyst­kim była spon­ta­nicz­na akcja, do­słow­nie kilka dni na stwo­rze­nie tek­stu do an­to­lo­gii, i stwo­rze­nie an­to­lo­gii w kilka dni, która miała re­al­nie wspie­rać fi­nan­so­wo ofia­ry agre­sji orków. A te­ma­tem, czy za­my­słem prze­wod­nim tej an­to­lo­gii było pi­sa­nie "ku po­krze­pie­niu serc". I takie wła­śnie jest (miało być) to opo­wia­da­nie. Na wskroś i z całą mocą ku po­krze­pie­niu serc. Stąd ten lekki(?) patos, kli­mat, temat, tacy aku­rat bo­ha­te­ro­wie, sy­tu­acja oraz wy­wa­lo­ne czar­no na bia­łym prze­sła­nie. Można by rzec, że tekst był pi­sa­ny na za­mó­wie­nie pod kon­kret­ny cel i ideę.

I w sumie spo­dzie­wam się wię­cej opi­nii po­dob­nych do Two­jej, ale tak szcze­rze, to nie za­przą­tam sobie nimi głowy za bar­dzo, bo li­czył się tylko szczyt­ny cel. No ale oczy­wi­ście ważne, że do­brze na­pi­sa­ne Twoim zda­niem, Si­lve­rze.

Dzię­ki za od­wie­dzi­ny i ko­men­tarz.

 

Hej, Fin­kla!

 

Nie rzu­ci­ło, to nie rzu­ci­ło :). Wła­śnie pi­sa­łem Si­lve­ro­wi, że bę­dzie wię­cej po­dob­nych opi­nii i po­ja­wi­ła się Fin­kla ;) 

Te­ma­ty­ka rze­czy­wi­ście dosyć trud­na i chyba dosyć cie­ka­wie wy­brnął z niej w an­to­lo­gii Or­bi­tow­ski ;)

Carat to jed­nak był wróg ko­mu­ni­stów, a Putin tę­sk­ni ra­czej za ZSRR niż za car­ską Rosją. Z kolei wspo­mnia­ni Ko­za­cy wy­stę­pu­ją jed­nak w ro­syj­skich le­gen­dach, a nie ukra­iń­skich, przy­naj­mniej tak mi wy­szło w re­aser­chu. Żad­nych śpią­cych Ko­za­ków na Ukra­inie się nie spo­dzie­wa­ją w po­trze­bie. 

A może to taki przy­pa­dek jak z Ka­dy­row­ca­mi? Niby Cze­cze­ni, a na służ­bie Rosji, która Cze­cze­nów mor­do­wa­ła…

Faj­nie, że do­ce­niasz wy­wa­że­nie.

Dzię­ki za wi­zy­tę i ko­men­tarz.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Na­praw­dę dobre. Wy­sy­co­ne i z prze­sła­niem, a przede wszyst­kim ob­ra­zo­we.

Po­czu­łem się mo­men­ta­mi tym Po­la­kiem, który nie wie, co zro­bić w sy­tu­acji, gdy są­siad je­dzie na wojnę. Słowa w takim wy­pad­ku wy­da­ją się nic nie zna­czyć, bo o ile per­spek­ty­wa wojny jest bli­ska, tak obca i jakaś taka w ogóle abs­trak­cyj­na. Fajne ob­ra­zy Styk­su i barw Ukra­iny w na­tu­rze, a jed­no­cze­śnie w ich dobru na­ro­do­wym, jakim są żyzne grun­ty i zboża wła­śnie. 

Idę zgła­szać do bi­blio­te­ki.

Na­dzie­je chyba się speł­nia­ją, skoro jest ich coraz mniej.

Z kolei wspo­mnia­ni Ko­za­cy wy­stę­pu­ją jed­nak w ro­syj­skich le­gen­dach, a nie ukra­iń­skich, przy­naj­mniej tak mi wy­szło w re­aser­chu.

 

To chyba ogól­nie dość de­li­kat­ny temat, bo za­rów­no Ukra­ina jak i te tzw. “se­pa­ra­ty­stycz­ne re­pu­bli­ki” mo­gły­by do nich ro­ścić hi­sto­rycz­ne pre­ten­sje. Pu­ga­czow i Razin to co praw­da Ko­za­cy, ale doń­scy. W prze­ci­wień­stwie do za­po­ro­skich, wy­da­je się za­sad­ne twier­dze­nie o ich ści­ślej­szym związ­ku z Rosją. Z dru­giej stro­ny – obaj byli po­wstań­ca­mi prze­ciw ca­ra­to­wi, wal­czy­li o więk­szą nie­za­leż­ność, więc… trud­no po­wie­dzieć. Z pew­no­ścią Pu­ga­czow jako po­stać hi­sto­rycz­na był póź­niej obiek­tem za­in­te­re­so­wa­nia ko­mu­ni­stów. 

Carat to jed­nak był wróg ko­mu­ni­stów, a Putin tę­sk­ni ra­czej za ZSRR niż za car­ską Rosją.

To nie jest takie ze­ro-je­dyn­ko­we, IMO. Carat to rów­nież im­pe­ria­lizm na­rzu­ca­ją­cy ro­syj­skie jarz­mo innym na­ro­dom. To rów­nież au­to­ry­tar­na wła­dza. Prze­śla­do­wa­nie prze­ciw­ni­ków, zsył­ki na Sybir… Bo­gac­two garst­ki ludzi ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem jed­nej ro­dzi­ny.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Zga­dzam się z Asy­lumNi­ne­din. Dobre, so­lid­nie na­pi­sa­ne opo­wia­da­nie. Nie ma na­tręt­ne­go po­krze­pia­nia, ale świe­że po­dej­ście do trud­ne­go te­ma­tu. Po­do­ba­ło mi się zwłasz­cza po­rów­na­nie chło­pa­ka z po­cią­gu do na­sto­let­nie­go syna bo­ha­te­ra. Ze szcze­gó­łów do­ce­niam kubek Ma­rve­la. Do­ce­niam sub­tel­ne od­wo­ła­nie się do emo­cji czy­tel­ni­ka.

Zgła­szam opo­wia­da­nie do wątku bi­blio­tecz­ne­go.

Witaj i tutaj, Sa­gi­cie

Cie­szę się, że się spodo­ba­ło. A także z tego, że udało się wy­wo­łać wra­że­nie wczu­cia i że opo­wia­da­nie wy­da­ło Ci się ob­ra­zo­we. Bar­dzo do­brze od­czy­ta­łeś rów­nież sym­bo­li­kę wspo­mnia­nych scen.

Dzię­ku­ję za wi­zy­tę, ko­men­tarz i klika.

 

Witaj po­now­nie, Si­lver_Ad­vent

Tak, temat de­li­kat­ny i skom­pli­ko­wa­ny, jak całe dzie­je Eu­ro­py, zwłasz­cza wschod­niej. Nie chcia­łem wda­wać się w za­wi­łe niu­an­se hi­sto­rycz­ne. Nie o tym jest to opo­wia­da­nie. Wy­tro­pi­łem ro­syj­skich bo­ha­te­rów z le­gend, któ­rzy mają się prze­bu­dzić, gdy oj­czy­zna znaj­dzie się w po­trze­bie, jesz­cze pi­sząc Clas Myrd­dyn. Przy oka­zji po­wyż­sze­go opo­wia­da­nia szu­ka­łem po­dob­nych po­sta­ci w le­gen­dach ukra­iń­skich, ale nie zna­la­złem. Wspo­mnia­ni Ko­za­cy po­ja­wia­li się tylko w ro­syj­skich. Tutaj nie było miej­sca na dwu­znacz­ne umiej­sco­wie­nie ta­kich po­sta­ci i wci­ska­nie ich na siłę Ukra­inie. To jest pro­sta hi­sto­ria, a jak pi­sa­łem już wcze­śniej, brak śpią­ce­go ry­ce­rza Ukra­iny otwo­rzył mi pole dla po­sta­ci bez­i­mien­ne­go mło­dzień­ca, który „po­dej­mu­je się” tej roli. I na­bie­ra nowej sym­bo­li­ki. 

 

Witaj po­now­nie, Fin­klo

Oczy­wi­ście, że nie jest. Ale to już wyż­szy sto­pień kom­pli­ka­cji, a nie o to cho­dzi­ło w tej pro­stej hi­sto­rii z wy­raź­nym prze­ka­zem. Jakoś i gdzieś tę linię trze­ba było po­sta­wić. Na temat Ko­za­ków od­po­wia­dam rów­nież Si­lve­ro­wi po­wy­żej.

Przy oka­zji dzię­ku­ję za klika.

 

Cześć, ANDO!

Cie­szę się, że opo­wia­da­nie wi­dzisz jako dobre i so­lid­nie na­pi­sa­ne oraz po­zba­wio­ne na­tręt­ne­go po­krze­pia­nia. Faj­nie rów­nież, że do­ce­niasz różne de­ta­le i sub­tel­no­ści, a także świe­żość po­dej­ścia do te­ma­tu. A fak­tycz­nie temat bar­dzo de­li­kat­ny i łatwo prze­szar­żo­wać. 

Dzię­ku­ję za wi­zy­tę, ko­men­tarz i klika.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Ma­ra­sie, opi­sa­łeś zwy­kłe, zda­wa­ło­by się, spo­tka­nie przy­god­nych pa­sa­że­rów po­cią­gu, a jed­nak przed­sta­wi­łeś je w spo­sób sza­le­nie krze­pią­cy i po­ru­sza­ją­cy wy­obraź­nię. I choć przy­wo­ła­łeś po­sta­ci z le­gend, uczy­ni­łeś to spo­sób bar­dzo na­tu­ral­ny, uni­ka­jąc choć­by cie­nia nie­po­trzeb­nej wznio­sło­ści.

Z przy­jem­no­ścią od­wie­dzę kli­kar­nię. :)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Witaj, Reg!

 

Sza­le­nie krze­pią­cy, po­ru­sza­ją­cy wy­obraź­nię, bar­dzo na­tu­ral­nyuni­ka­jąc wznio­sło­ści, to zde­cy­do­wa­nie zbyt wiele kom­ple­men­tów jak na tak skrom­ne opo­wia­dan­ko.

A jesz­cze brak Two­jej ła­pan­ki, to już zu­peł­ne combo :)

Dzię­ku­ję bar­dzo za wi­zy­tę, miłe słowa i klika!

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Ma­ra­sie, te, jak je na­zwa­łeś kom­ple­men­ty, to od­czu­cia, któ­rych do­zna­łam pod­czas lek­tu­ry. Od­czu­cia bar­dzo uza­sad­nio­ne, zwłasz­cza że mo­głam się sku­pić wy­łącz­nie na opo­wie­ści. ;D

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

A to bar­dzo mi miło, Reg. Dzię­ku­ję i cie­szę się, że wy­wo­ła­łem takie po­zy­tyw­ne od­czu­cia i nic nie za­kłó­ca­ło Tobie lek­tu­ry :)

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Bar­dzo dobre po­dej­ście do te­ma­tu, ja nad­mia­ru pa­to­su nie wy­czu­łem. Sy­tu­acja jest cięż­ka, ale jest na­dzie­ja, tyle nam przed­sta­wi­łeś i myślę, że tyle wy­star­czy, bo za­koń­cze­nie było pod­no­szą­ce na duchu. Wy­wa­żo­ny i bar­dzo so­lid­nie na­pi­sa­ny tekst. Naj­bar­dziej po­do­ba­ły mi się opisy w koń­ców­ce, nie­zwy­kle pla­stycz­ne.

Kli­kam!

Cześć, Re­inee

 

Rad je­stem, że chwa­lisz po­dej­ście do te­ma­tu, wy­wa­ża­nie i pla­stycz­ność opi­sów, a tekst wi­dzisz so­lid­nym. Z pa­to­sem łatwo prze­sa­dzić przy takim te­ma­cie, do tego jesz­cze opi­su­jąc le­gen­dar­nych he­ro­sów, ale jak widzę, na szczę­ście prze­wa­ża­ją głosy, że jest w nor­mie.

Dzię­ki za wi­zy­tę, ko­men­tarz i klika.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Po­do­ba­ło mi się. Fajny po­mysł i do­brze na­pi­sa­ne. Szcze­gól­nie ten frag­ment przy­padł mi do gustu:

A potem wy­szedł z prze­dzia­łu.

Rzu­ci­łem się do okna, otwo­rzy­łem je i ro­zej­rza­łem na boki, szu­ka­jąc współ­pa­sa­że­ra. Wła­śnie ze­sko­czył ze schod­ków na stro­my nasyp i zje­chał wprost na błot­ni­ste po­bo­cze. U stóp na­sy­pu przy­sta­nął, po­pra­wił ple­cak i obej­rzał się przez ramię.

Chłod­ny wie­trzyk nie­mra­wo roz­ga­niał po­ran­ną mgłę za­snu­wa­ją­cą pola. Z sza­ro-bia­łe­go morza wy­nu­rza­ły się ni­czym wyspy sa­mot­ne kępy drzew. 

Życzę mi­łe­go dnia!

Hej, Kronosie.Maximusie!

 

Skoro się po­do­ba­ło, to jako autor mam po­wo­dy do za­do­wo­le­nia. I miło, że jakiś frag­ment spodo­bał Ci się szcze­gól­nie.

Dzię­ki wiel­kie, za od­wie­dzi­ny, lek­tu­rę i ko­men­tarz.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Bar­dzo ładne opo­wia­da­nie. Styl jak to u cie­bie, pro­fe­sjo­nal­ny. Do­sko­na­le ope­ru­kesz po­rów­na­nia­mi, zwra­casz uwagę na nie­oczy­wi­ste ele­men­ty, które do­da­ją au­ten­ty­zmu. 

Sama hi­sto­ria wzru­sza­ją­ca i tylko za­sta­na­wiam się, czy mi jej ta wstaw­ka z pi­sa­niem opo­wia­da­nia trosz­kę nie try­wia­li­zo­wa­la, ale sam nie wiem… Było wzru­sza­ją­ce, to na pewno. I po­do­ba mi się też war­stwa sym­bo­licz­na, bo to cał­ko­wi­ta praw­da, że Ukra­ina, młody naród, bu­du­je teraz ele­ment swo­jej toż­sa­mo­ści i two­rzy swoje le­gen­dy, swo­ich bo­ha­te­rów, któ­rym nikt im nie za­bie­rze. 

Spo­koj­nie. Tak na­praw­dę mnie tu nie ma.

Cześć, Ga­ki­ka­ra!

 

Dzię­ku­ję, za te miłe słowa, Geki. Czy motyw z pi­sa­niem opo­wia­da­nia jest try­wial­ny? Nie wiem, pew­nie to za­le­ży od od­bior­cy. Wpro­wa­dzi­łem go, bo wydał mi się fajną klam­rą spi­na­ją­cą tekst i wy­cho­dzą­ca poza czwar­tą ścia­nę, lekko roz­bi­jał patos oraz do­brze od­da­wał ten układ: oni wal­czą, a cóż my mo­że­my uczy­nić? To rów­nież taki ukłon w stro­nę an­to­lo­gii „24.02.22”, w któ­rej au­to­rzy sta­ra­ją się pomóc wal­czą­cej Ukra­inie tak, jak po­tra­fią naj­le­piej, czyli pi­sząc.

Na­to­miast świet­nie od­czy­ta­łeś istot­ny ele­ment war­stwy sym­bo­licz­nej. Nowa, młoda Ukra­ina po­trze­bu­je wła­snych bo­ha­te­rów, a w sfe­rze mi­tycz­nej brak jej śpią­cych ry­ce­rzy, zatem ten bez­i­mien­ny mło­dzie­niec po­dej­mu­je się/wcie­la/zo­sta­je po­wo­ła­ny do tejże roli (jako sym­bol dziel­ne­go na­ro­du). Rodzi się bo­ha­ter, bu­du­je się toż­sa­mość (oczy­wi­ście Ukra­ina ma długą i bo­ga­tą hi­sto­rię, a to wszyst­ko od­no­si się je­dy­nie do wątku owych bo­ha­te­rów). Teraz to ów mło­dzie­niec, re­pre­zen­tu­ją­cy dziel­nych współ­cze­snych Ukra­iń­ców, to jej śpią­cy (prze­bu­dzo­ny) ry­cerz. Pisze się nowa hi­sto­ria/le­gen­da.

Faj­nie, że wpa­dłeś i dzię­ki za ko­men­tarz.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Nawet bez bu­rze­nia czwar­tej ścia­ny, które wy­pa­dło tutaj do­brze i na­tu­ral­nie, czy­tel­ni­ko­wi łatwo utoż­sa­mić się z nar­ra­to­rem. Chyba mało kto nie po­chy­lił się ostat­nio nad losem ty­się­cy mło­dych chło­pa­ków, któ­rzy po­rzu­ci­li do­stat­nie życie na za­cho­dzie, by sta­nąć w obro­nie oj­czy­zny. Kto wie, czy dzie­je któ­re­goś z nich – choć­by ja­kie­goś fana Ma­rve­la – nie staną się kanwą le­gen­dy.

Bar­dzo przy­jem­na, po­krze­pia­ją­ca lek­tu­ra.

Po­zdra­wiam!  

Hej, Ada­mie­_c4!

 

Cie­szę się, że Twoim zda­niem bu­rze­nie wy­szło mi do­brze i na­tu­ral­nie, a lek­tu­ra oka­za­ła się bar­dzo przy­jem­na i po­krze­pia­ją­ca :)

Dzię­ku­ję bar­dzo za wi­zy­tę i ko­men­tarz.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Po­do­ba­ło się: Może i to fan­ta­sty­ka, ale wy­pa­dło re­ali­stycz­nie, prze­ko­nu­ją­co. Chęt­nie prze­czy­tam Clas Myr­r­dyn.

Nie po­do­ba­ło się: Tak jak więk­szość opo­wia­dań ze wspo­mnia­nej an­to­lo­gii, nieco gnie się pod cię­ża­rem przy­świe­ca­ją­cej (nie prze­czę że jak naj­bar­dziej słusz­nej i god­nej po­par­cia) idei.

 

Gra­tu­lu­ję i po­zdra­wiam! 

Witaj, Ol­gier­dzie

 

Cie­szę się, że wy­pa­dło prze­ko­nu­ją­co. Do lek­tu­ry „Clas Myrd­dyn” oczy­wi­ście za­pra­szam.

To "gnię­cie się" pod cię­ża­rem idei jest w za­sa­dzie nie­unik­nio­ne. An­to­lo­gia po­wsta­ła w bar­dzo kon­kret­nym celu ide­owym (ku po­krze­pie­niu serc) oraz ma­te­rial­nym (zbiór­ka dla ofiar). Zatem i tek­sty w niej za­miesz­czo­ne rów­nież miały swój cel i za­da­nie. Trud­no robić z tego za­rzut. Oczy­wi­ście mi­strzo­wie pióra (a świet­nych na­zwisk w zbio­rze nie bra­ku­je) za­pew­ne le­piej i swo­bod­niej ra­dzi­li sobie z tym „gnię­ciem” i ideą prze­wod­nią niż jakiś ziu­tek mr.maras.

 

Dzię­ki za od­wie­dzi­ny i ko­men­tarz :)

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Opo­wia­da­nie czy­ta­ło się spraw­nie. W pew­nym mo­men­cie, aż par­sk­nę­łam śmie­chem, gdy ze­sta­wi­łeś/aś doj­rza­łe­go męż­czy­znę pi­szą­ce­go opo­wia­da­nie z na­sto­lat­kiem ja­dą­cym na śmierć w jed­nym prze­dzia­le. Kubek z su­per-bo­ha­te­rem w pew­nym sen­sie pod­kre­śla doj­rza­łość, z dru­giej stro­ny uwy­pu­kla mło­dość. Bar­dzo zna­czą­cy re­kwi­zy­tem jest ten kubek wła­śnie. Widzę też w tym opo­wia­da­niu ale­go­rie, ja­ko­by życie było po­dró­żą – chło­pak jest młody, ten przy­sta­nek był dla nie­wta­jem­ni­czo­nych za­sko­cze­niem, lecz on wie­dział, że ma teraz wy­siąść i zro­bił to z pew­no­ścią sie­bie.

Po takim daniu, prze­cie­ra się usta chu­s­tecz­ką i woła kel­ne­ra, płaci i zo­sta­wia duży na­pi­wek. Było na­praw­dę smacz­ne.;)

Po awa­ta­rze widać, że Ty usta wy­tar­łeś. ;-)

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

:-)

Hej, Amy­Black

 

Stwier­dze­nie, że opo­wia­da­nie czy­ta­ło się spraw­nie, do­ty­czy chyba jed­nak po­zio­mu umie­jęt­no­ści czy­ta­nia u od­bior­cy, niż sa­me­go tek­stu, ale przyj­mę to za dobrą mo­ne­tę ;).

Par­sk­nę­łaś nieco na wy­rost, bo mło­dzie­niec miał ponad dwa­dzie­ścia lat, więc nie był na­sto­lat­kiem.

In­ter­pre­ta­cja, jaką pro­po­nu­jesz, jest in­te­re­su­ją­ca. Kubek rze­czy­wi­ście jest dosyć istot­nym re­kwi­zy­tem, ale przy­znam się szcze­rze, że o ale­go­rii życia jako po­dró­ży, nie po­my­śla­łem w kon­tek­ście tego opo­wia­da­nia, ale skoro po­ciąg i spo­tka­nie nie­zna­jo­mych, zmie­rza­ją­cych ku tak od­mien­nym celom, to czemu nie. Poza tym, jak wia­do­mo, autor nie zna wszyst­kich tro­pów, które od­naj­dzie w tek­ście czy­tel­nik i to jest za­wsze war­tość do­da­na.

Dzię­ku­ję za od­wie­dzi­ny i cie­ka­wy ko­men­tarz.

 

Witaj, Vrchamps

 

Dzię­ki za od­wie­dzi­ny oraz tre­ści­wy, ob­ra­zo­wy i kon­kret­ny ko­men­tarz. Cie­szę się, że danie oka­za­ło się smacz­ne. 

Ps. Na­pi­wek oczy­wi­ście zwi­nął kel­ner, a do ku­cha­rza nic nie do­tar­ło.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Nie na­pi­szę, że jakiś czas póź­niej obu­dzi­łem się w pu­stym prze­dzia­le na sta­cji koń­co­wej z go­to­wym po­my­słem na opo­wia­da­nie ku po­krze­pie­niu ukra­iń­skich serc. 

Nie. To wszyst­ko wy­da­rzy­ło się na­praw­dę.

Im bar­dziej mnie prze­ko­nu­jesz, tym mniej Ci wie­rzę ;)

A poza tym bar­dzo udane opo­wia­da­nie, z na­dzie­ją, ale jed­no­cze­śnie bez prze­sa­dy i bez pa­to­su.

Chcia­ła­bym w końcu prze­czy­tać coś opty­mi­stycz­ne­go!

Ten tekst jest skrom­ny w prze­ka­zie, a za­ra­zem taki po­krze­pia­ją­cy? Ci, któ­rzy po­je­cha­li wal­czyć zdają się być wła­śnie zwy­kły­mi ludź­mi w po­twor­nej sy­tu­acji i twój tekst ich wła­śnie tak przed­sta­wia. Nie ma tu pa­to­su, wznio­sło­ści i nie­wia­do­mo czego. Pew­nie przyj­dzie na to czas, ale na ten mo­ment to, co na­pi­sa­łeś jest ide­al­nie wy­wa­żo­ne – moim zda­niem. Jest w punkt. Czy można było to opi­sać bar­dziej…? Pew­nie tak, ale (dla mnie) tra­fi­łeś ide­al­nie, bo to są zwy­kli lu­dzie, któ­rych z dnia na dzień wsa­dzo­no w buty bo­ha­te­rów na­ro­do­wych.

Po­do­ba­ło mi się, a naj­bar­dziej przed­sta­wie­nie na końcu chło­pa­ka z gó­ru­ją­cym nad nim wojem. Opi­sa­łeś to nie­na­chal­nie, a jed­nak czuć tutaj na­dzie­ję i wła­śnie owo po­krze­pie­nie.

Hej, ho! :)

 

Ogól­nie – po­do­ba­ło mi się. Cie­ka­we uję­cie te­ma­tu, takie na­pię­cie przed burzą za­miast ostrej akcji i de­fi­ni­tyw­ne­go roz­wią­za­nia (jakoś myślę o Czer­wo­nej Ka­li­nie, o ile czy­ta­łeś ^^). Po­do­bał mi się styl i język, na­pi­sa­ne jest bar­dzo do­brze. Mam tylko wąt­pli­wo­ści co do tego mo­ty­wu fan­ta­stycz­ne­go, tzn. tych widm le­gen­dar­nych wo­jow­ni­ków. Z jed­nej stro­ny – opi­sa­ne było bar­dzo kunsz­tow­nie, z dru­giej – sam ten po­mysł wydał mi się jakiś taki… na­iw­ny? Dzie­cię­co na­iw­ny? Za to raz jesz­cze po­wtó­rzę – opi­sa­ny na­praw­dę do­brze. Tro­chę pa­to­su, ale w sam raz.

 

Po­zdra­wiam ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell any­one, and she never even loved me. Now that’s love.

Hej, Irko!

 

Było tak, jak na­pi­sa­łem. A jak pi­sa­łem, to prze­cho­dził ofi­cer i list wrzu­cał. Wy­so­ki – wy­so­ki. Tak wy­so­ki, że jak wrzu­cał, to kucał. 

Faj­nie, że udane i bez prze­sa­dy.

Dzię­ki za od­wie­dzi­ny I ko­men­tarz. 

 

Witam, M.G.Za­na­dra

 

Jeśli ide­al­nie wy­wa­żo­ne i w punkt, to do­brze. Jeśli skrom­ne i nie­na­chal­ne, ale jed­nak po­krze­pia­ją­ce, to jesz­cze le­piej.

Dzię­ku­ję za opi­nię.

 

Hej, DHBW

 

Czer­wo­nej Ka­li­ny nie znam, chyba że mó­wi­my o pio­sen­ce… Cie­szę się, że opo­wia­da­nie się po­do­ba­ło i jest Twoim za­da­niem do­brze na­pi­sa­ne. Czy wątek fan­ta­stycz­ny jest na­iw­ny? Pew­nie za­le­ży od od­bior­cy i po­dej­ścia. Miało być fan­ta­stycz­nie i ku po­krze­pie­niu serc, więc wy­ko­rzy­sta­łem po­mysł z in­ne­go mo­je­go tek­stu, wspo­mnia­ne­go w przed­mo­wie (Clas Myrd­dyn).

Czy le­gen­dy są na­iw­ne? Może mniej niż ba­śnie. Wszak bo­ha­te­ro­wie, o któ­rych piszę, stoją w jed­nym sze­re­gu z Mer­li­nem, Ar­tu­rem, Zyg­fry­dem, Ro­lan­dem…

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Hej, mr.maras.

Cie­ka­wy tekst – z kli­ma­tem, daje do my­śle­nia. Cięż­ka te­ma­ty­ka.

 

Po­zdra­wiam

Hej, Ram­shi­ri!

 

Prze­pra­szam naj­moc­niej, że do­pie­ro teraz od­po­wia­dam, Nie za­uwa­ży­łem Two­je­go ko­men­ta­rza, tekst gdzieś spadł, ja się rzad­ko ostat­nio po­ja­wiam na por­ta­lu. Dzię­ku­ję za wi­zy­tę, lek­tu­rę i opi­nię. Miło, że tekst wydał się cie­ka­wy i daje do my­śle­nia. Te­ma­ty­ka cięż­ka, fakt.

Po­zdra­wiam.

Po prze­czy­ta­niu spa­lić mo­ni­tor.

Nowa Fantastyka