
Hej, nie jestem pisarzem, ale zawsze fascynowały mnie książki fantasy, więc postanowiłem napisać coś własnego, nie jest to coś wybitnego, ale może się przyjmie.
Hej, nie jestem pisarzem, ale zawsze fascynowały mnie książki fantasy, więc postanowiłem napisać coś własnego, nie jest to coś wybitnego, ale może się przyjmie.
Tarlog wziął głęboki wdech i policzył do trzech, zawsze to robił gdy przystępował do pojedynku, jednak tym razem naprzeciw niemu stał nie człowiek, lecz bestia.
Bohater nie odwracał wzroku od stwora, nie mógł tego zrobić, jeden ruch przeciwnika z łatwością przetrąci mu kark, wojownik był pod wrażeniem majestatyczności stwora, wielkiego na dwóch rosłych mężczyzn, z futrem czarnym jak węgiel i z ostrymi zębami zdolnymi przebić każdy pancerz.
Tarlog wiedział, że będzie miał tylko jedną szansę na zabicie stwora, zanim zostanie rozszarpany.
Stwór przystąpił do szarży.
– Jeden – powiedział do siebie.
Bestia była już blisko.
– Dwa – mówił dalej spokojnym głosem.
Zwierzę otworzyło paszczę i z impetem zamknęło, chcąc trafić swego przeciwnika.
– Trzy – krzyknął robiąc unik i wbijając miecz w głowę stwora.
Kreatura zawyła, padło na ziemię i przestało się ruszać.
Tarlog wyciągnął miecz z głowy stwora, wyjął szmatkę z kieszeni, wytarł krew i ją schował, później to samo zrobił z bronią.
Ktoś zaczął klaskać.
Bohater obróciwszy się za siebie, zobaczył starca, dobrze ubranego, na pierwszy rzut oka wydawał się kupcem.
– Brawo! – krzyknął. – Jest Pan znakomitym łowcą, panie Tarlog.
– Skąd znasz moje imię? – zapytał zaintrygowany.
– Nazywam się Dagat. – Zignorował pytanie. – Mam dla Pana propozycję.
– Niby jaką? – zaciekawił się.
– Chcę, żeby Pan zabił dla mnie golema kamiennego. – Staruszek przycupnął na kamieniu.
– Rozumiem, że płaci Pan dużo. – Tarlog skrzyżował ręce. – Golemy kamienne to twarde skurczybyki.
– Sama istota to nie problem – westchnął. – Problemem jest jego lokalizacja. Niech Pan powie? Boi się Pan przeklętych miejsc?
– Bał bym się, aczkolwiek takie miejsca nie istnieją. – Bohater odwrócił się w stronę stwora.
– Znakomicie – kupiec się uśmiechnął szeroko. – Zagnieździł się w starych ruinach miasta Arant.
– Rozumiem. – Tarlog wyjął mały nóż z buta i zaczął wycinać ogon. – To ile Pan płaci?
– Dziesięć tysiące monet. – Rozłożył ręce.
Tarlog myślał, że się przesłyszał, tyle monet mógłby kupić sobie zamek.
– Skąd mam wiedzieć, że mnie nie oszukasz? – Przerwał pracę.
Dagat wyciągnął za siebie niczym królika z kapelusza dwa mieszki i podał Tarlogowi.
Bohater wstał i wziął do ręki ciężkie sakwy.
– Dwa tysiące monet – odparł. – Reszta gdy przyniesiesz serce golema.
Tymi słowami staruszek odwrócił się i chciał już iść.
– Chwila! – krzyknął Tarlog. – Gdzie później mam cię znałeś, panie.
– W tym oto miejscu – odpowiedział. – Dokładnie za dwa dni.
Odszedł i zostawił Tarloga samego.
– No to zostaliśmy sami – powiedział patrząc się na truchło. – Trzeba za ciebie odebrać nagrodę.
Tarlog dokończył odcinanie ogona.
***
Tarlog stał zaraz przy bramie wjazdowej do upadłego miasta, przynajmniej myślał, że to ona, po gruzach ciężko było cokolwiek powiedzieć, ale to nie miało znaczenia, liczyło się, że dotarł.
– Gdybym był golemem, gdzie bym się schował – powiedział do siebie. – Pewnie tam gdzie duże skupisko magii.
– W pałacu – odparł tajemniczy głos za pleców bohatera.
Tarlog odwrócił się i zobaczył mężczyznę siedzącego na gruzach.
– Witaj panie – przywitał się. – Czemu akurat w pałacu?
– Tam Król Kwiatów zszedł na złą drogę używając czarnej magii – zaczął mówić.
– Król Kwiatów? – Tarlog skrzyżował ręce.
– Nie słyszałeś panie o nim? – zapytał, lecz nie czekał na odpowiedź. – Był tak samo sprawiedliwym władcą jak i pięknym, lud go kochał, lecz zabiła go czarna magia, którą potajemnie praktykował, a wraz z nim wszystkich jego poddanych.
– Teraz wiem skąd nazwa "nawiedzone miasto" – powiedział Tarlog.
– To tylko legenda. – Nieznajomy zeskoczył z gruzów. – miasto upadło bo ludzie się z niego wyprowadzili i nikt nie wie dlaczego, a już żaden mieszkaniec nie żyje, więc się pewnie nie dowiemy.
– Cóż – Tarlog westchnął. – Zawsze to jakiś trop.
– Jak ci na imię, panie? – zadał pytanie.
– Karat – przedstawił się podając dłoń. – Jestem tu z polecenia staruszka, znam plany miasta i mam być twoim przewodnikiem.
– Widzę, że bardzo mu zależy na golemie. – Tarlog podał rękę.
– Chcę zacząć tu wykopaliska, lecz stwór mu wadzi – spojrzał w stronę gruzów.
– Rozumiem – Tarlog przytaknął. – Prowadź zatem.
Dwaj bohaterowie wkroczyli do miasta, kierując się do pałacu, a przynajmniej tak twierdził Karat, co jakiś czas mijali gruzy domostw lub czegoś na ich wzór, lecz najbardziej zadziwiające było brak jakiejkolwiek roślinności, drzewa rosły sporadycznie, a jak się zdarzały zdawały się uschnięte, jakby toczyła je jakąś choroba.
– Zaraz – Karat się zatrzymał. – Widziałeś to?
– Nie – zaczął szukać wzrokiem.
– Jakby dziecko? – wskazał palcem. – Tam za rogiem.
Karat przyspieszył kroku zostawiając Tarloga z tyłu i wszedł za winkiel, lecz gdy bohater dotarł tam, jego przyjaciel zniknął.
– Co na bogów – powiedział zdziwiony.
Rozglądał się to w prawo to w lewo, lecz nie widział kompana, chciał zawołać, lecz coś mu podpowiedziało, żeby lepiej tego nie robić, coś z tym miejscem jednak było nie tak.
Tarlog był zmuszony kontynuować wędrówkę sam.
Zdawało się, że idzie godzinami, może faktycznie tak było, słońce już powoli zachodziło, będzie musiał spędzić w tych ruinach noc, nie uśmiechało mu się na tą myśl.
Wędrował dalej, czasami miał wrażenie, że ktoś go śledzi, może faktycznie tak było? Widział cienie przemykające między alejkami, gruzy sypiące się z góry, a czasem nawet szepty, ale to tylko jego głowa, nie mogło być inaczej, nie może tu zostać, musi się wydostać, coś mu podpowiadało, że nie ujrzy następnych porannych promieni.
Dalszy marsz przypominał walkę, jakby samo powietrze powstrzymywało od wędrówki dalej.
Upadł.
Nie mógł już iść, lecz ostatnimi siłami podniósł głowę i ujrzał pałac.
***
Tarlog podniósł się z bruku i zaczął iść w stronę drzwi wejściowych.
Teraz dopiero zdał sobie sprawę, że zamiast uciekać z miasta, chce wejść do tego przeklętego pałacu.
Otworzył wrota i zobaczył wielką sale, nie naruszoną przez czas, na jej końcu był tron wydawał się zrobiony z cierni, a na tronie postać w czarnym pancerzu. Trup.
– Król Kwiatów? – zadał sobie pytanie, lecz znał odpowiedź.
Tarlog podszedł do połowy sali, gdy nagle nieboszczyk na tronie podniósł głowę i popatrzył w stronę bohatera, jego oczy były puste.
To nie był trup. Wyglądał blado, a policzki miał zapadnięte, ale zdecydowanie żył.
Wstał i podszedł do Tarloga.
Bohater jak za sprawą czaru nie mógł się ruszyć, król wyciągnął rękę, dotknął twarzy bohatera i spojrzał mu prosto w oczy, mimo swej pustki było coś w nich żywego, głęboko ukrytego w pustej skorupie ciała.
Znalazł się w innym miejscu. Nie. Był w tym samym, lecz w innym czasie i nie był już Tarlogiem, lecz Królem Kwiatów.
Hfdhgfhj, skoro to tylko część pierwsza, a nie skończone opowiadanie, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.
Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Tu znajdziesz wskazówki, jak robić to poprawnie.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Czy w tytule nie ma przypadkiem literówki?
Kurcze, jakoś mnie ta historia o dzielnym wojowniku, który walczy z potworami, no i ma ostry miecz, i bierze kolejne zlecenia za zabijanie tych potworów, no jakoś mnie ta historia nie porwała.
Wydaje mi się, że bardzo tu wszystko uproszczone. Jest jak w grze, gdzie bohater spotyka NPC, zaprzyjażniają się, są już “bohaterami”, “przyjaciółmi”…. Strasznie to na skróty, przypadkowe i płytkie.
Przydałaby się jakaś głębia, coś wiecej o bohaterze i jego motywacjach (tylko żeby nie miał białych włosów i oczu jak kot), coś wiecej o świecie – dla mnie za blado.
No i nie wiem – to już koniec jest? No dajże spokój!
Widać, że jesteś początkującym twórcą. Dialogi są sztuczne, postacie pojawiają się jak wyciągnięte z kapelusza, a fabuła przypomina komiks. Jak dla mnie zdecydowanie brakuje tu wielu kropek. To znaczy zdania zbudowane są w sposób sztuczny i powinny być krótsze.
Natomiast jest pomysł, akcja się toczy (choć ten czas teraźniejszy też mi się nie podoba), jak na początek może być.
Tarlog wziął głęboki wdech i policzył do trzech, zawsze to robił gdy przystępował do pojedynku, jednak tym razem naprzeciw niemu stał nie człowiek, lecz bestia.
Naprzeciw kogo/czego niego.
– Cóż – Tarlog westchnął. – Zawsze to jakiś trop.
– Jak ci na imię, panie? – zadał pytanie.
– Karat – przedstawił się podając dłoń. – Jestem tu z polecenia staruszka, znam plany miasta i mam być twoim przewodnikiem.
Albo mówili we trzech, albo coś się pokićkało w dialogu.
"nie mam jak porównać samopoczucia bez bałaganu..." - Ananke
Witaj, autorze.
Po pierwsze widać jeszcze wady języka. Są błędy mniej istotne rodzaju wszelkich łatwych do poprawienia literówek, są i takie, które utrudniają czytanie. Spójrz na przykład na to:
Bohater nie odwracał wzroku od stwora, nie mógł tego zrobić, jeden ruch przeciwnika z łatwością przetrąci mu kark, wojownik był pod wrażeniem majestatyczności stwora, wielkiego na dwóch rosłych mężczyzn, z futrem czarnym jak węgiel i z ostrymi zębami zdolnymi przebić każdy pancerz.
To zdanie spokojnie mógłbyś podzielić na kilka części. O ile ogólnie w literaturze warto nie ograniczać się do zdań zawierających tylko podmiot i orzeczenie, to zdania złożone powinny tworzyć spójną całość, a nie – jak w tym przypadku – stanowić zlepek kolejnych, osobnych zdarzeń.
Spójrz jeszcze tu:
Otworzył wrota i zobaczył wielką sale, nie naruszoną przez czas, na jej końcu był tron wydawał się zrobiony z cierni, a na tronie postać w czarnym pancerzu. Trup.
Po pierwszym tronie zaczynasz tenże opisywać, ale nie odnosisz się do niego w żaden sposób. A wystarczyłoby na przykład “tron, który wydawał się…”. Ponadto powtarzasz dwa razy tron (ogólnie lepiej jest unikać powtórzeń), błędy ortograficzne, a i ogólnie samo zdanie wydaje się nieco koślawe. Spójrz na moją propozycję i sam zdecyduj, czy nie lepiej czytałoby się:
Otworzył wrota i zobaczył wielką salę, nie naruszoną przez czas. Na jej końcu stał zrobiony z czerni tron, na którym zasiadała postać w czarnym pancerzu. Trup.
Poza tym omówienia wymaga sama historia, którą zaprezentowałeś. Za jej największą wadę uważam niedomknięcie pewnych wątków, a przede wszystkim ten związany z golemem, o którym na końcu po prostu nic nie wiemy. Prezentujesz także elementy, które dla czytelnika mogą być niezrozumiałe. Kim był Karat? Dlaczego potrafił przejść przez to dziwne pole siłowe przy Pałacu Króla Kwiatów? Czym było to pole siłowe? Czemu Karat obudził się jako on sam. Obiecujesz tu różne tajemnice, których potem nie konkludujesz i zawodzisz oczekiwania.
Istotnie również należy zwrócić uwagę na dialogi (nienaturalne) i postaci (przypominające postaci z gier RPG):P
Nie wątpię jednak, że miałeś na to opowiadanie ciekawy pomysł i, jeśli będziesz próbował poprawić swoje umiejętności pisarskie, to w końcu będziesz w stanie przekuć je w świetne opowiadanie:)
Слава Україні!