
Schodząc po schodach miałem bardzo dobry humor. Pogoda była idealnie wiosenna, nie za ciepło, nie za zimno. Właściwie już zapomniałem o porannym pogrzebie na którym był prawie cały nasz blok. Zmarł mój sąsiad. Właściwie to mieszkał piętro niżej, po przeciwnej stronie i tak naprawdę to się powiesił. Dość szybko, bo po pięciu dniach zapach spod drzwi już nie mógł być tłumaczony zepsutym jedzeniem. Śmierdziało trupem i każdy to już wiedział. To idealnie definiuje poziom samotności tego człowieka. Myślę, że już po trzech dniach w niejednej głowie pojawiła się myśl, że tam być może ktoś nie żyje, bo to dość specyficzny zapach, ale każdy wolał okłamywać sam siebie i trochę jeszcze poczekać. Sam jestem jedną z takich osób, ale teraz to już nie ma znaczenia.
Nie interesuje mnie życie obcych ludzi, tak więc nie za bardzo interesowałem się tym człowiekiem ani za życia, a już tym bardziej po jego śmierci. Nie można jednak było nie usłyszeć o sposobie w jaki postanowił pożegnać się z tym światem. Mianowicie – jak donoszą lokalni detektywi – powiesił się na pasku od spodni przymocowanym do klamki od drzwi łazienkowych. Słyszałem już wcześniej o podobnych przypadkach i nieustannie mnie to fascynowało. Jak to jest w ogóle możliwe, że człowiek potrafi pozbawić się tak pierwotnego odruchu i nie ratować się nogami, skoro dotyka nimi ziemi? Widocznie miał dobry powód by tego nie robić.
Na drugim piętrze zagadnął mnie sąsiad. Człowiek nad wyraz uprzejmy, emeryt z nadmiarem wolnego czasu. Zwykle ograniczaliśmy się do “dzień dobry”, “ale pogoda” czy “znowu czynsz podnieśli”. Tym razem czułem, że na tym się nie skończy. Jego oczy płonęły od nadmiaru informacji i czułem, że to ja jestem tym, dla którego jest ta opowieść i oczywiście nie myliłem się.
– Dzień dobry – odezwałem się pierwszy.
– Dzień dobry! – Jak zawsze powiedział to bardzo głośno, akcentując pierwsze słowo. – Jak wrażenia po pogrzebie? – dodał znacznie ciszej.
– No cóż. Pogrzeb jak pogrzeb. Dziwne tylko, że aż tyle ludzi przyszło. – Ja też już mówiłem znacznie ciszej. I nagle padło pytanie, na które nie byłem gotowy, ale widziałem, że padnie.
– Ma pan chwilkę? Wejdzie pan na moment? Muszę kogoś poprosić o radę, a może pan mi pomoże.
Właściwie nie miałem na to ochoty. Oczywiście nie mogło chodzić o nic innego jak tylko o naszego pochowanego już sąsiada. Zgodziłem się, ale jednocześnie obiecałem sobie, że jak po pięciu minutach nie dowiem się niczego ciekawego to wychodzę.
Weszliśmy do środka. Nigdy nie byłem w żadnym innym mieszkaniu w tym bloku, poza moim. Zawsze byłem ciekaw jak wyglądają, ile mają pokoi, jak są rozmieszczone i urządzone. To było po prostu zwyczajne. Dawno nieremontowane, ale czyste. Usiedliśmy przy stole w kuchni, tak jakbyśmy mieli jakieś umówione spotkanie. Tutaj rozmawialiśmy swobodnie, bez ściszania głosów.
– Przepraszam, że tak pana zaczepiam na klatce, ale musi mi pan coś doradzić, bo już sam nie wiem, co robić.
W tym momencie zaczął rozmasowywać palce, było widać, że jest zestresowany. Chyba nawet mi się udzieliło, bo zapytałem znacznie głośniej, niż zamierzałem.
– Ale co się stało?
– Widzi pan, ten nasz sąsiad… On mi się zwierzył kiedyś.
Tutaj nastąpiła pauza, jakby czekał, aż go zachęcę do dalszej opowieści. Uniosłem tylko wymownie brwi – zadziałało.
– To było jakieś pół roku temu. Sprzątałem w piwnicy i on nagle staje w progu z butelką i pyta czy mam ochotę. To nie była wódka tylko jakaś nalewka czy wino, w każdym razie słodkie, ale to nieważne. Była sobota, późne popołudnie, samochodem już nie planowałem jechać, więc się zgodziłem. Pamiętam, że się wtedy zdziwiłem, ale z drugiej strony napić się z sąsiadem w piwnicy to nic takiego, prawda?
Kiwnąłem tylko głową. Zacząłem się już lekko niecierpliwić, ale czekałem na rozwój opowieści.
– No i widzi pan, usiedliśmy sobie, nalaliśmy i on od razu mówi do mnie, że ma poważny problem i że już nie wie do kogo się zwrócić bo nikt tego nie traktuje poważnie. Chodziło o to, że kilka razy w tygodniu, z reguły wieczorem dzwonił mu domofon.
No cóż, tutaj pozwoliłem sobie na mały uśmieszek.
– Uśmiecha się pan, tak jak ja wtedy. Chodziło o to , że to był dźwięk domofonu taki jak wtedy, kiedy ktoś na dole otwiera drzwi kodem. Wie pan, numer mieszkania, kratka, kod i kluczyk, wtedy w mieszkaniu słychać taki pojedynczy dźwięk. Tylko, że on mieszkał sam i jak twierdził tego kodu nikt nie znał. On sam nigdy nie był pewien i z reguły otwierał kluczem. Więc jak to się stało pierwszy raz to po prostu pomyślał, że albo mu się przesłyszało albo jakimś cudem ktoś się pomylił. Ale dwa albo trzy dni później znowu wieczorem usłyszał ten dźwięk. Podszedł do domofonu, podniósł słuchawkę i zapytał czy ktoś tam jest, ale nikt się nie odezwał. Więc zszedł na dół, ale tam też nikogo nie było. No i co by pan sobie pomyślał?
– Albo, że ktoś sobie robi żarty, albo że domofon jest zepsuty. Co innego? Zgłosił to do spółdzielni?
– No i widzi pan, oczywiście, że zgłosił. Zgłosił to w piątek, a w poniedziałek przyszedł elektryk. W tym czasie nic się nie wydarzyło, domofon nie wydał żadnego dźwięku. Elektryk wszystko sprawdził. I na tej konsoli na dole, i domofon w mieszkaniu i nic nie znalazł. Wszystko działało tak jak powinno. No i niech pan sobie wyobrazi, tego samego dnia, punkt dwudziesta pierwsza i znowu dźwięk domofonu.
Trudno mi w to było uwierzyć, ale nie dałem tego po sobie poznać. Zamiast tego zapytałem:
– Dlaczego go w takim razie nie wyłączył? Chyba i tak go nikt nie odwiedzał?
– No właśnie! O to samo go zapytałem. Okazało się, że nieraz go wyłączał, ale to nic nie pomagało. Dźwięku nie było słychać, ale jak tylko zbliżała się dwudziesta pierwsza to on czuł, że to się i tak dzieje. Więc wolał już to usłyszeć niż sobie to wyobrażać. Jest jeszcze jedna rzecz. Wie pan ile czasu zajmuje dojście z parteru na trzecie piętro pod drzwi numer dziewiętnaście? Dokładnie dwadzieścia dwie sekundy. Sam to nawet sprawdziłem i wyszło mi tyle samo. Bo za każdym razem jak ten domofon dzwonił, dokładnie po tym czasie miał wrażenie, że ktoś stoi pod drzwiami. No i wie pan co?
– Nikogo tam nie było?
– Właśnie! No i widzi pan, ja to panu mówię, jak już jest po wszystkim, a widzę, że pan i tak za bardzo w to nie wierzy. To niech pan sobie wyobrazi, że mówi to panu ktoś obcy, w piwnicy, przy nalewce.
– Pan się tym zadręcza? Przecież to nie pana wina. To był dorosły facet, zrobił co zrobił. Chyba , że to pan tym domofonem dzwonił?
– No co pan. Chodzi o to, że moim zdaniem to właśnie przez ten domofon on się powiesił. Że wpadł w jakiś obłęd, czy co i nikt mu nie pomógł. A ja o tym wiedziałem. Żeby mi teraz nie odwaliło.
– Nie wydaje się to panu dziwne? Z reguły wszystko da się wytłumaczyć w racjonalny sposób. Jak domofon może sam dzwonić, a właściwie sam sobie wpisać kod? I to o jednej konkretnej godzinie? Nie był chory psychicznie czasem?
– Wie pan ile razy się nad tym zastanawiałem? Że może sobie to wymyślił, albo że tam mu brakuje piątej klepki. Ale jakby pan go wtedy słyszał w tej piwnicy. To był załamany człowiek, ale wszystko opowiedział tak zwięźle i dokładnie, że nie można było w to nie uwierzyć.
– No cóż. Niech się pan zastanowi, co mógł pan zrobić? Nic. Wysłuchał go pan i tyle. Nie prosił o żadną pomoc więc nie ma o czym rozmyślać. – Uderzyłem dłońmi w uda na znak, że mój czas się skończył. Sąsiad na szczęście przyjął to ze zrozumieniem. Pożegnaliśmy i wyszedłem.
Dzień minął dosyć szybko, za szybko. Wieczorem jak w każdą sobotę pojechałem na basen, wypocić wszystkie problemy kończącego się tygodnia. Gdy wracałem włączyłem nawet stoper przy drzwiach od klatki i faktycznie doszedłem pod feralne mieszkanie w dwadzieścia jeden sekund, więc podobnie. Uśmiechnąłem się tylko sam do siebie na myśl o moim sąsiedzie.
Uwielbiam wchodzić do wysprzątanego mieszkania, a lekki zapach chloru dodaje temu miejsce nieco więcej sterylności. Na wieczór nie miałem żadnych planów. Zacząłem przygotowywać lekką kolację, później chciałem zobaczyć wiadomości.
Klasyczna kolacja, orkiszowy chleb, żółty ser i pomidor malinowy. Z drugiego pokoju usłyszałem, że wiadomości już się zaczynają, czyli wybiła dwudziesta pierwsza.
I wtedy dźwięk wpisanego kodu na domofonie wypełnił całe mieszkanie.
Hej!
Garść uwag na początek:
To idealnie definiuje poziom samotności tego człowieka. Myślę, że już po trzech dniach w niejednej głowie pojawiła się myśl, że tam być może ktoś nie żyje, bo to dość specyficzny zapach, ale każdy wolał okłamać sam siebie i trochę jeszcze poczekać.
W tym miejscu zdecydowanie lepiej pasuje aspekt niedokonany czasownika, tzn. “okłamywać samego siebie”; w przeciwieństwie do okłamania kogoś, co może nastąpić jednokrotnie, siebie raczej okłamujemy poprzez ciągłe wypieranie lub zaprzeczanie nawracających, dręczących nas myśli.
Zwykle ograniczyliśmy to się “dzień dobry”, “ale pogoda” czy “znowu czynsz podnieśli”.Zwykle ograniczyliśmy to się “dzień dobry”, “ale pogoda” czy “znowu czynsz podnieśli”.
Tutaj miało być “się do” jak mniemam.
– Dzień dobry! – Jak zawsze powiedział to bardzo głośno, akcentując pierwsze słowo. -Jak wrażenia po pogrzebie? – powiedział znacznie ciszej.
Powtórzenie. Sugeruję na miejscu drugiego “powiedział” zastosować “dodał”.
Ma pan chwilkę? Wejdzie Pan na moment? Muszę kogoś poprosić o radę, a może pan mi pomoże.
To “pan”, podobnie jak wszystkie pozostałe, które potem pojawiają się w tekście, powinno być napisane z małej litery.
Nigdy nie byłem w żadnym innym mieszkaniu w tym bloku, po za moim
“Poza” piszemy łącznie.
To nie była wódka tylko jakaś nalewka czy wino, w każdym razie słodkie, ale to nie ważne.
Podobnie “nieważne” w tym znaczeniu.
Wieczorem jak w każdą sobotę pojechał na basen, wypocić wszystkie problemy kończącego się tygodnia.
Powinna być pierwsza osoba liczby pojedynczej.
Widzę, że masz skłonność do gawędy; ja podobnie. Czasami to dobrze, a czasami źle, kiedy zamiast rozpocząć akcję, snuje się gawędziarskie wstępy. U Ciebie jednak mam wrażenie ta skłonność ładnie się skomponowała w tym krótkim, jednowątkowym opowiadaniu. Moim zdaniem bardzo ładnie uwidacznia centralny motyw nawiedzonego (?) domofonu, również napięcie jest budowane nie przez akcję, ale poprzez dialog. Komuś może się to nie spodobać, ale moim zdaniem zbudowanie całego opowiadania na jednym dialogu sprawdziło się całkiem nieźle. Widać, że masz zadatki do tego, by pisać tego typu narracje, masz słuch i Twoje dialogi brzmią wiarygodnie. Nie każdemu ta sztuka wychodzi na początku.
Przy okazji poruszasz też trochę głębszych problemów, psychologii tłumu (tutaj raczej: społeczności bloku), a ta ludzka obojętność, która jest jak najbardziej autentyczna i realna, bardzo dobrze akcentuje tą paranormalną historię.
Pozdrawiam!
Dzięki Maldi za wprawne oko, błędy poprawione.
powiesił się na pasku od spodni przymocowanego do klamki z drzwi łazienkowych ← przymocowanym
Pomysłowe. Chyba lepiej będzie, jeżeli nie wyłączę domofonu. Będę myślał, że się popsuł. Byłoby gorzej, gdyby dźwięczał wyłączony. I po co to czytałem?
Jak niewiele trzeba, żeby było creepy :-) Bardzo fajnie zbudowałeś klimat hrabioxie!
Koala75, najmocniej przepraszam…
emlisien, merci beaucoup!
W sumie fajny tekst, od razu zaciekawia, i płynnie się czyta. Może przydałoby się trochę zagęścić atmosferę, bo jednak horror to taki skromny, powiedziałbym, w wersji light.
Zgrzytnęło mi tam coś – “jak donoszą lokalni detektywi” – brzmi to dziwacznie. Detektywi niczego nie donoszą, co najwyżej prowadzą śledztwo albo je zamykają. No i “lokalni’, to znaczy że osiedlowi?
“Na wysokości drugiego piętra..” – też nie za bardzo. To tak jakby ktoś wspinał się po zewnętrznej stronie budynku i zatrzymał się na wysokości drugiego piętra. Po prostu na drugim piętrze.
Agroeling, cieszę się, że dobrze się czytało!
Produkty w wersji light też potrafią być smaczne, a z wysokością drugiego piętra, hm, cóż, nikt się tutaj nie wspina, więc wypada poprawić.
Pozdrawiam!
Mamy tu dość osobliwy i niezrozumiały przypadek samowłączającego się domofonu. A ponieważ rzecz nie została wyjaśniona i nagle dotknęła kolejnego lokatora, domyślam się, że na jednym śmiertelnym zejściu ta sprawa się nie skończy.
Czytałoby się nieźle, gdyby usterki nie odebrały mi części przyjemności z lektury.
Nie interesuje mnie życie obcych ludzi, tak więc nie za bardzo interesowałem tym człowiekiem… → Chyba miało być: Nie interesuje mnie życie obcych ludzi, tak więc nie za bardzo interesowałem się tym człowiekiem…
Czy to celowe powtórzenie?
…o sposobie w jaki postanowił odprawić się z tego świata. → Czy sąsiad na pewno odprawił się?
Na drugim piętrze zagaił mnie sąsiad. → Można zagaić obrady/ zebranie/ rozmowę, ale nie można zagaić kogoś.
Proponuję: Na drugim piętrze zagadnął mnie sąsiad.
-Jak wrażenia po pogrzebie? → Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.
Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.
Tutaj rozmawialiśmy swobodnie, bez ściszonych głosów. → Tutaj rozmawialiśmy swobodnie, bez ściszania głosów. Lub: Tutaj rozmawialiśmy swobodnie, nie ściszając głosów.
W tym momencie zaczął rozmasowywać swoje palce… → Zbędny zaimek – czy rozmasowywałby cudze palce?
Okazało się, że nie raz go wyłączał… → Okazało się, że nieraz go wyłączał…
…domofon dzwonił, dokładnie po po tym czasie… → Dwa grzybki w barszczyku.
…gdy wchodzi się do wysprzątanego mieszkania po wizycie na basenie. → Czy bytność na basenie na pewno można nazwać wizytą?
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Regulatorzy, bardzo dziękuję za cenne uwagi i sugestie. Ze wszystkim się zgadzam i wszystko już poprawiłem.
Dobre pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Postaram się, by drugie było lepsze. : )
Bardzo proszę, Hrabiaksie. Miło mi, że uznałeś uwagi za przydatne.
Pozostaję z nadzieją, że drugie wrażenie będzie znacznie lepsze od pierwszego. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Nie powala, ale czytało się dobrze. Klimat się udał, podczas lektury zerknęłam podejrzliwie w stronę domofonu :)
Jedyne moje zastrzeżenie: czemu wszyscy byli na pogrzebie sąsiada, skoro był wszystkim tak obojętny, że przez ileś dni nikt nawet nie sprawdził czy żyje? Sam narrator przyznaje: “Nie interesuje mnie życie obcych ludzi, tak więc nie za bardzo interesowałem się tym człowiekiem ani za życia, a już tym bardziej po jego śmierci.” To czemu pofatygował się na pogrzeb?
Kosmos to bazgranina byle jakich wielokropków!
Mindenamifaj, cieszę się, że chociaż trochę się podobało.
Muszę przyznać, że sam byłem zdziwiony, że wszyscy poszli. Tak to już na tych osiedlach jest, ludzie przyzwoici i ciekawscy ; )
Pomysł bardzo dobry i wywołał ciarki. Pod względem technicznym można by podciągnąć to i owo, rzucają się w oczy niepotrzebne entery.
Dzięki zygfryd89! Ciągle się uczę.
Przyjemna historyjka z gatunku creepy. Sytuacja rozwojowa.
Ja mogę otwierać drzwi do bloku kluczem, kodem albo pastylką przytykaną do domofonu. Kiedy korzystam z ostatniej opcji, w okienku pokazuje się numer mieszkania i to nie jest mój numer. Zastanawiałam się kiedyś, czy w tym momencie w tamtym drugim mieszkaniu rozlega się sygnał, ale doszłam do wniosku, że nie.
Babska logika rządzi!
Dzięki Finkla za odwiedziny! U mnie nie ma pastylek do otwierania…