- Opowiadanie: OldGuard - Antywena

Antywena

Dawno ni­cze­go nie pi­sa­łam, a po­niż­szy tekst jest wy­ni­kiem fru­stra­cji. W związ­ku z tym może za­wie­rać śla­do­we ilo­ści wąt­ków bio­gra­ficz­nych ^^ Jeśli masz aler­gię – zre­zy­gnuj z dal­sze­go czy­ta­nia (cho­ciaż mam na­dzie­ję, że tego nie zro­bisz i zo­sta­wisz po sobie jakiś znak :))

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Antywena

– Ręce do góry. Masz prawo za­cho­wać mil­cze­nie, wszyst­ko, co po­wiesz, może zo­stać wy­ko­rzy­sta­ne prze­ciw­ko tobie.

Uśmiech­nę­łam się krzy­wo. Przede mną stało dwóch ro­słych po­li­cjan­tów rodem z ame­ry­kań­skich fil­mów akcji. Mię­śnie roz­sa­dza­ły ko­szu­le, oczy rzu­ca­ły groź­ne spoj­rze­nia, a dło­nie, wiel­kie ni­czym ło­pa­ty, trzy­ma­ły pi­sto­le­ty wy­ce­lo­wa­ne w moją stro­nę. Twarz jed­ne­go zdo­bił wąs a’la Burt Rey­nolds, drugi zaś mógł po­szczy­cić się oka­za­łą bli­zną prze­ci­na­ją­cą po­li­czek.

– Sztam­pa, pa­no­wie, sztam­pa – po­wie­dzia­łam lekko roz­ba­wio­na, bo takie ob­raz­ki wi­dzia­łam już wie­lo­krot­nie.

Po­li­cjan­ci skar­le­li, zble­dli i wy­raź­nie stra­ci­li całą pew­ność sie­bie.

– R-rę­ce do góry. – Spró­bo­wał raz jesz­cze wą­sa­ty.

– To się do ni­cze­go nie na­da­je.

Kon­tu­ry męż­czyzn za­czę­ły po­wo­li za­ni­kać.

– Jest sche­ma­tycz­ne i bez po­lo­tu.

Po­li­cjant z bli­zną otwo­rzył usta w nie­mym krzy­ku, po czym roz­pły­nął się w po­wie­trzu.

– Bez­barw­ne, nudne i…

Nie zdą­ży­łam do­koń­czyć, gdy kopia Burta Rey­nold­sa za­chwia­ła się, zro­bi­ła dwa nie­pew­ne kroki i także roz­wia­ła się na wie­trze.

Po­szło łatwo, zresz­tą jak za­wsze. W końcu mia­łam lata do­świad­cze­nia, a na mojej dłu­giej li­ście za­bójstw wid­nie­li bar­dziej za­awan­so­wa­ni i sil­niej­si prze­ciw­ni­cy. Ot taki Duke Ga­bu­ar, błęd­ny ry­cerz i je­dy­na na­dzie­ja swo­jej za­py­zia­łej wio­ski. Albo Ly­san­thir Zumra – straż­nik Szcze­li­ny i drob­ny zło­dzie­ja­szek. Zresz­tą zło­dziei mia­łam cał­kiem sporo od­ha­czo­nych: Zło­dziej Ma­rzeń, Zło­dziej­ka z Mia­sta Tu­zi­na Bogów i klep­to­man­ka Elle Hol­low. Nie­wie­lu zdo­ła­ło się wy­mknąć z moich rąk, a i ci, któ­rym się udało, mieli już za­wsze oglą­dać się przez ramię.

Kto bę­dzie ko­lej­ny? Z kim przyj­dzie mi się wkrót­ce zmie­rzyć? Nigdy nie wia­do­mo, ale wła­śnie dla­te­go od­czu­wa­łam cią­gle dresz­czyk emo­cji. A na bogów wszyst­kich re­li­gii, emo­cje były mi po­trzeb­ne w tych ni­ja­kich świa­tach.

Z po­li­cjan­ta­mi spo­tka­łam się na obrze­żach no­wo­cze­sne­go, ale sko­rum­po­wa­ne­go mia­sta. Dra­pa­cze chmur, które wbi­ja­ły się w brud­no­sza­re niebo, fu­tu­ry­stycz­ne sa­mo­cho­dy i na­dę­te dumą kor­po­ra­cje, cał­kiem sporo obie­cy­wa­ły. Be­to­no­we la­bi­ryn­ty, prze­szklo­ne biu­row­ce i ja. Mo­gła­bym po­miesz­kać tam tro­chę dłu­żej, bo dawno nie mia­łam oka­zji być w przy­szło­ści, a czu­łam się w niej odro­bi­nę le­piej niż w śre­dnio­wiecz­nych wio­skach, jed­nak po za­bi­ciu funk­cjo­na­riu­szy mia­sto rów­nież znik­nę­ło. Sama byłam sobie winna, ale trud­no wy­grać z in­stynk­tem.

Po­zo­sta­ła pust­ka. I tak, wiem, jak me­lo­dra­ma­tycz­nie to brzmi, ale poza ogrom­ny­mi po­ła­cia­mi bia­łe­go pola, nie było tutaj ni­cze­go wię­cej. Dla wielu biała kart­ka jest sym­bo­lem świe­że­go star­tu, we mnie bu­dzi­ła uczu­cia po­rów­ny­wal­ne z wi­zy­tą w po­cze­kal­ni den­ty­stycz­nej.

Do­mi­nu­ją­cym uczu­ciem była nuda, bo w pu­st­ce nie ist­niał czas. Nie wie­dzia­łam więc, ile go­dzin, dni lub ty­go­dni mi­ja­ło po­mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi hi­sto­ria­mi. Po pro­stu ma­te­ria­li­zo­wa­łam się w pew­nym mo­men­cie ich po­wsta­wa­nia i roz­po­czy­na­łam ko­lej­ne po­lo­wa­nie.

Teraz cze­ka­łam, a żeby zabić czas, krą­ży­łam w kółko, li­cząc kroki. Jeden nie­zno­śnie po­wol­ny krok za dru­gim. Jeden za dru­gim, aż do­szłam do ścia­ny.

To coś no­we­go. Za­zwy­czaj biel na­bie­ra­ła ko­lo­rów, a ni­cość kształ­tów. Wokół mnie po­ja­wia­ły się kon­tu­ry ko­lej­ne­go świa­ta, a ja wy­pa­try­wa­łam celu wśród szyb­ko pię­trzą­cych się bu­dyn­ków lub ro­sną­ce­go lasu. Tym razem była tylko ścia­na i drzwi. Pro­ste i zu­peł­nie po­zba­wio­ne ozdób – z wy­jąt­kiem klam­ki de­li­kat­nie po­ły­sku­ją­cej zło­tem. Za­sko­cze­nie szyb­ko ustą­pi­ło roz­cza­ro­wa­niu. Ten mimo wszyst­ko prze­cięt­ny widok nie wró­żył ni­cze­go do­bre­go. Jed­nak nawet słabo skon­stru­owa­ny świat był lep­szy od nudy bia­łej kart­ki, więc pchnę­łam drzwi, aby prze­nieść się do nowej rze­czy­wi­sto­ści.

Przej­ście było pra­wie bez­bo­le­sne. Ścier­pła je­dy­nie ręka, którą do­tknę­łam klam­ki, ale wie­dzia­łam, że nie­przy­jem­ne uczu­cie szyb­ko minie. Bar­dziej ucier­pia­ło moje po­czu­cie es­te­ty­ki, gdy tylko roz­gląd­nę­łam się wokół. Pokój przy­po­mi­nał za­gra­co­ny ma­ga­zyn. Ma­ga­zyn, przez który prze­szedł taj­fun pią­tej ka­te­go­rii. Na pod­ło­dze wa­la­ły się stosy ksią­żek i pa­pie­rów: seria o Har­rym Pot­te­rze obok Dzien­ni­ków Sy­lvii Plath, a kla­sy­ka an­giel­skiej li­te­ra­tu­ry tuż przy po­pkul­tu­ro­wej papce. Po­kry­wa­ły je różne za­pi­ski i – o zgro­zo – część kar­tek miała za­gię­te stro­ny. Ścia­ny za­ma­lo­wa­no barw­nym graf­fi­ti i nie­cen­zu­ral­ny­mi na­pi­sa­mi, gdzie­nie­gdzie wi­docz­ne były też pęk­nię­cia w murze, które bez­sku­tecz­nie pró­bo­wa­no przy­kryć śmiesz­ny­mi ob­raz­ka­mi. Pod za­pa­ro­wa­nym oknem, przez które nie mo­głam ni­cze­go do­strzec, stało pro­ste biur­ko. Za­ska­ku­ją­co czy­ste, jak na wa­run­ki pa­nu­ją­ce w po­miesz­cze­niu. I ten za­pach. Spo­dzie­wa­łam się stę­chli­zny, czę­sto tra­fia­łam w brud­ne i śmier­dzą­ce za­uł­ki, jed­nak tutaj uno­sił się de­li­kat­ny aro­mat cy­tru­sów.

Krą­ży­łam po ma­ga­zy­nie i szu­ka­łam wska­zó­wek wśród roz­rzu­co­nych przed­mio­tów. Rę­ka­wem pró­bo­wa­łam prze­trzeć szybę w oknie, ale nie przy­nio­sło to żad­ne­go re­zul­ta­tu. Zna­la­złam kilka za­pa­ra­fo­wa­nych do­ku­men­tów, jed­nak cha­rak­ter pisma był tak nie­czy­tel­ny, że nie umia­łam roz­szy­fro­wać da­nych. Może le­karz? Sztam­pa, ale czego wię­cej ocze­ki­wać.

W po­ko­ju nie było wię­cej drzwi. Ba, nawet te, któ­ry­mi prze­szłam, znik­nę­ły. Przez głowę prze­mknę­ła nie­przy­jem­na myśl. Czyż­by… czyż­by po tylu la­tach w końcu za­sta­wio­no na mnie pu­łap­kę?

– Nie.

Ko­bie­cy głos owio­nął mnie ni­czym wiatr.

– To nie pu­łap­ka. Chcę tylko po­roz­ma­wiać.

Ko­lej­ny po­dmuch, cie­pły i silny.

– Po­roz­ma­wia­my – od­par­łam. – Jeśli prze­sta­niesz na mnie dmu­chać.

Głos ucichł. Pod­skór­nie wy­czu­wa­łam na­pię­cie, ner­wo­wą at­mos­fe­rę sku­pie­nia i cze­goś jesz­cze.

– De­ter­mi­na­cji.

Ko­bie­ta, do któ­rej na­le­żał głos i która nagle zma­te­ria­li­zo­wa­ła się po­środ­ku po­miesz­cze­nia, była młoda. Plus minus trzy­dzie­ści lat, szczu­pła syl­wet­ka, ró­żo­wa­we włosy wy­sta­ją­ce spod czap­ki z dasz­kiem. W ka­te­go­rii „bo­ha­te­ro­wie” za­kla­sy­fi­ko­wa­ła­bym ją do eve­ry­ma­nów, bo nie wy­róż­nia­ła się ni­czym szcze­gól­nym. Nawet stro­jem – białe sne­aker­sy i pa­ste­lo­wy dres, tro­chę roz­cią­gnię­ty przy ścią­ga­czach. Nie wy­glą­da­ła na szcze­gól­nie zde­ter­mi­no­wa­ną, ale at­mos­fe­ra w po­ko­ju zgęst­nia­ła i na­pię­cie było teraz moc­niej od­czu­wal­ne.

– Ok, co to za świat? Na­wie­dzo­ny dom, prze­stęp­cza dziu­pla czy po­rzu­co­ny bu­dy­nek?

– Misz-masz wszyst­kie­go.

– A ty je­steś…?

– Wła­ści­ciel­ką.

Przyj­rza­łam się jej bli­żej. Przy­po­mi­na­ła kilku bo­ha­te­rów, któ­rych spo­tka­łam na swo­jej dro­dze. Nie z wy­glą­du, jed­nak gdzieś cza­iło się po­do­bień­stwo. Na razie iry­tu­ją­co nie­uchwyt­ne, jak za­po­mnia­ne słowo na krań­cu ję­zy­ka lub wspo­mnie­nie z dzie­ciń­stwa wy­bla­kłe z po­wo­du upły­wa­ją­ce­go czasu.

Zro­bi­łam dwa kroki w jej stro­nę. Nie cof­nę­ła się, cho­ciaż wi­dzia­łam, że kosz­to­wa­ło ją to dużo sa­mo­za­par­cia.

– O czym chcesz roz­ma­wiać?

– O tobie. Chcę cię za­trud­nić.

I to za­czy­na­ło mi się po­do­bać. Pra­co­wa­łam przy­naj­mniej kil­ka­na­ście lat i nie do­sta­łam za to zła­ma­ne­go centa, pensa ani gro­sza. Po­lo­wa­łam na prze­stęp­ców, po­two­ry i czy­ści­łam świa­ty z by­le­ja­ko­ści zu­peł­nie za darmo. Bez słowa sprze­ci­wu rzu­ca­łam się w mętne wody je­zior czy wspi­na­łam na naj­wyż­sze gór­skie szczy­ty. Strze­la­łam z pi­sto­le­tu i łuku oraz pod­kła­da­łam ła­dun­ki wy­bu­cho­we. Oczy­wi­ście, jeśli chcia­ło mi się w to wszyst­ko bawić, bo cza­sa­mi po pro­stu za­bi­ja­łam sło­wem. A umia­łam ranić.

– Kogo mam się po­zbyć? Kto ci za­lazł za skórę?

Cisza na­brzmie­wa­ła, bo ko­bie­ta długo się wa­ha­ła. Tro­chę zbyt długo jak dla mnie.

– Kto ci za­lazł za skórę? – po­wtó­rzy­łam gło­śniej.

– Ty.

Jeśli spo­dzie­wa­ła się ja­kieś re­ak­cji, to się prze­li­czy­ła. Je­stem za­bój­czy­nią, inni ra­czej nie darzą mnie mi­ło­ścią. Zanim zdą­ży­łam od­po­wie­dzieć, roz­mów­czy­ni na­bra­ła głę­bo­ko po­wie­trza i wy­rzu­ci­ła szyb­ko:

– Na po­cząt­ku się cie­bie bałam, potem to­le­ro­wa­łam. Przez mo­ment uzna­wa­łam nawet za po­moc­ną: w końcu po­zby­łaś się kilku typów, któ­rzy nigdy nie po­win­ni za­ist­nieć. Teraz jed­nak mnie po pro­stu wku­rzasz.

Prze­wró­ci­łam ocza­mi. Rzad­ko po­ja­wia­li się tacy, któ­rzy pró­bo­wa­li ze mną dys­ku­to­wać. I do­brze, bo mia­łam lep­sze rze­czy do ro­bie­nia niż słu­cha­nie kazań. Mo­głam cho­ciaż­by po­zby­wać się na­tręt­nych roz­mów­ców.

– Nie­na­tu­ral­ne i prze­sa­dzo­ne. Nikt tak nie mówi.

– Ja tak mówię, tu i teraz.

Mocny za­wod­nik, za­zwy­czaj wy­star­czy­ło kilka pro­stych, cel­nych haseł, aby przy­naj­mniej osła­bić prze­ciw­ni­ka. Się­gnę­łam więc po inny asor­ty­ment.

– Takie jeden na dzie­sięć. W po­ry­wach dwa. Banał, na każ­dym kroku bra­ku­je tutaj ory­gi­nal­no­ści.

Naj­póź­niej teraz po­stać ko­bie­ty po­win­na się de­li­kat­nie roz­ma­zać, cho­ciaż­by za­chwiać lub za­mi­go­tać. Ta stała dalej.

– Tak, wku­rzasz mnie, bo mimo że do­sko­na­le znam twój modus ope­ran­di, za­wsze byłaś górą. Mo­głam z tobą wal­czyć, ra­to­wać nie­któ­rych bo­ha­te­rów, igno­ro­wać pod­ko­pa­ne fun­da­men­ty świa­tów, ale mam już dość.

Nie byłam przy­zwy­cza­jo­na do ta­kich ata­ków, więc dałam się za­sko­czyć i przez chwi­lę pa­no­wa­ła mię­dzy nami cisza. Przy­bra­ła ona jed­nak inny wy­miar niż wcze­śniej. Po­przed­nio wy­czu­wa­łam w po­wie­trzu stres i nie­pew­ność za­le­d­wie do­pra­wio­ne nutą de­ter­mi­na­cji. Teraz sta­now­czość się za­gę­ści­ła, była wręcz na­ma­cal­na, jakby na­bie­ra­ła na sile z każ­dym wy­po­wia­da­nym sło­wem.

– Kim je­steś? Czego ode mnie chcesz? – za­py­ta­łam gło­sem, któ­re­go sama nie roz­po­zna­wa­łam.

– Przy­ja­ciół trze­ba trzy­mać bli­sko, wro­gów jesz­cze bli­żej.

– To nie jest od­po­wiedź. – Po­wo­li od­zy­ski­wa­łam dawny rezon.

– Chcesz do­stać ją na tacy czy wo­lisz tro­chę po­głów­ko­wać?

Za­gad­ka nie była spe­cjal­nie trud­na, mimo że roz­wią­za­nie wy­da­wa­ło się mało praw­do­po­dob­ne. Z dru­giej stro­ny od za­wsze kie­ro­wa­łam się za­sa­dą entia non sunt mul­ti­pli­can­da pra­eter ne­ces­si­ta­tem, a brzy­twa była jed­nym z moich ulu­bio­nych na­rzę­dzi w za­bój­czym ar­se­na­le. Do tego do­cho­dzi­ły ledwo ukry­wa­ny żal roz­mów­czy­ni, sztam­po­wo za­gra­co­ne po­miesz­cze­nie, któ­re­go stan za­pew­ne okre­śla­ła mia­nem ar­ty­stycz­ne­go nie­ła­du, oraz pra­wie nie­zau­wa­żal­ne, jed­nak pod­świa­do­mie wy­czu­wal­ne, po­do­bień­stwo do wielu po­sta­ci, które spo­tka­łam na swo­jej dro­dze.

– Au­tor­ka.

Kiw­nę­ła nie­znacz­nie głową.

Okre­śle­nie, ja­kich wiele, ale ty­tu­ły znie­kształ­ca­ją obraz. Pa­to­lo­gicz­na ro­dzi­na, w któ­rej nie bra­ku­je zdrad, pu­blicz­ne­go pra­nia bru­dów i prze­stępstw gru­be­go ka­li­bru jest wi­ta­na okrzy­ka­mi ra­do­ści i ukło­na­mi, jeśli nosi na gło­wie ko­ro­nę. W świa­tach, w któ­rych przy­szło mi żyć, a ra­czej bywać, autor mógł­by być bo­giem, jed­nak wi­dzia­łam zbyt dużo jego nie­do­sko­na­ło­ści, by przy­pi­sy­wać mu po­nadna­tu­ral­ne moce.

– I chcesz mnie za­trud­nić? Wy­my­ślisz dla mnie worek złota, a może pełne konto w szwaj­car­skim banku.

– Mogę.

– Jasne, że mo­żesz, ale, co z tego? Mam swój in­stynkt, któ­re­go nie za­dła­wi góra du­ka­tów, euro czy ja­kichś fu­tu­ry­stycz­nych bank­no­tów.

– Wiem. Twoim prze­zna­cze­niem jest nisz­cze­nie świa­tów.

– Nie rób ze mnie cho­ler­ne­go Op­pen­he­ime­ra! Nisz­czę to, co się do ni­cze­go in­ne­go nie na­da­je. Od dawna nie spra­wia mi to przy­jem­no­ści, ale po to wła­śnie je­stem.

– Wiem.

Ko­bie­ta uśmiech­nę­ła się do mnie, chyba pierw­szy raz od na­sze­go spo­tka­nia. Mia­łam nie­przy­jem­ne od­czu­cie, że ro­ze­gra­ła tę część na wła­snych za­sa­dach. Po­sta­no­wi­łam nic wię­cej nie mówić, niech się sama wy­ka­że, au­tor­ka od sied­miu bo­le­ści.

– Trud­no mi to przy­znać, ale w nisz­cze­niu je­steś dobra. Nawet bar­dzo dobra. Długo nie po­tra­fi­łam tego do­strzec, bra­łam wszyst­ko oso­bi­ście, zbyt przy­wią­za­na do stwo­rzo­nych po­sta­ci. Gdy prze­sta­łam po­strze­gać je w ka­te­go­riach swo­ich dzie­ci, osła­bła też więź i mo­głam na wszyst­ko spoj­rzeć kry­tycz­nym okiem.

Prze­rwa­ła, niby dla ze­bra­nia myśli, ale wie­dzia­łam, że ca­łość była przy­go­to­wa­na z wy­prze­dze­niem. Nie za­mie­rza­łam jej tego uła­twiać, niech brnie do brze­gu bez mojej po­mo­cy. A jeśli wy­cią­gnie po nią rękę, splu­nę.

Uśmiech­nę­łam się do ostat­niej myśli, co roz­mów­czy­ni po­trak­to­wa­ła jako za­chę­tę. Damn it!

– Z dru­giej stro­ny je­steś na­praw­dę mę­czą­ca. Każdy po­mysł tor­pe­du­jesz. Pi­sząc, czuję twój od­dech na ple­cach. Sły­szę twój głos, nie­po­ko­ją­co po­dob­ny do mo­je­go, który wszyst­ko kry­ty­ku­je i oce­nia. Nawet jeśli, ja­kimś cudem, za­mknę hi­sto­rię, czuję do niej nie­wie­le wię­cej ponad znie­chę­ce­nie. 

Wbrew sobie, prze­rwa­łam.

– Czego tak na­praw­dę chcesz? Na razie sły­szę wy­le­wa­nie żalów, z któ­re­go nic nie wy­ni­ka.

Au­tor­ka roz­ło­ży­ła bez­rad­nie ręce.

– O tym wła­śnie mówię. Bra­ku­je ci cier­pli­wo­ści, a to nie służy ani mnie, ani tobie.

– Nie na­rze­kam.

– Czyż­by? Wy­obraź sobie taką sy­tu­ację. Pew­ne­go razu, a przy­się­gam ci, że może to być nie­od­le­gła przy­szłość, rzu­cam wszyst­ko w cho­le­rę. Nie je­stem ma­so­chist­ką, znaj­dę z ła­two­ścią hobby, które nie bę­dzie wy­wo­ły­wać fru­stra­cji. Co sta­nie się z tobą? Tra­fisz do ja­kie­goś pie­kła we­wnętrz­nych kry­ty­ków?

Nuda bia­łej kart­ki. To mnie cze­ka­ło.

– Co więc pro­po­nu­jesz? Na czym ma po­le­gać „za­trud­nie­nie”?

– Wiem, że trud­no dzia­łać prze­ciw­ko in­stynk­to­wi. Moim na przy­kład jest uciecz­ka, nie walka, dla­te­go od­cho­ru­ję tę kon­fron­ta­cję. Ty też mo­gła­byś się po­sta­wić na krót­ko na­tu­ral­nym od­ru­chom, ale potem wró­ci­ły­by ze zdwo­jo­ną siłą. Za­miast tego pro­po­nu­ję współ­pra­cę.

– Współ­pra­cę? Pra­cu­ję solo.

– Po­wie­dzia­łam, że nie za­mie­rzam in­ge­ro­wać w twoje dzia­ła­nia. Rób, co ro­bisz. Mnie po­zwól na to samo. Ja będę pisać, ty po­lo­wać, za­bi­jać, nisz­czyć i usu­wać. Pro­szę cię tylko, żebyś nie była bez­myśl­nym za­bój­cą, jak do­tych­czas, a łowcą głów.

– To tylko okre­śle­nie. Nie przy­wią­zu­ję do nich wagi.

– Ok. Mniej­sza o ty­tu­ły. Chcia­ła­bym po pro­stu, żebyś ze mną współ­pra­co­wa­ła. Je­stem świa­do­ma swo­ich nie­do­sko­na­ło­ści, wy­ła­puj je ku obo­pól­nej zgo­dzie. Nie miej dla nich żad­nej li­to­ści, ale in­for­muj mnie o nich.

– In­for­mo­wać cię? Jesz­cze czego…

– Tak, pro­szę, in­for­muj mnie, a może uda się nam okieł­znać ten chaos. Nie umiem do­strzec żad­ne­go wzoru w two­ich dzia­ła­niach, żad­nych praw, któ­ry­mi się kie­ru­jesz, a prze­cież mu­sisz mieć jakiś ko­deks, we­dług któ­re­go dzia­łasz.

– Mam.

– Świet­nie. To już coś. Chcia­ła­bym go po­znać i zro­zu­mieć, aby uni­kać błę­dów.

Unio­słam brew, prych­nę­łam i wło­ży­łam ręce do kie­sze­ni. Trzy pro­ste czyn­no­ści, które miały po­ka­zać aro­gan­cję i nie­za­do­wo­le­nie.

– Chcia­ła­byś? Dobre sobie. Jeśli nie za­uwa­ży­łaś, od lat mam w głę­bo­kim po­wa­ża­niu to, czego chcesz. Cze­kam na kon­kre­ty. Co ja będę z tego mieć?

– Cier­pli­wo­ści, wła­śnie do tego zmie­rza­łam.

Au­tor­ka ewi­dent­nie się roz­be­stwi­ła, ale pu­ści­łam uwagę mimo uszu i cze­ka­łam na ofer­tę.

– Mu­sisz mieć swoje pre­fe­ren­cje: ulu­bio­ne za­pa­chy, ko­lo­ry, mia­sta czy pory roku. Może wo­lisz zimę i śnież­no­bia­łą aurę, a może żar lata? Swoj­skie wio­ski czy no­wo­cze­sne mia­sta? Dam ci to. Do­pa­su­ję świa­ty do two­ich po­trzeb. Skoro już mu­sisz w nich po­miesz­ki­wać, niech bę­dzie to do­brze spę­dzo­ny czas.

– Cóż, świa­to­twór­stwo jest rze­czy­wi­ście pod­sta­wą, ale co dalej. Za­bi­ja­jąc po­stać, spra­wię, że świat znik­nie, a nie będę dzia­łać prze­ciw­ko swo­jej na­tu­rze dla świe­żej kawy i wy­god­ne­go łóżka.

Au­tor­ka ki­wa­ła głową jak pilna uczen­ni­ca.

– Tak, tak, to sobie też prze­my­śla­łam. Po­przed­nie świa­ty roz­pa­da­ły się zaraz po za­bój­stwie bo­ha­te­rów, bo to oni byli ich fun­da­men­tem. Z twoją po­mo­cą zro­bię wszyst­ko tak, jak Pan Bóg przy­ka­zał: niebo, zie­mia, ro­śli­ny, zwie­rząt­ka i na końcu czło­wiek, któ­re­go pew­nie obie­rzesz za cel, ale na miej­sce usu­nię­te­go, przyj­dzie nowy, ulep­szo­ny. Ewo­lu­cja.

– Mie­szasz dwie teo­rie, ale do­strze­gam po­ten­cjał.

Usta roz­mów­czy­ni roz­cią­gnę­ły się w sze­ro­kim uśmie­chu. Zga­si­łam go jed­nak wy­su­wa­jąc te­atral­nie wska­zu­ją­cy palec do góry.

– Mam kilka uwag.

Miej­sce uśmie­chu za­stą­pił gry­mas roz­cza­ro­wa­nia.

– Słu­cham.

– Po pierw­sze, nie za­mie­rzam oszczę­dzać żad­nej po­sta­ci. Mogę krót­ko wy­ja­śniać, dla­cze­go mu­sie­li zgi­nąć, ale co z tymi in­for­ma­cja­mi zro­bisz, to już twoja spra­wa.

– Pa­su­je, po­sta­ram się wy­ko­rzy­stać je jak naj­le­piej.

– No ja myślę. Po dru­gie, nie za­mie­rzam ogra­ni­czać się tylko do bo­ha­te­rów. Sama po­wie­dzia­łaś, że je­stem nisz­czy­cie­lem świa­tów, więc w nich też będę szu­kać nie­do­sko­na­ło­ści. I to po­mi­mo faktu, że do­star­czę in­struk­cji, jak po­win­ny wy­glą­dać. Jeśli bę­dziesz do­brym wy­ko­naw­cą, będę mieć mało ro­bo­ty. Jeśli wprost prze­ciw­nie, to sama ro­zu­miesz.

– Tak, ro­zu­miem.

– I po trze­cie, zmień ten dres.

 

***

Z okna mo­je­go apar­ta­men­tu mo­głam po­dzi­wiać rzekę Hud­son, którą o tej porze roku sku­wał lód. Most Bro­okliń­ski – świe­żo od­ma­lo­wa­ny, zgod­nie z moimi wy­tycz­ny­mi – od­ci­nał się wy­raź­nie na jej tle. I był cał­ko­wi­cie pusty. Cały Nowy Jork był wy­lud­nio­ny, ale nie w spo­sób su­ge­ru­ją­cy apo­ka­lip­sę czy pan­de­mię, a at­mos­fe­rę pełną ocze­ki­wa­nia. Wkrót­ce mieli po­ja­wić się pierw­si prze­chod­nie i tak­sów­ka­rze, a wśród nich za­pew­ne nowy głów­ny bo­ha­ter. Wkrót­ce, jesz­cze nie teraz, więc mia­łam dla sie­bie wolny wie­czór.

Roz­cią­gnę­łam się wy­god­nie na sofie i wzię­łam do ręki whi­sky z lodem. Tak, wiem – Nowy Jork, tak­sów­ka­rze, whi­sky – na każ­dym kroku sztam­pa, ale tym razem prze­szka­dza­ło mi to tro­chę mniej. A z każ­dym ły­kiem al­ko­ho­lu przy­wią­zy­wa­łam do tego coraz mniej­szą wagę. Jutro wrócę do obo­wiąz­ków, teraz za­mie­rza­łam cie­szyć się pro­sty­mi przy­jem­no­ścia­mi.

 

 

 

entia non sunt mul­ti­pli­can­da pra­eter ne­ces­si­ta­tem –  bytów nie na­le­ży mno­żyć ponad ko­niecz­ność

Koniec

Komentarze

Nie widzę fru­stra­cji.

Dla mnie moż­li­wość po­wo­ły­wa­nia do życia i uśmier­ca­nia jest super fajna.

Oczy­wi­ście jeśli po­sta­cie wy­my­ka­ją się i za­czy­na­ją żyć na wła­sną rękę, to po­ja­wia się kło­pot, ale za­wsze można napić się drin­ka i wy­lu­zo­wać.

 

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

Mło­da­Straż­ni­co!

 

A ja widzę fru­stra­cję.

Fru­stra­cja we­wnętrz­nym kry­ty­kiem, który nie tyle pod­sta­wia ele­men­ty tek­stów pod znak za­py­ta­nia, co wy­rzu­ca je pro­sto do ot­chła­ni. Brak ko­ope­ra­cji po­mię­dzy duszą two­rzą­cą, a po­pra­wia­ją­cą. Grunt to zna­leźć ba­lans, zro­zu­mieć sa­mo­kry­ty­kę i umieć wy­ko­rzy­stać ją w pro­ce­sie twór­czym, bo ina­czej po­pad­nie­my w… fru­stra­cję. Blo­ka­dę pi­sar­ską, pust­kę, nie­chęć do hobby. A tego prze­cież nie chce­my. :3

No, czy­ta­ło mi się bar­dzo szyb­ko, dobry tek­ścior.

Po­zdra­wiam i idę do zgła­szal­ni!

Qu­idqu­id La­ti­ne dic­tum sit, altum vi­de­tur.

Cześć,

Za­czy­na się od bar­dzo so­lid­nej sceny. Sta­wiasz wiele pytań i u mnie to za­gra­ło, chcia­łem zo­ba­czyć co bę­dzie dalej, bo jak na mnie przy­sta­ło, nie prze­czy­ta­łem wstę­pu… Więc w tym miej­scu jesz­cze nie wie­dzia­łem, że bo­ha­ter­ka to we­wnętrz­ny kry­tyk. I po­rwa­łaś mnie, świet­ne opisy, cie­ka­wa głów­na po­stać oraz nie­zna­na przy­szłość. 

Spo­tka­nie bo­ha­ter­ki z au­tor­ką też mi się po­do­ba­ło, po­lu­bi­łem dia­lo­gi (we­dług mnie świet­nie na­pi­sa­ne) i kli­mat. Taki swo­isty kli­mat pust­ki, choć gdzieś cza­iła się na­dzie­ja. Ład­nie przed­sta­wi­łaś po­sta­cie, bez zbęd­nych in­fo­dum­pów i kur­czę cięż­ko mi się do cze­goś do­cze­pić ;) 

Ostat­nia scena bar­dzo ma­low­ni­cza i prze­peł­nio­na emo­cja­mi. Po­do­bał mi się opis pu­ste­go mia­sta, cze­ka­ją­ce­go na ludzi. Rzeka skuta lodem do­da­ła kli­ma­tu. Na ko­niec po­czu­łem coś w ro­dza­ju spo­ko­ju, może tę­sk­no­ty? Nie wiem, ale to było dobre! 

Po­zdra­wiam. 

Sen jest dobry, ale książ­ki są lep­sze

 

You’re my hero, po­zdra­wiam z szez­lon­ga, a przy oka­zji tekst jest bar­dzo spraw­nie na­pi­sa­ny i uni­wer­sal­ny. Nie­mniej do klika do­ło­żę kilka ła­pan­ko­wych dro­bia­zgów:

 

– Sztam­pa, pa­no­wie, sztam­pa – po­wie­dzia­łam lekko roz­ba­wio­na, cho­ciaż takie ob­raz­ki wi­dzia­łam już wie­lo­krot­nie.

Nie je­stem pewna, czy “cho­ciaż”, a nie “bo”? Chyba że cho­dzi o roz­ba­wie­nie mimo do­świad­cze­nia?

 

za­chwia­ła się, po­stą­pi­ła dwa nie­pew­ne kroki

Po­stą­pić krok wy­ma­ga oko­licz­ni­ka (dalej, do przo­du, itd.), więc su­ge­ro­wa­ła­bym “zro­bi­ła”.

 

po za­bi­ciu funk­cjo­na­riu­szy[-,] mia­sto rów­nież znik­nę­ło.

 

czyż­by po tylu la­tach[-,] w końcu za­sta­wio­no na mnie pu­łap­kę?

 

Ko­bie­cy głos owio­nął mnie ni­czym wiatr.

To ce­lo­wo pur­pu­ro­we? (tak bym ob­sta­wia­ła)

 

eve­ry­man’ów

→ eve­ry­ma­nów (nie ma po­trze­by apo­stro­fu, bo wy­ma­wia­my całe słowo)

 

Przez mo­ment uzna­wa­łam nawet za po­moc­ną – w końcu po­zby­łaś się kilku typów

Tu taka tech­nicz­na uwaga: w dia­lo­gach le­piej uni­kać pół­pau­zy jako znaku in­ter­punk­cyj­ne­go w funk­cji innej niż wy­róż­nia­nie di­da­ska­liów. Mo­żesz dać dwu­kro­pek albo wie­lo­kro­pek.

 

Za­bi­ja­jąc po­stać, świat znik­nie,

Po­mie­sza­ne pod­mio­ty → Kiedy za­bi­jesz po­stać, świat znik­nie, bo to nie świat za­bi­ja ;)

http://altronapoleone.home.blog

Oba­wiam się, że jako osoba nie two­rzą­ca żad­nych świa­tów i dzie­ją­cych się w nich opo­wie­ści, nie do końca umiem wczuć się w pro­blem za­rów­no nisz­czy­ciel­ki, jak i au­tor­ki, ale muszę przy­znać, że czy­ta­ło się nie­źle, choć wy­ko­na­nie mo­gło­by być lep­sze.

 

bu­dzi­ła uczu­cia po­rów­ny­wal­ne z wi­zy­tą w po­cze­kal­ni den­ty­stycz­nej Do­mi­nu­ją­cym uczu­ciem była… → Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nie?

 

krą­ży­łam w kółko, li­cząc kroki. → Masło ma­śla­ne – czy można krą­żyć ina­czej, nie w kółko?

 

a ja wy­pa­try­wa­łam wśród szyb­ko pię­trzą­cych się bu­dyn­ków lub ro­sną­ce­go lasu celu. → Co to jest ro­sną­cy las celu?

A może miało być: …a ja wy­pa­try­wa­łam celu wśród szyb­ko pię­trzą­cych się bu­dyn­ków lub ro­sną­ce­go lasu.

 

za­kla­sy­fi­ko­wa­ła­by ją do eve­ry­man’ów¸ bo nie wy­róż­nia­ła się… → Dla­cze­go ce­dyl­la, udaje prze­ci­nek?

 

na­pię­cie było te­ra­zmoc­niej od­czu­wal­ne. → Brak spa­cji.

 

– Na po­cząt­ku się cie­bie bałam, potem to­le­ro­wa­łam. Przez mo­ment uzna­wa­łam nawet za po­moc­nąw końcu po­zby­łaś się kilku typów, któ­rzy nigdy nie po­win­ni za­ist­nieć. Teraz jed­nak mnie po pro­stu wku­rzasz. → Sta­raj się uni­kać do­dat­ko­wych pół­pauz w dia­lo­gach, al­bo­wiem spra­wia­ją, że zapis staje się mniej czy­tel­ny.

 

osła­bła też więź i mo­głam kry­tycz­nie na wszyst­ko spoj­rzeć. → A może: …osła­bła też więź i mo­głam na wszyst­ko spoj­rzeć kry­tycz­nie.

 

 – To tylko okre­śle­nie. Nie przy­wią­zu­je do nich wagi. → Li­te­rów­ka.

 

– Ok. Mniej­sza o ty­tu­ły. → A może: – Ok. Mniej­sza o de­fi­ni­cje/ ter­mi­ny.

 

Unio­słam brew, prych­nę­łam i wło­ży­łam ręce do kie­sze­ni. Trzy pro­ste gesty, które miały po­ka­zać aro­gan­cję i nie­za­do­wo­le­nie. → Gesty wy­ko­nu­je się rę­ka­mi, wiec unie­sie­nie brwi i prych­nię­cie ge­sta­mi nie są, a tym samym nie wy­ko­na­ła trzech ge­stów.

Pro­po­nu­ję dru­gie zda­nie: Trzy pro­ste czyn­no­ści, które miały po­ka­zać aro­gan­cję i nie­za­do­wo­le­nie.

 

Ewi­dent­nie au­tor­ka się roz­be­stwi­ła… → Au­tor­ka ewi­dent­nie się roz­be­stwi­ła

 

Za­bi­ja­jąc po­stać, świat znik­nie, a nie będę dzia­łać… → Czy do­brze ro­zu­miem, że świat za­bi­je po­stać i znik­nie?

A może miało być: Za­bi­ja­jąc po­stać, spra­wię że świat znik­nie, a nie będę dzia­łać

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Cześć, Straż­nicz­ko!

Bar­dzo na­tu­ral­nie na­pi­sa­ne, po pro­stu, za­baw­ne, praw­dzi­we. Struk­tu­ra jest, na­pię­cie jest.

Roz­po­czę­cie pro­ce­su oswa­ja­nia kry­ty­ka misię! :-) Niech się ów lub owa raczy na­pit­kiem w szkla­necz­ce z rżnię­te­go szkła. Może swo­je­go wyślę jej dla to­wa­rzy­stwa. Kto wie? Gdyby przy­pad­kiem się po­lu­bi­li to może… <<zajmą się czymś innym>>. Czte­ry kąty, po dwa z każ­dej stro­ny jest spe­cjal­nym, nowym za­klę­ciem, które ma utrzy­mać ich w ry­zach. xd

 

Skar­ży­py­tu­ję, bo jesz­cze ze dwa kliki by się przy­da­ły. Nor­mal­nie, więc nie bę­dzie szyb­ko. ;-) Je­steś moim pierw­szym opkiem w tym roku, czyli za­kła­dam plik.

 

PS. Piszę z drogi, więc ła­pan­ki nie bę­dzie, lecz z nowym tel. widzę, ze wię­cej można po­kom­bi­no­wać, m nawet na na­szym forum.

Po dro­dze wi­dzia­łam ze dwie li­te­rów­ki i jedno po­łą­cze­nie dwóch wy­ra­zów. Przej­rza­łam też na szyb­ko ła­pan­kę reg. Jak zwy­kle jest nie­za­wod­na! Eh, reg, naj­chęt­niej zdu­pli­ko­wa­ła­bym taki ta­lent i wy­czu­cie oraz czym prę­dzej za­adop­to­wa­ła­bym jako swoją drugą na­tu­rę. :-) Eh, ma­rze­nia, można, lecz się nie urze­czy­wist­nią. Nie gnie­waj się, reg, po­dzi­wiam Cię od po­cząt­ku wej­ścia na forum!

W dwóch miej­scach pew­nie bym po­le­mi­zo­wa­ła, choć może zro­zu­mia­łam to po swo­je­mu. Cho­dzi mi: o "las celów", "ty­tu­ły" – dla mnie są ok.

Po­dob­nie jak "krą­żyć w kółko". Z jed­nej stro­ny reg ma rację – nie można krą­żyć w kółko, a jed­nak piszę o tym, po­nie­waż przy­po­mniał mi się sta­chu­ro­wy frag­ment:

"…Prze­cież już nie ma na­przód, mówią de­mo­ny, już tylko w kółko jest, już tylko du­chem w kółko bę­dziesz krą­żyć do końca swo­ich dni, nim du­chem krą­żyć bę­dziesz do końca swo­ich nocy; już nie ma na­przód, mówią de­mo­ny…"

 

pzd srd

a

Lo­gi­ka za­pro­wa­dzi cię z punk­tu A do punk­tu B. Wy­obraź­nia za­pro­wa­dzi cię wszę­dzie. A.E.

Am­bush,

 

fru­stra­cji było sporo, słowo ;) ale drink to za­wsze dobry po­mysł ;)

 

BC,

 

do­kład­nie! Tego ba­lan­su wła­śnie szu­kam, pew­nie me­ta­fo­rycz­nie zmię­te kart­ki to etap tego po­szu­ki­wa­nia :P

 

Młody Pi­sa­rzu,

 

dzię­ki za miłe słowa i cie­szę się, że nie zna­la­złeś sła­bych punk­tów. Co do na­dziei to racja, jest świa­teł­ko w tu­ne­lu, że uda się jesz­cze coś faj­ne­go na­pi­sać :P Szcze­gól­nie mnie cie­szy punkt o dia­lo­gach, bo mam za­wsze wąt­pli­wo­ści czy wy­pa­da­ją na­tu­ral­nie.

 

dra­ka­ina,

 

gif heart czyż­by po­dob­ne prze­pra­wy z we­wnętrz­nym kry­ty­kiem? Na­iw­no­ścią by­ło­by twier­dzić, że tylko mnie do­padł ;) Dzię­ki za ła­pan­kę, zmia­ny na­nie­sio­ne – przy­naj­mniej więk­szość, bo:

 

cho­ciaż – jako mimo że

 

Ko­bie­cy głos owio­nął mnie ni­czym wiatr.

Tak, ce­lo­wo, cho­ciaż nie wie­dzia­łam, że jest to aż tak pur­pu­ro­we. Nie czuję pur­pu­ry do czasu aż się prze­le­wa z każ­de­go zda­nia ^^

 

Reg,

 

dzię­ki za wi­zy­tę i nie­za­wod­ną ła­pan­kę. Więk­szość zmian uzna­ję i po­kor­nie po­pra­wi­łam, kilka zo­sta­wi­łam, bo czuję je bar­dziej (np. ty­tu­ły) lub nie mam obec­nie po­my­słu na ich zgrab­ne za­stą­pie­nie, a wy­da­je mi się, że nie wpły­wa­ją aż tak ne­ga­tyw­nie na po­ziom tek­stu :)

 

Asy­lum,

 

Niech się ów lub owa raczy na­pit­kiem w szkla­necz­ce z rżnię­te­go szkła. Może swo­je­go wyślę jej dla to­wa­rzy­stwa. Kto wie?

Wy­sy­łaj, bę­dzie im raź­niej, zajmą się sobą, a nam dadzą spo­kój ;) Go­rzej, jak na­ro­bią do­dat­ko­wych kry­ty­ków, która z nas je przy­gar­nie? ^^

 

 

Dzię­ku­ję wszyst­kim za wi­zy­tę, ko­men­ta­rze, po­le­caj­ki i kliki. 

 

Po­li­cjan­ci skar­la­li, zble­dli i wy­raź­nie stra­ci­li całą pew­ność sie­bie.

 

skar­leć – cza­sow­nik, więc → po­li­cjan­ci (co zro­bi­li?) – skar­le­li

Brud­ni, skar­la­li i głod­ni ( …) (jacy? –  skar­la­li (lu­dzie)/skar­la­łe (np. ro­śli­ny) → przy­miot­nik)

 

Rę­ka­wem pró­bo­wa­łam prze­trzeć szybę w oknie, ale nie przy­nio­sło to żad­nych re­zul­ta­tów.

 

Jedna próba prze­tar­cia – w efek­cie po­win­na po­wstać jedna „dziu­ra” w war­stwie po­kry­wa­ją­ce­go szybę brudu(pary) – czyli jeden re­zul­tat czyn­no­ści. → a więc: nie przy­nio­sło to żad­ne­go re­zul­ta­tu

 

Zna­la­złam kilka za­pa­ra­fo­wa­nych do­ku­men­tów, jed­nak cha­rak­ter pisma był tak nie­czy­tel­ny, że nie umia­łam roz­szy­fro­wać da­nych.

 

Pa­raf­ka nie jest toż­sa­ma z pod­pi­sem – naj­czę­ściej to ini­cja­ły lub nawet po­je­dyn­czy, sym­bo­licz­ny gry­zmoł (byle taki sam na każ­dej stro­nie), więc trud­no tu mówić o „nie­czy­tel­nym cha­rak­te­rze pisma”.

 

Sztam­pa, pa­no­wie, sztam­pa! Sche­ma­tycz­ne i bez po­lo­tu.  Bez­barw­ne, nudne. Nie­na­tu­ral­ne i prze­sa­dzo­ne.

Roz­ba­wi­ło mnie, bo ja­kieś tam do­dat­ko­we i dość ak­tu­al­ne sko­ja­rze­nia mi się przy­plą­ta­ły. Nie­waż­ne. Bar­dzo sym­pa­tycz­ne opo­wia­da­nie.

Pzdr. KT

w_ba­ske­rvil­le,

 

słusz­ne uwagi, dzię­ki :). Dwie pierw­sze na­nie­sio­ne. Co do pa­raf­ki, to pew­nie masz rację, ale są pa­raf­ki ład­niej­sze, z któ­rych można co­kol­wiek wy­czy­tać, są i brzyd­sze (moja ^^), które wy­glą­da­ją jakby pi­sa­no je zła­ma­ną ręką.

 

Sztam­pa, pa­no­wie, sztam­pa! Sche­ma­tycz­ne i bez po­lo­tu.  Bez­barw­ne, nudne. Nie­na­tu­ral­ne i prze­sa­dzo­ne.

Roz­ba­wi­ło mnie, bo ja­kieś tam do­dat­ko­we i dość ak­tu­al­ne sko­ja­rze­nia mi się przy­plą­ta­ły. Nie­waż­ne. Bar­dzo sym­pa­tycz­ne opo­wia­da­nie.

 

Wszel­kie po­do­bień­stwa mogą nie być przy­pad­ko­we ^^ cho­ciaż kry­ty­cy czer­pią z po­dob­nych źró­deł, więc i ter­mi­no­lo­gia musi się po­wta­rzać.

Witaj. :)

 

Jak widzę, to Tobie do­pi­su­je Wena. :) To od­wrot­ne imię z ty­tu­łu, tylko tak wy­glą­da, dla nie­po­zna­ki. :))

Teraz już wiem, że trze­ba na spo­koj­nie pod­cho­dzić do każ­de­go zje­cha­nia tek­stu, a zwłasz­cza – jego bo­ha­te­rów. :)) Cóż, po pro­stu za­dzia­ła­ła An­ty­we­na. :)

 

Z tech­nicz­nych – moje wąt­pli­wo­ści:

… a czu­łam się w niej odro­bi­nę le­piej niż śre­dnio­wiecz­nych wio­skach,… – czy tu jesz­cze miało być „w”?

 

Teraz cze­ka­łam, a żeby zabić czas, krą­ży­łam w kółko, li­cząc kroki. – prze­ci­nek albo razem?

 

Jasne, że mo­żesz, ale, co z tego? – sporo prze­cin­ków… ; tak chcia­łaś?

 

Po­sta­no­wi­łam nic wię­cej nie mówić, niech się sama wy­ka­żę, au­tor­ka od sied­miu bo­le­ści. – li­te­rów­ka

 

Po­zdra­wiam, klik. :)

Pe­cu­nia non olet

Hej!

Na po­czą­tek jesz­cze dro­biaż­dżek, który wy­ła­pa­łem:

Po­sta­no­wi­łam nic wię­cej nie mówić, niech się sama wykażę, au­tor­ka od sied­miu bo­le­ści.

Wcze­śniej mó­wi­łaś o (sobie? so­bie-au­tor­ce?) w trze­ciej oso­bie, więc teraz wy­glą­da mi to na błąd. 

Poza tym tekst bar­dzo spraw­ny, płyn­na nar­ra­cja świad­czą­ca o czymś prze­ciw­nym do braku weny. Chyba że masz po­zaz­drosz­cze­nia godny ta­lent do nada­wa­nia po­czu­cia po­to­czy­sto­ści tek­stom pi­sa­nym z upo­rem i tru­dem ;) Choć więc zro­dził się z fru­stra­cji, wy­glą­da mi na taki, który na­pę­dza­ła nikt inny, a Wena we wła­snej oso­bie.

Jak na­pi­sał mi pan Woj­ciech Go­łą­bow­ski z re­dak­cji Esen­cji w mailu z od­mo­wą przy­ję­cia mo­je­go opo­wia­da­nia “Być jak Mistrz Maron” opo­wie­ści o tym, jak pi­sarz od­wie­dza wła­sne nar­ra­cje, nie są ni­czym nowym. Tym nie­mniej Twój tekst, w prze­ci­wień­stwie do mo­je­go, wy­da­je się fak­tycz­nie wpro­wa­dzać jakąś świe­żość, od­kryw­czość dla tego mo­ty­wu i – przy­naj­mniej ja – z przy­jem­no­ścią po­wi­tał­bym moż­li­wość jego prze­czy­ta­nia na ła­mach ja­kie­goś cza­so­pi­sma.

Twist jest, co praw­da nie fi­nal­ny, ale taki, po­wie­dział­bym, środ­ko­wy, tym nie­mniej dzia­ła bar­dzo do­brze, bo ocze­ku­je­my na­tu­ral­nie, że je­steś wła­śnie naszą nar­ra­tor­ką pierw­szo­oso­bo­wą. Pakt, który Twoja per­so­ni­fi­ka­cja za­wie­ra z wcie­le­niem li­te­rac­kiej Ne­me­zis, a w grun­cie rze­czy – z tą (nieco neu­ro­tycz­ną) czę­ścią Cie­bie, czę­ścią, którą przy­pusz­czam więk­szość pi­sa­rzy i ogól­nie twór­ców, któ­rzy nie są gra­fo­ma­na­mi, po­sia­da, sprze­da­łaś mi w spo­sób, który był dla mnie bar­dzo sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy.

Kre­acja obu bo­ha­te­rek (obu czę­ści Cie­bie) jest bar­dzo dobra, ist­nie­je mię­dzy nimi wy­czu­wal­ne na­pię­cie i na­pę­dza­ją­ca akcję dy­na­mi­ka, choć jest ona (akcja) w grun­cie rze­czy zbu­do­wa­na tylko na dia­lo­gu. Rów­nież dość wy­ma­ga­ją­cy pro­blem przed­sta­wie­nia me­ta-świa­ta li­te­rac­kie­go, swo­iste prze­ła­ma­nie czwar­tej ścia­ny po­ka­za­łaś bar­dzo zgrab­nie, znów w od­kryw­czy spo­sób po­słu­gu­jąc się ogra­nym mo­ty­wem bia­łej kart­ki.

Pod­su­mo­wu­jąc – tekst pi­sar­ki o pi­sa­niu, głów­nie dla pi­sa­rzy ale i nie tylko, o czym prze­są­dza spraw­ność, z jakim go stwo­rzy­łaś. Czy­ta­ło mi się to bar­dzo przy­jem­nie – tak, że wy­bio­rę się do Bi­blio­te­ki, by zo­sta­wić kilka.

Po­zdra­wiam,

Maldi.

Heloł!

 

Nie­ste­ty muszę po­wie­dzieć, że nie po­rwał mnie ten tekst, ale to dla­te­go, że NIE CIER­PIĘ pi­sa­nia o pi­sa­niu!!! Nor­mal­nie nie ma nic gor­sze­go. frown xD Tak więc tekst u mnie z góry był ska­za­ny na czy­tel­ni­cze nie­za­do­wo­le­nie. sad

 

– Sztam­pa, pa­no­wie, sztam­pa – po­wie­dzia­łam lekko roz­ba­wio­na, cho­ciaż takie ob­raz­ki wi­dzia­łam już wie­lo­krot­nie.

Dra­ka­ina zwró­ci­ła już na to uwagę, i mnie rów­nież się to nie po­do­ba – to “cho­ciaż” na­praw­dę spra­wia, że zda­nie jest nie­lo­gicz­ne. Być może tym “cho­ciaż” chcia­łaś za­ne­go­wać “lekko roz­ba­wio­ną” – ale nie da się tego prze­czy­tać ina­czej, jak w od­nie­sie­niu do “sztam­py”. Czyli mamy:

– Sztam­pa, pa­no­wie, sztam­pa – cho­ciaż takie ob­raz­ki wi­dzia­łam już wie­lo­krot­nie.

Zde­cy­do­wa­nie pa­su­je tutaj “bo”.

 

Zresz­tą tych zło­dziei mia­łam cał­kiem sporo od­ha­czo­nych

Usu­nę­ła­bym, nie wiem, co tutaj robi.

 

Dzien­ni­ków Sy­lvii Plath

Kur­sy­wa…?

 

Już po­mi­ja­jąc moje uprze­dze­nia, uwa­żam, że tro­chę się ten dia­log cią­gnie. Jego re­zul­ta­tów też do końca nie zro­zu­mia­łam, wy­da­ją mi się mało “wy­raź­ne”. Z plu­sów – po­do­ba­ły mi się wszyst­kie opisy <3

 

I tak – so­li­da­ry­zu­ję się. </3 Ro­zu­miem, współ­czu­ję i życzę nam wię­cej ory­gi­nal­nych po­my­słów na przy­szłość. crying xD

 

Po­zdra­wiam ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell any­one, and she never even loved me. Now that’s love.

bruce,

 

do­pi­su­je rza­dziej niż­bym chcia­ła, czę­ściej rzą­dzi się An­ty­we­na nie­ste­ty. Dzię­ki za uwagi, się czyta i czyta i się nie widzi ^^

 

Maldi,

 

o dziwo tekst pi­sa­ło mi się do­brze, stąd może ta płyn­ność. Jed­nak on sam w sobie był wy­ni­kiem fru­stra­cji, bo kil­ka-kil­ka­na­ście in­nych skoń­czy­ło w koszu ^^ I zdaję sobie spra­wę, że jest on her­me­tycz­ny, ra­czej nie zna­la­zł­by uzna­nia poza wą­skim gro­nem osób, któ­rym nie obce pod­szep­ty An­ty­we­ny – na szczę­ście mamy NF, gdzie mo­głam coś ta­kie­go wrzu­cić :)

 

Dzię­ki za cie­ka­wy ko­men­tarz i życzę po­wo­dze­nia w pu­bli­ka­cjach – mniej odmów, wię­cej ak­cep­tów :)

 

DHBW,

 

Ty? Ła­miesz mi serce broken heart a tak serio to zdaję sobie spra­wę, że czy­ta­nie o czy­ta­niu to tro­chę jak roz­ma­wia­nie o pracy po pracy ^^ Poza tym wy­punk­to­wa­łaś moje wąt­pli­wo­ści, bo od mo­men­tu spo­tka­nia ca­łość osa­dzo­na jest na dia­lo­gu. Wy­szedł długi, bo chcia­łam, aby był kla­row­ny (fail? xD), ale dla prze­ciw­wa­gi są opisy z pierw­szej czę­ści i epi­lo­gu, więc cie­szę się, że cho­ciaż one spa­so­wa­ły :P

 

To nie­szczę­sne cho­ciaż – dalej upie­ram się, że jest ok, ale dwie osoby vs jedna, więc zmie­niam :( 

No ja na­praw­dę nie wiem, co Ty masz z tym cho­ciaż. No jak byk nie pa­su­je, no. xD

 

Tak, ja! broken heart Ale ja je­stem na­praw­dę uprze­dzo­na do pi­sa­nia o pi­sa­niu, dla mnie stoi za tym za­wsze taka lo­gi­ka: “no już nie mam o czym pisać, to byle coś na­pi­sać, na­pi­szę o tym, że nie mam o czym pisać” – co mi się wy­da­je takie, no, ża­ło­sne. crying xD

 

Wy­da­je mi się, że wła­śnie ten dia­log by zy­skał na byciu mniej kla­row­nym. Nie cho­dzi tylko o to, że byłby krót­szy, ale też byłby taki bar­dziej… Hm… Ar­ty­stycz­ny? xD Bar­dziej by pa­so­wał do resz­ty opo­wia­da­nia. Tak jest zbyt ści­śle, moim ziem­nia­cza­nym zda­niem.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell any­one, and she never even loved me. Now that’s love.

heart Tekst świet­ny! yes

Pe­cu­nia non olet

Mnie się po­do­ba­ło! tekst spój­ny, ład­nie do­mknię­ty, dia­lo­gi świet­nie się czyta i temat też in­te­re­su­ją­cy! Takie zma­ga­nia z wła­sną nie­mo­cą, w fi­zycz­nej for­mie, jak naj­bar­dziej mnie prze­ko­nu­ją!

DHBW,

 

co mi się wy­da­je takie, no, ża­ło­sne.

Auć

 

Bruce,

 

dzię­ko­wać blush

 

Jol­kaK,

 

cie­szę się, że sia­dło ;) W za­mie­rze­niu te zma­ga­nia miały przy­brać tro­chę inną formę, ale jak już za­czę­łam pisać, po­szło w tę stro­nę. Aaa, i dzię­ki za gwiazd­ki ;)

Bar­dzo pro­szę, Old­Gu­ard. Miło mi, że mo­głam pomóc. ;)

 

Dzię­ku­ję, Asy­lum. Pa­mie­taj, że wszyst­ko przed Tobą. Poza wie­dzą wy­nie­sio­ną ze szko­ły, wszyst­kie­go na­uczy­łam się tutaj, na por­ta­lu. ;)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Straż­nicz­ko, mnie się po­do­ba­ło i po­do­ba mi się, że już jest w bi­blio­te­ce. Daj Ci wię­cej ta­kiej an­ty­we­ny. Po­dzie­lisz się nią?

No, nie­zła jędza z tej An­ty­we­ny. I jesz­cze pró­bu­je pod­pi­ło­wać gałąź, na któ­rej sie­dzi. Czyli taka al­tru­istycz­nie wred­na małpa (w sen­sie, że zło­śli­wo­ści wobec in­nych szko­dzą jej samej). Ale czy­ta­ło się przy­jem­nie, ki­bi­cu­ję Au­tor­ce. To może być na nią spo­sób.

Za­wsze wie­dzia­łam, że za­czy­na się od stwo­rze­nia świa­ta… :-)

białe sne­aker­sy

A nie le­piej adi­da­sy? Bo to mi się ko­ja­rzy bar­dziej z ba­to­ni­ka­mi niż z bu­ta­mi.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Dzień dybry,

 

Plus minus trzy­dzie­ści lat, szczu­pła syl­wet­ka, ró­żo­wa­we włosy wy­sta­ją­ce spod czap­ki z dasz­kiem. W ka­te­go­rii „bo­ha­te­ro­wie” za­kla­sy­fi­ko­wa­ła­bym ją do eve­ry­ma­nów, bo nie wy­róż­nia­ła się ni­czym szcze­gól­nym.

Może w Niem­czech czy Ja­po­nii włosy ró­żo­we nie są czymś nie­zwy­kłym, ale jak na pol­skie wa­run­ki to zde­cy­do­wa­nie nie był eve­ry­man.

 

 

Teraz jed­nak mnie po pro­stu wku­rzasz.

(…)

Nie­na­tu­ral­ne i prze­sa­dzo­ne. Nikt tak nie mówi.

Przy­po­mnia­łaś mi tym frag­men­tem sy­tu­ację z pod­sta­wów­ki. Uży­łam tego słowa w opo­wia­da­niu, a na­uczy­ciel­ka uzna­ła to za błąd i twier­dzi­ła, że nie ma ta­kie­go słowa. A ja się upie­ra­łam, że jest, bo prze­cież wszy­scy go uży­wa­ją, w słow­ni­kach też można zna­leźć to słowo.

Jed­nak w sumie do dzi­siaj nie wiem, co jest z tym sło­wem nie tak. Dla­cze­go nie po­win­no się go uży­wać w sło­wie pi­sa­nym? Bo jest zbyt po­tocz­ne czy co?

To nie jest py­ta­nie re­to­rycz­ne, ja na­praw­dę bym chcia­ła wie­dzieć.

 

 

– Nie rób ze mnie cho­ler­ne­go Op­pen­he­ime­ra!

Wtrą­ce­nie “cho­ler­ne­go” strasz­nie mi nie gra. Ko­ja­rzy mi się z nie­umie­jęt­nym tłu­ma­cze­niem an­giel­skich na­pi­sów, gdzie wci­ska się różne pol­skie prze­kleń­stwa na siłę, pró­bu­jąc jakoś za­stą­pić wie­lo­krot­nie po­wta­rza­ny “fuck”.

Moim zda­niem le­piej by brzmia­ło bez “cho­ler­ne­go”, ale to moje od­czu­cie.

 

 

Ja, w prze­ci­wień­stwie do nie­któ­rych, lubię “pi­sa­nie o pi­sa­niu”, sama nie­daw­no wy­pro­du­ko­wa­łam szor­ci­ka o Wenie, więc do­ce­niam tekst i bar­dzo mi się po­do­bał. Opo­wia­da­nia o pi­sa­niu i pro­ce­sie twór­czym są moim zda­niem bar­dzo po­moc­ne. Bo dzię­ki nim nie czuję się osa­mot­nio­na, na­bie­ram pew­no­ści, że nie tylko ja tak mam.

Opisy ładne i traf­ne, cho­ciaż miej­sca­mi było ich tro­chę za dużo. Myśli i od­czu­cia An­ty­we­ny opi­sa­ne po do­słow­nie każ­dej wy­po­wie­dzi spo­wal­nia­ły akcję. Być może to był za­mie­rzo­ny efekt, nie wiem.

Kli­mat mi się po­do­bał, nieco mrocz­ny (ciem­ny, za­gra­co­ny pokój bez moż­li­wo­ści wyj­ścia), kon­fron­ta­cja od­czu­wal­na i nawet trzy­ma­ją­ca w na­pię­ciu.

Za­koń­cze­nie przy­jem­ne, daje na­dzie­ję.

Bar­dzo mi się po­do­ba­ło, po­zdra­wiam ser­decz­nie.

Bez sztu­ki można prze­żyć, ale nie można żyć

Hej!

 

Pięk­nie na­pi­sa­ne, ale treść mnie nie po­rwa­ła. Po­dzie­lam zda­nie DHBW. Wolę tek­sty z “peł­no­krwi­sty­mi” bo­ha­te­ra­mi, dzie­ją­ce się w “realu”, nawet fan­ta­stycz­nym. ;)

Auć

Żeby nie było, to nie było per­so­nal­ne blush Czy­ta­łam już tek­sty SNDWLKR i Cor­ri­na o pi­sa­niu i od­po­wie­dzia­łam po­dob­nie, przy czym u Cor­ri­na ujął mnie humor, więc jego opko nawet przy­pa­dło mi do gustu. ;) Sama rów­nież na­pi­sa­łam kie­dyś opko o pi­sa­niu, tro­chę się za nie wsty­dzę, ale nie tak bar­dzo-bar­dzo, bo jed­nak była tam do­dat­ko­wa akcja. xD

 

Mnie wku­rza nawet motyw pi­sa­rza w ja­kimś tek­ście/fil­mie. Ostat­nio oglą­da­łam Na noże z Cra­igiem i cho­ciaż film był super, to wku­rzy­ło mnie, że był tam pi­sarz. Bez po­wo­du wła­ści­wie. sad xD

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell any­one, and she never even loved me. Now that’s love.

Misiu,

 

An­ty­we­na to zło, Ty za to masz dobre ukła­dy z Weną, czego mogę tylko po­zaz­dro­ścić ;)

 

Fin­kla,

 

pew­nie jakiś psy­cho­log, by ją zdia­gno­zo­wał ^^ Co do sne­aker­sów, to wolę je od adi­da­sów. I fakt, po­cząt­ko­wo też ko­ja­rzy­ły mi się z ba­to­na­mi, ale potem mia­łam zle­ce­nie na opi­sa­nie kil­ku­dzie­się­ciu par i to słowo wryło się w mózg xD

 

HH91,

 

hah, to na pol­skie wa­run­ki jed­nak nie je­stem prze­cięt­nym czło­wie­kiem, przy­naj­mniej wło­sa­mi się wy­róż­niam, zwłasz­cza, że od mo­men­tu na­pi­sa­nia tego zda­nia prze­szłam z ró­żo­wa­we­go ko­lo­ru w bar­dziej in­ten­syw­ne od­cie­nie xD 

 

Hmm, co do wku­rzasz, to sama je­stem cie­ka­wa. Na razie nie ru­szam, bo wg mnie wku­rzać do­sko­na­le od­da­je stan ducha ^^ ale fak­tycz­nie może oka­zać się zbyt po­tocz­ne.

 

Myśli i od­czu­cia An­ty­we­ny opi­sa­ne po do­słow­nie każ­dej wy­po­wie­dzi spo­wal­nia­ły akcję. Być może to był za­mie­rzo­ny efekt, nie wiem.

Prze­ana­li­zu­ję, czy fak­tycz­nie są po każ­dej, ale już teraz zga­dzam się, że nad­uży­wam tego typu wtrą­ceń/di­da­ska­liów czy jak to zwać. W dia­lo­gach czuję się mniej pew­nie niż w opi­sach, co widać, dla­te­go gdy już się po­ja­wia­ją ja­kieś roz­mo­wy, pró­bu­ję je pod­krę­cić opi­sów­ką. Nad tym na pewno muszę pra­co­wać, ale nie za­mie­rzam re­zy­gno­wać z tego cał­ko­wi­cie, bo mam wra­że­nie, że tak wy­glą­da­ją prze­cież roz­mo­wy – nawet w czte­ry oczy. Do­cho­dzą gesty, dźwię­ki tła, nie­wy­ra­żo­ne emo­cje itd.

 

Cie­szę się, że osta­tecz­nie jest na plus ;)

 

Ps. rocz­nik 91 rulez ^^

 

kronos.maximus,

 

od­po­wiem, jak w przy­pad­ku DHBW – nie każdy chce roz­ma­wiać o pracy po pracy i ja to ro­zu­miem ^^ cie­szę się, że przy­naj­mniej war­stwa tech­nicz­na się po­do­ba­ła :) Mam na­dzie­ję, że spo­tka­my się pod in­ny­mi, bar­dziej fan­ta­stycz­ny­mi świa­ta­mi, bo po cichu liczę, że moja kon­fron­ta­cja z An­ty­we­ną coś we mnie od­blo­ko­wa­ła xD

 

DHBW,

 

sure thing, zresz­tą nie mogę się gnie­wać na moją je­dy­ną (z tego co mi wia­do­mo) imien­nicz­kę na tym por­ta­lu xD 

 

PS. Na noże też mnie od­rzu­ci­ło, ale jesz­cze przed włą­cze­niem, bo Craig ^^ Może jed­nak zdzier­żę przy ko­lej­nym po­dej­ściu 

 

 

nie mogę się gnie­wać na moją je­dy­ną (z tego co mi wia­do­mo) imien­nicz­kę na tym por­ta­lu

blush heart

Już wiem, od kogo po­ży­czać pie­nią­dze!

 

Na noże – fajny film, na­praw­dę! Cho­ciaż Cra­iga też nie lubię, nie pod­szedł mi jako Bond. W Na noże jest spoko, w Glass Onion już za bar­dzo eg­zal­to­wa­ny.

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell any­one, and she never even loved me. Now that’s love.

Old­Gu­ard, ja ciąle mam na­dzie­ję, że do­koń­czysz “Dzi­wacz­nych miesz­kań­ców Czer­wo­nej Pla­ne­ty, któ­rzy spo­tka­li się…” wink

DHBW,

 

u mnie jak w banku, na dużym pro­cen­cie ^^ Co do filmu to się prze­mo­gę, w końcu nadal zima i dłu­gie wie­czo­ry,

 

kro­nos,

 

na szczę­ście An­ty­we­na tego po­my­słu nie za­bi­ła – opo­wia­da­nie roz­bu­do­wa­łam, muszę do­mknąć wątki i myślę, że wkrót­ce ujrzy świa­tło dzien­ne. Tak, jak wiele in­nych, bo czysz­czę “szu­fla­dę” ^^

 

 

Ja jak za­czy­nam od świa­ta, to już wia­do­mo, że nic nie na­pi­szę. :\ Muszę naj­pierw mieć bo­ha­te­rów.

… Cho­ciaż boska moc znisz­cze­nia uni­wer­sum i od­bu­do­wa­nia go na swoją modłę jest tym, co naj­bar­dziej kręci mnie w pi­sa­niu. XP

Poza tym +1.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

SNDWLKR

 

tryb de­struk­cja, wiem co masz na myśli :P też lubię, ale czę­sto nie ma póź­niej już czego zbie­rać.

 

Mam na­dzie­ję, że +1 ozna­cza, że się po­do­ba­ło, a nie je­dyn­kę z plu­sem xD

Po­do­ba­ło się. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Któż nie na­pi­sał kie­dyś ja­kie­goś utwo­ru o mę­kach two­rze­nia i zma­ga­niach z we­wnętrz­nym kry­ty­kiem – niech pierw­szy rzuci ka­mień. Zresz­tą – chyba wła­śnie, do­pie­ro co, przed chwi­lecz­ką, przed mo­men­cicz­kiem mie­li­śmy na ten temat dys­ku­sję na krzyk­pu­dle.

Ale ten sam temat można ugryźć na wiele spo­so­bów i Twój spo­sób, Old­Gu­ard, mi się po pro­stu spodo­bał. Ca­łość jest spraw­nie na­pi­sa­na, za­baw­na i lek­ko­straw­na, a jed­no­cze­śnie do­ty­ka bar­dzo po­waż­ne­go za­gad­nie­nia. Źle wy­re­gu­lo­wa­ny we­wnętrz­ny kry­tyk po­tra­fi nisz­czyć nie tylko pracę twór­czą czy hobby, ale też – i to do­szczęt­nie – całe życie. Więc brawa za uję­cie cięż­kie­go (w moim od­czu­ciu) za­gad­nie­nia z tak nie­zwy­kłą lek­ko­ścią pióra.

 

Plus minus trzy­dzie­ści lat, szczu­pła syl­wet­ka, ró­żo­wa­we włosy wy­sta­ją­ce spod czap­ki z dasz­kiem

 

Au­to­por­tret au­tor­ki? ;-)

Włącz­nie z tym po­roz­cią­ga­nym swe­trem?

 

I nie, nie uwa­żam, że nie można być eve­ry­ma­nem z ko­lo­ro­wy­mi wło­sa­mi. Sam się za­sta­na­wiam, czy swej siwej brody nie za­far­bo­wać na nie­bie­sko i być błę­kit­no­bro­dym (co i tak nie uczy­ni mnie nikim szcze­gól­nym – ot po pro­stu zwy­kłym dzia­dem z nie­bie­ską brodą, nie­bie­sko­bro­dym Jimem czy tam Dżi­nem, ma­giem, żulem, wha­te­ver).

 

en­tro­pia nigdy nie ma­le­je // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jim,

 

czy­ta­nie Two­ich ko­men­ta­rzy – nie tylko po­wyż­sze­go, ale po­dej­rza­łam ich tro­chę pod in­ny­mi opo­wia­da­nia­mi – to czy­sta przy­jem­ność ;) Cie­szę się więc, że i tutaj zaj­rza­łeś.

 

Plus minus trzy­dzie­ści lat, szczu­pła syl­wet­ka, ró­żo­wa­we włosy wy­sta­ją­ce spod czap­ki z dasz­kiem

Au­to­por­tret au­tor­ki? ;-)

Włącz­nie z tym po­roz­cią­ga­nym swe­trem?

Hmm, tak, ale to tyle jeśli cho­dzi o au­to­bio­gra­fię ^^ i to dres, nie swe­ter, bo tych dru­gich ra­czej nie lubię ^^

 

Far­buj brodę, ko­lo­ry za­wsze na plus – szcze­gól­nie gdy za oknem sza­ro-bu­ro.

czy­ta­nie Two­ich ko­men­ta­rzy – nie tylko po­wyż­sze­go, ale po­dej­rza­łam ich tro­chę pod in­ny­mi opo­wia­da­nia­mi – to czy­sta przy­jem­ność ;)

 

Po­dob­nie jak Two­ich tek­stów :)

Ko­men­tu­ję zde­cy­do­wa­nie zbyt mało.

 

Hmm, tak, ale to tyle jeśli cho­dzi o au­to­bio­gra­fię

Czyli nie masz twór­cze­go nie­ła­du w po­ko­ju? Szko­da. Nie po­tra­fię zro­zu­mieć, jak lu­dzie mogą mieć po­rzą­dek ;-)

 

Far­buj brodę

Jak się w pełni prze­bu­dzę z zi­mo­we­go snu i po­wo­li wy­peł­znę ze swo­jej ja­ski­ni – pew­nie po­far­bu­ję, by stra­szyć oko­licz­ne dzie­wi­ce (bo zęby już nie te, bym je miał chru­pać).

 

 

en­tro­pia nigdy nie ma­le­je // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Po­dob­nie jak Two­ich tek­stów :)

Ko­men­tu­ję zde­cy­do­wa­nie zbyt mało.

W takim razie po­zwo­lę sobie za­pro­sić pod inne swoje tek­sty ^^

 

Czyli nie masz twór­cze­go nie­ła­du w po­ko­ju? Szko­da. Nie po­tra­fię zro­zu­mieć, jak lu­dzie mogą mieć po­rzą­dek ;-)

Nie­ste­ty też winna, ale sta­ram się wpro­wa­dzać mi­ni­ma­lizm xD

 

Jak się w pełni prze­bu­dzę z zi­mo­we­go snu i po­wo­li wy­peł­znę ze swo­jej ja­ski­ni – pew­nie po­far­bu­ję, by stra­szyć oko­licz­ne dzie­wi­ce (bo zęby już nie te, bym je miał chru­pać).

XD

Sym­pa­tycz­ne :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Anet,

 

;) 

Hej, Old­Gu­ard, jak na ste­no­gram sesji u te­ra­peu­ty, była to bar­dzo przy­jem­na lek­tu­ra!

Wy­da­je mi się, że An­ty­we­na mi­mo­wol­nie dała się jed­nak za­gnać w pu­łap­kę. Nie może uznać tego opo­wia­da­nia za nudne i sztam­po­we, bo­wiem mu­sia­ła­by po­peł­nić sa­mo­bój­stwo, tym samym uwal­nia­jąc Au­tor­kę od swej pro­ble­ma­tycz­nej obec­no­ści ;-)

We­dług mnie, żadna z niej za­bój­czy­ni. To ra­czej do­świad­czo­ny tre­ner, który sadza kogoś na ławkę, gdy widzi, że sobie nie radzi. Po taką po­stać, lub świat, za­wsze można jed­nak się­gnąć po­now­nie, gdy spraw­dzi się na tre­nin­gach. W takim przy­pad­ku, za­pew­ne, An­ty­we­na w Nowym Jorku musi po pro­stu wy­kraść ciało ta­kie­go przed­wcze­sne­go de­na­ta z kost­ni­cy…

 

Po­zdra­wia dy­żur­ny!

Witam dy­żur­ne­go ;)

 

muszę przy­znać, że ze swoją An­ty­we­ną le­piej się ostat­nio do­ga­du­ję, więc sesja u te­ra­peu­ty po­mo­gła ;) I na szczę­ście nie mu­sia­łam się­gać po dra­stycz­ne środ­ki – niech sobie bo­ha­ter­ka sie­dzi w Nowym Jorku, co tam bę­dzie robić, nie wni­kam, byle mnie tylko nie wcią­ga­ła w swoje ciem­ne in­te­re­sy ;)

Dobry wie­czór!

 

Za­cznę od tego, że tekst ma moim zda­niem taką struk­tu­rę ak­cja->spo­wiedź->akcja. Piszę to od razu, dla ja­sno­ści.

 

O czym jest opo­wia­da­nie? O spo­tka­niu uoso­bio­nej weny z uoso­bio­ną au­tor­ką w kre­acji bę­dą­cej dzie­łem praw­do­po­dob­nie jed­ne­go i dru­gie­go zja­wi­ska – au­tor­ki i weny. Cho­ciaż fak­tycz­nie tekst nie burzy re­la­cji z czy­tel­ni­kiem. Jest za­mknię­ty i osob­ny. Za­kła­da­my więc, że wena i au­tor­ka są tym czym są, we­wnątrz “ramy” tek­stu.

 

Jest to więc jakiś ro­dzaj wi­zu­ali­za­cji psy­chicz­nej po­dró­ży, na po­gra­ni­czu za­bu­rze­nia dwóch oso­bo­wo­ści w jed­nej oso­bie lub jakiś tam obraz fi­lo­zo­ficz­ny, po­dział czło­wie­ka, który ra­czej jest fan­ta­stycz­ny niż re­al­ny (ale kto wie?). Wena może być prze­cież zwy­kłą ma­szy­ną, nie lep­szą od AI więc spo­tka­nie z nią jest ilu­zo­rycz­ne. To jest dia­log we­wnętrz­ny.

 

Po­do­ba mi się, że ten we­wnętrz­ny dia­log jest fa­bu­la­ry­zo­wa­ny. Nie­do­koń­czo­ne ob­ra­zy, two­rzą­ce się do­pie­ro miej­sca i pe­wien warsz­tat, gdzie do­cho­dzi do spo­tka­nia. W pew­nym mo­men­cie jed­nak dia­lo­gi przej­mu­ją ca­łość, bra­ku­je przez jakiś czas dzia­łań. Je­stem pe­wien, ze one mo­gły­by się po­ja­wić i wzmoc­nić opo­wia­da­nie. Dia­log prze­waż­nie jest cie­ka­wy, ale w kilku mo­men­tach pi­ku­je bli­sko ta­kiej pre­ten­sji emo­cjo­nal­no-au­tor­skiej, która wzmoc­nio­na ła­ci­ną spra­wia wra­że­nie zbyt­nie­go pa­to­su, jed­no­cze­śnie nie dając czy­tel­ni­ko­wi za dużo, by mógł uwie­rzyć w wagę sy­tu­acji. Czy­tel­nik musi wie­rzyć au­tor­ce i wenie na słowo, że nie kon­fa­bu­lu­ją. Mam na myśli dia­log. Można by dodać tam nieco wię­cej czyn­no­ści, które bez słów ob­ra­zo­wa­ły­by to co jest mó­wio­ne. 

 

Na końcu znowu dzie­ją się rze­czy, cał­kiem in­te­re­su­ją­ce, wy­ma­lo­wu­ją­ce świat twór­czo­ści. Szko­da, że te ma­lo­wa­nie otwie­ra i za­my­ka opo­wia­da­nie. Jest to tro­chę takie spo­tka­nie Neo z Ar­chi­tek­tem. Akcja – spo­wiedź – akcja. Z uwagi na dłu­gość opo­wia­da­nia, sądzę, że rów­nież w środ­ku po­win­no się coś dziać, wy­ma­lo­wy­wać (a przy­naj­mniej wię­cej). Tekst ogól­nie czy­ta­ło się do­brze, jest nawet in­spi­ru­ją­cy. Po­da­ne myśli są mi bli­skie i pew­nie znaj­dzie się sporo osób, które i sie­bie tutaj od­naj­dą.

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

Cześć Vac­ter i dzię­ki za roz­bu­do­wa­ny ko­men­tarz :)

 

fajna ana­li­za tek­stu, po­do­ba mi się, abs­tra­hu­jąc od tego, czy praw­dzi­wa, czy też nie ;) 

 

W pew­nym mo­men­cie jed­nak dia­lo­gi przej­mu­ją ca­łość, bra­ku­je przez jakiś czas dzia­łań. Je­stem pe­wien, ze one mo­gły­by się po­ja­wić i wzmoc­nić opo­wia­da­nie.

Jest w tym na pewno sporo racji. Wstaw­ki, różne di­da­ska­lia, miały tro­chę ten dia­lo­go­wy blok tek­stu prze­ła­mać, ale nie do końca się udało. 

 

bli­sko ta­kiej pre­ten­sji emo­cjo­nal­no-au­tor­skiej, która wzmoc­nio­na ła­ci­ną spra­wia wra­że­nie zbyt­nie­go pa­to­su, jed­no­cze­śnie nie dając czy­tel­ni­ko­wi za dużo, by mógł uwie­rzyć w wagę sy­tu­acji.

Tutaj rów­nież muszę się zgo­dzić, ale jak pi­sa­łam w przed­mo­wie, jest w tek­ście tro­chę pry­wa­ty ^^

 

W każ­dym razie dzię­ki za cie­ka­wy ko­men­tarz, like it :D

Old­Gu­ard, ta pry­wat­ność była dla mnie aku­rat re­kla­mą. Je­stem z tych dziw­nych ludzi, któ­rych na­uczo­no, że w tek­ście jest autor i ma on zna­cze­nie :)

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

Nowa Fantastyka