- Opowiadanie: Rewrittenver2 - Senni

Senni


Ko­me­dio­we dys­to­pij­ne sci-fi: w to­na­cji gdzieś mię­dzy “Black mir­ror,” Mroż­kiem, Hel­le­rem a „Ży­wo­tem Bria­na”. PS. Di­sc­la­imer: jeśli wie­rzy­cie w kon­cept „ob­ra­ża­nia uczuć re­li­gij­nych” - le­piej przejdź­cie na drugą stro­nę ulicy…;)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Senni

Gdyby Adam mógł wy­bie­rać – pew­nie wy­brał­by inny świat do uro­dze­nia się…na przy­kład taki, w któ­rym nie musi ści­gać ludzi za nie­pła­ce­nie tan­tiem za senne fan­ta­zje ero­tycz­ne z uży­ciem osób trze­cich bez ich wie­dzy. Ale tak się zło­ży­ło, że on, skrom­ny, pra­wo­rząd­ny urzęd­nik pań­stwo­wy wy­ko­nu­ją­cy tylko po­le­ce­nia służ­bo­we, uro­dził się w takim wła­śnie świe­cie. I teraz stał na­prze­ciw jed­ne­go z naj­więk­szych dłuż­ni­ków-re­cy­dy­wi­stów.

 

Napis na naj­bar­dziej prze­po­co­nym t-shir­cie w hi­sto­rii Pol­skiej Ujed­no­li­co­nej Re­pu­bli­ki Epic­kiej mówił "Bierz mnie!”. Za­rost, dzie­wi­cza pusz­cza wi­ją­ca się w kie­run­kach za­prze­cza­ją­cych pra­wom fi­zy­ki, mówił: „Ucie­kaj, je­stem zbo­kiem”. Usta (po­ru­sza­jąc też – na chwi­lę wróć­my tu do tego nie­szczę­sne­go za­ro­stu – reszt­ka­mi czip­sów w prze­tłusz­czo­nych wą­sach) po­wie­dzia­ły zaś – po prze­sa­dzo­nym wes­tchnię­ciu – co na­stę­pu­je:

 

– Serio nie macie już co robić, koleś?

 

„Koleś”. Adam po­czuł nagły szum krwi w skro­niach – ale uży­wa­jąc tech­ni­ki re­lak­sa­cyj­nej 22 – prze­łknął tę za­ka­za­ną trzy lata temu znie­wa­gę z sosem mą­dro­ści Dy­rek­to­ra­tu.

 

Adam nie­przy­pad­ko­wo był trzy­krot­nym pra­cow­ni­kiem roku z przy­go­to­wa­ną (i wy­tre­no­wa­ną) od­po­wie­dzią na wszyst­ko. Ale wszyst­kie one mu­sia­ły pły­nąć z oce­anu chłod­ne­go spo­ko­ju wspar­cia cy­wi­li­za­cyj­ne­go.

 

– Niech Jezus cię nie­sie wez­bra­ną rzeką do­brej no­wi­ny – po­wie­dział uśmie­cha­jąc się swym ulu­bio­nym uśmie­chem nr. 19.

 

De­li­kwent stał przez chwi­lę zre­zy­gno­wa­ny kon­tem­plu­jąc wszyst­kie opcje. A prze­cież nie było ich wiele…jeśli nie od­po­wie w ciągu pię­ciu se­kund – Adam bę­dzie mu­siał we­zwać Służ­by Re-edu­ka­cyj­ne, które za­bio­rą pro­ble­ma­tycz­ną jed­nost­kę na długi obóz slow li­ving.

 

Czte­ry – trzy – dwa…de­li­kwent wes­tchnął po­now­nie…jeden…

 

– I cie­bie, bra­cie-tra­two – wy­mru­czał w ostat­niej chwi­li z fo­chem.

 

Adam uśmiech­nął się sztyw­no acz z sa­tys­fak­cją: Jezus za­wsze daje radę.

Sie­dli. Gdyby nie­zręcz­ność dało się mie­rzyć, mier­nik by sza­lał. Adam spoj­rzał na swój mier­nik nie­zręcz­no­ści i wy­ci­szył go – teraz za to wi­bro­wał jak sza­lo­ny. Jak się w ogóle wy­łą­cza­ło wi­bra­cje?

 

– Tak do pro­to­ko­łu, będę na­gry­wał, do­brze? – od­po­wie­dzia­ło mu tylko po­gar­dli­we wzru­sze­nie ra­mion. Od­chrząk­nął – Pan Józef Win­nic­ki…– zer­k­nął do akt w ta­ble­cie i po­ki­wał głową – zwol­nio­ny z opłat za stu­dia pro­gra­mo­wa­nia klasy 6-tej i pro­jek­to­wa­nia chi­pów naj­now­szej ge­ne­ra­cji. Im­po­nu­ją­ce. Widzę, że pisał pan też kody dla sys­te­mów w na­szym mi­ni­ster­stwie…

 

– Czip­sa? – od­po­wie­dział jego go­spo­darz, po czym wci­snął sobie do ust coś, co wy­glą­da­ło na pół pacz­ki. Adam nie za­szczy­cił tego od­po­wie­dzią. Po­sta­no­wił po­cze­kać aż chru­pa­nie usta­nie: zu­peł­nie bo­wiem nie li­co­wa­ło z po­wa­gą jego misji.

 

– Pa­ra­graf 222 B – po­wie­dział z to­tal­ną po­wa­gą, gdy za­pa­dła już upra­gnio­na cisza – ma pan prawo w usta­wo­wym cza­sie 12 go­dzin zło­żyć od­wo­ła­nie. Za­kła­dam, że coś panu mówi ta cyfra?

 

– Ko­ja­rzę 222 – wła­ści­ciel prze­po­co­nej ko­szul­ki zer­k­nął na pacz­kę czip­sów – ale to B…

 

– …to B nie zda­rza się czę­sto, przy­zna­ję – Adam wy­szcze­rzył się lo­do­wa­to – Tylko jeśli ktoś dwu­krot­nie nie wy­wią­zał się z zo­bo­wią­zań pa­ra­gra­fu 222 A.

 

De­li­kwent tylko wes­tchnął. Potem wstał, pod­szedł do lo­dów­ki i wy­cią­gnął z niej dwa kubki. Gdy wró­cił: po­sta­wił na stole przed Ada­mem ten z in­ten­syw­nie ró­żo­wym smo­othie. Kubek miał gra­fi­kę „Fa­mi­ly guya”, po­zy­cji z pierw­szej dzie­siąt­ki Listy Za­ka­za­nych Po­zy­cji Kon­ta­mi­nu­ją­cych Myśli w PURE. Samo spoj­rze­nie na taki kubek gro­zi­ło ty­go­dnio­wym po­by­tem w lo­ka­cji slow li­ving na koszt win­ne­go.

 

– Wszyst­ko w po­rząd­ku? – uśmiech­nął się nie­win­nie go­spo­darz – Smo­othie wą­trób­ko­we. Ponoć wy, urzęd­ni­cy, mu­si­cie takie pić dwa razy dzien­nie.

 

– Tak, są epic­kie…– Adam po­ki­wał głową do prze­stęp­cy i tej ewi­dent­nej próby wy­pro­wa­dze­nia go z rów­no­wa­gi. Zmu­sił się też, by po­wstrzy­mać nader ener­gicz­ne skrę­ty jelit i spoj­rzeć w dół. Płyn w kubku de­li­kwen­ta – ten z gra­fi­ką wy­pro­sto­wa­ne­go środ­ko­we­go palca (”10 dni w lo­ka­cji slow li­ving”) – miał nie­po­ko­ją­co prze­źro­czy­stą barwę.

 

– Woda? Ory­gi­nal­nie! – za­ga­ił Adam z uśmie­chem („Trzy­maj klien­tów na wa­ha­dle nie­pew­no­ści mię­dzy za­sad­ni­czo­ścią a kom­ple­men­ta­mi. Nie­pew­ny klient to klient ła­twiej ujaw­nia­ją­cy ka­ral­ne błędy.”)

 

– Taaa…– de­li­kwent się­gnął pod stół, z bu­tel­ki w pa­pie­ro­wej tor­bie dolał sobie wię­cej prze­źro­czy­ste­go płynu i dusz­kiem wypił pra­wie wszyst­ko. Po­trzą­snął głową i sam sie­bie spo­licz­ko­wał obie­ma dłoń­mi – spra­wy wą­tro­bo­we też są mi nie­ob­ce.

 

Adam znów po­sta­no­wił od­cze­kać chwi­lę – aż uspo­koi się ten iry­tu­ją­cy szum w uszach – i ści­snął moc­niej ta­ble­ta.

 

– Pa­ra­graf 222 A: uchy­la­nie się od opła­ty za tak zwane "mokre sny”. – Pa­ra­graf 222 B…skraj­ne uchy­la­nie się od opłat i za­są­dzo­nych środ­ków na­praw­czych.

 

– Na­praw­czych? – prych­nął de­li­kwent roz­sy­ła­jąc za­pach nie­prze­tra­wio­ne­go al­ko­ho­lu – a co ja niby ze­psu­łem?

 

Adam nie­śpiesz­nie wy­brał od­po­wied­ni fol­der na ta­ble­cie.

 

– Ewa Gor­czew­ska – po­ka­zał mu zdję­cie atrak­cyj­nej rudej ko­bie­ty z uro­kli­wy­mi pie­ga­mi i cha­rak­te­ry­stycz­nym zna­mie­niem w kształ­cie serca na lewym po­licz­ku. – Oczy­wi­ście zna­jo­me jest panu to na­zwi­sko?

 

– Oczy­wi­ście. Była moją są­siad­ką przez trzy lata.

 

– Do­kład­nie. Potem wy­szła za mąż i prze­pro­wa­dzi­ła się do Parku Naj­strze­list­sze­go Krzy­ża.

 

– Raju pre­ten­sjo­nal­nych no­wo­bo­gac­kich pi­ja­wek – burk­nął pod nosem go­spo­darz.

 

– Słu­cham?

 

– Raju pre­ten­sjo­nal­nych no­wo­bo­gac­kich pi­ja­wek – de­li­kwent od­po­wie­dział teraz już zu­peł­nie wy­raź­nie i z uśmie­chem sa­mo­za­do­wo­le­nia.

 

Adam pró­bo­wał – uży­wa­jąc tech­ni­ki in­ter­ro­ga­cyj­nej nr 13 C – zga­sić go wzro­kiem. Obiekt oka­zał się jed­nak opor­ny. Ba, no­to­rycz­nie zer­kał na pacz­kę czip­sów. Adam po­czuł na­pływ iry­ta­cji, więc zmu­sił się do sku­pie­nia na wy­kre­sach na ta­ble­cie.

 

– Pani Ewa jest nie­chcia­ną – i dość re­gu­lar­ną – par­ty­cy­pant­ką pana snów ero­tycz­nych. Oględ­nie mó­wiąc, nie jest tym fak­tem za­chwy­co­na. Jesz­cze mniej za­chwy­co­na jest tym, że nie płaci pan jej tan­tie­mów. A już naj­mniej za­chwy­co­na jest, za co do­kład­nie po­wi­nien pan je pła­cić…

 

– Jezu…– jęk­nął prze­stęp­ca sek­su­al­ny.

 

– Bar­dzo do­brze, że przy­wo­łu­je pan imię na­sze­go pana w go­dzi­nie próby – roz­pro­mie­nił się Adam i za­cy­to­wał z „Psal­mów Owiec”:

 

„Mów do Je­zu­sa,

nawet gdy wszyst­ko da­rem­ne…

nie­chaj opoką Twoją bę­dzie.”

 

– Ale to tylko wstęp to roz­wią­za­nia na­sze­go pro­ble­mu – Adam znów nie­spo­dzie­wa­nie-pla­no­wo spo­waż­niał.

 

Tym razem jed­nak ani psalm ani so­cjo­tech­ni­ka nie tra­fi­ły na po­dat­ny grunt: je­dy­ną od­po­wie­dzią było to, że de­li­kwent się­gnął po pacz­kę…Adam jed­nak nie mógł teraz oddać ini­cja­ty­wy, więc był szyb­szy: zgar­nął ob­le­śnie otłusz­czo­ną pacz­kę tuż sprzed ob­le­śnie chci­wych ko­niusz­ków pal­ców tego cre­epa i scho­wał ją do wa­liz­ki. Ten tylko pod­niósł brwi.

 

– Na­praw­dę chce­my je­dy­nie pomóc. By mógł pan speł­nić swój po­ten­cjał i ma­rze­nie o byciu lep­szym, epic­kim oby­wa­te­lem…

 

– Ale ja…

 

– Bo na razie – nie po­zwo­lił sobie prze­rwać – ma pan po­waż­ny pro­blem. Te wszyst­kie pana…fan­ta­zma­ty senne…świad­czą o bar­dzo głę­bo­kiej dys­funk­cji.

 

De­li­kwent przez chwi­lę się za­sta­na­wiał, czy się nie za­wsty­dzić. Osta­tecz­nie jed­nak zde­cy­do­wał, że nie.

 

– Oj, prze­cież to taki ot męski stan­dar­dzik fan­ta­zyj­ny…– uśmiech­nął się za­dzior­nie – po­wi­nien pan spró­bo­wać, może by panu się przy­da­ło? Ni­ko­mu jesz­cze nie za­szko­dzi­ło tro­chę ana…

 

Adam zde­cy­do­wa­nie od­chrząk­nął za­głu­sza­jąc obrzy­dli­we słowo (i tak wie­dział, że teraz bę­dzie pró­bo­wa­ło do niego wra­cać w nie­kon­tro­lo­wa­nych kosz­ma­rach).

 

– I na ko­niec oczy­wi­ście wy­trysk na…

 

Adam wal­nął pię­ścią w stół. Kubek ze smo­othie pod­sko­czył w pa­ni­ce – przez chwi­lę za­sta­na­wiał się, co dalej ze sobą po­cząć – po czym ewi­dent­nie wy­brał ni­hi­lizm, bo spadł ze stołu i efek­tow­nie roz­trza­skał się u stóp Adama. Ró­żo­wa­we stróż­ki ście­ka­ły po jego – jesz­cze przed chwi­lą – nie­ska­zi­tel­nie bia­łych spodniach. Obaj wpa­try­wa­li się w nie w nagle ogłu­sza­ją­cej ciszy. Bo Adam na­praw­dę nie chciał wie­dzieć na co jest ten cały wy­trysk.

 

W końcu Adam po­now­nie pod­niósł wzrok na kon­tro­lo­wa­ne­go. Cięż­ki, oskar­ży­ciel­ski wzrok. Oczy­wi­ście jed­nak nie­prze­kra­cza­ją­cy norm w Ko­dek­sie In­spek­to­ra. Taki jed­nak wy­star­czył. De­li­kwent po­czuł, że musi coś po­wie­dzieć. Wy­tłu­ma­czyć się. Zabić ciszę, która wy­pie­ra­ła tlen jak czad.

 

– Lu­dzie za­kła­da­ją sobie spra­wy o sny…– wy­du­sił w końcu, wier­cąc się – Nie uważa pan, że ten świat jest lek­kim…co ja mówię…jest jed­nym ga­lo­pu­ją­cym ab­sur­dem? Co bę­dzie ko­lej­ne? Spraw­dza­nie po zło­gach w je­li­cie, czy się je tylko pol­skie pro­duk­ty? A nie…prze­cież to już mamy.

 

– I lo­kal­ny biz­nes jest wła­dzom bar­dzo wdzięcz­ny. Chce pan zgło­sić for­mal­ne za­ża­le­nie w spra­wie tej re­zo­lu­cji?

 

– Nie…już to zro­bi­łem. Wy­sy­ła­li­ście mnie na ko­lo­no­sko­pię co­dzien­nie…przez 3 mie­sią­ce.

 

– Tak – uśmiech­nął się Adam wy­ćwi­czo­nym uśmie­chem urzęd­ni­ka naj­wyż­sze­go za­sze­re­go­wa­nia – nasze we­wnętrz­ne ba­da­nia wska­zu­ją, że kwar­tał jest epic­kim okre­sem mo­ni­to­ro­wa­nia zmia­ny.

 

De­li­kwent tylko gło­śno po­krę­cił głową (Adam nawet nie wie­dział, że było to moż­li­we) i dusz­kiem wypił za­war­tość bu­tel­ki w tor­bie.

 

– A prze­cież wiemy skąd się biorą pana pro­ble­my…– Adam pod­jął wątek – Jako ostat­nia osoba w dziel­ni­cy…– bo nawet pan Roman na in­ten­syw­nej te­ra­pii się zgo­dził – sprze­ci­wił się pan wsz­cze­pie­niu de­ko­de­ra.

 

– Serio was dziwi, że nie wszy­scy chcą, by im grze­bać w mózgu i kon­tro­lo­wać nawet sny? Cho­ciaż sny nam zo­staw­cie…opo­dat­ko­wa­li­ście już wszyst­ko inne.

 

Po­ziom fru­stra­cji de­li­kwen­ta wy­my­kał się spod kon­tro­li. Adam aż się skrzy­wił zer­ka­jąc na Mier­nik Fru­stra­cji na nad­garst­ku: aku­rat pę­ka­ła w nim szyb­ka. Czas, by wa­ha­dło znów ru­szy­ło w stro­nę wy­ro­zu­mia­ło­ści i sys­te­mo­we­go wspar­cia…teraz osła­bio­ne­go prze­ciw­ni­ka trza tylko sub­tel­nie po­pchnąć o przy­jaź­nie wy­cią­gnię­te ramię sys­te­mu.

 

– Już je­ste­śmy w pana te­amie…– uśmiech­nął się swoją naj­lep­szą bro­nią: uśmie­chem nr 33 – teraz cho­dzi tylko o to, byśmy byli naj­lep­szym te­amem świa­ta.

 

– Okej – nie­pew­nie chwy­cił ha­czyk przy­szły po­sia­dacz de­ko­de­ra.

 

– Pew­nie, że okej. – Adam ru­szył do fi­nal­nej szar­ży – Zro­bi­my tak, part­ne­rze: za­in­sta­lu­jesz sobie de­ko­der. Urząd wtedy zre­zy­gnu­je z wszyst­kich kar­nych pro­cen­tów za nie­kon­tro­lo­wa­ne bez de­ko­de­ra sny…a 69% kosz­tów za­le­gło­ści pod­sta­wo­wych zo­sta­nie pre­fe­ren­cyj­nie uwzględ­nio­ne w ra­tach za de­ko­der. Co po­wiesz? I co…po­wie­dział­by Jezus?

 

De­li­kwent przez chwi­lę sie­dział w to­tal­nym bez­ru­chu. Przy­tło­czo­ny. Nie­pew­ny, co dalej w ob­li­czu wszyst­kich po­ten­cjal­nych wer­sji przy­szło­ści. Nor­mal­na re­ak­cja, po­my­ślał Adam. Nigdy nie zga­dza­ją się zbyt szyb­ko. Ludz­ka na­tu­ra. Ale każdy umysł prę­dzej czy póź­niej szuka spo­ko­ju i ak­cep­ta­cji, więc…oho!

 

Adam z naj­wyż­szym tru­dem ukrył uśmiech wi­dząc pierw­szą łzę to­czą­cą się po po­licz­ku de­li­kwen­ta. Szyb­ciej niż my­ślał. To ozna­cza, że – tak na 83 pro­cent – w ciągu naj­bliż­szych trzech minut bę­dzie pró­bo­wał go uści­snąć. Myśl o tym spra­wi­ła, że uśmiech wy­śli­zgnął się na jego usta jak gli­sta z ADHD ura­do­wa­na per­spek­ty­wą desz­czu.

 

De­li­kwent za­czął się trząść. Okej, po­my­ślał Adam, tego jesz­cze nie grali. Taki en­tu­zjazm – tak szyb­ko? To bę­dzie cie­ka­we stu­dium przy­pad­ku z sutą pre­mią. Gli­sta na ustach pęcz­nia­ła z dumy. Aż prze­sta­ła. Bo de­li­kwent buch­nął nagle nie­kon­tro­lo­wa­nym śmie­chem…trzę­sąc się jesz­cze bar­dziej. Czyli tylko o to cho­dzi­ło? O śmiech? Po po­licz­kach de­li­kwen­ta pły­nę­ły już iście ama­zoń­skie ulewy łez. Do­brze, że się zgiął w pół, bo na sto­li­ku zro­bi­ła się ka­łu­ża.

 

Adam zo­rien­to­wał się, że sie­dzi z otwar­ty­mi usta­mi. Plan na­praw­czy, szyb­ko, roz­legł się głos w jego gło­wie: 1) za­mknij usta…2) od­zy­skaj kon­tro­lę.

 

Tyle, że jego szko­le­nie nie prze­wi­dzia­ło po­dob­nej sy­tu­acji.

 

De­li­kwent zaś, z tru­dem ła­piąc od­dech, prze­tarł oczy. Po­je­dyn­czy frag­ment czip­sa po­lu­zo­wał się w gę­stwi­nie brody i w zwol­nio­nym tem­pie po­pi­ko­wał na spo­tka­nie z zie­mią.

 

– Co jest, pan star­szy in­spek­tor nie ma na to sce­na­riu­sza? Może bez tego chipa w mózgu by­ło­by ła­twiej? – uśmiech de­li­kwen­ta był de­li­kat­ny, ale w jakiś spo­sób przez to tym bar­dziej kpią­cy.

 

Jakaś aura bez­rad­no­ści nagle spo­wi­ła wszyst­kie myśli i po­ten­cjal­ne gesty Adama. Okrop­ne uczu­cie.

 

– Po­wiem ci jak bę­dzie…part­ne­rze – mi­ło­śnik czip­sów pod­jął wątek – Twój team się roz­pad­nie a ten wasz cały “epic­ki” sys­te­mik razem z nim…do­pil­nu­ję tego…do tej pory pro­jek­to­wa­nie kodów dla was było moją pracą – teraz obie­cu­ję zro­bić z ich nisz­cze­nia moją misję – wzru­szył ra­mio­na­mi i wyjął pacz­kę czip­sów z wa­liz­ki nagle spa­ra­li­żo­wa­ne­go Adama – mi­łych snów…

 

Adam prze­łknął ślinę, któ­rej nie miał a gli­sta – zu­peł­nie mar­twa – spa­dła z jego ust tuż koło czip­sa.

 

***

 

Wró­cił do domu sko­na­ny i z ćmią­cym bólem głowy. Słoń­ce aku­rat za­cho­dzi­ło i też wy­glą­da­ło jakby miało ser­decz­nie dość tego dnia.

 

– Niech rany Je­zu­sa będą two­imi – przy­wi­ta­ła go czule żona ro­biąc smo­othie z gę­siej pier­si.

 

Po­czuł re­ge­ne­ru­ją­cy na­pływ dumy: ta ko­bie­ta wzru­sza­ją­co serio brała chrze­ści­jań­ski nakaz po­ka­zy­wa­nia zwie­rzę­tom ich miej­sca w bo­skim pla­nie.

 

– I Two­imi – po­ca­ło­wał ją w czoło – Do­brze być w domu – dodał pod­no­sząc głowę gęsi spod stołu. Gdy ją wy­rzu­cał do uty­li­za­to­ra zwie­rząt, mar­twe szkli­ste oczy spoj­rza­ły na niego z wy­rzu­tem.

 

– Do­sta­łeś alert-sms-a? – spy­ta­ła jego lep­sza po­ło­wa, ocie­ra­jąc z le­we­go po­licz­ka krew, która uło­ży­ła się w coś na kształt serca. Widok ten ści­snął go po­czu­ciem ja­kie­goś nie­okre­ślo­ne­go deja vu.

 

– Coś tam przy­szło, ale nie mia­łem czasu…

 

– Jakaś burza ma­gne­tycz­na sza­le­je na słoń­cu. Może pro­wa­dzić do za­bu­rzeń na­stro­ju i erek­cji.

 

– Trud­no, prze­ło­ży­my na przy­szły mie­siąc. Go­rzej, że wtedy też sza­le­ją de­ko­de­ry snów…cały so­ftwa­re cra­shu­je…

 

– Nie mów „cra­shu­je". Myśmy Po­la­ki, nie gęsi ja­kieś…mów: „wy­kła­da się.” Ewen­tu­al­nie, jeśli chce­my bły­snąć sta­ro­polsz­czy­zną: „idzie się chę­do­żyć”.

 

Adam znów po­czuł nagły przy­pływ dumy: oże­nie­nie się z ko­bie­tą tak pryn­cy­pial­ną było zde­cy­do­wa­nie naj­ja­śniej­szym punk­tem w jego CV. I rów­nie zde­cy­do­wa­nie miał ocho­tę iść się chę­do­żyć…ale…cóż zro­bić, burze ma­gne­tycz­ne na słoń­cu.

 

Adam spę­dził resz­tę wie­czo­ru oglą­da­jąc z żoną ich ulu­bio­ny te­le­tur­niej „Po­ku­ta” – jak za­wsze czu­jąc, że on to by jed­nak to­tal­nie roz­je­chał każ­de­go z po­sy­pu­ją­cych sobie głowy po­pio­łem za­wod­ni­ków. Co te lesz­cze w ogóle wie­dzą o skrom­no­ści? – wes­tchnął tro­chę zbyt gło­śno. Na py­ta­ją­ce spoj­rze­nie żony wzru­szył ra­mio­na­mi i od­parł:

 

– Chyba czas na mnie, serce me…wy­bio­rę sobie jakiś sen i się po­ło­żę. Fak­tycz­nie czuję, że z tą erek­cją…

 

– Tak – spraw­dzi­ła żona – Nic z tego nie bę­dzie. Tylko nie za­po­mnij po­czy­tać Pio­tru­sio­wi cze­goś epic­kie­go.

 

Gdy ci­chut­ko wszedł do po­ko­ju swej la­to­ro­śli – za­sko­czył go jak ukrad­kiem pisał esej o szko­dli­wo­ści ona­ni­zmu. Zdzi­wił się, że jesz­cze tego uczą na hi­sto­rii.

 

– Dość już tej ma­stur­ba­cji. – uśmiech­nął się do onie­śmie­lo­ne­go 17-lat­ka – Po­czy­ta­my sobie?

 

– No rej­czel! – wy­krzyk­nął Pio­truś, gdy Adam już się­gał po „Świę­te­go pana Ta­de­usza”, ulu­bio­ną lek­tu­rę jego je­dy­na­ka zaraz po „Jan Chrzci­ciel nad Nie­mnem”.

 

Po­my­ślał, że ar­tyzm pol­skiej kla­sy­ki zde­cy­do­wa­nie sko­rzy­stał na tych zre­da­go­wa­nych edy­cjach. Kie­dyś mło­dzi mu­sie­li się prze­dzie­rać przez ja­kieś 13-zgło­sko­we wy­kwi­ty nar­cy­zmu sa­mo­zwań­czych wiesz­czy…a prze­cie wieszcz był tylko jeden. Jezus. Ten, który od­ga­nia anar­chię, chaos, my­śle­nie…

 

Gdy już zu­peł­nie uspo­ko­jo­ny się kładł na ma­te­ra­cu an­ty-de­pre­syj­nym, reszt­ką sił wy­brał sen z bi­blio­te­ki wspo­mnień – jesz­cze raz do­ce­nia­jąc wy­go­dę tego sys­te­mu i fakt, że czło­wiek nie musi już dziś li­czyć na ja­kieś ko­ły­san­ki czy przy­pad­ko­we sny… – ten, w któ­rym tatuś uczył go jak po­praw­nie się po­kut­nie bi­czo­wać.

 

Po­wie­ki opa­dły jak wieko trum­ny.

 

***

 

Zegar po­ka­zy­wał trze­cią w nocy i fakt ten co nieco zdzi­wił Adama. O tej porze budzą się tylko osoby z nie­spo­koj­nym su­mie­niem, sta­ty­stycz­nie – 82 pro­cent z nich to ci, któ­rzy zła­ma­li jakiś re­gu­la­min na przy­kład: źle po­my­śle­li o prze­ło­żo­nych czy za­snę­li w pracy…on jed­nak za­wsze był w po­zo­sta­łych 18 pro­cen­tach. O tej go­dzi­nie też sys­tem był naj­bar­dziej po­dat­ny na awa­rie czy zło­śli­we in­ge­ren­cje.

 

Adam, uwa­ża­jąc, by nie obu­dzić mał­żon­ki, usiadł na łóżku. Potem coś – być może pę­cherz – ka­za­ło mu pójść do ła­zien­ki. Nagle nie był ni­cze­go zbyt pe­wien…ogar­nię­ty ja­kimś dziw­nym roz­ko­ja­rze­niem. “Roz­ko­ja­rze­niem”? Skąd w ogóle znał to słowo? I czemu o tym myśli? Po­sta­no­wił się tej myśli po­zbyć i z tym więk­szą za­ma­szy­sto­ścią wstał (lep­sza po­ło­wa wy­mam­ro­ta­ła przez sen: „Na wieki wie­ków”) i ru­szył do ła­zien­ki.

 

Gdy tam do­tarł, pę­cherz jed­nak go wy­sta­wił. Stał chwi­lę nad musz­lą, ale na­dzie­ja skur­czy­ła się tak szyb­ko jak…oj, wie­cie…burze ma­gne­tycz­ne na słoń­cu. Z lek­kim fo­chem od­wró­cił się do lu­stra. I za­marł.

 

Potem za­mru­gał. Lu­stro za­fa­lo­wa­ło jak w ja­kimś glit­chu, ale treść od­bi­cia za Chiny nie chcia­ła się zmie­nić. Prze­po­co­na kil­ku­dnio­wa ko­szul­ka. Nie­dba­ły za­rost. Okrusz­ki czip­sów w nim. I nagle te okrusz­ki – wbrew jego woli – uło­ży­ły się w upior­ny uśmiech.

 

Po czym za­czę­ły nucić coś jesz­cze bar­dziej upior­ne­go:

 

„Z po­piel­ni­ka na Woj­tu­sia

Iskie­recz­ka mruga

Chodź opo­wiem ci ba­jecz­kę

Bajka bę­dzie długa…”

 

Adam zmu­sił swe usta, by prze­sta­ły śpie­wać. I za­czę­ły krzy­czeć.

 

 

***

 

Adam obu­dził się z naj­gło­śniej­szym krzy­kiem swego życia – pró­bu­jąc za­głu­szyć ulu­bio­ną ko­ły­san­kę swej mamy z dzie­ciń­stwa. Zegar wska­zy­wał trze­cią.

 

***

 

Nie było go. Po pro­stu wy­pa­ro­wał. Adam z mie­szan­ką zdu­mie­nia i pa­ni­ki prze­szu­ki­wał wszyst­kie akta w kom­pu­te­rze głów­nym Dy­rek­to­ra­tu Snów. Ani śladu de­li­kwen­ta. Cer­ty­fi­kat uro­dze­nia, pracy, do­ku­men­ta­cja me­dycz­na i kon­tro­l­na…pufff! Nie było nawet ra­por­tu, który prze­słał do biura zaraz po skoń­cze­niu wczo­raj­szej wi­zy­ty. Jakby nigdy nie ist­niał.

 

Nie­po­kój, który kazał mu przyjść do biura go­dzi­nę wcze­śniej (i tak nie mógł zmru­żyć oka od trze­ciej) prze­stał być lekko pul­su­ją­cą szpil­ką w sercu. Teraz był łomem pró­bu­ją­cym roz­wa­lić mu klat­kę pier­sio­wą. Ko­szu­la przy­kle­iła się do ple­ców, które były nagle jedną wiel­ką ka­łu­żą potu. Co gor­sza, nagle po­czuł na sobie czyjś wzrok…Prak­tycz­nie pod­biegł do okna i za­cią­gnął ża­lu­zje.

 

– Wszyst­ko okej, star­szy in­spek­to­rze? – reszt­ką sił po­wstrzy­mał się przed pod­sko­cze­niem na pół metra na głos Nad­in­spek­to­ra. Ten stał w progu jego biura z tym no­kau­tu­ją­cym po­łą­cze­niem mar­twe­go spoj­rze­nia grze­chot­ni­ka i do­bro­tli­we­go bab­ci­ne­go uśmie­chu. Tak, ten che­ru­bi­nek o nie­okre­ślo­nym wieku i wzro­ście śred­nio wy­ro­śnię­te­go 12-lat­ka miał w sobie coś ści­na­ją­ce­go krew w ży­łach nawet wy­traw­nym urzęd­ni­kom z kil­ko­ma de­ka­da­mi do­świad­cze­nia.

 

– T-tak. – zro­bił wszyst­ko, by się zre­wan­żo­wać uśmie­chem – Wszyst­ko w jak naj­lep­szym, epic­kim po­rząd­ku. Tylko, że…

 

– To epic­ko – od­parł jego szef – Bałem się, że ta wcze­śniej­sza wi­zy­ta w biu­rze mogła su­ge­ro­wać ja­kieś za­le­gło­ści czy braki w do­ku­men­ta­cji. A prze­cież ty, Ada­mie, nigdy nie masz za­le­gło­ści ani tym bar­dziej bra­ków…nie­praw­daż?

 

– Nie, nie…– od­po­wie­dział tro­chę zbyt szyb­ko i emo­cjo­nal­nie. Grze­chot­nik wciąż jed­nak ani my­ślał mru­gnąć, więc Adam po­sta­no­wił, tak na wszel­ki wy­pa­dek, prze­my­cić ja­kieś uspra­wie­dli­wie­nie – Po pro­stu sys­tem na­wa­la. Chyba przez tę burzę na słoń­cu…chcia­łem zro­bić „sys­tem check”.

Nad­in­spek­tor tylko stał w to­tal­nym bez­ru­chu. W końcu, jakby roz­cza­ro­wa­ny, wes­tchnął.

 

– Co ro­bi­my, jak są pro­ble­my z sys­te­mem?

 

Adam kiw­nął głową i po­słusz­nie wy­re­cy­to­wał:

 

– Przy­po­mi­na­my sobie, że „Nie ma cze­goś ta­kie­go jak pro­ble­my z sys­te­mem – bo Jezus jest je­dy­nym sys­te­mem.”

 

Bab­ci­ny uśmiech apro­ba­ty zro­bił się jesz­cze bar­dziej ser­decz­ny i nie­po­ko­ją­cy rów­no­cze­śnie.

 

– Brawo. Mimo nie­sprzy­ja­ją­cej sy­tu­acji ro­dzin­nej…pra­co­wa­łeś za dzie­się­ciu. Za­mknię­cie mamy w za­kła­dzie dla nie­sta­bil­nych zła­ma­ło­by więk­szość ludzi ja­kich znam. Ale ty? Ty zo­sta­łeś moim naj­lep­szym pra­cow­ni­kiem. Nie psuj tego. Tym bar­dziej, że kie­dyś mo­żesz zająć moje miej­sce…

 

– Tak jest!

 

– A teraz przy­go­tuj mi, pro­szę, kom­pi­la­cję swo­ich in­ter­wen­cji sen­nych za ostat­ni kwar­tał. Tak do po­łu­dnia?

 

 – Tak jest.

 

 – Epic­ko. Niech Jezus bę­dzie Twym la­tar­ni­kiem – che­ru­bi­nek kiw­nął głową i wy­szedł.

 

– I twoim…– rzu­cił za nim Adam, wpa­tru­jąc się w plecy od­da­la­ją­ce­go się szefa. Ten wy­da­wał się pły­nąć. Jakby ewo­lu­cyj­nie wy­rósł już z po­trze­by cho­dze­nia i in­nych kla­sycz­nych za­cho­wań zwy­kłych śmier­tel­ni­ków.

 

Adam wes­tchnął i siadł przed ter­mi­na­lem. Dziw­ne. Nor­mal­nie uwiel­biał kom­pi­la­cje: były jak laur­ki, które wy­sta­wia­ła mu jego efek­tyw­ność. Gdyby nie zro­bił kursu eli­mi­nu­ją­ce­go ego – po­my­ślał­by, że to miłe łech­ta­nie w środ­ku było wła­śnie bu­zu­ją­cym ego. Teraz jed­nak ab­so­lut­nie nic w nim nie bu­zo­wa­ło. Była tylko obo­la­ła klat­ka pier­sio­wa po ta­ra­nie nie­po­ko­ju.

Ale nawet ten ból za­czął się roz­pusz­czać w na­głej…sen­no­ści? Nie, po­trzą­snął głową, w pracy nie wolno spać. To się zda­rza tylko naj­słab­szym ogni­wom. A on…on prze­cież…nie­ba­wem bę­dzie tu…

 

…Kim? Fala sen­no­ści przy­kry­ła wszyst­kie myśli amne­zją. Adam jesz­cze chwi­lę si­ło­wał się z po­wie­ka­mi, które nagle wa­ży­ły tyle, co su­mie­nie Pon­cju­sza Pi­ła­ta. Nie miał jed­nak szans.

 

***

 

 

Adam obu­dził się z dziw­nym dys­kom­for­tem i la­wi­no­wo wra­ca­ją­cym po­czu­ciem nie­po­ko­ju, które się jesz­cze nieco po­głę­bi­ło, gdy się zo­rien­to­wał, że wspo­mnia­ny dys­kom­fort – a do­kład­nie nie­do­krwie­nie rąk – wy­ni­ka­ło z faktu, że te przy­bi­te były do krzy­ża. Tak, po­my­ślał ki­wa­jąc głową, ma to sens.

 

To, co miało jakby mniej sensu to uświa­do­mie­nie sobie, że nie był sam…na krzy­żu obok wi­siał znu­dzo­ny Jezus. Nor­mal­nie pew­nie po­pra­wi­ło­by mu to humor. Ilu z nas w końcu ma za­szczyt wi­sieć koło znu­dzo­ne­go Je­zu­sa? Tylko skąd ten prze­po­co­ny T-Shirt i czip­sy w jego wą­sach i bro­dzie? Po­trzą­snął głową. Chyba, że…

 

– Nie za­ma­wia­łem cię – oświad­czył nagle.

 

– Co? – wes­tchnął Jezus, zer­ka­jąc na niego scep­tycz­nie.

 

– W sen­sie…– Adam prze­łknął nie­pew­nie ślinę – Nie za­ma­wia­łem cię, panie.

 

– A mógł­byś nieco kla­row­niej, ko­le­go? Nie mogę się sku­pić przez te gwoź­dzie i…

 

Adam przez chwi­lę tylko oskar­ży­ciel­sko wpa­try­wał się w okrusz­ki w za­ro­ście pana. Wy­glą­da­ły tak sza­le­nie nie­god­nie. To sen, na stówę, po­wtó­rzył w my­ślach. Je­stem w nie­za­mó­wio­nym śnie. I to z Je­zu­sem. Chry­ste. Muszę się obu­dzić, sta­ra­no­wa­ła go ko­lej­na myśl. Za ta­kie­go Je­zu­sa się nie wy­pła­cę do końca życia.

 

A Jezus z czip­sa­mi w wą­sach (skąd na pu­sty­ni w ogóle wzię­ły­by się czip­sy?) mu nie uła­twiał – ga­piąc się bez­czel­nie (i nieco kpią­co?) na jego coraz ener­gicz­niej­sze po­trzą­sa­nie głową.

 

– To nie po­ma­ga – po­wie­dział w końcu. – Pró­bo­wa­łem wielu in­nych rze­czy, by stąd zejść.

 

– To sen – oświad­czył Je­zu­so­wi Adam – Je­steś snem i nie będę z tobą roz­ma­wiał.

 

– Jak chcesz, koleś – wzru­szył ra­mio­na­mi Jezus, pró­bu­jąc roz­pro­sto­wać obo­la­łe ręce.

 

– Słusz­nie prawi nasz nowy to­wa­rzysz – wtrą­cił się męż­czy­zna wi­szą­cy po lewej stro­nie Je­zu­sa – mu­si­my cier­pieć z god­no­ścią i się nie roz­pra­szać.  

 

– Za­mknij się – po­pro­sił Jezus.

 

– Kto to jest? – nie wy­trzy­mał Adam.

 

– „Ten Trze­ci”. – ziew­nął Jezus jakby to była jakaś oczy­wi­stość – Za­wsze jest jakiś trze­ci. Za każ­dym razem jak mnie aresz­tu­ją dają mi ja­kie­goś kon­fi­den­ta.

 

– Nie lubię tego słowa – ob­ra­ził się Ten Trze­ci.

 

Adam wy­chy­lił się, by się le­piej przyj­rzeć dru­gie­mu ko­le­dze od wi­sze­nia na krzy­żu. I za­marł: „Ten trze­ci” wy­glą­dał jak per­fek­cyj­na kopia Nad­in­spek­to­ra. Co tu się…

 

– Ale teraz… – Jezus bez­ce­re­mo­nial­nie wciął się w jego szok, zer­ka­jąc z wy­rzu­tem na krzyż – …teraz to już prze­gię­li. Nor­mal­nie mnie ścią­ga­ją po go­dzi­nie-pół­to­rej.

 

– Okej – Adam spró­bo­wał unieść obron­nie ręce – Bez ob­ra­zy, ale…to już prze­sa­da. Nie za­ma­wia­łem tego snu i za niego nie za­pła­cę. A za sny z Je­zu­sem – zwłasz­cza bluź­nier­cze – płaci się kro­cie.

 

– Słusz­nie pra­wisz, przy­ja­cie­lu – uśmiech­nął się Ten Trze­ci.

 

– Za­mknij się – zri­po­sto­wał Jezus i wzru­szył ra­mio­na­mi do Adama – Nie no, luz…– dodał i sam po­trzą­snął głową strą­ca­jąc nie­koń­czą­ce się reszt­ki chip­sów z wąsów i brody, mam­ro­cząc coś o życiu z sa­my­mi świ­ra­mi.

 

Na chwi­lę za­pa­dła pra­wie zu­peł­na cisza. Punk­to­wa­ły ją je­dy­nie ledwo sły­szal­ne od­gło­sy śpie­wu przy­kry­wa­ne pu­styn­nym wia­trem. Ro­bi­ło się tro­chę chłod­na­wo.

 

W końcu Jezus wes­tchnął. Naj­wy­raź­niej coś go na tym krzy­żu drę­czy­ło.

 

– Okej…Po­zwo­lisz, że spy­tam. Jeśli to sen…czemu śnisz o tym, że wiszę na krzy­żu?

 

Ada­mo­wi coraz cię­żej się my­śla­ło. Przez nie­do­krwie­nie nie po­tra­fił nawet przy­wo­łać żad­nych mo­dlitw czy for­mu­łek na kon­cen­tra­cję. Tylko pul­su­ją­cy szum pust­ki w gło­wie.

 

– Bo…wi­sia­łeś na nim? I zgi­ną­łeś na nim? W sen­sie, tak na­praw­dę?

 

– „Tak na­praw­dę”?

 

– No…– Adam za­czy­nał czuć jak bez­rad­ność mie­sza się z iry­ta­cją – Bi­blia tak mówi.

 

– Bi­blia? – skrzy­wił się Jezus jakby brzmie­nie tego słowa ra­ni­ło jego po­czu­cie es­te­ty­ki – Co to jest ta…„bi­blia”?

 

Nie­do­krwie­nie mózgu Adama za­czy­na­ło mieć swoje wła­sne nie­do­krwie­nie mózgu. Po­wi­nien się za­mknąć, ale ta pu­styn­na cisza była taka…taka…gubił słowa przez coraz bar­dziej dziu­ra­wy umysł, więc czuł, że musi pro­du­ko­wać nowe:

 

– No…zbiór opo­wie­ści o tobie. I całej re­li­gii.

 

– Okej. Cze­kaj…ja­kiej niby re­li­gii?

 

– No, na bazie tego, co gło­sisz i…

 

– Serio? – par­sk­nął śmie­chem Jezus: wciąż strą­ca­jąc dro­bin­ki czip­sów – Jak widzę tych wszyst­kich wpa­trzo­nych we mnie – włą­cza mi się na­wij­ka i sam w sumie nie wiem, co mówię. Tym bar­dziej, że z re­gu­ły dają mi wino i za­pra­sza­ją na ko­la­cję. Ge­ne­ral­nie gadam żeby się wszy­scy ko­cha­li i w razie moż­li­wo­ści nie do­no­si­li na sie­bie. Nie­któ­rzy, zanim na mnie do­nio­są, bar­dzo się wzru­sza­ją jak to sły­szą – tutaj po­krę­cił głową w zdu­mie­niu i pra­wie od razu par­sk­nął śmie­chem – Więc…oni to wszyst­ko po­zbie­ra­li w jakąś książ­kę?

 

– Nie obraź się, Panie, ale na­praw­dę nie po­wi­nie­nem się wda­wać w dys­ku­sję ze swoim snem.

 

– Jak tam sobie chcesz…ale wiesz co? Wcale nie mu­sisz gadać, nie je­steś aż tak cie­ka­wym roz­mów­cą. Za­miast tego mo­żesz nas zdjąć…o, widzę, że masz tam luźny gwóźdź. Mnie tym razem fest przy­bi­li, sku­bań­cy.

 

Adam zi­gno­ro­wał to „tym razem” i wbrew po­sta­no­wie­niu, by mil­czeć sku­pił się na clou:

 

– Ale…ty…ty mu­sisz umrzeć, panie.

 

– Prze­stań­my już sobie pa­no­wać, okej? Mo­ment. Jak to: “muszę umrzeć”?

 

– Lu­dzie na to liczą. Cała cy­wi­li­za­cja jest opar­ta na two­jej śmier­ci…twoim po­świę­ce­niu, które wy­ma­zu­je nasze grze­chy. Ba, ten krzyż sta­nie się cen­tral­nym sym­bo­lem.

 

– Serio? No faj­nie, faj­nie. Bar­dzo fajna ta twoja cy­wi­li­za­cja…Ale wiesz co, wo­lał­bym jed­nak żyć za­miast się po­świę­cać za wasze grze­chy. Nie mo­że­cie po pro­stu, bo ja wiem, mniej grze­szyć?

 

– Jezu, nie ma­rudź – prych­nął Ten Trze­ci – Po­myśl o cy­wi­li­za­cji.

 

– Za­mknij się – wes­tchnął Jezus i znów zer­k­nął na Adama – Wiesz co, ko­le­go? Może jed­nak nie przej­muj się tym, co piszą w tej całej „Bi­blii”. I tak na­pi­szą, co chcą. A potem w ciągu kilku ty­się­cy lat prze­pi­szą z mi­lion razy, by pa­so­wa­ło do do­mi­nu­ją­ce­go ukła­du geo­po­li­tycz­ne­go.

 

– Co? – sko­men­to­wał Adam.

 

– To, stary, że po­wi­nie­neś dzia­łać. No już, za pięć minut oni wszy­scy wrócą na igrzy­ska.

 

Po­ka­zał głową tuman pyłu w od­da­li. Ten Trze­ci jęk­nął scep­tycz­nie:

 

– Chło­pa­ki, no co wy? Zo­sta­je­my tu! Tak bę­dzie god­niej. Poza tym i tak nas zła­pią i jesz­cze nam się do­sta­nie.

 

– Tak? – wes­tchnął Jezus – i co nam zro­bią? Za­bi­ją nas? Cza­isz skalę tego ab­sur­du?

 

Adam w sumie to nawet i chciał być godny, ale zdał sobie spra­wę, że wi­sze­nie na krzy­żu jed­nak nie było czymś, co chciał­by robić w ra­mach re­gu­lar­ne­go hobby. Już jog­ging brzmiał le­piej. Z cie­ka­wo­ści szarp­nął lewą ręką…fak­tycz­nie: ama­torsz­czy­zna, gwóźdź wy­szedł do po­ło­wy.

 

– Ucie­ka­ją! – wrza­snął Ten Trze­ci te­no­rem Nad­in­spek­to­ra – Zwie­wa­ją z krzy­ża! Tchó­rze!

 

Jezus tylko po­krę­cił głową.

 

– Zdej­mij mnie stąd, bo, cza­isz, zaraz do­sta­nę kota.

 

– Tchó­rze!

 

Adam stał bez­rad­nie pod krzy­żem. To­tal­nie sko­ło­wa­ny. Ow­szem, niby trze­ba lu­dziom po­ma­gać, ale wszyst­kie jego war­to­ści…

 

– Nie słu­chasz się swo­je­go pana, grzesz­ni­ku? – za­grzmiał Jezus – Zdej­mij mnie z tego gówna! Teraz!

 

– Nie rób tego, Ada­mie – po­pro­sił Ten Trze­ci teraz już zu­peł­nie tonem Nad­in­spek­to­ra – Bądź wo­jow­ni­kiem po­rząd­ku, nie anar­chii. Co by Jezus po­wie­dział?

 

Ale Jezus tylko prych­nął sar­ka­stycz­nie, sku­tecz­nie in­spi­ru­jąc Adama do ro­bo­ty. Gdy pod­ko­py­wał krzyż, spy­chał go do po­zy­cji pół­le­żą­cej i wy­cią­gał gwoź­dzie, przez wycie Tego Trze­cie­go i pył pu­sty­ni prze­bi­jał się śpiew nad­cią­ga­ją­cych mi­ło­śni­ków kaźni pi­ja­nych myślą o śmier­ci, bliź­nich swo­ich i po­trze­bie od­ku­pie­nia za grze­chy jako pod­sta­wie fi­lo­zo­fii ży­cio­wej.

 

Gdy już wyj­mo­wał ostat­ni gwóźdź, w pyle można było już od­róż­nić pierw­sze syl­wet­ki. I po­ka­zu­jąc ich pal­ca­mi za­czy­na­ły biec…po­krzy­ku­jąc nagle słowa zgoła inne niż „po­świę­ce­nie”. Adam był pra­wie pe­wien, że jak re­fren prze­wi­ja­ły się „by­dla­ki” i coś o wy­ry­wa­niu nóg z…

 

– Co? – orzeź­wił go kpią­cy głos Je­zu­sa – chcesz tu zo­stać i po­ga­dać z nimi o re­li­gii?

 

Adam prze­łknął ślinę i zer­k­nął jesz­cze raz na tłum. Zo­ba­czył, że na jego czoło wy­sfo­ro­wa­ły się czte­ry po­sta­ci w czar­nych kom­bi­ne­zo­nach i ka­skach. Adam po­czuł jak go prze­cho­dzi dreszcz. Po­krę­cił głową.

 

Jezus po­ki­wał głową a la „tak my­śla­łem”, po­kle­pał go po ple­cach i rzu­cił się do uciecz­ki. I za­praw­dę, Jezus był do­brym sprin­te­rem…Adam pró­bo­wał do­trzy­mać mu kroku, ale cięż­ko się biega z prze­bi­ty­mi koń­czy­na­mi a Jezus jed­nak miał nie­uczci­we do­świad­cze­nie nad nim. Po­tknął się i nie­zgrab­nie upadł, roz­wa­la­jąc nos o pia­sek. Nie są­dził, że pia­sek może być tak twar­dy.

 

Do upior­ne­go głosu wszyst­kich pi­ja­nych Bo­giem, do­łą­czył inny dźwięk – sza­le­ją­ce­go wia­tru.

 

Pia­sek sma­gnął mu w oczy, roz­ma­zu­jąc krew z nosa po całej twa­rzy. Za­czy­na­ła się burza pia­sko­wa, która po­ły­ka­ła przed nim Je­zu­sa. Rzu­cił się w jego kie­run­ku prze­cie­ra­jąc krwio­pia­sek teraz już zmie­sza­ny z łzami.

 

I przez jego ziarn­ka zo­ba­czył, że Jezus się za­pa­da po pas. Po ułam­ku se­kun­dy stra­cił go z wzro­ku zu­peł­nie. Co ty wy­ra­biasz – sma­gnę­ła go prze­stra­szo­na myśl – gdy jesz­cze szyb­ciej po­biegł dalej. A potem i on się za­padł.

 

Pu­sty­nia kłap­nę­ła pasz­czą i ob­li­za­ła się ję­zo­rem za­kry­wa­ją­cym wszyst­ko.

 

***

 

Pia­sek. Pia­sek we wło­sach, oczach, gar­dle…Był tylko pia­sek, więc Adam my­ślał tylko o nim. Adam my­ślał o pia­sku, więc Adam żył. A sko­ru­pa pia­sku i krwi na po­wie­kach za­czę­ła nagle pękać i od­pa­dać jak łzy. Adam po­tarł ener­gicz­nie oczy, by jej pomóc.

 

Stała się świa­tłość a w świa­tło­ści sie­dział klną­cy pod nosem i rów­nież prze­cie­ra­ją­cy oczy Jezus.

 

Po chwi­li obaj przej­rze­li na oczy i nie po­ża­ło­wa­li. Kilka me­trów od nich, na łożu z liści, le­ża­ła naga ko­bie­ta – dziw­nie zna­jo­ma pie­go­wa­ta ruda ze zna­mie­niem w kształ­cie serca na lewym po­licz­ku. Ewa…Ewa ze snów ero­tycz­nych de­li­kwen­ta. Ga­pi­ła się na nich, lekko za­in­try­go­wa­na, gła­dząc węża prze­wie­szo­ne­go przez szyję.

 

Wąż miał zresz­tą po­dob­ne do niej prze­my­śle­nia:

 

– In­try­gu­ją­ce – za­sy­czał.

 

– No bar­dziej niż te ostat­nie po­zy­cje w tym na­szym raj­skim stre­amin­gu – ziew­nę­ła Ewa. Adam za­uwa­żył, że na po­bli­skiej ja­bło­ni był za­wie­szo­ny spory ekran pro­jek­to­ra, na któ­rym mały chło­piec bawił się z ojcem w bi­czo­wa­nie. – Wszyst­ko to wy­glą­da ostat­nio tak samo…jakby pi­sa­ne pod jeden al­go­rytm, do­rzu­ci­ła.

 

– Śśśśśś­świę­ta praw­da.

 

– Ale oni jacyś tacy nie­gra­mot­ni, co?

 

Adam, to­tal­nie zba­ra­nia­ły, wciąż gapił się w ekran. Bo prze­cież mały chło­piec to był on – a ten męż­czy­zna to jego oj­ciec. I aku­rat po­pra­wiał jego tech­ni­kę sa­mo­bi­czo­wa­nia.

 

– Bar­dziej pra­cuj nad­garst­kiem, synku. Ro­bisz to jak za karę…a to nasza toż­sa­mość. Ból jest pięk­ny. Twoja mama tego nie ro­zu­mia­ła, ale ból jest przy­jem­no­ścią. Po­myśl o tym jak­byś się pie­ścił…w taki pięk­ny, le­gal­ny spo­sób.

 

– Do­brze, tatuś. Będę się pięk­nie pie­ścił bi­czem – po­wie­dział 6-let­ni Adam na ekra­nie i sma­gnął się po ple­cach – po czym uśmiech­nął się do swo­je­go bólu.

 

Do­ro­sły Adam tylko nieco sze­rzej otwo­rzył usta. To było jedno z pięk­niej­szych wspo­mnień jakie miał z tatą. A teraz to wspo­mnie­nie oglą­da­li wszy­scy. Jezus po­krę­cił głową:

 

– Naj­smut­niej­sza rzecz jaką dziś wi­dzia­łem. A prze­cież jesz­cze chwi­lę temu wi­sia­łem  

na krzy­żu.

– O, przy­naj­mniej ten mówi. – wes­tchnę­ła z ulgą Ewa – Twój ko­le­ga przy­jął jakiś ślub

mil­cze­nia?

 

– Śśśś­ślub – po­wtó­rzył wąż swój ulu­bio­ny dźwięk efek­tow­nie mla­ska­jąc

roz­dwo­jo­nym ję­zy­kiem.

 

Adam zaś w końcu od­zy­skał wła­dzę nad tym swoim.

 

– Skąd…skąd macie do­stęp do moich wspo­mnień?

 

– Sss­skąd – po­wtó­rzył wąż swój drugi ulu­bio­ny dźwięk.

 

Jezus przez chwi­lę prze­no­sił wzrok z ekra­nu na Adama.

 

– To je­steś ty? – spy­tał Jezus z nie­do­wie­rza­niem i po­kle­pał Adama po­cie­sza­ją­co. – Jezu, przy­kro mi, stary.

 

Adam przy­po­mniał sobie nagle jak nie­na­wi­dzi pro­tek­cjo­nal­no­ści. Potem przy­kry­ła to inna myśl: że z tylu bluź­nierstw co w tej hi­sto­rii nie wy­tłu­ma­czy się do końca życia. I wró­ci­ła do niego wizja czte­rech czar­nych po­sta­ci w ka­skach.

 

– Nie…nie mogę tu być – szep­nął.

 

– Czego się boisz? Prze­cież to tylko sen…

 

– Jezu, jak ty nic nie cza­isz…Chry­ste, wy­sła­wiam się już jak ty…jak ty nic nie ro­zu­miesz…w od­po­wied­nich oko­licz­no­ściach sny mogą prze­cią­żyć a nawet roz­wa­lić sys­tem. Jeśli znisz­czy­my ser­we­ry snów – nawet w śnie – wszy­scy śnią­cy za­mie­nią się w śnią­ce na jawie zom­bie. Ci na jawie o tym wie­dzą. I dla­te­go teraz tro­pią nas „Senni”, od­dział do uty­li­zo­wa­nia ano­ma­lii sen­nych…jak Ty. Wi­dzia­łem ich na pu­sty­ni.

 

– Nie je­stem ano­ma­lią – prych­nął Jezus, ale wie­dział, że takie od­ru­cho­we re­ak­cje są dzie­cin­ne, więc do­rzu­cił – sam je­steś ano­ma­lią.

 

Zanim jed­nak zdą­żył roz­wi­nąć wątek swego focha – nagle na ekra­nie po­ja­wi­ła się twarz Nad­in­spek­to­ra. Bab­ci­ny uśmiech wy­krzy­wiał ją już do­praw­dy ka­ry­ka­tu­ral­nie.

 

– Nie rób tego, Ada­mie…masz rację, senni są już w dro­dze. Je­ste­ście już zge­olo­ka­li­zo­wa­ni. Pomóż nam do­paść te zde­pra­wo­wa­ne wa­rian­ty a nie zo­sta­niesz po­cią­gnię…

 

Jezus ci­snął w ekran jabł­kiem. Tra­fi­ło pro­sto w twarz szefa, która efek­tow­nie za­iskrzy­ła i za­mie­ni­ła się w serię mi­ni­wy­bu­chów, gdy ten pró­bo­wał coś krzyk­nąć w obu­rze­niu.

 

– Iry­tu­ją­cy jakiś taki – wzru­szył ra­mio­na­mi – Serio to oglą­da­cie?

 

Ruda wes­tchnę­ła na­peł­nia­jąc at­mos­fe­rę po­czu­ciem winy prze­kra­cza­ją­cym normy alar­mo­we.

 

– Na­praw­dę nie wiem, jak to dzia­ła. Niby kicha, ale jak już czło­wiek za­cznie to oglą­dać…tro­chę jak z tymi jabł­ka­mi.

 

Zer­k­nę­ła na dywan ogryz­ków ro­ze­sła­ny po ho­ry­zont jak okiem się­gnąć. Tak szcze­rze? Nie wy­glą­da­ło to zbyt do­brze jak na raj. Ale w jakiś dziw­ny spo­sób czuł się tu jak w domu.

 

– Może i do­brze w sumie, że to ze­psu­łeś? – do­rzu­ci­ła za­my­ślo­na Ewa – Może czas się ru­szyć? I te czte­ry konie chyba trze­ba wy­bie­gać…łażą za mną i wku­rza­ją od rana.

 

Adam obej­rzał się przez ramię…i fak­tycz­nie, sku­biąc traw­kę, czte­ry po­tęż­ne wierz­chow­ce ob­rzu­ca­ły ich wzro­kiem peł­nym wy­rzu­tu.

 

– To wasze? – za­in­te­re­so­wał się Jezus.

 

– Zo­sta­wi­ło ich ja­kichś czte­rech za­ka­pio­rów w pre­ten­sjo­nal­nych kap­tu­rach, ale się za­tru­li jabł­ka­mi i gdzieś za­le­gli. Mó­wi­li, że muszą być w for­mie na…eeee, coś tam na…„a”? Jak to szło? – spy­ta­ła się węża.

 

– Apo­ka­lipssssss­sę – ten spró­bo­wał wzru­szyć ra­mio­na­mi, któ­rych nie miał – Taaak. Apo­ka­lipssssssssssssss­sę…

 

Adam, czu­jąc, że coś za­czy­na w nim przy­jem­nie bu­zo­wać, od­ru­cho­wo ru­szył do nie­cier­pli­wych ru­ma­ków. Po­gła­skał chra­py pierw­sze­go z nich. Zdał sobie spra­wę, że Ewa i wąż są już przy nim. Ba, ki­wa­jąc po­ro­zu­mie­waw­czo gło­wa­mi, do­sia­da­ją swo­ich ru­ma­ków. Bu­zo­wa­nie roz­la­ło się już na niego ca­łe­go. Wy­ma­zu­jąc wszyst­kie re­guł­ki i tre­ning. Wszyst­ko, to, co za­wsze mu­siał robić. Zo­sta­wia­jąc tylko to, co robić warto.

Po­czuł na barku dłoń Je­zu­sa. Pan uśmie­chał się jakby czy­tał w jego my­ślach, ki­wa­jąc głową. Czip­sy dum­nie po­dry­gi­wa­ły w jego wą­sach.

 

– To któ­rę­dy do tych ser­we­rów? – za­ga­ił i wsko­czył na swego konia.

 

Adam miał jesz­cze cień wra­że­nia, że coś jest bar­dzo nie tak na tym ob­raz­ku, ale sam go do­peł­nił za­ma­szy­stą kre­ską wska­ku­jąc na czwar­te­go ru­ma­ka. Ten zaś uśmiech­nął się i ru­sza­jąc stępa za­czął nucić:

 

„Z po­piel­ni­ka na Woj­tu­sia

Iskie­recz­ka mruga

Chodź opo­wiem ci ba­jecz­kę

Bajka bę­dzie długa…”

 

Jezus pod­jął śpiew, a po nim Ewa i wąż:

 

„Była sss­so­bie Ba­ba-Ja­ga

Miała chat­kę z mass­sła,

A w tej chat­ce sss­sa­me dziwy

Pssssst, iss­skier­ka zga­sła.”

 

 

Adama znów prze­szedł ten bu­zu­ją­cy dreszcz. Rósł i rósł…wy­peł­nia­jąc mu gar­dło…przej­mu­jąc język. I w końcu coś w nim pu­ści­ło. Pod­dał się temu wy­zwa­la­ją­ce­mu uczu­ciu i do­łą­czył przy ostat­niej zwrot­ce:

 

"Już ci Woj­tuś nie uwie­rzy

Iskie­recz­ko mała.

Chwi­lę bły­śniesz, potem ga­śniesz,

Oto bajka cała….”

Koniec

Komentarze

indecision

Ko­me­dio­we dys­to­pij­ne sci-fi: w to­na­cji gdzieś mię­dzy “Black mir­ror,” Mroż­kiem, Hel­le­rem a „Ży­wo­tem Bria­na”.

 

Ko­me­dio­we, więc po­win­no wy­wo­ły­wać co naj­mniej uśmiech – nie wy­wo­ła­ło…

Dys­to­pii w nim tyle, co kot na­pła­kał a s-f ze świe­cą szu­kać… Mro­żek, Hel­ler, Life of Brian

Hehe, nic nie wie­dzą, że Senni grają razem z nimi…

A do tego uster­ki ję­zy­ko­we… 

Sory, tak to widzę.

dum spiro spero

Witaj.

 

Ze spraw tech­nicz­nych – su­ge­stie oraz wąt­pli­wo­ści (do prze­my­śle­nia):

De­li­kwent stał przez chwi­lę zre­zy­gno­wa­ny: kon­tem­plu­jąc wszyst­kie opcje. – czemu tu jest dwu­kro­pek , za­po­wia­da­ją­cy wy­li­cza­nie cze­goś (w ko­lej­nych zda­niach wy­stę­pu­je czę­sto)?

– Serio? – par­sk­nął śmie­chem Jezus: wciąż strą­ca­jąc dro­bin­ki czip­sów – Jak widzę … – po­dob­nie tu

– …to B nie zda­rza się czę­sto, przy­zna­ję – Adam wy­szcze­rzył się lo­do­wa­to – Tylko jeśli ktoś dwu­krot­nie nie wy­wią­zał się z zo­bo­wią­zań pa­ra­gra­fu 22 A. – brak krop­ki;

– Wszyst­ko w po­rząd­ku? – uśmiech­nął się nie­win­ne go­spo­darz – Smo­othie wą­trób­ko­we. – tu po­dob­nie;

– Ewa Gor­czew­ska – po­ka­zał mu zdję­cie atrak­cyj­nej rudej ko­bie­ty z uro­kli­wy­mi pie­ga­mi i cha­rak­te­ry­stycz­nym zna­mie­niem w kształ­cie serca na lewym po­licz­ku – Oczy­wi­ście zna­jo­me jest panu to na­zwi­sko? – i tu;

– Dość już tej ma­stur­ba­cji. – uśmiech­nął się do onie­śmie­lo­ne­go 17-lat­ka – Po­czy­ta­my sobie?

– naj­pierw mała li­te­ra za­miast wiel­kiej po krop­ce, potem znów brak krop­ki; a zatem – cały zapis dia­lo­gów do po­pra­wy

Ten tylko pod­niósł brwi. – Na­praw­dę chce­my tylko pomóc. – po­wtó­rze­nie

Urząd wtedy zre­zy­gnu­je wszyst­kich kar­nych pro­cen­tów za nie­kon­tro­lo­wa­ne bez de­ko­de­ra sny… – ze?

Tylko jeśli ktoś dwu­krot­nie nie wy­wią­zał się zo­bo­wią­zań pa­ra­gra­fu 22 A. – i tu?

…uśmiech de­li­kwen­ta był de­li­kat­ny, ale w jakiś spo­sób przez to tym bar­dziej kpią­cy. Jakaś aura bez­rad­no­ści nagle spo­wi­ła wszyst­kie myśli i po­ten­cjal­ne gesty Adama. – po­wtó­rze­nie

– Po­wiem ci (prze­ci­nek?) jak bę­dzie …

Twój team się roz­pad­nie (i tu?) a ten wasz cały “epic­ki” sys­te­mik razem z nim…

Adam prze­łknął ślinę, któ­rej nie miał (i tutaj?) a gli­sta – zu­peł­nie mar­twa – spa­dła z jego ust tuż koło czip­sa.

– Niech rany Je­zu­sa będą two­imi – przy­wi­ta­ła go czule żona ro­biąc smo­othie z gę­siej pier­si. (…)

– I Two­imi – po­ca­ło­wał ją w czoło – czemu raz pi­szesz wiel­ką, a raz małą li­te­rą? ; w dia­lo­gach formy grzecz­no­ścio­we za­pi­su­je­my ma­ły­mi li­te­ra­mi

Teraz był łomem, który pró­bo­wał mu roz­wa­lić klat­kę pier­sio­wą. Ko­szu­la przy­kle­iła mu się do ple­ców, które były teraz jedną wiel­ką ka­łu­żą potu. – po­wtó­rze­nia

– Co ro­bi­my (prze­ci­nek?) jak są pro­ble­my z sys­te­mem? – kiedy?

To, co miało jakby mniej sensu to to, że nie był sam – po­wtó­rze­nia/za­im­ko­za

– Jak chcesz, koleś – wzru­szył ra­mio­na­mi Jezus i pró­bu­jąc roz­pro­sto­wać obo­la­łe ręce. – błęd­na skład­nia lub brak czę­ści zda­nia

– Nie obraź się, Panie, ale na­praw­dę nie po­wi­nie­nem się wda­wać w dys­ku­sję ze swoim snem. – raz „Pan” (w od­nie­sie­niu do Je­zu­sa) pi­szesz małą, raz wiel­ką li­te­rą, a to za każ­dym razem jest błąd or­to­gra­ficz­ny

 

A zatem pod kątem ję­zy­ko­wym ca­łość na­le­ży do­kład­nie przej­rzeć i po­pra­wić, ja już resz­ty uste­rek nie wy­pi­su­ję. Nie­ste­ty, uster­ki te po­wta­rza­ją się w Twoim ko­lej­nym tek­ście, a wska­zy­wa­nych po­przed­nio nie po­pra­wi­łeś.

Czy ce­lo­wo pi­szesz z od­stę­pa­mi każdy nowy aka­pit?

Raz mier­ni­ki i ich nazwy za­pi­su­jesz wiel­ki­mi li­te­ra­mi, raz ma­ły­mi.

Brak ozna­cze­nia ero­ty­ki oraz wul­ga­ry­zmów.

Bar­dzo dziw­nie brzmią ty­tu­ły ulu­bio­nych lek­tur syna („Świę­ty pan Ta­de­usz”, „Jan Chrzci­ciel nad Nie­mnem”). Po­dob­nie jak po­wi­ta­nie żony na widok męża.

Za­baw­ne jest spro­wa­dza­nie wszyst­kie­go do ilo­ści pro­cen­to­wych i wska­zy­wa­nie wpły­wu Ko­smo­su na życie bo­ha­te­rów. Sporo ab­sur­du, wy­mie­sza­ne­go z bi­zar­ro i fik­cyj­ny­mi wąt­ka­mi fan­ta­stycz­ny­mi. Kwin­te­sen­cją wy­da­je się py­ta­nie: „Cza­isz skalę tego ab­sur­du?”.

Od mo­ment za­wie­sze­nia Adama na krzy­żu i roz­mo­wy z nader dzi­wacz­nie uka­za­nym Je­zu­sem mia­łam bar­dzo mie­sza­ne uczu­cia i to pew­nie nie tylko z po­wo­du mojej wiary. To dość od­waż­ne wrzu­cać na Por­tal tak pro­wo­ka­cyj­ny tekst. Nie prze­ko­na­łeś mnie tą od­wa­gą, za dużo tre­ści zbyt ostrych i prze­sad­nych, przy­naj­mniej dla mnie. :)

Po­zdra­wiam ser­decz­nie, po­wo­dze­nia.

Pe­cu­nia non olet

Hej, bruce! Wiel­kie, wiel­kie dzię­ki za zwy­cza­jo­wo pro­fe­sjo­nal­ną re­ak­cję…Czu­łem, że bę­dzie to tro­chę wło­że­nie kija w mro­wi­sko (ale nie umiem ina­czej niż po ban­dzie – choć z re­gu­ły pi­sząc dla filmu…). Dałem wpraw­dzie di­sc­la­imer, ale, uhm zda­rza się, że nie­któ­rzy nawet kilku li­ni­jek nie umie­ją prze­czy­tać uważ­nie (np że nie po­rów­nu­ję się z po­zio­mem słyn­nych au­to­rów, ale po­da­ję re­fe­ren­cje to­nal­ne/in­spi­ra­cje).

 

Ty zaś mimo wspo­mnia­nych “uczuć re­li­gij­nych”, po­tra­fi­łaś się nad to wznieść. Jesz­cze raz: cha­pe­au bas! I obie­cu­ję wpro­wa­dzić te po­praw­ki jak naj­szyb­ciej (gdy wy­czoł­gam się spod de­adli­ne’ów). Co do dziw­ne­go for­ma­tu: tym razem z ja­kie­goś wzglę­du mia­łem pro­ble­my z aka­pi­ta­mi w for­mu­la­rzu zgło­sze­nio­wym…cie­ka­wa spra­wa. Muszę z tym po­eks­pe­ry­men­to­wać (widzę, że jest funk­cja wkle­ja­nia z Worda – może cho­dzi o to, że wkle­ja­łem z Pages?)

 

Ge­ne­ral­nie ce­lo­wa­łem w lekko dys­to­pij­ny świat a la wiele odc “Black mir­ror” (choć­by “Nose dive”) z po­sma­kiem Mroż­ka/Hel­le­ra i wizją ludz­ko­ści/cy­wi­li­za­cji/re­li­gii rodem z “Ży­wo­ta Bria­na”. Po­zdra­wiam ser­decz­nie!!

 

PS. BTW, kon­cept pła­ce­nia tan­tie­mów za mokre sny roz­wa­lił kil­ko­ro z moich zna­jo­mych (rów­nież tych pi­szą­cych za­wo­do­wo) – tro­chę je­stem zdzi­wio­ny, że tutaj zu­peł­nie ni­ko­mu nie po­de­szło;)

 

You sho­uld li­sten to your heart and not the vo­ices in your head...

frown

Dałem wpraw­dzie di­sc­la­imer, ale, uhm zda­rza się, że nie­któ­rzy nawet kilku li­ni­jek nie umie­ją prze­czy­tać uważ­nie

Nie umie­ją, ale po­tra­fią…heh. Co ma rze­czo­ne za­strze­że­nie do się­ga­ją­cej ob­ło­ków me­ga­lo­ma­nii?

Pi­szesz dla filmu?

(ale nie umiem ina­czej niż po ban­dzie – choć z re­gu­ły pi­sząc dla filmu…)

 

Z taką ilo­ścią błę­dów jak wyżej (oraz po­ni­żej)?

pła­ce­nia tan­tiemów

Każdy ma cza­sem dołek… wink

dum spiro spero

Rew­rit­te­nve­r2, i ja dzię­ku­ję. Do­ce­niam na pewno pod­kre­śle­nie śle­pej wiary, dzia­ła­nia ludzi na pokaz, po­wta­rza­nia re­gu­łek, wy­ku­tych na pa­mięć, wska­zy­wa­nia wszel­kich wad przy­sło­wio­wych de­wo­tek, bo to za­pre­zen­to­wa­łeś do­sko­na­le. W moim od­czu­ciu po­sze­dłeś nieco za da­le­ko w uka­zy­wa­niu po­sta­ci Je­zu­sa. 

Po­zdra­wiam ser­decz­nie. :)

Pe­cu­nia non olet

Do­ce­niam na pewno pod­kre­śle­nie śle­pej wiary, dzia­ła­nia ludzi na pokaz, po­wta­rza­nia re­gu­łek, wy­ku­tych na pa­mięć, wska­zy­wa­nia wszel­kich wad przy­sło­wio­wych de­wo­tek, bo to za­pre­zen­to­wa­łeś do­sko­na­le. W moim od­czu­ciu po­sze­dłeś nieco za da­le­ko w uka­zy­wa­niu po­sta­ci Je­zu­sa. “

Wiesz, jak w „Ży­wo­cie Bria­na” – Jezus i to, co gło­sił było spoko – to, co z nim robią tzw. wie­rzą­cy jest już inną bajką…;p (dałem też alu­zję do prze­pi­sy­wa­nia Bi­blii przez ko­lej­ne sekty – faj­nie to prze­śle­dził np Artur San­dau­er)… Jak w sce­nie z trę­do­wa­tym, który się skar­żył, że Jezus go uzdro­wił – teraz bo­wiem o wiele trud­niej się że­brze… PS. Jesz­cze raz dzię­ki za pomoc w wy­ła­py­wa­niu nie­do­ró­bek i biorę się za po­praw­ki)

 

 

PS.

 

Każdy ma cza­sem dołek… wink

 

Och, wie­rzę na słowo, ko­le­go…pew­nie nie­ła­two być trol­lem (i obyś był z tych opła­ca­nych, bo ina­czej to Twoje sie­dze­nie w piw­ni­cy ma­mu­si i ra­do­wa­nie się błę­da­mi bliź­nich swo­ich jest jesz­cze smut­niej­sze…tym bar­dziej więc: mi­łe­go dnia/życia, chło­pie!;)

You sho­uld li­sten to your heart and not the vo­ices in your head...

Zo­sta­łam przy­gnie­cio­na nad­mia­rem epic­kie­go ab­sur­du, skut­kiem czego przez opo­wia­da­nie brnę­łam z dużym tru­dem, sta­ra­jąc się przy tym do­strzec ele­men­ty ko­me­dio­we, ale cóż, wbrew temu, co obie­cy­wa­łeś w przed­mo­wie, tekst nie zdo­łał mnie roz­śmie­szyć nawet jed­nym zda­niem.

Jeśli był tu jakiś po­mysł, za­mor­do­wa­łeś go fa­tal­nym wy­ko­na­niem – bar­dzo źle czyta się tekst pełen błę­dów i uste­rek, źle za­pi­sa­nych dia­lo­gów i li­czeb­ni­ków, licz­nych po­wtó­rzeń, nie za­wsze po­praw­nie zło­żo­nych zdań, że o nad­uży­wa­niu wie­lo­krop­ków i nie naj­lep­szej in­ter­punk­cji nie wspo­mnę. Masz przed sobą wiele pracy, ale mam na­dzie­ję, ze z cza­sem zdo­łasz po­pra­wić warsz­tat.

 

wy­brał­by inny świat do uro­dze­nia się…na przy­kład… → Brak spa­cji po wie­lo­krop­ku.

 

ści­gać ludzi za nie­pła­ce­nie tan­tie­mów… → Tan­tie­ma jest ro­dza­ju żeń­skie­go, więc: …ści­gać ludzi za nie­pła­ce­nie tan­tie­m

Tu znaj­dziesz od­mia­nę słowa tan­tie­ma.

 

Napis na naj­bar­dziej prze­po­co­nym t-shir­cie w hi­sto­rii… → Napis na naj­bar­dziej prze­po­co­nym T-shir­cie w hi­sto­rii

 

ulu­bio­nym uśmie­chem nr. 19. → Li­czeb­ni­ki za­pi­su­je­my słow­nie, nie uży­wa­my skró­tów. Po tym skró­cie nie sta­wia się krop­ki.

 

De­li­kwent stał przez chwi­lę zre­zy­gno­wa­ny: kon­tem­plu­jąc wszyst­kie opcje. → Czemu w tym zda­niu służy dwu­kro­pek?

Za SJP PWN: dwu­kro­pek «znak in­ter­punk­cyj­ny (:) sta­wia­ny przed przy­to­cze­niem czy­ichś słów lub przed wy­li­cze­niem cze­goś»

 

A prze­cież nie było ich wiele…jeśli… → Brak spa­cji po wie­lo­krop­ku.

 

Czte­ry – trzy – dwa…de­li­kwent wes­tchnął po­now­nie…jeden… → Przy wy­li­cza­niu uży­wa­my prze­cin­ków, nie pół­pauz. Brak spa­cji po wie­lo­krop­kach – ten błąd po­ja­wia się wie­lo­krot­nie, więc prze­sta­ję uj­mo­wać go w ła­pan­ce.

 

Gdyby nie­zręcz­ność dało się mie­rzyć, mier­nik by sza­lał. Adam spoj­rzał na swój mier­nik… → Nie brzmi to naj­le­piej.

 

– Tak do pro­to­ko­łu, będę na­gry­wał, do­brze? – od­po­wie­dzia­ło mu tylko po­gar­dli­we wzru­sze­nie ra­mion. → Di­da­ska­lia wiel­ką li­te­rą.

Tu znaj­dziesz wska­zów­ki, jak za­pi­sy­wać dia­lo­gi.

 

za stu­dia pro­gra­mo­wa­nia klasy 6-tej… → …za stu­dia pro­gra­mo­wa­nia klasy szó­stej

Li­czeb­ni­ki za­pi­su­je­my słow­nie, zwłasz­cza w dia­lo­gach.

Te błędy po­ja­wia­ją się wie­lo­krot­nie, więc prze­sta­ję uj­mo­wać je w ła­pan­ce.

 

cza­sie 12 go­dzin zło­żyć od­wo­ła­nie. Za­kła­dam, że coś panu mówi ta cyfra? → …cza­sie dwu­na­stu go­dzin zło­żyć od­wo­ła­nie. Za­kła­dam, że coś panu mówi ta licz­ba?

Sprawdź zna­cze­nie słów cyfralicz­ba.

 

Adam wy­szcze­rzył się lo­do­wa­to… → Na czym po­le­ga lo­do­wa­tość wy­szcze­rze­nia się?

 

– Woda? Ory­gi­nal­nie! – za­ga­ił Adam z uśmie­chem… → Roz­ma­wia­ją od dłuż­szej chwi­li, więc nie za­ga­ił.

Sprawdź zna­cze­nie słowa za­ga­ić.

 

 …i ści­snął moc­niej ta­ble­ta. → …i ści­snął moc­niej ta­ble­t.

Tu znaj­dziesz od­mia­nę słowa ta­blet.

 

– Pani Ewa jest nie­chcia­ną – i dość re­gu­lar­ną – par­ty­cy­pant­ką pana snów ero­tycz­nych. → Uni­kaj do­dat­ko­wych pół­pauz w dia­lo­gach, Spra­wia­ją, że zapis staje się mniej czy­tel­ny.

 

że nie płaci pan jej tan­tie­mów. → …że nie płaci pan jej tan­tie­m.

 

nie­chaj opoką Twoją bę­dzie.” → Krop­kę sta­wia­my po za­mknię­ciu cu­dzy­sło­wu. Ten błąd po­ja­wia się w opo­wia­da­niu wie­lo­krot­nie.

 

Ró­żo­wa­we stróż­ki ście­ka­ły po jego – jesz­cze przed chwi­lą – nie­ska­zi­tel­nie bia­łych spodniach. → Czy po spodniach na pewno ście­ka­ły ró­żo­wa­we do­zor­czy­nie?

Sprawdź zna­cze­nie słów stróż­kastruż­ka.

 

a 69% kosz­tów za­le­gło­ści… → Li­czeb­ni­ki za­pi­su­je­my słow­nie i nie uży­wa­my sym­bo­li, zwłasz­cza w dia­lo­gach.

 

Bo de­li­kwent buch­nął nagle nie­kon­tro­lo­wa­nym śmie­chem… → Czy tu aby nie miało być: Bo de­li­kwent wybuch­nął nagle nie­kon­tro­lo­wa­nym śmie­chem

 

Do­brze, że się zgiął w pół… → Do­brze, że się zgiął wpół

 

– I Two­imipo­ca­ło­wał ją w czoło → – I two­imi.Po­ca­ło­wał ją w czoło.

Za­im­ki pi­sze­my wiel­ką li­te­rą, kiedy zwra­ca­my się do kogoś li­stow­nie.

 

– Do­sta­łeś alert-sms-a? -> – Do­sta­łeś alert-esme­sa/ alert-SMS-a?

 

– Jakaś burza ma­gne­tycz­na sza­le­je na słoń­cu. → Jeśli pi­szesz o gwieź­dzie, to: – Jakaś burza ma­gne­tycz­na sza­le­je na Słoń­cu.

Ten błąd po­ja­wia się kil­ka­krot­nie.

 

kładł na ma­te­ra­cu an­ty-de­pre­syj­nym… → …kładł na ma­te­ra­cu an­tyde­pre­syj­nym

 

Teraz był łomem, który pró­bo­wał mu roz­wa­lić klat­kę pier­sio­wą. Ko­szu­la przy­kle­iła mu się do ple­ców, które były teraz… → Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nia?

 

zła­ma­ło­by więk­szość ludzi ja­kich znam. → …zła­ma­ło­by więk­szość ludzi, któ­rych znam.

 

Tylko skąd ten prze­po­co­ny T-Shirt→ Tylko skąd ten prze­po­co­ny T-shirt

 

Nor­mal­nie mnie ścią­ga­ją po go­dzi­nie-pół­to­rej.Nor­mal­nie mnie ścią­ga­ją po go­dzi­nie, pół­to­rej.

 

i wzru­szył ra­mio­na­mi do Adama… → Można wzru­szyć ra­mio­na­mi, ale nie można wzru­szyć nimi do kogoś.

 

Ada­mo­wi coraz cię­żej się my­śla­ło → Ada­mo­wi coraz trud­niej się my­śla­ło

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Ciezko-a-trudno;19058.html

 

– „Tak na­praw­dę”? → Czemu tu służy cu­dzy­słów.

 

Adam zi­gno­ro­wał to „tym razem” i wbrew sku­pił się na clou: → Wbrew czemu?

 

ale cięż­ko się biega z prze­bi­ty­mi koń­czy­na­mi… → …ale źle/ nie­ła­two się biega z prze­bi­ty­mi koń­czy­na­mi

 

Pia­sek sma­gnął mu w oczy… → Od kiedy pia­sek po­tra­fi sma­gać?

Po­dmuch wia­tru może syp­nąć komuś pia­skiem w oczy, ale pia­sek, sam z sie­bie, nie umie sma­gać.

 

stra­cił go z wzro­ku zu­peł­nie. → …stra­cił go z oczu zu­peł­nie.

 

Pia­sek. Pia­sek we wło­sach, oczach, gar­dle…Był tylko pia­sek, więc Adam my­ślał tylko o nim. Adam my­ślałpia­sku, więc Adam żył. A sko­ru­pa pia­sku i krwi… → Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nia?

 

A prze­cież jesz­cze chwi­lę temu wi­sia­łem  

na krzy­żu. → Zbęd­ny enter.

 

– Twój ko­le­ga przy­jął jakiś ślub

mil­cze­nia? → Zbęd­ny enter. Ślu­bów się nie przyj­mu­je, śluby można zło­żyć.

 

efek­tow­nie mla­ska­jąc

roz­dwo­jo­nym ję­zy­kiem. → Zbęd­ny enter.

 

spy­ta­ła się węża. → …spy­ta­ła węża.

 

– To któ­rę­dy do tych ser­we­rów? – za­ga­ił i wsko­czył na swego konia.– To któ­rę­dy do tych ser­we­rów? – za­py­tał i wsko­czył na swego konia.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Za­sta­na­wia­ją­co epic­ki po­wiew nie­chę­ci (po raz drugi…;) i cie­ka­wie emo­cjo­nal­nie-zlew­cze po­dej­ście do pra­wi­deł re­cen­zji (kon­cept, prze­bieg fa­bu­lar­ny, kon­struk­cja świa­ta, bo­ha­te­rów czy dia­lo­gów) – mógł­bym to sko­men­to­wać po­dob­nym epi­te­tem jak Twój, ale nie je­ste­śmy w pia­skow­ni­cy, praw­da?) Za to sporo kon­kre­tów ję­zy­ko­wych, więc tutaj – serio – pięk­nie dzię­ku­ję (tro­chę od­wy­kłem od pi­sa­nia opo­wia­dań…) – i jak Two­je­mu du­cho­we­mu ko­le­dze: życzę mi­łe­go wie­czo­ru!;)

You sho­uld li­sten to your heart and not the vo­ices in your head...

smiley

Rew­rit­te­nve­r2

Sid­dhar­tha Gu­ata­ma zwykł był dy­wa­ga­cje co mniej mą­drych “ko­le­gów” po­mi­jać

‘szla­chet­nym mil­cze­niem’…

Jam nie Budda, lecz mil­cze­nia we mnie – jak gwiazd na nie­bie, ”ko­le­go” prze­pi­sy­wa­czu (?).

Też po­zdra­wiam ser­decz­nie i do nie­czy­ta­nia się…heh.

dum spiro spero

Za­sta­na­wia­ją­co epic­ki po­wiew nie­chę­ci (po raz drugi…;)

Rew­rit­te­nve­rze2, a gdzie z nie­chę­cią z mojej stro­ny spo­tka­łeś się po raz pierw­szy?

 

…cie­ka­wie emo­cjo­nal­nie-zlew­cze po­dej­ście do pra­wi­deł re­cen­zji…

Cóż mogę na to po­wie­dzieć… chyba tylko tyle, że jakie opo­wia­da­nie, takie od­czu­cia czy­ta­ją­ce­go.

Do­my­ślam się, że prze­ży­łeś roz­cza­ro­wa­nie, bo Twoje na­dzie­je zo­sta­ły za­wie­dzio­ne, choć tak po praw­dzie to nie wiem, co po­zwo­li­ło Ci spo­dzie­wać się okre­ślo­nej „re­cen­zji”.

 

Za to sporo kon­kre­tów ję­zy­ko­wych, więc tutaj – serio – pięk­nie dzię­ku­ję…

Bar­dzo pro­szę. 

 

…i jak Two­je­mu du­cho­we­mu ko­le­dze: życzę mi­łe­go wie­czo­ru! ;)

Ży­cze­nia za­pra­wio­ne zgryź­li­wo­ścią trud­no uznać za szcze­re. Po­nad­to, wy­staw sobie, nie mam ani du­cho­wych ko­le­gów, ani ko­le­ża­nek. :(

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Rew­rit­te­nve­r2 myślę, że po­wi­nie­neś nieco ode­tchnąć i na spo­koj­nie raz jesz­cze po­dejść do spra­wy. Wsta­wiasz tekst i spo­dzie­wasz się jego prze­czy­ta­nia (czyli po­świę­ce­nia czasu na lek­tu­rę i wy­pi­sa­nie wska­zó­wek w ko­men­ta­rzach) oraz me­ry­to­rycz­nych uwag i opisu emo­cji, jakie wy­wo­łał. A kiedy takie otrzy­mu­jesz, masz Au­to­rom za złe. Nie­lo­gicz­ne po­stę­po­wa­nie. Skut­kiem bę­dzie brak czy­tel­ni­ków przy ko­lej­nych tek­stach oraz ogól­ne znie­chę­ce­nie, no bo – skoro tak re­agu­jesz na ko­men­ta­rze, to po co je wsta­wiać i za­wra­cać sobie głowę czy­ta­niem opo­wia­dań Two­je­go au­tor­stwa? Prze­myśl to, bo na Por­ta­lu są na­praw­dę tęgie głowy (by­naj­mniej nie ja, za­pew­niam, ja sama uczę się cią­gle pi­sa­nia) i Czy­tel­ni­cy, któ­rzy znają się na rze­czy, a Ich ko­men­ta­rze mają Ci je­dy­nie pomóc pisać coraz le­piej. Ocze­ki­wa­nie je­dy­nie na okla­ski to nie­po­trzeb­ne na­dzie­je, nie każ­de­mu tekst musi się po­do­bać. Czy to zna­czy, że na­le­ży od razu ata­ko­wać, jeśli na­po­tka się opi­nię nie­zgod­ną z ocze­ki­wa­nia­mi? Każdy Czy­tel­nik cie­szy się tu au­to­ry­te­tem, po­świę­ca swój czas i uwagę tek­stom, zatem po­dejdź do ko­men­ta­rzy jako do po­moc­nych rad, a nie je­dy­nie kry­ty­ki. To serio dobra rada. I, myślę, wy­pa­da­ło­by prze­pro­sić za zbyt szyb­ko na­pi­sa­ne, nie­po­trzeb­ne stwier­dze­nia. 

Po­zdra­wiam ser­decz­nie, po­wo­dze­nia. :)

Pe­cu­nia non olet

Bruce, znów je­steś tu do­brym du­chem, ale…nie dajmy się zwa­rio­wać. Ja na­praw­dę mam grubą skórę Od 8 lat pi­sa­nie dla filmu jest jed­nym z moich za­wo­dów…co ozna­cza, że mu­sia­łem mieć do czy­nie­nia z uwa­ga­mi pro­du­cen­tów, re­ży­se­rów i kie­row­ni­ków li­te­rac­kich – z któ­ry­mi cza­sem się nie zga­dza­łem, ale na­uczy­łem się, że go­to­wy efekt (a przy­naj­mniej umowa opcji…;) jest za­wsze lep­szy niż ego.

 

Ale…serio uwa­żasz, że te po­wyż­sze ko­men­ta­rze były dobrą/obiek­tyw­ną re­cen­zją? Jasne, było sporo nie­do­ró­bek (da­aaaaw­no nie pi­sa­łem opo­wia­dań), ale i naj­lep­si pi­sa­rze mają od ta­kich rze­czy re­dak­to­rów. Jeśli 99 pro­cent “re­cen­zji” po­le­ga na wy­ła­py­wa­niu błę­dów sty­li­stycz­nych, czy skła­dnio­wych (jakby to one sta­no­wi­ły o głów­nej war­to­ści sto­ry-tel­lin­gu…), to coś tu jest chyba nie tak? Nie uwa­żam, że to było ja­kieś super opo­wia­da­nie, ale – w duchu CE­LO­WO wspo­mnia­nych in­spi­ra­cji – było przy­naj­mniej kom­pe­tent­ne. A tym­cza­sem…wszyst­kie naj­waż­niej­sze kry­te­ria oceny (chyba, że ktoś serio uważa, że bycie “gram­mar Nazi” sta­no­wi klu­czo­wą kwa­li­fi­ka­cję wy­rocz­ni w te­ma­cie ja­ko­ści tek­stów) zo­sta­ły – w naj­lep­szym wy­pad­ku (bo ko­le­gi-bud­dy­sty nawet na to nie było stać;) – za­war­te w jed­nym aka­pi­cie. W któ­rym wio­dą­cym epi­te­tem było “fa­tal­ne”. Tak po­waż­nie: uwa­żasz, że kon­cept, kon­struk­cja świa­ta, bo­ha­te­rów, prze­bieg fa­bu­lar­ny i od­nie­sie­nia te­ma­tycz­ne za­my­ka­ją się w wspo­mnia­nym epi­te­cie? I JED­NYM aka­pi­cie? Czemu nikt nie sko­men­to­wał te­ma­ty­ki dys­to­pii czy jak w fik­cji jest przed­sta­wia­ne chrze­ści­jań­stwo?

 

Za pomoc ję­zy­ko­wą prze­cież po­dzię­ko­wa­łem…wspo­mi­na­łem o gru­bej skó­rze, ale w życiu na wy­ciecz­ki oso­bi­ste też po pro­stu re­wan­żu­ję się szpi­la­mi – albo przy­naj­mniej pró­bu­ję zro­zu­mieć z czego dane wy­ciecz­ki oso­bi­ste (zwłasz­cza na forum li­te­rac­kim) wy­ni­ka­ją.

 

Tym bar­dziej, że Ty jakoś umia­łaś – mimo wspo­mnia­nych “uczuć re­li­gij­nych” – za­cho­wać się pro­fe­sjo­nal­nie i nie­in­fan­tyl­nie. Wiem, że je­stem tu nowy (i po­sta­ram się w końcu udzie­lać w re­cen­zjach – za ty­dzień się od­ko­pię z wspo­mnia­nych de­adli­nów;), ale…tak to chyba po­win­no wy­glą­dać, jeśli pi­szą­cy mają sobie po­ma­gać?

 

 

PS. I jak za­wsze – wy­bacz, Bruce -

 

Też po­zdra­wiam ser­decz­nie i do nie­czy­ta­nia się…heh.

 

Szko­da. Tyle się można było od Cie­bie na­uczyć. “Heh.” Ale prze­cież nie po to tu je­steś, by komuś po­ma­gać, praw­da?)

 

Rew­rit­te­nve­rze2, a gdzie z nie­chę­cią z mojej stro­ny spo­tka­łeś się po raz pierw­szy?

 

Moje pierw­sze opo­wia­da­nie tu – “Imidż” – było, po­wie­dział­bym, na­praw­dę faj­nie przy­ję­te (też z ko­men­ta­rza­mi te­ma­tycz­ny­mi i dys­ku­sją o in­spi­ra­cjach). Twój ko­men­tarz był je­dy­ny, który opi­sał­bym jako, uhm…”ten­den­cyj­nie-emo­cjo­nal­ny”?)

 

Damn. Tak na­praw­dę mia­łem na­pi­sać tylko “ser­decz­nie po­zdra­wiam i dzię­ku­ję za ko­men­ta­rze”. Na­praw­dę cenię to cza­so­pi­smo, a np Sap­kow­ski i jego “Ma­la­die” (choć nie tylko) swo­je­go czasu za­in­spi­ro­wał mnie do wy­bo­ru te­ma­tu ma­gi­ster­ki.

 

Well, “ser­decz­nie po­zdra­wiam i dzię­ku­ję za ko­men­ta­rze”. Serio do­ce­niam Wasze fa­cho­we rady ję­zy­ko­we (nawet jeśli nie umiem cza­sem nie sko­men­to­wać na­sta­wie­nia…;)

 

 

You sho­uld li­sten to your heart and not the vo­ices in your head...

Cóż, zro­bisz, jak uwa­żasz, ja się tu od za­le­d­wie kilku lat uczę kul­tu­ry za­cho­wa­nia i zasad po­praw­ne­go pi­sa­nia od in­nych i na pewno za­rów­no Re­gu­la­to­rzy, jak i Fa­scy­na­tor na­le­żą do ta­kich Au­to­ry­te­tów, a do Ich wie­dzy, do­świad­cze­nia oraz opa­no­wa­nia bar­dzo mi da­le­ko, za­pew­niam. 

A od wy­ty­ka­nia uste­rek ję­zy­ko­wych i ja za­zwy­czaj za­czy­nam każdy ko­men­tarz, bo bez ich po­pra­wie­nia tekst czę­sto jest cał­ko­wi­cie nie­czy­tel­ny i nie­zro­zu­mia­ły.

Po­zdra­wiam ser­decz­nie. :)

Pe­cu­nia non olet

…oj, nader dy­plo­ma­tycz­nie, droga Bruce) Ale ro­zu­miem, trza sza­no­wać wspól­no­tę – i nawet jeśli tak na­praw­dę nie od­po­wie­dzia­łaś, czy zga­dzasz się z ich emo­cjo­nal­nym po­dej­ściem (vide: “fa­tal­ne”;) – to też w sumie sza­nu­ję…

 

Po­zdra­wiam upo­rczy­wie-po­now­nie (i obie­cu­ję wkrót­ce nie gadać o tym, jak IMHO po­win­ny wy­glą­dać re­cen­zje – ale wg prak­ty­ki usku­tecz­nia­nej z kil­kor­giem zna­jo­mych – spró­bo­wać ko­men­to­wać w opo­wia­da­niach in­nych to, co – moim skrom­nym zda­niem – tak na­praw­dę czyni opo­wieść wartą roz­wi­ja­nia/czy­ta­nia/oglą­da­nia).

 

Bo tutaj jed­nak pod­pisz­my pro­to­kół roz­bież­no­ści: po­pra­wa skład­ni, li­te­ró­wek, czy sty­li­sty­ki jest oczy­wi­ście me­ga­waż­na (jak wspo­mnia­łaś: błędy wy­trą­ca­ją z śle­dze­nia opo­wie­ści…), ale sam wybór i roz­wój kon­cep­tu, pracy nad dia­lo­giem i bo­ha­te­ra­mi jest na zde­cy­do­wa­nie wyż­szej półce “in my book” – i chyba faj­niej się o tym roz­ma­wia na forum?

 

I nawet ewi­dent­nie świet­na ję­zy­ko­wo Re­gu­la­to­rzy – z ja­kichś wzglę­dów…– sku­pia się tylko na tym wcze­śniej­szym po­zio­mie opo­wie­ści. I, uhm, robi to co­kol­wiek emo­cjo­nal­nie (spoko, motto zo­bo­wią­zu­je, prze­cież sza­nu­ję to jako zło­śli­wiec;)…ale SERIO NIE OD­BIE­RAM PER­SO­NAL­NIE NI­CZE­GO, CO JEST KON­KRET­NE (tym bar­dziej, że – jak wspo­mnia­łem – wło­ży­łem kij w mro­wi­sko w kra­ju-ma­tecz­ni­ku JP2, więc się spo­dzie­wa­łem skraj­nych re­ak­cji…;)

 

I w sumie szko­da (re: Re­gu­la­to­rzy)…bom serio cie­kaw, czy ma ja­kieś kon­kret­ne prze­my­śle­nia kon­cep­to­wo-te­ma­tycz­no-po­sta­cio­wo-dia­lo­go­we.

 

…Maybe next time (I’ll be back: spodo­ba­ło mi się ubie­ra­nie po­my­słów, które cięż­ko sfil­mo­wać – w opo­wia­da­nia. I faj­nie też w sumie – re: gruba skóra – że zmu­sza­cie mnie do pracy nad li­te­rac­ką pol­sz­czy­zną – tro­chę mnie skrzy­wił jesz­cze inny zawód;)

You sho­uld li­sten to your heart and not the vo­ices in your head...

smiley

Bruce Sza­now­na i Sym­pa­tycz­na Du­szycz­ko Por­ta­lu…

Kudy mi tam do ja­kie­go­kol­wiek au­to­ry­te­tu. Co in­ne­go Re­gu­la­to­rzy – to jest praw­dzi­wy Au­to­ry­tet,

przed któ­rym za­wsze za­mia­tam zie­mię naj­lep­szym ka­pe­lu­szem.

smiley

Dzię­ku­jąc za Twoja opi­nię, po­słu­żę się nie ba­nal­nym – co­dzien­nym, choć za­wsze pięk­nym – 

bu­kie­ci­kiem kwia­tów, lecz czymś wy­jąt­ko­wym:

 

 

Wy­ro­sło toto nie­opatrz­nie przed ga­ra­żem i z tru­dem dało się omi­jać. Jed­nak to pięk­no do­ży­ło swo­ich  dni i trwa w pa­mię­ci…

Po­zdra­wiam.

smiley

dum spiro spero

Rew­rit­te­nve­r2, dy­plo­ma­cja plus ser­decz­ność równa się dobra at­mos­fe­ra na Forum i Por­ta­lu, czego za­wsze wszyst­kim Nam życzę. wink

Fa­scy­na­to­rze, dzię­ku­ję, na­to­miast co do tu­tej­szych Au­to­ry­te­tów, wiem, co mówię/piszę i jetem o tym prze­ko­na­na. heart

Pe­cu­nia non olet

Na­praw­dę nie­zły po­mysł. Aż szko­da, że sko­pa­ny bra­kiem lo­gi­ki i ję­zy­kiem.

"Gdyby nie­zręcz­ność dało się mie­rzyć, to mier­nik by sza­lał". I za chwil­kę: "Adam spoj­rzał na swój mier­nik nie­zręcz­no­ści …". No to jak ? Daje się nie­zręcz­ność mie­rzyć czy nie ?

Co to jest TO­TAL­NA po­wa­ga ?

Cyfr mamy (w ukła­dzie dzie­sięt­nym) tylko 10 i są to : 1,2,3,4,5,6,7,8,9,0 . 222 to licz­ba, a 222B to wy­ra­że­nie.

Jak można kogoś po­pchnąć O ramię ?

 

 

 

Nowa Fantastyka