- Opowiadanie: Ananke - Wyzwanie #21: Mistrz i uczeń

Wyzwanie #21: Mistrz i uczeń

Wątek or­ga­ni­za­cyj­ny.

 

Po­przed­nie wy­zwa­nia:

Wy­zwa­nie #1: Frag­ment fan­ta­sy

Wy­zwa­nie #2: Praw­da jak oliwa

Wy­zwa­nie #3: Po­le­je się krew

Wy­zwa­nie #4: W za­wie­sze­niu

Wy­zwa­nie #5: Bo to się zwy­kle tak za­czy­na

Wy­zwa­nie #6: Opisy, fa­tal­ne za­uro­cze­nie

Wy­zwa­nie #7: Prze­ję­te do­wo­dze­nie

Wy­zwa­nie #8: Pan­do­ra uchy­la wiecz­ko

Wy­zwa­nie#9: Ca­sting na bo­ha­te­ra

Wy­zwa­nie#10: Wię­cej was matka nie miała?

Wy­zwa­nie#11: Fan­ta­stycz­ny pro­jek­tant

Wy­zwa­nie #12: Mię­dzy usta­mi a brze­giem pu­cha­ru

Wy­zwa­nie #13: Gdy za długo pa­trzysz w ciem­ność...

Wy­zwa­nie #14: Za­graj­my na emo­cjach nie­zna­ną me­lo­dię

Wy­zwa­nie #14a: Mor­skie opo­wie­ści

Wy­zwa­nie #15: Per­spek­ty­wa i czas

Wy­zwa­nie #16 Nawet naj­dłuż­sza po­dróż za­czy­na się od jed­ne­go kroku

Wy­zwa­nie #17 Oko w oko z wro­giem

Wy­zwa­nie #18 Znów mu­si­my się po­go­dzić

Wy­zwa­nie #19 Gdy pa­trzę w twoje oczy, za­czy­na się dzień

Wy­zwa­nie #20 Jakaż to była wiel­ka gra!

Oceny

Wyzwanie #21: Mistrz i uczeń

Ter­mi­ny:

 

Pu­bli­ka­cja frag­men­tów: 30 V – 11 VI

Ko­men­ta­rze: bez ogra­ni­czeń

Wy­ni­ki: do 12 czerw­ca

 

Limit:

do 750 słów (ale je­stem go­to­wa na­giąć za­sa­dy, jeśli komuś bar­dzo za­le­ży)

 

O czym?

Pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i ucznia.

 

Co jest ważne?

To temat dość okle­pa­ny, więc liczę na ory­gi­nal­ność. Nie zwy­kłe: przy­cho­dzi chło­pak do sta­re­go men­to­ra, duka swoje imię, a mistrz magii uśmie­cha się i mówi, że go na­uczy tego, co wie, bla bla…

Niech to bę­dzie coś in­ne­go. Niech w pod­wod­nym świe­cie try­ton weź­mie sy­ren­kę do nauki ka­mu­fla­żu przed groź­ny­mi be­stia­mi na szla­ku wod­nym, niech kra­sno­lu­dek przyj­dzie pro­sić mi­strza-ko­ta o pomoc w cho­wa­niu się przed ludź­mi. Liczę na Wasze kre­atyw­ne po­my­sły. Oczy­wi­ście lu­dzie też mile wi­dzia­ni. :)

 

Prze­bieg:

To pierw­sze spo­tka­nie może, ale nie musi za­wie­rać po­wo­dów szko­le­nia. Może być tak, że to tra­dy­cja. A może być tak, że to proś­ba z kon­kret­ne­go po­wo­du, który nie jest istot­ny. Cho­dzi o samo pierw­sze spo­tka­nie i pierw­sze wska­zów­ki/dzia­ła­nia.

Uwaga, ważne: to MOŻE być frag­ment. We­dług zasad tego wy­zwa­nia, miały to być frag­men­ty, nie spój­na ca­łość. To wy­zwa­nie pod­le­ga pode mnie (póki mnie nie wy­rzu­cą, więc spiesz­cie się XD), więc mi jest obo­jęt­nie, co na­pi­sze­cie (short/frag­ment), ale za­chę­cam też do frag­men­tów, je­że­li macie na to ocho­tę. ;)

 

Mile wi­dzia­ne, ale nie ko­niecz­ne:

Nie­chęć ucznia do mi­strza/ćwi­czeń. To do­dat­ko­wa trud­ność: przy­cho­dzi ktoś, kto nie chce się szko­lić, ale musi/nie ma wy­bo­ru.

 

Fan­ta­sty­ka:

Taaak! Nawet jako sma­czek gdzieś w tle (knaj­pa pro­wa­dzo­na przez ogra).

 

Je­ste­ście go­to­wi na­pi­sać o pierw­szym spo­tka­niu dwóch istot: tej do­świad­czo­nej i tej do­pie­ro za­czy­na­ją­cej przy­go­dę? Jeśli tak: za­czy­na­my!

 

P.S. Po­dzię­ko­wa­nia dla SNDWLKR za czuj­ność. :) I muszę też po­dzię­ko­wać straż­ni­ko­wi wy­zwań, Rad­ko­wi, przy­po­mniał, że trze­ba wrzu­cać temat. :)

Koniec

Komentarze

 

Cie­ka­wost­ka: w każ­dej sce­nie w Im­pe­rium kontr­ata­ku­je, w któ­rej Luke po­bie­ra nauki u Yody, młody pa­da­wan robi coś źle:

naj­pierw nie roz­po­zna­je wiel­kie­go mi­strza,

potem jest mrocz­na ja­ski­nia mrocz­no­ści – olewa radę Yody i co?

nie umie wy­cią­gnąć X-win­ga z bagna

upusz­cza ka­mie­nie

i w końcu leci ra­to­wać Hana i Leię, cho­ciaż Yoda mu za­bra­nia

 

Also: https://ifunny.co/picture/hiwim-ugh-how-the-fuck-do-you-cover-letter-a-FjthqHnJ7

 

laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej 

Tar­ni­na 

 

Bo Gwiezd­ne wojny oglą­da się dla Hana a nie Luka, który jest chyba jed­nym z naj­bar­dziej pier­do­ło­wa­tych bo­ha­te­rów z sagi nawet Jar Jar był mniej iry­tu­ją­cy ;) ( moim zda­niem :P ) 

 

 

Hej 

Anan­ke dzię­ku­ję za ko­lej­ne wy­zwa­nie i wkle­jam mój tekst :) 

Miłej lek­tu­ry 

 

 

 

 Sze­re­go­wy Smith

 

– Sze­re­go­wy Smith, skoń­czy­ły się dobre czasy, gdy mo­gli­ście trze­pać ka­pu­cy­na i wpie­przać pa­ró­wecz­ki. To już nie jest szko­le­nie, to za­sra­ny front!

Smith sta­rał się pa­trzeć w prze­strzeń mię­dzy bar­kiem a lewym uchem War­ne­ra. Facet wy­glą­dał jak wy­rwa­ny z cza­so­pi­sma dla kul­tu­ry­stów, a po­li­czek prze­ci­na­ła mu głę­bo­ka bli­zna. Za jego ple­ca­mi roz­cią­ga­ła się po­nu­ra sce­ne­ria trze­cie­go księ­ży­ca pla­ne­ty RV5, pełna lejów i wznie­sień po­zba­wio­nych ja­kiej­kol­wiek ro­ślin­no­ści. Był to efekt nie­ustan­nych bom­bar­do­wań po­zy­cji wroga.

– Za mną, Smith! – wrza­snął War­ner.

Smith ru­szył za prze­ło­żo­nym, choć wcale nie był pe­wien, jaki ten ma sto­pień. Jego mun­dur ogra­ni­czał się do pod­ko­szul­ka ozdo­bio­ne­go pasem gra­na­tów, cięż­kich butów i spodni w moro, za które wło­żo­ny miał nóż bo­jo­wy.

– Przyj­rzyj­cie się do­brze, Smith – mówił War­ner, wska­zu­jąc pal­cem. – To są nasze linie oko­pów, za tam­tym wznie­sie­niem czają się obcy. Wi­dzie­li­ście kie­dyś ro­ba­la?

– Tak, wi­dzia­łem. Na szko­le­niu pusz­cza­li nam filmy in­struk­ta­żo­we – od­po­wie­dział.

– Słod­ki Jezu, filmy in­struk­ta­żo­we. Nic dziw­ne­go, że prze­gry­wa­my tę pie­przo­ną wojnę. Obie­cu­ję ci, że jesz­cze dzi­siaj zo­ba­czysz ro­ba­la na wła­sne oczy.

Wsko­czy­li do okopu, gdzie po­zo­sta­li to­wa­rzy­sze broni ob­rzu­ci­li ich po­nu­ry­mi spoj­rze­nia­mi.

– Wie­cie więc, że ro­ba­le to dwu i pół­me­tro­we po­two­ry plu­ją­ce żrą­cy­mi plwo­ci­na­mi, o czte­rech ra­mio­nach za­koń­czo­nych ostry­mi jak brzy­twy ko­sa­mi z chi­ty­no­we­go pan­ce­rza – cią­gnął dalej War­ner, pro­wa­dząc Smi­tha na ich po­ste­ru­nek. – Ale tego, czego nie wie­cie, to to, że skur­wie­le robią pod­ko­py. Ryją w ziemi jak za­sra­ny kre­cik w ogród­ku two­jej ba­bu­ni. Nie mo­że­my dać się im za­sko­czyć, i to jest nasze za­da­nie na dzi­siaj.

Do­szli do wy­su­nię­te­go na pół­noc po­ste­run­ku, z cięż­kim mio­ta­czem ognia, przy któ­rym stał chło­pak w wieku Smi­tha.

– To jest sze­re­go­wy Wi­śniew­ski, a ta rybka to sze­re­go­wy Smith – przed­sta­wił ich sobie War­ner. – A teraz skup się, Smith, bo nie będę po­wta­rzał! – za­ry­czał, wci­ska­jąc Smi­tho­wi flarę. – Od czte­rech dni wy­czu­wa­my drga­nia ziemi, mu­si­my się upew­nić, że ro­ba­le nie robią pod­ko­pu. Wa­szym za­da­niem jest za­brać flarę i wbi­jać ją w tamto wzgó­rze. Na­stęp­nie wró­cić na po­ste­ru­nek.

– Ale… – za­czął Smith.

– Żad­ne­go "ale"! Za­pie­przaj na wzgó­rze, sze­re­go­wy raz, dwa!

Smith wy­biegł z okopu i pu­ścił się pędem w stro­nę wzgó­rza. Gdy spraw­dził za ple­ca­mi od­le­głość od po­ste­run­ku, spo­strzegł, że cała linia obro­ny bacz­nie ob­ser­wu­je jego po­czy­na­nia. Sta­nął do­pie­ro na szczy­cie spa­lo­ne­go wznie­sie­nia i zo­rien­to­wał się, że nie ma po­ję­cia, jak wbić flarę w zie­mię. Wtedy grunt pod no­ga­mi Smi­tha za­drżał. Zie­mia roz­su­nę­ła się, a na­stęp­nie wy­strze­li­ła w po­wie­trze. Zro­bił dwa kroki w tył, gdy za­czął przed nim wy­ra­stać ol­brzy­mi, po­kry­ty tur­ku­so­wym pan­ce­rzem robal. Jego szczę­ko­czuł­ki po­ru­szy­ły się zło­wiesz­czo. Smith zdą­żył je­dy­nie ob­ró­cić się, zanim stru­ga żrą­cych plwo­cin ob­la­ła mu głowę. Zawył krót­ko, a w na­stęp­nej chwi­li po­tęż­ne ra­mio­na ob­ce­go prze­cię­ły jego kor­pus na dwoje.

– Wi­śniew­ski, oto druga lek­cja – za­czął War­ner, pa­trząc jak obcy roz­rzu­ca czę­ści Smi­tha po oko­li­cy. – Gdy już uda wam się po­wró­cić z pierw­sze­go wy­pa­du roz­po­znaw­cze­go w jed­nym ka­wał­ku, pa­mię­taj­cie, by przed ko­lej­nym zna­leźć sobie świe­że­go re­kru­ta, który wy­ko­na go za was.

 Ko­niec.

 

Po­zdra­wiam :)

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Eeej, Luke był słod­ki :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

No nie wiem :P 

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Za­cie­ka­wił mnie tytuł i temat. Po­czu­łem, że muszę, bo ina­czej…

 

 

 Stary mistrz i dziew­czyn­ka

 

Fa­renz miał już swoje naj­lep­sze lata za sobą. Był mi­strzem magii ognia. Opie­ko­wał się osadą, a wła­ści­wie ogniem, z któ­re­go ko­rzy­sta­li jej miesz­kań­cy na co dzień. Pil­no­wał, żeby im ognia nie za­bra­kło i żeby ogniem ni­cze­go nie znisz­czy­li. Miesz­kał w drew­nia­nym domku pod lasem, poza pa­li­sa­dą ota­cza­ją­cą chaty i ogród­ki. Miesz­kań­cy za­pew­nia­li mu je­dze­nie do­ce­nia­jąc przez lata świad­czo­ne im usłu­gi. Mistrz sta­rał się nie spo­ty­kać z nikim, zwłasz­cza z nie­do­rost­ka­mi przy­no­szą­cy­mi jadło. Mło­dych ser­decz­nie nie lubił.

Pew­ne­go dnia to wła­śnie Firka przy­nio­sła chleb i mięso. Dzie­się­cio­lat­ka, chuda, pie­go­wa­ta, z wło­sa­mi w ko­lo­rze mie­dzi i du­ży­mi ocza­mi, w któ­rych można było do­pa­trzyć się nie­po­skro­mio­nej cie­ka­wo­ści świa­ta. Po­sta­wi­ła wszyst­ko na ławce przed domem, jak było w zwy­cza­ju, ale nie po­szła sobie. Stała, prze­stę­pu­jąc z nogi na nogę i usi­łu­jąc przy­gła­dzić nieco ster­czą­ce na wszyst­kie stro­ny włosy.

– Czego nie idzie sobie? – ode­zwał się z domu Fa­renz.

– Bo mi ka­za­li się uczyć u cie­bie – cicho od­po­wie­dzia­ła Firka.

– Nie chcę ni­ko­go uczyć, a zwłasz­cza ta­kiej smar­ku­li.

– Ja też nie chcia­łam tu przyjść, ale po­wie­dzie­li, że tylko ty mo­żesz za­ra­dzić.

– Na co za­ra­dzić?

– Bo ja budzę ogień i on pali różne rze­czy.

Fa­renz, sły­sząc to, siadł, bo mu się słabo zro­bi­ło. Już my­ślał, że nie do­cze­ka dnia, kiedy na­ro­dzi się dziec­ko z sa­mo­rod­nym ta­len­tem magii ognia. Po dłuż­szej chwi­li usły­szał:

– Mogę już sobie pójść i po­wie­dzieć, że nie chcesz mnie uczyć?

Stary mistrz ze­brał siły i prze­ła­mu­jąc pie­lę­gno­wa­ną w sobie nie­chęć do dzie­ci rzekł:

– Idź i po­wiedz ro­dzi­com, że na­uczę cię wszyst­kie­go, co po­tra­fię, a zwłasz­cza pa­no­wa­nia nad ogniem wzbu­dza­nym przez cie­bie. Bę­dziesz tu przy­cho­dzić rano i po­zo­sta­wać do po­łu­dnia.

Firka nie ucie­szy­ła się, bo już my­śla­ła, że się wy­wi­nie od nauki u sta­re­go, który za­wsze mówił, że nie lubi dzie­ci i zwłasz­cza dziew­czy­nek. Po spa­le­niu ostat­nio staj­ni na­czel­ni­ka miała jed­nak za­po­wie­dzia­ne, że albo na­uczy się pa­no­wać nad swoim ogniem, albo bę­dzie mu­sia­ła opu­ścić ro­dzi­ców i wy­nieść się z osady. Ro­dzi­ce wy­my­śli­li więc naukę u Fa­ren­za.

– Do­brze, to ja jutro przy­le­cę rano – rzu­ci­ła gło­śno i już jej nie było.

 

Hej

Ko­ala­75

 

Bar­dzo wcią­ga­ją­cy tekst z cie­ka­wym po­my­słem, bar­dzo je­stem cie­kaw jak się mogą roz­wi­nąć re­la­cje sta­re­go zgryź­li­we­go ma­gi­ka i mło­dej za­dzior­nej adept­ki nie pa­nu­ją­cej nad mo­ca­mi :). Dużym mi­nu­sem jest to, że tekst bar­dziej wy­glą­da jak za­le­d­wie wstęp do opo­wia­da­nia, a nie szort.

 

Tak czy ina­czej, to co na­pi­sa­łeś jest bar­dzo in­try­gu­ją­ce :)

 

Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Z po­cząt­ku tego wątku jakoś za­pa­mię­ta­łem, może myl­nie, że tekst ma być wstę­pem/po­cząt­kiem cze­goś więk­sze­go. 

Nie musi, cho­ciaż pierw­sze spo­tka­nie au­to­ma­tycz­nie jest po­cząt­kiem cze­goś, więc…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cie­szę się, że są już tek­sty. heart

 

Dzię­ku­ję, że bie­rze­cie udział. Nie czy­tam jesz­cze, bo będę czy­tać ko­men­tu­jąc na bie­żą­co – jak to ja xd. 

 

Bar­dja­skier – Ty na­pi­sa­łeś tekst w kilka minut czy bra­łeś dawne opo­wia­da­nie? Jak na bie­żą­co to łał :O Kur­czę, po­dzi­wiam, ja tak mia­łam chyba tylko przy tem­pe­ra­tu­rze xd. Faj­nie tak usiąść i pisać. :) 

 

Koalo, super, że bie­rzesz udział. :) 

 

Tar­ni­no – widzę, że za­in­te­re­so­wa­nie wąt­kiem jest, cze­ka­my na Twój tekst! 

Nie chcę za­pe­szać, więc obiet­nic nie bę­dzie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Anan­ke tekst po­wstał tego sa­me­go dnia, co wy­zwa­nie ale nie w kilka minut ;) zo­ba­czy­łem wy­zwa­nie na Hyde parku i za­bra­łem się do pi­sa­nia, a wrzu­ci­łem jak po­ja­wi­ło się wy­zwa­nie w po­cze­kal­ni :) Ale faj­nie by było pisać tek­sty w kilka minut :D wtedy za­kła­dał bym majt­ki na spodnie i zro­bił­bym sobie logo SG – jak super gra­fo­man, choć już sam gra­fo­man nie­źle pa­su­je na nazwę super bo­ha­te­ra. Czy to King, czy Ma­ster­ton nie to tylko Gra­fo-Man pam pa ram pam :D

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

@Bar­dja­skier

Facet wy­glą­dał jak z cza­so­pi­sma dla kul­tu­ry­stów, a po­li­czek prze­ci­na­ła mu głę­bo­ka bli­zna.

Może jak wy­rwa­ny z cza­so­pi­sma, bo brak mi cze­goś mię­dzy jak a z cza­so­pi­sma.

 

– Żad­ne­go "ale"! Za­pie­przaj na wzgó­rze, sze­re­go­wy raz, daw!

dwa

Zro­bił dwa kroki w tył, gdy za­czął przed nim wy­ra­stać ol­brzy­mi robal, po­kry­ty tur­ku­so­wym pan­ce­rzem.

Ro­ba­la daj na ko­niec, bo w ko­lej­nym zda­niu od­wo­łu­jesz się nie­za­mie­rze­nie do pan­ce­rza;)

 

Pod­stęp­nie i zło­wiesz­czo to zro­bi­łeś. Je­dziesz kla­sy­kiem, a tu nagle pierw­sze i ostat­nie spo­tka­nie. Ładne.

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

@Ko­alo

 

Słod­kie opko, a może ra­czej pro­log, fajny po­mysł, który otwie­ra mnó­stwo moż­li­wo­ści. Aż Ci za­zdrosz­czę;)

Ostat­nie zda­nie bym wy­wa­li­ła, bo jest takie sztyw­no dy­dak­tycz­ne.

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

Bar­dja­skier – dla mnie Jar Jar był bar­dziej wku­rza­ją­cy xd. 

Luke aż tak pier­do­ło­wa­ty nie był, samo to co wspo­mi­na­ła Tar­ni­na – olał Yodę, le­ciał ra­to­wać przy­ja­ciół, rzu­cał się w wir walki, to po pro­stu dzie­ciak był i tyle. ;) Han to inna liga, star­szy cwa­niak. :D

 

A teraz opo­wia­da­nie. :)

 

Sze­re­go­wy Smith

 

Do­brze się za­czy­na, po woj­sko­we­mu, moc­nym ak­cen­tem. ;) 

 

To już nie jest szko­le­nie, tylko za­sra­ny front!

Tutaj to „tylko” wy­bi­ja z rytmu, tro­chę wy­dłu­ża, jak tak szyb­ko czy­tam na głos, żeby wczuć się w War­ne­ra, to po­le­cam nawet zro­bić po­wtó­rze­nie z „to” (To już nie jest szko­le­nie, to za­sra­ny front!) albo tro­chę prze­ro­bić, żeby na­bra­ło dy­na­mi­ki. ;) 

 

po­li­czek prze­ci­na­ła mu głę­bo­ka bli­zna. Za nim roz­cią­ga­ła

Tutaj pi­szesz o po­licz­ku, a na­stęp­nie da­jesz „za nim” co brzmi tak, jakby za tym po­licz­kiem roz­cią­ga­ła się sce­ne­ria. Nie­ste­ty, język pol­ski tak ma. Po­le­cam: Za ple­ca­mi War­ne­ra (ew. na­pi­sać sto­pień – ka­pi­ta­na/ge­ne­ra­ła, to nie bę­dzie po­wtó­rze­nia). A, czy­tam dalej, że nie wia­do­mo, jaki ma sto­pień. To niech bę­dzie na­zwi­sko. ;) 

 

Za mną, Smith! – wrza­snął War­ner.

Ru­szył za prze­ło­żo­nym,

 

Tu gubi się pod­miot, jak pi­sze­my, że wrza­snął War­ner, to na­stęp­ne też się od­no­si do niego (no ja wiem, o kogo cho­dzi, ale za­sa­dy po­praw­no­ści nie­ste­ty nie), więc trze­ba na­pi­sać:

Smith ru­szył za prze­ło­żo­nym. 

Mo­żesz wtedy po­mi­nąć na­zwi­sko w tym, jak War­ner wrzesz­czy i nie bę­dzie po­wtó­rze­nia. ;) 

 

Na tym eta­pie muszę dodać, że bar­dzo faj­nie wy­peł­niasz temat mistrz-uczeń, bez zbęd­ne­go za­głę­bia­nia się w za­po­zna­nie, wszyst­ko wy­cho­dzi tak lekko, bez sztucz­no­ści, po­do­ba mi się. ;) 

 

od­po­wie­dział Smith.

Nie­po­trzeb­ne, mamy dwie osoby, wiemy, kto od­po­wie­dział. 

 

ostry­mi z jak

Ostry­mi jak z 

 

– A teraz skup się, Smith, bo nie będę po­wta­rzał! – za­ry­czał War­ner, wci­ska­jąc Smi­tho­wi flarę. – Od czte­rech dni wy­czu­wa­my drga­nia ziemi, mu­si­my się upew­nić, że ro­ba­le nie robią pod­ko­pu. Wa­szym zada

 

Ja bym to dała do po­przed­niej wy­po­wie­dzi. Skoro mówi nadal War­ner, to nowy myśl­nik na po­cząt­ku wpro­wa­dza w błąd. ;) I nie ma co pisać, że War­ner ryk­nął, mamy wy­krzyk­nik. ;) 

 

 sze­re­go­wy raz, daw

dwa

 

Po­ja­wia się robal i tak myślę, że skoro już go wi­dzi­my, nie­po­trzeb­ne jest opi­sy­wa­nie wroga przez War­ne­ra wcze­śniej. ;) 

 

Na plus chaos w oko­pach i wy­sła­nie Smi­tha na bez­sen­sow­ną śmierć – no wojna tak nie­ste­ty też wy­glą­da. Nie­do­świad­cze­ni idą na rzeź, a ni­ko­go to spe­cjal­nie nie ob­cho­dzi, znie­czu­li­ca. 

 

Nie spo­dzie­wa­łam się, że uśmier­cisz ucznia, to na pewno na plus. :D Dość rzad­ko au­to­rzy tak robią z głów­nym bo­ha­te­rem. ;) 

 

Tekst czy­ta­ło mi się do­brze, prze­nio­słam się na księ­życ RV5, mimo że opi­sów nie było, ale wy­brną­łeś tym, że przez bom­bar­do­wa­nia wszę­dzie te leje i za­głę­bie­nia. 

Spo­tka­nie mi­strza i ucznia – hm, no czy taki mistrz to był… cięż­ko po­wie­dzieć, bo Smith nawet nie wie­dział kto to jest War­ner (w sen­sie jaki ma sto­pień i czy fak­tycz­nie jest aż tak ważny) i nie po­trze­bo­wał do niego przyjść, to ra­czej wy­ni­ka­ło z przy­pad­ku/sy­tu­acji na woj­nie. ;) Cho­dzi mi o to, że gdyby Smith spo­tkał kogoś in­ne­go niż War­ner, to dla Smi­tha nie by­ło­by róż­ni­cy. My­śla­łam, że na końcu się to zmie­ni… jed­nak nie. 

Ale myślę, że takie po­dej­ście do te­ma­tu też jest jak naj­bar­dziej okej. Po pro­stu za­bra­kło mi tutaj ich re­la­cji, od­czuć ze stro­ny ucznia. Bo War­ner sporo gada i po­ucza, a Smith… Nie wiemy za bar­dzo, co o tym myśli, ma tylko dwie kwe­stie, a jedna z nich to „Ale…”. I czy uzna­je War­ne­ra za mi­strza? 

 

Ale wia­do­mo, to wojna, a wojna rzą­dzi się swo­imi pra­wa­mi. :) 

 

 

 

Stary mistrzdziew­czyn­ka

 

Koalo, za­czy­nasz i mi przed ocza­mi staje świat Zie­mio­mo­rza od Le Guin, oczy­wi­ście nie było tam mi­strzów magii ognia, ale ten star­szy mistrz i opie­ka nad osadą, lubię takie kli­ma­ty. Lubię magię, która jest spo­koj­na, która po­ma­ga lu­dziom. 

 

Z dru­giej stro­ny – tro­chę za długi wstęp, takie stresz­cze­nie jego życia, można by to jakoś skró­cić, nie mu­si­my wie­dzieć wszyst­kie­go. ;) 

 

wszyst­kie­go. Po­sta­wi­ła wszyst­ko

Po­dob­ne słowa. 

 

– Czego nie idzie sobie? – ode­zwał się z domu Fa­renz.

Lubię takie sty­li­za­cje. :D

 

nie­chęć do dzie­ci rzekł:

Prze­ci­nek przed rzekł

 

Firka nie ucie­szy­ła się, bo już my­śla­ła

Za­czą­łeś od Fa­ren­za i jego per­spek­ty­wy, a na ko­niec ska­czesz do per­spek­ty­wy Firki, tro­chę to cha­osu wpro­wa­dza. 

 

więc naukę u Fa­ren­za

Brak krop­ki

 

Opo­wia­da­nie jest kla­sycz­ne, po­do­ba­ło mi się, że mie­li­śmy tutaj taką osadę gdzieś z dala od wiel­kie­go cha­osu, mistrz był już na – można po­wie­dzieć – eme­ry­tu­rze, a uczen­ni­ca młoda, nie­chęt­na do nauki. 

 

Bra­ko­wa­ło jed­nak cze­goś, co wska­że nam, czemu on nie lubił mło­dych. I nie cho­dzi o wy­ja­śnie­nie, o po­da­nie po­wo­du w tek­ście, ale po­mię­dzy li­nij­ka­mi. Samo to, że mamy wzmian­kę „Mło­dych ser­decz­nie nie­na­wi­dzł”, a na­stęp­nie przyj­mu­je Firkę na uczen­ni­cę, two­rzy nam dziw­ny obraz. Nar­ra­tor mówi coś in­ne­go niż wy­ni­ka z za­cho­wa­nia bo­ha­te­ra. Uni­ka­ła­bym ta­kich okre­śleń w tek­ście. Samo to, że nie­na­wi­dził mło­dych to mocne słowo, zbyt mocne. Nie­na­wiść nie prze­ja­wia się w zwy­kłej nie­chę­ci, a ra­czej to od­czu­wał Fa­renz. ;) 

 

No i ten aka­pit z punk­tu wi­dze­nia Firki – faj­nie, gdyby to nie było stresz­cze­nie, a gdy­by­śmy mieli to wple­cio­ne w dia­log. ;) 

 

bar­dziej wy­glą­da jak za­le­d­wie wstęp do opo­wia­da­nia, a nie szort.

Bar­dja­skier – bo to nie musi być short. A wła­ści­wie te wy­zwa­nia po­cząt­ko­wo miały wła­śnie być frag­men­tem, nie shor­tem. :D Ale za­sa­dy są płyn­ne, two­rzy­my tu za­rów­no frag­men­ty, jak i coś w ro­dza­ju shor­tów, ćwi­czy­my, ba­wi­my się. :) 

 

Z po­cząt­ku tego wątku jakoś za­pa­mię­ta­łem, może myl­nie, że tekst ma być wstę­pem

Koalo, nie my­lisz się, tekst to pierw­sze spo­tka­nie, więc to, jak się po­to­czą losy, nie musi być w tek­ście ujęte. :) 

 

Mam już po­mysł, na razie wrzu­cam śle­dzia. <><

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej 

Am­bush

 

A dzię­ku­ję :) faj­nie, że się po­do­ba­ło. Dzię­ku­ję za ła­pan­kę wszyst­ko po­pra­wio­ne :D 

 

“Pod­stęp­nie i zło­wiesz­czo” :D Takie kom­ple­men­ty cie­szą naj­bar­dziej :)

 

 

Anan­ke

 

Super, że się po­do­ba­ło :) i dzię­ku­ję za wy­ła­pa­nie błę­dów wszyst­ko po­pra­wio­ne :D , pra­wie ;) 

 

 

“– A teraz skup się, Smith, bo nie będę po­wta­rzał! – za­ry­czał War­ner, wci­ska­jąc Smi­tho­wi flarę. – Od czte­rech dni wy­czu­wa­my drga­nia ziemi, mu­si­my się upew­nić, że ro­ba­le nie robią pod­ko­pu. Wa­szym zada

 

Ja bym to dała do po­przed­niej wy­po­wie­dzi. Skoro mówi nadal War­ner, to nowy myśl­nik na po­cząt­ku wpro­wa­dza w błąd. ;) I nie ma co pisać, że War­ner ryk­nął, mamy wy­krzyk­nik. ;) “ 

 

Ale to jest jedna wy­po­wiedź Wa­re­na ;) 

 

 

“Po­ja­wia się robal i tak myślę, że skoro już go wi­dzi­my, nie­po­trzeb­ne jest opi­sy­wa­nie wroga przez War­ne­ra wcze­śniej. ;) “

 

A wła­śnie :D ale scena stra­ci­ła by na dy­na­mi­ce jak­bym za­czął go opi­sy­wać, a tak już wiemy jak robal wy­glą­da i można od razu przejść do ma­sa­kro­wa­nia Smi­tha :D 

 

 

No i spra­wa mi­strza Waren jest mi­strzem ale nie szko­li Smi­tha tylko Wi­śniew­skie­go i re­la­cja mistrz – uczeń od­no­si się wła­śnie do tych dwóch po­sta­ci ;) 

 

No dobra z tym Lu­kiem fak­tycz­nie i trze­ba przy­znać, że miał kilka faj­nych scen ( w prze­ci­wień­stwie do Jar Jara ) ale, że był słod­ki – ewoki były słod­kie :D… No dobra już się nie cze­piam tego Luka ;)

 

Po­zdra­wiam :)

 

 

PS . Ko­ala­75 a wi­dzisz to jed­nak ja nie do­czy­ta­łem :) ale i tak szko­da, że nie znamy dal­szej czę­ści. A chęt­nie bym prze­czy­tał co było dalej ;) 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Wpro­wa­dzi­łem po­praw­ki. Był­bym szczę­śli­wy, gdyby ktoś roz­wi­nął ten wstęp do peł­ne­go opo­wia­da­nia, wy­ko­rzy­stu­jąc nie­chęć uczen­ni­cy do ucze­nia się i prze­ła­my­wa­nie się sta­re­go mi­strza dla dobra spra­wy. I żeby to nie było super po­waż­ne. smiley

Tar­ni­no – nie za­pe­szam więc! :) 

 

 

Bar­dja­skier – aa, no tak, bo w po­cze­kal­ni tro­chę wi­sia­ło przez moją po­mył­kę. :D

No ja przy wy­so­kiej go­rącz­ce pi­sa­łam tek­sty jak ma­szy­na, więc to jest moż­li­we, choć w nor­mal­nym życiu (bez go­rącz­ki xd) nie umia­ła­bym tego po­wtó­rzyć. XD

 

 

SNDWLKR

Mam już po­mysł, na razie wrzu­cam śle­dzia. <><

Cze­ka­my! 

 

 

 

Bar­dja­skier:

 

Zo­bacz ten frag­ment, tutaj myśl­nik jest niżej drugi, mimo że dwa razy mówi War­ner. :) 

 

 

– To jest sze­re­go­wy Wi­śniew­ski, a ta rybka to sze­re­go­wy Smith – przed­sta­wił ich sobie War­ner.

– A teraz skup się, Smith, bo nie będę po­wta­rzał! – za­ry­czał War­ner, wci­ska­jąc Smi­tho­wi flarę.

 

A cho­dzi o to:

– To jest sze­re­go­wy Wi­śniew­ski, a ta rybka to sze­re­go­wy Smith – przed­sta­wił ich sobie War­ner. – A teraz skup się, Smith, bo nie będę po­wta­rzał! – za­ry­czał War­ner, wci­ska­jąc Smi­tho­wi flarę.

 

W sumie warto może na­zwać tego Smi­tha, tak teraz myślę, że bra­ku­je mu imie­nia, skoro mamy opo­wia­da­nie z jego per­spek­ty­wy. Więc wtedy też nie by­ło­by pro­ble­mu z po­wtó­rze­nia­mi. ;) W nar­ra­cji miał­byś imię, w wy­po­wie­dziach War­ne­ra – na­zwi­sko. ;) 

 

A wła­śnie :D ale scena stra­ci­ła by na dy­na­mi­ce jak­bym za­czął go opi­sy­wać, a tak już wiemy jak robal wy­glą­da i można od razu przejść do ma­sa­kro­wa­nia Smi­tha :D 

 Haha, no spryt­ne wy­ja­śnie­nie. :D

 

re­la­cja mistrz – uczeń od­no­si się wła­śnie do tych dwóch po­sta­ci ;) 

A, no to nie wy­ła­pa­łam tego przy pierw­szym czy­ta­niu, ale przy dru­gim już można to za­uwa­żyć i tym bar­dziej opo­wia­da­nie zy­sku­je, że mamy Smi­tha jako ta­kie­go de­mo-ucznia, który ginie, a War­ner szko­li Wi­śniew­skie­go. Tyle że tro­chę mało tego Wi­śniew­skie­go, tzn. jeśli ma być tym ty­tu­ło­wym uczniem, no to faj­nie, gdyby od po­cząt­ku wi­dział, jak War­ner ob­cho­dzi się ze Smi­them, a oni do­pie­ro idą do okopu, chyba że to taka od­le­głość, że stoją tylko nad oko­pem i Wi­śniew­ski ich cały czas widzi. Tyle że w sumie tak pa­trząc pod tym kątem, cie­ka­wa by­ła­by nar­ra­cja z punk­tu wi­dze­nia Wi­śniew­skie­go. :) 

 

No dobra z tym Lu­kiem fak­tycz­nie i trze­ba przy­znać, że miał kilka faj­nych scen

No miał, miał. :D

 

A czy był słod­ki – no, co kto lubi. Ja tam je­stem #te­am­Han, także cóż. :D

 

 

Koalo – roz­wi­jaj wstęp, po­czy­ta­my. :) 

 

No ja przy wy­so­kiej go­rącz­ce pi­sa­łam tek­sty jak ma­szy­na, więc to jest moż­li­we, choć w nor­mal­nym życiu (bez go­rącz­ki xd) nie umia­ła­bym tego po­wtó­rzyć. XD

Od­mien­ne stany świa­do­mo­ści? XD

A czy był słod­ki – no, co kto lubi. Ja tam je­stem #te­am­Han, także cóż. :D

I like nice men :P

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej 

Anan­ke

“Zo­bacz ten frag­ment, tutaj myśl­nik jest niżej drugi, mimo że dwa razy mówi War­ner. :) “

 

A już widzę po­pra­wio­ne :D 

 

“ Haha, no spryt­ne wy­ja­śnie­nie. :D”

 

:) A dzię­ku­ję

 

“W sumie warto może na­zwać tego Smi­tha, tak teraz myślę, że bra­ku­je mu imie­nia, skoro mamy opo­wia­da­nie z jego per­spek­ty­wy. Więc wtedy też nie by­ło­by pro­ble­mu z po­wtó­rze­nia­mi. ;) W nar­ra­cji miał­byś imię, w wy­po­wie­dziach War­ne­ra – na­zwi­sko. ;) “

 

Spra­wa do prze­my­śle­nia :) z samym na­zwi­skiem jest tak bar­dzie uprzed­mio­to­wio­ny ;)

 

 

 “Tyle że w sumie tak pa­trząc pod tym kątem, cie­ka­wa by­ła­by nar­ra­cja z punk­tu wi­dze­nia Wi­śniew­skie­go. :) “

 

Też my­śla­łem nad tym, ale chyba już zbyt duże za­mie­sza­nie by się zro­bi­ło w tak krót­kim tek­ście :) 

 

Tar­ni­na, Anan­ke

 

 

Tak swoją drogą, jak dla mnie, ta scena kiedy za­mra­ża­ją go w kar­bo­ni­cie, jest znacz­nie bar­dziej emo­cjo­nal­na niż gdy Luk traci dłoń ;)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Na­mó­wio­ny przez Anan­ke roz­wi­jam, miesz­cząc się jesz­cze w li­mi­cie słów, cho­ciaż może nie w cier­pli­wo­ści czy­ta­ją­cych.

 

Stary mistrz i dziew­czyn­ka c.d.

 

Na­stęp­ne­go dnia o świ­cie Firka przy­bie­gła przed dom Fa­ren­za. Cisza, za­kłó­ca­na je­dy­nie śpie­wem pta­ków, po­zwa­la­ła jej my­śleć, że mistrz jesz­cze śpi. Wie­dząc, że nigdy nie za­my­kał domu, wśli­zgnę­ła się do kuch­ni, sta­ra­jąc się nie na­ro­bić ha­ła­su. Nie zdzi­wi­ła się tym, co zo­ba­czy­ła. Jej dzia­dek też nie sprzą­tał po sobie i matka czę­sto na­rze­ka­ła. Mała lu­bi­ła po­rzą­dek, jak mama. Czymś muszę się zająć zanim ten dzi­wak wsta­nie. Może mnie nie wy­rzu­ci, jak tro­chę po­zmy­wam – po­my­śla­ła. Myjąc ta­le­rze i garn­ki, dziew­czyn­ka nie za­uwa­ży­ła, kiedy w drzwiach kuch­ni sta­nął mistrz.

– Po­wie­dzia­łem rano, to nie zna­czy­ło, że w środ­ku nocy i prze­stań się rzą­dzić jak u sie­bie – wy­bur­czał, ale nie zbyt gło­śno, żeby małej nie wy­stra­szyć, w grun­cie rze­czy za­do­wo­lo­ny.

– My­śla­łam, że jesz­cze śpisz i chcia­łam jak w domu…

– Nie je­stem twoim dziad­kiem i masz do mnie mówić: mi­strzu.

– Tak… mi­strzu.

– Umiesz roz­pa­lić ogień, żeby za­go­to­wać wodę na her­ba­tę?

Firka po­my­śla­ła: Po­ka­żę mu, jak to robię co­dzien­nie. Sku­pi­ła się, chcąc wzbu­dzić ogień pod ku­chen­ną płytą i… nic.

– My­śla­łaś, że po­zwo­lę ci spa­lić mój dom, jak tamtą staj­nię?

– Bo on na mnie krzy­czał, że mu Kasz­tan­ka roz­piesz­czam i gro­ził pasem. Wtedy ogień do­ko­ła wy­buchł.

Fa­renz zro­zu­miał, że dziew­czyn­ka ma nie tylko ta­lent, lecz moc, o ja­kiej nie­je­den mógł ma­rzyć, ale sama nie umie nad nią pa­no­wać i jego za­da­niem bę­dzie ją tego na­uczyć. I, że nie po­wi­nien na nią krzy­czeć ani jej de­ner­wo­wać, bo nawet ze swoim do­świad­cze­niem może nie móc jej ognia uga­sić.

– Pod­grzej tę wodę wresz­cie, bo nie zjemy śnia­da­nia.

Tym razem Firce udało się wzbu­dzić ogień nie za duży i nie za mały, w sam raz. Spo­dzie­wa­ła się po­chwa­ły…

– Nie na­dy­maj się tak. Przy­po­mnij sobie świą­tecz­ne­go in­dy­ka.

Jak stary się o tym do­wie­dział? Prze­cież ni­ko­mu tego nie opo­wie­dzie­li. Czyż­by miał jesz­cze inne ta­jem­ne moce? – różne myśli go­ni­ły w gło­wie Firki. To była po­raż­ka. Mama nie czuła się do­brze i mała miała do­pil­no­wać upie­cze­nia in­dy­ka. Ogień wydał jej się wątły i tro­chę go wzmoc­ni­ła po swo­je­mu. Indyk wkrót­ce przy­po­mi­nał wę­gie­lek i wszy­scy się śmia­li. Na­stęp­ny zo­stał upie­czo­ny bez po­mo­cy Firki.

– Zjesz razem ze mną, bo na pewno nie ja­dłaś, a śnia­da­nie jest naj­waż­niej­sze, potem nauka.

Dziew­czyn­ka ro­zu­mia­ła, że śnia­da­nie jest ważne, ale nauka… Prze­cież jest tyle cie­kaw­szych zajęć. Do­brze, że bę­dzie­my się bawić ogniem, tak po­wie­dział ten dzi­wak. Może się nie za­nu­dzę.

Po zje­dze­niu, nie spie­sząc się do nauki, mała po­zmy­wa­ła wszyst­ko i od­sta­wi­ła na miej­sce. Fa­renz uwa­żał to za stra­tę czasu, ale nie pro­te­sto­wał, wi­dząc, że Firka w ten spo­sób tro­chę się uspa­ka­ja. Le­piej, żeby nie była zde­ner­wo­wa­na – po­my­ślał.

 

Hej Koala super roz­wi­nię­cie, jak dla mnie do­brze czu­jesz hi­sto­rie i ja bym się na Twoim miej­scu nie za­trzy­my­wał i pisał dalej :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Od­mien­ne stany świa­do­mo­ści? XD

Tar­ni­no, pierw­szy raz tak mia­łam, ale w sumie nigdy wcze­śniej nie pró­bo­wa­łam. I nie to, że cze­kam na go­rącz­kę i cho­ro­bę (xd), ale myślę, że na­stęp­nym razem też spró­bu­ję. W końcu czte­ry opo­wia­da­nia na­pi­sa­łam nie­mal cią­giem. :D

 

I like nice men :P

Tak mu tylko po­wie­dzia­ła, żeby wku­rzyć. XD

 

 

Bar­dja­skier

Spra­wa do prze­my­śle­nia :) z samym na­zwi­skiem jest tak bar­dzie uprzed­mio­to­wio­ny ;)

Hm, no taki John za wiele by nie zmie­nił, ale to już jak Ty uwa­żasz. ;) 

 

Też my­śla­łem nad tym, ale chyba już zbyt duże za­mie­sza­nie by się zro­bi­ło w tak krót­kim tek­ście :) 

No trze­ba by pisać z tej per­spek­ty­wy od po­cząt­ku, ale może by­ło­by to cie­ka­we. :) 

 

Tak swoją drogą, jak dla mnie, ta scena kiedy za­mra­ża­ją go w kar­bo­ni­cie, jest znacz­nie bar­dziej emo­cjo­nal­na niż gdy Luk traci dłoń ;)

Dla mnie dwie sceny są fajne, chyba cięż­ko by­ło­by mi wy­brać, która bar­dziej. :) 

 

Koalo, super, że po­sta­no­wi­łeś roz­wi­nąć opo­wia­da­nie. :) Prze­czy­tam jak będę mieć chwi­lę do ko­men­to­wa­nia. ;) 

Tak mu tylko po­wie­dzia­ła, żeby wku­rzyć. XD

I nie był to pierw­szy (ani ostat­ni) raz XD

ta scena kiedy za­mra­ża­ją go w kar­bo­ni­cie, jest znacz­nie bar­dziej emo­cjo­nal­na niż gdy Luk traci dłoń ;)

A po­dob­no chłop­cy lubią na­pa­rzan­kę, za to nie lubią ro­man­sów XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ma­lo­wa­ny welon, An­giel­ski pa­cjent, For­te­pian, Po­że­gna­nie z Afry­ką, I Am Dina – bar­dzo dobre filmy :). Kino akcji lubią nie­grzecz­ni chłop­cy typu Solo :p i choć wolę zde­cy­do­wa­nie Hana od Luka to chyba bli­żej mi do tego dru­gie­go…Eh kła­mać też nie po­tra­fię bar­dziej do C-3PO

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Co to jest, z tego YT wście­kle, wście­kłe ko­bie­ty w pe­le­ry­nach :D ja się za­trzy­ma­łem na Sor­shy z Wil­low i Va­le­ri z Co­na­na ale one były umiar­ko­wa­nie wście­kłe ;)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Car­rie Fi­sher do­sta­ła rolę, bo wie­dzia­ła, jak się trzy­ma broń XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

To za­wsze na plus :) cie­ka­we jak inne kan­dy­dat­ki wy­pa­dły :D Berg­man chyba też się przy­kła­da­ła do roli ;)

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Koala

 

No ja ro­zu­miem, że osada i w ogóle, ale czemu dziew­czyn­ka przy­cho­dzi do kogoś, kto ma uczyć ją magii, a od progu za­bie­ra się za zmy­wa­nie na­czyń? To dla mnie mocno ste­reo­ty­po­we, że dziew­czyn­ki na­uczo­ne są zmy­wa­nia po wszyst­kich, bo tak się je uczy. 

No i okej – to opo­wia­da­nie i rzą­dzi się swo­imi pra­wa­mi, ale cięż­ko mi to za­ak­cep­to­wać. :(

 

Fa­renz zro­zu­miał, że dziew­czyn­ka ma moc, o ja­kiej nie­je­den mógł ma­rzyć, ale sama nie umie nad nią pa­no­wać i jego za­da­niem bę­dzie ją tego na­uczyć

No to już wiemy ze wcze­śniej­szej czę­ści, ja bym to usu­nę­ła, bo nic nie wnosi. ;) 

 

W sce­nie, w któ­rej Fe­renz przy­po­mi­na in­dy­ka, bra­ku­je mi kon­se­kwen­cji – prze­cież w pierw­szej czę­ści Fe­renz jest za­sko­czo­ny, że Firka ma moc ognia, w tej na po­cząt­ku pyta ją czy po­tra­fi roz­pa­lić ogień na her­ba­tę, a potem wy­ska­ku­je z tym in­dy­kiem. Skoro wie­dział o wpad­ce z in­dy­kiem – no to po­wi­nien wie­dzieć, że ma jakiś tam ta­lent do ognia. ;) Warto to prze­ro­bić. ;) 

 

No i tutaj masz też stresz­cze­nie tego, co było, więc też warto po­my­śleć, jak to zro­bić ina­czej – może na­wią­za­nie w roz­mo­wie, niech mistrz za­py­ta ją o coś, co jej się kie­dyś przy­da­rzy­ło złego z ogniem. Choć i tak, dla mnie ta pierw­sza scena po­ka­zy­wa­ła, że dziew­czyn­ka ma w ogóle moc ognia, a póź­niej się oka­za­ło, że on wie­dział, że tę moc ma, ale nie wie­dział, że tak dużą. 

 

Dziew­czyn­ka ro­zu­mia­ła, że śnia­da­nie jest ważne, ale nauka… Prze­cież jest tyle cie­kaw­szych zajęć.

Tutaj bez sensu zda­nia, każdy ra­czej ro­zu­mie, że śnia­da­nie jest ważne. :) Dal­sze zda­nie zbęd­ne. 

 

Po zje­dze­niu mała po­zmy­wa­ła wszyst­ko i od­sta­wi­ła na miej­sce.

Ech, to wy­glą­da jakby przy­szła mu usłu­gi­wać, a nie się uczyć. Ro­zu­miem po­trze­bę od­wdzię­cze­nia się, ale już przed lek­cja­mi dwa razy to zmy­wa­nie? Czy my, przy­cho­dząc do na­uczy­cie­la tańca, za­bie­rze­my się wcze­śniej za zmy­wa­nie? I czy po zje­dze­niu obia­du w go­ściach, zmy­wa­my im na­czy­nia? No i czy gdyby za­miast dziew­czyn­ki był chło­piec – też by zmy­wał? 

Wy­bacz, że tak się roz­pi­sa­łam, iry­tu­ją mnie po pro­stu te ste­reo­ty­po­we dziew­czyn­ki, które nawet jak mają w sobie i(s)krę (ognia!), to muszą pa­so­wać do sche­ma­tu zmy­wa­ją­cych każ­de­mu, bo tak. 

 

 Za­koń­cze­nie w sumie nic nie wnosi. 

 

Aha, no i w dość krót­kim tek­ście ska­czesz mocno po bo­ha­te­rach. Warto trzy­mać się jed­nej osoby, pisać z jed­nej per­spek­ty­wy. Jeśli Firka przy­cho­dzi do Fe­ren­za – niech to bę­dzie tylko z jej punk­tu wi­dze­nia. ;) 

 

Poza tym – myślę, że to może być takie pełne cie­pła i uroku opo­wia­da­nie, bo po­mysł na szko­le­nie z magii, która jest ważna (dla bez­pie­czeń­stwa), kiedy obie stro­ny nie są wobec sie­bie super chęt­ne, może dać cie­ka­we re­zul­ta­ty. Może wyj­dzie Ci z tego dłuż­sze opo­wia­da­nie. :) Będę czy­tać. A moim ma­ru­dze­niem się nie przej­muj, ja tak mam, że piszę, co myślę. :)

Luke nie jest żad­nym wy­jąt­kiem, obok mamy Neo, Frodo, Harry’ego Pot­te­ra… Pro­ta­go­ni­ści to za­zwy­czaj strasz­ne pier­do­ły. :P

Ja­skier, nie po­chwa­lam metod ofi­ce­ra War­ne­ra, ale twist był cał­kiem za­baw­ny (chyba muszę się le­czyć…). No i świat przed­sta­wio­ny pla­stycz­nie, może nie jest naj­ory­gi­nal­niej­szy, ale od razu sta­nę­ła mi przed ocza­mi sce­ne­ria z ,,Gears of War”.

jak za­sra­ny kręci w ogród­ku two­jej ba­bu­ni

Tu na pewno miało być to słowo?

 

Koala, sym­pa­tycz­ne, ale je­stem adep­tem szko­ły ,,show don’t tell”, a tu jest sporo ,,tell”, więc tro­chę zgrzy­ta­łem zę­ba­mi. Z dru­giej stro­ny, re­la­cja mię­dzy mi­strzem a uczen­ni­cą ro­ze­gra­na bar­dzo faj­nie – tak w stylu fil­mów kung-fu, Fa­ren­za wy­obra­żam sobie jako gbu­ro­wa­te­go sta­re­go Chiń­czy­ka. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dzię­ku­ję Wszyst­kim, któ­rzy się wy­po­wie­dzie­li. Wasze uwagi nie zmar­nu­ją się. Będę pa­mię­tał, że mogę do nich wró­cić, bo warto.

Anan­ke, dzię­ki za tak ob­szer­ne wska­zów­ki. Spe­cjal­nie zo­sta­wi­łem nie za­mknię­ty tekst, ale nie będę cią­gnął tego, może kie­dyś… To nie z po­wo­du Two­je­go ‘ma­ru­dze­nia’, lecz braku czasu, żeby się sku­pić na tym po­my­śle. Po­zdra­wiam Cię cie­pło i nie cho­ruj.

Hej

SNDWLKR 

 

“Luke nie jest żad­nym wy­jąt­kiem, obok mamy Neo, Frodo, Harry’ego Pot­te­ra… Pro­ta­go­ni­ści to za­zwy­czaj strasz­ne pier­do­ły. :P” 

 

Co racja, to racja :D 

 

“Ja­skier, nie po­chwa­lam metod ofi­ce­ra War­ne­ra, ale twist był cał­kiem za­baw­ny (chyba muszę się le­czyć…). No i świat przed­sta­wio­ny pla­stycz­nie, może nie jest naj­ory­gi­nal­niej­szy, ale od razu sta­nę­ła mi przed ocza­mi sce­ne­ria z ,,Gears of War”.”

 

Ja bar­dziej my­śla­łem o Żoł­nier­zach ko­smo­su :) 

 

jak za­sra­ny kręci w ogród­ku two­jej ba­bu­ni

Tu na pewno miało być to słowo?”

 

Ajuu no prze­cież, że kre­cik :D 

 

Dzię­ki za ko­men­tarz :) 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

I nie był to pierw­szy (ani ostat­ni) raz XD

No pew­nie, że nie, na tym to wszyst­ko po­le­ga­ło. :D

 

A po­dob­no chłop­cy lubią na­pa­rzan­kę, za to nie lubią ro­man­sów XD

Tar­ni­no, to już chyba po­wo­li prze­mi­ja, tzn. za­wsze ste­reo­ty­py nie były praw­dzi­we, ale obec­nie lu­dzie mówią o tym gło­śno. ;) 

A przy oka­zji – u mnie na we­se­lu był kon­kurs zna­jo­mo­ści pań­stwa mło­dych i padło py­ta­nie: Kogo ulu­bio­nym fil­mem jest film o czoł­gi­ście w cza­sie wojny ko­re­ań­skiej? :D Albo: kto wszę­dzie zo­sta­wia skar­pet­ki? XD

 

Co to jest, z tego YT wście­kle, wście­kłe ko­bie­ty w pe­le­ry­nach :D

Bar­dja­skier, ko­bie­ty też by­wa­ją wście­kłe. :D

 

 

Luke nie jest żad­nym wy­jąt­kiem, obok mamy Neo, Frodo, Harry’ego Pot­te­ra… Pro­ta­go­ni­ści to za­zwy­czaj strasz­ne pier­do­ły. :P

SNDWLKR – No to tak, z dru­giej stro­ny taki Ana­kin, który… hm, no faj­nie się kształ­tu­je. I nie mam na myśli fil­mów, bo tam skró­to­wo, ale ko­mik­sy, ko­mik­sy to bo­gac­two i pięk­ne po­ka­za­nie jak nasz pro­ta­go­ni­sta zmie­nia się i sta­cza. Po­dob­nie w se­ria­lu, choć pierw­szy sezon szału nie robi. ;) 

 

Koalo, tekst można na spo­koj­nie kie­dyś po­cią­gnąć, jak naj­dzie wena i przyj­dzie czas. :) 

Tro­chę po­pra­wek wpro­wa­dzi­łem, ale na tym koń­czę, bo padam. :)

Koalo, nie od razu ide­al­ne opo­wia­da­nie na­pi­sa­no. :) Także na spo­koj­nie. :) 

To dla mnie mocno ste­reo­ty­po­we, że dziew­czyn­ki na­uczo­ne są zmy­wa­nia po wszyst­kich, bo tak się je uczy

Nie, żebym of­fto­pi­ła :) ale w moim do­świad­cze­niu zmy­wa­ją dziew­czyn­ki, bo tylko im prze­szka­dza za­ro­śnię­ta ster­ta garów XD

Pro­ta­go­ni­ści to za­zwy­czaj strasz­ne pier­do­ły. :P

Hero's jo­ur­ney :) Jak bo­ha­ter od po­cząt­ku jest super, to jak ma się su­per­o­wa­nia na­uczyć?

 Tar­ni­no, to już chyba po­wo­li prze­mi­ja, tzn. za­wsze ste­reo­ty­py nie były praw­dzi­we, ale obec­nie lu­dzie mówią o tym gło­śno. ;)

Ste­reo­ty­py (po­ję­te ko­lo­kwial­nie, bo to słowo ma też zna­cze­nie tech­nicz­ne) to skró­ty. Nie na­le­ży ich zbyt po­waż­nie trak­to­wać :D ale przy­da­ją się w żar­tach.

Wście­kłe ko­bie­ty bez pe­le­ryn :3 https://www.youtube.com/watch?v=renZeFaCqHU (Dobra, dobra, wra­ca­my do pro­gra­mu XD)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

To ja do­rzu­cę mniej wście­kłe dziew­czy­ny, za to z duża dawką uroku oso­bi­ste­go ;)

 

https://www.youtube.com/watch?v=BxcpVGCJ6AI&ab_channel=TheVintageTribute

 

Przy­naj­mniej część fil­mów z tego tri­bu­tu wi­dzia­łem, bo przez cie­bie Tar­ni­no czuje się jak bym mnie wczo­raj wy­bu­dzo­no z hi­ber­na­cji :P 

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

ale w moim do­świad­cze­niu zmy­wa­ją dziew­czyn­ki, bo tylko im prze­szka­dza za­ro­śnię­ta ster­ta garów XD

 

Tar­ni­no, mi nigdy nie prze­szka­dza­ła ster­ta garów. :p A znam chło­pa­ków, któ­rym prze­szka­dza­ła. I znam ko­bie­ty, które lubią po­rzą­dek i takie, które o niego nie dbają, po­dob­nie męż­czyzn. Ale tak jest we wszyst­kim, mi cho­dzi o to, że po­ka­zy­wa­nie, że dziew­czyn­ka wcho­dzi do ob­ce­go domu i od razu zmywa, two­rzy takie prze­świad­cze­nie, że jak dziew­czyn­ka to już musi usłu­gi­wać. Mnie oso­bi­ście rażą takie sceny. Nie mówię, że nie może ich być, wszyst­ko można na­pi­sać, po pro­stu mi to nie pod­cho­dzi. :) Zwłasz­cza że po­wo­li od­cho­dzi się od tego głu­pie­go ga­da­nia „Chło­pa­ki nie pła­czą”, „Ko­bie­ty do kuch­ni” itd. 

 

Nie, żebym of­fto­pi­ła :) 

A of­fto­puj sobie do woli. :D 

 

Nie na­le­ży ich zbyt po­waż­nie trak­to­wać :D ale przy­da­ją się w żar­tach.

W żar­tach jak naj­bar­dziej, ale jak czy­tam opo­wia­da­nie to lubię nie­spo­dzian­ki, a nie po­wie­la­nie sche­ma­tów, które mi oso­bi­ście zbrzy­dły. XD Ile można, że chło­pak bawi się autem, a dziew­czyn­ka lalką. Chło­piec po­ma­ga w warsz­ta­cie, a dziew­czyn­ka zmywa… I nie cho­dzi o to, żeby dać na siłę lalkę chłop­cu, cho­dzi bar­dziej o to, że jak dziew­czyn­ka chce auto to czę­sto sły­szy, że to nie dla niej. A już nie mó­wiąc o chłop­cu, co cie­ka­wi się lalką, jakby to było takie strasz­ne, że dziec­ko weź­mie za­baw­kę. Już same ko­lo­ry są śmiesz­ne, że nie­bie­ski chłop­cy, dziew­czyn­ki czer­wo­ne su­kien­ki, jak kie­dyś nie­bie­ski był dla dziew­czyn, a czer­wo­ny dla chłop­ców. Ale dobra, bo ja się roz­pi­su­ję za bar­dzo. XD 

 

Zresz­tą, co tam, mam po­trze­bę roz­pi­sa­nia się. :p

 

Może tak mnie to razi, bo sama byłam dziec­kiem ty­po­wo ła­żą­cym po drze­wach, ga­ra­żach, oglą­da­ją­cym DB, ko­cha­ją­cym grać w piłkę nożną i bić się na kije. Bru­dzi­łam ciu­chy, nie in­te­re­so­wa­ła mnie moda i su­kien­ki, a czę­sto sły­sza­łam, że je­stem jak chło­pak. I co to zna­czy – być jak chło­pak? Czemu dziew­czyn­ki nie mogą mieć ta­kich ak­tyw­no­ści, skoro chcą i lubią? Nie prze­szka­dza­ło mi to wcale mieć lalkę bo­ba­sa i zaj­mo­wać się nią, uda­jąc mamę. ;) 

 

No ale obec­nie też jesz­cze są lu­dzie, któ­rzy po­wie­la­ją sche­ma­ty i sły­szę jak się mówi do dziew­czy­nek i chłop­ców, wy­klu­cza­jąc ich cza­sa­mi z pew­nych zabaw, a su­ge­ru­jąc inne. Wzor­ce, które prze­ka­zu­je­my – czy to w życiu czy w baj­kach, opo­wia­da­niach, utrwa­la­ją pewne sche­ma­ty, w które się za­pę­dza­my. I nie cho­dzi o to, że nie można pisać pew­nych scen, ale o to, że czę­sto są sceny, które nic nie dają, nic nie wno­szą, ale po­wie­la­ją utar­te ste­reo­ty­py. Może lubię po pro­stu jak w opo­wia­da­niach ktoś faj­nie te ste­reo­ty­py łamie. :) 

 

Do­brze, że to mój wątek, bo by mnie or­ga­ni­za­tor wy­rzu­cił. XD

 

Luke? Nie­eeeee, ko­cha­łam się w nim na po­cząt­ku pod­sta­wów­ki, teraz do­ro­słam.

Hans Solo? Jak to mówi moja ko­le­żan­ka, gdyby za bar­dzo nie py­sko­wał, z łóżka bym go nie wy­ko­pa­ła.

 

Bar­dja­skier, jeśli cho­dzi o twoje opo­wia­dan­ko, no to jest mój żoł­dac­ki kli­mat. Niby frag­ment, a jed­nak ca­łość. Fajne, a przed ocza­mi Żoł­nie­rze Ko­smo­su. W kinie na tym byłam. ’ 97?

Ko­ala­75 fajny po­czą­tek cie­ka­wej zna­jo­mo­ści. Nie­źle z tym można po­je­chać. Taka kla­sy­ka kla­sy­ki w tym te­ma­cie. Pi­szesz tak, że czy­tam nie wy­brzy­dza­jąc, nawet jeśli to in­struk­cja użyt­ko­wa­nia to­kar­ki.

 

No to teraz ja. Bę­dzie pa­skud­nie. Po­zby­łam się wul­ga­ry­zmów, ale pa­skud­nie jest dalej.

 

Frag­ment więk­szej ca­ło­ści – Ro­bo­ta jak ro­bo­ta, czyli pa­mięt­ni­ki Ma­re­ny.

Pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i ucznia.

Koń­ców­ka urlo­pu przed bar­dzo po­pa­pra­nym zle­ce­niem.

 

Umię­śnio­ne, mę­skie ramię przy­ci­ska mnie do sze­ro­kiej klat­ki pier­sio­wej. To moja wczo­raj­sza zdo­bycz, już nie chło­pak, ale jesz­cze nie facet. Za to wła­ści­ciel naj­bar­dziej błę­kit­nych oczu w jakie dane mi było pa­trzeć. Dobra, miło było, teraz czas czmych­nąć chył­kiem, żeby za­osz­czę­dzić sobie i jemu dur­nych po­że­gnań. Pró­bu­ję de­li­kat­nie wy­plą­tać się z uści­sku, gdy sły­szę wy­szep­ta­ne w ucho ni­skim gło­sem:

– Wiem kim je­steś Ma­re­no Causa de la Mu­er­te.

Za­mie­ram, byłam pewna, że śpi. Do tego zna moją za­wo­do­wą ksyw­kę. Taki miły chłop­czyk, a będę mu­sia­ła go zabić.

– Chcę zo­stać twoim uczniem – dalej mru­czy. – Mu­sia­łem nie­źle się na­tru­dzić, żeby cię na­mie­rzyć. Po­win­naś to do­ce­nić.

Czuję, jak przy­du­sza mnie do ma­te­ra­ca ko­la­nem i krę­pu­je rę­ka­mi. Pa­trzę w błę­kit i pró­bu­ję nie uto­nąć. Fakt, nie­złym wy­czy­nem było od­na­le­zie­nie mnie, szko­da, że ostat­nim.

– A nie po­wie­dzie­li ci, gów­nia­rzu, że nie biorę uczniów?

– Mia­łaś sie­dem lat temu uczen­ni­cę.

– Osiem i źle się to skoń­czy­ło, nie wie­dzia­łeś? Przy­rze­kłam sobie, nigdy wię­cej. Zresz­tą je­steś tylko czło­wie­kiem, uro­czym dzie­cia­kiem, któ­re­mu coś się wy­da­je.

Po cóż ja z nim gadam, muszę się go po­zbyć czy­sto i szyb­ko.

– Od­słu­ży­łem pełne pięć lat w li­ka­joń­skiejj legii, w zwia­dzie – stwier­dza po pro­stu i po­ka­zu­je le­gen­dar­ny nie­śmier­tel­nik.

Robię wiel­kie oczy. Nie dość, że wilki przy­ję­ły go do woj­ska, czyli prze­szedł całą tą ich wa­riac­ką se­lek­cję, to jesz­cze zro­bi­li z niego „szpie­ga”? Nie­zły musi być. Cichy i szyb­ki, spraw­ny w za­bi­ja­niu. Do tego pew­nie na każ­dej broni się zna. No i chyba nie taki znów młody. Już wiem skąd te bli­zny i ta­tu­aże na jego ciele, że też od razu nie sko­ja­rzy­łam. Al­ko­hol mnie za­mro­czył, chło­pię­ca buzia zmy­li­ła, a błę­kit jak zwy­kle prze­sło­nił zdro­wy roz­są­dek.

– Dla­cze­go chcesz ter­mi­no­wać aku­rat w tym za­wo­dzie i do tego u mnie?

– Tylko u cie­bie, bo je­steś naj­lep­sza. Je­steś le­gen­dą. A o moim wy­bo­rze nie chcę roz­ma­wiać, przy­naj­mniej do­pó­ki nie po­zna­my się le­piej.

Śmie­ję się w głos. Za­baw­ny jest. Ostat­niej nocy po­zna­li­śmy się z każ­dej stro­ny, na wszyst­kie moż­li­we spo­so­by. Jed­nak myślę też o moim ko­lej­nym zle­ce­niu. Pięć celów za naj­wyż­szą staw­kę razy pięć, klient nie wy­brzy­dzał, wpła­cił po­ło­wę. Kupa szma­lu, ale za­da­nie też nie bułka z ma­słem. Każdy z pię­ciu jako od­dziel­ny cel byłby wy­zwa­niem, a co do­pie­ro wszy­scy w jed­nym cza­sie i to jesz­cze w tak nie­kon­wen­cjo­nal­ny spo­sób. A młody ma nie tylko do­sko­na­łe re­fe­ren­cje z woja,  ale tak za­je­bi­ście sze­ro­ką klatę, no i te oczy. Może rze­czy­wi­ście czas już wziąć ucznia.

– Mo­gła­bym cię przy­jąć na próbę. Aku­rat mam zle­ce­nie, któ­re­go wy­ko­na­nie solo bę­dzie nie­ła­twe nawet dla mnie. Dasz radę, wy­ka­żesz się, to zo­sta­niesz, jeśli nie, no cóż, sam wiesz, jak to się za­koń­czy.

– Zga­dzam się.

– Do­sta­jesz na razie wikt i opie­ru­nek. Jak po­ka­żesz co po­tra­fisz, to bę­dzie­my roz­ma­wiać o wy­na­gro­dze­niu.

– Może być, nie za­le­ży mi na kasie. Po­wiedz le­piej coś wię­cej o tym za­da­niu, kogo…

– Pię­ciu dra­bów, zna­nych do­brze w pół­świat­ku. Dwóch orków, pół-elf, czło­wiek i kra­sno­lud, typy od mo­krej ro­bo­ty, z któ­ry­mi nie szuka się kon­tak­tu jeśli nie ma ko­niecz­no­ści. My nie­ste­ty bę­dzie­my mu­sie­li po­dejść do nich bar­dzo, bar­dzo bli­sko.

– Nie mam pro­ble­mu z za­bi­ja­niem, choć­by go­ły­mi rę­ka­mi.

– Tylko, że my nie bę­dzie­my ich za­bi­jać – stwier­dzam zimno, pa­trząc chło­pa­ko­wi w oczy i uśmie­cha­jąc się pa­skud­nie.

– Nie? To co?

– Ka­stro­wać i wbi­jać na pal. Zdech­ną sami z jaj­ca­mi za­wie­szo­ny­mi na szyi. Im dłu­żej będą zdy­chać, tym wyż­sza pre­mia. Na­to­miast, co ważne, pale mu­si­my po­sta­wić przy trak­cie do sto­li­cy, ko­niecz­nie za pierw­szy­mi ro­gat­ka­mi, a naj­le­piej zaraz przy głów­nej bra­mie.

Chło­pak, choć może i wil­czy zwia­dow­ca, otwie­ra sze­ro­ko oczy, widzę, jak po­więk­sza­ją mu się źre­ni­ce. Ha, dzie­cia­ku, nie tego się spo­dzie­wa­łeś.

– Dla­cze­go? – pyta.

– To nie ma zna­cze­nia, młody. Ro­bo­ta jak ro­bo­ta. Po pro­stu takie zle­ce­nie. Ale po­nie­waż to twoje pierw­sze, to ci po­wiem tyle, co sama wiem, może wy­star­czy na wrzask su­mie­nia. To ma być kara za zbio­ro­wy gwałt.

– Chyba ra­czej ze­msta.

– Kara. Lek­cja pierw­sza. Słu­chaj i za­pa­mię­taj raz na za­wsze. Ze­msta by­ła­by wtedy, jak­by­śmy naj­pierw mieli po­wbi­jać na pale ich bli­skich i kazać im na to pa­trzeć. Ta­kich zle­ceń nie bie­rze­my. Cenię sobie spo­kój, nie po­trzeb­na mi wen­det­ta na karku. Na­to­miast w tym wy­pad­ku, to zwy­kła spra­wie­dli­wość. Poza tym klient z tych, któ­rym się nie od­ma­wia. Zro­zu­mia­łeś?

– Tak, będę o tym pa­mię­tał.

– No i pięk­nie. Do­ga­da­li­śmy się, dzię­ki czemu wciąż ży­jesz. Chyba już nie mam po­wo­du, żeby o tak nie­przy­zwo­icie wcze­snej porze opusz­czać to nie­sa­mo­wi­cie przy­tul­ne łóżko.

– No ra­czej nie – śmie­je się do mnie, szcze­rząc po wil­cze­mu.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Hej

In­an­na

 

No i zro­bi­łaś re­kla­mę opo­wia­da­niu i co … I tu się za­wio­dłem bo nie do­pa­trzy­łem się tych pa­skud­nych frag­men­tów. Taka, jak dla mnie, nor­mal­na roz­mo­wa łowcy na­gród, czy tam na­jem­ni­ka o ro­bo­cie :D. Ca­łość jako frag­ment bar­dzo mi się po­do­ba­ło, bo­ha­ter­ka tro­chę prze­ko­lo­ry­zo­wa­na, ( ale to chyba o to cho­dzi­ło, jeśli do­brze kom­bi­nu­je). Po­zna­je­my nasza bo­ha­ter­kę i jej “part­ne­ra” dość do­kład­nie i w dia­lo­gu czuć kto tu jest mi­strzem, a kto uczniem – choć to bo­ha­ter­ka jest przy­gnie­cio­na do ma­te­ra­ca. Tego czego mi bra­ku­je to tro­chę akcji – ca­łość sku­pia się tylko na roz­mo­wie – ale jest to frag­ment więc chyba można to wy­ba­czyć :)

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Ech In­an­no, po­czy­ta­ło­by się co było dalej.;)

Pięk­ne roz­po­czę­cie stażu!

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

Bar­dja­skier ja Cię bar­dzo prze­pra­szam, ale ja już wolę uprze­dzić i na­pi­sać za dużo niż za mało. Zda­wa­ło mi się, że dla nie­któ­rych ka­stro­wa­nie, wie­sza­nie jajek na szyi i wbi­ja­nie na pal, może być cięż­kim te­ma­tem. Na­stęp­nym razem do­pi­sze – dla Ja­skra luzik.cheeky

Nie było moim za­mia­rem prze­ko­lo­ry­zo­wać “mi­strzy­ni”. Chcia­łam po­ka­zać, że to nie tylko za­bój­ca, ale przede wszyst­kim baba z krwi i kości, ze swo­imi pra­gnie­nia­mi, sła­bo­ścia­mi i mind­fuc­kiem w mózgu. Do tego wszyst­kie­go ko­za­czy ro­biąc dobrą minę do złej gry, bo zna­la­zła się w mało kom­for­to­wej sy­tu­acji, a wszyst­ko przez sła­bość do “błę­ki­tu ócz jego głębi” i skłon­ność do bar­czy­stych fa­ce­tów. No nie cza­ruj­my się, leży sobie goła (w do­my­śle) przy­gnie­cio­na do łóżka przez więk­sze­go i sil­niej­sze­go go­ścia, który do­dat­ko­wo oka­zu­je się żoł­nie­rzem eli­tar­nej, a wręcz le­gen­dar­nej jed­nost­ki, ra­czej laska jest w czar­nej dupie.

Ja­skier, akcja bę­dzie i to na ostro, jak się wezmą za wy­ko­na­nie zle­ce­nia. W tym frag­men­cie chcia­łam sku­pić się na pierw­szym spo­tka­niu i pierw­szej lek­cji. W pierw­szej wer­sji mia­łam jesz­cze jej roz­k­mi­nę, że nie może zabić go szyb­ko i czy­sto, bo musi wy­cią­gnąć, kto jesz­cze zna jej ta­jem­ni­cę. No i mar­twi się, że znów będą wrza­ski, krew, falki, sprzą­taj to potem, a to ostat­ni dzień urlo­pu prze­cież. Na ko­niec miała się cie­szyć w my­ślach, że jed­nak ma ucznia do sprzą­ta­nia bru­dów w razie co, a sprzą­ta­nia nie cier­pi. Nie­ste­ty, limit zna­ków mnie nie pu­ścił, gdzieś mu­sia­łam za­osz­czę­dzić.

Am­bush praw­da? Prze­my­ślę, czy tego nie po­cią­gnąć. Fajni ci bo­ha­te­ro­wie mi wy­szli.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Za­czy­nam ża­ło­wać prze­ga­pio­nych Wy­zwań. Prze­cież lubię takie fajne, krót­kie tek­sty. Jesz­cze po­wi­nien być obo­wią­zek dla wy­róż­nio­nych, roz­wi­nię­cia przed­sta­wio­ne­go frag­men­tu i opu­bli­ko­wa­nia na na­szym por­ta­lu. I za­czą­łem tę­sk­nić do TAR­DIS.

In­an­no, do­łą­czam do lob­bo­wa­nia na rzecz dal­sze­go ciągu. Nie robi się ta­kich rze­czy czy­tel­ni­ko­wi. ;P

O tak, lu­bi­my fan­ta­sy. Na plus na pewno nie­ty­po­wy po­czą­tek zna­jo­mo­ści mi­strza z uczniem (z re­gu­ły do wyra wska­ku­ją gdzieś pod ko­niec dru­gie­go aktu… ale też to, że tym razem mistrz staje w ob­li­czu pro­po­zy­cji nie do od­rzu­ce­nia). 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ar­cy­mi­strzy­ni

 

Jak sobie Aron po­sta­no­wił, tak i zro­bił. W nie­dzie­lę dłu­żej niż do po­łu­dnia nie wy­trzy­mał. Wsiadł na rower i po­je­chał do bar­dziej cy­wi­li­zo­wa­nej czę­ści wyspy. Za­trzy­mał się bli­żej pa­ła­cu gu­ber­na­to­ra i po­szedł na pie­cho­tę w kie­run­ku pen­sjo­na­tu „Go­ści­na u Ju­dy­ty”. Ale byłby ob­ciach, jeśli matka by się do­wie­dzia­ła!

Bramy nikt nie pil­no­wał, Aron miał wra­że­nie, że tra­fił do miej­sca, gdzie wszy­scy wła­śnie zgi­nę­li. Po­pa­trzył na za­wie­szo­ny na bra­mie czaj­nik. Owady uwi­ja­ły się wokół kwia­tów za­sa­dzo­nych przy ścież­kach, było pusto i cicho.

Za­pu­kał do drzwi pen­sjo­na­tu. Re­cep­cjo­nist­ka była ubra­na w pół­prze­zro­czy­sty szla­frok.

– Tylko klon jest na no­gach, młody czło­wie­ku, za­pra­szam ser­decz­nie, ale mu­si­my po­roz­ma­wiać o pie­nią­dzach. Życzy pan sobie cenę za numer, czy za go­dzi­nę, bo na­li­cza­nie kwa­dran­so­we ofe­ru­je­my do­pie­ro po pół­no­cy…

– Przy­sze­dłem na naukę – od­po­wie­dział. – Do panny Ju­dy­ty…

– Wy­so­ko mie­rzysz – stwier­dzi­ła re­cep­cjo­nist­ka i zle­gła na szez­lon­gu. – Wejdź na pię­ter­ko, potem znajdź scho­dy na strych i ostat­ni pokój.

Nie było łatwo, ale udało mu się do­trzeć. Za­pu­kał.

– Za­pra­szam, ale sta­wek nie ne­go­cju­ję… – Usły­szał z wnę­trza.

– Przy­sze­dłem po naukę – po­wie­dział.

Na­ci­snął klam­kę, ale oka­za­ła się atra­pą, trze­ba było po­cze­kać, aż drzwi się same prze­su­ną. Wszedł do środ­ka. Ju­dy­ta roz­pie­ra­ła się w fo­te­lu. Jej czer­wo­ne la­kier­ki na wy­so­kiej szpil­ce stały na pa­ra­pe­cie pół­otwar­te­go okna.

– Ja to droga je­stem – od­rze­kła, od­ru­cho­wo oglą­da­jąc klien­ta. – Z pew­no­ścią dziew­czy­ny jesz­cze śpią, ale klon jest na no­gach. Może się po­ło­żyć. W ogóle może przy­jąć każdą po­zy­cję, jaką sobie wy­obra­żasz…

Ju­dy­ta wy­glą­da­ła bar­dziej na prze­ła­do­wa­ną nad­go­dzi­na­mi księ­go­wą. Może tylko spód­nicz­kę miała krót­szą i te nogi… Aron po­sta­no­wił się sku­pić. W kącie stała opar­ta o ścia­nę strzel­ba jo­no­wo-ra­kie­to­wa, a na ha­czy­ku wi­sia­ło od­zna­cze­nie zwane Trója. Przy­zna­wa­no je za trzech wro­gów zli­kwi­do­wa­nych w cza­sie jed­nej akcji.

– Przy­sze­dłem po naukę – po­wtó­rzył. – Jest pani naj­lep­szym strzel­cem na wy­spie, a ja chciał­bym eg­za­mi­ny zdać…

– Odkąd zgi­nął mój do­wód­ca, rze­czy­wi­ście – zgo­dzi­ła się Ju­dy­ta. – Panna, nie pani. Mó­wi­łam, że nie je­stem tania? A po co ci to? I bę­dziesz do mnie mówił: „mi­strzy­ni” – par­sk­nę­ła śmie­chem.

„Ale wy nie bądź­cie na­zy­wa­ni na­uczy­cie­lem mi­strzem”, przy­po­mniał sobie Aron i za­py­tał:

– A mogę cię na­zy­wać ina­czej?

– Oczy­wi­ście, może być „ar­cy­mi­strzy­ni” i znajdź dziew­czy­nę, bo się nie sku­pisz na nauce. – Otwo­rzy­ła sze­rzej okno, pod­nio­sła strzel­bę do oka. – Spró­buj. Tam na ska­łach ka­za­łam sobie po­sta­wić tar­czę. Strzał jo­no­wy, moc au­to­ma­tycz­na, do tar­czy – po­le­ci­ła.

Aron wziął strzel­bę z rąk Ju­dy­ty, po­pa­trzył w wi­zjer.

– Czy­ta­łeś in­struk­cję! – Ucie­szy­ła się tro­chę za bar­dzo na pokaz.

Uspo­ko­ił od­dech, zgrał wskaź­nik celu ze środ­kiem tar­czy i… po­li­za­ła go po uchu.

– Mó­wi­łam, że mu­sisz zna­leźć dziew­czy­nę. Je­steś spię­ty i na­ła­do­wa­ny bar­dziej niż układ za­pło­nu ge­ne­ra­to­ra jo­no­we­go strzel­by. Na to nawet klon nie po­mo­że. Do zo­ba­cze­nia za ty­dzień, przy­nieś pie­nią­dze, pój­dzie­my po­strze­lać na łódkę. A po co ci te eg­za­mi­ny?

– Chciał­bym, żeby mnie przy­ję­li do Obro­ny Te­ry­to­rial­nej, muszę się stąd wy­rwać, świat zo­ba­czyć…

– Tu jest faj­nie – prze­rwa­ła mu. – Kie­dyś miesz­ka­łam w samej sto­li­cy. Jak masz na imię, młody czło­wie­ku?

– Aron…

– Nie cier­pię mę­skich imion na A – po­wie­dzia­ła Ju­dy­ta i wes­tchnę­ła. – Ale czego się nie robi dla pie­nię­dzy i dla obro­ny oj­czy­zny, oczy­wi­ście – do­da­ła. – Do zo­ba­cze­nia!

– Chyba pani do­wód­ca miał na imię Amos? – stwier­dził chło­pak.

– Tak, sier­żant. I nie pani, a w ogóle mia­łeś do mnie mówić ar­cy­mi­strzy­ni – po­pra­wi­ła go.

– Zgi­nął po woj­nie?

– Wojna jest za­wsze – od­po­wie­dzia­ła od­ru­cho­wo. – Zro­bił się stary, nie­uważ­ny, sta­nął po­dob­no przy oknie…

– Pi­sa­li, że ja­kieś po­ra­chun­ki we­wnętrz­ne – za­uwa­żył chło­pak. – Śmier­tel­ny strzał mu­siał być od­da­ny z bar­dzo da­le­ka, ar­cy­mi­strzy­ni.

– Miał wro­gów – po­twier­dzi­ła Ju­dy­ta. – Po­py­chał i szar­pał za włosy. A ta­kich rze­czy się nie robi, kiedy wszy­scy wokół są uzbro­je­ni…

– Dzię­ku­ję za naukę, ar­cy­mi­strzy­ni.

– Idź już i do zo­ba­cze­nia za ty­dzień! – Ju­dy­ta wró­ci­ła do swo­ich ra­chun­ków.

 

 

529 słów, w li­mi­cie.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

@Bar­dja­skier (Sze­re­go­wy Smith):

Czy­ta­ło mi się do­brze. At­mos­fe­ra – jest. Od­po­wiedź na py­ta­nie “dla­cze­go prze­gry­wa­my z ro­ba­la­mi” też jest. Uczniem jest oczy­wi­ście Wi­śniew­ski, więc tro­chę nie ma “przy­cho­dzi Uczeń do Mi­strza”. Tzn. plot-twist za­wsze ma swoją cenę.

@Ko­ala­75 (Staty mistrz i dziew­czyn­ka):

Tekst cie­ka­wy i na temat. Za­bra­kło mi ja­kie­goś ele­men­tu “py­ta­nia i od­po­wie­dzi”. Miej­sca na słowa masz jesz­cze dużo. Dla­cze­go wio­ska nie chce się nie­bez­piecz­nej smar­ku­li zwy­czaj­nie po­zbyć? Jakie ko­rzy­ści bę­dzie miał mistrz z nauki? Jakie ko­rzy­ści może mieć wio­ska z jesz­cze jed­ne­go maga ognia na utrzy­ma­niu?

(roz­wi­nię­cie – lek­cja)

Bar­dzo dobre i czyta się przy­jem­nie. Po­wyż­sze py­ta­nia po­zo­sta­ją.

@In­an­na (Ro­bo­ta jak ro­bo­ta, czyli pa­mięt­ni­ki Ma­re­ny)

Dla mnie scena bez za­rzu­tu, wcią­ga­ją­ca i dobra. Jak­kol­wiek uczeń jest tro­chę zbyt “dobry” tzn. ra­czej wy­edu­ko­wa­ny i “prze­chy­trza” mi­strza. Jak na stan­dar­dy fan­ta­sy, to wcale nie nad­mier­nie dra­stycz­ne.

CDN

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Hej Radek Dzię­ki za prze­czy­ta­nie i ko­men­tarz do tek­stu :) Ar­cy­mi­strzy­ni Tekst jest cie­ka­wy. Roz­mo­wa mi­strzy­ni, a nawet ar­cy­mi­strzy­ni z Aro­nem scho­dzi nagle na nie­ocze­ki­wa­ny temat sier­żan­ta i robi się ta­jem­ni­czo i tro­chę nawet nie­bez­piecz­ne dla Arona :) – a przy­naj­mniej ja to tak ode­bra­łem. Jest parę spraw, które mnie za­sta­na­wia­ją. O co cho­dzi z klo­nem? I spra­wa po­cząt­ku roz­mo­wy z Ju­dy­tą – chyba za­bra­kło in­for­ma­cji, że Aron wszedł do środ­ka i ca­łość roz­mo­wy zdaje się pro­wa­dzo­na przez za­mknię­te drzwi ;) Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Ale mnie cie­szy, że do­da­je­cie tek­sty! Czy­tam z przy­jem­no­ścią. :) 

 

Ale je­stem wolna, week­end z ro­dzin­ką, więc na razie jedno. 

 

In­an­na

 

Luke? Nie­eeeee, ko­cha­łam się w nim na po­cząt­ku pod­sta­wów­ki, teraz do­ro­słam.

Ja nie zna­łam w pod­sta­wów­ce (tzn. le­cia­ło w tv, ale nie byłam spe­cjal­nie za­in­te­re­so­wa­na), choć już w pod­sta­wów­ce lu­bi­łam czar­ne typy bo­ha­te­rów, więc ra­czej Luke nie byłby tym ulu­bio­nym. :D

 

Hans Solo? Jak to mówi moja ko­le­żan­ka, gdyby za bar­dzo nie py­sko­wał, z łóżka bym go nie wy­ko­pa­ła.

XD

 

Bę­dzie pa­skud­nie. Po­zby­łam się wul­ga­ry­zmów, ale pa­skud­nie jest dalej. 

Kiedy wul­ga­ry­zmy pa­su­ją, nie trze­ba się ich po­zby­wać, można ostrzec przed nimi w tek­ście i dać, mi nie prze­szka­dza­ją, jeśli do­brze od­da­ją na­strój. ;) 

 

No to le­ci­my z tek­stem! 

 

Umię­śnio­ne, mę­skie ramię przy­ci­ska mnie do sze­ro­kiej klat­ki pier­sio­wej. 

Tutaj niby wia­do­mo, o co cho­dzi, ale mimo wszyst­ko brzmi to tro­chę śred­nio. Je­że­li mamy na po­cząt­ku in­for­ma­cję, że ramię jest umię­śnio­ne, no to cięż­ko uznać, że klat­ka pier­sio­wa jest jakaś wąska. Poza tym dzia­łasz tutaj bez­oso­bo­wo – ramię przy­ci­ska, a le­piej mimo wszyst­ko dzia­łać oso­ba­mi, na­pi­sać kto przy­ci­snął. Wiem, że może być cięż­ko, bo dalej mamy, że to nie chło­pak, a jesz­cze nie facet, ale ten po­czą­tek taki nie­zgrab­ny się wy­da­je. 

Poza tym – już dru­gie zda­nie bar­dzo faj­nie wpro­wa­dza i na­da­je kli­ma­tu! Od razu świet­nie ma­lu­jesz cha­rak­ter bo­ha­ter­ki, bez zbęd­ne­go ga­da­nia. :) 

Co do tych błę­kit­nych oczu – hm, nie je­stem fanką opisu po­sta­ci na pod­sta­wie oczu, ale skoro dla Ma­re­ny były naj­bar­dziej błę­kit­ne z tych, co wi­dzia­ła… Po pro­stu cięż­ko mi uznać, że ktoś pa­trząc innym w oczy, po­rów­nu­je od­cień błę­ki­tu. :) Chyba że to taki jej fe­tysz xd. 

 

Nie dość, że wilki przy­ję­ły go do woj­ska, czyli prze­szedł całą tą ich wa­riac­ką se­lek­cję, to jesz­cze zro­bi­li z niego „szpie­ga”? Nie­zły musi być. Cichy i szyb­ki, spraw­ny w za­bi­ja­niu. Do tego pew­nie na każ­dej broni się zna.

Tutaj zbyt długi in­fo­dump. Że jest dobry, to do­my­ślam się po jej roz­sze­rzo­nych oczach. Resz­ta to do­my­sły, za­bu­rza­ją dy­na­mi­kę. 

 

Po­do­ba mi się za to, jak spraw­nie ope­ru­jesz nar­ra­cją pierw­szo­oso­bo­wą, czuć w niej bo­ha­ter­kę. Na plus, że jest taka znana i dobra w fachu, a jed­no­cze­śnie, że chło­pak ją pod­szedł (co nie dziwi, skoro słu­żył w li­ka­joń­skiejj legii – no a my jako czy­tel­ni­cy nawet nie wie­dząc, co to ta­kie­go, do­my­śla­my się z re­ak­cji, że to coś po­waż­ne­go). Przy oka­zji – miało być dwa „j”? 

 

kon­tak­tu jeśli nie ma ko­niecz­no­ści.

Prze­ci­nek przed jeśli

 

Tylko, że my nie bę­dzie­my ich za­bi­jać 

Przy wy­ra­że­niu tylko że nie sta­wia­my prze­cin­ka przed że

 

– Ka­stro­wać i wbi­jać na pal. Zdech­ną sami z jaj­ca­mi za­wie­szo­ny­mi na szyi. Im dłu­żej będą zdy­chać, tym wyż­sza pre­mia. 

No nie­źle, też się nie spo­dzie­wa­łam, po­mysł na pewno na plus. :D

 

może wy­star­czy na wrzask su­mie­nia

Świet­ne wy­ra­że­nie. Na tym eta­pie już mogę na­pi­sać, że bar­dzo mi się po­do­ba­ją Twoje dia­lo­gi i otocz­ka wokół nich. :) 

 

No i teraz kur­czę – gdzie dal­szy ciąg? Ja tu mia­łam za­po­wiedź pa­skud­nych rze­czy i gdzie one są, pytam? Ciąg dal­szy musi być! Ina­czej wstęp nie ma sensu. XD

A tak serio – wcią­gnę­łaś mnie i czy­ta­ła­bym dalej. Pi­szesz spraw­nie, barw­nie, niby tylko dia­log, a nie ma tu nudy, dłu­gich opi­sów, za­py­cha­czy (oprócz tego, co wy­mie­ni­łam, ale to dro­biazg). 

 

ale ja już wolę uprze­dzić i na­pi­sać za dużo niż za mało. Zda­wa­ło mi się, że dla nie­któ­rych ka­stro­wa­nie, wie­sza­nie jajek na szyi i wbi­ja­nie na pal, może być cięż­kim te­ma­tem. Na­stęp­nym razem do­pi­sze – dla Ja­skra luzik.cheeky

 

Można do­pi­sać dla Anan­ke też luzik. :D

Ale wiesz, myślę, że Bar­dja­skro­wi cho­dzi­ło o to, że gdy­byś opi­sa­ła taką scenę – wtedy ostrze­że­nie jest jak naj­bar­dziej na miej­scu. Sam dia­log ra­czej nie sta­no­wi pod­sta­wy do ostrze­żeń. :) 

 

Anan­ke – wła­śnie to mi cho­dzi­ło :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Radek “Ar­cy­mi­srzy­ni”. Świet­ne. po­do­ba mi się kon­cep­cja zmia­ny za­wo­du z za­bi­ja­nia na płat­ną mi­łość :) i za­miesz­ka­nia na za­du­piu po odej­ściu z woja. To je dobre. My­śla­łam, że Ju­dy­ta sama po­mo­że Aro­no­wi roz­luź­nić się, a nie tylko za­su­ge­ru­je zna­le­zie­nie dziew­czy­ny, no ale… Kon­wen­cja klona trak­to­wa­ne­go jak pod-lu­dzia: znana, cie­ka­wa i jakże ludz­ka, praw­da? Też mam w za­na­drzu jedno pa­skud­ne opko w tym kli­ma­cie.

Fajny frag­ment, można z tym wiele zro­bić.

 

Anan­ke, Bar­dja­skier ok, ro­zu­miem. Gdy opi­szę su­ge­styw­nie i re­al­nie, za­zna­czę neo­nem, że jed­nak dra­stycz­nie pa­skud­ne.devil

Radek uczeń jest zbyt “dobry”, bo jest dobry w te kloc­ki, a ona jest w słab­szej kon­dy­cji, bo jak sama przy­zna­je: “Al­ko­hol mnie za­mro­czył, chło­pię­ca buzia zmy­li­ła, a błę­kit jak zwy­kle prze­sło­nił zdro­wy roz­są­dek.”

SNDWLKR i w ogóle wszy­scy do­ma­ga­ją­cy się kon­ty­nu­acji, to­ście mnie za­ła­twi­li na cacy. To jest pierw­sza hi­sto­ria, któ­rej nie mam uło­żo­nej w gło­wie od a do z. Nie wiem do końca, kim jest Ma­re­na, nie wiem, dla­cze­go Młody chce ter­mi­no­wać, nie wiem co z tej współ­pra­cy wyj­dzie, itd. Wiem, że Ma­re­na jest przede wszyst­kim ko­bie­tą, która za­ra­bia na życie w nie­kon­wen­cjo­nal­ny spo­sób, ale jest jed­nak babą – nie stara, ale już nie młód­ka – ma dziw­ne roz­k­mi­ny my­ślo­we oraz sła­bość do ko­le­si z nie­bie­ski­mi ocza­mi i sze­ro­ki­mi kla­ta­mi. Choć Ma­re­na to jedno z imion bo­gi­ni Ma­rzan­ny, zwa­nej też Śmiert­ką.

Wy­my­śli­łam scen­kę ro­dza­jo­wą i wy­da­wa­ło mi się, że nikt nie bę­dzie chciał wię­cej, a tu psi­kus. Choć po cichu roz­wa­ża­łam gdzieś kie­dyś roz­wi­nię­cie opo­wie­ści, bo fajni ci bo­ha­te­ro­wie mi wy­szli.

 

Anan­ke bra­kło mi zna­ków i zro­bi­łam cię­cia, a po­czą­tek w pier­wot­nej wer­sji miał brzmieć tak:

Budzę się i od razu ża­łu­ję. Boli mnie łeb i cała resz­ta. Ja już się robię za stara na takie tęgie im­pre­zy, czas chyba po­sta­wić bu­ja­ny fotel na we­ran­dzie domku z ogród­kiem, jak ma­wiał mój men­tor. Głowa pul­su­je od w nad­mia­rze wy­pi­tych trun­ków, nogi bolą od dzi­kich tań­ców na stole w ab­sur­dal­nie wy­so­kich szpil­kach, do któ­rych nie je­stem przy­zwy­cza­jo­na, a po­zo­sta­łe czę­ści ciała wrzesz­czą w nie­mym pro­te­ście na przed­mio­to­we trak­to­wa­nie. Umię­śnio­ne, mę­skie ramię przy­ci­ska mnie do sze­ro­kiej klat­ki pier­sio­wej. …

Wg moich do­świad­czeń, nie wszy­scy wła­ści­cie­le umię­śnio­nych ra­mion mają au­to­ma­tycz­nie sze­ro­kie klaty.

Wy­cię­łam też frag­ment, gdy Ma­re­na za­sta­na­wia się szcze­gó­ło­wo nad za­bi­ciem mło­de­go:

Po cóż ja z nim gadam, jak, tak czy tak, muszę się go po­zbyć czy­sto i szyb­ko. Kurwa mać, prze­cież po­znał moją ta­jem­ni­cę, więc to nie bę­dzie ani czy­sto ani szyb­ko, bo muszę wie­dzieć, kto chlap­nął. O bo­go­wie, znów te wrza­ski, te sprzą­ta­nie krwi i fla­ków, co za chu­jo­wa koń­ców­ka urlo­pu.

Jeśli cho­dzi o in­fo­damp o służ­bie w legii. No cóż, chcia­łam obro­nić tezę, że jed­nak tak szyb­ko i bez ma­ru­dze­nia zde­cy­do­wa­ła się na przy­ję­cie go na ter­min. Dla­cze­go? Bo to facet, który już jest nie­ja­ko obyty z fa­chem, choć w ździeb­ko innym wy­mia­rze i bę­dzie przy­dat­nym na­byt­kiem. Ona w moim za­my­śle roz­k­mi­nia to w gło­wie, na za­sa­dzie jakie są “za”.

Li­ka­joń­ska legia – wy­my­śli­łam tą nazwę od Zeusa Ly­ka­io­sa – na Li­ka­jo­nie w Ar­ka­dii skła­da­no mu ofia­ry z ludzi i prak­ty­ko­wa­no ry­tu­al­ny ka­ni­ba­lizm, a kult wpro­wa­dził król Li­ka­on. W jed­nej z wer­sji mitu, za na­kar­mie­nie boga ludz­kim mię­sem zo­stał on (i jego sy­no­wie) za­mie­nio­ny w wilka.

No i bar­dzo się cie­szę, że po­do­ba­ją Ci się moje “dia­lo­gi i otocz­ka wokół nich” oraz, że uwa­żasz, iż piszę “spraw­nie, barw­nie, niby tylko dia­log, a nie ma tu nudy, dłu­gich opi­sów, za­py­cha­czy“. Bo w sumie o to mi cho­dzi. Mnie opisy nie kręcą jakoś.

 

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Radek, In­an­na Po ko­men­ta­rzu In­an­ny to ja stwier­dzam, że chyba nie czaje opo­wia­da­nia, prze­czy­tam jesz­cze raz może coś mi się roz­ja­śni :D

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

@Bar­dja­skier (ad. „Ar­cy­mi­strzy­ni”):

 Za radą (dla mło­dych pi­sa­rzy) sta­ram się uni­kać nie­po­trzeb­nych frag­men­tów. Stąd nie ma (nie było): “Aron na­ci­snął klam­kę, ale oka­za­ła się atra­pą, trze­ba było po­cze­kać, aż drzwi się same prze­su­ną. Wszedł do środ­ka, nie zna­lazł żad­ne­go stoł­ka, żeby usiąść. Ju­dy­ta roz­pie­ra­ła się w fo­te­lu. Jej czer­wo­ne la­kier­ki na czte­ro­ca­lo­wej szpil­ce stały na pa­ra­pe­cie pół­otwar­te­go okna…”. Bo nie ma zna­cze­nia, jak wszedł do środ­ka. Potem już wi­dział i sły­szał Ju­dy­tę. Oczy­wi­ście jeśli czy­tel­ni­ko­wi prze­szka­dza, to za­wsze po­pra­wiam – do­da­łem ka­wa­łek bol­dem: “od­wa­żył się otwo­rzyć drzwi i wejść”. Bo w sumie, dla­cze­go miał­by się nie od­wa­żyć?

O co cho­dzi z klo­nem?

Za­rów­no dziew­czy­na na re­cep­cji, jak i panna Ju­dy­ta pró­bu­ją sprze­dać “mło­de­mu” sko­rzy­sta­nie (płat­ne) z klona. Nie wiem, co do­pi­sać, oprócz tego, że klon (jak wy­ni­ka z tek­stu) ma dobrą kon­dy­cję, bo “na no­gach od rana”, kiedy resz­ta ledwo żyje.

nie­ocze­ki­wa­ny temat sier­żan­ta i robi się ta­jem­ni­czo i tro­chę nawet nie­bez­piecz­ne dla Arona :)

Nie­bez­pie­czeń­stwa dla Arona nie widzę. Jed­nak sztu­ka, któ­rej go bę­dzie uczyć Ju­dy­ta, pro­wa­dzi do tego, że lu­dzie giną, a nie służy tylko zda­wa­niu eg­za­mi­nów.

 

@In­an­na (ad. „Ar­cy­mi­strzy­ni”):

My­śla­łam, że Ju­dy­ta sama po­mo­że Aro­no­wi roz­luź­nić się, a nie tylko za­su­ge­ru­je zna­le­zie­nie dziew­czy­ny, no ale…

Chcia­łem nieco czy­tel­ni­ka za­sko­czyć i przy oka­zji zbu­do­wać pewne na­pię­cie. Aron z jed­nej stro­ny wie, po co przy­szedł do tego bur­de­lu. Poza tym Ju­dy­ta (pew­nie) by­ła­by za­fa­scy­no­wa­na nową rolą w życiu (na­uczy­ciel­ki i to nie seksu). Czy Aron dalej byłby taki twar­dy (w swo­ich po­sta­no­wie­niach), jeśli zo­ba­czył­by klona? Tego nie od­wa­ży­łem się na­pi­sać, żeby nie było pła­sko.

Jakiś poeta sta­ro­żyt­no grec­ki, kry­ty­ku­jąc Spar­tę, na­pi­sał, że nie po­win­no się ludzi uczyć za­bi­ja­nia, któ­rzy jesz­cze nie umie­ją tań­czyć. Uprze­dzam, że cho­dzi o ra­dość życia, a nie fi­zycz­ną zdol­ność wy­ko­ny­wa­nia pew­nych ru­chów przy mu­zy­ce. Naj­lep­sze rze­czy w życiu robi się we dwoje i Ju­dy­ta (już w roli mi­strzy­ni) nie chcia­ła chło­pa­ko­wi tego psuć.

 

Gdy opi­szę su­ge­styw­nie i re­al­nie, za­zna­czę neo­nem, że jed­nak dra­stycz­nie pa­skud­ne.devil

A nie je­stem prze­ko­na­ny, czy da się to zro­bić cie­ka­wie.

 

@Anan­ke (ad. „Ro­bo­ta jak ro­bo­ta…”)

 

Nie dość, że wilki przy­ję­ły go do woj­ska, czyli prze­szedł całą tą ich wa­riac­ką se­lek­cję, to jesz­cze zro­bi­li z niego „szpie­ga”? Nie­zły musi być. Cichy i szyb­ki, spraw­ny w za­bi­ja­niu. Do tego pew­nie na każ­dej broni się zna.

W za­kre­sie in­fo­dum­pu, to zga­dzam się na “info-”, ale trzy zda­nia, w tym jedno kar­ło­wa­te nie kwa­li­fi­ku­ją się na “-dump”. Poza tym to się czyta jako myśli bo­ha­ter­ki przed­sta­wio­ne nar­ra­cją. Ona o nim tro­chę fan­ta­zju­je (edu­ca­ted guess w tym przy­pad­ku).

Choć Ma­re­na to jedno z imion bo­gi­ni Ma­rzan­ny, zwa­nej też Śmiert­ką.

Użyję :--)

 

Co do zmy­wa­nia (@Ko­ala­75), mnie to roz­luź­nia i uspo­ka­ja. Dziew­czyn­kom też wolno. Poza tym, jeśli ja cze­goś nie zmyję, to z pew­no­ścią jest brud­ne! Z dru­giej stro­ny układ od­por­no­ścio­wy też trze­ba ćwi­czyć.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Poza tym, jeśli ja cze­goś nie zmyję, to z pew­no­ścią jest brud­ne!

Wła­śnie!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Radek OK tekst po ko­men­ta­rzach i dru­gim czy­ta­niu wy­glą­da już ina­czej. Ale jak bym się nie sta­rał jakoś nie widzę tego bur­de­lu :) No niby re­cep­cjo­nist­ka jest dziw­nie ubra­na ale to SF więc jakoś to tak mnie nie prze­ko­nu­je. Skró­ty w tek­ście – coś tak czu­łem :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

“Gdy opi­szę su­ge­styw­nie i re­al­nie, za­zna­czę neo­nem, że jed­nak dra­stycz­nie pa­skud­ne.”

A nie je­stem prze­ko­na­ny, czy da się to zro­bić cie­ka­wie.

Radek, czyż­byś nie wie­rzył w moje moż­li­wo­ści su­ge­styw­ne­go opisu? Nor­mal­nie rzu­ci­łeś mi rę­ka­wi­cę. Do­brze, przyj­mu­ję. Już mi się nawet ta scena w gło­wie uło­ży­ła, ale że mam tro­chę na­pię­ty gra­fik, to muszę wy­go­spo­da­ro­wać wolną chwi­lę, żeby spi­sać i wrzu­cić ko­lej­ny frag­ment, tym razem: “O szla­chet­nej, acz za­ni­ka­ją­cej sztu­ce na­bi­ja­nia na pal”.

 

Poza tym, jeśli ja cze­goś nie zmyję, to z pew­no­ścią jest brud­ne!

Ja to mam tak, że jak zmy­war­ka nie wy­pie­rze przy­naj­mniej w 75 st, to jest brud­ne. Ale od syfu jesz­cze nikt nie umarłwink

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

@Bar­dja­skier:

Ale jak bym się nie sta­rał jakoś nie widzę tego bur­de­lu :) No niby re­cep­cjo­nist­ka jest dziw­nie ubra­na ale to SF więc jakoś to tak mnie nie prze­ko­nu­je. Skró­ty w tek­ście – coś tak czu­łem :)

Ro­zu­miem, bur­del do po­pra­wie­nia :-)

Bo tu bar­dziej mamy wadę mojej wizji niż skró­tów. Chcia­łem bez nad­mier­nej osten­ta­cji. Np. re­cep­cjo­nist­ka de­kla­mu­ją­ca cen­nik – to coś, czego miało nie być.

Coś wy­my­śli­łem i jest bol­dem.

 

@I­nan­na:

czyż­byś nie wie­rzył w moje moż­li­wo­ści su­ge­styw­ne­go opisu? Nor­mal­nie rzu­ci­łeś mi rę­ka­wi­cę. Do­brze, przyj­mu­ję.

Do te­ma­tu tor­tur pod­cho­dzi­łem dwa razy: “Bajka nie dla dzie­ci” (bar­dziej SF) i “Para i port” (bar­dziej re­ali­stycz­nie). W obu przy­pad­kach mam wra­że­nie, że zmę­czy­łem czy­tel­ni­ków.

Nie wąt­pię w Twoje moż­li­wo­ści, bar­dziej mnie mar­twi, czy pu­blicz­ność to przyj­mie.

 

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Aku­rat fan­ta­sty­kę, to ja piszę dla sie­bie, nie pod pu­blicz­kę. Ważne, żebym miała z tego fan. A czy­tel­ni­cy, jak czy­tel­ni­cy. Czę­ści zu­peł­nie nie po­dej­dzie, część od­są­dzi od czci i wiary, czę­ści się spodo­ba, a resz­ta wzru­szy ra­mio­na­mi. Wszyst­kim nie da się do­go­dzić, szcze­gól­nie, gdy po­ru­sza się cięż­kie i kon­tro­wer­syj­ne te­ma­ty. Dzię­ki za pod­rzu­ce­nie ty­tu­łów, prze­czy­tam dla in­spi­ra­cji.

Mnie bar­dziej mar­twi kwe­stia tech­nicz­na pa­lo­wa­nia. Jak to zro­bić do­brze, żeby klient zbyt szyb­ko nie zszedł. Nie wiem, czy znaj­dę ja­kieś źró­dła, bo pod­ręcz­ni­ka to ra­czej nie madevil

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Ar­cy­mi­strzy­ni

 

Radku, po­do­ba mi się sty­li­za­cja, od po­cząt­ku czu­je­my, że mamy do czy­nie­nia z ma­ło­la­tem.

 

Po­pa­trzył na za­wie­szo­ny na bra­mie czaj­nik.

Hm, cie­ka­we. Fajny za­bieg, wpro­wa­dzić taki dziw­ny ele­ment.

 

Nie ro­zu­miem tylko tych po­gru­bień. Jaką peł­nią funk­cję? (Edy­cja po prze­czy­ta­niu ko­men­ta­rzy: Okej, wpro­wa­dzo­ne póź­niej, ale mo­żesz spo­koj­nie je usu­nąć.;))

 

po­wie­dział, od­wa­żył się otwo­rzyć drzwi i wejść.

Tutaj to „od­wa­żył się” tak śred­nio pa­su­je. Ja­kiej trze­ba od­wa­gi do otwar­cia drzwi? Wy­star­czy, że po­wie­dział i wszedł do środ­ka, fakt, że otwo­rzył drzwi jest oczy­wi­sty, skoro wcho­dzi. ;) Ja i tak bym pew­nie wy­wa­li­ła ca­łość i dała już, że wszedł, no bo skoro mówi, to wiemy, że to Aron mówi.

 

od­rze­kła Ju­dy­ta, od­ru­cho­wo oglą­da­jąc klien­ta

Ska­czesz po pod­mio­tach. Na po­cząt­ku wpro­wa­dzi­łeś sty­li­za­cję pod Arona, a teraz nagle mamy punkt wi­dze­nia Ju­dy­ty.

 

Panna nie pani

Da­ła­bym prze­ci­nek po „Panna”

 

Na tym eta­pie: faj­nie, w domu wia­do­me­go po­cho­dze­nia, jest ko­bie­ta, która świet­nie radzi sobie ze strzel­bą, nie­ty­po­wo za­gra­ne, po­do­ba mi się. ;)

 

„Ale wy nie bądź­cie na­zy­wa­ni na­uczy­cie­lem mi­strzem”,

Prze­ci­nek po na­uczy­cie­lem.

 

„Ale wy nie bądź­cie na­zy­wa­ni na­uczy­cie­lem mi­strzem”, przy­po­mniał sobie Aron i za­py­tał: – A mogę cię na­zy­wać ina­czej?

Tutaj prze­nieś myśl­nik z kwe­stią dia­lo­go­wą niżej:

„Ale wy nie bądź­cie na­zy­wa­ni na­uczy­cie­lem mi­strzem”, przy­po­mniał sobie Aron i za­py­tał:

– A mogę cię na­zy­wać ina­czej?

 

tar­czy i …

Spa­cja się wkra­dła przed wie­lo­krop­kiem. ;)

 

Uspo­ko­ił od­dech, zgrał wskaź­nik celu ze środ­kiem tar­czy i … po­li­za­ła go po uchu.

– Mó­wi­łam, że mu­sisz zna­leźć dziew­czy­nę.

 

Robi się cie­ka­wie. :)

 

układ za­pło­nu ge­ne­ra­to­ra jo­no­we­go strzel­by

Tro­chę dłu­gie po­rów­na­nie. XD

 

Ej, ale jak to, ko­niec sceny? :D Tro­chę tutaj bra­ku­je mi myśli prze­wod­niej w roz­mo­wie, bo widzę, że za­mysł był taki, że mamy dwóch mi­strzów? Tzn. Amos był mi­strzem Ju­dy­ty i zgi­nął, a teraz Aron chce być jej uczniem. ;) Ale przez roz­mo­wę o Amo­sie, dia­log Arona z Ju­dy­tą tro­chę traci.

 

Ale ogól­nie po­do­bał mi się kli­mat miej­sca, które jest takie opusz­czo­ne, mło­de­go chło­pa­ka, który chce się szko­lić, więc udaje się do bur­de­lu, je­dy­nie te wzmian­ki o klo­nie jak dla mnie mało po­trzeb­ne, chyba że to sym­bol tego, że mamy da­le­ką przy­szłość. Pro­ble­mem jest to, że klona w sce­nie bra­ku­je i Aron śred­nio się do tego wszyst­kie­go od­no­si, nie wiemy, co myśli.

 

529 słów, w li­mi­cie.

Jesz­cze sporo do li­mi­tu było, zresz­tą w razie czego mogę na­giąć za­sa­dy. :)

 

 

Po prze­czy­ta­niu ko­men­ta­rzy:

Aron na­ci­snął klam­kę, ale oka­za­ła się atra­pą, trze­ba było po­cze­kać, aż drzwi się same prze­su­ną. Wszedł do środ­ka, nie zna­lazł żad­ne­go stoł­ka, żeby usiąść. Ju­dy­ta roz­pie­ra­ła się w fo­te­lu. Jej czer­wo­ne la­kier­ki na czte­ro­ca­lo­wej szpil­ce stały na pa­ra­pe­cie pół­otwar­te­go okna.

A ten frag­ment – tu można po­my­śleć.  

Fakt, że klam­ka jest atra­pą nie musi jakoś szcze­gól­nie być, ale też nie jest czymś, co trze­ba wy­wa­lić. Po­ka­zu­je to, jaki świat mamy, że to przy­szłość (co pod­kre­ślasz też przez broń i klona). Więc jeśli sam uwa­żasz, że to się przy­da do opisu świa­ta, jak dla mnie spo­koj­nie mo­żesz do­da­wać. ;)

 

Wszedł do środ­ka, nie zna­lazł żad­ne­go stoł­ka, żeby usiąść.

Skoro nie zna­lazł stoł­ka – do­brze, że wy­wa­li­łeś, bo to pusta in­for­ma­cja. Nie zna­lazł też pew­nie prze­ką­sek itd.

 

Ju­dy­ta roz­pie­ra­ła się w fo­te­lu. Jej czer­wo­ne la­kier­ki na czte­ro­ca­lo­wej szpil­ce stały na pa­ra­pe­cie pół­otwar­te­go okna.

To już jest fajne, to jest peł­no­praw­ny opis, przy­bli­ża nam po­stać Ju­dy­ty i do­dat­ko­wo opi­su­je prze­strzeń. Ja bym nie wy­wa­la­ła (tylko usu­nę­ła wy­so­kość szpi­lek, co za róż­ni­ca, ile cali), ale zro­bisz jak chcesz. ;)

 

ale trzy zda­nia, w tym jedno kar­ło­wa­te nie kwa­li­fi­ku­ją się na “-dump”. Poza tym to się czyta jako myśli bo­ha­ter­ki przed­sta­wio­ne nar­ra­cją. Ona o nim tro­chę fan­ta­zju­je (edu­ca­ted guess w tym przy­pad­ku).

Fakt, nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa, więc takie in­for­ma­cje nie są aż tak mę­czą­ce, ale mimo wszyst­ko dla mnie to takie opi­sy­wa­nie my­śla­mi bo­ha­ter­ki tego, co chce­my prze­ka­zać czy­tel­ni­ko­wi jako au­to­rzy, żeby nie uzna­li, że bo­ha­ter jest zbyt słaby i zbyt szyb­ko przy­ję­ty na ucznia. ;) Dla mnie faj­nie, jak takie rze­czy wy­ni­ka­ją z tek­stu, a nie z myśli bo­ha­ter­ki tro­chę bar­dziej pod nas, czy­tel­ni­ków. ;)

 

 

Ale jak bym się nie sta­rał jakoś nie widzę tego bur­de­lu :)

Bar­dja­skier – ja to po tym zda­niu już wie­dzia­łam, co to za pen­sjo­nat. XD

 

Re­cep­cjo­nist­ka była ubra­na w pół­prze­zro­czy­sty szla­frok.

 

 

 

In­an­na:

 

To jest pierw­sza hi­sto­ria, któ­rej nie mam uło­żo­nej w gło­wie od a do z. Nie wiem do końca, kim jest Ma­re­na, nie wiem, dla­cze­go Młody chce ter­mi­no­wać, nie wiem co z tej współ­pra­cy wyj­dzie, itd.

In­an­no, po­cie­szę Cię, że ja w 90% tak piszę: nic nie wiem o bo­ha­te­rach, wrzu­cam ich na głę­bo­ką wodę i sama śle­dzę ich losy z za­in­te­re­so­wa­niem, pa­trząc, co im się przy­tra­fi. Dzię­ki temu, pi­sząc, sama je­stem cie­ka­wa, co ich spo­tka. :D

 

Anan­ke bra­kło mi zna­ków i zro­bi­łam cię­cia, a po­czą­tek w pier­wot­nej wer­sji miał brzmieć tak: …

Wiem, że limit jest okrut­ny, dla­te­go pi­sa­łam przy wy­zwa­niu, że w razie czego można tro­chę na­giąć limit i na­pi­sać wię­cej zna­ków, jeśli ktoś da znać, że po­trze­bu­je. :D

 

Budzę się i od razu ża­łu­ję. (…)

Frag­ment to wła­ści­wie stresz­cze­nie wczo­raj­sze­go wie­czo­ru, więc tak ko­niecz­nie nie mu­siał­by być. ;)

 

Wg moich do­świad­czeń, nie wszy­scy wła­ści­cie­le umię­śnio­nych ra­mion mają au­to­ma­tycz­nie sze­ro­kie klaty.

Może nie, ale chyba cięż­ko wy­obra­zić sobie, że ma tę klatę jakąś szcze­gól­nie małą, więc taka in­for­ma­cja za wiele nam nie daje. ;)

 

Po cóż ja z nim gadam, jak, tak czy tak, muszę się go po­zbyć czy­sto i szyb­ko. (…)

No ten frag­ment już faj­nie po­ka­zu­je jej emo­cje. ;)

 

No cóż, chcia­łam obro­nić tezę, że jed­nak tak szyb­ko i bez ma­ru­dze­nia zde­cy­do­wa­ła się na przy­ję­cie go na ter­min.

Aku­rat ja po tym jej zdzi­wie­niu i jego tek­ście, że słu­żył w legii do­my­śli­łam się, że musi być dobry. ;)

 

Mnie opisy nie kręcą jakoś.

Też nie je­stem fanką. ;)

 

Nie wiem, czy znaj­dę ja­kieś źró­dła, bo pod­ręcz­ni­ka to ra­czej nie ma

Też ostat­nio mia­łam pro­blem, jak ob­ci­na­łam bo­ha­te­ro­wi palce. XD

 

Dobra. Szału nie ma. Na temat też nie do końca ^^ Ale trze­ba się wresz­cie ru­szyć pi­sar­sko. Nawet w ro­bo­cie mię­dzy te­le­fo­na­mi ze skar­bów­ki XD Ko­men­ta­rze jutro :)

 

Ne­ilo­wi Ga­ima­no­wi – wdzięcz­ni fan­ta­ści

 

Cuch­nę­ło stę­chli­zną. Może to była wina worka, który ob­cie­rał mi nos, może to dwaj bar­czy­ści pa­no­wie, nio­są­cy mnie ko­ry­ta­rzem, a może sam ko­ry­tarz. Na to ostat­nie wska­zy­wa­ło echo kro­ków, wy­raź­nie od­bi­ja­ją­ce się mię­dzy mo­kry­mi ścia­na­mi. Tak czy owak, nie byłam już w Kan­sas, a za­pach okrop­nie prze­szka­dzał w roz­wa­ża­niu co, mia­no­wi­cie, zro­bi­łam, komu, i czy wy­lą­du­ję na dnie ka­na­łu w ce­men­to­wych bu­tach. Na li­tość boską, je­stem księ­go­wą! po­my­śla­łam. Kroki uci­chły, uto­nę­ły w morzu gło­sów ryt­micz­nie, po­wo­li re­cy­tu­ją­cych słowa, któ­rych nie roz­róż­nia­łam. Próby zro­zu­mie­nia, co mówią, prze­rwa­ło mocne ude­rze­nie krze­sła o tyłek, a potem szur­gnę­ło płót­no, blask ja­rze­nió­wek olśnił oczy i mo­głam tylko mru­gać, przy­trzy­my­wa­na przez silne ra­mio­na, kiedy z męt­nej ciem­no­ści wy­nu­rzał się kształt.

– No, nie – po­wie­dział ktoś. Chyba ja.

Przed czar­nym, wor­ko­wa­tym kap­tu­rem zło­ży­ły się w pi­ra­mid­kę kla­sycz­nie blade i sę­ka­te dło­nie. Nie­wi­docz­ne oczy tak­so­wa­ły mnie w naj­lep­szym stylu Ham­mer Hor­ror.

– Nie ma mowy. – Szarp­nę­łam się, bez­sku­tecz­nie. Jeśli tra­fi­łam do filmu klasy B, to na dobre. – Co to za wy­głu­py?

– Ommm – za­szu­mia­ło morze gło­sów. – Ooooommmmm… Nowy plan ta­ry­fo­wy­yy… Ommmm… czy jest pani wła­ści­ciel­ką domu…

Za­mar­łam. Od­two­rzy­łam sobie ostat­nie parę se­kund w gło­wie i wy­gło­si­łam naj­in­te­li­gent­niej­szy ko­men­tarz, na jaki mnie było stać.

– Co?

Sę­ka­ta dłoń wznio­sła się w ge­ście kla­sycz­nie dyk­ta­tor­skim, uci­sza­jąc głosy.

– Za­sta­na­wiasz się pew­nie…

– Nie. Nie za­sta­na­wiam się, nie będę się bawić we fran­cu­ski ruch oporu, pusz­czaj­cie!

Przy dźwię­kach "ommów" wci­śnię­to mnie w krze­sło. Mocno. Klon Pal­pa­ti­na pod­jął:

– Miesz­kań­cy kra­jów oświe­tlo­nych słoń­cem – tu wzdry­gnął się te­atral­nie on, jego sie­pa­cze, a z nimi i ja, nadal przy­ci­ska­na do nie­szczę­sne­go mebla – nie wie­dzą, skąd po­cho­dzi­my. Lecz ty raduj się, boś do­stą­pi­ła za­szczy­tu!

– Fo­to­wol­ta­ika – za­in­to­no­wał chór w tle.

– Do­strze­gli­śmy twoje zdol­no­ści!

– Zmień ope­ra­to­ra!

– Po­tra­fisz za­ga­dać urzęd­ni­ków skar­bo­wych! Po­tra­fisz wy­ja­śnić ZUS!

– … co.

Co­kol­wiek się dzia­ło za moimi ple­ca­mi, brzmia­ło coraz mniej jak hor­ror, a coraz bar­dziej jak Bol­ly­wo­od. Za­kap­tu­rzo­ny po­dry­gi­wał na po­do­bień­stwo pra­żo­ne­go ka­ra­lu­cha, aż nagle pod­niósł ręce, białe i ży­la­ste, a im­pre­za uci­chła, jak nożem uciął.

– Dla­te­go zo­sta­niesz jedną z nas – oznaj­mił.

– … co? – wy­krztu­si­łam.

– Na­uczy­my cię wszyst­kie­go – cią­gnął, skła­da­jąc dło­nie znowu w pi­ra­mid­kę. – Aż kie­dyś zaj­miesz moje miej­sce…

– Nowy plan ta­ry­fo­wy!

– Jako Pierw­szy Te­le­mar­ke­ter! – Za­kap­tu­rzo­ny trium­fal­nie ze­rwał się z krze­sła.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@A­nan­ke (Ary­mi­strzy­ni):

Zo­sta­wi­łem atra­pę klam­ki, pa­su­je mi do klona.

Hm, cie­ka­we. Fajny za­bieg, wpro­wa­dzić taki dziw­ny ele­ment.

Dzię­ku­ję, tro­chę ukra­dłem ze sta­rej aneg­dot­ki, ale jak pen­sjo­nat, to robią her­ba­tę. Praw­da?

Ska­czesz po pod­mio­tach. Na po­cząt­ku wpro­wa­dzi­łeś sty­li­za­cję pod Arona, a teraz nagle mamy punkt wi­dze­nia Ju­dy­ty.

Ska­czę, ale z za­my­słem. Nie chcia­łem na­pi­sać: “Aron za­uwa­żył, że Ju­dy­ta od­ru­cho­wo oglą­da­ła go jak klien­ta”. Miało być bar­dziej la­pi­dar­nie. I tak pa­trzy­my ocza­mi Arona na wszyst­ko. Je­ste­śmy cały czas z nim.

Prze­ci­nek po na­uczy­cie­lem.

Nie ma.: https://www.bible.com/af/bible/319/MAT.23.8.NBG

Głów­nie dla­te­go uży­łem tego cy­ta­tu, bo nie ma prze­cin­ka i byłem w szoku.

[układ za­pło­nu ge­ne­ra­to­ra jo­no­we­go strzel­by] Tro­chę dłu­gie po­rów­na­nie. XD

Niby tak, ale w realu by­ło­by: “Je­steś chłop­cze jak ZGJ” i oboje by ro­zu­mie­li.

Ej, ale jak to, ko­niec sceny? :D Tro­chę tutaj bra­ku­je mi myśli prze­wod­niej w roz­mo­wie, bo widzę, że za­mysł był taki, że mamy dwóch mi­strzów?

Bar­dziej chcia­łem prze­ka­zać myśl, że ar­cy­mi­strzy­ni prze­ka­zu­je ucznio­wi dwie nauki:

  1. znajdź dziewczynę, bo życie.
  2. “Popychał i szarpał za włosy. A takich rzeczy się nie robi, kiedy wszyscy wokół są uzbrojeni…”, bo śmierć.

Eros i Ta­na­tos :-P

Aron ma prawo się do­my­ślać, że Ju­dy­ta coś mogła mieć wspól­ne­go ze śmier­cią Amosa, ale wo­lał­by nie.

ja to po tym zda­niu już wie­dzia­łam, co to za pen­sjo­nat. XD

Na wszel­ki wy­pa­dek, dla do­słow­no­ści, do­rzu­ci­łem wska­zów­ki do cen­ni­ka.

Też ostat­nio mia­łam pro­blem, jak ob­ci­na­łam bo­ha­te­ro­wi palce. XD

Tak bez in­struk­cji? Rze­czy­wi­ście strasz­ne! ;-)

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Hej Tar­ni­no Ab­surd opki szo­ku­je i śmie­szy, a to już coś. Tar­ni­na w worku na gło­wie, cią­gnię­ta przez ko­smi­tów miała prze­my­śle­nia w stylu Mar­lo­we, tek­sty wła­ści­wie też w jego stylu :). Za­bra­kło mi jed­nak pu­en­ty, chyba, że to frag­ment to wtedy ok ;) Nie wie­dzia­łem, że masz super moce :D, za­ga­dać urzęd­ni­ka z US, to lep­sze od la­se­ru w oczach, a na pewno bar­dziej prak­tycz­ne :) Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

@Tar­ni­na (…--wdzięcz­ni fan­ta­ści):

Moja od­por­ność na wierd­ness koń­czy się mniej wię­cej na po­zio­mie “Au­to­sto­pem przez ga­lak­ty­kę”, a dalej jest ścia­na. Na szczę­ście – nie prze­kro­czy­ło.

Od razu po­dej­rze­wa­łem, że te­le­mar­ke­te­rzy to musi być jakaś sekta i to z cięż­kim wspo­ma­ga­niem che­micz­nym.

Po­do­ba­ło mi się uję­cie te­ma­tu, re­kru­ta­cja jak we flo­cie (”Po­rwa­ny za młodu”) i szta­faż filmu klasy B (”Oczy sze­ro­ko za­mknię­te”, wpraw­dzie nie jest klasy B, ale ma takie de­ko­ra­cje).

Od­nie­sie­nia do Ham­mer Hor­ror nie zro­zu­mia­łem, ale obej­rza­łem tylko “Five Mil­lion Years to Earth” i to w po­przed­nim stu­le­ciu ra­czej. Kan­sas (”Cza­ro­dziej z kra­iny Oz”) wydał mi się my­lą­cy, bo bo­ha­ter­ka to nie Do­rot­ka, która sama ru­szy­ła w świat (jak Neo z Ma­tri­xa, znaj­du­jąc przy­ja­ciół), ale zo­sta­ła wcią­gnię­ta.

Om!

@In­an­na:

Aku­rat fan­ta­sty­kę, to ja piszę dla sie­bie, nie pod pu­blicz­kę.

No to ja wszyst­ko, co pu­bli­ku­ję (nomen omen), piszę pod pu­blicz­kę. Jeśli coś – dla sie­bie, to tego nie pu­bli­ku­ję, bo boję się, że lu­dziom po­wy­pa­da­ją oczy, żeby ochro­nić mózg.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Tar­ni­na

Ne­ilo­wi Ga­ima­no­wi – wdzięcz­ni fan­ta­ści

 

nio­są­cy mnie ko­ry­ta­rzem, a może sam ko­ry­tarz.

Bli­skie po­wtó­rze­nie. 

 

Na li­tość boską, je­stem księ­go­wą

Ach, te księ­go­we! Za­wsze ktoś je po­rwie, żeby coś od nich zdo­być. :D Po­do­ba mi się, że mamy księ­go­wą, a nie su­per­bo­ha­te­ra. ;) Hm, czy będą chcie­li, żeby była ich Mi­strzem Księ­go­wo­ści? :D

 

wy­gło­si­łam naj­in­te­li­gent­niej­szy

Tro­chę dłu­gie sfor­mu­ło­wa­nie, bio­rąc pod uwagę sy­tu­ację. Cho­ciaż nie cze­piam się aż tak bar­dzo, bo bo­ha­ter­ka ogól­nie jest mocno opa­no­wa­na i ca­łość w bar­dziej żar­to­bli­wej kon­wen­cji. ;) 

 

Pal­pa­ti­na

O, cie­ka­we, my­śla­łam, że się od­mie­nia, chyba za dużo się na­czy­ta­łam tej pi­sow­ni z od­mia­ną xd. 

Poza tym – Pal­pa­ti­ne i jego klon? :D Hehe. :D Teraz się tak za­sta­na­wiam: to było po­rów­na­nie (bo kap­tur) czy fak­tycz­nie mie­li­śmy kogoś, kto wy­glą­da jak Pal­pa­ti­ne? :) 

 

Za­kap­tu­rzo­ny po­dry­gi­wał na po­do­bień­stwo pra­żo­ne­go ka­ra­lu­cha, aż

Za­kap­tu­rzo­ny trium­fal­nie ze­rwał się z krze­sła.

To on jed­nak cały czas sie­dział, wy­czy­nia­jąc te harce? XD

 

No, Tar­ni­no, po­pły­nę­łaś, fajne. :D

Worek ab­sur­du, można po­wie­dzieć, po­do­ba­ło mi się. :D

 

Co do związ­ku z te­ma­tem – czyli oprócz jed­ne­go za­kap­tu­rzo­ne­go mi­strza, tych in­nych mi­strzów bę­dzie dużo, a ona jako jedna uczen­ni­ca? No ład­nie… I to wbrew woli, w sumie za wiele do ga­da­nia nie ma. Już ro­zu­miem, to dla­te­go te­le­mar­ke­te­rzy są tak zde­spe­ro­wa­ni xd. Skoro ich po­ry­wa­ją i mie­sza­ją w gło­wie, aż nie zo­sta­ną ide­al­ny­mi sprze­daw­ca­mi. XD

 

 

Radek

Ska­czę, ale z za­my­słem. Nie chcia­łem na­pi­sać: “Aron za­uwa­żył, że Ju­dy­ta od­ru­cho­wo oglą­da­ła go jak klien­ta”. Miało być bar­dziej la­pi­dar­nie. I tak pa­trzy­my ocza­mi Arona na wszystko.Jesteśmy cały czas z nim.

 

Nie mo­żesz na­pi­sać, że je­ste­śmy cały czas z nim i pa­trzy­my jego ocza­mi, skoro nie pa­trzy­my cały czas xd. Co do za­my­słu – okej, ja mam wra­że­nie cha­osu, więc dla mnie to ska­ka­nie jest zbęd­ne, zwłasz­cza że nie ma za wiele sensu. Można na­pi­sać to ina­czej. Bo to, że Ju­dy­ta na niego pa­trzy­ła jak na klien­ta, no cóż– to ra­czej oczy­wi­ste, skoro przy­szedł jako klient, jak miała na niego pa­trzeć? Nie wie­dzia­ła na tym eta­pie, po co przy­szedł. ;) 

 

Głów­nie dla­te­go uży­łem tego cy­ta­tu, bo nie ma prze­cin­ka i byłem w szoku

Też je­stem w szoku. :D Poza tym – uży­wać cy­ta­tu, bo nie ma prze­cin­ka – o takim spo­so­bie do­bie­ra­nia cy­ta­tów nie sły­sza­łam. :D

Czy­ta­łam Bi­blię już dawno, za na­sto­lat­ki, w sumie wtedy nie zwra­ca­łam uwagi na błędy, cie­ka­we czy to przy­pad­ko­wo po­wie­la­ny błąd czy jakiś wy­ją­tek. ;) 

 

Tak bez in­struk­cji? Rze­czy­wi­ście strasz­ne! ;-) 

Nie­ste­ty nikt nie dał mi in­struk­cji. :(

To na­praw­dę strasz­ne. :(

Nie zdą­ży­łam dzi­siaj, więc tylko od­po­wiem :)

 Tar­ni­na w worku na gło­wie, cią­gnię­ta przez ko­smi­tów miała prze­my­śle­nia w stylu Mar­lo­we, tek­sty wła­ści­wie też w jego stylu :)

XD

 Od razu po­dej­rze­wa­łem, że te­le­mar­ke­te­rzy to musi być jakaś sekta i to z cięż­kim wspo­ma­ga­niem che­micz­nym.

Albo sekta, albo ro­bo­ty. Tutaj sekta :D

 Bli­skie po­wtó­rze­nie.

Ce­lo­we ^^

 Cho­ciaż nie cze­piam się aż tak bar­dzo, bo bo­ha­ter­ka ogól­nie jest mocno opa­no­wa­na i ca­łość w bar­dziej żar­to­bli­wej kon­wen­cji. ;)

To jest mój mózg od­re­ago­wu­ją­cy stres w pracy XD

 O, cie­ka­we, my­śla­łam, że się od­mie­nia, chyba za dużo się na­czy­ta­łam tej pi­sow­ni z od­mia­ną xd.

No, bo się od­mie­nia – kogo? czego? Pal­pa­ti­na.

 Teraz się tak za­sta­na­wiam: to było po­rów­na­nie (bo kap­tur) czy fak­tycz­nie mie­li­śmy kogoś, kto wy­glą­da jak Pal­pa­ti­ne? :)

Po­rów­na­nie ^^

 To on jed­nak cały czas sie­dział, wy­czy­nia­jąc te harce? XD

Aaa… sia­dał i wsta­wał blush

 Worek ab­sur­du, można po­wie­dzieć, po­do­ba­ło mi się. :D

XD Dzię­ki :D

 Skoro ich po­ry­wa­ją i mie­sza­ją w gło­wie, aż nie zo­sta­ną ide­al­ny­mi sprze­daw­ca­mi. XD

To je­dy­ne wy­tłu­ma­cze­nie (no, nie, jest dru­gie, że to ro­bo­ty – ale to lep­sze) XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@A­nan­ke (Ad. Ar­cy­mi­strzy­ni):

Nie mo­żesz na­pi­sać, że je­ste­śmy cały czas z nim i pa­trzy­my jego ocza­mi, skoro nie pa­trzy­my cały czas xd.

Ani razu go nie zo­sta­wia­my. Nie wi­dzi­my ni­cze­go, czego on nie widzi. A wła­śnie, że mogę :-)

Co do za­my­słu – okej, ja mam wra­że­nie cha­osu, więc dla mnie to ska­ka­nie jest zbęd­ne, zwłasz­cza że nie ma za wiele sensu.

 

A to już jest ar­gu­ment, al­bo­wiem w bur­de­lu musi być wzo­ro­wy po­rzą­dek. Tylko to nie wy­kra­cza ponad:

“Ju­dy­ta spoj­rza­ła na Arona tak, że chło­pak za­wsty­dził się i za­mknął oczy.”

Też jest sko­czo­ne po pod­mio­tach i to w jed­nym zda­niu. Po­dob­nie jak:

“– Która go­dzi­na? – spy­tał pan w pro­chow­cu.

– Nie mam ze­gar­ka – wy­znał elf.”

Można na­pi­sać to ina­czej. Bo to, że Ju­dy­ta na niego pa­trzy­ła jak na klien­ta, no cóż– to ra­czej oczy­wi­ste, skoro przy­szedł jako klient, jak miała na niego pa­trzeć?

Mogła na niego pa­trzeć jak na nie­do­rost­ka, który jesz­cze nie za­słu­żył na ko­rzy­sta­nie z uro­ków przy­byt­ku (ta her­ba­ta).

Nie wie­dzia­ła na tym eta­pie, po co przy­szedł. ;) 

W sumie uczeń też klient.

Też je­stem w szoku. :D Poza tym – uży­wać cy­ta­tu, bo nie ma prze­cin­ka – o takim spo­so­bie do­bie­ra­nia cy­ta­tów nie sły­sza­łam. :D

Mój cytat w stop­ce “Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny” wy­bra­łem ze wzglę­du na ten ab­sur­dal­ny śred­nik :-)

Czy­ta­łam Bi­blię już dawno, za na­sto­lat­ki, w sumie wtedy nie zwra­ca­łam uwagi na błędy, cie­ka­we czy to przy­pad­ko­wo po­wie­la­ny błąd czy jakiś wy­ją­tek. ;) 

Nie mam po­ję­cia. Jed­nak:

“18 Al­bo­wiem oświad­czam się każ­de­mu słu­cha­ją­ce­mu słów pro­roc­twa ksiąg tych: Jeź­li­by kto przy­ło­żył do tego, przy­ło­ży Bóg nań plagi opi­sa­ne w tych księ­gach.

19 A jeź­li­by kto ujął z słów ksiąg pro­roc­twa tego, odej­mie Bóg część jego z ksiąg ży­wo­ta i z mia­sta świę­te­go i z tych rze­czy, które są na­pi­sa­ne w tych księ­gach.”

Więc dla jed­ne­go prze­cin­ka ry­zy­ko­wał nie będę.

 

@Tar­ni­na (…-wdzięcz­ni fan­ta­ści):

nio­są­cy mnie ko­ry­ta­rzem, a może sam ko­ry­tarz.

Bli­skie po­wtó­rze­nie – widać,

że ce­lo­we – do­czy­ta­łem,

ale jaki jest ten cel?

 

Co do od­mia­ny, to mnie kie­dyś uczy­li (za­szpa­nu­ję – cho­dzi­łem do pod­sta­wów­ki), że nie­spolsz­czo­ne na­zwi­ska koń­czą­ce się na e (sa­mo­gło­skę) od­mie­nia­my tak: klon Pal­pa­ti­ne’a. Bo na­zwi­sko Pal­pa­ti­ne i Pal­pa­tin są zu­peł­nie różne i to „e” zmie­nia brzmie­nie tego „i” (czyli są różne fo­ne­tycz­nie – bar­dzo, vide “Oby­wa­tel Kane” vs. “Bar­bie i Ken”). Do tego za­wsze można na­pi­sać “klon im­pe­ra­to­ra Pal­pa­ti­ne”. A poza tym uwa­żam, że Pal­pa­ti­ne zo­stał już tak spo­lsz­czo­ny, że to pra­wie sta­ro­pol­skie.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Errrm.

Pal­pa­ti­ne zo­stał już tak spo­lsz­czo­ny, że to pra­wie sta­ro­pol­skie

O! I tego się trzy­maj­my ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tar­ni­na

 

Ce­lo­we ^^

A co ma na celu? XD

 

To jest mój mózg od­re­ago­wu­ją­cy stres w pracy XD

To masz spo­koj­ny mózg. :D

 

No, bo się od­mie­nia – kogo? czego? Pal­pa­ti­na.

Ja wi­dzia­łam za­wsze od­mia­ny Pal­pa­ti­ne'a. ;) 

 

Aaa… sia­dał i wsta­wał 

W tek­ście tego nie ma. XD

 

 

Radek

 

Ani razu go nie zo­sta­wia­my. Nie wi­dzi­my ni­cze­go, czego on nie widzi. 

Cho­dzi­ło mi o to, że nie pa­trzy­my jego ocza­mi cały czas, bo Aron nie my­ślał­by o sobie klient, ska­czesz po pod­mio­tach i za­prze­cze­nie nic nie da. :D Jasne, mo­żesz tak robić w opo­wia­da­niach, wszyst­ko można, jak się chce, ale nie ma co za­prze­czać, że robi się ina­czej. XD

 

A to już jest ar­gu­ment, al­bo­wiem w bur­de­lu musi być wzo­ro­wy po­rzą­dek

Le­piej robić ba­ła­gan w bur­de­lu niż w tek­ście, ale co kto lubi. :p

 

Mogła na niego pa­trzeć jak na nie­do­rost­ka, który jesz­cze nie za­słu­żył na ko­rzy­sta­nie z uro­ków przy­byt­ku (ta her­ba­ta).

Hm, no ale pra­cu­jąc w takim miej­scu to chyba cięż­ko o szcze­gól­ne roz­róż­nie­nie klien­tów i uzna­wa­nie kto za­słu­żył na ko­rzy­sta­nie z uro­ków, a kto nie. Zresz­tą, sam na­pi­sa­łeś dalej frag­ment, w któ­rym su­ge­ru­je mu ko­rzy­sta­nie z klona i liże mu ucho, więc czy­tel­nik nie po­trze­bu­je in­for­ma­cji, że pa­trzy­ła na niego jak na klien­ta, bo ona tak go trak­tu­je. Ale jasne, mo­żesz pisać jak chcesz, mi nie cho­dzi­ło o to, że nie można pisać w jakiś spo­sób, tylko że to może za­bu­rzyć czy­ta­nie albo nie­po­trzeb­nie je skom­pli­ko­wać. :) 

 

na ten ab­sur­dal­ny śred­nik :-)

Na­praw­dę cie­ka­wy spo­sób do­bie­ra­nia cy­ta­tów. :) 

 

Więc dla jed­ne­go prze­cin­ka ry­zy­ko­wał nie będę. 

Nie dzi­wię się, jesz­cze Bóg go­to­wy rzu­cić w Cie­bie ka­mie­niem. XD

„Gdy w cza­sie uciecz­ki przed Izra­elem byli na zbo­czu pod Bet-Cho­ron, Pan zrzu­cał na nich z nieba ogrom­ne ka­mie­nie aż do Azeki, tak że wy­gi­nę­li. I wię­cej ich zmar­ło wsku­tek ka­mie­ni gra­do­wych, niż ich zgi­nę­ło od mie­cza Izra­eli­tów.”

 

 

 

Tar­ni­no, widzę, że Radek też za­uwa­żył od­mia­nę. No dla mnie to takie na­zwi­sko z koń­ców­ką na „e” jest mało pol­skie i pew­nie stąd od­mia­na. ;) 

 

 

Raz kozie śmierć, do­łą­czam do za­ba­wy. Po prze­czy­ta­niu po­zo­sta­łych tek­stów (ko­men­ta­rze w końcu się po­ja­wią) za­czą­łem się za­sta­na­wiać, czy mój na pewno jest na temat. W naj­gor­szym wy­pad­ku ktoś mnie uprzej­mie wy­rzu­ci :)

 

Dzień wy­bo­ru

Gdy metro do­je­cha­ło na miej­sce, Zen za­parł się obie­ma no­ga­mi i za­ję­czał:

– Ja nie chcę tam iść.

Zroz­pa­czo­na matka spoj­rza­ła ner­wo­wo w stro­nę ka­me­ry i po­cią­gnę­ła go za rękaw. Chło­piec wie­dział, że był już od niej sil­niej­szy. Ona do­pie­ro się prze­ko­ny­wa­ła.

– Masz już trzy­na­ście lat! Naj­wyż­sza pora, żebyś prze­stał od­sta­wiać sceny!

Zen tylko moc­niej ści­snął sie­dze­nie.

– Jeśli chcesz wró­cić do domu, tak czy siak mu­sisz wy­siąść – do­da­ła.

To aku­rat była praw­da. Mam­ro­cząc z nie­za­do­wo­le­nia, chło­piec po­zwo­lił rzece in­nych ro­dzi­ców z dzieć­mi wy­pchnąć się na sta­cję. Wy­cho­dzi­ły z niej tylko dwa tu­ne­le. Jeden pro­wa­dził na po­wierzch­nię, ale przez czer­wo­ne ostrze­że­nie an­ty­smo­go­we nikt nie kie­ro­wał się w jego stro­nę. Drugi po­chła­niał teraz całą masę ludz­ką, która przed chwi­lą wy­sia­dła z po­cią­gu.

Po chwi­li Zen zo­stał sam z mamą.

– Ni­g­dzie się stąd nie ru­szam.

– Po­myśl sobie, co by oj­ciec po­wie­dział, gdyby cię teraz zo­ba­czył.

Zen nie wie­dział. Nigdy nie po­znał ojca. Matka nie da­wa­ła za wy­gra­ną:

– Poza tym nie mo­żesz tak po pro­stu uciec. – Znowu po­szu­ka­ła wzro­kiem wszech­obec­ne­go mo­ni­to­ring, jakby nie wie­rzy­ła za­pew­nie­niom rządu, że ka­me­ry nie na­gry­wa­ją dźwię­ku. – W końcu po­li­cja przyj­dzie i cię za­bie­rze.

Naj­bar­dziej nie lubił mamy za to, jak czę­sto miała rację.

– No dobra, pójdę.

We­szli do tu­ne­lu. Przed nimi po­ja­wi­ły się ma­syw­ne drzwi z na­pi­sem: “Biuro mło­do­cia­ne­go przy­dzia­łu za­wo­do­we­go”. Tutaj ro­dzi­ce nie mogli już wcho­dzić. De­cy­zja miała na­le­żeć do dzie­ci. Mama po­ca­ło­wa­ła syna w czoło.

– Bądź grzecz­ny i za­sta­nów się przed wy­bo­rem.

Zen po­drep­tał po­słusz­nie za rze­szą ró­wie­śni­ków. Było ich wszyst­kich około sześć­dzie­się­ciu. We­szli na dużą salę. Na środ­ku dłuż­sze­go boku po­miesz­cze­nia znaj­do­wa­ło się pod­wyż­sze­nie, na któ­rym stali przed­sta­wi­cie­le po­szcze­gól­nych za­wo­dów, wszy­scy ubra­ni w cha­rak­te­ry­stycz­ne nie­bie­skie mun­du­ry par­tyj­ne.

Głos za­brał szef grupy czysz­czą­cej fil­try po­wie­trza. Opo­wie­dział nawet kilka śmiesz­nych żar­tów i w ogóle spra­wiał wra­że­nie sym­pa­tycz­ne­go, ale Zen miał już trzy­na­ście lat i do­brze wie­dział, dla­cze­go czysz­cze­nie fil­trów nie jest przy­jem­ną pracą.

Zo­ba­czył, że brama, którą we­szli, teraz za­mknię­ta, nie była je­dy­ną drogą pro­wa­dzą­cą na salę. Inne przej­ścia znaj­do­wa­ły się za mów­ni­cą – z nich nie mogło być żad­ne­go po­żyt­ku – oraz w bocz­nej ścia­nie w po­sta­ci nie­po­zor­nych me­ta­lo­wych drzwi.

Prze­ci­snął się do nich i ze zdzi­wie­niem stwier­dził, że są uchy­lo­ne. Przez szpa­rę było widać frag­ment mrocz­ne­go ko­ry­ta­rza ską­pa­ne­go w sła­bym nie­bie­skim świe­tle. Zen zo­ba­czył, że kilka głów jest od­wró­co­nych w jego stro­nę, ale zi­gno­ro­wał to i wszedł do środ­ka.

Na końcu ko­ry­ta­rza znaj­do­wał się ma­ga­zyn, tylko jakiś dziw­ny. Był tak wy­so­ki, że mu­siał chyba zaj­mo­wać dwa pię­tra. Od­stę­py mię­dzy pół­ka­mi były nie­re­gu­lar­ne i ukła­da­ły się w spi­ral­ny wzór wi­ją­cy się wzdłuż ścian.

Chło­piec stał przez chwi­lę z otwar­ty­mi usta­mi, po czym wpadł na sza­lo­ny po­mysł: za­czął się wspi­nać. Więk­szość drogi po­ko­nał bez pro­ble­mu, do­pie­ro pod samym su­fi­tem oka­za­ło się, że nie sięga do na­stęp­nej półki.

Usły­szał kroki w ko­ry­ta­rzu. Może na górze uda­ło­by mu się scho­wać. Miał już trzy­na­ście lat. Da radę.

Sko­czył i zła­pał się me­ta­lo­wej li­stwy. Od pod­ło­gi dzie­li­ły go chyba ze czte­ry metry. Za­ję­czał z wy­sił­ku i za­czął się pod­cią­gać. Wtem w lewej ręce chwy­cił go skurcz. Za­czął spa­dać, gdy po­czuł, jak ktoś łapie go i wcią­ga na górę.

Na szczy­cie re­ga­łu sie­dział męż­czy­zna w nie­bie­skim mun­du­rze. Przy­ło­żył palec do ust, na­ka­zu­jąc Ze­no­wi mil­cze­nie. Pod nimi jeden z jego ró­wie­śni­ków wszedł wła­śnie do ma­ga­zy­nu, ale ro­zej­rzał się tylko i szyb­ko za­wró­cił.

– Czy wiesz, dla­cze­go się tu zna­la­złeś?

– Ja prze­pra­szam, pro­szę pana…

– Zna­la­złeś się tutaj, bo je­steś naj­bar­dziej in­te­li­gent­ny i od­waż­ny z całej grupy. Wi­dzia­łeś tego dzie­cia­ka, który przed chwi­lą tu wszedł? Nie dość, że trząsł się jak ga­la­re­ta, to jesz­cze nas nie za­uwa­żył. Je­steś lep­szy od nich wszyst­kich i dla­te­go chciał­bym za­pro­po­no­wać ci miej­sce w Mło­do­cia­nej Aka­de­mii Sił Spe­cjal­nych. Je­dy­ne, czego po­trze­bu­ję, to two­jej zgody.

W pierw­szej chwi­li Zena za­tka­ło. W ko­lej­nej uśmie­chał się już od ucha do ucha.

– Zga­dzam się, pro­szę pana!

Gdy po za­koń­czo­nej ce­re­mo­nii wró­cił do mamy, opo­wie­dział jej, co za­szło:

– Mamo, udało mi się, będę ko­man­do­sem!

Na twa­rzy matki po­ja­wi­ło się prze­ra­że­nie.

– Zen.

– Tak?

– Wiesz, czemu nigdy nie po­zna­łeś ojca?

– Nie…

– Też mu się kie­dyś udało. Tuż przed po­ro­dem po­je­chał n-na m-mi­sję… – wy­buch­nę­ła pła­czem.

Zen chciał ją jakoś po­cie­szyć, ale za­uwa­żył, że nie pa­trzy­ła w jego stro­nę, tylko gdzieś za niego. Ob­ró­cił się i zo­ba­czył tego sa­me­go męż­czy­znę w nie­bie­skim mun­du­rze, któ­re­go zna­lazł w ma­ga­zy­nie. Matka po­de­szła do żoł­nie­rza i dała mu w pysk.

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

Hej 

ostam

 

Chcia­ło­by się po­wie­dzieć – jaki oj­ciec taki syn :). 

 

Masz fajne opisy, nie idziesz na skró­ty i da­jesz czy­tel­ni­ko­wi ten świat na tacy. Znowu mamy “zły sys­tem” opar­ty na mo­ni­to­rin­gu i kon­tro­li oby­wa­te­li plus smog :). Ale to nie prze­szka­dza – prze­ko­lo­ry­zo­wa­ny świat XXI w. za­wsze do­brze wcho­dzi :). 

Temat jest tu wi­docz­ny, re­la­cja matka– syn jest dla mnie jak naj­bar­dziej w kon­wen­cji mistrz-uczeń. 

Za­sta­na­wia mnie za­koń­cze­nie, nie do­strze­gam w nim nic po za happy end’em umiesz­czo­nym bez ja­kie­goś uza­sad­nie­nia. 

Alem może znowu nie do­strze­gam ja­kie­goś dru­gie­go dna w hi­sto­rii ;) – co jak sie­bie znam jest cał­kiem praw­do­po­dob­ne :)

 

Ogól­nie dobry szort :) 

Po­zdra­wiam :) 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Ko­men­ta­rze. Czy coś w tym stylu ^^ Stan na go­dzi­nę 15.00, a wła­ści­wie, to na 11.20

 

Cel ćwi­cze­nia:

scena pierw­sze­go spo­tka­nia mi­strza (do­świad­czo­ne­go) z uczniem (po­cząt­ku­ją­cym)

po­win­ny się w niej zna­leźć pierw­sze wska­zów­ki

do­brze by było, żeby uczeń nie chciał się uczyć/nie lubił (nie apro­bo­wał?) mi­strza

 

Bar­dja­skier

Ano, jest woj­sko. Na tym się nie znam. Są pierw­sze wska­zów­ki (jakże prak­tycz­ne). Co­kol­wiek in­fo­dum­po­we, można wy­cze­sać sporo błę­dów, ale cele ćwi­cze­nia scen­ka speł­nia. Od­ma­sze­ro­wać!

Ko­ala­75 (1)

No­tat­ka, Misiu ko­cha­ny. Jest w niej wszyst­ko, co ma być, ale to no­tat­ka. Choć cał­kiem sym­pa­tycz­na i z po­ten­cja­łem.

Ko­ala­75 (2)

No­tat­ki ciąg dal­szy ("uspo­ka­ja"! wrr!) – me­an­dru­jesz. Anan­ke do­brze to wy­ła­pa­ła. Jeśli chcesz ten po­mysł roz­wi­jać, nie spiesz się. Roz­pisz sobie, o czym bę­dzie.

In­an­na

Ostre jak papas ar­ru­ga­das :) Bra­ku­je tro­chę prze­cin­ków. Ogól­nie wy­glą­da na nie­zły po­czą­tek cze­goś więk­sze­go, ale nie po­wie­ści, ra­czej dłuż­sze­go opo­wia­da­nia.

Radek

Cha­otycz­ne i po­spiesz­ne. Za dużo róż­no­ści w tych 529 sło­wach. Za­ło­że­nia speł­nio­ne.

 No dla mnie to takie na­zwi­sko z koń­ców­ką na „e” jest mało pol­skie i pew­nie stąd od­mia­na. ;)

OK, spraw­dzi­łam. Macie rację. (Macie rację…) https://sjp.pwn.pl/zasady/244-66-2-Nazwiska-zakonczone-na-e-nieme;629619.html

 A co ma na celu? XD

A, na­tu­ral­ność ^^ Po­wtó­rze­nia są złe, kiedy zwra­ca­ją na sie­bie uwagę. Są dobre, kiedy wy­du­ma­ny sy­no­nim zwró­cił­by na sie­bie uwagę bar­dziej.

 Głów­nie dla­te­go uży­łem tego cy­ta­tu, bo nie ma prze­cin­ka i byłem w szoku.

Ale to Bi­blia Gdań­ska (sie­dem­na­sto­wiecz­ny prze­kład pro­te­stanc­ki), a dziś za­sad­ni­czo obo­wią­zu­je (ka­to­li­ków) Bi­blia Ty­siąc­le­cia ^^ I stro­na w ogóle jakaś po ni­der­landz­ku, więc moż­li­we, że po­wie­la błąd. Od­po­wied­ni frag­ment u (późno) szes­na­sto­wiecz­ne­go Wujka:

8 Ale wy nie zów­cie się Rabbi; al­bo­wiem jeden jest na­uczy­ciel wasz, a wszy­scy je­ste­ście bra­cia.

(Zwróć uwagę na cu­dow­nie ar­cha­icz­ną pi­sow­nię "ro­dza­ju jasz­czór­czy"!)

Zresz­tą (nadal nu­rzam się w grze­chu ace­dii, tak), Wi­ki­źró­dła mają taki tekst Bi­blii Gdań­skiej:

 8 Ale wy nie na­zy­waj­cie się mi­strza­mi; al­bo­wiem jeden jest mistrz wasz, Chry­stus; ale wy je­ste­ście wszy­scy brać­mi.

ciut­kę jakby no­wo­cze­śniej­szy od Wuj­ko­we­go ("jasz­czur­czy" jest przez "u"), ale ton ten sam.

<tu za­dzwo­nił Urząd Skar­bo­wy>

<tu na­stą­pi­ło za­trzy­ma­nie akcji mózgu>

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej Bar­dzie! Mi­strzem, o któ­rym my­śla­łem, był w tym przy­pad­ku oj­ciec – w końcu tekst miał być o pierw­szym spo­tka­niu, cho­ciaż in­nych mi­strzów fak­tycz­nie też tam pod do­stat­kiem. Jeśli cho­dzi o mo­ty­wy, to wzią­łem kilka, o któ­rych ostat­nio my­śla­łem, wrzu­ci­łem do kotła i za­mie­sza­łem :) Nie ma tutaj żad­ne­go dru­gie­go dna ani ukry­te­go prze­sła­nia. W za­koń­cze­niu chcia­łem w jed­nym mo­men­cie zgrab­nie za­mknąć wszyst­kie wątki: brak ojca i zwią­za­ne z nim trud­no­ści w wy­cho­wa­niu, po­szu­ki­wa­nie swo­jej drogi przez Zena i zna­le­zie­nie wy­zwa­nio­we­go mi­strza, który oka­zu­je się człon­kiem ro­dzi­ny ;)

 

Jeśli cho­dzi o Sze­re­go­we­go Smi­tha, żoł­nier­ski kli­mat we­dług mnie od­da­ny szorst­ko i do­sad­nie. Gdy Smith zo­stał wy­sła­ny na zwiad, po­my­śla­łem nawet, że je­dy­ną słusz­ną me­to­dą na spraw­dze­nie, czy ro­ba­le robią pod­kop, jest pod­sta­wie­nie im czło­wie­ka i spraw­dze­nie, czy wyjdą, cho­ciaż po koń­ców­ce wnio­sku­ję, że nor­mal­na me­to­da rów­nież ist­nie­je ;)

 

Koalo, jak dla mnie pierw­szy frag­ment był wy­star­cza­ją­co kom­plet­ny. Fa­bu­lar­nie nie sta­no­wi on oczy­wi­ście za­mknię­tej ca­ło­ści, ale po­ka­zu­je, że w nie­ty­po­wych sy­tu­acjach je­ste­śmy w sta­nie od­rzu­cić nasze ste­reo­ty­po­we uprze­dze­nia i pomóc innym, gdy jest taka po­trze­ba. Nawet, jeśli w tym przy­pad­ku wy­glą­da to ra­czej na hi­po­kry­zję niż szla­chet­ny cha­rak­ter.

 

In­an­no, po­wtó­rzę po po­przed­nich ko­men­tu­ją­cych, ale głos nar­ra­to­ra jest bar­dzo wy­raź­ny i do­brze od­da­je jej cha­rak­ter. Zna­le­zie­nie po­wo­dów do przy­ję­cia ucznia wy­glą­da tro­chę, jakby sama nie chcia­ła przed sobą przy­znać, że nie miała wy­bo­ru ;)

W jed­nym miej­scu oso­bi­ście się z nią nie zga­dzam (cho­ciaż nie jest to za­rzut do opo­wia­da­nia, tylko luźna dy­gre­sja). Kara ma dwie słow­ni­ko­we de­fi­ni­cje: re­pre­sja wobec osób, które po­peł­ni­ły prze­stęp­stwo, albo śro­dek wy­cho­waw­czy. Pod­czas gdy Ma­re­na zdaje się uzna­wać tę pierw­szą, mi jakoś ona nie leży. Ro­zu­miem, że trze­ba jakoś od­stra­szać ludzi od prze­stępstw, ale tutaj nie daje im się żad­nej moż­li­wo­ści po­pra­wy, co mo­ral­nie nie po­zwa­la mi zna­leźć dla niej uza­sad­nie­nia. No chyba że na pewno wia­do­mo, że po­pra­wa nie na­stą­pi.

 

Radku, udało mi się zro­zu­mieć, gdzie tra­fił Aron, cho­ciaż wy­da­je mi się, że bez wpro­wa­dzo­nych po­pra­wek też mógł­bym mieć pro­blem. Nie­mniej pro­ces osią­ga­nia zro­zu­mie­nia, nawet jeśli tro­chę dłuż­szy, był cał­kiem sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy.

Ro­zu­miem, co chcia­ła prze­ka­zać swo­je­mu ucznio­wi Ju­dy­ta, jed­nak wszyst­kie prze­ka­za­ne in­for­ma­cje we­dług mnie na­bra­ły­by war­to­ści do­pie­ro w kon­tek­ście ciągu dal­sze­go. Oczy­wi­ście jest to frag­ment, ale jako sa­mo­dziel­ny tekst skoń­czy­łem czy­tać z po­czu­ciem ra­czej urwa­nia hi­sto­rii, niż jej za­koń­cze­nia.

 

Tar­ni­no, na­tło­cze­nie nie­stan­dar­do­wych kon­struk­cji i skład­nia w pierw­szym frag­men­cie cu­dow­nie od­da­ją mę­tlik w gło­wie bo­ha­ter­ki. Dwie rze­czy, które za­sta­no­wi­ły mnie tech­nicz­nie:

może to dwaj bar­czy­ści pa­no­wie, nio­są­cy mnie ko­ry­ta­rzem, a może sam ko­ry­tarz.

Wy­da­je mi się, że jest to klu­czo­wa in­for­ma­cja do zro­zu­mie­nia, o ja­kich bar­czy­stych panów cho­dzi, więc zgod­nie z moją wie­dzą chyba nie po­win­na być wy­dzie­lo­na prze­cin­ka­mi. Jeśli moja wie­dza jest wa­dli­wa, chęt­nie ją zak­tu­ali­zu­ję ;)

Cuch­nę­ło stę­chli­zną. Może to była wina worka, który ob­cie­rał mi nos, może to dwaj bar­czy­ści pa­no­wie, nio­są­cy mnie ko­ry­ta­rzem, a może sam ko­ry­tarz. Na to ostat­nie wska­zy­wa­ło echo kro­ków […]

Brzmi, jakby echo wska­zy­wa­ło na to, że ko­ry­tarz cuch­nie stę­chli­zną.

 

Poza tym prze­sła­nie w punkt, może teraz przy­chyl­niej spoj­rzę na zauto­ma­ty­zo­wa­ny wy­dział tej sekty. Do­brze, że z nie­któ­rych dzie­dzin czło­wiek jest wy­pie­ra­ny ;)

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

Wy­da­je mi się, że jest to klu­czo­wa in­for­ma­cja do zro­zu­mie­nia, o ja­kich bar­czy­stych panów cho­dzi, więc zgod­nie z moją wie­dzą chyba nie po­win­na być wy­dzie­lo­na prze­cin­ka­mi

Wtrą­ce­niem nie jest, prze­cin­ki są tu z po­wo­dów po­zaw­trą­ce­nio­wych.

Brzmi, jakby echo wska­zy­wa­ło na to, że ko­ry­tarz cuch­nie stę­chli­zną.

… ym. Kurka. Jak tak teraz spoj­rzę… tro­chę fak­tycz­nie. Argh, nie wiem, co z tym zro­bić.

Poza tym prze­sła­nie w punkt, może teraz przy­chyl­niej spoj­rzę na zauto­ma­ty­zo­wa­ny wy­dział tej sekty. Do­brze, że z nie­któ­rych dzie­dzin czło­wiek jest wy­pie­ra­ny ;)

Wiesz, co z nią zro­bi­li w Do­brym ome­nie? XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wtrą­ce­niem nie jest, prze­cin­ki są tu z po­wo­dów po­zaw­trą­ce­nio­wych.

Po­wiedz­my, że ro­zu­miem…

Wiesz, co z nią zro­bi­li w Do­brym ome­nie? XD

 Nie­ste­ty nie, w oko­ło­prat­chet­to­wych re­jo­nach mam duże za­le­gło­ści. To może być nawet dobry czas, żeby się za nie w końcu za­brać :)

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

Ko­men­ta­rze nad­ro­bię, na razie po­wiem tylko, że mam już swo­je­go fa­wo­ry­ta. ;)

OK, równe 700 słów (wg Worda). To nie jest to, co chcia­łem na­pi­sać naj­pierw, ale w mię­dzy­cza­sie wpadł mi do głowy lep­szy po­mysł. XD Osta­tecz­nie wy­szedł taki tro­chę hor­ror a la ,,Mumia” z dość swo­bod­nym po­trak­to­wa­niem mi­to­lo­gii egip­skiej.

 

Pierw­szym zna­kiem, że zbli­ża się do celu, było ro­bac­two. Jasne, drob­ne in­sek­ty na pu­sty­ni nie były ni­czym nie­zwy­kłym, ale kiedy w od­stę­pie za­le­d­wie paru minut zo­ba­czy­ła żuka gno­ja­rza, kro­cio­no­ga i kilka mró­wek zmie­rza­ją­cych w tym samym kie­run­ku, wie­dzia­ła, że jest na do­brej dro­dze. Ru­szy­ła śla­dem ży­ją­tek.

Póź­nym po­po­łu­dniem do­pro­wa­dzi­ły ją do roz­le­głe­go leju skry­te­go po­śród wydm. Be­re­ni­ka wzmo­gła czuj­ność – wgłę­bie­nie bar­dzo przy­po­mi­na­ło gniaz­do mrów­kol­wa. Jed­nak wszyst­kie ro­ba­ki, któ­rych tu było dużo wię­cej, zmie­rza­ły wprost do cen­tral­ne­go otwo­ru.

Po­dróż­nicz­ka wzię­ła głę­bo­ki wdech. Za późno na wy­co­fa­nie się. Zsu­nę­ła się ku zie­ją­cej ciem­no­ścią dziu­rze, która była aku­rat na tyle sze­ro­ka, by po­mie­ścić czło­wie­ka. Be­re­ni­ka, po kost­ki w pa­skud­nych stwo­rzon­kach, za­czę­ła ostroż­nie scho­dzić do środ­ka. Nie zna­la­zła żad­ne­go opar­cia dla nóg. Sap­nę­ła i za­ci­snę­ła po­wie­ki.

Moja pani, nie daj mi zgi­nąć w tej chwi­li!

Pu­ści­ła kra­wędź i spa­dła.

Le­cia­ła krót­ko. Wy­lą­do­wa­ła na nie­rów­nej po­wierzch­ni, któ­rej nie po­tra­fi­ła zi­den­ty­fi­ko­wać, ale czuła, że się pod nią prze­su­wa. Wsta­ła, zdję­ła chu­s­tę z twa­rzy i kap­tur. Ota­cza­ła ją ciem­ność, w któ­rej było sły­chać tylko szu­ra­nie tego cze­goś na ziemi i kle­kot setek ma­lut­kich od­nó­ży.

– Halo? – za­wo­ła­ła Be­re­ni­ka. – Jest tu ktoś?

Wtedy zo­ba­czy­ła ma­ja­czą­ce w od­da­li czer­wo­ne świa­teł­ko. Tkwi­ło w miej­scu, więc dziew­czy­na za­ło­ży­ła, że to przej­ście do ko­lej­ne­go po­miesz­cze­nia. Zro­bi­ła krok w jego stro­nę. Od razu stra­ci­ła rów­no­wa­gę i z krzy­kiem sto­czy­ła się po stro­mo opa­da­ją­cym pod­ło­żu.

Skoń­czy­ła na ple­cach przed wyj­ściem. Jęk­nę­ła, za­mru­ga­ła i od­wró­ci­ła głowę. Teraz zo­ba­czy­ła, że obie pod­ziem­ne kom­na­ty – ta, w któ­rej le­ża­ła, i ta oświe­tlo­na czer­wo­nym świa­tłem – były za­sła­ne ko­ść­mi; ludz­ki­mi, zwie­rzę­cy­mi, trud­ny­mi do roz­po­zna­nia. Be­re­ni­ka wzdry­gnę­ła się i szyb­ko wsta­ła. Otrze­pa­ła ubra­nie i we­szła do ko­lej­ne­go po­miesz­cze­nia.

Uj­rza­ła naj­wspa­nial­szy albo naj­bar­dziej prze­ra­ża­ją­cy widok w swoim życiu. Salę w kształ­cie kost­ki oświe­tla­ło sześć wiel­kich kok­sow­ni­ków pło­ną­cych czer­wo­nym ogniem. Tak samo czer­wo­ne były ścia­ny po­kry­te re­lie­fa­mi w stylu sta­ro­żyt­ne­go Ke­me­tu, przed­sta­wia­ją­cy­mi nie­po­ko­ją­ce po­sta­cie i zda­rze­nia. Skle­pie­nie pod­trzy­my­wa­ły czte­ry ko­lum­ny w kształ­cie szkie­le­tów, a na środ­ku znaj­do­wał się pro­sty, ka­mien­ny oł­tarz. Nad nim gó­ro­wał posąg męż­czy­zny o twa­rzy skry­tej w cie­niu. A na po­są­gu…

– Achhh, któż to przy­by­wa w go­ści­nę?! – za­skrze­cza­ła skrzy­dla­ta syl­wet­ka na ra­mie­niu sta­tuy. – Żywa dusza w świą­ty­ni śmier­ci?

– Wiel­ka Nech­bet! – Be­re­ni­ka, zgod­nie z tym, co na­ka­zy­wał dawny ry­tu­ał, padła na twarz przed ko­bie­tą-pta­kiem. – Pani Roz­kła­du Pro­wa­dzą­ca Dusze Na Drugą Stro­nę! Spójrz, pro­szę, ła­ska­wym okiem i ze­chciej wy­słu­chać swo­jej nie­god­nej służ­ki!…

Chyba nic nie prze­krę­ci­łam?

Nech­bet prze­krzy­wi­ła głowę.

– Je­steś ochrzczo­na, czuję to – stwier­dzi­ła i prych­nę­ła. – Od­ra­ża­ją­ce. Czego ktoś taki jak ty szuka u sta­rych bóstw?

– Pani… – Be­re­ni­ka uklę­kła, nie pa­trząc bo­gi­ni w oczy. – To praw­da, przez więk­szość mo­je­go życia po­dą­ża­łam ścież­ką uzur­pa­to­rów, ale po­zna­łam swoje błędy.

Wy­cią­gnę­ła spod ko­szu­li otrzy­ma­ny od matki wi­sio­rek. Uadżyt, Wszech­wi­dzą­ce Oko, znak daw­nych bogów Ke­me­tu. Nech­bet naj­wy­raź­niej się spodo­bał.

– Skoro tak – po­wie­dzia­ła ła­god­niej­szym tonem – wstań i po­wiedz, co cię spro­wa­dza, dziec­ko.

Be­re­ni­ka po­słusz­nie się wy­pro­sto­wa­ła.

– Szu­kam ojca – wy­zna­ła. – Tra­fił tu wiele lat temu.

– Ach tak. – Nech­bet za­re­cho­ta­ła. – Cóż, skoro tak, może wła­śnie stą­pasz po jego ko­ściach!

– Nie – za­prze­czy­ła sta­now­czo dziew­czy­na. – On wró­cił. Nigdy go nie po­zna­łam, ale wiem, że wy­szedł stąd… od­mie­nio­ny. Jako wię­cej niż czło­wiek.

– Hm… Więc czego ode mnie ocze­ku­jesz?

– Chcę zo­stać wta­jem­ni­czo­na w ar­ka­na two­je­go kultu, o pani. – Be­re­ni­ka na­resz­cie od­wa­ży­ła się spoj­rzeć w twarz bo­gi­ni. – Nie w ja­kieś ofia­ry, mo­dli­twy i tak dalej. – Mó­wi­ła z coraz więk­szą pew­no­ścią sie­bie. – Chcę, żebyś po­ka­za­ła mi to samo, co po­ka­za­łaś mo­je­mu ojcu, naj­więk­sze se­kre­ty two­jej mocy. Tylko wtedy będę mogła go od­na­leźć – za­koń­czy­ła.

Drwią­cy śmiech pta­sie­go bó­stwa wy­peł­nił kom­na­tę.

– Skoro tak twier­dzisz – mruk­nę­ła Nech­bet. – Jaką cenę je­steś go­to­wa za­pła­cić za przy­wi­lej zo­sta­nia moją adept­ką?

– Każdą.

– W po­rząd­ku.

Roz­legł się gło­śny szum. Be­re­ni­ka z nie­po­ko­jem po­pa­trzy­ła pod nogi. Spo­mię­dzy kości za­czę­ły wy­ła­zić prze­róż­ne in­sek­ty. Od tłu­stych, bia­łych larw, przez muchy i sza­rań­czę, po ska­ra­be­usze, sko­lo­pen­dry i skor­pio­ny – wszyst­kie drep­ta­ły, le­cia­ły lub peł­zły w jej stro­nę.

– Ach, za­po­mnia­łam cię uprze­dzić – do­da­ła Nech­bet od nie­chce­nia – że ini­cja­cja jest, dla was, śmier­tel­ni­ków, ra­czej nie­przy­jem­na.

Rój do­padł dziew­czy­nę, która była zbyt prze­ra­żo­na, by się ru­szyć. A może to wpływ bo­gi­ni ją pa­ra­li­żo­wał, kto wie. Ro­ba­le wpeł­za­ły jej po no­gach, sia­da­ły na rę­kach, wcho­dzi­ły pod ubra­nie. Po chwi­li za­czę­ły gryźć. Kiedy Be­re­ni­ka po­czu­ła je pod skórą, nie wy­trzy­ma­ła. Jej wrzask zmie­szał się ze śmie­chem Pani Roz­kła­du.  

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ostam

 

W naj­gor­szym wy­pad­ku ktoś mnie uprzej­mie wy­rzu­ci :)

Nikt nie wy­rzu­ci, my tu na luzie ga­da­my o róż­nych rze­czach, jak nie bę­dzie w te­ma­cie to trud­no, tak też bywa w życiu, nie za­wsze się gada na temat. :D

 

No to za­czy­na­my czy­ta­nie. :) 

 

Pi­szesz lekko, czyta się przy­jem­nie, od razu można wczuć się w mło­de­go Zena, który nie chce wy­sia­dać z metra, a matka tak pa­trzy na te ka­me­ry… Mam scenę przed ocza­mi. Lubię, kiedy tekst mnie od razu wcią­ga do świa­ta. 

 

przy­po­mi­na­ją­cą tro­chę gim­na­stycz­ną

Hm, czy po­rów­na­nie, że coś tro­chę przy­po­mi­na salę gim­na­stycz­ną, jest po­trzeb­ne? Dalej jest fajny opis. ;) 

 

Nie chciał tu być.

To wiemy z roz­mo­wy z matką. ;) 

 

Za­czy­na­ło mu się nu­dzić

A tego też można się do­my­ślić, zwłasz­cza że słu­cha­nie o czysz­cze­niu fil­trów nie na­le­ży ra­czej do cie­ka­wych xd. 

 

Tro­chę na tym eta­pie opo­wia­da­nie zwal­nia. Na po­cząt­ku sceny z matką byłam cie­ka­wa, gdzie on musi iść, a tu się oka­zu­je, że wybór za­wo­du. Tekst jest dość krót­ki, więc jak już wiemy, o co cho­dzi, może warto nie za­głę­biać się w te za­wo­dy, bo to i tak nie ma za bar­dzo zna­cze­nia, skoro dalej jest wątek „uciecz­ki” przez drzwi z sali. 

 

ma­łych me­ta­lo­wych drzwi­czek.

To mi się ko­ja­rzy z ta­ki­mi jak dla kra­sna­li. :D

 

Zen upew­nił się, że nikt nie zwra­ca na niego uwagi i wszedł do środ­ka.

Hm, ta cała sala, te za­wo­dy zwią­za­ne z par­tia­mi, a tu drzwi, któ­rych nikt nie pil­nu­je? Może te drzwi to le­piej poza salą? Skoro bo­ha­te­ra mało in­te­re­so­wał wybór za­wo­du, może warto roz­wa­żyć opcję skró­ce­nia tek­stu i nie wrzu­cać czy­tel­ni­ka do sali, na któ­rej bo­ha­ter się nudzi? Zwłasz­cza że pod­cho­dzi do drzwi, któ­rych nikt nie pil­nu­je? Takie drzwi na ko­ry­ta­rzu mia­ły­by chyba więk­szy sens. 

 

Zen stał przez chwi­lę zdzi­wio­ny

Może warto opi­sać jak wy­glą­da­ło jego zdzi­wie­nie. ;) 

 

Zen pró­bo­wał wy­my­ślić ja­kieś alibi, ale wie­dział, że nie było na świe­cie wy­tłu­ma­cze­nia, które wy­ja­śnia­ło­by jego wy­bryk.

Zre­zy­gno­wa­ła­bym z tego, za dłu­gie, dy­na­mi­ka siada, a że pró­bo­wał coś wy­my­ślić – mo­że­my się do­my­ślić. :D

 

Zna­la­złeś się tutaj, bo je­steś naj­bar­dziej in­te­li­gent­ny i od­waż­ny z całej grupy

Tro­chę cięż­ko mi w to uwie­rzyć, w tek­ście Zen był ra­czej prze­cięt­nym na­sto­lat­kiem, nie widać jego od­wa­gi. 

 

to jesz­cze nas nie za­uwa­żył

Zen też nie za­uwa­żył męż­czy­zny na półce. XD

 

Hm, no tro­chę po­le­cia­łeś z happy endem. Oj­ciec był na misji, nie wra­cał przez trzy­na­ście lat, a tu aku­rat po­ja­wia się w schow­ku, wcho­dzi tam syn i potem wita się z żoną, już po za­pro­po­no­wa­niu sy­no­wi po­sa­dy. Za dużo tych zbie­gów oko­licz­no­ści. 

 

Myślę, że po­czą­tek był cie­ka­wy, a od środ­ka za­bra­kło po­my­słu, nie li­cząc koń­ców­ki, która by­ła­by lep­sza może gdyby nie na­gro­ma­dze­nie tych przy­pad­ko­wych sy­tu­acji. 

 

Co do spo­tka­nia mi­strza z uczniem – speł­nia za­ło­że­nia, mo­że­my się do­my­ślić, że oj­ciec bę­dzie dla syna mi­strzem, a jed­no­cze­śnie uznać, że może bę­dzie też go uczyć jako do­świad­czo­ny ko­man­dos. 

 

 

Tar­ni­na

https://sjp.pwn.pl/zasady/244-66-2-Nazwiska-zakonczone-na-e-nieme;629619.html

Dzię­ki, Tar­ni­no, ja więk­szość rze­czy na czuja robię, wstyd przy­znać. :p

 

Po­wtó­rze­nia są złe, kiedy zwra­ca­ją na sie­bie uwagę. 

Hm, to zna­czy, że nie po­win­nam zwró­cić na to uwagi? XD A jak zwró­ci­łam uwagę to… czy wtedy po­wtó­rze­nie nie staje się złe? XD

 

stro­na w ogóle jakaś po ni­der­landz­ku, więc moż­li­we, że po­wie­la błąd.

No wy­glą­da to jak błąd, któ­re­go nikt nie chce zni­we­lo­wać w oba­wie przed karą. XD

 

 

Ostam

za­koń­cze­niu chcia­łem w jed­nym mo­men­cie zgrab­nie za­mknąć wszyst­kie wątki

Nie trze­ba za­my­kać wszyst­kich wąt­ków, opo­wia­da­nie to może być frag­ment, wstęp do cze­goś więk­sze­go. :) 

 

 

SNDWLKR

Prze­czy­tam i sko­men­tu­ję w wol­nej chwi­li. :) 

 

ostam

Nikt Cię nie wy­rzu­ci, spo­koj­nie :) A scen­ka fak­tycz­nie nie cał­kiem na temat (a czy moja była? XD) – chyba pró­bo­wa­łeś na­pi­sać opo­wia­da­nie na jed­nej kart­ce pa­pie­ru. Roz­kom­pre­suj :) scen­ki nie muszą do­my­kać wszyst­kich wąt­ków (zwłasz­cza tych, które do­pie­ro co otwo­rzy­ły).

 

SNDWLKR

 Salę w kształ­cie kost­ki

Wut? Ca­łość nie­zła, ma at­mos­fe­rę, choć czy o naukę tu cho­dzi…

 

 Dzię­ki, Tar­ni­no, ja więk­szość rze­czy na czuja robię, wstyd przy­znać. :p

Ja też, a cza­sa­mi się oka­zu­je, że czuj był błęd­ny. Ulu­bio­na­_e­mot­ka­_Ba­ila. (Ale zwy­kle nie, więc wie­cie ;P)

 Hm, to zna­czy, że nie po­win­nam zwró­cić na to uwagi? XD A jak zwró­ci­łam uwagę to… czy wtedy po­wtó­rze­nie nie staje się złe? XD

Funny. Po­rów­naj (prze­pra­szam za ja­kość, ale je­stem dzi­siaj nie­do­pom­po­wa­na):

 

Domek był mały. Małe miał drzwi, małe okna, małe da­chó­wecz­ki, ota­czał go mały ogró­dek.

 

Domek był nie­wiel­ki. Nie­po­kaź­ne miał drzwi, mi­nia­tu­ro­we okna, drob­niut­kie da­chó­wecz­ki, ota­czał go tyci ogró­dek.

 

Obie wer­sje są po­praw­ne – ale w kon­kret­nym oto­cze­niu może pa­so­wać tylko jedna.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej SNDWLKR Masz ła­pan­kę od Tar­ni­ny to teraz dodam tro­chę o fa­bu­le :). Za­czy­na się ta­jem­ni­czo (tro­chę w kli­ma­cie In­dia­ny Jo­ne­sa). Jest kli­mat przy­go­dów­ki do chwi­li po­ja­wie­nia się bo­gi­ni. Tu świet­nie za­dzia­ła­łeś opi­su­jąc wszyst­ko po za bo­gi­nią, płyn­nie prze­cho­dząc do hor­ro­ru ( dzię­ki temu, moja wy­obraź­nia wrzu­ci­ła wyż­szy bieg :), no i mamy finał w po­sta­ci mo­ra­łu – nie ukła­daj się z pra­sta­ry­mi bu­stwa­mi bo do­sta­niesz po ła­pach :D. Super że zmie­ści­łeś mo­ty­wa­cję bo­ha­ter­ki, bez tego opo­wia­da­nie by sporo stra­ci­ło. Dla mnie opo­wia­da­nie na 5+ :) Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

E, ła­pan­ki nie masz. Dzi­siaj wolny dzień, a wia­do­mo, w co się ob­ra­ca nie­dziel­na praca :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Brzo­za za­nu­rzy­ła dłoń w na­czy­niu peł­ne­go mło­dych pącz­ków. Stwo­rze­nia przy­lgnę­ły cia­sno do smu­kłych pal­ców per­ło­wo-bia­łe, jak pa­znok­cie cza­ro­dziej­ki. Chło­nę­ły jej ener­gię, fa­lu­jąc i lśniąc de­li­kat­nym bla­skiem. Pa­trzy­ła na nie z tro­ską, czu­jąc jak słab­nie, usi­łu­jąc wzmoc­nić zwie­rzę­ta.

Pącz­ki po­win­ny lśnić wła­snym bla­skiem, zbi­ja­jąc się w cia­sne kule na dnie zbior­ni­ków wod­nych, ko­pu­lu­jąc ra­do­śnie i ema­nu­jąc ener­gią. Brzo­za pa­mię­ta­ła jesz­cze czasy, kiedy do­tknię­cie ta­kiej kuli da­wa­ło ol­brzy­mi za­strzyk ener­gii, aż je­ży­ły się włosy na gło­wie, a czło­wiek cho­dził po­bu­dzo­ny przez wiele go­dzin.

– Po­mo­żesz im?! – spy­tał na­tar­czy­wie ksią­żę Gro­mo­sław, o któ­rym nie­mal już za­po­mnia­ła. – Po­mo­żesz nam?! – dodał ci­szej.

– Pró­bu­ję wasza wy­so­kość, ale one nie mają mocy.

– Pięć lat temu na po­wierzch­nię wy­pły­wał co setny pą­czek. Teraz cała po­wierzch­nia Czar­ne­go Morza jest nimi po­kry­ta. Prze­sta­ją za­ty­kać dziu­ry w dnie morza, woda ucie­ka i lada rok bę­dzie­my bez­bron­ni!

– Magia Matki Morza słab­nie…

– Twoja magia słab­nie – sark­nął. – Po­dob­no ma przy­być nowa cza­ro­dziej­ka?

– Cze­kam na nią rów­nie nie­cier­pli­wie – wes­tchnę­ła.

Ksią­żę za­mie­rzał jesz­cze coś po­wie­dzieć. Są­dząc po za­ci­śnię­tych pię­ściach, pla­no­wał ją za­stra­szyć, ale prze­rwał mu głos Po­wo­ja – sługi Brzo­zy:

– Przy­by­ła wy­bra­na! Przy­by­ła wy­bra­na!

– Roz­mó­wię się z nią – po­wie­dzia­ła Brzo­za, za­rzu­ca­jąc je­dwab­ny płaszcz i za­pi­na­jąc go ja­spi­so­wą agra­fą.

U stóp wieży cze­ka­ło dwóch ro­słych straż­ni­ków o ob­łych twa­rzach. Po­mię­dzy nimi Brzo­za do­strze­gła nie­wy­so­ką, wiot­ką po­stać, za­kry­tą ciem­ną ka­po­tą.

Tamta zrzu­ci­ła kap­tur z głowy i Brzo­za zo­ba­czy­ła bladą, po­kry­tą pie­ga­mi twarz, spierzch­nię­te wargi i ostroż­ne oczy.

– Przy­by­ła ta, którą wy­bra­no… – wy­re­cy­to­wa­ła dziew­czy­na nieco pi­skli­wym gło­sem – no­si­ciel­ka mocy morza czeka.

– Kiedy ją wy­bra­no i gdzie?

– We wsi Białe błota, nie­opo­dal Ry­bacz. Nie wie­dzą czemu aku­rat ona wy­lo­so­wa­ła musz­lę ze zna­kiem. Nie była szko­lo­na, miała iść za mąż…

– Chodź, mu­si­my po­mó­wić – Brzo­za wska­za­ła dziew­czy­nie scho­dy.

Idąc krok w krok, cza­ro­dziej­ka czy­ta­ła w niej jak w księ­dze. Gdy zna­la­zły się w kom­na­cie, roz­ka­za­ła:

– Włóż dło­nie do na­czy­nia!

– Do tych ga­la­re­tek?! – pi­snę­ła nie­uf­nie. – A nie ugry­zą mnie?

– Wiesz, na czym bę­dzie po­le­ga­ło twoje za­da­nie?

– Nie pani, ale szyb­ko się uczę – od­par­ła, zer­ka­jąc na nią z bez­czel­nym bły­skiem w oczach.

Brzo­za opar­ła palce o skro­nie i wy­re­cy­to­wa­ła pi­skli­wym gło­sem, jakby to jej strach ści­skał strach:

– I czemu się tak we mnie wpa­tru­jesz, jesz­cze ni­cze­go nie do­strze­żesz stara cza­ro­dziej­ko! Spę­dzi­łam noc z pa­ste­rzem musz­li. Dla­te­go mnie wy­brał. Nie mia­łam nic do stra­ce­nia, gdyby przy­szły mąż od­krył, że je­stem brze­mien­na, uto­pi­li by mnie w morzu!

Wy­bra­na pa­trzy­ła na nią z sze­ro­ko wy­trzesz­czo­ny­mi ocza­mi, jakby zo­ba­czy­ła ducha.

– Wyślę cię na misję, bo to co wiem, nie zmie­nia tego co muszę.

– Ale ja…

– Trze­ba po­my­śleć wcze­śniej, ale to chyba nie jest twoja mocna stro­na – wes­tchnę­ła.

 

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

@Ra­dek Prze­kor­nie ci wy­szło. Pro­wa­dzisz czy­tel­ni­ka na sznur­ku, jak sa­mo­chód na holu i nie­ocze­ki­wa­nia skrę­casz;) Ale po­do­ba­ło mi się.

 

 

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

Hej Am­bush Cie­ka­wy świat pre­zen­tu­jesz:), magia, drze­wa, prze­po­wied­nie i mu­szel­ki, a wszyst­ko po­wią­za­ne z mo­rzem i zbli­ża­ją­cym się nie­szczę­ściem. Jest mistrz i uczeń, ale mamy tylko zarys fa­bu­ły jak przy tek­ście In­an­ny. Bar­dzo cie­ka­wy i wcią­ga­ją­cy :) ale jed­nak zarys. Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

SNDWLKR

 

Za­czy­nam przy­go­dę z tek­stem. :) 

 

ro­bac­two

Tak mi się ro­bac­two ko­ja­rzy bar­dziej z więk­szą ilo­ścią, a nie jed­nym żu­kiem, kro­cio­no­giem i mrów­ka­mi. Nie mówię, że to nie­po­praw­ne, ale bra­ko­wa­ło mi tutaj tro­chę więk­sze­go za­kre­su owa­dów. Poza tym za­sta­na­wiam się nad tym kro­cio­no­giem – one mają tak kilka cen­ty­me­trów, czy na pu­sty­ni by sobie spo­koj­nie żyły? Z tymi od­nóż­ka­mi ma­ły­mi? Nie szu­ka­ją ra­czej wil­go­ci, pia­sku w stylu le­śne­go? Coś tak ko­ja­rzę, ale mogę się mylić, więc je­stem cie­ka­wa. :) 

 

Poza tym – do­brze za­czy­nasz, mamy pu­sty­nię i zmie­rza­nie do kon­kret­ne­go celu, od razu czło­wiek się za­sta­na­wia, czego bę­dzie szu­ka­ła bo­ha­ter­ka i czy spo­tka­nie z mi­strzem wyj­dzie przy­pad­kiem czy jest celem wę­drów­ki. :) 

 

Mrów­ko­low – Twój po­mysł czy z mi­to­lo­gii? Bar­dzo fajna nazwa, od razu widać stwo­rze­nie. :) Aż nie mogę się do­cze­kać, jak je opi­szesz. 

Edy­cja po ca­ło­ści: szko­da, że nie było mrów­ko­lo­wa, no ale przy­naj­mniej wi­dzia­łam w wy­obraź­ni. :D

 

szu­ra­nie tego cze­goś na ziemi

Hm, tro­chę nie­zgrab­ne. 

 

Za to resz­ta bar­dzo kli­ma­tycz­na – wszech­obec­ny mrok, gdzieś w od­da­li czer­wo­ne świa­teł­ko, od­gło­sy (zwłasz­cza owa­dzie, brr…), a na ko­niec spo­tka­nie z Nech­bet. 

 

po­dą­ża­łam ścież­ką uzur­pa­to­rów, ale po­zna­łam swoje błędy.

Dobre. :D

 

Scena z Nech­bet nie­po­ko­ją­ca. Po­do­ba mi się, że za­czy­na­my od ro­ba­li, w środ­ku stale są z nami, a na ko­niec oka­zu­ją się zgubą (?) bo­ha­ter­ki. Trud­no mi in­ter­pre­to­wać ko­niec, bo naj­bar­dziej do mnie prze­ma­wia, że ona tam:/

a) umie­ra zżar­ta przez ro­ba­le

b) zo­sta­je opa­no­wa­na przez ro­ba­le i już nie ma Be­re­ni­ki, a same ro­ba­le, które wła­da­ją jej cia­łem i przez to też bę­dzie od­mie­nio­na jak oj­ciec. 

Ale w tych dwóch roz­wią­za­niach nie ma re­la­cji mistrz-uczeń, więc chyba Be­re­ni­ka do­stą­pi ini­cja­cji i za­cznie się uczyć pod okiem mi­strzy­ni, choć przy­jem­ne to nie bę­dzie. 

Te moż­li­we opcje są na pewno cie­ka­we. ;) Mam tylko wra­że­nie, że wstęp był dość długi, a spo­tka­nie mimo wszyst­ko dość krót­kie. Tak tro­chę roz­mył się cel wę­drów­ki – Be­re­ni­ka chcia­ła tu przyjść, żeby zna­leźć ojca, a chce to zro­bić po­przez po­zna­nie se­kre­tów Nech­bet. Tro­chę mało to roz­bu­do­wa­ne, no ale wła­śnie sporo czasu zaj­mu­je wę­drów­ka. ;) 

 

 

Resz­ta póź­niej, je­ste­ście super ak­tyw­ni. :D 

 

 

“Resz­ta póź­niej, je­ste­ście super ak­tyw­ni. :D “

 

 

 

Miło mi i za­pew­ne po­zo­sta­łym też :D.

A trze­ba pod­kre­ślić, że temat wy­zwa­nia jest cie­ka­wy :), a szor­ty nie­zwy­kle kre­atyw­ne :). Więc nic dziw­ne­go, że jest ruch w ko­men­ta­rzach :).

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

@Bar­dzie­ja­skrze, no tako to sobie wy­my­śli­łam, że tylko za­nę­cę;)

@Tar­ni­no, a wy­da­wa­ło­by się, że księ­go­wa to taki bez­piecz­ny zawód (no oczy­wi­ście poza księ­go­wy­mi mafii;) Na­pi­sa­łaś coś cał­kiem in­ne­go i po­do­ba­ło mi się.

@o­stam A Tobie wy­szedł ro­mans! Fochy na­sto­lat­ka super. Na­to­miast nad­uży­wasz imie­nia, zwłasz­cza wtedy gdy są dwoje, można za­mie­nić na chło­pieć, na­sto­la­tek, a nawet on.

 

 

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

No i przy­nę­ta zła­pa­na :) i co dalej. Jak w przy­pad­ku In­an­ny wy­pa­da­ło by teraz za­spo­ko­ić cie­ka­wość czy­tel­ni­ków :).

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Dzię­ki wam za ko­men­ta­rze. :)

Tar­ni­na,

Wut?

Wiem, tro­chę z tym kom­bi­no­wa­łem. Jak­bym dał sze­ścian, to by było dwa razy ,,sześć-“ bli­sko sie­bie. Kwa­drat mi nie pa­so­wał. Kost­ka nie­ste­ty zo­sta­ła me­to­dą eli­mi­na­cji. :P

Dzię­ki za po­zy­tyw­ną opi­nię!

Ja­skier, też dzię­ki. Ta, Stud­nia Dusz z ,,Po­szu­ki­wa­czy za­gi­nio­nej Arki” mocno wryła mi się do świa­do­mo­ści. ;)

Anan­ke, od­nio­sę się do wszyst­kie­go po kolei:

– kro­cio­no­gi na pu­sty­ni – masz rację, one żyją ra­czej w tro­pi­kach, ale mam do nich sła­bość od kiedy za­czą­łem grać w War­ham­me­ra Li­zard­me­na­mi. ;D Nie po­tra­fię sobie wy­obra­zić roju krwio­żer­czych sta­wo­no­gów bez nich, więc tro­chę na­gią­łem prawa przy­ro­dy.

– mrów­ko­lew – stwór ze śre­dnio­wiecz­nych be­stia­riu­szy, od któ­re­go na­zwa­no praw­dzi­we­go afry­kań­skie­go in­sek­ta. :) Tutaj ma na celu głów­nie sub­tel­ne roz­bu­do­wa­nie lore – w sen­sie, żeby świat był tro­chę bar­dziej żywy, nie ogra­ni­czał się do tylko tego, co w tek­ście. ;)

Hm, tro­chę nie­zgrab­ne.

Mam strasz­ną fobię z po­wtó­rze­nia­mi, dla­te­go cza­sa­mi uży­wam dziw­nych kon­struk­cji. XD Za­sta­no­wię się nad tym.

– wę­drów­ka > spo­tka­nie – ro­zu­miem, ale bez tego przy­dłu­gie­go wstę­pu scen­ka ogra­ni­czy­ła­by się do roz­mo­wy i cały na­strój szlag by tra­fił, przy­naj­mniej takie mam wra­że­nie. A pi­sa­ło mi się tak cho­ler­nie do­brze, że nie mia­łem serca ciąć. ;)

Cie­szę się, że po­de­szło!

 

A teraz obie­ca­ne kom­cie ode mnie:

Radek, nawet in­te­re­su­ją­ce, takie nie­spiesz­ne. Po pro­stu przy­szedł, za­ga­dał, umó­wił się na ko­lej­ne spo­tka­nie. Ja bym tak tego nie na­pi­sał, ale nie mówię, że mi się nie po­do­ba.

Tar­ni­na, cudo. :D Acz wizja tro­chę prze­ra­ża­ją­ca…

ostam, o ile ja lubię dys­to­pię (bo tak od­czy­tu­ję ten set­ting), a po de­li­kat­nym po­sta­rze­niu bo­ha­te­ra da­ło­by się z tego zro­bić po­rząd­ne young adult, to… jak już inni za­uwa­ży­li, od spo­tka­nia z mi­strzem tekst za­mie­nia się w szkic. Tak samo nagle pa­da­ją dia­lo­gi, od któ­rych zwąt­pi­łem w au­ten­tycz­ność wy­da­rzeń, na czele z tym:

– Zna­la­złeś się tutaj, bo je­steś naj­bar­dziej in­te­li­gent­ny i od­waż­ny z całej grupy. Wi­dzia­łeś tego dzie­cia­ka, który przed chwi­lą tu wszedł? Nie dość, że trząsł się jak ga­la­re­ta, to jesz­cze nas nie za­uwa­żył. Je­steś lep­szy od nich wszyst­kich i dla­te­go chciał­bym za­pro­po­no­wać ci miej­sce w Mło­do­cia­nej Aka­de­mii Sił Spe­cjal­nych. Je­dy­ne, czego po­trze­bu­ję, to two­jej zgody.

(…)

– Zga­dzam się, pro­szę pana!

Po­waż­nie?…

Am­bush, o, widzę do­da­ny motyw nie­kom­pe­tent­ne­go wy­brań­ca. Fajny za­lą­żek dy­na­mi­ki mię­dzy mi­strzem a uczniem, ale akcja jest tro­chę za bar­dzo skon­den­so­wa­na, żeby od­po­wied­nio wy­brzmiał. Przy­naj­mniej tak myślę. 

 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Uwaga, ważne: pi­sząc wy­zwa­nie, pa­mię­taj­cie, że to może być frag­ment. We­dług zasad tego wy­zwa­nia, miały to być frag­men­ty, nie spój­na ca­łość.

 

To wy­zwa­nie pod­le­ga pode mnie (póki mnie nie wy­rzu­cą, więc spiesz­cie się XD), więc mi jest obo­jęt­nie, co na­pi­sze­cie (short/frag­ment), ale za­chę­cam też do frag­men­tów, je­że­li macie na to ocho­tę. ;)

 

Z tym wy­rzu­ca­niem to taki żart, żeby Was zmo­bi­li­zo­wać do pi­sa­nia. :D Za­in­spi­ro­wa­łam się Osta­mem. :D

Tar­ni­no

Ja też, a cza­sa­mi się oka­zu­je, że czuj był błęd­ny.

U mnie to samo. A póź­niej: co…? Ale jak to?

 

Obie wer­sje są po­praw­ne – ale w kon­kret­nym oto­cze­niu może pa­so­wać tylko jedna.

Jasne, znam takie opisy, ale w tym u Cie­bie mi to nie pa­so­wa­ło i dałam temu wyraz ko­men­ta­rzem. Tam mi zgrzyt­nę­ło przy czy­ta­niu, a nie za­wsze mi zgrzy­ta, jak jest po­wtó­rze­nie. W przy­pad­ku bo­ha­te­rów wolę, kiedy mamy coś w stylu:

 

Kasia za­czę­ła tań­czyć. Marek wy­łą­czył radio.

– Co ro­bisz? – Kasia zmarsz­czy­ła brwi.

niż

Kasia za­czę­ła tań­czyć. Marek wy­łą­czył radio.

– Co ro­bisz? – Dziew­czy­na/na­sto­lat­ka/ko­bie­ta zmarsz­czy­ła brwi.

 

Oczy­wi­ście cho­dzi mi o śro­dek opo­wia­da­nia, nie przy wstę­pach, kiedy wiemy, ile dana osoba może mieć lat.

A że tam mi zgrzyt­nę­ło przy czy­ta­niu – nie przej­muj się, po pro­stu zwró­ci­łam na to uwagę i tyle. ;) Jak Tobie pa­su­je i czyta się do­brze – to do­brze!

 

 

Bar­dja­skier

A trze­ba pod­kre­ślić, że temat wy­zwa­nia jest cie­ka­wy :), a szor­ty nie­zwy­kle kre­atyw­ne :). Więc nic dziw­ne­go, że jest ruch w ko­men­ta­rzach :).

To jeden z moich ulu­bio­nych te­ma­tów w fan­ta­sy (i nie tylko), po­dob­nie jak motyw wróg-przy­ja­ciel. Dla­te­go cie­szę się, że mogę czy­tać frag­men­ty/tek­sty do­ty­czą­ce tego mo­ty­wu.

 

 

Am­bush

 

Le­ci­my z tek­stem!

 

Brzo­za za­nu­rzy­ła dłoń w na­czy­niu peł­ne­go mło­dych pącz­ków

Peł­nym?

 

Stwo­rze­nia przy­lgnę­ły cia­sno do smu­kłych pal­ców per­ło­wo-bia­łe, jak pa­znok­cie cza­ro­dziej­ki.

Te stwo­rze­nia były per­ło­wo-bia­łe? Bo tro­chę dziw­na kon­struk­cja.

 

Po­czą­tek mu­sia­łam prze­czy­tać dwa razy, ale to przez to, że bo­ha­ter­ka ma na imię Brzo­za, a frag­ment roz­po­czy­na się od jej imie­nia i ja sobie wy­obra­zi­łam brzo­zę, praw­dzi­wą brzo­zę, która do­ty­ka pącz­ków kwia­tów na łące w zbior­ni­ku, w sen­sie tak wy­sta­ją­cych ze stawu. XD No bo dalej są te pącz­ki…

 

Pró­bu­ję wasza wy­so­kość, ale one nie mają mocy

Prze­ci­nek przed „wasza wy­so­kość”.

 

Do­brze po­ka­zu­jesz, jak król się nie­cier­pli­wi, można wy­czuć jego emo­cję i re­zy­gna­cję Brzo­zy.

Nie ro­zu­miem tylko, jak ta woda ma wy­cie­kać, skoro te dziu­ry są na dnie morza?

 

jakby to jej strach ści­skał strach

?

 

uto­pi­li by

razem

 

tego co muszę.

Prze­ci­nek po „co”

 

Hm, skoro na końcu nowa dziew­czy­na ma zo­stać wy­sła­na na misję, to chyba nie­ko­niecz­nie zo­sta­nie uczen­ni­cą Brzo­zy? Czy cze­goś nie zro­zu­mia­łam?

 

Poza tym – po­do­ba mi się kli­mat, za­gro­że­nie ze stro­ny morza i wy­cze­ki­wa­nie po­mo­cy od nowej cza­ro­dziej­ki, która miała być mi­strzy­nią, tą lep­szą, a oka­za­ła się młodą i nie­do­świad­czo­ną.

 

 

SNDW­KLR

ale mam do nich sła­bość od kiedy za­czą­łem grać w War­ham­me­ra Li­zard­me­na­mi. ;D

Ro­zu­miem, można uznać, że to fan­ta­stycz­ne kro­cio­no­gi pu­styn­ne. :D W sumie można je na­zwać tro­chę moc­niej z na­ci­skiem na fan­ta­sy/pu­sty­nię. :D

 

mrów­ko­lew – stwór ze śre­dnio­wiecz­nych be­stia­riu­szy, od któ­re­go na­zwa­no praw­dzi­we­go afry­kań­skie­go in­sek­ta. :)

No wła­śnie wi­dzia­łam tego in­sek­ta, a ten z be­stia­riu­szy to taki dość spój­ny, w sumie za­baw­ny do wy­obra­że­nia sobie. XD

 

Mam strasz­ną fobię z po­wtó­rze­nia­mi, dla­te­go cza­sa­mi uży­wam dziw­nych kon­struk­cji. XD

Grunt to nie robić tych kon­struk­cji, które po­da­ła Tar­ni­na jako przy­kład. XD Cza­sa­mi można coś po­wtó­rzyć, o ile czyta się płyn­nie i nie razi to w oczy.

 

ro­zu­miem, ale bez tego przy­dłu­gie­go wstę­pu scen­ka ogra­ni­czy­ła­by się do roz­mo­wy i cały na­strój szlag by tra­fił, przy­naj­mniej takie mam wra­że­nie.

No scen­ka mu­sia­ła­by być dłuż­sza, a roz­mo­wa to w sumie aku­rat jak przy spo­tka­niu. ;)

 

A pi­sa­ło mi się tak cho­ler­nie do­brze, że nie mia­łem serca ciąć. ;)

To ro­zu­miem. :D

Ką­piel Mi­strza Po­li­kar­pa ze Śmier­cią

 

– Jedno mnie za­sta­na­wia Po­li­kar­pie, dla­cze­go ty?

Śmierć za­py­ta­ła mi­strza, który leżąc w wan­nie wy­peł­nio­nej kost­ka­mi lodu, wy­gła­szał ko­lej­ną in­kan­ta­cję. Włosy za­sła­nia­ły mu twarz i do­ty­ka­ły po­wierzch­ni wody. Nagle Po­li­karp wstał i chwy­cił drugi ko­niec kosy, którą trzy­ma­ła Śmierć. Po­ma­ga­jąc sobie w ten spo­sób wstać, Po­li­karp po­wie­dział:

– A dla­cze­go nie? Lu­dzie mnie znają, twier­dzą, ze z tobą już roz­ma­wia­łem. Mam do­świad­cze­nie, a przy­naj­mniej tak wszy­scy uwa­ża­ją.

Śmierć spo­glą­da­ła na chudą, dłu­go­wło­są po­stać, która ko­rzy­sta­jąc z jej strasz­li­wej kosy, wy­gra­mo­li­ła się z wanny. Po­li­karp przy­siadł na brze­gu i po­zwo­lił Śmier­ci po­ło­żyć się w jego miej­scu. Krwa­wa breja wsią­kła w czar­ną szatę i za­la­ła puste oczo­do­ły. Nagi Po­li­karp szedł w stro­nę drzwi, pa­trząc jak z rąk scho­dzi mu skóra. Ubrał skó­rza­ną kurt­kę, wi­szą­cą na haku przy wyj­ściu. Skrę­cił do kuch­ni, i pa­trząc jak z wodą opa­da­ją na pod­ło­gę reszt­ki skóry, za­pa­lił pa­pie­ro­sa. Po kilku mi­nu­tach nie czuł już ni­cze­go, nie był też w sta­nie wcią­gnąć dymu. Nie­do­pa­łek spadł na zie­mię, zo­stał przy­gnie­cio­ny przez stopę trupa.

W wan­nie Śmierć trzę­sła się z zimna, czar­na szata le­pi­ła się do ciała jak próż­nio­wy worek.

– Po­mo­cy! – krzy­cza­ła.

Lecz Po­li­karp nie mógł już mówić, ani sły­szeć. Jego umysł, ist­nie­ją­cy poza tym świa­tem, do­pie­ro włą­czał się w du­cho­wą sieć neu­ro­nów.

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

Anan­ke

Hm, czy po­rów­na­nie, że coś tro­chę przy­po­mi­na salę gim­na­stycz­ną, jest po­trzeb­ne? Dalej jest fajny opis. ;)

Po­my­śla­łem, że to pierw­sze, co przy­szło­by do głowy dziec­ku w tym wieku, cho­ciaż fak­tycz­nie czy­tel­ni­ka ra­czej nie in­te­re­su­je ;)

To wiemy z roz­mo­wy z matką. ;)

A tego też można się do­my­ślić, zwłasz­cza że słu­cha­nie o czysz­cze­niu fil­trów nie na­le­ży ra­czej do cie­ka­wych xd. 

Chcia­łem zro­bić ja­kieś płyn­ne przej­ście mo­ty­wu­ją­ce jego na­stęp­ne dzia­ła­nia, ale wy­glą­da na to, że po­pły­ną­łem :)

 

Tro­chę na tym eta­pie opo­wia­da­nie zwal­nia. Na po­cząt­ku sceny z matką byłam cie­ka­wa, gdzie on musi iść, a tu się oka­zu­je, że wybór za­wo­du.

No cóż, mo­głem przy­pad­kiem na­pi­sać zbyt cie­ka­wy wstęp jak na resz­tę tek­stu :P Wła­śnie wybór za­wo­du i spo­tka­nie mi­strza miało być głów­nym te­ma­tem.

Tekst jest dość krót­ki, więc jak już wiemy, o co cho­dzi, może warto nie za­głę­biać się w te za­wo­dy, bo to i tak nie ma za bar­dzo zna­cze­nia, skoro dalej jest wątek „uciecz­ki” przez drzwi z sali.

To wła­śnie ze sceny z za­wo­da­mi do­wia­du­je­my się, o co cho­dzi. Dzię­ki niej wiemy też, że męż­czy­zna zna­le­zio­ny w ma­ga­zy­nie re­pre­zen­tu­je jedną z wielu do­stęp­nych opcji. Po­my­ślę, czy da­ło­by się to jakoś obejść, na razie wy­wa­li­łem opis przy­wi­ta­nia.

To mi się ko­ja­rzy z ta­ki­mi jak dla kra­sna­li. :D

Mam na­dzie­ję, że “nie­po­zor­ne me­ta­lo­we drzwi” będą się już ko­ja­rzy­ły le­piej :)

 

Zwłasz­cza że pod­cho­dzi do drzwi, któ­rych nikt nie pil­nu­je? Takie drzwi na ko­ry­ta­rzu mia­ły­by chyba więk­szy sens.

Za­ło­że­nie drzwi było takie, że urząd chciał wy­ła­pać te naj­bar­dziej bun­tow­ni­cze dzie­ci i przy­dzie­lić je we wła­ści­we miej­sce – ina­czej nie cho­wał­by w ma­ga­zy­nie swo­je­go czło­wie­ka. Zmie­ni­łem opis tak, żeby Zen wcho­dził do środ­ka mimo tego, że zo­stał za­uwa­żo­ny. Może doda mu to tro­chę cha­rak­te­ru i nieco zwięk­szy na­pię­cie dalej. Inne dziec­ko wcho­dzą­ce do środ­ka też po­win­no się ład­nie po­łą­czyć.

 

Może warto opi­sać jak wy­glą­da­ło jego zdzi­wie­nie. ;) 

A no może by było :D

 

Zre­zy­gno­wa­ła­bym z tego, za dłu­gie, dy­na­mi­ka siada, a że pró­bo­wał coś wy­my­ślić – mo­że­my się do­my­ślić. :D

Złe na­wy­ki w mowie au­to­ra wkra­dły się do nar­ra­cji. Już usu­nię­te :)

 

Tro­chę cięż­ko mi w to uwie­rzyć, w tek­ście Zen był ra­czej prze­cięt­nym na­sto­lat­kiem, nie widać jego od­wa­gi. 

Ale kto po­wie­dział, że męż­czy­zna mówi praw­dę ;) Po pro­stu chciał za­chę­cić ucznia do pracy.

 

Hm, no tro­chę po­le­cia­łeś z happy endem.

Pierw­sza wer­sja koń­czy­ła się przed ostat­nim aka­pi­tem, tylko że wy­dźwięk ca­ło­ści robi się wtedy bar­dzo ne­ga­tyw­ny. Jeśli w koń­ców­kę na­praw­dę jest tak cięż­ko uwie­rzyć, mogę jesz­cze do tej wer­sji wró­cić, ale wy­da­je mi się, że tak jest mimo wszyst­ko cie­ka­wiej :)

 

Dzię­ku­ję pięk­nie za uwagi :)

 

Tar­ni­na

Jak na moje do­tych­cza­so­we tek­sty (cho­ciaż nie było ich za dużo) ten nie jest wcale taki krót­ki :P cho­ciaż może do­brze by­ło­by się na coś zde­cy­do­wać i albo go roz­wi­nąć, albo okro­ić i skró­cić. Mój pro­blem jest taki, że więk­szość po­my­słów sta­ram się przed­sta­wiać wła­śnie przez hi­sto­rie, a naj­moc­niej­szym punk­tem hi­sto­rii w tek­ście tej dłu­go­ści jest jej za­koń­cze­nie. Jest na­dzie­ja, że wy­zwa­nia zmu­szą mnie do po­ćwi­cze­nia in­ne­go po­dej­ścia :)

 

Am­bush

Że fochy wy­szły – je­stem za­do­wo­lo­ny :) Że wy­szedł ro­mans – po­zo­sta­nę neu­tral­ny :P Co do nad­uży­wa­nia imie­nia muszę się zgo­dzić, już lecę po­pra­wiać.

 

Am­bush, SNDWLKR, Vac­ter jutro po­win­no mi się udać prze­czy­tać wasze tek­sty :)

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

Ja też po­czy­tam. Wbi­łem się tutaj bez za­po­wie­dzi, ale bę­dzie jesz­cze dużo czasu na lek­tu­rę in­nych zgło­szeń :)

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

Wow Vec­ter – że za­cy­tu­je kla­sy­ka – to mi teraz za­im­po­no­wa­łeś :D. Super tekst – krót­ki, ale za to jaki tre­ści­wy. 

 

Bar­dzo mi się po­do­ba po­mysł i spo­sób jak opi­sa­łeś prze­mia­nę lub ra­czej za­mia­nę ról :). Tro­chę cięż­ko tu wy­czuć kto jest mi­strzem, a kto uczniem. Jed­nak i tak uwa­żam, że tekst jest świet­ny :)

 

No i tro­chę mnie zde­mo­ty­wo­wa­łeś, bo zaj­rza­łem do wy­zwa­nia by wrzu­cić mój po­mysł na ero­tyk dla Jima ( tro­chę dziw­nie brzmi – ero­tyk dla Jima :) , może tak – ero­tyk na kon­kurs or­ga­ni­zo­wa­ny przez Jima :), który jed­nak za­mie­ni­łem osta­tecz­nie na coś in­ne­go. A, że po­mysł nadal sie­dzi mi w gło­wie to po­sta­no­wi­łem się nim po­dzie­lić w wy­zwa­niu :).

 

 

 

 

 

W let­nią so­bot­nią noc 

 

Nad mia­stem ciem­ne, bu­rzo­we chmu­ry za­sło­ni­ły księ­życ, który za­le­wał  srebr­nym bla­skiem ulice Bo­sto­nu. Ostat­ni klien­ci opusz­cza­li ta­wer­nę, a wśród nich był także Tom, który za­ta­cza­jąc się na bruku zma­cał sakwę. Ostat­ni­mi si­ła­mi wy­do­był z niej dwa pensy. Oparł się o koło wozu i wy­cią­gnął rękę w stro­nę kozła. Woź­ni­ca, z miną złą, od­burk­nął coś, że spa­ce­ry są dar­mo­we. Strze­lił lej­ca­mi, a gdy do­roż­ka ru­szy­ła i Tom stra­cił pod­po­rę, za­chwiał się i wpadł na ścia­nę. Zje­chał po niej ostroż­nie i usiadł na ulicy.

Słu­chał fal, raz za razem roz­bi­ja­ją­cych się o na­brze­że. Jakby spra­gnio­nych, tak jak i całe mia­sto, desz­czu po ostat­nich upa­łach. Gdzieś nad Tomem, z uchy­lo­ne­go okna ta­wer­ny, wy­do­był się jęk, to fala roz­ko­szy za­le­wa­ją­ca Anet zo­sta­ła prze­rwa­na, gdy Lotar wy­do­stał głowę spo­mię­dzy jej nóg.

– Mó­wi­łem ci, żebyś się opa­no­wał – po­wie­dział Ar­mand, drugi z jej ko­chan­ków.

– Wy­bacz, ale ona jest taka… – wy­dy­szał Lotar.

Ar­mand po­gła­skał dziew­czy­nę po po­licz­ku, prze­je­chał wierz­chem dłoni wzdłuż jej szyi, a na­stęp­nie mię­dzy pier­sia­mi, nim wstał i pod­szedł do Lo­ta­ra.

– Gdy przy­sze­dłeś do mnie po naukę, co ci po­wie­dzia­łem? – za­py­tał Ar­mand, ła­piąc Lo­ta­ra za kark i przy­cią­ga­jąc ku sobie.

– Że w za­mian żą­dasz ab­so­lut­ne­go po­słu­szeń­stwa – po­wie­dział mło­dzie­niec, od­gar­nia­jąc dłu­gie, jasne włosy za ucho.

Anet le­ża­ła nie­za­spo­ko­jo­na, wijąc się na dy­wa­nie. Cze­ka­jąc, aż męż­czyź­ni skoń­czą kłót­nię, prze­su­nę­ła lewą dło­nią po pier­siach w miej­scu, gdzie ca­ło­wał ją Ar­mand o twar­dych ry­sach i dzi­kim spoj­rze­niu. Prawą dłoń tym­cza­sem skie­ro­wa­ła mię­dzy nogi, by nie osty­gło miej­sce, któ­rym zaj­mo­wał się młod­szy z ko­chan­ków o bla­dych po­licz­kach i peł­nych mięk­kich ustach.

– Nie­do­pusz­czal­ne jest, żebyś rzu­cał się na ko­bie­ty jak zwie­rzę – wy­szep­tał Ar­mand nie­mal do ucha Lo­ta­ra. – Sma­kuj ją de­li­kat­nie, po­ma­łu, roz­pa­laj jej zmy­sły, by mogła się w nich za­tra­cić. W roz­ko­szy, którą jej da­jesz.

– Jak dla mnie, jest wy­star­cza­ją­co roz­pa­lo­na – za­uwa­żył Lotar.

– By­naj­mniej nie dzię­ki tobie – syk­nął Ar­mand.

– Wy­bacz, już ochło­ną­łem. – Spo­kor­niał Lotar.

– Mało bra­ko­wa­ło, a zni­we­czył­byś całą za­ba­wę – syk­nął Ar­mand, na­zbyt te­atral­nie ge­sty­ku­lu­jąc.

Anet po­czu­ła po­mię­dzy udami wil­goć.

– Och, Lotar – tę­sk­nie wy­szep­ta­ła imię ko­chan­ka, do­ma­ga­jąc się, by do niej wró­cił.

Męż­czyź­ni rów­no­cze­śnie spoj­rze­li na nią w chwi­li, gdy wy­czu­ła wil­goć rów­nież na lewej pier­si.

– Tym razem jed­nak je­stem zmu­szo­ny wy­ba­czyć ci twój brak po­ha­mo­wa­nia, gdyż jest to pierw­sza ko­bie­ta, którą razem dzie­li­my – po­wie­dział Ar­mand.

Anet unio­sła dło­nie, a gdy spo­strze­gła, że te ocie­ka­ją krwią, pod­nie­ce­nie ustą­pi­ło prze­ra­że­niu.

– Co teraz? – za­py­tał Lotar, od­sła­nia­jąc kły.

– Teraz? Ko­niec z gier­ka­mi.

Tom nie usły­szał roz­pacz­li­we­go krzy­ku Anet, wy­peł­nio­ny rumem za­snął twar­dym snem, uko­ły­sa­ny szu­mem fal.

 

Ko­niec

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

@ostam (ad. Dzień wy­bo­ru):

Opo­wia­da­nie jest pięk­nym szor­tem i mi się po­do­ba. Do­my­ka­nie wąt­ków za­wsze na plus.

Po­zwól, że stresz­czę Ci po­czą­tek fa­bu­ły. Pan oj­ciec je­dzie na misję. Jak wiemy, w si­łach spe­cjal­nych żony dzie­li­my na: do­mo­we, ćwi­czeb­ne i mar­szo­wo-bo­jo­we (po­dob­no żony nie trze­ba prze­sta­wiać z trybu mar­szo­we­go w bo­jo­wy, tak sły­sza­łem). Pan oj­ciec po po­wro­cie z misji do­ko­nał zmia­ny żony bo­jo­wej w do­mo­wą, a po­przed­nią – po­rzu­cił z dziec­kiem (no­wo­rod­kiem). Coś po­mi­ną­łem?

Za­koń­cze­nie przez rzu­ce­nie się sobie w ob­ję­cie (w kon­tek­ście tego po­cząt­ku), wy­da­je się za­ska­ku­ją­ce i nieco nie­uza­sad­nio­ne.

Kto jest mi­strzem? Nowo zna­le­zio­ny oj­ciec? Bo matka nie speł­nia wy­ma­gań za­da­nia: “Pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i ucznia”.

Żeby cze­pial­stwo nie prze­sło­ni­ło ogól­ne­go wra­że­nia – tekst mi się po­do­ba!

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Zna­la­złem kilka chwil, żeby tu zaj­rzeć. Warto. Można się uczyć, mając przy­jem­ność.

Tar­ni­no, na Twoją radę: Jeśli chcesz ten po­mysł roz­wi­jać, nie spiesz się. Roz­pisz sobie, o czym bę­dzie. od­po­wiem tak: – Wtedy bę­dzie to pi­sa­nie na po­waż­nie, a nie dla przy­jem­no­ści/fanu. Taki dzi­wak je­stem.

 

Nie mogę się do­cze­kać, aż prze­czy­tam nowe tek­sty. :) 

Tar­ni­na je­stem księ­go­wą, ostat­nio wał­ko­wa­łam non stop ka­wa­łek Let­nie­go Fo­to­wol­ta­ika, no więc jakże Twój frag­ment mógł­by mi się nie po­do­bać? No nie ma ta­kiej opcji.

“nie będę się bawić we fran­cu­ski ruch oporu”

“Po­tra­fisz za­ga­dać urzęd­ni­ków skar­bo­wych! Po­tra­fisz wy­ja­śnić ZUS!”

Co za smacz­ki. No miód ma­li­na.

I choć za­pro­po­no­wa­nie po­rząd­nej księ­go­wej zo­sta­nie te­le­mar­ke­te­rem, nawet Pierw­szym Te­le­mar­ke­te­rem, to po­twarz i faux pas w jed­nym, mimo to … je­stem za­chwy­co­na po­my­słem, ab­sur­dem i od­lo­tem.

 

ostam fajny po­mysł i po­czą­tek. Było nie­źle, do­pó­ki się nie za­czę­ła roz­mo­wa z ojcem. Ten stary to go do sekty wer­bu­je, czy do woja? Tak drę­twa gadka, że wsta­ję, wy­cho­dzę i wy­szłam. No i ten happy end. Nie, nie, nie. Serio, facet pita do woja przed od­po­wie­dzial­no­ścią ro­dzi­ciel­stwa, znika, zo­sta­wia­jąc ko­bie­tę z brzu­chem/dziec­kiem, a gdy po­ja­wia się po 13 la­tach, ta rzuca mu się na szyję? Pro­szę Cię. Ja bym naj­pierw wy­strze­la­ła po gębie, potem po­pra­wi­ła z ko­la­na w czułe miej­sce i na za­koń­cze­nie za­py­ta­ła: “Gdzieś się bujał, sk…, gdy ja mu­sia­łam bawić się w sa­mot­ną matkę, a sama se nie zro­biam?!”

 

W jed­nym miej­scu oso­bi­ście się z nią nie zga­dzam (cho­ciaż nie jest to za­rzut do opo­wia­da­nia, tylko luźna dy­gre­sja). Kara ma dwie słow­ni­ko­we de­fi­ni­cje: re­pre­sja wobec osób, które po­peł­ni­ły prze­stęp­stwo, albo śro­dek wy­cho­waw­czy. Pod­czas gdy Ma­re­na zdaje się uzna­wać tę pierw­szą, mi jakoś ona nie leży.

Mój drogi, jak już pi­sa­łam, Ma­re­na, to jedno z imion Ma­rzan­ny, czyli w wielu kul­tu­rach Śmiert­ki. Poza tym, w moim opo­wia­da­niu Ma­re­na jest płat­nym za­bój­cą o jakże uro­czej ksyw­ce Causa de la Mu­er­te (przy­czy­na śmier­ci). No to wia­do­mo, że dla niej kara to z de­fi­ni­cji re­pre­sja.

 

SNDWLKR Be­re­ni­ka to imię jed­nej z moich Ś.P. fre­tek, więc od razu na­stro­iłeś mnie po­zy­tyw­nie do frag­men­tu. Mumia, tak to Mumia, łapie ten kli­mat, tylko czy ta z Fra­se­rem, czy Cru­sem. Sta­wiam jed­nak na tą drugą. In­dia­na Jones? Może, trosz­ku. Te za­koń­cze­nie ge­nial­ne. Ukła­da­nie się z bo­ga­mi nigdy do­brze się nie koń­czy, a skoro dziew­czy­na przy­szła do Pani Roz­kła­du? No to czego się spo­dzie­wa­ła. Na pewno po pierw­szej udzie­lo­nej lek­cji bę­dzie bo­gat­sza o ko­lej­ne, jakże pa­skud­ne, do­świad­cze­nie, jeśli w ogóle lek­cję prze­ży­je i bę­dzie. Ha ha ha

 

Am­bush dobre, dobre. Świet­nie wy­kre­owa­ny świat, w tak krót­kim frag­men­cie, pra­wie od razu jarzę o co cho­dzi. Pra­wie, bo mia­łam chwi­lo­wą roz­k­mi­nę, o co cho­dzi z pącz­ka­mi i po co wsa­dzać łapy do miski z pącz­ka­mi, prze­ca bę­dzie miała ręce całe z lukru, fuj. Mo­ty­wy wy­bran­ki, jakże jasne i … do bólu ludz­kie. Cie­ka­we, czy się wko­pa­ła i spo­tka ją coś dużo gor­sze­go niż uto­pie­nie w morzu za przed­ślub­ny sex, czy może to bo­go­wie za­chi­cho­ta­li i sami wy­bra­li tą, którą chcie­li. Po­je­dziesz z tym dalej?

 

Vac­ter po­do­ba mi się. Tak krót­kie, a jakże tre­ści­we. Po­mysł – sztos. Zmia­na warty na sta­no­wi­sku, no i ta prze­mia­na, obu po­sta­ci. Na­wią­za­nie do wia­do­mej lek­tu­ry, też świet­ne. Al­ter­na­tyw­na wer­sja z in­ne­go punk­tu wi­dze­nia, bar­dzo lubię takie te­ma­ty. Tro­chę za­tar­te, kto tu mistrz, a kto tu uczeń, ale nie cze­piam się.

 

Bar­dja­skier W let­nią so­bot­nią noc

W po­ło­wie tek­stu stwier­dzi­łam, że jest se­xi­stow­ski i spro­wa­dza bied­ną Anet do roli “po­mo­cy szkol­nej”, jak glo­bus, czy flaki w for­ma­li­nie. Ale po prze­czy­ta­niu ca­ło­ści od razu – Aaaaaaaaaa, Wy­wiad z wam­pi­rem. Uwo­dze­nie ko­bie­ty przez wam­pi­ra przed kon­sump­cją, motyw jakże do­brze znany, motyw wam­pir – mistrz i wam­pir – uczeń, też, ale spraw­nie na­pi­sa­ne i to jesz­cze z per­spek­ty­wy pi­jacz­ka pod oknem.

 

 

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

:D A dzię­ku­ję :) Miało iść na kon­kurs, ale po­mysł mi się ogra­ni­czył do jed­nej sceny więc cie­szę się, że mogę się nim po­dzie­lić w wy­zwa­niu :D

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

No to je­dzie­my. Ze spe­cjal­ny­mi ży­cze­nia­mi dla lobby kon­ty­nu­acji hi­sto­rii za­bój­czy­ni i jej pod­opiecz­ne­go.

Krwio­pij­ca w gra­ti­sie dla Ja­skra.wink

 

Frag­ment więk­szej ca­ło­ści – Ro­bo­ta jak ro­bo­ta, czyli pa­mięt­ni­ki Ma­re­ny.

Nie-pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i ucznia, ale po wielu, wielu la­tach. Uczen­ni­ca do­ro­sła i jest już doj­rza­łą ko­bie­tą, która sama ma ucznia. Czyli pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i uczen­ni­cy, gdy ta druga jest już na swoim.

Mamy lek­cję i mamy nie­chęć uczen­ni­cy.

 

Sto­imy z mło­dym nad pię­cio­ma skrę­po­wa­ny­mi i za­kne­blo­wa­ny­mi dra­ba­mi. Tylko czło­wiek pró­bu­je się rzu­cać i beł­ko­cze nie­zro­zu­mia­le przez wci­śnię­tą mu w usta szma­tę. Alva­ro leży nie­ru­cho­mo i pa­trzy po­nu­ro, wprost na mnie, tymi swo­imi el­fi­mi śle­pia­mi.

– Sorry, stary, bez urazy. Ro­bo­ta jest ro­bo­ta – rzu­cam cicho. A aż tak cię nie lu­bi­łam, żeby było mi przy­kro.

– Co teraz? – pyta mój uczeń.

– Zgod­nie z pla­nem. Ła­du­je­my na wóz, ja pod­jeż­dżam pod bramę, ty uniesz­ko­dli­wiasz straż­ni­ków. Tylko pa­mię­taj, żad­ne­go za­bi­ja­nia, młody.

– Jasne, ro­zu­miem. Może już ich tu wy­ka­stru­je­my? Potem bę­dzie mniej ro­bo­ty przy mu­rach.

Za­sta­na­wiam się chwi­lę, a gdy wła­śnie otwie­ram usta, żeby od­po­wie­dzieć, za nami roz­le­ga się tu­bal­ny, dud­nią­cy głos.

– Idio­ci, prze­cież wam się wy­krwa­wią i bę­dzie po za­ba­wie.

Młody chwy­ta za broń i ob­ra­ca się szyb­kim, kocim, wy­uczo­nym ru­chem, ale na­dą­żam zła­pać uzbro­jo­ną rękę. Przy­wo­łu­ję na twarz naj­mil­szy uśmiech z mo­je­go re­per­tu­aru, bo wiem, że, po­mi­mo ciem­no­ści, męż­czy­zna za moimi ple­ca­mi do­sko­na­le bę­dzie wi­dział moją twarz.

– Witaj Vlad, kopę lat.

– Cześć Ma­ren­ka. Do­sta­łaś zle­ce­nie wy­ma­rzo­ne dla mnie i nie po­my­śla­łaś, żeby do­pu­ścić do spół­ki swo­je­go sta­re­go men­to­ra, a za­miast tego bie­rzesz na ro­bo­tę gów­na­że­rię? Je­stem za­wie­dzio­ny, zra­ni­łaś me uczu­cia.

– Wzię­łam ucznia, to go edu­ku­ję, aku­rat mamy za­ję­cia prak­tycz­ne. Nie dałam ci znać, bo wiesz, że dla mnie dwóch, to już tłok.

– Oprócz łóżka, Ma­ren­ka, oprócz łózka! – śmie­je się tak, jak tylko sześć­set­let­ni wam­pir po­tra­fi się śmiać. Nigdy się nie przy­zwy­cza­ję, to nie brzmi sym­pa­tycz­nie.

Młody się na­pi­na i cho­dzi mu szczę­ka, je­stem pewna. Dwa ty­go­dnie mo­no­ga­mii robi dziw­ne rze­czy z mó­zgiem. Za dużo do­pa­mi­ny i oxy­to­cy­ny. Wbi­jam mu pa­znok­cie w przed­ra­mię.

– Rany się przy­pa­li – cedzę przez zęby. – Nie je­stem de­bil­ką.

– Le­piej bę­dzie przy­że­gać. Pod murem, przy samej straż­ni­cy, stoi do­brze już roz­pa­lo­ny kok­sow­nik, nie omiesz­ka­łem wło­żyć do niego po­rząd­ne­go me­ta­lo­we­go pręta.

– Byłeś przy bra­mie miej­skiej?! – wy­bu­cham, zanim zdążę ugryźć się w język.

– Ko­cha­na, za­wsze cię uczy­łem, że nie cho­dzi się, na ro­bo­tę bez po­rząd­ne­go ro­ze­zna­nia. Zło­ży­łem kur­tu­azyj­ną wi­zy­tę straż­ni­kom i, wy­obraź sobie, oka­za­ło się, że to moi ziom­ko­wie. Zo­sta­wi­łem im pół­to­ra litra ra­ki­ji i obie­ca­li nie wy­ściu­bić nosa ze stró­żów­ki do świ­ta­nia. To co? Ła­du­je­my pa­kun­ki? – znów się śmie­je, a ja czuję ciar­ki na ple­cach.

Pod­cho­dzi do więź­niów i bez wy­sił­ku bie­rze w jedną rękę kra­sno­lu­da, a w drugą orka. Młody na­chy­la mi się do ucha i szep­cze.

– Kto to, kurwa, jest?

– Ko­cha­ny uczniu, po­znaj mo­je­go mi­strza i men­to­ra. Oto Vlad III Tepes Pa­low­nik zwany też Dra­ku­lą, ho­spo­dar wo­ło­ski.

– Co?! Ten wam­pir?! Prze­cież wam­pi­ry nie ist­nie­ją.

– Tylko dla­te­go, że nie lu­bi­my się ujaw­niać!  – rzuca lekko Vlad i znów wwier­ca mi się w uszy ten okrop­ny, de­mo­nicz­ny śmiech.

 

 

 

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Hej 

In­an­na

 

Nadal uwa­żam, że po­sta­cie są prze­ko­lo­ry­zo­wa­ne :D. I nadal twier­dze, że w ni­czym to nie prze­szka­dza, jakby prze­szka­dza­ło – to Dra­cu­la ( który jest już mało ory­gi­nal­ny) od razu by raził w tek­ście. A jak dla mnie nie tylko pa­su­je, ale i nie zdzi­wi­łem się zbyt­nio jak się przed­sta­wił :).

Frag­ment jest tak samo dobry jak po­przed­ni, jed­nak jest też gor­szy :P . Bo zo­sta­wia czy­tel­ni­ka z jesz­cze więk­szą ilo­ścią pytań 

Jak udało im się zła­pać dra­bów ?

Jak bo­ha­ter­ka po­zna­ła Vlada ? 

Czemu Vlad jej nie wy­ssał, albo nie prze­mie­nił ?

Czy coś ich łą­czy­ło ?

Jeśli tak – to jak wy­glą­da zwią­zek z wam­pi­rem ?

Misja się udała ale czę­ścio­wo, co bę­dzie dalej ? 

Jak sie ukła­da mię­dzy mi­strzy­nią a uczniem ? 

A tych Jak ? i Czemu ? Można by mno­żyć :D 

Po­zdra­wiam :) 

 

PS . Dzię­ku­je za krwio­pi­ja :D 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Jak udało im się zła­pać dra­bów ? Ale to zu­peł­nie inny frag­ment pa­mięt­ni­ka i nie ma w nim nic, co by przy­nalm­niej le­ża­ło koło “pierw­sze spo­tka­nie ucznia i mi­strza”.

Jak bo­ha­ter­ka po­zna­ła Vlada ? Patrz jak wyżej. A czy to ważne w tym mo­men­cie.

Czemu Vlad jej nie wy­ssał, albo nie prze­mie­nił ? Bo w nowym świe­cie (tak mamy tu urban fan­ta­sy) też mu­siał z cze­goś żyć, więc zo­stał płat­nym za­bój­cą, a potem wziął sobie uczen­ni­cę do po­mo­cy, do łóżka, dla to­wa­rzy­stwa? Bo ona jest ema­na­cja bo­gi­ni Ma­rzan­ny – Śmiert­ki?

Czy coś ich łą­czy­ło ?

…Nie dałam ci znać, bo wiesz, że dla mnie dwóch, to już tłok.

– Oprócz łóżka, Ma­ren­ka, oprócz łózka! – śmie­je się tak, jak tylko sześć­set­let­ni wam­pir po­tra­fi się śmiać. Nigdy się nie przy­zwy­cza­ję, to nie brzmi sym­pa­tycz­nie.

Chyba ich re­la­cja staje się jasna jak słoń­ce, nawet młody zro­zu­miał.

Młody się na­pi­na i cho­dzi mu szczę­ka, je­stem pewna.

Jeśli tak – to jak wy­glą­da zwią­zek z wam­pi­rem ? Facet to facet. Serio. In­struk­cja ob­słu­gi za­wsze taka sama.

Misja się udała ale czę­ścio­wo, co bę­dzie dalej ? Oczy­wi­ście, że bę­dzie ciąg dal­szy trak­tu­ją­cy o wy­ko­na­niu za­da­nia, prze­cież Radek rzu­cił rę­ka­wi­cę. Ale to już zu­peł­nie nie temat na to wy­zwa­nie.

Jak sie ukła­da mię­dzy mi­strzy­nią a uczniem ? “Dwa ty­go­dnie mo­no­ga­mii robi dziw­ne rze­czy z mó­zgiem. Za dużo do­pa­mi­ny i oxy­to­cy­ny.” Tzn. chyba do­brze, co nie?

 

To jest frag­ment ca­ło­ści, wy­ryw­ki z pa­mięt­ni­ka (nie ważne, czy spi­sa­ne­go, czy ta­kie­go tylko w gło­wie). Py­ta­nia będą się tylko mno­żyć, bo nawet jak za­zna­jo­mi­my się z ca­ło­ścią, to prze­cież pa­mięt­nik nie musi być pełny.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Je­steś okrut­na :P. Ale po­mysł z pa­mięt­ni­kiem też ma coś w sobie ;). Jed­nak szko­da, że nie pla­nu­jesz zro­bić z tego dłuż­sze­go opo­wia­da­nia. Bo w ta­kich frag­men­tach wy­da­je mi się, że sporo cała hi­sto­ria traci. 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Pla­nu­ję, bo choć w za­mia­rze miał to być nie­zo­bo­wią­zu­ją­cy frag­ment, to się wkrę­ci­łam na ca­łe­go. Zresz­tą pa­su­je to, do przy­szło­ści mo­je­go uni­wer­sum, które stwo­rzy­łam na po­trze­by bajek dla do­ro­słych. Ba­śnie to śre­dnio­wie­cze, a Ma­ren­ka z mło­dym – czasy dzi­siej­sze.

Tacy fajni ci bo­ha­te­ro­wie i tyle pytań!

Kim tak na­praw­dę jest Ma­ren­ka i dla­cze­go zo­sta­ła uczen­ni­cą Vlada?

Dla­cze­go młody chciał ter­mi­no­wać u Ma­ren­ki?

Dla­cze­go Ma­ren­ka ma sła­bość do nie­bie­skich oczu w po­łą­cze­niu z sze­ro­ka klatą? Ja już wiem, ja wiem!!!

Dla­cze­go miała bar­dzo lekki sto­su­nek do męż­czyzn, a z mło­dym się jed­nak zwią­za­ła? Czy tylko błę­kit ją ujął? Na razie za nimi 2 ty­go­dnie mo­no­ga­mii, ale re­la­cja jest roz­wo­jo­wa.

Itd, itp.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Vac­ter

 

Ką­piel Mi­strza Po­li­kar­pa ze Śmier­cią

 

Z tego, co ko­ja­rzę ze szko­ły, Po­li­karp nie był takim ko­za­kiem. :D

Ale tutaj mamy fajną in­ter­pre­ta­cję, tylko nie ro­zu­miem, w jakim celu Śmierć we­szła do wanny, skoro dalej krzy­cza­ła „po­mo­cy!”. Ode­bra­łam to tak, jakby Po­li­karp umó­wił się ze Śmier­cią, że zaj­mie jej miej­sce. Bo na po­cząt­ku ona pyta, dla­cze­go wła­śnie on. Z dru­giej stro­ny – jak Śmierć ma być mi­strzem, skoro umar­ła? Co się z nią wła­ści­wie stało? Hm… Nie no, lubię jak są nie­do­mó­wie­nia w tek­ście, ale tutaj jest ich spore na­gro­ma­dze­nie. :D To plus i minus, oczy­wi­ście. ;)

Z dru­giej stro­ny, gdyby pa­trząc na to tak, że to Mistrz Po­li­karp jest mi­strzem, a śmierć uczniem, który daje się na­brać…

Aha, no i to by­ło­by ich dru­gie spo­tka­nie, pierw­sze mie­li­śmy już w innym tek­ście. ;)

Poza tym – na­pi­sa­ne bez za­rzu­tu, czy­ta­ło się lekko, był kli­mat, mocno nie­po­ko­ją­ca i cie­ka­wa ta scena. ;)

 

 

Ostam

No cóż, mo­głem przy­pad­kiem na­pi­sać zbyt cie­ka­wy wstęp jak na resz­tę tek­stu :P Wła­śnie wybór za­wo­du i spo­tka­nie mi­strza miało być głów­nym te­ma­tem.

No tak, ale spo­tka­nie z mi­strzem jest dość krót­kie, a za­wo­du Zen za bar­dzo wy­brać nie chciał i mało go to in­te­re­so­wa­ło, więc czy­ta­jąc z jego per­spek­ty­wy, też nie czu­łam, żeby to było ja­kieś ważne.

 

To wła­śnie ze sceny z za­wo­da­mi do­wia­du­je­my się, o co cho­dzi.

Masz rację, ta scena jest dość krót­ka. ;) Mi cho­dzi­ło o to, że Zen nie był tym za­in­te­re­so­wa­ny i gdyby wy­mknął się przed wej­ściem na głów­ną salę, po­biegł gdzieś w bok, mimo za­ka­zu – wtedy można wpleść roz­mo­wę o za­wo­dach do spo­tka­nia z ojcem. ;) Ale to takie luźne prze­my­śle­nia, bo scena jest krót­ka, więc okej. :)

 

Mam na­dzie­ję, że “nie­po­zor­ne me­ta­lo­we drzwi” będą się już ko­ja­rzy­ły le­piej :)

Na pewno. :)

 

Za­ło­że­nie drzwi było takie, że urząd chciał wy­ła­pać te naj­bar­dziej bun­tow­ni­cze dzie­ci i przy­dzie­lić je we wła­ści­we miej­sce – ina­czej nie cho­wał­by w ma­ga­zy­nie swo­je­go czło­wie­ka.

No tak, ale czy urząd chciał­by te bun­tow­ni­cze dzie­ci przy­dzie­lić do tak waż­nych sta­no­wisk? Cho­ciaż to może moje spa­cze­nie, że to­ta­li­tar­ni chcą znisz­czyć bun­tow­ni­cze jed­nost­ki. XD

Może tu nie jest tak to­ta­li­tar­nie, ale ta po­li­cja, która za­bie­rze Zena, jak nie przyj­dzie na przy­dział… I ten mo­ni­to­ring… Par­tyj­nia­cy…

Z dru­giej stro­ny – kon­tro­lo­wa­ny bun­tow­nik to też jakiś po­mysł. ;)

 

Ale kto po­wie­dział, że męż­czy­zna mówi praw­dę ;) Po pro­stu chciał za­chę­cić ucznia do pracy.

No, może tak, ale jak się to czyta, to czło­wiek ma taki dy­so­nans mowy bo­ha­te­rów do tek­stu. Ale przyj­mu­ję Twoje wy­ja­śnie­nie, bo prze­cież mamy do­dat­ko­wo do czy­nie­nia z ojcem, no to takie po­chwa­ły nie wy­da­ją się aż tak dziw­ne. ;)

 

Pierw­sza wer­sja koń­czy­ła się przed ostat­nim aka­pi­tem, tylko że wy­dźwięk ca­ło­ści robi się wtedy bar­dzo ne­ga­tyw­ny.

Ja je­stem fanką ne­ga­tyw­nych za­koń­czeń. XD

Także nie przej­muj się zu­peł­nie, bo to takie moje spa­cze­nie, więk­szość ludzi ra­czej lubi happy endy, a naj­waż­niej­sze, że jest tak, jak chcia­łeś. ;) Cho­ciaż zga­dzam się z Rad­kiem, że to rzu­ce­nie się matki i ojca w ob­ję­cia było tro­chę dziw­ne, bio­rąc pod uwagę trzy­na­ście lat roz­łą­ki. Sko­ja­rzy­ło mi się to z Chi-Chi z Dra­gon Balla, która też bez ni­cze­go po­wi­ta­ła Goku, mimo że zo­sta­wił ją z dzieć­mi na lata. ;p

Mi­sień­ku, cóż to za przy­jem­ność w po­śpie­chu? Masz tu jesz­cze Klar­cię w wer­sji roz­ma­rzo­nej i roz­le­ni­wio­nej i nie złość się, bo to pięk­no­ści szko­dzi.

 Jasne, znam takie opisy, ale w tym u Cie­bie mi to nie pa­so­wa­ło i dałam temu wyraz ko­men­ta­rzem.

Nie ma spra­wy, ja robię to samo ^^

 wy­da­wa­ło­by się, że księ­go­wa to taki bez­piecz­ny zawód (no oczy­wi­ście poza księ­go­wy­mi mafii;) Na­pi­sa­łaś coś cał­kiem in­ne­go i po­do­ba­ło mi się.

Hurra! ^^

je­stem za­chwy­co­na po­my­słem, ab­sur­dem i od­lo­tem

 Acz wizja tro­chę prze­ra­ża­ją­ca…

:D Tar­ni­na już dawno tutaj nie miesz­ka. Je­stem kró­lo­wą Mar­sjan!

https://www.youtube.com/watch?v=Od6hY_50Dh0

 Wiem, tro­chę z tym kom­bi­no­wa­łem. Jak­bym dał sze­ścian, to by było dwa razy ,,sześć-“ bli­sko sie­bie. Kwa­drat mi nie pa­so­wał. Kost­ka nie­ste­ty zo­sta­ła me­to­dą eli­mi­na­cji. :P

… muszę po­pra­wić me­to­dę ko­mu­ni­ka­cji…

 Jest na­dzie­ja, że wy­zwa­nia zmu­szą mnie do po­ćwi­cze­nia in­ne­go po­dej­ścia :)

 

Am­bush

Nie bar­dzo na temat, za to dużo się dzie­je. Aż się prze­cin­ki po­od­kle­ja­ły :)

 

Vac­ter

Jak zwy­kle od­le­cia­łeś w ko­smos :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Po kolei…

SNDWLKR

Wsta­ła, zdję­ła chu­s­tę z twa­rzy i kap­tur.

Jakoś mnie to “z twa­rzy” wy­bi­ło z rytmu, ale może tylko ma­ru­dzę.

Wtedy zo­ba­czy­ła ma­ja­czą­ce w od­da­li czer­wo­ne świa­teł­ko. […] Zro­bi­ła krok w jego stro­nę. Od razu stra­ci­ła rów­no­wa­gę i z krzy­kiem sto­czy­ła się po stro­mo opa­da­ją­cym pod­ło­żu.

Skoń­czy­ła na ple­cach przed wyj­ściem.

Tro­chę dez­orien­tu­ją­cy opis przej­ścia mię­dzy kom­na­ta­mi. Skoro spa­dła po stro­mym stoku, wej­ście po­win­no znaj­do­wać się kon­kret­nie nad nią. Chyba że od po­cząt­ku wi­dzia­ła, że świa­tło jest po­ni­żej jej pier­wot­ne­go po­zio­mu, ale wtedy po­win­na się spo­dzie­wać upad­ku.

Na­zwa­nie wej­ścia do na­stęp­nej kom­na­ty “wyj­ściem” też mnie na chwi­lę zmy­li­ło. Za­sta­na­wia­łem się, czy to nie wyj­ście z ca­łe­go kom­plek­su i czy bo­ha­ter­ka nie spa­dła pio­no­wo w dół, zo­sta­jąc cią­gle pod dziu­rą, którą tam we­szła. Cie­ka­we też, jak by się wy­do­sta­ła, gdyby bo­gi­ni jej nie przy­ję­ła :P

 

Mi też za­zgrzy­ta­ła sala w kształ­cie kost­ki. Jeśli nie jest to jakiś ele­ment kultu, o któ­rym nie wiem, to we­dług mnie in­for­ma­cję można by bez­piecz­nie wy­rzu­cić. Opcjo­nal­nie po­ko­je do­myśl­nie są pro­sto­pa­dło­ścien­ne, więc można by dodać co naj­wy­żej, że ten był sy­me­trycz­ny albo coś w tym stylu.

 

Poza tym tekst bar­dzo przy­jem­ny i kli­ma­tycz­ny, prze­wi­ja­ją­ce się cią­gle ro­ba­ki wzbu­dzi­ły na­le­ży­te obrzy­dze­nie pod ko­niec. Mam na­dzie­ję, że było warto :)

 

Am­bush

Z ja­kie­goś po­wo­du tekst mnie po­ko­nał. Po­czą­tek prze­czy­ta­łem chyba trzy albo czte­ry razy, zanim zro­zu­mia­łem. Bar­dzo szyb­ko po­ja­wia się dużo in­for­ma­cji o świe­cie, a do tego głów­na bo­ha­ter­ka i pącz­ki mają nazwy zwy­kłych, ist­nie­ją­cych przed­mio­tów, co jesz­cze kom­pli­ku­je sy­tu­ację.

W koń­ców­ce do tej pory nie wiem, co się stało.

– Przy­by­ła ta, którą wy­bra­no… – wy­re­cy­to­wa­ła dziew­czy­na nieco pi­skli­wym gło­sem – no­si­ciel­ka mocy morza czeka.

– Kiedy ją wy­bra­no i gdzie?

– We wsi Białe błota, nie­opo­dal Ry­bacz. Nie wie­dzą czemu aku­rat ona wy­lo­so­wa­ła musz­lę ze zna­kiem. Nie była szko­lo­na, miała iść za mąż…

– Chodź, mu­si­my po­mó­wić – Brzo­za wska­za­ła dziew­czy­nie scho­dy.

Ostat­nio wska­za­ną osobą jest nowo przy­by­ła, więc Ro­zu­miem, że to ona mówi pierw­szą kwe­stię, a potem Brzo­za za­da­je py­ta­nie. Dalej nowo przy­by­ła opo­wia­da swoją hi­sto­rię w bar­dzo bez­oso­bo­wy spo­sób, po czym Brzo­za za­pra­sza ją na roz­mo­wę.

– Chodź, mu­si­my po­mó­wić – Brzo­za wska­za­ła dziew­czy­nie scho­dy.

Idąc krok w krok, cza­ro­dziej­ka (Brzo­za) czy­ta­ła w niej (nowo przy­by­łej) jak w księ­dze. Gdy zna­la­zły się w kom­na­cie, roz­ka­za­ła (Brzo­za):

– Włóż dło­nie do na­czy­nia!

– Do tych ga­la­re­tek?! – pi­snę­ła nie­uf­nie. – A nie ugry­zą mnie?

Tutaj sy­tu­acja cią­gle wy­da­je się jasna, ale na­pi­szę, gdy­bym jed­nak źle zro­zu­miał. Brzo­za bez pro­ble­mu od­ga­du­je uczu­cia nowo przy­by­łej i mówi jej, żeby wło­ży­ła dło­nie do na­czy­nia. Nowo przy­by­ła (może imię by po­mo­gło?) jest prze­stra­szo­na i nie­pew­na. Gdyby od­wró­cić role, Brzo­za ba­ła­by się wło­żyć wło­żyć ręce do na­czyń z pącz­ka­mi, któ­rych przed chwi­lą do­ty­ka­ła i nie mia­ło­by to sensu.

 

Potem dzie­je się coś dziw­ne­go. Zu­chwa­ły błysk w oku nowo przy­by­łej mi nie pa­su­je. Potem nagle Brzo­za za­czy­na mówić do nowo przy­by­łej, która nie wie, dla­cze­go ją wy­bra­no i boi się o tym bez­po­śred­nio mówić, jest nie­pew­na i prze­stra­szo­na. Z roz­mo­wy wy­ni­ka, że to hi­sto­ria Brzo­zy jest jed­nak przy­pad­ko­wa i nie wie, czemu się tam zna­la­zła? A nowo przy­by­ła, która do tej pory spra­wia­ła wra­że­nie ucznia i adep­ta za­czy­na Brzo­zie roz­ka­zy­wać i wy­sy­ła ją na misję? Nie li­cząc tej nie­zro­zu­mia­łej koń­ców­ki, roz­szy­fro­wy­wa­nie wszyst­kich okre­śleń typu “tamta” i “dziew­czy­na” w mo­men­cie, w któ­rej w sce­nie wy­stę­pu­ją dwie ko­bie­ty, było bar­dzo my­lą­ce. Jak już wspo­mnia­łem, nada­nie przy­by­szo­wi imie­nia po­win­no roz­wią­zać część pro­ble­mów.

 

Vac­ter

Tytuł i pierw­sze zda­nie roz­ło­ży­ły mnie na dobre pół mi­nu­ty :P

Nagle Po­li­karp wstał i chwy­cił drugi ko­niec kosy, którą trzy­ma­ła Śmierć. Po­ma­ga­jąc sobie w ten spo­sób wstać, Po­li­karp po­wie­dział:

Drugi “Po­li­karp” zbęd­ny.

Po­li­karp przy­siadł na brze­gu i po­zwo­lił Śmier­ci po­ło­żyć się w jego miej­scu. Krwa­wa breja wsią­kła w czar­ną szatę i za­la­ła puste oczo­do­ły.

Wcze­śniej mie­li­śmy in­for­ma­cję, że w wan­nie są kost­ki lodu, a tu po­ja­wia się krwa­wa breja. Do­pie­ro na eta­pie opisu ob­ra­żeń Po­li­kar­pa zro­zu­mia­łem, o co cho­dzi, cho­ciaż może to być pro­blem z moją do­myśl­no­ścią.

Poza tym po­mysł super, do­brze zsyn­chro­ni­zo­wał się z pre­fe­ro­wa­nym po­zio­mem ab­sur­du. Za­sta­na­wia mnie tylko, w jaki spo­sób Po­li­karp był w sta­nie zmu­sić śmierć do za­mia­ny, w szcze­gól­no­ści, że ten wy­stę­pu­ją­cy w ory­gi­nal­nym dzie­le był ra­czej wy­stra­szo­ny spo­tka­niem… Opis tego spo­tka­nia ra­czej też nie do­dał­by mu au­to­ry­te­tu w oczach ludzi XD

 

Radek i In­an­na

Prze­ko­na­li­ście mnie osta­tecz­nie, że happy end był nie na miej­scu. Prze­ko­ny­wa­nie było nawet dość barw­ne i w kilku miej­scach uśmiech­nę­ło ;) Na po­cząt­ku my­śla­łem ra­czej, że oj­ciec za­gi­nął pod­czas misji, zo­stał wzię­ty do nie­wo­li/coś w tym stylu, no ale jak po­ka­za­li­ście, taka wer­sja wy­da­rzeń nie jest zbyt praw­do­po­dob­na. Nie chcia­łem cał­ko­wi­cie re­zy­gno­wać z ojca, więc koń­ców­kę, in­spi­ru­jąc się In­an­ną, tro­chę zmie­ni­łem ;)

I tak, to oj­ciec miał być mi­strzem w ro­zu­mie­niu wy­zwa­nia. Jest on istot­nym ele­men­tem szor­ta, cho­ciaż ob­ję­to­ścio­wo nie do­sta­je za dużo czasu, stąd moje wła­sne wąt­pli­wo­ści, czy tekst jest na temat.

Jeśli cho­dzi o gatkę mo­ty­wa­cyj­ną: mię­dzy woj­skiem a sektą nie ma za dużej róż­ni­cy i myślę, że trzy­na­sto­la­tek by to łyk­nął :P

 

Bar­dja­skier, In­an­na, tek­sty w ko­lej­ce :)

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

In­an­na To wszyst­ko wy­glą­da jak cał­kiem nie­zły plan :) Więc cier­pli­wie cze­kam na pierw­sze opo­wia­da­nia, bo mam na­dzie­ję, że wrzu­cisz je na Nf :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Ob­ró­cił się i zo­ba­czył tego sa­me­go męż­czy­znę w nie­bie­skim mun­du­rze, któ­re­go zna­lazł w ma­ga­zy­nie. Matka po­de­szła do męża i dała mu w pysk.

Aaa, tak, yes, yes, yes!!! Moja krew.

 

Teraz ab­surd sek­ciar­skiej gadki ojca, aż tak nie kuje w oczy, bo ta koń­ców­ka robi ro­bo­tę.

A, że gadka jest skie­ro­wa­na do 13-lat­ka je­stem w sta­nie to kupić.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

@SN­DWLKR (Nech­bet):

Nie cze­piam się mi­to­lo­gii. Tekst mi się po­do­ba i speł­nia za­ło­że­nia kon­kur­so­we (w/g mnie). Mam je­dy­nie wąt­pli­wość w za­kre­sie:

Salę w kształ­cie kost­ki oświe­tla­ło sześć wiel­kich kok­sow­ni­ków pło­ną­cych czer­wo­nym ogniem.

kost­ki – moim zda­niem po­win­no być w sze­ścien­nym kształ­cie, bo kost­ka su­ge­ru­je ze­wnę­trze sze­ścia­nu, ale może się cze­piam i cze­goś nie wiem.

kok­sow­nik – brzmi jak ana­chro­nizm, pro­po­no­wał­bym “że­la­zne kosze z pło­ną­cy­mi we­wnątrz ka­wa­ła­mi drew­na”. Jak na sta­ro­żyt­ny Egipt – luk­su­so­wo.

 

@Tar­ni­na (ad. “Ar­cy­mi­strzy­ni”):

Cha­otycz­nepo­spiesz­ne. Za dużo róż­no­ści w tych 529 sło­wach. Za­ło­że­nia speł­nio­ne.

Drżę z pod­nie­ce­nia na­dzie­ją, że się cze­goś na­uczę.

Czy na­le­ży pisać:

Bramy nikt nie pil­no­wał, Aron wszedł z wa­ha­niem do środ­ka. Miał wra­że­nie, że tra­fił do miej­sca, gdzie wszy­scy wła­śnie zgi­nę­li. Po­pa­trzył na za­wie­szo­ny na bra­mie czaj­nik, nigdy nie po­tra­fił zro­zu­mieć dla­cze­go wła­śnie to stało się sym­bo­lem tego przy­byt­ku. Szedł ścież­ką wy­sy­pa­ną po­kru­szo­ny­mi ka­wał­ka­mi mar­mu­ru, spro­wa­dzo­ny­mi z da­le­ka. Owady uwi­ja­ły się wokół kwia­tów, było pusto i cicho.

Za­pu­kał do drzwi pen­sjo­na­tu. Nie zdą­żył chwy­cić za klam­kę. Otwo­rzy­ła re­cep­cjo­nist­ka ubra­na w pół­prze­zro­czy­sty szla­frok.

– Tylko klon jest na no­gach, młody czło­wie­ku, za­pra­szam ser­decz­nie, ale mu­si­my po­roz­ma­wiać o pie­nią­dzach. Życzy pan sobie cenę za numer, czy za go­dzi­nę, bo na­li­cza­nie kwa­dran­so­we ofe­ru­je­my do­pie­ro po pół­no­cy…

Z kuch­ni do­bie­ga­ło pod­śpie­wy­wa­nie naj­pięk­niej­szym gło­sem, jaki tylko umiał sobie wy­obra­zić. Ledwo się oparł pra­gnie­niu zo­ba­cze­nia całej osoby.”

?

Py­ta­nie pre­cy­zyj­ne: czy to usu­wa­ło­by po­spiesz­ność?

 

A gdzie chaos?

Czy cho­dzi o za­stą­pie­nie:

“– Ja to droga je­stem – od­rze­kła, od­ru­cho­wo oglą­da­jąc klien­ta. – Z pew­no­ścią dziew­czy­ny jesz­cze śpią, ale klon jest na no­gach. Może się po­ło­żyć. W ogóle może przy­jąć każdą po­zy­cję, jaką sobie wy­obra­żasz…”

czymś takim:

“– Ja to droga je­stem – od­rze­kła.

Aron za­uwa­żył, że Ju­dy­ta po­pa­trzy­ła na niego jak na klien­ta. Może od­ru­cho­wo, ale po­czuł się taki do­ro­sły. Nie zdą­żył się ode­zwać. 

– Z pew­no­ścią dziew­czy­ny jesz­cze śpią, ale klon jest na no­gach. Może się po­ło­żyć. W ogóle może przy­jąć każdą po­zy­cję, jaką sobie wy­obra­żasz… – za­pew­ni­ła.”

 

@Am­bush(ad. Ar­cy­mi­strzy­ni):

Prze­kor­nie ci wy­szło. Pro­wa­dzisz czy­tel­ni­ka na sznur­ku, jak sa­mo­chód na holu i nie­ocze­ki­wa­nia skrę­casz;) Ale po­do­ba­ło mi się.

Dzię­ku­ję :-)

Moim celem był z jed­nej stro­ny pe­wien plot-turn (bo jesz­cze nie twist) i bar­dzo nie chcia­łem, żeby sztu­ka za­bi­ja­nia na od­le­głość brzmia­ła ba­na­łem. Do­świad­czo­na za­bój­czy­ni ma tu uczyć mło­de­go adep­ta i w ogóle “przy­nieś pie­nią­dze”.

Twój tekst sko­men­tu­ję jutro rano – obie­cu­ję.

 

@o­stam (ad. “Ar­cy­mi­strzy­ni”):

Oczy­wi­ście jest to frag­ment, ale jako sa­mo­dziel­ny tekst skoń­czy­łem czy­tać z po­czu­ciem ra­czej urwa­nia hi­sto­rii, niż jej za­koń­cze­nia

Hm, tro­chę nie wiem, co wię­cej mo­gło­by się wy­da­rzyć w cza­sie pierw­sze­go spo­tka­nia. “Przy­nieś pie­nią­dze” i adept do­stał dwie cenne nauki. Dzię­ku­ję za prze­czy­ta­nie i pro­szę o roz­wi­nię­cie. Bo to oczy­wi­ście frag­ment, ale w za­ło­że­niu (moim) po­wi­nien opi­sy­wać całe spo­tka­nie.

Być może, wy­cho­dząc z bur­de­lu, Aron na­tknął­by się na klona i mu­siał­by wal­czyć ze sobą, żeby się nie za­trzy­mać… , ale to cał­kiem inna hi­sto­ria. Tzn. próba bo­ha­te­ra.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Ja też po­czy­tam. Wbi­łem się tutaj bez za­po­wie­dzi, ale bę­dzie jesz­cze dużo czasu na lek­tu­rę in­nych zgło­szeń :)

Vac­te­rze, chyba nikt się szcze­gól­nie nie za­po­wia­dał. :D

 

 

Wra­ca­jąc do tek­stów:

 

W let­nią so­bot­nią noc 

Bar­dja­skier

 

Zje­chał po niej ostroż­nie i usiadł na ulicy.

Skoro się za­ta­czał, to może aż tak ostroż­nie się nie zsu­wał?

 

Słu­chał fal smęt­nie, raz za razem roz­bi­ja­ją­cych się o na­brze­że.

Tutaj brzmi, jakby on w smęt­ny spo­sób słu­chał fal.

 

Jeśli chcesz zo­sta­wić to smęt­nie, pro­po­nu­ję usu­nąć „raz za razem”, np.:  

Słu­chał fal roz­bi­ja­ją­cych się smęt­nie o na­brze­że.

 

za­py­tał czar­no­wło­sy ko­cha­nek,

Może le­piej dać imię, czar­no­wło­sy ko­cha­nek to takie dłu­gie okre­śle­nie…

 

zni­we­czył byś

razem

 

– Och Lotar

Prze­ci­nek po „och”

 

Anet uniósł dło­nie

unio­sła

 

za­py­tał Lotar od­sła­nia­jąc kły.

Prze­ci­nek po Lotar

 

Na po­cząt­ku mamy scenę ero­tycz­ną, dość do­brze na­pi­sa­na, bez zbyt­nie­go prze­sa­dza­nia, więc jest okej. A na ko­niec oka­zu­je się, że to wam­pi­ry, nie spo­dzie­wa­łam się tego. :D Mie­rzy­łam ra­czej w ja­kieś ma­gicz­ne ry­tu­ały zwią­za­ne z sek­sem. XD

 

Fajne za­sko­cze­nie i na plus, że hor­ror.

 

Po­do­bał mi się też pi­ja­czek Tom i klam­ro­wa kom­po­zy­cja. Bar­dzo faj­nie się to łą­czy­ło. Czu­łam się jak cza­ro­dziej za­klę­ty w kruka, który leci nad mia­stem, widzi pi­ja­ne­go Toma, siada na pa­ra­pe­cie i oglą­da scenę z mi­strzem, uczniem i ko­bie­tą-przy­staw­ką.

 

Je­dy­ne co: nie wy­glą­da na to, że to ich pierw­sze spo­tka­nie. ;) Wątek mi­strza i ucznia scho­dzi tak na dal­szy plan i rów­nie do­brze mo­gli­by znać się już z rok czasu.

 

 

In­an­na

 

Ja bym naj­pierw wy­strze­la­ła po gębie, potem po­pra­wi­ła z ko­la­na w czułe miej­sce i na za­koń­cze­nie za­py­ta­ła: “Gdzieś się bujał, sk…, gdy ja mu­sia­łam bawić się w sa­mot­ną matkę, a sama se nie zro­biam?!”

 He he, dobre! XD

No ja bym też ta­kie­go nie przy­ję­ła. XD Ale jak już wcze­śniej wspo­mi­na­łam, może to ko­bie­ta po­kro­ju Chi-Chi. Zresz­tą, wstyd przy­znać, ale znam męż­czy­znę, który przy­jął ko­bie­tę po tym, jak zdra­dzi­ła go z innym i przy­pro­wa­dzi­ła obce dziec­ko. Także lu­dzie są różni.

 

łapy do miski z pącz­ka­mi,

Ha­ha­ha, a ja mia­łam pro­blem przez Brzo­zę XD.

O rany, jak mnie roz­ba­wi­łaś. :D

 

Tu Brzo­za, tu pącz­ki, słowa w ję­zy­ku pol­skim łatwo wpro­wa­dza­ją zamęt! :D

 

Wra­ca­jąc do opo­wia­dań…

 

Nie-pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i ucznia, ale po wielu, wielu la­tach.

 

Czy­ta­ło mi się bły­ska­wicz­nie. W tek­ście nic nie zgrzy­ta­ło.

Ale nie ro­zu­miem, dla­cze­go mija tyle lat i mamy in­ne­go chło­pa­ka? Prze­cież w pierw­szym tek­ście uczniem był ten wil­czy zwia­dow­ca. My­śla­łam, że bę­dzie­my dalej mieć jego re­la­cje z Ma­re­ną. :) To zna­czy, widzę, jaki był za­mysł, że ten nowy to bar­dziej dzie­ciak (co mniej po­tra­fi niż ten ze scen­ki z łóż­kiem), więc mniej się od­zy­wa.

Tutaj jesz­cze Vlad, wam­pir, który uczył Ma­re­nę. Faj­nie zgra­ne jest to, że mamy Ma­re­nę jako mi­strzy­nię i Vlada jako mi­strza. Takie schod­ki, a wszyst­ko w krót­kiej sce­nie, więc to na pewno na plus. Nie ba­wisz się w nie­po­trzeb­ne zda­nia, wszyst­ko się ze sobą łączy. ;)

 

– Co?! Ten wam­pir?! Prze­cież wam­pi­ry nie ist­nie­ją.

Tylko to jest dość za­baw­ne w kon­tek­ście zła­pa­nia orka, elfa i kra­sno­lu­da. XD

 

 

Nie ma spra­wy, ja robię to samo ^^

I o to cho­dzi, Tar­ni­no. :D

 

sa­me­go męż­czy­znę w nie­bie­skim mun­du­rze, któ­re­go zna­lazł w ma­ga­zy­nie. Matka po­de­szła do męża i dała mu w pysk.

Ostam – ja też je­stem za za­koń­cze­niem bez happy endu, ale tutaj mu­sisz tro­chę zmie­nić punkt wi­dze­nia. Cały czas mamy Zena, który myśli o ojcu „ten męż­czy­zna” i skąd nagle wia­do­mo, że to jego oj­ciec? Nie mó­wiąc, że jest okre­ślo­ny jako “mąż”. Prze­cież ni­g­dzie w tek­ście to nie pada.

 

Prze­ana­li­zuj to jesz­cze raz. ;)

 

Warto tu zro­bić dia­log od stro­ny matki (np. w stylu: „Ty… zo­sta­wi­łeś nas na trzy­na­ście lat!” plus to ude­rze­nie w twarz, co­kol­wiek, co za­su­ge­ru­je, z kim mamy do czy­nie­nia).

Bo wtrą­ce­nie, że po­de­szła do męża, nie ma sensu, skoro wcze­śniej Zen myśli o tym fa­ce­cie jak o „męż­czyź­nie w nie­bie­skim mun­du­rze”.

Py­ta­nie pre­cy­zyj­ne: czy to usu­wa­ło­by po­spiesz­ność?

Wiesz, pró­bo­wa­łeś wci­snąć pół po­wie­ści w pięć­set słów. Jak tu się nie spie­szyć?

 A gdzie chaos?

Być może w mojej gło­wie, źle zno­szą­cej dziw­ne wa­ha­nia ci­śnie­nia. Jak ode­śpię, spró­bu­ję prze­ana­li­zo­wać bli­żej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Anan­ke

 

Błędy po­pra­wio­ne dzię­ku­ję :) 

 

“za­py­tał czar­no­wło­sy ko­cha­nek,

Może le­piej dać imię, czar­no­wło­sy ko­cha­nek to takie dłu­gie okre­śle­nie…”

 

Tu nie je­stem pe­wien bo jest też do­da­ne że łapie Lo­ta­ra za kark więc chyba wia­do­mo, że to Ar­mand 

 

Cie­szę się, że szort prze­niósł cię na chwi­le w świat Lo­ta­ra i Ar­man­da – jak dla mnie nie ma lep­szej po­chwa­ły dla tek­stu :D Dzię­ku­ję :) 

 

 

“Je­dy­ne co: nie wy­glą­da na to, że to ich pierw­sze spo­tka­nie. ;) Wątek mi­strza i ucznia scho­dzi tak na dal­szy plan i rów­nie do­brze mo­gli­by znać się już z rok czasu.”

 

Zga­dzam się :). Jed­nak czym jest rok dla wam­pi­ra ;)

 

 

sa­me­go męż­czy­znę w nie­bie­skim mun­du­rze, któ­re­go zna­lazł w ma­ga­zy­nie. Matka po­de­szła do męża i dała mu w pysk.

Bar­dja­skier – ja też je­stem za za­koń­cze­niem bez happy endu, ale tutaj mu­sisz tro­chę zmie­nić punkt wi­dze­nia. Cały czas mamy Zena, który myśli o ojcu „ten męż­czy­zna” i skąd nagle wia­do­mo, że to jego oj­ciec? Nie mó­wiąc, że jest okre­ślo­ny jako “mąż”. Prze­cież ni­g­dzie w tek­ście to nie pada.”

 

 

A tu nie wiem o co cho­dzi bo to chyba nie ja na­pi­sa­łem :P Chyba, że moje dru­gie ja ;) 

 

Po­zdra­wiam :) 

 

 

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Anan­ke ja nie wiem skąd, ale sta­nę­ła mi przed ocza­mi wizja miski peł­nej pącz­ków, jak na tłu­sty czwar­tek, no i jak Brzo­za wsa­dzi­ła w nie ręce, to aż po­czu­łam, jak się kleją od lukru.

 

Ale nie ro­zu­miem, dla­cze­go mija tyle lat i mamy in­ne­go chło­pa­ka? Prze­cież w pierw­szym tek­ście uczniem był ten wil­czy zwia­dow­ca. My­śla­łam, że bę­dzie­my dalej mieć jego re­la­cje z Ma­re­ną.

Anan­ke ależ to ten sam młody. Nie mi­nę­ły lata, mi­nę­ły 2 ty­go­dnie “Dwa ty­go­dnie mo­no­ga­mii robi dziw­ne rze­czy z mó­zgiem”. W za­my­śle 14 dni roz­po­zna­nia i przy­go­to­wa­nia do zle­ce­nia oraz 14 nocy o wiele przy­jem­niej­szych zajęć. Re­la­cja, jak widać wciąż nie tylko mistrz-uczeń. Mniej się od­zy­wa, bo jest na za­ję­ciach prak­tycz­nych, re­ali­zu­je plan i chło­nie wie­dzę. Ale czy mniej po­tra­fi? Prze­cież ma bar­dzo od­po­wie­dzial­ne za­da­nie, od któ­re­go po­wo­dze­nia za­le­ży suk­ces całej akcji. Tym bar­dziej, że Ma­ren­ka am­bit­nie chce po­sta­wić pale przy samej bra­mie do mia­sta:

Ła­du­je­my na wóz, ja pod­jeż­dżam pod bramę, ty uniesz­ko­dli­wiasz straż­ni­ków. Tylko pa­mię­taj, żad­ne­go za­bi­ja­nia, młody.

Chyba wy­star­cza­ją­co wy­ma­ga­ją­ce za­da­nie, jak na wil­cze­go zwia­dow­cę, za­kraść się do straż­ni­cy i uniesz­ko­dli­wić żoł­nie­rzy, bez za­bi­ja­nia. Poza tym szyb­ko re­agu­je na głos wam­pi­ra, Ma­re­na ledwo zdą­ży­ła go po­wstrzy­mać:

Młody chwy­ta za broń i ob­ra­ca się szyb­kim, kocim, wy­uczo­nym ru­chem, ale na­dą­żam zła­pać uzbro­jo­ną rękę.

Na­to­miast po la­tach, to Ma­re­na spo­ty­ka Vlada, swo­je­go mi­strza i men­to­ra. Mamy tu nową re­la­cję mistrz – uczeń, choć za­bój­czy­ni sama jest już mi­strzem, to jak widać re­spekt i sza­cu­nek do Vlada po­zo­stał, a wam­pir po sta­re­mu ją po­ucza.

– Co?! Ten wam­pir?! Prze­cież wam­pi­ry nie ist­nie­ją.

W tym moim uni­wer­sum miało nie być wam­pi­rów i już. Za­mysł mia­łam – nie ma i krop­ka. Jed­nak po prze­czy­ta­niu róż­nych ma­te­ria­łów źró­dło­wych o pa­lo­wa­niu, do­szłam do wnio­sku, że nawet tak za­je­bi­sty duet, jak Ma­ren­ka z mło­dym może sobie ze zle­ce­niem nie po­ra­dzić. Tym bar­dziej, że de­li­kwen­ci mają umie­rać jak naj­dłu­żej. Dla­te­go do­szłam do wnio­sku, że po­trze­bu­ją wspar­cia eks­per­ta. No, a kto wie wię­cej o pa­lo­wa­niu od Vlada Pa­low­ni­ka? Stąd po­mysł na daw­ne­go mi­strza Ma­ren­ki.

Zresz­tą, w uni­wer­sum miało nie być też elfów, orków i kra­sno­lu­dów (w stylu tol­kie­now­skim). Lu­dzie, bo­go­wie i baj­ko­we stwo­ry – tyle. Jed­nak bio­rąc pod uwagę, że akcja dzie­je się gdzieś 1000 lat po akcji bajek dla do­ro­słych, to w tym cza­sie mogła prze­cież być “jakaś ko­niunk­cja cze­goś” i te elfy, orki i kra­sno­lu­dy w stylu tol­kie­now­skim do uni­wer­sum się wzię­ły i wśli­zgnę­ły.

Na­to­miast wam­pi­ry cenią sobie spo­kój i dys­kre­cję, nie lubią rzu­cać się w oczy, wiec mało kto wie, że ist­nie­ją.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

@Vac­ter {ad. “Ką­piel Mi­strza Po­li­kar­pa ze Śmier­cią”):

Mam pro­blem ze zro­zu­mie­niem spo­so­bu speł­nie­nia wy­ma­gań wy­zwa­nia. Kto jest mi­strzem, a kto uczniem? Poza tym nie skle­iło mi się:

“Śmierć za­py­ta­ła mi­strza, który leżąc w wan­nie wy­peł­nio­nej kost­ka­mi lodu, wy­gła­szał ko­lej­ną in­kan­ta­cję.”

a potem:

“Krwa­wa breja wsią­kła w czar­ną szatę i za­la­ła puste oczo­do­ły.”

W jaki spo­sób woda z kost­ka­mi lodu za­mie­ni­ła się w krwa­wą breję? To był jakiś kwas, który Mi­strza Po­li­kar­pa roz­pu­ścił, czy może wy­star­czy­ła woda świę­co­na?

 

@Am­bush (ad. “Brzo­za & Wy­bra­na”):

Bar­dzo dobry tekst i taki szkol­ny tzn. wcale nie pro­sty, ale przy­zy­wa­ją­cy szkol­ne kli­ma­ty. Mamy uczen­ni­cę, która się po­ja­wia, bo “po­tra­fi­ła twór­czo wpły­nąć na pro­ces re­kru­ta­cji” i wcale nie po to, żeby się cze­go­kol­wiek uczyć. Mamy też za­po­wiedź kon­se­kwen­cji, czy­tał­bym. Idea (prze­pra­szam za słowo) mu­gol­ki, która robi w jajo cza­ro­dziei, wy­da­je się nę­cą­ca.

 

@Bar­dja­skier (ad. “W let­nią so­bot­nią noc”):

Świet­ny tekst z do­brze skon­stru­owa­nym plot-twi­stem i za­li­czył­bym go do peł­no­praw­ne­go shor­ta. Jak wszy­scy, opto­wał­bym za za­stą­pie­niem “czar­no­wło­se­go ko­chan­ka” imie­niem, bo my­lą­ce.

 

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Hej 

Radek

 

A dzię­ku­ję bar­dzo, faj­nie że się po­do­bał :). Czar­no­wło­sy zmie­nio­ne na Ar­mand ( je­steś ko­lej­ną osobą która zwra­ca na to uwagę, więc coś w tym musi być :).

 

 

“i za­li­czył­bym go do peł­no­praw­ne­go shor­ta” 

 

Za­sta­na­wia mnie co tu mia­łeś na myśli ? 

 

Po­zdra­wiam :) 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Bar­dja­skier

 

Tu nie je­stem pe­wien bo jest też do­da­ne że łapie Lo­ta­ra za kark więc chyba wia­do­mo, że to Ar­mand

Widzę, że zmie­nio­ne, więc okej. ;) 

 

Zga­dzam się :). Jed­nak czym jest rok dla wam­pi­ra ;)

Tak, choć wy­zwa­nie do­ty­czy cze­goś in­ne­go. :D 

 

A tu nie wiem o co cho­dzi bo to chyba nie ja na­pi­sa­łem :P 

Tu cho­dzi o to, że ja mam pro­ble­my z głową. XD

To nie pierw­szy raz mi się zda­rzy­ło, cza­sa­mi myślę jedno, piszę dru­gie. :p Już po­pra­wi­łam, dzię­ku­ję za za­uwa­że­nie. :) Miał być oczy­wi­ście Ostam. ;) 

 

In­an­na:

Anan­ke ja nie wiem skąd, ale sta­nę­ła mi przed ocza­mi wizja miski peł­nej pącz­ków, jak na tłu­sty czwar­tek, no i jak Brzo­za wsa­dzi­ła w nie ręce, to aż po­czu­łam, jak się kleją od lukru.

No wie­rzę, ja wła­śnie zo­ba­czy­łam wiel­kie drze­wo (brzo­zę) za­miast cza­ro­dziej­ki Brzo­zy, a pącz­ki mi się sko­ja­rzy­ły z pącz­ka­mi kwia­tów. Ale po­win­nam się zo­rien­to­wać przez „dło­nie”, drze­wo ma ga­łę­zie, cho­ciaż co tam dla fan­ta­sty dać drze­wie dło­nie. :D

 

Anan­ke ależ to ten sam młody. Nie mi­nę­ły lata, mi­nę­ły 2 ty­go­dnie “Dwa ty­go­dnie mo­no­ga­mii robi dziw­ne rze­czy z mó­zgiem

Aaa, to ten wilk z pierw­sze­go? To ja nie wy­ła­pa­łam! Mam wra­że­nie, że jest zbyt… młody xd. To zna­czy, w tym pierw­szym tek­ście Ma­re­na za­uwa­ża, że on wcale taki młody nie jest, w do­dat­ku słu­żył w armii. A tu już jest po­ka­za­ny jak w sumie gów­niarz, co się nie zna, nie li­cząc frag­men­tów, które wska­za­łaś, że wy­czuł Vlada. Ale może takie wra­że­nie spra­wia, bo za wiele się nie od­zy­wa. ;) A może to przez to, że cią­gle jest jako „młody”? W każ­dym razie – ja nie po­zna­łam, że to ten sam. :(

 

Wy­ja­śnie­nie z wam­pi­rem – okej, jeśli to część uni­wer­sum, ro­zu­miem, że się zdzi­wi­li. Po pro­stu w krót­kim opo­wia­da­niu wy­glą­da to dość dziw­nie, że mamy tyle stwo­rzeń, a wam­pi­ra być nie może. ;) Ale przyj­mu­ję wy­ja­śnie­nie. ;) 

 

Za­sta­na­wia mnie co tu mia­łeś na myśli ? 

Bar­dja­skier – Rad­ko­wi cho­dzi pew­nie o to, że wy­zwa­nia miały być tylko frag­men­ta­mi, bez wy­raź­ne­go za­koń­cze­nia, wy­rwa­ny­mi z kon­tek­stu scen­ka­mi. U Cie­bie kom­po­zy­cja klam­ro­wa i cała scen­ka może być uzna­na za spo­koj­nie za­mknię­tą. 

Ob­ró­cił się i zo­ba­czył tego sa­me­go męż­czy­znę w nie­bie­skim mun­du­rze, któ­re­go zna­lazł w ma­ga­zy­nie. Matka po­de­szła do męża i dała mu w pysk.

Ostam po­nie­waż to nie­ja­ko ja za­pro­po­no­wa­łam za­koń­cze­nie opo­wia­da­nia, tro­chę nad tym po­du­ma­łam, wzię­łam pod uwagę to co na­pi­sa­ła Anan­ke i stwier­dzam, że ja bym za­koń­czy­ła opo­wia­da­nie w stylu:

Ob­ró­cił się i zo­ba­czył tego sa­me­go męż­czy­znę w nie­bie­skim mun­du­rze, któ­re­go zna­lazł w ma­ga­zy­nie. Matka po­de­szła do ko­man­do­sa i dała mu w pysk.

Tu jest li­cze­nie na in­te­li­gen­cję i spraw­ność de­duk­cji czy­tel­ni­ka. Myślę, że więk­szość osób bez pro­ble­mu zła­pie o co cho­dzi, dla­cze­go żoł­nierz do­stał z li­ścia i się uśmiech­nie pod nosem. Cza­sa­mi po­da­wa­nie na tacy wszyst­kie­go nie wy­cho­dzi do­brze w tek­ście. Czy­tel­nik, który nie wy­ła­pie niu­an­su, to cóż, może niech zaj­mie się czy­ta­niem mniej wy­ma­ga­ją­cej lek­tu­ry.

 

Anan­ke w moim za­my­śle Młody ma nie wię­cej niż 25 lat, a ra­czej kole 23. Do legii wstą­pił mając 18, od­słu­żył 5. No dobra, 24 lata, bo jesz­cze po woju szu­kał tej le­gen­dar­nej za­bój­czy­ni jakiś czas. “Nie taki młody” bo przez chło­pię­cą twarz wy­glą­da na dzie­cia­ka i ona my­śla­ła, że wy­rwa­ła gów­nia­rza (19?). Ma­re­na jest już po 30, tak pew­nie bli­żej 35, więc dla niej Młody jest re­al­nie młody.

A, że szcze­rze mó­wiąc jesz­cze nie wy­my­śli­łam, jak on w ogóle ma na imię, to zo­stał Mło­dym w moim umy­śle i umy­śle Ma­ren­ki rów­nież, więc tak już chyba zo­sta­nie.

 

 

Vac­ter po­nie­waż za­uwa­ży­łam, że nie­któ­rzy mają pro­blem z kost­ka­mi lodu w wan­nie, które za chwi­lę za­mie­nia­ją się w krwa­wa breję, a mnie to jakoś gład­ko we­szło, to mam py­tan­ko. Czy do­brze ro­zu­mu­ję?

Hi­po­ter­mia, jako stan po­mię­dzy ży­ciem, a śmier­cią, plus in­kan­ta­cja były nie­zbęd­ne do roz­po­czę­cia prze­mia­ny. Na po­czą­tek Po­li­karp po­zbył się krwi, jako sym­bo­lu życia, która, zmie­sza­na z wodą i lodem, za­la­ła Śmiert­kę, aby… przy­wró­cić ją do świa­ta ży­wych, który wła­śnie opusz­czał Po­li­karp. Traci skórę, ciało, itd, żeby stać się szkie­le­tem? No ja to tak widzę, dla mnie sym­bo­li­ka jasna jak słoń­ce, ale przy wy­ra­ża­nych wąt­pli­wo­ściach zwąt­pi­łam w swoje ro­zu­mo­wa­nie.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Hej 

Anan­ke, Radek

 

“Bar­dja­skier – Rad­ko­wi cho­dzi pew­nie o to, że wy­zwa­nia miały być tylko frag­men­ta­mi, bez wy­raź­ne­go za­koń­cze­nia, wy­rwa­ny­mi z kon­tek­stu scen­ka­mi. U Cie­bie kom­po­zy­cja klam­ro­wa i cała scen­ka może być uzna­na za spo­koj­nie za­mknię­tą. “ 

 

 

A ok wszyst­ko jasne :D. To się wy­tłu­ma­czę – ja zwy­czaj­nie lubię jak mi się hi­sto­ria spina w ca­łość :) Jak zo­sta­ją ja­kieś nie­do­koń­czo­ne wątki to mnie to męczy :P 

 

“Tu cho­dzi o to, że ja mam pro­ble­my z głową. XD

To nie pierw­szy raz mi się zda­rzy­ło, cza­sa­mi myślę jedno, piszę dru­gie. :p Już po­pra­wi­łam, dzię­ku­ję za za­uwa­że­nie. :) Miał być oczy­wi­ście Ostam. ;) “

 

:D cos tak czu­łem, że o Osta­ma cho­dzi­ło ;) 

 

 

Po­zdra­wiam :)

 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

In­an­no, do­brze my­ślisz. Nie­po­ro­zu­mie­nia mogą wy­ni­kać z faktu, że opisy są oszczęd­ne. Chcia­łem sku­pić się na spo­strze­że­niach co do sy­tu­acji, które nie będą się po­wta­rzać, a przed­sta­wiać pro­ces. Zde­cy­do­wa­łem się też użyć kró­ciut­kiej formy i w niej się zmie­ścić. 

Radku, za­sa­dy wy­zwa­nia są dość sze­ro­kie. Nie ma w nich przy­mu­su ja­sne­go po­sta­wie­nia spra­wy, kto jest mi­strzem, a kto uczniem. Moim zda­niem speł­ni­łem wa­run­ki, ale za­wsze można ina­czej zin­ter­pre­to­wać każdą rzecz. Powód spo­tka­nia zo­stał przed­sta­wio­ny. O Po­li­kar­pie wia­do­mo z daw­ne­go tek­stu i w ob­li­czu tej sławy zja­wi­ła się śmierć. Ale czy śmierć jest sa­mi­dziel­na, czy bywa ze­sła­na? Moim zda­niem to Po­li­karp jest mi­strzem w tym frag­men­cie. Je­że­li śmier­tel­nik łapie śmierć za kosę z dru­giej stro­ny, to zna­czy dwie rze­czy. Albo on do­mi­nu­je, albo śmierć mu na to po­zwa­la. Być może mi­strzem jest osoba trze­cia, każąc uczniom do­ko­nać wy­mia­ny. 

 

Jesz­cze dzi­siaj od­pi­szę sze­rzej w te­ma­cie wy­zwa­nia ;)

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

@Bar­dja­skier:

To się wy­tłu­ma­czę – ja zwy­czaj­nie lubię jak mi się hi­sto­ria spina w ca­łość :) Jak zo­sta­ją ja­kieś nie­do­koń­czo­ne wątki to mnie to męczy :P 

Chwa­ła i sława Ci za to. Zwró­ci­łem tylko uwagę, że nie było to wy­ma­ga­ne, ale daje to wynik “po­wy­żej ocze­ki­wań” :-D

 

@Vac­ter:

za­sa­dy wy­zwa­nia są dość sze­ro­kie. Nie ma w nich przy­mu­su ja­sne­go po­sta­wie­nia spra­wy, kto jest mi­strzem, a kto uczniem.

Nie do­czy­ta­łem w takim razie.

za­wsze można ina­czej zin­ter­pre­to­wać każdą rzecz.

Nie :-)

 

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Hej 

Radek 

To się wy­tłu­ma­czę – ja zwy­czaj­nie lubię jak mi się hi­sto­ria spina w ca­łość :) Jak zo­sta­ją ja­kieś nie­do­koń­czo­ne wątki to mnie to męczy :P 

Chwa­ła i sława Ci za to. Zwró­ci­łem tylko uwagę, że nie było to wy­ma­ga­ne, ale daje to wynik “po­wy­żej ocze­ki­wań” :-D

 

:D A dzię­ku­ję :D 

 

Po­zdra­wiam :) 

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Bar­dja­skier (ad. W let­nią so­bot­nią noc)

Co od za­sa­dy spo­tka­nie nie było pierw­sze, ale po­mysł cie­ka­wy i za­koń­cze­nie uśmiech­nę­ło. Je­dy­ne, co mnie ugry­zło, to sty­li­za­cja ję­zy­ka na po­cząt­ku. Wy­da­je się tro­chę na siłę i szyb­ko znika.

 

In­an­na

Co do kon­ty­nu­acji pa­mięt­ni­ka:

Młody chwy­ta za broń i ob­ra­ca się szyb­kim, kocim, wy­uczo­nym ru­chem, ale na­dą­żam zła­pać uzbro­jo­ną rękę.

Tro­chę nie­for­tun­ne okre­śle­nie jak na wil­cze­go zwia­dow­cę ;)

 

Poza tym cał­kiem zacna kon­ty­nu­acja, w szcze­gól­no­ści dia­lo­gi po­pro­wa­dzo­ne nie w prost świet­nie po­ka­zu­ją cha­rak­ter bo­ha­te­rów. Je­dy­ne, co mnie za­sta­na­wia, to jak wam­pir do­wie­dział się o zle­ce­niu i obec­nych po­czy­na­niach bo­ha­te­rów. Jeśli po­tra­fił być aż dys­kret­ny, ra­czej nie po­trze­bo­wał­by z nimi współ­pra­co­wać.

 

Anan­ke

Jeden ko­men­tarz umknął mi w na­tło­ku od­nie­sień do tek­stów, któ­rych wtedy jesz­cze nie czy­ta­łem i nie chcia­łem sobie robić spoj­le­rów:

No tak, ale spo­tka­nie z mi­strzem jest dość krót­kie, a za­wo­du Zen za bar­dzo wy­brać nie chciał i mało go to in­te­re­so­wa­ło, więc czy­ta­jąc z jego per­spek­ty­wy, też nie czu­łam, żeby to było ja­kieś ważne.

Za­mysł był ra­czej taki, że Zen nie chciał tam iść, bo żaden z za­wo­dów go nie in­te­re­so­wał i na wszyst­kie pa­trzał, jakby miały mu zro­bić krzyw­dę. Gdy do­sta­je pro­po­zy­cję wstą­pie­nia do woj­ska, jest za­chwy­co­ny. Co do za­sa­dy nie wy­ni­ka to bez­po­śred­nio z tek­stu i może spró­bu­ję to jesz­cze gdzieś prze­my­cić.

Z dru­giej stro­ny – kon­tro­lo­wa­ny bun­tow­nik to też jakiś po­mysł. ;)

Nie dość, że kon­tro­lo­wa­ny, to jesz­cze wy­sta­wio­ny na ry­zy­ko na­głej, szyb­kiej śmier­ci :)

Ja je­stem fanką ne­ga­tyw­nych za­koń­czeń. XD

Wła­śnie widzę że tro­chę mrocz­ne te su­ge­stie wszy­scy dają :P Nie mar­twi­ło­by mnie to ani tro­chę, gdyby nie wy­ni­ka­ło z re­ali­zmu…

 

Radek

Wła­ści­wie nie mam za­strze­żeń tech­nicz­nych – tekst speł­nia wszyst­kie wy­mo­gi wy­zwa­nia i re­ali­stycz­nie przed­sta­wia ka­wa­łek hi­sto­rii. Tylko że war­tość roz­po­czę­cia hi­sto­rii może po­le­gać na kilku rze­czach:

1. We wstę­pie może po­ja­wić się akcja, które same w sobie jest cie­ka­wa i an­ga­żu­ją­ca.

2. Wstęp może za­cie­ka­wić czy­tel­ni­ka, co sta­nie się póź­niej, czyli po­sta­wić cie­ka­we py­ta­nia z obiet­ni­cą, że od­po­wie­dzi w końcu się po­ja­wią.

3. Wstęp może wpro­wa­dzać ele­men­ty, które nie są in­te­re­su­ją­ce same w sobie, ale w póź­niej­szej czę­ści tek­stu zo­sta­ną do cze­goś wy­ko­rzy­sta­ne.

 

Oczy­wi­ście każdy wstęp do pew­ne­go stop­nia re­ali­zu­je wszyst­kie te trzy rze­czy, ale twój mam wra­że­nie sku­pia się głów­nie na ostat­niej. Nie mamy tutaj wy­raź­ne­go na­pię­cia: Aron po­peł­nia kilka wpa­dek, ale ani razu nie wy­glą­da, jakby się tym przej­mo­wał. Nie ma też za dużo pytań co do ciągu dal­sze­go: wy­glą­da na to, że będą uczyć się strze­lać, być może szu­ka­jąc Aro­no­wi dziew­czy­ny. Je­dy­ny za­gad­ko­wy ele­ment to prze­szłość Ju­dy­ty. Poza tym otrzy­ma­ne lek­cje są jak naj­bar­dziej na miej­scu, ale do­pie­ro cze­ka­ją na wy­ko­rzy­sta­nie pod wzglę­dem kre­owa­nia rze­czy­wi­ste­go kon­flik­tu. Ze wzglę­du na to, stwier­dzam, że z tek­stem jest wszyst­ko w po­rząd­ku, ale oso­bi­ście mnie nie po­rwał. Być może zmie­ni­ło­by się to, gdyby ciąg dal­szy się po­ja­wił :)

 

In­an­na i Anan­ke

Znowu dzię­ku­ję za uwagi. Za­koń­cze­nie po­pra­wio­ne z de­li­kat­ną mo­dy­fi­ka­cją wzglę­dem wer­sji za­su­ge­ro­wa­nej przez In­an­nę, żeby się “ko­man­dos” nie po­wta­rzał :)

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

Hej Ostam Może wła­śnie dla­te­go szyb­ko znika ;). Dzię­ki i po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Hej Bar­dzie. Jeśli to fak­tycz­nie jest powód, to może da­ło­by się zro­bić, żeby znik­nę­ła jesz­cze szyb­ciej :P Cho­ciaż z dru­giej to tylko luźne przy­pusz­cze­nia, a rze­czy­wi­sta przy­czy­na po­zo­sta­je ukry­ta…

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

Wiesz za­wsze trze­ba jakoś za­cząć tekst i wy­star­to­wa­łem jak wy­star­to­wa­łem :). Dla mnie po­czą­tek jets nie­naj­lep­szy, ale i nie­naj­gor­szy, wpro­wa­dza w fa­bu­łę i to tyle ;). Oso­bi­ście uwa­żam, że opo­wia­da­nie czy po­wieść nie musi być w każ­dym frag­men­cie do­sko­na­łe, cza­sem trze­ba coś opi­sać by czy­tel­nik wie­dział co się bę­dzie dzia­ło i tyle :). A jeśli o to cho­dzi, to po­czą­tek szor­ta świet­nie speł­nia swoje za­da­nie :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Nie mogę się nie zgo­dzić, daję tylko znać, co we­dług mnie da­ło­by się tro­chę do­pie­ścić ;)

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

I bar­dzo do­brze :) pro­blem po­le­ga na tym, że w każ­dym tek­ście za­wsze można coś do­pie­ścić ;) Jak tak się nad tym za­sta­no­wić to pew­nie pi­sa­rze koń­czą pracę nad po­wie­ścią – nie gdy są za­do­wo­le­ni z tek­stu, tylko wtedy gdy umie­ra­ją albo czują, że jak nie prze­sta­ną wpro­wa­dzać zmian to umrą ;)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

@o­stam (ad “Ar­cy­mi­strzy­ni”):

Bar­dzo Ci dzię­ku­ję za wni­kli­we prze­czy­ta­nie. To nie jest wstęp do hi­sto­rii o Ju­dy­cie, ani nawet wstęp do dal­sze­go ciągu, ale scen­ka pt.: pierw­sze spo­tka­nie….

Chcia­łem nadać temu po­dob­ną formę fa­bu­lar­ną jak Be­atrix idzie po scho­dach do Mi­strza Bia­łe­go Lo­to­su Pai Mei (Kill Bill). Aron wy­sia­da (zsia­da z ro­we­ru), prze­cho­dzi przez re­cep­cjo­nist­kę i wcho­dzi na górę (tutaj – strych). Po­mi­ną­łem szu­ka­nie przej­ścia za schow­kiem na szczot­ki. Wy­ma­ga­nia za­da­nia miał speł­niać dia­log.

 

Być może scena wer­bun­ku Ju­dy­ty na strzel­ca z “Czer­wo­ne­go sznu­ra” po­do­ba­ła­by Ci się bar­dziej (z usu­nię­tym środ­kiem – 671 słów):

Od­da­li­ła się w kie­run­ku ruin, byle dalej od wy­brze­ża, od bramy i od pen­sjo­na­tu. Ha­lu­cy­na­cji ciąg dal­szy – kawał gruzu uniósł się i wstał. Osu­nął się z niego pył i tam w środ­ku ktoś był.

– Cze­ka­łem na cie­bie. Scho­waj­my się tam, mu­sisz się prze­brać – po­wie­dział.

„No tak, na tle sza­rych ruin, rzu­cam się tro­chę w oczy, ubra­na na czer­wo­no”, po­my­śla­ła, ale jesz­cze nie po­tra­fi­ła z sie­bie wy­krztu­sić ani słowa, za­char­cza­ła. „Jego tu nie ma, mnie tu nie ma, prze­cież nie żyję! Po­wie­si­li mnie, to ciało ete­rycz­ne, astral­ne, czy jak mu tam…”.

Re­li­gia jest za­ka­za­na, przy­po­mnia­ła sobie. Jed­nak szła za nim, może on też nie żyje. Żoł­nierz Obro­ny Te­ry­to­rial­nej w sza­rej pa­łat­ce miał pod spodem nor­mal­nie pstro­ka­ty kom­bi­ne­zon, ple­cak, strzel­bę, a na gło­wie gro­te­sko­wy hełm. Scho­wa­li się w ja­kichś ru­inach, w samą porę, nad gru­za­mi prze­la­ty­wał dron. Ktoś strze­lił z da­le­ka. Ju­dy­ta przy­glą­da­ła się temu obo­jęt­nie, cały czas wal­czy­ła o po­wie­trze. Dron obe­rwał i spadł. Po­dob­no nawet gdy ła­du­nek jo­no­wy prze­le­ci od­po­wied­nio bli­sko, to mu wy­sma­ży elek­tro­ni­kę, ale tu tra­fie­nie było bez­po­śred­nie. Ro­zej­rza­ła się, ale nie po­tra­fi­ła zgad­nąć, kto strze­lał.

– Na­zy­wasz się jakoś? – wy­krztu­si­ła w końcu do żoł­nie­rza.

– Od­zy­waj się kul­tu­ral­nie, dziw­ko!

„A więc żyję”, po­my­śla­ła z ra­do­ścią. Po­zna­ła go. Był klien­tem, z tych ra­czej nie­przy­jem­nych. Dziew­czy­ny nie chcia­ły z nim pra­co­wać. Jedna po­wie­dzia­ła, że ta­kich gno­jów zie­mia nosić nie po­win­na. Ju­dy­ta go też pa­mię­ta­ła, cho­ciaż wo­la­ła­by nie. Nie po­tra­fił usza­no­wać żad­nych reguł, nawet tej, że miało być bez ca­ło­wa­nia. Hek­tor mówił, że w Kró­le­stwie dwie skrzy­żo­wa­ne pałki jak X, to sier­żant. Po­win­na wie­dzieć, jak on się na­zy­wa, przed­sta­wiał się wiele razy.

– Je­stem Ju­dy­ta, czy pan sier­żant byłby ła­skaw wy­ja­wić mi swoje imię? – Po­sta­no­wi­ła ode­zwać się jak na kiep­skim fil­mie, nie za­uwa­żył iro­nii.

– Amos. – Wyjął z ple­ca­ka zmię­ty kom­bi­ne­zon i rzu­cił w jej stro­nę, cały czas uważ­nie ob­ser­wu­jąc oko­li­cę. – Twój roz­miar.

Uda­wał, że nie pod­glą­da Ju­dy­ty, kiedy się prze­bie­ra.

– Nie masz bie­li­zny? – za­uwa­żył.

– Do pracy nie noszę, a wojna mnie za­sta­ła w stro­ju ro­bo­czym – za­żar­to­wa­ła, nie za­śmiał się.

Ju­dy­ta wciąż kur­czo­wo ści­ska­ła w dłoni pętlę. Pręga na szyi tęt­ni­ła prze­szy­wa­ją­cym bólem.

Zmie­nił jej się tembr głosu, a lu­bi­ła ten po­przed­ni. Przy­naj­mniej żyje, jesz­cze nie zdą­ży­ła się ucie­szyć. Scho­wa­ła do kie­sze­ni ten ka­wa­łek czer­wo­ne­go sznu­ra, na pa­miąt­kę. Tylko czego?

Na lewej pier­si kom­bi­ne­zo­nu miała napis „Verde”, tak samo, jak sier­żant Amos.

***

Do­sta­ła do ręki ce­ra­micz­ny po­cisk.

– Teraz sama za­ła­duj gra­nat, mó­wi­my na to „bu­tel­ka”. Tam za murem sie­dzi dwóch, może któ­re­goś za­wa­dzi­my – po­wie­dział sier­żant Amos, nie od­ry­wa­jąc oczu od lor­net­ki. – Wi­dzia­łem cie­nie. Patrz na cel. Ognia! Teraz lekko w lewo.

Zro­zu­mia­ła wła­śnie, że strzel­ba kie­ru­je le­cą­cym po­ci­skiem, zanim do­trze do celu. W ostat­niej chwi­li trą­cił lufę. Po­cisk roz­sta­wił lotki, zło­żył jedną, skrę­cił gwał­tow­nie. Zo­ba­czy­ła to wy­raź­nie! Ude­rzył w beton bul­wa­ru, prze­ko­zioł­ko­wał, błysk, kurz, ciało cięż­ko ran­ne­go się po­tur­la­ło dalej. Nigdy się nie do­wie­dzia­ła, czy „za­wa­dzi­ła” tych za ro­giem, czy nie.

– Do­brze, ale dwa strza­ły z jed­ne­go miej­sca. Zmie­nia­my po­zy­cję, pa­nien­ko. Bie­giem!

Awan­so­wa­ła z „dziw­ki” na „pa­nien­kę”, pew­nie chwi­lo­wo. Ru­szy­ła za nim, nio­sąc na ra­mie­niu strzel­bę, która miała ze sto osiem­dzie­siąt cen­ty­me­trów dłu­go­ści, czyli wię­cej niż jej wzrost. Na szczę­ście nie była cięż­ka. Za­sta­na­wia­ła się, czy w tym ple­ca­ku sier­żant ma ja­kieś żar­cie, czy tylko same ła­dun­ki?

„Zaraz, kogo ja tam za­bi­łam?”, po­my­śla­ła, nie zwal­nia­jąc biegu.

Po­czu­ła w sercu ukłu­cie, że to Hek­tor, prze­cież go nie ko­cha­ła. Ni­ko­go nigdy nie ko­cha­ła, nawet sie­bie.

Przy­sta­nę­ła, po­pa­trzy­ła przez ce­low­nik, za da­le­ko. Się­gnę­ła po lor­net­kę sier­żan­ta, wi­szą­cą mu na szyi, jakby była jej. Ude­rzył ją znowu w twarz, zła­pał za włosy i jesz­cze kop­nął. Gdy le­cia­ła na ka­mie­nie, przy­trzy­mał strzel­bę, żeby się nie po­tłu­kła.

– Jak pa­nien­ka jesz­cze po­trze­bu­je obe­rwać, je­stem do usług – po­wie­dział. – A jak bę­dziesz bez­u­ży­tecz­na, za­strze­lę. Wi­ta­my w Obro­nie Te­ry­to­rial­nej, zo­sta­łaś zre­kru­to­wa­na w try­bie wo­jen­nym. Na razie się przy­dasz.

Po­cisk ar­ty­le­ryj­ski upadł pre­cy­zyj­nie w to miej­sce, skąd strze­la­li. Wy­buch roz­rzu­cił ka­mie­nie, ale znaj­do­wa­li się już wy­star­cza­ją­co da­le­ko. Po­czu­li je­dy­nie po­dmuch, po któ­rym syp­nę­ło pia­chem i ku­rzem.

Wśród gru­zów leżał hełm Obro­ny Te­ry­to­rial­nej, tak samo gro­te­sko­wy, jak ten Amosa. Spy­ta­ła ge­stem, czy może go wziąć. Śmier­dział potem, stra­chem i śmier­cią.

– Jeden roz­miar, pa­su­je wszyst­kim… – po­twier­dził sier­żant.

 

Nie­wąt­pli­wie jest w innym stylu i też jest pierw­sze spo­tka­nie mi­strza i ucznia, ale chcia­łem tym razem coś de­li­kat­niej­sze­go.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

@Vac­te­rze Nie­sa­mo­wi­te to spo­tka­nie wy­my­śli­łeś. Pod­pie­ra­nie się na kosie super, ale da­ła­bym raz, wy­star­czy.

 

@I­nan­no Jakaż pięk­na, wie­lo­po­ko­le­nio­wa struk­tu­ra;) I do tego za­pro­si­łaś Vlad­ka! Roz­czu­li­łam się. Bar­dzo po­do­ba­ły mi się “za­ję­cia prak­tycz­ne”,

 

@Bar­dzie szko­da, że nie wrzu­ci­łeś Anet na kon­kurs, ładna ero­ty­ka;)

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

Hej Am­bush A dzię­ku­ję :), wy­da­wał mi się tro­chę za krót­ki no i cho­dzi­ły mi po gło­wie jesz­cze inne po­my­sły ;)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Bar­dja­skier ja cały czas za­sta­na­wiam się co masz na myśli pi­sząc: po­sta­cie są prze­ko­lo­ry­zo­wa­ne.

 

Vac­ter cie­szy mnie, że in­tu­icja mnie nie za­wio­dła i do­brze zin­ter­pre­to­wa­łam Twój za­mysł. Ja serio nie je­stem fanką sze­ro­ko po­ję­tej be­le­try­sty­ki, w któ­rej wszyst­ko jest po­da­ne na tacy. Lubię, jak autor wie­rzy w moją in­te­li­gen­cję i zo­sta­wia pole na in­ter­pre­ta­cję.

Wg mojej roz­k­mi­ny, rów­nież “to Po­li­karp jest mi­strzem w tym frag­men­cie”. Bo prze­cież to Śmierć dała się zła­pać, za­sko­czyć i zdo­mi­no­wać. Teraz bę­dzie mu­sia­ła z tym… żyć. Ha ha ha, a to dobre mi wy­szło.

 

ostam cie­szę się nie­zmier­nie, że dia­lo­gi przy­pa­dły do gustu, bo to mój konik.

Je­dy­ne, co mnie za­sta­na­wia, to jak wam­pir do­wie­dział się o zle­ce­niu i obec­nych po­czy­na­niach bo­ha­te­rów. Jeśli po­tra­fił być aż dys­kret­ny, ra­czej nie po­trze­bo­wał­by z nimi współ­pra­co­wać.

Sądzę, że Dra­ku­la, jako men­tor i mistrz, a rów­nież były ko­cha­nek Ma­re­ny, która to, nie­ja­ko dzię­ki niemu, stała się le­gen­dą w tym fachu i zy­ska­ła przy­do­mek Causa de la Mu­er­te, dys­kret­nie ob­ser­wo­wał jej po­czy­na­nia, przez te wszyst­kie lata.

Nie wy­trzy­mał i prze­stał trzy­mać się w cie­niu do­pie­ro przy tym zle­ce­niu. Tylko, że w tym mo­men­cie, nie jest tu ważne, że jest wam­pi­rem chcą­cym za­cho­wać dys­kre­cję. Naj­waż­niej­sze, że jest on Vla­dem III Pa­low­ni­kiem, który w pięt­na­stym wieku po­wi­tał na swo­jej ziemi tu­rec­ką armię Meh­me­da II “Lasem Pali”, skła­da­ją­cym się z jeń­ców tu­rec­kich na­bi­tych na pale i usta­wio­nych w szpa­ler sze­ro­ki na ki­lo­metr i długi na trzy. Sa­mych pali miało być dwa­dzie­ścia ty­się­cy.

Zle­ce­nie, które przy­ję­ła Ma­re­na, jest wy­ma­rzo­ne dla niego. Znów może sobie “na le­ga­lu” po­nadzie­wać na pale z ka­stro­wa­niem w gra­ti­sie. Dla­te­go po­sta­no­wił się ujaw­nić i wplą­tać w całą tę awan­tu­rę. Dla przy­jem­no­ści. Zresz­tą, na za­koń­cze­nie po­wsta­ją­ce­go (przez Radka, przez Radka) do­pie­ro opo­wia­da­nia “O szla­chet­nej, acz za­ni­ka­ją­cej sztu­ce na­bi­ja­nia na pal” mam za­miar wrzu­cić sen­ten­cję Vlada w od­po­wie­dzi na py­ta­nie Ma­re­ny, jaki udział sobie życzy: “Ko­cha­nie, ależ to była czy­sta przy­jem­ność, od sze­ściu­set lat się tak do­brze nie ba­wi­łem.”

 

Radek scena wer­bun­ku Ju­dy­ty przez Amosa jest ge­nial­na. Ale za­je­bi­sty, nie­pod­ra­bial­ny kli­mat.

 

Am­bush “za­ję­cia prak­tycz­ne” to oni od­by­wa­ją i do tego w dwóch róż­nych wy­mia­rach. Na­to­miast Vlad, jako spec od pa­lo­wa­nia, no cóż, wydał mi się ko­niecz­nym ele­men­tem. Prze­czy­ta­łam tro­chę tek­stów hi­sto­rycz­nych o pa­lo­wa­niu. Nie jest to taka pro­sta spra­wa.

 

 

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

@I­nan­na:

Zresz­tą, na za­koń­cze­nie po­wsta­ją­ce­go (przez Radka, przez Radka) do­pie­ro opo­wia­da­nia “O szla­chet­nej, acz za­ni­ka­ją­cej sztu­ce na­bi­ja­nia na pal”

Za­wsze wszyst­ko na mnie! ;-)

 

ad “Ro­bo­ta jak ro­bo­ta II czyli z Vla­dem”

Fajne i prze­ko­nu­je mnie, że jak Ma­rzen­ka się skoń­czy, to będę czy­tał.

 

Jakoś “Czer­wo­ny sznur” się na por­ta­lu przy­jął go­rzej niż inne, mniej do­pra­co­wa­ne tek­sty. Cie­szę się, że frag­ment z wer­bun­kiem się po­do­bał.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Bę­dziesz mu­siał chwi­lę po­cze­kać, bo na razie jadę z ero­ty­ką kon­kur­so­wą i idzie mi jak po gru­dzie. Ma­ren­ka w ro­bo­cie do kom­ple­tu z Mło­dym jed­nak bar­dziej wcią­ga od siły tar­cia przy akom­pa­nia­men­cie ach i ech. No ale, słowo się rze­kło.

“Czer­wo­ny sznur” nie omiesz­kam prze­czy­tać w ca­ło­ści, żeby spraw­dzić, czy z usu­nię­tym frag­men­tem nadal jest tak fajny i kli­ma­tycz­ny. Ten żoł­dac­ki, spe­cy­ficz­ny kli­mat, to jed­nak sztu­ka oddać. A jesz­cze zro­bić to ze sma­kiem i swadą… wow Panie, maj­stersz­tyk.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Hej In­an­na Cho­dzi mi o to, że po­sta­cie nie dają nawet na chwi­lę wąt­pli­wo­ści kim są, ale tylko ja na to zwró­ci­łem uwagę, więc chyba nie ma się czym przej­mo­wać :) a po za tym jak pi­sa­łem mi się to po­do­ba w tek­ście :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Wow, ruch jak na Mar­szał­kow­skiej. :D

W kwe­stii mo­je­go tek­stu:

In­an­na,

Be­re­ni­ka to imię jed­nej z moich Ś.P. fre­tek, więc od razu na­stro­iłeś mnie po­zy­tyw­nie do frag­men­tu.

:)

A przy pi­sa­niu my­śla­łem ra­czej o fil­mie z Fra­se­rem. Ten z Cru­isem też wi­dzia­łem, ale IMO był tra­gicz­ny. :\

Super, że się po­do­ba­ło! Dzię­ki!

ostam,

Tro­chę dez­orien­tu­ją­cy opis przej­ścia mię­dzy kom­na­ta­mi. Skoro spa­dła po stro­mym stoku, wej­ście po­win­no znaj­do­wać się kon­kret­nie nad nią. Chyba że od po­cząt­ku wi­dzia­ła, że świa­tło jest po­ni­żej jej pier­wot­ne­go po­zio­mu, ale wtedy po­win­na się spo­dzie­wać upad­ku.

Och. Czyli trze­ba dalej pra­co­wać nad orien­ta­cją w te­re­nie. Od­no­to­wa­no, dzię­ki. :)

Cie­ka­we też, jak by się wy­do­sta­ła, gdyby bo­gi­ni jej nie przy­ję­ła :P

A skąd, we­dług cie­bie, te kości? Bu­aha­ha­ha­ha!

Mi też za­zgrzy­ta­ła sala w kształ­cie kost­ki. Jeśli nie jest to jakiś ele­ment kultu, o któ­rym nie wiem, to we­dług mnie in­for­ma­cję można by bez­piecz­nie wy­rzu­cić. Opcjo­nal­nie po­ko­je do­myśl­nie są pro­sto­pa­dło­ścien­ne, więc można by dodać co naj­wy­żej, że ten był sy­me­trycz­ny albo coś w tym stylu.

Mogą być też okrą­głe, a ten nie był. W sumie nawet nie wiem, czemu ta in­for­ma­cja była dla mnie taka istot­na. Może chcia­łem prze­ka­zać za dużo szcze­gó­łów…

Poza tym tekst bar­dzo przy­jem­ny i kli­ma­tycz­ny, prze­wi­ja­ją­ce się cią­gle ro­ba­ki wzbu­dzi­ły na­le­ży­te obrzy­dze­nie pod ko­niec. Mam na­dzie­ję, że było warto :)

Dzię­ki, bar­dzo mi miło. Czy było warto – dla mnie na pewno, bo za­czą­łem pisać dal­szy ciąg. :)

Radek,

kost­ki – moim zda­niem po­win­no być w sze­ścien­nym kształ­cie, bo kost­ka su­ge­ru­je ze­wnę­trze sze­ścia­nu, ale może się cze­piam i cze­goś nie wiem.

Fakt, muszę to prze­my­śleć.

kok­sow­nik – brzmi jak ana­chro­nizm, pro­po­no­wał­bym “że­la­zne kosze z pło­ną­cy­mi we­wnątrz ka­wa­ła­mi drew­na”. Jak na sta­ro­żyt­ny Egipt – luk­su­so­wo.

Ups. A dla mnie każde takie ,,ustroj­stwo” to kok­sow­nik, nie­za­leż­nie, czym się w nim pali. blush Cho­ciaż wła­ści­wie nie za­sta­na­wia­łem się, co ma tam słu­żyć za pa­li­wo, bo miej­scem akcji jest sie­dzi­ba sta­ro­żyt­nej bo­gi­ni. Ogień może się rów­nie do­brze palić dzię­ki jej mocy, przy­naj­mniej tak sądzę.

Rów­nież dzię­ku­ję!

 

Nowe tek­sty sko­men­tu­ję jutro, od kilku dni je­stem strasz­nie nie­wy­spa­ny i pa­su­je mi po­ło­żyć się wcze­śniej. Do­brej nocy wszyst­kim!

 

 

 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

@SN­DWLKR (cd Nech­bet):

Świa­tło są­czą­ce się przez ścia­ny, kule pło­ną­ce bo­skim ogniem są dla mnie też OK.

Wy­mia­ry sali i kształt mogą być ma­gicz­nie bar­dzo istot­ne. Dla­te­go ja bym tak łatwo nie od­pusz­czał tego sze­ścien­ne­go wnę­trza.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Ostam

Wła­śnie widzę że tro­chę mrocz­ne te su­ge­stie wszy­scy dają :P 

Taka grupa się przy wy­zwa­niu tra­fi­ła. :D Su­ge­stie to jedno – ważne, żebyś Ty sam do­brze się czuł, bio­rąc te su­ge­stie pod uwagę. ;) 

 

Co do po­pra­wek – no, teraz na końcu mamy za­cho­wa­ną nar­ra­cję z punk­tu wi­dze­nia Zena, tak jest do­brze. :)

 

 

Radek

Przez to, że cytat, tro­chę go­rzej się czyta, tzn. jest zbity tekst, bez aka­pi­tów.

Poza tym – gorz­kie, mocne opo­wia­da­nie. Czuć, jak wiele dzie­li Ju­dy­tę i Amosa, a jed­nak muszą współ­pra­co­wać. Wiel­ka szko­da, że tekst nie może brać udzia­łu w kon­kur­sie, bo był na­pi­sa­ny wcze­śniej. Chyba takie tek­sty nie są brane pod uwagę? 

 

Mam na­dzie­ję, że dziś zdążę ogło­sić wy­ni­ki, jutro już wy­jeż­dżam i będę poza wir­tu­al­nym świa­tem. :D

 

Two­rząc wy­zwa­nie, my­śla­łam bar­dziej o takim pierw­szym spo­tka­niu, wie­cie, kiedy uczeń przy­by­wa do nie­zna­ne­go mi­strza na nauki. Część z Was po­sta­no­wi­ła tego mi­strza po­ka­zać jako kogoś, kogo bo­ha­ter zna. I tak Firka przy­by­wa do Fi­ren­za z wio­ski, mimo że zna go od lat. I tak Młody roz­po­czy­na roz­mo­wę o zo­sta­niu uczniem Ma­re­ny, cho­ciaż po­zna­li się wczo­raj i w łóżku mamy po­nie­kąd ich dru­gie (po nocy) „spo­tka­nie”. I tak Po­li­karp spo­ty­ka się ko­lej­ny raz ze Śmier­cią, już jako bar­dziej do­świad­czo­ny. Po­dob­nie jak Lotar i Ar­mand, któ­rzy spę­dza­ją noc z ofia­rą i wy­glą­da, jakby już do­brze się znali. Ma­re­na i Vlad to oczy­wi­ście też nie jest pierw­sze spo­tka­nie, ale tekst po­wstał na fali do­pi­sy­wa­nia ciągu dal­sze­go, po­dob­nie jak u Firki i Fi­ren­za w dru­giej czę­ści. ;) 

 

Jeśli cho­dzi o fak­tycz­nie pierw­sze spo­tka­nie – „Sze­re­go­wy Smith”, „Ar­cy­mi­strzy­ni”, „Ne­ilo­wi Ga­ima­no­wi…”, „Dzień wy­bo­ru”, w opo­wia­da­niu SNDW­KLR czy Am­bush – tu mamy to takie zde­rze­nie, tę kwin­te­sen­cję wy­zwa­nia: pierw­sze spo­tka­nie na ce­low­ni­ku. I dzię­ki temu mamy też ujęte te emo­cje, od za­sko­cze­nia po nie­chęć. 

 

Tego wła­śnie szu­ka­łam, pi­sząc, że „cho­dzi o samo pierw­sze spo­tka­nie i pierw­sze wska­zów­ki/dzia­ła­nia.” Nie jest to pro­ste, za­wrzeć w krót­kim tek­ście to pierw­sze wra­że­nie. 

 

No dobra, tak serio to bar­dzo cięż­ko wy­brać jedno opo­wia­da­nie! Bo na­praw­dę na­pi­sa­li­ście cie­ka­we tek­sty, czy­ta­łam je sobie jesz­cze raz jeden po dru­gim i każdy ma coś, co za­słu­gu­je na wy­róż­nie­nie. 

 

Który tekst wy­bie­ram i dla­cze­go? 

Tekst SNDWLKR! 

Tekst miał nie­sa­mo­wi­ty kli­mat, który pro­wa­dził mnie od po­cząt­ku do końca. Po­dró­żo­wa­łam z bo­ha­ter­ką, na­pię­cie rosło. Po­do­ba­ły mi się zwłasz­cza te ro­ba­ki, które mocno utkwi­ły mi w gło­wie. 

Opo­wia­da­nie speł­nie­nia wy­mo­gi wy­zwa­nia – Be­re­ni­ka chce zo­stać uczen­ni­cą i jak sama mówi do Nech­bet, po­znać „naj­więk­sze se­kre­ty mocy”. Do­dat­ko­wo mamy też powód – szuka ojca. Cie­szy mnie, że tej roz­mo­wy jest tro­chę wię­cej, a jed­no­cze­śnie że nie tylko na roz­mo­wie w opo­wia­da­niu po­prze­sta­je­my. To też ważne – na­pi­sać scenę, w któ­rej mamy drogę do mi­strzy­ni, przed­sta­wić ich pierw­sze spo­tka­nie, a na ko­niec dać czy­tel­ni­ko­wi od­czuć, że nie wszyst­ko jest takie pro­ste, że nie wia­do­mo, co tam się wy­da­rzy­ło. 

 

Nie­chęć ucznia jest tu za­mie­nio­na w nie­chęć na­uczy­ciel­ki i to mi się bar­dzo po­do­ba, nie mamy lek­kiej prze­pra­wy, Nech­bet nie przyj­mu­je od razu, a kiedy to robi, ini­cja­cja nie jest przy­jem­na. Na wiel­ki plus otwar­te za­koń­cze­nie – czy­ta­jąc poza wy­zwa­niem, można się za­sta­na­wiać, czy Be­re­ni­ka to prze­ży­ła. Je­stem fanką ta­kich opo­wia­dań bez jed­ne­go moż­li­we­go za­koń­cze­nia. Zwłasz­cza że było to pi­sa­ne na wy­zwa­nie. 

 

Tekst wy­róż­niał też nie­ty­po­wy mistrz – bo­gi­ni Nech­bet, o pta­sim wy­glą­dzie, gdzie w in­nych opo­wia­da­niach mamy ludzi/isto­ty po­dob­ne do ludzi. 

 

Myślę, że to nie jest takie łatwe: na­pi­sać wcią­ga­ją­cy tekst, w któ­rym ro­bi­my małe wpro­wa­dze­nie dla czy­tel­ni­ka, po­ka­zu­je­my takie pierw­sze spo­tka­nie uczen­ni­cy/mi­strzy­ni (przy ko­lej­nych za­wsze ła­twiej, bo nie ma tyle opi­sów), a jed­no­cze­śnie spra­wia­my, że opo­wia­da­nie staje się czymś wię­cej. I tutaj tak wła­śnie mamy. 

 

Czy­ta­jąc tekst, mocno wcią­gnę­łam się w kli­mat tych ro­ba­li, pia­sku, mrocz­nej kom­na­ty. 

 

 

Dzię­ku­ję wszyst­kim za tek­sty i za świet­ną przy­go­dę. :) 

Ser­decz­ne gra­tu­la­cje dla SNDWLKRa za tekst o Nech­bet, szcze­gól­nie po­do­ba mi się, że jedna z Dwóch Dam stała się bo­ha­ter­ką wy­zwa­nia. Dla rów­no­wa­gi będę mu­siał na­pi­sać coś kie­dyś o Uadżet, jeśli na­stęp­ne wy­zwa­nie po­zwo­li :--)

 

@A­nan­ke:

Frag­ment “Czer­wo­ne­go sznu­ra” z pierw­szym spo­tka­niem Amosa i Ju­dy­ty wrzu­ci­łem zde­cy­do­wa­nie po­za­kon­kur­so­wo, jako ilu­stra­cja do py­ta­nia dla ostama. Poza tym na­praw­dę chcia­łem coś znacz­nie de­li­kat­niej­sze­go, bar­dziej na temat i bez mno­że­nia aspek­tów. Rze­czy­wi­ście w for­mie cy­ta­tu aka­pi­ty są trud­niej­sze do wy­od­ręb­nie­nia okiem.

Wiel­ka szko­da, że tekst nie może brać udzia­łu w kon­kur­sie, bo był na­pi­sa­ny wcze­śniej. Chyba takie tek­sty nie są brane pod uwagę? 

Moim zda­niem to za­le­ży od Cie­bie, jako wła­ści­ciel­ki wy­zwa­nia. W nie­któ­rych było to do­pusz­czo­ne. Tak czy siak, tego frag­men­tu pro­blem nie do­ty­czy.

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej Dzię­ki Anan­ke za cie­ka­we wy­zwa­nie bez niego opo­wia­da­nia by nie po­wsta­ły :). Gra­tu­lu­ję wszyst­kim cie­ka­wych tek­sów. No i gra­tu­la­cje dla Sndwl­kra, któ­re­go tekst też mi się bar­dzo po­do­bał :). I cze­kam na ko­lej­ne wy­zwa­nie :D Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Gra­tu­la­cje SNDWLKR! Dobra ro­bo­ta.

Dzię­ku­ję Anan­ke za cie­ka­we i nie­sa­mo­wi­cie in­spi­ru­ją­ce wy­zwa­nie, faj­nie się pi­sa­ło, jesz­cze le­piej czy­ta­ło.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Gra­tu­la­cje SNDWLKR i po­dzię­ko­wa­nia dla wszyst­kich, Anet w szcze­gól­no­ści, za ko­men­ta­rze i dys­ku­sję. Jak czas po­zwo­li, będę wpa­dał na wy­zwa­nia tro­chę czę­ściej :)

 

Radek

Od­po­wia­da­jąc jesz­cze na twoje py­ta­nie, ten frag­ment po­do­ba mi się bar­dziej. Zo­sta­wi­łem też ko­men­tarz pod ory­gi­nal­nym opo­wia­da­niem i od­nio­słem się do ca­ło­ści, ale w samym tym frag­men­cie kilka rze­czy idzie na plus:

1. We frag­men­cie po­ja­wia się na­pię­cie zwią­za­ne z za­gro­że­niem głów­nych bo­ha­te­rów. Mamy tu też obraz wojny i re­ak­cji ludzi na eks­tre­mal­ne sy­tu­acje.

2. Wła­ści­wie nie sta­wia za dużo pytań, które mo­gły­by po­łą­czyć ten frag­ment z ca­ło­ścią, ale jest to kry­ty­ka ra­czej do ca­łe­go tek­stu i sa­me­mu frag­men­to­wi nie prze­szka­dza.

3. Mamy roz­po­czę­tą re­la­cję mię­dzy dwoma po­sta­cia­mi z po­ten­cjal­nie cie­ka­wą dy­na­mi­ką, którą można wy­ko­rzy­stać w dal­szej czę­ści opo­wia­da­nia.

It's hard to light a can­dle, easy to curse the dark in­ste­ad

(Psia­krew, zja­dło mój ko­men­tarz. :( ) Po pierw­sze – dzię­ki, nie spo­dzie­wa­łem się! :D Po­sta­ram się coś wy­kon­cy­po­wać do końca ty­go­dnia. Poza tym gra­tu­la­cje dla wszyst­kich za­an­ga­żo­wa­nych. :) Wrócę, jak tylko mój kom­pu­ter za­cznie współ­pra­co­wać, bo pi­sa­nia z te­le­fo­nu nie cier­pię.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dobry wie­czór. Prze­czy­ta­łem część tek­stów i na­pi­sa­łem moje ko­men­ta­rze. Nie spo­dzie­wa­łem się, że zgło­szeń było tak dużo. Na razie na­pi­sa­łem ko­men­ta­rze do po­ło­wy (na oko) i jak zo­ba­czy­łem, że Tar­ni­na też do­da­ła frag­ment to zba­ra­nia­łem, spoj­rza­łem na ze­ga­rek i zła­pa­łem się za głowę :). Nie­źle.

 

Bard Ja­skier – Sze­re­go­wy Smith

 

Dosyć ty­po­wa sy­tu­acja gno­jo­ne­go no­wi­cju­sza. Aż przed ocza­mi mam sesję pro­to­ty­pu gry RPG gdzie sam byłem takim sze­re­go­wym. Jest to jakiś od­cień ucznia i mi­strza, cho­ciaż dość znany i wła­ści­wie mi­strzo­stwo nie lep­sze niż fala w woj­sku. Naj­bar­dziej spodo­bał mi się kon­kret­ny frag­ment, który może wydać się nie­po­zor­ny:

Smith sta­rał się pa­trzeć w prze­strzeń mię­dzy bar­kiem a lewym uchem War­ne­ra. Facet wy­glą­dał jak wy­rwa­ny z cza­so­pi­sma dla kul­tu­ry­stów, a po­li­czek prze­ci­na­ła mu głę­bo­ka bli­zna. Za jego ple­ca­mi roz­cią­ga­ła się po­nu­ra sce­ne­ria trze­cie­go księ­ży­ca pla­ne­ty RV5, pełna lejów i wznie­sień po­zba­wio­nych ja­kiej­kol­wiek ro­ślin­no­ści. Był to efekt nie­ustan­nych bom­bar­do­wań po­zy­cji wroga.

 

Ostat­nie zda­nie pa­su­je tak samo do te­re­nu, jak i do wy­glą­du War­ne­ra, co bu­du­je silne po­łą­cze­nie. Uwa­żam to za dobre rze­mio­sło, takie splo­ty zna­cze­nio­we, które nie tylko ist­nie­ją na po­zio­mie ko­lej­no­ści zdań. Oto­cze­nie spla­ta się z bo­ha­te­ra­mi w jedno tęt­nią­ce te­sto­ste­ro­nem ciało. Ro­ba­ki tro­chę to dre­nu­ją, ale nie mocno.

 

Ko­ala­75 – Stary mistrz i dziew­czyn­ka

 

Tutaj hi­sto­ryj­ka nieco inna, ale też mamy znane po­ni­ża­nie no­wi­cju­sza (w wer­sji light). Dziew­czyn­ka i duży chłop nie­wie­rzą­cy w moc ma­łych ludzi oraz jej pra­gnie­nie wie­dzy. Wal­cze­nie ze ste­reo­ty­pem, ale mamy prze­cież twist. Ona jest może smar­ku­lą, ale za to groź­ną i wy­ma­ga­ją­cą nie tyle nauki co okieł­zna­nia. Taka tro­chę Ciri i cu­dow­ne dziec­ko otrzy­mu­ją­ce – 10, a potem + 1000 punk­tów dla jej „Grif­fin­do­ru” (Uro­dzo­nym z mocą wię­cej wolno, a już szcze­gól­nie na­gi­nać za­sa­dy. Za spa­le­nie nie­ru­cho­mo­ści zwy­kle przy­słu­gu­je po­praw­czak, ale tutaj mamy świat fan­ta­sy gdzie przy­słu­gu­je kle­pa­nie po ple­cach przez bro­da­te­go do­bro­tli­we­go sta­rusz­ka J). Mistrz ewi­dent­nie po usły­sze­niu kim jest dziew­czyn­ka, z którą roz­ma­wia zląkł się i wy­stra­szył in­ne­go mi­strza. Jego zgoda po­ja­wi­ła się tak szyb­ko, jak po po­ka­za­niu kart­ki z na­pi­sem „Win­nic­ki” w Al­ter­na­ty­wy 4. Re­ali­stycz­ne i do eks­plo­ata­cji moim zda­niem. Czy na pewno uta­len­to­wa­nym wię­cej wolno? Druga część roz­wi­ja się bar­dziej w stro­nę fa­mi­liar­no­ści (nie po­li­ty­ki czy tam innej nauki o po­wią­za­niach mię­dzy ludź­mi), ale to co na­pi­sa­łem do­ty­czy pierw­sze­go frag­men­tu.

 

In­an­naRo­bo­ta jak ro­bo­ta, czyli pa­mięt­ni­ki Ma­re­ny

 

Cie­ka­wa kon­cep­cja. Uczeń na­pa­da na mi­strzy­nię jakby chciał coś udo­wod­nić, a ona wi­docz­nie z lekka pod­eks­cy­to­wa­na przyj­mu­je to bez więk­szych emo­cji, co wska­zu­je na ja­kieś do­świad­cze­nie. Pierw­sza zda­nie tro­chę mnie dziwi: „Umię­śnio­ne, mę­skie ramię przy­ci­ska mnie do sze­ro­kiej klat­ki pier­sio­wej.”. W kwe­stii tech­nicz­nej, gdy­bym za­mie­nił pier­sio­wą na scho­do­wą, wi­dział­bym tutaj kla­row­niej­szy opis. Czy­ta­jąc od­no­szę wra­że­nie jakby ręka na­le­ża­ła do kogoś in­ne­go i klat­ka pier­sio­wa tak samo. W dal­szym prze­bie­gu bra­ku­je mi tro­chę zło­żo­no­ści bo­ha­ter­ki, która wali ko­men­da­mi jak ko­man­do. Wy­da­je mi się, ze ktoś kto ze spo­ko­jem przyj­mu­je atak i prze­ży­wa to z opa­no­wa­niem, jest bar­dziej zło­żo­ny. Z dru­giej stro­ny…

„Al­ko­hol mnie za­mro­czył, chło­pię­ca buzia zmy­li­ła, a błę­kit jak zwy­kle prze­sło­nił zdro­wy roz­są­dek.”.

To wiele tłu­ma­czy. Mi­strzy­ni nie wy­le­wa za koł­nierz i jest inna osobą niż mi się wy­da­wa­ło J A na ko­niec chyba już wszyst­ko się wy­ja­śnia. To scena łóż­ko­wa! O ja głupi, a może o to cho­dzi żeby czy­tel­nik nie wie­dział od razu? Czyli jest to ko­lej­ny ro­dzaj re­la­cji, a nawet fan­ta­zji. W tej po­ście­li nie­zbyt mi pa­su­ją sfor­mu­ło­wa­nia: „robię wiel­kie oczy”, „śmie­ję się w głos”. Jed­nak to już moja oso­bi­sta fa­na­be­ria.

 

Radek – Ar­cy­mi­strzy­ni

 

Tutaj widzę ośro­dek Ama­zo­nek ukry­ty pod szyl­dem, który znał­by każdy po­wa­ża­ny tak­sów­karz w mie­ście. Otwar­cie po­wiem, że trud­no mi oce­nić ten frag­ment, kiedy przed chwi­lą prze­czy­ta­łem to co na­pi­sa­ła In­an­na. Tek­sty mi się nie­ja­ko po­łą­czy­ły, bo też mamy tutaj jakiś ero­tycz­ny rys, choć re­la­cja ero­tycz­na jest tylko po­zo­ro­wa­na z po­cząt­ku. Pod po­zo­rem, jak ro­zu­miem, domu pu­blicz­ne­go funk­cjo­nu­je ukry­ty gar­ni­zon. Jed­nak wy­da­je mi się bar­dziej praw­do­po­dob­ne, że po utra­cie swo­je­go do­wód­cy czy szefa, mi­strzy­ni strze­lec­twa znaj­du­je pracę w takim a nie innym miej­scu, co może in­try­go­wać czy­tel­ni­ka. Tro­chę mi się ko­ja­rzy z taką wi­zy­tą w grze RPG w po­dob­nym miej­scu i za­da­niem py­ta­nia „Słu­chaj la­lecz­ko, dla­cze­go wła­ści­wie to ro­bisz?”. Tylko tutaj py­ta­nie nie padło, bo bo­ha­ter wie­dział po co i do kogo idzie. Kon­tekst, który mógł­by do­stać ten frag­ment miał­by de­cy­du­ją­ce zna­cze­nie z czym mamy do czy­nie­nia. Mam wra­że­nie, że naj­bar­dziej frag­ment cią­gną wy­zy­wa­ją­ce ciu­chy i ten strzał z okna. Poza tym tro­chę mi to brzmi jak prze­ma­lo­wa­ny al­ko­ho­lik po­li­cjant przy­wró­co­ny do akcji, na­po­tka­ny z flasz­ką w ręce, ale za­miast al­ko­ho­lu mamy bur­del, a za­miast flasz­ki pół­prze­zro­czy­ste ciusz­ki. Jest tutaj jakiś dziw­nie we­ster­no­wy po­ten­cjał, ale nie wiem co można zro­bić z bur­de­lem je­że­li go zwy­czaj­nie nie wy­tnie­my. Jest ry­zy­ko, że nam zo­sta­nie mi­strzy­ni z col­tem i pod­wiąz­ką lub temat wy­ga­śnie śmier­cią przy­go­dy. Po­tra­fię sobie wy­obra­zić, że nagle mi­strzy­ni uwo­dzi kogoś na dro­dze walki, żeby umo­ty­wo­wać po­ja­wie­nie się tym­cza­so­we­go fachu, ale to już grali chyba.

 

 

To na razie tyle ode mnie. Dzię­ku­ję też za ko­men­ta­rze co do mo­je­go tek­stu. Widzę, że sporo po­zy­ty­wów się po­ja­wi­ło, ale też uwagi.

 

Anan­ke:

 

Ale tutaj mamy fajną in­ter­pre­ta­cję, tylko nie ro­zu­miem, w jakim celu Śmierć we­szła do wanny, skoro dalej krzy­cza­ła „po­mo­cy!”. Ode­bra­łam to tak, jakby Po­li­karp umó­wił się ze Śmier­cią, że zaj­mie jej miej­sce.

Mam wra­że­nie, że za­da­łaś sobie dobre py­ta­nia, na które umiesz od­po­wie­dzieć. To ozna­cza, że ro­zu­miesz co czy­tasz i nie ma chyba po­trze­by szu­kać nie­wie­dzy :). Śmierć krzy­cza­ła, po­nie­waż za­czy­na­ła czuć i na­bie­rać cech ludz­kich. Nagłe po­czu­cie zimna nie jest przy­jem­ne, a już na pewno nagłe na­bra­nie wraż­li­wo­ści ludz­kiej może być strasz­li­wym prze­ży­ciem.

 

Ja tu jesz­cze po­pi­szę, cho­ciaż w przy­pad­ku mo­je­go frag­men­tu nie znaj­dzie się peł­nej od­po­wie­dzi w tek­ście na na­stę­pu­ją­ce py­ta­nie:

“Dla­cze­go śmierć za­mie­ni­ła się z Po­li­kar­pem?”

A jaką od­po­wiedź wo­lał­by czy­tel­nik?

 

A – roz­wa­ża­nie o śmier­ci pod każ­dym wzglę­dem, w różny spo­sób – jed­no­cze­śnie jak o po­sta­ci, jak i sy­tu­acji kre­owa­nej przez bo­ha­te­ra? Czło­wiek może “spo­tkać się” ze śmier­cią bez udzia­łu owej śmier­ci.

B – Pi­sze­my, że śmierć ga­da­ła z ja­kimś Her­ku­le­sem, który spo­ty­ka­jąc ją na skra­ju prze­pa­ści po­wie­dział “Śmierć, haha. Dobre sobie. Je­stem nie­śmier­tel­ny, przy­szłaś na marne. Wiem co to dla cie­bie zna­czy.,. Do­brze wiem, ale mogę ci pomóc. Znam ta­kie­go typka Po­li­kar­pa”.

 

Może jedna i druga ma swoje za­le­ty. Cza­sem faj­nie jest cie­ka­wie coś po­tłu­ma­czyć, cza­sem warto zo­sta­wić nie­wia­do­mą. Wy­tłu­ma­cze­nie mo­ty­wów śmier­ci, które by­ło­by do­brym wy­tłu­ma­cze­niem zro­dzi­ło­by pewne to­misz­cze. Coś mi się w gło­wie za­kłę­bi­ło w te­ma­cie. Będę o tym pew­nie my­ślał.

 

 

 

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

@o­stam (J&A):

Dzię­ku­ję Ci za od­po­wiedź, bar­dzo mi po­mo­gła zro­zu­mieć po­przed­nią uwagę. Cie­szę się też, że sko­men­to­wa­łeś “Czer­wo­ny sznur”.

 

@Vac­ter (Ar­cy­mi­strzy­ni):

Tek­sty mi się nie­ja­ko po­łą­czy­ły, bo też mamy tutaj jakiś ero­tycz­ny rys, choć re­la­cja ero­tycz­na jest tylko po­zo­ro­wa­na z po­cząt­ku.

Przy­znam się, że bur­del (mimo wszyst­ko) nie ko­ja­rzy mi się ero­tycz­nie. Po­dob­nie jak szpi­tal nie jest miej­scem go­ścin­nym (wbrew na­zwie).

Słu­chaj la­lecz­ko, dla­cze­go wła­ści­wie to ro­bisz?

Od­po­wiedź zna­la­zł­byś w “Czer­wo­nym sznu­rze”, ale ci za­spo­ile­ru­ję dwa­kroć: rze­czo­ne opo­wia­da­nie jest o woj­nie i “dla żar­cia i spła­ty kre­dy­tu”.

Po­tra­fię sobie wy­obra­zić, że nagle mi­strzy­ni uwo­dzi kogoś na dro­dze walki, żeby umo­ty­wo­wać po­ja­wie­nie się tym­cza­so­we­go fachu, ale to już grali chyba.

Po­tra­fię sobie wy­obra­zić, że mi­strzy­ni uwie­dzie Arona, wyj­dzie za niego za mąż i bę­dzie żyć, pa­so­ży­tu­jąc na jego pracy. Dla bez­pie­czeń­stwa nie na­uczy go strze­lać na tyle, żeby zdał eg­za­mi­ny.

Może na­uczy go strze­lać, bę­dzie świet­ny, zda eg­za­mi­ny, prze­rzu­cą go poza wyspę, do lep­sze­go świa­ta i umrze w oko­pach z głodu i prze­zię­bie­nia, bo nie uda się utrzy­mać lo­gi­sty­ki.

A może Aron zej­dzie po scho­dach, zo­ba­czy klona w kuch­ni i wszyst­kie oszczęd­no­ści po­świę­ci na spę­dza­nie piąt­ko­wych po­ran­ków w ob­ję­ciach sztucz­nie za­pro­jek­to­wa­nej ko­bie­ty. Na inne ter­mi­ny nie bę­dzie go stać. Potem zo­sta­nie ry­ba­kiem jak oj­ciec i bę­dzie ma­rzył, że sobie kie­dyś kupi klona za gra­ni­cą. Oj­ciec bę­dzie mu opo­wia­dał, że kie­dyś dało się żyć z prze­my­tu…

Ile jesz­cze fabuł chcesz? :-D

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Cześć Radku, zatem fa­bu­ły mamy za­bez­pie­czo­ne. Ale ero­tycz­nie bar­dziej mnie na­kie­ro­wa­ły opisy stro­jów. Naj­bar­dziej za­in­te­re­so­wał strzał z okna, tam się kłębi jakiś kli­ma­cik.

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

Vac­ter ale serio wy­da­wa­ło Ci się, że on ją na­padł i do­pie­ro na końcu za­ja­rzy­łeś, że oni leżą w łóżku? No nie wie­rzę. Prze­cież na samym po­cząt­ku od razu jest jasno dane czy­tel­ni­ko­wi do zro­zu­mie­nia, co jest grane.

Umię­śnio­ne, mę­skie ramię przy­ci­ska mnie do sze­ro­kiej klat­ki pier­sio­wej. To moja wczo­raj­sza zdo­bycz, już nie chło­pak, ale jesz­cze nie facet. Za to wła­ści­ciel naj­bar­dziej błę­kit­nych oczu w jakie dane mi było pa­trzeć. Dobra, miło było, teraz czas czmych­nąć chył­kiem, żeby za­osz­czę­dzić sobie i jemu dur­nych po­że­gnań. Pró­bu­ję de­li­kat­nie wy­plą­tać się z uści­sku, gdy sły­szę wy­szep­ta­ne w ucho ni­skim gło­sem:

Za­mie­ram, byłam pewna, że śpi. …

Czuję, jak przy­du­sza mnie do ma­te­ra­ca ko­la­nem i krę­pu­je rę­ka­mi.

A pierw­sze zda­nie do­kład­nie takie, jak pierw­sza myśl do­pie­ro co bu­dzą­cej się po me­lan­żu Ma­re­ny: ja­kieś ramię i jakaś klata. Ona do­pie­ro po chwi­li za­czy­na ja­rzyć, że i ramię i klata na­le­żą do jed­nej osoby, a ta osoba, to chło­pak/facet z im­pre­zy.

No i dla­cze­góż to w po­ście­li nie pa­su­je “śmiać się w głos”? Prze­cież czę­sto gęsto ro­bi­my tam cał­kiem we­so­łe rze­czy.

No i Ma­ren­ka zdaje się mało zło­żo­na w tej scen­ce, bo ma kaca gi­gan­ta albo jesz­cze nie zdą­ży­ła wy­trzeź­wieć.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

OK, obie­ca­ne ko­men­ta­rze do po­zo­sta­łych tek­stów:

Vac­ter, po­mysł z za­mia­ną miejsc cie­ka­wy, ale z tek­stu za wiele nie zro­zu­mia­łem. :\

Ja­skier, muszę przy­znać, że oso­bi­ście już tro­chę rzy­gam wam­pi­ra­mi, ale twój tekst jest cał­kiem przy­jem­ny. Taki na­stro­jo­wy.

In­an­na, ten pierw­szy mi się bar­dziej po­do­bał. Dra­ku­la wybił mnie z rytmu, bo, jak mó­wi­łem, nie prze­pa­dam za hi­sto­ria­mi z krwio­pij­ca­mi. Poza tym na dźwięk słowa ,,urban” na­bra­łem dy­stan­su, bo jed­nak wo­lał­bym tra­dy­cyj­ne fan­ta­sy. :( Ale jeśli po­wsta­nie ca­łość, i tak prze­czy­tam.

Radek, o, a to chyba lep­sze niż pierw­sze. Czuję więk­sze na­pię­cie. Też prze­czy­tam ca­łość.

Wy­mia­ry sali i kształt mogą być ma­gicz­nie bar­dzo istot­ne.

Aż tak głę­bo­ko nie wni­kam. :D Ale po­mysł jest nie­zły, cho­ciaż myślę, że gdyby ist­nia­ły wy­mo­gi do­ty­czą­ce, hm, ar­chi­tek­tu­ry miej­sca, w któ­rym roz­pa­la się taki ogień, to moc bogów by­ła­by jed­nak ponad nimi. Ina­czej to nie by­li­by bo­go­wie.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej In­an­no. Ja prze­ga­pi­łem mo­ment "że śpi" i prze­in­ter­pre­to­wa­łem po­czą­tek. Na tyle mi się to spodo­ba­ło, że nie zwe­ry­fi­ko­wa­łem zbyt do­kład­nie tego co na­pi­sa­łem.

Ar­ty­stom wię­cej, szyb­ko!

SNDWLKR w moim za­my­śle Vlad ma być przede wszyst­kim płat­nym za­bój­cą na eme­ry­tu­rze oraz mi­strzem i men­to­rem Ma­ren­ki, no i przy tym wy­bit­nym spe­cja­li­stą od wbi­ja­nia na pal. A, że wam­pir, to tak przy oka­zji, bez więk­sze­go zna­cze­nia, chyba, że w kwe­stii siły, szyb­ko­ści i bez­sze­lest­ne­go po­ru­sza­nia.

Urban, no cóż, dla­te­go, że chcia­łam płat­nych za­bój­ców i pół­świa­tek jak w dzi­siej­szym XXI w. No i broń palną też chcia­łam na miarę dzi­siej­szych cza­sów. Ale to takie a’la “urban fa­na­sy” jak w uni­wer­sum Kate Da­niels.

 

Vac­ter, oki ro­zu­miem. Po pro­stu umknę­ło w fer­wo­rze walki.

Koń jaki jest każdy widzi, a i tak da­ro­wa­ne­mu w zęby nie za­glą­dasz.

Gra­tu­la­cje SNDWLKR, cze­ka­my aż nas zwy­zy­wasz;)

"nie mam jak po­rów­nać sa­mo­po­czu­cia bez ba­ła­ga­nu..." - Anan­ke

@Vac­ter:

Naj­bar­dziej za­in­te­re­so­wał strzał z okna, tam się kłębi jakiś kli­ma­cik.

To miała być kwin­te­sen­cja spo­tka­nia ucznia i ar­cy­mi­strzy­ni. Cie­szę się, że tra­fi­łem, choć Aron nie miał prawa.

 

@SN­DWLKR:

Ale po­mysł jest nie­zły, cho­ciaż myślę, że gdyby ist­nia­ły wy­mo­gi do­ty­czą­ce, hm, ar­chi­tek­tu­ry miej­sca, w któ­rym roz­pa­la się taki ogień, to moc bogów by­ła­by jed­nak ponad nimi. Ina­czej to nie by­li­by bo­go­wie.

Bo­go­wie egip­scy nie mieli atry­bu­tu ani wszech­wie­dzy, ani wszech­mo­cy :-)

O tym, że czło­wiek może od­dzia­ły­wać na boga (czyli o magii) w re­li­gii egip­skiej naj­le­piej świad­czy samo ist­nie­nie pi­ra­mid jako “ma­szyn zmar­twych­wsta­nia”. Przy oka­zji mamy ilu­stra­cję wagi geo­me­trii.

Jeśli fa­ra­ono­wi (jako na­stęp­cy Ho­ru­sa) życie w za­świa­tach na­le­ża­ło­by się “jak psu micha”, to by­ły­by nie­po­trzeb­ne. Po­dob­nie jeśli wszyst­ko za­le­ża­ło­by od de­cy­zji bogów. Ciało fa­ra­ona można by spa­lić, a on i tak by po­wstał w Do­łach Wskrze­sze­nia w za­świa­tach.

 

Pokój – szczę­śli­wość; ale bo­jo­wa­nie Byt nasz pod­nieb­ny

Bo­go­wie egip­scy nie mieli atry­bu­tu ani wszech­wie­dzy, ani wszech­mo­cy :-)

Jak w ogóle bo­go­wie po­li­te­istycz­ni – to lo­gicz­ne. W końcu jeśli jest ich wielu, to ogra­ni­cza­ją sie­bie na­wza­jem.

czło­wiek może od­dzia­ły­wać na boga (czyli o magii)

Albo na świat jako taki.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej Vac­ter, SNDWLKR Dzię­ki za ko­men­ta­rze faj­nie ze szor­ty się po­do­ba­ły :) Po­zdra­wiam :)

"On jest dziw­nym wir­tu­ozem – Na or­ga­nach ludz­kich gra Bu­dząc za­chwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Po­wiedz, kogo ob­cho­dzi gra, Z któ­rej żywy nie wy­cho­dzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złu­dze­nia! Na sobie te­stu­je­my Każdą praw­dę i mit."

Vac­ter 

 

Mam wra­że­nie, że za­da­łaś sobie dobre py­ta­nia, na które umiesz od­po­wie­dzieć. 

No ale chcia­łam się prze­ko­nać, jaki Ty mia­łeś punkt wi­dze­nia. :) Myślę, że to fajne, kiedy są różne in­ter­pre­ta­cje i moja nie musi być pra­wi­dło­wa. ;) Po pro­stu byłam cie­ka­wa. :) 

 

Coś mi się w gło­wie za­kłę­bi­ło w te­ma­cie.

I o to cho­dzi, żeby to roz­wi­jać i może coś wię­cej po­wsta­nie. :) 

 

 

Grat­ki, SNDWLKR! Ko­lej­ne wy­zwa­nie na­le­ży do Cie­bie. :-))

Nie zdą­ży­łam na­pi­sać, coś tam sobie ro­iłam w głow­nie, Anan­ke, nie­ste­ty życie prze­sta­ło mnie roz­piesz­czać. Czy życie jest żywym two­rem, czy je­dy­nie ima­gi­na­cją? XD

 

Lo­gi­ka za­pro­wa­dzi cię z punk­tu A do punk­tu B. Wy­obraź­nia za­pro­wa­dzi cię wszę­dzie. A.E.

Nowa Fantastyka