- Opowiadanie: Storm - Pierwszy poziom

Pierwszy poziom

Mały hołd dla klasyków gier komputerowych. Zapraszam do czytania!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Pierwszy poziom

– Baczność! – wrzasnął sierżant Deadmeat. Żołnierze-zombie niezwłocznie wykonali polecenie.

– Jak myślisz, znowu będzie gadał o tym samym? – spytał po cichu kompana obok szeregowy Winters.

– Na pewno – odparł Hunski. 

– Znacie cel naszej misji, panowie – zaczął przemówienie dowódca. – Za wszelką cenę nie dopuścić wroga do wyjścia z tego oto pomieszczenia. Nasz przeciwnik jest szybki, bezlitosny i wyjątkowo zabójczy. Strzelajcie do niego, jakby jutra miało nie być, inaczej czeka was śmierć. Bolesna, okrutna śmierć. Wielki Arcydemon na nas liczy. Imperium Otchłani nie może upaść! Jeśli wygramy tę straszną bitwę, z pewnością zostaniemy odznaczeni i kto wie, może to właśnie wy, Winters albo wy, Hunski poprowadzicie piekielny legion do zwycięstwa. A ja będę tuż obok was i powiem: to jeden z moich chłopców, dobrze go wyszkoliłem.

– Ale chrzani głupoty – szepnął ponownie Winters.

– Wiadomo, że dostaniemy wpierdol jak ostatnim razem – skwitował wypowiedź sierżanta szeregowy Romero.

– Cisza! – zirytował się poszeptywaniami swych podwładnych Deadmeat. – Widzę, że patos na was nie działa, więc powiem to, co zawsze: na pozycje, łamagi i nie dajcie się rozwalić, jasne?

– Tak jest, sir! – odkrzyknął chórem oddział i natychmiast wykonał rozkaz.

– No, to rozumiem – odparł zadowolony sierżant. – Pamiętajcie: to, że jesteśmy zwykłymi zombie, nie czyni z nas pośmiewiska!

– Biedny idiota! Naprawdę myśli, że zabijemy tego potwora… – zaczął starszy szeregowy Carmack.

– Dość pogaduszek! Nadchodzi! Broń w gotowości! – zakomenderował sierżant.

Zza metalowych drzwi dało się usłyszeć kroki i przytłumiony dźwięk ładowanej broni. Nieumarli żołnierze odbezpieczyli swoje strzelby i karabiny. Odrzwia stanęły otworem i do sali wkroczyła postać odziana w kombinezon bojowy i uzbrojona w miotacz plazmowy. Zzombifikowani żołdacy natychmiast otworzyli ogień. Tajemniczy wojownik był jednak nieludzko szybki i zręczny. Unikał ostrzału w budzący podziw sposób, lawirując między pociskami w ryzykownym tańcu śmierci, równocześnie samemu prując z plazmówki jak opętany. Liczebność oddziału zombie zmniejszała się w zastraszającym tempie. Wróg podniósł strzelbę martwego Hunskiego i wystrzelił do Romero. Jego głowa eksplodowała niczym miażdżony arbuz. Następnie błyskawicznie zbliżył się do Carmacka i zadźgał nieszczęśnika ostrzem ukrytym w nadgarstku kombinezonu. Widząc to, Winters nie wytrzymał. Rzucił swój karabin na ziemię i wziął nogi za pas. Nie pierwszy raz widział tajemniczego mordercę w akcji, jednakże tym razem przeciwnik odznaczał się zwiększonym sadyzmem i brutalnością. Za pierwszym razem już był niepowstrzymany, ale teraz wydawało się, że jest jeszcze szybszy i lepszy – jeśli można tak to było nazwać – w zabijaniu jego kolegów. Poza tym zazwyczaj udawało się go trafić choć raz, w tej bitwie okrutnik wyszedł bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu. Idea nietykalnego oponenta cały czas rosnącego w siłę i zabijającego w najpaskudniejszy możliwy sposób wywołała u Wintersa nagły atak paniki. 

– Gdzie się wybierasz, tchórzu?! – zdenerwował się Deadmeat, widząc czmychającego z pola walki szeregowca.

– Z całym szacunkiem, sierżancie, ale spierdalam stąd w te pędy – odparł.

Dowódca nie odpowiedział. Nabój śrutowy wystrzelony przez wroga rozerwał mu płuca. Lider oddziału zombie splunął krwią, zacharczał i padł bezwładnie na podłogę.

Winters nie miał jak uciec. Drzwi wyjściowe były zamknięte. Szeregowy próbował je wyważyć. Ani drgnęły. Tajemniczy wojownik szybko znalazł się przy nim i skręcił mu kark. Następnie podszedł do zablokowanych wrót. Te stanęły przed nim otworem. W następnym pomieszczeniu znajdował się świecący portal. Zabójca żołnierzy wskoczył w magiczną bramę i zniknął.

 

***

Kurczę, naprawdę fajna ta gierka – pomyślał Adam. O, jeszcze zdobyłem osiągnięcie: Nietykalny. No tak, ukończyłem poziom bez otrzymywania obrażeń. Nie było to wcale trudne.

– Co robisz w moim pokoju, tato? – Głos nagle wyrwał Adama z zamyślenia, przez co ten z lekka podskoczył na biurowym krześle.

– O, cześć Kamil! Widzisz, chciałem sprawdzić tę nową grę, którą tak chwalisz i nieco się zasiedziałem – odparł ojciec.

– I co o niej myślisz?

– Jest ekstra. Naprawdę wciąga. I nie dziwi mnie, że trudno ci się od niej oderwać. Jak ona się w ogóle nazywa? Wyleciało mi z głowy.

– „Demon Killer”.

– Głupia nazwa. Ale to nieistotne, przyjemność z gry jest najważniejsza.

– Nie poznaję cię, tato.

– Co? Nie wiedziałeś, że twój staruszek też swego czasu był zapalonym graczem?

– Wiedziałem, ale byłem przekonany, że już cię nie interesują gry – Kamil podszedł do komputera, zminimalizował aplikację i zerknął na powiadomienia. – Wbiłeś osiągnięcie. Nieźle, naprawdę nieźle.

– Daj spokój, to był jedynie pierwszy poziom. Bułka z masłem. No prawie, bo trafiłem na jakiś błąd. Jeden z zombiaków, zamiast mnie atakować, wyrzucił swoją broń i zaczął uciekać w stronę wyjścia. Zupełnie jakby się bał ha, ha! Dziwne.

– Tak, faktycznie. Pewnie jego AI się zbugowała, naprawią to w przyszłej aktualizacji – Kamil zamyślił się na moment. – Hmm… Wiesz, mnie na przykład nie udało się przejść tego etapu bez obrażeń. 

– Młody jesteś i niedoświadczony. Ja w twoim wieku przechodziłem pierwszego „Dooma” na najwyższym poziomie trudności, grałem na lanie z kumplami w „Quake III” i trzęsłem gaciami ze strachu podczas starcia z Rzeźnikiem w „Diablo”!

– Serio? Skoro taki z ciebie wymiatacz, udowodnij. W „Demon Killerze” też jest tryb wieloosobowy. Wyzywam cię na pojedynek. Kto wygra trzy mecze, dostaje pięć dych. Pokażę ci, że to ja jestem jedynym profesjonalnym graczem w tej rodzinie. 

Adam ucieszył się jak dziecko i ochoczo przyjął zakład. Walka była wyrównana, lecz ostatecznie to ojciec pokonał syna. Kamil z bólem serca oddał pięćdziesiąt złotych z kieszonkowego i zażądał rewanżu. Grali razem do późnego wieczora. Adam popadł w nostalgię, jeszcze bardziej przypomniały mu się czasy, gdy był nastolatkiem. Obiecał synowi, że razem ukończą „Demon Killera” w trybie kooperacji.

– Fajnie czasem porobić coś razem – podsumował wspólnie spędzony dzień chłopak.

– Tak, masz rację, synu – odparł ojciec.  

Koniec

Komentarze

Za wszelką cenę nie dopuścić wroga do wyjścia z tego oto pomieszczenia.

Może ,,za żadną”?

Tajemniczy wojownik szybko znalazł się przy nim i skręcił kark.

Gracz skręcił kark?!

Pewnie jego AI się zbugowała, naprawią to w przyszłej aktualizacji…

It’s not a bug, it’s a feature… Chociaż teraz mi źle z powodu tych wszystkich bandytów, których zarżnąłem w Skyrimie, kiedy już błagali o litość. :(

Hm… Z jednej strony ojciec spędzający czas z synem, a z drugiej rzeź NPCów, prawie jak w tym filmie z Ryanem Reynoldsem (co prawda tu są wstrętne zombie, ale wiadomo, o co chodzi). Wyczuwam czarny humor, ale nie wiem, czy taki był zamysł.

BTW, przypomniało mi się, jak mój tata grał w Obliviona. W jednej krypcie coś się pochrzaniło ze skryptem kultystów i wszyscy polecieli się schować. Nawet nie podejmowali walki. Więc tata po prostu wynajdował ich po kolei i szlachtował… Mówił, że czuł się jak Predator. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

SNDWLKR

It’s not a bug, it’s a feature…

Gry nie projektował Todd Howard, więc Adam i Kamil z góry uznali, że to po prostu bug :)

Czarny humor jak najbardziej zamierzony. 

Fajnie, że szort wywołał nostalgiczne wspomnienie. Swoją drogą też miałem coś podobnego. W pierwszym Wiedźminie bandyci z Podgrodzia, zamiast walczyć z Geraltem spierniczali w te pędy i nie dało się ich zabić. Wczytanie save’a pomagało, więc też prawdopodobnie błąd skryptu. 

Poprawiłem fragment ze skręcaniem karku.

Dzięki za przeczytanie i pozdrawiam!

Jeśli zwyciężymy tę straszną bitwę, ← bitwy się nie zwycięża, można ją czasem wygrać

O, jeszcze zdobyłem osiągnięcie: Nietykalny. ← ??? 

Wbiłeś osiągnięcie. ← Tak się teraz mówi? 

Nigdy nie byłem pasjonatem gier tego typu, wolałem strategiczne. Spodobało mi się końcowe:

– Fajnie czasem porobić coś razem – podsumował wspólnie spędzony dzień chłopak.

– Tak, masz rację, synu – odparł ojciec.

Ehh, wspomnienia, wspomnienia. Pozdrawiam. :)

Cóż, lektura podobnych opowiadań, nie jest w stanie dostarczyć mi choćby odrobiny przyjemności, a dzieje się tak pewnie dlatego, że nijak nie potrafię pojąć fascynacji grami.

 

Jeśli zwy­cię­ży­my tę strasz­ną bitwę… → Jeśli zwy­cię­ży­my w tej strasz­nej bitwie… Lub: Jeśli wygramy tę strasz­ną bitwę

Można zwyciężyć przeciwnika/ wroga, ale nie bitwę z nim.

 

– Cisza! – zi­ry­to­wał się pod­szep­ta­mi swych pod­wład­nych… → – Cisza! – zi­ry­to­wał się ­szep­ta­mi/ poszeptywaniami swych pod­wład­nych

Podszeptywać to namawiać do niecnych czynów.

 

Nie­umar­li żoł­nie­rze od­bez­pie­czy­li swoje strzel­by i ka­ra­bi­ny. → Czy zaimek jest konieczny.

 

Kur­czę, na­praw­dę fajna ta gier­ka – po­my­ślał Adam. O, jesz­cze zdo­by­łem osią­gnię­cie: Nie­ty­kal­ny. No tak, ukoń­czy­łem po­ziom bez otrzy­my­wa­nia ob­ra­żeń. Nie było to wcale trud­ne. → Druga półpauza jest zbędna. Myślenia nie poprzedza półpauza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Koalo, 

owszem, mówi się: wbić osiągnięcie, można też powiedzieć wbiłem aczika od angielskiego: achievement, jest jeszcze wariant: zrobiłem lub wbiłem platynę, czyli zdobycie wszystkich osiągnięć w danej grze. Określenia zależą od gracza :)

Cieszy mnie, że końcówka się podobała i wywołała trochę wspomnień. 

Pozdrawiam!

regulatorzy,

z pewnością osoby niemające styczności z grami nie będą się tak dobrze bawić podczas lektury jak gracze, choć wydaje mi się, że zawsze można spróbować przekonać się, o co tyle szumu tak jak to zrobił Adam :)

Błędy poprawione, dzięki za przeczytanie i pozdrawiam!

Bardzo proszę, Stormie. Miło mi, że mimo wszystko mogłam się przydać. :)

A gry… No cóż, nie przypuszczam, abym się kiedykolwiek do nich przekonała. I niech tak zostanie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Jakoś do mnie nie przemówiło. Pierwsza część to opis nawalanki (dla mnie nic interesującego), a druga to dłuższa wersja słów “to był tylko sen” doprawiona obyczajówką.

Gdyby coś istotnego fabularnie wynikało z tego, że zombiaki mają uczucia… Ale w tym przypadku odnoszę wrażenie, że przy restarcie NPC będą jak nowi, więc nawet właściwie nie zostali zabici.

Babska logika rządzi!

Finklo, 

zombiaki będą jak nowe po restarcie gry, lecz wspomnienia boleści, jakie sprawił im gracz, pozostaną, więc myślę, że choć niewiele to jednak coś fabularnie tu wynika. 

Pozdrawiam!

A, czyli nie całkiem jak nowi… Dobre i to.

Babska logika rządzi!

Hej,

 

Całkiem spoko szort. Mnie dużo bardziej podobała się pierwsza część tekstu, dobre opisy, przez co fajnie sobie zwizualizowałem całą scenę. Choć od razu czułem, że to jakaś gra… (nie czytałem przedmowy). Brakło tym samym później trochę efektu zaskoczenia.

Ostatnia wymiana zdań – rozumiem założenie, ale nie wybrzmiewa za mocno, może gdyby jakoś inaczej opisać (szerzej) relacje pomiędzy Adamem i Kamilem… no ale wiadomo, taka forma tekstu.

Ja ostatnio mam złe doświadczenia z grania z dzieciakami… czułem się lekko zdezorientowany (delikatnie pisząc), grając ostatnio ze starszym synem… ;) no ale gierki na urządzenia mobilne nigdy nie były moją mocną stroną. Tylko PC i Diablo! :)

Pzdr.

grzelulukasie,

dzięki za komentarz. Miło, że uznałeś lekturę szorta za przyjemną. 

Myślałem trochę nad rozbudowaniem relacji ojciec-syn, ale, jako że miał być to mały szort, zdecydowałem się zrezygnować z tej koncepcji. 

Gry mobilne to również nie moja bajka, choć przyznaję utopiło się kilka godzin w Raymanie na Androida :) 

Pozdrawiam!

A mi się to nawet podobało. Napisane bez zgrzytów, czyta się lekko. Dłużej bym takiej nawalankowej tematyki nie wytrzymał i się znudził, ale w szorcie fajnie to wyszło.

Jedno mnie tylko zastanowiło na samym początku:

“Nasz przeciwnik jest szybki, bezlitosny i wyjątkowo zabójczy. Strzelajcie do niego, jakby jutra miało nie być, inaczej czeka was śmierć. Bolesna, okrutna śmierć.”

Oni są zombiakami, nie? To chyba już nie żyją? I chyba nie czują bólu? Oczywiście co świat przedstawiony to własny obyczaj i zasady, ale to mi się zdało nielogiczne.

Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/

Marcin_Maksymilian

zombiaki czują ból i pamiętają, co zrobił im gracz. Są nieśmiertelni według zasad postaci z gry, czyli restart poziomu równa się przywróceniu ich do ”życia”. Natomiast w świecie gry są jak najbardziej śmiertelni, to znaczy raz zabici podczas pojedynczej sesji nie wrócą do żywych, podobnie jak zombie z serii “Doom”, które posłużyły za inspirację do stworzenia Deadmeata i jego oddziału. 

Mam nadzieję, że wyjaśniłem w miarę klarownie :)

Pozdrawiam i dzięki za przeczytanie! 

Storm, dzięki, zdecydowanie brakuje mi kompetencji w zakresie zombiakowym ;)

Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/

Nowa Fantastyka