
330 słów według Worda 2013. Jest na to osobna nazwa?
330 słów według Worda 2013. Jest na to osobna nazwa?
Przez pewien czas nie było niczego i nikogo poza głęboko zamyślonym i smutnym Demiurgiem. Lecz w pewnej chwili zebrało się Prezydium nie wiadomo czyjej Rady Najwyższej i oznajmiło Demiurgowi, że powinien stworzyć świat. – No właśnie nad tym tak się bezskutecznie zastanawiam – odparł Demiurg. – Jaki on ma być i tak dalej. Ale nic, co wymyśliłem, nie wygląda zachęcająco. – No widzisz, jakie masz szczęście? – spytało w odpowiedzi Prezydium ustami swego Przewodniczącego. – Jesteśmy chętni pomóc!
Demiurg z wdzięcznością przyjął oferowaną mu pomoc. Miała ona, aby niczego nie pominąć lub pomylić, postać wielkiej Księgi, której zapisy Demiurg miał kolejno obracać w czyn. Tak też zaczął postępować. Oddzielił światło od ciemności, wodę od nieba, ziemię od wody i tak dalej i dalej, i tak mu się to oddzielanie i stwarzanie spodobało, że nie ustawał aż do chwili, gdy powołał do życia – chociaż nikt go o to nie prosił – Radę Jednego z Języków Świata. Wtedy postanowił odpocząć. – Chyba mi się to należy po sześciu tysiącach i sześciuset sześćdziesięciu sześciu dniach ciężkich prac – pomyślał, a co pomyślał, w czyn obrócił. Zadowolony ze siebie i swoich dzieł uderzył w zasłużone jego zdaniem kimono, niedługie, góra siedem tysięcy lat, a obudziwszy się nadał był wielce ze siebie i swego dzieła zadowolony. Do czasu. Póki nie zobaczył, nie usłyszał i nie przeczytał na przeróżnych forach, co mu z tego naprawdę wyszło. – Jednak Księga w aneksie prawdę mówiła, że wszystko i wszystkich trzeba nieustannie kontrolować, bo jak się popuści… – stwierdził, po czym, głęboko zasmucon, prawie w depresji pogrążon, zamieścił na platformie X, dawniej Twitterem zwanej, serdeczne i szczere przeprosiny za usterki stworzonego przez niego świata tudzież solenną obietnicę, że drugi raz takich głupot nie narobi. Jak ma się być w oczach ludzi odpowiedzialnym, to tylko za własne pomysły, więc w drugiej wersji ani jednego Prezydium, ani jednej Rady…
Hej,
Zastanawiają mnie kwestie dialogowe, czemu są zapisane w ciągu :), ale widać taki miałeś zamysł. I złapałem coś takiego :
“a obudziwszy się nadał był wielce ze siebie i swego dzieła zadowolony.”
A sam tekst spoko. Wszyscy padamy ofiarą krytyki kimkolwiek byśmy nie byli :).
Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Hej i jeszcze ho do kompletu! :-)
Dzięki, że tekścik spoko. Wyłowiony przez Ciebie błąd poprawię, razem z info o liczbie słów, bo tam też nastąpiła pomyka, ale już nie dzisiaj.
Kwestie dialogowe, nie wyodrębniane w charakterze akapitów. Nie pretenduję do tytułu wynalazcy takiego zapisu, bo grubo przede mną tak potrafił wpleść dialog w tekst ciągły chociażby niejaki Bolesław P. Sięgam po taki zapis, gdy słowa albo myśli stanowią, jak mi się wydaje, naturalny ciąg dalszy poprzedzającego zdania albo, czasem, mocno kontrastują. Tym sposobem eliminuję naturalnie występujące pauzy między akapitami, co może (chociaż nie musi) upłynniać czytanie.
A krytykowanie wszystkich i wszystkiego wokół to chyba mamy w genach…
Pozdrawiam.
Dziękuję, za wyjaśnienie, znowu dowiedziałem się czegoś nowego o pisaniu :). Taki zapis jest na pewno ciekawy, choć przyznam, że trochę utrudnia czytanie. W dłuższym tekście, pewnie by mnie to denerwowało ;).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Nie wiem, czy jest nazwa, ale wpadnę później.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Cześć, Adamie!
Nie jestem pewien czy to kwestia postaci Demiurga, czy bliskiej mi tematyki, ale wyczuwam w tekście znajome wibracje :D
Rzeczywiście, Bóg tworząc świat dał ciała na kilku płaszczyznach, ale dobrze, że postanowił przynajmniej za to przeprosić :D
Pozdrawiam :)
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Nie wyszła, to fakt, ale czy to na pewno twór boski? Można pisać, zemścić, ale zmiany i tak wejdą w życie. Zauważyłam, że nieliczni tylko są zainteresowani, a części z nich jest to obojętne. Tekst przyjemny i dodrze napisany.
Pozdrawiam.
Rada Jednego z Języków Świata nagrabiła i już nawet pozamiatała. Amen. Cóż by tu jeszcze …? Mam! W głodnych czasach studenckich poszłam z kumplem na Stary Kleparz, aby za resztkę kasy nabyć nieco witamin. W kolejce przed nami stała jakaś niewiasta, kramarz zajmował się jej obsługą, więc Piotr zaczął sam wybierać jabłka. Kobieta zapłaciła, odeszła, a wtedy oblicze pana sprzedającego obróciło się ku nam. A było to oblicze mroczne! Wzrok bazyliszkowy! Usta ściągnięte słusznym gniewem! Mimo tego udało im się wysyczeć pod naszym adresem takie oto dictum acerbum: „Nie mięszaj mnie bucu w owocach!”. Cytat ten dedykuję Radzie Jednego z Języków Świata, którą nie?serdecznie (nie-serdecznie/nie serdecznie/nieSerdecznie – wolny wybór) pozdrawiam.
Ciebie, Adamie, pozdrawiam jak najbardziej serdecznie. Miło się znowu spotkać. KT
Gif nie odpowiada mojemu nastrojowi, ale co tam. Jest pingwinek.
Przez pewien czas nie było niczego i nikogo poza głęboko zamyślonym i smutnym Demiurgiem.
Bzzzt! Błąd merytoryczny! Demiurg NIE stwarza świata ex nihilo, tylko z istniejącej już wcześniej (wiecznej) materii. Ex nihilo stwarza Absolut. Powtórzyć Platona! (Also: niczego ani nikogo).
Lecz w pewnej chwili zebrało się Prezydium nie wiadomo czyjej Rady Najwyższej i oznajmiło Demiurgowi, że powinien stworzyć świat.
A skąd ono (to Prezydium ta Rada i w ogóle) się wzięło, skoro dotąd Demiurg szwendał się smętnie w mokrym śnie Kononowicza? Znaczy, skoro dotąd nie było niczego?
– No właśnie nad tym tak się bezskutecznie zastanawiam – odparł Demiurg.
Co się stało z enterem? Po "no" przecinek.
– Jaki on ma być i tak dalej. Ale nic, co wymyśliłem, nie wygląda zachęcająco. – No widzisz, jakie masz szczęście?
(Foch wywołany niewciskaniem entera.)
Jesteśmy chętni pomóc!
Może lepiej: Jesteśmy chętni do pomocy. A najlepiej: Chętnie pomożemy.
Demiurg z wdzięcznością przyjął oferowaną mu pomoc.
"Mu" skasuj.
Miała ona, aby niczego nie pominąć lub pomylić, postać wielkiej Księgi, której zapisy Demiurg miał kolejno obracać w czyn.
… ? Rozkompresuj, niejasne. Also: Philip Dick. Nie jesteś nim. Ale to nie szkodzi, bo jeden już był. Bądź sobą.
tak mu się to oddzielanie i stwarzanie spodobało, że nie ustawał aż do chwili, gdy powołał do życia – chociaż nikt go o to nie prosił – Radę Jednego z Języków Świata
Ah, więc to jest serce miniatury.
Chyba mi się to należy po sześciu tysiącach i sześciuset sześćdziesięciu sześciu dniach ciężkich prac – pomyślał, a co pomyślał, w czyn obrócił.
Hmm.
Zadowolony ze siebie i swoich dzieł uderzył w zasłużone jego zdaniem kimono, niedługie, góra siedem tysięcy lat
Łojeju. Zadowolony z siebie i ze swoich dzieł, uderzył w zasłużone, jego zdaniem, kimono, niedługie, góra siedem tysięcy lat. Ale nie wiem, czy to kimono jest tutaj dopuszczalne.
a obudziwszy się nadał był wielce ze siebie i swego dzieła zadowolony
Z siebie >< : a obudziwszy się, nadal był z siebie i ze swych dzieł wielce zadowolony.
Do czasu. Póki nie zobaczył, nie usłyszał i nie przeczytał na przeróżnych forach, co mu z tego naprawdę wyszło.
Mmmm. Do czasu. Dopóki nie zobaczył, nie usłyszał i nie przeczytał na przeróżnych forach, co z tego naprawdę wyszło.
Jednak Księga w aneksie prawdę mówiła, że wszystko i wszystkich trzeba nieustannie kontrolować, bo jak się popuści…
Hmm.
za usterki stworzonego przez niego świata tudzież solenną obietnicę
Za usterki w stworzonym przezeń świecie.
Jak ma się być w oczach ludzi odpowiedzialnym
Lepiej: Jak już być w oczach ludzi odpowiedzialnym.
Dowcip zabawny (acz czarniawy), Demiurg uczciwy, tekst ekspresyjny. Z teologii dwója, ale z uśmiechania mogę dać czwórkę. Na szynach.
Kwestie dialogowe, nie wyodrębniane w charakterze akapitów. Nie pretenduję do tytułu wynalazcy takiego zapisu, bo grubo przede mną tak potrafił wpleść dialog w tekst ciągły chociażby niejaki Bolesław P. Sięgam po taki zapis, gdy słowa albo myśli stanowią, jak mi się wydaje, naturalny ciąg dalszy poprzedzającego zdania albo, czasem, mocno kontrastują. Tym sposobem eliminuję naturalnie występujące pauzy między akapitami, co może (chociaż nie musi) upłynniać czytanie.
Dobra, ale w takim układzie nie należy stosować myślników…
A krytykowanie wszystkich i wszystkiego wokół to chyba mamy w genach…
Mimo tego udało im się wysyczeć pod naszym adresem takie oto dictum acerbum: „Nie mięszaj mnie bucu w owocach!”.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Fajne :) (na lic. Anet).
A ja z kolei uważam, że nieco czerstwe toto. Znaczy wiem do czego pijesz, ale nie, nie uśmiechnęło mnie, pozostaję obojętnym ¯\_(ツ)_/¯
Pozdrawiam serdecznie
Q
Known some call is air am
O, ostatnie poczynania Rady Jednego z Języków Świata stały się natchnieniem dla twórczości kolejnego użytkownika. I bardzo dobrze! :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Kłaniam się koleżankom i kolegom komentującym.
Cezary_cezary. Dał ciała, dał… A wystarczyłoby jedno posunięcie. Uczynienie głupoty lżejszą od powietrza. Co prawda przez kilka dni panowałaby całodobowa noc, ale potem jak luźno, jak swobodnie bez ideologów…
Milis. Ani trochę nie dziwi mnie praktyczna obojętność wobec wyczynu Rady. No bo po co komu staranne wysławianie się w mowie i piśmie? I tak każdy skapuje, o co komu chodzi.
W_baskerville. Odpowiem z porozumiewawczym mrugnięciem. Łódź, tramwaj manewruje na końcu linii, a ten koniec ma postać mijanki w układzie pruskim. W odpowiednim na to memencie rozlega się zawołanie konduktora: cafnij jeszczek do przodu! I wszystko jasne, regionalizm, skądinąd faktycznie dla mnie sympatyczny. I chyba już zapomniany, zmieniły się pokolenia.
Koala75. BMM! (bez licencji).
Outta Sewer. BMP z jednej strony, a z drugiej po prostu wiem i nawet rozumiem, że istnieją i dlaczego istnieją różnice w gustach.
Regulatorzy. Ano, okazały się owe manipulacje przy języku zdarzeniem „natychającym”. Ani trochę nie zabawnym w rzeczywistości, ale pomyślałem, że skoro thrillera nie potrafiłbym stworzyć, więc trochę pokpię.
Tarnina. Nie powtórzę Platona. Jako natomiast kreator fikcyjnego świata mam, uważam, prawo do uformowania go w dowolny, byle nie kompletnie idiotyczny sposób.
Przypuszczam, że dzieli nas na tyle poważna różnica wieku, że nie możesz znać dość już starych i dość złośliwych dowcipów o stworzeniu świata. Przytaczanie ich dzisiaj nie miałoby sensu, ale wykorzystałem ich elementy jako pasujące do ogólnej koncepcji.
Z enterami nie stało się nic, ale umownie możemy przyjąć, że klawisz zaciął się na amen. J J . Myślniki pojawiły się dlatego, że ich brak wywołałby jeszcze większe zdumienie formą zapisu partii dialogowych i oburzenie, że to, to dopiero utrudnia, bo kompletnie nie wiadomo,co jest wypowiedzią, co didaskaliami. No to proszę, są myślniki. (W oryginale, bo ten połowicznie spie… edytor nie ma ich w zestawie znaków.)
Jestem sobą. Jeśli kojarzysz to zdanie z Dickiem, to rzecz przypadku, myślę. Myślę też, że nie wymaga ono, zdanie, dekompresji.
Ze siebie. We fotelu We wtorek. Ze szczytu. Ale z zeszytu… Jeżeli tę regułę unieważniono, no to się popisali…
Pozostaję z nadzieją, że wszystko, co powyżej, nie spowoduje, że wpiszesz mnie na listę portalowych nieprzyjaciół. Załączam ukłony.Kłaniam się koleżankom i kolegom komentującym.
Cezary_cezary. Dał ciała, dał… A wystarczyłoby jedno posunięcie. Uczynienie głupoty lżejszą od powietrza. Co prawda przez kilka dni panowałaby całodobowa noc, ale potem jak luźno, jak swobodnie bez ideologów…
Milis. Ani trochę nie dziwi mnie praktyczna obojętność wobec wyczynu Rady. No bo po co komu staranne wysławianie się w mowie i piśmie? I tak każdy skapuje, o co komu chodzi.
W_baskerville. Odpowiem z porozumiewawczym mrugnięciem. Łódź, tramwaj manewruje na końcu linii, a ten koniec ma postać mijanki w układzie pruskim. W odpowiednim na to memencie rozlega się zawołanie konduktora: cafnij jeszczek do przodu! I wszystko jasne, regionalizm, skądinąd faktycznie dla mnie sympatyczny. I chyba już zapomniany, zmieniły się pokolenia.
Koala75. BMM! (bez licencji).
Outta Sewer. BMP z jednej strony, a z drugiej po prostu wiem i nawet rozumiem, że istnieją i dlaczego istnieją różnice w gustach.
Regulatorzy. Ano, okazały się owe manipulacje przy języku zdarzeniem „natychającym”. Ani trochę nie zabawnym w rzeczywistości, ale pomyślałem, że skoro thrillera nie potrafiłbym stworzyć, więc trochę pokpię.
Tarnina. Nie powtórzę Platona. Jako natomiast kreator fikcyjnego świata mam, uważam, prawo do uformowania go w dowolny, byle nie kompletnie idiotyczny sposób.
Przypuszczam, że dzieli nas na tyle poważna różnica wieku, że nie możesz znać dość już starych i dość złośliwych dowcipów o stworzeniu świata. Przytaczanie ich dzisiaj nie miałoby sensu, ale wykorzystałem ich elementy jako pasujące do ogólnej koncepcji.
Z enterami nie stało się nic, ale umownie możemy przyjąć, że klawisz zaciął się na amen. J J . Myślniki pojawiły się dlatego, że ich brak wywołałby jeszcze większe zdumienie formą zapisu partii dialogowych i oburzenie, że to, to dopiero utrudnia, bo kompletnie nie wiadomo,co jest wypowiedzią, co didaskaliami. No to proszę, są myślniki. (W oryginale, bo ten połowicznie spie… edytor nie ma ich w zestawie znaków.)
Jestem sobą. Jeśli kojarzysz to zdanie z Dickiem, to rzecz przypadku, myślę. Myślę też, że nie wymaga ono, zdanie, dekompresji.
Ze siebie. We fotelu We wtorek. Ze szczytu. Ale z zeszytu… Jeżeli tę regułę unieważniono, no to się popisali…
Pozostaję z nadzieją, że wszystko, co powyżej, nie spowoduje, że wpiszesz mnie na listę portalowych nieprzyjaciół. Załączam ukłony.
Adamie, cholipciuś, wpasowałeś się idealnie z opowieścią. :-))
Dotąd pozostaję w lekkim przerażeniu po relacji kolegi. Miał ci on laptopa – na marginesie, rzeczony jest nowinkarzem oraz dla nas nieoficjalnym, prywatnym testerem – i zainstalował sobie asystenta AI (tak go nazwijmy). Śmichy-chichy na początku z naszej strony, nie powiem, że ich nie było, potem dołączyła się do nich lekka zazdrość.
Kurcze, facet, obrabiał maile z nocy i raporty, w trzy sekundy, czasem więcej, lecz szło migusiem. Asystent odsiewał mu skrzynkę, podrzucał ważne kwestie, blokował w kalendarzu spotkania, robił z nich notatki, wysyłał odpowiedzi na standardowe kwestie. Rzeczony koleś początkowo lookał w śmieci, przeglądał, z czasem coraz rzadziej sprawdzał, co zrozumiałe. W kuchni wciąż zakładaliśmy się, kiedy pęknie, lecz z tygodnia na tydzień miny nam rzedły, a wątpliwości mnożyć – może ma rację, w końcu po co marnować czas. Mamy księgę, mamy dowód.
Minęły trzy tygodnie. Niektórzy z nas zainstalowali, inni wciąż czekali na Godota.
Któregoś dnia, rzeczony rozpoczął analogową rozmowę, sczerwieniał (tak ma) i wyszedł na korytarz.
Dopiero podczas ostatniej kawy tego dnia, przy ekspresie do kawy, dowiedzieliśmy się, co zaszło. Miał z rana, spotkanie grupy, w sumie ważne, lecz w powodzi spotkań 6.5 na 10 i na śmierć o nim zapomniał. Gdy zorientował się, zadzwonił, aby przeprosić. Okazało się, że nie ma powodu, gdyż jego asystent usprawiedliwił go i sporządził notatkę ze spotkania, co więcej wszyscy byli zadowoleni.
Patrzyliśmy na niego, był naprawdę wkurzony.
– Co za dziadostwo! – powtarzał.
Kilka osób odezwało się:
– Co zrobić?
– Reset – usłyszeliśmy.
I tak to czasami bywa z poręcznością.
Osobiście najbardziej przeraża mnie oddanie władzy w ręce “agenta”, który różne rzeczy robi za mnie.
Fajne, więc skarżę do biblio.
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Uczynienie głupoty lżejszą od powietrza.
Gdyby głupota umiała latać, co?
Nie powtórzę Platona. Jako natomiast kreator fikcyjnego świata mam, uważam, prawo do uformowania go w dowolny, byle nie kompletnie idiotyczny sposób.
Masz. Ale kiedy go przekazujesz innym, jesteś skazany na słowa, a słowa są źródłem nieporozumień. Chyba jednak warto te nieporozumienia zminimalizować, nie?
Przypuszczam, że dzieli nas na tyle poważna różnica wieku, że nie możesz znać dość już starych i dość złośliwych dowcipów o stworzeniu świata.
Wątpię, żebyś się urodził w XIX wieku :P
Z enterami nie stało się nic, ale umownie możemy przyjąć, że klawisz zaciął się na amen.
Ojej.
Myślniki pojawiły się dlatego, że ich brak wywołałby jeszcze większe zdumienie formą zapisu partii dialogowych i oburzenie, że to, to dopiero utrudnia, bo kompletnie nie wiadomo,co jest wypowiedzią, co didaskaliami
Nie, no, bez przesady.
Jeżeli tę regułę unieważniono, no to się popisali…
?
Pozostaję z nadzieją, że wszystko, co powyżej, nie spowoduje, że wpiszesz mnie na listę portalowych nieprzyjaciół.
Okazało się, że nie ma powodu, gdyż jego asystent usprawiedliwił go i sporządził notatkę ze spotkania, co więcej wszyscy byli zadowoleni.
Philip Dick…
A, właśnie, Adamie – treść posta się podwoiła.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Nie no, aż takich błędów chyba nie mamy w naszym świecie. Chyba że jakieś usterki jeszce wyjdą. Tekst ciekawy
Sen jest dobry, ale książki są lepsze
Gdybyśmy byli doskonali, to jedyna możliwa zmiana byłaby na gorsze.
Gdybyśmy byli doskonali, to wszyscy musielibyśmy być identyczni.
Programiści muszą średnio co pięć lat uczyć się wszystkiego na nowo. Zmiany są nieuniknione, a że niektóre bywają nieoptymalne ;)
Heh, akurat mam trzy grosze…
Przez pewien czas nie było niczego i nikogo poza głęboko zamyślonym i smutnym Demiurgiem. Lecz w pewnej chwili zebrało się Prezydium nie wiadomo czyjej Rady Najwyższej
Po pierwsze primo – demiurg, określenie ma wiele znaczeń i brak (moim zdaniem) uzasadnienia
dla wielkiej litery.
Po drugie primo – skoro nie było niczego, to skąd wzięło się nagle owo nieszczęsne gremium?
Ks. Tischner dogadał się z góralami, że:
Na pocątku była pustać. Jakbyś siedzioł w Chyźnym, to byś tak samo godoł. Nie wiem, cy wiecie, co to "pustać"? Pustać to jest jakby pół nicego. To się ciągnie, ciągnie i nie kóńcy.
…
A nobardziej siedzi im w głowie ta pustać, to pół nicego, nicość, to takie nic. Leonowi Korkosowemu z Łopusnej ukozało się toto we flasce. Powiem więcej: ono wysło z flaski. Chłopi przi gorzołce medetowali, co by to miało być, to "nic". Leon im pedzioł: "to jest pół litra na dwók".
Czyli bez pół litra “nie razbierosz”? Nie no – czyta się płynnie (mimo wszystko), wiadomo
o co chodzi, ale “nie uśmiecha”… Sory.
dum spiro spero
Adamie, tekst ciekawy i dobrze napisany, choć większych przemyśleń u mnie nie wzbudził, tak więc rozpisać się bardziej nie zdołam. Pozdrawiam.
---> Tarnina.
Nie powtórzę Platona. Jako natomiast kreator fikcyjnego świata mam, uważam, prawo do uformowania go w dowolny, byle nie kompletnie idiotyczny sposób.
Masz. Ale kiedy go przekazujesz innym, jesteś skazany na słowa, a słowa są źródłem nieporozumień. Chyba jednak warto te nieporozumienia zminimalizować, nie?
>>> Warto, lecz tu akurat z oślim uporem – a nawet uporem idioty – pozostaję przy uprzednio wyrażonym zdaniu. Co nie ja jeden czynię, naginając w pasujący lub potrzebny mi sposób rzeczywistość. Przykład? Służę. “Terminus” i w dużej mierze “Polowanie” oraz “Wypadek” pióra Mistrza. Oczywiście podanie Jego opowiadań jako przykładu nie oznacza, że śmiem się z Nim porównywać, skoro wiem, że do pięt Mu nie dorastam i nie zdążę dorosnąć…
Przypuszczam, że dzieli nas na tyle poważna różnica wieku, że nie możesz znać dość już starych i dość złośliwych dowcipów o stworzeniu świata.
Wątpię, żebyś się urodził w XIX wieku :P
>>> No, nie, później… :-)
Myślniki pojawiły się dlatego, że ich brak wywołałby jeszcze większe zdumienie formą zapisu partii dialogowych i oburzenie, że to, to dopiero utrudnia, bo kompletnie nie wiadomo,co jest wypowiedzią, co didaskaliami
Nie, no, bez przesady.
>>> Tobie “bez przesady”, innym na pewno nie, więc lepiej jednak separować w jednoznaczny sposób.
Jeżeli tę regułę unieważniono, no to się popisali…
?
>>> Nie pamiętam, w którym i jak dawno wydanym słowniku orto znajdowała się reguła, omawiająca te alternatywne zapisy spójników. W każdym razie chodzi o fonetykę.
Pozdrawiam serdecznie.
Kurka wodna, pospieszyłem się…
Realucu, napisany “na kolanie” tekścik nie miał na celu powalanie czytelnika swą głębią. :-) Posłużył jako swego rodzaju odgromnik wobec uczuć, jakie wzbudziły wiadome decyzje wiadomej Rady, a jeśli przy okazji kogoś zdołał pozytywnie zainteresować i lekko rozbawić, no to czego chcieć więcej.
Pozdrawiam.
Gdybyśmy byli doskonali, to wszyscy musielibyśmy być identyczni.
Ano :)
Co nie ja jeden czynię, naginając w pasujący lub potrzebny mi sposób rzeczywistość.
Ale ja o słowach, nie o rzeczywistości…
Tobie “bez przesady”, innym na pewno nie, więc lepiej jednak separować w jednoznaczny sposób.
Też prawda…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Cześć AdamKB !
Fajnie się czytało, no niestety głębia mnie przerasta ale przynajmniej wiem, że istnieje :)
Pozdro!
Jestem niepełnosprawny...
Jak człowiek nie ma konta na Twitterze czy innym Iksie, to wiele ważnych rzeczy jednak może go ominąć…
Czytało się przyjemnie.
Przypomniał mi się dowcip:
Na początku było Słowo. Sądząc po wszystkim, co wydarzyło się później, musiało być bardzo niecenzuralne.
Babska logika rządzi!
Nawet się uśmiechnąłem. Podoba mi się stylizacja biblijna złamana kolokwializmami.
Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/
WSzK Finkla. Miło mi, że czytało się (samo??) przyjemnie. Co do natomiast Słowa, to takie, jakie proponujesz, czyli wymagające wykropkowania, najbardziej pasuje jako podsumowujące dokonania Pana D.
Pozdrawiam.
Marcinie_Maksymilianie, uśmiech Czytelnika to mniej więcej jedna dziesiąta nagrody literackiej o dowolnej nazwie. :-) No a tak serio, naprawdę mnie to cieszy. Stylizacja i kolokwializmy same mi się przeplatały, a skoro ten misz masz przypadł Tobie do gustu, to tym milej.
Pozdrawiam.
Po tylu latach treningów czytanie staje się takim nawykiem i odruchem, że dzieje się właściwie samo. ;-)
Babska logika rządzi!
Bez cienia żartów – gotowy jestem przyznać Tobie sto cztery procent racji. Wystarczy skusić się i zacząć, a potem, nawet gdy zaczyna się wzdychać i zżymać, że nie moja bajka, że to i tamto od czapy, dziwnie trudno przerwać. Chociaż czasami się udaje…
Pozdrowienia z ukłonem.
Czyli jak się narozrabia, wystarczy przeprosić. No i ładnie.
Zabawny tekścik.
"nie mam jak porównać samopoczucia bez bałaganu..." - Ananke
Czyli jak się narozrabia, wystarczy przeprosić.
Wypada od tego zacząć… Ale zauważ, co zakładasz w tej chwili
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Wystarczy skusić się i zacząć, a potem, nawet gdy zaczyna się wzdychać i zżymać, że nie moja bajka, że to i tamto od czapy, dziwnie trudno przerwać. Chociaż czasami się udaje…
Święta prawda. To chyba mój jedyny nałóg. I nawet nie próbuję go zwalczać. Więcej – mój szef wie, że czytam przy jedzeniu i też nie próbuje tego zwalczać. Bardzo rozsądny facet. :-)
Babska logika rządzi!
Uśmiechnęłam się
Tak to jest, jak się zaśnie na dłużej – wszystko się… wali.
Cieszę się, że tekst wywołał Twój uśmiech. A co do długiego snu, to czasem opłaca się coś przespać w dosłownym sensie. Można potem powołać się na stare porzekadło i oznajmić, że nie moja wina, bo kto śpi, ten nie grzeszy. :-)
Pozdrawiam.