
Obserwuję przemieszczające się między grobami szare postacie. Przystają co jakiś czas, zamierają, wsłuchują się w coś. Wtedy staram się nie poruszać, wstrzymuję też oddech, choć wiem, że i tak mnie nie zauważą. Skąd przychodzą? Dokąd potem idą? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć.
– Ilu było przede mną? – pyta kobieta na wózku, którą się opiekuję.
– Nie pamiętam.
Kłamię. Wiem doskonale, iloma osobami zajmowałem się wcześniej. Każda odcisnęła mi się w pamięci, każdą zapisałem w notatniku.
– Młodzi umierają, a starzy żyją wiecznie – mówi kobieta. – Co za paradoks. Być może jesteś ostatnim i nie będzie cię już miał kto zastąpić.
Te słowa są jak kolec róży zatopiony w ciele. Przecież musi istnieć ktoś, kto się mną zaopiekuje, gdy nadejdzie odpowiednia chwila, kiedy stracę już kompletnie siły i z trudem będę się poruszał.
– Co to za ludzie? Czemu oni tutaj przychodzą?
Wskazuje palcem na rozwiewające się we mgle postacie. Wśród nich dostrzegam kilka, którymi się opiekowałem. I które umarły. Reszty nie poznaję.
– Chodźmy stąd – sugeruję. – To nieodpowiednie miejsce dla żywych.
– A pamiętasz mojego wuja? Jak on się nazywał?
Lubi opowiadać o swoich krewnych. Widać, że to jej pasja. Mnie to średnio obchodzi, ale muszę słuchać. Wyławiam czasem coś ciekawego, jakiś fragment życiorysu, który potem zapisuję w notatniku.
Mówi o swoim wuju. Nigdy go nie poznałem. Jest dla mnie cieniem. Jest dla mnie nikim.
Zabieram moją podopieczną z tamtego ponurego miejsca. Włóczymy się jeszcze przez kilkanaście minut po opustoszałym parku, aż w końcu z piersi kobiety wydobywa się cichy charkot.
– Co pani jest? – pytam.
– Nic, nic. – odpowiada, choć widzę, że z trudem łapie oddech. – To normalne w moim wieku.
Udaję, że wszystko w porządku. Przechodziłem przez to wielokrotnie. Za każdym razem jest tak samo, a pustkę po nieobecnym podopiecznym zastępuję kolejnym. Nie mam problemu ze znalezieniem osób, którymi mógłbym się opiekować. Coraz ich więcej, lecz coraz częściej dopada mnie zwątpienie, iż może faktycznie jestem ostatnim z mojego pokolenia i nie znajdzie się nikt, kto mógłby zająć moje miejsce.
Moja towarzyszka przez długi czas się nie odzywa. To do niej niepodobne. Przystaję i przyglądam się. Głowa opadła jej na piersi. Przysnęła?
Dokładam rękę do szyi, próbuję znaleźć dowód na to, że wciąż jest obok. Sprawdzam puls, ale…
Umarła.
***
Kilka dni później stoję w tym samym miejscu i obserwuję szare postacie, ale w towarzystwie nowego podopiecznego. To starszy mężczyzna. Ręce mu się trzęsą, siwe włosy z trudem okalają głowę, a w oczy rzuca się kompletny brak uzębienia.
Na cmentarzu wyrósł nowy grób. Pochowano w nim moją poprzednią podopieczną.
– Kto to? – pyta mnie starzec.
– Nie wiem – kłamię.
Chyba tylko strach przed samotnością trzyma mnie jeszcze przy tym zajęciu. Mój nowy kompan jest obleśny i potwornie od niego śmierdzi. Często popuszcza w majtki. Tamta staruszka była o niebo lepsza. Zaczynam tęsknić za jej ciągłym gadaniem. Dziadzio woli milczeć. Bywają dni, że nie wypowiada ani jednego słowa, gapi się tylko w ścianę. Kiedy indziej znów mamrocze do siebie, ale nie jestem w stanie rozszyfrować słów. Jego mózg chyba powoli zamienia się w kaszę.
– Zimno mi – skarży się. Opatulam go szczelniej kocem, choć jest tak ciepło, że sam chodzę wciąż w podkoszulku z krótkim rękawem.
– Chodźmy do domu – mówię, mimo to nadal wpatruję się w szare postacie i szukam twarzy mojej ostatniej podopiecznej. Nigdzie jej nie znajduję. Dziadek już tupta ochoczo i mamrocze do siebie. Na spodniach wykwitła mu nowa plama. Znów się zmoczył. Nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Dzień powoli przechodzi w noc, a cmentarz pustoszeje. Wracamy do domu.
zanotowałem w notatniku.
Może “zapisałem” ?
Interpretuję, że mamy do czynienia z jakąś personifikacją śmierci. Ciekawa koncepcja. Po tym, co przekazuje pierwsza podopieczna, wnioskuję, że sam bohater nie jest wieczny. Podoba mi się ta myśl, taka ludzka Śmierć, która kiedyś będzie musiała zmierzyć się z ograniczeniami własnego ciała.
Lubię Twoje krótkie formy, Fanthomasie, przekazujesz coś ciekawego w niewielu słowach. :-)
Klik.
„Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje jest zarazem bestią i powodzią. Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." - V. Woolf
Dzięki, ciekawa interpretacja. Jestem trochę więźniem krótkiej formy, nie lubię się niepotrzebnie rozpisywać, jeśli to samo można przekazać mniejszą liczbą słów. ;)
To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...
Krótko, mocno, dobrze.
Już tylko spokój może nas uratować
Cześć, fanthomas. Bohater polubił staruszkę, ale dziadzia już nie do końca. Opiekuje się osobami, które docierają do kresu swych dni, i brzydzi się, gdy jeden z podopiecznych popuszcza mocz? No ja już nie lubię tego bohatera. Od strony warsztatowej, to specem nie jestem, ale (położył świeczkę?), jeśli już faktycznie to świeczka, powinien ją wbić w ziemię, a może miałeś na myśli znicz? Jeśli tak, to jego też by raczej nie położył, a postawił. Oprócz tego, że nie polubiłem bohatera, to tekst mnie nie wzruszył. Pozdrawiam.
Hesket wyrzuciłem zbędne elementy, bo faktycznie wtopa z tą świeczką, ale czasem coś się przeoczy. A bohater… no w sumie, nie wiem, mi nie przeszkadzał, a całość miała być alegorią smutku i samotności. Spieprzyłem.
To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...
Dobrze się czytało, choć rzecz dotyczy spraw ostatecznych i zdecydowanie niewesołych.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Pielęgniarz i nie wie, że są wkładki urologiczne, pampersy, pieluchomajtki?
Nawet dla psów… Niedbalstwo.
dum spiro spero
Przygnębiające, lecz ani trochę nie żałuję, że przeczytałem. Ładnie i dobrze napisane, uważam.
Pozdrawiam.
Podoba mi się. Lakonicznie napisane, przekaz zawarty w małej ilości słów. Temat aktualny – będzie coraz mniej młodych ludzi.
Chociaż tekst krótki, to dam klika do biblioteki (przekaz do mnie trafił).
Podobało mi się. Zgrabne i intrygujące.
Choć podejrzewałem, że on tych staruszków dobija ;)
Moje powieści: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/
Smutne i nie podoba mi się bohater/narrator. Wolałbym znaleźć więcej elementów wyraźnej fantastyki. :)
Lubię takie krótkie formy :) Dobrze napisane.
Pielęgniarz i nie wie, że są wkładki urologiczne, pampersy, pieluchomajtki?
To fakt, trochę to zgrzyta. Chyba że uznajemy, iż główny bohater nie jest jeszcze tego świadomy (ale wtedy trzeba by usunąć zdanie, że staruszek często popuszcza).
To powtórzenie nie wydaje się celowe:
Coraz ich więcej, lecz coraz częściej dopada mnie zwątpienie, iż może faktycznie
– Nic, nic. – odpowiada, choć widzę, że z trudem łapie oddech. – To normalne w moim wieku.
Śmierć mimo wszytsko lepsza od codziennej udręki, zmagań z chorobą i niepełnosprawnością. Kiedyś opiekowałam się starszą panią chorą na alzheimera, jak w dniu świstaka, każdy dzień to był nowy początek, zabawnym było przedstawiać się codziennie, imię, nazwisko itd. ta kobieta wiedziała wciąż o mnie niewiele, ale ja po miesiącu znałam całą historię jej życia z lat młodości, po 30 ona juz dla siebie nie istniała i tym samym ta część stała się dla mnie również tajemnicą. Jej obecność dawała mi wiele, prawdpodobnie tyle co ona czerpała z mojej, ale teraz jedyne ona cieszy sie wolnością, taką prawdziwą…:) Miło się czytało:) Pozdrawiam
Dzięki, ładny komentarz
To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...
Obyś fanthomasie nie był złym prorokiem.
Ostatnio czytałam kilka publikacji na temat demencji, opieki nad starszymi ludźmi, eutanazji, no i tak mi się twoje opko w temat wstrzeliło.
Smutne, ale dobre.
Nie przeszkadza mi, że staruszek nie nosi pampersa i popuszcza w spodnie. Może w tym świecie pampersy to towar luksusowy, deficytowy, albo z puli ekologii zabroniony i ludzkość wróciła do starej dobrej tetry. No a tetra ma to do siebie, że wszystko pięknie przepuszcza
Koń jaki jest każdy widzi, a i tak darowanemu w zęby nie zaglądasz.
Bardzo smutny tekst. Dobrze się czytało.
Niestety, szort nieszczególnie mi się spodobał. Początek skojarzył mi się trochę z “Piknikiem na skraju drogi” i rozbudził oczekiwania mocniejszego akcentu fantastycznego. Nie rozumiem, dlaczego główny bohater widzi duchy (?), i dlaczego dziadek w końcowej scenie jest opatulony kocem, chociaż z narracji wynika, że przyszedł na cmentarz na własnych nogach, a nie przyjechał na wózku.
"Moim ulubionym piłkarzem jest Cristiano Ronaldo. On walczył w III wojnie światowej i zginął, a teraz gra w reprezentacji Polski". Antek, 6 l.