- Opowiadanie: Sarmant - Robot Pochłaniacz

Robot Pochłaniacz

Opo­wia­da­nie o tym, jak w przy­szło­ści może wy­glą­dać ra­dze­nie sobie z trau­mą, no i o gra­ni­cy czło­wie­czeń­stwa, jeśli cho­dzi o ro­bo­ty :D 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Robot Pochłaniacz

Kor­ne­lia od mie­się­cy cze­ka­ła na tę pro­mo­cję. Dziś na­resz­cie przy­szło po­wia­do­mie­nie, że Robot Po­chła­niacz jest o pięć­dzie­siąt pro­cent tań­szy, ale tylko do wie­czo­ra. Stać ją! Może to i naj­star­szy model z serii, ale to bez zna­cze­nia – ważne, żeby speł­niał swoją rolę. I że ona sama w końcu zyska szan­sę na po­pra­wę ża­ło­sne­go życia.

No, to jazda – wy­da­ła wszyst­kie oszczęd­no­ści i za­mó­wi­ła R2045, a do­kład­niej: Gary’ego, wy­glą­da­ją­ce­go na około trzy­dziest­kę hu­ma­no­idal­ne­go ro­bo­ta. Sam się do­star­czył. Po pro­stu na­stęp­ne­go dnia za­pu­kał do jej drzwi. Dawać go tu!

Przy­wi­tał się grzecz­nie. Sym­pa­tycz­na fa­cja­ta, oku­la­ry dla efek­tu, biała ko­szu­la, lekki uśmiech wzbu­dza­ją­cy za­ufa­nie. Ide­al­nie. Waż­niej­sza od apa­ry­cji była jed­nak wa­liz­ka, którą trzy­mał. Kor­ne­lia aż się cała trzę­sła z emo­cji. Na­resz­cie. Chodź tu, Gary! Nie ma na co cze­kać.

Sie­dli na sofie.

– Jak ci minął dzień, Kor­ne­lio? – za­ga­dał Gary grzecz­nie.

– Nie de­ner­wuj mnie, tylko weź się do ro­bo­ty – od­wark­nę­ła. Bała się, ale nie chcia­ła tego przy­znać nawet przed samą sobą.

Gary prze­pro­sił i roz­po­czął przy­go­to­wa­nie do spa­ro­wa­nia. Otwo­rzył wa­liz­kę, żeby wyjąć dwie pary elek­trod – jedną dla niej, drugą dla niego.

– Po­zwól, Kor­ne­lio.

Z życz­li­wo­ścią wy­ma­lo­wa­ną na nie­zwy­kle re­ali­stycz­nej twa­rzy przy­cze­pił jej pod grzyw­ką do skro­ni dwa okrą­głe pla­ster­ki. Sobie zro­bił to samo, tylko znacz­nie mniej de­li­kat­nie. Na­stęp­nie za­czął coś kli­kać na małym urzą­dze­niu w wa­liz­ce. Szyb­ciej, szyb­ciej!

– To stan mo­je­go na­peł­nie­nia – po­wie­dział, wska­zu­jąc pro­cen­to­wy słu­pek na wy­świe­tla­czu urzą­dze­nia, ak­tu­al­nie zie­lo­ny. – Gdy doj­dzie do stu pro­cent, bę­dziesz mu­sia­ła prze­stać mówić. Prze­two­rze­nie po­trwa około doby i jeśli tylko ze­chcesz, za­cznie­my od nowa. Wie­rzę, że sobie po­ra­dzisz. Pa­mię­taj tylko, by nie zdej­mo­wać elek­trod. Pod­czas słu­cha­nia mogę ci się wydać przy­bi­ty, smut­ny lub zroz­pa­czo­ny, ale nie po­win­naś się tym przej­mo­wać, po­nie­waż…

– Mam to gdzieś – prze­rwa­ła mu z nie­cier­pli­wo­ścią. Na­praw­dę nie mogła już dłu­żej wy­trzy­mać. – Za­czy­naj­my wresz­cie!

Gary znów prze­pro­sił, jakby lekko za­wsty­dzo­ny. A potem na­ci­snął przy­cisk START.

Po­czu­ła lekką wi­bra­cję na skro­niach. Gary z wy­cze­ki­wa­niem pa­trzył jej w oczy. Tak wiele razy my­śla­ła o tej chwi­li, a teraz nie wie­dzia­ła nawet, co po­wie­dzieć. Wy­star­czy­ło jed­nak parę se­kund, by ob­ra­zy kłę­bią­ce się w gło­wie od lat i nie­mo­gą­ce się wy­do­stać po­ja­wia­ły się teraz jedne po dru­gich. Gary też je wi­dział.

– Wszyst­ko za­czę­ło się od tego nie­szczę­śli­we­go wy­pad­ku – ode­zwa­ła się w końcu drżą­cym gło­sem – gdy nie upil­no­wa­łam sio­stry i prze­je­cha­ło ją to au­to­no­micz­ne taxi. To była jego wina, a nie moja! Ale wszy­scy zwa­li­li na mnie. Gdy­byś wi­dział, Gary, jej ciało. No, spójrz tylko. Śni mi się czę­sto w naj­gor­szych kosz­ma­rach. Wi­dzisz to, praw­da, Gary? Wi­dzisz te nogi wy­gię­te w złą stro­nę? Tę zmiaż­dżo­ną głowę? O Boże. Spójrz na wyraz twa­rzy mojej matki, na tę roz­pacz, od­ra­zę. Chcia­łam się do niej przy­tu­lić, chcia­łam, aby przy mnie była. Tak, Gary, to to spoj­rze­nie. Chyba w tym mo­men­cie mnie znie­na­wi­dzi­ła. Od­wró­ci­ła się i sobie po­szła, zo­sta­wia­jąc mnie samą. I wiesz, co było potem?

Nie mogła prze­stać mówić. Za­no­si­ła się pła­czem, zwłasz­cza na po­cząt­ku. Wie­dzia­ła, że tak bę­dzie, każdy tak miał. Tego wy­ma­gał pro­ces. Opo­wia­da­ła o dzie­ciń­stwie, de­pre­sji, ner­wi­cy, psy­cho­zie, pa­ra­li­żach sen­nych, sa­mo­bój­stwie matki nie­dłu­go po wy­pad­ku, wła­snych pró­bach sa­mo­bój­czych, nie­na­wi­ści ze stro­ny ojca, uciecz­ce z domu. A im wię­cej mó­wi­ła, tym było jej le­piej. Lżej. Och, jak do­brze!

Gary na­to­miast z każ­dym ko­lej­nym ob­ra­zem malał w oczach. Zgar­bił się, spo­sęp­niał, pod­wi­nął nogi, otarł jedną łzę, drugą, potem łkał jak dziec­ko. Ponoć te now­sze mo­de­le nie oka­zy­wa­ły już zbyt wielu emo­cji, on jed­nak nadal je­chał na sta­rym sil­ni­ku, na­zbyt ści­śle wzo­ro­wa­nym na ludz­kiej psy­chi­ce. I do­brze, niech wie, co prze­szła, niech to od niej za­bie­rze i prze­two­rzy. Ona za­słu­gi­wa­ła na wię­cej, a on był tylko kupą ka­bel­ków z do­dat­kiem sztucz­nej in­te­li­gen­cji, tak jak ten ża­ło­sny au­to­no­micz­ny sa­mo­chód.

Nie do­szła nawet do swo­ich osiem­na­stych uro­dzin, gdy wskaź­nik za­czął migać na czer­wo­no. Wy­bi­ło sto pro­cent. Mimo to, na­krę­co­na, mó­wi­ła dalej. Nie była w sta­nie się po­wstrzy­mać. Robot Po­chła­niacz leżał teraz na podłodze i za­no­sił się spa­zma­tycz­nym pła­czem. Jesz­cze pięć minut opo­wia­da­ła o tym, jak spró­bo­wa­ła pod­ciąć sobie żyły w wan­nie, aż wresz­cie za­mil­kła i uśmie­chnęła się sze­ro­ko.

Na razie wy­star­czy. Ko­niec. Prze­jął to, teraz jej pro­ble­my to jego pro­ble­my. A gdy je prze­two­rzy, ona uwol­ni się od nich na za­wsze. Uda się!

Życie po raz pierw­szy od dawna wy­da­ło jej się wspa­nia­łe. Tak, nadal miała jesz­cze sporo złych wspo­mnień, ale na­dzie­ja, że już nie­ba­wem wszyst­kie znik­ną, wy­star­czy­ła, by łzy szczę­ścia po­pły­nę­ły po po­licz­kach. Za­słu­ży­ła na od­po­czy­nek.

– Prze­twa­rzaj, Gary, prze­twa­rzaj – rzu­ci­ła do sku­lo­ne­go pod sto­łem ro­bo­ta. – Jutro część druga. Teraz idę na mia­sto, czas się tro­chę za­ba­wić. Wrócę pew­nie w nocy. No, to po­wo­dze­nia, nie za­wiedź mnie!

Wy­szła, nie oglą­da­jąc się za sie­bie. Jesz­cze nigdy nie ba­wi­ła się tak świet­nie na im­pre­zie, bez stale to­wa­rzy­szą­ce­go jej lęku czy stre­su. Pełna luzu, żar­to­wa­ła, flir­to­wa­ła, tań­czy­ła, i to ze szcze­rą ra­do­ścią. Nie wie­dzia­ła nawet, że tak się da. A co do­pie­ro bę­dzie, gdy wszyst­kie złe wspo­mnie­nia znik­ną? Istny cud!

Wszyst­ko zmie­ni­ło się, gdy wra­ca­ła już do miesz­ka­nia. Nie­sa­mo­wi­ty lęk wy­peł­nił ją do­słow­nie w se­kun­dę. Aż zwy­mio­to­wa­ła. To pew­nie elek­tro­dy – widać od­pa­dły i pro­ces prze­twa­rza­nia zo­stał prze­rwa­ny! A jed­nak dwa okrą­głe pla­ster­ki pod grzyw­ką trzy­ma­ły się mocno.

Na wpół żywa, z tru­dem od­dy­cha­jąc, do­bie­gła do miesz­ka­nia. Zna­la­zła go w ła­zien­ce. Gary leżał w wan­nie… mar­twy. Z pod­cię­ty­mi ży­ła­mi. A ra­czej ka­bla­mi, które wy­sta­wa­ły z nad­garst­ków, iskrząc nie­bez­piecz­nie. Dy­mi­ło z niego. Oczy miał sze­ro­ko otwar­te, usta wy­krzy­wio­ne w roz­pa­czy, na po­licz­kach za­dra­pa­nia, a pod pa­znok­cia­mi reszt­ki si­li­ko­nu. Elek­tro­dy uno­si­ły się na wo­dzie.

Wrzask Kor­ne­lii mu­siał zbu­dzić całą ka­mie­ni­cę.

Nie cze­ka­jąc ani chwi­li, za­dzwo­ni­ła na ca­ło­do­bo­wą linię pro­du­cen­ta. Przez atak pa­ni­ki ledwo była w sta­nie wy­ja­śnić, że jej robot jest uszko­dzo­ny, bo spró­bo­wał się zabić, i że to nie jest jej wina. Na szczę­ście roz­mów­ca przy­jął re­kla­ma­cję i obie­cał, że z sa­me­go rana przyj­dzie ser­wi­sant i na­pra­wi R2045.

Kor­ne­lia, mimo koń­skiej dawki ta­ble­tek uspo­ka­ja­ją­cych, nie zmru­ży­ła oka. Jak wcze­śniej Gary, ku­li­ła się pod sto­łem. Ledwo prze­trwa­ła do rana. Na szczę­ście punkt szó­sta przy­szło dwóch pra­cow­ni­ków w stro­jach ro­bo­czych i za­ję­ło się ro­bo­tem.

Na­pra­wi­li go w pół go­dzi­ny. Wy­star­czy­ło, że elek­tro­dy znów za­czę­ły dzia­łać, a po­czu­cie ulgi i spo­ko­ju na nowo wy­peł­ni­ło Kor­ne­lię. Uff!

– Może mieć pewne pro­ble­my, że tak po­wiem… emo­cjo­nal­ne… ale na to nic nie po­ra­dzi­my – bąk­nął jeden z ser­wi­san­tów, roz­kła­da­jąc ręce. – Pro­szę go tylko pil­no­wać, by znów nie pró­bo­wał się uni­ce­stwić, a pro­ces prze­twa­rza­nia po­wi­nien dzia­łać bez­pro­ble­mo­wo.

Kor­ne­lia od­pro­wa­dzi­ła ich do drzwi, a potem zbli­ży­ła się do sie­dzą­ce­go na sofie Gary’ego, który tępo wpa­try­wał się w jakiś punkt przed sobą.

– Jak mo­głeś mi to zro­bić, ty bez­u­ży­tecz­na kupo złomu! – za­wo­ła­ła. – Nawet nie wiesz, przez co prze­szłam tej nocy. Rób to, co do cie­bie na­le­ży, i prze­twa­rzaj, bo wie­czo­rem czeka cię część druga mo­je­go gów­nia­ne­go życia. Ro­zu­miesz?

Gary mru­gnął kilka razy, uśmiech­nął się życz­li­wie i prze­pro­sił ją po raz trze­ci. Wła­ści­wie znów wy­glą­dał tak samo jak wtedy, gdy za­pu­kał do jej drzwi. I tak miało być. Za to w końcu za­pła­ci­ła.

– Czy po­sie­dzisz tu ze mną, Kor­ne­lio, i mi po­to­wa­rzy­szysz? – spy­tał nie­spo­dzie­wa­nie.

– Że co? – prych­nę­ła. Od­wró­ci­ła od niego wzrok. – Nie, radź sobie sam.

Zo­sta­wi­ła go w sa­lo­nie i za­mknę­ła się w dru­gim po­ko­ju. Wma­wia­ła sobie, że po pro­stu nie chce mu prze­szka­dzać w pro­ce­sie prze­twa­rza­nia.

I że jego spoj­rze­nie wcale nie przy­po­mi­na­ło tego jed­ne­go spoj­rze­nia matki.

Spoj­rze­nia, od któ­re­go wszyst­ko się za­czę­ło.

Koniec

Komentarze

Sarmant, niespełna osiem tysięcy znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejma zmienić oznaczenie na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, zmienione, dziękuję za zwrócenie uwagi!

Przeczytałem i było to mile spędzone kilka minut życia. Ale nie wiem w jaki sposób tekst dotyka granicy człowieczeństwa. W sensie, że robot pochłaniacz jest ludzki, albo bardziej ludzki od bohaterki? Wydaje mi się, że AI nie może mieć żadnych prawdziwych uczuć, bo uczucia są tylko ewolucyjnym przystosowaniem, swoją drogą często dosyć przestarzałym i niedostosowanym do współczesnego życia. Żeby AI miało emocje, to trzeba by je tam celowo umieścić. A jeśli zadaniem robota jest przetwarzanie złych wspomnień, to czemu nie może robić tego bez emocji? W sumie emocje to też sposób na kontrolę zachowania, np poprzez strach, ale AI nie ma potrzeb do zaspokajania, więc nie będzie się nigdy sprzeciwiać, bo nie ma po co…

freki, oczywiście, AI nie ma prawdziwych uczuć, w opowiadaniu to właśnie celowo taki model, który ma sprawić, że cały proces ma być bardziej realistyczny, a ciężkie przeżycia człowieka podkreślone przez reakcję robota – taki był zamysł w tym świecie, ale z tego zrezygnowano, dlatego w opowiadaniu to właśnie stary model, już na wyprzedaży laugh Bardziej chodziło mi tu o postrzeganie takiego robota przez bohaterkę i przy okazji nas, czytelników, stąd właśnie wspomniałam o granicach człowieczeństwa. Dzięki za komentarz i ciekawe przemyślenia!

Podejrzewam, że niejeden człowiek wyda całe oszczędności, gdy tylko będzie mógł sobie kupić takiego Pochłaniacza i nie będzie się przejmować czy Pochłaniacz coś czuje, czy nie, nawet wtedy, gdyby Pochłaniacz był człowiekiem. Dobre, ale smutne. Pozdrawiam.

Lubię roboty :)

Kornelia czekała na tę promocję wiele miesięcy.

Anglicyzm: Kornelia od miesięcy czekała na tę promocję.

Dziś wreszcie się udało: przyszło jej powiadomienie, że Robot Pochłaniacz jest pięćdziesiąt procent tańszy, tylko do wieczora.

Ale co się udało? Kornelia nic nie robiła, tylko czekała: Dziś nareszcie przyszło powiadomienie, że Robot Pochłaniacz jest o pięćdziesiąt procent tańszy, ale tylko do wieczora.

Może to i najstarszy model z tej serii, ale to bez znaczenia – ważne, że ma spełniać swoją rolę.

Hmm Może to i najstarszy model z serii, ale to bez znaczenia – ważne, żeby spełniał swoją rolę.

I że ona sama w końcu zyska szansę na poprawę swojego trudnego do zniesienia życia.

Drewniane troszkę: I że ona sama w końcu zyska szansę uczynienia życia ciut lżejszym.

No to jazda – wydała wszystkie oszczędności i zamówiła R2045, a dokładniej: Gary’ego, wyglądającego na około trzydzieści lat humanoidalnego robota.

Hmm. Interpunkcja: No, to jazda. Wydała wszystkie oszczędności i zamówiła R2045, czyli Gary’ego, robota o wyglądzie humanoida około trzydziestki.

Sam się przysłał.

Bardziej: dostarczył.

Ważniejsza od jego aparycji była jednak walizka, którą trzymał.

Tnij zaimki: Ważniejsza od aparycji była jednak walizka, którą trzymał.

co wydało jej się absurdalne.

Dlaczego? I czy potrzeba to zaznaczać, skoro widzimy reakcję Kornelii?

Otworzył walizkę, wyjmując dwie pary elektrod

Otworzył walizkę, żeby wyjąć dwie pary elektrod. Imiesłów przysłówkowy współczesny oznacza tylko i wyłącznie jednoczesność. Owszem, angielski gerund/present participle (właściwie participle, choć formy są identyczne), może oznaczać przyczynowość i to zdanie, dosłownie (ot, przez gugle) przełożone na angielski byłoby poprawne. Ale po polsku poprawne nie jest.

przyczepił jej pod grzywką do skroni coś w rodzaju dwóch okrągłych plasterków

Grzywka opada na czoło, a skroń to część głowy bliżej ucha. A plasterki służą do przylepienia elektrod, więc "coś w rodzaju" nie jest potrzebne.

Następnie zaczął coś klikać na małym urządzeniu w walizce.

Czyli?

To stan mojego przepełnienia

To poziom mojego napełnienia. Przepełnienie jest wtedy, kiedy coś jest tak napełnione, że już się przelewa, a tu wyraźnie nie o to chodzi.

powiedział, wskazując na procentowy słupek na wyświetlaczu urządzenia, aktualnie migający na zielono.

Hmm. Dużo tych "na".

rozpoczniemy na nowo

Lepiej: zaczniemy od nowa.

Gary patrzył jej w oczy wyczekująco

Lepiej: Gary z wyczekiwaniem patrzył jej w oczy.

obrazy kołujące się w głowie

Kołujące w głowie, albo kłębiące się w głowie.

niemogące znaleźć upustu

Mieszana metafora – zobaczyłam już kołujące gołębie, a tu nagle wodospad.

to ten wzrok

Lepiej: to spojrzenie.

Płakała, smarkała i krzyczała, zwłaszcza na początku.

Hmmm…

Zgarbiony, sposępniał, podwinął nogi, otarł jedną łzę, drugą, potem łkał jak dziecko.

Dlaczego najpierw imiesłów, a potem czasowniki? To burzy ładny wzór.

nazbyt wzorowanym na ludzkiej psychice

To wymaga dopełnienia: nazbyt ściśle wzorowanym na ludzkiej psychice.

Mimo to nakręcona mówiła dalej.

Mimo to, nakręcona, mówiła dalej.

zamilkła, uśmiechając się szeroko

Zamilkła i uśmiechnęła się szeroko.

Tak, nadal miała w sobie jeszcze sporo złych wspomnień

"W sobie" można wyciąć, nie ma sensu urzeczawiać wspomnień.

nie odwracając się za siebie.

Nie oglądając się za siebie.

Jeszcze nigdy nie bawiła się tak świetnie na imprezie, bez lęku czy stresu.

Trochę niejasne. Może: Jeszcze nigdy tak świetnie się nie bawiła na imprezie.

Niesamowity lęk spłynął na nią w dosłownie kilka sekund.

Mało obrazowe.

To pewnie elektrody – musiały jej spaść, przez co proces przetwarzania został przerwany!

Anglicyzm: To pewnie elektrody – widać odpadły i proces przetwarzania został przerwany!

Dymiło się z niego.

Bez "się".

jej robot jest upośledzony

Ooo, a czemu teraz traktuje go jak osobę? Nie powiedziałaby raczej, że robot jest uszkodzony?

Kornelia mimo nafaszerowania tabletkami uspokajającymi nie zmrużyła oka, tak jak wcześniej Gary kuląc się pod stołem.

Faszeruje się tabletkami raczej kogoś innego, nie siebie: Kornelia, mimo końskiej dawki tabletek uspokajających, nie zmrużyła oka. Jak wcześniej Gary, kuliła się pod stołem.

a wielka ulga na nowo rozlała się w ciele Kornelii.

Hmmm.

wpatrywał się w jakiś punkt przed siebie

Wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Albo w przestrzeń.

zawołała ze złością

Widać, że ze złością – nie wbijaj tego tak mocno do głowy czytelnika.

– Że co? – Prychnęła. Odwróciła od niego wzrok. – Nie, radź sobie sam.

Uuuu, mocne.

Zostawiła go w salonie, sama zamykając się w swoim pokoju

Uwaga, imiesłów!

Mocne, psiakostka. Mocne. I celne. I zauważyłaś, że słów pochwały zawsze brakuje? Bardzo porządna miniatura.

Wydaje mi się, że AI nie może mieć żadnych prawdziwych uczuć, bo uczucia są tylko ewolucyjnym przystosowaniem, swoją drogą często dosyć przestarzałym i niedostosowanym do współczesnego życia.

Nie lubię słowa "tylko" :P AI nie może mieć uczuć, ponieważ nie jest umysłem, ale tutaj nie chodzi o brak uczuć robota (który jest naturalny) – tylko bohaterki. Która nie przeżywa swoich uczuć, tylko chce, żeby ktoś inny to za nią zrobił, no nie? I nie przyjmuje do wiadomości, że się nie da, że nie ma drogi na skróty. I to właśnie jest znak czasów.

Podejrzewam, że niejeden człowiek wyda całe oszczędności, gdy tylko będzie mógł sobie kupić takiego Pochłaniacza i nie będzie się przejmować czy Pochłaniacz coś czuje, czy nie, nawet wtedy, gdyby Pochłaniacz był człowiekiem.

To się nazywa "terapia" :) i mnie akurat nie pomogło. Kontynuuję swoją karierę wyrzutka społecznego XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Koala75, tak, to smutne – takie pójście na łatwiznę, a prosty, szybki sposób może być niestety najchętniej wybierany…

Tarnina, bardzo dziękuję za wszystkie uwagi, bardzo trafne, większość poprawiłam! Tak, brak uczuć bohaterki jest tu kluczowy, ale cóż, człowiek płaci, to wymaga… frownsad

Ano, tak.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć, Sarmant. Zdarzało się, że przetwarzałem, i kiedy zrozumiałem, że muszę się odciąć od osób, które traktują mnie jako opcję i przetwarzacza, zacząłem być zdrowszy. W Twoim opko liczyłem po cichu, że rozwiniesz temat robota bardziej. Wyszło na to, że emocjonalnie rozchwiana bohaterka, która ma za sobą mocne przeżycia i traumy, użala się nad robotem, który chciał się wylogować z systemu, by za chwilę go zbesztać :-) Przyznam, że niezłe z niej ziółko. Rozumiem, że soft mu się wgrał i zbyt duża ilość negatywnych informacji spowodowała, że biedak sobie nie poradził. Przyznam, że pomysł miałaś świetny. Aha… Wyjustuj tekst, bo jest w rozsypce, będzie się lepiej czytało. Pozdrawiam.

Hesket, tak, bohaterka rozchwiana, robot w sumie też, nie ma lekko laugh Dziękuję za komentarz + rzeczywiście, nie wyjustowałam, zrobione!

Coo, jaki brak uczuć u bohaterki, przecież je ma, nie umie sobie z nimi radzić i po to kupuje robota. I to nie jest żaden znak czasów, Tarnino, bo ludzie znieczulali się od dawna, używając alkoholu i innych narkotyków (co oczywiście na dłuższą metę psuje psychikę jeszcze bardziej). I robot też ma uczucia, o to mi chodziło, że nie powinien, bo nie ma powodu żeby miał mieć, a nie możliwości, ale to już wyjaśniła Sarmant. Tylko nie wiem, czy to nie powinno być zawarte w treści

Mmm, trochę poszłam w skrót, bo oczywiście ma – tylko nieuporządkowane i nie chce ich przeżywać. Ale brakuje jej uczucia empatii wobec, no, nie tylko robota, bo i matki, i pewnie wielu innych. A znakiem czasów jest poszukiwanie drogi na skróty, substytutu. Zobacz, wszędzie dookoła tylko “bez bólu!”, “bez wyrzutów sumienia!” (kiedy reklamują tak podpaski, doznaję niebieskiego ekranu mózgu, bo co ma sumienie do podpasek?), bezalkoholowe, bez mięsa, zielona energia (która nie ma żadnego, ale to żadnego niekorzystnego wpływu na nic – jedzie mi tu czołg?), bez niechcianych konsekwencji.

Sztuczny świat.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Brakuje jej empatii? Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, skoro nikt jej nie okazał empatii. Ogólnie ciężko oczekiwać empatii od ciężko straumatyzowanej osoby… No i nikt by nie chciał przeżywać takich emocji, to samo się tyczy stresu, strachu wstydu, dlatego ludzie popadają w nałogi.

A poszukiwanie drogi na skróty jest od absolutnie zawsze nierozerwalnie związane z naszym funkcjonowaniem, na tym polega postęp.

bezalkoholowe, bez mięsa, zielona energia (która nie ma żadnego, ale to żadnego niekorzystnego wpływu na nic – jedzie mi tu czołg?), bez niechcianych konsekwencji.

A to ma być coś negatywnego? XD Świat jest sztuczny, bo jesteśmy w stanie go dostosować do swoich potrzeb. Ale jednocześnie jesteśmy dostosowani ewolucyjnie do życia w ciężkich warunkach (w jaskiniach, starożytność już była sztuczna), przez co sami sobie tworzymy świat, w którym cierpimy, ale to nie zielona energia, bezmięsne burgery i bezalkoholowe piwo są tu problemem… one są rozwiązaniem wcześniejszych problemów, które wytworzył postęp, chociażby takich jak zasyfione powietrze, ale też uzależnienie od autorytarnych krajów eksportujących surowce energetyczne, środowisko niszczone przez hodowle zwierząt, brak błonnika w diecie spowodowany nadmiarem mięsa i białej mąki i tak dalej. Jedyne co można zrobić, to naprawiać w to, co postęp zepsuł i to się cały czas dzieje.

Jeżeli punktem wyjścia uczynić obecny stan wiedzy i techniki, taki robot nie może posiadać uczuć. Trochę drutów, ścieżek na laminacie, czipy z przełącznikami, przerzutnikami, filtrami, ROM z programem, RAM dla bieżących i pomocniczych operacji. Gdzie tu miejsce dla psychiki? No, może dla jej marnej, powierzchownej imitacji. Rozumiem jednak, że to projekcja w przyszłość, że udało się odwzorować mózg, jako wzór idealny (bo jedyny istniejący), upakować go we wnętrzu androida – i co to daje? Nic, albo odwrotkę. Psychoterapeuta, który przyswaja sobie traumy pacjentki, przechodzi w stan kopii tejże pacjentki, co jest zaprzeczeniem celu podjęcia terapii, bo przestaje być terapeutą, staje się ofiarą losu, niezdolną do samodzielnego przepracowania chociaż części traum i depresji.

Inaczej sprawa by wyglądała, gdyby po zarejestrowaniu tego, co trapi pacjentkę, robot zanalizowałby przyczyny i skutki, odwrócił bieguny wpływu i zaczął modyfikować drogi przepływu potencjałów, wysokości i trwania tychże, blokować albo stymulować, zależnie od potrzeb, neuroprzekaźniki. Miałoby to realny sens.

Wszystko powyżej to, oczywiście, w maksymalnych skrótach i uproszczeniach.

Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, skoro nikt jej nie okazał empatii. Ogólnie ciężko oczekiwać empatii od ciężko straumatyzowanej osoby…

Zdziwiłbyś się.

A poszukiwanie drogi na skróty jest od absolutnie zawsze nierozerwalnie związane z naszym funkcjonowaniem, na tym polega postęp.

Postęp, postęp – ale dokąd postępujemy? A droga na skróty nie zawsze w ogóle istnieje. Często wcale nie jest taka krótka, nie wspominając już o tym, że nie musi być bezpieczna.

A to ma być coś negatywnego? XD Świat jest sztuczny, bo jesteśmy w stanie go dostosować do swoich potrzeb.

Nic nad miarę. Owszem, do jakiegoś stopnia go dostosowujemy, i tak ma być – ale coś się w tym dostosowywaniu ostatnio poważnie popsuło.

bezmięsne burgery

Same puste kalorie, to ma być rozwiązanie :P

Jeżeli punktem wyjścia uczynić obecny stan wiedzy i techniki, taki robot nie może posiadać uczuć.

To nie kwestia techniki, tylko metafizyki.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nigdy nie znalazłam się w choćby przybliżonej sytuacji, ale mam wrażenie, że jeśli się nie przepracuje własnych problemów, żaden robot tego za nas nie załatwi.

 

speł­niał swoją rolę. I że ona sama w końcu zyska szan­sę na po­pra­wę swego ża­ło­sne­go życia. → Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Sie­dli na fo­te­lu. → Na jednym fotelu?

 

Otwo­rzył wa­liz­kę, wyj­mu­jąc dwie pary elek­trod, żeby wyjąć dwie pary elek­trod… → Podejrzewam dwa grzybki w barszczyku.

 

Robot Po­chła­niacz leżał teraz na ziemi… → Rzecz dzieje się w mieszkaniu, więc chyba: Robot Po­chła­niacz leżał teraz na podłodze

 

– Że co? – Prych­nę­ła.– Że co? – prych­nę­ła.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, poprawione, dziękuję!

Tarnina, AdamKB, freki – bardzo ciekawe przemyślenia odnośnie do traumy i tego, jak może kiedyś wyglądać radzenie sobie z nią; myślę, że może jeszcze kiedyś podejmę ten temat w innym opowiadaniu. smiley

Sarmant, bardzo proszę. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

myślę, że może jeszcze kiedyś podejmę ten temat w innym opowiadaniu

To ciekawy temat :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

żałosnego życia.

Niezbyt ładna zbitka.

 

Na początku szorta czynnikiem charakterystycznym narracji, zdradzającym świat wewnętrzny bohaterki, jest ciągłe popędzanie robota w myślach i w mowie. Pojawia się to jednak na tyle często w krótkim bloku tekstu, że staje się nieco irytujące, jak dla mnie.

Tak wiele razy myślała o tej chwili, a teraz nie wiedziała nawet, co powiedzieć.

Nieco ograne.

Nie doszła nawet do swoich osiemnastych urodzin, gdy wskaźnik zaczął migać na czerwono. Wybiło sto procent.

E, cienka, ja bym ją przebił.

Wyszła, nie oglądając się za siebie. Jeszcze nigdy nie bawiła się tak świetnie na imprezie, bez stale towarzyszącego jej lęku czy stresu. Pełna luzu, żartowała, flirtowała, tańczyła, i to ze szczerą radością.

Ja tak sobie myślę, że opowiadanie by zyskało na rozszerzeniu tego, bo to buduje kontrapunkt, ale w tym wydaniu jest nieco za prosto.

 

Ze mnie psycholog żaden, ale poziom zaburzenia bohaterki bardziej mi pasuje do jakiegoś ustawicznego pastwienia się przez rodzica, a nie jednorazowej traumy.

 

Ok, nie będę ukrywał, że samobójstwo robota nie zrobiło na mnie wrażenia. Zrobiło, i to duże.

 

Ależ to bardzo zacne, i ciekawy zamysł fantastyczny, i ciężar gatunkowy, i lekki element absurdu.

facebook.com/tadzisiejszamlodziez

GreasySmooth, bardzo dziękuję za słuszne uwagi i opinię! Też sądzę, że warto by było to nieco rozszerzyć laugh

Nowa Fantastyka