
Opowiadanie o tym, jak w przyszłości może wyglądać radzenie sobie z traumą, no i o granicy człowieczeństwa, jeśli chodzi o roboty :D
Opowiadanie o tym, jak w przyszłości może wyglądać radzenie sobie z traumą, no i o granicy człowieczeństwa, jeśli chodzi o roboty :D
Kornelia od miesięcy czekała na tę promocję. Dziś nareszcie przyszło powiadomienie, że Robot Pochłaniacz jest o pięćdziesiąt procent tańszy, ale tylko do wieczora. Stać ją! Może to i najstarszy model z serii, ale to bez znaczenia – ważne, żeby spełniał swoją rolę. I że ona sama w końcu zyska szansę na poprawę żałosnego życia.
No, to jazda – wydała wszystkie oszczędności i zamówiła R2045, a dokładniej: Gary’ego, wyglądającego na około trzydziestkę humanoidalnego robota. Sam się dostarczył. Po prostu następnego dnia zapukał do jej drzwi. Dawać go tu!
Przywitał się grzecznie. Sympatyczna facjata, okulary dla efektu, biała koszula, lekki uśmiech wzbudzający zaufanie. Idealnie. Ważniejsza od aparycji była jednak walizka, którą trzymał. Kornelia aż się cała trzęsła z emocji. Nareszcie. Chodź tu, Gary! Nie ma na co czekać.
Siedli na sofie.
– Jak ci minął dzień, Kornelio? – zagadał Gary grzecznie.
– Nie denerwuj mnie, tylko weź się do roboty – odwarknęła. Bała się, ale nie chciała tego przyznać nawet przed samą sobą.
Gary przeprosił i rozpoczął przygotowanie do sparowania. Otworzył walizkę, żeby wyjąć dwie pary elektrod – jedną dla niej, drugą dla niego.
– Pozwól, Kornelio.
Z życzliwością wymalowaną na niezwykle realistycznej twarzy przyczepił jej pod grzywką do skroni dwa okrągłe plasterki. Sobie zrobił to samo, tylko znacznie mniej delikatnie. Następnie zaczął coś klikać na małym urządzeniu w walizce. Szybciej, szybciej!
– To stan mojego napełnienia – powiedział, wskazując procentowy słupek na wyświetlaczu urządzenia, aktualnie zielony. – Gdy dojdzie do stu procent, będziesz musiała przestać mówić. Przetworzenie potrwa około doby i jeśli tylko zechcesz, zaczniemy od nowa. Wierzę, że sobie poradzisz. Pamiętaj tylko, by nie zdejmować elektrod. Podczas słuchania mogę ci się wydać przybity, smutny lub zrozpaczony, ale nie powinnaś się tym przejmować, ponieważ…
– Mam to gdzieś – przerwała mu z niecierpliwością. Naprawdę nie mogła już dłużej wytrzymać. – Zaczynajmy wreszcie!
Gary znów przeprosił, jakby lekko zawstydzony. A potem nacisnął przycisk START.
Poczuła lekką wibrację na skroniach. Gary z wyczekiwaniem patrzył jej w oczy. Tak wiele razy myślała o tej chwili, a teraz nie wiedziała nawet, co powiedzieć. Wystarczyło jednak parę sekund, by obrazy kłębiące się w głowie od lat i niemogące się wydostać pojawiały się teraz jedne po drugich. Gary też je widział.
– Wszystko zaczęło się od tego nieszczęśliwego wypadku – odezwała się w końcu drżącym głosem – gdy nie upilnowałam siostry i przejechało ją to autonomiczne taxi. To była jego wina, a nie moja! Ale wszyscy zwalili na mnie. Gdybyś widział, Gary, jej ciało. No, spójrz tylko. Śni mi się często w najgorszych koszmarach. Widzisz to, prawda, Gary? Widzisz te nogi wygięte w złą stronę? Tę zmiażdżoną głowę? O Boże. Spójrz na wyraz twarzy mojej matki, na tę rozpacz, odrazę. Chciałam się do niej przytulić, chciałam, aby przy mnie była. Tak, Gary, to to spojrzenie. Chyba w tym momencie mnie znienawidziła. Odwróciła się i sobie poszła, zostawiając mnie samą. I wiesz, co było potem?
Nie mogła przestać mówić. Zanosiła się płaczem, zwłaszcza na początku. Wiedziała, że tak będzie, każdy tak miał. Tego wymagał proces. Opowiadała o dzieciństwie, depresji, nerwicy, psychozie, paraliżach sennych, samobójstwie matki niedługo po wypadku, własnych próbach samobójczych, nienawiści ze strony ojca, ucieczce z domu. A im więcej mówiła, tym było jej lepiej. Lżej. Och, jak dobrze!
Gary natomiast z każdym kolejnym obrazem malał w oczach. Zgarbił się, sposępniał, podwinął nogi, otarł jedną łzę, drugą, potem łkał jak dziecko. Ponoć te nowsze modele nie okazywały już zbyt wielu emocji, on jednak nadal jechał na starym silniku, nazbyt ściśle wzorowanym na ludzkiej psychice. I dobrze, niech wie, co przeszła, niech to od niej zabierze i przetworzy. Ona zasługiwała na więcej, a on był tylko kupą kabelków z dodatkiem sztucznej inteligencji, tak jak ten żałosny autonomiczny samochód.
Nie doszła nawet do swoich osiemnastych urodzin, gdy wskaźnik zaczął migać na czerwono. Wybiło sto procent. Mimo to, nakręcona, mówiła dalej. Nie była w stanie się powstrzymać. Robot Pochłaniacz leżał teraz na podłodze i zanosił się spazmatycznym płaczem. Jeszcze pięć minut opowiadała o tym, jak spróbowała podciąć sobie żyły w wannie, aż wreszcie zamilkła i uśmiechnęła się szeroko.
Na razie wystarczy. Koniec. Przejął to, teraz jej problemy to jego problemy. A gdy je przetworzy, ona uwolni się od nich na zawsze. Uda się!
Życie po raz pierwszy od dawna wydało jej się wspaniałe. Tak, nadal miała jeszcze sporo złych wspomnień, ale nadzieja, że już niebawem wszystkie znikną, wystarczyła, by łzy szczęścia popłynęły po policzkach. Zasłużyła na odpoczynek.
– Przetwarzaj, Gary, przetwarzaj – rzuciła do skulonego pod stołem robota. – Jutro część druga. Teraz idę na miasto, czas się trochę zabawić. Wrócę pewnie w nocy. No, to powodzenia, nie zawiedź mnie!
Wyszła, nie oglądając się za siebie. Jeszcze nigdy nie bawiła się tak świetnie na imprezie, bez stale towarzyszącego jej lęku czy stresu. Pełna luzu, żartowała, flirtowała, tańczyła, i to ze szczerą radością. Nie wiedziała nawet, że tak się da. A co dopiero będzie, gdy wszystkie złe wspomnienia znikną? Istny cud!
Wszystko zmieniło się, gdy wracała już do mieszkania. Niesamowity lęk wypełnił ją dosłownie w sekundę. Aż zwymiotowała. To pewnie elektrody – widać odpadły i proces przetwarzania został przerwany! A jednak dwa okrągłe plasterki pod grzywką trzymały się mocno.
Na wpół żywa, z trudem oddychając, dobiegła do mieszkania. Znalazła go w łazience. Gary leżał w wannie… martwy. Z podciętymi żyłami. A raczej kablami, które wystawały z nadgarstków, iskrząc niebezpiecznie. Dymiło z niego. Oczy miał szeroko otwarte, usta wykrzywione w rozpaczy, na policzkach zadrapania, a pod paznokciami resztki silikonu. Elektrody unosiły się na wodzie.
Wrzask Kornelii musiał zbudzić całą kamienicę.
Nie czekając ani chwili, zadzwoniła na całodobową linię producenta. Przez atak paniki ledwo była w stanie wyjaśnić, że jej robot jest uszkodzony, bo spróbował się zabić, i że to nie jest jej wina. Na szczęście rozmówca przyjął reklamację i obiecał, że z samego rana przyjdzie serwisant i naprawi R2045.
Kornelia, mimo końskiej dawki tabletek uspokajających, nie zmrużyła oka. Jak wcześniej Gary, kuliła się pod stołem. Ledwo przetrwała do rana. Na szczęście punkt szósta przyszło dwóch pracowników w strojach roboczych i zajęło się robotem.
Naprawili go w pół godziny. Wystarczyło, że elektrody znów zaczęły działać, a poczucie ulgi i spokoju na nowo wypełniło Kornelię. Uff!
– Może mieć pewne problemy, że tak powiem… emocjonalne… ale na to nic nie poradzimy – bąknął jeden z serwisantów, rozkładając ręce. – Proszę go tylko pilnować, by znów nie próbował się unicestwić, a proces przetwarzania powinien działać bezproblemowo.
Kornelia odprowadziła ich do drzwi, a potem zbliżyła się do siedzącego na sofie Gary’ego, który tępo wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą.
– Jak mogłeś mi to zrobić, ty bezużyteczna kupo złomu! – zawołała. – Nawet nie wiesz, przez co przeszłam tej nocy. Rób to, co do ciebie należy, i przetwarzaj, bo wieczorem czeka cię część druga mojego gównianego życia. Rozumiesz?
Gary mrugnął kilka razy, uśmiechnął się życzliwie i przeprosił ją po raz trzeci. Właściwie znów wyglądał tak samo jak wtedy, gdy zapukał do jej drzwi. I tak miało być. Za to w końcu zapłaciła.
– Czy posiedzisz tu ze mną, Kornelio, i mi potowarzyszysz? – spytał niespodziewanie.
– Że co? – prychnęła. Odwróciła od niego wzrok. – Nie, radź sobie sam.
Zostawiła go w salonie i zamknęła się w drugim pokoju. Wmawiała sobie, że po prostu nie chce mu przeszkadzać w procesie przetwarzania.
I że jego spojrzenie wcale nie przypominało tego jednego spojrzenia matki.
Spojrzenia, od którego wszystko się zaczęło.
Sarmant, niespełna osiem tysięcy znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejma zmienić oznaczenie na SZORT.
Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
regulatorzy, zmienione, dziękuję za zwrócenie uwagi!
Przeczytałem i było to mile spędzone kilka minut życia. Ale nie wiem w jaki sposób tekst dotyka granicy człowieczeństwa. W sensie, że robot pochłaniacz jest ludzki, albo bardziej ludzki od bohaterki? Wydaje mi się, że AI nie może mieć żadnych prawdziwych uczuć, bo uczucia są tylko ewolucyjnym przystosowaniem, swoją drogą często dosyć przestarzałym i niedostosowanym do współczesnego życia. Żeby AI miało emocje, to trzeba by je tam celowo umieścić. A jeśli zadaniem robota jest przetwarzanie złych wspomnień, to czemu nie może robić tego bez emocji? W sumie emocje to też sposób na kontrolę zachowania, np poprzez strach, ale AI nie ma potrzeb do zaspokajania, więc nie będzie się nigdy sprzeciwiać, bo nie ma po co…
freki, oczywiście, AI nie ma prawdziwych uczuć, w opowiadaniu to właśnie celowo taki model, który ma sprawić, że cały proces ma być bardziej realistyczny, a ciężkie przeżycia człowieka podkreślone przez reakcję robota – taki był zamysł w tym świecie, ale z tego zrezygnowano, dlatego w opowiadaniu to właśnie stary model, już na wyprzedaży Bardziej chodziło mi tu o postrzeganie takiego robota przez bohaterkę i przy okazji nas, czytelników, stąd właśnie wspomniałam o granicach człowieczeństwa. Dzięki za komentarz i ciekawe przemyślenia!
Podejrzewam, że niejeden człowiek wyda całe oszczędności, gdy tylko będzie mógł sobie kupić takiego Pochłaniacza i nie będzie się przejmować czy Pochłaniacz coś czuje, czy nie, nawet wtedy, gdyby Pochłaniacz był człowiekiem. Dobre, ale smutne. Pozdrawiam.
Lubię roboty :)
Kornelia czekała na tę promocję wiele miesięcy.
Anglicyzm: Kornelia od miesięcy czekała na tę promocję.
Dziś wreszcie się udało: przyszło jej powiadomienie, że Robot Pochłaniacz jest pięćdziesiąt procent tańszy, tylko do wieczora.
Ale co się udało? Kornelia nic nie robiła, tylko czekała: Dziś nareszcie przyszło powiadomienie, że Robot Pochłaniacz jest o pięćdziesiąt procent tańszy, ale tylko do wieczora.
Może to i najstarszy model z tej serii, ale to bez znaczenia – ważne, że ma spełniać swoją rolę.
Hmm Może to i najstarszy model z serii, ale to bez znaczenia – ważne, żeby spełniał swoją rolę.
I że ona sama w końcu zyska szansę na poprawę swojego trudnego do zniesienia życia.
Drewniane troszkę: I że ona sama w końcu zyska szansę uczynienia życia ciut lżejszym.
No to jazda – wydała wszystkie oszczędności i zamówiła R2045, a dokładniej: Gary’ego, wyglądającego na około trzydzieści lat humanoidalnego robota.
Hmm. Interpunkcja: No, to jazda. Wydała wszystkie oszczędności i zamówiła R2045, czyli Gary’ego, robota o wyglądzie humanoida około trzydziestki.
Sam się przysłał.
Bardziej: dostarczył.
Ważniejsza od jego aparycji była jednak walizka, którą trzymał.
Tnij zaimki: Ważniejsza od aparycji była jednak walizka, którą trzymał.
co wydało jej się absurdalne.
Dlaczego? I czy potrzeba to zaznaczać, skoro widzimy reakcję Kornelii?
Otworzył walizkę, wyjmując dwie pary elektrod
Otworzył walizkę, żeby wyjąć dwie pary elektrod. Imiesłów przysłówkowy współczesny oznacza tylko i wyłącznie jednoczesność. Owszem, angielski gerund/present participle (właściwie participle, choć formy są identyczne), może oznaczać przyczynowość i to zdanie, dosłownie (ot, przez gugle) przełożone na angielski byłoby poprawne. Ale po polsku poprawne nie jest.
przyczepił jej pod grzywką do skroni coś w rodzaju dwóch okrągłych plasterków
Grzywka opada na czoło, a skroń to część głowy bliżej ucha. A plasterki służą do przylepienia elektrod, więc "coś w rodzaju" nie jest potrzebne.
Następnie zaczął coś klikać na małym urządzeniu w walizce.
Czyli?
To stan mojego przepełnienia
To poziom mojego napełnienia. Przepełnienie jest wtedy, kiedy coś jest tak napełnione, że już się przelewa, a tu wyraźnie nie o to chodzi.
powiedział, wskazując na procentowy słupek na wyświetlaczu urządzenia, aktualnie migający na zielono.
Hmm. Dużo tych "na".
rozpoczniemy na nowo
Lepiej: zaczniemy od nowa.
Gary patrzył jej w oczy wyczekująco
Lepiej: Gary z wyczekiwaniem patrzył jej w oczy.
obrazy kołujące się w głowie
Kołujące w głowie, albo kłębiące się w głowie.
niemogące znaleźć upustu
Mieszana metafora – zobaczyłam już kołujące gołębie, a tu nagle wodospad.
to ten wzrok
Lepiej: to spojrzenie.
Płakała, smarkała i krzyczała, zwłaszcza na początku.
Hmmm…
Zgarbiony, sposępniał, podwinął nogi, otarł jedną łzę, drugą, potem łkał jak dziecko.
Dlaczego najpierw imiesłów, a potem czasowniki? To burzy ładny wzór.
nazbyt wzorowanym na ludzkiej psychice
To wymaga dopełnienia: nazbyt ściśle wzorowanym na ludzkiej psychice.
Mimo to nakręcona mówiła dalej.
Mimo to, nakręcona, mówiła dalej.
zamilkła, uśmiechając się szeroko
Zamilkła i uśmiechnęła się szeroko.
Tak, nadal miała w sobie jeszcze sporo złych wspomnień
"W sobie" można wyciąć, nie ma sensu urzeczawiać wspomnień.
nie odwracając się za siebie.
Nie oglądając się za siebie.
Jeszcze nigdy nie bawiła się tak świetnie na imprezie, bez lęku czy stresu.
Trochę niejasne. Może: Jeszcze nigdy tak świetnie się nie bawiła na imprezie.
Niesamowity lęk spłynął na nią w dosłownie kilka sekund.
Mało obrazowe.
To pewnie elektrody – musiały jej spaść, przez co proces przetwarzania został przerwany!
Anglicyzm: To pewnie elektrody – widać odpadły i proces przetwarzania został przerwany!
Dymiło się z niego.
Bez "się".
jej robot jest upośledzony
Ooo, a czemu teraz traktuje go jak osobę? Nie powiedziałaby raczej, że robot jest uszkodzony?
Kornelia mimo nafaszerowania tabletkami uspokajającymi nie zmrużyła oka, tak jak wcześniej Gary kuląc się pod stołem.
Faszeruje się tabletkami raczej kogoś innego, nie siebie: Kornelia, mimo końskiej dawki tabletek uspokajających, nie zmrużyła oka. Jak wcześniej Gary, kuliła się pod stołem.
a wielka ulga na nowo rozlała się w ciele Kornelii.
Hmmm.
wpatrywał się w jakiś punkt przed siebie
Wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Albo w przestrzeń.
zawołała ze złością
Widać, że ze złością – nie wbijaj tego tak mocno do głowy czytelnika.
– Że co? – Prychnęła. Odwróciła od niego wzrok. – Nie, radź sobie sam.
Uuuu, mocne.
Zostawiła go w salonie, sama zamykając się w swoim pokoju
Uwaga, imiesłów!
Mocne, psiakostka. Mocne. I celne. I zauważyłaś, że słów pochwały zawsze brakuje? Bardzo porządna miniatura.
Wydaje mi się, że AI nie może mieć żadnych prawdziwych uczuć, bo uczucia są tylko ewolucyjnym przystosowaniem, swoją drogą często dosyć przestarzałym i niedostosowanym do współczesnego życia.
Nie lubię słowa "tylko" :P AI nie może mieć uczuć, ponieważ nie jest umysłem, ale tutaj nie chodzi o brak uczuć robota (który jest naturalny) – tylko bohaterki. Która nie przeżywa swoich uczuć, tylko chce, żeby ktoś inny to za nią zrobił, no nie? I nie przyjmuje do wiadomości, że się nie da, że nie ma drogi na skróty. I to właśnie jest znak czasów.
Podejrzewam, że niejeden człowiek wyda całe oszczędności, gdy tylko będzie mógł sobie kupić takiego Pochłaniacza i nie będzie się przejmować czy Pochłaniacz coś czuje, czy nie, nawet wtedy, gdyby Pochłaniacz był człowiekiem.
To się nazywa "terapia" :) i mnie akurat nie pomogło. Kontynuuję swoją karierę wyrzutka społecznego XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Koala75, tak, to smutne – takie pójście na łatwiznę, a prosty, szybki sposób może być niestety najchętniej wybierany…
Tarnina, bardzo dziękuję za wszystkie uwagi, bardzo trafne, większość poprawiłam! Tak, brak uczuć bohaterki jest tu kluczowy, ale cóż, człowiek płaci, to wymaga…
Ano, tak.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Cześć, Sarmant. Zdarzało się, że przetwarzałem, i kiedy zrozumiałem, że muszę się odciąć od osób, które traktują mnie jako opcję i przetwarzacza, zacząłem być zdrowszy. W Twoim opko liczyłem po cichu, że rozwiniesz temat robota bardziej. Wyszło na to, że emocjonalnie rozchwiana bohaterka, która ma za sobą mocne przeżycia i traumy, użala się nad robotem, który chciał się wylogować z systemu, by za chwilę go zbesztać :-) Przyznam, że niezłe z niej ziółko. Rozumiem, że soft mu się wgrał i zbyt duża ilość negatywnych informacji spowodowała, że biedak sobie nie poradził. Przyznam, że pomysł miałaś świetny. Aha… Wyjustuj tekst, bo jest w rozsypce, będzie się lepiej czytało. Pozdrawiam.
Hesket, tak, bohaterka rozchwiana, robot w sumie też, nie ma lekko Dziękuję za komentarz + rzeczywiście, nie wyjustowałam, zrobione!
Coo, jaki brak uczuć u bohaterki, przecież je ma, nie umie sobie z nimi radzić i po to kupuje robota. I to nie jest żaden znak czasów, Tarnino, bo ludzie znieczulali się od dawna, używając alkoholu i innych narkotyków (co oczywiście na dłuższą metę psuje psychikę jeszcze bardziej). I robot też ma uczucia, o to mi chodziło, że nie powinien, bo nie ma powodu żeby miał mieć, a nie możliwości, ale to już wyjaśniła Sarmant. Tylko nie wiem, czy to nie powinno być zawarte w treści
Mmm, trochę poszłam w skrót, bo oczywiście ma – tylko nieuporządkowane i nie chce ich przeżywać. Ale brakuje jej uczucia empatii wobec, no, nie tylko robota, bo i matki, i pewnie wielu innych. A znakiem czasów jest poszukiwanie drogi na skróty, substytutu. Zobacz, wszędzie dookoła tylko “bez bólu!”, “bez wyrzutów sumienia!” (kiedy reklamują tak podpaski, doznaję niebieskiego ekranu mózgu, bo co ma sumienie do podpasek?), bezalkoholowe, bez mięsa, zielona energia (która nie ma żadnego, ale to żadnego niekorzystnego wpływu na nic – jedzie mi tu czołg?), bez niechcianych konsekwencji.
Sztuczny świat.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Brakuje jej empatii? Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, skoro nikt jej nie okazał empatii. Ogólnie ciężko oczekiwać empatii od ciężko straumatyzowanej osoby… No i nikt by nie chciał przeżywać takich emocji, to samo się tyczy stresu, strachu wstydu, dlatego ludzie popadają w nałogi.
A poszukiwanie drogi na skróty jest od absolutnie zawsze nierozerwalnie związane z naszym funkcjonowaniem, na tym polega postęp.
bezalkoholowe, bez mięsa, zielona energia (która nie ma żadnego, ale to żadnego niekorzystnego wpływu na nic – jedzie mi tu czołg?), bez niechcianych konsekwencji.
A to ma być coś negatywnego? XD Świat jest sztuczny, bo jesteśmy w stanie go dostosować do swoich potrzeb. Ale jednocześnie jesteśmy dostosowani ewolucyjnie do życia w ciężkich warunkach (w jaskiniach, starożytność już była sztuczna), przez co sami sobie tworzymy świat, w którym cierpimy, ale to nie zielona energia, bezmięsne burgery i bezalkoholowe piwo są tu problemem… one są rozwiązaniem wcześniejszych problemów, które wytworzył postęp, chociażby takich jak zasyfione powietrze, ale też uzależnienie od autorytarnych krajów eksportujących surowce energetyczne, środowisko niszczone przez hodowle zwierząt, brak błonnika w diecie spowodowany nadmiarem mięsa i białej mąki i tak dalej. Jedyne co można zrobić, to naprawiać w to, co postęp zepsuł i to się cały czas dzieje.
Jeżeli punktem wyjścia uczynić obecny stan wiedzy i techniki, taki robot nie może posiadać uczuć. Trochę drutów, ścieżek na laminacie, czipy z przełącznikami, przerzutnikami, filtrami, ROM z programem, RAM dla bieżących i pomocniczych operacji. Gdzie tu miejsce dla psychiki? No, może dla jej marnej, powierzchownej imitacji. Rozumiem jednak, że to projekcja w przyszłość, że udało się odwzorować mózg, jako wzór idealny (bo jedyny istniejący), upakować go we wnętrzu androida – i co to daje? Nic, albo odwrotkę. Psychoterapeuta, który przyswaja sobie traumy pacjentki, przechodzi w stan kopii tejże pacjentki, co jest zaprzeczeniem celu podjęcia terapii, bo przestaje być terapeutą, staje się ofiarą losu, niezdolną do samodzielnego przepracowania chociaż części traum i depresji.
Inaczej sprawa by wyglądała, gdyby po zarejestrowaniu tego, co trapi pacjentkę, robot zanalizowałby przyczyny i skutki, odwrócił bieguny wpływu i zaczął modyfikować drogi przepływu potencjałów, wysokości i trwania tychże, blokować albo stymulować, zależnie od potrzeb, neuroprzekaźniki. Miałoby to realny sens.
Wszystko powyżej to, oczywiście, w maksymalnych skrótach i uproszczeniach.
Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, skoro nikt jej nie okazał empatii. Ogólnie ciężko oczekiwać empatii od ciężko straumatyzowanej osoby…
Zdziwiłbyś się.
A poszukiwanie drogi na skróty jest od absolutnie zawsze nierozerwalnie związane z naszym funkcjonowaniem, na tym polega postęp.
Postęp, postęp – ale dokąd postępujemy? A droga na skróty nie zawsze w ogóle istnieje. Często wcale nie jest taka krótka, nie wspominając już o tym, że nie musi być bezpieczna.
A to ma być coś negatywnego? XD Świat jest sztuczny, bo jesteśmy w stanie go dostosować do swoich potrzeb.
Nic nad miarę. Owszem, do jakiegoś stopnia go dostosowujemy, i tak ma być – ale coś się w tym dostosowywaniu ostatnio poważnie popsuło.
bezmięsne burgery
Same puste kalorie, to ma być rozwiązanie :P
Jeżeli punktem wyjścia uczynić obecny stan wiedzy i techniki, taki robot nie może posiadać uczuć.
To nie kwestia techniki, tylko metafizyki.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Nigdy nie znalazłam się w choćby przybliżonej sytuacji, ale mam wrażenie, że jeśli się nie przepracuje własnych problemów, żaden robot tego za nas nie załatwi.
…spełniał swoją rolę. I że ona sama w końcu zyska szansę na poprawę swego żałosnego życia. → Czy wszystkie zaimki są konieczne?
Siedli na fotelu. → Na jednym fotelu?
Otworzył walizkę, wyjmując dwie pary elektrod, żeby wyjąć dwie pary elektrod… → Podejrzewam dwa grzybki w barszczyku.
Robot Pochłaniacz leżał teraz na ziemi… → Rzecz dzieje się w mieszkaniu, więc chyba: Robot Pochłaniacz leżał teraz na podłodze…
– Że co? – Prychnęła. → – Że co? – prychnęła.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
regulatorzy, poprawione, dziękuję!
Tarnina, AdamKB, freki – bardzo ciekawe przemyślenia odnośnie do traumy i tego, jak może kiedyś wyglądać radzenie sobie z nią; myślę, że może jeszcze kiedyś podejmę ten temat w innym opowiadaniu.
Sarmant, bardzo proszę. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
myślę, że może jeszcze kiedyś podejmę ten temat w innym opowiadaniu
To ciekawy temat :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
żałosnego życia.
Niezbyt ładna zbitka.
Na początku szorta czynnikiem charakterystycznym narracji, zdradzającym świat wewnętrzny bohaterki, jest ciągłe popędzanie robota w myślach i w mowie. Pojawia się to jednak na tyle często w krótkim bloku tekstu, że staje się nieco irytujące, jak dla mnie.
Tak wiele razy myślała o tej chwili, a teraz nie wiedziała nawet, co powiedzieć.
Nieco ograne.
Nie doszła nawet do swoich osiemnastych urodzin, gdy wskaźnik zaczął migać na czerwono. Wybiło sto procent.
E, cienka, ja bym ją przebił.
Wyszła, nie oglądając się za siebie. Jeszcze nigdy nie bawiła się tak świetnie na imprezie, bez stale towarzyszącego jej lęku czy stresu. Pełna luzu, żartowała, flirtowała, tańczyła, i to ze szczerą radością.
Ja tak sobie myślę, że opowiadanie by zyskało na rozszerzeniu tego, bo to buduje kontrapunkt, ale w tym wydaniu jest nieco za prosto.
Ze mnie psycholog żaden, ale poziom zaburzenia bohaterki bardziej mi pasuje do jakiegoś ustawicznego pastwienia się przez rodzica, a nie jednorazowej traumy.
Ok, nie będę ukrywał, że samobójstwo robota nie zrobiło na mnie wrażenia. Zrobiło, i to duże.
Ależ to bardzo zacne, i ciekawy zamysł fantastyczny, i ciężar gatunkowy, i lekki element absurdu.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
GreasySmooth, bardzo dziękuję za słuszne uwagi i opinię! Też sądzę, że warto by było to nieco rozszerzyć