
– Bzzzt! – zadzwonił dzwonek domofonu. Był nowiutki i błyszczący, jeszcze zabezpieczony fabryczną taśmą.
– Kto tam? – Odezwał się delikatny kobiecy głos, było też słychać odgłosy imprezy w tle. Wyrwały mnie z dziwnego odrętwienia.
– To my! – krzyknęłyśmy radośnie, wymachując reklamówką z Biedronki w której wesoło stukały butelki z winem i szeleściły chipsy.
Wystawiłyśmy swoje uśmiechnięte twarze do kamery przy drzwiach.
– Bzzzt! – odezwał się domofon raz jeszcze i zostałyśmy wpuszczone do środka klatki. Kasia poszła przodem, złapała mnie za rękę i rzuciła w moją stronę:
– Dzisiaj będziemy się świetnie bawić! – wciągnęła mnie za drzwi, które zamknęły się z aksamitną gładkością.
Weszłyśmy do środka, do nowego bloku na Bliskiej Woli, osiedlu o którym mówili wszyscy – niektórzy pozytywnie, niektórzy negatywnie. Nie miało to dla nas większego znaczenia, liczyło się głównie to, że jedno z mieszkań na 7 piętrze kupiła Iza, nasza koleżanka, i robiła dzisiaj parapetówkę. A my strasznie chciałyśmy się skuć. Ostatnie kilka tygodni na studiach i w pracy dały wszystkim ostro w kość. Potrzebujemy tego. Ja potrzebuję tego. Myślałam, że zaharuję się na śmierć.
Weszłyśmy z Kasią, moją współlokatorką, do środka. Przywitały nas szare, półmatowe powierzchnie podłóg, kilka interesujących granitowych akcentów na ścianach przy wejściu, a tak wszechobecna biel – ścian, sufitów, lamp – sprawiała typowe pseudonowoczesne wrażenie jak we wszystkich blokach silących się na modny minimalizm. Poprawiłam torebkę na ramieniu i nacisnęłam przycisk wzywający windę.
– Otis, mój skrybo, no rusz się na dół – powiedziałam do Kasi. Ta się zaśmiała; wypiła już dwa piwa pod żabką i było jej nawet wesoło. Winda była na dziesiątym piętrze i powoli zmierzała w naszą stronę. Kasia w tym czasie wyciągnęła kolejną Perełkę i pociągnęła łyka z butelki. Podała mi, i też trochę upiłam.
Ding!
Drzwi windy powoli się otworzyły, i pojechałyśmy na górę. Mieszkanie 77, to po prawej.
Zatoczyłyśmy się – bo już specjalnie trzeźwe nie byłyśmy – pod odpowiednie drzwi. Dochodził zza nich przytłumiony dźwięk imprezy. Zapukałyśmy, nacisnęłyśmy dzwonek kilkanaście razy, aż ktoś przyszedł i otworzył nam drzwi. Tryumfalnie weszłyśmy do środka, wznosząc ręce i bujając się w rytm muzyki.
– Siema wszystkim, jesteśmy! – krzyknęłyśmy w tłum może dwudziestu osób w mieszkaniu, tańczących i pijących alkohol. Również wznieśli ręce.
Poczułam zapach spalenizny i dymu, ale to pewnie z kuchni. Byłam diabelnie głodna.
– Kasia, zjesz coś? Nie można tak pić na pusty żołądek – powiedziałam, ale w tym samym momencie zadzwonił telefon. Wyciągnęłam go z torebki, i ocho, świetny tajming. Właścicielka mieszkania dzwoni. O tej godzinie nie wróżyło to wiele dobrego. Odebrałam.
– Majka? Cześć, przepraszam że przeszkadzam, ale sprawa jest poważna – powiedziała szybko, i niewyraźnie, przez jakiś szum w tle. – Pękła główna rura w mieszkaniu, zalewa piętro, wszystkie wasze rzeczy, nie da się tego zakręcić, bo to nie z mieszkania, przyjeżdżaj szybko i ratuj co się da! – krzyknęła. W tle było słychać wrzaski ludzi i dziwny niepokojący szum. Wody może.
Noż kurwa mać, a miało być tak pięknie.
Wzięłam Kasię pod pachę, szybko jej streściłam co się dzieje i wybiegłyśmy z mieszkania. Winda była na parterze, a że nie było czasu, wybrałyśmy schody. Po zejściu kilku pięter Kasia dziwnie na mnie popatrzyła i powiedziała:
– Majka, a gdzie Ty masz torebkę?
Noż kurde. Zostawiłam na kanapie. Wracamy, miałam tam portfel z kasą i biletem miesięcznym. Wchodzimy po schodach, mijamy piętro piąte, szóste, ósme.
Czekaj czekaj, coś jest nie tak. Gdzie piętro siódme?
– Jaki tutaj jest numer mieszkania? – pytam Kasi.
– Osiemdziesiąt. Zejdę niżej, poszłyśmy za daleko. – Kasia szybko wytrzeźwiała i pobiegła po schodach. Usłyszałam kilka nerwowych kroków i usłyszałam krzyk z dołu:
– Majka, nie wiem co się dzieje, ale tutaj jest szóste piętro! Nie ma siódmego. Ostatnie mieszkanie to 62! – Wbiegła z powrotem do mnie, wyraźnie panikując.
Przecież to niemożliwe. Schlane jesteśmy i tyle. Zapukajmy do kogoś, pomoże nam.
Poszłyśmy pod pierwsze drzwi obok, pukamy, głucho. Nikt nie otwiera.
Następne, identyczne drzwi. To samo. Kolejne, bez różnicy. Wygląda jakby cały blok opustoszał. Wyjrzałam przez okno – widać było co prawda światła na zewnątrz, ale było dziwnie cicho, i ani jednego samochodu czy osoby.
Znowu poczułam ten zapach spalenizny, tym razem był silniejszy. Jakby słodki. Odwróciłam się do Kasi – wyraźnie panikowała. Miała w ręce telefon.
– Majka, kurwa mać, co się dzieje. Nikt nie odbiera. Dzwoniłam do Mariolki, nic. Do matki, też nic. Cholera, nawet do byłego dzwoniłam, i też nie łączy! Tutaj był dobry zasięg Majka! – krzyknęła mi w twarz.
– No przecież wiem – próbowałam ją uspokoić – Landlord dzwoniła i było ok. Może sieć tylko padła, damy radę. Weź idź na dół, i spróbuj znaleźć pomoc, ja pójdę w górę? Przecież piętro nie mogło tak po prostu zniknąć. Kasia przytaknęła.
Z każdym piętrem robiło się jakby ciemniej. Żarówki zaczęły częściej migotać, ściany zdawały się zwężać i pulsować. Przestały być również śnieżnobiałe – bardziej wpadały w brąz. Albo to tylko ja świruję?
W każdym bądź razie, nie znalazłam mieszkania 77, ani 7 piętra, ani kogokolwiek skorego do pomocy. Nawet światła za oknem wydawały się dalsze niż zwykle.
Za to zapach ognia – straszny, gryzący, słodki, przywołujący paskudne wspomnienia – zaczynał być nie do zniesienia. Zrobiło mi się niedobrze, zakręciło w głowie – zwymiotowałam.
– Wystarczy – powiedziałam cicho pod nosem, wycierając usta w rękaw. – Trzeba stąd spierdalać. Poszłam w dół, po schodach – winda przestała jeździć, co w tych okolicznościach przestało mnie dziwić – szukając Kasi.
Znalazłam ją w okolicach trzeciego piętra. Cała dygotała, skulona w kucki pod ścianą, blada. Żarówka nad nią migotała. Mamrotała coś cicho pod nosem, ale nie zwracała na mnie uwagi. Podeszłam bliżej posłuchać.
… jesteśmy zgubione, zginiemy tutaj, On nie pozwoli nam stąd nigdy wyjść, nie chcę być ofiarą, nie chcę być ofiarą, nie CHCĘ być OFIARĄ, nie jego, jego nie, przystanek ogień i dym, i wieczne potępienie, na wieki… – strzeliłam ją w twarz.
– Kasia, co z Tobą, zbieraj się, uciekamy! – Nie zareagowała. Jeszcze raz uderzyłam z liścia. Strużka krwi pociekła jej z przeciętego paznokciem policzka. To chyba zadziałało; spojrzała na mnie bez wyrazu, ale spojrzała. Pomogłam jej wstać. Nie było to łatwe, nadal mamrotała, i niespecjalnie chciała iść.
Boże, schodzenie tylko jednego piętra zajęło nam z wieczność. Nie było to łatwe, bo na klatce panował półmrok. Czasem żarówki zapalały się z pełną mocą, i wydawało mi się że kątem oka widziałam jakiś kształt na skraju pola widzenia, ale żarówki od razu gasły i nie zdążałam się przypatrzeć.
Myślałam tylko o ucieczce. Pal licho mieszkanie, landlorda, torebkę. Chcę uciec stąd, nic więcej.
Gdy zeszłam na piętro drugie, zobaczyłam źródło zapachu. Były to płonące drzwi, otwarte na oścież.
Drzwi z mojego starego mieszkania na Targówku, mieszkania które spłonęło jak byłam mała.
Porzuciłam Kasię, poczułam się dziwnie wciągnięta do środka. Gdy weszłam, widziałam tą samą, brzozową boazerię na ścianach. Zdjęcia z wujkiem na ścianie. Płonącą kuchnię, z patelnią z olejem która się zajęła gdy stary zasnął pijany na kanapie robiąc obiad. Ogień mnie nie parzył, poruszał się jakby w zwolnionym tempie. Wchodziłam głębiej, i głębiej, dochodząc do mojego starego pokoju.
Naszego starego pokoju, szybko się poprawiłam. Mojego i Anieli.
Jej łóżeczko już stało w płomieniach. Miała tylko roczek gdy to się stało, próbowała z niego wyjść, ale nie umiała przejść przez szczebelki, a jej piżamka, jej słodka niebieska piżamka w słoniki płonęła żywym ogniem. Widziałam tam też siebie, próbowałam podejść ale bezskutecznie. Byłam niewiele starsza, sparzyłam strasznie dłonie, próbując ją wyciągnąć.
Ogień był zbyt silny. Ogień był zbyt wysoki. Płakałam.
Nagle do pokoju weszła mama, każe mi uciekać, i próbuje wyciągnąć siostrę. Jakaś siła cofa mnie za drzwi wejściowe, które zatrzaskuje z hukiem. Ze środka słychać krzyki, które szybko cichną. Poparzonymi dłońmi próbuję otworzyć drzwi, bezskutecznie.
Zostaję sama. Znowu. Tylko ja i płonące drzwi. Płonące brązowe drzwi na Targówku.
– Nie jesteś sama. Masz mnie, od zawsze masz mnie – słyszę głos za sobą. Odwracam się, i widzę Kasię, ta jednak opiera się o ścianę, ledwo żywa, przerażona. Halucynacja?
Odwracam się raz jeszcze, zobaczyć płonące drzwi. Tych już nie ma, są zwykłe, do mieszkania 23. Stoję jak wryta, ze łzami w oczach.
Trzeba stąd uciekać. Biorę znowu Kasię pod pachę, i schodzimy niżej, na pierwsze piętro. Ciemno, cicho, choć czuć ciąg powietrza, tam, i z powrotem. Jak oddech. Delikatny powiew. Ściany już nie są brązowe, o nie. Wyglądają zaskakująco organicznie. Ludzko. Jakby pokryte skórą, a nie farbą. Poprzecinane żyłami a nie kablami.
Uff, jesteśmy na pierwszym piętrze. Do drzwi już niedaleko. Jestem potwornie zmęczona, mokra, czuję się chora. Kasia tez nie wygląda najlepiej, ledwo zipie. Wychodzimy zza barierki, i widzę… Kasię, która do mnie macha, początkowo z uśmiechem, i szybko z narastającym przerażeniem.
– Majka, kogo Ty masz ze sobą…?
Zmroziło mnie. Stanęłam jak wryta. Poczułam, jak to coś co prowadzę na ramieniu, nagle się skupiło, spięło wszystkie mięśnie. Odwróciłam głowę delikatnie w stronę „Kasi”. To coś, co jeszcze przed chwilą wyglądało jak moja umęczona koleżanka, teraz miała szeroko otwarte czarne oczy, i twarz wykręconą w szaleńczym uśmiechu.
– Mam Was – wyszeptała i rzuciła się błyskawicznie w stronę Kasi, powalając mnie na ziemię. Mocno rąbnęłam głową o posadzkę, niemalże tracąc przytomność. Usłyszałam krótki krzyk i gardłowe mokre plaśnięcie, po tym jak bestia przegryzła Kasi szyję. Widziałam, jak próbowała się bronić, ale ten demon śmiał się z niebogłosy i wyrywał jej jelita żywcem, próbując ją nimi udusić. W przerażeniu podczołgałam się do ściany. Krew Kasi wyciekała z niej szeroką strugą, która dosięgnęła moich białych butów.
„Kasia” pożywiała się moją współlokatorką, przegryzając jej szyję, wysysając szpik, i chichocząc podle co chwilę. Wydała mega obrzydliwy, gardłowy głos rozkoszy, i skierowała wzrok w moją stronę.
– Teraz Ty. – powiedziała, wykrzywiając nienaturalnie głowę, i zaczęła się do mnie zbliżać.
W przerażeniu wymacałam za mną kawałek stłuczonej szyby, prawdopodobnie z drzwi hydrantu, który strzaskałam gdy uderzyłam w ścianę. Złapałam go, kalecząc się wściekle, i zamachnęłam w kierunku istoty.
Udało mi się ciąć po oczach, oślepiając potwora. „Kasia” zawyła w potwornym okrzyku, złorzecząc w okropnym języku którego nigdy wcześniej nie słyszałam. Szukała mnie po omacku, by mnie zabić, czy się zemścić, ale nie zamierzałam dać jej tej satysfakcji. Obok skrzynki z hydrantem znalazłam gaśnicę i zaczęłam bić jej kantem potwora po głowie, mocno, raz za razem, aż zaczął skomleć, błagać o litość, zaczął mówić „siostro, nie krzywdź” głosem Anieli… Tego już było za wiele. Wściekła okładałem ją gaśnicą aż przestała oddychać.
Moje ręce były równie zniszczone jak w dniu śmierci mojej rodziny, Byłam brudna i potwornie zmęczona. Przewróciłam się obok trupów Kaś i leżałam w ich wspólnej kałuży krwi i juchy. Było tam tak cicho, a mi – dziwnie ciepło i dobrze. Jakbym wróciła do domu.
Nie wiem ile tam przeleżałam. W tym czasie krew skrzepła i stała się chłodna, lepiąc mi włosy. Oznaczało to, że czas wstać, i iść do wyjścia, na parter.
Zebrałam się w sobie, zmęczona, obita, i poszłam w kierunku schodów. Te wyraźnie pulsowały. Parter kompletnie nie przypominał klatki schodowej.
Ściany, stworzone z ludzkiej tkanki, miały oczy, w najróżniejszych kształtach i rozmiarach, mrugające w moją stronę, a cuchnący oddech poruszał się tam i z powrotem przez mięsiste wrota które kiedyś prawdopodobnie były drzwiami. Teraz zamiast drzwi był płat skóry skutecznie blokujący wyjście.
Nadal miałam ze sobą kawałek szkła, w mojej pociętej ręce. Udałam się w kierunku wyjścia, ale usłyszałam Głos.
Oczy patrzyły w moim kierunku, a głos w mojej głowie opowiadał mi bym została. Że tutaj będzie mi dobrze. Że mogę już na zawsze być z moimi znajomymi, z rodziną.
Mówiąc to, stworzył z mięsnej masy idealne repliki moich znajomych, uśmiechających się szeroko do mnie, tylko oczy mieli czarne i puste. Zapraszali mnie do szarej nagiej jamy w ścianie, gdzie mogłabym się z Głosem połączyć, już na zawsze.
Głos był miły. Był szczery. Był rozkoszny. Wiedziałam, że nie chce mnie skrzywdzić. No, przynajmniej nie tak jak „Kasia” chciała.
Podeszłam do szarej nagiej jamy. Wyglądała zachęcająco. Jej kształt idealnie pasował do moich wymiarów, nawet moja torebka już tam była. Skuszona, wyciągnęłam ku niej rękę. Głos westchnął w rozkoszy, a jego oddech stał się bardziej intensywny. Ku moim palcom wystrzeliły delikatne skórzane macki, próbując mnie wciągnąć. To był jego błąd. Prawie mnie miał, ale jego chciwość go zgubiła.
Ocknęłam się z rozkosznego otępienia, wyrwałam torebkę z zagłębienia w mięsie i pobiegłam co sił w nogach ku skórzanej błonie, przecinając ją szkłem. Głos krzyknął okropnie, złowieszczo, a z błony siknęła krew, a zza niej błysnęło białe światło. Przedarłam się przez nią i biegłam co sił w nogach, w kierunku jasności.
Zdawało mi się że usłyszałam głos Anieli mówiący że jestem już blisko, gdy coś złapało mnie za nogę, pociągnęło mocno i wtedy uderzyłam głową o ziemię.
Straciłam przytomność. Gdy się obudziłam, byłam w windzie, w drodze na 7 piętro, z reklamówką z Biedronki w ręce.
Kasia stała obok, miała twarz uśmiechniętą – może ciut za bardzo.
– Dzisiaj będziemy się świetnie bawić – zapewniła.
Mglisty, ponad trzynaście i pół tysiąca znaków to już nie szort. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE. Na tym portalu szorty kończą się na dziesięciu tysiącach znaków.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Wybacz, przeoczyłem ten parametr. Już poprawione.
OK. Dziekuję. I nie ma czego wybaczać. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Hej!
Komentarz na bieżąco.
z Biedronki w której
Brak przecinka. Dalej też nie ma przecinków, więc polecam poszukać i wstawić. ;)
z aksamitną gładkością.
Zamykanie drzwi i aksamitna gładkość? Średnio to pasuje.
7 piętrze
siódmym piętrze
żabką
Żabką
ocho
oho
Ty masz
ty masz
Zwroty grzecznościowe wielką literą tylko w listach, Internecie.
Sporo powtórzeń (zwłaszcza odmian czasownika być), więc nie wymieniam wszystkiego.
Ciekawy pomysł ze znikającym piętrem. Chyba gdzieś były znikające drzwi, ale brak piętra ciekawszy, zwłaszcza że przypomniał mi pewien film.
zasięg Majka
Przecinek.
uspokoić – Landlord
uspokoić. – Landlord
Kasia przytaknęła.
Od nowej linijki.
jej z przeciętego paznokciem policzka
Trudno to sobie wyobrazić. Uderzenie z liścia raczej nie powoduje zahaczeniem paznokciem o twarz i przecięcie policzka.
Błędów jest tak dużo, że nie nadążyłabym z wymienianiem. Polecam poczytać poradniki z forum:
https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550
Niżej są odnośniki do innych.
Fabularnie – chaos. Nie wiem, co napisać, bo od próby imprezy, do znikającego piętra, jeszcze jakoś tak było w miarę… Ale później te wspomnienia z dzieciństwa, ściany jak z ludzkich skór, sobowtór Kasi zjadający ją i chcący zjeść bohaterkę, nagłe sięgnięcie po szkło i zaatakowanie stwora, do tego “Głos”, wabienie do jamy, macki… To jak połączenie kilku opowiadań.
A na koniec bohaterka się budzi.
To sen? Ech.
No cóż, nie porwało, ale polecam dużo czytać i pisać dalej, z każdym razem będzie lepiej. :)
Pozdrawiam,
Ananke
To są pierwsze poważniejsze podrygi z mojej strony, dziękuję za opinię. Powoli i do przodu :)
Rozumiem, wszyscy tu się uczymy, cały czas. ;) Warto przejrzeć poradniki z forum, dzięki którym sam tekst będzie bardziej przejrzysty i pozwoli czytelnikom skupić się na fabule, a w dalszej kolejności na błędach. :)
Życzę dużo cierpliwości i powodzenia w dalszym pisaniu. :)
Sporo w tym tekście ciekawych pomysłów, a i napięcie jest na swoim miejscu. Jest tu trochę chaosu i przydałby się całości jakiś większy szlif, ale nie jest to zły tekst.
Odezwał się delikatny kobiecy głos, było też słychać odgłosy imprezy w tle. Wyrwały mnie z dziwnego odrętwienia.
Głos może być łagodny, miły, ściszony – ale nigdy "delikatny". Nie wiem, czy nie podzieliłabym tych zdań inaczej.
krzyknęłyśmy radośnie
A jak to się ma do "dziwnego odrętwienia"?
reklamówką z Biedronki w której
Reklamówką z Biedronki, w której.
Wystawiłyśmy swoje uśmiechnięte twarze do kamery przy drzwiach.
"Swoje" zbędne (czy można wystawić cudzą twarz?), ale nie dam głowy za połączenie wystawienia z kamerą.
zostałyśmy wpuszczone do środka klatki
"Do środka" albo "do klatki" – wybierz jedno.
Kasia poszła przodem, złapała mnie za rękę i rzuciła w moją stronę:
Hmm. Coś mi się Euklides buntuje. Zobacz, Kasia idzie przodem – i dopiero po tym, jak się wysforowała, łapie narratorkę?
wciągnęła mnie za drzwi, które zamknęły się z aksamitną gładkością.
… wut. Poza tym, że pierwsza litera powinna być duża ( https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ ) – co ma aksamit do drzwi? Mogą się zamknąć cicho, łatwo, nawet gładko, jeśli weźmiemy to w sensie metaforycznym (czyli zamknęły się bez trudności), ale aksamit konkretyzuje tę gładkość, przywołuje wrażenie zmysłowe, które nijak tu nie pasuje.
Weszłyśmy do środka, do nowego bloku na Bliskiej Woli, osiedlu o którym mówili wszyscy – niektórzy pozytywnie, niektórzy negatywnie.
Zdanie jest rozdęte. Nie można mówić pozytywnie ani negatywnie – można chwalić albo ganić, ale różnica opinii nie jest niczym niezwykłym. Że weszły, to już wiemy: Byłyśmy w nowym bloku na Bliskiej Woli, osiedlu, o którym mówili wszyscy.
na 7 piętrze
Liczebniki piszemy słownie.
A my strasznie chciałyśmy się skuć. Ostatnie kilka tygodni na studiach i w pracy dały wszystkim ostro w kość. Potrzebujemy tego.
Jaki tu powinien być czas? Chyba przeszły, bo teraźniejszy wyskakuje znienacka. Ostatnie kilka tygodni dało wszystkim nieźle w kość.
Ja potrzebuję tego.
Szyk: Ja tego potrzebuję.
Weszłyśmy z Kasią, moją współlokatorką, do środka.
Jeśli fakt wspólnego zamieszkiwania bohaterek nie jest ważny dla fabuły, to nie ma co nim zawracać głowy czytelnikowi.
półmatowe powierzchnie podłóg
Hmm? Matowy to niebłyszczący, więc – półniebłyszczące? Uważaj na aliteracje (kolejne słowa zaczynające się tak samo) – to jest środek stylistyczny (jak rym), ale nie widzę tutaj, żeby był zastosowany świadomie, a jest mocny i lepiej, żeby nie panował nad autorem.
a tak wszechobecna biel – ścian, sufitów, lamp – sprawiała typowe pseudonowoczesne wrażenie jak we wszystkich blokach silących się na modny minimalizm
Hmm. Trochę chaotyczny opis. Dobrze by go było przystrzyc.
no rusz się na dół
No, rusz się na dół.
powiedziałam do Kasi. Ta się zaśmiała; wypiła już dwa piwa pod żabką i było jej nawet wesoło.
Skróciłabym, ale – dlaczego "nawet"? Dlaczego wesołość Kasi dziwi czy oburza narratorkę?: powiedziałam, a Kasia zachichotała. Wypiła już dwa piwa pod Żabką i było jej nawet wesoło.
Winda była na dziesiątym piętrze i powoli zmierzała w naszą stronę.
Hmm.
Kasia w tym czasie wyciągnęła kolejną Perełkę i pociągnęła łyka z butelki. Podała mi, i też trochę upiłam.
Hmmm. Może: Kasia tymczasem wyciągnęła kolejną Perełkę i pociągnęła łyk. Podała mi butelkę i też trochę upiłam.
Drzwi windy powoli się otworzyły, i pojechałyśmy na górę.
Zbędny przecinek.
– bo już specjalnie trzeźwe nie byłyśmy –
Tłumaczysz trochę za bardzo – przeciętny czytelnik powinien się orientować, że kto się zatacza (w tym kontekście), nie jest trzeźwy.
Dochodził zza nich przytłumiony dźwięk imprezy.
Hmm.
Zapukałyśmy, nacisnęłyśmy dzwonek kilkanaście razy, aż ktoś przyszedł i otworzył nam drzwi.
Powtarzają się "drzwi", można by to też zdynamizować.
krzyknęłyśmy w tłum może dwudziestu osób w mieszkaniu, tańczących i pijących alkohol
Nie lepiej opisać ten tłum?
Również wznieśli ręce.
Kto wzniósł ręce, bo na pewno nie "osobi"? Podmiot domyślny "dziedziczy" rodzaj i liczbę po ostatnim podmiocie niedomyślnym, a tym był "tłum".
ocho, świetny tajming
https://sjp.pwn.pl/szukaj/oho.html Rozumiem stylizację, ale będziesz mi fundował dentystę za ten "tajming" (brrrrrrr).
Właścicielka mieszkania dzwoni. O tej godzinie nie wróżyło to wiele dobrego. Odebrałam.
Skróciłabym, zdynamizowała. "Odebrałam" chociażby jest zbędne – wynika z kontekstu (bohaterka nie może rozmawiać z kimś, kto dzwoni, jeśli nie odbierze).
przepraszam że przeszkadzam
Przepraszam, że przeszkadzam.
szybko, i niewyraźnie, przez jakiś szum w tle
Nie ma co tego robić wtrąceniem, więc przecinki bym skasowała. Ale właścicielka mówi wyraźnie, tylko źle ją słychać, hmm.
ratuj co się da!
Ratuj, co się da!
dziwny niepokojący szum
"Niepokojący" osiąga efekt przeciwny do zamierzonego, zob. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859 , pt "Objaśnianie zamiast pokazywania" i "Śmiech z taśmy".
szybko jej streściłam co się dzieje
Zdanie podrzędnie złożone: szybko jej streściłam, co się dzieje.
Po zejściu kilku pięter
Nie po polsku. Ale jak to zmienić, żeby zdanie się do końca nie posypało, nie wiem.
a gdzie Ty masz torebkę?
Zaimki osobowe piszemy dużą literą tylko i wyłącznie wtedy, kiedy to autor zwraca się do adresata (albo adresatem jest Bóg). W dialogach nie.
Czekaj czekaj
Brak przecinka.
pytam Kasi.
Pytam kogo? Kasię.
Kasia szybko wytrzeźwiała
Dlaczego? Na razie nic strasznego się nie dzieje, nie na tyle, żeby to uzasadnić. "Znikające" piętro może być przecież pomyłką.
Usłyszałam kilka nerwowych kroków i usłyszałam krzyk z dołu
To nie podręcznik logiki :P (a kroki nie są nerwowe) Mogłoby być na przykład: Usłyszałam tupot, potem krzyk.
nie wiem co się dzieje
Nie wiem, co się dzieje.
Wbiegła z powrotem do mnie, wyraźnie panikując.
Spanikowana, ale pokaż to. Zdyszana pewnie będzie i tak, bo biega po schodach, ale jak wygląda spanikowana dziewczyna?
Wygląda jakby
Wygląda, jakby. Zapewniasz.
Wyjrzałam przez okno – widać było co prawda światła na zewnątrz, ale było dziwnie cicho, i ani jednego samochodu czy osoby.
Osoba to termin techniczny, a użycie myślników lepiej ograniczyć do dialogów, wtedy lepiej się czyta: Wyjrzałam przez okno. Widać było, co prawda, światła na zewnątrz, ale ani jednego samochodu, żadnych ludzi. I było bardzo cicho.
Znowu poczułam ten zapach spalenizny, tym razem był silniejszy. Jakby słodki.
Słodki? "Był" możesz spokojnie wyciąć.
Odwróciłam się do Kasi – wyraźnie panikowała. Miała w ręce telefon.
Nie zapewniaj, że panikowała, pokaż to. Na przykład: Odwróciłam się do Kasi, której ręce tak się trzęsły, że nie mogła wybrać numeru na komórce.
co się dzieje.
Nie miało tu być pytajnika?
Tutaj był dobry zasięg Majka!
Wołacz oddzielamy: Tutaj był dobry zasięg, Majka!
No przecież wiem – próbowałam ją uspokoić
No, przecież wiem – próbowałam ją uspokoić. Po tym zdaniu musi być kropka, p. poradnik.
Może sieć tylko padła, damy radę. Weź idź na dół, i spróbuj znaleźć pomoc, ja pójdę w górę? Przecież piętro nie mogło tak po prostu zniknąć. Kasia przytaknęła.
Gdzie się kończy wypowiedź bohaterki? Poza tym szyk ma znaczenie: Może to tylko sieć padła, damy radę. Weź, idź na dół, i spróbuj znaleźć pomoc, ja pójdę na górę.
Żarówki zaczęły częściej migotać
Czyli już wcześniej migotały?
ściany zdawały się zwężać i pulsować. Przestały być również śnieżnobiałe – bardziej wpadały w brąz. Albo to tylko ja świruję?
Co to znaczy "zwężać"? Czy w ciemności widać, że coś jest białe? Wyjaśnianie zabija atmosferę tajemnicy i dziwaczności – bohater może trochę pospekulować, ale bez przesady.
mieszkania 77, ani 7 piętra
Liczebniki słownie, przynajmniej te mniejsze.
ani kogokolwiek skorego do pomocy
A w ogóle kogokolwiek znalazła? Poza tym – nie znalazłam nikogo.
Nawet światła za oknem wydawały się dalsze niż zwykle.
Hmm. Jest tu pierwszy raz, więc – zwykle?
zaczynał być
A może: stawał się?
winda przestała jeździć, co w tych okolicznościach przestało mnie dziwić
Rym.
Mamrotała coś cicho pod nosem
Drugi raz "pod nosem" – zmieniłabym, albo wycięła.
Podeszłam bliżej posłuchać.
Ot, tak sobie? To zgrzyt psychologiczny – jedną ręką wskazujesz na Straszne, Nienazwane Zło, a drugą podajesz mi bohaterkę, która traktuje to zło jak program telewizyjny. Widzimy ten świat za pośrednictwem jego mieszkańców – jeśli oni się nie boją, to może nie ma się czego bać?
strzeliłam ją w twarz.
Dużą literą, p. poradnik.
co z Tobą
Zaimek małą.
Strużka krwi pociekła jej z przeciętego paznokciem policzka.
Językowo w porządku, ale jak Majka tego dokonała, bijąc płaską dłonią?
To chyba zadziałało; spojrzała na mnie bez wyrazu, ale spojrzała.
To chyba zadziałało. Spojrzała na mnie, bez wyrazu, ale spojrzała.
Pomogłam jej wstać. Nie było to łatwe, nadal mamrotała, i niespecjalnie chciała iść.
To bym zdynamizowała, na przykład: Podciągnęłam ją do pionu. Kasia mamrotała, powłóczyła nogami, nagle ważyła chyba tonę.
Boże, schodzenie tylko jednego piętra zajęło nam z wieczność.
"Z" się przesunęło.
Nie było to łatwe, bo na klatce panował półmrok
"Nie było to łatwe" morduje całą atmosferę. Nie dość, że zapewniające, to jeszcze słabe, jakby chodziło o jakąś zagadkę w gazecie, a nie o ucieczkę przed Złem. Ja napisałabym po prostu: Potykałyśmy się w półmroku.
wydawało mi się że kątem oka widziałam jakiś kształt na skraju pola widzenia, ale żarówki od razu gasły i nie zdążałam się przypatrzeć.
Consecutio temporum, masło maślane, "zdążyć" nie ma aspektu niedokonanego, zresztą niepotrzebnie zapewniasz: wydawało mi się, że kątem oka widzę jakiś kształt, ale żarówki zaraz gasły.
Chcę uciec stąd, nic więcej.
Niepolski szyk: Chcę stąd uciec, nic więcej.
Gdy zeszłam na piętro drugie, zobaczyłam źródło zapachu. Były to płonące drzwi, otwarte na oścież.
Hmm. Może tak: Na drugim piętrze płonęły drzwi, otwarte na oścież. Tutaj zapach był niemal dotykalny.
Drzwi z mojego starego mieszkania na Targówku, mieszkania które spłonęło jak byłam mała.
Drzwi mojego starego mieszkania na Targówku, mieszkania, które spłonęło, jak byłam mała.
Porzuciłam Kasię, poczułam się dziwnie wciągnięta do środka.
? Czyli?
z patelnią z olejem która się zajęła gdy stary zasnął pijany na kanapie robiąc obiad
Z patelnią z olejem, która się zajęła, gdy stary zasnął pijany na kanapie, robiąc obiad. I teraz zrzucasz na nas całą traumatyczną przeszłość Majki? Przydałoby się ją troszkę zapowiedzieć wcześniej (widziałam jedną wzmiankę o złych skojarzeniach, to nic konkretnego).
Ogień mnie nie parzył, poruszał się jakby w zwolnionym tempie.
Hmm?
Wchodziłam głębiej, i głębiej, dochodząc do mojego starego pokoju.
Imiesłowy oznaczają jednoczesność: Szłam coraz dalej w głąb, aż dotarłam do mojego pokoju.
Miała tylko roczek gdy to się stało
Miała tylko roczek, gdy to się stało. Ale wystarczy: Miała tylko roczek.
Widziałam tam też siebie, próbowałam podejść ale bezskutecznie.
Tu imiesłów ujednoznaczniłby zdanie, bo nie wiadomo, czy próbuje podejść Majka teraźniejsza, czy dawna: Widziałam też siebie, próbującą podejść, ale bezskutecznie.
Byłam niewiele starsza, sparzyłam strasznie dłonie, próbując ją wyciągnąć.
O psychologii się nie wypowiem: Byłam niewiele starsza, strasznie poparzyłam dłonie, próbując ją wyciągnąć.
Ogień był zbyt silny.
Ogień nie jest z tego rodzaju, żeby mógł być silny. Chyba że to metafora.
Nagle do pokoju weszła mama, każe mi uciekać, i próbuje wyciągnąć siostrę.
Ujednoliciłabym czasy: Nagle do pokoju wchodzi mama, każe mi uciekać i próbuje wyciągnąć siostrę.
Jakaś siła cofa mnie za drzwi wejściowe, które zatrzaskuje z hukiem
Siła zatrzaskuje drzwi?
bezskutecznie
Mocne słowo, lepiej go nie powtarzać, kiedy nie ma budować rytmu.
Odwracam się, i widzę Kasię, ta jednak opiera się o ścianę, ledwo żywa, przerażona.
A jak opieranie się wyklucza z byciem widzianą?
Odwracam się raz jeszcze, zobaczyć płonące drzwi.
Żeby zobaczyć.
Tych już nie ma
Nie ma ich już. "Tych" i podobne zaimki są nadużywane.
Stoję jak wryta, ze łzami w oczach.
Uwaga, śmiech z taśmy.
Biorę znowu Kasię pod pachę, i schodzimy niżej
Zbędny przecinek.
tam, i z powrotem
Ten też bym wycięła.
Delikatny powiew.
Lepiej "łagodny".
Ludzko.
Angielskawe.
Poprzecinane żyłami a nie kablami.
Poprzecinane żyłami, a nie kablami.
czuję się chora
Konkretniej.
Kasia tez nie wygląda
Literówka.
początkowo z uśmiechem, i szybko z narastającym przerażeniem.
"Szybko" nie oznacza do końca tego, co Ci się zdaje. I jak machać z przerażeniem? https://wsjp.pl/haslo/podglad/15979/szybko
kogo Ty masz ze sobą
Mało naturalne, większość ludzi spytałaby po prostu: kto to jest?
Zmroziło mnie. Stanęłam jak wryta.
Nie wiem, czemu skaczesz z czasu na czas.
Poczułam, jak to coś co prowadzę na ramieniu, nagle się skupiło, spięło wszystkie mięśnie.
C.t.: Poczułam, jak to coś, co prowadzę, nagle się skupia, spina wszystkie mięśnie.
Odwróciłam głowę delikatnie w stronę
"Delikatnie" NIE oznacza "trochę". Ale w ogóle można to skrócić: zerknęłam w stronę.
To coś, co jeszcze przed chwilą wyglądało jak moja umęczona koleżanka, teraz miała szeroko otwarte czarne oczy, i twarz wykręconą w szaleńczym uśmiechu.
Nie przesadzajmy: To coś, co jeszcze przed chwilą wyglądało jak moja zmęczona koleżanka, teraz miało szeroko otwarte czarne oczy i twarz wykręconą w szaleńczym uśmiechu.
Mam Was
Zaimek małą.
wyszeptała i rzuciła się
Jakiego rodzaju (gramatycznego) jest ten potwór? Musisz się na coś zdecydować.
Mocno rąbnęłam głową o posadzkę, niemalże tracąc przytomność.
Nie można rąbnąć słabo: Rąbnęłam głową o posadzkę, trochę mnie zamroczyło.
gardłowe mokre plaśnięcie, po tym jak bestia przegryzła Kasi szyję
Co doskonale widziałam, leżąc zamroczona na posadzce? Mniej więcej w tym miejscu atmosferę ostatecznie szlag trafił. Kawałek z drzwiami był całkiem straszny, ale tutaj – to już tylko krew i flaki. A, i: po tym, jak.
Widziałam, jak próbowała się bronić
C.t.: jak próbuje się bronić.
z niebogłosy
Wniebogłosy.
wyrywał jej jelita żywcem, próbując ją nimi udusić
Abstrakcyjne, niewiarygodne (tj. jak opisać taką scenę? Co bohaterka faktycznie widzi? Czy opisałaby coś takiego tak beznamiętnie?) i epatujące obrzydliwościami bez szczególnego powodu.
W przerażeniu podczołgałam się do ściany. Krew Kasi wyciekała z niej szeroką strugą, która dosięgnęła moich białych butów.
Przerażenie jest tu tak oczywistą reakcją, że nazywając je, psujesz zawieszenie niewiary. Bo zwraca się uwagę na to, co oczywiste nie jest, a jeśli przerażenie takie nie jest, to co tu się właściwie dzieje? Drugie zdanie po pierwsze sugeruje, że krew wypływa ze ściany, a po drugie – tylko szczególny rodzaj człowieka myśli w takiej chwili o butach.
„Kasia” pożywiała się moją współlokatorką
"Pożywiać się" to takie sztuczne słowo. A w tej scenie przydałoby się coś mocniejszego, ocennego.
chichocząc podle co chwilę
… podle? Coś jej żre koleżankę, a ona to ocenia jako po prostu wredne?
Wydała mega obrzydliwy, gardłowy głos rozkoszy
Abstrakcyjne, poza tym nie jestem w stanie potraktować poważnie "mega".
i skierowała wzrok w moją stronę.
A może na przykład: wlepiła we mnie spojrzenie żółtych ślepi?
– Teraz Ty. – powiedziała, wykrzywiając nienaturalnie głowę, i zaczęła się do mnie zbliżać.
A skąd Majka wie, co jest dla tego czegoś naturalne? – Teraz ty – syknęła, odrzucając głowę, i popełzła do mnie.
W przerażeniu wymacałam za mną kawałek stłuczonej szyby, prawdopodobnie z drzwi hydrantu, który strzaskałam gdy uderzyłam w ścianę. Złapałam go, kalecząc się wściekle, i zamachnęłam w kierunku istoty.
Adrenalina tłumi ból, zresztą skąd ona to wszystko wie?: Wymacałam za sobą zimny, twardy kawałek stłuczonej szyby. Zamachnęłam się na potwora.
Udało mi się ciąć po oczach, oślepiając potwora.
Nie po polsku: Cięłam po oczach.
„Kasia” zawyła w potwornym okrzyku, złorzecząc w okropnym języku którego nigdy wcześniej nie słyszałam.
Raz, tnij. Dwa – język może brzmieć jak Czarna Mowa, ale skoro Majka pierwszy raz go słyszy, nie jest w stanie rozpoznać, co tamta mówi. I czy to w ogóle jest język: „Kasia” zawyła, oślepiona.
Szukała mnie po omacku, by mnie zabić, czy się zemścić, ale nie zamierzałam dać jej tej satysfakcji.
Pokaż to. Pokaż tego macającego na oślep potwora.
Obok skrzynki z hydrantem znalazłam gaśnicę i zaczęłam bić jej kantem potwora po głowie, mocno, raz za razem, aż zaczął skomleć, błagać o litość, zaczął mówić „siostro, nie krzywdź” głosem Anieli… Tego już było za wiele. Wściekła okładałem ją gaśnicą aż przestała oddychać.
To jest streszczone. Tak streszczone, że traci wymowę. Co chcesz tu osiągnąć? Bohaterka zabija swoją traumę? Aniela jest upiorem? O co chodzi?
Moje ręce były równie zniszczone jak w dniu śmierci mojej rodziny,
Kto tak mówi?
, Byłam brudna i potwornie zmęczona
Zdanie zbędne, poza tym tu chyba miała być kropka.
Przewróciłam się obok trupów Kaś i leżałam w ich wspólnej kałuży krwi i juchy.
Śmiesznie to brzmi, jakby Kasie miały kałużę na spółkę i dzieliły się obowiązkami przy karmieniu kijanek.
Było tam tak cicho, a mi – dziwnie ciepło i dobrze.
Mnie, ale to wypada nienaturalnie, a mogłoby być satysfakcjonującym rozwiązaniem akcji.
Nie wiem ile tam przeleżałam. W tym czasie krew skrzepła i stała się chłodna, lepiąc mi włosy.
Nie wiem, ile tam przeleżałam. Krew zdążyła skrzepnąć i pozlepiać mi włosy.
Oznaczało to, że czas wstać, i iść do wyjścia, na parter.
Bardzo dziwna uwaga. Wygląda to tak, jakby przez cały czas mogła wstać, tylko jej się nie chciało.
Te wyraźnie pulsowały.
"Te" zbędne. Wiadomo, co pulsowało.
Parter kompletnie nie przypominał klatki schodowej.
W ogóle nie przypominał, ale myślałam, że to już koniec?
Ściany, stworzone z ludzkiej tkanki
Ściany mogą być zrobione, zbudowane, ale przenigdy "stworzone". Stwarza się z niczego.
miały oczy, w najróżniejszych kształtach i rozmiarach, mrugające w moją stronę
Widziałam ten odcinek. Był niezły, choć Rory się wygłupił. Ale co to ma do Majki, nie mam pojęcia.
cuchnący oddech poruszał się tam i z powrotem przez mięsiste wrota które kiedyś prawdopodobnie były drzwiami
…? Wrota to drzwi. Tylko większe. Przed "które" przecinek.
Teraz zamiast drzwi był płat skóry skutecznie blokujący wyjście.
"Skutecznie" ma ironiczny wydźwięk.
Nadal miałam ze sobą kawałek szkła, w mojej pociętej ręce.
Nie po polsku: W pociętej ręce nadal ściskałam kawałek szkła.
Udałam się w kierunku wyjścia,
Po co te wysokie słowa, nie mam pojęcia: Poszłam do wyjścia.
Oczy patrzyły w moim kierunku, a głos w mojej głowie opowiadał mi bym została.
Oczy patrzyły na mnie, a głos w głowie namawiał, żebym została.
stworzył z mięsnej masy
Sformował, uformował, wytworzył…
uśmiechających się szeroko do mnie, tylko oczy mieli czarne i puste.
Szeroko uśmiechniętych, tylko oczy mieli czarne i puste.
Zapraszali mnie do szarej nagiej jamy w ścianie
Jak jama może być przyodziana? https://wsjp.pl/haslo/podglad/24877/nagi
nie tak jak
Nie tak, jak.
Jej kształt idealnie pasował do moich wymiarów
Kształty i wymiary – to nie to samo.
Głos westchnął w rozkoszy
Z rozkoszy.
jego oddech stał się bardziej intensywny
Co to znaczy?
Ku moim palcom wystrzeliły delikatne skórzane macki, próbując mnie wciągnąć
"Delikatne" – wystrzeliły? I – imiesłów nie oznacza przyczynowości. https://sjp.pwn.pl/sjp/delikatny;2451669.html
To był jego błąd. Prawie mnie miał, ale jego chciwość go zgubiła.
Komentarz wyrywa z zawieszenia niewiary.
otępienia, wyrwałam torebkę z zagłębienia
Rym.
pobiegłam co sił w nogach ku skórzanej błonie, przecinając ją szkłem
Co sił w nogach pobiegłam ku skórze. Przecięłam ją szkłem.
a z błony siknęła krew, a zza niej błysnęło białe światło
Powtarzanie "a" wprowadza tutaj pewien zadziorny rytm, który nijak się ma do sytuacji.
Przedarłam się przez nią i biegłam co sił w nogach, w kierunku jasności.
"Co sił w nogach" było już zdanie temu.
Zdawało mi się że usłyszałam głos Anieli mówiący że jestem już blisko, gdy coś złapało mnie za nogę, pociągnęło mocno i wtedy uderzyłam głową o ziemię.
Zdawało mi się, że usłyszałam głos Anieli mówiący, że jestem już blisko, gdy coś złapało mnie za nogę, pociągnęło mocno i wtedy uderzyłam głową o ziemię.
Gdy się obudziłam, byłam w windzie, w drodze na 7 piętro, z reklamówką z Biedronki w ręce.
Obudziłam się w windzie, w drodze na siódme piętro, z reklamówką z Biedronki w ręku.
Kasia stała obok, miała twarz uśmiechniętą – może ciut za bardzo.
Kasia stała obok, uśmiechnięta, może ciut za szeroko.
Trochę kliniczne, trochę obrzydliwe. Za bardzo się silisz na straszne szczegóły: po co ten "potworny język", chociażby? A cierpi na tym i wiarygodność psychologiczna (kto szczegółowo analizuje otoczenie, kiedy ma go zeżreć potwór?) i atmosfera, bo skąd niby bohaterka ma wiedzieć, że to w ogóle jest język? I uwaga czytelnika zjeżdża na bok.
Nie ma potrzeby tłumaczyć, skąd się wziął kawałek szkła, skoro to i tak koszmarny sen, zresztą można najpierw pokazać, jak szkło się tłucze, a potem to wykorzystać, a nie w ostatniej chwili przypominać sobie "a, ja tego szkła jeszcze nie wyjaśniłem". Poza tym z psychologicznego horroru i traumy nagle przeskakujesz na akcję i bycie potencjalnie zeżartą przez potwora, a to dosyć różne rzeczy i wychodzi dysonans. I jeszcze ta rama snu… wielu czytelników jej nie lubi, bo czują się oszukani, kiedy nagle wychodzi na jaw, że nic z tego się nie zdarzyło.
W rezultacie nie wiem, czy to blok jest potworem zjadającym ludzi (nikt się nie połapał?) czy bohaterka ma zwidy po pijaku (ale ile ona wypiła?) i ogólnie o co chodzi. W horrorze nie jest to aż takim mankamentem (ma być strasznie, nie musi być sensownie), ale nadmiar bezsensu jednak uruchamia w głowie obwody logiczne, a one tłumią strach. Poza tym, jak powiedziałam, horror "zaraz coś mnie zeżre" i horror "moje straszliwe urazy z dzieciństwa" to dwa różne horrory, które nie zawsze dobrze się mieszają.
W sumie wyszło mocno nieporządnie, chociaż potencjał jest.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.