
twarz pokrywam białą farbą
żałoby
wychodzę
światła
znaleźć trochę czasu
mijam groby
przemyśleć
między wierszami
czy na scenie
znów augusta
czy arlekina
jest wszystko
wszystkowiedzącym
okiem
jest i kolombina
i miałkość i małość
brawa brawa
oglądającym
to może się przydać na starość
i minąłem przemknąłem
oblałem
potem
nie poznawszy
nawet pytań
Witaj. :)
Pełen zadumy, refleksji i filozofii wiersz. :) Taki bardzo nieoczywisty, bo tytuł wskazywał na komedię.
Pozdrawiam, klik. :)
Pecunia non olet
Dzięki @bruce, dobry Aniele tego portalu :)
Utwór niewątpliwie trochę chropawy. I od młota. I od dłuta. Ale przez to bardzo jimowy.
Dzięki za klika :)
entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Zgadzam się, bardzo Jimowy. :)
Pecunia non olet
Mnie na myśl przyszedł Jocker, dlaczego? Nie mam pojęcia. Żeby zmieścić ciało w walizce do innego świata, trzeba się solidnie napracować, aż pot cieknie po plecach…
Wiersz dla mnie świetny. Kto będzie pytał? O co? I po co?
Pozdrawiam serdecznie.
Idę do klikarni.
"bądź dobrej myśli, bo po co być złej" Lem
Ech, pogubiłam się w wielościach interpretacji.
Babska logika rządzi!
Dzięki za ponowne przyjście :)
Mnie na myśl przyszedł Jocker,
W głowie (już po napisaniu) miałem inny tytuł dla tego utworu: Egzamin na błazna.
dlaczego? Nie mam pojęcia.
Znalazłbym w tekście parę powodów, dla których mógł Ci na myśl przyjść.
Żeby zmieścić ciało w walizce do innego świata, trzeba się solidnie napracować, aż pot cieknie po plecach…
Nie da się ukryć.
Wiersz dla mnie świetny. Kto będzie pytał? O co? I po co?
Ktoś pewnie będzie pytał ;-)
Ktoś inny mi na privie napisał, że to jeden z takich wierszy, którym się wiele wybacza.
Dzięki za klika :)
Znając mnie i moje utwory – również prozatorskie – powinnaś się już przyzwyczaić, że mnogość interpretacji jest we standardzie i specjalnie je konstruuję tak, by dwie czytające je osoby, rozmawiając z sobą miały wrażenie, że czytały dwa zupełnie różne dzieła :)
W przypadku wierszy – wychodzi mi to niejako bez wysiłku – w przypadku prozy, muszę się nad tym sporo nagimnastykować (choć ostatnio coraz częściej piszę po prostu rzeczy bardzo proste, niewymyślne, bo i tak nikomu się nie chce wgłębiać – może wyjątkiem będzie utwór na konkurs przebojowej Alfy i Omegi, o ile go kiedykolwiek skończę i skrócę do konkursowych ram… heh nie spodziewam się raczej, by ktoś ten tekst polubił, chyba za wcześnie na takie rzeczy).
Pozdrawiam serdecznie.
entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Nie wiem, czy do końca zrozumiałem, aczkolwiek wiersz ciekawy. Zostawia pole do interpretacji, a to na plus.
Brak znaków interpunkcyjnych to celowy zabieg? Pytam, bo u siebie zawsze je stosuję, nawet w wierszach i na początku trudno było mi się przyzwyczaić do ich braku, ale to w sumie niewielki problem.
Znając poruszaną przez Ciebie tematykę, zajrzałem z zamiarem napisania, iż po polsku nazywamy ten przedmiot kneblem, ale tym razem pudło…
Interesujące. Nie czuję się zbyt pewnie w temacie takich nowoczesnych wierszy nieregularnych. Ten jednak uderza tym, że forma właśnie bardzo nowoczesna, a odniesienia sięgają głęboko w przeszłość – oczywiste do commedii dell’arte i tylko trochę mniej oczywiste do Kochanowskiego (wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom świetnie pasuje do błazna zbierającego aktorów do walizki i zadającego ostateczne pytania)… Z drugiej strony mam także skojarzenie z Autostopem przez galaktykę (jak sobie uświadomili, że muszą zrozumieć, jakie właściwie pytanie zadali).
Nie wiem, czy do końca zrozumiałem, aczkolwiek wiersz ciekawy. Zostawia pole do interpretacji, a to na plus.
Potraktuję jako komplement mimo niezrozumienia. Ja sam nie wiem, czy rozumiem własne wiersze. Dla mnie one są zawsze zapisem chwili, wrażenia, obrazów, emocji – rozumienie wykonuję inną częścią mózgu niż wiersze – i to częścią nie do końca kompatybilną.
Więc raczej spytałbym – czy ten wiersz czujesz, niż czy go rozumiesz.
Brak znaków interpunkcyjnych to celowy zabieg? Pytam, bo u siebie zawsze je stosuję, nawet w wierszach i na początku trudno było mi się przyzwyczaić do ich braku, ale to w sumie niewielki problem.
Tak, to celowy zabieg. Czasem stosuję w wierszach interpunkcję, ale zupełnie inaczej niż w prozie.
Mój ulubiony znak interpunkcyjny w wierszu to nawias.
Na drugim miejscu – wielokropek.
Jeszcze czasem myślnik lub znak zapytania.
Ale najczęściej nie mam nie tylko potrzeby ich stosowania – a wręcz przeciwnie – przeszkadzałyby.
Kropka jest taka mordercza. Uderza. Szybko. I mocno. Jeśli bym pisał wiersz o deszczu ciosów jaki spadł na Cezara – może użyłbym kropek.
Wykrzyknik jest jeszcze bardziej brutalny.
Przecinków nie widzę nawet w prozie więc nie wiem jak je stosować – prędzej w wierszu pewnie bym oddzielił coś średnikiem.
Dwukropki są wyliczeniowe – ale wyliczenie widać – lub nie – i tak ma pozostać.
Najbardziej “interpunkcyjną” rzeczą w wierszu jest dla mnie znak końca linii. Przerywam wtedy coś, co powiedzmy – jest połączone – lub przeciwnie – łączę rzeczy z innych parafii. Sklecam, kompresuję znaczenia, zbijam razem obrazy, wielkotronie używając te same pojedyncze słowa w wielu różnych znaczeniach. Poniekąd jestem entuzjastą takiej kompresji – tego by każdy wyraz znaczył coś nie raz, a dwa albo trzy. By można było inaczej w sieć złapać, inaczej złowić, inaczej przeczytać.
Nie, nie zastanawiam się nad tym – to jest analiza, którą wykonuję post factum.
Robię takie rzeczy mimowolnie – ale świadomie.
Czasem coś opuszczam, stosuję wyrzutnię, a czasem piszę tak, żeby wyrzucając coś choćby przypadkiem uzyskać inny sens. Przykładowo:
twarz pokrywam białą farbą
żałoby
wychodzę
światła
albo
twarz pokrywam białą farbą
żałoby
wychodzę
światła
i za każdym razem przekaz jest inny – trudno tak naprawdę oddać do końca, co się z tym wszystkim dzieje – ale to jest tylko moja REINTERPRETACJA – i wręcz nie życzę sobie, by ktoś odgadywał, co miałem na myśli…
…chyba, że ktoś jest takim Ślimakiem, to wtedy jest to niejako nieuniknione ;-)
Kurza twarz. Czytujemy zbyt podobne dlatego czytasz mnie bez trudu.
Czy to dobrze czy źle – w sumie nie wiem. A z tym kneblem wbrew pozorom nie aż takie pudło.
Jeśli mnie pamięć nie myli w żargonie knebel też coś innego oznacza (ale to musiałbym sprawdzić, bo może coś poplątałem) :)
Odniesienia odczytujesz jak najbardziej trafnie – dodam jeszcze małą podpowiedź, że whiteface i august są typami o wiele bardziej współczesnymi niż arlekin czy kolombina – a nazwa tego drugiego wywodzi się z berlińskiego slangu i oznacza idiotę – ale ten august u mnie pełni podwójną (i prześmiewczą) rolę – bo bije do sensów dużo starszych – ale też właśnie tych nowszych (swoją dychotomią miało to wręcz powodować dysonans, ale chyba nie udało mi się tego dobrze oddać).
Bo w sumie ten august jest bezwolny, niczego nie inicjuje, jest tylko odbiorcą innych działan, powiedzielibyśmy wręcz (w obu znaczeniach) ofiarą losu – co jest niejako przeciwieństwem tego co ten wyraz oznaczał dużo wcześniej. I chcę go tu widzieć w obu znaczeniach.
Skojarzenie z Autostopem – też jak najbardziej słuszne. I to “potem” – też w obu znaczeniach.
42 :)
entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Powiadasz, Jimie, że kropka jest jak kula, a wykrzyknik jak miecz?
Babska logika rządzi!
Jak to zwykle bywa ze mną i nowoczesną poezją nie zrozumiałem :/
Pozdrawiam!
„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski
Jimie, kompozycja pozwalająca na wielość interpretacji – wspaniała. To wiersz, w który zagłębiałam się kilka razy, czytając w różnych wariantach.
Osobiście najbardziej spodobał mi się ten wariant:
twarz pokrywam białą farbą
światła
znaleźć trochę czasu
między wierszami
czy na scenie
jest wszystko
wszystkowiedzącym
i miałkość i małość
brawa brawa
i minąłem przemknąłem
Tylko tu już mi zgrzytało. :)
oblałem
nawet pytań
Ale nie można mieć wszystkiego. ;)
Ech, pogubiłam się w wielościach interpretacji.
Finklo, ja się nie gubiłam w interpretacjach, bo ustawiałam je sobie tak, jak chciałam.
Za to interpretacji jest tu tyle, że człowiek nie dałby rady wypisać wszystkiego. ;)
Klikam za te wszystkie możliwości, pozdrawiam,
Ananke
Cieszę się, że Ty przynajmniej się najadłaś przy szwedzkim stole, który wystawiłem :)
Za to interpretacji jest tu tyle, że człowiek nie dałby rady wypisać wszystkiego. ;)
I właśnie tak miało być.
Pierwotny nerw, pomysł, obraz – był bardzo prosty – jedna emocja, druga, trzecia – a potem już tylko w głąb.
Końcówka rzeczywiście może być lepsza.
Nie do końca też fajna dopełniaczówka (brrr… dopełniaczówki – już trzydzieści lat temu słyszałem jakie one są fuj i okropne) z początku.
Ale jednak, gdy czytam ponownie…
…muszę przyznać, że jest dobrze.
Bronił więc będę tych swoich niepoznanych pytań – bo wiersz jest nienajgorszy.
Mógłby być lepszy – ale w tamtej konkretnej chwili, której był zapisem – był wystarczający.
Dzięki za klika.
entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Cieszę się, że Ty przynajmniej się najadłaś przy szwedzkim stole, który wystawiłem :)
Jestem fanką szwedzkich stołów. :) Chociaż trzeba uważać, bo kiedyś jednego dnia wystawili fontannę czekoladową, a drugiego fontannę serową. Pewien chłopiec myślał chyba, że to biała czekolada i… oblał nią sobie słodkiego pączka. :D
I właśnie tak miało być.
I to jest niesamowite. :) Z moich ulubionych – ten fragment:
wychodzę
światła
znaleźć trochę czasu
mijam groby
przemyśleć
między wierszami
Niezwykłe jest to, że bohater wychodzi, zapalają się światła… Albo wychodzi (światła – gasną) i szuka czasu. Wychodzi znaleźć czas, żeby odwiedzić groby. Szuka czasu, żeby przemyśleć, a w tym czasie mija groby. Chce znaleźć trochę czasu, żeby przemyśleć, a mija groby tylko między wierszami, te w umyśle. I to między wierszami jest jak kotwica do całego tekstu – bo całość można czytać między wierszami, na różne sposoby. Zabawa w interpretacje jest tu dla mnie naprawdę wciąż świeża i za każdym razem w głowie tlą się inne pomysły. ;)
I to między wierszami jest jak kotwica do całego tekstu
Bardzo bliska jesteś jednej z emocji, którą miałem pisząc – ten błysk pomiędzy, ten ułamek sekundy – jest zarazem wiecznością, na którą się spada, ciągle i wciąż. A potem się okazuje, że wieczność to za mało.
Cieszę się, że tak dużo z tego wyczytujesz.
A Ślimakowi – że pochylił się nad:
nie poznawszy
nawet pytań
Bo to kolejny gwóźdź – nie tyle programu (bo oklaski się nie zrywają), co krzyża, na którym to wszystko jest rozparte.
Powiadasz, Jimie, że kropka jest jak kula, a wykrzyknik jak miecz?
Właśnie tak :)
Jak to zwykle bywa ze mną i nowoczesną poezją nie zrozumiałem :/
To widocznie źle to napisałem.
Przekaz miał być prosty, jako że sam jestem prosty. Prosty! Prosta do bólu sekwencja obrazów – pokrywanie twarzy białą farbą, światła sceny, cyrk życia, namalowany uśmiech – jeśli to się u Ciebie nie pojawiło, to skrewiłem. A co tam głębiej – to już zależy co kto czuje – jeśli nic nie czujesz – to skrewiłem po raz drugi.
Nie podoba mi się idea, by z poezji robić wyższą matematykę – to taka sama pisarska praca jak nasze opowiadania czy książki – tylko bardziej skompaktowana, skompresowana – i skupiona na przekazaniu obrazów, uczuć, zapachów – a nie fabuły. Więc jeśli wiersza nie rozumiesz – to najpewniej coś autor sknocił.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz