- Opowiadanie: Niebieski_kosmita - Niekończące się opowiadanie: Nowa wersja portalu

Niekończące się opowiadanie: Nowa wersja portalu

Najpierw chciałbym przeprosić szanpaństwo.

Za długie oczekiwanie – to po pierwsze, ale co ważniejsze, za egoizm. Umieszczanie samego siebie w opowiadaniu o Fantastach nie jest chyba standardową praktyką, a już ewidentnym dowodem na moją bezczelność jest to, że w części drugiej zostałem głównym bohaterem. Jakby tego było mało, jestem w opowiadaniu wyjątkowo antypatyczny (tzn. jeszcze bardziej niż zwykle) i wręczam sobie piórko (gorzej już chyba być nie może...)

Na usprawiedliwienie powiem, że opowiadanie podąża za drugą częścią „Niekończącej się historii” Michaela Endego, gdzie Bastian zachowuje się tak samo: dostaje Auryn, który spełnia jego pragnienia, w związku z czym staje się arogancki i czuje się panem wszechświata. A że postanowiłem obsadzić siebie w roli Bastiana, to też nie jest działanie wynikające wyłącznie z egoizmu, ma również pewne ukryte znaczenie...

Niestety, nowa wersja portalu już od dobrych 7-8 lat jest memem, symbolem czegoś, co nigdy nie powstanie. I chociaż chciałbym, żeby było inaczej, to na razie „Jeszcze Nowsza Fantastyka” pozostaje tworem czysto fantastycznym.

Po przydługim wstępie zapraszam do lektury.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy III

Oceny

Niekończące się opowiadanie: Nowa wersja portalu

Istniałem.

Wokół widziałem tylko ciemność.

– Trochę to trwało – usłyszałem głos – ale wykonałeś zadanie.

Odwróciłem się. Zobaczyłem Beryla, także unoszącego się w nicości.

– Discorda już nie ma – dodał Administrator.

– Świetnie, ale… gdzie my jesteśmy?

– W Nowej Wersji Portalu.

Rozejrzałem się.

– Raczej ubogo.

– Zawsze musisz narzekać? Dopiero zaczynamy…

– A ja co mam robić?

– Użyj wyobraźni. Wypełnij pustkę.

– Żartujesz? Sam?!

– Nie do końca. Spójrz, co ci darowałem.

Poczułem jakiś ciężar na szyi. Pochyliłem głowę. Boże! Dostałem Piórko! Dłuższą chwilę nie mogłem wykrztusić słowa.

– Dziękuję – powiedziałem w końcu. – Z całego serca.

– Piórko to nie tylko wyróżnienie. Z jego pomocą możesz stworzyć w Fantastyce wszystko, czego zapragniesz.

Wyciągnął do mnie dłoń. Leżał na niej bardzo drobny obiekt.

– Spójrz. Co to jest, według ciebie?

– Chyba ziarenko piasku – odpowiedziałem niepewnie. – Nawet ziarenko jest lepsze niż nic. W ogóle, niech istnieje cokolwiek więcej, niż to ziarenko!

Beryl uśmiechnął się.

– Cokolwiek, powiadasz…

Zacisnął dłoń. Po chwili zaczęła się z niej wysypywać strużka piasku, która szybko stawała się coraz większa i potężniejsza.

– No tak… najłatwiej jest skopiować…

W następnym momencie kaskada piachu zwaliła mnie z nóg. Zsuwałem się ze zbocza jakiejś gigantycznej wydmy; kiedy wreszcie dotarłem do jej podnóża, wszystko się uspokoiło.

– Cokolwiek – powtórzyłem, wstając i otrzepując się. – Niezły żarcik, śmiechłem.

Administratora nigdzie nie było już widać. Jak okiem sięgnąć pustynia, literacka i dosłowna. Tajemnicza poświata, pochodząca najwyraźniej zewsząd, stwarzała dość upiorne wrażenie, nic bowiem nie rzucało cienia. Pustynia stanowiła postęp w stosunku do nicości, ale byłem daleki od satysfakcji.

Czy to miejsce stworzył Beryl, czy ja? Postanowiłem natychmiast sprawdzić, jaką mocą rzeczywiście dysponuje Piórko.

Niech zaroi się od życia, od ruchu… no, żeby się działo!

Wokół pojawił się las wątków forumowych, zarośla opowiadań, pnącza linków i tysiące, dziesiątki tysięcy komentarzy, fruwających w powietrzu. Osiadały na drzewach i krzewach, stopniowo układając się w dyskusje. Ptaki wyśpiewywały treści reklam. Wyrastała prawdziwa dżungla, dzika i pełna energii.

Wyglądało na to, że naprawdę mogłem sobie zażyczyć czegokolwiek! Administrator nie wspominał o istnieniu zakazów czy zastrzeżeń.

W moim kierunku podążało niewielkie, trudne do zidentyfikowania stworzonko. Czyżby użytkownik?

– Cześć, mały, jak się nazywasz? – zapytałem przyjaźnie, kiedy się zbliżyło.

– Cześć! Jestem ChatGPT. W czym mogę pomóc?

– Ach, okej… najpierw boty. Słuchaj, gdzie my w zasadzie jesteśmy?

– To jest portal „Jeszcze Nowsza Fantastyka”, wersja Alpha 0.3.7. Na razie w fazie testów!

– „Jeszcze Nowsza”? Fuj, co to za paskudna nazwa?

– Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii. Czy chciałbyś zagrać w szachy?

– Nie, dzięki. Kiedy pojawią się ludzcy użytkownicy?

– Przepraszam, ale nie mam na ten temat informacji.

To powiedziawszy, bot zniknął w gąszczu wątków, indeksując podstrony nowego portalu. Znowu zostałem sam.

Przez jakiś czas spacerowałem po lesie, czytając stare dyskusje i opowiadania, z łezką w oku wspominając minione dzieje. Lektury wystarczyłoby na kilka żyć, ale nadal brakowało najważniejszego elementu portalu, czyli ludzi. Oprócz spotkania z ChatemGPT, rozmawiałem tylko z wyjątkowo nachalną reklamą, która przysiadła mi na ramieniu.

– Tantryczny masaż energetyczny! – zaśpiewał ptak. – Dla klientów z kodem FANTASTYKA dziesięć procent zniżki.

– No nie, to już przesada! – burknąłem, strząsając reklamę. – Nawet na portalu z samymi botami powinna być moderacja! Niech boty są moderowane!

– Tylko w tym tygodniu, wykonujemy Przebóstwienie Energii za jedyne… – więcej ptaszysko nie zdążyło zaoferować, bo z nieba jak pocisk spadł ogromny orzeł, jednym kłapnięciem pożerając irytującego bota. Myśliwy następnie spojrzał na mnie i zaskrzeczał:

Automatycznie zablokowano przez filtr nadużyć.

 

*

 

Coraz częściej myślałem o mocy Piórka. Wydawała się praktycznie nieograniczona. W końcu oczekiwanie na użytkowników znudziło mnie. Znalazłem stosunkowo dużą polanę, gdzie mogłem obserwować skutki następnego życzenia, i zastanowiłem się, jak je sformułować.

– Przejdźmy do wersji beta! Niech się pojawi beta tester, ludzki użytkownik! – zawołałem wreszcie.

Rozbłysło światło, rozpraszając dotychczasowy półmrok; wschodziło słońce. Na środku polany pojawił się kopiec, wskazując, że coś dużego usiłuje się przebić na powierzchnię. Mimo posiadania potężnego artefaktu, poczułem lekki niepokój. Nie wybraliby chyba Świryba na testera?

Moje obawy rozwiały się, gdy z gleby wyłonił się gigantyczny Krokus. Fioletowe płatki pięknie błyszczały w promieniach poranka.

– Hej! – zawołałem. – Ale cię zaszczyt kopnął! Proszę, rozgość się w Nowej Wersji Portalu.

Zerwał się delikatny wietrzyk, który poruszył kwiatem. Szmer płatków zaczął układać się w słowa.

Nie spodziewałem się, że ktoś już będzie! Znamy się?

– Trafiłem tu trochę inaczej, dlatego przerzuciło mnie w ludzkiej formie. Nie mieliśmy okazji się poznać na żywo. Jestem Niebieski_Kos.

Zmarszczyłem brwi.

– Zaraz… coś nie halo…

Dobrze widzę? Piórko?

– Taaak… Ale mam nieodparte wrażenie, że mój nick się zmienił. Jaki, kurde, Kos?

Krokus milczał przez dłuższą chwilę.

Wiesz, jakie efekty niesie ze sobą opierzenie?

– No przecież, spełnia życzenia!

Piórko w nowej wersji to coś zupełnie innego niż w starej. Tak, spełni życzenia, ale nie za darmo. Za każdym razem, kiedy czegoś zapragniesz, musisz też coś stracić.

Stracić? Niby co? – przestraszyłem się.

Jedną literę z nicku.

Kamień spadł mi z serca.

– Nie tak źle! Mam jeszcze dwanaście.

Ale czy na pewno chcesz poświęcić wszystkie?

Uznałem, że trzeba zmienić temat.

– My tu gadu-gadu, a jest robota do wykonania. Rozejrzyj się, testuj! Spróbuj stworzyć jakiś wątek.

Kwiat pochylił się. Pojedynczy pyłek z jego pręcika spłynął na ziemię, gdzie niemal natychmiast wyrosła sadzonka wątkowa.

– A teraz, uwaga, rewolucyjna funkcja: da się go nawet edytować!

To dopiero jest science fiction – zaszemrał Krokus – że można zmienić treść wątku…

 

*

 

Wkrótce przybyli też inni testerzy, zupełnie ich jednak nie znałem. Byłem dumny, że portal wydawał się działać, jak należy, ale brakowało mi starych znajomych. Ciekawe, co teraz porabiali, kiedy Discord zniknął?

– Krokus… możemy już zakończyć testy? – zapytałem po kilku dniach fazy beta. – Wszyscy na pewno się już niecierpliwią.

Administrator o tym zadecyduje – odszemrał kwiat.

– Ale nie Administrator się namęczył przy tworzeniu Nowej Wersji, tylko ja!

Nie powinieneś postrzegać Piórka jako wszechmocnego narzędzia do kreowania rzeczy z niczego. Wiesz chyba, że napisanie kodu serwisu internetowego jest dużo bardziej skomplikowane, niż wypowiedzenie magicznej formułki.

– Przecież my właśnie jesteśmy w magicznym świecie! Rozmawiam z kwiatkiem, do jasnej cholery!

Zmieniasz się, Zizi…

– Nie mów do mnie „Zizi” – warknąłem. – To pozostałość po Discordzie, którego zniszczyłem! Uratowałem Fantastykę, a teraz buduję ją na nowo, pod każdym względem lepszą.

Zrobiłeś się bardzo arogancki i bezczelny. Weź może trochę przystopuj.

– Dobra, nie ma sensu z tobą gadać. Cześć!

Wspiąłem się na pobliskie wzgórze. Ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, że tak oschle potraktowałem Krokusa, który przecież w zasadzie miał rację… Byłem jednak zbyt dumny, żeby zawrócić i przeprosić.

Chociaż tym razem nie wyraziłem życzenia, miałem przeczucie, że testy i tak dobiegają końca. Usiadłem i czekałem, co i rusz zerkając na Piórko, które zajmowało mój umysł już niemal bez przerwy.

Rzeczywiście, kiedy zaszło słońce, na niebie pośród gwiazd wyświetlił się napis:

JESZCZE NOWSZA FANTASTYKA – WITAMY!

a pod spodem:

ZAREJESTRUJ SIĘ | ZALOGUJ SIĘ | OPOWIADANIA | KSIĄŻKI | INNE | FORUM

Zaczęły się też pojawiać wiszące w powietrzu drzwi: z początku nieliczne, potem coraz więcej. Przez każde wpadała postać – ludzka, zwierzęca lub baśniowa. To musieli być nowi użytkownicy, świeżo zarejestrowani.

Obserwowałem ten spektakl przez jakiś czas. Kiedy pierwsza fala rejestracji osłabła, wstałem. Kolejne życzenie miałem dokładnie zaplanowane.

Niech znajdę się tam, gdzie zbiera się najbardziej fantastyczna ekipa!

Także i przede mną zarysował się świetlisty kontur drzwi. Po drugiej stronie zobaczyłem trzech wędrowców, grzejących się przy ognisku. Tych akurat poznawałem. Uszczęśliwiony, przebiegłem przez bramę.

 

*

 

– To miejsce jest fantastyczne! – mówił Bardjaskier. Miał charakterystyczny kapelusik z przypiętym piórkiem, co przykuło moją uwagę. – Jeden skrypt wyłapuje nadmiar zaimków, inny pomaga tłumaczyć teksty na angielski, możemy w zasadzie opowiadać historie całemu światu… Dwudziesty pierwszy wiek, panowie!

– Stary portal był, jaki był. Nowy portal jest, jaki jest – rzekł filozoficznie Bailout, rytmicznie machając ogonem. Przybrał wygląd kolczastej, zmutowanej myszy.

– Nie sposób zaprzeczyć – przyznałem.

– Dyskusja starych dziadków be like – podsumował ironicznie BarbarianCataphract. Jawił się jako wysoki, umięśniony wojownik. Pokaźnych rozmiarów miecz tkwił wbity w ziemię po jego prawej stronie, na szyi zaś miał zawieszony klucz. – Pisalibyśmy tak czy srak, na starym albo nowym portalu. Ale fakt, że teraz będzie trochę wygodniej.

– Też nie sposób zaprzeczyć.

Pamiętając rozmowę z Krokusem, postanowiłem nie wspominać na razie o moich zasługach dla Nowej Wersji. Poza tym, widząc piórko Barda, zacząłem rozmyślać o naturze amuletu.

Przecież Barbarian też ma jedno. Czy wszystkie piórka spełniają życzenia? Chyba nie, bo inne nicki się nie zmieniły…

– Zizi, mordeczko, a ty piszesz na konkurs morteciusa? – spytał Bail, wyrywając mnie z zamyślenia.

– Hm? Ostatnio trochę wypadłem z obiegu, o jaki konkurs chodzi?

– To z okazji powstania Nowej Wersji Portalu – odezwał się nowy głos. Zaskoczony, rozejrzałem się w poszukiwaniu jego właściciela. – Mort ogłosił nabór na teksty o muzyce, a kam_mod zaproponowała komplet swoich książek z autografami jako nagrodę za pierwsze miejsce.

Słowa dobiegały od strony Barbariana, ale nikogo innego nie widziałem.

– Zaraz, kto mówi?

Barbarzyńca uniósł klucz.

– To BasementKey – powiedział.

– O jejku, klucz do piwnicy! Cześć!

– Cześć, Niebieski_Ko!

Trzech pozostałych fantastów zrobiło zdziwione miny.

– A co ty, nick zmieniłeś?

– Nieważne… Mogę być w skrócie NiKo, albo Niebieski, zresztą nazywajcie mnie jak chcecie. Powiedzcie coś więcej o konkursie morta. Jaki termin i limity?

Rozmawialiśmy do późnej nocy. Kiedy wreszcie ułożyliśmy się do snu, mój wzrok znowu padł na Piórko, bo naszyjnik podwinął się tak, że miałem je na wysokości oczu.

Niech wygram ten konkurs – szepnąłem. – Okaże się, czyje piórko jest lepsze.

 

*

 

Ruszyłem w drogę razem z Barbem, Bailem, Bardem i Basementem. Wędrowaliśmy wiele dni, tworząc umuzycznione teksty. Stopniowo zaczęliśmy spotykać innych fantastów, także podążających na konkurs.

Dotarliśmy wreszcie do wątku konkursowego, tym razem manifestującego się pod postacią dużego audytorium, gdzie na ekranie wyświetlano przebieg dyskusji. Zgłosiliśmy teksty.

– Wyniki za kilka miesięcy, według kalendarza rzeczywistego świata – oznajmił mort, przyjmując zgłoszenia – ale na szczęście tutaj czas płynie inaczej, więc zwycięzców przedstawimy już jutro.

Bard spojrzał na pozostałych jurorów, obradujących w rogu sali nad opowiadaniami.

– Nie chciałbym być niegrzeczny, ale dlaczego w jury zasiadają zwłoki?

– Ach, to jest moja martwa dziewczyna. Całkiem żywotna jak na trupa, mogę was zapoznać…

Zombie popatrzyła w naszą stronę, a kiedy dostrzegła Barda, uśmiechnęła się tajemniczo.

– Chętnie!

– Oj, przepadłeś, chłopie – mruknął BasementKey, kiedy mortecius i Bardjaskier odeszli. – Trzeba uważać, czego sobie człowiek życzy. Można na przykład zostać zaklętym w klucz, albo znaczek pocztowy, i spędzić tak kawał życia.

– Wystarczy tylko dokładnie przemyśleć każde życzenie – zaoponowałem.

– Nie przewidzisz wszystkich konsekwencji. Dopiero kiedy moc spełniania życzeń się skończy, problemy wypływają na wierzch. Wyobraź sobie, że żądasz wiecznego życia od złotej rybki. Mijają lata, stulecia, aż wreszcie masz już dość tej egzystencji, ale jesteś nieśmiertelny, nie możesz się zabić. A złota rybka już dawno zniknęła.

– Zanotowano: nie życzyć sobie wiecznej rzyci. Życia. Czekaj, co?

Barbarian zachichotał.

– Życie w rzyci, ewentualnie rzyć w życiu. O tym myślą zdeprawowani członkowie portalu fantastyka.pl. Zobacz zdjęcia.

– Hehe, członkowie…

Potem już obaj kwiczeliśmy ze śmiechu, a lekko zażenowany klucz milczał, dyndając na szyi Barba.

 

*

 

Nazajutrz rano audytorium wypełniło się po brzegi. Wszyscy czekali na ogłoszenie wyników. Przybyła też kam_mod, by obdarować zwycięzcę. Barbarzyńca odwiesił BasementKey’a na osobny fotel. Zresztą, klucz od piwnicy nie był wcale najdziwniejszym obecnym w sali; stawiły się przeróżne stwory, niektóre tak małe, że ich miejsca wydawały się puste, a inne tak wielkie, że nie mieściły się między rzędami i ustawiły się na tyłach sali.

Mortecius wyszedł na mównicę. Miał podkrążone oczy, a na policzku widniała świeża szrama.

– A więc… po burzliwych obradach jury… mamy przyjemność obwieścić, że wyłoniliśmy trzy najlepsze teksty. Trzecie miejsce zajmuje MaSkrol, zapraszamy!

Oklaski. Chłopak dostał jedną książkę. Kiedy ją odbierał, przekonałem się, że nie był to już dzieciak, którego pamiętałem. Wyrósł i zmężniał.

– Drugie miejsce dla Barbariana Cataphracta!

Znowu oklaski, tym razem nagrodę stanowiły dwie książki. Barb, chociaż obdarowany, wydawał się niepocieszony.

– No i najważniejsze. Konkurs, a także komplet książek kam_mod z autografami, wygrywa Niebieski_K!

Tym razem brawa były zdecydowanie bardziej niemrawe. Wśród publiczności rozległy się szepty, które dotarły do moich uszu, kiedy przeciskałem się między krzesłami.

– Nie on załatwił Discorda?

– Pamiętam inny nick…

– Wygrał konkurs? No nie oszukujmy się, musiało być ustawione…

– Skąd ma piórko?

Dotarłem do mównicy. Mortecius uścisnął mi dłoń, a kam_mod przekazała spory pakunek.

– Omg, Zizi, tak się cieszę! W pełni zasłużyłeś na zwycięstwo, gratki!

– Dziękuję. Ale proszę, nie mów do mnie „Zizi”. Discorda już nie ma.

– No tak, racja! Boże, spędzałam tyle godzin na shitposting na disco, a teraz mam dwa razy więcej czasu na pisanie. Dzięki, Niebieski, że się go pozbyłeś!

– Spoko, do usług.

Nie było wątpliwości. Tak jak mówił Krokus, moje Piórko różniło się od piórek, które fantaści otrzymali na starym portalu. Byłem w zasadzie wszechpotężny! Cokolwiek rzekłem, stawało się faktem.

Wszyscy stanęliśmy do wspólnego zdjęcia.

– Trochę smuteg – mruknął Barbarian, uśmiechając się sztucznie i machając do publiczności.

– Dlaczego?

– Bo dostałem jakieś gunwo… a liczyłem na autograf Kam…

Zrobiło mi się go żal. Czemu nie miałbym okazać litości? Przecież mogłem uczynić wszystko.

– Barbi, konkurs muzyczny to nie jest zadanie godne wielkiego wojownika. Słuchaj, zorganizuję ci coś lepszego do roboty, a potem Kam będzie tak wdzięczna, że dostaniesz dowolną liczbę autografów.

Popatrzył nieufnie.

– Znaczy niby jak?

– Wyobraź sobie zgorzkniałego dziada, który żyje gdzieś hen, daleko. Wszystko go boli, na wszystko narzeka… Aż pewnego dnia dostaje ofertę od czarownicy. Że będzie silny jak słoń, szybki jak wiatr, odporny jak czołg. I obietnicę, że starość go nie dosięgnie po raz drugi.

Oczy Barbariana robiły się większe i większe.

– Zalth, bo tak nazywał się nasz bohater, przyjął ofertę. I zamienił się w ogromnego, paskudnego smoka! Ma głowę kocura, otoczoną niezniszczalną bańką, która chroni go przed wszelkimi obrażeniami. Uszy więdną, kiedy dobędzie głosu z paszczy.

Dyskusja wątkowa na ekranie pędziła jak szalona, referując moją opowieść i komentarze do niej. Inni fantaści, którzy przyszli, by nam pogratulować, stali zasłuchani.

– A co zawsze w baśniach robią smoki? Porywają księżniczki! Kto ratuje księżniczki z opresji? Mężni rycerze, tacy jak ty, Barbi. Niech więc zjawi się Zalth!

Mina kam_mod zdecydowanie zrzedła.

– Niebieski, żartujesz czy to na serio?

Coś niespodziewanie zasłoniło słońce.

– Serio, serio – wyszczerzyłem zęby.

W następnej chwili wschodnia ściana audytorium runęła, a łeb Zaltha i szponiaste ramię wcisnęły się do środka. Huk ogłuszył nas, kawałki szkła okiennego poraniły, i poprzewracaliśmy się na ziemię.

– Stary, ale jary! – wykrzyknął potwór, chwytając wrzeszczącą Kam. – No i co, tego żeście się nie spodziewali! Kto powiedział, że życie na rencie musi być nudne?!

Większość fantastów w panice rzuciła się do wyjścia w ścianie zachodniej, a smok się wycofał. Spojrzałem na Barbariana.

– Leć, uratuj ją!

– O kurde! Lecę!

Wystrzelił jak z procy. Kiedy wybiegał przez rumowisko, zawołałem jeszcze:

Niech mu się uda!

Potem Barb zniknął w blasku słońca.

Wstając, syknąłem z bólu. Mały odłamek szyby wybitej przez Zaltha utkwił w mojej nodze. Dobrze, że nie krwawiłem zbyt intensywnie. Rzeczywiście nie przewidziałem konsekwencji… Cholera, a gdybym dostał w tętnicę?

– Stworzyłeś tego smoka, prawda? Dostałeś piórko od Beryla, które spełnia życzenia.

Odwróciłem się. MaSkrol bacznie mi się przyglądał.

– No nie wiem… Powołać do życia smoka to nie przelewki, nie da się tego zrobić jednym zdaniem. Może Zalth wiedział o imprezie zawczasu, była przecież ogłoszona publicznie. Słuchaj, trzeba zawołać pomoc…

– Wilku już pobiegł po sanitariuszy. Będzie dobrze.

Na szczęście nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń. Drobne rany (w tym moje udo) opatrzyli medycy, których sprowadził wilk-zimowy. Kiedy tamci pracowali, wilk i MaSkrol naradzali się dłuższą chwilę.

– Hej, ryju – chłopak znów zwrócił się do mnie. – Uważamy, że powinieneś oddać Piórko Berylowi. Chyba sam rozumiesz, że ono stwarza zbyt duże zagrożenie.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Udałem, że się namyślam, aż w końcu stwierdziłem:

– Pewnie macie rację. Udam się do Wieży Moderacji.

– Mogę cię tam zanieść – zaoferował wilk.

– Nie, dzięki… Mam chorobę lokomocyjną. Dam radę pieszo, to niedaleko.

– W takim razie idziemy z tobą.

– My też – dołączyli się Bailout i Bardjaskier, który nosił BasementKey’a. – Teraz, kiedy Barbarian ruszył na własną przygodę, potrzebujemy nowego zajęcia.

 

*

 

Do Wieży było kilka dni drogi, miałem więc mnóstwo czasu na rozmyślania. Co robić? Oddać Piórko, wymigać się, uciekać?

Jeszcze tego samego dnia napotkaliśmy inną grupę użytkowników. Nie rozpoznawałem żadnego. Bardjaskier stwierdził, że to prawdopodobnie świeżynki. Wszyscy pochlipywali i pocieszali się nawzajem.

– Cześć! Co to za smutne miny? – spróbował zbadać sprawę Bailout, podchodząc do nowych.

– Dostałam dziewięć NIEtów…

– Trzeci tekst i żadnego klika…

– Wszyscy w klasie się ze mnie śmieją, bo piszę fantastykę…

– Hej, każdy miał trudne początki! Najważniejsze to się nie poddawać. Mogę wam polecić fajne podcasty motywacyjne.

Świeżynki nie wydawały się uszczęśliwione.

– Psychoterapeuta się znalazł – sarknęła któraś. Ton Bailouta gwałtownie się zmienił.

– Oj nie, koleżanko, mam nadzieję, że chciałaś powiedzieć „psycholog”. Psychoterapeuci to banda nieudaczników, która żeruje na ludziach z problemami psychicznymi, a w dodatku…

– Dobra, ryju, wystarczy – łagodnie przerwałem tyradę kompana. – Rozwiążemy problem inaczej.

– Na twoim miejscu nie robiłbym tego – ostrzegł MaSkrol.

– Przecież chcę pomóc! Słuchajcie, nowi użytkownicy. Umiecie czytać, umiecie pisać, więcej nie potrzeba. Niech wam nigdy do głowy nie przyjdzie, że jest inaczej! Wasze zdolności może wymagają czasem podszlifowania, ale… Zaraz, moment, jeszcze nie skończyłem!

Cała grupa świeżynek rzuciła się do tworzenia tekstów: jak w szale zapełniali kartki chaotycznym pismem, nie zwracając już na nas uwagi.

– Co się stało? – odwróciłem się do MaSkrola, zbaraniały. – Chciałem powiedzieć, że powinni skupić się na wyłapywaniu własnych błędów w pisaniu…

– Zacząłeś zdanie od „niech” – zauważył chłopak. – Piórko zaliczyło to jako życzenie. No i teraz jesteś Niebies.

– Ale życzenie miało być później! Czekaj, naprawię to. Naprawię! Cholera, muszę ich jakoś odczarować!

– Będzie tylko gorzej. Chodź już.

Dopiero wtedy naprawdę zacząłem myśleć, że moc spełniania życzeń może być niebezpieczna. Próbowałem protestować, ale Bardjaskier i wilk-zimowy odciągnęli mnie od nowicjuszy, którzy cały czas pisali.

 

*

 

Na nocleg zatrzymaliśmy się nieopodal drogi. Mówiono niewiele, wszyscy zerkali na mnie nieco zniesmaczeni i jakby przestraszeni. Chciałem się odezwać, zapewnić, że nigdy nie zrobiłbym krzywdy żadnemu z moich przyjaciół, ale słowa grzęzły w gardle.

Rankiem z przerażeniem odkryliśmy, że Bail, Bard i Basement zniknęli. Na drzewie nieopodal ktoś przybił nożem kuchennym wiadomość: SPRÓBUJ ODBIĆ SWOICH KUMPLI, JAK JESTEŚ TAKI MOCARZ. XIRTALLEB.

– Wiemy, kto to jest? – zapytałem.

MaSkrol pstryknął palcami. W powietrzu przed nim pojawiła się sowa w okularach.

– Wyszukaj „Xirtalleb” – polecił chłopak.

Brak rezultatów – odparła sowa. – Najbardziej pasujący użytkownik: Xirtam. Czy mam wyszukać powiązane hasła w sieci?

Nowa wyszukiwarka portalowa była cudowna, ale chwilowo nie miałem ochoty na zachwyty.

– Nie ma takiego użytkownika? A zresztą, mniejsza o pseudonim! Czy on, ona albo ono myśli, że może zadzierać z mocą Piórka? Jedno zdanie i… – umilkłem, widząc, jak MaSkrol na mnie patrzy. – Konsekwencje. Fakt.

– Spróbujmy najpierw tradycyjnych metod. Wilku, łapiesz jakiś trop?

– Łapię… – wilk-zimowy obwąchał posłania. Nagle skrzywił się. – Fuj, smażone mięso!

Podążając za zapachem, w ciągu pół godziny dotarliśmy do wzgórza, skąd było widać kulistą budowlę. Na jej czubku powiewał tęczowy proporzec z prostym godłem, przedstawiającym dwa znaki :>.

Najwidoczniej trwała jakaś przebudowa, bo budowlę otaczały dźwigi. Sposób, w jaki się poruszały, bardziej upodabniał je do żywych organizmów niż do maszyn.

– Strasznie dziwny zamek – powiedział cicho MaSkrol. – Coś jakby… globus?

– Wygląda na model Plutona – wysnułem przypuszczenie.

Nie było widać żadnych strażników. Ośmieleni, parliśmy przed siebie. Nagle powietrze wokół zaczęło drgać, a włosy stanęły mi dęba.

– Wchodzimy w pole energii! – zawołał wilk-zimowy. I na nim zjeżyło się futro, wyglądał teraz niemal jak niedźwiedź. W międzyczasie dźwigi w jakiś sposób wykryły, że zjawili się intruzi, bo wszystkie odwróciły się w naszą stronę.

– Chyba pora na życzenie…

– Plis, uważaj, co mówisz – jęknął MaSkrol. Na szczycie jednego z dźwigów rosła złota błyskawica.

Niech… niech niebezpieczeństwo… nie, czekaj… Niech otrzymam przedmiot, który zneutralizuje to niebezpieczeństwo… i nie wygeneruje nowych niebezpieczeństw! – zawołałem. – No i jak?

– Lepiej, żeby było skuteczne! – odparł wilk. – Nadciąga wyładowanie!

Błyskawica odłączyła się od dźwigu-matki i popędziła prosto na mnie. Jednocześnie poczułem, że mam coś w ręce. Bez namysłu pchnąłem tym czymś, zacisnąłem powieki i zasłoniłem twarz drugą dłonią, oczekując eksplozji, huku…

Nic.

Otworzyłem oczy.

Wielki młot, który trzymałem wyciągnięty przed siebie, przypominał Mjolnir. Byłem jednak pewien, że bóg grzmotów nie podpisał swojej broni słowem BAN.

– Legendarny Banhammer – wyszeptał MaSkrol. – To dopiero jest fleks…

– Jakim cudem go tak utrzymuję? – sam też byłem w szoku. – Wygląda, jakby ważył ze sto kilo!

– To akurat jest mało ważne – mruknął wilk-zimowy.

– Lecą kolejne błyskawice! No dobra, zatańczymy!

Zbanowałem jeszcze sześć wyładowań, dumnym krokiem podążając ku twierdzy. Dźwigi wreszcie się poddały. Kiedy weszliśmy do wnętrza kuli, wilk znowu podjął trop i niechętnie poprowadził do celi, gdzie przetrzymywano Baila, Barda i Basementa.

– Zamknięte drzwi też nie powstrzymają wielkiego Niebie! – krzyknąłem i jednym uderzeniem młota rozniosłem je w drzazgi. Ujrzeliśmy okropną scenę.

Bardjaskier, Bailout i BasementKey wisieli na ścianie lochu, przykuci łańcuchami. Wszyscy byli w ludzkiej postaci. Przed nimi piętrzył się stos jedzenia; czegóż tam nie było! Ciasta, burgery, sushi, zapiekanki, nie umiałem nawet nazwać większej części potraw. Torturowani musieli patrzeć na pyszności i wdychać ich zapach, nie mogąc jeść. Co za okrucieństwo!

Wszedłem do celi, ledwo powstrzymując się, by nie dopaść do stołu. MaSkrol miał słabszą wolę i już po chwili wsuwał, aż mu się uszy trzęsły.

– Nie wyrabiam, smród spalonych zwłok mnie odrzuca – wykrztusił natomiast wilk, po czym wycofał się. – Dasz radę, Zi!

– Znowu ta ksywka… – Najpierw podszedłem do Basementa i lekko stuknąłem Banhammerem w łańcuch na jego prawej ręce, który natychmiast się roztrzaskał. – Kto to zrobił?! Kto dopuścił się…

Wtedy usłyszałem śmiech. Stała za mną, a jakże.

– Ona – wychrypiał człowiek-klucz.

W następnej chwili wisiałem w powietrzu do góry nogami, a Xirtalleb uśmiechała się, trzymając amulet i młot.

– Już nie taki hardy, hm? Ależ piękne artefakty, dziękuję! Pomyślmyczego by tu chcieć…

Skok adrenaliny i krew, która uderzyła do mózgu, wreszcie pobudziły przytępiałe szare komórki i doznałem olśnienia.

– Wiem – powiedziałem. – Wiem, o co chodzi! Nie ma użytkownika Xirtalleb, jesteś bellatrix!

Czarownica w ciągu sekundy zbladła jak ściana. Piórko i Banhammer wypadły jej z rąk, a siła, która trzymała mnie w górze, zniknęła. Bellatrix upadła na kolana, a ja na plecy, bo instynktownie w ostatniej chwili uniosłem głowę. BasementKey i Bailout stracili ludzkie formy, wskutek czego się oswobodzili. Jedynie Bardjaskier nadal wisiał, spętany.

– Wystarczyło wypowiedzieć twoje prawdziwe imię, żeby odebrać ci całą moc… – stęknąłem, z trudem łapiąc oddech.

– Ale żarcie dalej jest pyszne – odezwał się MaSkrol, nie przerywając posiłku nawet na chwilę.

 

*

 

Zakuliśmy czarownicę w łańcuchy i wyprowadziliśmy na zewnątrz zamku, gdzie całą szóstką odbyliśmy naradę. Byliśmy zgodni, że nie możemy zostawić kogoś tak niebezpiecznego bez nadzoru, ale jak ów nadzór miałby wyglądać – zdania były podzielone.

– Postanowiliśmy, że idziesz z nami. Administrator osądzi, czy zasłużyłaś na bana – powiadomiłem bellatrix, kiedy doszliśmy do konsensusu.

Czarownica odwróciła głowę. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że usiłuje ukryć swój uśmiech. Wkrótce ruszyliśmy w dalszą drogę do Wieży Moderacji.

Wieść o zwycięstwie nad wiedźmą rozniosła się po całej Fantastyce, bo wszystkie jej czary i klątwy przestały działać w jednej chwili. Zaczęli do nas dołączać kolejni użytkownicy, chcący towarzyszyć w triumfalnym pochodzie. Wypytywałem ich, czy wiedzą coś o Barbarianie.

– Podobno goni smoka na skrzydlatym rumaku – usłyszałem od wyjątkowo dziwacznego fantasty, wielorękiego stworzenia, które skrywało się w mobilnej, krzakopodobnej konstrukcji. – Kolega mówił.

– Nieaktualne – odezwała się bellatrix, po raz pierwszy, odkąd straciła moc. – Zalth już został pokonany.

– Bruh – oburzył się skryty.

– Stoczyli piękny pojedynek nad krawędzią Przepaści Prawdziwego Życia. Barbarian w końcu strącił smoka, tym samym dopełniając mojej obietnicy, że starość go nie dosięgnie… a przynajmniej nie w tym świecie. Zalth opuścił Fantastykę, a Kam dała Barbarianowi cały stos autografów.

– Więc to ty zaklęłaś Zaltha w smoka! – zawołałem.

– Nie znasz prawdziwej mocy Piórka – odparła. – Potrafi zmieniać percepcję i sprawiać, że mijają miesiące, które wydają się minutami. Kiedy „stworzyłeś” las wątków forumowych i „wywołałeś” Krokusa, Piórko po prostu przyspieszyło upływ czasu wokół ciebie, aż stało się, czego chciałeś. Ono nie tylko kształtuje teraźniejszość, ale także przeszłość. W momencie, w którym wymyśliłeś smoka, cała historia Fantastyki uległa zmianie. W tym również i moja historia. Odebrałeś mi moc, ale nie wiedzę, a wiem bardzo, bardzo wiele, drogi Niebie. Mogłabym pomóc w wielu sprawach.

Rozważałem słowa belli przez pewien czas. Zostało tylko sześć życzeń, a ciągle miałem raczej dosyć ogólne pojęcie o działaniu Piórka. Zmieniało przeszłość? To brzmiało jak zupełne szaleństwo. Ze zgrozą spojrzałem na niewinnie wyglądający amulet.

– Mordo, chyba psycha ci siada – przyłączył się MaSkrol. – Wpatrujesz się jak szpak w…

– Miałeś rację – przerwałem. – Ono stwarza gigantyczne zagrożenie. Oddam je Administratorowi, ale tylko do rąk własnych.

Chłopak poklepał mnie po plecach.

– Słusznie! Nie ufaj nikomu i tak dalej.

Pod wieczór rozbiliśmy obóz. Ekipa liczyła już kilkadziesiąt osób, z czego większość poznałem dzisiaj po raz pierwszy.

Bawiłem się młotem, banując gałązki i zeschłe liście, kiedy podeszli nowi.

– Panie Niebie… – zaczęli nieśmiało.

– Jaki tam panie, możecie mi mówić po nicku.

– No więc, byśmy chcieli, żeby pan pomógł z taką jedną sprawą – kontynuował pierwszy. – Tu niedaleko jest Gwiezdne Muzeum, zarządzane przez troje kustoszy…

– Ale oni ciągle się kłócą – wtrącił drugi.

– Właśnie. Nie ma dnia spokoju. Miejscówka spoko, ale no wytrzymać nie można!

– A o co się kłócą? – zapytałem.

– Co jest najważniejsze w Fantastyce.

Zastanowiłem się.

– Dobra, ogarniemy temat. Masiu, chodź ze mną. Bellatrix, też idziesz, będziesz miała okazję do okazania dobrej woli.

 

*

 

Gwiezdne Muzeum było zbiorem pozostałości po Starej Wersji portalu. Złote i srebrne gwiazdki, od których wzięła się nazwa przybytku, zdobiły sufit w głównej sali. Słynny nawias klamrowy leżał w gablotce obok pudełka, które krzyczało. Były też ekspozycje multimedialne, opowiadające legendy o opowiadaniu AQQ, dwuklikach i ulubionej emotce Baila. My jednak nie przybyliśmy zwiedzać.

– Pisanie jest fajne, oczywiście – twierdził Vacter, Ojciec Memów. – Ale gdyby wszystko było na poważnie, zapłakalibyśmy się i zanudzili na śmierć. Może memik?

– Bez rywalizacji pisanie nie ma sensu – mówiła Żongler, Matka Konkursów. – Bo kiedy się pojedynkujesz z drugim człowiekiem, motywacja leci through the roof. Właśnie, piszecie teraz coś?

– Portal jest miejscem spotkań ludzi wykształconych – wywodził dawidiq150, Syn Inteligencji. – Wobec czego najpiękniejsze na portalu są ciekawe dyskusje, które prowadzimy pod opowiadaniami i wątkami.

Spojrzałem na MaSkrola.

– A ty, co sądzisz?

– Ależ, ludzie! – Chłopak powiódł wzrokiem po twarzach kustoszów. – To portal pisankowy, kurde, najważniejsze jest pisanie!

– Tak, ale…

– Tylko pod warunkiem, że…

– Jednakowoż…

Kiedy się sprzeczali, odwróciłem się do bellatrix.

– Może jakaś rada?

– Choćbyś użył dowolnej argumentacji, niektórych ludzi nie przekonasz do zmiany zdania – odparła czarownica. – Ci troje są mocno okopani na swoich stanowiskach. Na pewno wiesz, jakie jest rozwiązanie problemu?

Piórko nagle zrobiło się bardzo ciężkie.

– Nie mam pewności… czy powinienem…

– No cóż, nie każdy jest godzien, by go używać.

Wątpiący ton bellatrix ugodził w moją męską dumę. Złapałem amulet i ścisnąłem, nie wiedzieć dlaczego, a potem wyszeptałem:

Niech wygłoszę mowę, która ich pogodzi!

Słowa same zaczęły spływać na język.

– Posłuchajcie – przerwałem kłótnię. – Tak naprawdę wszyscy macie rację. Portal jest dla każdego i każdy może robić na nim to, co lubi. Jeśli ktoś uwielbia wstawki humorystyczne i pisankowe memy, niech je wrzuca. Jeśli woli element konkursowy i chce spróbować swoich sił w szrankach z innymi fantastami, niech próbuje. Jeśli uwielbia komentować i dyskutować na tematy powiązane z pisarstwem, książkami i opowiadaniami, niech dyskutuje. A jeśli przybył tylko to po, by pisać, niech pisze.

Nie była to najbardziej błyskotliwa przemowa w historii, ale moc życzenia działała. Widziałem po minach kustoszów, że to, co mówię, przekonuje ich. Brnąłem dalej.

– Aktywności portalowe i na tym się nie kończą. Poznajemy wspaniałych ludzi i urządzamy spotkania w rzeczywistym świecie. Pomyślcie o zabawie w zgadywanie tytułu, o tygodniowych wyzwaniach… Każdy może wyskoczyć z własnym konceptem na coś fajnego i zobaczyć, czy koncept zainteresuje innych fantastów. I to jest piękne.

– Niegłupie podejście – przyznał Vacter.

– W dodatku zero horni – stwierdziła Żongler.

– Mądrze powiedziane! – uznał dawid.

– Niby same oczywistości, a jednak ciężko nie przyznać racji – mruknął MaSkrol.

Dopiero w drodze powrotnej do obozu zrozumiał, co zrobiłem.

– Zużyłeś następne życzenie! – zawołał.

– Tak, żeby zażegnać spór. To chyba nie może wywołać negatywnych konsekwencji? Daj spokój, nauczyłem się już, jak korzystać z Piórka.

Widziałem, że chłopak bije się z myślami, ale nic więcej nie powiedział.

 

*

 

Trzeciego dnia wędrówki dotarliśmy do Wieży Moderacji. Grupa, która mi towarzyszyła, urosła do ponad stu fantastów.

Przy bramie Wieży czekali Arnubis i Verus.

– Cześć! – przywitałem się. – Przychodzę, żeby oddać Berylowi Piórko, które od niego dostałem, oraz przekazać pod osąd tę oto czarownicę. Trochę pomogłaś w Gwiezdnym Muzeum – zwróciłem się do bellatrix – więc wstawię się za tobą, ale nie wiem, co Beryl…

– Beryla nie ma – wszedł mi w słowo Arnubis.

Szept przeszedł przez tłum.

– Jak to: nie ma? – zapytałem ostro.

– Tak to. Ważniejsze sprawy zaprzątają mu głowę, przeszedł na… powiedzmy, że na emeryturę. Teraz ja jestem Administratorem.

– Beryl osobiście mianował Bisia na nowego admina, wszystko odbyło się legalnie – wtrąciła się Verus. – Także możesz spokojnie nam przekazać Piórko i bellatrix.

– Banhammera również – dodał Arnubis. – Właściwie wcale nie powinieneś go używać. Banowanie to zadanie dla moderacji.

Ani trochę nie podobało mi się to, co usłyszałem. Zerknąłem na bellę, a ona wymownie popatrzyła na amulet.

– Oj nie – przestraszył się MaSkrol. Podszedł do mnie i złapał za ramię. – Zi, nie rób nic głupiego, słyszysz?

– „Nie ufaj nikomu”, tak niedawno mówiłeś. – Łagodnie, lecz stanowczo strząsnąłem jego dłoń. – Zadanie dla moderacji – powtórzyłem. – Czyli powinienem być adminem? W sumie, można by sądzić, że Beryl od początku miał taki plan…

Użytkownicy ożywili się jeszcze bardziej. Ktoś krzyknął: – Dobrze mówi! – a ktoś inny odpowiedział: – Cicho, nie podjudzaj go!

Arnubis i Verus czekali. Nie wydawali się przestraszeni. Uśmiechnąłem się i rozłożyłem szeroko ręce.

– Niech zostanę Administratorem! – zażądałem.

Tym razem jednak od razu poczułem, że coś nie zadziałało. Oboje moderatorzy zachichotali.

– Piórko takich życzeń nie spełnia – wyjaśniła Verus – bo uprawnienia nadają informatycy Prószyńskiego, na zewnątrz portalu.

– Tam nie masz władzy, Niebi – triumfował Biś. – Zresztą, wystarczająco już liter straciłeś z nicku, koniec tego dobrego. Oddawaj Piórko i młot, bez dyskusji!

– Przecz z uzurpacją! – dobiegło z tłumu.

– Uspokój się!

– Przestańcie!

– Nie rób nic, czego będziesz żałował!

– Jak masz wątpliwości, ja chętnie wezmę Piórko!

– Ja też!

Nie wiedziałem już, kto co mówi. Zamknąłem oczy i usiłowałem się skupić, ale krzyki wokół nasilały się. Ktoś monotonnie powtarzał moje imię, stojąc tuż obok…

Niech wszyscy się zamkną!!! – wrzasnąłem.

Nastała błoga cisza. Rozchyliłem powieki i ujrzałem, że w promieniu kilku metrów zrobiło się pusto; przerażeni fantaści, niezdolni do wypowiedzenia słowa, odsunęli się od złowrogiej mocy. Nawet bellatrix wyglądała na przestraszoną. W jednej chwili zrozumiałem jej intencje: cały czas próbowała mną manipulować, by zdobyć władzę, ale się przeliczyła.

– Teraz lepiej! Mogę POMYŚLEĆ! Nie będę adminem? Dobra! Nieważne! Jedna mała poprawka w życzeniu i osiągnę cel. Patrzcie i podziwiajcie. Niech wszyscy użytkownicy portalu myślą, że jestem Ad…

Brutalnie mi przerwano, zachodząc od tyłu i zasłaniając usta. Wściekły wyszarpnąłem Banhammera, którego nosiłem za paskiem, i zamachnąłem się za siebie…

W ostatniej chwili, kątem oka, ujrzałem twarz MaSkrola. Potem młot go dosięgnął i chłopak zniknął, zbanowany.

– Co ja zrobiłem – wyjąkałem. – Co?! Dlaczego?!

Kolana miałem jak z waty. Osunąłem się na ziemię, będąc plecami do Arnubisa, który postanowił wykorzystać moment nieuwagi i ubódł mnie, wytrącając z ręki Banhammera. Upadłem na brzuch.

Widziałem, że biegną kolejni użytkownicy, zdeterminowani, by nie pozwolić na wypowiedzenie następnego życzenia. Miałem tylko kilka sekund.

Niech ucieknę – wyszeptałem.

Potem wszystko zniknęło.

 

*

 

– A kto to leży na chodniku? Hej, żyjesz?

Było zimno i ciemno, chociaż chwilę wcześniej grzało przecież letnie, przedpołudniowe słońce. Nadal spoczywałem na brzuchu, ale teraz tkwiłem na wilgotnym bruku, a nie na ziemi. Ktoś trącał mnie jakimś metalowym narzędziem.

– Nie – wymamrotałem.

– Rozumiem. Masz jakoś na imię?

– Nie.

– Umiesz mówić coś innego niż „nie”?

– Na imię mam Nie. Tylko tyle zostało…

Odwróciłem się na plecy. Nade mną pochylała się wierna kopia marsjańskiego łazika „Opportunity”, a ramię robota najwyraźniej usiłowało pobrać próbki żywej tkanki.

– Ej, przestań!

Łazik znieruchomiał.

– Przepraszam. Niektórzy tutaj są w stanie daleko posuniętej degeneracji i nie protestują. Ja jestem Irka_Luz.

– A gdzie właściwie znajduje się „tutaj”?

Usiadłem i rozejrzałem się.

Byłem w dziwacznym, ponurym mieście. Absolutnie wszystko miało szary kolor: budynki, ulice, latarnie, chmury na niebie. Także postaci, które snuły się po ulicach, wydawały się zszarzałe.

– Nazywają to miejsce Miastem Byłych Pisarzy, i zamieszkują je bardzo interesujące przypadki. Prowadzę misję badawczą w Mieście już szósty rok, a ciągle dokonuję nowych odkryć.

– Piórko chyba zakpiło ze mnie…

– Czyli nadużywałeś mocy spełniania życzeń? Ech, to wyjaśnia dziwne imię. W Mieście jest sporo piórkoholików.

Resztki mojego poczucia wyjątkowości wyparowały, kiedy okazało się, że inni wcześniej podążali tą samą ścieżką – i równie marnie skończyli.

Jasno widziałem teraz, kim się stałem i do czego doprowadziło korzystanie z Piórka. Nie tylko zbanowałem przyjaciela, ale rzuciłem też urok na grupę nowych użytkowników i naraziłem na niebezpieczeństwo kilkadziesiąt osób, przyzywając smoka…

– Jestem potworem – jęknąłem.

– Ale do uratowania. Chodź, nie siedź tak na zimnym bruku. Ku przestrodze pokażę ci, jak możesz skończyć, jeśli zmarnujesz ostatnie życzenia.

Poddźwignąłem się i poszedłem za Irką, doskonale zorientowaną w terenie. Po krótkim spacerze odnaleźliśmy wielkiego, brodatego mężczyznę, który spał na ławce, używając gigantycznej książki jak kołdry.

– „Księga Miliona i Jednej Rozkoszy” – przeczytałem tytuł. – Żongler by się nie spodobało.

– No proszę, jeszcze nie straciłeś poczucia humoru! – ucieszył się łazik. – Spróbujemy obudzić tego pana. – Trąciła brodacza łopatką do pobierania próbek. – Hej, Jim! Zobacz, ktoś do ciebie przyszedł.

– …drabbelki – wymamrotał Jim przez sen.

– Halo, Houston! Wstajemy!

Mężczyzna otworzył jedno oko.

– Skądś cię znam… Miałeś, zdaje się, nick z kosmosem?

– Miałem – potwierdziłem – ale teraz jestem Nie. Akurat trzy litery, mamy coś wspólnego.

– Chcesz się pastwić nade mną? Proszę bardzo, zasłużyłem. Przegrałem wszystko. Wegetuję sobie i czekam, aż sercu wreszcie się znudzi i przestanie bić.

Nie widziałem Jima kawał czasu, ale w sumie wiele się nie zmienił. Poczułem przypływ współczucia dla biedaka.

– Słuchaj… mówiłem, żebyś przestał się tak pognębiać. Każdemu może się powinąć noga, ale jeśli z czymś nie wyszło, nie znaczy, że trzeba zaraz kłaść się na ławce i wypatrywać nadejścia Żniwiarza. Wstawaj!

Złapałem go za rękę i próbowałem podnieść, ale okazał się zbyt ciężki. Nie przestawał też marudzić.

– Coraz gorzej… bezsensowna, bezcelowa egzystencja… daj mi spokój…

– Widzisz? – spytała Irka. – Powiedz, chcesz wylądować na własnej ławeczce?

– Nie! – krzyknąłem zrozpaczony. – Próbowałem zostać administratorem, ale już zmieniłem zdanie. Żałuję okropnych rzeczy, które robiłem. Ale boję się, że jeśli wykorzystam ostatnie życzenia próbując to odwrócić, wyjdzie na opak i sknocę wszystko jeszcze bardziej.

– Masz rację, nie cofniesz zła. Zastanów się, czego naprawdę chcesz?

Nie mogłem znaleźć dobrej odpowiedzi, więc tylko patrzyłem bezradnie na Irkę.

– Spróbuj odnaleźć swoje powołanie. Życzę ci tego, chociaż moich życzeń nie spełnia żaden magiczny amulet. Muszę wracać do pracy, jest jeszcze tyle do zrobienia…

Podziękowałem Irce za cenną lekcję i opuściłem Miasto Byłych Pisarzy. Zaraz za murem miejskim teren gwałtownie opadał; powietrze robiło się coraz zimniejsze i coraz bardziej wilgotne.

Czego naprawdę chcę?

 

*

 

W końcu szedłem przez tak gęstą mgłę, że nawet bliskie krzaki były zupełnie niewidoczne, dopóki prawie na nie wpadałem. Grunt stopniowo stawał się podmokły. Światło słońca, już wcześniej ledwo przebijające się przez ołowianą pokrywę chmur, było teraz jeszcze bledsze. Perspektywa spędzenia nocy na mokradłach przeraziła mnie. Zatrzymałem się i wziąłem Piórko do ręki.

Co powinienem zrobić? Mogłem usunąć mgłę, osuszyć bagno, teleportować się gdzieś, przewinąć czas o dwanaście godzin naprzód, ale wszystkie te rozwiązania były albo zbyt inwazyjne, albo nieprzewidywalne w skutkach. Powrót do Miasta nie miał sensu, a wieść o wydarzeniach pod Wieżą Moderacji na pewno rozchodziła się szybko, więc przeskok w niemal każde inne miejsce mógł oznaczać spotkanie z wrogimi użytkownikami.

Pamiętałem też o przestrogach Irki i wreszcie wymyśliłem życzenie, które wydawało się wystarczająco dobre.

Niech pojawi się ktoś przyjazny, kto pomoże mi się stąd wydostać! – powiedziałem.

Dwa snopy światła rozjaśniły okolicę, po chwili usłyszałem odgłos klaksonu i nadjechał znajomy, szarozielony samochód terenowy. Drzwi od strony pasażera otworzyły się.

– Ni? Co robisz na bagnach o takiej porze? – zdziwiła się kobieta kierująca honkerem.

– Długa historia… w każdym razie, wolałbym być gdzie indziej.

– Wsiadaj!

Śniąca przyjrzała mi się bacznie, kiedy zamknąłem za sobą drzwi.

– Wyglądasz okropnie! Jadłeś w ogóle ostatnio?

– No, właściwie nie za bardzo…

– Zaraz coś zaradzimy.

Ruszyła. Samochód sprawnie przedzierał się przez mokradła.

– Będę dozgonnie wdzięczny – odparłem szczerze.

 

*

 

Śniąca zabrała mnie do obozu honkerowców, znajdującego się kilka kilometrów dalej. Było już całkowicie ciemno, kiedy tam dotarliśmy, ale zostałem ciepło przyjęty, nakarmiony i napojony. Nie padły żadne pytania w rodzaju „Dlaczego tak drastycznie skróciłeś sobie nick?”, ani „Czy to prawda, że próbowałeś dokonać zamachu stanu?” – pierwsze nikogo nie interesowało, a o drugim najwyraźniej nie słyszeli.

Nie mogłem jednak zostać wśród tych ludzi. Ciągle byli w drodze, codziennie się przemieszczali, a ja byłem okrutnie zmęczony i nie miałem ochoty na rajdy. Dlatego nazajutrz, po zwinięciu obozu, rozstaliśmy się.

– Przydałaby ci się dieta wzmacniająca – stwierdziła śniąca na odchodnym. – Bruce mieszka niedaleko, chętnie podtuczy takie chucherko.

– Brzmi świetnie, dobre jedzonko zawsze w cenie. Szczególnie kiedy nie wpadam w pułapkę czarownicy.

Podążając za jej wskazówkami, w ciągu godziny dotarłem do niedużego, zadbanego domu. Brama była otwarta, a tabliczka na murze głosiła:

Jedzenie domowe – Jadłodajnia „U bruce”

Zatrzymałem się jednak przed wejściem do środka. Znowu przypomniałem sobie słowa Irki. Obiady, choćby nie wiem jak smaczne, nie rozwiążą moich problemów. Wątpiłem też, by mogły stanowić czyjekolwiek „powołanie”.

Jak znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania?

Czytając, oczywiście.

Niech jadłodajnia bruce stanie się najbardziej niesamowitą biblioteką świata! – poprosiłem.

I rzeczywiście, zgodnie ze słowami bellatrix, nie nastąpiła żadna transformacja – zmieniła się przeszłość. Pamiętałem wypowiadanie życzenia, ale miałem wrażenie, że budynek wygląda tak, jak zawsze: ogromny gmach, przypominający średniowieczny zamek. Napis na tabliczce obiecywał:

Strawa dla umysłu i ciała – Fantastyczna Biblioteka

Zachęcony, udałem się do środka.

– Cześć, N – przywitała mnie uśmiechnięta bibliotekarka. Siedziała przy komputerze, i chociaż nie dotykała myszki, słyszałem odgłos klikania.

– Cześć, bruce. Wiesz może, ile tu jest książek?

– Wszystkie – odparła.

– Jak to rozumieć?

– Każda książka, którą napisano. Każda książka, która jest w trakcie pisania. I każda książka, która mogłaby zostać napisana, gdyby autor miał więcej czasu albo chęci – wyjaśniła bruce.

– Ależ… trzeba byłoby sporego państwa, żeby pomieścić taki zbiór, a nie jednego zamku! – stwierdziłem po chwili namysłu.

Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Wstała i pokazała gestem, by iść za nią. Wkroczyliśmy do czytelni…

– O Boże!

– Taaak, biblioteka z zewnątrz wydaje się mniejsza, nieprawdaż?

Znajdowaliśmy się w sali tak rozległej, że wymykała się ludzkiej percepcji. Sufit był niebem, ściany wznosiły się ponad horyzont. Platformy, podwieszane i podpierane najróżniejszymi metodami, dzieliły salę na wielu poziomach w bardzo nieregularny sposób. Łączyły je szyby wind, drabinki i fantazyjne klatki schodowe.

Regały były wykonane ze stalowej kratownicy i sięgały od podłogi do najbliższej platformy, a niektóre nawet do sufitu. Pomiędzy regałami ułożono tory kolejowe. Każdy regał był opisany dużą wywieszką, a na najbliższej widniał napis: „POLSKA POWIEŚĆ XX-WIECZNA Ta-Tr”.

– Jestem w raju – wymamrotałem po chwili. Bruce zaśmiała się.

– Dopiero tam będziesz. Pamiętasz dewizę na bramie?

Żołądek odpowiedział za mnie, burcząc.

– A o jaką strawę dokładnie chodzi?

– W tej materii wybór nie jest może aż tak wielki, ale mamy paletę zup, mięs, sałatek…

– „My”? Znaczy się, w zasadzie nie sądziłem, że prowadzisz biblio-dajnię sama. Dużo osób tu pracuje?

– Spośród całkiem ludzkich, tylko ja – odpowiedziała tajemniczo. – Sam zobaczysz.

 

*

 

Nie umiem określić, ile czasu spędziłem w Fantastycznej Bibliotece. Tygodnie, miesiące, lata? Nawet przez millenium nie dopadłaby mnie nuda.

Pałaszowałem obiadki bruce (paszczą) i książki (oczami) w zatrważających ilościach. Szybko też przekonałem się, o jakich „nieludzkich” osobach mówiła. Już drugiego dnia, gdy siedziałem zaczytany w alternatywnej wersji Silmarillionu, usłyszałem odgłos nadjeżdżającej kolejki. Niechętnie oderwałem wzrok, by sprawdzić, kto jest maszynistą… i skamieniałem ze strachu.

– Uchuuuuu? – zapytała Duch Biblioteki, mijając mnie. Kolejka na chwilę zwolniła, ale jako że nie ruszyłem się nawet o milimetr, kierująca wzruszyła półprzezroczystymi ramionami i odjechała.

Stopniowo przywykłem do tej nieco upiornej metody transportu, a nawet zacząłem z niej korzystać, by docierać w odleglejsze rejony czytelni. Duch nie mówiła jednak nic więcej, poza okazjonalnym „Uchuuuuu”.

Czasem spotykałem też innych: białe humanoidy bez cech charakterystycznych, różniące się jedynie znakiem na plecach. Miały tam wytatuowane rzymskie liczby od I do V. Widziałem, jak umieszczają nowe książki na półkach albo sortują stare. Bruce mówiła też, że pomagają jej w kuchni.

Sam również zacząłem się udzielać w Bibliotece. Zmywałem naczynia, a potem czytałem Poradnik szydełkowania dla opornych. Naprawiałem podniszczoną drabinkę, myśląc o Stu największych statkach kosmicznych w science fiction, które zostawiłem sobie na platformie Obsydianowej, piętro dwadzieścia siedem i trzy czwarte. Woziłem stosy książek kolejką, kiedy system decydował, że należy wydzielić nową kategorię; towarzystwa w podróży dotrzymywało Metro 2133.

Minęła wieczność, w końcu jednak pojawiło się we mnie poczucie niespełnienia, braku czegoś. Wspomniałem o tym bruce przy obiedzie. Bibliotekarka wyraźnie posmutniała.

– Czytałem ostatnio Przewodnik po Fantastyce… – dodałem. – Wśród mniej znanych atrakcji wymienia, między innymi, „kopalnię gifów”. Słyszałaś o takim miejscu?

– Leży daleko, daleko na północ – powiedziała bruce po chwili namysłu. – Rzeczywiście, jest mało znana.

– A ma połączenie z internetem?

– Czy dostęp do wszystkich książek multiwersum już nie wystarcza?

Zrobiłem przepraszającą minę.

– Czytanie jest super, ale czuję, że to niezupełnie „to”. Irka_Luz mówiła, że powinienem znaleźć swoje powołanie… Gify też mają sporą siłę ekspresji, szczególnie dla pokolenia wychowanego w sieci. Miałem długi odwyk od internetu, ale skoro nie mogę znaleźć odpowiedzi tutaj, spróbuję gdzie indziej.

Bruce nie protestowała, tylko pokiwała głową.

Dokończyłem wszystkie zaczęte książki i kilka dni później opuściłem Fantastyczną Bibliotekę, kierując się na północ.

 

*

 

– Elo, mogę jakoś pomóc?

Dziwna, obco wyglądająca istota wpatrywała się we mnie ogromnymi oczami. Mieszkała w prostej chatce u wejścia do kopalni, do której dotarłem po długiej wędrówce.

– Szukam inspiracji… Chciałem przejrzeć gify, Tarnino. Jak najwięcej gifów.

– Hmmm, a więc znasz mój nick? A jaki jest twój?

– N.

Skrzywiła się.

– Kiedy ostatnio sprawdzałam, portal nie zezwalał na jednoliterowe.

– To przez Piórko…

– Obiekt nieożywiony, a zrzucasz na niego winę?

– No, racja. Poprawka: to przez moje bezmyślne korzystanie z mocy Piórka. Delikatnie rzecz ujmując…

– Błagam, tylko nie „delikatnie”!

– …skiepściłem sprawę. Na całej linii.

– „Najłagodniej rzecz ujmując” brzmiałoby lepiej.

Po dłuższych negocjacjach przekonałem Tarninę, by pozwoliła używać radaru gifowego i wytłumaczyła, jak działa. Na początek wyszukałem słowo „powołanie”.

– Gify bywają pomocne w wyrażaniu emocji, ale powątpiewam, czy znajdziesz w nich inspirację – mruknęła, kiedy radar wyświetlił wyniki. Pierwszy pasujący gif był w sektorze 16-M.

– Wiem, ale przysięgam, że w moich działaniach jest pewien sens.

Tarnina przewróciła oczami.

– Kiedyś spotkam użytkownika mówiącego poprawną polszczyzną, argh.

Nie zważając na to, udałem się do sektora 16-M i zacząłem wiercić w ścianie sztolni, którą wskazał radar. Wkrótce ukazała się powierzchnia półprzezroczystego kryształu. Ostrożnie obluzowałem i wyciągnąłem gif. Kiedy trzymałem go w obu rękach, stopniowo zaczął pojawiać się obraz.

Animowany kot leżał na hamaku, rozciągniętym przy plaży. Na hamak rzucały cień dwie palmy, ale kot i tak miał okulary przeciwsłoneczne.

– Cholera… dopasowało „vacation” zamiast „vocation” – jęknąłem. Zapowiadało się dużo ciężkiej pracy.

Wydłubałem jeszcze dwa gify z pierwszego wyszukiwania: jeden przedstawiał UFO, wyświetlające napis „You’re hired”, drugi zaś mężczyznę w czapce, pokazującego uniesiony kciuk. Nie miałem pojęcia, co którykolwiek z nich miał wspólnego z hasłem „powołanie”. Zrozumiałem, że nie tędy droga, spróbowałem więc z emocjami i wpisałem na radarze „spełnienie”.

Kobieta opowiadała, że jest z czegoś dumna.

Thanos z filmu „Avengers: koniec gry” mówił, że przeznaczenie się dopełniło.

Rysunkowy samolot zrzucał jedzenie.

Każdy kolejny gif wydawał się być bardziej bezsensowny i oddalony od szukanego słowa. Byłem już bardzo zmęczony, więc Tarnina udostępniła mi „pokój gościnny”, czyli dobudówkę do chatki, zawierającą jedynie materac i balię z wodą.

Spędziłem kilka następnych dni, pracując w kopalni i znajdując gify, w znacznej większości zupełnie absurdalne. Szybko zatęskniłem za przyjemnościami Fantastycznej Biblioteki, bo tutaj wysiłek był znaczny, a efekty mizerne.

– A mogłem zostać u bruce… – powiedziałem do siebie, rozgoryczony. Z czystej ciekawości, wystukałem na radarze „bruce”. Wyświetliły się podpowiedzi: „Bruce Lee”, „Bruce Wszechmogący”, „Bruce Wayne” i inne. Po krótkim namyśle wybrałem drugą opcję, bo lubiłem ten film.

Pierwszy wynik okazał się być wysoce niestosowny. (No horni!, przemknęło mi przez głowę.) Odrzuciłem go i przeszedłem do kolejnego. Właśnie ten drugi gif sprawił, że serce zabiło gwałtowniej…

Bruce zabrał się do odpisywania wiernym na modlitwy. Palce poruszały się po klawiaturze z nadludzką prędkością, a mina wyrażała skupienie, ale i zadowolenie. Naraz przypomniałem sobie, jaka satysfakcja płynie z przelewania twórczej wizji na ekran komputera – szczególnie wtedy, kiedy wizja jest dopracowana, i tekst niejako pisze się sam.

Pisać…!

– Jaki ja jestem głupi! – zawołałem. – Przecież to oczywiste! Spędziłem tyle czasu na szukanie „powołania”, a chcę po prostu pisać! Niech…

Umilkłem. Przed oczami stanęły „świeżynki”, zahipnotyzowane jednym z wcześniejszych życzeń. Pozostało ostatnie i należało je porządnie przemyśleć.

Wyszedłem z kopalni, trzymając gif z Bruce’em Wszechmogącym pod pachą, i pokazałem go Tarninie.

– Tego potrzebowałeś? Eeech. Trzeba było mówić, wykopałam ich już kilkanaście.

– Ale naprawdę nie miałem pojęcia…

– Dobrze, idź już, nie rań moich uszu koszmarną mową!

Wróciłem do dobudówki i usiadłem po turecku na materacu, myśląc intensywnie. Ostatnie życzenie!

Niech motywacja do pisania wygrywa we mnie ze zwątpieniem i lenistwem – zdecydowałem.

Poczułem jakąś zmianę, ale zanim zdążyłem zrobić cokolwiek, usłyszałem znajomy głos.

– Czas na ciebie.

W drzwiach stał Beryl, trzymający Banhammera w ręce.

– Tak… chyba masz rację – przyznałem. – Należy mi się.

– Otrzymujesz bana za nadużywanie władzy i narobienie ogromnego bałaganu, który będziemy musieli posprzątać. No i za posiadanie pustego nicku. Żegnam.

Uniosłem głowę i bez strachu spojrzałem na spadający młot.

 

*

 

A jednak nadal istniałem.

Znalazłem się w nieznanym miejscu. Była to spora, kolista grota, ale całe jej wnętrze otaczał żółtawy stwór.

– O, przyszedł pan maruda, pogromca dziecięcych uśmiechów – zachichotał Świryb. – Ha! Zbanowali cię!

– Trafiłem do piekła?

– Raczej do czyśćca, ty hybrydo ziemiańsko-kosmiczna. A nie, już nawet tym nie jesteś, cały nick zużyłeś! Nazywasz się Pan Nikt.

– Wcale się nie nazywam. Zresztą, gadaj sobie, co chcesz.

Faktycznie skończyłem podobnie, co Jim, z tą różnicą, że on ciągle był na portalu, a mnie wyrzucono. Doszedłem jednak do wniosku, że sytuacja nie jest beznadziejna. Czułem, że nie zmarnowałem ostatniej litery z nicku; jeśli faktycznie byłem w czyśćcu, może istniała jakaś szansa na odkupienie.

Cielsko Ryby leżało wzdłuż ściany jaskini, pozostawiając wolną przestrzeń na środku. Była tam mała sadzawka, nad którą siedział mężczyzna z wędką, patrzył jednak takim wzrokiem, że nie odważyłem się doń odezwać.

Po drugiej stronie sadzawki leżał MaSkrol i patrzył w sufit.

– Mordo! – uklęknąłem obok. Milczał, ale jego oczy zwróciły się w moim kierunku. – Przepraszam za wszystko, strasznie przepraszam… Też dostałem bana, ale totalnie zasłużyłem na niego, a ty nie powinieneś…

– Daj spokój. Właśnie przyszło info, że mogę wracać na portal – przerwał chłopak.

Odetchnąłem z ulgą.

– Zdecydowanie nie byłem godzien Piórka. Ty nie stałeś się psychopatą pod jego wpływem…

– Bo miałem je dużo krócej, i nie znałem mocy spełniania życzeń – zaoponował MaSkrol.

– …więc jesteś lepszym kandydatem – kontynuowałem niezrażony. Zdjąłem amulet z szyi. – Weź, nawet nie próbuj protestować.

Niechętnie spełnił prośbę. Uściskałem go na pożegnanie. Potem zniknął, odbanowany.

– Suhej, bezimienny – znów przemówił Świryb. – Zrzeczenie się Piórka byo szlachetne i tak dalej, ale jeśli myślałeś, że tak łatwo się wykręcisz…

– Zrobiłem po prostu, co należało. – Umilkłem na chwilę. – Zaczynam czuć wpływ ostatniego życzenia… Ależ chce mi się pisać!

– No to dawaj. Napisz Niekończące się opowiadanie. To, które czytałeś, zanim się dostałeś do świata Fantastyki – poradził stwór.

– Tak… pomysł jest dobry, ale co potem? Nie wrzucę przecież tekstu na portal, bo mam bana.

– Na nowy nie. A na stary?

– Przecież starej wersji już nie ma – zauważyłem.

– A co, mało razy się przekonałeś, że upływ czasu nie zawsze ma tutaj sens? – Świryb wyszczerzył zębiska, co prawdopodobnie było uśmiechem.

 

*

 

Któregoś dnia, gdy przeglądałem Bibliotekę, zaintrygował mnie pewien szczególny tekst. Nosił tytuł „Niekończące się opowiadanie”, a tam, gdzie powinien znajdować się nick autora, ziała pustka…

Koniec

Komentarze

Notka:

Konkurs muzyczny, wymieniony w tym opowiadaniu, zupełnym przypadkiem faktycznie jest organizowany obecnie na portalu, tylko że nie przez opisanego przeze mnie morteciusa. Nie miałem o tym pojęcia w momencie pisania fragmentu o konkursie, zorientowałem się parę dni później…

 

WYSTĄPILI:

Beryl ponownie jako Dziecięca Cesarzowa; Piórko ponownie jako Auryn; Krokus jako Graograman.

4x „Ba” jako 4x „Hy”, czyli: Bardjaskier, Bailout, BasementKey i BarbarianCataphract jako Hysbald, Hykrion, Hydorn i bohater Hynrek.

kam_mod jako księżniczka Oglamar; mortecius jako srebrny starzec Querquobad; MaSkrol ponownie jako Atreju; wilk-zimowy ponownie jako Fuchur/Falkor.

Zalth jako smok Smerg; „świeżynki” jako Acharaje; Banhammer jako miecz Sikanda; bellatrix jako Xayida.

skryty jako… hm, w sumie chyba nie ma odpowiednika w książce, ale nic to.

Vacter jako Szirkri, Ojciec Wizji; Żongler jako Usztu, Matka Przeczucia; dawidiq150 jako Jisipu, Syn Roztropności.

Arnubis i Verus ponownie jako niewidzialne moce Cesarzowej, chociaż one w drugiej połowie książki nie pojawiają się wcale.

Irka_Luz jako Argaks, zarządca Miasta Byłych Cesarzy; Jim jako jeden z „byłych cesarzy”; śniąca i jej ekipa jako Yskalnari; bruce jako pani Aiuola. Gościnnie Duch Biblioteki i Użytkownicy I-V.

Tarnina jako Yor; Świryb/PsychoFish, zamieniony w obwarzanek, jako splecione węże przy Wodach Życia. Tożsamość postaci z wędką pozostawiam do odgadnięcia…

 

No i, ekstremalnie nieskromnie, ja sam jako Bastian Baltazar Buks.

Precz z sygnaturkami.

@Niebieski_kosmita

Przede wszystkim wielkie brawa, za bardzo wierne trzymanie się pierwowzoru – mimo że czytałem dawno to przecież właśnie ta druga (lepsza) część – mocno utkwiła mi we łbie – i tu bardzo dobrze oddałeś nie tylko jej charakter, ale kolejne zdarzenia i przemiany głównego bohatera.

Bardzo spodobał mi się sam pomysł, byś tracił literki nicku a nie wspomnienia (jak Bastian) – spowodowało to na mej starczej twarzy grymas, który ktoś mógłby wziąć za próbę uśmiechu :)

 

Wrócę z dłuższym komentarzem – a teraz powiem tylko tyle, że podobało mi się (i to nie tylko dlatego, że umieściłeś mnie w może i trzecioplanowej, ale zgodnej z mym charakterem roli) na tyle, że warto umieścić w Bibliotece i lecę pospiesznie klikać :)

 

 

Opowiadanie jest jednak dużo bardziej optymistyczne niż druga część Niekończącej się historii, gdyż pokazuje, że każdy, nawet Jim, może być przydatnym, przynajmniej w roli złego przykładu czy ostrzeżenia ;-)

 

 

entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

zostawiam śledzika, żeby nie zgubić

<><

Kto wie? >;

Nowa Fantastyka