Opowiadanie jest z mojego świata – który już przedstawiałem w poprzednich tekstach o dziewczynce Zavli. Nie jest to jednak żadnego rodzaju fragment, zresztą tekst pokazuje zupełnie inną odsłonę krainy :). Zapraszam!
Obrazki made by Sora – do oceny, czy pasują :)
Przed początkiem wszystkiego, gdy czas i przestrzeń jeszcze nie powstały, siedem bytów wyłoniło się z potrzeby istnienia, by ukształtować świat.
Był wśród nich ten, którego potem ludzie nazwać mieli „Baerem, Ojcem Ludzkości”, a także ta, która mimo wielu imion, najbardziej upodobała sobie tytuł „Matki Natury”. Ich dwoje, jak nikt inny, miało ukształtować wspólnie najdziwniejszy z tworów. Życie.
– Świat stanie się piękny tylko wtedy, gdy istoty go zamieszkujące będą czynić to, co podpowie im umysł lub serce. Choć każda z nich będzie pełna własnych przekonań, nauczą się żyć razem. A wszystko zwieńczy wolna wola co do decyzji i myśli! – mówił Baer, czując wielką miłość do wszystkich stworzeń, które widział w wyobraźni.
Matka Natura zaśmiała się, promieniejąc uśmiechem, z którego miała się wziąć piękność przyrody.
– Chcesz oceniać nasze życie? Mówić, że jest dobre lub złe? A mnie się zdaje, że życie, to po prostu… życie. Cóż to, ta cała wolna wola? – rzuciła lekko, z błyskiem w oczach kolorów wszystkich kwiatów, które kiedykolwiek miały powstać.
– Przeciwieństwo zniewolenia.
– Moje dzieci nie będą znać ani zniewolenia, ani wolnej woli. Ich natura o wszystkim zdecyduje – odpowiedziała spokojnie.
A choć Baer nie do końca się z nią zgadzał, to nie miał wątpliwości, że wspólnie stworzą najpiękniejsze życie.
***
Gdy powstały już podwaliny świata, a roślinność zagościła w górach i dolinach, zstąpiły także datelvy. Były to nieśmiertelne istoty pochodzące ze świata natury, a jednak w pełni żywe, odczuwające emocje i myślące. Matka osobiście i zgodnie z własnym przekonaniem wyodrębniła każdą datelv z określonej części przyrody, zatem lipę, sekwoję, dąb, klon i wiele innych drzew, borówkę, paproć, trawę, bluszcz, ale też i bursztyn, wszelkie rzeki, a nawet pagórki.
Następnie przebudzili się mirtisi, stworzeni z gwiezdnego pyłu i nasion buku. Był to lud zakochany we wszystkim, co piękne w stworzeniach Matki, ale jednak w pełni odrębny od jej świata.
W pierwszych dniach życia zapanowała między tymi ludami wspaniała harmonia i wydawać się mogło, że trwać będzie wiecznie.
***
Helsten był młodym, ledwie kilkusetletnim mirtisem, urodzonym z matki i ojca. Pamięć o stworzeniu świata wciąż w nim trwała, ale coraz bardziej zacierała ją mgła wolnej woli tchniętej w jego lud. Myślał zatem o sobie przede wszystkim jako samodzielnym mężczyźnie z misją uczynienia świata lepszym i pielęgnowania w nim harmonii. Wśród mirtisów, miłujących wszelką przyrodę, wyróżniała go niezwykła energia do działania. Jakby sam Baer ze swym entuzjazmem tchnął w niego szczególną moc.
Szybko okazało się, że zadanie to jest o tyle wdzięczne, że pozwala łączyć przyjemne z pożytecznym. Troska o naturę wymagała wysiłku, ale pozwoliła zakwitnąć niezwykłej przyjaźni dwójki pasjonatów wszelkiego życia.
Jeszcze jako kilkunastoletni chłopiec, Helsten poznał Stramonię, zwaną Bielką, z którą, choć była datelvą, rozumieli się bez słów. On, pełen energii i ochoty do działania, kochający każdy listek i zwierzę. Ona, wyrozumiała, mądra, ciepła, zżyta z naturą i rozumiejąca ją bez choćby szelestu. Dopełniali się. Razem spędzali niezliczone godziny, biegając po ogromnych lasach, którymi Matka zasłała świat. Rozmawiali ze zwierzętami i roślinami, pomagając im z problemami. Gdzie trzeba, nieśli światło, wodę, pożywienie, zaś w miejscach, w których był tego przesyt, równoważyli nadmiar, by świat mógł pozostać w harmonii. Ich codzienny wysiłek, choć daleki od heroicznych czynów, pozwalał kiełkować, dorastać i rozkwitać wielu istnieniom.
– Wiesz, Bielko, mógłbym tak spędzić całe życie – powiedział jej pewnego dnia Helsten, gdy leżeli razem pod pniem masywnej sekwoi i patrzyli na odległe w górze korony drzew. – Robimy tyle dobrego, wszystko wokół jest takie wspaniałe! – zachwycił się.
Bielka nie odpowiedziała, ale i nie miała w zwyczaju wiele mówić.
Gdy rzucił jej spojrzenie, był w stanie zauważyć zarówno postać, jak i to co znajdowało się za nią. Wydawała się czasami przeźroczysta, a jednak, gdy złapał ją za dłoń, nie miał wątpliwości, że jest prawdziwa.
Uśmiechnęła się, dalej nic nie mówiąc. Radość, zamiast słowami, pokazywała rozchylaniem się szeroko dzwonkowych, białych kwiatów, które wieńczyły zielonkawe łodyżki, wyrastające z jej głowy zamiast włosów. W przypływie wesołości, rozkwitały w jednej chwili, zaś ona sama promieniała jak największy skarb lasu, a całe otoczenie wraz z nią.
– Gdyby wszystko było wspaniałe, to nie musielibyśmy nic robić – odparła pouczająco. – Świat jest taki, jakim go stworzono.
– Ale i nas w nim stworzono – zauważył z uśmiechem Helsten.
– To prawda – odparła. – Ale musimy zachować harmonię.
– Harmonia to najpiękniejsza i najbardziej dobra rzecz tego świata, Bielko! – Helsten nie zawsze uważnie słuchał, gdy mówiła poważniej. Zamiast tego wolał z zachwytem patrzeć na korony potężnych drzew, gdzieś bardzo wysoko.
– A myślałam, że to poziomki są najlepsze na świecie – rzuciła ironicznie Bielka.
– To może najpierw harmonia, potem poziomki. – Helsten bez trudu podchwycił żart.
– Przypomnę ci o tym, gdy znów będziesz je wszędzie sadził i twierdził, że to lek na wszystkie problemy – odparła, przeciągając się. – A teraz musimy iść spać i zebrać siły na następny dzień. – Jej głos był niczym szelest wiatru, nie wybrzmiewał wyraźnie od niej, a jednak słyszało się go bez trudu.
– Zawsze tyle mówisz o śnie – stwierdził Helsten.
– Sen jest harmonią – odpowiedziała krótko. – Dobranoc.
W taki sposób zachowywali równowagę w swoich działaniach. Helsten zawsze pchał naprzód, ku nowym doświadczeniom i zadaniom, Bielka zawsze dbała o to, by nie brakowało im sił i snu oraz by ich czyny prawdziwie służyły naturze. Przez dziesiątki spokojnych, harmonijnych lat stanowili zgraną parę pierwszych najwspanialszych wędrowców.
***
– W pobliżu znajduje się nowy jaskółczy zagajnik. To młode ptaki, jeszcze nie wszystko rozumieją. Chciałbym jutro przygotować im kilka legowisk, przekopać kanał, żeby miały staw z owadami. To chyba dobry pomysł, prawda? – Helsten lubił szukać potwierdzenia u swojej towarzyszki.
Tym razem go nie znalazł. Widział, że jej kwiaty przymknęły się, jakby odrzucały jego propozycję.
– Powinny raczej same o siebie zadbać – stwierdziła krótko Bielka.
Mirtis popatrzył na nią pytająco. Fakt, że widział zarówno jej twarz, jak i gałąź za nią, był nieco rozpraszający, ale przyzwyczaił się do tego. Na swój sposób dodawało jej to wdzięku. Niektórzy, nawet inne datelvy, przezywali ją “duchem” i zachowywali dystans, bo i nie miała najbardziej towarzyskiego usposobienia. Z Helstenem dzieliła jednak każdą wątpliwość i każde przeżycie.
– Pomoc innym nie jest wbrew naturze. Ja chcę im pomóc, a lis będzie chciał im zagrozić. To jest równowaga – stwierdził pewnie.
Bielka zagryzła wargę i nic nie odpowiedziała. Jej łodygowe włosy zafalowały, choć nie wiał wiatr.
– Zbliża się wieczór. Powinniśmy się położyć, jeśli jutro chcesz wykopać cały kanał – powiedziała, patrząc gdzieś w dal.
– Kiedyś zmieniliśmy bieg całej rzeki, co tam kanał! – zaśmiał się mirtis, machając ręką.
– Tego dnia, gdy wymyśliłeś „rzeczne zaklęcie”? – wspomniała, uśmiechając się Bielka.
Gdy się cieszyła, jej ciało stawało się bardziej wyraźne, jakby emocja przywiązywała ulotną postać do tego świata.
– „Moja rzeko, odsuń się, kijem tym zawrócę cię”! – rzucili jednocześnie ze śmiechem.
– Oj, Fluia nie była wtedy zadowolona!
– Jeśli byłbyś rzeką, to nie czułbyś zachwytu, gdy jakiś mirtis z kijem i nielubiana datelva nagle zmienili twój bieg. – Bielka szybko potrafiła z rozbawionej stać się poważną.
– Fluia jest datelvą, nie rzeką – odparł z łobuzerskim uśmiechem.
– Bycie datelvą to bycie rzeką. Ja jestem datelvą i jestem też kwiatem, wiesz o tym przecież! – Bielka nie była odporna na jego droczenie.
Wzburzona, przeczesała dłonią włosy, wyciągając z nich jeden dzwonkowy kwiat. Gdy go przechyliła, na ziemię skapnęło kilka kropel niebieskiej, gęstej cieczy. Helsten tak dobrze ją znał, że czasem zapominał o tych różnicach anatomicznych.
– To wyjaśniałoby kwietny oddech.
– Kwietny oddech! Lepiej zmykaj do kiecki Matki Natury, bo jak cię dopadnę…!
Przeganiali się wokół drzew, popychając i krzycząc wesoło. Wreszcie, uśmiechnięci, spoczęli pod drzewem, dysząc ciężko i patrząc, jak setki ciem i świetlików zaczęły odgrywać spektakl na tle wieczornego lasu.
– Jutro przekopię ten kanał – westchnął rozmarzony Helsten.
– Dobrze, już dobrze – odparła Bielka, klepiąc go po ramieniu. – Teraz śnij. Sen jest najpiękniejszym z ogrodów.
Zasypiając, Helsten zobaczył, jak z jednego z zamkniętych podczas snu kwiatów Bielki wypływa kleista maź. Rankiem nie miał jednak pewności, czy to wszystko nie było tylko snem.
Najbliższe kilka dni Helsten i Bielka opiekowali się jaskółczym zagajnikiem. Zasadzili kilka niewielkich drzewek, w których ptaki mogły uwić sobie gniazdka. Dolne partie, mimo niezgody datelvy, opletli kolczastym bluszczem, by drapieżniki miały utrudniony dostęp do legowisk. Wszystkie rośliny wzrastały błyskawicznie, wspierane magią, którą znał Helsten, a także za namowami Bielki, która rozmawiała z nimi językiem nieznanym mirtisom. Zawsze potrafili w taki sposób łączyć siły z przyrodą.
Helsten wykopał kanał i sadzawkę, a Bielka przekonała sąsiedni strumień, by zalał je swoją wodą. Efekt prac był urokliwy, a satysfakcję przynosiło im wesołe świergotanie jaskółek, które szybko zrozumiały, co się dzieje i z aprobatą komentowały śpiewem wysiłek mirtisa i datelvy.
Po wykopach, wykończony fizyczną pracą Helsten padł jak zabity i pogrążył się w tak lubianym przez Bielkę śnie. Nie spał jednak dobrze, dręczony koszmarami o jaskółczym zagajniku. Widział ptaki ponabijane na ciernie z bluszczu, a między ich krwawiącymi ciałkami krążyły lisy i rysie, szarpiące kłami czerwone mięso.
Przerażający śpiew umierających jaskółek zbudził go w środku nocy. Dysząc ciężko próbował się uspokoić. Chciał nawet obudzić Bielkę, ale o dziwo nie było jej w pobliżu. W miejscu, w którym spała, została tylko nienaturalnie czerwona plama. Upewnił się dwa razy, że nie przeoczył jej zwiewnego ciała i wstając, udał się w jedyne miejsce, które mogło ukoić nerwy.
Las po zmroku był cichy i nie wydawał się przyjazny. W nocy królowały drapieżniki i łowcy, których oczy czasami błyskały w oddali. To także były stworzenia Matki i Helsten w pełni je szanował, jednak nie potrafił odczuwać spokoju wobec ich dzikości i brutalności. Prawdziwa miłość do natury rosła w nim, gdy wczoraj oglądał ukończony zagajnik, nie teraz, gdy lękał się o jego los, nawet jeśli tak wyglądał naturalny porządek.
Zbliżając się, w powietrzu wyczuł duszący, intensywny zapach kwiatów.
„Przyszła przede mną. Wyczuła to szybciej, w końcu jest datelvą. Może to nic poważnego” próbował ułożyć i uspokoić myśli. Jakże teraz potrzebował rozsądku przyjaciółki. Ona zawsze znajdowała najlepsze rozwiązania. Myśl o Bielce pozwoliła mu odnaleźć resztki spokoju. Próbował także magią nawiązać więź z otaczającymi go paprociami i drzewami, tak by przekazały mu wieści o przyjaciółce. Natura tym razem nie odpowiadała. „Nawet jeśli jest problem, to razem go rozwiążemy” stwierdził, wbrew obawom.
Te myśli wyparowały, gdy kwietny zapach zmieszał się z ciężkim odorem nieświeżej krwi. Serce Helstena zabiło szybciej.
Jego oczom ukazała się przerażająca scena, dokładnie jak ze snu. Stanął, zamarły, nie mogąc uwierzyć w dramat, który widział. Przeżył kilkaset lat, a nigdy nie obserwował czegoś tak okropnego. Ciężka krew zabitych ptaków kapała na ziemię, w rytm żałosnego śpiewu ostatnich umierających. Sadzawka na środku miała bordowy kolor.
Nie wszystko było jednak takie, jak we śnie. Po chwili dopiero zdał sobie sprawę, że w zagajniku panuje niepokojąca, karminowa poświata, nienaturalna, jak na środek nocy. Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło w powietrzu, pośrodku zagajnika.
Zamrugał i wytężył wzrok.
Przez krótką chwilkę wydawało mu się, że widzi Bielkę, która jak przeźroczysta zjawa zawisła pośród krwawej sceny. Jej roślinne włosy rozwiały się wokół głowy jak promienne pnącza, a czerwono lśniąca mgła rozchodziła się od niej, jak promienie od słońca.
Nic więcej Helsten nie zobaczył i nie pamiętał.
Obudził się rano, z przytłaczającym przerażeniem. Chciał wstać i biec do zagajnika, krzycząc do wszystkich, którzy mogli go słyszeć. Wierzył jednak, że to wszystko był tylko zły sen.
Zobaczył stojącą niedaleko Bielkę. Nie poruszała się, odwrócona do niego plecami.
– Bielko? – zapytał niepewnie. Dłonie zatrzęsły się mu z emocji.
– Dzień dobry, Helstenie. Dokąd się dziś udamy? – powitała go przyjaźnie.
Brzmienie jej spokojnego głosu zadziałało na niego kojąco.
– Zatem to był sen… – westchnął pod nosem z ulgą. – Musiał to być sen…
– Co mówisz? Dokąd się udamy? – powtórzyła Bielka, odwracając się i podchodząc.
Wyglądała pięknie jak zawsze, a tego dnia jej kwiaty rozkwitły jeszcze bardziej, przekształcając się w szerokie, białe dzwony z czerwonymi pręcikami. Przez ten rozkwit wydawała się dużo bardziej rzeczywista niż przeważnie. Helsten ledwo widział to, co za nią.
– Jesteś roztargniony – zauważyła z troską.
– Wybacz, miałem okropny sen – odparł, masując skronie po nagłym ukłuciu bólu w głowie.
– To tylko sen – uspokoiła Bielka, siadając przy nim i łapiąc go za dłoń.
– Sen jest najpiękniejszym z ogrodów – przypomniał sobie słowa, które często mu powtarzała.
– Piękno może być straszne i okrutne. Piękno po prostu jest i nie przejmuje się tym, co dobre lub złe. Ale sen… to tylko sen – powiedziała, gładząc go po ręce.
– Tak… tylko sen… – powiedział. – Jednak chciałbym pójść do zagajnika, nim stąd odejdziemy.
Bielka chwilę milczała, a Helsten wyczuł jej niepokój, który zapewne przeszedł z niego.
– Nie przejmuj się mną, to tylko…
Nie skończył, bowiem w trakcie mówienia, z jednego z kwiatów wieńczącego fryzurę Bielki zaczęła kapać czerwona ciecz. Najpierw kilka kropel, potem ciągła strużka. Powietrze wypełnił ciężki, duszny odór kwiatów.
Helsten zamarł.
Bielka uśmiechnęła się krzywo. Teraz już ze wszystkich jej kwiatów ściekała krew. Stała się też prawie w ogóle nieprzeźroczysta, jakby to czyniło ją bardziej związaną ze światem.
– To było naprawdę… Mój sen… Ja nie rozumiem. Dlaczego… – wymamrotał mirtis, wyrywając swoją dłoń z jej uścisku.
– Helstenie – wypowiedziała jego imię z uczuciem. – Jesteś moim przyjacielem i bardzo cię kocham. Nie oceniaj mnie. Proszę – szepnęła i chyba nigdy nie słyszał jej tak błagalnej.
– Ale to co w nocy… Cały ten zagajnik… Dlaczego? – Helsten odsuwał się od niej, coraz bardziej przerażony i rozgniewany.
– Mówiłam ci…
– To, co mówiłaś, nie wyjaśnia tego okropieństwa. To było złe. Bardzo złe. Nic tego nie wyjaśnia – przerwał jej od razu, wstając z ziemi.
Gotów był odejść i już nigdy jej nie zobaczyć. Nie mógł patrzeć na kapiącą z włosów krew, nie potrafił zapomnieć jej widoku pośród dziesiątek martwych jaskółek. Jakże pragnął zamknąć oczy i otworzyć je na nowo, bez tego okropnego widoku. By ujrzeć swoją przyjaciółkę.
Bielka również wstała. Krew szybko przerodziła się w płytką kałużę wokół jej stóp.
– Taka jest moja natura. Ani dobra, ani zła. Taka po prostu jestem. Stramonią, Bielką. Kwiatem.
Helsten zacisnął pięść i wargi w gniewie.
– Szkoda – wypalił i odwrócił się, odchodząc szybkim krokiem.
Bielka chwilę patrzyła, jak przyjaciel się oddala. Jej stopy pokryły się już skapującą krwią.
– Rzeczywiście. Szkoda – powiedziała drapieżnym głosem, czując wibrującą w sobie dzikość.
***
Poza czasem i przestrzenią, Matka Natura zajęta była doglądaniem nowego gatunku drzew, gdy poczuła na sobie przeszywający wszystko wzrok Baera.
– Nie patrz na mnie z takim wyrzutem. Wszystko stało się zgodnie z naturą. Dobro i zło to twój wymysł. Umówiliśmy się na początku, że ja tego nie robię. Natura to harmonia. Harmonia to przeciwieństwa – rzuciła w przestrzeń, z której wyłonił się jej współtowarzysz w stworzeniu.
– A jednak, ja pozwoliłem ci ingerować w mirtisów. Dzięki temu miłują i rozumieją przyrodę, a ich wolna wola nigdy nie obróci się przeciw naturze – odpowiedział spokojnie Baer, któremu daleko było do wyrzutów.
Matka Natura skupiła już pełną uwagę na rozmówcy, zostawiając zalesianie świata na później. W końcu tutaj czas i tak nie istniał. Uśmiechnęła się wyrozumiale.
– Nie będę cię przepraszać. Nie stworzyliśmy dobrego świata. Stworzyliśmy świat harmonijny i naturalny. Choćbyś i wymyślił dobro i zło, nie możesz z ich pomocą oceniać mojego stworzenia.
Baer pokiwał głową i odpowiedział uśmiechem.
– Źle zrozumiałaś moją wizytę. Przyszedłem tylko powiedzieć, że twoje istoty mnie zaskoczyły. A żeby nie było między nami sporu, chciałem uprzedzić, że i moje mogą cię zaskoczyć.
Koniec
Komentarze
Dobre opowiadanie – czytało się lekko. Fajnie pokazałeś, że natura ma dwie twarze. Plus za ilustracje. Szkoda tylko, że przez limit znaków tekst wyszedł tak krótki, bo aż chciałoby się przeczytać dalszą część. Ale jako wstęp – w sam raz. Zostawiam klika. Powodzenia w konkursie i pozdrawiam!
Witaj. :)
Powtórzę z bety:
Wciągająca fabuła, zaskakująca, bardzo dobry pomysł, a zakończenie zwiastuje same nieszczęścia – przyszłe wojny i nienawiść stworzeń, zatem – wszystko w normie. :) W sumie wydźwięk mocno pesymistyczny, smutny, wręcz bolesny. :)
A ilustracje moim skromnym zdaniem są wspaniałe. :)
Pozdrawiam serdecznie, bardzo dzięki, klik, powodzenia w Konkursie. ;)
Pecunia non olet
Adexxie
bardzo dziękuję za Twóją opinię i klika. Przede wszystkim cieszy, że udało się ukazać dwie twarze natury. Fakt, tekst mógłby śmiało być na 80k znaków, z większą ilością wydarzeń i podbudowanym napięciem. Ale też taka specyfika tekstów portalowych, że trzeba się bardziej sprężyć i zmieścić pomysł w jakimś sensownym przedziale. Mam zresztą całkiem sporo “opowiadań” zdecydowanie za długich na Portal :)
bruce
bardzo dziękuję za Twoje wsparcie, doceniam to.
Cieszy także, że tekst się spodobał, bo ma pewne eksperymenty w stosunku do mojego bazowego stylu.
No i fajnie, że obrazki Wam się podobają :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Witam i powtórzę po becie:
Fajne, klasyczne high fantasy. Udane zakończenie, spodziewałem się, że Białka będzie sabotować wysiłki Holstena, ale nie, że dojdzie aż do rzezi jaskulątek.
Nie wiem, czy jest jakaś nazwa na taki zabieg, w którym czytelnik się czegoś spodziewa i w zakończeniu jego oczekiwania zostają spełnione, ale w zaskakujący/przekraczający oczekiwania sposób, ale jest to dobry zabieg
Bohaterowie są nieprzesadnie naturalni, zwłaszcza Holsten, ale w konwencji mitu może tak być.
Wstęp jest trochę przydługi, jeśli rozpatrywać tekst jako samodzielne dzieło, ale rozumiem, że to celowo, żeby przybliżyć czytelnikowi większy fragment mitologii, czy historii, uniwersum.
Widzę, że był nieco skrócony, ale to ciągle ab ovo, a wręcz ab creatione.
Pozdrawiam i jeszcze raz powodzenia w konkursie
quia lata porta et spatiosa via quae ducit ad slopem et multi sunt qui intrant per eam
Wzajemnie, jeszcze raz dzięki, powodzenia, pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Trochę takie odwrócenie ról. Natura potrafi być okrutna, ale o wynalezienie bezinteresownego zła obwinia się przeważnie ludzi.
Napisane ładnym językiem, dobrze pasującym do konwencji mitu o stworzeniu świata.
Pozdrawiam!
Hej,
opowiadanie ma nieco biblijny klimat, ale napisałeś je po swojemu, tworząc interesujący świat i barwnych bohaterów. Masz przyjemny styl pisania, przez co całość czyta się lekko i z zainteresowaniem. Samo zakończenie mnie nie zaskoczyło, bo Bielka od początku wydawała mi się podejrzana. :)
Świat stanie się piękny tylko wtedy, gdy istoty go zamieszkujące będą rozumne i emocjonalne.
Heh. Naiwniaki. :D
Drobnostki techniczne, które gdzieś mi tam zgrzytnęły:
Każdą z datelv Matka osobiście wyodrębniła z określonej części przyrody.
Tutaj zmieniłabym kolejność: Matka osobiście wyodrębniła każdą datelv z określonej części przyrody.
Po czym we własnym zakresie, dodał co swoje.
Dodał coś od siebie?
Jeszcze jako kilkunastoletni chłopiec, Helsten poznał Stramonię, zwaną Bielką, z którą, choć była datelvą, rozumieli się bez słów. On, pełen energii i ochoty do działania, kochający każdy listek i zwierzę. Ona, wyrozumiała, mądra, ciepła, zżyta z naturą i rozumiejąca ją bez słowa, czy choćby szelestu
Doś bliskie powtórzenie.
Las w nocy był cichy i nie wydawał się przyjazny. W nocy królowały drapieżniki i łowcy, których oczy czasami błyskały w oddali.
Powtórzenie. Może w jednym miejscu „po zmroku” zamiast „w nocy”?
Lecę kliknąć i pozdrawiam :)
Podążaj za białym królikiem.
Dobła wieczór, to po kolei, dla każdego coś miłego, skoro każdy pofatygował się dla mnie :)
Zakapiorze
Niech wybrzmi publicznie – dziękuję za solidną betę! Każdemu życzę takich kompleksowych poprawek, przede wszystkim co do fabuły (wiem, że czasami Użytkownicy narzekają, że ktoś zrobi łapankę ortów i przecinków, a do fabuły się nie odniesie – to ja Pana Zakapiora polecam).
Nie wiem, czy jest jakaś nazwa na taki zabieg, w którym czytelnik się czegoś spodziewa i w zakończeniu jego oczekiwania zostają spełnione, ale w zaskakujący/przekraczający oczekiwania sposób, ale jest to dobry zabieg
Również nie mam pojęcia, ale jestem święcie przekonany, że Tarnina zna co najmniej dwa fachowe pojęcia na taki zabieg :)
bruce
AP
witaj, dzięki za wpadnięcie, zawsze cieszy :)
Trochę takie odwrócenie ról. Natura potrafi być okrutna, ale o wynalezienie bezinteresownego zła obwinia się przeważnie ludzi.
Dokładnie tak. Wydaje mi się, że jednak podświadomie natura/przyroda zawsze kojarzy się z dobrem etycznym (czymkolwiek by nie było), ot choćby w klasycznym tolkienowskim ujęciu zły, zindustrializowany Mordor vs. dobre, zielone Shire/Lorien/nawet taki Rohan. Przykłady można mnożyć, choć w postapo pewnie zdarzą się sytuacje odwrotne, gdzie technologia wybawia przed zdziczałą przyrodą.
Nie przypisuję sobie odkrycia Ameryki oczywiście, ale zaobserwowawszy powyższą tendencję do czynienia z natury protagonisty w fantasy zmusiłem się, żeby to jakoś literacko obrobić. Bo przecież kwiatek nie robi fotosyntezy dlatego, że jest ona dobra lub zła. On ją robi, bo tak jest stworzony, żeby przeżyć.
Dzięki za klik :)
Marszawo,
opowiadanie ma nieco biblijny klimat, ale napisałeś je po swojemu, tworząc interesujący świat i barwnych bohaterów. Masz przyjemny styl pisania, przez co całość czyta się lekko i z zainteresowaniem. Samo zakończenie mnie nie zaskoczyło, bo Bielka od początku wydawała mi się podejrzana.
Cieszę się bardzo, że uznałaś tekst za przyjemny :). Faktycznie wartkość lub głębia psychologiczna przytępione są nieco konwencją mityczną i swoistą klamrą w tym zakresie.
A że Bielka od początku podejrzana, well w sumie tak to już bywa z tymi roślinkami, że coś kombinują skrycie. Ja z moim kwiatkiem od roku prowadzimy grę kto kogo zabije pierwszy i o dziwo jeszcze nie wygrałem :)
Świat stanie się piękny tylko wtedy, gdy istoty go zamieszkujące będą rozumne i emocjonalne.
Heh. Naiwniaki. :D
Ot przykład świata ciekawego bez istot rozumnych:
Dodał coś od siebie?
Bardziej mi pasuje “co swoje”. Wiem, że nie jest to perełka językowa, ale tak brzmi bardziej prosto? Takie, “a chłop dodał, co dodać i tak musiał”. Może to bez sensu, ale mi pasuje :)
Poza tym się zgadzam z uwagami, dziękuję za nie. No i za klika. Fajnie mieć klika. Dobry klik.
Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam, dziękuję za wizyty i ciekawe spostrzeżenia. Jeśli macie wciąż jakieś, to zapraszam oczywiście dalej :). Może uda się odpowiedzieć niezbiorczym tasiemcem.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Serdeczności, bardzo dzięki.
Pecunia non olet
Pana Zakapiora
Na “pana”, to trzeba mieć pieniądze i wygląd :) Albo, w galicyjskiej wersji, “panów, to my piłą ryzali” xd
W każdym razie, cieszę się, jeśli beta się przydała i pozdrawiam jeszcze raz.
quia lata porta et spatiosa via quae ducit ad slopem et multi sunt qui intrant per eam
Ładne. Harmonijne, jak świat, który przedstawiłeś. Trochę smutne. Pierwszy obrazek wolę, ale oba pasują do tekstu. Powodzenia. :)
panów, to my piłą ryzali
Dlategoż mi słodko wybrzmiało “Pan Zakapior” ;)
Koalo,
dziękuję za misiowe odwiedziny, cieszę się, że tekst się spodobał. Faktycznie wydźwięk może smutnawy, ale jak się człek uprze to i pozytywny wydźwięk z niego wyciągnie ;)
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Interesujący tekst. Brutalność końcówki mnie zaskoczyła, ale po namyśle dochodzę do wniosku, że tak jest dobrze, a wcześniej były jakieś przebłyski przyszłości.
Faktycznie, wolno się rozkręca z tym mitologicznym wstępem.
Obrazki świetne i pięknie ilustrują metamorfozę bohaterki.
Babska logika rządzi!
Czołem Finklo,
bardzo miło Cię gościć! (niezależnie od wątpliwości natury filozoficznej, czy użytkownik jest gospodarzem pod własnym tekstem)
Interesujący tekst. Brutalność końcówki mnie zaskoczyła, ale po namyśle dochodzę do wniosku, że tak jest dobrze, a wcześniej były jakieś przebłyski przyszłości.
W sumie to jest chyba dokładnie efekt, który chciałem osiągnąć. Troszkę podsunąć, ale jednak nie wprost. Tym bardziej cieszy, że uznałaś, że tak jest dobrze :). Mam nadzieję, że mimo pewnej prostoty przekazu, wzbudza przemyślenia.
Faktycznie, wolno się rozkręca z tym mitologicznym wstępem.
A jeszcze sobie w wolnej chwili pomyślę, czy wszystko tam jest potrzebne.
Obrazki świetne i pięknie ilustrują metamorfozę bohaterki.
Cieszy :). Nie żebym miał w tym jakiś wielki wkład (tym bardziej doceniam, jak ktoś sam ilustruje, Hesket na przykład).
Fajnie, że wpadłaś ;)
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Fajny tekst. Czułam się jakbym zapoznawała się z mitologią nieznanego ludu.
Wciągnąłeś mnie i będę szukać kolejnych opowiadań, ale po wakacjach ;)
teksty generowane komentuję z AI
Ambush
bardzo dziękuję!
Wciągnąłeś mnie i będę szukać kolejnych opowiadań, ale po wakacjach ;)
Cieszy mocno, postaram się nie zawieść
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Bardzo nastrojowe! Początek kojarzył mi się nieco z Silmarillionem, ale to raczej naturalne przy opisach tworzenia świata. Świat pełen zachwytów i harmonii, usypia czujność, potem się rozkręca i zaskakuje. Jedynie zbyt szybko się kończy. Mam wrażenie urwania fabuły.
Dobrze się czytało, podobał mi się opis Bielki i ilustracje i taka sielankowość całości.
Opko już w bibliotece, a chętnie bym kliknęła… to chociaż tak wirtualnie! :)
Powodzenia w konkursie! :)
Jolu
dziękuję za wpadnięcie i szóstego klika, doceniam go równie
Jedynie zbyt szybko się kończy. Mam wrażenie urwania fabuły
Cóż, postaram się, żeby było więcej w przyszłości, skoro dało się to przeczytać :)
Dobrze się czytało, podobał mi się opis Bielki i ilustracje i taka sielankowość całości.
Bardzo mnie to cieszy, bo był to pewien eksperyment
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Od momentu, gdy do opowiadania wchodzi konflikt, budowany na dążeniu do przeciwstawnych celów przez Bielkę oraz Helstena, akcja ruszyła z kopyta, co spowodowało, że zacząłem czytać z zapartym tchem. Super!
Początek trąci patosem, ale, jak rozumiem, jest to celowy zabieg, by domknąć wątki fabularne. I trochę wprowadzić w błąd czytelnika. Podczas stworzenia bogowie ustalają, że świat ma być piękny (cokolwiek to znaczy) oraz harmonijny (kryterium bardziej policzalne). Jest to sugestia, że ma być DOBRY. Nic bardziej mylnego. Co prawda harmonijny nie do końca oznacza „w równowadze”, no ale, co tam! Niech będzie. Skoro świat musi być harmonijny, to co trzeba stworzyć aby zrównoważyć dobro?
ZUOOO!
Fajnie wyszło zawieszenie, gdy Baer sugeruje Matce Naturze, że mirtisowie mogą zaskoczyć datelvów. Jak mogą, to zaskoczą. Synowie i córki Stworzenia, witaj na planecie Ziemia! – w Apokalipsie?
„– Nie bądź taki górnolotny! – zaśmiała się Matka Natura, promieniejąc uśmiechem piękniejszym od tysięcy wschodów i zachodów słońca razem wziętych.”
Hmm… Nie do końca rozumiem. Przecież oni są „Przed początkiem wszystkiego (…)”, wiec tworzenie jakichkolwiek porównań nie ma sensu, bo istnieje tyle, co NIC. W NIC nie ma słońca, tym bardziej jego wschodów i zachodów. Ale nie będę się upierał. Bo może to jest element fantastyczny, którego nie dostrzegam. W końcu istnienia nie takich rzeczy, już dawno temu, udowodnili naukowcy radzieccy.
ŚWIETNE OBRAZKI, gratuluję autorowi/ce.
Jeśli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.
Witaj TaTojto!
Bardzo dziękuję za ciekawy i rozbudowany komentarz.
Początek trąci patosem, ale, jak rozumiem, jest to celowy zabieg, by domknąć wątki fabularne. I trochę wprowadzić w błąd czytelnika. Podczas stworzenia bogowie ustalają, że świat ma być piękny (cokolwiek to znaczy) oraz harmonijny (kryterium bardziej policzalne). Jest to sugestia, że ma być DOBRY. Nic bardziej mylnego. Co prawda harmonijny nie do końca oznacza „w równowadze”, no ale, co tam! Niech będzie. Skoro świat musi być harmonijny, to co trzeba stworzyć aby zrównoważyć dobro?
ZUOOO!
I tak, i nie. Jak już, gdzieś chyba wyżej napisałem (co normalne, nie oczekuję, że czytelnik oprócz tekstu będzie czytał pozostałe komentarze, chętnie zresztą rozwinę myśl), w założeniu moim – autora – Bielka nie ma być przejawem zła. Tzn. ma być raczej pokazaniem, że natura jest dzika i nie kieruje się wytycznymi dobro-zło, a już na pewno nie będzie się sama według tych kryteriów oceniać.
Z drugiej strony, masz rację – my, istoty żywe/rozumne, możemy to ocenić jako coś złego. I teraz jeszcze to wszystko wymieszać w ożywione aspekty przyrody i robi się zagmatwanie etyczne :)
Ale w pełni zgadzam się, że w naszym ogólnym mniemaniu przyroda (zwierzątka, zieleninka, drzewka, ptaszki) automatycznie są dobre, dopóki nie wjeżdża postapo i zmutowane pnącza. Tymczasem, nie musi tak być. Te same ćwierkające ptaszki mogą obdziobywać, zwierzątka zabijać itp. I nie ma w tym nic złego, ani dobrego. Jest to jakaś równowaga, harmonia, której my, samoświadomi z wolną wolą, nie do końca musimy rozumieć, bo umyka naszym kryteriom.
Kącik filozoficzny wyszedł ;)
Hmm… Nie do końca rozumiem. Przecież oni są „Przed początkiem wszystkiego (…)”, wiec tworzenie jakichkolwiek porównań nie ma sensu, bo istnieje tyle, co NIC. W NIC nie ma słońca, tym bardziej jego wschodów i zachodów.
Bardzo trzeźwa uwaga, myślałem o tym podczas pisania. Równocześnie metafora, jako środek stylistyczny skierowana jest do czytelnika – ma mu pomóc zrozumieć, ogarnąć, zwłaszcza to, czego nie widział i nie zna. Dlatego pozwoliłem sobie na takie uproszczenie dla odbioru, estetyki. Twoje spostrzeżenie, jak najbardziej słuszne, ale zostawiam.
W końcu istnienia nie takich rzeczy, już dawno temu, udowodnili naukowcy radzieccy.
Trzeba by się Gryzoka Pospolitego spytać. On ma wtyki w Gryzońskich Partiach Robotniczych :)
ŚWIETNE OBRAZKI, gratuluję autorowi/ce.
Zatem gratulacje dla sztucznej inteligencji, czy też mojej naturalnej głupoty, która zaprzęgła ją do pracy :)
Dzięki za podzielenie się ciekawymi uwagami!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Świat jest dwubiegunowy, a ich pochodnymi są szarości. I nie jest to przypadek, bo poznanie ma związek z empirią. Ta zaś kataloguje wszystko pomiędzy plusem i minusem. W tym sensie, wszystko zostało już poznane. Nawet to, co dopiero odkryjemy.
Dlatego trudno będzie wymyślić trzecią drogę. A nawet jeśli się uda, to kto Cię zrozumie?
Jednak zrezygnowałbym z metafory. Przynajmniej w takiej formie, jaka jest w tekście. Owszem, ona jest potrzebna, ale w niebanalnej formie. Stosujesz kliszę, w miejscu, w którym chodzi o oryginalność. Zatem: Stwórz metaforę godną Mordoru!
Jeśli szukasz inspiracji, odsyłam Cię do Tolkiena i jego Silmarilliona. Tam, Eru Ilúvatar, stworzył Ainurów, istoty duchowe, które zaśpiewały Wielką Pieśń.
Jeśli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.
Hej TaTojota!
Świat jest dwubiegunowy, a ich pochodnymi są szarości. I nie jest to przypadek, bo poznanie ma związek z empirią. Ta zaś kataloguje wszystko pomiędzy plusem i minusem. W tym sensie, wszystko zostało już poznane. Nawet to, co dopiero odkryjemy.
Nie wiem właśnie, czy świat jest dwubiegunowy, czy raczej jego postrzeganie przez nas takie jest. Z drugiej strony, świat jest taki jak go nazwiemy i na ile go poznaliśmy? Gryząc to właśnie od strony „pozaludzkiej”, na co pozwala nam literatura, zwłaszcza fantastyczna, ale i powiedzmy, natchniona, jak m.in. w Księdze Rodzaju lub wspomnianym przez Ciebie Silmarillionie, mamy świat bez skategoryzowania ludzkiego, a zatem także i siatki naszej siatki pojęciowej. Co choćby sprowadza się do tej kwestii, którą podniosłeś co do metafory. Jednak z tego jak coś ocenimy, nie koniecznie można wnioskować, że coś takie jest, choć fakt – nie ma nikogo innego, kto oceni to odmiennie od nas. Trochę jednak taka Gilotyna Hume’a.
Dlatego trudno będzie wymyślić trzecią drogę. A nawet jeśli się uda, to kto Cię zrozumie?
Wątpię, by mi się udało wytworzyć coś niezrozumiałego :). Odkrywczości sobie przypisywał nie będę, to raczej kawałek przeciętnego rzemiosła literackiego. Jak pisał o sobie kiedyś Feliks Kres: Byłem uczniem, potem czeladnikiem, teraz, po dwudziestu latach, mam już własny warsztacik. Gdybym był krawcem, to na ścianie domu wisiałby szyld o treści „Krawiectwo lekkie. Feliks W. Kres”.
Z tym, że ja to może etap przed uczniem i do szyldu mi daleko
jednak zrezygnowałbym z metafory. Przynajmniej w takiej formie, jaka jest w tekście. Owszem, ona jest potrzebna, ale w niebanalnej formie. Stosujesz kliszę, w miejscu, w którym chodzi o oryginalność. Zatem: Stwórz metaforę godną Mordoru!
Dobre, dobre z tym Mordorem.
Odnośnie opisu – może masz rację. Poczułem rzucone wezwanie i rękawicę podejmuję, chcąc wymyślić coś nowego. Silmarillion na półce jest, więc słuszna sugestia, by tam sobie sięgnąć.
There will be no dawn for men
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Informuję, że tekst zaktualizowałem, pod wpływem w miarę zgodnej opinii wszystkich, że początek się dłuży. Natomiast zostawiam na razie wersję bez zmian i wrzucę nową dopiero po tym, jak tekst przeczyta Holly, aby być uczciwym co do treści opublikowanej w terminie konkursu.
Tak czy inaczej – dziękuję Wszystkim za uwagi :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Sympatyczne :)
Przynoszę radość
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witam Jurorkę i przepraszam, że samozwańczo targnąłem się na poletko grafik do tekstów!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Anet, dziękuję pięknie!
Pytanie techniczne, czy
Sympatyczne > Przyjemnie się czytało ?
czy raczej
Przyjemnie się czytało < Sympatyczne ?
a może wręcz
Przyjemnie się czytało = Sympatycznie ?
:)
Niewątpliwie oba przynoszą radość, lecz warto rozsądzić, by autor potraktować to mógł jako rekomendację do działania w danym kierunku.
A przeczytać serię Twoich komentarzy pod różnymi tekstami jest zarówno przyjemne, jak i sympatyczne i krzepiące :)
Pozdrawiam cieplutko!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Hmmm… Nie wiem ;)
Przynoszę radość
Akceptuję! Przyjmijmy, że nie wszystko musi być złożonym systemem powiązanych pojęć
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Przyjmijmy, że jeśli nie napisałam, że czytało się źle, wszystko jest w porządku ;)
Przynoszę radość
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ładnie opowiedziałeś, że natura to jednak nie ziemski raj, że kieruje się własnymi prawami. Tak było, jest i pewie zawsze będzie.
Dobrze się czytało. :)
A mi się zdaje, że życie… → A mnie się zdaje, że życie…
…w których ptaki mogły porobić sobie gniazdka. → A może: …w których ptaki mogły uwić sobie gniazdka.
Wyszły braki w zasobie słownictwa…
Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło się w powietrzu… → Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło w powietrzu…
A widzisz, całe życie używałem nieprawidłowego “majaczyć” w nieodpowiednim kontekście. Dziękuję.
Poprawki naniesione!
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ogólnie to nie żeby to kogoś interesowało na tym etapie, ale mimo wszystko donoszę, że tekst został lekko zmodyfikowany, zgodnie z zapowiedzią. Zapewne 99% Użyszkodników, którzy mieli go przeczytać już to zrobiło, ale co tam.
Bo zdaje się, że pozostawienie grafiki przez Jurorkę oznacza, że mogę sobie zedytować
Pozdrowionka dla wszystkich
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Beeeecki, i mnie jest bardzo miło, że mogłam się przydać i że ucieszył Cię komentarzyk. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Ave, B(4xE)cki! ;)
Lubię wszelkie mitologie, więc w Twoim tekście czułem się jak ryba w wodzie. Nie licząc wstępu opowiadanie to takie klasyczne, lekko baśniowe, fantasy, co jest przyjemną odmianą. Końcówka wyszła trochę na ostro, ale tak musiało być.
W kwestii natury Natury (taki zapis celowy), posłużę się cytatem: "bo to zła kobieta była" ;)
Tekst zdecydowanie biblioteczny, powodzenia w konkursie! ;)
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Ave 2xCezarze, chwała i sława!
Bardzo cieszy mnie, że tekst się spodobał, bo ujęcie trochę mitologiczne stanowiło pewien eksperyment. Tym fajniej, że to akurat doceniłeś.
Końcówka wyszła trochę na ostro, ale tak musiało być.
Ja to tak nie umiem, żeby było tylko dobrze albo tylko niedobrze, gdybym miał powiedzieć, co cenię w tekstach najbardziej to niejednoznaczność (…).
W kwestii natury Natury (taki zapis celowy), posłużę się cytatem: "bo to zła kobieta była" ;)
No i jednym zdaniem spuentował cały tekst ;)
Ale teraz to nie będę obiektywy oceniając, bo mnie wczoraj pokrzywy poparzyły :)
Dzięki i pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Zobaczył to wszystko wzrokiem przenikającym przestrzeń oraz czas i w jednej chwili pokochał.
i pokochał w jednej chwili
Po czym we własnym zakresie, dodał co swoje.
Po czym we własnym zakresie dodał, co swoje.
Wydawać się mogło, że trwać będzie wiecznie.
Brak podmiotu. Co będzie trwać wiecznie?
W przypływie wesołości, rozkwitały w jednej chwili, a ona sama promieniała jak największy skarb lasu, a całe otoczenie wraz z nią.
Powtórzenia.
– Świat jest taki jakim go stworzono.
– Świat jest taki, jakim go stworzono.
Helsten nie zawsze słuchał uważnie, gdy mówiła poważniej.
Niezamierzony rym.
– To może, najpierw harmonia, potem poziomki.
– To może najpierw harmonia, potem poziomki.
Helsten tak dobrze ją znał, że czasem zapominał o tych różnicach anatomicznych, jednak zawsze było to dla niego coś oczywistego
Zgrzyt logiczny. Wydaje mi się, że jeśli dla kogoś jakiś fakt jest oczywisty, to ten go nie zaskakuje.
Przegonili się wokół drzew, popychając i krzycząc wesoło.
A czemu czas przeszły dokonany? Bardziej pasuje: Przeganiali się
Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło się w powietrzu, pośrodku zagajnika.
Majaczyć nie jest czasownikiem zwrotnym.
To był złe.
To było złe.
Bardzo cenię i lubię opowiadania z morałem, przekazem, zmuszające czytelnika do refleksji. Aż mi się przypomina cytat z „Mistrza i Małgorzaty”:
Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem – na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi.
Tekst jest też pięknie napisany, świat malowniczo przedstawiony.
W sumie to nie wiem jeszcze, co mogłabym napisać… To jeden z tych tekstów, który jest oszczędnie napisany, ale jednocześnie gromadzi w sobie mnóstwo treści, jest nasycony pewnymi wartościami i kolorami.
Gratuluję naprawdę imponującego warsztatu i dziękuję za udział w konkursie!
Średnia: 7,4
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Holly!
Zacznijmy od najważniejszego – wielkie dzięki za ten konkurs! Od początku wzbudził on sporo entuzjazmu na Portalu i mam wrażenie, że ochota to utrzymywała się przez cały czas jego trwania. Wyszło parę dobrych tekstów, w tym zwycięski Marzana (a szkoda, że tego piórka za to nie dostał!).
Przyjęłaś na siebie cały ciężar oceny opowiadań i… świetna jest ta tabelka!
Jednym słowem, nic tylko czekać aż przygotujesz jakiś kolejny konkurs, do czego szczerze zachęcam, bo ten wyszedł znakomicie.
Co do mojej pozycji konkursowej.
Cieszę się, że w ramach wrzucenia odświeżonego tekstu usunąłem kilka błędów, które wskazałaś. Mój skaner jednak też jeszcze jakoś działa.
Odnośnie cytatu, który przytoczyłaś – lubię, czasami niesłusznie, uczynić tekst pompatycznym, tak aby refleksja sięgała jednak daleko. To nie zawsze pasuje, ale chyba po prostu pisanie wydaje się najlepszym środkiem ekspresji takich przemyśleń :).
Co do jakości tekstu, sam sobie lekko strzeliłem w stopę, bo zachciałem wdrażać własne uniwersum, co troszkę ogranicza. W pełni byłem tego świadom, co więcej jestem poruszony pozytywnym odbiorem. Tym bardziej wynik “8” w pomysłowości mnie cieszy.
No i cusz… jeszcze raz dzięki i wielkie pozdrowienia!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Zacznijmy od najważniejszego – wielkie dzięki za ten konkurs! Od początku wzbudził on sporo entuzjazmu na Portalu i mam wrażenie, że ochota to utrzymywała się przez cały czas jego trwania.
Serce rośnie! Dziękuję, czuję się doceniona :)
Wyszło parę dobrych tekstów, w tym zwycięski Marzana (a szkoda, że tego piórka za to nie dostał!).
Ano szkoda, obserwowałam wątek z Piórkami, trzymałam kciuki… Ale przynajmniej wygrał konkursik :)
Przyjęłaś na siebie cały ciężar oceny opowiadań i… świetna jest ta tabelka!
A widzisz, czyli nie tylko ja lubię tabelki ;p
Jednym słowem, nic tylko czekać aż przygotujesz jakiś kolejny konkurs, do czego szczerze zachęcam, bo ten wyszedł znakomicie.
Co do jakości tekstu, sam sobie lekko strzeliłem w stopę, bo zachciałem wdrażać własne uniwersum, co troszkę ogranicza. W pełni byłem tego świadom, co więcej jestem poruszony pozytywnym odbiorem. Tym bardziej wynik “8” w pomysłowości mnie cieszy.
To jest tylko opinia jednego człowieka. Komuś innemu mogłoby się to bardziej spodobać. Nigdy nie wiesz. Dlatego trzeba pisać tak, jak ma się ochotę i już :)
Jeszcze raz dziękuję za udział w konkursie i do zobaczenia pod następnymi naszymi opowiadaniami!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
To jest tylko opinia jednego człowieka. Komuś innemu mogłoby się to bardziej spodobać. Nigdy nie wiesz. Dlatego trzeba pisać tak, jak ma się ochotę i już :)
Albo aż jednego człowieka
Czuj się doceniona, amen!
To czekamy na następne konkursy :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
bo mnie wczoraj pokrzywy poparzyły :)
Weź i dokonaj zemsty:
;)
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Cezary
Meanwhile pokrzywy:
Kurdebele, dlaczego ja teraz takie pomysły na odpowiadanie roślinne wymyślam :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Nadrabiam zaległości wakacyjne :)
Początek naprawdę dobrze napisany – oryginalna mitologia, dobrze dobrany język postaci i styl opisu. Wprowadzenia jest ani za dużo, ani za mało – wszystko było jasne i mogłem zagłębić się w lekturze reszty.
Opis relacji bohaterów i ich dialogi wydały mi się od początku przesłodzone. Przeczuwałem, że jest to celowy zabieg, wytworzenie pięknego pejzażu, w którym za chwilę pojawi się rysa. I wcale się nie zawiodłem, bo im dalej, tym więcej było niepokoju, potem grozy, a nawet może pra-horroru (w końcu historia rozgrywa się tuż po stworzeniu świata i wcześniej horrorów nie było).
Doceniam ładne budowanie świata, które bardzo zachęca do poznawania go. Takie opowieści mogę czytać bez zmęczenia, a po zakończeniu żałuję, że poznałem tylko taki mały fragment uniwersum.
Z czym miałem problem:
– jaskółki bardzo rzadko gniazdują na drzewach, a tutaj osłony przed drapieżnikami są na drzewach.
– lisy i rysie rozszarpujące jaskółki w kolczastym zagajniku – trochę to przesadzone, w dodatku rysie są większe i same by się podrapały, lis może byłby zachęcony martwymi jaskółkami i bardziej pasuje. Może żbiki zamiast rysi? Są zwinniejsze.
– noc pokazana jako domena drapieżników i coś, co budzi strach. Jest to niekonsekwencja w całym zamierzeniu opowiadania, ponieważ strach przed nocą jest typowo “cywilizacyjny”. Człowiek po prostu lepiej sobie radzi za dnia, ale jeśli żyje zgodnie z naturą, noc nie jest straszna. Mirtisi, którzy przez całą resztę opowiadania byli odmienni od typowych ludzi (i bardzo mi się to podobało) zostali w tym jednym miejscu sprowadzeni do poziomu współczesnego człowieka. Może gdyby mocniej zaakcentować w opowiadaniu, że noc jest rodzajem “tabu” i bohaterka celowo zmusza mirtisa do snu, żeby czegoś nie odkrył, nie odebrałbym tego jako problem.
Być może jest to kwestia odbiorcy, po prostu często śpię nocą w lesie i kiedy słyszę po raz setny “a nie strach tak w lesie spać” wprawia mnie to w zażenowanie. Miasto jest niebezpieczne nocą, nie las.
– nie do końca załapałem, czy Bielka zwyczajowo morduje nocą losowe ptaki, czy akurat uparła się na te jaskółki, żeby pokazać, że na świecie musi panować równowaga: skoro Helsten dokonał ingerencji i sztucznie zwiększył szanse jaskółek na przeżycie, ona musi je wszystkie wymordować. Czy jeśli Helsten zacznie hodować owce w zagrodzie (przykład), ona też wyssie z nich krew, ponieważ sztucznie zwiększył szanse owiec na przeżycie i ochronił je przed wilkami? Na ile bohaterka jest w tym działaniu sprawcza (ma wolną wolę i czyni tak, ponieważ czuje, że musi przywrócić równowagę), a na ile jest narzędziem (siła wyższa używa jej, by przywrócić równowagę). Zakończenie wskazuje na pierwszy wariant.
Opowiadanie byłoby ciekawym fragmentem większej całości, w której ludzie (lub potomkowie mirtisów) prowadzą wyniszczającą wojnę z datelvami, a zarzewie konfliktu bierze się właśnie z tej sceny.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
marzanie
wybacz, że chwilę kazałem czekać na odpowiedź.
Początek naprawdę dobrze napisany – oryginalna mitologia, dobrze dobrany język postaci i styl opisu. Wprowadzenia jest ani za dużo, ani za mało – wszystko było jasne i mogłem zagłębić się w lekturze reszty.
O widzisz, to znaczy, że drobne przepisanie się powiodło, cieszę się.
Doceniam ładne budowanie świata, które bardzo zachęca do poznawania go. Takie opowieści mogę czytać bez zmęczenia, a po zakończeniu żałuję, że poznałem tylko taki mały fragment uniwersum.
Również bardzo cieszy.
– jaskółki bardzo rzadko gniazdują na drzewach, a tutaj osłony przed drapieżnikami są na drzewach.
Prawda. Jaskółki wynikają z tego, że uparłem się na te ptaki ostatnio. Napisałem inny tekst, gdzie odgrywały ważną rolę, ale nie podobał mi się za bardzo i nie wrzuciłem go na Portal. Więc to moja nieuzasadniona jaskółofilia stoi za tym delikatnym brakiem logiki.
– lisy i rysie rozszarpujące jaskółki w kolczastym zagajniku – trochę to przesadzone, w dodatku rysie są większe i same by się podrapały, lis może byłby zachęcony martwymi jaskółkami i bardziej pasuje. Może żbiki zamiast rysi? Są zwinniejsze.
Słuszna uwaga.
(element graficzny, bo przecież musi pojawić się w każdym komentarzu)
– noc pokazana jako domena drapieżników i coś, co budzi strach. Jest to niekonsekwencja w całym zamierzeniu opowiadania, ponieważ strach przed nocą jest typowo “cywilizacyjny”. Człowiek po prostu lepiej sobie radzi za dnia, ale jeśli żyje zgodnie z naturą, noc nie jest straszna. Mirtisi, którzy przez całą resztę opowiadania byli odmienni od typowych ludzi (i bardzo mi się to podobało) zostali w tym jednym miejscu sprowadzeni do poziomu współczesnego człowieka. Może gdyby mocniej zaakcentować w opowiadaniu, że noc jest rodzajem “tabu” i bohaterka celowo zmusza mirtisa do snu, żeby czegoś nie odkrył, nie odebrałbym tego jako problem.
O – bardzo dobra uwaga. Zapamiętam to sobie, bo mirtisi powrócą na pewno, a ich związek z naturą i harmonią jest właściwie ich najistotniejszą częścią. Trudno się odczłowieczyć jako autor/narrator, ale takie uwagi pomagają, dzięki!
Być może jest to kwestia odbiorcy, po prostu często śpię nocą w lesie i kiedy słyszę po raz setny “a nie strach tak w lesie spać” wprawia mnie to w zażenowanie. Miasto jest niebezpieczne nocą, nie las.
To w ogóle jest sprawa, o której nie myślałem. Nie mam przesadnego doświadczenia w tym zakresie, bo jestem mocnym mieszczuchem. Ale chyba masz rację, bo sam nie lubię bardzo centrum np. Krakowa, tak już w godzinach nocnych. A natura daje jednak nocą nieograniczony spokój.
– nie do końca załapałem, czy Bielka zwyczajowo morduje nocą losowe ptaki, czy akurat uparła się na te jaskółki, żeby pokazać, że na świecie musi panować równowaga: skoro Helsten dokonał ingerencji i sztucznie zwiększył szanse jaskółek na przeżycie, ona musi je wszystkie wymordować. Czy jeśli Helsten zacznie hodować owce w zagrodzie (przykład), ona też wyssie z nich krew, ponieważ sztucznie zwiększył szanse owiec na przeżycie i ochronił je przed wilkami? Na ile bohaterka jest w tym działaniu sprawcza (ma wolną wolę i czyni tak, ponieważ czuje, że musi przywrócić równowagę), a na ile jest narzędziem (siła wyższa używa jej, by przywrócić równowagę). Zakończenie wskazuje na pierwszy wariant.
Poruszyłeś gwóźdź programu. Na jaskółki Bielka uparła się przez Helstena, który zwiększył ich szanse na przeżycie, dokładnie jak napisałeś. Gdyby zaczął hodować owce, być może także Bielka miałaby z tym problem. Jeśli chodzi o balans między wolną wolą datelvy, a “siłą wyższą”, powiedziałbym, że coś pomiędzy, ze skłonieniem się ku temu drugiemu. Są one istotami i mają swoją wolę. Jednak Bielka, choć nie jest jakąś spaczoną istotą (a zupełnie spaczone datelvy to wgl jest potencjał), niewątpliwie nie widziała nic złego w tym co zrobiła. Być może nawet sprawiło jej to przyjemność, tak jak Helstenowi pomoc ptakom. Może trafnym porównaniem byłoby takie freudowskie sprowadzenie tego do popędów, które w tym wypadku u datelv są jeszcze mocniejsze, wręcz wyłączające do pewnego stopnia możliwość ich oceny moralnej.
Opowiadanie byłoby ciekawym fragmentem większej całości, w której ludzie (lub potomkowie mirtisów) prowadzą wyniszczającą wojnę z datelvami, a zarzewie konfliktu bierze się właśnie z tej sceny.
O tyle mogę Cię rozczarować, że ludzie będą funkcjonować obok mirtisów, jako rasa do nich bardzo podobna, ale myśląca zupełnie inaczej, a przede wszystkim żyjąca “bardziej”, ze względu na ograniczony czas na świecie.
Natomiast kwestia konfliktu – mam takie zamysły w głowie i może się to pojawi.
Całość wynika z tego, że datelvy znakomicie, w ocenie przeciętnej istoty żywej, funkcjonują w stanie natury. Tam faktycznie mogą być jednostkami nimfo-elementarnymi z bajek dla dzieci. Jednak w zwarciu z zagospodarowaniem tego stanu w jedną lub drugą stronę, pojawia się ich bezwzględna strona, a przy tym potężna moc. Liczę, że uda mi się to pokazać w jakimś tekście.
Ostatecznie, mam też wrażenie, że mogłem ten tekst uczynić dłuższym, ale okazało się to dopiero po jego skróceniu i poprawkach. Wtedy lepiej mógłbym pewne rzeczy opisać, dopisać kilka scen.
Niemniej, twój odbiór tekstu mnie cieszy i doceniam bardzo merytoryczność twojego komentarza. Takie opinie naprawdę pomagają :).
Pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Cieszę się, że powstaje taki ciekawy świat – mnogość wątków zachęca do poznawania. Należę do tych czytelników, którzy szybko nudzą się zbyt “płytkim” uniwersum. W teatrze jest miejsce na dekoracje z dykty i umowność, w opowiadaniach czasem również, ponieważ skupiają się na jednym, określonym wątku. Za to w książkach jest miejsce na światy, przy których czytelnik nabiera przekonania, że widzi jedynie wycinek złożonej i wielowątkowej historii. A to, co napisałeś w komentarzu brzmi bardzo książkowo.
Oczywiście jest dylemat, jak udostępnić świat na forum, bo tutaj nie ma miejsca na książki. Pewnym wyjściem jest publikować pojedyncze historie i tworzyć nowych bohaterów, osadzając ich za każdym razem w innym czasie i miejscu. Jestem ciekawy, czy pójdziesz taką drogą. Dla czytelnika jest trudniejsza, bo musi potem poskładać sobie kilka historii. Dobrze jest wtedy dawać linki w przedmowie, nawet w starszych opowiadaniach z cyklu. Będę zatem zerkał co jakiś czas, czy pojawiło się coś nowego ;)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
marzanie,
to bardzo miłe co piszesz.
Skądinąd, doskonale zobrazowałeś moje rozterki. Bo na Portalu pojawiłem się z potrzebą ekspresji swojego świata, który kręci się wokół złożonej historii książkowej. Ale ujawniania próbuję w krótkich formach, by ktoś (tak jak na przykład Ty właśnie) ocenił choćby ten wycinek, co mogę wykorzystać szerzej.
A jak sam dobrze wiesz, na betę zawsze można wrzucić nieco więcej, dla zaufanych czytelników ;)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Masz bardzo fajny styl pisania, przypomina nieco Tolkiena. Historia rozwija się powoli, ale to nie przeszkadza, by czerpać z niej przyjemność. Zagłębiając się w opowieść, miałem wrażenie jakbym czytał coś w rodzaju starożytnego mitu. Podobało mi się przedstawienie dwóch oblicz bohaterki, która mimo zabijania niewinnych zwierząt, wcale nie uważa się za złą. Fajnie wyszły też rozmowy bóstw.
Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Jak to się stało, że przez tyle lat bohater nie zorientował się o mrocznej stronie swojej przyjaciółki? Ona niby nie uważa swoich czynów za złe, ale jednak ukrywa je przed przyjacielem, czyli gdzieś podświadomie czuje, że robi źle.
Końcówka opowiadania pozostawia pewien niedosyt. Liczyłem, że dziewczyna zaatakuje Helstena i potem będzie tego żałować, albo coś w tym stylu. Niemniej, bardzo mi się podobało.
Pisałeś, że tekst jest z Twojego świata i jest tego więcej. Bardzo mnie to zainteresowało. Z chęcią przeczytam kolejne historie w tym uniwersum. Podeślij jakieś linki. Trzeba czytać w określonej kolejności?
PS Bardzo fajne obrazki.
Cześć Adamie,
bardzo dziękuję za komentarz. Faktycznie może idea pokazania co dzieje się za kurtyną stworzenia świata ma lekko brzmienie jak Silmarillion Tolkiena (czy raczej nędznej podróby – choć to nie była inspiracja akurat).
Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Jak to się stało, że przez tyle lat bohater nie zorientował się o mrocznej stronie swojej przyjaciółki? Ona niby nie uważa swoich czynów za złe, ale jednak ukrywa je przed przyjacielem, czyli gdzieś podświadomie czuje, że robi źle.
Faktycznie to może nie wybrzmiewa. Na potrzeby tekstu i takiej ala mitycznej historii, przyjąłem, że świat się cały czas tworzy (ot choćby nie ma w nim jeszcze innych ras), ergo 1) czas to trochę pojęcie względne 2) prawdziwa natura istot dopiero wychodzi na wierzch. Ale masz rację, że jest to pewna niekonsekwencja.
Końcówka opowiadania pozostawia pewien niedosyt. Liczyłem, że dziewczyna zaatakuje Helstena i potem będzie tego żałować, albo coś w tym stylu.
Rozumiem. Celem było zakończenie tekstu relatywnie otwartego z możliwością interpretacji tego co stanie się później. Osobiście mi najbardziej pasowała taka kontynuacja, którą wskazałeś i ostatnie zdanie z tego wątku miało ją lekko sugerować. Nie chciałem rozstrzygać, też pod kątem konkursu, okazało się, że Czytelnicy to bardzo różnie interpretowali (co fajne ).
Z chęcią przeczytam kolejne historie w tym uniwersum. Podeślij jakieś linki. Trzeba czytać w określonej kolejności?
Chyba każdy autor chciałby coś takiego usłyszeć, miło :). Zapraszam, bo akurat w tym tekście nie prowadzę typowej dla siebie narracji – osobiście wolę narratora bardziej zgryźliwego i ciętego na bohaterów. Teksty jak na razie są całe dwa z mojego uniwersum, obiecuję sobie szybsze tempo, ale no…
Kolejność niby taka jak poniżej, ale bardzo się staram, aby to były odrębne pozycje, co zdaje się dotychczasowi Czytelnicy zaakceptowali.
(tu na pewno będą ciągi dalsze, zresztą całość jest inspirowana na większym tekście, który do publikacji na Portalu się nie nadaje przez obszerność – gorzka ironia, albo pisze się za krótko, by wiele pokazać, albo za długo, by się nadawało na “krótką formę”, ok 50k znaków na razie nigdy mi nie wyszło, a byłoby optymalne).
Dzięki bardzo i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Przed początkiem wszystkiego, gdy czas i przestrzeń jeszcze nie powstały, siedem bytów wyłoniło się z potrzeby istnienia, by ukształtować świat.
Hmmmmmmmm… mitologia nie musi się stuprocentowo trzymać logiki, ale czas przed czasem muszę wytknąć :)
Był wśród nich ten, którego potem ludzie nazwać mieli
Za dużo: Był wśród nich ten, którego ludzie nazwać mieli…
ta, która mimo wielu imion, najbardziej upodobała sobie tytuł
Logika! ta, która spośród wielu imion najbardziej upodobała sobie tytuł.
Ich dwoje, jak nikt inny, miało ukształtować wspólnie najdziwniejszy z tworów.
Hmmmmmmmm? Pomijając to, że dziwność jest względna, "jak nikt inny" wskazuje bardziej na to, że byli niezrównani.
Świat stanie się piękny tylko wtedy, gdy istoty go zamieszkujące będą czynić to, co podpowie im umysł lub serce. Choć każda z nich będzie pełna własnych przekonań, nauczą się żyć razem. A wszystko zwieńczy wolna wola co do decyzji i myśli!
Bardzo ładnie, tylko raz: wolna wola to właśnie możliwość decydowania, że zrobi się to, co podpowiada umysł i serce (tj. decydowania o spontanicznym, płynącym z głębi własnej istoty działaniu). Czyli nie bardzo może "wieńczyć" (cokolwiek to w tym kontekście znaczy) taką możliwość, bo sama nią jest. I dwa – arrrrrghhhhhhh… jak dorwę tego młotka, który wszczepił w ludzi przeświadczenie, że muszą być identycznymi klonami i mieć identyczne dążenia, żeby się nie żreć, to zrobię rękawiczki z jego skóry, breloczki z wątroby, trzustką namaluję jego kubistyczno-munchowski portret, a mózg wystrzelę rakietą w stronę Słońca, bo pożytku z niego nie będzie. Argh.
czując wielką miłość do wszystkich stworzeń, które widział w wyobraźni
To dobrze, ale chyba dałoby się ładniej wyrazić. Hmmmm.
zaśmiała się, promieniejąc uśmiechem
Nie za dużo grzybów w tym barszczu?
z którego miała się wziąć piękność przyrody
Hmmm.
Chcesz oceniać nasze życie? Mówić, że jest dobre lub złe? A mnie się zdaje, że życie, to po prostu… życie.
Innymi słowy: a ja mam wszystko w nosie :P Albo panteizm. No, zobaczymy, jak to rozwiniesz…
błyskiem w oczach kolorów wszystkich kwiatów, które kiedykolwiek miały powstać.
Hmmm. Ale to oczy miały kolor, czy błysk?
Przeciwieństwo zniewolenia.
… błędne koło definicyjne :D
Moje dzieci nie będą znać ani zniewolenia, ani wolnej woli. Ich natura o wszystkim zdecyduje
W sumie ma rację :D Ale co to za życie? XD Nierozumne takie :)
to nie miał wątpliwości, że wspólnie stworzą najpiękniejsze życie
A jest jakieś inne? XD W łacinie, a czasem i w angielskim, używa się stopnia najwyższego w znaczeniu "po prostu bardzo", niekoniecznie porównawczo. Ale w polskim nie.
zstąpiły także datelvy
Dokąd zstąpiły?
Były to nieśmiertelne istoty pochodzące ze świata natury, a jednak w pełni żywe, odczuwające emocje i myślące.
Pochodzące ze świata natury – a jednak w pełni żywe? Owszem, nie cała przyroda jest ożywiona, ale przeciwstawianie naturalności życiu wypada ciut dziwnie.
Matka osobiście i zgodnie z własnym przekonaniem wyodrębniła każdą datelv z określonej części przyrody, zatem lipę, sekwoję, dąb, klon i wiele innych drzew, borówkę, paproć, trawę, bluszcz, ale też i bursztyn, wszelkie rzeki, a nawet pagórki.
Hmmmmmmm… znaczy, mówisz o uniwersaliach? Czy o quidditas, bo na to by wskazywały konkretne rzeki i pagórki? I co to znaczy "wyodrębniła"?
Następnie przebudzili się mirtisi, stworzeni z gwiezdnego pyłu i nasion buku.
Z czegoś można wytworzyć albo zrobić, ale dobra, mitologia zna przypadki stwarzania z czegoś :)
Był to lud zakochany we wszystkim, co piękne w stworzeniach Matki, ale jednak w pełni odrębny od jej świata.
Niepokoi mnie idea, że bycie zakochanym wyklucza się z odrębnością…
Pamięć o stworzeniu świata wciąż w nim trwała, ale coraz bardziej zacierała ją mgła wolnej woli tchniętej w jego lud.
Hmmm? Dlaczego mgła? W jaki sposób wolność woli wyklucza się z pamięcią? Czy to nie raczej czas zaciera wspomnienie? Czas i brak pielęgnacji, odświeżania?
Myślał zatem o sobie przede wszystkim jako samodzielnym mężczyźnie z misją uczynienia świata lepszym i pielęgnowania w nim harmonii.
Hmmmmmmm. Dobra, wiesz, tylko wolność woli jest jednym aspektem, a przekonania drugim. A samowola trzecim. Możliwe, że nie da się w ogóle myśleć bez wolnej woli (trudno orzec)… tak czy owak, może to jeszcze będzie, może nie, ale na razie gubisz ważną kwestię – co to znaczy "lepszy"? Co to jest "harmonia"? Odnosisz się do jakichś norm, no, nie? Czy te normy można oskarżać o rozkurz, który, jak przewiduję, zaraz w raju nastanie? Czy może jednak tych, którzy mają co do nich fałszywe przekonania i nie chcą uznać, że może się mylą? Bo – i o tym się coraz częściej zapomina – nasze percepcje NIE SĄ tym, co przedstawiają. Właśnie wczoraj przeczytałam całkiem niezłe opowiadanko, pierwsze z tej antologii https://www.penguin.co.uk/books/477929/golden-age-detective-stories-by-penzler-otto/9781804999431 ("The Enemy") – może poszukaj, bo to właśnie o tym.
Wśród mirtisów, miłujących wszelką przyrodę, wyróżniała go niezwykła energia do działania.
Hmmm. "Energia" to możność działania. Ale w ogóle trochę to zdanie…
Jakby sam Baer ze swym entuzjazmem tchnął w niego szczególną moc.
enthousiazein "be inspired or possessed by a god, be rapt, be in ecstasy," from entheos "divinely inspired, possessed by a god," from en "in" (see en– (2)) + theos "god" (from PIE root *dhes-, forming words for religious concepts)
Bóstwo nie bardzo może być entuzjastyczne, bo samo siebie nie natycha (a jeśli jest natychane, to… eeee… będą nowe bóstwa?) – entuzjastyczny jest wyznawca.
Szybko okazało się, że zadanie to jest o tyle wdzięczne, że pozwala łączyć przyjemne z pożytecznym. Troska o naturę wymagała wysiłku, ale pozwoliła zakwitnąć niezwykłej przyjaźni dwójki pasjonatów wszelkiego życia.
Troszkę ględzisz. Swoją drogą, smutne, że takie rzeczy trzeba ludziom tłumaczyć…
Jeszcze jako kilkunastoletni chłopiec, Helsten
Jesteś pewien tego przecinka?
Ona, wyrozumiała, mądra, ciepła, zżyta z naturą i rozumiejąca ją bez choćby szelestu
Szelestu? "Wyrozumiała" jest bardzo blisko "rozumiejącej", nie tylko fonetycznie.
biegając po ogromnych lasach, którymi Matka zasłała świat
Zasłała? Jak kocykiem?
Rozmawiali ze zwierzętami i roślinami, pomagając im z problemami.
Raz: po co, skoro zwierzęta i rośliny nie mają wolnej woli i nie mogą zdecydować, co zrobią? Dwa: uwaga na imiesłowy. I jest rym. Można komuś pomagać w kłopotach, na przykład.
zaś w miejscach, w których był tego przesyt, równoważyli nadmiar
A może po prostu zabierali? Przesyt ma ktoś, a nie miejsce, więc może tak: zaś tam, gdzie był nadmiar, zabierali go?
Ich codzienny wysiłek, choć daleki od heroicznych czynów, pozwalał kiełkować, dorastać i rozkwitać wielu istnieniom.
Tu wstawić marudzenie o priorytetach i niedocenianiu uczciwej pracy :) Hmmm. Jak to uładzić…
powiedział jej pewnego dnia
Może lepiej: powiedział kiedyś.
patrzyli na odległe w górze korony drzew
Hmmmmmmm… szyk piosenki…
– zachwycił się.
Zbędne, widać z samej wypowiedzi.
Gdy rzucił jej spojrzenie, był w stanie zauważyć zarówno postać, jak i to co znajdowało się za nią
? Rzucanie spojrzenia jest raczej porozumiewawcze, a tu chodzi o to, że jej się przyglądał (i widział to, co było za nią). Całość dosyć angielska, może lepiej: Gdy na nią patrzył, widział zarówno postać, jak i to, co znajdowało się za nią?
Wydawała się czasami przeźroczysta, a jednak, gdy złapał ją za dłoń, nie miał wątpliwości, że jest prawdziwa.
W poprzednim zdaniu powiedziałeś, że panna jest przezroczysta, jak szklana. Może: Czasem zdawała się zupełnie przezroczysta, ale trzymał ją za rękę, nie wątpił, że istnieje.
Radość, zamiast słowami, pokazywała rozchylaniem się szeroko dzwonkowych, białych kwiatów, które wieńczyły zielonkawe łodyżki, wyrastające z jej głowy zamiast włosów
Radość okazywała rozchylaniem białych kielichów kwiatów, wieńczących zielonkawe łodyżki, które wyrastały jej z głowy zamiast włosów.
W przypływie wesołości, rozkwitały w jednej chwili
Tu bez przecinka.
Gdyby wszystko było wspaniałe, to nie musielibyśmy nic robić – odparła pouczająco.
Hmmm, czy odparła. Pouczyła go?
Harmonia to najpiękniejsza i najbardziej dobra rzecz tego świata
Najlepsza. I znowu grozi nam błędne koło w definicji, bo co to jest piękno? ;)
Helsten nie zawsze uważnie słuchał, gdy mówiła poważniej. Zamiast tego wolał z zachwytem patrzeć na korony potężnych drzew, gdzieś bardzo wysoko.
Hmmm. Jest rym, to na pewno. "Zamiast tego" już się zawiera w "wolał", więc można wyciąć.
– A myślałam, że to poziomki są najlepsze na świecie – rzuciła ironicznie Bielka.
I czego ona złości się, a? :)
Helsten bez trudu podchwycił żart.
A dlaczego miałoby mu to sprawić trud?
nie wybrzmiewał wyraźnie od niej
Nie dochodził.
– Zawsze tyle mówisz o śnie – stwierdził Helsten.
Lepiej: zauważył.
W taki sposób zachowywali równowagę w swoich działaniach.
Hmmm. Troszkę łopata.
oraz by ich czyny prawdziwie służyły naturze
Hmmm.
pierwszych najwspanialszych wędrowców
Pierwszych z wielu kolejnych par najwspanialszych? Czy… co?
W pobliżu znajduje się nowy jaskółczy zagajnik.
"Znajduje się" to trochę zbyt urzędowe wyrażenie, jak na baśń.
kilka legowisk
? Lęgowisk?
Widział, że jej kwiaty przymknęły się, jakby odrzucały jego propozycję.
Hmm. Widział, że jej kwiaty przymykają się, jakby odrzucały jego propozycję. Ale i tak – hmm.
– Powinny raczej same o siebie zadbać – stwierdziła krótko Bielka.
Orzekła, tu mowa nie o fakcie sensu stricte, tylko o opinii.
Fakt, że widział zarówno jej twarz, jak i gałąź za nią, był nieco rozpraszający, ale przyzwyczaił się do tego
Zgrabniej byłoby np.: Rozpraszało go nieco, że widzi jednocześnie jej twarz i gałąź za nią, ale przyzwyczaił się do tego.
Niektórzy, nawet inne datelvy, przezywali ją “duchem” i zachowywali dystans, bo i nie miała najbardziej towarzyskiego usposobienia
Angielska składnia, poza tym myślałam, że wszystkie datelvy są takie przejrzyste? Niektórzy, nawet inne datelvy, przezywali ją “duchem” i zachowywali dystans, bo i usposobienie miała niezbyt towarzyskie.
To jest równowaga – stwierdził pewnie.
To jest równowaga – orzekł bez wahania.
wspomniała, uśmiechając się Bielka
Albo: wspomniała, uśmiechając się, Bielka; albo (lepiej): wspomniała z uśmiechem Bielka.
jej ciało stawało się bardziej wyraźne, jakby emocja przywiązywała ulotną postać do tego świata
Wyraźniejsze. Sama przezroczystość nie oznacza, że jest ulotna…
Jeśli byłbyś rzeką, to nie czułbyś zachwytu, gdy jakiś mirtis z kijem i nielubiana datelva nagle zmienili twój bieg.
Naturalniej: Gdybyś był rzeką, też nie byłbyś zachwycony, gdyby jakiś mirtis z kijem i nielubiana datelva nagle zmienili twój bieg.
Bielka szybko potrafiła z rozbawionej stać się poważną.
Szybkość odnosi się do stania, nie do potrafienia: Bielka z rozbawionej szybko potrafiła stać się poważną.
– Fluia jest datelvą, nie rzeką – odparł z łobuzerskim uśmiechem.
Hmmmmm. Bóstwa przyrody, hmmm.
Bielka nie była odporna na jego droczenie.
Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.
Wzburzona, przeczesała dłonią włosy, wyciągając z nich jeden dzwonkowy kwiat.
Jednocześnie?
niebieskiej, gęstej cieczy
Lepiej: gęstej niebieskiej cieczy.
Helsten tak dobrze ją znał, że czasem zapominał o tych różnicach anatomicznych.
? W jaki sposób kapanie czymś niebieskim jest różnicą anatomiczną? Fizjologiczną, może, powiązaną z anatomicznymi, ale samo w sobie?
Przeganiali się wokół drzew, popychając i krzycząc wesoło.
Ganiali się wokół drzew.
– Dobrze, już dobrze – odparła Bielka
No, nie odparła, bo tu nie było ataku.
Sen jest najpiękniejszym z ogrodów.
Czym jeszcze jest sen? XD
Najbliższe kilka dni
Przez najbliższe kilka dni.
Zasadzili kilka niewielkich drzewek, w których ptaki mogły uwić sobie gniazdka.
Na których. Ale jaskółki bardziej na skałach i skarpach.
Dolne partie, mimo niezgody datelvy, opletli kolczastym bluszczem
Choć datelva nie chciała się na to zgodzić, opletli dolne partie kolczastym bluszczem. Od kiedy bluszcz jest kolczasty?
drapieżniki miały utrudniony dostęp do legowisk
Czyli jednak legowisk? Hmm? Niebaśniowo to brzmi.
rozmawiała z nimi językiem nieznanym
W języku.
Zawsze potrafili w taki sposób łączyć siły z przyrodą.
… czy oni sami nie są siłami przyrody? Nawet jeśli nie, to zdanie jakby mało wnosi.
strumień, by zalał je swoją wodą
Chyba raczej: by wlał w nie swoje wody.
Efekt prac był urokliwy, a satysfakcję przynosiło im wesołe świergotanie jaskółek
Pracom? Z budowy zdania wynika, że nic innego nie przynosiło im satysfakcji. Ten "urokliwy efekt" wygląda dziwnie, ni to baśniowo, ni to urzędowo.
z aprobatą komentowały śpiewem wysiłek
Hmm.
Po wykopach, wykończony fizyczną pracą Helsten padł jak zabity
Po wykopach, wykończony fizyczną pracą, Helsten padł jak zabity. Albo bez przecinków.
na ciernie z bluszczu
Ciernie bluszczu. One nie są zrobione z bluszczu.
Przerażający śpiew umierających jaskółek
Dwa "ące".
Dysząc ciężko próbował się uspokoić
Dysząc ciężko, próbował się uspokoić; albo: Zdyszany, próbował się uspokoić.
ale o dziwo nie było jej w pobliżu
Ale, o dziwo, nie było jej w pobliżu.
W miejscu, w którym spała, została tylko nienaturalnie czerwona plama. Upewnił się dwa razy, że nie przeoczył jej zwiewnego ciała
Ła, ła, ła…
wstając, udał się w jedyne miejsce, które mogło ukoić nerwy
Anglicyzm: wstawszy, udał się w jedyne miejsce, gdzie mógł ukoić nerwy.
W nocy królowały drapieżniki i łowcy, których oczy czasami błyskały w oddali.
Hmm.
To także były stworzenia Matki i Helsten w pełni je szanował, jednak nie potrafił odczuwać spokoju wobec ich dzikości i brutalności.
Mało naturalne. O niepodleganiu przez naturę ludzkiemu porządkowi moralnemu pogadamy później.
nawet jeśli tak wyglądał naturalny porządek
Angielskawe.
Wyczuła to szybciej
Wyczuła to wcześniej; albo: Wyczuła to pierwsza.
Może to nic poważnego” próbował ułożyć i uspokoić myśli
To nie jest czasownik odnoszący się do treści myśli, więc raczej: Może to nic poważnego.” Próbował ułożyć i uspokoić myśli.
Jakże teraz potrzebował rozsądku przyjaciółki.
Jak bardzo teraz potrzebował rozsądku przyjaciółki!
Ona zawsze znajdowała najlepsze rozwiązania.
Hmm.
Myśl o Bielce pozwoliła mu odnaleźć resztki spokoju.
Patos.
Próbował także magią nawiązać więź z otaczającymi go paprociami i drzewami, tak by przekazały mu wieści o przyjaciółce. Natura tym razem nie odpowiadała.
A może tak: Próbował magią nawiązać więź z paprociami i drzewami wokół, by przekazały mu wieści o przyjaciółce, lecz natura tym razem nie odpowiadała.
„Nawet jeśli jest problem, to razem go rozwiążemy” stwierdził, wbrew obawom.
„Nawet, jeśli jest problem, to razem go rozwiążemy” postanowił wbrew obawom. (Argh, ten "problem" taki niebaśniowy…)
kwietny zapach zmieszał się z ciężkim odorem nieświeżej krwi
Czy tam ciężkim, rybnym bardziej. Kwestia składu białek. Zapach kwiatów (nie każda przydawka musi być przymiotnikiem).
Jego oczom ukazała się przerażająca scena, dokładnie jak ze snu. Stanął, zamarły, nie mogąc uwierzyć w dramat, który widział. Przeżył kilkaset lat, a nigdy nie obserwował czegoś tak okropnego.
Trzy zdania mówiące to samo. I mocno patetycznie. I ile on ma w końcu lat?
Ciężka krew zabitych ptaków kapała na ziemię, w rytm żałosnego śpiewu ostatnich umierających
Zbędny przecinek.
Po chwili dopiero zdał sobie sprawę
Nienaturalny szyk: Dopiero po chwili zdał sobie sprawę.
niepokojąca, karminowa poświata, nienaturalna, jak na środek nocy
Centrum mglistego światła niewyraźnie majaczyło w powietrzu
Majaczenie z definicji jest niewyraźne, i – centrum światła?
Nic więcej Helsten nie zobaczył i nie pamiętał.
Aspekty powinny się zgadzać: nie zapamiętał.
Obudził się rano, z przytłaczającym przerażeniem.
? Obudził się rano, przytłoczony strachem?
Chciał wstać i biec do zagajnika, krzycząc do wszystkich, którzy mogli go słyszeć.
Hmmm. A jak to się ma do przytłoczenia?
Wierzył jednak, że to wszystko był tylko zły sen.
Nie trzymasz tonu: Wierzył jednak, że to wszystko było tylko złym snem.
Dłonie zatrzęsły się mu z emocji.
Tak nagle?
Dokąd się dziś udamy? – powitała go przyjaźnie.
Bardzo formalnie, jak na przyjazne powitanie.
Brzmienie jej spokojnego głosu zadziałało na niego kojąco.
Też formalnie. Nie wiem, w jaki ton celujesz – treść jest baśniowo-mityczna, ale dobór słów i konstrukcji lata od Sasa do Lasa.
– Zatem to był sen… – westchnął pod nosem z ulgą. – Musiał to być sen…
Ot, choćby tutaj – formalne "zatem" i bardzo książkowy ton wypowiedzi, a pośrodku kolokwializm i złamany idiom (czy można "westchnąć pod nosem"?)
kwiaty rozkwitły jeszcze bardziej, przekształcając się w szerokie, białe dzwony z czerwonymi pręcikami
Przez ten rozkwit wydawała się dużo bardziej rzeczywista niż przeważnie.
Hmm.
uspokoiła Bielka, siadając przy nim i łapiąc go za dłoń
Powtarza się konstrukcja zdania.
Piękno po prostu jest i nie przejmuje się tym, co dobre lub złe.
A tutaj nie każdy filozof się zgodzi :P Poza tym – czy natura się przejmuje własnym pięknem?
Bielka chwilę milczała, a Helsten wyczuł jej niepokój, który zapewne przeszedł z niego.
Bielka przez chwilę milczała, a Helsten wyczuł niepokój, którym pewnie ją zaraził.
Nie skończył, bowiem w trakcie mówienia, z jednego z kwiatów wieńczącego fryzurę Bielki zaczęła kapać czerwona ciecz.
Przedłużasz i wszystkie kwiaty wieńczyły, a nie jeden: Nie skończył, bo z jednego z kwiatów wieńczących fryzurę Bielki zaczęła kapać czerwona ciecz.
Stała się też prawie w ogóle nieprzeźroczysta, jakby to czyniło ją bardziej związaną ze światem.
Hmm. Dlaczego spływanie krwi ma być przyczyną powiązania ze światem? Może mają wspólną przyczynę.
wyrywając swoją dłoń z jej uścisku
Zbędny zaimek.
chyba nigdy nie słyszał jej tak błagalnej
Błagającej. "Błagalny" jest wyraz prośby, ale nie jej nadawca.
To, co mówiłaś, nie wyjaśnia tego okropieństwa. To było złe. Bardzo złe. Nic tego nie wyjaśnia
Problem nie polega na tym, że panna Dziędzierzawa zrobiła coś, co leży w jej naturze (a leży? Ona jest trująca i halucynogenna, ale nie rozszarpuje na strzępy, bo jest rośliną). Problem polega na tym, że a) ta natura (a przynajmniej ten jej aspekt) była dotąd ukryta przed Helstenem (i czytelnikiem), i to ukrywana raczej czynnie, skoro i) inni jej nie lubią – zapewne mają po temu jakieś racje, ii) Helsten nie miał żadnego powodu tego podejrzewać, więc facet słusznie może się poczuć oszukany – bo miałby, gdyby przy nim też zachowywała się "zgodnie ze swoją naturą", oraz b) że w przeciwieństwie do większości żyjątek, nasi bohaterowie są istotami rozumnymi. A skoro są istotami rozumnymi, to mają dostęp do wartości, no i wolną wolę, możliwość decyzji, które podlegają ocenie. Świat przyrody nie podlega ocenie w tym aspekcie, ponieważ nie decyduje o niczym.
A Twoja bohaterka wychodzi, przykro mi bardzo, na Jokera – bo ona może decydować i zdecydowała, że zrobi to, na co akurat ma ochotę, niezależnie, jak bardzo to jest głupie (bo raz, popsuła własną i kolegi pracę, na której mu zależało, dwa, alienuje tym kolegę). A wyznawanie nihilizmu nie oznacza, że się nie podlega ocenie moralnej, tylko że się udaje. Sorry. Zajrzyj tu: http://www.scandalon.co.uk/philosophy/cosmological_radio.htm
Jakże pragnął zamknąć oczy i otworzyć je na nowo, bez tego okropnego widoku. By ujrzeć swoją przyjaciółkę.
Jakże pragnął zamknąć oczy i otworzywszy je na nowo, zamiast tego okropnego widoku ujrzeć przyjaciółkę.
Krew szybko przerodziła się w płytką kałużę wokół jej stóp.
Krew szybko zebrała się w płytką kałużę wokół jej stóp.
Taka jest moja natura. Ani dobra, ani zła. Taka po prostu jestem. Stramonią, Bielką. Kwiatem.
Ano, właśnie. Kula w płot. Kwiaty nie decydują. Nie podlegają ocenie moralnej, tak, ale dlatego, że nie decydują. Baobaby też nie są złe moralnie ani ontycznie, estetycznie też są raczej ładne – mogą rozsadzić planetę Małego Księcia, więc z jego punktu widzenia są szkodliwe, ale raz, tylko instrumentalnie (gdyby Książę nie potrzebował tej planety, nie musiałby się za bardzo przejmować baobabami) i dwa, nie przylatują i nie kiełkują ze złośliwości. Gdyby ziarno baobabu mogło samo zdecydować, że zakiełkuje właśnie w takim miejscu, gdzie komuś zaszkodzi, a nie tam, gdzie będzie potrzebne i cenione (w niektórych krajach afrykańskich baobab jest traktowany jako cenna nieruchomość), to wtedy – i tylko wtedy – można by je oceniać jako złe moralnie. Ale rozumność nie leży w naturze baobabu. Spytasz, co w takim razie z czynami ludzi dokonanymi pod wpływem samych emocji. Odpowiem, że a) mogli się opanować i b) rozumność nie dodaje się do zwierzęcej natury, tylko ją przekształca – wszystko, co robimy, powinno być przesiąknięte naszą rozumnością. A nie jest dlatego, że nam się nie chce tej rozumności ćwiczyć albo czynnie tego odmawiamy – a to już jest rozumowa (choć głupia) decyzja i jako taka podlega ocenie.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Prawie się udało ><
Helsten zacisnął pięść i wargi w gniewie.
Zeugma.
odwrócił się, odchodząc szybkim krokiem
Naraz? Odwróciwszy się, odszedł spiesznie.
powiedziała drapieżnym głosem, czując wibrującą w sobie dzikość
…? Poza pewną dozą melodramatu, to wskazuje raczej na skierowanie ku niezbyt, mm, dodatnim wartościom. Czynne. Ona chce być taka. Istota rozumna może nie chcieć pewnych aspektów swojej konstytucji (bo nie natury, to co innego) i starać się je w sobie zwalczać, ale ona wyraźnie chce być taka, jaka jest – i aprobowana za to. Co też jest istotnym problemem naszych czasów.
Poza czasem i przestrzenią, Matka Natura zajęta była doglądaniem nowego gatunku drzew, gdy poczuła na sobie przeszywający wszystko wzrok Baera.
Czy poza czasem i przestrzenią jest jakieś "gdy"? (Dopiero zauważyłam, że facet nazywa się "rolnik". Albo jakoś podobnie. Po niemiecku. Hę.)
Dobro i zło to twój wymysł. Umówiliśmy się na początku, że ja tego nie robię. Natura to harmonia. Harmonia to przeciwieństwa – rzuciła w przestrzeń, z której wyłonił się jej współtowarzysz w stworzeniu.
Uhm, a dotrzymywaniu umów jest dobre czy złe? ^^ A ta parka jest materialna czy nie? :D (wiem, wiem, w mitologiach ciągle tak jest, bo niematerialne wściekle trudno sobie wyobrazić).
A jednak, ja pozwoliłem ci ingerować w mirtisów.
Zbędny przecinek. "Ingerować"?
Dzięki temu miłują i rozumieją przyrodę, a ich wolna wola nigdy nie obróci się przeciw naturze
Hmmm? Czy można kochać – bez wolnej woli? Bez uznania wartości czegoś? Czy wola jest wolna, jeśli nie może się zwrócić w jakąś stronę?
któremu daleko było do wyrzutów
Hmm.
zostawiając zalesianie świata na później. W końcu tutaj czas i tak nie istniał
Właśnie…
Nie stworzyliśmy dobrego świata. Stworzyliśmy świat harmonijny i naturalny. Choćbyś i wymyślił dobro i zło, nie możesz z ich pomocą oceniać mojego stworzenia.
A co to znaczy "dobrego"? Czy harmonia nie jest dobra? Co dokładnie rozumiesz przez dobro, cny i luby autorze? I dlaczego coś "wymyślonego"? (W pewnym sensie można tak powiedzieć, choć trochę to naciągane, ale chodzi mi właśnie o to, co to za sens). Bo harmonia też nie jest niczym materialnym, nieprawdaż? Kartezjusz pewnie nieźle by się zdziwił, gdyby wiedział, że jego ostry podział między duchem a materią spowoduje taki materializm, jaki teraz przenika naszą kulturę…
Hmmm. Chyba starałeś się napisać baśń. I chyba, niestety, Ci nie wyszło. Najbardziej rzucającą się w oczy przyczyną tego stanu rzeczy jest bardzo chwiejny rejestr: to używasz słów i zwrotów baśniowych, to wręcz urzędowych, a nie mamy tu do czynienia z parodią, więc to zgrzyta. Ponadto rzecz jest nieco mniej głęboka, niż Ci się zdaje :) jako się marudziło wyżej. Niestety, sęk w tym, że natura nie dlatego nie podlega ocenie moralnej, że moralność jest czymś "zmyślonym" (choć, gwoli uczciwości, istnieją w etyce liczne, choć nie śliczne, kierunki irrealistyczne ;D), tylko dlatego, że natura nie podejmuje decyzji, więc nie ma w jej przypadku czego oceniać.
A że zwierzątka i roślinki robią rzeczy, które, gdyby czynił je człowiek, byłyby niemoralne? Cóż. One nie są człowiekami. Moralność ma związek z naturą człowieka (a nie roślin) – z tym, jaki człowiek powinien być. W czasach przedkartezjańskich pierwszym pytaniem etyki nie było "jak nie deptać innym po nogach?", tylko "jak żyć, żeby osiągnąć pełnię człowieczeństwa i szczęście?".
I może warto do tego wrócić.
(Są takie kierunki). Bo etyka "niesamolubstwa" doprowadziła w efekcie do samolubstwa wręcz przeraźliwego, jak hedonizm doprowadza do fali samobójstw (i w Grecji też doprowadził, zob. szkoła cyrenajska).
Po dygresji. Zasadniczą cechą baśni jest mocny porządek moralny, o którym u Ciebie nie może być mowy – a może może? Trudno powiedzieć. Z jednej strony oceniasz tu samo ocenianie (i oceniasz je ujemnie), co samo się podważa. Z drugiej – nie zauważasz, że ocenianie wymaga standardów (jakby Ci się to kołacze, ale bardziej to, że standardy mogą być różne dla różnych bytów, a to rzecz pochodna). Z trzeciej strony – bohaterowie niewątpliwie są osobami i czytelnik ocenia ich jako osoby, czyli na gruncie moralnym, a na gruncie moralnym Bielka postępuje źle. Z czwartej strony, ta krew, to czerwone światło i reszta rekwizytów jest bardzo melodramatyczna. Jasne, ludzie, którzy znają się na baśniach lepiej ode mnie zapewniają, że jest w nich sporo pierwszej wody horroru, ale tu jakoś mnie ten horror nie przekonał. Bohaterowi jako takiemu w sumie nie grozi nic – poza zniszczeniem czegoś, co wprawdzie ceni, ale jakoś tak płytko. I mam tu na myśli nie tylko ptaszki (co właściwie Bielka zyskuje na ich wybiciu? niby nabiera realności, ale w sumie dlaczego? jeśli dlatego, że popełniła zło, to nie jest obojętna moralnie – jest zła! pomijając ontyczne implikacje takiego rozwiązania). Jego przyjaźń z Bielką jest dość płytka – przecież on jej wcale nie zna.
I tak to jest, kiedy uruchomisz filozofa XD
Fajnie pokazałeś, że natura ma dwie twarze.
Dalszy ciąg uruchamiania filozofa… XD Nie ma. Natura jak najbardziej prezentuje nam wartości estetyczne, utylitarne, ontyczne… pewnie jakieś inne też. Ale wartości moralnych nie, patrz wyżej. Bajka zwierzęca opiera się na abstrakcji – zwierzęta stanowią w niej symbole pewnych ludzkich postaw – i w sumie nie ma z przyrodą nic wspólnego.
zakończenie zwiastuje same nieszczęścia – przyszłe wojny i nienawiść stworzeń
Zaraz, nienawiść. Może mnie wkurzać komar, mucha, ziemiórka albo chwast, ale nie przesadzajmy z tą nienawiścią :D Niech sobie żyją, byle z daleka ode mnie.
Fajne, klasyczne high fantasy.
Mmm, bardziej mythopoeia. Latania z mieczami tu nie ma :D
Natura potrafi być okrutna, ale o wynalezienie bezinteresownego zła obwinia się przeważnie ludzi.
Natura nie jest okrutna – okrucieństwo to właśnie zło dla przyjemności. A czy natura ma jakiś interes, hmm. Trwać?
Las w nocy był cichy i nie wydawał się przyjazny. W nocy królowały drapieżniki i łowcy
Teraz pomyślałam, że to trochę dziwne (a przynajmniej niestandardowe dla mitów kreacyjnych), że chłopak jeszcze się nie zetknął ze złem, a już się boi. Hmm. W zasadzie mit też ma mocny porządek moralny, a mit kreacyjny, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, wychodzi od sytuacji pierwotnej niewinności, w której nie ma strachu i trzeba go dopiero wyjaśnić. Ot, choćby: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/kipling-druga-ksiega-dzungli.html#s1
jestem święcie przekonany, że Tarnina zna co najmniej dwa fachowe pojęcia na taki zabieg :)
Pudło :D Może Ślimak zna ^^
Wydaje mi się, że jednak podświadomie natura/przyroda zawsze kojarzy się z dobrem etycznym (czymkolwiek by nie było), ot choćby w klasycznym tolkienowskim ujęciu zły, zindustrializowany Mordor vs. dobre, zielone Shire/Lorien/nawet taki Rohan.
Ano, nie. Tolkien po pierwsze pisał w czasach, kiedy technika stała się wyrazem ludzkiej nieetyczności, i ubolewał nad tym (w "O baśniach" trochę o tym pisze). Wcześniej bywało inaczej, zresztą sam Tolkien też był, jak na swoje czasy, chyba w mniejszości. Dodatnie wartościowanie przyrody cechuje romantyzm (chociaż romantycy zwracali uwagę raczej na wzniosłość, niż na bycie ładnym i miłym, które dziś się uważa za dobro). Oświecenie, które próbuje opanować wszystko, traktuje ją najwyżej jako materiał (p. XIX-wieczne SF). Wcześniej widziano w przyrodzie rozmaicie: a to siłę boską (którą trzeba szanować i przebłagać, żeby nam nie zrobiła kuku), a to coś obcego, to znowu stworzenie boże (św. Franciszek), które trzeba szanować. Ale to też jest duuuży temat :)
Bo przecież kwiatek nie robi fotosyntezy dlatego, że jest ona dobra lub zła. On ją robi, bo tak jest stworzony, żeby przeżyć.
Tak, ale z punktu widzenia normy bycia kwiatkiem jest dobra. Już trochę zapomniałam te prace o ucieleśnionym umyśle, które z wielkim mozołem odkrywają na nowo Arystotelesa (i o tym nie wiedzą), ale jeżeli wartością jest przeżycie i bycie tym, czym się jest (spełnianie pewnej normy), to (instrumentalną) wartością będzie też to, co pozwala je osiągnąć. Tylko, że kwiatek o tym nie wie. Nie może się zbuntować przeciwko byciu kwiatkiem. A człowiek może, i wtedy jest zły. Właśnie dostałam własny egzemplarz "Etyki nikomachejskiej", to za jakiś czas mnie spytasz :D
Faktycznie wartkość lub głębia psychologiczna przytępione są nieco konwencją mityczną i swoistą klamrą w tym zakresie.
Tak, mit niekoniecznie się nadaje do przekazywania obserwacji psychologicznych, w każdym razie nie wszystkich.
Ja z moim kwiatkiem od roku prowadzimy grę kto kogo zabije pierwszy i o dziwo jeszcze nie wygrałem :)
XD
Ot przykład świata ciekawego bez istot rozumnych:
Nie dość, że gadają, czyli są rozumne, to jeszcze się ruszają, czyli mogą być nawet żywe XD
niezależnie od wątpliwości natury filozoficznej, czy użytkownik jest gospodarzem pod własnym tekstem
A czemu nie?
Mam wrażenie urwania fabuły.
Trochę tak, chociaż mit już pokazał, co miał pokazać – rozłam.
Bardzo mnie to cieszy, bo był to pewien eksperyment
Oooo?
Jest to sugestia, że ma być DOBRY. Nic bardziej mylnego. Co prawda harmonijny nie do końca oznacza „w równowadze”, no ale, co tam! Niech będzie. Skoro świat musi być harmonijny, to co trzeba stworzyć aby zrównoważyć dobro?
Ależ NIE! XD Dobro i zło nie są substancjami – nie mogą być w równowadze. A jeśliby dobro pojmować jako harmonię (nie musimy, ale niektórzy pojmowali, a i tu była taka sugestia), to nie może to być harmonia między dobrem a złem, bo poszlibyśmy w regressio ad infinitum ^^ Czy piękno i dobro to to samo? Według Tomasza – owszem (piękno, dobro, prawda stanowią raczej sposoby patrzenia na jedną rzecz, niż różne rzeczy). Nie każdy się z tym zgadza. Ale czy równoważenie (?) wartości antywartością da w efekcie harmonię? No, wątpię :D
Z drugiej strony, masz rację – my, istoty żywe/rozumne, możemy to ocenić jako coś złego. I teraz jeszcze to wszystko wymieszać w ożywione aspekty przyrody i robi się zagmatwanie etyczne :)
Tylko dlatego, że porzuciliśmy metafizyczne podstawy etyki ^^
Jest to jakaś równowaga, harmonia, której my, samoświadomi z wolną wolą, nie do końca musimy rozumieć, bo umyka naszym kryteriom.
Yup. Co prawda – jakim kryteriom? XD
Równocześnie metafora, jako środek stylistyczny skierowana jest do czytelnika – ma mu pomóc zrozumieć, ogarnąć, zwłaszcza to, czego nie widział i nie zna.
Otóż to. Byle nie wytrącała z zawieszenia niewiary.
Zatem gratulacje dla sztucznej inteligencji, czy też mojej naturalnej głupoty, która zaprzęgła ją do pracy :)
Świat jest dwubiegunowy, a ich pochodnymi są szarości.
…?
I nie jest to przypadek, bo poznanie ma związek z empirią. Ta zaś kataloguje wszystko pomiędzy plusem i minusem.
W tym sensie, wszystko zostało już poznane. Nawet to, co dopiero odkryjemy.
… wtf XD
Jeśli szukasz inspiracji, odsyłam Cię do Tolkiena i jego Silmarilliona.
Tolkien też nie powstał w Wielkim Wybuchu :P
świat jest taki jak go nazwiemy i na ile go poznaliśmy?
Niekoniecznie. Nasze poznanie nie musi być adekwatne (często nie jest), to raz. Kategoryzacja, którą przyjmujemy, też nie musi być adekwatna do tego, jaki świat jest – może odzwierciedlać głównie nasze zainteresowania (ot, chociażby "warzywa" to kategoria czysto kulinarna, nie botaniczna).
mamy świat bez skategoryzowania ludzkiego, a zatem także i siatki naszej siatki pojęciowej
Nie bardzo, bo raz, pisze człowiek (nawet natchniony – ale jednak człowiek) ze swoim aparatem poznawczym i dwa, dla ludzi, którzy mają coś z tego zrozumieć.
Jednak z tego jak coś ocenimy, nie koniecznie można wnioskować, że coś takie jest, choć fakt – nie ma nikogo innego, kto oceni to odmiennie od nas. Trochę jednak taka Gilotyna Hume’a.
Hmmmmm. Ale bycie takim, jakim się jest, to nie kwestia oceny – tylko faktu. Hume niekoniecznie miał rację (Anscombe uważa go za kompletne zero filozoficzne XD).
Z tym, że ja to może etap przed uczniem i do szyldu mi daleko laugh
Mogę Ci to wypisać na koszulce :D
Przyjmijmy, że nie wszystko musi być złożonym systemem powiązanych pojęć laugh
Świat raczej nim nie jest ^^
Ja to tak nie umiem, żeby było tylko dobrze albo tylko niedobrze, gdybym miał powiedzieć, co cenię w tekstach najbardziej to niejednoznaczność (…).
A gdzie ta niejednoznaczność? XD
Ale teraz to nie będę obiektywy oceniając, bo mnie wczoraj pokrzywy poparzyły :)
Ale dla pokrzyw to dobrze XD
Aż mi się przypomina cytat z „Mistrza i Małgorzaty”:
Nie pamiętam kontekstu, ale – czy cień jest zły? Hmmm :)
lubię, czasami niesłusznie, uczynić tekst pompatycznym, tak aby refleksja sięgała jednak daleko
To nie zawsze pasuje, ale chyba po prostu pisanie wydaje się najlepszym środkiem ekspresji takich przemyśleń :)
Bo jest! :)
Dlatego trzeba pisać tak, jak ma się ochotę i już :)
Kurdebele, dlaczego ja teraz takie pomysły na odpowiadanie roślinne wymyślam :)
Zawsze tak jest XD
Człowiek po prostu lepiej sobie radzi za dnia, ale jeśli żyje zgodnie z naturą, noc nie jest straszna.
No, nie, lepiej sobie radzi za dnia, bo jego głównym zmysłem jest wzrok, niezależnie od stopnia cywilizacji.
Może gdyby mocniej zaakcentować w opowiadaniu, że noc jest rodzajem “tabu” i bohaterka celowo zmusza mirtisa do snu, żeby czegoś nie odkrył, nie odebrałbym tego jako problem.
Hmmmm… może…
Zakończenie wskazuje na pierwszy wariant.
O, to, to właśnie.
Może trafnym porównaniem byłoby takie freudowskie sprowadzenie tego do popędów, które w tym wypadku u datelv są jeszcze mocniejsze, wręcz wyłączające do pewnego stopnia możliwość ich oceny moralnej.
Ha, tylko to by oznaczało, że popędy w ogóle wyłączają jej myślenie – że ona po prostu nie może ich opanować, choćby chciała.
mogą być jednostkami nimfo-elementarnymi z bajek dla dzieci
Wut :D Normalne longaevi, a nie kombinujesz :D
czas to trochę pojęcie względne
Hę? Względne wobec czego? Czy po prostu przyjmujesz czas relacyjny?
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ahhh i tutaj dotarły tarninowe kolce :)
Nie spodziewałem się hiszpańskiej…
Prawie się udało ><
Sprowokowałem aż dwa bloki. Więcej mikrokawalerek dla polskich rodzin będzie!
Nie no, miło, miło, że się Tarnina pofatygowała, choć czasami trudno się tłumaczyć z zeszłorocznych tekstów. To znaczy może łatwo, gdy ktoś powie, “fajne, ale ten jeden dialog mi nie pasuje (…)”, trudniej, gdy ktoś przeanalizuje opko bardziej niż Jury, autor i wszyscy komentujący razem wzięci :)
Ale chylę czoło, że tyle chciało Ci się o takim o tekście napisać.
Nie wiem, czy ten tekst miał być filozoficzny, bo nie roszczę sobie prawa do filozofowania na poziomie zaawansowanym. Co najwyżej luźno się zastanawiam nad życiem i to nie w naszym świecie. I swoją drogą nie wiem, czy chciałbym się zastanawiać dużo bardziej, bo mam wątpliwość, czy ktokolwiek chciałby to czytać XD
Ale no wiem, wiem, wszystko jest filozofią po trochu (no i dlaczego nie ma tu Vactera??).
Do błędów szykow(n)ych się przyznaję, zdarzają się one mimo sczytywania na głos i dobrej woli. Wszechobecny naporze anglicyzmów, dzięki. Nie pozdrawiam (owego naporu [i burzy XD], nie Ciebie, Tarnino)
A Twoja bohaterka wychodzi, przykro mi bardzo, na Jokera – bo ona może decydować i zdecydowała, że zrobi to, na co akurat ma ochotę, niezależnie, jak bardzo to jest głupie (bo raz, popsuła własną i kolegi pracę, na której mu zależało, dwa, alienuje tym kolegę). A wyznawanie nihilizmu nie oznacza, że się nie podlega ocenie moralnej, tylko że się udaje. Sorry. Zajrzyj tu
Niech Ci nie będzie przykro!
Zajrzę :)
Możliwe, że nie da się w ogóle myśleć bez wolnej woli (trudno orzec)…
Nietzsche dostał żółtą kartkę za oskarżenia o brak wolnej woli, więc wolność dyskusji jest mocno ograniczona w tym zakresie :)
Najbardziej rzucającą się w oczy przyczyną tego stanu rzeczy jest bardzo chwiejny rejestr: to używasz słów i zwrotów baśniowych, to wręcz urzędowych, a nie mamy tu do czynienia z parodią, więc to zgrzyta.
A to może i być! Zerknę sobie (choć już zerknęłaś XD) i to przelecę pod tym kątem, bo faktycznie nie miałem generalnego zamiaru poza nieco mitologicznym wydźwiękiem. Tzn. miotanie się między typowym fantasy a baśnią jest możliwe.
Ponadto rzecz jest nieco mniej głęboka, niż Ci się zdaje :) jako się marudziło wyżej. Niestety, sęk w tym, że natura nie dlatego nie podlega ocenie moralnej, że moralność jest czymś "zmyślonym" (choć, gwoli uczciwości, istnieją w etyce liczne, choć nie śliczne, kierunki irrealistyczne ;D), tylko dlatego, że natura nie podejmuje decyzji, więc nie ma w jej przypadku czego oceniać.
Cóż, nie wiem czy wydaje mi się, że jest głęboka. Odkrywać niczego nie zamierzałem. Zresztą, czy przyjmując, że opisujemy świat inny niż nasz, mający istoty inne niż w naszym, a do tego przyjmując, że ocena kryteriami moralnymi jest tylko i właśnie… oceną. To znaczy nie chciałbym, aby z tego tekstu wynikało, że ocena moralna Bielki jest uzasadniona. Ale czy nie zmienia to faktu, że inna istota taką ocenę może wyrazić?
Mi się np. wczoraj kwiatek zupełnie rozsypał, mimo że był ładnie podlewany, miał tyle światła ile trzeba, doniczkę fajną i ziemi dość. I tak o się rozleciał na kawałki (serio, wyglądało jakby ktoś lego rozsypał XD). I sądzę, że kwiatek ten postąpił niegodnie i byłem na niego zły – a że to głupia złość, to osobna kwestia.
Być może (co chyba w pewnym miejscu sugerujesz i to ciekawa myśl) moja złość powinna uderzyć w Boga/Iluvatara/Zeusa czy inną Demeter i im podobnych – bo w moim przekonaniu dziadowsko wymyślili tego kwiatka. Ale chcąc nie chcąc, oceniłem tego kwiatka moralnie negatywnie.
Zapewne popełniłem w tym błąd, bo kwiatek niczemu nie winny i pewnie zawiniła moja pozornie dobra pielęgnacja lub inne okoliczności środowiskowe. Tylko mój gniew, a przez to i ocena, niewiele się tym wczoraj przejmowały.
Bo to zły kwiatek był.
Puenta jest taka, że już jest nowa roślinka i się do mnie uśmiecha :)
Tolkien też nie powstał w Wielkim Wybuchu :P
Ale Sanderson powstał, no nie? Bez przesady, skądś chłop musiał te swoje miliony światów wziąć.
Albo jest zbiorową halucynacją naszych potrzeb prawidłowego światotwórstwa.
Według Tomasza – owszem (piękno, dobro, prawda stanowią raczej sposoby patrzenia na jedną rzecz, niż różne rzeczy)
Wy jesteście z Tomkiem na “ty”? Mocne. Chyba że on z przezorności mówi np. “św. Tarnino” XD
jestem święcie przekonany, że Tarnina zna co najmniej dwa fachowe pojęcia na taki zabieg :)
Pudło :D Może Ślimak zna ^^
Ha, nie tylko Twoje są gify z Monty Pythona!
Nie może się zbuntować przeciwko byciu kwiatkiem. A człowiek może, i wtedy jest zły. Właśnie dostałam własny egzemplarz "Etyki nikomachejskiej", to za jakiś czas mnie spytasz :D
No a jeśli by mógł? Tak w myśl poniższego, czy jeśli kwiatek mógłby stwierdzić: “pieprzę fotosyntezę” (ja wiem, że fantastyka nie uzasadnia wszystkiego, ale trochę uzasadnia, że coś “nie jest tak jak u nas”).
Rozumiem, że to rodzi pytanie o podstawę, tj. czy ten kwiatek dalej jest kwiatkiem, bo jeśli nie jest, to już go możemy moralnie ocenić. No ale właśnie, czy tak niedozwolonym i niemożliwym jest stworzenie istoty pół na pół?
(zobrazowanie graficzne postawy nihilistycznego kwiatka z uniwersum wiewiórek)
Nie wiem, stawiam pytanie, chyba nawet nie krytyczne (może chociaż nie kretyńskie).
A tyle Ci się udało osiągnąć, że uzupełniłem sobie jako tako zaległe od Ciebie poprawki w “O prorokach, pieniądzu i czterdziestu dwóch i pół orkach” na razie na swoim dysku, bo kij wie, co Nowy Portal zrobi z naszymi mądrościami tekstowymi i komentarzowymi XD
Pozdrawiam tarninowe kolce!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Nie spodziewałem się hiszpańskiej…
choć czasami trudno się tłumaczyć z zeszłorocznych tekstów
Lajf iz brutal :D
Nie wiem, czy ten tekst miał być filozoficzny
W tagach ma "filozofia" ^^
I swoją drogą nie wiem, czy chciałbym się zastanawiać dużo bardziej, bo mam wątpliwość, czy ktokolwiek chciałby to czytać XD
Zwykły zastanawiacz? XD
no i dlaczego nie ma tu Vactera??
Możemy odprawić mroczny rytuał przyzwania :D
Niech Ci nie będzie przykro!
Batman czuwa!
Nietzsche dostał żółtą kartkę za oskarżenia o brak wolnej woli, więc wolność dyskusji jest mocno ograniczona w tym zakresie :)
Ba dum dzyń :)
Cóż, nie wiem czy wydaje mi się, że jest głęboka.
Okej, zgaduję :) W końcu nie wiem, co Ci się wydaje ;)
Ale czy nie zmienia to faktu, że inna istota taką ocenę może wyrazić?
I tak o się rozleciał na kawałki (serio, wyglądało jakby ktoś lego rozsypał XD)
… jak to zrobiłeś? Nawet moje się jeszcze nie rozsypały :D
Być może (co chyba w pewnym miejscu sugerujesz i to ciekawa myśl) moja złość powinna uderzyć w Boga/Iluvatara/Zeusa czy inną Demeter i im podobnych – bo w moim przekonaniu dziadowsko wymyślili tego kwiatka. Ale chcąc nie chcąc, oceniłem tego kwiatka moralnie negatywnie.
Hmmmmmmmmmmmmmm. Ciekawe podejście. Ale pomijasz jeden drobiazg – może kwiatek miał jednak niewłaściwe warunki i nie mógł urzeczywistnić swojej entelechii – tylko Ty o tym nie wiedziałeś? A w sumie nawet dwa drobiazgi, bo może mieli jakiś powód, żeby właśnie tak wymyślić kwiatki? :)
Bo to zły kwiatek był.
Ale Sanderson powstał, no nie? Bez przesady, skądś chłop musiał te swoje miliony światów wziąć.
XD Nie bezpośrednio w Wielkim Wybuchu ;)
Albo jest zbiorową halucynacją naszych potrzeb prawidłowego światotwórstwa.
A może? XD
Wy jesteście z Tomkiem na “ty”? Mocne. Chyba że on z przezorności mówi np. “św. Tarnino” XD
XD Żargon ^^
Ha, nie tylko Twoje są gify z Monty Pythona!
Ten jest w ogóle niesamowicie użyteczny ^^
Tak w myśl poniższego, czy jeśli kwiatek mógłby stwierdzić: “pieprzę fotosyntezę” (ja wiem, że fantastyka nie uzasadnia wszystkiego, ale trochę uzasadnia, że coś “nie jest tak jak u nas”).
Kurka, w fantastyce pewnie by mógł! XD Napiszesz? ^^
No ale właśnie, czy tak niedozwolonym i niemożliwym jest stworzenie istoty pół na pół?
Hę, ale kwiatek nie stwarza się sam. I nie modyfikuje po swojemu, bo… nie ma wolnej woli. Czuję potencjał fantastyczny ^^
Nie wiem, stawiam pytanie, chyba nawet nie krytyczne (może chociaż nie kretyńskie).
Pytanie niegłupie, a odpowiedź – hmm. Jeśli kwiatek jest na tyle rozumny, że może robić takie numery, to chyba faktycznie możemy go oceniać pod kątem moralności. Niedobry kwiatek :)
kij wie, co Nowy Portal zrobi z naszymi mądrościami tekstowymi i komentarzowymi XD
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija :D
ETA: Bo zapomniałam. Jeśli Twoje rozczarowanie ma być podstawą oceny kwiatka, to by zakładało, że sensem kwiatka jest dostarczać Ci przyjemności – a to niekoniecznie prawda :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
W tagach ma "filozofia" ^^
Ale musimy rozróżnić ekranu od prawdy czasów, w których żyjemy. Apropos tej post-prawdy, to jest jeszcze prawda marketingu, której objawem są tagi. Na razie uprawiam ją znakomicie, bo raz sprowokowałem Cię “nauką” a teraz “filozofią”.
Zwykły zastanawiacz? XD
A to nie jest gatunek na wyginięciu?
Okej, zgaduję :) W końcu nie wiem, co Ci się wydaje ;)
A to ja mam wiedzieć? Pfff… Jezu jakie to dorosłe życie jest beznadziejne.
… jak to zrobiłeś? Nawet moje się jeszcze nie rozsypały :D
Obstawiam gości. To zawsze jest wina gości.
No i nie zapomnijmy, że to zły kwiatek był.
Hmmmmmmmmmmmmmm. Ciekawe podejście. Ale pomijasz jeden drobiazg – może kwiatek miał jednak niewłaściwe warunki i nie mógł urzeczywistnić swojej entelechii – tylko Ty o tym nie wiedziałeś? A w sumie nawet dwa drobiazgi, bo może mieli jakiś powód, żeby właśnie tak wymyślić kwiatki? :)
Tak, tak. To jest dla mnie jasne. Ale właśnie jako emocjonalny użytkownik tego świata trudno mi to było sobie uzmysłowić w momencie dokonania się rozpadu. Więc wbrew racjonalnemu przełożeniu moich pretensji na okoliczności niewątpliwie obiektywne lub prawdopodobne, zrzucam na biednego kwiatka.
Czy jak kopniesz małym palcem u nogi w szafkę to nie jesteś zła na tę szafkę?
(w sumie to autentycznie ciekawe)
Albo jest zbiorową halucynacją naszych potrzeb prawidłowego światotwórstwa.
A może? XD
No ja nigdy chłopa nie widziałem na żywo i nie dotknąłem(i nie wsadziłem palca w miejsce gwoździ i ręki mojej w jego bok nie włożyłem itp.). Więc być może Sanderson nie istnieje.
Kurka, w fantastyce pewnie by mógł! XD Napiszesz? ^^
W sumie to ciekawy punkt wyjścia do tekstu. Tylko ludzkość by wiele nie pociągnęła, jeśli wszystkie by tak zrobiły. Ale jeden kwiatek, młody aktywista próbujący zmienić system…
Hę, ale kwiatek nie stwarza się sam. I nie modyfikuje po swojemu, bo… nie ma wolnej woli. Czuję potencjał fantastyczny ^^
No właśnie. Sensownym byłoby zdenerwowanie i ocena moralna stworzyciela kwiatka, ale że bywa to trudne, to istoty emocjonalne mogą taką ocenę przekładać na stworzonego a nie stworzyciela.
Pytanie niegłupie, a odpowiedź – hmm. Jeśli kwiatek jest na tyle rozumny, że może robić takie numery, to chyba faktycznie możemy go oceniać pod kątem moralności. Niedobry kwiatek :)
Czyli kwiatek może rozumnie stać się nierozumnym, by uniknąć ocen moralnych swojego postępowania.
ETA: Bo zapomniałam. Jeśli Twoje rozczarowanie ma być podstawą oceny kwiatka, to by zakładało, że sensem kwiatka jest dostarczać Ci przyjemności – a to niekoniecznie prawda :)
Być może nie kwiatka, ale sens jego pojawienia się u mnie na mieszkaniu był taki. Hedonistycznie i egocentrycznie patrząc to w sumie podstawą oceny jest spełnianie przez niego tej funkcji. Inaczej rzecz ujmując: “rozczarował mnie pan, panie kwiatek”.
Chaotycznie, bo coś mnie ten resuscytowany Portal szwankuje.
Jeszcze będziemy mówić, że kiedyś to była stara wersja, teraz to już nie ma wersji…
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Apropos tej post-prawdy, to jest jeszcze prawda marketingu, której objawem są tagi. Na razie uprawiam ją znakomicie, bo raz sprowokowałem Cię “nauką” a teraz “filozofią”.
https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true W tej pracy o piratach jest, że oni specjalnie sygnalizowali, jacy to są straszni, żeby im ludzie dawali fanty :) ale każdy pirat miał własnego Jolly Rogera, żeby gorsi piraci mu nie kradli marki :D super sprawa :D
Jezu jakie to dorosłe życie jest beznadziejne.
Ano, co robić :)
No i nie zapomnijmy, że to zły kwiatek był.
Czy jak kopniesz małym palcem u nogi w szafkę to nie jesteś zła na tę szafkę?
… nie? Najwyżej na własną niezdarność (lub na tego, co tę szafkę w takim głupim miejscu postawił, a mam takiego jednego, wrrr :D, co zastawia na ludzi pułapki).
(w sumie to autentycznie ciekawe)
W sumie tak. Jak wielką paranoję mamy? XD (Paranoję lub animizm XD)
Więc być może Sanderson nie istnieje.
Wykluczyć tego nie można…
Ale jeden kwiatek, młody aktywista próbujący zmienić system…
… może nie w tę stronę, por favor XD
Sensownym byłoby zdenerwowanie i ocena moralna stworzyciela kwiatka, ale że bywa to trudne, to istoty emocjonalne mogą taką ocenę przekładać na stworzonego a nie stworzyciela.
Życie jest trudne, a my nie jesteśmy pępkami świata (wyobrażasz sobie, ile ten świat miałby pępków? Mógłby być złolem w FMA!) :D
Czyli kwiatek może rozumnie stać się nierozumnym, by uniknąć ocen moralnych swojego postępowania.
Najgorsze, że ludzie chyba właśnie w tę stronę dążą…
Inaczej rzecz ujmując: “rozczarował mnie pan, panie kwiatek”.
Otóż to. A czy kwiatek miał wobec Ciebie jakieś obowiązki? :D
Jeszcze będziemy mówić, że kiedyś to była stara wersja, teraz to już nie ma wersji…
Ano…
(Portal – zombie?)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
W tej pracy o piratach jest, że oni specjalnie sygnalizowali, jacy to są straszni, żeby im ludzie dawali fanty :) ale każdy pirat miał własnego Jolly Rogera, żeby gorsi piraci mu nie kradli marki :D super sprawa :D
… nie? Najwyżej na własną niezdarność (lub na tego, co tę szafkę w takim głupim miejscu postawił, a mam takiego jednego, wrrr :D, co zastawia na ludzi pułapki).
Hmmm (ale nie takie twoje “hmmm”) ja to jestem wtedy zły na szafkę. Wybieram rozwiązanie najwzględniejsze, zamiast być złym na siebie. A że to jest głupawe, co poradzę.
W sumie tak. Jak wielką paranoję mamy? XD (Paranoję lub animizm XD)
Wielką.
Wielka Paranoiczka/Wielki Paranoik (gender neutral nazwy stanowisk jak prawo nakazuje XD) brzmi jak dobry tytuł do dbania o mroczną reputację.
Życie jest trudne, a my nie jesteśmy pępkami świata (wyobrażasz sobie, ile ten świat miałby pępków? Mógłby być złolem w FMA!) :D
Hyh :)))) No nie jesteśmy, ale czy większość przedstawicieli naszego gatunku jest tego przez cały czas świadoma? Chyba nie bardzo ;)
Otóż to. A czy kwiatek miał wobec Ciebie jakieś obowiązki? :D
Obiektywnie nie. Skrajnie subiektywnie – być może XD
Ano…
Tzn. ja tu jestem cały czas świeżaczek, ale jak będzie nowy portal to już będę mógł mówić prawie jak weteran (i znów kwestia reputacji!)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
A mi się skojarzyło z Gwiezdnym Pyłem to XD
XD
Hmmm (ale nie takie twoje “hmmm”) ja to jestem wtedy zły na szafkę. Wybieram rozwiązanie najwzględniejsze, zamiast być złym na siebie. A że to jest głupawe, co poradzę.
… ooookeeeej… cenna obserwacja psychologiczna? :)
brzmi jak dobry tytuł do dbania o mroczną reputację
Wut :D
No nie jesteśmy, ale czy większość przedstawicieli naszego gatunku jest tego przez cały czas świadoma? Chyba nie bardzo ;)
Tyż fakt :D
Obiektywnie nie. Skrajnie subiektywnie – być może XD
Gdzie jest umowa kwiatka o pracę? I prowadziłeś mu teczkę pracowniczą? XD
Tzn. ja tu jestem cały czas świeżaczek, ale jak będzie nowy portal to już będę mógł mówić prawie jak weteran (i znów kwestia reputacji!)
… poszukiwanie odpowiedniego gifa ujawniło tylko Taylor Swift hopsasającą po scenie w rajstopach z jedną nogą :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
… ooookeeeej… cenna obserwacja psychologiczna? :)
Wbrew pytajnikowi potraktuję to jako komplement :)
Gdzie jest umowa kwiatka o pracę? I prowadziłeś mu teczkę pracowniczą? XD
Paaaaniii dobra, kwiatek siedzi na B2B. Ale ponoć ma pozwolenie na pracę w Polsce. Choć nikt nie sprawdzał empirycznie.
… poszukiwanie odpowiedniego gifa ujawniło tylko Taylor Swift hopsasającą po scenie w rajstopach z jedną nogą :D
Wolałbym nie być nią chyba… Więc dobrze, że nie jestem :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Wbrew pytajnikowi potraktuję to jako komplement :)
Paaaaniii dobra, kwiatek siedzi na B2B.
Oho, zaraz PIPa przyjdzie :D
Wolałbym nie być nią chyba… Więc dobrze, że nie jestem :)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...