- Opowiadanie: maciekzolnowski - Ten, co nie rzuca cienia

Ten, co nie rzuca cienia

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy IV

Oceny

Ten, co nie rzuca cienia

Działo się to na początku ubiegłego wieku, na Kresach. Babcia opowiadała to zawsze tym samym cichym głosem, jakby bała się, że ktoś podsłucha.

Zima była wtedy szczególnie zła. Dziadek, dotąd mocny jak dąb, zaczął gasnąć przy kominku. Dni całe siedział owinięty kożuchami, grzał sine dłonie i szeptał pacierze – nie wiadomo już, za siebie czy za tych, co zostają.

W izbie pachniało dymem, żywicą i mokrą wełną. Światło wpadało blade, odbite od śniegu, i prawie nie docierało do kątów.

Wtedy zaczął przychodzić.

Codziennie około południa. Czarny surdut, czarne palto, czarne rękawiczki – wszystko jakby wyjęte z trumny, a jednak schludne. Siadał naprzeciw chorego bez słowa. Dostawał miskę barszczu czy kapuśniaku, jadł powoli, bez pośpiechu. Patrzył. Czasem tylko przesuwał krzesło – o centymetr, może dwa – bliżej.

Zegar na ścianie odmierzał. Tik. Tak.

Nikt go nie pytał, kim jest. Nikt nie śmiał powiedzieć: „nie znam cię, idź precz”. W tamtych stronach gość w progu był gościem Bożym, nawet jeśli śmierdział ziemią i lodem.

Czasem, gdy dziadek zasypiał z różańcem w dłoniach, człowiek w czerni unosił głowę i patrzył na babcię – małą wtedy, skuloną przy piecu. Uśmiechał się. Bardzo lekko. Zbyt lekko.

Któregoś dnia oddech dziadka urwał się jak nić. W tej samej chwili tamten skinął głową – raz, spokojnie – wstał, poprawił poły palta i wyszedł w świszczącą biel za progiem. Śnieg nie zaskrzypiał pod jego butami. Śladów nie było.

Od tamtej pory, gdy w domu ktoś zaczynał ciężko chorować, babcia milkła i nasłuchiwała. Czy drzwi zaskrzypią około południa. Czy zegar nie zacznie bić odrobinę wolniej. Czy w progu nie stanie znów ten, który nie rzuca cienia.

Tik. Tak.

I zegar tyka dalej.

Koniec

Komentarze

Cześć

Szort całkiem dobry. Tylko w ogóle nie straszny. W opowiadaniu trudno wystraszyć czytelnika, a co dopiero w szorcie, dlatego i tak wyszło całkiem nieźle. 

Pomysł z gościem jest dobry, i można by go wykorzystać w rozszerzeniu do opowiadania. 

Pozdrawiam

Witaj. :)

Cóż, czas działa na niekorzyść nas wszystkich… ;)

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Czas działa na niekorzyść nas wszystkich.

Bruce, na nas to nie działa, my zawsze jesteśmy uśmiechnięci, piękni i młodzi. Wiem, że to nieprawda, ale mimo wszystko chciałem trochę pozaklinać rzeczywistość słowem pisanym. Pozdrawiam i dziękuję.

Cześć Hesket. 

Dzięki za ciepłe słowa. 

W opowiadaniu trudno wystraszyć czytelnika, a co dopiero w szorcie, dlatego i tak wyszło całkiem nieźle. 

A znasz może creepypastę “Baletnica”. Jest mega straszna i krótka. No tak, ale taką stworzyć nie jest wcale łatwo. Coś o tym wiem niestety. ;)

Powiało tajemnicą, przemknął cień fantastyki… :)

 

czas – ten wiel­ki sztuk­mistrz i bla­garz… → Czy tu aby nie miało być: …czas – ten wiel­ki sztuk­mistrz i bla­gier

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie znam Baletnicy

Maćku, potrafisz zaskoczyć swoją anonimowością. wink

Bruce, na nas to nie działa, my zawsze jesteśmy uśmiechnięci, piękni i młodzi. Wiem, że to nieprawda, ale mimo wszystko chciałem trochę pozaklinać rzeczywistość słowem pisanym. Pozdrawiam i dziękuję.

Na szczęście na tym Portalu możliwe jest wszystko… :)

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Hesket, serdecznie polecam:  youtube.com/watch?v=a4FmKspqPcA  .

Przesłuchałem. No, było dość dziwnie. Trochę roboty robi ta melodyjka. Zielona dłoń? Czegoś nie rozumiem, jak dziewczyna mogła się zatańczyć na śmierć w ciągu jednej nocy, lub wieczoru, bo to chyba nie było sprecyzowane. 

Pomysł jest super, ale jak dla mnie na dłuższy tekst. Albo forma jest nie dla mnie. W ogóle, audio na mnie działa tylko muzyka. Próbowałem słuchać różnych audiobooków, no ale to nie przechodzi w moim przypadku. 

Pozdrawiam

Łeee, znowu nie ma fantastyki.

Babska logika rządzi!

Finkla, fantastyka – masz to jak w banku – pojawi się w moim kolejnym opku. Pozdrawiam. :)

Hesket, trochę mi się – przyznam – nie podoba ta zielona dłoń. Wolałbym, aby była jasna, biała, świetlista. Zieleń zarezerwowana jest dla kosmitów. ;)

Hej,

jeden długi akapit, bardziej jak myśl, opowiastka przy stole, a nie jak opowiadanie. ;) Bałam się, że będzie trudne do odczytania (nie lubię bloków tekstu), ale na szczęście obawy zniknęły w trakcie lektury. 

Samo przyjście Śmierci/Pomocnika Śmierci to temat mocno eksploatowany, więc niczego nowego tutaj nie zobaczyłam. Ale jest nieźle, tik-tak zawsze robi swoje. ;)

 

Pozdrawiam,

Ananke

Jest nieźle, tik-tak zawsze robi swoje.

Dzięki za docenienie tego konkretnego chwytu. Pozdrawiam, Ananake. :)

MZ

 Pomysł przyzwoity. Jeden akapit zamierzony? Fabuły bardzo niewiele, naprawdę szort wśród szortów :)

 

Intencji tych modłów pewno nietrudno jest się domyślić.

Zmiana czasu trochę gryzie.

 

A mianowicie podczas jednej z tych sławetnych bardzo srogich zim, poważnie rozchorował się jej dziadek.

Niepotrzebny przecinek.

Dziękuję, Zygfryd89; przecinek skasowany; szort wśród szortów został podzielony na kilka akapitów i teraz jest lepiej. Pozdrawiam przedstawiciela Loży. :)

Zie­le­ni bym bro­nił – (chyba?) zie­lo­ne są to­piel­ce, a zie­lo­na ręka może być ręką mar­twą. (chyba przez wiel­kie chy, bo nic nie wiem o roz­kła­da­ją­cych się rę­kach, o tekście, który wspominacie, ani nawet o ko­lo­rach).

Kró­lo­wa pod­zie­mi w “Srebr­nym krze­śle” miała suk­nię “zie­lo­ną jak tru­ci­zna”.

 

Fak­tycz­nie, zdjął­bym tu hor­ror i za­mie­nił na re­alizm ma­gicz­ny.

Tekst pięk­ny, uro­kli­wy i strasz­ny jak śpią­cy york.

The KOT

O, to mi się podoba:

Tekst piękny, urokliwy i straszny jak śpiący york.

Dzięki za wizytę tutaj i za pochylenie się nad mą skromną, ale dość – mam nadzieję – klimatyczną jesienną opowiastką. 

Nowa Fantastyka