- Opowiadanie: nartrof - Sześcian

Sześcian

Wybrane słowa: Szmaragd, Zakopane, Asteroida.

 

Proszę o wyrozumiałość jeśli chodzi o umiejętności rysowania. Kiedyś na warsztatach kazano narysować swoją partnerkę. Moja żona, gdy obejrzała moje dzieło wykrzyknęła z wyrzutem “To niby ma pokazywać jak ja wyglądam?!”. Na co ja odpowiedziałem: “Nie, to tylko pokazuje, jak ja maluję”.

 

Natomiast mam nadzieję, że opowiadanie się będzie podobało. Pozdrawiam

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Sześcian

 

Po bitwie

 

MIEJSCE: Mały Obłok Magellana,

Sektor 54x-09-87,

STATEK „Frontiere”

 

CZAS OKRĘTOWY: 00:43

 

 W korytarzu było ciemno, jeśli nie liczyć jednej migającej sufitowej lampy i świateł kilku latarek, wolno przeczesujących przestrzeń w dalszej części pomieszczenia. Z uszkodzonego panelu sterującego drzwiami prowadzącymi do kokpitu sypnął snop iskier, oświetlając na moment dwie sylwetki leżące w progu. W tle buczała odsłonięta pokładowa stacja transformatorowa średniego napięcia. Po chwili ostatnia z działających lamp zamigotała i zgasła. Zapaliło się czerwone oświetlenie awaryjne a wentylatory pożarowe szybko usunęły z korytarza resztki dymu.

 Logan wolno podszedł do postaci skulonych przy wejściu do kokpitu. Jedna z nich leżała nieruchomo w poprzek wejścia. Obok, oparty o ścianę siedział wielki brodacz, Wasyl Gotaczow. Od szyi po kolana był dosłownie zalany krwią. Do piersi tulił coś okrągłego i włochatego, wielkości piłki.

 – Bienitiez strielał – mamrotał mężczyzna tępo patrząc w ścianę. – A ja galawu uriezał. Bienitiez strielał a ja…

 – Wasyl – zwrócił się do niego Logan, przykucając przy brodaczu. – Dlaczego jej uciąłeś łeb? – Głos miał spokojny i opanowany. Jednocześnie ukradkiem przestawił mały ręczny miotacz na ogłuszenie.

 – Wiedmie nada galawu uriezat – odparł tym samym, opętanym głosem Gotaczow. – Bienitiez strielał, a ja galawu uriezał. Wiedmie nada galawu uriezat. Eta moj trofiej. Bienitiez strielał, a ja…

 Dowódca wstał czując, że nie ma miejsca na dyskusję. Podnosząc się, płynnym ruchem ściągnął spust. Brodacz zwiotczał, wypuszczając z rąk ściskany przedmiot. Łeb czarownicy potoczył się po pokładzie i zatrzymał przy butach Logana.

 Mężczyzna patrzył przez chwilę na oblepioną krwią, czarnowłosą głowę. Westchnął ciężko i odwrócił się ku drugiemu mężczyźnie, który siedział w podobnej pozie jak Wasyl, kilka kroków dalej.

 – To był dobry strzał, Benitez – pochwalił żołnierza Logan. – Wyczułeś ją.

 Mężczyzna w odpowiedzi kiwnął głową dysząc ciężko.

 – Będzie ci lepiej oddychać bez hełmu, daj, pomogę ci – rzekła dowódca, sięgając do zatrzasków. – Spokojnie – cofnął szybko ręce – bez nerwów. Możesz w tym siedzieć.

 – To dzięcioły – wyjaśnił poważnym głosem Benitez. – Gdy tylko zdejmę hełm, to któryś podlatuje i pac… dziobie mnie w głowę. Cholernie boli. – Szturmowiec pogładził się ręką po czubku głowy.

 – Dzięcioły?

 – O tam, widzisz? Siedzi jeden i patrzy na mnie. Czeka, aż zdejmę hełm.

 – Zaraz się zajmiemy dzięciołami – zapewnił spokojnie Logan wstając.

 Benitez złapał go za rękę.

 – Luc – zwrócił się konspiracyjnym szeptem do dowódcy. – Potrzebuję neurofixu. Tylko jeden strzał – dodał, odsłaniając umięśnione ramię z tatuażem w kształcie hieny. – Wiem, że masz jeszcze coś w szafce. Odpal, zwrócę ci jak wylądujemy u Teosia.

 Logan wpatrywał się w ciemną szybę szturmowego hełmu. Nie widział oczu rozmówcy, ale domyślił się w ułamku sekundy, co się z nim stało.

 – Za chwilę, Beni – odparł starając się, by jego głos brzmiał jak najbardziej spokojnie i naturalnie. – Stary się tu kręci.

 Benitez pokiwał głową ze zrozumieniem i dysząc oparł się ponownie o ścianę.

 Logan rozejrzał się po szerokim korytarzu prowadzącym na mostek.

 W ścianach, suficie i podłodze znajdowały się liczne dziury oraz wgniecenia od strzałów z miotaczy. Na podłodze walały się poodrywane aluminiowe panele, szkło rozbitych lamp, kawałki przewodów i elektroniki pokładowej oraz resztki zniszczonych botów bojowych. Narożnik łącznika z drugim korytarzem strawił krótki, ale gwałtowny pożar odsłaniając wręgi i podłużnice statku. W dalszej części korytarza krzątała się część załogi i roboty sprzątające, próbując choć trochę uprzątnąć panujący tam bałagan.

 Drzwi prowadzące do sterówki były czarne od sadzy i nosiły ślady licznych strzałów. Dodatkowo, od połowy wysokości, do samego dołu były upstrzone krwią. Tylko swojej pancernej konstrukcji zawdzięczały to, że normalnie funkcjonowały.

 „Vasquez i Markis nie żyją” rozpoczął w myślach podsumowanie kapitan. „Tago nieprzytomny, prawdopodobnie z usmażonym mózgiem. Swieta dostała od Johnsona, a Benitez od Richtera i tylko zbroi szturmowca zawdzięczał to, że żyje. Zresztą, większość otrzymanych przez załogę ran pochodziła od ognia kolegów. To samo można powiedzieć o uszkodzeniach statku. Ale trudno ich za to winić, biorąc pod uwagę okoliczności”.

 Wzrok dowódcy powędrował ku bezgłowemu korpusowi czarownicy.

 „Gotaczow stracił rozum” – kontynuował bilans Logan. „I jeszcze teraz to…”. Rzucił ukradkiem okiem na Beniteza. „Połowa ekipy niezdolna do dalszej walki.”

 Usłyszał za plecami stukot ciężkich, szturmowych butów. W jego stronę szybkim krokiem zmierzał sierżant Kovalsky. Był wysokim mężczyzną, łysiną prawie zawadzał o sufit korytarza. Gdy się zbliżył, dowódca gestem wskazał mu, że chce rozmawiać na osobności.

 – Tago nie żyje – poinformował sierżant, gdy znaleźli się sami.

 Logan skrzywił się z niesmakiem.

 – A co z Johnsonem? – zapytał.

 – Lekko poparzone ręce. Ale poza tym sprawny fizycznie i umysłowo. Reszta powoli dochodzi do siebie. Paramedycy zajęli się nimi.

 – Co w maszynowni?

 – Uszkodzenia są dużo mniejsze niż sądziliśmy. Wiedźma nie znała się na technice tak dobrze, jak na psychice. Johnson twierdzi, że za parę minut wszystko będzie działało.

 – O tyle dobrze – skwitował Logan. – Niech wyśle roboty naprawcze, żeby spojrzały na strukturę statku w narożniku, tam gdzie był ogień.

 – Już mu to powiedziałem. Mają to naprawić maks w ciągu kilku godzin.

 – Świetnie – pochwalił dowódca. – Czy wiedziałeś, że Benitez ćpa? – Zaskoczył sierżanta nagłym pytaniem.

 – Co?! Nie! – zaprotestował Kovalsky. – Skąd wiesz? – wyrwało mu się.

 Dowódca popatrzył na niego przenikliwie. Znali się zbyt długo, by sierżant mógł go okłamać. Zresztą, obaj podzielali ten sam pogląd i wszelkie uzależnienia wśród załogi tępili bez litości, hołdując zasadzie, że w trudnych przeprawach lepiej mieć załogę, która nie ma zmysłów przytępionych używkami. Od tego często zależało ich życie…

 – Benitez jest jeszcze pod wpływem uroku. Pomylił mnie z Lucjuszem i poprosił o działkę.

 – Kur… Dlaczego nie wyszło to w testach?

 – Kto przeprowadza wszystkie testy?

 – Nasz paramedyk.

 – A ostatnio w tej robocie wyręcza go nowy, który się szkoli na paramedyka…

 – Lucj… – Kovalsky urwał, zrozumiawszy o co chodziło kapitanowi. – Chcesz to załatwić tutaj? – spytał po chwili.

 – Nie – zaoponował Logan. – Nie wiadomo kto jeszcze kupuje od niego dragi. Nie chcę dostać strzału w plecy od ćpuna na głodzie. Wolę to załatwić na raty. Odeślę ich do Theo – rzekł po namyśle. – A kiedy znikną, zrobimy rutynowe testy reszty załogi.

 Wezwali Lucjusza.

 – Kapitanie. Sierżancie. – Ratownik skłonił lekko głowę na znak, że oczekuje rozkazów.

 – Gotaczow jest nieprzytomny. Weźcie go z Benitezem do statku wiedźmy. Polecicie natychmiast we trzech do Theodora na Hamartię.

Medykowi nie było w smak zostawiać załogę, zwłaszcza teraz, gdy zrealizowali misję. Ale wiedział też, że nie ma co dyskutować ze starym Loganem. Wysłuchał do końca wskazówek co do wykonania polecenia i po chwili razem z Benitezem dźwigali nieprzytomnego Rosjanina na pokład małego stateczku „Fantasme”.

 – Dawno nie mieliśmy takich strat – stwierdził cicho Kovalsky, gdy ponownie zostali sami. – Przynajmniej nie w jednej potyczce.

 – Dwa dni się ukrywała gdzieś na statku. Poznała nasze słabe strony. Uderzyła tam, gdzie powinna była uderzyć.

 – Mimo wszystko… myślisz, że warto było?

 – Przynieś jej rzeczy.

 Gdy sierżant oddalił się, do kapitana zbliżył się nawigator, młody chłopak.

 – Albert – zwrócił się do niego Logan, nim ten zdążył otworzyć usta. – Dlaczego zwlekałeś z włączeniem się do walki? Mogłeś ostrzelać wiedźmę z mostka.

 Pytanie było zadane ostrym, oskarżającym tonem, ale była w nim też nuta dociekliwości i młody nawigator wyczuł, że jest w nim też furtka, by uniknąć gniewu dowódcy, jeśli tylko będzie szczery.

 – Gdy zobaczyłem pierwsze iluzje – zaczął się tłumaczyć. – I to jak Richter postrzelił Beniteza, zrozumiałem, że prawdopodobnie nie wzięlibyśmy jej w dwa ognie, ale strzelali do siebie nawzajem. Przy okazji uszkodzilibyśmy poważnie mostek. Czekałem więc, aż wiedźma zbliży się do drzwi i uchyliłem je na moment, aby potem ją nimi przytrzasnąć.

 – A to dało szansę nam oddać w końcu celny strzał – dokończył Logan.

 Przez chwilę mierzył nawigatora wzrokiem.

 „Trudno się z nim nie zgodzić” – pomyślał kapitan. „Gdyby w złym momencie uchylił drzwi, mielibyśmy tu rzeczywiście niezłą jatkę”. Nie wyczuł w chłopaku kłamstwa. Kiwnął głową na znak, że przyjmuje tłumaczenie.

 Albert odetchnął z ulgą. Wyrzucono go ze szkoły nawigatorów na ostatnim roku. Dostał wilczy bilet w branży i mógł tylko latać z przemytnikami albo najemnikami. Tak znalazł się na pokładzie „Frontiere”. To była jego pierwsza misja.

 – Chciałem zameldować, że statek jest gotowy do skoku – poinformował.

 – Świetnie, bądź w gotowości. Jak tylko naprawimy główne usterki, będziemy musieli gdzieś czmychnąć.

 

Mapa

 

 Kovalsky przytaszczył jakiś tobołek i usadowił się przy stole w kokpicie.

 – Torba wiedźmy – oznajmił kapitanowi i nawigatorowi wysypując zawartość na blat.

 Kilkadziesiąt drobiazgów rozsypało się na wszystkie strony po równej powierzchni stołu. Szminki i tusze poturlały się najdalej. Lusterko i puzderko zakołatały na środku stołu. Plastry samoprzylepne przykleiły się do buteleczki perfum, a gumka z frotte zakręciła się wokół szczotki do włosów. Pośród bogatej zawartości torebki znalazły się również widelec oraz śrubokręt, ozdobna piersióweczka, pusta, co z przykrością stwierdził sierżant, oraz książeczka do nabożeństwa. Z bajzlu jaki powstał na stole najemnik wyłuskał błyszczący przedmiot.

 – Ciekawe, czy prawdziwe? – zagadnął oglądając przez chwilę zielone kamienie wciśnięte w małą obręcz, po czym podał przedmiot kapitanowi.

 Logan położył go na skanerze i po chwili słuchali raportu komputera:

 – Bransoleta w stylu koliertańskim. Prawdopodobnie z czwartego wieku ery władcy Imperium Koliertu Sapy Temuca. Materiał bransolety – złoto próby dziewięćdziesiąt osiem procent. Średnica: trzy cale, waga: cztery i pół uncji. Kamienie ozdobne: dwa szmaragdy cztery i pół karata, szmaragd siedem karatów…

 – Fiu… – gwizdnął Kovalsky. – Mam nadzieję, że tego nie było w umowie.

 Kapitan uśmiechnął się lekko, bo bransoleta nie była częścią kontraktu. Przedmiot, który mieli odnaleźć był…

 – Tego szukaliśmy? – spytał z niedowierzaniem sierżant, wyciągając z rozgardiaszu panującego na stole niewielki, fioletowy sześcian.

 Logan kiwnął głową a następnie wziął pudełeczko do ręki. Okazało się lekkie i ciepłe w dotyku. Wszystkie ścianki miało idealnie równe, w tym samym błyszczącym odcieniu fioletu. Poza tym, nie było na nim żadnych znaków ani śladów.

 – Co jest w nim takiego specjalnego? – zapytał z niedowierzaniem Kovalsky.

 – Zaraz się przekonamy – odparł kapitan, kładąc przedmiot na skanerze, w miejsce bransolety.

 Minęła dłuższa chwila nim komputer odezwał się.

 – Przedmiot nieznanego pochodzenia. Materiał nieznany. Wiek nieznany. Kształt: sześcian o boku cztery cale, odchyłki wykonania wymiarów liniowych i kątowych niemierzalne przy pomocy dostępnego skanera. Waga dziewięć i trzy czwarte uncji.

 Maszyna zamilkła.

 – Za dużo się nie dowiedzieliśmy – skwitował raport komputera Kovalsky.

 – Dziwne – skomentował kapitan marszcząc czoło.

 Wpatrywał się przez dłuższą chwilę w fioletowy sześcian. Teraz, gdy miał już go w rękach, misja była zakończona. Mimo poważnych i nieprzewidzianych trudności, finalnie zdobyli to, o co prosił klient. Przedmiot jednak niepokoił go i intrygował jednocześnie. Nie wyglądał na kamień szlachetny, ale sprawiał wrażenie niezwykle wartościowego.

 Logan postanowił, że wróci do analizy sześcianu później. Najpierw musiał się uporać z porządkowaniem statku. Zacisnął zęby. Zgarnął sześcian i bransoletę do kieszeni kurtki i… drgnął zaskoczony.

 – Co to?! – wyrwało mu się.

 Przedmiot ożył. Boki sześcianu uniosły się, a na krawędziach rozjarzyło się słabe, niebieskie światło. Na ściankach pojawiły się pojedyncze, lekko błyszczące znaki. Po chwili, obok regularnych znaków, zaczęły pojawiać się i znikać drobne punkty świetlne. Gdzieniegdzie widoczne były małe obszary o jaśniejszym odcieniu fioletu, które następnie szybko znikały, a w ich miejsce pojawiały się kolejne punkty świetlne, czasem złączone w pary, a czasem całe ich grupy, przyjmujące kształt spirali lub spłaszczonego dysku.

 Na koniec na jednej ze ścianek pojawiły się dwa małe, czarne okręgi, wirujące wokół siebie. Koła rozmazywały świecące punkty, a czasem je wciągały do swojego wnętrza. Był też brązowoszary punkcik, który niefrasobliwie przesuwał się między czarnymi okręgami, zachowując równą odległość od każdego z nich.

 – Kapitanie, chyba wiem co to jest – wtrącił się nieśmiało młody nawigator z fotela przy konsoli sterowania. – To koliertańska mapa.

 – Co takiego?

 Albert zbliżył się.

 – Mogę?

 Delikatnie wziął sześcian od Logana. Ostrożnie obracał przedmiot w rękach. Sześcian gasł lub na nowo rozbłyskiwał nikłymi światełkami, a na jego bokach pojawiały się i gasły różne znaki.

 Po chwili Albert wyprostował się.

 – Pisałem o tym obszerną pracę dla koła naukowego nawigatorów – wyjaśnił. – Koliertanie osiągnęli niesamowity poziom w sztuce gwiezdnej nawigacji. Do dziś nie jesteśmy w stanie zbliżyć się do nich w tej dziedzinie. Koliertanie, podczas określania pozycji, posługiwali się nie tylko prostą nawigacją zliczeniową, jak my to robimy dzisiaj. Uwzględniali widmo gwiazd w świetle widzialnym i niewidzialnym, widmo grawitacyjne oraz magnetyczne. Jeśli się nie mylę, to to małe cacko jest w stanie to wszystko zmierzyć i rozpoznać. I to wszystko w czterech wymiarach.

 – Że co? – Sierżant Kovalsky miał problem z nadążeniem za wywodem.

 – Wszechświat rozszerza się – pośpieszył z wyjaśnieniem Albert. – A gwiazdy odsuwają się od siebie, jednocześnie spalają swoje paliwo, więc odległość między ciałami niebieskimi, jak również ich widmo zmienia się w czasie, według ustalonych praw fizyki. Oni potrafili to wszystko uwzględnić w trakcie nawigacji. Rozumiecie? – perorował przejęty. – W tym małym sześcianiku są informacje na temat wielu gwiazd w tej galaktyce, które pozwalają na poruszanie się z precyzją, jakiej nie da nam żaden ze współczesnych atlasów.

 – Synku, chcesz powiedzieć, że to jest dokładna mapa galaktyki – uprościł sobie sierżant.

 – Nie tylko. Widzicie te symbole, o tu. To jest jakby kompas. Nie wiecie, co to kompas? – zauważył spojrzawszy na twarze rozmówców. – Taki, niby automatyczny nawigator. Oprócz informacji, które pomagają w zwykłej nawigacji, tu jest dodatkowo coś zapisane. Jakieś współrzędne, jakiś szlak. Znaczy, że ta mapa…

 – Prowadzi do czegoś? – wtrącił kapitan.

 – Tak właśnie – przytaknął Albert.

 – Do czego? – powątpiewał Kovalsky.

 – Nnnie wiem – odparł zakłopotany nawigator. – Nie znam tych runów, ale mogę to wrzucić do komputera i zobaczymy co powie.

 – Zaraz, zaraz, młody. – Sierżant uniósł się z gniewem. – Skąd ty to wszystko wiesz?

 – Pisałem o tym pracę w kole naukowym – przypomniał niedoszły absolwent Szkoły Nawigatora. – Czytałem obszerną analizę nawigacji koliertańskiej autorstwa Beecka. – Widząc niedowierzanie na twarzach rozmówców wyjaśnił pośpiesznie. – Brzmi nieprawdopodobnie, gdy to mówię, zdaję sobie z tego sprawę. Ale tak czytałem w… to naprawdę fascynujące, ich poziom wiedzy… i że takie imperium rozpadło się, jak domek z kart, mimo poziomu technologicznego… potrafili przelecieć między dwiema czarnymi dziurami…

 – Ile takie cacko może być warte? – zapytał pragmatycznie Kovalsky.

 – Jeżeli jest powszechne, to nie jest nic warte – odparł Logan równie pragmatycznie.

 – Nnnie wiem – wtrącił się ponownie do dyskusji nawigator. – Ale takie mapy wcale nie są powszechne. Słyszałem, że przetrwało ledwie kilka egzemplarzy. Zielony sześcian jest w muzeum Imperatora, żółty i czerwony ma podobno wojsko, a czarny… czarny ma ponoć Gildia Transportowa. Tak głosi plotka, bo nikt się do tego nie przyznaje.

 Kapitan z sierżantem wymienili spojrzenia, po czym dowódca wziął do ręki podświetlony sześcian i wrzucił go na skaner.

 – Komputer – Logan zwrócił się do automatu. – Czy potrafisz zidentyfikować symbole na przedmiocie?

 – To symbole z języka koliertańskiego, około czwartego wieku ery władcy Imperium Koliertu Sapy Temuca. Używane przez nawigatorów do określania pozycji oraz kursu. Mówią o parze czarnych dziur oraz asteroidzie przemieszczającej się między nimi po punktach Lagrange’a.

 – Potrafisz przeliczyć to na nasze współrzędne?

 Komputer milczał przez chwilę.

 – Współrzędne wskazują sektory od trzydzieści jeden, dwanaście, sześć do trzydzieści jeden, dwanaście, osiem.

 – Trzeba przeliczyć zmienną czasu od kiedy mapa była stworzona do dziś – wtrącił Albert. – Dlatego komputer podaje zakres sektorów. Trzeba tu wprowadzić poprawkę, bo o ile dobrze pamiętam sektor trzydzieści jeden, dwanaście, sześć jest zasiedlony przez Nimbie.

 Starzy najemnicy skrzywili się.

 – Stara mapa ma nas wrzucić prosto w paszczę Nimbii? Dobra robota, Albercie – zadrwił Kovalsky. – Stamtąd byśmy się nie wykaraskali.

 – Kapitanie, proszę mi pozwolić to przeanalizować – upierał się młody nawigator. – Myślę, że dam radę przeliczyć te współrzędne z odpowiednimi poprawkami czasowymi.

 Logan kiwnął głową na zgodę i Albert oddalił się ucieszony do swojej konsoli. Sierżant nachylił się do dowódcy.

 – Wierzysz temu szczeniakowi?

 – Nie wierzyłem dopóki nie wspomniał o pozostałych sześcianach. Wtedy sobie przypomniałem. Widziałem taki czarny sześcian, wiele lat temu. W siedzibie Gildii Transportowej. Pokazywali to przez moment na jakimś zamkniętym spotkaniu i określali mianem, wielkiego, unikatowego skarbu.

 – Wierzysz w to, co on mówi? – powtórzył sierżant.

 – Jeśli, w tym co mówi jest choć krztyna prawdy, to nie darowałbym sobie, gdybyśmy przepuścili taką okazję.

 – Jak chcesz to sprawdzić?

 Logan wyłączył dźwięk w komputerze, teraz cały raport skanowania był przedstawiony tylko w formie wizualnej. Kapitan obejrzał się sprawdzając, czy nikt oprócz nich nie widzi ekranu. Włożył rozświetlony sześcian do skanera, ale zmienił ustawienia algorytmów. Wpisał długi kod i po chwili miał dostęp do baz danych służb specjalnych.

 Raport przygotowany przez komputer tym razem zawierał dużo więcej informacji. Potwierdził wiadomości przekazane przez Alberta, podał odnośniki do Beecka oraz kilkunastu innych autorów cywilnych jak i wojskowych różnych nacji oraz do dwóch utajnionych raportów. Przedstawił też informacje o znanych i podejrzewanych posiadaczach pozostałych map; pokrywały się one z tym, co mówił nawigator.

 Sierżant aż gwizdnął z wrażenia, a Logan zadał pytanie komputerowi:

 – Dokąd prowadzi mapa?

 – Ze znaków można odczytać, że mówi o asteroidzie umiejscowionej w punkcie Lagrange’a, między dwoma czarnymi dziurami – poinformował komputer.

 – Po co została stworzona ta mapa?

 – Nie mam pewnych informacji w tym zakresie. Legenda mówi, że Koliertanie tworzyli takie mapy na zlecenie przedostatniego panującego władcy, Imperatora Temuca. Przewidywał on przegraną swojego państwa w konfrontacji z sąsiadującymi cywilizacjami. Zalecił sporządzenie takich map, w liczbie nieznanej. Cel sporządzenia map jest nieznany.

 Kapitan spojrzał na sierżanta.

 – To może być kot w worku – stwierdził sierżant.

 – To może być coś naprawdę dużego – zaripostował kapitan. – Dużo większego niż to. – Dowódca pomachał sierżantowi przed oczami bransoletą.

 – Ale jak to sprawdzić?

 – Trzeba się zapytać.

 – Kogo?

 – Zleceniodawcy.

 

 

Negocjacje

 

 

 Jakby na potwierdzenie słów dowódcy, Albert zakomunikował:

 – Kapitanie, rozmowa przychodząca, kanał zabezpieczony protokołem CLK, klucze dostępu odpowiadają panu markizowi…

 Na ekranie pojawiła się postać mężczyzny w średnim wieku.

 – Witaj Villaroche – Logan pozdrowił mężczyznę suchym głosem.

 – Kapitanie Logan – przywitał się elegancko ubrany rozmówca, rozglądając po pomieszczeniu. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

 – Nie, Villaroche. Właściwie to zadzwoniłeś w idealnym momencie.

 „Jak zawsze” – przemknęło najemnikowi przez głowę. „Skąd ten palant wiedział…”

 – Taki mam talent kapitanie – odparł markiz, jak gdyby czytał w jego myślach. – Jak wygląda sytuacja?

 – Cóż markizie, wydaje mi się, że będziemy musieli renegocjować naszą umowę.

 – Nie zwykłem tego robić kapitanie, wiesz o tym.

 – Myślę, że w tym wypadku będzie pan musiał. Napotkaliśmy bowiem obiektywne trudności.

 – Jakież to obiektywne trudności ma pan na myśli?

 – Ano takie, że trzech moich ludzi nie żyje, czwarty ma usmażony mózg, a mój statek nadaje się do remontu.

 – To są, zdaje się – wycedził powoli Villaroche. – Koszty prowadzenia pańskiej działalności.

 – A i owszem. A i owszem. Ale widzi pan, ja dobieram środki adekwatne do zleconego zadania, a kiedy zawieraliśmy umowę pan zapomniał wspomnieć, że po drodze napotkamy wiedźmę Łącką.

 Twarz mężczyzny na monitorze stężała.

 – Spotkaliście lady Danutę? – zapytał ponuro.

 – Nie tylko spotkaliśmy, okazało się, że nas uprzedziła i znalazła sześcian.

 – Gdzie ona teraz jest? – W głosie markizą dało się wyczuć niepokój.

 Logan chwycił za włosy głowę martwej czarownicy i przytknął ją bez słowa do obiektywu kamery. Markizowi Villaroche nie drgnęła nawet powieka.

 – A więc opinie krążące o panu są prawdziwe – skomentował ponuro szlachcic.

 – Gówno mnie obchodzą cudze opinie – warknął najemnik, odrzucając głowę wiedźmy na bok. – Liczy się zadanie, a mam wrażenie markizie, że chciałeś zrobić niezły interes tanim kosztem.

 – Słyszałem, że lady Danuta szuka sześcianu – tłumaczył się mężczyzna. – Ale moje źródła twierdziły, że zupełnie zgubiła trop na Starej Ziemi…

 – A jednak, nie tylko go nie zgubiła – odparł drwiąco kapitan. – Ale była tu pierwsza.

 – Rozumiem, że ten problem pan i pana załoga rozwiązaliście – wycedził wolno Villaroche. – A sześcian?

 – Ach, sześcian, no tak, prawie bym zapomniał. – Logan podniósł granatowy przedmiot na wysokość oczu. – Mały artefakt, dzieło sztuki, jak pan raczył to określić. Zapomniał pan dodać, drugi raz w naszej umowie, że jest to stara, koliertańska mapa.

 – Umawialiśmy się na dostarczenie sześcianu panie Logan, nie pański interes, czy jest on dziełem sztuki, czy przyciskiem do papieru. – Markiz na moment stracił panowanie nad sobą.

 – Być może ma pan rację, ale fakt jest taki, że to pan pominął dwa istotne szczegóły w zleceniu. A teraz to ja mam ten przycisk, więc albo się dogadamy albo… – Kapitan zawiesił głos.

 – Nie wiedziałem, że kolekcjonuje pan stare, wojskowe mapy.

 – O gustach się nie dyskutuje – Logan zignorował szyderstwo.

 – Lady Danuta Łącka była mistrzynią iluzji i manipulacji zmysłowej. – Ton głosu markizą złagodniał. – Skąd mam wiedzieć, że to wszystko nie jest jedną z jej sztuczek?

 – Musi pan zaryzykować.

 – Ile? – spytał po chwili milczenia Vilaroche.

 Najemnik zawahał się.

 – Pięćset – wycedził.

 – To prawie cztery razy…

 – Pięćset – przerwał mu Logan. – I ani centa mniej.

 W kokpicie zapanowała martwa cisza

 Villaroche nic nie odpowiedział. Jego spojrzenie powędrowało do góry, lekko w bok i znieruchomiało wpatrzone w jakiś punkt poza kamerą. Zdawało się, że markiz delikatnie porusza ustami. A po długiej chwili milczenia wrócił wzrokiem do oka kamery i odparł beznamiętnym tonem.

 – Zgoda. Miejsce wymiany takie jak poprzednio, panie Logan. I bez sztuczek, proszę, Logan.

 – Bez sztuczek, proszę, Villaroche.

 Ekran zgasł.

 W kokpicie zapanowały radość i harmider.

 – Cicho! – warknął Logan. – Muszę pomyśleć!

 W głowie dowódcy myśli goniły jedna za drugą.

 „Villaroche wygadał się, że sześcian to stara, koliertańska, wojskowa mapa. Potwierdził nieświadomie wiadomości uzyskane przez nas wcześniej”.

 Loganowi przypominały się wszystkie historie zasłyszane na ten temat. Legendy przekazywane z ust do ust przez najemników, żołnierzy, gwardzistów i historyków. Zagubiony atlas, drogowskaz, bezpiecznie wiodący przez przestworza galaktyki. A także historie o tym, co zakopane było na maleńkiej asteroidzie, na końcu drogi wskazywanej przez nią. Szmaragdy z koliertańskiej bransolety były drobiazgami, można by rzec, pyłkiem w porównaniu z tym, co było tam.

 „Ale czy… mapa była prawdziwa? Czy rzeczywiście prowadzi do koliertańskiego sezamu? Jak to sprawdzić?”

 Kapitan ze zdenerwowania otarł ręką czoło.

 „Młody odczytał mapę” – dedukował, a serce waliło mu jak oszalałe. „A ta suka Łącka też nie pojawiłaby się tutaj, gdyby to była zabawka. A Villaroche z kimś się konsultował. Tam był ktoś jeszcze. Kto?! Pieprzyć to! Markiz zgodził się na podbicie honorarium czterokrotnie! Nawet jeśli zrobił to z zamiarem, żeby mnie wykiwać, to oznaczało jedno”.

 Logan wyprostował się i spojrzał na nawigatora.

 – Mam już potwierdzone koordynaty z koliertańskiej mapy – oznajmił Albert.

 Kapitan kiwnął głową.

 – Uruchomić sekwencją startu według tych koordynat – zakomenderował.

Silniki uruchomione – odpowiedział spokojnym głosem komputer pokładowy. – Jesteśmy gotowi do skoku w nadprzestrzeń. Proszę podać współrzędne sektora docelowego.

Podaję współrzędne sektora docelowego – powiedział nawigator. – Trzydzieści jeden

Trzydzieści jeden – powtórzył komputer.

Dwanaście…

 Nikt na mostku nie zauważył, że ucięty czerep wiedźmy się poruszył. Powieki uniosły się, błysnęły zielone tęczówki, czerwone usta drgnęły.

Dwanaście – zaskrzeczał elektroniczny głos.

Sześć – dokończyła sekwencję głowa czarownicy. – Skok.

 Wszyscy obecni w kokpicie zamarli z przerażeniem wpatrując się w odcięty łeb.

 Oczy, nos, usta, zakrwawione włosy rozmyły się a na ich miejscu ukazała się spalona słońcem i zalaną krwią twarz mężczyzny.

 – Benitez! – ryknął Kovalsky rozpoznawszy rysy towarzysza.

Sześć. Skok. – Automat uruchomił sekwencję startu.

Stooo… – Logan nie zdążył.

 Światła gwiazd rozmazały się za oknem i „Frontiere” popędził w nadprzestrzeń.

 

Epilog

 

MIEJSCE: Mały Obłok Magellana, Sektor 54x-09-87, STATEK „Fantasme”

CZAS OKRĘTOWY: 14:14

 

 Z kokpitu „Fantasme” Lucjusz obserwował jak „Frontiere” zniknęła zostawiając za sobą krótką, jasną kreskę przypominającą spadającą gwiazdę. Usłyszał kroki kompana powracającego z luku bagażowego.

 – Gdzie polecieli? – zapytał wchodzący kolega.

 – Sądząc po koordynatach – odpowiedział sierżant nie odrywając wzroku od konsoli. – Po wielką przygodę.

 Nie wiadomo czy drwił czy mówił serio.

 – Widziałeś jakie luksusy miała nasza dziunia tutaj. – Medyk pogładził ręką miękkie oparcie fotela następnie ciężkim butem przejechał po miękkim dywanie rozłożonym na podłodze.

 – Dlaczego kapitan nie pozwolił nam lecieć ze sobą? – Towarzysz nie był zainteresowany wygodami statku a w tonie jego wypowiedzi dało się wyczuć irytację.

 – Dla nas zabawa się skończyła. Siadaj i zapnij pasy. Ciekawe? – dodał po chwili mówiąc jakby bardziej do siebie niż do swego kompana. – Mamy pełno paliwa i zapasów Tritolu tyle, że moglibyśmy przerzucić pluton na drugą stronę galaktyki. Widocznie kwatermistrz przegapił co wiedźma zgromadziła na statku – wytłumaczył sobie.

 – Gdzie lecimy? – zapytał kolega sadowiąc się w fotelu obok.

 – Stary kazał odstawić was do Theodora. Cholera Benitez! – Najemnik dopiero teraz podniósł wzrok na kolegę. – Masz zamiar spędzić w tym garnku całą podróż?

 Najemnik zaprzeczył ruchem głowy. Odpiął zatrzaski łączące hełm ze zbroją.

 – Ożesz ku… – wykrzyknął przerażony Lucjusz widząc jak opalone oblicze Beniteza rozmywa się, a na jego miejsce pojawia się twarz ładnej brunetki.

 Najemnik zerwał się na nogi ale strzał z ręcznego miotacza rzucił go z powrotem na fotel.

 – Kim jesteś?! – wybełkotał nim stracił przytomność.

 Brunetka uśmiechnęła się lekko nie przestając celować do mężczyzny.

 – Danuta Łącka, do usług.

 W kokpicie zapanowała cisza.

 Wiedźma odetchnęła głęboko. Założyła Lucjuszowi elektromagnetyczne kajdanki i kazała robotowi pokładowemu zanieść go do luku bagażowego, gdzie już leżał obezwładniony Gotaczow.

 Zrzuciła z siebie przepocony i za duży mundur a następnie zabrała się do oglądania swojego ciała.

 Analizowała je centymetr po centymetrze. Na moment zatrzymała się na wielkim sińcu na prawym boku.

 – Było blisko, Danka. Było bardzo blisko – skomentowała cicho do siebie. – Dałaś się zaskoczyć.

 Przesunęła wzrokiem po skórze i z zadowoleniem stwierdziła, że to jedyny ślad potyczki z najemnikami. Odetchnęła z ulgą.

 Czuła się brudna i cholernie zmęczona. Przez dwa dni ukrywała się przed ekipą Logana na ich własnym statku, co jakiś czas podszywając się pod różnych członków załogi, rzucając dyskretne czary i iluzje. Wszystko po to, by zdobyć informacje o tym, co wiedzą, czego szukają oraz poznać ich słabe punkty. Zresztą nie miała wyjścia, znaleźli jej statek, a ich ścigacz jest szybszy i uzbrojony. Trzeba było kombinować.

 Przez dwa długie dni.

 Potem małe potknięcie i…

 Tam na „Frontiere” sytuacja wymknęła się spod kontroli. Psy wojny poszły na całość. Ona też. Musiała podszyć się pod Beniteza a na niego samego rzucić potężną iluzję.

 Jeszcze raz odetchnęła z ulgą.

 Wydała komputerowi polecenie posprzątania kokpitu i poszła zrelaksować się pod prysznicem. Gdy wróciła w samych figach i staniku, pomieszczenie było już posprzątane, nagrzane i wypełnione zapachem olejku herbacianego. Długie włosie perskiego dywanu lekko łaskotało ją w bose stopy. Wskoczyła na miękki fotel i gdy w pełni się rozluźniła, napiła się gorącej herbaty z imbirem i zaczęła malować paznokcie u stóp.

 Skończywszy, odstawiła małą czerwoną fiolkę i ponownie łyknęła gorącej herbaty, by wreszcie sięgnąć po malutki, fioletowy sześcian, cierpliwie czekający na swoją kolej na pulpicie. Po uruchomieniu powiększył się i zabłysnął drobnymi światełkami. Pokręciła nim na różne strony, wreszcie dostrzegła to, czego szukała: dwie czarne dziury krążące wokół siebie.

 Wpatrywała się urzeczona w małą asteroidę zawieszoną między nimi. W końcu, zdecydowanym ruchem nastawiła na pulpicie koordynaty do skoku:

 trzydzieści jeden…

 dwanaście…

 osiem.

Koniec

Komentarze

Moje uszanowanie!

 

Oczy, nos, usta, zakrwawione włosy rozmyły się a na ich miejscu ukazała się spalona słońcem i zalaną krwią twarz mężczyzny.

 – Benitez! – ryknął Kovalsky rozpoznawszy rysy.

Sześć. Skok. – Automat uruchomił sekwencję startu.

Bardzo, bardzo dobry zwrot akcji!

 

Zgrabnie napisane, uwielbiam takie kosmiczno-najemnicze ceregiele. Szkoda tylko, że nie dane nam było doświadczyć samej wyprawy. A właśnie, gdzie tutaj jest skarb?

 

Pozdrawiam!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Witam Pierwszego Gościa!

 

Dziękuję za odwiedziny oraz komplement!

 

Skarb jest opisany tu: “Loganowi przypominały się wszystkie historie zasłyszane na ten temat. Legendy przekazywane z ust do ust przez najemników, żołnierzy, gwardzistów i historyków. Zagubiony atlas, drogowskaz, bezpiecznie wiodący przez przestworza galaktyki. A także historie o tym, co zakopane było na maleńkiej asteroidzie, na końcu drogi wskazywanej przez tę dziwną mapę. Szmaragdy z koliertańskiej bransolety były drobiazgami, można by rzec, pyłkiem w porównaniu z tym, co było tam.”

 

Dość Enigmatycznie, przyznaję. Ale skoro pytasz, to widocznie nie dość jasno.

 

 

Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,

ślad swój zostawiłam,

uważnie przeczytałam,

za udział podziękowałam;

bruce :)

Pecunia non olet

Dzień dobry bruce.

heart

Pecunia non olet

Witam.

 

Mamy tu ekspozycję na ekspozycji, o skutkach kosmicznej bitwy, której nie widzieliśmy i kosmicznym imperium, które też jest w przeszłości…

Gdy wreszcie przez nią przebrniemy i coś zaczyna się dziać, jest nawet fajnie – ale niemal natychmiast pojawia się napis “KONIEC”. Co gorsza, poprzedzające go zakończenie jest otwarte, więc mam wrażenie, jakbym nie przeczytał stanowiącego spójną całość opowiadania, a wstęp do większej historii.

 

Tak że no klimat kosmicznych najemników i gadających łbów ma potencjał, chętnie bym się dowiedział, co było dalej, ale jako opowiadania niestety nie mogę tego tekstu specjalnie pochwalić.

 

Pozdrawiam

 


 W korytarzu było ciemno, jeśli nie liczyć jednej migającej sufitowej lampy i świateł kilku latarek[,] wolno przeczesujących przestrzeń w dalszej części pomieszczenia.

Moim zdaniem przecinek, albowiem imiesłów opisuje cechę przygodną.

 

W tle buczała odsłonięta, pokładowa stacja transformatorowa

A tu bym nie dawał, stacja jest “pokładowa” z natury, “odsłonięta” tylko przygodnie.

 

zwrócił się do niego Logan[,] przykucając przy nim

Przecinek (imiesłów przysłówkowy) + powtórzonko.

 

Podnosząc się[,] płynnym ruchem ściągnął spust.

dodał[,] odsłaniając umięśnione ramię z tatuażem w kształcie hieny

Tu podobnie.

 

To był dobry strzał[,] Benitez

Za chwilę[,] Beni

Tu wołacze.

 

 – Kapitanie. Sierżancie. – ratownik skłonił lekko głowę na znak, że oczekuje rozkazów.

dogadamy albo… – kapitan zawiesił głos.

“Ratownik” i “kapitan” dużą. Błędów w dialogach jest więcej, polecam https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/, jeśli jeszcze nie znasz, Anonimie.

 

ba wiem co to jest–

Brakło spacji.

 

 – Nie tylko. Widzicie te symbole, o tu. To jest jakby kompas. Nie wiecie, co to kompas – zauważył spojrzawszy na twarze rozmówców. – To jest jakby taki automatyczny nawigator. Oprócz informacji, które pomagają w zwykłej nawigacji, tu jest jakby coś zapisane.

Powtórzonko.

 

Dużo większego niż to[.] – Dowódca pomachał sierżantowi przed oczami bransoletą.

Kropka moim zdaniem.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Witam Zakapiora!

 

Dzięki za podzielenie się opinią i przecesanie błędów. 

 

Pozdrawiam

No niestety kwestia skarbu na pewno zrealizowana w naciągany sposób. Co do samego opowiadania, to bardzo mi się podobało, nawet jeśli nie widzieliśmy samego starcia, to oglądanie jego skutków również miało swój mroczny klimat i było zajmujące. Brak przewidywalności i utrzymująca się tajemnica sprawiło, że czytało się z ciągłym zaciekawieniem. Sam motyw kosmicznej wiedźmy też jest dla mnie fajny, a przez wzgląd na jej moce wyszła na dość przerażającego przeciwnika. Jako, że mam już uprawnienia (jak mi się zdaje), to zgłoszę to opowiadanie do biblioteki.

@GalicyskiZakapior

 Ten materiał pod linkiem kiedyś przeglądałem ale rzeczywiście kilkanaście błędów mi umknęło ponad to, co wymieniłeś. 

Wprowadziłem przeważającą większość poprawek, które znalazłeś.

Dzięki za wyłuskanie błędów i zwrócenie uwagi na dialogi.

 

Sierżant -sierżant,

Kapitan– kapitan 

tu mam trudność, kiedy wielka, kiedy mała. Jeszcze spróbuje doczytać w wolnej chwili

 

@ Freki

Witaj! Cieszy mnie, że się opowiadanie podoba i zaciekawiło. Taką właśnie postać wiedźmy zamierzałem stworzyć, potężną i niesymetryczną względem przeciwników.

Dzięki za głos do Biblioteki!

 

@Freki

@Bartkowski.robert

Jako, że zwróciliście uwagę na temat skarbu, chcę się ustosunkować.

Czytając regulamin konkursu zrozumiałem, że mamy przedstawić skutki znalezienia mapy. Intencjonalnie poprowadziłem opowiadanie wokół tego motywu, wysuwając samo odnalezienie skarbu poza ramy opowiadania. Zresztą, dla Logana i jego ekipy to już nie ma znaczenia.

Być może to słaba wymówka, oparta wyłącznie o literę prawa a intencją organizatorów konkursu było jednak, by bohater wbił szpadel w miejsce oznaczone iksem na naszej mapie i aby każdy czytelnik przekonał się co jest w skrzyni.

Jeśli tak było, mea culpa za złe zrozumienie (lub niedoczytanie).

Liczę, że mimo to opowiedziana przeze mnie historia dała jakąś radość z czytania.

 

Dzięki jeszcze raz za wizytę.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzień dobry śniąca.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Witaj Tarnino!

Ładnie ich wszystkich czarownica wykiwała. Kobiety górą.

Czytało się nieźle, ale wprowadzasz od razu całe mnóstwo bohaterów i w rezultacie do żadnego się zbytnio nie przywiązałam.

Babska logika rządzi!

Dobry Wieczór Finklo!

Dzięki za odwiedziny, komentarz i klik do Biblioteki.

Co do liczby bohaterów: zanotowane, będę pamiętał na przyszłość.

delulu managment

Całkiem nieźle się czytało, ale cóż z tego, kiedy ominęło mnie to, co w całej historii mogło być najciekawsze. Mam wrażenie, Anonimie, że poleciałeś na skróty, skutkiem czego nie jestem do końca pewna, czy wszystko należycie zrozumiałam.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

– Potrzebuję Neurofixu. → Dlaczego wielka litera?

 

pró­bu­jąc choć tro­chę upo­rząd­ko­wać pa­nu­ją­cy tam ba­ła­gan… → Obawiam się, że bałaganu nikt nie porządkuje.

Proponuję: …pró­bu­jąc choć tro­chę sprzątnąć/ usunąć pa­nu­ją­cy tam ba­ła­gan

 

Ale trud­no ich za to winić, bio­rąc pod uwagę oko­licz­no­ści.” -> Ale trud­no ich za to winić, bio­rąc pod uwagę oko­licz­no­ści”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

„Go­ta­czow stra­cił rozum” – kon­ty­nu­ował bi­lans Logan – „I jesz­cze teraz to…”. → Brak kropki po didaskaliach. Zbędna półpauza po didaskaliach – przed myśleniem nie stawia się półpauzy. Zbędna kropka po drugim myśleniu – po wielokropku nie stawia się kropki. Winno być:

„Go­ta­czow stra­cił rozum” – kon­ty­nu­ował bi­lans Logan. „I jesz­cze teraz to…”

Ten błąd pojawia się kilkakrotnie także w dalszej części opowiadania.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

 „Trudno się z nim nie zgodzić”– pomyślał kapitan… → Brak spacji przed półpauzą.

 

Ma­te­riał bran­so­le­ty – złoto próby 98 pro­cent. → Wcześniej napisałeś: … i po chwili słuchali raportu komputera: → A skoro słuchali, to w pierwszym zdaniu: Ma­te­riał bran­so­le­ty – złoto próby dziewięćdziesiąt osiem pro­cent.

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w wypowiedzi.

 

 – Fiu… – Gwizd­nął Ko­val­sky. → Skoro gwizdnął, to wydał dźwięk paszczowy, więc: – Fiu… – gwizd­nął Ko­val­sky.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.    

 

Było lekkie i ciepłe w dotyku. Wszystkie ścianki były idealnie równe, w tym samym błyszczącym odcieniu fioletu. Poza tym, nie było na nim… → Lekka byłoza.

A może: Okazało się lekkie i ciepłe w dotyku. Wszystkie ścianki miało idealnie równe, w tym samym błyszczącym odcieniu fioletu. Poza tym, nie było na nim

 

Kom­pu­ter za­milkł.

– Za dużo się nie do­wie­dzie­li­śmy – skwi­to­wał ra­port kom­pu­te­ra Ko­val­sky. → Czy to celowe powtórzenie.

 

Za­gryzł zęby. Zacisnął zęby.

Można zagryźć wargę, a nawet obie, ale nie można zagryźć zębów.

 

Był też mały brą­zo­wo-sza­ry punk­cik… → Zbędne dookreślenie, punkcik jest mały z definicji.

Proponuję: Był też brą­zo­wosza­ry punk­cik

 

– Tak, do­kład­nie – przy­tak­nął Al­bert. → A może: – Tak właśnie – przy­tak­nął Al­bert. Lub: Otóż to – przy­tak­nął Al­bert.

Dokładnie! – Poradnia językowa PWN

 

– Uru­cho­mić se­kwen­cją star­tu we­dług tych ko­or­dy­na­tów – za­ko­men­de­ro­wał. → Koordynaty są rodzaju żeńskiego, więc: – Uru­cho­mić se­kwen­cją star­tu we­dług tych ko­or­dy­na­t – za­ko­men­de­ro­wał.

 

a w tonie jego wypowiedzi wypowiedzi dało się wyczuć irytację. → Dwa grzybki w barszczyku.

 

Ożesz ku… – wy­krzyk­nął prze­ra­żo­ny Lu­cjusz wi­dząc jak opa­lo­na buzia Be­ni­te­za roz­my­wa się, a na jej miej­sce po­ja­wia się twarz ład­nej bru­net­ki. → Ożeż ku… – wy­krzyk­nął prze­ra­żo­ny Lu­cjusz wi­dząc jak opalone oblicze Be­ni­te­za roz­my­wa się, a na jego miej­sce po­ja­wia się twarz ład­nej bru­net­ki.

Buzię mają dzieci, a dorośli twarz/ oblicze/ lico.

 

Potem małe po­tknię­cie i…. → Zbędna kropka po wielokropku. Po wielokropku nie stawia się kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzień dobry.

 

Jako, że jesteś kolejną osobą, która zgłasza tę samą uwagę nie pozostaje nic innego niż napisać prequel.

 

Dziękuje za wyłapanie omyłek, wprowadziłem poprawki.

 

Pozdrawiam

Hej, bardzo mocny początek. Świetnie oddałeś atmosferę statku po starciu i wielkiej bitwie. Motyw kosmicznej wiedźmy jest bardzo ciekawy! 

Jeśli miałbym się czegoś czepić, to momentami ilość nazwisk i informacji naraz trochę mnie gubiła. Końcówka daje wrażenie, że właściwa historia dopiero się zaczyna. Nie wiem czy to zamierzone. 

Ale ogólnie mi się podobało. 

Klikam i pozdrawiam! :) 

Zgadzam się, że trochę ucięte w najlepszym momencie. Szkoda, że nie poprowadziłeś tego dalej. Mimo wszystko całkiem ciekawy pomysł, czytało się dobrze. Powodzenia w konkursie. Klik.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Witajcie Marszawa i MichaelBullfinch.

 

Widzę, że oprócz prequela będę musiał wymyślić sequel. 

 

Dzięki za wizytę, dobre słowa i kliki.

 

Wszystkiego Dobrego!

Dziękuje za wyłapanie omyłek, wprowadziłem poprawki.

Bardzo proszę, Anonimie. Miło mi, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)

Witaj Koalo!

dzięki, powodzonka!

Po wynikach czas na opinię:

Komentarz tuż po przeczytaniu:

Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie. :)

 

Znakomity, oryginalny i pomysłowy thriller sf, brawa! :) Zaskakujące zwroty akcji i do tego owa przebiegła wiedźma… :)

Dodatkowe brawa za przezabawną Przedmowę. :)

 

 

Co do spraw językowych – sugestie oraz wątpliwości (tylko do przemyślenia):

Zapaliło się czerwone oświetlenie awaryjne (przecinek?) a wentylatory pożarowe szybko usunęły z korytarza resztki dymu.

 – Bienitiez strielał – mamrotał mężczyzna (przecinek?) tępo patrząc w ścianę.

Bienitiez strielał (przecinek?) a ja…

Podnosząc się (przecinek?) płynnym ruchem ściągnął spust.

 – To był dobry strzał Benitez – pochwalił żołnierza Logan.przecinek przy Wołaczu?

Odpal, zwrócę ci (przecinek?) jak wylądujemy u Teosia.

 – Za chwilę Beni – odparł starając się, by jego głos brzmiał jak najbardziej spokojnie i naturalnie. – przecinek przy Wołaczu?

Narożnik łącznika z drugim korytarzem strawił krótki, ale gwałtowny pożar (przecinek?) odsłaniając wręgi i podłużnice statku

 „Gotaczow stracił rozum” – kontynuował bilans Logan (brak kropki?) – „I jeszcze teraz to…”.

Zresztą, obaj podzielali ten sam pogląd i wszelkie uzależnienia wśród załogi tępili bez litości, hołdując zasadzie, że w trudnych przeprawach lepiej mieć załogę, która nie ma zmysłów przytępionych używkami. – powtórzenia?

Nie wiadomo (przecinek?) kto jeszcze kupuje od niego dragi.

 – Kapitanie. Sierżancie. – ratownik skłonił lekko głowę na znak, że oczekuje rozkazów. – błędny zapis dialogu?

 Pytanie było zadane ostrym, oskarżającym tonem, ale była w nim też nuta dociekliwości i młody nawigator wyczuł, że jest w nim też furtka, by uniknąć gniewu dowódcy, jeśli tylko będzie szczery. – powtórzenia?

I to (przecinek?) jak Richter postrzelił Beniteza, zrozumiałem, że prawdopodobnie nie wzięlibyśmy jej w dwa ognie, ale strzelali do siebie nawzajem.

– Torba wiedźmy – oznajmił kapitanowi i nawigatorowi (przecinek?) wysypując zawartość na blat. Kilkadziesiąt drobiazgów rozsypało się na wszystkie strony po równej powierzchni stołu. – powtórzenie?

Z bajzlu (przecinek?) jaki powstał na stole (i tu?) najemnik wyłuskał błyszczący przedmiot.

 – Ciekawe, czy prawdziwe? – zagadnął (i tu?) oglądając zielone kamienie (i tu?) wciśnięte w małą obręcz, po czym podał przedmiot kapitanowi.

Kamienie ozdobne: dwa szmaragdy (myślnik?) cztery i pół karata, szmaragd (i tu?) siedem karatów…

Przedmiot, który mieli odnaleźć (przecinek?) był…

 Logan kiwnął głową (przecinek?) a następnie wziął pudełeczko do ręki.

Było lekkie i ciepłe w dotyku. Wszystkie ścianki były idealnie równe, w tym samym błyszczącym odcieniu fioletu. Poza tym, nie było na nim żadnych znaków ani śladów.

 – Co jestnim takiego specjalnego? – zapytał z niedowierzaniem Kovalsky. – powtórzenia?

 

Tu niejasne – czy te przemiany zachodziły w kieszeni kurtki?; jak je widzieli?:

Zgarnął sześcian i bransoletę do kieszeni kurtki i… drgnął zaskoczony.

 – Co to?! – wyrwało mu się.

 Przedmiot ożył. Boki sześcianu uniosły się, a na krawędziach rozjarzyło się słabe, niebieskie światło. Na ściankach pojawiły się pojedyncze, lekko błyszczące znaki. Po chwili, obok regularnych znaków, zaczęły pojawiać się i znikać drobne punkty świetlne.

 

 – Kapitanie, chyba wiem (przecinek?) co to jest– wtrącił się nieśmiało młody nawigator z fotela przy konsoli sterowania.

Jeśli się nie mylę, to to małe cacko jest w stanie to wszystko zmierzyć i rozpoznać. I to wszystko w czterech wymiarach. – powtórzenia?

 – Że co? – sierżant Kovalsky miał problem z nadążeniem za wywodem. – błędny zapis dialogu?

Nie wiecie, co to kompas – zauważył (przecinek?) spojrzawszy na twarze rozmówców.

Nie znam tych runów, ale mogę to wrzucić do komputera i zobaczymy (przecinek?) co powie.

 – Jeśli, (zbędny przecinek?) w tym (przecinek?) co mówi jest choć krztyna prawdy – odparł kapitan. (zbędna kropka i potem mała literą dalsza część zdania?) – To nie darowałbym sobie, gdybyśmy przepuścili taką okazję.

 – Ze znaków można odczytać, że mówi o asteroidzie umiejscowionej w punkcie Lagrange’a, między dwoma czarnymi dziurami – udzielił odpowiedzi komputer. – gramatyczny – rodzaj żeński, nie męski?

 – To może być coś naprawdę dużego – zaripostował kapitan. – bez pierwszego „a”?

 – Witaj Villaroche – Logan pozdrowił mężczyznę suchym głosem. – przecinek przy Wołaczu?

 – Taki mam talent kapitanie – odparł markiz, jak gdyby czytał w jego myślach. – i tu?

 – Cóż markizie, wydaje mi się, że będziemy musieli renegocjować naszą umowę. – i tu?

 – Nie zwykłem tego robić kapitanie, wiesz o tym. – i tu też (takich przykładów jest jeszcze więcej)?

 – To są, zdaje się – wycedził powoli Villaroche. – Koszty prowadzenia pańskiej działalności. – błędny zapis dialogu?

 „Ale czy… mapa była prawdziwa? Czy rzeczywiście prowadzi do koliertańskiego sezamu? Jak to sprawdzić?” – brak kropki?

 Wszyscy obecni w kokpicie zamarli (tu przecinek, jeśli z przerażeniem się wpatrywali, albo…) z przerażeniem (… albo – tu przecinek, jeśli zamarli z przerażeniem – nie wiem, co miałe/aś na myśli, bo brak przecinka?) wpatrując się w odcięty łeb.

 Oczy, nos, usta, zakrwawione włosy rozmyły się (przecinek?) a na ich miejscu ukazała się spalona słońcem i zalaną krwią twarz mężczyzny.

 – Benitez! – ryknął Kovalsky (i tu?) rozpoznawszy rysy.

 Z kokpitu „Fantasme” Lucjusz obserwował (przecinek?) jak „Frontiere” zniknęła (i tu?) zostawiając za sobą krótką, jasną kreskę przypominającą spadającą gwiazdę.

 – Gdzie polecieli? – zapytał wchodzący kolega. – dokąd?

 – Sądząc po koordynatach – odpowiedział sierżant (przecinek?) nie odrywając wzroku od konsoli. – Po wielką przygodę. – błędny zapis dialogu?

 Nie wiadomo (przecinek?) czy drwił (i tu?) czy mówił serio.

 – Widziałeś (i tu?) jakie luksusy miała nasza dziunia tutaj. (pytajnik?) – Medyk pogładził ręką miękkie oparcie fotela (przecinek?) następnie ciężkim butem przejechał po miękkim dywanie rozłożonym na podłodze.

Towarzysz nie był zainteresowany wygodami statku (przecinek?) a w tonie jego wypowiedzi wypowiedzi dało się wyczuć irytację.

Ciekawe? – dodał po chwili (i tu?) mówiąc jakby bardziej do siebie niż do swego kompana.

Widocznie kwatermistrz przegapił (i tu?) co wiedźma zgromadziła na statku – wytłumaczył sobie po chwili.

 – Gdzie lecimy? – zapytał kolega sadowiąc się w fotelu obok. – dokąd?

 – Ożesz ku… – wykrzyknął przerażony Lucjusz widząc jak opalona buzia Beniteza rozmywa się, a na jej miejsce pojawia się twarz ładnej brunetki.– wykrzyknik przy krzyku?

 Najemnik zerwał się na nogi (przecinek?) ale strzał z ręcznego miotacza rzucił go z powrotem na fotel.

 – Kim jesteś?! – wybełkotał (i tu?) nim stracił przytomność.

 Brunetka uśmiechnęła się lekko (i tu?) nie przestając celować do mężczyzny.

 Zrzuciła z siebie przepocony i za duży mundur (i tu?) a następnie zabrała się do oglądania swojego ciała.

 – Było blisko, Danka. Było bardzo blisko – skomentowała cicho do siebie – dałaś się zaskoczyć. – błędny zapis dialogu?

Musiała podszyć się pod Beniteza (przecinek?) a na niego samego rzucić potężną iluzję.

 

Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję za udział. Klik biblioteczny. :) 

Pecunia non olet

Nartrofie, miło poznać Autora. :)

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Witaj bruce! :)

Dzięki za komentarze (zapoznam się i poprawię), klik i najważniejsze: cieszę się, że moje opowiadanie się podobało.

Pozdrawiam

 

I ja dziękuję, wzajemnie, pozdrawiam noworocznie. :) 

Pecunia non olet

Bardzo dobra opowieść, ciekawa, z fajnymi twistami (np. skarb = mapa, która prowadzi do większego skarbu czy iluzje z podmianą postaci). Podobała mi się czarownica i jej statek :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jak mawiał jeden mój krewny – a z babą to co? Nie wygrasz! Problem w tym, że opisywana przez Ciebie załoga wcale z tą babą nie gra. Czy może raczej gra, ale my tego nie widzimy. To źle.

 

W tekście istnieje tylko to, co autor w nim umieścił – wprost lub tak, żeby przeciętnie inteligentny czytelnik zdołał to wywnioskować. Twoja wiedźma zaś zamaskowała się tak dokładnie, że czytelnik nie ma szans się domyślić jej istnienia. Wszystko to, co na nie wskazuje, można spokojnie wyjaśnić inaczej (wariactwo i niespodziewana narkomania Beniteza, chociażby, zupełnie zmieniają sens w końcówce tekstu; a kiedy sześcian z fioletowego nagle zrobił się niebieski, pomyślałam, że to Twoja omyłka).

 

W rezultacie dostajemy fajny, wartko napisany fragment większej całości – i ta całość nie jest o bohaterach tego fragmentu. I kiedy czytelnik się już do nich przywiązał, wyrzucasz ich za burtę dość bezceremonialnie. Szkoda ich trochę.

 

Tekst jest wprawdzie trochę przegadany, chociażby: "drzwi prowadzące do x" to pustosłowie – wystarczą "drzwi do x", a nawet "drzwi x"; i trochę za okrągle mówią ci kosmiczni marines – Alberta nie liczę, bo prawie ma dyplom, ale reszta? Nie zabrakło też infodumpów: rozwlekłych tłumaczeń Alberta (przy okazji – wychodzi na to, że on jeden nie stracił w bitwie głowy, więc czy zasłużył na ochrzan?) i objaśniania jego życiowych problemów (które służy chyba głównie poinformowaniu czytelnika, że mamy do czynienia z ekipą najemników, co można było zrobić inaczej). Pod koniec, kiedy się już wyraźnie spieszyłeś, etykietujesz głosy i inne takie ("W głosie markizą dało się wyczuć niepokój.").

 

Ale od samego początku konsekwentnie budujesz atmosferę trochę mrocznego science fantasy, z ciekawymi szczegółami tła, dzięki którym jest tu czym oddychać i świat nie ogranicza się do bezpośredniego otoczenia bohaterów. Dodatkowy plusik masz u mnie za to, że Twoi kosmiczni marines muszą umiejętnie zadawać komputerowi pytania, żeby coś uzyskać, i nie ma tak, że komputer – telepata wie, o co chcieli spytać, zanim spytają (choć jest trochę za bystry).

 

Widać jednak pewien pośpiech, szczególnie w warstwie interpunkcji (w epilogu już prawie nie ma przecinków, a w całym tekście występują literówki tylu niedociśnięty alt). W ogóle, jeśli chodzi o formatowanie, największym błędem, który zauważyłam, jest niejednolity wygląd tych wstawek "gdzie jesteśmy i która godzina" – to wygląda nieporządnie. Jeśli tytuł rubryczki ma być wersalikami, to każdy, i rubryczki też powinny być za każdym razem takie same. Poza tym niepotrzebnie bierzesz w cudzysłowy nazwy statków (https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nazwy-okretow;1981.html). Nie trzeba też dawać przecinka między nierównorzędne przydawki, np. "ciężkich, szturmowych butów" albo "niewielki, fioletowy sześcian". Pamiętaj też, że można kogoś zapytać, ale nie "się" (w dialogu tak może być, bo ludzie nie mówią doskonale poprawnie, ale w narracji – tylko, jeśli narrator jest postacią, która posługuje się jakoś stylizowanym językiem).

 

Miejscami nie jest poprawna interpunkcja didascaliów: " – Gdy zobaczyłem pierwsze iluzje – zaczął się tłumaczyć. – I to jak Richter (…)" Tutaj Albert nie kończy zdania – wtrącasz tylko didascale, więc: – Gdy zobaczyłem pierwsze iluzje – zaczął się tłumaczyć – i to, jak Richter (…). Albo: " – Komputer – Logan zwrócił się do automatu." kiedy powinno być: – Komputer – zwrócił się Logan do automatu. (bo czynność jest paszczowa, p. poradnik: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/#zapis_didaskaliow). Czy: " – A jednak, nie tylko go nie zgubiła – odparł drwiąco kapitan. – Ale była tu pierwsza." – to nie jest nowa wypowiedź, tylko jej kontynuacja: – A jednak nie tylko go nie zgubiła – zadrwił kapitan – ale była tu pierwsza.

 

A, właśnie – w scenach, w których jest ciemno, "postacie" i "sylwetki" mają sens, bo jest ciemno i słabo widać, ale nie nadużywaj ich. Dalej jest markiz, którego widać wyraźnie, a nie opisujesz go wcale, tylko nazywasz "postacią", i to daje wrażenie pośpiechu.

 

Tu: "z czwartego wieku ery władcy Imperium Koliertu Sapy Temuca" jeżeli nie ma przecinka (a nawet gdyby był w sumie) wychodzi, że władca żył co najmniej czterysta lat – tak ma być?

 

O pośpiechu świadczą też niekonsekwencje w rodzaju: "wentylatory pożarowe szybko usunęły z korytarza resztki dymu". Same wentylatory w porządku, ale to pierwsza sprawnie działająca rzecz – mam tu wrażenie dysonansu, bo najpierw całkiem plastycznie pokazujesz statek prawie że rozbity, a potem beztrosko rzucasz, że wentylatory działają, aż miło.

 

Albo reakcja Logana przy rozpinaniu hełmu, która trochę wisi w próżni – jasne, Benitez pewnie się szarpnął, wzdrygnął czy coś, ale byłoby miło zasygnalizować, co zrobił.

 

Albo to, że mapa raz jest zupełnie nieznanym artefaktem, a raz przedmiotem legend. To można by było rozwiązać (jedni o mapie słyszeli, inni nie) w większej liczbie znaków… chyba musisz sobie z nimi poczynać odrobinę ekonomiczniej.

 

A to zdanie: "Towarzysz nie był zainteresowany wygodami statku a w tonie jego wypowiedzi wypowiedzi dało się wyczuć irytację." to już po prostu pozostałość notatki.

 

To niekoniecznie jest błąd (poza tym imiesłowem): "Narożnik łącznika z drugim korytarzem strawił krótki, ale gwałtowny pożar odsłaniając wręgi i podłużnice statku." bo w zasadzie Logan może ten pożar pamiętać, ale lepiej zacząć od tych wręg, od osmalenia – od tego, co Logan widzi, a nie tego, co wnioskuje czy przypomina sobie. Tu i ówdzie streszczasz ("Wezwali Lucjusza." – co prawda, limit nie zna litości…), a czasami zapewniasz o rzeczach oczywistych (Logan jest kapitanem – wiemy, że jakiś tam sanitariusz nie ma prawa się z nim kłócić, kiedy nie chodzi o pilne przypadki medyczne, więc po co tłumaczyć, że chciałby, ale nie widzi sensu?).

 

Tutaj: "Pytanie było zadane ostrym, oskarżającym tonem, ale była w nim też nuta dociekliwości" raz, ostry ton nie pasuje do wypowiedzi kapitana, dość potoczystej, i dwa: wszystkie pytania (tzw. pytania właściwe, bo wyróżnia się też pytania egzaminacyjne i retoryczne) zadaje się z dociekliwości (żeby otrzymać informację). Ogólnie zdanie wychodzi łopatologiczne (a ton może być oskarżycielski, nie "oskarżąjący").

 

Tutaj poplątały się metafory: "furtka, by uniknąć gniewu dowódcy" najpierw nuta, potem furtka, a potem ni z tego ni z owego jakieś "by uniknąć" – wybierz jedno.

 

Dostarczyłeś też znakomitego przykładu na to, dlaczego trzeba uważać na zgodność aspektów czasowników z zamierzoną treścią zdania: jeśli Logan "zgarnął" sześcian do kieszeni, to aspekt dokonany wskazuje, że mu się udało – przez to opis dziwnych rzeczy, które sześcian robi, wypada dziwnie, bo oczywiście nie robi tego w kieszeni, tylko nad stołem. Ale czytelnik przez chwilę myśli, że w kieszeni, bo przecież właśnie powiedziałeś, że tam się sześcian znajduje!

 

Opis sześcianu dość mętny: "Boki sześcianu uniosły się, a na krawędziach rozjarzyło się słabe, niebieskie światło." – ja napisałabym: Boki sześcianu uniosły się, a krawędzie rozjarzyły słabym niebieskim światłem.

 

"Na ściankach pojawiły się pojedyncze, lekko błyszczące znaki." skąd wiadomo, że pojedyncze? (może każda kreseczka jest osobnym znakiem? zresztą – to mi nic nie mówi). Co to znaczy "lekko błyszczące"? To nie jest obrazowe, po prostu. Poza tym dajcie sobie wszyscy spokój z tą manierą: "na jednej ze ścianek" – na jednej ściance, kropka. Tutaj: "Koła rozmazywały świecące punkty, a czasem je wciągały do swojego wnętrza." to już się robi abstrakcyjne (i: a czasem wciągały je do wnętrza).

 

Nie zabrakło anglicyzmów: "paramedycy" to kalka – my mamy sanitariuszy. Składniową kalką jest: "Wiedźma nie znała się na technice tak dobrze, jak na psychice." – Wiedźma lepiej się znała na psychice niż na technice; a także: "Zapomniał pan dodać, drugi raz w naszej umowie".

 

Dotyka Cię również częsty problem tłumaczy – nie potrafią się zdecydować, czy rozmówcy są na "ty" czy na "pan". Po angielsku tego się nie rozróżnia, a po polsku tak i dialog wypada sztucznie.

 

To zdanie jest co najmniej nienaturalne: "Zresztą, większość otrzymanych przez załogę ran pochodziła od ognia kolegów." poza tym, że kapitan myśli o tym, co w tej chwili widzi, w czasie przeszłym, jakby był narratorem wszechwiedzącym, którym nie jest – nie czytałam tyle militarystycznych rzeczy, żeby wiedzieć, jak jest po polsku "friendly fire", ale wiem, że rany nie mogą "pochodzić od ognia".

 

Albo: "Był wysokim mężczyzną" po angielsku trzeba by zaznaczyć, że był mężczyzną, ale po polsku nie, bo mamy rodzaj gramatyczny i wystarczy "Był wysoki".

 

Angielska jest konstrukcja z zaimkiem: "jak gdyby czytał w jego myślach" – po polsku: czytał mu w myślach (a w ogóle, to już za bardzo mi to wciskasz – zdążyłam się połapać, że gość jest podejrzany).

 

Jak również: "Logan zignorował szyderstwo" – Logan puścił szyderstwo (jakie szyderstwo?) mimo uszu.

 

"O tyle dobrze" wymaga jakiegoś dopełnienia, bez niego nie ma sensu (O tyle dobrze, żeśmy butów nie sprzedali), i wygląda dziwnie.

 

Tu znowu: "zawdzięczał to, że żyje" – kapitan myśli o tym, co dla niego obecne, więc powinien być czas teraźniejszy (poza tym spokojnie można skrócić do: zawdzięcza życie).

 

"Zresztą, obaj podzielali ten sam pogląd i wszelkie uzależnienia wśród załogi tępili bez litości, hołdując zasadzie, że w trudnych przeprawach lepiej mieć załogę, która nie ma zmysłów przytępionych używkami." ojoj, zdanie się rozlazło. Jedne nie może podzielać różnych poglądów, no bo z kim? Uprościłabym znacznie: Zresztą, obaj hołdowali zasadzie, że w trudnych przeprawach lepiej mieć trzeźwą załogę i wszelkie używki na pokładzie tępili bez litości.

 

"Koliertanie, podczas określania pozycji, posługiwali się" – "podczas określania pozycji" to nie wtrącenie, ale nie mówimy tu o jednoczesności, tylko o narzędziu, więc pominęłabym powtórzonych Koliertan i napisała: Do określenia pozycji stosowali…

 

Nie: "Kapitan obejrzał się sprawdzając", tylko: Kapitan obejrzał się, żeby sprawdzić. Imiesłów przysłówkowy współczesny oznacza jednoczesność, nie przyczynowość (owszem, kapitan mógłby robić te dwie rzeczy naraz, ale nie to wynika z kontekstu).

 

Logan znów myśli w czasie przeszłym o rzeczach obecnych: "Ale czy… mapa była prawdziwa? Tego nie można wyjaśnić consecutio temporum, zresztą w następnym zdaniu jest już normalnie czas teraźniejszy.

 

A tu znowu pomieszały się aspekty: "Z kokpitu "Fantasme" Lucjusz obserwował jak "Frontiere" zniknęła zostawiając za sobą krótką, jasną kreskę przypominającą spadającą gwiazdę." "obserwował" jest niedokonane i musi się łączyć z niedokonanym obiektem obserwacji, poza tym mamy tu c.t.: Z kokpitu Fantasme Lucjusz obserwował, jak Frontiere znika, zostawiając za sobą krótką, jasną kreskę, jak spadająca gwiazda.

 

Szyk zdań nie zawsze jest przemyślany:

W tym zdaniu: "Z uszkodzonego panelu sterującego drzwiami prowadzącymi do kokpitu sypnął snop iskier, oświetlając na moment dwie sylwetki leżące w progu." szyk podkreśla panel – czy iskry nie są ważniejsze? A tym bardziej sylwetki? 

 

Przy okazji: "ostatnia z działających lamp" to ostatnia lampa w szeregu tych, które działają – a przecież chodzi o ostatnią lampę, która jeszcze działa, więc powinna być: ostatnia działająca lampa.

 

"Dlaczego nie wyszło to w testach?" – "to" nie może być akcentowane: Dlaczego to nie wyszło w testach?

 

Nie stawiaj "się" na akcentowanym miejscu, jak tutaj: "Gdy sierżant oddalił się, do kapitana zbliżył się nawigator" – często można znaleźć czasownik, który go w ogóle nie wymaga.

 

Szyk "A to dało szansę nam oddać w końcu celny strzał" jest absolutnie niedopuszczalny (po angielsku analogiczny szyk działa, ale po polsku nie, i nic mnie nie obchodzi, że durnie z telewizji tak mówią – Ty nie jesteś durniem z telewizji). Poza tym bezokolicznik nie zawsze może zastępować rzeczownik. Tu mogłoby być: i tak dałeś nam szansę na celny strzał; i dzięki temu mogliśmy wreszcie oddać celny strzał; a to dało nam szansę na celny strzał (jest wiele możliwości).

 

Tu można znaleźć coś na kształt paszczowości: "rozpoczął w myślach podsumowanie kapitan" ale nie brzmi to naturalnie.

 

I znowu – "się" nie akcentujemy: "Minęła dłuższa chwila nim komputer odezwał się." – Minęła dłuższa chwila, zanim komputer się odezwał (albo przemówił).

 

"Młody nawigator z fotela przy konsoli sterowania" to młody nawigator, który pochodzi z tajemniczej krainy Fotela, niedaleko od konsoli – można zmienić szyk albo w ogóle wyciąć tę informację.

 

Miejsca akcentowane nie lubią jednosylabowców: "gdy miał już go w rękach" – Gdy już miał go w rękach; gdy miał go już w rękach.

 

To zdanie ma w miarę poprawny szyk: "Trzeba przeliczyć zmienną czasu od kiedy mapa była stworzona do dziś" ale jest mało sensowne. Poza tym, że map się nie "stwarza", ta "zmienna czasu" oznacza niewiadomoco. Uprościłabym je i podzieliła na dwa: trzeba przeliczyć czas. Mapa powstała na tyle dawno, że wszystko się pozmieniało.

 

A tu szyk jest tylko trochę poplątany: "Potwierdził nieświadomie wiadomości uzyskane przez nas wcześniej" ale ponieważ czytelnik to wszystko widział, wychodzi na to, że traktujesz go jak głupka.

 

Nie można pisać: "historie zasłyszane na ten temat" – mogą być wszystkie zasłyszane historie na ten temat, ale z tym tematem… Szyk: "co zakopane było" jest bardzo formalny, ą-ę i nie pasuje do najemnika.

 

Tutaj: "na końcu drogi wskazywanej przez nią" nie wiadomo, do czego odnosi się zaimek. Zresztą mapa nie wskazuje drogi, tylko ją przedstawia.

 

Jeszcze: "przed ekipą Logana na ich własnym statku" – zaimki muszą pasować formą do tego, do czego się odnoszą, więc ekipą – na jej statku, a ludźmi – na ich statku.

 

Pośpiech zaszkodził również doborowi słów: "przeczesujących przestrzeń w dalszej części pomieszczenia" korytarz to nie do końca pomieszczenie (uważaj na aliteracje).

 

Logan może mieć spokojny głos, ale czy nie lepiej by było, gdyby mówił spokojnie? I jak głos może być "opętany"? Opętańczy to jeszcze… i nie głos Beniteza jest poważny, tylko jego nastawienie do świata – może wyjaśnić poważnie albo z powagą.

 

Nie "tatuażem w kształcie hieny", bo tatuaż to obrazek, tylko: tatuażem przedstawiającym hienę.

 

Nie ma sensu pisać, że w "podłodze znajdowały się liczne dziury", bo dziura nie jest czymś, co się urzędowo, formalnie znajduje (w sumie dosłownie też nie, bo dziura jest brakiem czegoś, a nie czymś) – dziury mogą ziać; coś może być podziurawione jak sito. Nie wiem, swoją drogą, czy efekty przegranej bitwy nazwałabym bałaganem, ale twardzi kosmiczni marines może i mogą… 

 

"Dodatkowo" to nie jest dobre słowo w literaturze – unikaj jak zarazy.

 

Tylko ludzie mogą coś komuś (czemuś) zawdzięczać – drzwi nie bardzo. Nie "dowódca gestem wskazał mu, że chce rozmawiać na osobności", tylko przekazał, ale cała ta fraza jest streszczeniem.

 

" – Co?! Nie! – zaprotestował Kovalsky. – Skąd wiesz? – wyrwało mu się." Wcale nie zaprotestował, tylko zaprzeczył (protestować to wyrażać sprzeciw, postawę niechęci – a on wyraża fakt swojej niewiedzy). A poza tym – komu się wyrwało? Jeśli Kovalskiemu, to czemu to jest osobna wypowiedź?

 

Poza tym "oponować" to sprzeciwiać się (https://wsjp.pl/haslo/podglad/112407/oponowac) a to Logan tu podejmuje decyzję, której ewentualnie można by się sprzeciwić (a podwładny tylko go o tę decyzję pyta) – więc decyduje, a nie oponuje.

 

"Puzderko" to ozdobne pudełeczko – wymaga jakiegoś uzupełnienia (przynajmniej: "jakieś puzderko"), zresztą kojarzy się bardziej z buduarem damy, niż z torbą agentki. Także "kołatać" nie pasuje do sf, zresztą kołacze się o coś (o pręty klatki), do czegoś (do drzwi) albo po czymś (po głowie) – a nie na czymś.

 

"Z bajzlu jaki powstał na stole najemnik" – "jaki" to nie to samo, co "który", p. tu: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842895 : Z bajzlu, KTÓRY powstał na stole, najemnik…

 

Opis: "kamienie wciśnięte w małą obręcz" cokolwiek mnie skołował. Kamienie mogą być wciśnięte w bieżnik opony, ale w bransolecie są oprawione – przez chwilę nie wiedziałam, co to ma być. Przy okazji – próbę złota wyrażamy w promilach, więc złoto próby dziewięćset osiemdziesiąt (liczby słownie!) – możesz zmyślić własny system, ale po co? Poza tym "bransoleta nie była częścią kontraktu" to błąd kategorialny – kontrakt może nie wspominać o bransolecie albo jej nie dotyczyć.

 

Co to znaczy "odchyłki wykonania wymiarów liniowych i kątowych"? Bo z żadnym wzorcem komputer tego sześcianu nie porównuje (nie ma wzorca idealnego sześcianu), więc – jakie odchyłki? Od czego? Chodzi o błąd pomiaru?

 

A "finalnie" to takie brzydkie słowo… I jaką "analizę" sześcianu Logan przeprowadza? Nie chodzi aby o to, że zajmie się sześcianem później?

 

"Oni potrafili to wszystko uwzględnić w trakcie nawigacji" nie wiem, jak nawigować bez uwzględnienia informacji o pozycji punktów, między którymi się nawiguje, ale wiem, że "w trakcie" jest niepotrzebne, bo uwzględniali to właśnie w nawigacji.

 

Ponadto przypominam, że "dokładnie" to NIE TO SAMO, co "właśnie".

Tutaj nie pasuje "odparł": "– Nnnie wiem – odparł zakłopotany nawigator." bo odpieranie to szermierka słowna, a on się tu tłumaczy zająkliwie.

 

"Sierżant uniósł się z gniewem." tak trochę miesza idiom "unieść się gniewem" i wstawanie z krzesła, co nie byłoby nawet takie złe, gdyby nie to, że ten gniew jest tutaj ciut z sufitu (o co on miałby się gniewać? Jest podejrzliwy, i słusznie, to Ci się chwali jako przewidującemu autorowi, ale młody jeszcze nic nie zrobił).

 

Albert chodził do "Szkoły Nawigatora" – a nie Nawigatorów?

 

"Powszechny" to jest Kościół, a mapa może być pospolita albo często spotykana.

 

"To symbole z języka koliertańskiego" – symbole mogą być wzięte z języka (język to system symboli), ale czy na pewno o to chodzi? "Mówią o parze czarnych dziur" wskazuje, że tak. Ale w takim przypadku lepiej będzie napisać: to symbole pisma koliertańskiego; i dalej: napis mówi o parze czarnych dziur.

 

"Używane przez nawigatorów do określania pozycji oraz kursu" – o wiele jaśniej będzie: do opisywania.

 

Tutaj, poza tym, że przecinki są zbędne (między rzeczownikiem a jego określeniem – to już przesada): "określali mianem, wielkiego, unikatowego skarbu" włazi styl urzędowy ("określać mianem", co w ogóle jest niepoprawne, ale urzędnicy tak mówią), którym kosmiczni marines raczej nie mówią. Czemu nie po prostu: nazywali wielkim skarbem?

 

A tu się potykam: "teraz cały raport skanowania był przedstawiony tylko w formie wizualnej" bo, o ile pamiętam, komputer nie powtarzał tego raportu ze skanowania w kółko jak papuga – więc o co chodzi?

Co to są "ustawienia algorytmów"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/34845/algorytm (mógłby zmienić parametry, ale można też po prostu wyciąć ten nieszczęsny "algorytm").

 

Co masz na myśli, mówiąc: "o znanych i podejrzewanych posiadaczach pozostałych map" – o co są podejrzewani? Bo jeśli chodzi o posiadaczy przypuszczalnych, to tak napisz. A mapa o niczym nie mówi, tylko przedstawia czy odwzorowuje teren.

 

"Zalecić" to doradzić – nie to samo, co "polecić" (kazać). Sierżant raczej zauważył, niż stwierdził – stwierdza się fakty, a on wyraża przypuszczenie.

 

"Komunikuje" się coś komuś (musi być dopełnienie), a Albert służbiście i oficjalnie melduje, że ich wywołują.

 

Jeżeli "klucze dostępu odpowiadają panu markizowi" – to znaczy, że mu się podobają, a wyraźnie nie o to chodzi. Klucze mogą odpowiadać tym, którymi markiz się posługuje.

 

"Logan pozdrowił mężczyznę suchym głosem." czyli jak? Przy "rozglądając" nie można opuszczać "się" (niestety), i czyj rozmówca się przywitał? Rozmówca jest zawsze czyjś.

 

Nie można cedzić inaczej niż powoli, więc nie: " – To są, zdaje się – wycedził powoli Villaroche. – Koszty prowadzenia pańskiej działalności." tylko: – To są, zdaje się – wycedził Villaroche – normalne koszty pańskiej działalności.

 

Co to jest "manipulacja zmysłowa"? Nie manipulacja zmysłami? Bo "zmysłowy" oznacza coś zupełnie innego…

 

"Ton głosu" nie jest osobą i nie może złagodnieć, spojrzenie samo nie widzi, więc nie "znieruchomiało wpatrzone w jakiś punkt poza kamerą" – tylko: skupiło się na czymś poza zasięgiem kamery.

 

Powtarzam też jak krowie na rowie, że "delikatnie" NIE ZNACZY troszeczkę! A @#$%! telewizja robi mi koło pióra…

 

Ta fraza jest sztucznie przeciągnięta: "wrócił wzrokiem do oka kamery i odparł beznamiętnym tonem." lepiej: Znów spojrzał kamerze w oko i powiedział beznamiętnie.

 

"Miejsce wymiany takie jak poprzednio" – a nie to samo, co poprzednio?

 

"W kokpicie zapanowały radość i harmider." to zeugma (różne kategorie) – a jak raz mógł być radosny harmider (tak, harmider nie może się cieszyć, ale jest objawem radości).

 

Co, Twoim zdaniem, znaczy https://wsjp.pl/haslo/podglad/98850/dedukowac/5240400/wnioskowac? Bo faktu odczytania mapy przez Alberta Logan wydedukować nie może. Może się o nim tylko dowiedzieć.

 

Tutaj masz w jednym zdaniu słowa i konstrukcje z dwóch rejestrów: "Nawet jeśli zrobił to z zamiarem, żeby mnie wykiwać," – "z zamiarem" jest formalne, oficjalne (i robimy rzeczy z zamiarem czegoś tam, a nie: żeby coś tam) – a "wykiwać" bardzo kolokwialne i zderzają się dziwacznie.

 

"Uruchomić sekwencją startu według tych koordynatów" nie ma za dużo sensu, ale jako technogadka brzmi nieźle.

 

Zgaduję, że tritol to – nie wiem, materiał wybuchowy? ale po co pisać jego nazwę dużą literą?

 

Można lecieć dokąd, a nie gdzie (choć w dialogach ujdzie). 

 

Ale "buzię" twardy kosmiczny marine może mieć tylko w ironicznych kpinach kumpli, normalnie ma zakazaną mordę. Serio, słowa mają pewne nacechowanie. To jest niesamowicie przydatna wiedza, możesz na tym mnóstwo zbudować – i mnóstwo rozwalić w gruzy.

 

Dziwnie wypada też "zabrała się do oglądania swojego ciała" – ciała nie analizowała (autosekcja?) tylko je badała, a rym jeszcze bardziej podkreśla tę dziwność.

 

No, idź i następnym razem pisz wolniej :) Więcej literówek do odebrania na mailu.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Fajne, bardzo pomysłowe, żeby nie powiedzieć cwane opowiadanie. 

Spodobał mi się zarówno pomysł na czarownicę w kosmosie, ale i na skarb. 

Wszystko wyszło oryginalnie i mnie osobiście mocno wciągnęło. 

Potknęłam się o jakieś błędy, ale i tak mnie porwało.

delulu managment

Witam Szanowne Jury!

 

Bardzo dziękuję za słowa miłe oraz za wszelkie uwagi. 

Cieszy mnie, że opowiadanie się Wam podobało.

Wasze komentarze oraz innych osób zwróciły mi uwagę, że nie jest to samodzielne opowiadanie, bo coś co zaciekawiłoby czytelników, działo się przed i po opowiadaniu. Lekcja dla mnie, żeby jednak historia miała swój początek i koniec.

 

@Tarnino

Większość książek, nie tylko fantastyki, które czytam to dzieła autorów angielskich w polskim tłumaczeniu. Nie wiem jaką robotę robią obecnie tłumacze ale napewno mam naleciałości w pisaniu z racji pracy, ponieważ pracuję praktycznie po angielsku. 

Pośpiech to moja natura niestety. Dodatkowo wyrywam fragmenty wolnych chwil z mojego życia na pisanie ale nie ma tego za wiele. Więc jak już siądę to pędzę by jak najwiecej z historii, którą mam w głowie przelać na ekran komputera. Stąd efekt jest jaki jest. Rozumiem jednak, że “by przyśpieszyć trzeba zwolnić”.

Zwróciłaś uwagę na wiele szczegółów, które u przeciętnego czytelnika pozostałyby niezauważone, ale pewnie wyczułby je na zasadzie “hej, takie sobie opowiadanie, nie klei się”. Widzę, że droga do tego by świadomie te zasady przyswoić, płynnie i precyzyjnie używać języka pisanego jest długa oraz wymaga dużo pracy. Tak czy siak, dziękuję za te komentarze, traktuję je szkoleniowo a po ilości i ich rodzaju zakładam, że wprowadzenie ich zajmie mi chwilkę. 

Poproszę o podesłanie dodatkowych komentarzy, o których wspominasz.

 

Pozdrawiam całe jury i życzę udanego Nowego Roku.

Nie wiem jaką robotę robią obecnie tłumacze ale napewno mam naleciałości w pisaniu z racji pracy, ponieważ pracuję praktycznie po angielsku. 

Nie za dobrą, niestety. Też się łapię na takich rzeczach, zwłaszcza, kiedy jestem zmęczona. Ale jeszcze jesteśmy w Polsce…

Rozumiem jednak, że “by przyśpieszyć trzeba zwolnić”.

Otóż to ^^

Poproszę o podesłanie dodatkowych komentarzy, o których wspominasz.

W takim razie poproszę o adres na priv. 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka