Uff, zdążyłem.
Hasła – informacja, zatrzymanie w czasie, orbita.
EDIT: Opowiadanie w każdym calu (mam nadzieję) poprawione. Dziękuję pięknie za pomoc bruce i Tarninie !!!
Uff, zdążyłem.
Hasła – informacja, zatrzymanie w czasie, orbita.
EDIT: Opowiadanie w każdym calu (mam nadzieję) poprawione. Dziękuję pięknie za pomoc bruce i Tarninie !!!
– Dygam, dygam, ciągle dygam! Na manowcach skrzynie dźwigam! – śpiewał Dziad, tanecznym krokiem szurając po piachach kanionu. Kościste ręce rozwiewały przepastne warstwy lnianej szaty. – Idę, idę, idę sobie! Dokąd, dokąd, któż mi powie? Siup, siup, piach nam w dziób! Kto nie kopie, będzie trup!
Siedząca na błotniku pyłotraka Liwia patrzyła na starca czule.
– Popatrz – szepnęła do Daniela. – Przynajmniej on się dobrze bawi.
– Co z nim?
– Nic. Wrócił z wczasów dwa dni temu. Humor mu dopisuje.
– Ogólnie pytam.
– Nic! Nic i już! Dziad jest kochany! – obruszyła się. – Że co, że jak ktoś jest trochę rąbnięty, to od razu gorszy, tak?
– Nie, nic z tych rzeczy… Ma swój charakter. Nawet go lubię. – Chłopak wolał się wycofać. Strategicznie. Kiedy przybył z Dolnego Bieguna i jako członek orszaku Sowitego Posła dołączył do sił chorągwi Jana Spinela, zaczął starać się o względy dziewczyny. Z różnym powodzeniem.
– Nie zimno ci? Mnie jest w sam raz, mogę ci oddać futerko, albo…
– Sruterko! – przerwała. – Daj mi go posłuchać!
Daniel zagryzł wargi. Czasem dobrze jest milczeć, zwłaszcza, gdy Dziad daje recital pod gwiazdami.
– I co? – i co? – i co dalej? Nico – nico – nico – nico wcale! Głupi, głupi wciąż jesteśmy! Jak wężowie, pchły i dzieci! I pełzamy, i skaczemy, i nawzajem się skubiemy! Skub, skub, wyrwij łup! Ciach, ciach, w zęby trach!
– Wszelki Duch, co z nim jest? – Sowity Poseł pokręcił głową.
– Słucham? – Średni Chorąży Jan Spinel oderwał się od czyszczenia rewolweru.
– No, o tym mówię. – Poseł trzymaną w dłoni rękawicą wskazał Dziada. – Od początku wiedziałem, że to niezły jobel, ale chyba go nie doceniłem. Ha! Z każdą godziną jest u was coraz weselej!
– A, nikt taki. – Spinel dmuchnięciem w lufę uwolnił od strony bębna kłębek pyłu. – Lokalny wariat z Książogrodu. Nie przejmuj się nim, jest niegroźny.
Spinel przed ważnym gościem z Dolnego Bieguna starał się wypaść jak najbardziej profesjonalnie. Dość powiedzieć, że kolejne wybryki nawiedzonego starca w tym nie pomagały. Do tego kordialna osobowość Sowitego Posła nakazywała mu drążyć nieprzyjemnie każdy możliwy wątek.
– Nie, nie, spokojnie, bez problemu. Podoba mi się. Jest z nim jakoś tak, nie wiem, swojsko! Opowiedz o nim!
– A co tu opowiadać? – Rozłożył ręce. – Jest stary i powalony. Wszystkich wnerwia.
– To czemu z nim jeździsz?
– Książę kazał… Uwielbia starucha i roztacza nad nim, psiamać, protekcję. Wciska go, gdzie tylko się da, a my musimy się z potem z pierdlem chandryczyć.
– Ano tak. Siła wyższa…
Dziad znowu przywędrował w ich okolicę. Płomienie mijanych ognisk napełniały jego ślepia pomarańczowym blaskiem. Nocny, pustynny zefir mierzwił białe jak mleko włosy, broda kiwała się w tańcu od uda do uda. Wyglądał straszliwie. A na domiar złego wciąż śpiewał.
– Dygamie, Dygamie! Co mi dasz za me dyganie? Nie dasz, nie dasz, nie dasz nic? A to heca – me skaranie! Dygam, Dygam, ojciec to jest człeka! Dygam, Dygam, dla odważnych to planeta! Lecą kule, lecą dusze, lecą piachu pióropusze!
– Coś takiego! Cóż za bogaty język! – Poseł zwrócił się z zachwytem do Średniego Chorążego. – Czyżby pobierał kiedyś nauki?
Spinel nie odpowiedział.
– Dygam, dygam, ciągle dygam! – wydarł się Dziad rozkładając ręce na boki. Jego głos odbił się echem od ścian wąwozu. – Na Dygamie żywot spinam! Dygam, dygam, ciągle dygam! Wiecznie ten przeklęty Dygam! Hah… – urwał, gdy zabrakło mu tchu.
– Zamknij już mordę, kapciu! – Chrapliwy ryk dobiegł zza skał.
– Właśnie, kurwa, rozpraszasz – poparł go drugi głos. – Weźcie go gdzieś.
– Jebcie się! – odszczeknął im Dziad, po czym podreptał w stronę namiotów.
– No i koniec recitalu… – zasmucił się Poseł.
– Te! – krzyknął w stronę głosów za skałami Spinel. – Jak wam idzie!? Długo jeszcze!?
– Poślij po ładunki, szefie!
– Kurwa, mało ich! Nie dacie rady inaczej?
– Nie ma opcji!
– Psiamać… Liwia! Solski! Bliźniacy! – zawył dowódca w stronę zaparkowanych pyłotraków. – Dajcie mi tu pięć pierdolniczek z drutami! Migiem!
– Ta jest! – odpowiedziały chórem głosy zza ognisk.
* * *
Majstrzy od ładunków czekali na znak od Spinela, zaś pięć bomb rurowych wwierconych w szczeliny poziomego włazu krypty czekało grzecznie na iskrę z kabla.
– Odpalajcie. – Średni Chorąży machnął ręką. Słabiutkie światło rozbłysło nad stalową klapą, by w ułamku sekundy zniknąć w kuli czarnego dymu. Piasek wkoło bunkra podskoczył. Echa eksplozji zadudniły po kanionie, a na jego dno popłynęły żlebami strumyki żwiru.
– No, no! Macie styl! – zawołał Sowity Poseł, odganiając pył rękawicą.
Do włazu podbiegł cherlawy chłopak w zielonej czapce błazna. Padł na kolana i pospiesznie obmacał szczeliny. Wreszcie zerwał się na równe nogi i podskoczył, aż mu dzwonki zadźwięczały.
– Poszło! – krzyknął w stronę Spinela.
Trepy z chorągwi zaczęły wyć szaleńczo i klepać się po plecach. Przy włazie nie zdążył jeszcze opaść kurz, a już do jego krawędzi zbliżyły się tyłem dwa pyłotraki. Z ich pokładów zeskoczyło kilku majstrów z linami i stalowymi hakami. Po chwili dwa spalinowe monstra zapruły przed siebie, aż żwir trysnął spod gąsienic. Potężna płyta podniosła się z wolna i spadła wreszcie z głuchym tąpnięciem na piaski wąwozu. Reflektory oświetliły kwadratową dziurę i przysypane gruzem schody. Krypta została otwarta.
– Ha, moje gnojki, spisaliście się! – ryknął Średni Chorąży i ruszył pewnie w stronę wrót. Na jego pomarszczonej twarzy malował się wyraz absolutnego tryumfu.
– Niech Wszelki Duch da nam zdobyczy! – zawył jeden z jego przybocznych, unosząc nad głowę stalowy topór.
Za Spinelem ruszyła kolumna trepów, wedle rangi. Liwia, z uwagi na więzy krwi łączące ją ze Średnim Chorążym, znalazła się gdzieś pośrodku łupieżczego korowodu. Wkrótce dołączył do niej Daniel. Schodzący w podziemia łowcy oświetlali sobie drogę pochodniami i lampami benzynowymi. Pomimo zapału stąpali wolno i ostrożnie, bacząc na gruz i popękane stopnie.
– Robi wrażenie, co? – szepnęła Liwia do towarzysza, zbliżając łuczywo do stropu. Wymalowano na nim doprawdy dziwne przedstawienia. Farby wyblakły, a wilgoć znaczyła powierzchnię czarnymi smugami, jednak większość fresków była czytelna. Po zielonych wzgórzach spacerowali ludzie w wielobarwnych strojach. Nad rozłożystymi drzewami przepływały po błękitnym niebie mlecznobiałe obłoczki. Dzieci bawiły się z dziwnymi, czworonożnymi stworami.
– Zawsze to tak wygląda?
– Zazwyczaj. Tylko w paru kryptach tego nie było, ale ich nie zdążyli dokończyć.
– Tak przedwieczni wyobrażali sobie raj? – spytał chłopak. Chłonął malowidła z rozdziawionymi ustami.
– Nie wiem. Może.
– Z innego świata to obrazy! – zawołał zza ich pleców Dziad. – Wizje, które każdy nosi w sobie!
– Widać gówniarz z Bieguna nie, skoro taki zadziwiony! – zarechotał jeden z poruczników.
Wkrótce byli na dole. Większość łowców poszła dalej w mrok, by dobrać się do serca kompleksu. Znali układ tego konkretnego rodzaju krypt, toteż wiedzieli dobrze, gdzie czeka na nich największy łup.
– Chodź. – Liwia pociągnęła Daniela w ciemną odnogę. – Każdy to pomija, a tu jest najciekawiej.
– Tu, czyli gdzie?
– Na początku.
– Jeny, ile kurzu!
– Nie marudź.
Poszli wąziutkim korytarzykiem. Ściany pokrywały do połowy drewniane boazerie, a podłogę wyłożono wzorzystymi płytkami. Było przyjemnie ciepło i sucho, pachniało kurzem i starą sośniną.
– Co to jest?
– Boczek. Jeden z boczków. Lata temu Spinel chciał, żebym zaczynała sprawdzać właśnie odtąd. Pewnie dlatego, że byłam mała, a w boczkach jest najbezpieczniej. No, ale jakoś tak zostało. Wielkich skarbów tutaj nie znajdziesz, ale można trafi na coś innego.
– Na co?
– Na wszystko!
Znaleźli się w heksagonalnym przedsionku. Na każdy bok przypadały jedne przeszklone drzwi obramowane rzeźbionym portalem. Szybki były brudne, pokryte naciekami. Na ozdobnych formach i w żłobieniach zalegał nawarstwiony kurz.
– Za tymi na wprost powinna być długa komnata.
Liwia nacisnęła fantazyjną klamkę. Jedno mocne pchnięcie i drzwi ustąpiły. Stare drewno zadygotało na zawiasach, obluzowane szybki zatrzeszczały w szprosach. Wzniecony kurz przesłonił na moment wejście.
– Khe, khe – Liwia zakasłała. – Najgorszy jest ten brud. Dawaj, szkoda czasu.
Przeszli przez kurzawkę i puścili smugi światła latarek w głąb pomieszczenia. Było nieproporcjonalnie długie i wysokie, przypominało bardziej ślepą sztolnię niż użytkowy pokój. Dwie dłuższe ściany pokrywały w całości regały z książkami. Daniel podszedł i wyciągnął jedną.
– Nie warto – powiedziała Liwia i ruszyła dalej wzdłuż półek.
Daniel otworzył oprawiony w niebieską skórę wolumin. Natrafił na niezapisane niczym kartki. Przeleciał do samego końca. Nic nie znalazł. Wziął następną księgę. I następną. Za każdym razem z tym samym rezultatem. Pusto. Wzruszył w końcu ramionami i cisnął ostatni sprawdzany tom w kąt. Poszedł w stronę światła latarki Liwii, która dotarła już widać do końca komnaty.
– Popatrz! Chyba nie wytrzymał napięcia.
Dziewczyna oświetliła kościotrupa siedzącego u krańca stołu w obitym popękaną skórą fotelu.
– Wszelki Duch… – Daniel aż się cofnął. – Gdzie on ma łeb?
Faktycznie, zwłokom brakowało głowy. Na pochylonym kręgosłupie wisiały jedynie resztki kręgu szczytowego. Ręce trupa leżały na blacie, a jedna z nich wciąż trzymała uschniętą żółtą różę.
– Bo ja wiem? Odpadł widać. Chcesz, to szukaj.
Daniel omiótł latarką okolicę. Na podłodze wokół stołu zalegały stosy kartek, spróchniałych szpargałów i kostne szczątki, zapewne po jedzeniu.
– Obejdzie się. To co właściwie chcemy tutaj znaleźć?
– Mówiłam: wszystko. Popatrz. – Wskazała ruchem ręki rozbudowane geometryczne meblościanki pełne dziwnych ozdób, skrzynek i ustrojstw. Liwia ruszyła otwierać szafki. Daniel z wolna podszedł do trupa przy stole. Pod kostnym kikutem wisiał naszyjnik z kłów okalający wyschnięte żebra. Chłopak dotknął go opuszkami palców.
– Te! Co ty? – ryknęła na niego schylona przy szafie Liwia. – Nie wiem, jak wy na Biegunie, ale my trupów nie okradamy. Zwłaszcza trupów przedwiecznych.
– Oglądałem tylko… – Speszony chłopak wycofał się za plecy kościotrupa.
W krańcowej ścianie sztolni ziała łukowata nisza. Wstawiono w nią wysoki kredens z czarnego drewna, tuż nad którym wisiał zdezelowany zegar. Drzwiczki odpadły, podobnie jak wskazówki na cyferblacie. Złote odważniki leżały w dole ramy napinając łańcuszki. Widać zegar chodził dłużej niż ludzie, którzy go po raz ostatni nakręcili. Daniel podszedł bliżej. Za szybami kredensu mieniły się w świetle latarki wielobarwne szkła i porcelana. Na dolnym jego blacie stało miniaturowe drzewko uplecione ze srebrnych drutów. Na gałęziach pozawieszano małe brylanty imitujące liście. Chłopak pstryknął w nie palcami. Kryształki zaczęły uderzać o siebie z melodyjnym dzwonieniem. Na prawo stał wazon z uschniętymi kwiatami. Daniel dotknął jednego z nich. Rozsypał mu się w palcach. Za wazonem, w głębi półki dostrzegł jakiś kształt. Odsunął dzbanek i poświecił w jego stronę. Stała tam metalowa skrzynka. Wyglądała na amunicyjną, do tego niespecjalnie antyczną, lecz chłopak nigdy nie widział podobnego modelu. Złapał za uchwyt i przeciągnął skrzynkę w swoją stronę. Włożył latarkę w zęby, by móc oburącz uporać się z zamkiem, jednak, ku jego zdziwieniu, wieko spinała jedynie prosta klamra. Podważył sprzączkę kciukiem i otworzył skrzynkę. W środku, zatopiony w purpurowym wyściełaniu, leżał okrągły, lśniący przedmiot.
„Wreszcie! Tak, tego właśnie szukałem!”, pomyślał i zamknął skrzyneczkę. Schował ją szybko do skórzanej torby przewieszonej przez ramię.
– Rety! Popatrz na te ostrza! Są świetne! – zawołała Liwia.
– Idę.
* * *
Łupy były ogromne. Sam Średni Chorąży nie pamiętał, kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi sięgnęło tak wysokiego poziomu. Roboty było tyle, że zadania rozdzielono między zmiany. Wynoszenie i pakowanie skarbów na pyłotraki jeszcze trwało, gdy Liwia znalazła się w swoim namiocie. Spinel posłał ją i resztę młodych na odpoczynek.
„Ciekawe, kiedy będzie miał dosyć. Kiedy wreszcie zaspokoi Księcia?”, myślała, rozczesując włosy przed wysokim lustrem świeżo wyniesionym ze splądrowanej krypty. Rzeczywiście, jej stryj był kłębkiem nerwów, odkąd Książę Lewopołu zarządził Wielkie Łowy. Wysłano chorążych na wszystkie strony państwa, również pod same jego granice. Zaproszono wielu dyplomatów sąsiadujących państw i frakcji, w tym Sowitego Posła.
„Ten też dobry… Gnojek. Tylko węszy i denerwuje. No, ale przynajmniej Daniel przyjechał.”
– A właśnie! – aż krzyknęła. – Jak mogłam zapomnieć?
Odłożyła grzebień i ruszyła w stronę pryczy. Wygrzebała z plątaniny koców metalową skrzynkę i z namaszczeniem postawiła ją na stoliku obok lampy. Przyciągnęła sobie stołek, usiadła i zatarła ręce.
„Kochany Wszelki Duchu… Wiesz, jak kocham prezenty, a zwłaszcza prezenty-niespodzianki, więc dzięki ci za Daniela!”.
Klamra skrzynki szczęknęła pod palcami.
– Rety… – szepnęła i opadła na siedzenie. Z wnętrza błysnęło. W purpurowym wyściełaniu spoczywał złoty diadem. Krawędzie wykończono podłużnymi rubinami i perłami, a powierzchnię ozdobiono geometrycznymi żłobieniami. Przez jej środek wyryto na całym obwodzie napis: „DLA NAJPIĘKNIEJSZEJ ISTOTY”. Gdyby Daniel i Liwia potrafili go odczytać, zapewne zachwyciliby się tak cudownym zbiegiem okoliczności.
– Przed wielmożnym państwem… – uniosła diadem oburącz. – Królowa Liwia!
Podeszła do lustra i osadziła go ostrożnie na uczesanych włosach. Pasował idealnie. Rubiny błyszczały kosmicznie łapiąc światło płomienia tańczącego w lampie. Odcień złota zlewał się z jej lśniącymi, jasnymi włosami.
– Cóż to? Autokoronacja? – zapytał przyjaźnie dźwięczny, męski głos. Liwia kucnęła przerażona.
– Ktoś ty?!
– Nie bój się. Jestem przyjacielem. Jak ci na imię? – Głos był piękny, łagodny, o nieco chłopięcej barwie, a przy tym zdradzał absolutną mądrość i pewność racji mówiącego. Brzmiał jak muzyka. Dziewczyna rozglądała się przerażona po wszystkich kątach, jednak nikogo nie dostrzegła. A głos dobiegał przecież z tak bliska.
– Liwia! – odburknęła. – Gdzie jesteś, do cholery?
Nie czekając na odpowiedź, wyszła na zewnątrz i zaczęła przeczesywać krzaki w najbliższej okolicy namiotu.
– Tak mnie nie znajdziesz – powiedział głos dobrotliwie. – Jestem u góry.
Liwia uniosła głowę. Nie zobaczyła nic, poza czerwonymi gwiazdami migoczącymi na czarnym niebie. Chłodny wiatr omiótł jej twarz, zaś do głowy przyszła myśl. Myśl, od na rękach wyszła gęsia skórka, a kolana zmiękły.
– Jesteś… – zaczęła i przełknęła ślinę. – Jesteś Wszelkim Duchem?
– Nie, słonko. Jestem zwykłym duchem.
– Dobrym?
– Najlepszym. Wszelki Duch bardzo mnie ceni.
Liwia padła na kolana. Wyrzuciła ręce przed siebie i twarz wbiła w piasek.
– Wstawaj, jeszcze ktoś zobaczy – polecił głos.
– Tak, tak, przepraszam. – Wstała zawstydzona. – Jak ci na imię, panie?
– Nie mogę powiedzieć. Zwracaj się do mnie: Aniele. Po prostu. I bez żadnego „panie”. A, no i mów trochę ciszej. Słyszał cię będę i tak, a twoi pobratymcy nie wezmą cię za obłąkaną.
– Dobrze. Mogę cię zobaczyć? Gdzie jesteś?
– Głupie pytanie, nie możesz. Gdzie jestem? Wszędzie i nigdzie! Jestem aniołem, gdzie niby mam być?
– Przepraszam.
– Nie szkodzi. Nie codziennie spotyka się bożego posłańca.
– Po co tu jesteś? Czy to przez koronę?
– To diadem, słonko. Tak, powiedzmy, że to przez niego. Moje losy są z nim związane.
– W jaki sposób?
– Nie zrozumiesz. Ale tak, jest całkiem ważny, więc go pilnuj. Teraz wracaj do namiotu, bo się przeziębisz. Tam porozmawiamy.
Liwia rozejrzała się i truchtem wróciła do swojego schronienia. Zasunęła za sobą płachtę wejścia i zasznurowała ją skrzętnie. Potem usiadła na łóżku, wciąż lekko wstrząśnięta.
– Oj tak, przyda się nam trochę prywatności – pochwalił głos.
– Czego ode mnie oczekujesz?
– Gdybym ci wszystko od razu przedstawił, oszalałabyś. Poza tym, skarb nie wybrzmiałby wtedy tak dobrze, tak donośnie wśród niebios. Dlatego ważna jest cierpliwość.
– Jaki skarb?
– Największy z możliwych! – zadudnił głos. – Lubicie skarby, prawda?
– Tak.
– To wspaniale! Zdejmij diadem i obejrzyj go od wewnętrznej strony.
Liwia wykonała polecenie Anioła. Nie znalazła jednak niczego.
– To białe… – doprecyzował.
– To? To podbicie.
– Żadne podbicie. Wyjmuj.
Dziewczyna złapała palcami wybrzuszony, twardawy materiał przytrzymywany nagiętymi do wewnątrz krawędziami diademu. Wreszcie biała opaska spadła na dywan.
– To sprasowana kartka. Otwórz ją – rozkazał.
Liwia wzięła ją do rąk. Była ciężka i twarda, a jednak przedziwnie elastyczna. Ostrożnie zaczęła rozwijać ciasno złożony materiał.
– To pergamin skalny – wyjaśnił w międzyczasie Anioł. – Nikt ci go nie zniszczy, ale ukraść może, więc pilnuj się.
Oczom Liwii ukazał się drzeworyt. Był czarno-biały, miejscami poszarzany. Drobne akcenty i linie w centrum pociągnięto złotem, które mieniło się mistycznie w świetle latarki.

– To dzieło przedwiecznych?
– Mapa. Mapa skarbu! – oznajmił Anioł uroczyście. – I nie jest wcale przedwieczna. Jak na moje pojmowanie czasu, to rzekłbym, że jest całkiem nowa. Trasa liczy mniej więcej sześćset mil.
– Których mil?
– Waszych, dygamskich. Jak szybko potraficie jeździć?
– Zależy. Pięćdziesiąt mil na godzinę, może szybciej?
– Minimum dwa dni jazdy, teren trudny. Ruszacie rano.
– Jak to? Nie da rady. Zresztą, nie ja o tym decyduję.
– Przekonasz wuja, czy tam stryja. Znajdą się u was tacy, co będą chcieli jechać. Musicie wyruszyć rano. Zegar tyka, wkrótce usłyszą o was źli.
– Źli?
– Tak. Bardzo źli. Przewodzi im sam diabeł.
* * *
– Wszelki Duch! Liwia niesie boże posłannictwo! – krzyczał Dziad po zwijanym obozie. Trepy odrywały się od pracy, ilekroć dostrzegały wśród skrzyń Liwię z diademem błyszczącym na głowie. Posyłały jej wtedy spojrzenia pełne fascynacji, a nawet czasem i strachu.
– Stryju! – zawołała podchodząc do burty flagowego pyłotraka.
– Liwia! O, jak ci dobrze w tej koronie! – Stojący na mostku Spinel odwrócił się w jej stronę. Wciąż był na rauszu, obfite łupy opijano bowiem do świtu w chorążowskim namiocie.
– To dla ciebie. – Zbliżyła się, wyciągając przed siebie lśniący miecz z wysadzaną brylantami rękojeścią i klingą ozdobioną w roślinne ornamenty. – Był w boczku na ścianie. Później nie chciałam ci przeszkadzać, więc oto jestem.
– Dziecko! – Spinel schylił się po artefakt. Jeden z przybocznych przytrzymał go za kurtkę, by nie wypadł za burtę. – Jest piękny! Będę nim siekał wrogów Lewopołu! Ha!
Średni Chorąży wziął miecz i nim zamachał parę razy nad głową. Wtedy podjechał do nich pyłotrak Sowitego Posła. On sam siedział wysoko w fotelu na szczycie oklatkowania nadwozia. Wokół niego zalegli Bieguniacy w czarnych strojach i szarych futrzanych czapach. Na rufie, przy gąsienicach, siedział Daniel. Posłał dziewczynie pytające spojrzenie. Widać usłyszał już o mapie.
– Witaj, bracie! – Dyplomata przekrzykiwał silnik swej potężnej maszyny. – Piękny miecz! Nie czas na naradę? Słyszałem, że zmieniamy cel podróży!
– To trzeba jeszcze omówić. Pawełek! – Spinel klepnął w hełm jednego z trepów majstrujących przy gąsienicach. – Leć po Kartografa, Kapłana i Benzynowego!
– Ta jest! – odpowiedział żołnierz i pobiegł aleją zaparkowanych maszyn w lewo. Po trzech minutach wrócił z trójką cudacznie ubranych mężczyzn. Za nimi ciągnął już sznurek ciekawskich żołnierzy. Wśród nich pląsał wesoło Dziad.
– O! Jak szybko! – ucieszył się Sowity Poseł.
– Wasza świątobliwość, zaczynajcie! – polecił Spinel szpakowatemu mężczyźnie w jasnoniebieskiej szacie z krzywo wyszytymi gwiazdami.
– Panie Chorąży! Ja to popieram generalnie – rzekł zdecydowanie duchowny.
– Coś więcej?
– Samej mapy nie widziałem, ale spytałem gwiazd. Kilkukrotnie, i wynik zawsze był ten sam. – Uniósł rękę i rozczapierzył palce nad głową. – Wolą Wszelkiego Ducha jest, byśmy ruszyli po skarb! – Zewsząd poparły go radosne głosy.
– No tak. Kartograf, co myślisz?
Przed szereg wysunął się grubawy człowieczek w skórzanej czapie z goglami.
– Jeszcze nie widziałem.
– Liwia, podaj mu mapę.
Dziewczyna łypnęła podejrzliwie na kartografa. Nigdy za nim nie przepadała.
– Rety! – Grubasek rozłożył ręce. – Obiecuję, że oddam. I to przed jego świątobliwością.
Zmuszona wyczekującymi spojrzeniami zebranych Liwia podała mu pergamin. Kartograf lustrował go chwilę przez grubą lupę, którą wsadził sobie w oczodół.
– O, jaka ładna. Tak, tak… O, nawet i kąty zapisano przy skrętach – mruczał do siebie. Przez jego ramię na mapę patrzył też Benzynowy. – No dobra, skoro na dole mamy wąwóz i kryptę, to po prawej mamy Mórgóry, tak, to one, zaznaczono wyraźnie Trzy Szczyty. Musimy wyruszyć północnym wlotem. Czyli tamtędy. – Wskazał ręką. – Parę stopni w lewo i po drodze mamy jakiś łuk. Tam, przed Górami Płaskimi występują takie formacje. No i tam mamy odbić na zachód. Objeżdżamy po łuku Koło Boże i przy jakiejś skale, której nie kojarzę, jedziemy na północ. Ale zakładam, że znajdziemy wzrokiem to miejsce, skoro nie napisano nic więcej o dokładnej lokacji. Dalej nigdy nie byłem, do tego nie mam przy sobie map tamtych terenów. Tam już blisko jest równik, robi się płasko, śmiem więc twierdzić, że po samych odległościach i tych znacznikach dotrzemy bez problemu. Mamy tak: przed wydmami jakaś, nie wiem, piramida, namiot? Potem na wschód do jakichś dźwigów? O, a to, wiem! To pewno te wielkie moczary, o których wspominała delegacja cesarska! Jakiś czas temu wybiły za górami. No dobrze, tam przy jakimś ustrojstwie wbitym w ziemię odbijamy na…
– Dowieziesz nas tam? – przerwał mu Spinel.
– Pewnie! Nie takie trasy się na podstawie garści słów robiło, hę, hę… – zarechotał, oddając Liwii mapę.
– Panie Benzynowy?
– Pięćset osiemdziesiąt mil. – Do flagowca zbliżył się wyga w stalowym hełmie. – Opisany teren jest płaski. No, ale tam za Kołem to jednak niewiadoma. Benzyny może starczy, może nie. Jak odeślesz łupy na południe, a najlżejszymi rzęchami ruszymy po skarb, uda się na pewno.
– Ja bym jechał – rzucił Sowity Poseł. – To może być wielka rzecz.
Spinel zamyślił się. Tłum patrzył na niego z wyczekiwaniem.
– Chuj. Jedziemy! – krzyknął wreszcie. – Solski! Weźmiesz trzy czwarte sił i z łupami wrócisz na południe. Zabijcie wszystkich, którzy staną wam na drodze. – Odczepił od burty chorągiew delegacyjną i podał ją zastępcy. – My ruszamy według mapy.
– Tak jest! – Trep ukłonił się i przyjął chorągiew.
– Skarb! Skarb! Skarb! – darł się tłum.
– Ty jedziesz ze mną. – Podał rękę Liwii, i pomógł jej wdrapać się do flagowca.
– Obiecaj, że go zdobędziemy – zażądała wyciągając w jego stronę pergamin.
– Obiecuję – zapewnił stryj, biorąc mapę.
* * *
– Wstawaj, dziecko, wstawaj! – Liwię obudziło poszturchiwanie Dziada. – Tak oto dopełnia się przeznaczenie.
Dziewczyna podniosła się ospale na tylnym siedzeniu pyłotraka i przetarła oczy.
– Tam! – Starzec wskazał w stronę przedniej szyby. Na czerwonym jak krew horyzoncie rósł jakiś czarny, owalny kształt.
– Mamy nasz łuk – mruknął Kartograf z siedzenia pasażera.
– Nazwijmy go “Łuk Dobrej Nadziei” – zaproponował dziarsko Spinel trzymając mapę. – Zapisz to.
– Tak jest!
Liwia włożyła diadem i po drabince wspięła się na dach. Obok nich, wzniecając za sobą szare tumany pędziły jeszcze trzy pyłotraki. Dwa z chorągwi i jeden Sowitego Posła. Dostrzegła jego sylwetkę. Patrzył w dal, bawiąc się jakaś pierdółką z rzemykiem. Obok niego stał, trzymając się barierki, Daniel. Trzeci Bieguniak machał w ich stronę chorągiewkami.
– Chcą przejechać pod łukiem – odczytał sygnał Benzynowy.
– Durne popisy… – mruknął Kartograf.
– Dobra, jedźcie za nimi. Trzeba ochrzcić skałę – polecił Spinel.
– Tak jest! – dobiegło zza kierownicy.
Potężna formacja skalna rosła w oczach, a bezchmurne niebo czerniało, i wkrótce już tylko cieniutka czerwona kreska oddzielała je od pustyni. Mknące na złamanie osi pojazdy włączyły reflektory. Wicher świstał w poszyciach. Umocowane na kabinach proporce i trofea łopotały szaleńczo.
– Jak się spało? – rozbrzmiał nagle głos Anioła, a wiatr jakby przycichł.
– Dobrze. Ale chyba długo.
– Długo, ale i tak za krótko. Potrzebujesz teraz dużo snu. Dam ci go.
– Dlaczego?
– Droga jest jeszcze bezpieczna. Diabeł, póki co, nie wie, dokąd jedziecie. Ale gdy się dowie, będziesz potrzebować wiele siły. Dlatego teraz wypoczywaj.
– Co nam zrobi?
– Spokojnie. Nie przejmuj się tym teraz. Podziwiaj łuk.
Świst wiatru powrócił do normalnej głośności. Zrobiło się jakby szarzej. Widać Anioł odleciał. Liwa wychyliła się i uniosła głowę. Przejeżdżali pod łukiem, teraz już Łukiem Dobrej Nadziei. Ostatnie promienie czerwonego słońca błyszczały w szklistych skałach zawieszonych setki metrów nad pustynią.
* * *
– Wszelki Duch, ile ty śpisz? – spytał pogodnie Spinel, gdy Liwia dźwignęła się z wyra na tylnym siedzeniu.
– Koło Boże, pamiątka po działaniu największej z mocy – oznajmił uroczyście Dziad patrząc przez zabrudzoną szybę. Liwia rzuciła się do drabinki. Słońce było w zenicie, jasnobłękitnego firmamentu nie mąciła ani jedna chmurka. Pyłotraki jechały wzdłuż urwiska, kilkadziesiąt metrów od krawędzi ogromnej kotliny ciągnącej się po horyzont. Lej był niesamowicie głęboki, jego dno ginęło gdzieś w ciemnościach. Kapłani opowiadali, że tysiące lat wstecz, gdy szatani stali się zbyt uciążliwi dla ludzi, Wszelki Duch zaatakował piekło, przebijając własnym palcem fundamenty ziemi.
– Robi wrażenie, co? – Z klapy kokpitu wychylił się Spinel. – Szkoda, że tej spiczastej skały z mapy ani widu, ani słychu.
– Musi gdzieś tam być! – krzyknął z dołu kierowca. – Stary Nowak mówił, że kiedyś widział w tej okolicy coś podobnego.
– Jedziemy zgodnie z mapą – oznajmił Spinel. – Jeśli tam jest, natrafimy na nią.
– Skała jest tam na pewno. – Liwia poprawiła diadem na głowie. – Mamy coś do jedzenia?
Przez godzinę jechali wzdłuż brzegu Koła Bożego. Pogoda i widoczność były świetne, toteż wszyscy z nadzieją wypatrywali nakreślonej na mapie formacji. Wreszcie na bocianim gnieździe jadącego najbardziej po prawej pyłotraka zalśniły czerwone chorągwie sygnałowe. Zadudnił jeszcze klakson, a w niebo wystrzeliła zielona raca. Widać załoga przejęła się odkryciem kolejnego punktu z mapy.
– Wreszcie! – syknął Spinel i poklepał Kartografa po plecach.
Reszta pojazdów odbiła od krawędzi i pojechała w ślad za trąbiącym pyłotrakiem. Wszyscy we flagowcu przywarli do szyb. W końcu zza wydm wyłoniła się skalna iglica. Nie była duża, miała może ze trzydzieści metrów. Towarzyszyły jej dwie mniejsze, nadkruszone wiatrem i przysypane hałdami piasku.
– Cud, żeśmy to w ogóle znaleźli. – Benzynowy pokręcił głową.
– Właśnie. Cud! – Kapłan z uśmiechem popatrzył na Liwię. – Wszelki Duch nam sprzyja.
– Pytanie, jak długo – mruknął bojaźliwie Dziad. – W końcu ześle na nas swe próby.
Pojazdy zatrzymały się tuż pod skałą.
– No, Jarek, pięknie! Macie sokoli wzrok! – zawołał z mostka Spinel pod adresem załogi, która dostrzegła skałę.
– Dzięki, szefie! – chórem odpowiedziały trepy.
– Udała ci się ta przygoda, Spinel! – Pojazd Sowitego Posła podjechał z lewej. – Macie u was jajogłowego, teraz wy prowadźcie.
– Sekundę, dobrze? – krzyknął gniewnie z kabiny Kartograf. – Muszę tutaj wszystko ponastawiać.
– Wjeżdżamy na nieznane piachy. Nie boisz się, Pośle? – zagadnęła dyplomatę Liwia.
– Boję się jedynie, że nic tam nie znajdziemy. Ale spokojnie, wierzę w twoje posłannictwo, dziecko.
– Po drodze skręcimy do ostatniej stacji kablowej, Góry Płaskie numer dwa – oznajmił głośno Spinel. – To nieco ponad piętnaście mil odbicia. U podnóża tamtejszego dolnego masywu rozbijemy obóz i puścimy motor do stacji. Szkoda gąsienic na tamte skały. Poczekamy na gońców z informacjami i ruszymy dalej w drogę.
– Aż tak ci drogie wieści ze stolicy, Chorąży? – Sowity Poseł wyszczerzył zęby. – Szkoda na to czasu. Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy czym tam to badziewie na wydmach jest.
– Nie, mój drogi. Zrobimy tak, jak powiedziałem.
* * *
Śpiącą w namiocie Liwię obudziły wrzaski i wystrzały. Ubrała się, włożyła diadem i wybiegła na zewnątrz.
– Wiedzą o was – odezwał się Anioł smutno. – Masz mało czasu.
– Bądź chwilę cicho, bo mnie zastrzelą.
– Przepraszam.
Ruszyła w stronę namiotu Spinela. Po drodze spotkała Dziada chodzącego w kółko.
– Co się dzieje?
– Źle się dzieje, źle! – zawodził. – Ze stacji kablowej wrócili gońcy. Przynieśli straszne wieści ze stolicy! Wybuchła wojna z Biegunem!
– Prowadzą ich na lincz – dodał wybiegający z namiotu Benzynowy. W oddali widać było grupę trepów z pochodniami.
Liwia co sił pognała w ich stronę. Na granicy obozu stał już pijany Spinel z rewolwerem w dłoni.
– Co chcesz zrobić?! – zawołała.
– Nie przeszkadzaj.
Żołnierze zbliżyli się, prowadząc na powrozach Sowitego Posła wraz z jego ludźmi. Danielowi krew ciekła z nosa. Błagalnie patrzył na Liwię.
– Nici z przygody, co, Spinel? – roześmiał się dyplomata.
– Stul pysk! – Jeden z trepów kopniakiem posłał go w piasek. – Zabiliście Józka i Lolka! Jebane południaki!
– Strzelali pierwsi! – wyrzęził z piachem w zębach Sowity Poseł. O dziwo, wciąż uśmiechnięty.
– Bogu dzięki, że koniec przygody, bo już działałeś mi na nerwy. – Spinel, chwiejąc się, sprawdził naboje w rewolwerze. – Wracamy do Książogrodu.
– Chyba ich nie zastrzelisz, stryju? – zapytała beznamiętnie Liwia. Była pewna, że Spinel tylko się popisuje.
– Nie? To patrz. – Średni Chorąży wypalił do jednego z żołnierzy Posła. Potem drugi raz i trzeci. Ciało w konwulsjach osunęło się na piasek.
– Obiecałeś… – syknęła Liwia.
– Wojna wybuchła trzy dni temu, gówniaro! – wrzasnął. – Książę zwołuje chorągwie, a przez ten zasrany skarb przyjedziemy ostatni!
– Solski z wojskiem nie wystarczy?
– Nie! Ja jestem chorążym, nie Solski!
– Obiecałeś – powtórzyła, a oczy zaszły jej łzami.
– A obietnica, rzecz święta! – krzyknął Dziad unosząc wyschnięty kij ku rozgwieżdżonemu niebu.
– Wyjątkowo poprę obłąkańca – odezwał się surowo Kapłan. – Obietnica, rzecz święta.
Spinel przejechał po zebranych skonfundowanym wzrokiem.
– Wiem, wiem. Chodzi ci o tego gnojka. – Wskazał lufą przerażonego Daniela. – Dobrze, nie zabiję skurwieli. Ale jedziemy na wojnę. Po skarb wrócimy, zgodnie z obietnicą… Kiedy indziej. Mapy ci nikt nie zabierze, co nie? Dobra, zabrać ich.
Trepy szarpnęły za powrozy i poprowadziły jeńców do namiotów.
– Ja bym cię tam zabrał – rzucił do mijanej Liwii Sowity Poseł. Kartograf dał mu za to w zęby.
* * *
Pyłotrak Biegunowców mknął przez pogrążoną w nocy pustynię.
– Masz tupet, dziewczyno! – pochwalił Sowity Poseł przytrzymując bandaż przy rozciętej wardze. Humor wciąż mu dopisywał, ale widać było, że odbiły się na nim wydarzenia ostatnich godzin. Twarz i czarna czupryna poszarzały od pyłu, na szczęce wyszły sińce. Usta śmiały się, ale oczy jakby mniej.
– Anioł mi kazał – odparła gniewnie Liwia. – Inaczej nigdy bym go nie zdradziła!
– Jasne. W każdym razie, dzięki Bogu za tę burzę piaskową i pijaństwo twego stryja-skurwysyna! A właśnie, ten wiatr, to też robota twego niewidzialnego przyjaciela?
– Nie wiem. Nie powiedział.
– Odpal nitro, Daniel – polecił Sowity Poseł siedzącemu za sterami chłopakowi.
– Tak jest! – Chłopak pociągnął za wajchę. Pojazd wsytrzelił do przodu.
– Na pewno możemy ominąć ten cały trójkąt?
– Na pewno. Anioł chciał nam tam tylko coś pokazać.
– To czemu teraz skraca trasę?
– Bo Spinel was zamknął pod strażą, stoczyliśmy z nim potyczkę, a huragan prawie porwał obóz? Może dlatego?
– Młoda ma rację. Kto wie, czy nas nie ścigają – dodał Nazar, zastępca Posła.
– Dobra, dobra, tylko się droczę.
Przez resztę nocy, kierując na zmianę, jechali po dnie wyschniętego morza w stronę dziwnego ustrojstwa wbitego w grunt, nakreślonego na mapie. Księżyce i gwiazdy odbijały się w bezkresnej tafli zwilżonej soli. Wokół nich gęstniał powoli las szubienic. Były w różnym stanie, jedne metalowe, inne drewniane i spróchniałe. Kto je tam postawił i dla kogo? Nie było czasu się zastanawiać.
* * *
– I co to ma niby być? – zapytał z rękoma opartymi na biodrach Sowity Poseł, patrząc w dół doliny.
– Rydwan diabłów. – Liwia zbliżyła się do urwiska.
– Ciekawe. Tak ci powiedział?
– Gdy dojechaliśmy.
Z pagórków poniżej piął się w niebo gigantyczny kształt osnuty mgłą. Był czarny, podłżony, z ostrymi krawędziami. W jego powierzchni ziały dwie dziury. Tak wielkie, że zbierały się w nich obłoki.
– Jedziemy tam? – spytał Nazar.
– Anioł kazał się spieszyć – zaprotestowała Liwia. – Skarb jest najważniejszy.
Sowity Poseł chodził chwilę między nimi z wyrazem najgłębszego zamyślenia na twarzy.
– Nie, no – rzekł wreszcie. – To badziewie nigdzie raczej nie ucieknie. Jedziemy na północ, szkoda czasu.
* * *
Kilkadziesiąt mil przed celem wskazanym na mapie Sowity Poseł zarządził postój. Do kresu wyprawy było już niedaleko, ale powoli kończyła się benzyna i uznano, że spokojnie trzeba usiąść i pomyśleć co dalej. Ale najpierw zebrać siły. Wczesnym rankiem wszyscy jeszcze spali. Liwia leżała pod plandeką rozciągniętą między ziemią a gąsienicami pyłotraka. Trzymała na piersiach złoty diadem.
– Wstawaj i jedź! – zbudził ją krzyk Anioła. – Bierz motor!
– Czemu? Co z Bieguniakami? – szepnęła ubierając się w pośpiechu.
– Zostaw ich. Dwóch jest pijanych, a zanim się zbiorą, miną wieki. Masz mapę?
– Kurwa, Poseł ją ma.
– Nieważne, poprowadzę cię. Idź już!
– A Daniel? – jęknęła, biegnąc do pyłotraka.
– Poradzi sobie. Nie ma czasu na wyjaśnienia. Bierz motor i ruszaj. Ruszaj, bo zginiesz!
Zdjęła z paki pojazdu pordzewiały motor i osadziła go na piachu. Zsunęła gogle, wcisnęła gaz do dechy i ruszyła na północ. Nikt się nie zbudził. Ujechała już dobry kawał, gdy nagle, usłyszała z bezchmurnego nieba potężny grzmot. Ziemia pod oponami zadrżała. Odwróciła się i ujrzała żółtą smugę przecinającą niebo. Na horyzoncie, w miejscu jej zetknięcia z ziemią, w niebo strzelały czarne pióropusze. Wkrótce przemieniły się w potężną kurtynę dymu i piachu, która z hukiem mknęła w stronę obozu.
– To diabły – mruknął Anioł. – Przecinają wam drogę do skarbu. Myślą, że wciąż jesteś w obozowisku. Jedź, nie zatrzymuj się!
W lusterkach widziała, jak pyłotrak pogrąża się w wirującej, sięgającej nieba kurzawie. Zacisnęła wargi i dokręciła manetkę gazu.
– Chyba ich oszukaliśmy…
Liwia nie odpowiedziała. Pruła na przód ze łzami wciśniętymi w powieki. Pustynia stała się zupełnie płaska; żadnych wydm, czy skał, tylko piach i spękane błota. Było bezwietrznie, ciszę mącił jedynie ryk motoru mknącego prosto na północ. Jechała na najwyższych obrotach, bez pamięci, zaś Anioł co jakiś czas korygował kurs. W końcu w oddali zamajaczył kształt.
– Już blisko. Dałaś radę! – pochwalił Anioł.
Liwia skupiła wzrok na rosnącym na horyzoncie kształcie i mocniej ścisnęła kierownicę. Kształt wkrótce wyostrzył się w obraz piramidalnej wieży wzniesioną z piaskowcowych bloków.
Było już tak blisko. Został kilometr, sześćset metrów, dwieście. Nagle przestała słyszeć warkot silnika. W ciszy poczuła wstrząs, widziała jak piach wokoło podrywa się w górę. Ziemia zadudniła, a motor przekoziołkował do przodu. Liwia na moment straciła świadomość.
– Wstawaj! Biegnij! – Usłyszała wreszcie przytłumiony głos Anioła. – Jeszcze kawałek!
Mimo bólu podniosła się, włożyła diadem na głowę i, kulejąc, pobiegła w stronę wieży. Ziemia drżała, coś szumiało w niebie, zaś pustynię przesłoniły cienie. Zrobiło się ciemno jak w nocy, widać było co jaśniejsze gwiazdy. Kątem oka widziała wirujące kolumny piachu i języki ognia, ale nie zwalniała tempa. Wreszcie dobiegła do podstawy wieży. Wśród głazów dostrzegła nieduże, prostokątne wejście. Wbiegła po stopniach i wpadła w mrok korytarza. Znalazła się wreszcie w wysokiej hali, wytyczonej czterema wielkimi łukami wspartymi na megalitowych filarach. Widać było przez nie nienaturalnie pociemniałe niebo i lśniące żółte smugi.
– Połóż diadem na posadzce! Obojętnie, gdzie!
Liwia wykonała polecenie. Dotknąwszy marmuru, artefakt zalśnił na czerwono.
– Witaj – W sali rozbrzmiał metaliczny głos kobiety. – By kontynuować, podaj hasło.
– Powtarzaj za mną! – rozkazał Anioł. – Osiemdziesiąt jeden.
– Osiemdziesiąt jeden – drżącym głosem powiedziała Liwia.
– Czterdzieści trzy.
– Czterdzieści trzy.
– Siedemnaście.
– Siedemnaście.
– Dwadzieścia pięć.
– Dwadzieścia pięć.
– Weryfikacja pozytywna – oznajmiła kobieta. – Co mogę dla ciebie zrobić?
– Powiedz jej tak: wyślij wiadomość tekstową numer dwa kanałem zastępczym.
– Wyślij wiadomość tekstową numer dwa kanałem zastępczym – powtórzyła Liwia.
– Wiadomość wysłano. Co mogę jeszcze dla ciebie zrobić?
– A teraz spieprzaj stamtąd! – krzyknął Anioł. – Biegnij do motoru!
Liwia wypadła na zewnątrz. Na niebie działy się niestworzone rzeczy, ale nie patrzyła na nie. Biegła na południe, szukając wzrokiem porzuconego jednośladu. Wreszcie dojrzała go, wystający z hałdy. Wyciągnęła motor z piasku, i już miała wsiadać, gdy nagle poczuła, coś, niczym walnięcie w potylicę. Zawirowało jej w głowie i upadła na piasek. Ostatkiem sił próbowała się podnieść, ale tylko przewróciła się na plecy. Przed oczami pociemniało. Ostatnie, co zobaczyła, to ogromny, czarny jak smoła kształt wlatujący na firmament.
* * *
Wielki Terraformator z zaciśniętymi wargami patrzył przez szybę na szarą powierzchnię planety Dygam 5. Pod białymi kosmykami włosów czerwieniała wykrzywiona nienawiścią starcza twarz.
– To chyba koniec, co? – odezwał się z szyderczym uśmiechem stojący obok zastępca. – Wszyscy już wiedzą. Wszyscy. Zrobią z nas miazgę.
– Jak dokładnie – zaczął Terraformator i przełknął nerwowo ślinę. – Jak dokładnie to poszło?
– Ten potężny sygnał nadano z powierzchni do starej boi radiowej na orbicie. Stamtąd poszedł wszędzie, do wszystkich systemów, nawet w Hiadach go słyszeli. Rzecznicy już pytają o nasze stanowisko. Cóż, raport w sygnale jest, rzekłbym, całkiem wyczerpujący, toteż wątpię, by jakieś oświadczenie mogło cokolwiek zmienić.
– Skąd taka moc? Jak im się udało ją wytworzyć?
– Nie udało. Wykorzystali naszą antenę sprzed tysiąca lat, którą zapomniano zabrać. Ci ludzie do samego końca nie wiedzieli o nas, ani o tym, że ich rzeczywistość jest eksperymentem, więc ktoś musiał tę małą do niej doprowadzić.
– Ktoś od nas?
– Wszystko na to wygląda. Spokojnie, znajdziemy go.
– Trzeba… Trzeba uaktualnić dawne procedury.
– Oj, trzeba! – zarechotał zastępca. – Jak to szło? Destrukcja planety w przypadku wykrycia przez jej mieszkańców obecności innych ludzi poza orbitą? Dobre sobie. Jak to zrobisz, to cała galaktyka się tu zleci i nas powystrzela. Ostatnio w modzie jest ochrona bezbronnych.
– Zostawimy ich.
– Co?
– Zostawimy ich. Niech se żyją. Prymitywy… – Zacisnął pięści. – Powinni nas czcić jako bogów!
Zastępca rozpromienił się i z politowaniem pokręcił głową.
– Coś pięknego! Jak w pradawnych mitach!
– Co?! – syknął starzec. – Co ty bredzisz?
– No, ta dziewczyna. Pomyśl tylko! Jest zupełnie jak Prometeusz. Tylko zamiast ognia dała im coś cenniejszego – istnienie. Prawdziwe! Bo d teraz, naprawdę są ludźmi.
Wielki Terraformator milczał, wciąż patrząc nienawistnie na szarą kulę pokrytą spiralami chmur. Jego rozmówca nie dawał jednak za wygraną.
– Niesamowite… – szepnął. – Setki lat kreacji, dbania o najdrobniejsze szczegóły, tworzenia im legend i zwyczajów, a teraz co? Teraz to ktoś z Dygama pokierował n a s z y m i losami. Ktoś tak niepozorny. Cholera, oni jej tam teraz powinni stawiać pomniki, albo… – urwał, bo Wielki Terraformator złapał go za pas i wyciągnął mu z jedwabnej pochwy platynowy miecz. Bez słowa ruszył z nim w stronę wyłożonej marmurem sali z ledwo żywą Liwią.
– To nic nie zmieni! Za godzinę schodzimy z orbity – zawołał za nim zastępca. – Cholera, tylko wytrzyj mi go później!
* * *
Ciepły wiatr zbudził Liwię, omiatając jej twarz. Było ciepło, powietrze pachniało oddalająca się burzą i wilgotnym lasem. Dziewczyna otworzyła powoli oczy i podparła się rękami. Leżała na miękkiej, wyrośniętej trawie. Rozejrzała się. Wokoło, po krzakach, tańczyły świetliki. Poniżej piętrzyły się, aż po horyzont, garby zielonych pagórków, na których łagodnie falowały srebrem i purpurą pręgi wrzosowisk.
– No, wstałaś wreszcie! – usłyszała głos z lewej. To Daniel szedł ku niej stokiem. – Chodź, jest tutaj tyle do odkrycia.
Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,
ślad swój zostawiłam,
uważnie przeczytałam,
za udział podziękowałam;
bruce :)
Pecunia non olet
Dziękuje za odwiedziny bruce :DD
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Pecunia non olet
Melduję, że przeczytałam.
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
Melduję, że wdzięczny jestem za komentarz!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

delulu managment
Mnóstwo wydarzeń, gęsto od postaci biorących udział w przedsięwzięciu i tylko szkopuł w tym, Anonimie, że chyba nie do końca udało mi się pojąć, co tam się wydarzyło i dlaczego.
Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.
– Nie zimno ci? Mi jest w sam raz… → – Nie zimno ci? Mnie jest w sam raz…
mnie czy mi? tobie czy ci? – Słownik języka polskiego PWN
…gdy Dziad daje pod gwiazdami swój recital. → Czy zaimek jest konieczny? Czy można dawać cudzy recital?
– I co?-i co?– i co dalej? → Brak spacji przed i po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Brak spacji po drugim pytajniku. Winno być:
– I co? – i co? – i co dalej?
Poseł trzymaną w dłoni rękawicą wskazał na Dziada. → Poseł, trzymaną w dłoni rękawicą, wskazał Dziada.
Wskazujemy kogoś, nie na kogoś.
…starał się wypaść jak najprofesjonalniej… → …starał się wypaść jak najbardziej profesjonalnie…
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jak-stopniujemy-profesjonalny;18574.html
– Psia mać… Liwia! Solski! Bliźniacy! → – Psiamać… Liwia! Solski! Bliźniacy!
Potężna płyta podniosła się z wolna i spadła… → Potężna płyta podniosła się zwolna i spadła…
Światło reflektorów oświetliło kwadratową dziurę… → Nie brzmi to najlepiej.
Proponuję: Reflektory oświetliły kwadratową dziurę…
…uplasowała się gdzieś po środku. → …uplasowała się gdzieś pośrodku.
…a podłogę wyłożono wzorzystymi płytki. → …a podłogę wyłożono wzorzystymi płytkami.
Na każdy bok przypadały jedne, przeszklone drzwi obramowane rzeźbionymi portalami. → Na każdy bok przypadały jedne przeszklone drzwi, obramowane rzeźbionym portalem.
Skoro jest mowa o jednych drzwiach na jednym boku, to nie mogło ich bramować kilka portali.
Na ozdobnych formach i we żłobieniach… → Na ozdobnych formach i w żłobieniach…
Daniel otworzył obity niebieską skórą wolumin. → Książek się nie obija.
Proponuję: Daniel otworzył wolumin oprawiony niebieską skórę.
– Wskazała ruchem ręki na najbliższą okolicę. → – Wskazała ruchem ręki najbliższą okolicę.
Wskazujemy coś, nie na coś.
Za szybami kredensu mieniły się w świetle latarki wielobarwne szkła porcelany. → Nie ma czegoś takiego, jak szkło porcelany.
Pewnie miało być: Za szybami kredensu mieniły się w świetle latarki wielobarwne szkła i porcelana.
…kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi były tak wysokie. → Morale jest rodzaju nijakiego, więc: …kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi było tak wysokie.
Łupy były ogromne. Sam Średni Chorąży nie pamiętał, kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi były tak wysokie. Roboty było tyle… → Lekka byłoza.
…w tym Sowitego Posła . → Zbędna spacja przed kropką.
No, ale przynajmniej Daniel przyjechał.” → No, ale przynajmniej Daniel przyjechał”.
Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.
…więc dzięki Ci za Daniela!” → …więc dzięki ci za Daniela!”
Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.
Rubiny lśniły kosmicznie łapiąc światło tańczącego za szybką lampy płomienia. Odcień złota zlewał się z jej lśniącymi blond włosami. → Czy to celowe powtórzenie? Zbędny zaimek.
Liwia kucnęła jak oparzona. → Od kiedy ktoś oparzony kuca?
– Liwia! – odburknęła. → Dlaczego pierwsza półpauza jest wytłuszczona?
Niecodziennie spotyka się bożego posłańca. → Nie codziennie spotyka się bożego posłańca.
– Czego ode mnie oczekujesz?. → Zbędna kropka po pytajniku. Po pytajniku nie stawia się kropki.
–Lubicie skarby, prawda? → Brak spacji po półpauzie.
Liwia ubrała diadem… → W co Liwia ubrała diadem???
Z diademem jest jak z płaszczem. Można go włożyć, ale nie można ubrać, więc: Liwia włożyła diadem…
…jasnobłękitny firmament nie mąciła ani jedna chmurka. → …jasnobłękitnego firmamentu nie mąciła ani jedna chmurka.
…zakrzyknął z mostka Spinel w stronę załogi, który dostrzegła skałę. → Literówka.
– Po drodze skręcimy do ostatniej stacji kablowej, Góry Płaskie 2. – Oznajmił głośno Spinel. → – Po drodze skręcimy do ostatniej stacji kablowej, Góry Płaskie dwa – oznajmił głośno Spinel.
Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.
Wskazał lufą na przerażonego Daniela… → Wskazał lufą przerażonego Daniela…
– To czemu teraz skraca trasę? → Wystarczy jedna spacja po półpauzie.
– I co to ma niby być? → Dlaczego półpauza jest wytłuszczona?
…zapytał podparty na biodrach Sowity Poseł… → Nie bardzo wiem, jak można być podpartym na biodrach…
Można oprzeć ręce na biodrach, można podeprzeć się w biodrach, ale obawiam się, że nie można być podpartym na biodrach.
…a piach wokoło poderwał się w górę. → Masło maślane – czy mógł poderwać się w dół?
Biegła na południe szukając wzrokiem porzuconego dwuśladu. → Czy to był motocykl z bocznym wózkiem? Jeśli nie, był jednośladem.
…ktoś musiał tą małą do niej doprowadzić. → …ktoś musiał tę małą do niej doprowadzić.
– Powinni nas czcić jako bogów! → Wystarczy jedna spacja po półpauzie.
Jego rozmówca nie dawał jednak za wygraną; → Dlaczego zdanie kończy średnik?
–urwał, bo Wielki Terraformator… → Brak spacji po półpauzie.
…w stronę marmurowej sali z ledwożywą Liwią. → …w stronę marmurowej sali z ledwo żywą Liwią.
Otworzyła powoli oczy i podparła się rękach. → Otworzyła powoli oczy i podparła się rękami. Lub: Otworzyła powoli oczy i wsparła się na rękach.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
regulatorzy dziękuje za komentarz i wskazanie błędów, już poprawiam.
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Wszystko poprawione, jeszcze raz dzięki!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Bardzo proszę, Anonimie. Miło mi, że mogłam się przydać. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.



Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Potężna płyta podniosła się z wolna i spadła… → Potężna płyta podniosła się zwolna i spadła…
Mmmm, jesteś pewna?
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
No… tak po prawdzie to już nie.
Tak to bywa, kiedy sięróżne byczki poprawia i poprawia, i człowiek w końcu głupieje i sam pisze bzdury. Tu nawet wielkie bzdury.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Oj, tak. Bardzo, bardzo tak… 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, dziękuję, że mi pokazałaś palcem. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Cóż, a zatem muszę poprawić poprawienie. Dziękuję Tarnino!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Koala75 dziękuje bardzo!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Wyniki gotowe, czas na opinię:
Komentarz tuż po przeczytaniu:
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie. :)
Znakomita, wciągająca akcja, mnóstwo jej zwrotów oraz ciekawe podejście do tematyki konkursowej to największe atuty opowiadania. Zakończenie nieco zdumiewa – czyżby to tylko sen bohaterki?
Nie dostrzegam w tekście użytego hasła: „zatrzymanie w czasie”.
Sprawy językowe i moje wątpliwości oraz sugestie (zawsze – jedynie do przeanalizowania):
– Dygam, dygam, ciągle dygam! Na manowcach skrzynie dźwigam! – śpiewał Dziad (przecinek?) tanecznym krokiem sunąc po piachach kanionu.
– I co?-i co?– i co dalej? Nico-nico-nico-nico wcale! – rozmaicie zapisane spacje?
Głupi, głupi wciąż jesteśmy! Jak wężowie, pchły i dzieci! – za dużo spacji między zdaniami?
Jest z nim jakoś tak, nie wiem (wielokropek, myślnik lub przecinek?) swojsko!
Książe kazał… – literówka/gramatyczny (występuje i dalej)?
Uwielbia starucha i daje mu protekcję. Wciska go, gdzie tylko się da, a my musimy się z nim potem chandryczyć. – powtórzenia tego samego zaimka w różnych formach?
Te same słowa pieśni Dziada zapisujesz różnorodnie – tylko część jest kursywą, czemu?
– Coś takiego! Cóż za bogaty język! – Poseł zwrócił się z zachwytem do Średniego Chorążego. – błędny zapis dialogu?
– Te! – krzyknął w stronę głosów za skałami Spinel. – Jak wam idzie! Długo jeszcze!? – czy wytłuszczone to nie jest zdanie pytające?
Majstrzy od ładunków czekali na znak od Spinela, zaś pięć bomb rurowych (przecinek?) wwierconych w szczeliny poziomego włazu krypty (i tu?) czekało grzecznie na iskrę z kabla.
– Odpalajcie – Średni Chorąży machnął ręką. – błędny zapis dialogu?
– Niech Wszelki Duch da nam zdobyczy! – zawył jeden z jeden z jego przybocznych unosząc na głowę stalowy topór. – powtórzenie omyłkowe?
Liwia (przecinek?) z uwagi na więzy krwi łączące ją ze Średnim Chorążym (i tu?) uplasowała się gdzieś po środku. – ortograficzny?
– Robi wrażenie, co? – szepnęła Liwia do towarzysza (przecinek?) zbliżając łuczywo do stropu.
– Tak przedwieczni wyobrażali sobie raj? – chłopak chłonął malowidła z rozdziawionymi ustami. – błędny zapis dialogu?
Ściany pokrywały do połowy drewniane boazerie, a podłogę wyłożono wzorzystymi płytki. – literówki/składniowy?
Było przyjemnie (przecinek?) ciepło i sucho, pachniało kurzem i starą sośniną.
Na ozdobnych formach i we żłobieniach zalegał spiętrzony kurz. – bez „e”?
– Popatrz! Chyba nie wytrzymał napięcia. – dziewczyna oświetliła kościotrupa siedzącego u krańca stołu w obitym popękaną skórą fotelu. – ponownie błędny zapis dialogu?
Odpadła widać, chcesz (przecinek?) to szukaj.
W tym obszernym fragmencie trzeba oddzielić wypowiedź od narracji:
– Oglądałem tylko… – speszył się chłopak i wycofał za plecy kościotrupa. W krańcowej ścianie sztolni znajdowała się łukowa nisza. Wstawiono w nią wysoki kredens z czarnego drewna, tuż nad którym wisiał zdezelowany zegar. Drzwiczki odpadły, podobnie jak wskazówki na cyferblacie. Złote odważniki leżały w dole ramy napinając łańcuszki. Widać zegar chodził dłużej, niż ludzie, którzy go po raz ostatni nakręcili. Daniel podszedł bliżej. Za szybami kredensu mieniły się w świetle latarki wielobarwne szkła porcelany. Na dolnym jego blacie stało miniaturowe drzewko uplecione ze srebrnych drutów. Na gałęziach pozawieszano małe brylanty imitujące liście. Chłopak pstryknął w nie palcami. Kryształki zaczęły uderzać o siebie z melodyjnym dzwonieniem. Na prawo stał wazon z uschniętymi kwiatami. Daniel dotknął jednego z nich. Rozsypał mu się w palcach. Za wazonem, w głębi półki dostrzegł jakiś kształt. Odsunął dzbanek i poświecił w jego stronę. Stała tam metalowa skrzynka. Wyglądała na amunicyjną, do tego niespecjalnie antyczną, jednak chłopak nigdy nie widział podobnego modelu. Złapał za uchwyt i przeciągnął skrzynkę w swoją stronę. Włożył latarkę w zęby, by oburącz móc uporać się z zamkiem, jednak, ku jego zdziwieniu, wieko spinała jedynie prosta klamra. Podważył kciukiem sprzączkę i otworzył skrzynkę. W środku, zatopiony w purpurowym wyściełaniu leżał okrągły, lśniący przedmiot.
Łupy były ogromne. Sam Średni Chorąży nie pamiętał, kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi były tak wysokie. Roboty było tyle, że zadania rozdzielono między zmiany. – powtórzenia?; gramatyczny? – „morale” to wyraz nieodmienny liczby pojedynczej rodzaju nijakiego
Rzeczywiście, jej stryj był kłębkiem nerwów odkąd Książe Lewopołu zarządził Wielkie Łowy. – powtórzony gramatyczny?
„Kochany Wszelki Duchu… Wiesz, jak kocham prezenty, a zwłaszcza prezenty-niespodzianki, więc dzięki Ci za Daniela!” – małą literą?; brak kropki na końcu?
Przez jej środek wyryto na całym obwodzie napis (dwukropek?) „DLA NAJPIĘKNIEJSZEJ ISTOTY”.
Gdyby Daniel i Liwia potrafili go odczytać, zapewne zachwyciliby się tak cudownym zbiegiem okoliczność. – literówki?
Rubiny lśniły kosmicznie (przecinek?) łapiąc światło tańczącego za szybką lampy płomienia.
– Największego z możliwych! – zadudnił głos. –Lubicie skarby, prawda? – znowu błędny zapis dialogu?
Trepy odrywały się od pracy ilekroć dostrzegali Liwię z diademem błyszczącym na głowie. – gramatyczny i składniowy? – skoro: „trepy odrywały”, to czemu „trepy dostrzegali”?
– Stryju! – zawołała (przecinek?) podchodząc do burty flagowego pyłotraka.
Zbliżyła się (przecinek?) wyciągając przed siebie lśniący miecz z wysadzaną brylantami rękojeścią i klingą w roślinne ornamenty.
– Witaj bracie! – zakrzyknął dyplomata przekrzykując silnik swej potężnej maszyny. – przecinek przy Wołaczu i styl/powtórzenie?
Spinel klepnął jednego z trepów majstrujących przy gąsienicach w hełm. – zdanie niezrozumiałe – literówki/brak części zdania?
Wolą Wszelkiego Ducha jest (przecinek?) byśmy ruszyli po skarb!
Dziewczyna łypnęła podejrzliwie na kartografa. – ten wyraz piszesz raz wielką, a raz małą literą i to niepotrzebnie powiela ilość błędów ortograficznych
– O (przecinek?) jaka ładna.
No dobra, skoro na dole mamy wąwóz i kryptę, to prawej mamy Mórgóry, tak, to one, zaznaczono wyraźnie Trzy Szczyty. – brak części zdania?
Czyli tamtędy – Wskazał ręką. – błędny zapis dialogu?
Ale zakładam, że znajdziemy na wzrok to miejsce, skoro nie doprecyzowano nic więcej. – styl?
Mamy tak: przez wydmami jakaś, nie wiem, piramida, namiot? Potem na wschód do jakichś dźwigów? – literówka?; za dużo spacji między zdaniami?
Nie takie trasy na podstawie garści słów się robiło – zarechotał (przecinek?) oddając Liwii mapę.
– Tak jest! – trep ukłonił się i przyjął chorągiew. – błędny zapis dialogu?
– Obiecaj, że go zdobędziemy – zażądała (przecinek?) wyciągając w jego stronę pergamin.
– Obiecuję – zapewnił stryj (i tu?) biorąc mapę.
– Wstawaj dziecko, wstawaj! – przecinek przy Wołaczu?
Wprowadzasz nowy wyraz – PYŁOTRAK, zatem musisz szczególnie uważać na jego zapis i odmianę, aby była taka sama, bo – podawana błędnie – mnoży niepotrzebnie ilość błędów rzeczowych (jest ich w sumie kilkanaście):
Dziewczyna podniosła się ospale na tylnym siedzeniu pyłotraku i przetarła oczy.
– A Daniel? – jęknęła biegnąc do pyłotraka.
To samo tyczy się imienia bohaterki – LIWIA – występuje ponad 60 razy, lecz w opowiadaniu podałeś je także w nieprawidłowej formie (można się tego tylko domyślać, bo to też nazwa własna, wprowadzona przez Ciebie i czytelnik jej nie zna) i znowu jest ponad 60 błędów rzeczowych:
Liwa wychyliła się bardziej i uniosła głowę.
Kolejne pojęcie nowe, które wprowadziłeś do opowiadania – bohater: Sowity Poseł. Piszesz go jednak niekonsekwentnie:
– Ja bym cię tam zabrał – rzekł do mijanej Liwii Sowity poseł.
– Wszelki Duch, o co z nim chodzi? – Sowity Poseł pokręcił głową.
I jest, niestety, kolejnych 19 błędów rzeczowych.
– Tam! – starzec wskazał w stronę przed niej szyby. – błędny zapis dialogu i ortograficzny?
– Nazwijmy go Łuk Dobrej Nadziei – oznajmił dziarsko Spinel (przecinek?) trzymając mapę. – kursywą lub ująć w cudzysłów?
Obok nich (przecinek?) wzniecając za sobą szare tumany (i tu?) pędziły jeszcze trzy pyłotraki.
Obok niego stał (przecinek?) trzymając się barierki (i tu?) Daniel.
– Długo, ale wciąż za krótko. Potrzebuje teraz dużo snu. Dam ci go. – literówki?
– Koło Boże, pamiątka po działaniu największej z mocy – oznajmił uroczyście Dziad (przecinek?) patrząc przez zabrudzoną szybę.
Słońce było w zenicie, jasnobłękitny firmament nie mąciła ani jedna chmurka. – składniowy?
– Robi wrażenie, co? – z klapy kokpitu wychylił się Spinel. – błędny zapis dialogu?
– Musi gdzieś tam być. Stary Nowak mówi, że kiedyś widział tam coś podobnego – zakrzyknął z dołu kierowca. – wykrzyknik przy krzyku?
Pojazdy zatrzymały się w tuż pod skałą. – literówka lub brak części zdania?
– No, Jarek, pięknie! Macie sokoli wzrok! – zakrzyknął z mostka Spinel w stronę załogi, który dostrzegła skałę. – literówka?
Macie u was jajogłowego, teraz wy prowadźcie. – u siebie?
– Po drodze skręcimy do ostatniej stacji kablowej, Góry Płaskie 2. – Oznajmił głośno Spinel. – błędny zapis dialogu, liczebniki słownie?
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy czymże to badziewie na wydmach jest. – zdanie niezrozumiałe, brak jego części?
Pijani żołnierze zbliżyli się (przecinek?) prowadząc na powrozach Sowitego Posła wraz z ludźmi.
– Bogu dzięki, że koniec przygody, bo już działałeś mi na nerwy – Spinel chwiejąc się sprawdził błądzącym wzrokiem naboje w rewolwerze. – błędny zapis dialogu?
Książe zwołuje chorągwie, a przez ten zasrany skarb przyjedziemy ostatni! – znowu ten sam gramatyczny?
– A obietnica (przecinek lub myślnik?) rzecz święta! – krzyknął Dziad (przecinek?) unosząc wyschnięty kij w rozgwieżdżone niebo.
Obietnica (przecinek lub myślnik?) rzecz święta.
– Tak jest! – chłopak pociągnął za wajchę. Pojazd zapruł do przodu. – błędny zapis dialogu?
Anioł chciał nam tam tylko coś pokazać. – rymy?
Księżyce i gwiazdy odbijały się w bezkresnej tafli zwilżonej soli. – nie do końca rozumiem sens tego zdania (?)
– I co to ma niby być? – zapytał podparty na biodrach Sowity Poseł (przecinek?) patrząc w dół doliny.
Był czarny, podłużony, z ostrymi krawędziami. – celowo taki neologizm?
– Nie no – rzekł wreszcie. – To badziewie nigdzie nie raczej ucieknie. – składniowe? – cała wypowiedź ma niepoprawną konstrukcję?
Kilkadziesiąt mil przed destynacją (przecinek?) wskazaną na mapie (i tu?) Sowity Poseł zarządził postój.
Do celu było już niedaleko, jednak powoli kończyła się benzyna i trzeba było na spokojnie pomyśleć (przecinek?) co dalej. – powtórzenie?
Ruszaj (przecinek?) bo zginiesz!
W lusterkach widziała (przecinek?) jak pyłotrak pogrąża się w wirującej, sięgającej nieba kurzawie.
Jechała na najwyższych obrotach, a Anioł co jakiś korygował kurs. W oddali zamajaczył jakiś kształt. – powtórzenie?; brak części pierwszego zdania?
Został kilometr, sześćset metrów, dwieście. Nagle przestała słyszeć warkot silnika. – za dużo spacji między zdaniami?
Zrobiło się ciemno jak w nocy, widać było co jaśniejsze gwiazdy. Kątem oka widziała wirujące kolumny piachu i języki ognia, ale nie zwalniała tempa. – powtórzenie?
By kontynuować (przecinek?) podaj hasło.
Biegła na południe (przecinek?) szukając wzrokiem porzuconego dwuśladu.
Ci ludzie do samego końca nie wiedzieli o nas, ani o tym, że ich rzeczywistość jest eksperymentem, więc ktoś musiał tą małą do niej doprowadzić. – gramatyczny? – błędna odmiana wyrazu?
Cholera, oni jej tam teraz powinni stawiać pomniki, albo… –urwał, bo Wielki Terraformator złapał go za pas i wyciągnął mu z jedwabnej pochwy platynowy miecz. – błędny zapis dialogu?
Bez słowa ruszył z nim w stronę marmurowej sali z ledwożywą Liwią. – ortograficzny?
Ciepły wiatr zbudził Liwię (przecinek?) omiatając jej twarz. Było ciepło, powietrze pachniało oddalająca się burzą i wilgotnym lasem. – powtórzenie?
Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję za udział. Klik biblioteczny. :)
Pecunia non olet
Moje uszanowanie bruce!!!
Dziękuje ogromnie za BARDZO obszerny komentarz! Teraz nie mogę poświęcić mu należytej uwagi, więc informuje tylko, iż wpadnę późniejszym wieczorem i odniosę się do wszystkiego, możliwie jak najdokładniej.
Dzięki wielkie za klika, wpadnę później!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
To ja bardzo dziękuję, pozdrawiam serdecznie i noworocznie. :)
Pecunia non olet
Intrygujący świat (chętnie poznałabym go lepiej), całkiem ciekawa akcja. Ciągle coś się dzieje. Końcówka (fragment z Terraformatorem) pobudza ciekawość, bo nagle okazuje się, że ten świat jest większy niż sama planeta Liwii.
Przyjemna lektura.
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
Potykałam się o sporo błędów, w tym w zapisie dialogu, dlatego właśnie zachęcam do betowania.
Gratuluje wyobraźni, bo tworzysz własne przestrzenie. Jednak mnogość postaci wywołała u mnie wrażenie chaosu i wiru wciągającego logikę. Może dlatego nie porwało mnie.
delulu managment
Już jestem, bruce ! A zatem;
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie. :)
Witam, to ja dziękuję!!
Znakomita, wciągająca akcja, mnóstwo jej zwrotów oraz ciekawe podejście do tematyki konkursowej to największe atuty opowiadania.



Zakończenie nieco zdumiewa – czyżby to tylko sen bohaterki?
Cholerka, nie jesteś pierwszą osobą, która tego nie wychwyciła. Mam już niemalże pewność, że trochę niejasno to przedstawiłem. A zatem, Droga Bruce, zmartwię cię; Wielki Terraformator zabija Liwię mieczem, zaś ostatnia scena to już zaświaty, może niekoniecznie Niebo sensu stricte, ale na pewno jakieś “miejsce, gdzie nie ma ciemności”
Nie dostrzegam w tekście użytego hasła: „zatrzymanie w czasie”.
JAK TO? Cała ich egzystencja jest zatrzymaniem w czasie! Żyją w jakimś średniowieczno-mad maxowym marazmie mu uciesze korporacji.
– I co?-i co?– i co dalej? Nico-nico-nico-nico wcale! – rozmaicie zapisane spacje?
Chciałem jakoś podkreślić szybkość z jaką to wyśpiewywał, ale widzę wyszło dramatycznie. Nie wiem co z tym dalej zrobić, bo już zwracano mi na to uwagę:(((
Uwielbia starucha i daje mu protekcję. Wciska go, gdzie tylko się da, a my musimy się z nim potem chandryczyć. – powtórzenia tego samego zaimka w różnych formach?
Zamienić na dziada/starca, w tych miejsach, by uniknąć powtórzeń? A nie wyszłoby wtedy trochę nienaturalnie? W końcu to gniewna wypowiedź.
Głupi, głupi wciąż jesteśmy! Jak wężowie, pchły i dzieci! – za dużo spacji między zdaniami?
Jest z nim jakoś tak, nie wiem (wielokropek, myślnik lub przecinek?) swojsko!
Książe kazał… – literówka/gramatyczny (występuje i dalej)?
Zaraz wszystko popoprawiam.
Te same słowa pieśni Dziada zapisujesz różnorodnie – tylko część jest kursywą, czemu?
Zaraz zobaczę, co tam się stało.
– Coś takiego! Cóż za bogaty język! – Poseł zwrócił się z zachwytem do Średniego Chorążego. – błędny zapis dialogu?
Co dokładnie?
– Te! – krzyknął w stronę głosów za skałami Spinel. – Jak wam idzie! Długo jeszcze!? – czy wytłuszczone to nie jest zdanie pytające?
Zjadłem pytajnik, zaraz go wypluję.
– Niech Wszelki Duch da nam zdobyczy! – zawył jeden z jeden z jego przybocznych unosząc na głowę stalowy topór. – powtórzenie omyłkowe?
Owszem! Zaraz będzie cacy.
Majstrzy od ładunków czekali na znak od Spinela, zaś pięć bomb rurowych (przecinek?) wwierconych w szczeliny poziomego włazu krypty (i tu?) czekało grzecznie na iskrę z kabla.
Sam nie wiem. Szczerze. Jaka reguła by tutaj to motywowała? Proszę o doedukowanie:D
– Robi wrażenie, co? – szepnęła Liwia do towarzysza (przecinek?) zbliżając łuczywo do stropu.
To samo. To zbliżając to już orzeczenie? Nie mam pojęcia.
Było przyjemnie (przecinek?) ciepło i sucho, pachniało kurzem i starą sośniną.
To przyjemnie to określenie do “ciepło”.
Na ozdobnych formach i we żłobieniach zalegał spiętrzony kurz. – bez „e”?
– Popatrz! Chyba nie wytrzymał napięcia. – dziewczyna oświetliła kościotrupa siedzącego u krańca stołu w obitym popękaną skórą fotelu. – ponownie błędny zapis dialogu?
Odpadła widać, chcesz (przecinek?) to szukaj.
Już poprawiam!
W tym obszernym fragmencie trzeba oddzielić wypowiedź od narracji:
W jakim sensie? Chodzi o stworzenie nowego akapitu?
Łupy były ogromne. Sam Średni Chorąży nie pamiętał, kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi były tak wysokie. Roboty było tyle, że zadania rozdzielono między zmiany. – powtórzenia?; gramatyczny? – „morale” to wyraz nieodmienny liczby pojedynczej rodzaju nijakiego
Rzeczywiście, jej stryj był kłębkiem nerwów odkąd Książe Lewopołu zarządził Wielkie Łowy. – powtórzony gramatyczny?
„Kochany Wszelki Duchu… Wiesz, jak kocham prezenty, a zwłaszcza prezenty-niespodzianki, więc dzięki Ci za Daniela!” – małą literą?; brak kropki na końcu?
Przez jej środek wyryto na całym obwodzie napis (dwukropek?) „DLA NAJPIĘKNIEJSZEJ ISTOTY”.
Gdyby Daniel i Liwia potrafili go odczytać, zapewne zachwyciliby się tak cudownym zbiegiem okoliczność. – literówki?
Zaraz coś z tym wszystkim zrobię.
Rubiny lśniły kosmicznie (przecinek?) łapiąc światło tańczącego za szybką lampy płomienia.
Nie jestem pewien. Znów proszę o rządzącą tutaj regułę, bo chcę poprawić ze zrozumieniem.
– Największego z możliwych! – zadudnił głos. –Lubicie skarby, prawda? – znowu błędny zapis dialogu?
Chodzi o tę kropkę po “głos”? Nie powinno jej tam być?
Trepy odrywały się od pracy ilekroć dostrzegali Liwię z diademem błyszczącym na głowie. – gramatyczny i składniowy? – skoro: „trepy odrywały”, to czemu „trepy dostrzegali”?
Już poprawiam!
– Stryju! – zawołała (przecinek?) podchodząc do burty flagowego pyłotraka.
Zbliżyła się (przecinek?) wyciągając przed siebie lśniący miecz z wysadzaną brylantami rękojeścią i klingą w roślinne ornamenty.
– Witaj bracie! – zakrzyknął dyplomata przekrzykując silnik swej potężnej maszyny. – przecinek przy Wołaczu i styl/powtórzenie?
To samo co wcześniej. BŁAGAM O REGUŁĘ
Dziewczyna łypnęła podejrzliwie na kartografa. – ten wyraz piszesz raz wielką, a raz małą literą i to niepotrzebnie powiela ilość błędów ortograficznych
– O (przecinek?) jaka ładna.
No dobra, skoro na dole mamy wąwóz i kryptę, to prawej mamy Mórgóry, tak, to one, zaznaczono wyraźnie Trzy Szczyty. – brak części zdania?
Racja, zaraz poprawię, w tym ostatnim zjadłem “po” prawej.
– Wstawaj dziecko, wstawaj! – przecinek przy Wołaczu?
Wprowadzasz nowy wyraz – PYŁOTRAK, zatem musisz szczególnie uważać na jego zapis i odmianę, aby była taka sama, bo – podawana błędnie – mnoży niepotrzebnie ilość błędów rzeczowych (jest ich w sumie kilkanaście):
Dziewczyna podniosła się ospale na tylnym siedzeniu pyłotraku i przetarła oczy.
– A Daniel? – jęknęła biegnąc do pyłotraka.
To samo tyczy się imienia bohaterki – LIWIA – występuje ponad 60 razy, lecz w opowiadaniu podałeś je także w nieprawidłowej formie (można się tego tylko domyślać, bo to też nazwa własna, wprowadzona przez Ciebie i czytelnik jej nie zna) i znowu jest ponad 60 błędów rzeczowych:
Liwa wychyliła się bardziej i uniosła głowę.
Prawda, zaraz wywącham wszystkie nieścisłości i je poprawię.
Kolejne pojęcie nowe, które wprowadziłeś do opowiadania – bohater: Sowity Poseł. Piszesz go jednak niekonsekwentnie:
– Ja bym cię tam zabrał – rzekł do mijanej Liwii Sowity poseł.
– Wszelki Duch, o co z nim chodzi? – Sowity Poseł pokręcił głową.
I jest, niestety, kolejnych 19 błędów rzeczowych.
To samo!
– Tam! – starzec wskazał w stronę przed niej szyby. – błędny zapis dialogu i ortograficzny?
Owszem, rozjechało się.
– Długo, ale wciąż za krótko. Potrzebuje teraz dużo snu. Dam ci go. – literówki?
– Koło Boże, pamiątka po działaniu największej z mocy – oznajmił uroczyście Dziad (przecinek?) patrząc przez zabrudzoną szybę.
Słońce było w zenicie, jasnobłękitny firmament nie mąciła ani jedna chmurka. – składniowy?
– Robi wrażenie, co? – z klapy kokpitu wychylił się Spinel. – błędny zapis dialogu?
– Musi gdzieś tam być. Stary Nowak mówi, że kiedyś widział tam coś podobnego – zakrzyknął z dołu kierowca. – wykrzyknik przy krzyku?
Pojazdy zatrzymały się w tuż pod skałą. – literówka lub brak części zdania?
– No, Jarek, pięknie! Macie sokoli wzrok! – zakrzyknął z mostka Spinel w stronę załogi, który dostrzegła skałę. – literówka?
Większość już poprawiłem dzięki regulatorzy, ale zajrzę jeszcze się upewnić, czy wszystko tam gra.
Macie u was jajogłowego, teraz wy prowadźcie. – u siebie?
To błąd, czy moja wersja gorzej brzmi?
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy czymże to badziewie na wydmach jest. – zdanie niezrozumiałe, brak jego części?
Poseł odnosi się do znaku na mapie. Przed wydmami narysowano właśnie coś trójkątnego.
Anioł chciał nam tam tylko coś pokazać. – rymy?
Halo, są zakazane?:DD
Księżyce i gwiazdy odbijały się w bezkresnej tafli zwilżonej soli. – nie do końca rozumiem sens tego zdania (?)
Fakt, wyszło dziwnie. Chodziło o to, że jechali po wilgotnej pustyni solnej.
Był czarny, podłużony, z ostrymi krawędziami. – celowo taki neologizm?
Nie, wkradła się jakaś makabra. Już poprawiam.
– Nie no – rzekł wreszcie. – To badziewie nigdzie nie raczej ucieknie. – składniowe? – cała wypowiedź ma niepoprawną konstrukcję?
To samo.
Kilkadziesiąt mil przed destynacją (przecinek?) wskazaną na mapie (i tu?) Sowity Poseł zarządził postój.
Czemu w taki sposób?
Do celu było już niedaleko, jednak powoli kończyła się benzyna i trzeba było na spokojnie pomyśleć (przecinek?) co dalej. – powtórzenie?
Ruszaj (przecinek?) bo zginiesz!
W lusterkach widziała (przecinek?) jak pyłotrak pogrąża się w wirującej, sięgającej nieba kurzawie.
Jechała na najwyższych obrotach, a Anioł co jakiś korygował kurs. W oddali zamajaczył jakiś kształt. – powtórzenie?; brak części pierwszego zdania?
Racja, racja.
Został kilometr, sześćset metrów, dwieście. Nagle przestała słyszeć warkot silnika. – za dużo spacji między zdaniami?
Zrobiło się ciemno jak w nocy, widać było co jaśniejsze gwiazdy. Kątem oka widziała wirujące kolumny piachu i języki ognia, ale nie zwalniała tempa. – powtórzenie?
By kontynuować (przecinek?) podaj hasło.
Biegła na południe (przecinek?) szukając wzrokiem porzuconego dwuśladu.
To samo.
Cholera, oni jej tam teraz powinni stawiać pomniki, albo… –urwał, bo Wielki Terraformator złapał go za pas i wyciągnął mu z jedwabnej pochwy platynowy miecz. – błędny zapis dialogu?
Czemu?
Bez słowa ruszył z nim w stronę marmurowej sali z ledwożywą Liwią. – ortograficzny?
Ciepły wiatr zbudził Liwię (przecinek?) omiatając jej twarz. Było ciepło, powietrze pachniało oddalająca się burzą i wilgotnym lasem. – powtórzenie?
Już poprawiam!
Dziękuje bardzo za szczegółową weryfikację! Postaram się nanieść wszystkie poprawki, ale prosiłbym jeszcze o doprecyzowanie paru spraw. Na przykład te błędy z przecinkami zbiły mnie kompletnie z pantałyku. Czyżbym całe życie robił to źle? Proszę o kącik edukacyjny, bo serio jestem w szoku.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na odpowiedź!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
śniąca
Dziękuję bardzo za komentarz! Ogromnie cieszy mnie, że się Tobie spodobało.
Intrygujący świat (chętnie poznałabym go lepiej),
Piszę obecnie powieść dziejącą się na tej planecie! Stay alarmed!
Końcówka (fragment z Terraformatorem) pobudza ciekawość, bo nagle okazuje się, że ten świat jest większy niż sama planeta Liwii.
Prawda? Dla społeczności Dygama po przygodzie Liwii, również ta materia musiała być, lekko mówiąc, szokująca.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie!!! Wszystkiego dobrego w nowym roku!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Ambush
Potykałam się o sporo błędów, w tym w zapisie dialogu,
No wiem:((( Postaram się poprawić jeszcze wszystko co wytknięto, by nie dręczyć potencjalnych, przyszłych czytelników tych wypocin.
dlatego właśnie zachęcam do betowania.
A wiesz, planowałem dać coś pod betę już od dłuższego czasu, ale ograniczony termin i potencjalne ceregiele (nigdy tego nie robiłem) przesądziły, iż przy okazji tego konkursu dałem sobie spokój. Ale następnym razem na pewno skorzystam z tej możliwości. A ty zajmujesz się betowaniem? Może kiedyś mi pomożesz?
Gratuluje wyobraźni, bo tworzysz własne przestrzenie.
Dziękuję! Tworzyć własne przestrzenie to jedno, ale potrafić się w nich poruszać, to drugie, hahahaa.
Jednak mnogość postaci wywołała u mnie wrażenie chaosu i wiru wciągającego logikę. Może dlatego nie porwało mnie.
Myślałem o tym, gdy już skończyłem opowiadanie. Ja sam osobiście uwielbiam “postaciotwórstwo” (jest na to jakieś słowo?) i postaci mnożą się na kartach mojej prozy, ale tutaj mi to faktycznie mogło przypalić tekst. Osób jest sporo, ale ich pochodzenie i opisy naprawdę kuleją, jest skąpo pod względem. Ograniczył mnie mocno limit znaków, ale z drugiej strony, mogłem aż tylu bohaterów nie wprowadzać. Kajam się.
Dziękuje bardzo za komentarz, pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Witam serdecznie. :)
Spieszę z wyjaśnieniami:
– Coś takiego! Cóż za bogaty język! – Poseł zwrócił się z zachwytem do Średniego Chorążego. – błędny zapis dialogu?
Co dokładnie?
Jak zawsze – ze znakiem zapytania, bo – do przedyskutowania: jeśli samodzielny wyraz „poseł” (bez żadnych dodatkowych określeń) zapisujesz małą literą, powinno tu być małą, jeśli wielką – nie. :) Niestety – w opowiadaniu pisałeś go też małą, nawet z innymi określeniami/nazwami, a – jak wspomniałam w innym miejscu – czytelnik nie ma pojęcia, jak chciałeś zapisać. Skoro pisałeś małą, jest tu błąd. :) Niekonsekwencja w jednolitym pisaniu nazw własnych powoduje mnóstwo kolejnych, niepotrzebnych błędów. :)
Nie dostrzegam w tekście użytego hasła: „zatrzymanie w czasie”.
JAK TO? Cała ich egzystencja jest zatrzymaniem w czasie! Żyją w jakimś średniowieczno-mad maxowym marazmie mu uciesze korporacji.
Wszystko ok, masz rację, opis sytuacji jest, lecz Regulamin wyraźnie nakazywał UŻYCIA wybranych haseł. :)
– I co?-i co?– i co dalej? Nico-nico-nico-nico wcale! – rozmaicie zapisane spacje?
Chciałem jakoś podkreślić szybkość z jaką to wyśpiewywał, ale widzę wyszło dramatycznie. Nie wiem co z tym dalej zrobić, bo już zwracano mi na to uwagę:(((
Niestety, żaden ze mnie autorytet, nie wiem, jak lepiej; może dopytaj w wątku HP albo poczekaj na opinię Tarniny i Ją zapytaj (?) – to Prawdziwa Znawczyni. :)
Uwielbia starucha i daje mu protekcję. Wciska go, gdzie tylko się da, a my musimy się z nim potem chandryczyć. – powtórzenia tego samego zaimka w różnych formach?
Zamienić na dziada/starca, w tych miejsach, by uniknąć powtórzeń? A nie wyszłoby wtedy trochę nienaturalnie? W końcu to gniewna wypowiedź.
Trudno mi coś podpowiedzieć, bo musiałabym czytać całość, ja tylko zwracam uwagę na usterki, jeśli Ci one nie przeszkadzają – zostaw. :)
Majstrzy od ładunków czekali na znak od Spinela, zaś pięć bomb rurowych (przecinek?) wwierconych w szczeliny poziomego włazu krypty (i tu?) czekało grzecznie na iskrę z kabla.
Sam nie wiem. Szczerze. Jaka reguła by tutaj to motywowała? Proszę o doedukowanie:D
– Robi wrażenie, co? – szepnęła Liwia do towarzysza (przecinek?) zbliżając łuczywo do stropu.
To samo. To zbliżając to już orzeczenie? Nie mam pojęcia.
Każdą kwestię wypisuję zawsze „na czuja”, stąd wszędzie znaki zapytania; według mnie są to zdania wielokrotnie złożone i stąd propozycja przecinków w tych miejscach. :) Niewykluczone jednak, że się mylę, jestem niestety maniaczką przecinków i stawiłabym je najchętniej co wyraz. :)
W tym obszernym fragmencie trzeba oddzielić wypowiedź od narracji:
W jakim sensie? Chodzi o stworzenie nowego akapitu?
Tak. :) Jednak – to tylko propozycja, do przemyślenia; jeśli chcesz – zostaw, jak jest. :)
Rubiny lśniły kosmicznie (przecinek?) łapiąc światło tańczącego za szybką lampy płomienia.
Nie jestem pewien. Znów proszę o rządzącą tutaj regułę, bo chcę poprawić ze zrozumieniem.
Hmmm… Znowu to samo. Wypisałam „na czuja”. Też nie jestem pewna, niestety, przepraszam. Jednak szukam w necie – i mam coś takiego:
„Przed imiesłowem przysłówkowym współczesnym (kończącym się na "-ąc", np. robiąc, śpiewając) stawia się przecinek, ponieważ pełni on funkcję imiesłowowego równoważnika zdania, wydzielając go z reszty wypowiedzenia”.
Czy to ta reguła?
– Największego z możliwych! – zadudnił głos. –Lubicie skarby, prawda? – znowu błędny zapis dialogu?
Chodzi o tę kropkę po “głos”? Nie powinno jej tam być?
Nie, oczywiście, że nie. :) O ile dobrze widzę (choć wzrok już nie ten, co kiedyś), przed „Lubicie” nie dałeś spacji. Dobrze widzę?
Macie u was jajogłowego, teraz wy prowadźcie. – u siebie?
To błąd, czy moja wersja gorzej brzmi?
Trudno powiedzieć, do przemyślenia, mi to po prostu zgrzytało podczas czytania. :)
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy czymże to badziewie na wydmach jest. – zdanie niezrozumiałe, brak jego części?
Poseł odnosi się do znaku na mapie. Przed wydmami narysowano właśnie coś trójkątnego.
Ok, jasne, ja to rozumiem, lecz przecież musisz wtedy to jakoś zapisać, dać przecinki czy inne znaki interpunkcyjne (gdzie? – nie wiem), bo moim zdaniem taki zapis jest niepoprawny. :)
Anioł chciał nam tam tylko coś pokazać. – rymy?
Halo, są zakazane?:DD
Pewnie nie są, mnie zawsze zwracano na nie uwagę, zatem – tylko dałam z pytajnikiem do rozważenia, czy chcesz zostawić, czy nie. :)
Kilkadziesiąt mil przed destynacją (przecinek?) wskazaną na mapie (i tu?) Sowity Poseł zarządził postój.
Czemu w taki sposób?
Znowu do przemyślenia. Pewności nie mam, stąd pytajnik. Ja tu kierowałam się regułą z netu: Przecinek stawiamy, gdy imiesłów przymiotnikowy wprowadza informację dodatkową, uboczną, którą można pominąć bez zmiany sensu zdania.
Cholera, oni jej tam teraz powinni stawiać pomniki, albo… –urwał, bo Wielki Terraformator złapał go za pas i wyciągnął mu z jedwabnej pochwy platynowy miecz. – błędny zapis dialogu?
Czemu?
Hmmm… Tu znowu, o ile dobrze widzę, brak jednej spacji. Czy tak?
Żaden „kącik edukacyjny”, proszę sobie nie żartować, ja sama się uczę pisać poprawnie, stąd – zawsze tylko kwestie z pytajnikami, do przemyślenia. :)
Wszystkie inne rzeczy – jasne, dzięki. :)
Pozdrawiam noworocznie. ;)
Pecunia non olet
No, kurczę, fajne to. Tylko z jakiej choinki urwała się końcówka?
Na początku świat wygląda na postapokaliptyczny, z mocnym wskazaniem na inwazję obcych w przeszłości. Zresztą całkiem atrakcyjnie wygląda. Jest obrazowo opisany, barwny, akurat z taką ilością filigranu, żeby przygodówka o poszukiwaczach skarbu była solidnie osadzona w jakichś realiach – choć boazeria, która przetrwała w stanie nienaruszonym bliżej nieokreśloną liczbę wieków i róża w ręku szkieletu (zwłoki zgniły, nie zmumifikowały się, więc dlaczego róża tylko wyschła?) wyglądają na niekonsekwencje. Ale w świetle zakończenia wyglądają też na wskazówki.
Bo zakończenie trochę jednak rozczarowuje. Dlaczego wszystko musi być sprawką kosmitów? Czy innych takich? I o co chodzi z tym "istnieniem", którego świat Liwii dotąd – nie wykazywał? Hę? A to jest ewidentnie ważne, skoro nawet na mapie masz napis "i teraz istniejesz" (tak mi się przynajmniej zdaje – https://pl.wiktionary.org/wiki/existo).
Sama ułańska fantazja w kosmosie byłaby warta czytania, zresztą Anioł (który równie dobrze mógł być demonem, czego się akurat spodziewałam – błędnie, ale cóż to szkodzi?) – a Ty wskakujesz z filozofią, która może czytelnika tylko skołować. Niby dlaczego mieszkańcy tego świata nie byli ludźmi i nie istnieli, dopóki Liwia nie ujawniła (komu? społeczności galaktycznej chyba?) eksperymentu? Czy gdyby statek z zupełnie niezwiązanej z eksperymentatorami planety rozbił się przypadkiem na Dygam, to rozbitkowie nie zastaliby tam nikogo? I jak rzeczywistość może być eksperymentem? To wymaga kogoś poza rzeczywistością, kto ten eksperyment przeprowadza… a eksperymentatorzy są chyba jednak częścią tego samego continuum czasoprzestrzennego, chociaż mają o wiele bardziej rozwiniętą technikę. A i tutaj można by się zastanawiać, czy różne continua czasoprzestrzenne to różne rzeczywistości.
Zresztą – czy Liwia naprawdę "pokierowała losami" eksperymentatorów? Pomijając to, że nie zrobiłaby tego, gdyby nią nie pokierował ktoś od nich – i właściwie czemu Aniołowi tak zależało na wydobyciu sprawy na światło dzienne? Nie jest to jasne i nie ma szczególnego znaczenia dla losów Liwii, a cała ta kosmiczna ramka odbiera rzeczy trochę sensu, jak to mają w zwyczaju resety, bo przecież "to się nie liczy". I od razu szkoda Dziada z jego barwnością, Daniela (choć najwyraźniej przeżył – chyba?) i reszty postaci, do których czytelnik mógł się już przywiązać. Pogarsza sprawę to, że Terraformator najpierw wyraźnie idzie zabić Liwię – a potem znienacka się okazuje, że jednak nie zabił.
A mogłeś na przykład opisać tę walkę między Biegunowcami a hmmm… Turbolechitami? Bo nagle mapę trzyma Poseł, a ja nie wiem, dlaczego – wyraźnie coś ważnego zaszło, a Ty mi o tym nie powiedziałeś.
Poza tym ukrywasz ważną informację – czego mianowicie szukał Daniel (https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859). A jeśli nie szukał niczego konkretnego, to czemu sugerujesz, że szukał?
Pozostaję zatem z pewnym skarboposzukiwawczym niedosytem.
Tekst mógłby też być bardziej dopracowany językowo, bo widać pośpiech. Jest trochę powtórzeń, literówek, pogubionych przecinków i nawet spacji. I zdania z ciut dziwnym szykiem, podkreślającym zaskakujące elementy wypowiedzi.
Zaimek na miejscu akcentowanym: "Mi jest w sam raz, mogę oddać ci futerko, albo…", na przykład na pierwszym miejscu w zdaniu, MUSI być długi: Mnie jest w sam raz, mogę ci oddać futerko.
Tu szyk: "Broda w rytm tańca kiwała się od uda do uda." podkreśla, że broda kiwała się w rytm tańca, a nie czego innego – na pewno tak ma być?. A tutaj: "Jego głos echem odbił się od ścian wąwozu." dlaczego podkreślasz, że echem? Jakby mógł się odbić czymś innym?
Tu: "Ciekawe, kiedy będzie mu dosyć. Kiedy wreszcie zaspokoi Księcia?" nie jest jasne, kto ma mieć dosyć – Jan czy Książę. A tu: "Średni Chorąży zamachał parę razy mieczem nad głową" szyk podkreśla miecz – dlaczego?
W tym zdaniu: "Spinel klepnął jednego z trepów majstrujących przy gąsienicach w hełm." przecinki ułatwiłyby parsowanie: Spinel klepnął jednego z trepów, majstrujących przy gąsienicach, w hełm. Ale warto zmienić szyk.
Ten rym: "W jego powierzchni ziały dwie dziury. Tak wielkie, że zbierały się w nich chmury." po prostu bije w oczy.
"Odkąd przybył z Dolnego Bieguna i jako członek orszaku Sowitego Posła wszedł do chorągwi Jana Spinela, zaczął starać się o względy dziewczyny." powinno być: się starać (miejsce akcentowane!). Ale lepiej: odkąd przybył (…), starał się; albo: kiedy przybył (…), zaczął się starać.
Imiesłów przysłówkowy współczesny oznacza jednoczesność, nie przyczynowość: "Spinel dmuchnął w lufę uwalniając od strony bębna kłębek pyłu." – Spinel dmuchnięciem w lufę uwolnił od strony bębna kłębek pyłu. (zdanie pozostaje ciut dziwne, ale już tylko w warstwie semantycznej).
Odmiana nieżywotna: "trepy zaczęły" traktuje trepów trochę bardziej lekceważąco, niż traktowałoby ich "trepy zaczęli".
Kiedy mamy: "jedne, przeszklone drzwi obramowane rzeźbionymi portalami" zastanawiam się, ile było portali na jedne drzwi i skąd taka nieeuklidesowa architektura? (a przecinek zbędny)
"Złote odważniki leżały w dole ramy napinając łańcuszki." nie była to z ich strony czynność… w ogóle przebudowałabym zdanie, może cały opis – nie mam pojęcia, czy opisujesz zegar wiszący nad kredensem, czy zegar szafkowy.
"Trepy odrywały się od pracy ilekroć dostrzegali" tu muszą się zgadzać rodzaje: odrywali i dostrzegali; albo odrywały i dostrzegały.
"Morale" to liczba pojedyncza: "kiedy ostatni raz morale wśród jego ludzi były tak wysokie", więc morale było wysokie, ale fraza ogólnie mało naturalna i nie do końca wynika z poprzedniego zdania (wzrost morale może mieć różne przyczyny).
Błąd w odmianie: "jasnobłękitny firmament nie mąciła ani jedna chmurka" – czego nie mąciła? Jasnobłękitnego firmamentu.
Tu akurat dałabym imiesłów: "Artefakt po dotknięciu marmuru zalśnił na czerwono." ale uprzedni: dotknąwszy marmuru, artefakt zalśnił czerwono.
Nie "przez kanał zastępczy", tylko "kanałem zastępczym".
"Wreszcie dojrzała go wystającego z hałdy." dojrzała go, wystający – "dwuślad" nie jest żywy i odmienia się nieżywotnie. Ale przyznaję, że brzmi to niezbyt elegancko (i reg ma rację, że motocykl to nie dwuślad).
Nie można poczuć "jakby" (coś się stało) – tylko że (coś się stało) i nie "przewróciła się przy tym jedynie na plecy", tylko: ale tylko przewróciła się na plecy.
Nie: "Ostatnie co widziała" tylko ostatnie, co zobaczyła – aspekt niedokonany nie ma tu sensu, bo to widzenie raczej definitywnie się zakończyło.
Wbrew temu, co Ci się wyraźnie wydaje, "pruć" w sensie "bardzo szybko się poruszać" nie ma dokonanego odpowiednika. Więc ani "monstra zapruły przed siebie", ani pojazd nie "zapruł" tylko wystrzelił do przodu. W ostateczności możesz napisać: zaczęły pruć, ale to też wygląda dziwnie.
I to nieszczęśliwe "delikatnie", no, zacznę dusić w śmietanie…
Z anglicyzmów rzucają się w oczy "nadal" i "wciąż" stosowane jako synonimy "i tak", co jest błędem. One sugerują ciągłość czasową, a nie logiczną! Więc nie: "Długo, ale wciąż za krótko.", tylko: Długo, ale i tak za krótko.
Konstrukcja z zaimkiem: "Gdzie jego łeb?" jest angielskawa i lepiej napisać: Gdzie on ma łeb?
No i nie: "to muszą być moczary" tylko "to na pewno moczary".
Zaznacza się niedobór przecinków, zwłaszcza między zdaniami podrzędnymi i wokół wtrąceń, za to są niepotrzebne między nierównorzędnymi przydawkami. Jest też trochę błędów zapisu dialogów, p. https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (w niepaszczowych didascaliach powinny być duże litery).
W tym zdaniu dziwna interpunkcja powoduje ucieszne efekty: "śpiewał Dziad tanecznym krokiem sunąc po piachach kanionu." – kiedy po Dziadzie nie ma przecinka, to wychodzi, że śpiewał krokiem… a jeśli sunął po piachach, to chyba był poduszkowcem (chodziłeś kiedyś po piasku?).
To nie jest bezpośrednio paszczowe: "– Zamknij już mordę, kapciu! – chrapliwy ryk dobiegł zza skał.", więc "chrapliwy" dużą literą. I wyrwał mnie z rytmu ten dziadowski wulgaryzm w odpowiedzi, ale to tak nawiasem.
Tu wyraźnie się spieszyłeś: "zawył jeden z jeden z jego przybocznych unosząc na głowę stalowy topór." bo podwoiło się "jeden z", zabrakło przecinka, a za to pojawiła się literówka.
A tu: "– Wstawaj! Biegnij! – usłyszała wreszcie przytłumiony głos Anioła." – "usłyszała" dużą literą, bo to nie jest czynność paszczowa.
"Pośrodku" piszemy łącznie. "Niecodziennie" pisane łącznie znaczy "niezwykle", a jeśli chodzi o zaprzeczenie, że coś się zdarza codziennie, to piszemy je ze spacją.
No i oczywiście niedobrane słowa. Dużo ich.
"Kościste ręce podrygami rozwiewały lnianą szatę" – wiatr może rozwiewać szatę, ale podrygi? I ręce?
Co to znaczy, że Dziad "Ma swój klimat."? Może pasować do klimatu, do nastroju chwili, ale sam klimatu mieć nie może, bo jest osobą.
"Sowity Poseł" ma sens tylko jako przydomek (https://wsjp.pl/haslo/podglad/122418/sowity). Owszem, przydomek budujący określoną atmosferę, którą przez większą część tekstu (do kulminacji) utrzymujesz, więc plusik. Ale muszę to zaznaczyć.
Nie "o co z nim chodzi", tylko: o co mu chodzi; albo: co z nim.
Co to jest "inwazyjna osobowość"? (https://sjp.pwn.pl/slowniki/inwazyjny.html) Kolokwialne "powalony" dziwnie wypada w zestawieniu z książkowym "irytuje". Czy na pewno wiesz, co to jest https://wsjp.pl/haslo/podglad/34844/protekcja ?
"Okolica" to pobliże, ale czy pobliże ludzi?
Tu zbędny przyimek: "Płomienie z mijanych ognisk" bo to jest płomień ogniska (jego element), a nie coś, co z ogniska wychodzi (zresztą w tym przypadku przyimek też byłby zbędny). Jakim cudem: "Piasek wkoło bunkra zawibrował."? Raz, że wokół bunkra, ale jak pasek może wibrować? Podskoczył, sfalował się?
"Echa eksplozji zadudniły po kanionie, a w jego dno popłynęły żlebami strumyki żwiru." nie wiem, czy to nie próba archaizacji (naprawdę nie wiem), ale echo może dudnić w kanionie, a strumyki spływać na jego dno (ostatnio zauważam w narodzie pewną konfuzję dotyczącą przyimków).
"Światło reflektorów oświetliło kwadratową dziurę i przysypane gruzem schody." – cóż innego mogłoby zrobić światło? I czy schody były czymś osobnym? Czy nie znajdowały się aby w obramowaniu tej dziury?
Co ma "uplasowanie się" (czyli zajęcie miejsca – w klasyfikacji https://wsjp.pl/haslo/podglad/7222/uplasowac-sie) do więzów krwi?
Nie "Wymalowano go doprawdy dziwnymi przedstawieniami." tylko: Wymalowano na nim doprawdy dziwne przedstawienia; wymalowano go farbami, a przedstawieniami ewentualnie udekorowano. Nie może być: "wilgoć znaczyła powierzchnię czarnymi ciekami", bo ciek to strumień (i w sumie dałabym też "poznaczyła", ale wyjdzie aliteracja i nie wiem, jak to dalej poprawić).
Nie nadużywaj "jeden z" – często można go zastąpić np. "któryś". "Zadymka" to śnieżyca, nie tuman kurzu, który tu wynika z kontekstu. Książka może być oprawna w skórę, ale w żadnym razie "obita" (obity jest fotel).
Kości mogą być szczątkami (https://wsjp.pl/haslo/podglad/13103/szczatki), ale po jedzeniu są tylko resztki – mogą być szczątki zjedzonych zwierząt.
Fraza "Na jego szyi wisiał naszyjnik z kłów." to masło maślane z angielską składnią, ale też nie mam pomysłu, czym zastąpić "naszyjnik", żeby grało…
Co to są "wielobarwne szkła porcelany"? Kiedy piszesz: "zadania rozdzielono między zmiany" wiem, o co chodzi (wprowadzili pracę zmianową), ale nie mam pojęcia, jak to napisać, żeby było stylistyczne.
W tym świecie "frakcja" najwyraźniej oznacza co innego, niż u nas.
Opis diademu trochę… w pierwszej chwili wyobraziłam sobie zegarek na dewizce. I co to znaczy, że "rubiny lśniły kosmicznie"?
"Liwia kucnęła jak oparzona." co ma kucanie do oparzenia? Głos może być łagodny, ale nie, do jasnej ciasnej, "delikatny". I nie "brzmi blisko", tylko dobiega z bliska.
"Lokum" to jednak zbyt szumne słowo, kiedy mowa o namiocie. "Zszokowany" nie jest w niczym lepsze od "wstrząśnięty".
Fraza "waga skarbu nie wybrzmiałaby tak dobrze" nie brzmi dobrze (co ma waga do brzmienia?). Nie można zajrzeć: "do wewnętrznej strony" diademu, bo on nie jest pojemnikiem: obejrzyj go od wewnętrznej strony.
"Dziewczyna palcami złapała wybrzuszony, twardawy materiał" wybrzuszony? I czemu podkreślasz (szykiem) palce? A złoto może się mienić w świetle, nie "pod światłem".
"Trasa to mniej więcej sześćset mil." to błąd kategorialny: Trasa liczy mniej więcej sześćset mil.
Dlaczego: "spojrzenia pełne fascynacji, a nawet strachu" – przecież strach nie jest bardziej intensywną fascynacją?
Kiedy Poseł mówił o "destynacji" (brr!) miałam nadzieję, że to ma podkreślić pompatyczność jego charakteru, ale niestety… dalej masz jeszcze "destynację" (wrrr…) zamiast celu podróży, no, jasna cholera. Tu jest Polska! Może już niedługo, ale, kurczę, jeszcze jest!
Przypominam (grochem o ścianę…), że "odparł" nie do końca jest synonimem "odpowiedział".
Tutaj posypał się obraz: "Za nimi ciągnął już sznurek ciekawskiego tłumu żołnierzy." bo żołnierze mogli iść sznurkiem, albo ciągnąć tłumnie, ale ponieważ sznurek można ciągnąć dosłownie, a tu jednak mamy metaforę, powstaje zderzenie.
Fraza "rzekł pewnie duchowny" jest dwuznaczna – rzekł z pewnością, czy zapewne? Nie: "Zmuszona wyczekującym wzrokiem zebranych", tylko wyczekującymi spojrzeniami, ale – hmmm. Można "doprecyzować" informację, ale jeśli żadnej nie podano, to "nie doprecyzowano nic więcej" nie ma sensu. Nie: "My ruszamy zgodnie z mapą." tylko według mapy.
"Oznajmia" się nowinę, a Spinel wyraźnie (z kontekstu) proponuje nazwę dla formacji terenu, i nie ma to nic wspólnego z tym, że trzyma mapę, więc nie: "oznajmił dziarsko Spinel trzymając mapę", tylko: zaproponował dziarsko Spinel, który trzymał mapę.
Rozumiem, że "Liwia ubrała diadem" w majteczki i koszulkę? Liwia WŁOŻYŁA diadem, argh. A potem: "Dostrzegła jego sylwetkę wpatrzoną w dal." – w jaki sposób sylwetka (czyli kształt) patrzy?
Nie ma sensu pisać, że: "Lej był niebotycznie głęboki" – zwróć uwagę na budowę tego słowa. Lej może być zawrotnie głęboki, ale "niebotyczny" to sięgający nieba. Nie można jechać "wzdłuż koła", najwyżej wzdłuż jego brzegu, bo koło nie jest podłużne.
Patrzył błagalnie, nie "błagalnym wzrokiem". Co to znaczy "sprawdził błądzącym wzrokiem naboje w rewolwerze"? I w ogóle po co te wszystkie wzroki?
Kij można unieść ku niebu, ale niekoniecznie w niebo.
I kolejny wzrok: "Spinel przejechał po zebranych skołowanym wzrokiem." – nie wzrok (spojrzenie!) był skołowany, tylko Spinel, który miał wzrok, co najwyżej, mętny. I – "przejechał"?
Błąd kategorialny: "dziwnego ustrojstwa wbitego w grunt na mapie" – na mapie nie ma gruntu, mapa tylko przedstawia teren.
Takoż: "Były w różnym stanie, jedne metalowe, inne drewniane i spróchniałe.", bo bycie metalowym albo drewnianym to nie stan, tylko trwała cecha. Nie "podparty na biodrach", bo to by znaczyło, że czymś się podparł, tylko z rękami opartymi na biodrach.
Tu znowu obraz się rozsypał: "Kształt szybko zmienił się w jej oczach w piramidalną wieżę wzniesioną z piaskowcowych bloków." naraz smukła wieża i piramida? Kształt zmienił się – w wieżę? I – z bloków piaskowca.
Liwia poczuła tylko wibrację, czy może wstrząs? Nie "pociemnione" tylko "pociemniałe".
"Zastępca rozpromienił się i z politowaniem pokręcił głową." jak się ma jedno do drugiego?
Nie są to wszystkie byki – reszta stada czeka na mailu.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
bruce
Jak zawsze – ze znakiem zapytania, bo – do przedyskutowania: jeśli samodzielny wyraz „poseł” (bez żadnych dodatkowych określeń) zapisujesz małą literą, powinno tu być małą, jeśli wielką – nie. :) Niestety – w opowiadaniu pisałeś go też małą, nawet z innymi określeniami/nazwami, a – jak wspomniałam w innym miejscu – czytelnik nie ma pojęcia, jak chciałeś zapisać. Skoro pisałeś małą, jest tu błąd. :) Niekonsekwencja w jednolitym pisaniu nazw własnych powoduje mnóstwo kolejnych, niepotrzebnych błędów. :)
Prześledzę tekst jeszcze raz i pozmieniam wszędzie na dużą.
Wszystko ok, masz rację, opis sytuacji jest, lecz Regulamin wyraźnie nakazywał UŻYCIA wybranych haseł. :)
Czyli trzeba było zacytować hasło, tak?
Trudno mi coś podpowiedzieć, bo musiałabym czytać całość, ja tylko zwracam uwagę na usterki, jeśli Ci one nie przeszkadzają – zostaw. :)
Zajrzę tam raz jeszcze i pomyślę nad przeredagowaniem.
według mnie są to zdania wielokrotnie złożone i stąd propozycja przecinków w tych miejscach
Dobra, to powęszę jeszcze w tej sprawie.
estem niestety maniaczką przecinków i stawiłabym je najchętniej co wyraz. :)
Ja za to jestem ogromnym przecinkosceptykiem – moim zdaniem w języku polskim (pisanym) przecinków jest na wyrost, czasami stawia się je trochę, moim zdaniem, nielogicznie. Pismo powinno być jak najbardziej wierne mowie, a czasem jest to po prostu znak graficzny, który nie niesie za sobą żadnej pauzy.
Tak. :) Jednak – to tylko propozycja, do przemyślenia; jeśli chcesz – zostaw, jak jest. :)
Już zrobiłem!
„Przed imiesłowem przysłówkowym współczesnym (kończącym się na "-ąc", np. robiąc, śpiewając) stawia się przecinek, ponieważ pełni on funkcję imiesłowowego równoważnika zdania, wydzielając go z reszty wypowiedzenia”.
Czy to ta reguła?
BARDZO MOŻLIWE. Wszędzie będzie ta sprawa poprawiona.
przed „Lubicie” nie dałeś spacji. Dobrze widzę?
Dobrze widzisz! Ręką mi się omsknęła, myślałem, że wspomniany błąd dotyczy czegoś więcej.
Trudno powiedzieć, do przemyślenia, mi to po prostu zgrzytało podczas czytania. :)
Dobra, pomyślę.
lecz przecież musisz wtedy to jakoś zapisać, dać przecinki czy inne znaki interpunkcyjne (gdzie? – nie wiem),
To mi pomogłaś hahaha
Pewnie nie są, mnie zawsze zwracano na nie uwagę, zatem – tylko dałam z pytajnikiem do rozważenia, czy chcesz zostawić, czy nie. :)
Hmmm. Gdybym chciał szybko wypluć z siebie to zdanie, to właśnie wypowiedziałbym jego wersję z tym “nam tam”. Nie wiem, brzmi dla mnie całkowicie naturalnie. Chyba zostawię.
Przecinek stawiamy, gdy imiesłów przymiotnikowy wprowadza informację dodatkową, uboczną, którą można pominąć bez zmiany sensu zdania.
O, dziękuję za info! Coś mi świta, chyba wiem o co chodzi. Coś jak (…), moim zdaniem, (…) ; (…), swoją drogą, (…) itp?
No a tutaj właśnie bym się kłócił, czy owa “wskazana na mapie” destynacja jest informacją dodatkową. No chyba, że w świetle owej definicji jest nią niezależnie od semantyki i ceregieli. Znów to samo – moje zdanie o przecinkach jest z każdą chwilą podlewane nową dozą goryczy:DDD
Hmmm… Tu znowu, o ile dobrze widzę, brak jednej spacji. Czy tak?
Tak, tak, ale to już chyba poprawiłem. Jaszcze będę zaglądać na biężąco i poprawiać błędy, by nie został żaden.
Dziękuje bardzo za odpowiedź! Czekam na dalszą replikę!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tarnina
CZEMU LINK PROWADZI MNIE DO SZANTY OLIWSKIEJ?
Tylko z jakiej choinki urwała się końcówka?
Halo, nie jest chyba aż tak tragiczna. Nie można już zginąć i obudzić się w niebie? To aż tak obrazoburcze?:(((
Na początku świat wygląda na postapokaliptyczny, z mocnym wskazaniem na inwazję obcych w przeszłości.
WOW. Trochę mnie zdziwiła ta opinia, choć mam świadomość, iż na bazie tych informacji, które przemyciłem, miałaś prawo do takich odczuć. Ale mocne wskazanie? W którym miejscu?
Zresztą całkiem atrakcyjnie wygląda. Jest obrazowo opisany, barwny, akurat z taką ilością filigranu, żeby przygodówka o poszukiwaczach skarbu była solidnie osadzona w jakichś realiach
Dziękuje 


choć boazeria, która przetrwała w stanie nienaruszonym bliżej nieokreśloną liczbę wieków i róża w ręku szkieletu (zwłoki zgniły, nie zmumifikowały się, więc dlaczego róża tylko wyschła?) wyglądają na niekonsekwencje. Ale w świetle zakończenia wyglądają też na wskazówki.
Przyznaję, w tym bunkrze trochę zaszalałem. Chciałem, by jego wystrój był dziwny i niepokojący, ale bez przesadnej grozy. Moim celem było, by na przykład taki Anglik powiedział, że w tych podziemiach było eerie
.
Bo zakończenie trochę jednak rozczarowuje. Dlaczego wszystko musi być sprawką kosmitów?
!!! W TEKŚCIE NIE MA KOSMITÓW !!!
Czy innych takich? I o co chodzi z tym "istnieniem", którego świat Liwii dotąd – nie wykazywał?
Byli ekosystemem zamkniętym i ukrytym w planecie-słoiku. Po akcji Liwii galaktyka o nich wie, a wg. niektórych filozofów istnienie definiowane jest właśnie obecnością obserwatorów. Ale mniejsza z tym. Teraz przestali być przedmiotem, a zaczęli być podmiotem. W pewnym sensie (może nie dosłownym, ale pewnym) jest to istnienie, prawda?
zresztą Anioł (który równie dobrze mógł być demonem, czego się akurat spodziewałam – błędnie, ale cóż to szkodzi?
Czy błędnie? Natura Anioła co prawda nie jest do końca wyjaśniona, ale skłaniałbym się ku wersji, że jest on jednym z Terraformatorów, który wyłamał się ze zmowy milczenia.
Niby dlaczego mieszkańcy tego świata nie byli ludźmi i nie istnieli, dopóki Liwia nie ujawniła (komu? społeczności galaktycznej chyba?) eksperymentu?
O, a o tym już przed chwilą napisałem powyżej.
Czy gdyby statek z zupełnie niezwiązanej z eksperymentatorami planety rozbił się przypadkiem na Dygam, to rozbitkowie nie zastaliby tam nikogo?
Myślę, że Terraformatorzy pozostawiliby jakiś kordon sanitarny, emeryta na ochronie z flotą niszczycieli.
I jak rzeczywistość może być eksperymentem? To wymaga kogoś poza rzeczywistością, kto ten eksperyment przeprowadza… a eksperymentatorzy są chyba jednak częścią tego samego continuum czasoprzestrzennego, chociaż mają o wiele bardziej rozwiniętą technikę.
Czy ja wiem? To nie zoo z szybą z plexi, tylko odległa i nieprzyjazna planeta. Co za problem wyprać grupce ludzi mózgi, albo porzucić tam malutkie dzieci? Nam trochę zajęło sięgnięcie kosmosu, prawda? Poza tym Terraformatorzy ingerowali w ich rozwój. Być może w zamierzchłych czasach przemawiali do nich z nieba podając się za bogów, by naprowadzić ich rozwój na konkretne tory? Nie wiem, jak dla mnie to całkiem logiczne.
Zresztą – czy Liwia naprawdę "pokierowała losami" eksperymentatorów?
TAK. Oni wszystko mieli zaplanowane, u nich światy chodzą jak w zegarku. Każdy taki wyłom, to jak zgniłe jajko rozbite na głowie na oczach Galaktyki.
i właściwie czemu Aniołowi tak zależało na wydobyciu sprawy na światło dzienne?
A mystery…
I od razu szkoda Dziada z jego barwnością,
Prawda? Oryginalnie było go trochę więcej, ale limit znaków mnie zgnoił.
Daniela (choć najwyraźniej przeżył – chyba?)
Niestety nie:(( Zdjęli go laserem z orbity.
i reszty postaci, do których czytelnik mógł się już przywiązać.
Masz rację, i miałem ból… głowy z tego powodu. PRZEKLĘTE LIMITY.
Pogarsza sprawę to, że Terraformator najpierw wyraźnie idzie zabić Liwię – a potem znienacka się okazuje, że jednak nie zabił.
Zabił, zabił. Ostatnia scena jest w zaświatach
A mogłeś na przykład opisać tę walkę między Biegunowcami a hmmm… Turbolechitami?
PROSZĘ NIE OBRAŻAĆ JEŹDZCÓW Z KSIĘSTWA LEWOPOŁU.
Do reszty zaraz się odniosę w nowym komentarzu, bo siedzę na laptopie, któremu zaraz się rdzeń stopi.
!!! ZARAZ WRACAM !!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
czasem jest to po prostu znak graficzny, który nie niesie za sobą żadnej pauzy
… polska interpunkcja oddaje składnię, a nie wymowę.
CZEMU LINK PROWADZI MNIE DO SZANTY OLIWSKIEJ?
PONIEWAŻ! XD
Nie można już zginąć i obudzić się w niebie? To aż tak obrazoburcze?:(((
… wtf. Nie obrazuburcze, tylko nijak się do reszty nie mające.
Ale mocne wskazanie? W którym miejscu?
Porzucone miasta. Wraki statków kosmitów. Artefakt, który ewidentnie służy do gadania z kosmitami.
W TEKŚCIE NIE MA KOSMITÓW !!!
? Jak nie ma, jak są? Gdyby Liwia nie dotarła na stację orbitalną, myślałabym, że jej świat jest symulacją w komputerze, ale tak? Jak to wyjaśnisz?
wg. niektórych filozofów istnienie definiowane jest właśnie obecnością obserwatorów
… to jacyś nowocześni filozofowie, bo nie słyszałam. Źródła?
Teraz przestali być przedmiotem, a zaczęli być podmiotem. W pewnym sensie (może nie dosłownym, ale pewnym) jest to istnienie, prawda?
Zawsze byli podmiotami, skoro mieli jakieś swoje widzimisię i działali zgodnie z nim. A przedmioty też istnieją.
Co za problem wyprać grupce ludzi mózgi, albo porzucić tam malutkie dzieci?
I te dzieci by to przeżyły…
Nie wiem, jak dla mnie to całkiem logiczne.
Jak dla mnie jakby nie, ale dochodzę do wniosku, że jestem nieneurotypowa :P
Każdy taki wyłom, to jak zgniłe jajko rozbite na głowie na oczach Galaktyki.
Bardzo się ta Galaktyka przejmie…
Ostatnia scena jest w zaświatachbroken heart
Fajnie, tylko skąd ja mam o tym wiedzieć?
PROSZĘ NIE OBRAŻAĆ JEŹDZCÓW Z KSIĘSTWA LEWOPOŁU.


Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Witaj. :)
Ok, jasne, jasne. :) Pomyśl, sprawdź. ;)
Czyli trzeba było zacytować hasło, tak?
Regulamin:
Obowiązkowe hasła i dodatkowe znaki.
Autor musi wybrać po jednym haśle z każdej z trzech grup i użyć go w opowiadaniu.
To mi pomogłaś hahaha

Bartkowski.Robercie, dałam Ci już cynk, co mi zgrzyta, skoro pytasz o konkretną poprawkę, ja bym napisała np. tak:
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy – czymże to badziewie na wydmach jest.
A – czy chcesz tam dać myślnik, czy dwukropek, czy cokolwiek innego, albo też – nic nie wstawiać, to już Twój wybór. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Tarnina CIĄG DALSZY
Poza tym ukrywasz ważną informację – czego mianowicie szukał Daniel (https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859). A jeśli nie szukał niczego konkretnego, to czemu sugerujesz, że szukał?
Prezentu dla Liwii szukał.
Tekst mógłby też być bardziej dopracowany językowo, bo widać pośpiech.
Prawda.
"Ciekawe, kiedy będzie mu dosyć. Kiedy wreszcie zaspokoi Księcia?" nie jest jasne, kto ma mieć dosyć – Jan czy Książę
Czy ja wiem? Tuż przed tymi zdaniami była mowa o Spinelu. Zresztą nawet samo zdanie wyrwane z kontekstu wskazuje, że mówimy o jednej i tej samej osobie osobie, która w drugim zdaniu ma zaspokoić jakiegoś tam Księcia. Na moje jasnym jest, że nie może być tutaj mowy o Księciu, który raczej sam by się nie zaspokoił, a przynajmniej nie zrobiłby tego w znaczeniu na jakie wskazuje charakter wyprawy.
W tym zdaniu: "Spinel klepnął jednego z trepów majstrujących przy gąsienicach w hełm." przecinki ułatwiłyby parsowanie: Spinel klepnął jednego z trepów, majstrujących przy gąsienicach, w hełm. Ale warto zmienić szyk.
Z tymi przecinkami wszystko będzie później poprawione, dzięki bruce ;))
Konstrukcja z zaimkiem: "Gdzie jego łeb?" jest angielskawa i lepiej napisać: Gdzie on ma łeb?
TO JUŻ OKRUCIEŃSTWO. Ale przemyślę wniosek.
Wbrew temu, co Ci się wyraźnie wydaje, "pruć" w sensie "bardzo szybko się poruszać" nie ma dokonanego odpowiednika. Więc ani "monstra zapruły przed siebie", ani pojazd nie "zapruł" tylko wystrzelił do przodu. W ostateczności możesz napisać: zaczęły pruć, ale to też wygląda dziwnie.
No ale brzmi kosmicznie świetnie. Proszę to potraktować jako mój neologizm, bo przepraszam bardzo, ale będę go używał.
Zaznacza się niedobór przecinków, zwłaszcza między zdaniami podrzędnymi i wokół wtrąceń, za to są niepotrzebne między nierównorzędnymi przydawkami. Jest też trochę błędów zapisu dialogów, p. https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (w niepaszczowych didascaliach powinny być duże litery).
Przecinki będą powstawiane. Co do tych niepaszczowych, to wiem, kiedyś się tego uczyłem. Aż jestem w szoku, że tak dużo mam błędów w tej materii. Będą usunięte.
a jeśli sunął po piachach, to chyba był poduszkowcem (chodziłeś kiedyś po piasku?).
Na piachu zjadłem zęby.
I piach pachowi nie równy! Zależy jaki to piach, i co pod nim jest na jakiej głębokości. ZAPEWNIAM, ŻE MOŻNA PO NIM SUNĄĆ.
I wyrwał mnie z rytmu ten dziadowski wulgaryzm w odpowiedzi, ale to tak nawiasem.
Nie chciałem, by Dziad wyszedł przesadnie moralizatorsko. Widziałem go, jako pewien piękny, złoty środek między Gandalfem i żulem spod wiaty.
Co to znaczy, że Dziad "Ma swój klimat."? Może pasować do klimatu, do nastroju chwili, ale sam klimatu mieć nie może, bo jest osobą.
Mózg… rozkawałkowany. Naprawdę osoba nie może mieć klimatu? To trochę mi burzy parę konceptów. Jest jakaś lista co może mieć klimat, a co nie? Pytam poważnie, bo parę rzeczy będe musiał u siebie popoprawiać.
"Sowity Poseł" ma sens tylko jako przydomek (https://wsjp.pl/haslo/podglad/122418/sowity). Owszem, przydomek budujący określoną atmosferę, którą przez większą część tekstu (do kulminacji) utrzymujesz, więc plusik. Ale muszę to zaznaczyć.
Czemuż to? Tutaj jest to nazwa funkcji. To taki szef misji dyplomatycznej nastawionej na wspólny, kurtuazyjny szaber. Cieszę się, że atmosfera przypasowała, tylko o jaką atmosferę chodzi? Zdarzeń, czy postaci? Mam nadzieję, że tego drugiego, bo bardzo go polubiłem.
Nie "o co z nim chodzi", tylko: o co mu chodzi; albo: co z nim.
Poproszę o propozycję zamiennika. Tylko jakąś finezyjną, bo by dać “co z nim nie tak” będę miał opory.
Co to jest "inwazyjna osobowość"?
To serio błąd? Słyszałem ten zwrot ze sto razy.
"Okolica" to pobliże, ale czy pobliże ludzi?
Excuse me????
Jakim cudem: "Piasek wkoło bunkra zawibrował."? Raz, że wokół bunkra, ale jak pasek może wibrować? Podskoczył, sfalował się?
Poruszył się w rytm fal sejsmicznych 




I co to znaczy, że "rubiny lśniły kosmicznie"?
No że fajnie i tak dalej. Brylanty, bażanty, smakołyki wprost do ust…
Tutaj posypał się obraz: "Za nimi ciągnął już sznurek ciekawskiego tłumu żołnierzy." bo żołnierze mogli iść sznurkiem, albo ciągnąć tłumnie, ale ponieważ sznurek można ciągnąć dosłownie, a tu jednak mamy metaforę, powstaje zderzenie.
Potężny temat wytworzyłaś. Czy jak sznurek ludzi jest długi, to czy jest tłumem? Szczerze nie wiem. Na pewno wśród nich nie jest tłumnie, ale idą już chyba jak najbardziej tłumnie. A mystery…
Rozumiem, że "Liwia ubrała diadem" w majteczki i koszulkę?

Patrzył błagalnie, nie "błagalnym wzrokiem". Co to znaczy "sprawdził błądzącym wzrokiem naboje w rewolwerze"? I w ogóle po co te wszystkie wzroki?
Oni tam lubią patrzeć. Dobra, będzie przeredagowane.
Tu znowu obraz się rozsypał: "Kształt szybko zmienił się w jej oczach w piramidalną wieżę wzniesioną z piaskowcowych bloków." naraz smukła wieża i piramida? Kształt zmienił się – w wieżę? I – z bloków piaskowca.
To jest ciekawa sprawa, widać nie do końca to oddałem na mapie. Wieża z opowiadania wygląda tak, tylko jest odrobinę większa; (no i ma drzwi!!!)

Nie są to wszystkie byki – reszta stada czeka na mailu.
HALO, NIC DO MNIE NIE PRYSZŁO!
Dziękuje Ci bardzo za wnikliwą analizę! I to tak BARDZO, BARDZO. Jeśli chodzi o uwagi, do których się nie odniosłem, to zgadzam się z nimi i wszystko będzie poprawione!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Tarnina
… wtf. Nie obrazuburcze, tylko nijak się do reszty nie mające.
Jak to? Halo
Porzucone miasta. Wraki statków kosmitów. Artefakt, który ewidentnie służy do gadania z kosmitami.
No i gdzie ci kosmici? Jak mi się rakieta spacexu w ogrodzie rozbije to mam dzwonić po facetów w czerni? POWTARZAM – w tym uniwersum kosmitów nie ma. Terraformatorzy to przedstawiciele homo sapiens sapiens.
? Jak nie ma, jak są? Gdyby Liwia nie dotarła na stację orbitalną, myślałabym, że jej świat jest symulacją w komputerze, ale tak? Jak to wyjaśnisz?
Porwali ją z pustyni na statek. A skąd tą symulację wzięłaś?
… to jacyś nowocześni filozofowie, bo nie słyszałam. Źródła?
Miałem o tym wykład cały na pierwszym roku. Był to fakultet, nieobowiązkowy, więc szli po łebkach, plus sto lat temu to było i nie pamiętam szczegółów. Mam dobrego znajomego, prawdziwego wyrwikufla, który studiuje filozofie (pełnoprawnie) i właśnie do niego napisałem i zarysowałem mu zagadnienie. Powiedział, że mówię chyba o teorii poznania Locke’a, ale proszę tego nie brać za pewnik. Czekam aż napisze mi coś więcej, jakby Cię ten temat zainteresował.
Zawsze byli podmiotami, skoro mieli jakieś swoje widzimisię i działali zgodnie z nim. A przedmioty też istnieją.
Hmmm, myślę, że zależy, jak na to patrzeć.
I te dzieci by to przeżyły…
Może bym im zrzucali z nieba jakaś manne, albo uczyli sztuczek?
Jak dla mnie jakby nie, ale dochodzę do wniosku, że jestem nieneurotypowa :P
WSZYSCY JESTEŚMY
Bardzo się ta Galaktyka przejmie…
To już złośliwość:(((
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
bruce
Regulamin:
Obowiązkowe hasła i dodatkowe znaki.
Autor musi wybrać po jednym haśle z każdej z trzech grup i użyć go w opowiadaniu.
GODDAMNIT
Następnym razem przeczytam regulamin pięć razy.
Jedźmy prosto do tego trójkąta, czy – czymże to badziewie na wydmach jest.
Ciekawa propozycja z tym myślnikiem. Przemyślę:D
Ok, jasne, jasne. :) Pomyśl, sprawdź. ;)
Sporo z tego, co wytknęłaś, już poprawiłem po komentarzu regulatorów. Ale nie ustaję w walce, w końcu będzie wszystko skorygowane.
Jeszcze raz dziękuję za recital sprawdzający!!! Wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Szanowny Autorze, pamiętaj, że moje wątpliwości są jedynie do przemyślenia. :)
Dzięki, wzajemnie, Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku! 
Pecunia non olet
Prezentu dla Liwii szukał.
No i nie można było tak od razu?
Zresztą nawet samo zdanie wyrwane z kontekstu wskazuje, że mówimy o jednej i tej samej osobie
No, właśnie niekoniecznie…
TO JUŻ OKRUCIEŃSTWO.

No ale brzmi kosmicznie świetnie.
Kwestia gustu…
Proszę to potraktować jako mój neologizm, bo przepraszam bardzo, ale będę go używał.
Ale nie przychodź z płaczem, jak ludzie nie zrozumieją XD
Zależy jaki to piach, i co pod nim jest na jakiej głębokości. ZAPEWNIAM, ŻE MOŻNA PO NIM SUNĄĆ.
Ale tylko przy odpowiedniej PRĘDKOŚCI :P
Nie chciałem, by Dziad wyszedł przesadnie moralizatorsko
… moralizatorsko? Przeca to jest szaleniec boży, a nie kaznodzieja?
Naprawdę osoba nie może mieć klimatu?
Naprawdę. https://wsjp.pl/haslo/podglad/11067/klimat/5009106/nastroj
Tutaj jest to nazwa funkcji.
… wut.
Cieszę się, że atmosfera przypasowała, tylko o jaką atmosferę chodzi? Zdarzeń, czy postaci? Mam nadzieję, że tego drugiego, bo bardzo go polubiłem.
To i to (nie zawsze łatwo to rozdzielić, u Ciebie trudno – ale co to szkodzi?).
Poproszę o propozycję zamiennika.
A powyższa Ci nie odpowiada?
To serio błąd? Słyszałem ten zwrot ze sto razy.
Ja w życiu nie słyszałam, ale siedzę w najwyższej komnacie najwyższej wieży. Tak, to błąd. Inwazyjne może być zielsko.
Excuse me????
You've heard me :P
Poruszył się w rytm fal sejsmicznych

No że fajnie i tak dalej.
No, nie, po polsku to nie :P
Czy jak sznurek ludzi jest długi, to czy jest tłumem?
Hmmm, niekoniecznie. Ale jest to jednak sznurek metaforyczny :)
Wieża z opowiadania wygląda tak, tylko jest odrobinę większa; (no i ma drzwi!!!)
… ta wieża ma piramidalny dach, ale cała nie jest piramidalna ><
HALO, NIC DO MNIE NIE PRYSZŁO!
To podaj adres :P (na priv!)
Jak mi się rakieta spacexu w ogrodzie rozbije to mam dzwonić po facetów w czerni?
No, a nie? XD

POWTARZAM – w tym uniwersum kosmitów nie ma. Terraformatorzy to przedstawiciele homo sapiens sapiens.
Powtarzam – skąd ja miałam o tym wiedzieć? XD
A skąd tą symulację wzięłaś?broken heart
Z głowy, czyli z niczego XD Serio – gdyby świat Liwii był nie po prostu inną planetą (czyli częścią tego samego continuum czasoprzestrzennego), to czym by był?
Powiedział, że mówię chyba o teorii poznania Locke’a, ale proszę tego nie brać za pewnik.
Dawno nie czytałam Locke'a, ale chyba nie :P Co prawda to chyba on jest częściowo odpowiedzialny za zamknięcie nas we własnych głowach, ale chyba jednak nie. Już bardziej Berkeley z esse est percipi (chociaż też nie za bardzo).
Hmmm, myślę, że zależy, jak na to patrzeć.
Myślę, że zdefiniować można cokolwiek, jeśli komuś nie przeszkadza, że zbiór desygnatów jest pusty :P
Może bym im zrzucali z nieba jakaś manne, albo uczyli sztuczek?

WSZYSCY JESTEŚMY
Na to wychodzi XD
To już złośliwość:(((
<evil laugh>
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
bruce
Dziękuje bardzo!!!
Tarninko
No, właśnie niekoniecznie…
:((((
Ale nie przychodź z płaczem, jak ludzie nie zrozumieją XD
TY ZROZUMIAŁAŚ!
Ale tylko przy odpowiedniej PRĘDKOŚCI :P
Dziadyga nie rozwija dużych
… wut.
A tak, właśnie tak!
A powyższa Ci nie odpowiada?
No niezbyt bo zmienia sens xdd
Ja w życiu nie słyszałam, ale siedzę w najwyższej komnacie najwyższej wieży. Tak, to błąd. Inwazyjne może być zielsko.
Ugh.
To podaj adres :P (na priv!)
Dobra!
Już bardziej Berkeley z esse est percipi (chociaż też nie za bardzo).
O właśnie tak! Berkeley to sklecił, i właśnie to zdanie miałem konkretnie na myśli, ale on wciąż (przynajmniej z tego co kojarzył) wywodził to z Locke’a. Jak? Nie pamiętam.
Powtarzam – skąd ja miałam o tym wiedzieć? XD
A skąd pewność że Dziad nie jest robotem? Albo poduszkowcem, tak jak mówiłaś? Postawy domniemania podobne.
Zaraz wyślę maila i proszę o błędy. A właśnie, wszystko finalnie będzie poprawione, tylko później, bo zaraz ruszam w północnokujawskie góry. Bardzo polecam wzgórza przy Fordonie btw!!!
Dziękuje bardzo, w kontakcie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
TY ZROZUMIAŁAŚ!
Bo próbowałam. Ale ludzie nie muszą :P
Dziadyga nie rozwija dużychcool
Turbodziadyga XD
No niezbyt bo zmienia sens xdd
??? A jaki sens miał być?
Jak? Nie pamiętam.
W sumie, to ja też już nie pamiętam (nikomu nie mów!), ale Berkeleyowi nie chodziło o liczbę obserwatorów. Chodziło mu o to, że istnieją tylko te cechy, które ktoś postrzega. Może być jeden ktoś. Poza tym system Berkeleya chyba wymaga istnienia Boga i bez niego nie trzyma się w ogóle kupy.
Postawy domniemania podobne.
… nie?
bo zaraz ruszam w północnokujawskie góry. Bardzo polecam wzgórza przy Fordonie btw!!!
To miłego szusowania! :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Turbodziadyga XD
Hell yeah!
??? A jaki sens miał być?
No, że co z nim jest nie tak, czy jest walnięty, itp.
Poza tym system Berkeleya chyba wymaga istnienia Boga i bez niego nie trzyma się w ogóle kupy.
To prawda! Niektórzy traktują to wręcz jako dowód.
… nie?
TAK. Dalej zagadką jest dla mnie, co sprawiło, iż byłaś tak święcie przekonana o ufokach w tekście:D
To miłego szusowania! :D
Dziękuje! Ale byłem tam tylko jeden dzień na wędrówkach pieszych. Niestety na szusowanie tamte wzgórza są jednak za niskie!
Błędy, również te z maila, będą wkrótce poprawione (WSZYSTKIE), tylko dziś mam tourne po Włocławku, zajrzę tu wieczorem.
Trzymaj się!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
No, że co z nim jest nie tak, czy jest walnięty, itp.
Oryginalny :D
Dalej zagadką jest dla mnie, co sprawiło, iż byłaś tak święcie przekonana o ufokach w tekście:D
Nie byłam święcie przekonana, ale ta hipoteza wyglądała najlepiej :P
![]()
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.