- Opowiadanie: mbeck - Cienie

Cienie

Dwadzieścia tysięcy zim temu dwie drogi stały się jedną. W świecie skutym lodem, gdzie każdy dzień był walką o przetrwanie, wilki i ludzie zawarli milczące przymierze. To wtedy nasze ścieżki splotły się nierozerwalnie, dając początek najstarszej i najwierniejszej relacji w dziejach świata. Oto historia widziana oczami tych, którzy idą tuż przy nodze człowieka – od pierwszego ogniska, przez wielkie wędrówki, aż po współczesność. Opowieść o Cieniach, które postanowiły towarzyszyć nam na zawsze.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Cienie

Wersja poprawiona.

 

– Nastaw uszy. Słuchaj uważnie. Opowiem ci naszą historię. Każdy powinien ją poznać.

Rozejrzałem się. Młode cienie wielu ras zgromadziły się wokół mnie. Każdej pełni zbieraliśmy się w tym samym miejscu i powtarzałem te same słowa. Robiłem to od wielu księżyców, choć czułem, że coraz mniej ich mi pozostało. Opowieść jednak nie odejdzie wraz ze mną. Nie jestem jedyny, nie jestem pierwszy i nie będę ostatni.

Dziś dołączył Ares, mój następca. Skoncentrowany, czekał niecierpliwie na ciszę, na którą i ja czekałem.

Nie musiałem o nią prosić. Nigdzie się nie spieszyłem, ponieważ to młodość potrzebowała czasu, aby ochłonąć. Powoli wszystkie cienie zastygły w bezruchu. Gdy oni zaczęli czekać na mnie, zacząłem mówić.

– Jesteśmy cieniami. Zawsze nimi byliśmy, odkąd nasi przodkowie z ciekawości zaczęli podchodzić z lasów do dwunożnych istot gromadzących się wokół migoczącego światła. Wyjście z gęstwiny i połączenie się z istotami stojącymi dało nam początek. Ten moment zmienił wszystko. Tutaj zaczyna się historia, która nas definiuje i tworzy naszą tożsamość. To pierwsze, co wiemy o sobie.

– Widzę pytania w waszych oczach. – Rozejrzałem się po młodych pyskach. – Ale na nie nie mam odpowiedzi. Pytacie: „Co było wcześniej?”, „Jak to się zaczęło?”. Nikt tego nie wie. Każda odpowiedź rodzi tylko kolejne pytania. Jeśli nie zaakceptujemy tajemnicy, nigdy nie przestaniemy błądzić.

Tu stawiamy pierwszy krok. Dwadzieścia tysięcy lat temu, w czasach, które ludzie pamiętają tylko z legend.

Świat był zimny, niebezpieczny, pełen kłów i pazurów. Śmierć czaiła się w głodzie. Dwunożni nie byli jeszcze panami świata, lecz tak jak my – wędrowali w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Szukali jedzenia, polowali, chronili się przed mrozem, kochali, śmiali się i umierali. Żyli. Nie było ich wielu, a ich gromady liczyły mniej istnień niż teraz mieszka w miasteczku.

Byliśmy dumnymi wilkami, władcami stepów. Nasze drogi wielokrotnie się przecinały. Szanowaliśmy się, omijając bez krzywdy dla nikogo. Część z nas czuła ciekawość. Podchodziliśmy bliżej, oswajając ich z naszą obecnością i z ich zapachem.

Opłacało się – mogliśmy liczyć na resztki jedzenia, które nam oferowali, a oni zyskiwali, ponieważ gdy czuwaliśmy w pobliżu, żaden obcy niepostrzeżenie nie zbliżył się do obozu. Powoli, na przestrzeni pokoleń, stawaliśmy się częścią ich wspólnoty.

Współpracowaliśmy. Spaliśmy z nimi, bawiliśmy się, strzegliśmy ich, pomagaliśmy w łowach. Dzięki nim mieliśmy bezpieczne legowisko i pełne brzuchy. Najważniejsze, że potrafiliśmy iść w ich ślady. Nie od razu, nie wszyscy, ale nie zostawaliśmy w tyle. Mieliśmy łapy stworzone do wędrówki, nie do sprintu. Nasz oddech znał rytm marszu, a serca nie chciały już wracać do lasu. To był dar – nie tylko czujność czy kły, ale wytrwałość, by być z nimi wszędzie. Połączył nas rytm życia – ludzie szli, a my podążaliśmy za nimi, niezmordowani.

Nie wszyscy bracia wybrali tę drogę – wielu wróciło do lasu. Niektórzy chcieli zniszczyć ten sojusz, mówiąc: „Wilk, który słucha ludzi, zapomni kim jest”. Ale my wiedzieliśmy, że nie tracimy siebie – my się zmieniamy.

Uczyliśmy się, że nocny szelest może oznaczać głód, że ludzie czasem płaczą i wtedy trzeba położyć pysk na ich kolanie. Rozumieliśmy, że zdarzają się dni bez jedzenia, lecz trzeba iść dalej, razem, licząc na zmianę za kolejnym wzgórzem. Działaliśmy wspólnie. Tak minęło wiele pokoleń, a my zaczęliśmy się różnić. Jedne cienie zabierano na polowania, inne pilnowały obozów, jeszcze inne dawały czystą radość.

Przestaliśmy być wilkami – staliśmy się pierwszymi towarzyszami ludzi. Nie przez rozkaz czy smycz, ale dzięki wspólnocie potrzeb, zaufaniu, a nie umowie.

Wędrowaliśmy z nimi, dopóki oni wędrowali. Aż nadszedł dzień, gdy ludzie wybrali jedno miejsce i tam zostali. Życie na szlaku zamienili na osiadły tryb. A my… zostaliśmy z nimi. Wytrzymałość w długim marszu straciła na znaczeniu. Musieliśmy odnaleźć się w nowej relacji. Dwunożni uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta, a my strzegliśmy dobytku.

Nasza rola rosła. Z pokolenia na pokolenie tworzyły się rasy: jedne cienie odpowiadały za pilnowanie stada, inne były opiekunami, jeszcze inne tropicielami lub siłą pociągową w mroźnych krainach. Ludzie opanowali świat, a my wraz z nimi zdobywaliśmy nowe przestrzenie.

Kiedyś żyliśmy bliżej natury, gdy zapach ziemi i powietrza był wszystkim, co znaliśmy. Wraz z nadejściem ery maszyn nasze role znów uległy zmianie. Umiejętności takie jak tropienie czy stróżowanie zaczęły tracić na znaczeniu. Maszyny mogły to robić szybciej i bez zmęczenia.

Świat stawał się coraz bardziej złożony, a każde rozwiązanie jednego problemu rodziło dwa nowe. Zmiana wydawała się celem samym w sobie. Byliśmy przy ludziach na wojnach, niosąc wiadomości i szukając rannych. W czasach pokoju dawaliśmy im pocieszenie. Rola zmieniała się z każdą epoką, ale lojalność pozostawała niezmienna.

Tak dotarliśmy do czasów obecnych, szczeniaki – do dni, w których zmiany nabrały niewiarygodnego przyspieszenia. Wszędzie wokół widnieją błyszczące ekrany i maszyny mówiące ludzkim głosem. Ludzie zastępują wszystko automatami, ale nie pozbywają się trudności – jedynie je wymieniają. Stare na nowe. To walka, której nie wygrają, chociaż mogą o tym nie wiedzieć.

W głębi starych kości czuję jednak ogromną nadzieję. Widzę, że pomimo technologii ludzie wciąż łakną bliskości. Widzę dzieci tulące się do nas i szukające ukojenia.

Jesteśmy świadkami tego, jak ludzie coraz częściej zwracają się do nas, gdy czują się samotni lub zagubieni. Pomagamy tam, gdzie pachnie starością, i wspieramy szczeniaki z trudnościami. Nasze delikatne spojrzenie i zdolność słuchania bez osądzania to coś, czego potrzebują teraz bardziej niż kiedykolwiek. Staliśmy się ich kotwicą emocjonalną, spokojną przystanią w burzliwym morzu zmian.

Im bardziej zatracają się w technologii, tym bardziej nas potrzebują. Im bardziej oddalają się od siebie nawzajem, tym mocniej szukają naszego ciepła. Kim byłby człowiek bez cienia?

Czy się obawiam? Tak, jesteśmy na zakręcie. Ludzie odrywają się od natury i od samych siebie. Ale w ich sercach widzę niezmienną potrzebę lojalności. To my, drogie szczeniaki, możemy im ją dać. Jesteśmy cieniami, które im towarzyszą, odbiciem, w którym mogą odnaleźć siebie. Czy człowiek bez cienia pozostałby człowiekiem?

Wierzę, że będziemy potrzebni, a nasza historia nie skończy się na tym zakręcie. Zmieni kierunek, jak robiła to już wielokrotnie, ale będzie trwać.

Skończyłem i rozejrzałem się. Nikt nie pytał, nikt nie przerywał. Wszyscy słuchali w skupieniu, nawet najstarsi. Nasza historia uczy, że zmiana, nawet powolna, jest nieubłagana, ale nie musi oznaczać pogorszenia – oznacza po prostu coś innego. To my kształtujemy rzeczywistość.

Kiedyś, jako wilki, liczyliśmy miliony, a teraz jest nas więcej niż gwiazd na niebie. Nasi kuzyni, którzy postanowili żyć po staremu, przetrwali w nielicznych rezerwatach. Nie mnie oceniać, czy lepiej podążać za zmianami, czy trwać w niezmienności. To musicie odkryć sami.

Wstałem i odszedłem, pozostawiając słuchaczy z ich myślami. Kolejnego księżyca spotkam się tu z kolejnymi szczeniakami, a potem inni zajmą moje miejsce, aż po koniec świata.

Hau.

 

 

Koniec

Komentarze

Witam. Tekst ma potencjał. Jednak okropnie dużo w nim powtórzeń. Niestety mocno razi w oczy sad

 

Tutaj dam przykład jak to mogło by wyglądać na podstawie pierwszych kilkunastu linijek tekstu:

 

– Nastaw uszy, młody. Słuchaj uważnie naszej opowieści, bo jest to historia o cieniach ludzi.

O nas samych, którą powinien poznać każdy.

 

Rozejrzałem się dookoła. Cienie wielu ras zgromadziły się wokół mnie. Każdej pełni księżyca powtarzałem tę samą opowieść kolejnym grupom. Robiłem to od wielu księżyców i z każdym kolejnym różnica doświadczeń między nami malała. W głębi siebie czułem, że niewiele czasu mi zostało i coraz mniej okazji, by całą tę wiedzę przekazać.

 

Ale sama opowieść nie zginie. Nie jestem jedyny. Nie jestem pierwszy. I nie będę ostatni. Na tym polega jej istota – trwa niezależnie od nas.

 

Dziś dołączył do nas Ares, który przejmie moją rolę. Drapał się za uchem, czekając, aż rozpocznę. Ja czekałem, aż zapanuje cisza. Nie musiałem o nią prosić – wystarczyło cierpliwie milczeć.

 

Powoli każdy z cieni zastygł w bezruchu. Gdy to oni zaczęli czekać na mnie, a nie ja na nich – rozpocząłem.

 

Sam dopiero raczkuję i wiem jak cennym wsparciem są takie przykłady. Pomagają wyciągnąć wnioski. Spojrzeć bardziej krytycznie na własne dzieło. Pozdrawiam serdecznie i liczę na skorygowanie tekstu. Uważam, że warto poświęcić całości trochę wiecej czasu. A z pewnością zainteresowanie, jak i odzew wzrośnie diametralnie.

Dzięki za uwagi, na pewno skorzystam przepisując :)

Marcin Beck

Witaj. :)

Gratuluję debiutu i to już w dniu rejestracji. :)

Zapraszam do działu Publicystyka, gdzie znajdują się bardzo pomocne PORADNIKI, w tym: Drakainy – dla Nowicjuszy, językowy, dialogowy, myślowy, interpunkcyjny itd. :)

 

Tekst liczący 11019 znaków to już u nas OPOWIADANIE, a nie SZORT, zatem zmień kategorię, bo oba rządzą się innymi prawami (więcej – we wspomnianym Poradniku autorstwa Drakainy). :)

 

W Twoim tekście do generalnej poprawy są całe dialogi.

 

Poza tym jest sporo usterek interpunkcyjnych, np.:

Dzisiaj dołączył do nas Ares który przejmie tę rolę po mnie. Skoncentrowany czekał, aż rozpocznę niecierpliwiąc się.

To początek od którego zaczyna się nasza historia, która nas definiuje i tworzy naszą tożsamość. Ten moment to pierwsze co znamy i wiemy. 

Uczyliśmy się że nocny szelest może oznaczać głód, że ludzie czasem płaczą i trzeba wtedy położyć pysk na ich kolanie; że są dni, gdy nie ma jedzenia, ale trzeba iść dalej, razem, licząc na zmianę za kolejnym wzgórzem.

Nie tylko my się zmieniliśmy ale i ludzie się zmienili.

To jest walka której ludzie nie wygrają, chociaż mogą o tym nie wiedzieć.

W głębi moich starych kości, czuję ogromną nadzieję.

 

 

 

Mój Przedmówca wspomniał już o nadmiarze powtórzeń, czyli błędach stylistycznych, które utrudniają należyte śledzenie fabuły. Je także trzeba poprzez „edycję” poprawić.

 

Zdarzają się zdania niepoprawne składniowo, np.:

Ten moment to pierwsze co znamy i wiemy. 

Nasza wytrzymałość, nadążanie za ludźmi, straciła na znaczeniu.

Rosła nasza rola jako towarzysza.

Tym bardziej zatracają się w technologii tym bardziej potrzebują nas.

Tym bardziej oddalają się od siebie nawzajem, tym bardziej potrzebują nas.

Nasza historia uczy nas, że zmiana nawet jak wolna jest nieubłagana, ale nie oznacza ona że będzie gorzej lub lepiej, tylko inaczej, to my sami kształtujemy naszą rzeczywistość. 

Kiedy nas nie było, byliśmy wilkami było nas łącznie miliony, teraz nas jest więcej niż gwiazd, a naszych kuzynów, którzy postanowili się nie zmieniać i żyć po staremu zostało kilkaset tysięcy żyjących w rezerwatach które dali im ludzie.

 

Występują również aliteracje, np.:

To pozwoliło nam na nowo odnaleźć się w tej relacji.

Wszędzie wokół widzicie te błyszczące ekrany, te dziwne maszyny, które mówią ludzkim głosem.

 

Opowieść jest historią udomowienia psa. I w sumie tylko tyle z niej wynika. Niestety, nie dostrzegam tu żadnej fantastyki. Oczywiście – dzieje wzajemnego poznawania ludzi przez tytułowe „cienie” (i odwrotnie) są niezwykle ciekawe; psy są wspaniałymi towarzyszami, lecz warto pamiętać i o innych zwierzakach, przyjaznych nam, ludziom; do tego nie należy pomijać także osób, które nie mogą przyjaźnić się z pieskami z powodu uczuleń/chorób; jak również – to przykład skrajny, nawiązujący do jednego, z opublikowanych właśnie na Portalu opowiadań – zwyrodnialców, traktujących czworonogi bestialsko i okrutnie.

Temat złożony, wielopłaszczyznowy, trudny…

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszym pisaniu. :) 

Pecunia non olet

Czołem!

Jeśli to debiut, to serdecznie witamy w wesołym cyrku na Portalu! Dobrze, że jesteś!

 

Co do tekstu.

Czy tworzenie tekstu z użyciem krótkich zdań było zamysłem? Jako element narratora? Ponieważ prawie w ogóle nie używasz zdań dłuższych, które zwłaszcza sprawdzają się przy opisach i wyjaśnieniach. Krótkie są raczej dla akcji.

 

W głębi moich starych kości, czuję ogromną nadzieję. Widzę, jak ludzie, pomimo całej tej technologii, wciąż szukają bliskości. Widzę, jak dzieci wciąż tulą się do nas, jak szukają w nas ukojenia po ciężkim dniu. 

Jesteśmy świadkami, jak ludzie coraz częściej zwracają się do nas, gdy czują się samotni, zranieni, zagubieni w tym szybko zmieniającym się świecie. Pomagamy im tam gdzie pachnie starością, wspieramy ich szczeniaki z trudnościami. Nasze delikatne, bezstronne spojrzenie, nasza zdolność do słuchania bez osądzania – to jest coś, czego ludzie potrzebują teraz bardziej niż kiedykolwiek. Staliśmy się ich kotwicą emocjonalną, ich spokojną przystanią w burzliwym morzu zmian.

Nie jestem psiarzem, ale to ładny fragment.

 

Przeszkadzają mi w tekście wskazane przez Przedpiśców błędy stylistyczne i interpunkcyjne – po prostu gorzej się czyta. No i właściwie nie masz tu fantastyki.

Do przemyślenia – zaimki, w tym dzierżawcze, nie wszędzie są potrzebne. Można zadać sobie krytyczne pytanie, czy zdanie ma sens bez tego zaimka. Jeśli ma, to go wywalamy. 

 

Ale tekst nie jest zły, miałeś pomysł na opowieść z innej strony i go udanie zrealizowałeś. Technika do poprawy.

 

Pozdrawiam!

Ci, twój, pan piszemy z dużej litery w listach.

 

 

Nie jestem jedyny, nie jestem pierwszy[,] ani nie będę ostatni. 

 

Skoro są cieniami, to fakt że mają cienie jest trochę dziwaczny.

 

Widzę pytania w waszych oczach – rozejrzałem się po młodych pyskach. Ale na nie nie mam odpowiedzi. Pytacie: 

To powinna być wypowiedź w poprzednim akapicie, bo teraz nie wiadomo czym jest.

 

Wielu odeszło z powrotem do lasu.

Może wielu wróciło do lasu, bo wtedy nie będzie powtórzenia iść w kolejnym zdaniu.

 

 

Pomysł na dzieje ludzi opowiedziane przez psa znakomity, ale nie rozumiem o co chodziło z cieniami, ze spotkaniem w nocy. 

Dodatkowo trochę to wszystko jest przegadane. Dużo zdarzeń, słów, fraz się powtarza, jakbyś na siłę usiłował rozciągnąć tekst. 

 

Warto poprawić błędy wskazane przez czytających, wtedy kolejni będą bardziej zadowoleni i będą mieć szansę zobaczyć mocne strony.

delulu managment

Bardzo dziękuje za wszystkie słowa, uwagi, komentarzet, szczególnie te dotyczące stylistyki, gramatyki itp bo wiem, że to coś w czym po prostu nie jestem dobry (delikatnie mówiąc). Mam nadzieję, że udało mi się tekst poprawić. 

Wiem, że utwór nie jest fantastyczny, ale to dookoła takich tematów najczęściej tworze, kolejne będą lepiej tematycznie dopasowane, obiecuje :)

Marcin Beck

I ja dziękuję; na spokojnie – wszyscy popełniamy błędy; widzę, że znacznie skróciłeś tekst i teraz jest faktycznie szortem; pozdrawiam, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

W ogromnym skrócie, ale dość przystępnie opowiedziałeś historię przyjaźni psów i ludzi. Podoba mi się, że ująłeś sprawę z punktu widzenia psa. Dobrze się czytało.

Może i brakło tu fantastyki, ale sam fakt istnienia piesków uważam za fantastyczny. :)

Mbeck, Twoje „Cienie” liczą niewiele ponad siedem i pół tysiąca znaków, a na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków, więc bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Powodzenia w dalszej pracy twórczej. :)

 

Na­staw uszy. Słu­chaj uważ­nie. → Nad­staw uszu. Słu­chaj uważ­nie.

 

Roz­gląd­ną­łem się do­oko­ła. → Raczej: Rozejrzałem się do­oko­ła.

 

że coraz mniej ich przede mną. Opo­wieść jed­nak nie odej­dzie wraz ze mną. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję w pierwszym zdaniu: …że coraz mniej mam ich przed sobą.

 

od kiedy nasi przod­ko­wie wy­chy­li­li się z lasów… → A może: …od kiedy nasi przod­ko­wie wychynęli/ wyłonili się z lasów…

 

[…] Widzę py­ta­nia w wa­szych oczach – ro­zej­rza­łem się po mło­dych py­skach. → Brak kropki po wypowiedzi. Didaskalia wielką literą. Winno być: […] Widzę py­ta­nia w wa­szych oczach.Ro­zej­rza­łem się po mło­dych py­skach.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

wę­dro­wa­li w po­szu­ki­wa­niu miej­sca dla sie­bie. Szu­ka­li je­dze­nia, po­lo­wa­li, chro­ni­li się przed mro­zem, ko­cha­li, śmia­li i umie­ra­li. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję drugie zdanie: Zdobywali jedzenie, po­lo­wa­li, szukali schronienia przed mro­zem, ko­cha­li się, śmia­li i umie­ra­li.

 

omi­ja­jąc bez krzyw­dy dla żad­nej ze stron. → …omi­ja­jąc bez krzyw­dy dla każdej ze stron.

 

Kie­dyś jako wilki, li­czy­li­śmy mi­lio­ny. → A może: Kie­dyś, jako wilki, były nas mi­lio­ny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przepisałem ponownie, mam nadzieję że z wpływem na jakość :)

Marcin Beck

Mbeck, podzielam Twoją nadzieję, że po poprawieniu szort prezentuje się lepiej, ale z braku czasu nie dam rady przeczytać go ponownie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka