- Opowiadanie: Gryzok_Półpospolity - Świąteczna dystopia

Świąteczna dystopia

Opo­wia­da­nie na­pi­sa­ne w pięć dni i po­pra­wio­ne w jesz­cze jeden. :D Zdą­ży­łem aku­rat na wi­gi­lię.

Jeden z dziw­niej­szych po­my­słów mo­je­go au­tor­stwa. ;)

Mi­łe­go czy­ta­nia i we­so­łych świąt!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla, GalicyjskiZakapior, Użytkownicy V

Oceny

Świąteczna dystopia

– Ała! – pisnął Jori. Ukłuł się boleśnie, gdy zamiast w oczko robótki trafił drutem w palec wskazujący.

– Co pisz­czysz? – mruk­nął Simo, ob­rzu­ca­jąc dru­gie­go elfa wzgar­dli­wym spoj­rze­niem. – Kłu­jesz się po kilka razy dzien­nie.

– A cie­bie to pew­nie nie boli, co? – mruk­nął Jori z wy­rzu­tem.

Simo prych­nął i kolejno ukłuł opusz­kę każ­de­go palca lewej ręki. Spoj­rzał na Jo­rie­go z lek­kim uśmie­chem.

– Na wszyst­kie re­ni­fe­ry świa­ta! – za­klął Jori. – Dla­cze­go tra­fi­li­śmy aku­rat do dzier­ga­nia skar­pe­tek?

– Nasz dział jest naj­więk­szy w całej fa­bry­ce – za­uwa­żył Simo, wra­ca­jąc do pracy. – Sły­sza­łem, że pra­cu­je tu nawet trzy­dzie­ści pro­cent wszyst­kich elfów.

Jori podmuchał na ukłu­ty palec i ro­zej­rzał się po ciasnych ścianach, w których spędził ostatnie trzynaście lat, więc całe życie od ukończenia szkoły zawodowej. 

Dwa­na­ście me­trów nad nim wi­siał dach hali, pod któ­rym, na pod­wie­szo­nych szy­nach, od czasu do czasu su­nę­ły wa­go­ny ude­ko­ro­wa­ne wień­ca­mi i ko­lo­ro­wy­mi świa­teł­ka­mi. Joriego otaczały czte­ry sza­ro­brą­zo­we ścian­ki, które two­rzy­ły po­ko­ik za­miesz­ki­wa­ny przez niego, Simo oraz dwa elfy dru­giej zmia­ny, obec­nie smacz­nie śpią­ce w ma­lut­kiej sy­pial­ni, która jako je­dy­na miała wła­sny dach. Jako że świa­tła w fa­bry­ce nie gasły nigdy, było to je­dy­ne miej­sce, gdzie elfy mogły za­znać ciem­no­ści i snu. Oprócz tego w rogu znaj­do­wał się wy­cho­dek o czer­wo­nych ścia­nach, a obok niego otwar­ta kuch­nia po­łą­czo­na ze spi­żar­nią. Przy ścia­nie z ci­chym szu­mem su­nę­ła taśma pro­duk­cyj­na.

– Mam już tego dość – po­ża­lił się Jori, z nie­chę­cią chwy­ta­jąc po­now­nie druty.

– Ty? – za­śmiał się Simo. – Masz osiem­na­ście lat. Ja mam dzie­sięć lat do­świad­cze­nia wię­cej, a nie na­rze­kam.

– Może po­wi­nie­neś za­cząć – mruk­nął Jori. – To strasz­nie par­szy­we życie, nie są­dzisz? Rok ucze­nia się pod­sta­wo­wych czyn­no­ści, dwa lata nauki czy­ta­nia i pi­sa­nia, ko­lej­ne dwa szko­le­nia za­wo­do­we­go i trzy­dzie­ści żmud­nych lat pracy… i do­pie­ro potem eme­ry­tu­ra.

– Wie­rzysz w eme­ry­tu­rę? – spy­tał Simo z szerokim uśmiechem.

Jori pod­niósł brwi i mruk­nął:

– Czemu miał­bym nie wie­rzyć? Prze­cież wiem, ile ko­stek cze­ko­la­dy mam na kon­cie.

Simo ro­ze­śmiał się i rzu­cił:

– Głu­piś ty.

– Więc co in­ne­go, we­dług cie­bie, dzie­je się po skoń­cze­niu pracy w fa­bry­ce?

– Myślę, że Świę­ty nas za­bi­ja – stwier­dził bez krzty zmar­twie­nia Simo.

– Co?! – obu­rzył się Jori. – Dla­cze­go miał­by to robić?

– A dla­cze­go miał­by nam wy­pła­cać naszą cięż­ko za­ro­bio­ną cze­ko­la­dę? Myślisz, że w sejfie Świętego naprawdę czeka na ciebie milion sześćset tysięcy kostek czekolady? A jak już przej­dziesz na eme­ry­tu­rę to trzy mi­lio­ny dzie­więć­set ty­się­cy ko­stek?

– Dla­cze­go nie?

Simo ro­ze­śmiał się, po­krę­cił głową i mruk­nął:

– Za­da­jesz durne py­ta­nia.

– Będę je za­da­wał, do­pó­ki nie otrzy­mam od­po­wie­dzi – zapewnił Jori.

Simo prze­chy­lił głowę i spoj­rzał na to­wa­rzy­sza ze znużeniem.

– Ile jest elfów we wszyst­kich, wszy­ściut­kich dzia­łach fa­bry­ki? – spy­tał.

Jori prze­rwał pracę i, pa­trząc na sufit, za­czął roz­my­ślać z sze­ro­ko otwar­ty­mi usta­mi.

– Co naj­mniej dwie­ście – od­parł.

– Co naj­mniej dwie­ście, ale ty­się­cy! – wy­krzyk­nął zi­ry­to­wa­ny Simo. – Ile to jest trzy mi­lio­ny dzie­więć­set ty­się­cy ko­stek cze­ko­la­dy razy dwie­ście ty­się­cy elfów?

Jori nawet nie pró­bo­wał tego ob­li­czyć.

– Świę­ty nie jest w sta­nie nam tego wy­pła­cić! – kon­ty­nu­ował Simo. – A że­by­śmy mu nie spra­wia­li pro­ble­mów, za­bi­ja nas. Nie widzę in­ne­go roz­wią­za­nia.

Jori opu­ścił głowę i wró­cił do dzier­ga­nia.

– To strasz­nie smut­ne – na­po­mknął.

Simo wes­tchnął i cicho mruk­nął:

– Strasz­nie smut­no bę­dzie, gdy nie wy­ro­bisz normy.

– Nie bę­dzie pier­nicz­ko­we­go czwart­ku! – stwier­dził z prze­ra­że­niem Jori.

– Wła­śnie. – Simo pokiwał głową. – Więc do ro­bo­ty.

Mi­nę­ła dzie­sią­ta, je­de­na­sta i wresz­cie dwu­na­sta go­dzi­na pracy pierw­szej zmia­ny. Para elfów odło­ży­ła wydzier­ga­ne dziś skar­pet­ki na taśmę pro­duk­cyj­ną. Każdy z nich spojrzał swój licznik wypłaty, czyli słój, w którym po zakończeniu pracy świetliki układały się w całkowitą liczbę zarobionych kostek czekolady.. 

Jori z gry­ma­sem nie­za­do­wo­le­nia za­wie­sił wzrok na ro­bacz­kach ukła­da­ją­cych się w licz­bę 1 623 982 w sło­iku pod­pi­sa­nym jego imie­niem. Simo rzu­cił tylko okiem na swój, w któ­rym świe­cą­ce ro­bacz­ki two­rzy­ły licz­bę 2 863 975. Wzru­szył ra­mio­na­mi, po czym skie­ro­wał się do kuch­ni i otwo­rzył szaf­kę, w któ­rej cze­ka­ły na nich dwa opa­ko­wa­nia pier­ni­ków.

– Pier­nicz­ko­we czwart­ki to je­dy­ny plus tej ro­bo­ty – mruk­nął, otwie­ra­jąc zie­lo­ny kar­ton ozdo­bio­ny czer­wo­nym bro­ka­tem. – Je­dy­ny! – po­wtó­rzył.

Usie­dli przy małym sto­licz­ku i za­czę­li jeść róż­ne­go kształ­tu ła­ko­cie.

– Jakie włócz­ki dziś zu­ży­li­ście? – spy­tał jeden z elfów dru­giej zmia­ny, trzy­ma­jąc notes w dłoni.

– Teraz jest wasze dwa­na­ście go­dzin. Sam sobie sprawdź, nie­ro­bie – burk­nął Simo, wska­zu­jąc kosz, w któ­rym znaj­do­wa­ło się bli­sko pięć­set kłęb­ków wełny. – Nie zaj­mu­ję się pracą… po pracy – dodał.

Dwa elfy mruk­nę­ły coś pod nosem i za­czę­ły wyrzucać całą za­war­tość kosza na pod­ło­gę, od­ha­cza­jąc ko­lej­ne ko­lo­ry na li­ście, by wreszcie znaleźć ten, na który muszą złożyć zamówienie.

– Czyli nie zo­ba­czę mojej cze­ko­la­dy? – za­py­tał Jori, plu­jąc na wszyst­kie stro­ny ka­wał­ka­mi prze­żu­te­go pier­ni­ka.

– Nie sądzę – od­parł Simo, ście­ra­jąc z po­licz­ka mięk­ki ka­wa­łek cia­stka przy­ja­cie­la.

Jori po­smut­niał, by po chwi­li za­ci­snąć pięść, ude­rzyć nią w stół i wy­buch­nąć:

– Więc nie będę pra­co­wał!

Zamarłe elfy dru­giej zmia­ny spoj­rza­ły na niego sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi. Simo wes­tchnął głę­bo­ko i prze­je­chał dło­nią po twa­rzy.

– Idio­to, wyślą cię na wcze­śniej­szą… eme­ry­tu­rę.

– To uciek­nij­my – mruk­nął Jori.

– Wiesz, że się nie da – od­parł Simo. – Bramy fa­bry­ki są otwie­ra­ne tylko i wy­łącz­nie na Wi­gi­lię i dwa dni świąt, a do tego czasu mamy jesz­cze dobre trzy mie­sią­ce.

– Nie chcę tyle cze­kać, żeby zo­ba­czyć śnieg! To nie­spra­wie­dli­we, że Świę­ty wy­pusz­cza nas stąd tylko na trzy dni rocz­nie!

Simo wzru­szył ra­mio­na­mi i wyjął ko­lej­ne­go pier­ni­ka w kształ­cie cho­in­ki.

– Słu­chaj, mam pe­wien po­mysł… – zagadnął po ja­kimś cza­sie Jori, po czym stre­ścił swój plan w kilku zda­niach.

– To jest tak głu­pie – po­wie­dział Simo – że nawet może się udać.

 

 

Na­stęp­ne­go dnia Simo i Jori wsta­li po do­kład­nie dzie­się­ciu go­dzi­nach snu – tylu, ile było wpi­sa­ne w Kartę Praw Elfa uchwa­lo­ną przez Świę­te­go Mi­ko­ła­ja wiele el­fich po­ko­leń temu. Przy­wi­ta­li się z czysz­czą­cy­mi wy­cho­dek pra­cow­ni­ka­mi dru­giej zmia­ny, po czym Simo po­sta­wił gar­nu­szek barsz­czu na ku­chence, włą­czył gaz i pod­pa­lił go za­pał­ką. Jori sie­dział przy stole, przy­glą­dając się po­czy­na­niom to­wa­rzy­sza. Spoj­rzał na za­mknię­ty wy­cho­dek i po upew­nie­niu się, że druga zmia­na nie ma prawa ich usły­szeć, mruk­nął:

– Więc wcho­dzisz w to?

Simo przy­tak­nął, wpatrując się w bulgoczącą zupę.

Jori za­mie­rzał coś dodać, ale za­milkł, wi­dząc, że druga zmia­na opuszcza wy­chod­ek. Simo nalał barsz­czu do dwóch por­ce­la­no­wych mi­se­czek i po­sta­wił je na stole.

– Po­spiesz­cie się le­piej! – krzyk­nął jeden z elfów dru­giej zmia­ny. – Macie pół go­dzi­ny. Nie bę­dzie­my za was pracować, żeby wyrobić normę boksu.

Simo mruk­nął coś pod nosem i gło­śno siorb­nął, by po­ka­zać, jak bar­dzo nie przej­mu­je się go­dzi­na­mi pracy.

Po półgodzinie pierwsza zmiana zaczęła pracę, natomiast druga porę odpoczynku. Simo i Jori chwy­ci­li ko­szyk z włócz­ką z dwóch stron i prze­wró­ci­li go, a róż­no­ko­lo­ro­we kulki po­tur­la­ły w róż­nych kie­run­kach.

– Co wy ro­bi­cie? – zbul­wer­so­wał się elf dru­giej zmia­ny.

Na czole Jo­rie­go po­ja­wi­ły się kro­pel­ki potu.

– Świę­ty kazał dziś wszystkim pro­du­ko­wać ja­sno­zie­lo­ne skar­pet­ki – skła­mał Simo. – Jeśli chcesz, to mo­żesz nam pomóc szu­kać tej jed­nej włócz­ki.

– Nie zaj­mu­ję się pracą po pracy – od­parł tam­ten z szy­der­czym uśmie­chem.

Elfy dru­giej zmia­ny szyb­ko stra­ci­ły za­in­te­re­so­wa­nie nie­co­dzien­ny­mi po­czy­na­nia­mi swo­ich ko­le­gów i ru­szy­ły, by sa­me­mu skosz­to­wać zupy. Simo i Jori bez po­śpie­chu szu­ka­li zie­lo­nych włó­czek i po­rów­ny­wa­li ich od­cie­nie. Zanim doszli do zgody w kwestii, o jaki odcień zielonego konkretnie chodzi, druga zmia­na zdą­ży­ła ich kilka razy wy­śmiać za nie­rób­stwo, aż w końcu po­szła do sy­pial­ni.

Simo i Jori wy­mie­ni­li spoj­rze­nia, po czym prze­szli do re­ali­za­cji planu. 

Simo otwo­rzył naj­wyż­szą szaf­kę, w któ­rej obok kilku sztuć­ców i pustej od dekady sol­nicz­ki, le­ża­ło pu­de­łecz­ko za­pa­łek z wy­pi­sa­nym na nim ostrze­że­niem o ła­two­pal­no­ści. Pod­niósł je i spraw­dził za­war­tość.

– Tylko sześć – mruknął, przeliczając je od nowa w nadziei na cudowne rozmnożenie.

Jori zdjął z półki dwa opa­ko­wa­nia wczo­raj­szych pier­ni­ków. Prze­ło­żył wszyst­kie ła­ko­cie do jed­ne­go opa­ko­wa­nia, a do dru­gie­go scho­wał kilka kłęb­ków.

Simo pod­szedł do niego z czę­ścio­wo roz­wi­nię­tym kłęb­kiem w dłoni. Prze­bił dru­tem dwie cien­kie kar­to­no­we ścian­ki opa­ko­wa­nia z pro­wian­tem, prze­ło­żył przez nie nitkę, wło­żył je pod lewą pachę Jo­rie­go i prze­ło­żył nić nad jego pra­wym bar­kiem, po czym wszyst­ko ście­śnił, jak tylko się dało, i za­wią­zał pę­tel­kę. Na ko­niec prze­gryzł nitkę przy samym kłęb­ku, a cały pro­ces po­wtó­rzył Jori z nim i opa­ko­wa­niem wy­peł­nio­nym włócz­ka­mi. Nie mu­sie­li się już przej­mo­wać trzy­ma­niem nie­po­ręcz­nych kar­to­nów.

Jori nie bez trud­no­ści wszedł na blat ku­chen­ny i schy­lił się, by się­gnąć po opróż­nio­ny kosz, który pod­su­wa­ł mu Simo. Wcią­gnął go na blat, a następnie po­mógł Simo się wspiąć. Obaj we­szli na na­prę­żo­ną nie­bie­ską siat­kę kosza. Stąpali niepewnie po uginającym się materiale. Simo podsadził Joriego na ściankę działową, żeby mógł wciągnąć towarzysza do siebie.

– Nie spodziewałem się, że tyle ważysz – sapnął Jori.

– Trzeba Świętemu przyznać, że nas nie głodzi – mruknął Simo. – Na ostat­nim bi­lan­sie wy­szło mi trzy­dzie­ści dwa kilo.

Ruszyli jeden za drugim prostopadle do linii produkcyjnych. Z mie­szan­ką współ­czu­cia i po­czu­cia wyż­szo­ści spo­glą­da­li na inne elfy pra­cu­ją­ce w pocie czoła nad skar­pet­ka­mi. Byli wolni, a przy­naj­mniej zmie­rza­li w kie­run­ku wol­no­ści.

– Nie po­win­ni­śmy biec? – szep­nął Jori.

Simo pokręcił głową, lecz gdy zdał sobie sprawę, że przyjaciel idzie przed nim i nie może tego zobaczyć, mruknął:

– Wiesz do­brze, ile trwa Wiel­ka Po­dróż do bram fa­bry­ki w Wi­gi­lię. Nie na­le­ży się spo­dzie­wać, że fa­bry­ka nagle się zmniej­szy­ła.

– Więc bę­dzie­my dra­ło­wać przez kilka go­dzin? – spy­tał Jori i odpowiedział sobie po chwi­li, ża­łu­jąc pod­ję­cia tak am­bit­ne­go planu.

Szli przez kilka go­dzin, nie nie­po­ko­je­ni przez ni­ko­go. Nie­mal każdy elf prze­sta­wał pa­trzeć w górę w ciągu trzech lat od przy­by­cia do fa­bry­ki. Nie na­le­ża­ło się spo­dzie­wać zo­ba­cze­nia tam cze­go­kol­wiek no­we­go.

W kar­to­ni­ku z pro­wian­tem zo­sta­ło już tylko kilka pier­nicz­ków, gdy zmę­cze­ni wę­drów­ką zo­ba­czy­li wiel­kie bramy. Sięgały pod sufit fabryki, a ude­ko­ro­wa­no je tak, by wy­glą­da­ły na drzwi domku z pier­ni­ka. Białe framugi od­dzie­la­ły od ścian wrota w ko­lo­rze cy­na­mo­nu. Dział ar­ty­stycz­ny nie za­po­mniał o małym okrę­gu po lewej stro­nie uda­ją­cym klam­kę oraz ta­blicz­ce u góry, na któ­rej, w za­leż­no­ści od nu­me­ru bramy, wid­nia­ły licz­by od jeden do czter­dzie­stu dwóch.

– Je­steś pe­wien, że chcesz to zro­bić? – spy­tał drżą­cym gło­sem Jori.

– Chyba nie chcesz się teraz wy­co­fy­wać – mruk­nął Simo. – Pro­sta spra­wa, albo bę­dzie­my wolni, albo Świę­ty wyśle nas na wcze­śniej­szą eme­ry­tu­rę. Też swego ro­dza­ju wol­ność.

Wyjął z kie­sze­ni opa­ko­wa­nie za­pa­łek, wziął jedną i po­tarł ją o dra­skę. Głów­ka za­pa­li­ła się za pierw­szym razem. Podał pło­ną­cy pa­ty­czek Jo­rie­mu, po czym wy­cią­gnął pierw­szą włócz­kę, pod­pa­lił ją, za­krę­cił nią jak las­sem i rzu­cił w dal.

– Nie czuję się zbyt do­brze z tym, co teraz ro­bi­my – szepnął Jori.

– Sam wpa­dłeś na ten po­mysł – wytknął mu Simo, wy­cią­ga­jąc ko­lej­ną włócz­kę.

– Nie prze­my­śla­łem tego do­kład­nie – przy­znał Jori.

– Mało nad czym my­ślisz do­kład­nie, więc ci wy­ba­czam. – Rzu­cił na­stęp­nym kłęb­kiem pło­ną­cej wełny.

– A co, jeśli nie bę­dzie alar­mu po­ża­ro­we­go i spa­li­my fa­bry­kę? – Jori za­czął drżeć.

– Za­wsze chcia­łem to zro­bić – mruk­nął z uśmie­chem Simo – więc nie szko­dzi.

Do­pie­ro kule ognia prze­la­tu­ją­ce nad gło­wa­mi skło­ni­ły zgorzk­nia­łe elfy do spoj­rze­nia w górę. Na widok el­fa-pi­ro­ma­na wiele z nich za­czę­ło krzy­czeć i piszczeć. Nie­któ­re ucie­ka­ły taśmą pro­duk­cyj­ną w kie­run­ku in­nych bok­sów.

Po­śród ogól­ne­go prze­ra­że­nia, które udzie­li­ło się i Jo­rie­mu, Simo bawił się świet­nie. Szyb­ko jed­nak na­tra­fił na prze­szko­dę.

– Skoń­czy­ły się włócz­ki – stwier­dził za­wie­dzio­ny.

Z braku lepszego pomysłu podpalił kartonik i wrzucił go do kosza z włóczką w najbliższym boksie. Pra­cu­ją­ce w nim elfy za­re­ago­wa­ły naj­gło­śniej­szym pi­skiem, jaki kie­dy­kol­wiek sły­szał Simo. Już chciał kazać Joriemu biec, ale ścianka działowa, którą trafił płonącą włóczką, zajęła się ogniem. Przy­klęk­nął na tyle, na ile po­zwa­la­ła kil­ku­na­sto­cen­ty­me­tro­wa gru­bość ścian­ki i przyj­rzał się jej. Zo­rien­to­wał się, że ścian­ki po­kry­te w ca­ło­ści krót­ki­mi, nie­przed­sta­wia­ją­cy­mi ni­cze­go wzor­ka­mi, które ota­cza­ły go przez więk­szość życia, wy­ko­na­ne były z drew­nia­nych wió­rów. Za­śmiał się gło­śno, po­pro­sił Jo­rie­go o po­da­nie mu trzy­ma­nej za­pał­ki, którą po­ło­żył za sobą. Po upew­nie­niu się, że ścian­ka za­czę­ła pło­nąć, krzyk­nął:

– W nogi!

Jo­rie­mu nie trze­ba było tego po­wta­rzać. Rzu­cił się do biegu po­kracz­nym kro­kiem. Tuż za nim pę­dził Simo, rzu­ca­jąc co jakiś czas zapałki dla pewności, że pożar bę­dzie wy­star­cza­ją­cy do ewa­ku­acji fa­bry­ki, lub cho­ciaż jej czę­ści.

Za­ska­ku­ją­co szyb­ko na szy­nach pod da­chem po­ja­wi­ły się czer­wo­ne wa­go­ni­ki, z któ­rych elfy z dzia­łu po­ża­ro­we­go fa­bry­ki wy­le­wa­ły wia­dra wody na pło­ną­ce wió­ro­we ścian­ki. Nie szło im zbyt spraw­nie, jako że po jed­nej szy­nie nie mógł się po­ru­szać wię­cej niż jeden wa­go­nik.

Ani Simo, ani Jori nie mogli jed­nak tego zo­ba­czyć. Zo­sta­wi­li pożar da­le­ko za sobą. Simo za­uwa­żył jed­nak, że na szy­nach przed nimi za­trzy­mu­ją się wa­go­ni­ki po­ma­lo­wa­ne na nie­bie­sko. Za­czął prze­czu­wać, do ja­kie­go dzia­łu one na­le­żą, gdy z jed­ne­go z nich elf w czar­nej czap­ce zi­mo­wej wy­sta­wił lufę ka­ra­bi­nu snaj­per­skie­go po­ma­lo­wa­ne­go na zie­lo­no z czer­wo­ny­mi krop­ka­mi.

– Słu­chaj – zwró­cił się do Jo­rie­go. – Kiedy od­li­czę do zera, obaj ska­cze­my w lewo i jak naj­szyb­ciej wbie­ga­my na linię pro­duk­cyj­ną, jasne?

– Ja-asne – wy­ją­kał Jori.

– Więc pięć… czte­ry…

 

 

Tymczasem Monu, ce­nio­ny czło­nek Kor­pu­su Bez­pie­czeń­stwa Fa­bry­ki Pre­zen­tów, obrał za cel kon­kret­ny punkt, do któ­re­go, jak wy­li­czył, nie­dłu­go po­win­ni do­biec ucie­ki­nie­rzy. Po­ło­żył el­fic­ki pa­lu­szek na spu­ście i cze­kał.

 

 

– …trzy… dwa… – kon­ty­nu­ował Simo.

Huk wy­strza­łu nie­udol­nie ma­sko­wa­ny przez czte­ry zsyn­chro­ni­zo­wa­ne z ka­ra­bi­nem był słyszany zapewne w większości fabryki. Smu­kła strzał­ka usy­pia­ją­ca po­le­cia­ła z pręd­ko­ścią czter­dzie­stu me­trów na se­kun­dę, by prze­bić się przez prawy but Jo­rie­go i wbi­ć mu się w stopę.

Jori krzyk­nął i upadł, a Simo, nie mogąc za­re­ago­wać, wpadł na niego i sam się przewrócił. Jori spadł na blat w bok­sie obok. Simo w ostatniej chwili zdołał się chwycić ściany. Wie­dząc do­brze, że nie po­mo­że już przy­ja­cie­lo­wi, chciał się pod­cią­gnąć i kon­ty­nu­ować uciecz­kę.

Monu był jed­nak szyb­szy. Po po­now­nym wy­ce­lo­wa­niu i po­cią­gnię­ciu za spust roz­legł się ko­lej­ny huk ka­ra­bi­nu i akom­pa­nia­ment pisku pisz­cza­łek.

Strzał­ka usy­pia­ją­ca wbiła się Simo w prawą dłoń, którą od­ru­cho­wo cof­nął. Zbliżył ją do ust, żeby wyjąć strzałkę, co wydawało się sensowne. Po chwi­li palce pra­wej dłoni się wy­pro­sto­wa­ły, a on po­czuł atak sen­no­ści. Zanim stra­cił świa­do­mość, po­czuł, jak lewa ręka od­ma­wia mu po­słu­szeń­stwa, a on sam spada.

Zna­lazł się tuż obok Jo­rie­go. Jego lewa ręka zwi­sa­ła bez­wład­nie z blatu, na­to­miast dwa elfy pra­cu­ją­ce w tym bok­sie po­bla­dły i upuściły druty, za­no­sząc się krzy­kiem.

 

 

Simo obu­dził się z po­twor­nym bólem głowy, nie mogąc sobie przy­po­mnieć, co robił. Z tru­dem otwo­rzył prawe oko, by zaraz je za­mknąć, po­ra­żo­ny ja­snym świa­tłem. Gdy w końcu się prze­mógł i, stop­nio­wo roz­chy­la­jąc po­wie­ki, przy­zwy­cza­ił się do zde­cy­do­wa­nie zbyt ja­sne­go świa­tła, zdziwił się jeszcze bardziej.

Sie­dział w mięk­kim ciem­no­zie­lo­nym fo­te­lu. Na­prze­ciw niego znaj­do­wa­ło się biur­ko, na któ­rym stała lamp­ka biu­ro­wa wy­ce­lo­wa­na w jego oczy. Ob­ró­cił głowę w prawo i zo­ba­czył tam Jo­rie­go z prze­chy­lo­ną głową. Również przed nim stała lampka, oświetlająca lewy policzek. Gdy Simo ro­zej­rzał się po resz­cie po­miesz­cze­nia, stwier­dził, że poza lamp­ka­mi biu­ro­wy­mi ma­ją­cy­mi razić ich w oczy nie było tam in­nych źró­deł świa­tła. Okna, jeśli były, zo­sta­ły do­kład­nie za­sło­nię­te.

Przypomniał sobie, co zrobił, i spróbował wstać, uciec przed spodziewanym losem. Nogi miał jed­nak przy­wią­za­ne gru­bym sznu­rem do fo­te­la. Jak mógł myśleć, że nie zo­sta­li w żaden spo­sób unie­ru­cho­mie­ni? Potrząsnął głową. To było oczy­wi­ste.

Spojrzał na towarzysza, który powoli się budził. Po­chy­lił się w jego kie­run­ku i szep­nął mar­kot­nie:

– Witaj, eme­ry­tu­ro.

Zza foteli doszło elfa głośne uderzenie kija o podłogę. Nie byli sami. Wyprostował się na fotelu. Sku­lił się i za­czął roz­my­ślać, czy w cie­płej hali pro­duk­cyj­nej było mu rze­czy­wi­ście aż tak źle, by pod­jąć tak dra­stycz­ne kroki.

Kiedy spoj­rzał na Jo­rie­go, stwier­dził, że ten nie ro­zu­mie sy­tu­acji. Bał się, a nie był przerażony. Można by pomyśleć, że ocze­ku­je kilku cio­sów rózgą, a nie śmier­ci.

Drzwi za­skrzy­pia­ły, a kilka pro­my­ków fa­brycz­ne­go świa­tła wpa­dło do po­ko­ju, oświe­tla­jąc pod­ło­gę ze świer­ko­wych desek oraz ścia­ny po­ma­lo­wa­ne na be­żo­wo. Usły­szał cięż­kie kroki, które brzmia­ły podobnie, jak wy­obra­żał sobie kroki elfów z Kor­pu­su Bez­pie­czeń­stwa Fa­bry­ki Pre­zen­tów w ich czar­nych uni­for­mach i cięż­kich bu­tach. Je­dy­ne, czym róż­ni­ły się te kroki, była ich do­no­śność. Simo po­my­ślał, że kro­czy obok nich gi­gant. Kim­kol­wiek był, nie spie­szył się. Simo wbił się jesz­cze głębiej w fotel, jakby ocze­ki­wał, że po­zo­sta­nie w ten spo­sób nie­zau­wa­żo­ny. Wielka po­stać w końcu usia­dła w fo­te­lu na­prze­ciw.

– Osiem­na­ście spa­lo­nych bok­sów, dwu­na­stu po­szko­do­wa­nych pra­cow­ni­ków – za­czął wy­mie­niać niski, spo­koj­ny głos – dwie za­trzy­ma­ne taśmy pro­duk­cyj­ne, trzy tony spa­lo­nej wełny, a to wszyst­ko prze­kła­da­ się na dwa i pół ty­sią­ca nie­wy­pro­du­ko­wa­nych dziś skar­pet.

Nie padły żadne oskar­że­nia, py­ta­nia, lub wyrok. Niski głos dał dwóm elfom czas na prze­my­śle­nia.

– To był jego po­mysł! – wy­pa­lił Simo, wska­zu­jąc oskar­ży­ciel­sko na Jo­rie­go.

Jori mruk­nął coś i ze spojrzeniem wbi­tym w buty zalał się łzami. Usły­sze­li niski, po­wol­ny śmiech, a podsufitowe lampy zaczęły z wolna rozjaśniać mrok..

Zo­ba­czy­li, że na fo­te­lu przed nimi sie­dzi rosły męż­czy­zna w czer­wo­nej kurt­ce i spodniach tego sa­me­go ko­lo­ru. Koł­nierz obszyty był gru­bym bia­łym fu­ter­kiem, tak samo końce rę­ka­wów. Na nie­ma­ły brzuch spły­wa­ła długa biała broda.

– Och, to nasz ko­cha­ny szef – mruk­nął z wy­mu­szo­nym uśmie­chem Simo.

– W rze­czy samej – od­po­wie­dział Świę­ty Mi­ko­łaj, na­bi­ja­jąc fajkę ty­to­niem. – Po­wiedz­cie mi, chłop­cy, co was skło­ni­ło do tego czynu?

Na­stą­pi­ła chwi­la ciszy.

– Wie pan – za­czął Simo – ko­le­ga miał po pro­stu głupi po­mysł, nic ta­kie­go, a ja to już w ogóle je­stem nie­win­ny, pro­szę pana, i, co wię­cej, bar­dzo chęt­nie wrócę do pracy, tak, tak.

– Ko­le­ga się myli – stwier­dził Jori, a Simo spojrzał na niego przerażony – to był cał­kiem mądry po­mysł. Przy­naj­mniej jak na mnie.

Simo scho­wał głowę w dło­niach.

– Wszyst­ko spro­wa­dza się do tego – kon­ty­nu­ował Jori – że nie chce­my już pra­co­wać w fa­bry­ce.

Simo ocza­mi wy­obraź­ni wi­dział już sto­ją­cy przed nim plu­ton eg­ze­ku­cyj­ny Kor­pu­su Bez­pie­czeń­stwa Fa­bry­ki Pre­zen­tów.

– Nie chce­cie? – spy­tał Świę­ty Mi­ko­łaj, gła­dząc długą brodę.

– Jak naj­bar­dziej – potwier­dził Jori. – Oprócz tego w ostat­nich dniach zaczęliśmy się zastanawiać nad warunkami pracy oraz na­szej przy­szło­ści po trzy­dzie­stym pią­tym roku życia. Ko­le­ga twier­dzi mię­dzy in­ny­mi, że eme­ry­tu­ra to kłamstwa i zo­sta­je­my za­bi­ci, gdy efek­tyw­ność naszej pracy spada.

– Pro­szę go nie słu­chać! – krzyk­nął Simo. – On kła­mie, łże, ple­cie trzy po trzy… Ja je­stem nie­win­ny, pro­szę pana…

– Za­milk­nij – roz­ka­zał Świę­ty Mi­ko­łaj, za­pa­la­jąc fajkę. – A ty kon­ty­nu­uj – dodał, spo­glą­da­jąc na Jo­rie­go.

– Nie­wie­le mam jesz­cze do po­wie­dze­nia – stwier­dził Jori, spe­szo­ny uciszeniem przy­ja­cie­la. – Po pro­stu chce­my otrzy­mać naszą cze­ko­la­dę i opu­ścić fa­bry­kę.

– Opu­ścić fa­bry­kę – po­wtó­rzył z za­du­mą Świę­ty Mi­ko­łaj, gła­dząc się po bro­dzie. – Zo­ba­czy­my, co da się w tej spra­wie zro­bić. Roz­wią­zać ich i za­pro­wa­dzić do po­ko­ju sto jeden.

Do Jo­rie­go i Simo po­de­szło kilka elfów w dobrze znanych Simo, czarnych uniformach. Roz­wią­za­li liny krę­pu­ją­ce ich nogi i wy­pro­wa­dzi­li z po­miesz­cze­nia, trzy­ma­jąc mocno za barki.

Szli korytarzem, zupełnie niepodobnym do tego, co Jori i Simo widywali wśród ścianek działowych. Pod­ło­ga była wy­ło­żo­na bia­ły­mi płyt­ka­mi, a ścia­ny po­ma­lo­wa­no na czer­wo­no. Po ich lewej stro­nie co kil­ka­na­ście me­trów znaj­do­wa­ły się białe drzwi, a na­prze­ciw każ­dych wisiał obraz, przedstawiający szczęśliwe dzieci i dorosłych przy rozpakowywaniu prezentów..

Jori szedł żwawo, zaś Simo, który spodziewał się czegoś zgoła odmiennego niż to, co najwyraźniej wyobrażał sobie jego przyjaciel, był co chwilę popychany i popędzany przez elfy w czarnych uniformach. W końcu jed­nak padły słowa:

– W lewo zwrot.

Jori i Simo stali na­prze­ciw drzwi ze zło­ci­stym nu­me­rem 101. Jeden z elfów w czar­nych uni­for­mach wy­szedł przed wszyst­kich z pę­kiem klu­czy w ręku, prze­krę­cił jeden z nich w zamku i otwo­rzył drzwi.

Simo i Jori zo­sta­li we­pchnię­ci do pomieszczenia, z którego ścian odłaziła szaroniebieska farba. Usie­dli na ławce, na któ­rej nawet naj­niż­szy elf mu­siał pro­sto­wać nogi. Simo ro­zej­rzał się nie­chęt­nie i za­uwa­żył stare dę­bo­we drzwi w prze­ciw­le­głej ścia­nie. Nie tak trud­no było ich nie spo­strzec, bo były nie wyż­sze niż metr, nawet elf więc mu­siał­by się schy­lić, by przez nie przejść.

– W co ty nas wpa­ko­wa­łeś? – mruk­nął Simo bez cie­nia oskar­ży­ciel­skie­go tonu, ja­kie­go uży­wał pod­czas roz­mo­wy ze Świę­tym. Był po­go­dzo­ny z losem.

– W to, że do­sta­nie­my naszą cze­ko­la­dę i zo­sta­nie­my wy­pusz­cze­ni? – od­parł Jori.

Simo za­chi­cho­tał i powiedział:

– Je­że­li uda­jesz, to po­dzi­wiam twój ak­tor­ski kunszt, a je­że­li nie uda­jesz, to nie spo­sób nie do­ce­nić two­je­go opty­mi­zmu. – Spoj­rzał tępo na swoje buty. – Do­brze było z tobą pra­co­wać i…

– …roz­ra­biać – rzu­cił z uśmie­chem Jori.

– Tak, roz­ra­biać – przy­tak­nął Simo i za­milkł.

Po dłuż­szej chwi­li usły­sze­li szczęk­nię­cie zamka, a do po­ko­ju we­szło sześć elfów w czar­nych uni­for­mach wraz ze Świę­tym Mi­ko­ła­jem.

– Skoro chce­cie opu­ścić fa­bry­kę – rzekł z uśmie­chem – to zrób­cie to.

Podał im dwa to­boł­ki i odro­bi­nę na nich za duże płasz­cze. Jeden z elfów w uni­for­mach pod­szedł do za­ku­rzo­nych dę­bo­wych drzwi, wło­żył klucz do zamka i prze­krę­cił, a ich oczom uka­zał się długi ciem­ny ko­ry­tarz.

– Och, dzię­ku­ję, dzię­ku­ję, dzię­ku­ję! – krzyczał Jori, skacząc wokół szefa. Sięgał rosłemu mężczyźnie nieco poniżej ramion.

– No, tak, tak. – Świę­ty Mi­ko­łaj mach­nął ręką. – Idź­cie już. La­po­nia na was czeka.

Zatem za­ło­ży­li na sie­bie płasz­cze i, schy­la­jąc się, po­szli w to­wa­rzy­stwie eskor­ty. Jeden elf pro­wa­dził, trzy szły za nimi. W ko­ry­ta­rzu pach­nia­ło stę­chłym po­wie­trzem, a Simo zda­wa­ło się nie­kie­dy, że wcho­dzi w płyt­kie ka­łu­że. Nie spo­sób było tego jed­nak sprawdzić, bo nikt nie wpadł na po­mysł, by za­mon­to­wać lampy.

Szli już kwa­drans i od ciągłego schylania Simo rozbolał już kark, gdy elf przed nimi kazał wszyst­kim sta­nąć i usły­sze­li szczęk­nię­cie zamka. Uderzył w nich silny powiew zimnego powietzra.

Simo i Jori wy­szli, a pierw­szym, co usły­sze­li, był chrzęst śnie­gu. Na­stęp­ne zaś było trzaśnięcie drzwi i szczęk­nię­cie zamka. Nie miało to jed­nak dla nich zna­cze­nia. Kra­jo­braz przed nimi był pa­gór­ko­wa­ty, a nie­da­le­ko od nich za­czy­nał się las. Słoń­ce za­cho­dzi­ło, bar­wiąc chmu­ry na ró­żo­wo.

Jori otwo­rzył swój to­bo­łek, gło­śno się za­śmiał i zawołał:

– Wie­dzia­łem, że wy­pła­ci nam to, co za­ro­bi­li­śmy!

Simo pod­szedł i spoj­rzał na nędz­ne sie­dem ta­bli­czek cze­ko­la­dy za­wi­nię­tych w sre­ber­ka.

– Na mi­lion sześć­set ty­się­cy ko­stek mi to nie wy­glą­da – mruk­nął.

Jori, nie zwa­ża­jąc na słowa przy­ja­cie­la, roz­wi­nął sreberko, odła­mał kost­kę cze­ko­la­dy i z ra­do­ścią wrzu­cił ją do ust. Euforia zaraz ustąpiła miejsca za­sko­cze­niu, a po chwi­li nie­za­do­wo­le­niu. Jori bardzo wolno żuł czekoladę, zmusił się, żeby ją połknąć i mruknął::

– Świę­ty dał nam gorz­ką… Dał nam gorz­ką cze­ko­la­dę!

Za­czął bić w drzwi, jakby ocze­ki­wał, że elfy w czar­nych uni­for­mach za­wró­cą i bę­dzie mógł im zło­żyć re­kla­ma­cję. Simo po­wo­li pod­szedł do niego, chwy­cił za ramię i mruk­nął:

– Nie rzu­caj się tak. Nie warto. Poza tym gorz­ka cze­ko­la­da to dobre źró­dło ener­gii, a ta – ro­zej­rzał się po po­kry­tych śnie­giem wzgó­rzach – może nam się przy­dać.

Koniec

Komentarze

Ciężkie jest życie niewolnika, czy jest człowiekiem, elfem, czy innym skrzatem. Bohaterom udało się uwolnić dość niskim kosztem.

Ale może nie wiem, co mówię, bo sama wolę gorzką czekoladę. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo, witam serdecznie. :D

Ano, ciężkie, ale za to są pierniczkowe czwartki! Uwolnić niskim kosztem, owszem udało się, ale jeszcze trzeba przetrwać w Laponii, a to może być trudniejsze. W sumie dobry temat na opowiadanie za rok: Simo i Jori próbują upolować renifera. laugh

Też wolę gorzką, odkąd ze względu na różnego rodzaju występujące u mnie powiązania zdrowotne z menu wyleciała mleczna. Teraz wróciła, ale już się przekonałem do gorzkiej. Niemniej pierwsze spotkanie było trudne, bo nieświadom wpływu gorzkiej czekolady na metabolizm zjadłem dwie trzecie tabliczki na raz. (;_;)

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za klika!

Wesołych świąt. :D

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Gry­zok_Pół­po­spo­li­ty – super opowiadanie yes 

W kwestii sequela, to chyba rzecz jest oczywista – żaden tam renifer, tylko przejęcie władzy i wyzwolenie ludu pracującego spod jarzma tyrana wink

Ciekawe czy po drodze napotkają "elfy na emeryturze" B⁠-⁠)

Gryzoku, nawiedził Cię zacny pomysł i wyszło z tego naprawdę niezłe opowiadanie traktujące o zbuntowanych elfach i próbie ucieczki z Fabryki Prezentów.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia, ale mam nadzieję, że poprawisz usterki, bym mogła zgłosić „Świąteczną dystopię” do Biblioteki. :)

 

de­mon­stra­cyj­nie ukłuł opu­szek każ­de­go palca… → Opuszki są rodzaju żeńskiego, więc: …de­mon­stra­cyj­nie ukłuł opu­szkę każ­de­go palca

 

– Dla­cze­go tra­fi­li­śmy aku­rat do dzier­ga­nia skar­pe­tek? → Skarpetek mnie dzierga się igłą. Igłą można je cerować. Do dziergania służą druty i szydełka.

 

trzymetrowe szaro-brązowe ścianki działowe… → …trzymetrowe szarobrązowe ścianki działowe

 

w rogu znaj­do­wał się wy­cho­dek o czer­wo­nych ścia­nach, a obok niego otwar­ta kuch­nia po­łą­czo­na ze spi­żar­nią, w któ­rej znaj­do­wa­ło się je­dze­nie… → Czy to celowe powtórzenie?

Może w drugiej części zdania: …ze spi­żar­nią, w któ­rej przechowywano je­dze­nie

 

spoj­rzał na to­wa­rzy­sza zmę­czo­nym spoj­rze­niem. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …i spoj­rzał na to­wa­rzy­sza zmę­czo­nym wzrokiem.

 

w któ­rym znaj­do­wa­ło się bli­sko pięć­set włó­czek wełny. → W tym przypadku włóczka to wełna.

Proponuję: …w któ­rym znaj­do­wa­ło się bli­sko pięć­set motków/kłębków wełny.

 

Dwa elfy rzu­ci­ły coś pod nosem i za­czę­ły prze­rzu­cać całą za­war­tość kosza na zie­mię… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Dwa elfy mruknęły coś pod nosem i za­czę­ły przerzucać całą za­war­tość kosza na podłogę

 

spoj­rza­ły na niego z sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi. → Patrzymy oczami, nie z oczami, więc: …spoj­rza­ły na niego sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi.

 

tylko i wy­łącz­nie na wi­gi­lię… → …tylko i wy­łącz­nie na Wi­gi­lię

 

Sim wło­żył gar­nu­szek barsz­czu na ku­chen­kę ga­zo­wą, włą­czył gaz… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …Sim postawił gar­nu­szek barsz­czu na ku­chen­ce, włą­czył gaz

 

że robi coś wię­cej, prócz pod­grze­wa­nia go­to­wej zupy Jori za­mie­rzał po­wie­dzieć coś wię­cej, ale… → Czy to celowe powtórzenie?

 

Simo nalał barsz­czu do dwóch ma­łych por­ce­la­no­wych mi­se­czek i po­ło­żył je na stole. → Zbędne dookreślenie – miseczka jest mała z definicji.

Proponuję: …Simo nalał barsz­czu do dwóch por­ce­la­no­wych mi­se­czek i postawił je na stole.

 

Simo i Jori wy­mie­ni­li się spoj­rze­nia­mi… → Simo i Jori wy­mie­ni­li spoj­rze­nia­

 

i sol­nicz­ki, jaka od de­ka­dy nie zo­ba­czy­ła swo­jej za­war­to­ści… → …i sol­nicz­ki, która od de­ka­dy nie zo­ba­czy­ła swo­jej za­war­to­ści

 

do dru­gie­go scho­wał kilka włó­czek.

Simo podszedł do niego z włóczką przełożoną już przez igłę → Nie brzmi to najlepiej. I w dalszym ciągu się zastanawiam, do czego im przy dzierganiu igła…?

Proponuję: …do dru­gie­go scho­wał kilka kłębków.

Simo podszedł do niego, trzymał igłą z nawleczoną włóczką

 

po czym wszyst­ko ścia­śnił… → …po czym wszyst­ko ście­śnił

 

– Wiesz do­brze, ile zaj­mu­je Wiel­ka Po­dróż do bram fa­bry­ki w wi­gi­lię. → – Wiesz do­brze, ile trwa Wiel­ka Po­dróż do bram fa­bry­ki w Wi­gi­lię.

 

Po­ło­żył swój mały el­fic­ki pa­lu­szek na spu­ście i cze­kał. → Zbędne dookreślenie – paluszek jest mały z definicji. Czy zaimek jest konieczny?

A może wystarczy: Po­ło­żył pa­lu­szek na spu­ście i cze­kał.

 

roz­legł się ko­lej­ny akom­pa­nia­ment huku ka­ra­bi­nu i pisku pisz­cza­łek. → …roz­legł się ko­lej­ny huk ka­ra­bi­nu i akompaniament pisku pisz­cza­łek.

 

palce pra­wej dłoni mak­sy­mal­nie się wy­pro­sto­wa­ły… → Coś się tutaj przyplątało.

 

otwo­rzył prawe oko, by zaraz je za­mknąć, zra­żo­ny ja­snym świa­tłem. → …otwo­rzył prawe oko, by zaraz je za­mknąć, ra­żo­ny/ porażony ja­snym świa­tłem.

 

przed nim stało biur­ko, na któ­rym stała lamp­ka… → Powtórzenie.

 

spo­dzie­wa­jąc się losu, jaki na niego czeka. → …spo­dzie­wa­jąc się losu, jaki go czeka.

 

Je­dy­nym, czym róż­ni­ły się te kroki, była ich do­no­śność. → Je­dy­ne, czym róż­ni­ły się te kroki, była ich do­no­śność.

 

Po­tęż­na po­stać w końcu usia­dła w fo­te­lu na­prze­ciw nim.Po­tęż­na po­stać w końcu usia­dła w fo­te­lu na­prze­ciw.

 

dwa­na­ście po­szko­do­wa­nych pra­cow­ni­ków… → …dwu­na­stu po­szko­do­wa­nych pra­cow­ni­ków

 

trzy tony spa­lo­nych tka­nin… → Jeśli mówił o dzierganych skarpetkach, to: …trzy tony spa­lo­nych dzianin

 

spy­tał Świę­ty Mi­ko­łaj, gła­dząc swoją długą brodę. → Zbędny zaimek.

 

– Pro­szę się go nie słu­chać! – krzyk­nął Simo. → – Pro­szę go nie słu­chać! – krzyk­nął Simo.

 

Ko­ry­tarz, przez jaki szli… → Ko­ry­tarz, którym szli

 

Jori szedł rześ­kim kro­kiem… → Raczej: Jori szedł żwawym kro­kiem…

 

Na­prze­ciw Jo­rie­go i Simo stały drzwi ze zło­ci­stym pod­pi­sem “101”. → Drzwi nie stoją.

Proponuję: Jo­ri i Simo stali naprzeciw drzwi ze zło­ci­stym numerem 101.

 

odła­żą­cą sza­ro-nie­bie­ską farbą. → …odła­żą­cą sza­ronie­bie­ską farbą.

 

na do­da­tek po­kry­wa­ją­ca je war­stwa kurzu upo­dab­nia­ła je ko­lo­ry­stycz­nie… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …na do­da­tek war­stwa kurzu upo­dab­nia­ła je ko­lo­ry­stycz­nie

 

Jeden elf szedł przed nimi, trzy za nimi. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Jeden elf prowadził, trzy szły za nimi.

 

Szli już kwa­drans, a Simo za­czął już boleć kark… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Szli już kwa­drans i Simo za­czął boleć kark

 

Simo pod­szedł do niego po­wol­nym kro­kiem, chwy­cił go za ramię i mruk­nął: → A może zwyczajnie: Simo powoli pod­szedł do niego, chwy­cił za ramię i mruk­nął:

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Matko, ilu Was się tu nazbierało. :O

KoscianIxie, rad jestem, iż Ci się spodobało. :D

Rewolucja proletariacka wśród elfów? Ciekawe, ale należy się zastanowić, dlaczego Święty jest ubrany cały na czerwono. 

Vantacorze, mam nadzieję, że pomyślnie odmieniłem nick. Jeśli nie, to najmocniej przepraszam.

Zastanawiałem się nad czymś podobnym, ale uznałem, że lepiej dać czytelnikowi (i elfom!) odrobinę nadziei. laugh

Reg, nie myślałem, że pracujesz w święta. ;) Pięknie dziękuję za korektę i ruszam do jej realizacji!

Do dziergania służą druty i szydełka.

:O

Myślałem, że się to znaczenie nie różni. (proszę nie bić) Uczysz mnie życia. ;)

Czy to celowe powtórzenie?

A jeśli powiem, że tak, to nie będzie błąd?

Ha ha.

Spróbuję coś podmienić.

trzy tony spalonych tkanin… → Jeśli mówił o dzierganych skarpetkach, to: …trzy tony spalonych dzianin

Miałem na myśli kłębki wełny.

Hm.

Zmienię na coś innego.

 

I jeszcze jedno pytanie wywołane moją nieznajomością rzemiosła:

Skoro dzierga się drutami, to jak powinien rozpocząć się pierwszy akapit? 

– Ała – pisnął Jori, gdy ukłuł drutami palec wskazujący?

 

Najserdeczniej pozdrawiam Was wszystkich. Dziękuję za przeczytanie. laugh

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Reg, nie myślałem, że pracujesz w święta.

Nie obchodzę świat kościelnych, Gryzoku, a poza tym nie uważam, aby lektura portalowych opowiadań była pracą. :)

 

trzy tony spalonych tkanin… → Jeśli mówił o dzierganych skarpetkach, to: …trzy tony spalonych dzianin

Miałem na myśli kłębki wełny.

Przędza wełniana zwinięta w kłębek nie jest tkaniną, jest nicią, tu wełnianą. 

 

Skoro dzierga się drutami, to jak powinien rozpocząć się pierwszy akapit? 

– Ała – pisnął Jori, gdy ukłuł drutami palec wskazujący?

Proponuję: – Ała – pisnął Jori, gdy zamiast w oczko robótki trafił drutem w palec wskazujący, kłując się boleśnie. 

 

Gryzoku, daj znać o dokonaniu poprawek, bym mogłam udać się do klikarni. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nie uważam, aby lektura portalowych opowiadań była pracą. :)

Lektura może nie, ale poprawianie wszystkich błędów i służenie radą z pewnością. :) 

Przędza wełniana zwinięta w kłębek nie jest tkaniną, jest nicią, tu wełnianą. 

Właśnie dopiero co mi zgrzytnęło.

Proponuję: – Ała – pisnął Jori, gdy zamiast w oczko robótki trafił drutem w palec wskazujący, kłując się boleśnie. 

Ty to wszystko umiesz ubrać w ładne słowa. :D

Poprawki wprowadzone, igły pozamieniane na druty, tkaniny na wełnę, teraz czekam na weryfikację przeprowadzoną przez Tarninę. :D

Dziękuję. :D

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Bardzo proszę, Gryzoku. Niezmiernie mi miło, że mogłam się przydać, a skoro dokonałeś poprawek, mogę odwiedzić klikarnię. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zabawne opowiadanie z sympatycznymi bohaterami. Aczkolwiek zabawniej byłoby, gdyby to elf-snajper miał na imię Simo :]

 

Ukryłeś plan elfów przed czytelnikiem, wydaje mi się, że ciekawiej byłoby znać choć jego zarys. W takiej baśniowej konwencji nie umiałem sobie nawet wyobrazić wszystkich rzeczy, które mogłyby pójść nie tak, więc nie czułem tu napięcia. Ale może w takiej świątecznej opowiastce nie musiało go być?

 

Pozdrawiam i klik


wypłaty, jakimi były słoje,

“Którymi”, moim zdaniem. Albo “których rolę pełniły”.

 

– Jesteś pewien, żeby to zrobić?

Hmm “że chcesz to zrobić”?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

GalicyjskiZakapiorze, witam!

Jak najbardziej, dałem jednemu elfów imię Häyhy. I rzeczywiście, jakby to snajper miał takie imię, byłoby to jeszcze lepsze nawiązanie. :] Z drugiej strony, nie ma co biednego Simo oczerniać, odstawił kawał dobrej roboty dla fińskiej niepodległości.

Na początku napisałem, jak Jori opowiada o planie, ale brzmiało to strasznie sucho, a oprócz tego uznałem, że pokazałbym w ten sposób czytelnikowi większość moich kart. ;)

Dziękuję za klika i uwagi. Wprowadzam poprawki. :D

Pozdrawiam.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Ale że co, pół roku temu? Czas jest względny ;D

trafił drutem w palec wskazujący, kłując się boleśnie

Bzzt! Przyczynowości nie opisujemy imiesłowem (to kalka z angielskiego): trafił drutem w palec wskazujący i ukłuł się boleśnie.

Simo prychnął i demonstracyjnie ukłuł opuszkę każdego palca lewej ręki.

Po kolei, znaczy?

Spojrzał na Joriego, lekko się uśmiechając.

A może lepiej: z lekkim uśmiechem?

– Na wszystkie renifery świata! – przeklął Jori.

Bardziej zaklął, chociaż w sumie może być i tak.

Nasz dział jest największym w całej fabryce

Z lekka archaiczna konstrukcja, współcześnie używamy raczej formy biernika bez "m".

po czym przeniósł wzrok na otoczenie, w którym znajdował się od ukończenia edukacji zawodowej

Troszkę zbyt ą-ę, zwłaszcza, że przeczuwam tekst jajcarski. Co prawda ą-ę może być tego składnikiem…

Dwanaście metrów nad nim

Czy te wszystkie liczby mają znaczenie?

na którym podwieszone były szyny, jakimi sporadycznie sunęły wagony

M-m. https://poradniajezykowa.uw.edu.pl/porady/jaki-czy-ktory/?kategoria=znaczenie-slow Może tak: pod którym, na podwieszonych szynach, od czasu do czasu przemykały wagony?

Z czterech stron otaczały go trzymetrowe szarobrązowe ścianki działowe, które wygradzały niewielkie pomieszczenie zamieszkiwane przez niego, Simo oraz dwa elfy drugiej zmiany. 

Mało naturalne zdanie. Hmm.

Znajdowały się one obecnie w malutkiej sypialni

"One" wskazuje po pierwsze na ściany, dopiero potem się zorientowałam, że chodzi Ci o tamte dwa elfy – traktujesz je (gramatycznie) nieosobowo. Dlaczego? Czy to podkreśla alienację i zniewolenie, czy tak po prostu wyszło? XD

w którym pierwsza i druga zmiana mogła doświadczyć ciemności i snu

Uprościłabym: gdzie elfy mogły zaznać ciemności i snu.

spiżarnią, w której przechowywano jedzenie rozładowane przez drugą zmianę

Czy to, kto rozładowuje (?) jedzenie, jest ważne?

niechętnie chwytając ponownie druty

Sporo tych przysłówków.

Masz osiemnaście lat. Ja mam dziesięć lat doświadczenia więcej, a nie narzekam.

Dygresja – kiedy będziesz starszy, ludzie dalej będą Ci mówić, że w Twoim wieku, to Ty, prawda, jeszcze nic nie wiesz :D

To strasznie parszywe życie, nie sądzisz?

Problem filozoficzny – z czym Jori porównuje swoje życie? Skąd wie, że można żyć inaczej?

– Wierzysz w emeryturę? – spytał Simo, szeroko się uśmiechając.

XD O imiesłowach p. wyżej :)

Więc co innego według ciebie dzieje się po skończeniu pracy w fabryce?

Hmmm. "Według ciebie" dałabym raczej jako wtrącenie, ale poza tym… hmm.

– Myślę, że Święty nas zabija – stwierdził bez krzty zmartwienia Simo.

W zasadzie tutaj mógł stwierdzić, ale zaznaczam, że to nie jedyna możliwość ^^

Myślisz, że naprawdę w sejfie Świętego znajduje się przeznaczone dla ciebie milion sześćset tysięcy kostek czekolady?

Naturalniej: Myślisz, że w sejfie Świętego naprawdę czeka na ciebie milion sześćset tysięcy kostek czekolady?

– Będę je zadawał, dopóki nie otrzymam odpowiedzi – stwierdził Jori.

Ale tu nie mógł stwierdzić – stwierdza się fakt. A on zapowiedział, oznajmił, postanowił, zapewnił… różne akty mowy mogą tu zachodzić, ale na pewno nie stwierdzanie.

zmęczonym wzrokiem

Ze znużeniem. To nie wzrok jest zmęczony, tylko Simo.

Jori nawet nie próbował tego obliczyć.

XD

 stwierdził z przerażeniem Jori

Tu właściwie stwierdził (skonstatował), ale jest to bardzo książkowe słowo, zupełnie niepasujące do przerażenia.

– Właśnie – przyznał Simo.

Przyznał? https://wsjp.pl/haslo/podglad/9630/przyznac/4921599/zgodzic-sie to najbliższe znaczenie, jakie widzę, ale tu mowa raczej o zgodzie wypracowanej w dyskusji. A Simo nie ustępuje ze swojego stanowiska, tylko właśnie stwierdza, że "wygrał".

udziergane dziś skarpetki

Wydziergane.

Spojrzeli na swoje liczniki wypłaty, których rolę pełniły słoje, w których świetliki każdego wieczora układały się w całkowitą liczbę kostek czekolady, jaką udało się im zarobić. 

Problem gramatyczny – przed chwilą była para elfów, w dodatku wcześniej traktowałeś elfy nieosobowo – a tu nagle traktujesz je osobowo, jako ich. Tych elfów. Poza tym zdanie mogłoby być o wiele zgrabniejsze, na przykład: Każdy z nich spojrzał swój licznik wypłaty, czyli słój, w którym po fajrancie świetliki układały się w całkowitą liczbę zarobionych kostek czekolady.

Jori z grymasem niezadowolenia zawiesił wzrok na robaczkach układających się w liczbę 1 623 982 w słoiku podpisanym jego imieniem.

Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.

Wzruszył ramionami z obojętnością wypisaną na twarzy

Hmmm. Nie za dużo tych grzybków w barszczu?

Pierniczkowe czwartki to jedyny plus tej roboty

A oni mają jakiś wybór? Bo coś mi się zdaje, że mówisz tu o elfowym niewolnictwie.

Jakie włóczki dziś zużyliście? – spytał jeden z elfów drugiej zmiany, trzymając notes w dłoni.

Hmm. Wypowiedź w sumie kolokwialna, ale didascale troszkę… co ma notes do pytania o rodzaj włóczki?

pięćset kłębków wełny

Włóczka to niekoniecznie wełna ^^ (teraz to nawet w większości nie, taniocha…)

zaczęły przerzucać całą zawartość kosza na podłogę

A nie: wyrzucać?

zapytał Jori, plując na wszystkie strony kawałkami przeżutego piernika

Hmmm.

ścierając z policzka miękki kawałek ciasteczka przyjaciela

"Przyjaciel" utrudnia parsowanie, zresztą własność jest tu dyskusyjna. Poza tym wkradł się rym. Może kawałek ciastka?

Więc nie będę pracował!

Zszokowane elfy drugiej zmiany spojrzały na niego szeroko otwartymi oczami.

A może to pokaż? Szeroko otwarte oczy są dobre, ale to trochę mało.

 Nie chcę tyle czekać, by zobaczyć śnieg!

Żeby zobaczyć.

– Słuchaj, mam pewien pomysł… – stwierdził po jakimś czasie Jori

Zagadnął, wyznał, podjął…

postawił garnuszek barszczu na kuchenkę

Na kuchence.

Jori siedział przy stole i przyglądał się poczynaniom towarzysza

Konstrukcja zdań robi się monotonna.

udając, że robi coś więcej, prócz podgrzewania gotowej zupy

Oprócz, i przecinek przy nim niepotrzebny, ale – jak niby udając?

wychodzi z wychodka

Cute :)

Nie będziemy za was szydełkować, by wyrobić normę boksu.

Co Wy wszyscy z tym "by"? A koledzy wcześnie robili na drutach, nie szydełkowali, to nie to samo.

Po półgodzinie zaczęła się praca pierwszej zmiany, a pora wieczorowa drugiej zmiany.

Hmm? Może tak: Po półgodzinie pierwsza zmiana zaczęła pracę, druga porę odpoczynku.

Simo i Jori chwycili koszyk z włóczkami z dwóch stron i przewrócili go, a różnokolorowe kulki wełny poturlały w różnych kierunkach.

Koszyk z włóczką, bo to substancja. I nie jest tak całkiem tym samym, co wełna.

Święty kazał całemu działowi produkować dziś jasnozielone skarpetki

Szyk cokolwiek łamie język.

ruszyły, by samemu skosztować zupę

Ruszyły? A kosztować mogły czego? zupy.

 Zanim doszli do zgody w kwestii tego, o jaki odcień zielonego konkretnie chodzi

Sztucznie przedłużone: Zanim doszli do zgody w kwestii, o jaki odcień zielonego konkretnie chodzi. A swoją drogą, skoro chcą wiać, czemu zwracają na siebie uwagę?

druga zmiana zdążyła kilka razy ich wyśmiać za nieróbstwo

Szyk: druga zmiana zdążyła ich kilka razy wyśmiać za nieróbstwo; albo: druga zmiana kilka razy zdążyła ich wyśmiać za nieróbstwo.

solniczki, która od dekady nie zobaczyła swojej zawartości

… ktoś ukradł sól i udał się z nią w bliżej nieznanym kierunku? XD I to była jakaś konkretna, przywiązana do tej solniczki bryłka? Bo to wynika z tego zdania :)

pudełeczko zapałek z wypisanym na nim ostrzeżeniem o łatwopalności

Hmmm. Kumam dowcip, ale trochę kolanem wepchany.

– Tylko sześć – mruknął z niezadowoleniem, przeliczając kilka razy, mając nadzieję na ich cudowne rozmnożenie.

I to wszystko jednocześnie? Uważaj na rymy i wyważanie drzwi otwartych (jeśli widać z wypowiedzi, że bohater jest niezadowolony, nie ma potrzeby tego dopowiadać) A może: mruknął, przeliczając je od nowa w nadziei na cudowne rozmnożenie.

Przełożył wszystkie łakocie do jednego opakowania, a do drugiego schował kilka kłębków.

… wepchaj kłębek włóczki do pudełka po ciastkach. (Sprawdzić, czy nie gallifreyańskie). Znaczy, ja trzymam te mniejsze, pięciodekowe w tych większych plastykowych pudełkach po herbatnikach korzennych (wiesz, taniocha z marketu), ale zmieszczą się maksymalnie trzy. A w takie małe nie da rady.

Nie musieli się już przejmować trzymaniem nieporęcznych kartonów.

Istnieją prostsze i skuteczniejsze metody zrobienia torby (np. https://www.1dogwoof.com/weekend-wanderer-mesh-bento-bag-crochet-pattern/ , a na drutach https://www.domestika.org/en/blog/13167-knitting-tutorial-how-to-make-a-japanese-origami-bag ), choć przyznaję, bardziej czasochłonne. Ale skoro mamy włóczkę, druty i czas (można trochę urwać z każdego dnia pracy), to pozostaje wprawdzie ryzyko, że ktoś tę wydzierganą torbę znajdzie… ale niech tam.

by sięgnąć po opróżniony kosz podsuwany mu przez Simo

Trochę jednak nadużywasz tej strony biernej.

potem pomógł wspiąć się Simo.

Szyk (i aliteracja, ale nie mam na nią pomysłu): potem pomógł Simo się wspiąć.

Obaj weszli na naprężoną niebieską siatkę kosza, obawiając się, że ta pęknie. 

Mało naturalne zdanie (pokaż tę groźbę pęknięcia, siatka może się np. uginać), i jaką siatkę? Co tu fizyka leży…

Simo podsadził Joriego, ten wszedł na ściankę działową i, chwiejąc się, wciągnął towarzysza do siebie.

A może tak: Simo podsadził Joriego na ściankę działową, żeby mógł wciągnąć towarzysza do siebie. (Jaka gruba jest ta ścianka?)

– Nie myślałem, że jesteś tak ciężki – stwierdził Jori.

Kalka z angielskiego. Co powiesz na: – Nie spodziewałem się, że tyle ważysz – sapnął Jori.

Faktem, który trzeba przyznać Świętemu, jest to, że nas nie głodzi – mruknął.

Bardzo przekombinowane zdanie, i podmiot się zgubił: Trzeba Świętemu przyznać, że nas nie głodzi – mruknął Simo.

Ruszyli gęsiego prostopadle do kierunku, w jakim ciągnęły się wszystkie linie produkcyjne.

Jest ich tylko dwóch: Ruszyli jeden za drugim prostopadle do linii produkcyjnych.

Simo pokręcił głową, lecz gdy zdał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel idzie przed nim i nie ma prawa tego zobaczyć, mruknął:

Simo pokręcił głową, lecz gdy zdał sobie sprawę, że przyjaciel idzie przed nim i nie może tego zobaczyć, mruknął:

– Więc będziemy drałować przez kilka godzin? – spytał Jori, odpowiadając sobie po chwili i żałując podjęcia tak ambitnego planu.

…? Imiesłowy oznaczają jednoczesność. Jak można coś zrobić jednocześnie i po chwili?

Niemal każdy elf przestawał patrzeć w górę

Oni idą po ściankach działowych? I nie robią hałasu? Jak szerokie są te ścianki? Ile miejsca w fabryce marnuje się na przepierzenia?

W kartoniku z prowiantem zostało już tylko kilka pierniczków

I robią postoje – idąc po ściankach? Gdzie je robią? (Na dachach sypialenek chyba…)

wielkie bramy. Były one tak wysokie, jak sama fabryka

Hmm. Sięgały pod sufit fabryki?

Faliste białe wzory oddzielały od ścian wrota o kolorze cynamonu

W kolorze, ale wzory nie są framugą.

wyciągnął pierwszą włóczkę, podpalił ją, zakręcił nią jak lassem

Primo: wełna jest praktycznie niepalna (a jak już się uda podpalić, to śmierdzi – jak każde białko!). A jeśli to jednak tworzywo sztuczne, powinno się topić i kapać dookoła (mało zabawny obraz). Secundo: samo kręcenie bez ciężarka na końcu (przynajmniej pętli) nic nie daje, a kłębek jako ciężarek się rozwinie. Nie da się tym wcelować. Zawiązałby chociaż "małpią piąstkę". https://www.netknots.com/rope_knots/monkeys-fist 

Nie czuję się zbyt dobrze z tym, co teraz robimy – pisnął Jori.

Czy można pisnąć takie długie zdanie?

Sam wpadłeś na ten pomysł – stwierdził Simo

W sumie jest tu aspekt stwierdzania, ale może: wytknął mu? Zauważył? Odparł?

A co jeśli

A co, jeśli.

Dopiero kule ognia przelatujące nad ich głowami skłoniły zgorzkniałe elfy do spojrzenia w górę.

… to był plan? Hę? "Ich" możesz wyciąć. Zgorzkniałe – czy po prostu pogrążone w marazmie i alienacji? XD

wiele z nich zaczęło krzyczeć i wszczynać alarm

Hmm. A krzyczenie nie służy wszczęciu alarmu?

Nie mając lepszego pomysłu podpalił sam karton i wrzucił go do kosza z włóczkami znajdującego się w boksie nieopodal.

A może przystrzyżemy: Z braku lepszego pomysłu podpalił kartonik i wrzucił go do kosza z włóczką w najbliższym boksie.

Chciał już rozkazać Joriemu biec, gdy zauważył, że ścianka działowa w boksie, w kierunku którego rzucił płonącą włóczkę, zajęła się ogniem

Szybciej i dynamiczniej: Już chciał kazać Joriemu biec, ale ścianka działowa, którą trafił płonącą włóczkę, zajęła się ogniem.

Przyklęknął na tyle, na ile pozwalała kilkunastocentymetrowa grubość ścianki i przyjrzał się jej.

Pełen luz? XD

Zorientował się, że ścianki pokryte w całości krótkimi, nieprzedstawiającymi niczego wzorkami, które otaczały go przez większość życia, wykonane były z drewnianych wiórów. 

Szybki jest (c.t.!): Teraz się zorientował, że nijakie wzorki na ściankach, które otaczały go przez większość życia, to krawędzie zlepionych wiórów. (I nie wiem, czy płytę wiórową robią taką grubą).

Zaśmiał się głośno, poprosił Joriego o podanie mu trzymanej zapałki, którą położył za sobą.

A czemu to streszczasz? A podpalić drewno nie tak łatwo. Nie wiem, jak to jest z płytą, teoretycznie zlepia ją palna żywica, ale stosunek powierzchni do objętości (który tu decyduje) wydaje się podobny.

Po upewnieniu się, że ścianka zaczęła płonąć

Szybciej i dynamiczniej! :D

Rzucił się do biegu pokracznym krokiem wymuszonym przez niewielką grubość ścianek.

…? teraz sobie przypomniał, że przepierzenia są cienkie, eeech :D oni są mali, a biec muszą prosto, po "kilkunastocentymetrowej" szerokości drodze. Jak na równoważni. Dałoby radę.

Tuż za nim pędził Simo, zapalając co jakiś czas zapałki i rzucając je, by upewnić się, że pożar będzie wystarczający do ewakuacji fabryki, lub chociaż jej części, na zewnątrz.

? Dziwnie zimne i racjonalne, instrumentalnie przynajmniej. Samo zdanie dość sztywne. Ewakuacja z definicji jest na zewnątrz.

pojawiły się pomalowane

Aliteracja.

gdyż po jednej szynie nie mógł się poruszać więcej niż jeden wagonik, by uniknąć kolizji

Weźcie z tymi "gdyżami"… a dopowiadanie o kolizjach zbędne.

ani Jori, nie mogli

Tu bez przecinka.

Zostawili pożar daleko za sobą. 

Dokąd oni biegną? Nie chcieli dotrzeć do bramy?

 Zaczął przeczuwać, do jakiego działu one należą

Hmm.

z jednego z nich elf w czarnej czapce zimowej wystawił lufę karabinu snajperskiego pomalowanego na zielono z czerwonymi kropkami

Zielono w czerwone kropki. Nieprofesjonalnie XD

 – wyjąkał Jori, przeczuwając, że dzieje się coś niedobrego.

W sumie całe to didascale bym wycięła – tłumaczy łopatą. Swoją drogą, czy elfy oddychają jakimś innym układem, niż mówią? Bo trudno wygłaszać przemowy w biegu :)

W tym czasie

A nie: tymczasem?

obrał za cel konkretny punkt, do którego, jak wyliczył, niedługo powinni dobiec uciekinierzy

Jak to snajper.

mały elficki paluszek

Hmmm.

Huk wystrzału nieudolnie maskowany przez cztery zsynchronizowane z karabinem piszczałki dla psów rozległ się w promieniu dwustu pięćdziesięciu metrów od wystrzału. 

wut. Raz, że mierzenie tego nie ma większego sensu, a dwa, wystrzał i miejsce wystrzału to nie to samo.

poleciała z prędkością czterdziestu metrów na sekundę, przebijając się przez prawy but Joriego i wbijając mu się w stopę.

Imiesłowy: by przebić prawy but Joriego i wbić mu się w stopę.

Simo, nie będąc w stanie na to zareagować, wpadł na niego, samemu się przewracając

No, ale to właśnie jego reakcja? I – imiesłowy!

Simo był bliski tego samego losu, ale w ostatniej chwili udało mu się chwycić ściany.

Tniemy: Simo w ostatniej chwili zdołał się chwycić ściany.

 Wiedząc dobrze, że nie pomoże już przyjacielowi, któremu zamykały się już oczy, spróbował się podciągnąć, by kontynuować ucieczkę.

Przystrzyż.

pisku piszczałek

Z maślanego masła :)

Zbliżył ją do ust, mając nadzieję, że wyjmie strzałkę, co mu w jakiś sposób pomoże.

On wisi na rękach. I nie spada, kiedy jedną puszcza? Samo zdanie: Zbliżył ją do ust, żeby wyjąć strzałkę, co wydawało się sensowne.

palce prawej dłoni maksymalnie się wyprostowały

…?

poczuł jak

Zniknął przecinek.

a on sam spada

Abstrakcyjne trochę. Porównaj:

I w tym momencie Dantès uczuł, że został wyrzucony w jakąś bezdenną przepaść; przebijał powietrze jak zraniony ptak, spadając i spadając, a serce ścięło mu się od trwogi. Chociaż jakiś ciężar u nóg przyspieszał ten lot, wydało mu się, że lot ten trwa całe wieki. Na koniec wpadł ze straszliwym pluskiem w wodę zimną jak lód, wydając okrzyk przerażenia, zduszony natychmiast przez wodę.

:)

Jego lewa ręka zwisała bezwładnie z blatu, natomiast dwa elfy pracujące w tym boksie pobladły i mimowolnie wypuściły druty z rąk, zanosząc się krzykiem.

I on to zobaczył? A one wcześniej się nie połapały, że coś się dzieje (halo, pożar, alarm, a Ty pokazujesz maksimum zaskoczenia)? "Mimowolnie wypuścić w rąk" to po prostu "upuścić".

przyzwyczaił się do zdecydowanie zbyt jasnego światła

Hmmm?

jego zdziwienie się tylko pogłębiło

Hmmmmmmmm. Dziwnie to brzmi i cokolwiek ukrywające.

Również przed nim stała lampka oświetlająca w tamtym momencie jego lewy policzek.

Również przed nim stała lampka, oświetlająca lewy policzek.

stwierdził, że poza lampkami biurowymi mającymi razić ich w oczy nie było tam innych źródeł światła

Tu stwierdził, ale c.t.: stwierdził, że poza lampkami rażącymi ich w oczy nie ma tam innych źródeł światła.

Przypominając sobie, co zrobił, spróbował wstać i uciec, spodziewając się losu, jaki go czeka.

Mącisz, i pamiętaj o imiesłowach: Przypomniał sobie, co zrobił, i spróbował wstać, uciec przed spodziewanym losem. (Patos gratis ;D)

Skarcił się za tak naiwną nadzieję, że nie zostali w żaden sposób unieruchomieni.

A może to pokaż?

Spojrzał na towarzysza, zauważając, że ten się budzi.

Imiesłowy… Spojrzał na towarzysza, który powoli się budził.

Zza siebie usłyszał głośne uderzenie kija o podłogę, w reakcji na co powrócił do poprzedniej pozycji, rozumiejąc, że nie są sami.

Tnij: Zza foteli doszło elfa głośne uderzenie kija o podłogę. Nie byli sami. Wyprostował się na fotelu.

Skulił się i zaczął rozmyślać, czy w ciepłej hali produkcyjnej było mu rzeczywiście aż tak źle, by podjąć tak drastyczne kroki.

Lampshade jakby.

Kiedy spojrzał na Joriego, stwierdził, że ten nie rozumie sytuacji. Również się bał, ale zdawać by się mogło, że oczekuje kilku ciosów rózgą, a nie śmierci.

A po czym to poznał?

Jedyne, czym różniły się te kroki, była ich donośność.

Czyli niedokładnie tak. A od czego się różniły?

Simo wbił się jeszcze bardziej w fotel

Głębiej?

Potężna postać

Aliteracja.

to wszystko przekładające się na dwa

Czemu tu jest imiesłów?

– To był jego pomysł – wypalił Simo, wskazując oskarżycielsko na Joriego.

Oooj, brzydko :D

ze wzrokiem wbitym w buty

Spojrzeniem.

pokój zaczął się rozjaśniać w miarę, jak podwieszone pod sufitem lampy zaczęły stopniowo dążyć do swojej pełnej mocy

I nagroda za najbardziej przekombinowane zdanie roku… XD Dążenie jest z zasady stopniowe: podsufitowe lampy zaczęły z wolna rozjaśniać mrok.

Kołnierz pokryty był grubym białym futerkiem, tak samo końce rękawów.

Obszyty chyba?

i co więcej bardzo

"Co więcej" wydziel, to wtrącenie.

spojrzał na niego, bojąc się, co ten jeszcze wymyśli

Tnij te imiesłowy: spojrzał na niego przerażony.

– Jak najbardziej – stwierdził Jori.

Jak już, to potwierdził.

Oprócz tego w ostatnich dniach w naszych głowach pojawiło się wiele zastrzeżeń co do warunków pracy oraz naszej przyszłości po trzydziestym piątym roku życia

… co było w tych strzałkach, wyciąg z tezaurusa? XD Serio, wcześniej dialogi były trochę drewniane, ale tutaj to już musi mieć przyczynę. Ciekawe jaką XD

nasza efektywność w pracy

Raczej: efektywność naszej pracy.

speszony nieszczęściem przyjaciela

? https://wsjp.pl/haslo/podglad/35554/nieszczescie 

powtórzył z zadumą w głosie

Co Wy wszyscy z tym "w głosie"? Serio, zawodowi pisarze też tak piszą, a przecież to bez sensu! Gdzie indziej ma być ta zaduma, jak mowa o wypowiedzi?

w czarnych, dobrze znanych Simo, uniformach

Naturalniej: w dobrze znanych Simo, czarnych uniformach.

Rozwiązali linę krępującą ich nogi

Im nogi. To była jedna lina?

trzymając mocno za prawy bark

I jeden bark?

Korytarz, którym szli, różnił się znacząco od wszystkiego, co znajdowało się w granicach czterech działowych ścianek znanych Joriemu i Simo.

Tnij: Szli korytarzem, zupełnie niepodobnym do tego, co Jori i Simo widywali wśród ścianek działowych.

wisiał obraz szczęśliwych dzieci i dorosłych rozpakowujących prezenty

Chodzi o obrazy w ramach? Więc: wisiał obraz, przedstawiający szczęśliwe dzieci i dorosłych przy rozpakowywaniu prezentów.

Jori szedł żwawym krokiem, natomiast Simo, spodziewając się czegoś zgoła odmiennego od przyjaciela, był co chwilę pospieszany i popychany przez elfy w czarnych uniformach. 

Hmm: Jori szedł żwawo, zaś Simo, który spodziewał się czegoś zgoła odmiennego niż to, co najwyraźniej wyobrażał sobie jego przyjaciel, elfy w czarnych uniformach co chwilę popychały i popędzały. 

wyszedł przed wszystkich z pękiem kluczy w ręku, przekręcił jeden z nich w zamku

Hmm.

pomieszczenia, którego ściany były pomalowane odłażącą szaroniebieską farbą

Może lepiej: pomieszczenia, z którego ścian odłaziła szaroniebieska farba.

Usiedli na niskiej ławce, na której nawet najniższy elf musiał prostować nogi.

Opisujesz tę ławkę, więc nie musisz tłumaczyć, że była niska – opis jest jasny: Usiedli na ławce, na której nawet najniższy elf musiałby wyprostować nogi.

Simo niechętnie rozejrzał się

"Się" nie powinno być akcentowane: Simo rozejrzał się niechętnie.

 drzwi na przeciwległej ścianie

W ścianie.

Nie tak trudno było ich nie spostrzec, bo były nie wyższe niż metr, nawet elf więc musiałby się schylić, by przez nie przejść, a na dodatek warstwa kurzu upodabniała je kolorystycznie do otaczającej ściany.

Szaroniebieskiej. Brązowy dąb. Hmm. A poza tym Simo właśnie je zauważył.

Był pogodzony.

Z czym?

Simo zachichotał i stwierdził:

Zdecydowanie nie stwierdził. Powiedział.

Po dłuższej chwili usłyszeli ponowne szczęknięcie zamka

"Ponowne" w sumie nic tu nie wnosi.

krzyczał Jori, skacząc wokół swojego szefa, sięgając przy tym nieco poniżej ramion rosłego mężczyzny.

Imiesłowy: krzyczał Jori, skacząc wokół szefa. Sięgał rosłemu mężczyźnie nieco poniżej ramion.

Zatem założyli na siebie płaszcze

A na kogo mieli założyć? Zatem włożyli płaszcze.

i, schylając się, poszli w towarzystwie eskorty.

Schylając się w drzwiach, oczywiście, ale – hmm.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Część druga:

Nie sposób było tego jednak zweryfikować

Jasny gwint. Sprawdzić. Sprawdzić, kurka wodna, dlaczego telewizja robi mi koło pióra? :(

Simo zaczął boleć kark przez ciągłe schylanie się

A może: Od ciągłego schylania Simo rozbolał już kark.

silny powiew świeżego zimnego powietrza pozwolił im wziąć głęboki oddech

? Wcześniej zabraniał?

pierwszym co usłyszeli był chrzęst

Przecinki: pierwszym, co usłyszeli, był chrzęst.

Następne zaś były zatrzaskujące się drzwi i szczęknięcie zamka.

Hmm. Krok w dobrą stronę, ale drzwi nie są odgłosem.

Nie miało to jednak dla nich znaczenia.

Hmm?

niemały las

A jaki las jest mały?

wykrzyczał:

Zawołał, albo krzyknął po prostu.

siedem tabliczek czekolady zawinięte w sreberka

Zawiniętych w sreberka (zawinięcie dotyczy tabliczek, nie siedmiu).

rozwinął jedno ze sreberek

Kolejna dziwna, rozpowszechniająca się maniera, za którą pewnego dnia podłożę bombę pod telewizję (służby uprzejmie proszę o niewykorzystywanie niniejszej wypowiedzi do nękania jednostek niewygodnych – możecie ponękać mnie. Mam miotłę). Rozwinął sreberko, kropka.

wrzucił ją sobie do ust

Zbędny zaimek.

Zaraz euforia ustąpiła miejsce

Euforia zaraz ustąpiła miejsca.

Jori zaczął gryźć czekoladę bardzo powoli, z wysiłkiem woli ją połknął i mruknął:

Rym: Jori bardzo wolno żuł czekoladę, zmusił się, żeby ją połknąć i mruknął:

Dał nam gorzką czekoladę!

XD

Poza tym gorzka czekolada to dobre źródło energii, a ta – rozejrzał się po pokrytych śniegiem wzgórzach – może nam się przydać.

Mleczna też XD 

 

Nieźle, nieźle, zwłaszcza jak na tekst pisany w pięć dni (wrrrr… zjem Twój mózg). Szkielet trzyma się kupy, a pointa jest urocza w swym cynizmie.

Trochę Ci się plączą charaktery protagonistów: najpierw Jori jest głupiutki, a Simo "dorosły", potem robi się nieodpowiedzialny (chociaż w obliczu zagrożenia… ale też on się jakiegoś zagrożenia od początku domyślał), a Jori wypada rozsądniej. Ale grunt, że cały czas kontrastują ze sobą. Trochę tylko nienaturalnie się wyrażają – nadmierna książkowość języka nie daje efektu powagi, a tu – w tekście raczej czarnokomediowym – mogłaby nawet dodać śmieszności, ale to akurat nie wyszło.

Czasem warto skrócić zdania, a przynajmniej nie rozciągać ich imiesłowami i stroną bierną, które utrudniają odbiór. Konstrukcję zdań też dobrze jest urozmaicić – nie musi być cały czas podmiot-orzeczenie-dopełnienie, poza tym podmiotem możesz zrobić coś nieoczywistego. Poeksperymentuj!

W tym przypadku włóczka to wełna.

A, tak. Wyjaśniam bliżej. "Wełna" i "włóczka" to terminy masowe – niepoliczalne. Jak chleb, woda, cukier, farba, powietrze. Nie można powiedzieć "tu jest sześć powietrz" – a tylko "sześć litrów powietrza". Terminy masowe potrzebują jakichś "pojemników" (bochenek chleba, szklanka wody, szczypta cukru, słoiczek farby) i one dopiero są policzalne. W tym przypadku pojemnikiem jest kłębek albo motek (to nie to samo, ale na tyle blisko, że ujdzie). Kolokwialnie, owszem, mówimy "kup dwa chleby i trzy soki", w dialogach można tak zrobić, ale w narracji, i to takiej ą-ę nie można.

Drzwi nie stoją.

Wiszą na zawiasach :)

Ciekawe, ale należy się zastanowić, dlaczego Święty jest ubrany cały na czerwono. 

To propaganda Coca-Coli XD

Myślałem, że się to znaczenie nie różni. (proszę nie bić) Uczysz mnie życia. ;)

Igła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ig%C5%82a_krawiecka (przeraźliwą sekcję "Historia" wyedytowałam, ale nie wiem, czy to już będzie widoczne…)

Druty: https://pl.wikipedia.org/wiki/Druty_dziewiarskie (w sumie trudno się ukłuć drutem…)

Szydełko: https://pl.wikipedia.org/wiki/Szyde%C5%82ko 

Ale patrz też https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Acieg_ig%C5%82owy ^^

Miałem na myśli kłębki wełny.

Mmmm, tkanina musi być utkana. Surowiec tkacki tkaniną nie jest.

poza tym nie uważam, aby lektura portalowych opowiadań była pracą. :)

Praca nie musi być nieprzyjemna XD Ani płatna ;)

czekam na weryfikację przeprowadzoną przez Tarninę. :D

Aczkolwiek zabawniej byłoby, gdyby to elf-snajper miał na imię Simo :]

XD

W takiej baśniowej konwencji nie umiałem sobie nawet wyobrazić wszystkich rzeczy, które mogłyby pójść nie tak, więc nie czułem tu napięcia.

Aż taka baśniowa to ona nie jest, chociaż…

Z drugiej strony, nie ma co biednego Simo oczerniać, odstawił kawał dobrej roboty dla fińskiej niepodległości.

A kto go oczernia? :)

oprócz tego uznałem, że pokazałbym w ten sposób czytelnikowi większość moich kart. ;)

Też prawda. Ale skoro plan się nie udał, dałoby się https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/UnspokenPlanGuarantee Można też zastosować https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/UnfoldingPlanMontage, ale to chyba na dłuższy tekst.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, witam. :D

Wracam ze snu zimowego, by oczyścić kolejkę, patrzę, a tu Twój komentarz. Poprawki wprowadzę w wolnej chwili. Wróć, wolnych chwilach. I nie pytaj, jakie opóźnienie przewidujemy.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

To ja szykuję złoto do obsypywania :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Więc czas się zabrać za poprawki…

(Do zobaczenia na emeryturze. Mojej. Jeśli w ogóle ją dostanę.)

(Będę odpowiadał na każdą Twoją uwagę, by oznaczyć sobie, dokąd doszedłem. Pogrubię odpowiedzi na te, wobec których mam pytania albo się sprzeciwiam.)

Bzzt! Przyczynowości nie opisujemy imiesłowem (to kalka z angielskiego): trafił drutem w palec wskazujący i ukłuł się boleśnie.

Dlaczego nie? Nigdzie nie natrafiłem na wzmiankę, że tak nie można. 

Po kolei, znaczy?

Po kolei znaczy: kciuk, palec wskazujący, środkowy, serdeczny i mały. Albo mały palec, serdeczny, środkowy, wskazujący, kciuk. 

A może lepiej: z lekkim uśmiechem?

No, lepiej.

Bardziej zaklął

Faktycznie.

współcześnie używamy raczej formy biernika bez "m".

Tak jest.

Troszkę zbyt ą-ę, zwłaszcza, że przeczuwam tekst jajcarski. Co prawda ą-ę może być tego składnikiem…

Co myślisz?

Jori odwrócił wzrok od ukłu­tego palca i rozejrzał się po oto­cze­niu, w któ­rym ślęczał od ukoń­cze­nia edu­ka­cji za­wo­do­wej, więc co naj­mniej trzy­na­stu lat.

Czy te wszystkie liczby mają znaczenie?

Ależ oczywiście, że nie. Ale zrobiłem risercz co do wysokości hali fabrycznej, a poza tym dwanaście to fajna liczba.

Może tak: pod którym, na podwieszonych szynach, od czasu do czasu przemykały wagony?

Dobre.

Mało naturalne zdanie.

Masz rację. Teraz, czytając to, pomyślałem, że można by zrozumieć, iż to dach okalały ścianki… 

Co myślisz?

Wokół Joriego stały cztery sza­ro­brą­zo­we ścian­ki, które tworzyły pokoik za­miesz­ki­wa­ny przez niego, Simo oraz dwa elfy dru­giej zmia­ny.

"One" wskazuje po pierwsze na ściany, dopiero potem się zorientowałam, że chodzi Ci o tamte dwa elfy – traktujesz je (gramatycznie) nieosobowo. Dlaczego? Czy to podkreśla alienację i zniewolenie, czy tak po prostu wyszło? XD

Jeśli Serce ze Złota podleci kiedyś do mojego domu i napęd nieprawdopodobieństwa na mnie zadziała, może się tak stać, że zostanę uznany za czwartego wieszcza narodowego. A wtedy biada wszystkim polonistom, którzy będą doszukiwać się drugiego dna w popełnionych przeze mnie głupotkach.

Opinia?

(…)tworzyły pokoik za­miesz­ki­wa­ny przez niego, Simo oraz dwa elfy dru­giej zmia­ny obec­nie smacznie śpiące w ma­lut­kiej sy­pial­ni, która jako je­dy­na miała wła­sny dach.

Uprościłabym: gdzie elfy mogły zaznać ciemności i snu.

Tak jest.

Czy to, kto rozładowuje (?) jedzenie, jest ważne?

No… eeeeee… ma to kluczowe znaczenie dla logistyki Fabryki… Dobra, dobra, już tnę.

Sporo tych przysłówków.

Dostałem kurierem, coś musiałem z nimi zrobić.

Dygresja – kiedy będziesz starszy, ludzie dalej będą Ci mówić, że w Twoim wieku, to Ty, prawda, jeszcze nic nie wiesz :D

¯\_(ツ)_/¯

Mogę powiedzieć tylko, że w odpowiedzi na mój komentarz pod Duchem sprawiedliwości Finkla przyznała się do nieznajomości pięknego słówka, którym jest anokracja. I to bardzo miłe, fajne i przyjemne, że tutaj ludzie potrafią się przyznać do niewiedzy. To bardzo ułatwia wzajemny transfer wiedzy. :D

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

(Do zobaczenia na emeryturze. Mojej. Jeśli w ogóle ją dostanę.)

Ja raczej nie dostanę, spoko :P będziemy razem żyć z łowów na szczury, przy obecnych tryndach :)

 Nigdzie nie natrafiłem na wzmiankę, że tak nie można. 

Kurtyzana, ile o tym trąbię? >< Mnie też o tym w szkole nie uczyli, sama zauważyłam przy tłumaczeniu z angielskiego, w którym raz, imiesłów jest identyczny z gerundium, i dwa, ma więcej zastosowań. Ale parę linków się znajdzie: https://zpe.gov.pl/a/imieslowy-i-ich-rodzaje/DN28lvu36 ; https://academicon.pl/imieslowy/ ("Imiesłowem nie można zastępować zdań celowych, skutkowych i warunkowych.")

Po kolei znaczy: kciuk, palec wskazujący, środkowy, serdeczny i mały. Albo mały palec, serdeczny, środkowy, wskazujący, kciuk. 

To może: i kolejno ukłuł opuszkę każdego palca?

Jori odwrócił wzrok od ukłutego palca i rozejrzał się po otoczeniu, w którym ślęczał od ukończenia edukacji zawodowej, więc co najmniej trzynastu lat.

Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. Brakuje jednego "od".

Ależ oczywiście, że nie. Ale zrobiłem risercz co do wysokości hali fabrycznej, a poza tym dwanaście to fajna liczba.

XD

Wokół Joriego stały cztery szarobrązowe ścianki, które tworzyły pokoik zamieszkiwany przez niego, Simo oraz dwa elfy drugiej zmiany.

Dalej niezbyt naturalne. Hmm. A gdybyś się tak pozbył strony biernej?

 A wtedy biada wszystkim polonistom, którzy będą doszukiwać się drugiego dna w popełnionych przeze mnie głupotkach.

Nie jestem polonistką, ale na pokład "Serca ze złota" chętnie się zabiorę :D Jeśli wcześniej nie uda mi się zabrać TARDIS ^^

tworzyły pokoik zamieszkiwany przez niego, Simo oraz dwa elfy drugiej zmiany obecnie smacznie śpiące w malutkiej sypialni, która jako jedyna miała własny dach.

Dwa elfy drugiej zmiany, obecnie smacznie śpiące w malutkiej sypialni. A poza tym – hmm :)

Dostałem kurierem, coś musiałem z nimi zrobić.

https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true 

Finkla przyznała się do nieznajomości pięknego słówka, którym jest anokracja

Też go nie znam XD Zajrzałam w Wikipedię i kurczę, to to ma nazwę? Wszystko ma teraz nazwę… :D Mam nadzieję, że zapamiętam, dzięki ^^

I to bardzo miłe, fajne i przyjemne, że tutaj ludzie potrafią się przyznać do niewiedzy. To bardzo ułatwia wzajemny transfer wiedzy. :D

To go w ogóle umożliwia XD 

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Kurtyzana, ile o tym trąbię?

E… y… e… pewnie dużo, tak?

Czynność wskazywana przez imiesłów współczesny zakończony na -ąc – jak wskazuje sama jego nazwa – odbywa się w tym samym lub zbliżonym czasie co czynność zdania głównego.

No, no, no… bo on trafił drutem w palec i tym samym ukłuł się boleśnie…

Ekhem. Co powiesz na to: 

– Ała! – pisnął Jori. Ukłuł się boleśnie, gdy zamiast w oczko robótki trafił drutem w palec wskazujący.

To może: i kolejno ukłuł opuszkę każdego palca?

Hmm, dobre.

Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. Brakuje jednego "od".

A już myślałem, że to zajmie tylko pięćdziesiąt jeden lat…

Jori podmuchał na ukłuty palec i rozejrzał się po ciasnych ścianach, w których spędził ostatnie trzynaście lat, więc całe życie od ukończenia szkoły zawodowej. 

Brakuje jednego "od".

OSTRZEŻENIE PRZED INFANTYLNYM, NASTOLETNIM HUMOREM. 

Czy wiesz, co powstaje po połączeniu rzeczownika “byt” i przyimka “od”…?

XD

A co? Zaprzeczysz? Ma wiele dzielników i w ogóle taka fajna jest.

Hmm. A gdybyś się tak pozbył strony biernej?

Ekhem, to ja może siądę do tego później.

A poza tym – hmm :)

JAK MAM ODBIERAĆ TO HMM?

Mam nadzieję, że zapamiętam, dzięki

Podziękowania przesyłam pewnemu Geo-świrowi, który wytłumaczył mi to pojęcie na potrzeby politycznego RP… Niech żyje Republika Połyniu, a panu prezydentowi Snøvtonowi życzę piątej reelekcji…

 

----------------

 

Problem filozoficzny – z czym Jori porównuje swoje życie? Skąd wie, że można żyć inaczej?

Prawdopodobnie, nie wierzę, że to mówię, ze szkołą. Myślę, że młode elfiki nie byłyby tak ciśnięte, jak dorosłe.

"Według ciebie" dałabym raczej jako wtrącenie, ale poza tym… hmm.

Tajest. I niniejszym ustanawiam licznik hmm.

LICZNIK: 2

W zasadzie tutaj mógł stwierdzić

Uff…

Naturalniej: Myślisz, że w sejfie Świętego naprawdę czeka na ciebie milion sześćset tysięcy kostek czekolady?

Dobre.

Ale tu nie mógł stwierdzić – stwierdza się fakt. A on zapowiedział, oznajmił, postanowił, zapewnił… różne akty mowy mogą tu zachodzić, ale na pewno nie stwierdzanie.

Taajest. 

Ze znużeniem. To nie wzrok jest zmęczony, tylko Simo.

Taajest.

XD

Nauka pisania i liczenia nie była priorytetem w elfiej szkole.

Tu właściwie stwierdził (skonstatował), ale jest to bardzo książkowe słowo, zupełnie niepasujące do przerażenia.

To co, zauważył? Lepiej?

Przyznał?

No, to pokiwa głową…

Wydziergane.

Taajest.

Poza tym zdanie mogłoby być o wiele zgrabniejsze

Dobre.

Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.

???

LICZNIK: 3.

Hmmm. Nie za dużo tych grzybków w barszczu?

Racja.

LICZNIK: 4.

A oni mają jakiś wybór? Bo coś mi się zdaje, że mówisz tu o elfowym niewolnictwie.

Czy żeby mówić o plusach potrzeba woli beneficjenta? Teoretycznie pewien wybór mają – mogą ich nie jeść.

Hmm. Wypowiedź w sumie kolokwialna, ale didascale troszkę… co ma notes do pytania o rodzaj włóczki?

No, żeby złożyć centrali raport, jakiej włóczki potrzebują. Ale racja, nie wyjaśniłem tego. Więc teraz kilka akapitów dalej jest:

Dwa elfy mruknęły coś pod nosem i zaczęły przerzucać całą zawartość kosza na podłogę, odhaczając kolejne kolory na liście, by wreszcie znaleźć ten, na który muszą złożyć zamówienie.

Włóczka to niekoniecznie wełna ^^ (teraz to nawet w większości nie, taniocha…)

¯\_(ツ)_/¯

A nie: wyrzucać?

Racja.

Hmmm.

Hmmmmmmmmmmm…?

LICZNIK: 5.

Poza tym wkradł się rym. Może kawałek ciastka?

Tak jest.

A może to pokaż? Szeroko otwarte oczy są dobre, ale to trochę mało.

Może być?

Zamarłe elfy drugiej zmiany spojrzały na niego szeroko otwartymi oczami.

Żeby zobaczyć.

Tak jest.

Zagadnął, wyznał, podjął…

Rzeczywiście. Miałem jakąś dziwną fiksację na punkcie stwierdził.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Na kuchence.

Tak jest.

Konstrukcja zdań robi się monotonna.

Możliwe.

Oprócz, i przecinek przy nim niepotrzebny, ale – jak niby udając?

Kręcąc się, niby coś dosypując… ale po namyśle to bez znaczenia i rzeczywiście dość nieintuicyjne.

Cute :)

Zaiste.

Co Wy wszyscy z tym "by"? A koledzy wcześnie robili na drutach, nie szydełkowali, to nie to samo.

¯\_(ツ)_/¯

Hmm? Może tak: Po półgodzinie pierwsza zmiana zaczęła pracę, druga porę odpoczynku.

Dobre.

LICZNIK: 6

Koszyk z włóczką, bo to substancja. I nie jest tak całkiem tym samym, co wełna.

Taajest.

Szyk cokolwiek łamie język.

Lepiej?

– Świę­ty kazał dziś wszystkim pro­du­ko­wać ja­sno­zie­lo­ne skar­pet­ki

Ruszyły? A kosztować mogły czego? zupy.

Taajest.

Sztucznie przedłużone: Zanim doszli do zgody w kwestii, o jaki odcień zielonego konkretnie chodzi.

Dobre.

A swoją drogą, skoro chcą wiać, czemu zwracają na siebie uwagę?

Bardzo dobre pytanie. Nie wiem, co mi siedziało w głowie w grudniu.

Szyk: druga zmiana zdążyła ich kilka razy wyśmiać za nieróbstwo; albo: druga zmiana kilka razy zdążyła ich wyśmiać za nieróbstwo.

Racja.

… ktoś ukradł sól i udał się z nią w bliżej nieznanym kierunku? XD I to była jakaś konkretna, przywiązana do tej solniczki bryłka? Bo to wynika z tego zdania :)

To pierwsze jest dość prawdopodobne.

Hmmm. Kumam dowcip, ale trochę kolanem wepchany.

¯\_(ツ)_/¯

LICZNIK: 7

A może: mruknął, przeliczając je od nowa w nadziei na cudowne rozmnożenie.

Dobre.

… wepchaj kłębek włóczki do pudełka po ciastkach. (Sprawdzić, czy nie gallifreyańskie). Znaczy, ja trzymam te mniejsze, pięciodekowe w tych większych plastykowych pudełkach po herbatnikach korzennych (wiesz, taniocha z marketu), ale zmieszczą się maksymalnie trzy. A w takie małe nie da rady.

Myślę, że Mikołaj akurat na pierniczkach nie oszczędza, w obawie o rewolucję październikową.

Istnieją prostsze i skuteczniejsze metody zrobienia torby (…) choć przyznaję, bardziej czasochłonne.

A elfom się spieszy. Na dodatek Jori nie był szkolony na stratega.

Trochę jednak nadużywasz tej strony biernej.

Bierne społeczeństwo, to strona też bierna…

Szyk (i aliteracja, ale nie mam na nią pomysłu): potem pomógł Simo się wspiąć.

Taajest.

Mało naturalne zdanie (pokaż tę groźbę pęknięcia, siatka może się np. uginać), i jaką siatkę? Co tu fizyka leży…

Siatkę takiego mniej więcej kosza. Dałem:

Stąpali niepewnie po uginającym się materiale.

A może tak: Simo podsadził Joriego na ściankę działową, żeby mógł wciągnąć towarzysza do siebie.

Dobre.

Co powiesz na: – Nie spodziewałem się, że tyle ważysz – sapnął Jori.

Co powiem? Genialne.

Bardzo przekombinowane zdanie, i podmiot się zgubił: Trzeba Świętemu przyznać, że nas nie głodzi – mruknął Simo.

Taajest.

Jest ich tylko dwóch: Ruszyli jeden za drugim prostopadle do linii produkcyjnych.

Dwóch ich było, więc mieli zdecydowaną przewagę…

…? Imiesłowy oznaczają jednoczesność. Jak można coś zrobić jednocześnie i po chwili?

Bardzo celna uwaga.

Oni idą po ściankach działowych? I nie robią hałasu? Jak szerokie są te ścianki? Ile miejsca w fabryce marnuje się na przepierzenia?

Na tyle dużo, że fabryka wygląda mniej więcej tak: (tylko wyobraź sobie śnieg)

I robią postoje – idąc po ściankach? Gdzie je robią?

Nie widzę przeszkód, żeby jedli je w ruchu.

(Na dachach sypialenek chyba…)

Też dobre.

Hmm. Sięgały pod sufit fabryki?

Jeszcze lepsze.

LICZNIK: 8

W kolorze, ale wzory nie są framugą.

Taajest.

wełna jest praktycznie niepalna

A-ha… dobrze wiedzieć.

Czy można pisnąć takie długie zdanie?

Hmm, no, no… no… no, nie…

W sumie jest tu aspekt stwierdzania, ale może: wytknął mu?

Genialne!

A co, jeśli.

A co, jeśli Loża rzeczywiście jest masońska i rzeczywiście rządzi światem?

… to był plan? Hę?

Czy mówiłem już, że Jori nie jest strategiem?

Hmm. A krzyczenie nie służy wszczęciu alarmu?

Można krzyczeć “Pomocy! Pali się!!!!!!1!!1!” a można też krzyczeć “AAaAaAAaAaAaAAaAAAaAAAaAAaaaaAA”. Ale zasadniczo masz rację.

A może przystrzyżemy

Przystrzyżemy.

Szybciej i dynamiczniej:

Ale że elficcy szybcy i wścieknięci?

Pełen luz? XD

Nie ma co się stresować. Galaktyka to wesołe miejsce.

Szybki jest (c.t.!)

Szybki i wścieknięty!

Teraz się zorientował, że nijakie wzorki na ściankach, które otaczały go przez większość życia, to krawędzie zlepionych wiórów. (I nie wiem, czy płytę wiórową robią taką grubą).

Myślę, że jest złączonych płyt wiórowych, żeby szybki i wścieknięty elf nie mógł się przebić z rozbiegu.

A czemu to streszczasz?

Akurat na polskim omawialiśmy streszczenie i jakoś tak wyszło.

Szybciej i dynamiczniej! :D\

Szybciej i wścieklej!

…? teraz sobie przypomniał, że przepierzenia są cienkie, eeech :D oni są mali, a biec muszą prosto, po "kilkunastocentymetrowej" szerokości drodze. Jak na równoważni. Dałoby radę.

Masz pełną rację. Rację stanu nawet. 

 

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

E… y… e… pewnie dużo, tak?

– Ała! – pisnął Jori. Ukłuł się boleśnie, gdy zamiast w oczko robótki trafił drutem w palec wskazujący.

Nie jest źle :)

Jori podmuchał na ukłuty palec i rozejrzał się po ciasnych ścianach, w których spędził ostatnie trzynaście lat, więc całe życie od ukończenia szkoły zawodowej. 

Nieźle, nieźle…

Czy wiesz, co powstaje po połączeniu rzeczownika “byt” i przyimka “od”…?

Chłopie, po pierwszym roku filozofii zna się wszystkie dowcipy o specjalistach od bytu :P

A co? Zaprzeczysz? Ma wiele dzielników i w ogóle taka fajna jest.

W życiu, najfajowniejsza liczba:)

JAK MAM ODBIERAĆ TO HMM?

Podziękowania przesyłam pewnemu Geo-świrowi, który wytłumaczył mi to pojęcie na potrzeby politycznego RP… 

Człowiek żyje w dialogu ^^

Myślę, że młode elfiki nie byłyby tak ciśnięte, jak dorosłe.

Myślę, że różnie bywa :)

I niniejszym ustanawiam licznik hmm.

To co, zauważył? Lepiej?

Dalej za słabe – przecież on się nagle połapuje, że będzie ŹLE!

Czy żeby mówić o plusach potrzeba woli beneficjenta?

Nooo… na upartego… chociaż plusy to bardziej powody, żeby coś wybrać, a oni wyboru nie mają. Chyba że jak w ruskiej knajpie.

Dwa elfy mruknęły coś pod nosem i zaczęły przerzucać całą zawartość kosza na podłogę, odhaczając kolejne kolory na liście, by wreszcie znaleźć ten, na który muszą złożyć zamówienie.

OK, tylko zaczęły raczej wyrzucać.

Zamarłe elfy drugiej zmiany spojrzały na niego szeroko otwartymi oczami.

Zamarłe?

Miałem jakąś dziwną fiksację na punkcie stwierdził.

Nie Ty jeden. Skąd to się bierze? Czy ktokolwiek wie? Bo ja nie…

 

ETA: O, piszemy naraz :)

– Święty kazał dziś wszystkim produkować jasnozielone skarpetki

Lepiej.

Nie wiem, co mi siedziało w głowie w grudniu.

Pierniczki? :)

To pierwsze jest dość prawdopodobne.

XD

Myślę, że Mikołaj akurat na pierniczkach nie oszczędza, w obawie o rewolucję październikową.

E tam, jak lepszych nie znają. :D

A elfom się spieszy. Na dodatek Jori nie był szkolony na stratega.

Ale chyba wie, że tak na sznurku to się kiwa :)

Bierne społeczeństwo, to strona też bierna…

Dwóch ich było, więc mieli zdecydowaną przewagę…

:D

Na tyle dużo, że fabryka wygląda mniej więcej tak:

… to dużo.

Nie widzę przeszkód, żeby jedli je w ruchu.

Prawda, chociaż muszą utrzymać równowagę, co jedzenie ciut utrudnia.

A-ha… dobrze wiedzieć.

Podstawy pożarnictwa niezbędne pisarzowi ^^ (każda wiedza może się przydać!) I żebyś mi nie eksperymentował z gaszeniem oleju wodą (serio, gdzieś ostatnio czytałam wywiad z gościem, który twierdził, że prawdziwi strażacy tak robią – chyba po pijaku, to naprawdę nie jest zakazane dlatego, że nikt tego nigdy nie próbował, tylko dlatego, że parę razy ktoś spróbował i co z tego wyszło).

A co, jeśli Loża rzeczywiście jest masońska i rzeczywiście rządzi światem?

To mamy przerąbane?

Czy mówiłem już, że Jori nie jest strategiem?

Teraz już powiedziałeś ^^

Można krzyczeć “Pomocy! Pali się!!!!!!1!!1!” a można też krzyczeć “AAaAaAAaAaAaAAaAAAaAAAaAAaaaaAA”.

Jedno i drugie alarmuje postronnych :D

Ale że elficcy szybcy i wścieknięci?

 żeby szybki i wścieknięty elf nie mógł się przebić z rozbiegu.

A gdzie on tam ma miejsce na rozbieg? :D

Rację stanu nawet. 

No, ba :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie jest źle :)

laugh

Nieźle, nieźle…

laugh

Chłopie, po pierwszym roku filozofii zna się wszystkie dowcipy o specjalistach od bytu :P\

Przekonałaś mnie, żeby iść na studia.

Zamarłe?

No, robiły coś, usłyszały Joriego i stanęły jak wryte.

Ewakuacja z definicji jest na zewnątrz.

Taajest.

Aliteracja.

Racja.

Weźcie z tymi "gdyżami"… a dopowiadanie o kolizjach zbędne.

Tak jest.

Tu bez przecinka.

Tak jest.

Dokąd oni biegną? Nie chcieli dotrzeć do bramy?

Biegnij, Forest, biegnij…

Hmm.

Hmm…?

LICZNIK: 9

W sumie całe to didascale bym wycięła – tłumaczy łopatą. Swoją drogą, czy elfy oddychają jakimś innym układem, niż mówią? Bo trudno wygłaszać przemowy w biegu :)

Mmm… anatomia elfa…

A nie: tymczasem?

Może być tymczasem.

Hmmm.

Jak rozumie, chodzi o to, że paluszek jest mały z definicji, tak?

LICZNIK: 10

wut. Raz, że mierzenie tego nie ma większego sensu, a dwa, wystrzał i miejsce wystrzału to nie to samo.

Racja stanu.

Imiesłowy: by przebić prawy but Joriego i wbić mu się w stopę.

Taajest.

No, ale to właśnie jego reakcja? I – imiesłowy!

Imiesłowy… tak jest.

Tniemy: Simo w ostatniej chwili zdołał się chwycić ściany.

Tniemy…

Przystrzyż.

Strzygę…

Z maślanego masła :)

To tak ma być. Przedstawia sobą wielkie walory humorystyczne.

On wisi na rękach. I nie spada, kiedy jedną puszcza? Samo zdanie: Zbliżył ją do ust, żeby wyjąć strzałkę, co wydawało się sensowne.

Taajest.

…?

Zniknął przecinek.

On tam zawsze był, po prostu założył pelerynę niewidkę. Ale już mu ją zdjąłem.

Abstrakcyjne trochę. Porównaj:

Upadek z może trzech metrów nie byłby taki ekscytujący.

"Mimowolnie wypuścić w rąk" to po prostu "upuścić".

Tak jest.

Hmmm?

Hmm…?

LICZNIK: 11

Hmmmmmmmm. Dziwnie to brzmi i cokolwiek ukrywające.

Owszem.

LICZNIK: 12

Również przed nim stała lampka, oświetlająca lewy policzek.

Taajest.

Mącisz, i pamiętaj o imiesłowach: Przypomniał sobie, co zrobił, i spróbował wstać, uciec przed spodziewanym losem. (Patos gratis ;D)

Mącę? Tak, to ja. Jak gratis, to biorę.

A może to pokaż?

Może…

Imiesłowy… Spojrzał na towarzysza, który powoli się budził.

Tak jest.

Tnij

Tnę.

Lampshade jakby.

Co jakby?

A po czym to poznał?

Doświadczenie…

Czyli niedokładnie tak. A od czego się różniły?

No tak, niedokładnie…

Głębiej?

Dobre.

Aliteracja.

Tak jest…

Czemu tu jest imiesłów?

Wepchnął się.

Oooj, brzydko :D

Bzydko i nieładnie.

Spojrzeniem.

Oczywiście.

I nagroda za najbardziej przekombinowane zdanie roku… XD

Zawsze to jakieś osiągnięcie. Życiowe.

Dążenie jest z zasady stopniowe: podsufitowe lampy zaczęły z wolna rozjaśniać mrok.

Tak jest.

Obszyty chyba?

Zapewne.

"Co więcej" wydziel, to wtrącenie.

Tak jest.

Tnij te imiesłowy: spojrzał na niego przerażony.

Tak jest.

Jak już, to potwierdził.

Hmm, może postwierdził?

… co było w tych strzałkach, wyciąg z tezaurusa? XD Serio, wcześniej dialogi były trochę drewniane, ale tutaj to już musi mieć przyczynę. Ciekawe jaką XD

Jori w sytuacji stresowej stał się profesjonalnym związkowcem.

Raczej: efektywność naszej pracy.

Pełna racja stanu.

?

Hmmmmmmmmmmm, rzeczywiście.

Serio, zawodowi pisarze też tak piszą

HURRA, JESTEM JAK ZAWODOWI PISARZE

a przecież to bez sensu!

A… no, dobrze…

Naturalniej: w dobrze znanych Simo, czarnych uniformach.

Naturalniej, naturalniej, naturalniej… jesteś ekolożką? Ekhem, tak jest.

Im nogi. To była jedna lina?

Mnie też to teraz zaiste zdziwiło.

I jeden bark?

No… no… no… no… no, nie.

Tnij

Taajest.

Chodzi o obrazy w ramach?

Spotkanie z ramą…

Hmm:

LICZNIK: 13

Hmm.

Hmmm…?

LICZNIK: 14

Może lepiej:

Lepiej.

Opisujesz tę ławkę, więc nie musisz tłumaczyć, że była niska

Zupełnie jak ja.

"Się" nie powinno być akcentowane: Simo rozejrzał się niechętnie.

Co za mowa nienawiści wobec “się”! Daj mu wybrzmieć choć raz.

Ekhem, bo ja nie dam.

W ścianie.

A gdyby były tylko namalowane…?

Szaroniebieskiej. Brązowy dąb. Hmm. A poza tym Simo właśnie je zauważył.

No, przecież kurz jest szary. :)

LICZNIK: 15

 

 

Uhhh… tak blisko…

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Przekonałaś mnie, żeby iść na studia.

Mnie tam w liceum mówili, że lepiej zrobić kurs spawacza XD

No, robiły coś, usłyszały Joriego i stanęły jak wryte.

Tak, ale idzie o to, by rzeczy właściwe dać słowo ^^

Biegnij, Forest, biegnij…

anatomia elfa…

Co? Władcy Czasu mają dodatkową rurkę oddechową :D

paluszek jest mały z definicji

Paluszek = mały palec. Ulubiona_emotka_Baila

To tak ma być. Przedstawia sobą wielkie walory humorystyczne.

Jak nie wiem :D

Ale już mu ją zdjąłem.

Ciepło jest, nie musi się tak ubierać :)

Upadek z może trzech metrów nie byłby taki ekscytujący.

Spytaj kogoś, kto spadł z trzech metrów :P

Tak, to ja. Jak gratis, to biorę.

Co jakby?

No, jakby. https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/LampshadeHanging 

Bzydko i nieładnie.

Zawsze to jakieś osiągnięcie. Życiowe.

Oj tam. Lody chcesz? :)

Jori w sytuacji stresowej stał się profesjonalnym związkowcem.

… nie to, co Hulk? XD

HURRA, JESTEM JAK ZAWODOWI PISARZE

Ja też, mam ręce, nogi i głowę XD

jesteś ekolożką?

Nie, ale feminatywy traktuję tak:

Hmmm…?

Zupełnie jak ja.

Ważne, żebyś był wielki duchem.

Co za mowa nienawiści wobec “się”! Daj mu wybrzmieć choć raz.

Niech zna swoje miejsce!

No, przecież kurz jest szary. :)

Sherlock Holmes ma inne zdanie XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Z czym?

No, z losem. Doprecyzuję.

Zdecydowanie nie stwierdził. Powiedział.

Racja. Co ja miałem z tym “stwierdził”?

"Ponowne" w sumie nic tu nie wnosi.

Zastanówmy się lepiej, czy czegoś nie wynosi. d:

Imiesłowy: krzyczał Jori, skacząc wokół szefa. Sięgał rosłemu mężczyźnie nieco poniżej ramion.

Tak jest.

A na kogo mieli założyć? Zatem włożyli płaszcze.

Taajest.

Schylając się w drzwiach, oczywiście, ale – hmm.

Hmmm…?

LICZNIK: 16

Jasny gwint. Sprawdzić. Sprawdzić, kurka wodna, dlaczego telewizja robi mi koło pióra? :(

Jeśli kiedyś w naszej pięknej Polsce pojawi się drugi Ted Kaczyński, ale biorący za cel stacje telewizyjne, będę miał pewne podejrzenia.

A może: Od ciągłego schylania Simo rozbolał już kark.

Dobre.

? Wcześniej zabraniał?

E… y… e… racja.

Przecinki: pierwszym, co usłyszeli, był chrzęst.

Tak, przecinki…

Hmm. Krok w dobrą stronę, ale drzwi nie są odgłosem.

Trzaśnięcie drzwi lepsze, co?

LICZNIK: 17

Hmm?

Hmm?

LICZNIK: 18

A jaki las jest mały?

Taki z jednym drzewem. :) (nie bij)

Zawołał, albo krzyknął po prostu.

Matko, zawołał! Właśnie! Jak ja mogłem zapomnieć o takim wspaniałym słowie?!

Zawiniętych w sreberka (zawinięcie dotyczy tabliczek, nie siedmiu).

Taajest.

Kolejna dziwna, rozpowszechniająca się maniera, za którą pewnego dnia podłożę bombę pod telewizję (…) Rozwinął sreberko, kropka.

Wiedziałem, że jest w Tobie potencjał na telewizyjnego Teda Kaczyńskiego… ale może lepiej wyślij im tę miotłę. Za zamach mogliby Cię zamknąć i co ja wtedy zrobię? ;)

Zbędny zaimek.

Taajest.

Euforia zaraz ustąpiła miejsca.

Dobre.

Rym: Jori bardzo wolno żuł czekoladę, zmusił się, żeby ją połknąć i mruknął:

Może powinienem zacząć pisać trzynastozgłoskowcem? Chociaż nie, u mnie by to pewnie był dwunastozgłoskowiec… :D

XD

Wyobraź sobie, że jesteś takim wesołym elfikiem, przez całe życie jesz tylko słodkie rzeczy i nagle dostajesz gorzką czekoladę. Potrzebne by było skierowanie do psychologa na NFZ.

Mleczna też XD 

A co dopiero pancerna… ;)

 

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

O MATKO, DROBNY MANEWR ZAKOŃCZONY.

Czas na rosyjską Odę do radości. Zaraz wracam.

 

No, to jestem. Jak tam Ci idzie polowanie na szczury?

Nieźle, nieźle, zwłaszcza jak na tekst pisany w pięć dni

O radości, iskro bogów, kwiecie elizejskich pól…

(wrrrr… zjem Twój mózg)

Tarnino… ale Ciebie o bycie zombie bym nie podejrzewał.

Trochę Ci się plączą charaktery protagonistów

E… y… e… no, a o co chodzi?

Ale patrz też

Ale cool skarpetki.

Oj tam. Lody chcesz? :)

Bierę.

Nie, ale feminatywy traktuję tak:

Hmm.

Ważne, żebyś był wielki duchem.

Podobno matka Göringa powiedziała kiedyś, że jej syn będzie albo kimś wielkim, albo przestępcą. Ja na przykład mogę być, podobnie jak on, wielkim przestępcą. Ekhem, albo może pozostanę przy byciu karłem. To nie takie znowu złe.

 

Za poprawki serdecznie Ci dziękuję (że też Ci się chce…) i życzę, byś przy następnych spotkaniach miała mniej roboty. :D

A za poznanie terminu anokracja najserdeczniejsze pozdrowienie płyną z Keihonu, z siedziby Organizacji Handlu Drugiego Świata – największej… no, organizacji zrzeszającej państwa autorytarne, anokracje i wadliwe, ale co do zasady trzymające się kupy, demokracje. 

Gratuluję.

I dziękuję.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Co ja miałem z tym “stwierdził”?

To wina rodziców, szkoły i telewizji :)

Zastanówmy się lepiej, czy czegoś nie wynosi. d:

Gdzie ochrona w tej fabryce?

Jeśli kiedyś w naszej pięknej Polsce pojawi się drugi Ted Kaczyński, ale biorący za cel stacje telewizyjne, będę miał pewne podejrzenia.

Przekupię Cię i wciągnę do spółki :D

Trzaśnięcie drzwi lepsze, co?

Trzaśnięcie jest odgłosem ^^

Taki z jednym drzewem. :) (nie bij)

Jak ja mogłem zapomnieć o takim wspaniałym słowie?!

To się zdarza wkurzająco często…

Za zamach mogliby Cię zamknąć i co ja wtedy zrobię? ;)

Ale ja będę miała wikt i opierunek XD

Chociaż nie, u mnie by to pewnie był dwunastozgłoskowiec… :D

XD

Wyobraź sobie, że jesteś takim wesołym elfikiem, przez całe życie jesz tylko słodkie rzeczy i nagle dostajesz gorzką czekoladę.

Byłoby to pewne novum w moim życiu XD

A co dopiero pancerna… ;)

XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Aha, i przeczytałem Człowieka…Czy androidy… i Ubika. Bawiłem się świetnie. Dziękuję za polecajki.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Jak tam Ci idzie polowanie na szczury?

XD

Tarnino… ale Ciebie o bycie zombie bym nie podejrzewał.

Grunt to się dobrze maskować. (Gryz, gryz).

E… y… e… no, a o co chodzi?

Że raz jeden taki, a raz drugi, a czasem odwrotnie ^^

Ale cool skarpetki.

Skarpetki rządzą :D

Bierę.

Ekhem, albo może pozostanę przy byciu karłem. To nie takie znowu złe.

Też racja :)

że też Ci się chce…

Trzeba mieć jakieś konstruktywne zajęcie :D

najserdeczniejsze pozdrowienie płyną z Keihonu

Dziękuję za polecajki.

Nie ma problema ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka