- Opowiadanie: Ramshiri - Uczta

Uczta

Cześć, dzięki za przybycie. Jestem ciekaw Twojej opinii.

Miejscami mocno brutalny tekst! Nie znajdziecie tu “bohaterów”.

Dołączajcie do uczty przy ognisku. Usiądźcie z Sergio i Daxem.

 

Dziękuję serdecznie betującym! Adexx, Ambush, August

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Uczta

Gdy stawiał kolejny krok, jego stopa ześlizgnęła się z polerowanego przez tysiące ulew kamienia. Świat zanurkował. Dax chciał zakląć, lecz z gardła wyrwał mu się jedynie nic nieznaczący warkot.

To koniec – przemknęło mu przez głowę.

A potem poczuł szarpnięcie. Lewa dłoń wniknęła w szczelinę; ból był ostry, wręcz palący, ale przywrócił go do świata żywych.

Znalazł oparcie dla stóp, najpierw jednej, później drugiej. Dopiero po dłuższej chwili uspokoił oddech.

Głód wciąż ściskał mu żołądek, a ból mięśni sprawiał, że każda myśl o dalszej wędrówce była jak kopniak. Nie rozważał jednak poddania się – o nie! Miał do połamania jeszcze kilka kości… nie swoich.

Błyskawica rozerwała świat na dwoje i rozświetliła krajobraz. Setki ton skał przypominały nieskończone cmentarzysko. Grzmot nadszedł chwilę później – wściekły, rozdzierający uszy ryk czegoś, co czaiło się ponad chmurami.

Noc zapowiadała się zimna i bezlitosna. Spanie pod gołym niebem, z którego bogowie wciąż ciskali błyskawicami dla rozrywki.

Vicami, er haine! – ryknął w stronę nieba.

Wciągał powietrze krótkimi, urywanymi haustami, gdy dojrzał coś, co wywołało spazm gorzkiego śmiechu. Ze skał wystawał spróchniały kij, na którym przywiązano miotany wiatrem skrawek wyblakłego już materiału. Jeżeli bogowie postanowili go jednak ratować, to żałował, że nie obraził ich wcześniej.

Zebrał siły i wyszarpnął ze szczeliny swoją wielką, owłosioną dłoń. Kolejny błysk odsłonił oderwany płat skóry, krew i coś białego.

Kość.

Lepsze to niż sznur kata – pomyślał, gdy poczuł metaliczny zapach krwi.

Splunął na poranioną dłoń, zacisnął palce, raz, drugi, trzeci. Ból uderzył z siłą młota, lecz Dax był na niego przygotowany. Droga do wolności często spływa krwią. Dlaczego zawsze moją? – miał ochotę zapytać.

Nie zdobył się na wspinaczkę do miejsca, z którego się ześlizgnął. Skały nad nim były nie do zdobycia w tym stanie. Zamiast tego ruszył w dół. Może znajdzie przejście, które go nie zabije.

– Cholerne robactwo! – warknął, gdy coś ugryzło go w kark. Uderzył odruchowo otwartą dłonią, tą samą, którą przed chwilą niemal zmiażdżył w szczelinie.

Przeklęta głupota. Krew miał wszędzie – na dłoni, na szyi, nawet na kamieniach pod stopami. Teraz nie sposób było stwierdzić, czy zgniótł to coś, czy tylko odgonił. Nawet nie miał jak zająć się raną; nie nadszedł jeszcze moment, aby o siebie zadbać.

Mięśnie ramion i nóg paliły jak żywy ogień, gdy Dax wrócił wreszcie na szlak. To, co wydawało się łagodniejszym wejściem, zostało okupione otarciami i siniakami, które barwiły jego przedramiona i uda niczym brunatne smugi atramentu. Dyszał ciężko, zimno szczypało, ale pot spływał mu po plecach – czuł go nawet mimo deszczu, który na chwilę ustał. Wiedział, że niebo już zbierało się do kolejnego natarcia.

Wyłowił wzrokiem zatknięty na kiju skrawek materiału. Odwiązał go. Dłoń piekła, jak gdyby przyłożył do niej rozpalony pręt, nie zaś mokrą szmatę. Po chwili poczuł ulgę, krótką jak oddech.

Dax sięgnął po spróchniały kawałek drewna, który najwyraźniej lata temu był włócznią i cisnął go na ziemię.

Podążaj żółtym szlakiem – powtórzył w głowie słowa strażnika. Dlaczego miałbym ułatwiać życie tym, którzy będą szli po mnie? – ta myśl wywołała u niego szeroki, bezczelny uśmiech.

 

***

 

Legend o Skalnej Dolinie krążyło tyle, co chętnych na darmowe piwo, lecz śmiałków gotowych tam wkroczyć była ledwie garstka. Zresztą wkroczyć nie oznaczało przeżyć, a przeżyć, nie oznaczało być w stanie o tym opowiedzieć.

Przed Cyklem dolina należała do kapłanów i bezimiennych, których każdy rozsądny unikał jak pijackiej zgrai, nocą włóczącej się traktem. Ponoć w jamach i podziemnych labiryntach – wydrążonych bogowie wiedzą, kiedy – wciąż słychać było wrzaski tych, których tam chowali. A może to coś innego krzyczało.

Nietrudno było przewidzieć, że na te pozbawione życia ziemie prędzej czy później przypełznie coś innego. Istot chętnych na ludzkie mięso nie brakowało. Na szczęście ghule i tym podobne poczwary unikały ruchu i hałasu, więc Dax nie zawracał sobie nimi głowy.

Strumienie wody lały się nieprzerwanie z nieba. Błyskawice przecinały ciemność raz po raz, odsłaniając kolejne skały do pokonania. Mężczyzna parł do przodu, ślizgając się, to znów łapiąc równowagę, aż w końcu dotarł do kolejnej chorągiewki. Odwiązał ją i cisnął w błoto.

Zamarł. Oddech ugrzązł mu w piersi, gdy zobaczył, co wyłoniło się z mroku. Przetarł oczy wierzchem dłoni, był jednak tak przemoczony, że niewiele to dało.

Nie dalej niż kilkanaście kroków znajdowała się kolejna chorągiew. I następna. Cała ich zgraja zatknięta wokół niewielkiego wzniesienia niczym znaki ostrzegawcze.

– Światło – wyszeptał, lecz jego głos zniknął gdzieś w nawałnicy.

Wśród skał otoczonych chorągwiami dostrzegł jamę. Z jej wnętrza sączył się blask, który nie pozostawiał wątpliwości: ktoś palił tam ogień.

Po niemal godzinnej wspinaczce dotarł wreszcie naprzeciw otworu.

A niech to – pomyślał, spoglądając w niebo. Czy bogowie postanowili mnie ocalić, czy może wchodzę prosto w paszczę śmierci?

Płomienie z wnętrza tańczyły wesoło na najbliższej ścianie. Niemal czuł ciepło płynące z ognia, a do ust zaczęła napływać ślina.

Czy to zapach mięsa?

Minęło tak wiele czasu, odkąd jadł coś porządnego. Wrócił myślami do karczmy, gdzie podawano najlepszy gulasz w całym Erkanen oraz importowane piwo, które rzeczywiście dało się pić bez ryzyka zwrócenia zawartości żołądka. Teraz wypiłby nawet i najgorsze szczyny – takie, które podawali na pograniczu.

Dax zagłębił się w otworze – ostrożnie, bez pośpiechu. Kamienne, nieociosane ściany mówiły dużo o wieku tego miejsca – grota musiała powstać przed poprzednim Cyklem. Pod stopami chrzęścił tłuczeń, drobne kawałki skał, które zdradzały każdy krok. Skradanie się nie miało sensu, ktokolwiek znajdował się wewnątrz – strachliwy kupiec, czy oddział wojska – na pewno już wiedział o jego przybyciu.

Szedł pewnym krokiem, jakby miał wyłączne prawo do przebywania w tym miejscu. Zatrzymał się dopiero przy ostrym zakręcie w lewo. Ostrożnie wyjrzał, aby nie wejść prosto w pułapkę.

Przy niewielkim ognisku siedziała przygarbiona postać. Długi płaszcz opadał na ziemię, kaptur szczelnie zasłaniał twarz.

– Słabeusz – prychnął Dax, obserwując skulonego przy ogniu cherlawca.

Zlustrował grotę jednym, szybkim spojrzeniem. Ruszył w stronę nieznajomego, gdy tylko upewnił się, że cienie nie kryją nikogo więcej. Wydobył sztylet zza pasa. Ostrze zalśniło w ogniu, a na twarzy pojawił się uśmiech – ten sam, którego tak mocno obawiały się nie tylko jego ofiary, ale i współpracownicy. Uśmiech obiecujący koniec. Krwawy, niespieszny i wyjątkowo brutalny.

Postać przy ognisku najprawdopodobniej już się trzęsła, zdając sobie sprawę z tego, co nastąpi. On jednak postanowił zacząć łagodnie – od imienia i niewinnego kłamstwa.

– Jestem Dax – powiedział, obracając sztylet w palcach. W jego dłoniach wyglądał niemal jak zabawka. – Nie masz się czego lękać.

– Wiem.

Głos należał do starca. Był zachrypnięty, suchy i… dziwnie pozbawiony emocji.

 

***

 

Więzienne cele są jak groby.

Zazwyczaj położone w zimnych lochach głęboko pod ziemią, gdzie strażnicy nie schodzą, o ile nie jest to absolutnie konieczne. Po miesiącu więzień nabiera przekonania, że jest głuchy i ślepy – a nawet rozważa, czy nie lepiej byłoby mu już leżeć w grobie.

Dax nie planował gościć tam zbyt długo. Pociągnął za odpowiednie sznurki i czekał. 

Reputacja pozwalała mu na dużo. Zaczynał co prawda od drobnych kradzieży, ale dość szybko zorientował się, że z sylwetką niedźwiedzia daleko w tym fachu nie zajdzie. Pobicia i wymuszenia przychodziły naturalnie.

Ostatnie cztery lata zajmował się właśnie tym – eliminowaniem problemów. Był tak dobry, że z czasem pozyskał arystokratycznych klientów o sakwach ciężkich od złota.

W mieście walczyły o władzę wielkie frakcje. Czerwoni wypierali Świetlistych. Maski siały zamęt, a imperium kurczyło się z roku na rok. Kłopoty dla jednych, szansa na zarobek dla innych. Zajmował się wrogami politycznymi i przepychankami handlowymi, ale nie zawsze zabijał, bo nie o to chodziło. Wystarczyło odpowiednio nacisnąć, aby skłonić bogatego kupca do lepszych warunków współpracy, złodzieja do przyznania się, a wędrowca do wyjawienia miejsca ukrycia cennego przedmiotu. Łamał kości, wyrywał zęby. Z czasem zaczął używać specjalnej dźwigni, żeby powoli odrywać kończyny. Robił to, co potrafił najlepiej.

Wystarczył jeden nowy arystokrata w mieście – taki, który jeszcze nie wiedział, jak załatwia się tu sprawy – i Dax wylądował za kratami. Reszta możnych i dworzan miała u niego dług. Nikt nie chciał, żeby jego ludzie zaczęli mówić. A mieli o czym.

Kilka słów rzuconych we właściwe ucho sprawiło, że więzienne kraty stanęły dla niego otworem.

Strażnik imieniem Saril przyszedł w wyjątkowo ciemną i zimną noc.

– Podążaj żółtym szlakiem. Nigdy nie wracaj do Erkanen – wycedził przez zęby. – Mój pan spłacił swój dług.

Daxa nie interesowało, o którego pana chodzi. Przyjął sztylet od strażnika i nawet nie planował oglądać się za siebie.

Żółty szlak był śmiertelnie niebezpieczny, jednak dla osób takich jak on stanowił jedyną realną szansę na ucieczkę. Imperium patrolowało wszystkie pozostałe szlaki. Nawet na leśnych dróżkach można było natrafić na wojskowych.

Dax miał nadzieję dotrzeć do Przełęczy Ocalonych, a potem na północ do Vilon. W miejscach takich jak to wiecznie ścierali się majętni ludzie. Tak – w Vilon znajdzie więcej klientów niż grzybów w lesie.

Zaczęcie wszystkiego od zera nawet go podniecało.

 

***

 

Dax zrzucił z siebie mokre, zakrwawione łachmany. Z głuchym plaśnięciem uderzyły o kamienie. Kilka dni głodówki odcisnęły na nim piętno. Wciąż jednak był na tyle potężnej budowy, że gdyby tylko chciał, podniósłby wychudzonego nieznajomego i złamał wpół.

Pierwszy raz od opuszczenia celi odnalazł spokój i mógł wysuszyć ubranie. Nieznajomy przy ognisku nawet nie podniósł głowy.

Błąd. Będzie tego żałował – kultury uczy się powoli. I boleśnie.

– Kim jesteś? – Przysunął się do ogniska, ale wciąż nie był w stanie dojrzeć twarzy tamtego. – Może magiem? Zabiłem kiedyś maga. Dziwiło mnie, jak dziecinnie proste było rozłupanie jego czaszki.

Odpowiedziało mu jedynie milczenie. Głuche. Wwiercające się w głowę.

Dax spróbował wyłowić wzrokiem jakikolwiek pokarm.

Czyżbym spóźnił się na posiłek? Nie miało to większego znaczenia, zaraz wybebeszy plecak milczka i zabierze wszystko, co uzna za przydatne. Martwi niczego nie potrzebują.

– Ci magiczni, niby tacy potężni, a krwawią jak każdy inny – podjął Dax, wyciągając zmęczone stopy w stronę ognia. Ciepło zaczęło rozpływać się po całym ciele jak po łyku czegoś mocniejszego. Mógłby zasnąć w okamgnieniu, jednak na razie nie mógł sobie na to pozwolić. – Gdyby zabijać ich powoli, krzyczeliby równie głośno co arystokracka hołota.

– Lubisz mówić.

– A ty milczeć.

– Nic się przed tobą nie ukryje.

– Nie drwij – warknął Dax, spluwając w stronę kapturnika. – Mędrcy i ich drobne szpilki… ja też potrafię je wbijać.

Uniósł sztylet na wysokość oczu.

Pierwszy raz głowa w kapturze skierowała się w jego stronę. Czarne jak węgiel oczy spojrzały na Daxa, którego przeszedł nagły dreszcz.

Czy on jest człowiekiem? – zastanowił się, lecz nie dał po sobie poznać lęku.

Nieznajomy nie odwrócił wzroku.

– Mieszam ludziom w głowach – oświadczył po dłuższym milczeniu.

– Co?

– Pytałeś, kim jestem. Można uznać, że to moja profesja. Szewc robi buty, kowal broń, handlarz handluje…

– Kurwa rucha za pieniądze, a urzędnicy na pieniądze – rzucił Dax, mając już dość tej wyliczanki. – A kuglarz pierdoli? Tym właśnie jesteś, prawda? Zacznę wołać na ciebie: trefniś.

– Jestem Sergio, ale możesz mnie nazywać, jak chcesz – oznajmił wciąż nieruchomy kapturnik. – Saril cię uwolnił, prawda?

Dax zmarszczył brwi. Na chwilę zapatrzył się w ogień, czuł zawroty głowy z głodu.

– Skąd wiesz?

Jakaś cząstka mężczyzny miała ochotę opuścić to miejsce, szybko jednak otrząsnął się z tego uczucia, uznając je za absurdalne. On nigdy nie uciekał – to inni uciekali przed nim. Sergio będzie błagał o śmierć, zanim z nim skończy.

– Skalna Dolina to mój dom. Codziennie inna grota, inna historia przy ognisku. Katakumby w dolinie wyglądają jak nić wyjątkowo pracowitego pająka. Znam Sarila, czasem wysyła mi jedzenie, ale ostatnio tylko takie najgorszego sortu.

Dax zorientował się, że wciąż zaciska dłoń na sztylecie. Chciał go odłożyć, jednak zrezygnował z tego pomysłu.

– No to gdzie masz to jedzenie? – zapytał wreszcie.

Kącik ust pod kapturem drgnął.

– A na co masz ochotę?

– Gulasz z merrtira i warzywa w zasmażce z boczku. Do tego darkańskie piwo, ale prawdziwe, nie te szczyny, które podają w przydrożnych tawernach. – Dax wyszczerzył żółte zęby. – No i dziwkę, której, jak skończę, nikt nie będzie chciał tknąć nawet kijem.

Sergio bez wahania sięgnął po duży pakunek, którego Dax wcześniej nie zauważył.

Po chwili między nimi stały trzy butelki darkańskiego, zapieczętowane. Sergio wstawił również dwa kamienne naczynia w ogień. Gdy tak sięgał do ogniska, dało się dostrzec jego nienaturalnie długie, szare palce.

Gdybym je ścisnął, czy pękłyby jak łamane gałązki? – zastanowił się Dax.

– Dużo tam jeszcze masz? – zapytał zamiast tego, wychylając się w stronę pakunku.

– Nie mam tylko dziwki – odpowiedział tym samym dziwnym, zachrypniętym głosem.

Dax sięgnął po odrzuconą wcześniej, mokrą koszulę i owinął nią dłoń. Kiedy podniósł kamienną pokrywę, jego oczom ukazało się parujące danie – gulasz z merrtira, o który prosił.

Zamarł.

Przez ułamek chwili ważył pokrywę w dłoni – wydawała się nienaturalnie ciężka.

– No tak. – Odetchnął i odstawił garnek. – Saril powiedział ci o życzeniu skazańca, prawda? Dobry z ciebie trefniś.

Przysunął do siebie posiłek.

Głód nie pozwolił mu dłużej czekać. Oderwał kawałek mięsa i wpakował go do ust. Przełknął zbyt szybko, od razu sięgając po kolejny kawałek. Mięso było miękkie, rozpadało się w ustach i ociekało tłuszczem.

Sięgnął po butelkę. Przechylił ją bez namysłu. Piwo było gęste, ciężkie, gorzkie – dokładnie takie, jakiego pragnął. Pociągnął jeszcze większy łyk. Piana spłynęła mu po brodzie.

Sergio tylko patrzył.

– Mówisz, że tu mieszkasz – rzucił Dax, przełykając. – Nie boisz się tych stworzeń… tych, co jedzą zwłoki?

– Opowiedz mi o nich.

Dax prychnął, nie przerywając jedzenia.

– W tych grotach mieściły się kiedyś grobowce. – Niepokój odpłynął wraz z ciepłem piwa. Zbyt łatwo. – Jakiś kult, Namnona czy innego gówna, składał tu zmarłych. A potem ghule zaczęły ściągać całymi stadami. Napęczniałe cielska bogatych grubasów to dla nich uczta. – Pociągnął kolejny łyk piwa. – Ponoć te maszkary uciekają przed hałasem, więc nie ma czego się obawiać.

Głowa pod kapturem odwróciła się ku wyjściu.

– W takim razie nie będę się obawiał – odparł Sergio. – Martwym i tak nie robi różnicy, czy pożrą ich robale, czy coś większego. Powinieneś raczej lękać się tych, co jedzą żywych.

Piorun uderzył gdzieś blisko. Huk wypełnił grotę, odbił się od ścian i wrócił echem. Dax odruchowo zasłonił uszy.

– Te stworzenia utrzymują ofiarę przy życiu, podczas gdy ją rozrywają, kawałek po kawałku – podjął po chwili Sergio. – Jesteś żywy, ale nie poruszysz się, nie krzykniesz. Gdy już z tobą skończą, zostawiają resztki ghulom.

– Obrzydliwe – odparł Dax, wpychając do ust kolejny kawałek mięsa – ale musisz się bardziej postarać. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, jak można by dać się wziąć żywcem takiemu potworowi.

– Nie wiem, jak to robią – odparł Sergio, wzruszając kościstymi ramionami. – Sposobów jest zapewne wiele. Może potrafią mieszać ludziom w głowie, tak jak ja… a może podają swoim wygłodniałym ofiarom zatrute jedzenie?

Mężczyzna zatrzymał dłoń w połowie ust, spoglądając na ociekającego tłuszczem merrtira. Misa była już prawie pusta, opróżnił dwa piwa, a nieznajomy wciąż trwał w miejscu.

Nawet nie tknął jedzenia. Ta myśl uderzyła go nagle i przyprawiła o mdłości.

– Bez obaw, nie jest zatrute – powiedział Sergio.

– Gdyby te twoje stworzenia miały takie żarcie – uniósł otrzymany od Sergio gulasz i wskazał brodą piwo – to same by je zeżarły, zamiast łapać mnie na wędkę.

Mimo to wściekłość wzięła nad nim panowanie. Nie chciał jej zatrzymać. Wstał i cisnął butelkę w ogień. Nie potrzebował już towarzystwa do rozmowy. Uczta przy akompaniamencie krzyków Sergio wydawała się znacznie ciekawsza.

– Mówiłem, żebyś ze mnie nie drwił – warknął. – Sam się o to prosiłeś.

 

***

 

Dax nie próżnował, zanim zamknęli go w tej ciemnej, wilgotnej norze zwanej celą. Niewiele wcześniej dostał polecenie zastraszenia bogatego kupca poprzez zabicie dowolnego członka jego rodziny. Dowolnego – to lubił.

Jego oprychy obserwowały ofiarę dzień i noc: Isnela, jego żonę i śliczne dwunastoletnie bliźniaczki. Choć już wtedy Dax stąpał po cienkim lodzie i myślał o zmianie otoczenia, zdecydował się na tę ostatnią przyjemność. Ze względu na dziewczynki.

– Najpierw paznokcie. Potem zęby – powiedział, jakby opisywał przepis, a nie wspomnienie. Spojrzał na Sergio, próbując dojrzeć jakikolwiek ruch nieznajomego świadczący o emocjach: – Później wykonałem jeszcze akcję, którą nazywam odwróceniem. Wyłamałem młodej wszystkie palce do zewnątrz.

Czasem mięśnie wciąż drgały, jakby próbowały czegoś dosięgnąć. Zawsze go to bawiło.

– Wtedy mówię: potrzymaj mi łamak, bo muszę zająć się twoimi nóżkami. – Kręciło mu się w głowie od piwa, ale kontynuował. – Najważniejsze, żeby ojciec patrzył. Pracowałem dalej, czekając aż wściekłość przegra z rozpaczą. Gdy wiedziałem, że jest już miękki, kazałem przyprowadzić drugą. – Uśmiechnął się i uniósł palec, żeby nadać swoim słowom odpowiedniej wagi. – Tą też mogę się zająć, powiedziałem mu.

Sergio pokiwał głową – Dax nie wiedział, czy z uznaniem, czy tylko na znak, że słucha.

– Lubisz znęcać się nad dziećmi? – zapytał, wbijając w niego diabelskie oczy.

Dax obserwował długie cienie tańczące na ścianie jaskini. Świat wirował.

Ani śladu szkła, uświadomił sobie. Przed chwilą groził nieznajomemu, wstał i cisnął butelką. Rozprysnęła się po kamieniach, prawda?

Do licha! Co tu się wyprawia? Nie miał w zwyczaju zwierzać się swoim przyszłym ofiarom. Jak dał się wciągnąć w opowieść o bliźniaczce?

Ile wypiłem? – zastanowił się, spoglądając na butelkę, na której dnie pozostała resztka gęstego płynu. Nie pamiętał, za dużo.

Muszę się otrząsnąć, powtarzał w głowie raz po raz. Ponownie spojrzał ponad Sergio – ściany zaczęły się rozmywać, albo był tak pijany, albo…

– Czy ja nie żyję? – zapytał wreszcie.

Tylko to miało sens. Zginął na szlaku, gdy ześlizgnął się w otchłań. Uważnie spojrzał na dłonie. Lewa wciąż była mocno poharatana, krew zaschła, ale rana była głęboka, aż do kości. Dlaczego nie boli?

– Nie, skądże – odparł rozbawiony pytaniem Sergio. – Żyjesz.

Zapadła zupełna cisza, którą zmąciły nagłe, dzikie wrzaski – ghule. Wyczuły mięso i czaiły się blisko, mając nadzieję na zgarnięcie ochłapów. Może nawet napaści na śpiących podróżnych.

– Sam stwierdziłeś, że boją się żywych – powiedział Sergio, wyczuwając jego wahanie. – Kontynuuj. Lubisz się znęcać nad dziećmi?

– Może i lubię – podjął wreszcie Dax, próbując zyskać więcej czasu na otrzeźwienie. – Natomiast patrzenie w oczy Isnela było… sam nie wiem. Obserwowanie najpierw wściekłości, potem wysłuchiwanie próśb. Na końcu patrzenie, jak w jego oczach gasła nadzieja. To było coś. Zresztą szkoda, że nie widziałeś jego miny, jak wsadziłem łamak w pogruchotaną dłoń dziewczynki, a potem jak gdyby nigdy nic zacząłem obracać drugą dłoń!

Dax zaśmiał się, rozlewając część piwa. Znów wziąłem je do dłoni? Kiedy?

Wiedział, że po tak dużym posiłku i piciu wygłodzony organizm powinien zareagować wymiotami lub choćby drobnymi mdłościami. On czuł się natomiast ogłupiony i ospały. Mógłby zasnąć tu i teraz – w pozycji siedzącej, z głupim uśmieszkiem na twarzy. Zachowywał się jak ktoś całkiem obcy.

– Czy uważasz się za potwora?

Dax nie odpowiedział. Odpływał w objęcia snu. Gdy zamknął oczy, pod powiekami ukazała mu się rozmazana postać. Klęczała nad nim. Z dłoni widma odrywały się mroczne fragmenty cienia i skapywały na ziemię.

Coś uderzyło go w twarz. Natychmiast otworzył oczy.

Wciąż siedział na kamieniu przy strzelającym iskrami ognisku. Sergio znajdował się naprzeciw. Nie wstał ani razu, odkąd przyszedł tu Dax.

– Mamy mało czasu – powiedział.

– Nie jestem potworem. Potwory są tam. – Wskazał wyjście z jaskini. – Ghule, wypaczeni, słudzy ciemności… całe to ścierwo.

Śmiech Sergio odbił się echem od ścian. Zimny, krótki.

Dax obrócił głowę w lewo. Zdawało mu się, że dźwięk dochodził stamtąd – był przy jego uchu.

– Ciekawy punkt widzenia. Ghule i wypaczeni nie mają świadomości, ale słudzy ciała to inteligentne stworzenia. Ghule jedzą to, co martwe – uśmiechnął się krzywo – my więc jesteśmy gorsi. Zabijamy dla pokarmu, one zjadają to, co znajdą. Są wolne od samego aktu zabijania.

– Ohydztwo! – skwitował Dax, zsuwając się z kamienia i opierając o niego plecy.

– Inteligentne gatunki są niezwykle zróżnicowane. Nie ma dobrych lub złych ludzi. Są tylko odcienie szarości. Tak samo jest z moją rasą. – Sergio nie patrzył na Daxa. Zdawało się, że mówi o czymś, co fascynowało go od dawna. – Ciekawe, że ci dobrzy, działający zgodnie ze sztucznie wytworzonym kodeksem moralności, uważają, że potwory należy zabijać. Czym jest potwór? Niszczycielska bestia bez własnej świadomości i zdolności do wybiegania myślami w przód? A może inteligentne stworzenie, któremu cierpienie innych sprawia radość? – Sergio nachylił się w stronę mężczyzny i dodał: – W pojęciu moralności ludzkiej jesteś potworem, Dax.

Zakapturzony wstał powoli.

Imponował wzrostem, nawet przy Daxie. Gdy tylko ruszył się z miejsca, zdawał się sunąć w powietrzu, zamiast kroczyć jak śmiertelnik. Długa szata przylgnęła do ciała, które zdawało się mieć same kości.

Dax przypomniał sobie słowa psalmu jednej ze świętych ksiąg Końca, związanych z Cyklami:

 

I przyszła Śmierć,

odziana w łachmany.

Nad głową gęsty mrok

ludzkość u jej stóp.

 

Dax próbował zerwać się na równe nogi.

– Zostaw mnie. Odejdź! – krzyknął.

Nogi odmówiły posłuszeństwa. Odrętwienie ogarnęło go całego i opadł z powrotem na ziemię.

– Nie mam zamiaru się zbliżać – odparł Sergio spokojnie. – To była miła pogawędka.

– Nie zabijesz mnie?

Jedzenie było zatrute, zostawi mnie na pastwę ghuli. Ta myśl sprawiła, że ponownie spróbował dźwignąć się na nogi. Tym razem z sukcesem.

– Mój drogi… – Sergio przesunął się bliżej ogniska. Światło musnęło jego twarz, szarą i kościstą, na której zakwitł uśmiech zbyt szeroki, by był ludzki. Zęby cienkie, długie, przypominały igły. – Dziękuję za ucztę.

– Przecież nic nie zjadłeś – powiedział Dax, rozglądając się bezradnie.

– Ależ to ty nic nie zjadłeś – zaśmiał się cicho.

Gulasz zniknął.

Nie rozsypał się, nie wyparował – po prostu go nie było. Tak samo pozostałych dań, a nawet kamiennych mis. Tylko ognisko strzelało iskrami.

Dax cofnął się o krok. Dopiero wtedy to zobaczył. Przy ognisku leżał mężczyzna. Brzuch miał rozpruty, a wnętrzności niemal zniknęły. Dax wpatrywał się w ciało, próbując zrozumieć, skąd się wzięło.

Sergio już tam był. Klęczał nad zwłokami, pochylony, z dłońmi czerwonymi od krwi. Jego usta szeptały coś do leżącego.

Ależ zjadłem. To ty nic nie zjadłeś.

Słowa zabrzmiały w głowie Daxa.

I wtedy ciało poruszyło się. Jęknęło cicho.

– Co to za magia?! – krzyknął Dax.

– Co to za magia?! – powtórzyła jak echo zjadana ofiara.

Świat zawirował. Ogień, kamienie, jaskinia – wszystko obróciło się i runęło. Dax leżał teraz na plecach, sparaliżowany, a nad nim pochylał się Sergio.

Czarne jak smoła oczy wpatrywały się w niego z bliska.

– Lubię tak czasem pogawędzić podczas posiłku – szepnął. – Nie ma tu zbyt wiele stworzeń. Tylko te, które mi podsyłają. – Nachylił się jeszcze bliżej. – Niestety muszę już iść.

Dax leżał na zimnym podłożu, czuł się, jakby ktoś wbijał w niego tysiące małych igieł, a świadomość ciała wracała falami. Chciał wtedy krzyczeć, lecz nie był w stanie.

– Przestaje działać – powiedział Sergio tonem, który imitował zatroskanie.

Dax mógł tylko obserwować, jak ostre zęby Sergio zbliżają się do jego karku. Spodziewał się kolejnej fali bólu. Zamiast tego poczuł znajome ugryzienie – dokładnie to samo, które poczuł, gdy ześlizgnął się z kamieni i rozerwał dłoń.

Czy cała reszta była iluzją? Sergio prowadził go tutaj jak owieczkę na rzeź.

– To powinno pomóc na ból – powiedział Sergio – i utrzymać cię przy życiu jeszcze chwilę.

Dax próbował krzyczeć. Nie był w stanie poruszyć swego ciała nawet o cal. Krzyk uwiązł mu w gardle. W uszach odbijały mu się jedynie słowa Sergio oraz powarkiwania żądnych mięsa ghuli.

Proszę… nie! – powtarzał w myślach, jakby spodziewając się, że ktokolwiek go usłyszy. Kątem oka dostrzegł zwabione zapachem stworzenia, wdzierające się do wnętrza jaskini, szare, opuchnięte i cuchnące zgnilizną. Ich ciała były powykręcane niczym ludzkie karykatury.

– Tak jak mówiłem, muszę już iść. – Sergio stanął na równe nogi i zaczął sunąć w stronę wyjścia. – Ghule się niecierpliwią.

Dax zamknął oczy, modląc się, by jad złagodził ból.

Koniec

Komentarze

Bardzo dobrze się czytało. Świetnie ukazujesz moralność i jej odcienie szarości. Tworzysz wciągający klimat – z przyjemnością przeczytam coś więcej z tego uniwersum. Zostawiam klika i pozdrawiam.

Mocne, duszne i bardzo skuteczne: otwarcie na skałach świetnie „czuć” w ciele, Dax jest konsekwentnie odrażający (bez usprawiedliwiania), a Sergio buduje niepokój detalem i spokojem aż do naprawdę dobrego, nie-taniego twistu z „ucztą”. Gdybym mógł kliknąć kilka razy, kliknąłbym za klimat, konstrukcję napięcia i finał, który zostaje pod skórą.

Melendur88

Hej, Adexx

Dziękuję za miły komentarz i za klik – no i za betę!

Na pewno coś z uniwersum jeszcze wrzucę, chociaż nie wiem jeszcze, kiedy to będzie. Po głowie chodzą mi 3 szorty, które pewnie rozciągną się na 25 tys. znaków ;)

 

Hej, melendur88

Twój komentarz to miód na moje uszy. Cieszę się, że twist okazał się smakowity ;)

 

a Sergio buduje niepokój detalem i spokojem

Sergio, plus klimat, to były dwie rzeczy, nad którymi chciałem najmocniej popracować przy tym opowiadaniu.

Gdybym mógł kliknąć kilka razy, kliknąłbym za klimat, konstrukcję napięcia i finał, który zostaje pod skórą.

Miło mi bardzo :) 

 

Pozdrawiam!

Początek trochę mi się dłużył – bohater się wspina, wspina i właściwie niewiele się dzieje. Ale po spotkaniu faceta w kapturze zaczęło być ciekawie. 

Ciekawe, w jaki sposób skłonił ludzi, żeby przysyłali mu posiłki. Pewnie odpowiedni faceci zawsze znajdą kogoś odpowiedniego i nie trzeba ich długo przekonywać…

Babska logika rządzi!

Hej, Finkla

Dziękuję za przeczytanie – i za klik :)

 

Początek trochę mi się dłużył

No… przyznam, że nie bardzo się śpieszyłem w tym opowiadaniu. Chwała betującym, bo dzięki nim ten początek i tak został skrócony.

 

Ciekawe, w jaki sposób skłonił ludzi, żeby przysyłali mu posiłki. Pewnie odpowiedni faceci zawsze znajdą kogoś odpowiedniego i nie trzeba ich długo przekonywać…

Gość taki jak Sergio, ma swoje sposoby ;) Mam nadzieję, że jeszcze wrócę do tego w innych tekstach.

Pozdrawiam :)

Prawda, utalentowana postać. ;-)

Babska logika rządzi!

Witaj. :)

Fragment Przedmowy: „Dołączajcie do uczty przy ognisku” skojarzył mi się ze słynnym przebojem Kabaretu Elita. :)

Osobne ukłony za wskazanie wulgaryzmów oraz brutalności – wiem, z czym się będę mierzyć. :))

 

Wątpliwości oraz sugestie co do strony językowej (zawsze – tylko do przemyślenia):

Dax chciał zakląć, lecz z gardła wyrwał mu się jedynie nic nieznaczący warkot.

To koniec – przemknęło mu przez głowę. – powtórzenie?

Noc zapowiadała się zimna i bezlitosna. Spanie pod gołym niebem, z którego bogowie wciąż ciskali błyskawicami dla rozrywki.

– Vicami, er haine! – ryknął w stronę nieba. – powtórzenie; środkowe zdanie wydaje się nie mieć dokończenia, jakby było urwane (?)

Nie dalej niż kilkanaście metrów, znajdowała się kolejna chorągiew. – zbędny przecinek?

Wśród skał otoczonych chorągwiami, dostrzegł jamę. – i tu?

Teraz wypiłby nawet i najgorsze szczyny (przecinek lub myślnik?) takie, które podawali na pograniczu.

Kamienne, nieociosane ściany mówiły dużo o wieku tego miejsca – grota musiała powstać przed poprzednim Cyklem. – aliteracja?

Skradanie się nie miało sensu, ktokolwiek znajdował się wewnątrz – strachliwy kupiec (przecinek?) czy oddział wojska – na pewno już wiedział o jego przybyciu.

Ostrze zalśniło w ogniu, a na jego twarzy pojawił się uśmiech – ten sam, którego tak mocno obawiały się nie tylko jego ofiary, ale i współpracownicy. – powtórzenie?

Pociągnął za odpowiednie sznurki i czekał. Przez lata udało mu się zdobyć odpowiednią reputację. – i tu?

Ostatnie cztery lata zajmował się właśnie tym – eliminowaniem problemów. Był w tym tak dobry, że z czasem pozyskał arystokratycznych klientów o sakwach ciężkich od złota. – i tu?

Żółty szlak był śmiertelnie niebezpieczny, jednak dla osób takich (albo tu też przecinek, albo kolejny usunąć?) jak on, stanowił jedyną realną szansę na ucieczkę.

Kilka dni głodówki odcisnęły na nim piętno. – składniowy?

Gdyby zabijać ich powoli, krzyczeliby równie głośno (przecinek?) co arystokracka hołota.

Pierwszy raz, głowa w kapturze skierowała się w jego stronę. – zbędny przecinek?

Zacznę wołać na ciebie (dwukropek i potem kursywą?) trefniś.

– No i dziwkę, z którą jak skończę, nikt nie będzie chciał tknąć nawet kijem. – składniowy?

Przez ułamek chwili ważył pokrywę w dłoni – wydawała się nienaturalnie ciężka.

– No tak. – Wypuścił ciężko powietrze i odstawił garnek. – powtórzenie?

Jakiś kult, Namnona czy innego gówna, zaczął tu składać zmarłych. A potem ghule zaczęły ściągać całymi stadami. – i tu?

– W takim razie nie będę się obawiał. – odparł Sergio. – błędny zapis dialogu (zbędna kropka w środku)?

– Martwym i tak nie robi różnicy (przecinek?) czy pożrą ich robale, czy coś większego

Ponownie spojrzał ponad Sergio – ściany zaczęły się rozmywać (przecinek lub myślnik?) albo był tak pijany, albo…

Wiedział, że po tak dużym posiłku i piciu, wygłodzony organizm powinien zareagować wymiotami lub choćby drobnymi mdłościami. – zbędny ostatni przecinek?

Zdawało mu się, że dochodził dźwięk stamtąd – był przy jego uchu. – składniowy?

 

Czemu tak różnie piszesz ten wyraz?:

Czy bogowie postanowili mnie ocalić, czy może wchodzę prosto w paszczę Śmierci?

I przyszła śmierć,

odziana w łachmany.

 

– Nie zabijesz mnie?

Jedzenie było zatrute, zostawi mnie na pastwę ghuli.-powtórzenie?

 

– Przecież nic nie zjadłeś. – powiedział Dax, rozglądając się bezradnie. – ponownie błędny zapis dialogu – zbędna kropka w środku?

 

Zakończenie mocne, przerażające, wręcz makabryczne. Jak w sumie cała historia. :) Odczytuję tekst jako sprawiedliwą karę za dokonane w życiu okrucieństwa. :) Mimo zamknięcia całości mam wrażenie, że to może być fragment/rozdział obszernej powieści o arcyciekawym, mrocznym świecie fantasy. ;)

Pozdrawiam serdecznie, klik. :)

Pecunia non olet

Hej, bruce!

 

Fragment Przedmowy: „Dołączajcie do uczty przy ognisku” skojarzył mi się ze słynnym przebojem Kabaretu Elita. :)

Aż sobie posłuchałem… gdybym słuchał tego, do pisania “Uczty” to tekst wyglądałby zupełnie inaczej :)

 

Poprawki zrobione – sporo. Ale mam nieliczne wątpliwości:

 

Kamienne, nieociosane ściany mówiły dużo o wieku tego miejsca – grota musiała powstać przed poprzednim Cyklem. – aliteracja?

Czy to jest błąd, który trzeba naprawić? Niby rozumiem, o co chodzi, ale nie wiem, czy powinienem to zmieniać.

 

Kilka dni głodówki odcisnęły na nim piętno. – składniowy?

Wydaje mi się, że powinno być właśnie “odcisnęły” a nie “odcisnęła/ło” bo te kilka dni odcisnęły na nim właśnie piętno.

 

– No i dziwkę, z którą jak skończę, nikt nie będzie chciał tknąć nawet kijem. – składniowy?

Tu mam duży problem. Generalnie miałem problem z napisaniem tego zdania. Nie widzę tu błędu. Możesz mi pomóc z tym zdaniem? :)

 

I przyszła śmierć,

Tak – w obu miejscach jest teraz dużą literą.

 

Zakończenie mocne, przerażające, wręcz makabryczne. Jak w sumie cała historia. :) Odczytuję tekst jako sprawiedliwą karę za dokonane w życiu okrucieństwa. :)

Super. Dziękuję, tak dokładnie miało być… trochę tego okrucieństwa nawet uciąłem.

 

Mimo zamknięcia całości mam wrażenie, że to może być fragment/rozdział obszernej powieści o arcyciekawym, mrocznym świecie fantasy. ;)

Co prawda kontynuacji konkretnie tego wątku nie planuję, to masz dobre wrażenie. Sergio jest jedną z grywalnych postaci w moim RPG. Planuję mu też kolejne opowiadania i coś dłuższego – może w opowiadaniu tego jeszcze nie widać, ale jest to gość, któremu czasem puszczają nerwy.

Świat Cykli jest dość spory, bo jest w nim kilka kampanii RPG, opowiadań i rozpisanych pomysłów na dłuższy format. Wałkuję to od lat, ale dopiero ostatnio dopracowałem wszystko i zaczynam realizować te pomysły.

 

Dziękuję serdecznie za przeczytanie, komentarz i za klik!

Pozdrawiam serdecznie :)

 

I ja bardzo dziękuję. :)

Aż sobie posłuchałem… gdybym słuchał tego, do pisania “Uczty” to tekst wyglądałby zupełnie inaczej :)

Tak myślę. laugh Jestem wychowana na utworach wspomnianego Kabaretu i – ogólnie – “Powtórce z Rozrywki”, stąd też takie, luźne skojarzenie. ;) 

 

Co do aliteracji, mam tu na Portalu zawsze zwracaną na nie uwagę, zatem wolę też dopytać, czy to celowy zabieg, czy nie. ;)

 

Wydaje mi się, że powinno być właśnie “odcisnęły” a nie “odcisnęła/ło” bo te kilka dni odcisnęły na nim właśnie piętno.

 

Zgrzytało mi podczas czytania, bo lepiej by mi brzmiało: “odcisnęło”, gdyż to nie są same “dni”, lecz “kilka dni”, ale specem nie jestem, mogę się mylić, zostaw, jeśli lepiej Ci brzmi po staremu. :) 

 

 

– No i dziwkę, z którą jak skończę, nikt nie będzie chciał tknąć nawet kijem. – składniowy?

Tu mam duży problem. Generalnie miałem problem z napisaniem tego zdania. Nie widzę tu błędu. Możesz mi pomóc z tym zdaniem? :)

 

Ja bym tu dała tak:

– No i dziwkę, której, jak skończę, nikt nie będzie chciał tknąć nawet kijem.

 

Lecz – pewności nie mam, niestety, przepraszam. :) 

 

Powodzenia zatem w dalszym pisaniu, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Pobetowo wspomnę, że opowiadanie dla mnie jest nieco zbyt brutalne, ale czyta się znakomicie.

Zwłaszcza od momentu, kiedy zaczyna się czuć niepokój, który akapit po akapicie narasta. 

No i chwała Ci autorze, za przedstawienie sylwetki bohatera, bo wcale go nie żal. Choć wyobrażać sobie strach. 

delulu managment

Bruce

Co do aliteracji, mam tu na Portalu zawsze zwracaną na nie uwagę, zatem wolę też dopytać, czy to celowy zabieg, czy nie. ;)

Na razie uznajmy, że jest to celowy zabieg. Zapoznam się dokładniej z tematem i pomyślę.

 

Zgrzytało mi podczas czytania, bo lepiej by mi brzmiało: “odcisnęło”, gdyż to nie są same “dni”, lecz “kilka dni”, ale specem nie jestem, mogę się mylić, zostaw, jeśli lepiej Ci brzmi po staremu. :)

Z tym zrobię tak samo. Na chwilę obecną zostawię, ale dodam sobie w docs komentarz do tego i spróbuję dowiedzieć się co z tym zrobić.

 

– No i dziwkę, której, jak skończę, nikt nie będzie chciał tknąć nawet kijem.

O… lepiej. Dziękuję i poprawiam.

 

Dziękuję serdecznie Bruce! :)

 


Hej, Ambush

 

Pobetowo wspomnę, że opowiadanie dla mnie jest nieco zbyt brutalne, ale czyta się znakomicie.

Zwłaszcza od momentu, kiedy zaczyna się czuć niepokój, który akapit po akapicie narasta. 

Dziękuję serdecznie za betę, za ten komentarz i za klik. Wyszło brutalnie – ale cieszę się, że czytało Ci się znakomicie :)

 

No i chwała Ci autorze, za przedstawienie sylwetki bohatera, bo wcale go nie żal. 

A proszę bardzo. Niestety mam słabość do takich bohaterów :/ Może spróbuję coś innego w przyszłości.

Pozdrawiam serdecznie ;)

Ukłony, Szanowny Autorze, pozdrawiam i także dziękuję. :)

Pecunia non olet

Bardzo dobre opowiadanie.

Wciągnęło mnie i było na tyle ciekawe, że trudno było się oderwać aż do samego końca.

Szczególnie dobrze wypadła „gadana” część przy ognisku – czyta się ją z dużym zainteresowaniem.

Ciekawy jest też dobór bohaterów: żadna z postaci nie jest pozytywna, co dobrze współgra z myślą, że „są tylko odcienie szarości”.

Gratuluję pomysłu i wykonania.

Pozdrawiam i klikam.

rr

Hej, Robert Raks

Bardzo ucieszył mnie Twój komentarz :) Cieszę się, że tekst tak Cię wciągnął.

 

„są tylko odcienie szarości”.

Dark fantasy i odcienie szarości to temat, który coraz częściej wałkuję. Na pewno jeszcze wrócę do tego świata.

 

Dziękuję za miłe słowa, komentarz i klik. Biblioteko przybywam! ;)

Pozdrawiam serdecznie

Spieszmy się czytać opka, obowiązki lożańskie tak szybko nadchodzą…

 

Dziń dybry, Ramshiri,

 

Zaimponowałeś mi ostatnio “Świetlaną przyszłością”, toteż z podrasowanym zainteresowaniem przechodzę do czytania:

 

Świat zanurkował.

O! Ciekawa perspektywa. Tak jak często się spotyka “świat zawirował”, tak można przecież użyć “świat zanurkował”. Genialne!

 

Znalazł oparcie dla stóp, najpierw jednej, później drugiej. Dopiero po dłuższej chwili uspokoił oddech.

Zaraz, to on nie wpadł do wody?

 

Błyskawica rozerwała świat na dwoje. Przez moment krajobraz rozświetlił się, ukazując setki ton skał, przypominające niekończące się cmentarzysko.

Hm, a gdyby tak:

→ Błyskawica rozerwała świat na dwoje i rozświetliła krajobraz. Setki ton skał przypominały nieskończone cmentarzysko.

Jak uważasz? Moim zdaniem jest nieco lepiej. No i zredukowałam tę wstrętną siękozę.

 

Ze skał wystawał spróchniały kij, na którym przywiązano miotany wiatrem skrawek wyblakłego już materiału. Jeżeli bogowie postanowili go jednak ratować, to żałował, że nie obraził ich wcześniej.

Zebrał siły i wyszarpnął ze szczeliny wielką, owłosioną dłoń. Kolejny błysk odsłonił oderwany płat skóry, krew i coś białego.

Chwilę mi zajęło, by zrozumieć, że wyjął własną dłoń ze szczeliny. Barwne opisy sprawiły, że zapomniałam już o utknięciu dłoni bohatera w szczelinie, no i rozproszył mnie jeszcze ten kij (i nie wiedziałam, czy ten kij okazał się czyjąś dłonią jakiegoś nieszczęśnika). Dlatego mimo że jestem przeciwniczką nadużywania zaimków i sama ciągle pracuję nad ich redukcją we własnych opowiadaniach, to dodałabym jakiś zaimek, żeby czytelnik nie miał wątpliwości.

→ Zebrał siły i wyszarpnął ze szczeliny swoją wielką, owłosioną dłoń.

 

Kolejny błysk odsłonił oderwany płat skóry, krew i coś białego.

Kość.

Lepsze to niż sznur kata – pomyślał, gdy do jego nozdrzy napłynął metaliczny zapach krwi.

Splunął na krwawiącą dłoń, zacisnął palce, raz, drugi, trzeci. Ból uderzył z siłą młota, lecz Dax był na niego przygotowany. Droga do wolności często płynie krwiąDlaczego zawsze moją? – miał ochotę zapytać.

Trochę dużo tej krwi.

Może krwawiącą zastąpić poranioną?

 

Legend o Skalnej Dolinie krążyło tyle, co chętnych na darmowe piwo

Hehe :)

 

Zresztą wkroczyć nie oznaczało przeżyć, a przeżyć, nie oznaczało być w stanie o tym opowiedzieć.

Hm, ładne, fajne.

 

Dax zagłębił się w otworze, zmuszając do ostrożności.

Zmuszając kogo do ostrożności? Brak podmiotu.

 

Był zachrypnięty, suchy… i dziwnie pozbawiony emocji.

Wielokropek dałabym po i.

→ Był zachrypnięty, suchy i… dziwnie pozbawiony emocji.

 

Zaczynał co prawda od drobnych kradzieży, ale dość szybko zorientował się, że z taką sylwetką daleko w tym fachu nie zajdzie. Pobicia i wymuszenia przychodziły naturalnie.

Czyli jaką sylwetką? W sensie, że był zbyt duży, by się skradać?

 

Nic dziwnego, że wystarczyło kilka słów do strażnika, a więzienne kraty stanęły dla niego otworem.

Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Arystokraci wtrącili Daxa do więzienia, bo bali się, że nagle jego ludzie zaczną chlapać jęzorem? A wcześniej się nie bali?

 

Dziwiło mnie, jak dziecinnie proste było rozłupanie jego czaszki.

Odpowiedziało mu jedynie milczenie. Głuche. Wwiercające się w czaszkę.

Można jedną czaszkę zastąpić głową.

 

Czy on jest człowiekiem? – zastanowił się, lecz nie dał po sobie poznać zaniepokojenia.

A może lęku? Lepiej wybrzmi wtedy całe zdanie.

 

– Kurwa rucha za pieniądze, a urzędnicy na pieniądze

Dobre, nie znałam tego wcześniej :)

 

Do tego Darkańskie piwo

Czemu z dużej litery?

 

– Dużo tam jeszcze masz? – zapytał zamiast tego, wychylając się w stronę pakunku.

– Nie mam tylko dziwki – odpowiedział tym samym dziwnym, zachrypniętym głosem.

Hahaha, świetne ;p

 

Kiedy podniósł kamienną pokrywę, jego oczom ukazało się parujące danie – gulasz z merrtira, o który prosił.

Zastygł.

Gulasz zastygł? :)

 

– Te stworzenia utrzymują ofiarę przy życiu, podczas gdy ją rozrywają, kawałek po kawałku – podjął po chwili Sergio. – Jesteś żywy, ale nie poruszysz się, nie krzykniesz. Gdy już z tobą skończą, zostawiają resztki ghulom.

Zaraz, o jakich stworzeniach on mówi? Myślałam, że mówi o ghulach właśnie.

 

Jego oprychy obserwowały ofiarę dzień i noc: Isnela, jego żonę i śliczne dwunastoletnie bliźniaczki. Choć już wtedy Dax stąpał po cienkim lodzie i myślał o zmianie otoczenia, zdecydował się na tę ostatnią przyjemność. Ze względu na dziewczynki.

– Najpierw paznokcie. Potem zęby – powiedział, jakby opisywał przepis, a nie wspomnienie. – Później wykonałem jeszcze akcję, którą nazywam odwróceniem. Wyłamałem młodej wszystkie palce do zewnątrz.

Czasem mięśnie wciąż drgały, jakby próbowały czegoś dosięgnąć. Zawsze go to bawiło.

– Wtedy mówię: potrzymaj mi łamak, bo muszę zająć się twoimi nóżkami – dodał, spoglądając na Sergio.

Aha, czyli nadal akcja toczy się w jaskini. Ja myślałam, że to znowu retrospekcja. Jest to jednak trochę mylące.

 

Pracowałem dalej, czekając aż strach przegra z rozpaczą.

→ Pracowałem dalej, czekając, aż strach przegra z rozpaczą.

I czemu strach miałby przegrać z rozpaczą? W takiej sytuacji strach i rozpacz są odczuwane równocześnie.

 

uważają że potwory należy zabijać.

→ uważają, że potwory należy zabijać.

 

 

Ale to jest dobre. Poczułam taką satysfakcję z czytania, że aż mimowolnie się wzruszyłam.

Plusów tego tekstu dostrzegam tak wiele, że aż trudno mi je zebrać wszystkie w głowie i wymienić.

Po pierwsze: zwykłe, niepozorne ugryzienie “robaka” na początku tekstu okazało się bardzo istotne i dopięło ładną klamrę na końcu opowiadania.

Po drugie: warsztat, język, styl – chapeau bas!

Po trzecie: główny bohater jako złol rzadko się broni w literaturze i trzeba mieć nie lada umiejętności, by przedstawić go w sposób zachęcający do czytania. Tobie się to udało.

Po czwarte: świetnie pokazałeś wątek zamroczenia, mącenia umysłu, czy jak to inaczej nazwać. Sama czułam się zamotana, zaniepokojona, lekko ogłuszona.

Po piąte: satysfakcjonujące i zmuszające do refleksji zakończenie. Sergio pozbył się Daxa i miał rację, że to on był przecież tak naprawdę potworem, a nie bezmyślne ghule, którymi kieruje jedynie instynkt. Tylko teraz też nasuwa się pytanie: Sergio jest postacią jak najbardziej świadomą, więc on… też jest potworem? A czy można nazwać potworem kogoś, kto pozbywa się potwora? Niezła rozkminka. I właśnie też dlatego to opowiadanie tak mi się spodobało.

 

No i cóż mam więcej rzec, jestem zachwycona. Kliknęłabym, ale opowiadanie już słusznie znajduje się w Bibliotece.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Czołem!

Głód wciąż ściskał mu żołądek, a ból mięśni sprawiał, że każda myśl o dalszej wędrówce była jak kopniak. Nie myślał jednak o poddaniu się – o nie!

Powtórzonko.

Postać przy ognisku najprawdopodobniej trzęsła się już, zdając sobie sprawę z tego, co nastąpi.

Dziwna składnia. Postać przy ognisku najprawdopodobniej już się trzęsła, zdając sobie sprawę z tego, co nastąpi?

 

Holly powyżej wskazała inne, drobne usterki.

 

Tekst skonstruowany z dobrym pomysłem i warsztatem. Atakuje z kilku stron mocnymi wrażeniami, a tu brutalnością, a tu egzystencjonalnością. Wszystko wypada wiarygodnie i naturalnie. Do tego intrygujący język z metaforami.

 

Bardzo dużo czasu zajęło mi zastanawianie się nad nominacją piórkową. Przeszkadzało delikatne wrażenie fragmentaryczności tekstu – wprowadziły je retrospekcje, z jednej strony udane, z drugiej pokazujące świat poza opkiem. Niemniej, lubię fantasy, także dark fantasy, a niesamowicie oddałeś ich klimat. Dam nominację.

 

Pozdrawiam!

Hej, HollyHell91 beeeecki

Nie chcę zostawić tak miłych komentarzy bez odpowiedzi więc dziś krótko. Dziękuję serdecznie! :) Łał! Nie spodziewałem się aż tylu miłych słów – a tu jeszcze nominacja. Razem z tą nominacją, będę miał ich już… jedną :) Tym bardziej mnie to cieszy.

 

Jutro biorę się za poprawki. Wtedy też “nasmaruję” Wam dłuższy komentarz.

Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaję także mój drugi klik, bo tekst ciągle do mnie wraca… :)

Powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję, bruce 

Miło mi bardzo :)

Tyle tu jestem i nie wiem, jak to działa – zaraz sobie doczytam.

 

No i przepraszam, że ten tekst do Ciebie wraca. Nie jest przyjemny ;)

Pozdrawiam

Chyba jak masz od dwójki dyżurnych nominację, to już nawet będziesz głosowany przez Lożę, jeśli dobrze rozumiem. I fajno :)

No to teraz mogę się przyznać, bo i tak dojdzie do nominacji, że ja sama nominuję tekst ;)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej, Dax jest ciekawą postacią, choć zbyt jednolitą, jak dla mnie. Taki zły do szpiku kości ;). I przez całe opowiadanie przekonujesz czytelnika, że nie ma w nim nic, poza złem. No i równocześnie dajesz do zrozumienia, że spotka go kara. I to jest, w mojej ocenie, najsłabszy element opowiadania. Dax jest zły i Dax poniesie karę. Nie ma zaskoczenia, zwrotu akcji, tam gdzie prowadzisz czytelnika, tam czytelnik jest na końcu historii :). Dlatego mi się podobał początek, gdy jeszcze nie wiedziałem wszystkiego. Wędrówka górskim szlakiem jest opisana bardzo dobrze. Środek – czyli przekonywanie mnie, jak zły jest Dax wypada słabiej. Sergio, jest interesujący ale przez chwilę, bo środek histori upewnił mnie, że będzie strasznym potworem, kto wie może nawet zesłanym przez bogów, których Dax przeklina?. No ale już zakończenie, jest ciekawe, bo pułapka stwora jest sprytna i straszna, no i miło, że zostawił coś ghulom;). Podoba mi się, że cały misterny plan Sergio jest zdradzany Daxowi, czyli jak zostanie załatwiony i że ghule też będą miały z niego uciechę, ale w taki sposób, żeby nie zepsuć finału. Czytało się dobrze , klika już nie mogę dać, więc pomyśle, jaki głos oddać w sprawie piórka :). A na razie pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć,

Bardzo spodobało mi się to, że nie epatujesz czytelnika nadmiernym okrucieństwem. Owszem tekst jest mocny i sporo w nim brutalności, ale w mojej ocenie wynika to z przyjętej konwencji dark fantasy i tej brutalności jest tyle ile trzeba i nie więcej. Chwała Ci za to :)

Za majstersztyk uważam też to, że w opowiadaniu, w którym (jeśli odliczyć retrospekcje) niewiele się dzieje, tak wiele się wydarza. Chapeau bas! :)

Hej,

Momenty, które mi zgrzytnęły, może się przyda: (pewnie się powtórzą, bo nie czytałem komentarzy)

– Nie drwij – warknął Dax, spluwając w stronę kapturnika. – Mędrcy i ich drobne szpilki… ja też potrafię je wbijać. – Uniósł sztylet na wysokość oczu.

Czy nie lepiej ostatnie zdanie dać do nowego akapitu? Troszkę mylące.

Sergio będzie błagał o śmierć, gdy z nim skończy.

Hmm. Gdy z nim skończy to będzie martwy, wiec nie będzie błagał o litość. Może: Sergio będzie błagał o śmierć, zanim z nim skończy. 

Zastygł.

Przez ułamek chwili ważył pokrywę w dłoni – wydawała się nienaturalnie ciężka.

– No tak. – Odetchnął i odstawił garnek. – Saril powiedział ci o życzeniu skazańca, prawda? Dobry z ciebie trefniś.

Przysunął do siebie posiłek.

Brakuje podmiotu w całym fragmencie. Brzmi jakby to wszystko robił i mówił gulasz.

 

Świetne opowiadanie. Konsekwentne pokazywanie sylwetki Daxa, żeby czytelnik w pewnym momencie wręcz życzył mu takiego końca, wyszło bardzo dobrze. Postać Sergia tajemnicza, fajnie poprowadzona. Genialnie oddałeś jego mrok. 

Sporo metafor, bystrych uwag. Nawet rubasznego humoru. Ciekawy klimat, zdecydowanie na plus. Ja też uwielbiam retrospekcje, szczególnie jak są osobnym rozdziałem, więc tu też subiektywnie bardzo doceniam.

Fakt, wstęp i wspinaczka dłużyły się, ale od wejścia do jamy ruszyło pełną parą i mnie wciągnęło. 

Swoją drogą świetny tytuł. Prosty, a idealnie pasujący do tekstu. 

Solidnie napisane. 

No, zaimponowałeś mi, to naprawdę dobry tekst, który chętnie polecę do Piórka. 

Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.

EDIT: Mam wrażenie, że tag “obcy” odnosi sie bardziej do kosmitów, przynajmniej ja myślałem, że o tym będzie tekst. Może warto przemyśleć usunięcie go.

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuję, bruce 

Miło mi bardzo :)

Tyle tu jestem i nie wiem, jak to działa – zaraz sobie doczytam.

 

To ja dziękuję za oryginalny tekst, tak mocno zapadający w pamięć. :)

Też nie bardzo wiem, jak to działa, długi czas nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mogę tu dawać jakiekolwiek kliki. :) Ten Portal ma swoje specyficzne zasady, nie sposób wszystkie poznać od razu. :) 

Powyższe komentarze jednak mnie uspokoiły – masz już nominację, brawo! :)

 

No i przepraszam, że ten tekst do Ciebie wraca. Nie jest przyjemny ;)

Pozdrawiam

Piszę tak wyłącznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, zapewniam. :) Wraca, a zatem – nie daje o sobie zapomnieć i ciągle go widzę przed oczami, pamiętam fabułę i myślę o poszczególnych wątkach. :) A to znaczy dla mnie tylko jedno: trzeba nominować! :)

Pozdrawiam także, dzięki, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

EDIT: Mam wrażenie, że tag “obcy” odnosi sie bardziej do kosmitów, przynajmniej ja myślałem, że o tym będzie tekst. Może warto przemyśleć usunięcie go.

Czy ja wiem? Słowa mają różne znaczenia, możemy sobie wybrać dowolne. Czytałam kiedyś tekścik o czekaniu pod drzwiami do łazienki z tagiem “Gra o tron”. Ludziska komentowali, że fajny myk i zabawne wykorzystanie tagu. :-)

Babska logika rządzi!

Czytałam kiedyś tekścik o czekaniu pod drzwiami do łazienki z tagiem “Gra o tron”. Ludziska komentowali, że fajny myk i zabawne wykorzystanie tagu. :-)

Hahah, brzmi ciekawie! :) A pewnie nie pamiętasz już tytułu?

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Czy ja wiem? Słowa mają różne znaczenia, możemy sobie wybrać dowolne. Czytałam kiedyś tekścik o czekaniu pod drzwiami do łazienki z tagiem “Gra o tron”. Ludziska komentowali, że fajny myk i zabawne wykorzystanie tagu. :-)

Hahaha, no okej, ale tam słowa zagrały świetnie i było to raczej celowe, pomysłowe. 

To oczywiście Ramshiri sobie zdecyduj. Podbiłem tylko, jakby zrobił to nieświadomie. Nie przeszkodziło mi to w lekturze, mimo, że czekałem na starożytnych kosmitów. W sumie Sergio był na tyle tajemniczy, że mógł te kryteria spełniać XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej, hej,

Porobiło się! Tyle komentarzy :o Dziękuję i już biorę się za odpisywanie/poprawki.

Do wszystkiego się odniosę, wszystkim odpowiem – ale lecę chronologicznie. 

 

Hej, HollyHell91

 

Zaimponowałeś mi ostatnio “Świetlaną przyszłością”, toteż z podrasowanym zainteresowaniem przechodzę do czytania:

Miło mi bardzo, dziękuję za Twój obszerny komentarz. Jest nad czym kminić. Lecimy po kolei → 

 

Poprawki zrobione – ale pracuję jeszcze nad zmianami od pozostałych, więc wszystko wleci za jakieś dwie godziny.

 

O! Ciekawa perspektywa. Tak jak często się spotyka “świat zawirował”, tak można przecież użyć “świat zanurkował”. Genialne!

Zaraz, to on nie wpadł do wody?

Z jednej strony – inaczej i ciekawie, z drugiej trochę mylące :) Miało być, że spada tak szybko, że wydaje się, jakby właśnie nurkował.

 

→ Błyskawica rozerwała świat na dwoje i rozświetliła krajobraz. Setki ton skał przypominały nieskończone cmentarzysko.

Zgadzam się i zmieniam :)

 

Może krwawiącą zastąpić poranioną?

Tak. Tego mi brakowało!

Tak samo z poprzednią poprawką → dodałem dodałem “swoją” przy dłoni.

 

Wyłapałaś też kilka fajnych fragmentów, za co serdecznie dziękuję. Zawsze dobrze wiedzieć też co zadziałało :)

Legend o Skalnej Dolinie krążyło tyle, co chętnych na darmowe piwo

Zresztą wkroczyć nie oznaczało przeżyć, a przeżyć, nie oznaczało być w stanie o tym opowiedzieć.

– Kurwa rucha za pieniądze, a urzędnicy na pieniądze

– Dużo tam jeszcze masz? – zapytał zamiast tego, wychylając się w stronę pakunku.

– Nie mam tylko dziwki – odpowiedział tym samym dziwnym, zachrypniętym głosem.

 

 

Dax zagłębił się w otworze, zmuszając do ostrożności.

Dax zagłębił się w otworze – ostrożnie, bez pośpiechu.

Trochę przebudowałem. Siękoza mnie tu gryzła, więc wywaliłem drugie “się” nie myśląc o podmiocie. Tak jest chyba z większością miejsc, gdzie podmiotu brak… :/ Za bardzo kombinowałem.

 

Zaczynał co prawda od drobnych kradzieży, ale dość szybko zorientował się, że z sylwetką niedźwiedzia daleko w tym fachu nie zajdzie. Pobicia i wymuszenia przychodziły naturalnie.

Dodałem niedźwiedzia.

Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Arystokraci wtrącili Daxa do więzienia, bo bali się, że nagle jego ludzie zaczną chlapać jęzorem? A wcześniej się nie bali?

W sumie to nie ma powodu, dla którego jest w więzieniu. “Wpadł” ale, że jako ma koneksje, to arystokraci go wyciągną. Myślisz, że warto dodać o tym kilka zdań?

 

Można jedną czaszkę zastąpić głową.

A może lęku? Lepiej wybrzmi wtedy całe zdanie.

Okej.

 

Do tego Darkańskie piwo

Muszę się dokształcić na ten temat. Zmieniam na małą literę. Nadużywam trochę WIELKIEGO pisania.

 

Gulasz zastygł? :)

Hehe :) Na to wychodzi – poprawione.

 

Zaraz, o jakich stworzeniach on mówi? Myślałam, że mówi o ghulach właśnie.

– W takim razie nie będę się obawiał – odparł Sergio. – Martwym i tak nie robi różnicy, czy pożrą ich robale, czy coś większego. Powinieneś raczej lękać się tych, co jedzą żywych.

Tutaj Sergio zaczyna rozprawiać o tych, co jedzą żywych. Przejrzę to jeszcze raz.

 

– Najpierw paznokcie. Potem zęby – powiedział, jakby opisywał przepis, a nie wspomnienie. Spojrzał na Sergio, próbując dojrzeć jakikolwiek ruch nieznajomego świadczący o emocjach: – Później wykonałem jeszcze akcję, którą nazywam odwróceniem. Wyłamałem młodej wszystkie palce do zewnątrz.

Czasem mięśnie wciąż drgały, jakby próbowały czegoś dosięgnąć. Zawsze go to bawiło.

– Wtedy mówię: potrzymaj mi łamak, bo muszę zająć się twoimi nóżkami. – Kręciło mu się w głowie od piwa, ale kontynuował. – Najważniejsze, żeby ojciec patrzył.

Trochę zmieniłem – dodałem Sergio wcześniej, żeby nie było to aż tak mylące.

 

Pracowałem dalej, czekając aż wściekłość przegra z rozpaczą

Zmieniłem na wściekłość.

 

Pozostałe drobne zmiany również zrobiłem bez narzekania ;) Lecę do podsumowania.

 

Ale to jest dobre. Poczułam taką satysfakcję z czytania, że aż mimowolnie się wzruszyłam.

To jest dla mnie największy komplement. Jestem w szoku, jak pozytywne komentarze pojawiają się pod tym tekstem. Wypisałaś bardzo dużo plusów i wszystkie mnie bardzo cieszą – odniosę się do części zaraz.

Ten pomysł na tekst krążył mi po głowie od jakiegoś czasu. Opowiadanie było już gotowe – ale dzięki rozmowie z Tarnina (której dziękuję serdecznie za pomoc) przepisałem wszystko na nowo – tekst spuchł o prawie dwie strony. Zmienił się głównie język/warsztat/styl – ale i dialogi przepisałem zupełnie. 

 

Po czwarte: świetnie pokazałeś wątek zamroczenia, mącenia umysłu, czy jak to inaczej nazwać. Sama czułam się zamotana, zaniepokojona, lekko ogłuszona.

Tego obawiałem się najbardziej. Czyli zadziałało – dziękuję :)

 

Sergio jest postacią jak najbardziej świadomą, więc on… też jest potworem? A czy można nazwać potworem kogoś, kto pozbywa się potwora?

Po trzecie: główny bohater jako złol rzadko się broni w literaturze i trzeba mieć nie lada umiejętności, by przedstawić go w sposób zachęcający do czytania. Tobie się to udało.

Cieszy mnie to bardzo :)

 

Po Twoim komentarzu zaczynam żałować, że kolejny tekst z tego świata jest jeszcze w powijakach (też przepisywany jest zupełnie na nowo). Trzeba chyba zakasać rękawy.

Jeszcze raz dziękuję :)

Lecę chronologicznie – więc jeszcze się do Ciebie odezwę, w sprawie kolejnych Twoich komentarzy.

 

Pozdrawiam :)

 


 

 

Hej, beeeecki

 

Nie myślał jednak o poddaniu się – o nie!

Nie rozważał jednak poddania się – o nie!

Po małym przebudowaniu.

 

Postać przy ognisku najprawdopodobniej już się trzęsła, zdając sobie sprawę z tego, co nastąpi

Dziękuję! Twoja wersja jest o wiele lepsza!

 

Tekst skonstruowany z dobrym pomysłem i warsztatem. Atakuje z kilku stron mocnymi wrażeniami, a tu brutalnością…

Dziękuję. Miód na moje uszy. Tym bardziej że tekst przepisywałem na nowo pod kątem warsztatu właśnie :)

 

Bardzo dużo czasu zajęło mi zastanawianie się nad nominacją piórkową. Przeszkadzało delikatne wrażenie fragmentaryczności tekstu – wprowadziły je retrospekcje, z jednej strony udane, z drugiej pokazujące świat poza opkiem. Niemniej, lubię fantasy, także dark fantasy, a niesamowicie oddałeś ich klimat. Dam nominację.

 

Co do retrospekcji – to miałem z nimi dużo problemów – przepisywałem kilka razy na nowo.

Jeszcze raz dziękuję za nominację. Tak jak wspomniałem wcześniej – to moja pierwsza nominacja. Obiecuję powrót do tego świata dark fantasy ;)

Pozdrawiam :)

 

Już biorę się za komentowanie kolejnych wpisów i kolejne poprawki… wrzucę wszystkie na raz.

Skoro lecę po kolei to jeszcze raz:

 

bruce – dziękuję serdecznie za drugi klik/zgłoszenie ;)

Od razu przejdę do kolejnego komentarza od Ciebie – i zaraz “cofnę się wstecz”.

 

To ja dziękuję za oryginalny tekst, tak mocno zapadający w pamięć. :)

Dziękuję, miło mi to słyszeć.

 

Też nie bardzo wiem, jak to działa, długi czas nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mogę tu dawać jakiekolwiek kliki. :)

Trochę już poczytałem. I chyba ja też mogę coś klikać… do sprawdzenia jeszcze. Do biblioteki i tak klikam, ale tu więcej możliwości jest.

 

Piszę tak wyłącznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, zapewniam. :) Wraca, a zatem – nie daje o sobie zapomnieć i ciągle go widzę przed oczami, pamiętam fabułę i myślę o poszczególnych wątkach. :) A to znaczy dla mnie tylko jedno: trzeba nominować! :)

Pozdrawiam także, dzięki, powodzenia. :) 

Jeżeli ten tekst aż tak zapada Ci w pamięć, to cieszę się bardzo – dobrze, że pozytywnie. Bo równie dobrze mogłyby wracać tylko obraz uczty na głównym bohaterze ;)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 


beeeecki

Chyba jak masz od dwójki dyżurnych nominację, to już nawet będziesz głosowany przez Lożę, jeśli dobrze rozumiem. I fajno :)

Ooooo! Super.

Już jestem zachwycony, bo chyba same te nominacje sprawiły, że pod opowiadaniem zaczęła się robić kolejka. Nie nadążam odpowiadać :)

 


HollyHell91

No to teraz mogę się przyznać, bo i tak dojdzie do nominacji, że ja sama nominuję tekst ;)

Dziękuję! Jeżeli to dobrze rozumiem, to znaczy, będę już rozważany do piórka. A dzięki Twojej nominacji – mam zagwarantowany jeden głos.

Wreszcie mam szansę zrozumieć, jak to działa ;)

Z jednej strony – inaczej i ciekawie, z drugiej trochę mylące :) Miało być, że spada tak szybko, że wydaje się, jakby właśnie nurkował.

No właśnie i to jest mylące. Zastanawiam się, jak inaczej można byłoby to napisać, nie rezygnując ze świata, ale trudno coś wymyślić.

 

Dodałem niedźwiedzia.

O, no i super.

 

W sumie to nie ma powodu, dla którego jest w więzieniu. “Wpadł” ale, że jako ma koneksje, to arystokraci go wyciągną. Myślisz, że warto dodać o tym kilka zdań?

Nikt nie ląduje w więzieniu bez powodu ;p Dodałabym, ale jedno zdanie powinno wystarczyć, nie ma też co tu się rozdrabniać, bo nie jest to aż tak istotne.

 

To jest dla mnie największy komplement. Jestem w szoku, jak pozytywne komentarze pojawiają się pod tym tekstem. Wypisałaś bardzo dużo plusów i wszystkie mnie bardzo cieszą

heart

 

Po Twoim komentarzu zaczynam żałować, że kolejny tekst z tego świata jest jeszcze w powijakach (też przepisywany jest zupełnie na nowo). Trzeba chyba zakasać rękawy.

Cieszę się, że pochwały motywują Cię do dalszej pracy i nie osiadasz na laurach. To bardzo dobry znak.

 

Jeszcze raz dziękuję :)

To ja dziękuję za taki satysfakcjonujący tekst :)

 

 

EDYTKA: Ale tu nadal wynika, że gulasz zastygł…

gulasz z merrtira, o który prosił.

Zastygł.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Hej, Bardjaskier

Wskazałeś sporo rzeczy, z którymi się zgadzam:

 

Dax jest ciekawą postacią, choć zbyt jednolitą

No i równocześnie dajesz do zrozumienia, że spotka go kara.

Środek – czyli przekonywanie mnie, jak zły jest Dax wypada słabiej. Sergio, jest interesujący ale przez chwilę, bo środek histori upewnił mnie, że będzie strasznym potworem,

Słodko-gorzki komentarz, ale zgadzam się z nim. O Daxie nie napisałem nic pozytywnego. Zrezygnowałem też z twistu na zasadzie: strzelby nie było w pierwszej scenie, ale i tak wystrzeliła – co czasem uskuteczniałem. Pomyślałem, że od początku dam znać czytelnikowi co się stanie – a zostawię z pytaniem: jak? Trochę na zasadzie “wiemy, kto zabił, ale nie wiemy jak mu się to udało”.

Może powinienem delikatniej sugerować pewne rzeczy? – muszę to rozkminić.

 

Wędrówka górskim szlakiem jest opisana bardzo dobrze.

Dziękuję :)

 

No ale już zakończenie, jest ciekawe, bo pułapka stwora jest sprytna i straszna, no i miło, że zostawił coś ghulom;). Podoba mi się, że cały misterny plan Sergio jest zdradzany Daxowi, czyli jak zostanie załatwiony i że ghule też będą miały z niego uciechę, ale w taki sposób, żeby nie zepsuć finału. 

Sergio to taki poczciwy nie-człowiek. Dzieli się jedzeniem z innymi ;)

 

Z tego, co wyczytałem, całość spięła się bardzo dobrze Twoim zdaniem. Nie-twist wyszedł. Cieszę się bardzo.

Podsumowując: jest fajnie, ale mógłbym się zastanowić nad tym, żeby aż tak bardzo nie podkreślać pewnych spraw aż tak mocno… oraz nie podkreślać, jak “bardzo źli” są Dax i Sergio. Bo z odcieni szarości, poszło to za bardzo w czarne.

Tak to czytam :) I chodź tutaj mleko się już rozlało – postaram się pamiętać o tym na przyszłość.

 

Czytało się dobrze , klika już nie mogę dać, więc pomyśle, jaki głos oddać w sprawie piórka :). A na razie pozdrawiam :)

Bardzo mnie cieszy. Dziękuję – ze zniecierpliwieniem będę śledził piórkowe newsy!

Pozdrawiam serdecznie :)

 


Hej, czeke

Dziękuję Ci za miłe słowa. Słowo “majstersztyk” brzmi szczególnie dobrze w moich uszach.

Bardzo cieszę się, że tekst Ci się spodobał.

 

Za majstersztyk uważam też to, że w opowiadaniu, w którym (jeśli odliczyć retrospekcje) niewiele się dzieje, tak wiele się wydarza. Chapeau bas! :)

Tutaj zatrzymam się na moment.

Nie zliczę, ile razy próbowałem napisać opowiadanie, w którym ludzie “gadają” albo mierzą się wzrokiem – i do tego jest ciekawie. Moja pierwsze próba była żałosna i nie! Nie powiem, o które opowiadanie chodzi.

Dziękuję Ci, że zwróciłeś uwagę na ten element.

Pozdrawiam ;)

Hej, MichaelBullfinch

 

Zgadzam się z Tobą w łapance. Zdanie przesunąłem do nowego akapitu.

Sergio będzie błagał o śmierć, zanim z nim skończy.

Tu poprawiłem…

 

Dax zastygł.

Utalentowany gulasz → tu dodałem podmiot :)

 

 

 

Sporo metafor, bystrych uwag. Nawet rubasznego humoru. Ciekawy klimat, zdecydowanie na plus. Ja też uwielbiam retrospekcje, szczególnie jak są osobnym rozdziałem, więc tu też subiektywnie bardzo doceniam.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa – a trochę ich jest ;)

 

Fakt, wstęp i wspinaczka dłużyły się, ale od wejścia do jamy ruszyło pełną parą i mnie wciągnęło. 

No… nie śpieszyłem się. Zabawny fakt: to miał być szort – prosta rozmowa przy ognisku.

 

No, zaimponowałeś mi, to naprawdę dobry tekst, który chętnie polecę do Piórka. 

Łoł! Dziękuję serdecznie. Miło mi bardzo :)

Dzieje się :o

 

EDIT: Mam wrażenie, że tag “obcy” odnosi sie bardziej do kosmitów, przynajmniej ja myślałem, że o tym będzie tekst. Może warto przemyśleć usunięcie go.

Hmmm… Na razie zostawię. Bo czytam dalszą konwersację i zastanawiam się i… nie wiem.

Ten “obcy” był umieszczony w zupełnie innym kontekście – i zgadzam się, że jest on mylący trochę. Równocześnie bardzo pasuje mi do Sergio (mimo że z kosmosu nie przywędrował).

Do zastanowienia.

 

I właśnie – wracając do obcego…

Finkla

No i pytanie – czy to zachęca do tekstu, czy zniechęca?

Chyba, że ktoś czyta to w ten sposób: dark fantasy o inwazji obcych – to mogłoby zniechęcić.

 

Jak już jesteśmy w temacie gry o tron (w tym kontekście) to jest taki żart…

Nie! Dobra. Przepraszam – ja i moje żarty. 

 

MichaelBullfinch wracam do Ciebie.

 

To oczywiście Ramshiri sobie zdecyduj. Podbiłem tylko, jakby zrobił to nieświadomie. Nie przeszkodziło mi to w lekturze, mimo, że czekałem na starożytnych kosmitów. W sumie Sergio był na tyle tajemniczy, że mógł te kryteria spełniać XD

 

Dziękuję – jeszcze nie zdecydowałem. Pomyślę, a nóż widelec coś wymyślę… :)

 

Już prawie na finiszu jestem – zaraz opublikuję poprawki – trochę mi się zeszło.

Poprawki wrzucone!

Dziękuję serdecznie wszystkim – jeżeli kogoś pominąłem to przypadkiem i trzeba dać mi kopa, albo podać okulary.

 

HollyHell91

 

Z zanurkowaniem świata – jeszcze nie wiem. Wrzuciłem sobie komentarz w docs i czekam wenę! :p

Żartuję – jeszcze myślę o tym.

 

Nikt nie ląduje w więzieniu bez powodu ;p Dodałabym, ale jedno zdanie powinno wystarczyć, nie ma też co tu się rozdrabniać, bo nie jest to aż tak istotne.

Trochę przebudowałem:

Wystarczył jeden nowy arystokrata w mieście – taki, który jeszcze nie wiedział, jak załatwia się tu sprawy – i Dax wylądował za kratami. Reszta możnych i dworzan była mu winna. Nikt nie chciał, żeby jego ludzie zaczęli mówić. A mieli o czym.

Kilka słów rzuconych we właściwe ucho sprawiło, że więzienne kraty stanęły dla niego otworem.

 

Cieszę się, że pochwały motywują Cię do dalszej pracy i nie osiadasz na laurach. To bardzo dobry znak.

Za długo w tym siedzę ;) Ale ten tekst bije rekordy popularności – nigdy tak nie miałem.

 

EDYTKA: Ale tu nadal wynika, że gulasz zastygł…

Tak – dopiero wrzuciłem całe poprawki. Przerobiłem już wszystkie komentarze przerzuciłem z docsa na portal ;)

 

Dziękuję i pozdrawiam ;)

Wystarczył jeden nowy arystokrata w mieście – taki, który jeszcze nie wiedział, jak załatwia się tu sprawy – i Dax wylądował za kratami. Reszta możnych i dworzan była mu winna. Nikt nie chciał, żeby jego ludzie zaczęli mówić. A mieli o czym.

Kilka słów rzuconych we właściwe ucho sprawiło, że więzienne kraty stanęły dla niego otworem.

O wiele lepiej. Zmieniłabym tylko: Reszta możnych i dworzan była mu winna.

Na: → Reszta możnych i dworzan miała u niego dług.

Bo w pierwszym zdaniu brakuje podmiotu, a w drugim już nic nie trzeba dopisywać.

 

Za długo w tym siedzę ;) Ale ten tekst bije rekordy popularności – nigdy tak nie miałem.

Najwyższy czas!

 

Tak – dopiero wrzuciłem całe poprawki. Przerobiłem już wszystkie komentarze przerzuciłem z docsa na portal ;)

Aa, ok, niecierpliwa ja…

Tylko teraz tak:

Dax sięgnął po odrzucony wcześniej, mokry podkoszulek i owinął nim dłoń. Kiedy podniósł kamienną pokrywę, jego oczom ukazało się parujące danie – gulasz z merrtira, o który prosił.

Dax zastygł.

Mamy powtórzenia Daxów, co dla niektórych może okazać się irytujące. Ja bym po prostu zamieniła zastygł na zamarł, bo wtedy wiadomo, że chodzi o człowieka, a nie o gulasz.

→ 

Dax sięgnął po odrzucony wcześniej, mokry podkoszulek i owinął nim dłoń. Kiedy podniósł kamienną pokrywę, jego oczom ukazało się parujące danie – gulasz z merrtira, o który prosił.

Zamarł.

Wybacz, że tak Cię męczę, ale zależy mi na pozytywnym werdykcie pozostałych Lożan, bo moim zdaniem jak najbardziej zasługujesz na Piórko :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

HollyHell91

Wybacz, że tak Cię męczę, ale zależy mi na pozytywnym werdykcie pozostałych Lożan, bo moim zdaniem jak najbardziej zasługujesz na Piórko :)

Dziękuję Ci za to :) Męcz! Cieszy mnie to.

 

Na: → Reszta możnych i dworzan miała u niego dług.

Zmienione.

 

Najwyższy czas!

;)

 

Aa, ok, niecierpliwa ja…

Hehe :)

 

Zamarł.

Ano, skomplikowałem trochę.

Poprawki dodane od razu na portalu.

 

Jeszcze raz dziękuję :)

Hahah, brzmi ciekawie! :) A pewnie nie pamiętasz już tytułu?

Pewnie, że nie pamiętam. Wydaje mi się, że to był drabelek. Zresztą, i tak już zdradziłam puentę, nie ma co czytać, dopóki o tym nie zapomnisz.

No i pytanie – czy to zachęca do tekstu, czy zniechęca?

To zależy. Po pierwsze, że Autor sobie robi jaja z tagów, to widać dopiero po przeczytaniu. Po drugie, jak ktoś ma takie poczucie humoru, że ten żarcik go rozbawi, to będzie pan zadowolony. A jak nie – to może się wkurzyć i wpisać Autora na czarną listę. Pytanie, których jest więcej.

Ja osobiście nie patrzę na tagi. A gdybym patrzyła, to interpretowałabym wątpliwości na korzyść oskar Autora. Mam nadzieję.

Babska logika rządzi!

Jeżeli ten tekst aż tak zapada Ci w pamięć, to cieszę się bardzo – dobrze, że pozytywnie. Bo równie dobrze mogłyby wracać tylko obraz uczty na głównym bohaterze ;)

laughsmiley

Pecunia non olet

Finkla, MichaelBullfinch

Jest decyzja w sprawie tagów: wywaliłem obcego :p Nie chcę, żeby ktoś się zawiódł, gdy na koniec nie wyskoczy Xenomorph i nie pozabija wszystkich.

 

bruce

 :)

 Choć początkowo Sergio nie mówił zbyt wiele, pozwalając wygadać się Daxowi, to tak naprawdę intrygujące były właśnie jego półsłówka i zachowanie, a makabryczny finał naturalnym zwieńczeniem tego, co zostało zasugerowane wcześniej.

Szkoda tylko, że wykonanie pozostawia tak wiele do życzenia.

 

gdy jego wzrok padł na coś, co wy­wo­ła­ło u niego spazm gorz­kie­go śmie­chu. → Czy zaimki są konieczne?

Proponuję: …gdy dojrzał na coś, co wy­wo­ła­ło spazm gorz­kie­go śmie­chu.

 

po­my­ślał, gdy do jego noz­drzy na­pły­nął me­ta­licz­ny za­pach krwi. → Czy zaimek jest konieczny? Wszak tam nie było innych nozdrzy, do których mogło coś napłynąć.

Proponuję: …po­my­ślał, gdy poczuł me­ta­licz­ny za­pach krwi.

 

na kiju skra­wek ma­te­ria­łu. Od­wią­zał go. Dłoń pie­kła, jak gdyby przy­ło­żył do niej roz­pa­lo­ny pręt, nie zaś mokry ma­te­riał. → Powtórzenie. Może w drugim zdaniu: …nie zaś mokrą szmatę.

 

uni­kał jak pi­jac­kiej zgrai włó­czą­cej się noc­nym trak­tem. → Czy były też dzienne trakty?

Proponuję: …uni­kał jak pi­jac­kiej zgrai, nocą włó­czą­cej się trak­tem.

 

Nie dalej niż kil­ka­na­ście me­trów znaj­do­wa­ła się ko­lej­na cho­rą­giew. → Obawiam się, że metry nie mają racji bytu w tej opowieści.

 

A niech to, po­my­ślał, spo­glą­da­jąc w niebo. -> A niech to po­my­ślał, spo­glą­da­jąc w niebo.

Wcześniej po myśleniu używałeś półpauzy, więc rób to konsekwentnie.

 

wcho­dzę pro­sto w pasz­czę Śmier­ci? → Dlaczego wielka litera?

 

a do ust za­czę­ła na­pły­wać mu ślina – czy to za­pach mięsa? → Zbędny zaimek. Brak kropki. Zbędna półpauza przed myśleniem. Winno być:

…a do ust za­czę­ła na­pły­wać ślina.

Czy to za­pach mięsa?

 

pod­niósł­by wy­chu­dzo­ne­go nie­zna­jo­me­go i zła­mał w pół. → …pod­niósł­by wy­chu­dzo­ne­go nie­zna­jo­me­go i zła­mał wpół.

https://nck.pl/en/projekty-kulturalne/projekty/ojczysty-dodaj-do-ulubionych/ciekawostki-jezykowe/w-pol-czy-wpol-

 

i mógł wy­su­szyć ubra­nia. → …i mógł wy­su­szyć ubra­nie.

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą ktoś ma na sobie to ubranie.

 

Do tego Dar­kań­skie piwo… → Do tego dar­kań­skie piwo

 

stały trzy bu­tel­ki Dar­kań­skie­go… → …stały trzy bu­tel­ki dar­kań­skie­go

 

się­gnął po od­rzu­co­ny wcze­śniej, mokry pod­ko­szu­lek i owi­nął nim dłoń. → Obawiam się, że w tym opowiadaniu podkoszulek nie ma racji bytu.

 

Się­gnął po bu­tel­kę. Od­chy­lił ją bez na­my­słu. → W drugim zdaniu pewnie miało być: Przechylił ją bez na­my­słu.

 

Ser­gio znaj­do­wał się na­prze­ciw niego. → Zbędny zaimek.

 

– Ghule, Wy­pa­cze­ni, słu­dzy ciem­no­ści… całe to ścier­wo. → Wypaczeni – kim są i dlaczego wielka litera?

 

skwi­to­wał Dax, zsu­wa­jąc się z ka­mie­nia i opie­ra­jąc się o niego ple­ca­mi. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …skwi­to­wał Dax, zsu­wa­jąc się z ka­mie­nia i opie­ra­jąc o niego ple­cy.

 

Świa­tło mu­snę­ło jego twarz. Na sza­rej, ko­ści­stej twa­rzy za­kwitł uśmiech zbyt sze­ro­ki, by był ludz­ki. → Czy to celowe powtórzenie?

A może: Świa­tło mu­snę­ło jego twarz, sza­rą i ko­ści­stą, na której za­kwitł uśmiech zbyt sze­ro­ki, by był ludz­ki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, regulatorzy

Ojojoj! Tyle tego jeszcze wyłapałaś. Szok…

 

Choć początkowo Sergio nie mówił zbyt wiele, pozwalając wygadać się Daxowi, to tak naprawdę intrygujące były właśnie jego półsłówka i zachowanie, a makabryczny finał naturalnym zwieńczeniem tego, co zostało zasugerowane wcześniej.

 

Dziękuję za miłe słowa :)

 

Szkoda tylko, że wykonanie pozostawia tak wiele do życzenia.

Biję się w pierś i poprawiam!

 

Wszystkie poprawki zrobione, ale odniosę się do niektórych:

 

gdy dojrzał na coś, co wywołało spazm gorzkiego śmiechu.

Zmieniłem na:

gdy dojrzał coś, co wywołało spazm gorzkiego śmiechu.

Tak powinno być – dobrze rozumuję? Bez “na”.

 

Metry zamieniłem na kroki.

Podkoszulek na koszulę.

 

wchodzę prosto w paszczę Śmierci? → Dlaczego wielka litera?

Pozostałość po czymś – zmieniam.

 

– Ghule, Wypaczeni, słudzy ciemności… całe to ścierwo. → Wypaczeni – kim są i dlaczego wielka litera?

Wypaczeni to bardzo ważne stworzenia w tym świecie – tak ważne, że autor niepotrzebnie zaznacza to wielką literą.

To jest rasa. Zmieniłem na małą literę :)

 

Dziękuję Ci serdecznie za łapankę. 

Byłem przekonany, że jest już naprawdę dobrze – a tu taka niespodziewanka*

 

Pozdrawiam ;)

Bardzo proszę, Ramshiri. Miło mi, że mogłam się przydać.

 

Tak powinno być – dobrze rozumuję? Bez “na”.

Dobrze rozumujesz, moje przeoczenie.

 

Metry zamieniłem na kroki. Podkoszulek na koszulę.

To także bardzo dobre zmiany.

 

Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatnie i jestem pewna, że w kolejnych opowiadaniach będzie coraz mniej usterek. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeszcze raz dziękuję, regulatorzy :)

Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatnie i jestem pewna, że w kolejnych opowiadaniach będzie coraz mniej usterek. :)

Jak zawsze Twoje komentarze są na wagę złota. Będę się starał :)

Pozdrawiam!

Ramshiri, życzę Ci, aby starania zawsze były zwieńczone sukcesem. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Hej,

ruch tu u Ciebie jak na targu, przyszłam więc sprawdzić, o co tyle szumu. :D

Bardzo dobre opowiadanie! I bardzo dark! Dax jest samochwalczy, brutalny i tak skrajnie antypatyczny, że momentami aż ma się ochotę go własnoręcznie ukatrupić. (o nie… czy to już czyni mnie potworem?  :D). Moralna szarość wypada tu bardzo przekonująco. Zasadzka Sergio również była bardzo pomysłowa i mnie zaskoczyła.

Jedyna rzecz, którą bym zmieniła, to początek. Skróciłabym go nieco, bo zanim ruszyła właściwa akcja, minęło trochę czasu i nie mogę powiedzieć, że zostałam wciągnięta od pierwszych zdań. Czytałam dalej, bo wiedziałam, że będzie ciekawie. I zdecydowanie było!

 

Dwie drobnostki:

Droga do wolności często płynie krwią.

Może lepiej spływa?

 

Imponował wysokością, nawet przy Daxie.

A nie lepiej wzrostem?

 

Pozdrawiam i trzymam kciuki za piórko! :)

regulatorzy

Ramshiri, życzę Ci, aby starania zawsze były zwieńczone sukcesem. :)

Dziękuję! :)

 

Hej, Marszawa

Już się trochę uspokoiło ;)

Te “dwie drobnostki” już poprawione.

 

Dziękuję Ci bardzo za miły komentarz. Cieszę się, że tekst spodobał Ci się, a końcówka zaskoczyła.

 

Jedyna rzecz, którą bym zmieniła, to początek. Skróciłabym go nieco, bo zanim ruszyła właściwa akcja, minęło trochę czasu i nie mogę powiedzieć, że zostałam wciągnięta od pierwszych zdań. Czytałam dalej, bo wiedziałam, że będzie ciekawie. I zdecydowanie było!

Zdania są tu podzielone, ale gdybym cokolwiek miał zmieniać w tym tekście, to rzeczywiście byłoby to minimalne skrócenie początku. Szybsze zasiądnięcie* do ogniska. Potraktuję to jako nauczkę na przyszłość.

“Uczta” miała być szortem – rozwlekanie to moja przypadłość.

 

Pozdrawiam i trzymam kciuki za piórko! :)

Dziękuję serdecznie – sam jestem ciekaw werdyktu.

Pozdrawiam ;)

 

Nowa Fantastyka