- Opowiadanie: Piotrek77 - Ci, którzy zostali

Ci, którzy zostali

Oceny

Ci, którzy zostali

 

Siedziałem na ławce przed dworcem już ponad godzinę. Nie dlatego, że na kogoś czekałem – po prostu nie miałem dokąd pójść.

Dworzec kolejowy w Ostrowcu Świętokrzyskim był stary, z tych pamiętających czasy punktualnych pociągów i ludzi wierzących, że wszystko ma swój rozkład. Farba łuszczyła się płatami, zegar nad wejściem spieszył o pięć minut, a gołębie chodziły przed budynkiem z bezczelną pewnością, że to ich teren. Lubiłem to miejsce. Kiedyś bywałem tu często. Czas zawsze lekko się tu wyginał.

Przede mną przechodzili ludzie: kobieta z walizką, której stukot wyznaczał rytm kroków; mężczyzna w garniturze rozmawiający przez telefon; chłopak w słuchawkach; starsza kobieta wspinająca się na kładkę prowadzącą na peron. Każdy zmierzał w swoją stronę.

 

Zawsze przy łóżku trzymam mały, gładki kamień. Bez znaków, bez symboli. Zwykły. Moja córka, Olcia, nazywa je magicznymi. Czuje ich moc. To właśnie one są łącznikiem do wezwań. W nocy przyszło kolejne: „Potrzebujemy cię. Jutro. To miejsce. Przyjdź.”

Przed ósmą rano byłem już na Świętym Krzyżu. Na niewielkiej polance, wciśniętej między potężną wieżę radiowo-telewizyjną a stare zabudowania klasztorne, ukryliśmy nasz hub. Wystarczyło podejść do stacji pogodowej, zwolnić niewidoczny dla turystów zatrzask i uruchomić mechanizm.

Samo przejście nie należy do przyjemnych: najpierw gęsta mgła, potem pisk w uszach i uczucie odrywania świadomości od ciała, jakby grawitacja na chwilę znikała. Czas zastyga. Po chwili stałem już na platformie podświetlonej bladym światłem. Obok byli Ania i Rafał. Zwykle przychodzę ostatni – nie wiem, jak oni to robią.

Choć pochodzimy z różnych światów równoległych, zawsze się tu znamy i współpracujemy. Nigdy nie spotkałem tej samej Ani ani tego samego Rafała dwa razy. Wspólnie uznaliśmy, że nie ma sensu dociekać, co nas łączy. Przy takiej liczbie wariantów i tak nie trafimy na siebie ponownie. Liczy się tylko bieżąca misja.

Nie przenosimy się fizycznie. Transferowana jest jedynie świadomość – do wybranego ciała, skafandra. Skafandry są już wytypowane. Naszym zadaniem jest tylko się w nich znaleźć.

Nie czekaliśmy długo. Przed nami pojawił się profesor Filip Terrier.

– Po gwałtownym hamowaniu pęknie szyna. Na stacji wykolei się pociąg. Będzie wiele ofiar – powiedział bez wstępu. – Wśród zabitych będzie zdolny chemik.

Zawiesił głos.

– Jeśli do tego dojdzie, ten wariant się rozpadnie. Ten człowiek jest jednym z powodów, dla których jeszcze istnieje.

Po chwili przedstawił plan:

– Adaś, sprawdź, czy da się uniknąć gwałtownego hamowania. Obserwuj dziewczynkę na peronie.

Potem zwrócił się do Ani i Rafała:

– Wy będziecie na pokładzie. Wsiądziecie w Starachowicach Wschodnich. Znajdziecie chudego chłopaka, około dwudziestu lat. Macie go chronić, jeśli Adaś nie zdoła…

Urwał w połowie zdania.

Na ekranie utkanym z mgły pojawiły się obrazy: szczupły chłopak w niebieskiej czapce i mała dziewczynka w zielonym płaszczu, trzymająca różowy balonik w kształcie jednorożca.

 

Proces wcielenia w skafander jest szybki. Towarzyszy mu lekkie mrowienie i pisk w uszach. Najważniejsze, by po wejściu nie wykonywać gwałtownych ruchów – inaczej wygląda to jak opętanie.

Pamiętam jedną z pierwszych misji. Wszedłem w skafander w pobliżu kościoła. Filip ostrzegał, że osoby duchowne potrafią nas wykryć. Miał rację. Dwóch mnichów pojmało mnie i zaprowadziło na plebanię. Po dwóch godzinach pojawił się egzorcysta. Nie wiem, jak to zrobił, ale zanim wyrzucił mnie ze skafandra, czułem się, jakbym był palony żywcem. W bólu usłyszałem:

– Odechce ci się zajmowania ciał.

Prawdopodobnie uznał mnie za demona. A może w tamtym wariancie faktycznie nim byłem. Zawaliłem misję. Tylko dzięki Rafałowi tamten świat przetrwał.

Obok mnie na ławce usiadł starszy mężczyzna. Pachniał papierosami i wodą kolońską sprzed lat.

– Zimno dziś – mruknął.

– Bywało gorzej – odpowiedziałem.

– Ma pan papierosa?

Sprawdziłem kieszenie.

– Najwidoczniej nie palę… albo mi się skończyły.

Zawiedziony zwiesił głowę.

– To był piękny dworzec – westchnął. – Pociągi jeździły co pół godziny. Nawet był do Gdyni.

Tacy ludzie czuli pęknięcia. Nie umieli ich nazwać, ale wiedzieli, że coś się rozjechało.

Spojrzałem na zegarek. Kwadrans do przyjazdu pociągu.

Praca Strażnika Kontinuum nie polega na cofaniu wskazówek. To nie film akcji. Nikt nie biega przez portale ani nie krzyczy rozkazów. My obserwujemy. A czasem przesuwamy coś o milimetr.

Peron był długi, betonowy. Po remoncie wyglądał świeżo. Tuż przy zejściu ze schodów stała dziewczynka – może siedem lat, podobna do mojej córki. Zielony płaszcz, czapka, balonik w kształcie jednorożca. Od razu wiedziałem, że to ona.

W tym momencie w mojej głowie pojawił się obraz z innej świadomości. Znałem to uczucie. Pojawiało się w ważnych momentach misji – jak błysk, który podpowiada, co wydarzyło się gdzie indziej. W innym świecie spóźniłem się. Nie zauważyłem jej. Pociąg nadjechał zbyt szybko. Wiatr zrobił resztę. W głowie wrócił pisk hamulców, szczęk metalu, a potem ta cisza. Cisza, która przeraża bardziej niż krzyk.

„Nie. Tym razem nie.” Skupiłem się.

Matka dziewczynki stała kilka kroków dalej, zajęta rozmową przez telefon. Zawsze ten sam moment. Chwila nieuwagi.

Podszedłem wolno, jak zwykły przechodzień. Dziewczynka spojrzała na mnie z ciekawością.

– Ładny balon – powiedziałem.

Uśmiechnęła się.

– Mama mówi, że jednorożce spełniają życzenia.

– Czasem wystarczy je o to poprosić – odparłem.

W tym świecie jedno zdanie wystarczyło.

– Mamo! – krzyknęła, cofając się o krok.

Podmuch wiatru pociągnął balonik, odciągając ją od krawędzi. Tyle trzeba było.

Pociąg wjechał na peron dokładnie wtedy, gdy powinien. Zaczął hamować, ale spokojnie, nie w sposób awaryjny. Pojawił się kolejny przebłysk – jakby coś zgasło w innym wariancie. Tutaj wiedziałem, że zadanie zostało wykonane.

Z pociągu wysiadło czterech chłopaków. Jeden z nich – nasz obiekt. Ania i Rafał, w swoich skafandrach, wymienili ze mną spojrzenia. Wiedzieliśmy, że powrót świadomości musi odbyć się w określonym miejscu i czasie.

Wróciłem na ławkę. Zegar nadal spieszył o pięć minut. Gołębie chodziły po placu. Starszy mężczyzna szukał papierosa wśród pasażerów.

Obok przeszła dziewczynka z balonikiem, tym razem z mamą i starszą kobietą.

– To pan! – zawołała.

Uśmiechnąłem się.

– Pamiętasz mnie?

– Trochę.

Spojrzałem w niebo. Jedna z gwiazd mrugnęła – albo tylko mi się wydawało.

– Jednorożec spełnił dziś twoje życzenie – powiedziałem.

Dziewczynka pociągnęła matkę za rękę.

– Chodź, mamo. Ten pan pilnuje, żeby się nic nie stało.

Matka spojrzała na mnie przepraszająco, ale w jej oczach było coś jeszcze – cień tragedii, która w tym świecie nie nadeszła.

Zostałem sam. Świat oddychał. Na razie wystarczyło.

 

 

Na miejsce zbiórki szedłem pieszo. Lubiłem czuć, jak miasto stygnie po zmroku. Latarnie zapalały się jedna po drugiej, jakby ktoś sprawdzał, czy rzeczywistość nadal działa. W kawiarni przy rynku siedziała kobieta z książką. Nie czytała – patrzyła w szybę, w swoje odbicie.

Zatrzymałem się. Przebłysk. W innym świecie była żoną mojego skafandra. W jeszcze innym – pracowali razem. W tym… po prostu się minęli.

Spojrzała na mnie, jakby przez ułamek sekundy mnie rozpoznawała. Nie podszedłem. Strażnicy nie poprawiają wszystkiego. Tylko to, co konieczne.

Spotkaliśmy się po zmroku, na betonowym placu między nieczynnymi magazynami. Latarnia mrugała, jakby nie mogła się zdecydować, czy jeszcze świecić. Marcin był już gotowy, by zabrać nas z powrotem. Ania stała oparta o mur, spokojna jak zawsze. Rafał krążył, licząc kroki.

– Udało się! – powiedział na mój widok.

Skinąłem głową.

– Ten wariant zostaje – odpowiedziałem.

Marcin skrzywił się i spojrzał na mnie.

– To dobrze. Dwa inne już zgasły.

Nie pytałem które. Szkoda mi było tamtych światów, ale cieszyłem się, że moja misja się powiodła.

– Filip chce was widzieć – dodał.

– Kiedy?

– Zawsze – mówiąc to uśmiechnął się lekko.

To była jego wersja żartu.

Wyjął z teczki metalową płytkę pokrytą runami. Zbliżyliśmy się. Gdy ją nacisnął, mgła otuliła nas jak zawsze. Pisk w uszach, uczucie spadania.

Kiedyś zapytałem Marcina, co dzieje się ze skafandrami po naszym odejściu.

– Wracają do ciał z wgranymi alternatywnymi wspomnieniami – odpowiedział. – Takimi, które nie naruszają ich kontinuum. Nieważne, co widzieli. Ważne, co pamiętają.

 

Filip stał na środku platformy. W jego oczach była mieszanka winy i nadziei, którą znałem z innych spotkań.

– Dobrze, że jesteście – powiedział.

– Jak długo jeszcze? – zapytała Ania.

Filip milczał chwilę.

– Tak długo, jak będzie co ratować.

Spojrzał na mnie.

– Zniknęła jedna z twoich wersji.

– Wiem. Poczułem to wcześniej. Ciszę tam, gdzie kiedyś był głos.

– Nasz wszechświat przypomina zapisany dysk pamięci, pełen wariantów. Entropia jest nieubłagana. Miejsce się kończy. Dlatego jako Strażnicy Kontinuum musimy dbać o to, co zostało. Wybieramy światy, które mają największą szansę przetrwania…

Filip spojrzał na Anię i Rafała, a potem zwrócił się do mnie:

– W tamtym wariancie wybrałeś inne rozwiązanie. Czyn zamiast słowa. Zawiesił głos. – Tutaj postąpiłeś mądrzej. Przepraszam.

– Nie musisz – odparłem. – Sam kiedyś powiedziałeś: „Biliony zginą, aby miliardy mogły przetrwać. Nie liczy się to, jakim jesteś człowiekiem, ale jak niedoskonały jest twój odpowiednik w innym świecie”.

Filip skinął głową.

– Dziękuję za wykonanie misji. Możecie wrócić do swoich wariantów bazowych. Jak zwykle… czekajcie na kolejne wezwanie poza czasem.

Nie było pożegnań. Skinęliśmy głowami. Mgła opadła. Czas ruszył. Nie minęła nawet sekunda.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Kwestie językowe i wątpliwości oraz sugestie (do przeanalizowania):

Dworzec kolejowy w Ostrowcu Świętokrzyskim był stary – z tych, które pamiętają czasy, gdy pociągi przyjeżdżały punktualnie, a ludzie jeszcze wierzyli, że wszystko ma swój rozkład. – aliteracja?

Tu czas zawsze był trochę krzywy. Kiedyś bywałem tu często. – powtórzenie?; co to znaczy, że „czas był trochę krzywy”?

Zawsze przy łóżku trzymam mały, gładki kamień. Bez znaków, bez symboli. Zwykły. Moja córka Olcia nazywała je magicznymi. Czuła ich moc. To właśnie te kamienie łącznikiem do wezwań. – niezgodność czasów: najpierw teraźniejszy, potem nagle przeszły i znowu teraźniejszy?

Kolejny fragment z przemieszaniem czasów?:

Wspólnie uznaliśmy, że nie ma sensu dociekać, co nas łączy. Przy takiej liczbie wariantów i tak nigdy nie spotkają mojej wersji ponownie. Liczyła się tylko bieżąca misja. Nie możemy przenosić się fizycznie pomiędzy światami. Transferowana jest jedynie świadomość – do wybranego ciała, które nazywamy skafandrem. Skafandry były już wytypowane. Naszym zadaniem było tylko się w nich znaleźć.

Skafandry były już wytypowane. Naszym zadaniem było tylko się w nich znaleźć.– powtórzenie?

A może faktycznie nim byłem. – czy to nie zdanie pytające?

Czuć było świeżość, nie to (przecinek?) co kilka lat temu.

W tym momencie pojawił się przebłysk w mojej pamięci. Jakby echo innej mojej świadomości z innego wariantu. Znałem dokładnie to uczucie. Pojawiało się w ważnych momentach misji. – powtórzenia?

Zaczął hamować, ale spokojnie (przecinek?) nie w sposób awaryjny.

Miałem wrażenie (przecinek?) jakby ktoś zabrał mi oddech.

Nie pytałem (przecinek lub myślnik?) które. Ani (i tu?) jak. Ani (i tu?) kto zawinił.

 

Klikam za dużo pomysłowej fantastyki i zagadkowość, choć nadal czyta się te opowiadania jako fragmenty dłuższej powieści (a te, jak już wcześniej wspominałam, rządzą się tu innymi prawami). :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

 

Pecunia non olet

Witaj, Bruce :)

 

Jak zwykle mogę liczyć na Twoje cenne wskazówki.:) Wprowadziłem już poprawki do tekstu – dziękuję!

 

Jeśli chodzi o cykl “Strażnicy Kontinuum”, przyjąłem koncepcję, że każde kolejne opowiadanie będzie przypominało odcinki. Czytając je pojedynczo, Czytelnik otrzyma zamkniętą (mam nadzieję) historię. Jednocześnie każde opowiadanie wniesie coś nowego do całego cyklu. Dlatego jeśli Czytelnik zechce przeczytać opowiadania w kolejności (umieszczę linki), oprócz całkowicie samodzielnych historii otrzyma także drugą warstwę opowieści, powiązaną z całym cyklem.

W mojej opinii oznaczanie tych opowiadań jako „fragment” mogłoby być mylące.

 

Zobaczę, jak to się rozwinie – na ten moment trudno to przewidzieć. Jeśli okaże się, że takie rozwiązanie nie działa, wówczas zmienię je na fragmenty.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Sprawnie napisane choć szału nie ma. Z żalem muszę powiedzieć, że nie odczułem zagadkowości. A pomysłów analogicznych i pokrewnych było już tyle …

Moje uszanowanie!

 

Dworzec kolejowy w Ostrowcu Świętokrzyskim był stary – z tych, które pamiętają czasy, gdy pociągi przyjeżdżały punktualnie,

Chryste, to były takie czasy?

 

Tu czas zawsze był trochę krzywy.

Mnie tam to zdanie się bardzo podoba. Genialnie oddaje zjawisko.

 

Przede mną przechodzili ludzie: kobieta z walizką na kółkach, której stukot wyznaczał tempo kroków

Tutaj zdanie do poprawy. Jak stukot mógł wyznaczać tempo kroków? Mógł się z nimi mieszać, być dla nich tłem, wtórować mu itp. Masz wyzwanie ode mnie!

 

możemy przenosić się fizycznie pomiędzy światami. Transferowana jest jedynie świadomość – do wybranego ciała, które nazywamy skafandrem.

Zmyślnie, zmyślnie.

 

W bólu usłyszałem ostrzeżenie:

– Odechce ci się zajmowania ciał.

Prawdopodobnie uznał mnie za demona. A może faktycznie nim byłem?

Bardzo ciekawy wątek!

 

Masz bogaty język, a całość jest, cytując SPW, sprawnie napisana. Akcja idzie płynnie i pomimo niedużej objętości opowiadania(fragmentu?) napięcie ma pole by się ładnie zbudować i wybrzmieć. Wspaniały nastrój niepewności też niczego sobie. Dobrze oddałeś przebłyski potencjalnych strzał czasu i wydarzeń. Również te spotkania ludzi z równoległych czasów, którzy w tym konkretnym świecie się nie znają, a jednak czują ze sobą jakąś wieź – genialny wątek. W tym kontekście to zdanie bardzo mi się spodobało;

Matka spojrzała na mnie przepraszająco, ale w jej oczach było coś jeszcze. Jakby echo tragedii, która w tym wariancie jej nie spotkała.

Większość spraw jest dla mnie zrozumiała, choć miałbym parę uwag względem zdarzeń na peronie. Jak dokładnie główny bohater zainterweniował? Co dokładnie zrobił, że zmienił bieg wydarzeń? Czy tylko ten jeden krok w tył od krawędzi peronu wystarczył? Jeśli tak, to nie zostało to specjalnie zaakcentowane. Można to przeoczyć, ja musiałem wracać tam parę razy.

 

Po wyjaśnieniu owych kwestii, dam, Drogi Autorze, klik do biblioteki. Tak zwany szantaż:DDD

 

Pozdrawiam serdecznie i oczekuję repliki!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Szanowny Autorze, rozumiem, dziękuję, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Cześć Robert :)

 

Dziękuje za sugestie. Wprowadziłem drobne poprawki:

 

kobieta z walizką na kółkach, której stukot wyznaczał rytm kroków.

Myślę, że słowo “rytm” było tutaj właściwe.

 

W tym świecie wystarczyło jedno zdanie. Nie trzeba było czynu. To słowa wpłynęły na bieg wydarzeń.

– Mamo! – krzyknęła dziewczynka, cofając się o krok.

Balonik pociągnął ją lekko do tyłu, z dala od krawędzi peronu. Tyle wystarczyło.

Wprowadziłem wyraźniejszy akcent na to, że to słowa sprawiły zmianę wydarzeń. Profesjonalna akcja zgodnie z zasadami Strażnika Kontinuum :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Piotrek77 

 

Super, że wprowadziłeś poprawki! 

 

Myślę, że słowo “rytm” było tutaj właściwe.

No właśnie bym polemizował. To prędzej kroki wyznaczyłyby rytm stukowi, gdyż ten drugi (w przypadku walizek na kółkach) jest zgoła jednostajny.

 

No nic, to jeszcze zostawiam Ci pod osąd. Klikam do biblioteki i pozdrawiam!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Hej! Przeczytałam, poniżej kilka uwag. 

Lubiłem to miejsce. Tu czas zawsze był trochę krzywy. Kiedyś bywałem na tym dworcu często.

Dla mnie ta metafora jest mglista. Jeśli chcesz ją zostawić, zmieniłabym kolejność na “Lubiłem (…). Kiedyś (…) Tu czas (…)”, taki ciąg logiczny tych rozmyślań jest wtedy zachowany. 

 

Każdy z nich miał swój kierunek.

Czy ludzie mają kierunek? Jako metafora może, tutaj może lepsze byłoby bez czyli zwykłe “Każdy z nich miał obrany kierunek”? 

 

Tam mieści się hub. Wystarczy się pojawić i uruchomić mechanizm, którego włącznik ukryty jest w jednej ze stacji pogodowych.

A co jak jakiś przypadkowy monter to kliknie? laugh

 

Samo przejście nie należy do przyjemnych. Najpierw gęsta mgła, potem pisk w uszach i uczucie oddzielania się świadomości od ciała, jakby ktoś wyłączał grawitację. Czas zastyga.

W tej scenie jest momentami narracja w czasie teraźniejszym, w innych w czasie przeszłym. Jest to jakiś celowy zabieg, żeby coś podkreślić? Ja niestety tego nie wyłapałam. Na twoim miejscu bym to ujednoliciła, raczej do przeszłego, jest bardziej intuicyjny. 

 

Po chwili stałem już na platformie podświetlonej bladym światłem. Obok byli Ania i Rafał. Nie wiem, jak oni to robią, ale zazwyczaj to ja przychodzę ostatni.

To była jakaś metafizyczna platforma? Jak się objawiała ich obecność? Bo potem “wchodzą” w te skafandry, ale tutaj są już poza swoimi ciałami. Trochę tutaj nie rozumiem, jaki jest zamysł. 

 

Choć pochodzimy z różnych światów równoległych, w jakiś sposób zawsze się tu znamy i współpracujemy. Nigdy nie spotkałem tej samej Ani dwa razy. Podobnie z Rafałem.

Rozumiem zamysł, ze tu (gdzie jest to tu?) siebie kojarzą z jakiegoś dziwnego powodu, bardziej może wyczuwają, ze się znają → dla mnie wypadałoby wyjaśnić, czemu tak jest i trochę przekonstruować to zdanie. 

 

– Po gwałtownym hamowaniu pękła szyna. Na stacji wykolei się pociąg. Będzie wiele ofiar – powiedział bez wstępu. – Wśród nich znajduje się zdolny chemik.

Pomieszanie czasów, mnie to wybiło z rytmu. Może niech opisze co się stanie po prostu w czasie przyszłym? To będzie najbardziej intuicyjne. 

 

Człowiek, o którym mówimy, jest jednym z powodów, dla których jeszcze oddycha.

Wariant oddycha? Metafora w rozmowie, personifikacja linii czasowej – albo mamy poetę w postaci Filipa albo może lepiej to uprościć do “istnieje”/”nie rozpadł się”. 

 

– Wy będziecie na pokładzie. Wsiądziecie w Starachowicach Wschodnich – to ostatni przystanek przed Ostrowcem. Znajdziecie chudego chłopaka, około dwudziestu lat. Macie go chronić, jeśli Adaś nie zdoła… – urwał w pół słowa.

Unikaj wypowiedzi w dialogu, które zawierają dywizy. Ciężko jest to dobrze sformatować tak, by czytelnik nie czekał na atrybucję. Wystarczy tam po prostu przecinek :) 

 

Zawaliłem wtedy misję. Tylko dzięki Pawłowi tamten świat przetrwał.

Cała ta scenka spowodowała, że się uśmiechnęłam, fajniutkie to :) 

 

Praca Strażnika Kontinuum nie polega na pilnowaniu zegarów ani cofaniu wskazówek.

To nie jest spektakularny film akcji. Nikt nie biega przez portale ani nie krzyczy rozkazów.

My obserwujemy.

A czasem – przesuwamy coś o milimetr.

Nie to co w “The Umbrella Academy” :P 

 

W tym momencie miałem przebłysk w pamięci. Jakby echo innej mojej świadomości z innego wariantu.

Znałem dokładnie to uczucie. Pojawiało się w ważnych momentach misji. Tak jakbym miał wgląd w inną rzeczywistość. To jest jak flesz. Moment i wszystko już wiem. 

Znałem tę dziewczynkę.

Ja to bym wszystko w jeden akapit walnęła, takie urywane, krótkie, jednozdaniowe akapity męczą na dłuższą metę szczególnie, jeśli w gruncie rzeczy dotyczą tego samego. 

 

Balonik pociągnął ją lekko do tyłu, z dala od krawędzi peronu. Tyle wystarczyło.

Nie no, ale balonik to nikogo nie jest w stanie pociągnąć – to jest po prostu za lekkie. 

 

Świat oddychał.

Rozumiem, nadal nie jestem fanką tej metafory :) 

 

Nie pytałem – które. Ani, jak. Ani, kto zawinił. Było mi szkoda tamtych światów, ale jednocześnie cieszyłem się, że moja misja się powiodła.

Nie pytałem które, ani jak, ani kto zawinił. 

 

– Filip chce was widzieć.

– Kiedy? – zapytałem.

– Zawsze.

To była jego wersja żartu.

W sumie głupie pytanie “Kiedy” w takiej sytuacji, wiadomo, ze w tym dziwnym miejscu poza czasem jak tylko się skończy misja. 

 

– Zniknęła jedna z twoich wersji – dodał ciszej.

Co to znaczy? Jest coś takiego jak bazowa, to rozumiem. Ale co to znaczy, że jest ich więcej? Brakuje doprecyzowania, jeśli to ma być samodzielny tekst. 

 

– Nie musisz – odpowiedziałem. – Ktoś musi zostać, kiedy inne światy gasną.

Trochę nie rozumiem. On wraca do swojej bazowej. W tamtych innych giną razem z nią jego inne wersje, czyli nie ON. W jaki sposób on zostaje? Ponownie, szkoda, że nie ma w tym opowiadaniu więcej doprecyzowania. 

 

Poza tym nieźle się czytało. 

Trochę mi przeszkadzały te urywane zdania, bardzo krótkie akapity, podobno tak się teraz pisze, ale mnie to męczy na dłuższą metę, dostaję takiej mentalnej zadyszki. 

 

Sam pomysł na historię trochę mało odkrywczy, kilka takich organizacji naprawiających światy już było. Jest to jakaś wariancja dla tego konceptu, ja miałam silne skojarzenia z “Umbrella Academy” ale też ze “Wszystko, wszędzie, naraz”. 

Często w tych historiach z multiwersum problemem jest stawka – co się stanie, jak facet u ciebie zawiedzie? No ok, wszechświat zniknie, ale przecież jest ich nieskończenie wiele, więc w sumie…? Co takiego się stanie, jak ten świat “przestanie oddychać”? Reszta się posypie jak domino i zniknie całe życie i wszystkie linie? Jakaś magiczna równowaga zostanie przerwana? Albo to umieranie jest bardzo bolesne czy też porównywalne do np. wiecznego piekła (czarna dziura, horyzont zdarzeń, może to znieszczenie zajmuje wieczność? W UA sympatyzujemy z bohaterami, w WWN mamy zniszczenie wszystkiego i matkę, która chce się pogodzić z córką (zresztą tam problem tego, że nic nie ma znaczenia, skoro jest tyle światów, jest najistotniejszym problemem niszczycielki). 

Tej stawki w tym opowiadaniu nie czuć zupełnie, przez to średnio się czytelnik przejmuje powodzeniem misji (dziewczynką się przejmuje, bo jest mała i nie chcemy, żeby wpadła pod pociąg). Trzeba by dopisać kilka zdań na ten temat (bo zakładam, że w serii masz tę stawkę obmyśloną) i wtedy opowiadanie znacząco zyska w moim odczuciu :)

 

Mam nadzieję, że nie za ostro skomentowałam, starałam się dać konstruktywne uwagi. Oczywiście nie musisz się z nimi zgadzać, to Twoje opowiadanie :)

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Hej pisze.po.swojemu :)

 

Dziękuję za cenne wskazówki i konstruktywne uwagi. W sumie długość Twojego komentarza jest porównywalna z długością mojego opowiadania, ale to dobrze. :)

Wprowadziłem poprawki i myślę, że teraz tekst jest łatwiejszy do zrozumienia.

Uwzględniając Twoje pytania, przeniosłem część wyjaśnień dotyczących świata z kolejnego opowiadania, które zostanie opublikowane niebawem. Myślę, że teraz stawka, o której mówiłaś, jest już wyraźniej zaznaczona.

Moim założeniem jest to, że każde opowiadanie można czytać jako niezależne, ale jednocześnie zachęcam do lektury w kolejności. Przykładem jest platforma poza czasem. W tym opowiadaniu nie wnosiła wiele do fabuły, dlatego nie rozpisywałem się na jej temat. Natomiast w poprzednim tekście była jednym z centralnych punktów. Umieściłem tam nawet obrazek, który ją przedstawia. :)

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Wezwanie poza czas

 

Jeśli chodzi o sam pomysł – to osobny projekt. Traktuję go jako spin-off do tworzonego przeze mnie uniwersum, ale tym razem poszedłem w nieco inną stronę. Wiadomo, że projekty dotyczące multiwersum i różnych wariantów świata mają wspólne cechy, które pojawiają się w wielu opowiadaniach i powieściach. To, że dostrzegasz u mnie analogie, nie jest dla mnie złą informacją. Wręcz przeciwnie – oznacza, że „wpisałem się” w pewien kanon.

Z jedną uwagą: w tym projekcie chcę zrobić kilka rzeczy inaczej.

Po pierwsze – lokalizacja. Opowiadania dzieją się obok nas, za oknem: Święty Krzyż, Ostrowiec, Sandomierz, a w kolejnych tekstach także Warszawa, Lublin, Kielce. To jest nasze. Regionalne w skali świata.

Po drugie – cisza zamiast akcji.

Praca Strażnika Kontinuum nie polega na pilnowaniu zegarów ani cofaniu wskazówek.

To nie jest spektakularny film akcji. Nikt nie biega przez portale ani nie krzyczy rozkazów.

My obserwujemy.

A czasem – przesuwamy coś o milimetr.

Po trzecie – może jeszcze nie jest to wyraźnie widoczne, ale w kolejnych opowiadaniach bohaterowie staną przed wyborami, a ich decyzje będą zgodne z cechami charakteru, jakie posiadają w tworzonym przeze mnie uniwersum, a czasem sprzeczne z wizją profesora Filipa Terriera.

Myślę, że w ramach podziękowania za długi komentarz udało mi się również przekazać nieco więcej informacji na temat tego tworzonego cyklu.

A nawet jeśli znajdzie się choć jedna osoba, której ten projekt się spodoba, będzie to dla mnie sukces.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

 

Cieszę się, że uznałeś uwagi za konstruktywne i dzięki mnie możliwe były jakieś poprawki :)

 

Ogólnie pomysł mi się podoba, te drobnostki działają jak rozumiem trochę na zasadzie efektu motyla – drobna zmiana powoduje ogromną zmianę. Wdzięczne to i jestem na tak. 

Lokalność może zadziałać na korzyść cyklu, chociaż podobno czytelnicy polskiej scenografii nie lubią (ale ja już sama nie wiem jak to tak naprawdę jest). 

Najbardziej podoba mi się podpunkt 3 – coś takiego chętnie bym przeczytała. Konflikt zewnętrzny, konflikt wewnętrzny, misja udana wbrew, a może dzięki nieposłuszeństwu? Pomysł – rewelacyjny! 

 

Postaram się zajrzeć do opowiadania, które podlinkowałeś, dodałam je do kolejki, żeby mi nie umknęło. 

 

ALE! Jedna uwaga na koniec, zdaje mi się, że słuszna. Jeśli to mają być zupełnie niezależne opowiadania, to część informacji będziesz musiał powtarzać w każdym z nich. To będzie męczące, irytujące, ale niestety – trzeba te drobnostki podopisywać. Potem możesz je usunąć, jeśli będziesz chciał wydać cykl w formie książki czy umieścić go gdziekolwiek w uporządkowanej wersji. Dla czytelnika, który będzie cię śledził regularnie, one będą w naturalny sposób pomijalne, ale dla nowego mogą zaważyć na odbiorze opowiadania.

 

Powodzenia i do zobaczenia pod następnymi tekstami :) 

 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Hej pisze.po.swojemu :)

 

Masz rację. Fabuła działa coś na zasadzie efektu motyla. Jest pewien krótki (40 sekund) filmik w sieci, który był małą inspiracją. Nie wiem, czy można na tym portalu podawać linki do zewnętrznych stron. Więc napiszę tak. Jeśli w przeglądarce w Google wpiszesz frazę: “many of the bad experiences we have had, maybe they are guardian angels that protect us! sometimes disappointings turn into blessings” to w wynikach wyświetli się właśnie ten filmik.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Interesująco napisane. Podobało mi się na tyle, że zajrzę do poprzedniego Twojego tekstu. Nie pamiętam, może czytałem. Mam dobrą pamięć, ale krótką, podobno złotej rybki. :)

Koala75

Bardzo mi miło, że tekst Ci się spodobał i że chcesz sięgnąć po inne opowiadania z tego cyklu. :)

Poniżej znajdziesz listę tych, które są opublikowane do tej pory. Wszystkie są ze sobą powiązane i utrzymane w podobnym stylu.

Pozdrawiam i życzę miłej lektury! :)

 

Pozostałe opowiadania z tego cyklu:

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Wezwanie poza czas

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Ci, którzy zostali

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Ślad po świecie

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Strażniczka Anna

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Czyściciel światów

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Bez świadków

Nowa Fantastyka – Opowiadanie: Piotrek77 – Nałożenie wariantów

że wszystko ma swój rozkład

Hmm.

Lubiłem to miejsce. Kiedyś bywałem na tym dworcu często. Tu czas zawsze był trochę krzywy.

Kapinkę te zdania angielskawe, chociaż krzywy czas mi się podoba.

której stukot wyznaczał rytm jej kroków

W jaki sposób go wyznaczał? Nie, rozumiem, że babka żyje na walizkach, ale czy to jest najlepsza metoda pokazania tego?

Każdy z nich miał obrany kierunek.

Każde z nich miało, bo to ludzie różnej płci, ale za ten obrany kierunek nie dam głowy. Niby wiem, o co chodzi, tylko…

Zawsze przy łóżku trzymam mały, gładki kamień.

Szyk podkreśla, że przy łóżku. Dlaczego?

Moja córka Olcia nazywa je magicznymi.

Hmmm, to ile w końcu jest tych kamieni?

To właśnie te kamienie są łącznikiem do wezwań.

Wszystkie jednym? Trochę dziwna fraza, swoją drogą.

W nocy, podczas snu, przyszło kolejne

Hmm.

znajduje się niewielka polanka

Polanka raczej jest – "znajduje się" to bardzo formalne, ą-ę określenie.

Tam mieści się hub.

Uch, naprawdę nie było polskiego słowa? :(

Samo przejście nie należało do przyjemnych.

Ale teraz już należy? Jeśli jakiś stan rzeczy pozostaje niezmienny, mówimy o nim raczej w czasie teraźniejszym.

uczucie oddzielania się świadomości od ciała, jakby ktoś wyłączał grawitację

? Grawitacja trzyma świadomość w ciele? :)

Podobnie z Rafałem.

Może lepiej: Rafała też nie.

tak nigdy nie spotkamy naszych wersji ponownie

I tak nigdy nie spotkamy dwa razy tej samej wersji.

Nie możemy przenosić się fizycznie pomiędzy światami.

Hmmm. Ale przed chwilą znikł z polanki i pojawił się gdzie indziej, razem z kolegami ze światów równoległych. To nie jest fizyczne przeniesienie? Coś a’la sen?

Człowiek, o którym mówimy, jest jednym z powodów, dla których jeszcze istnieje. 

Hmmm.

Po chwili namysłu przedstawił plan:

Namysłu? To on ten plan układa na bieżąco?

Obserwuj dziewczynkę na peronie.

Dlaczego? Ona ma wleźć na tory i spowodować katastrofę? To – skoro o tym wiadomo – czemu jej stamtąd po prostu nie zabrać?

zarówno dla adaptacji

Hmmm.

Zostałem pojmany przez dwóch mnichów i zaprowadzony na plebanię.

To tak nie działa :P

Nie wiem, jak to robił, ale zanim wyrzucił mnie ze skafandra, czułem się, jakbym był palony żywcem.

Robił – czy zrobił?: Nie wiem, jak to robił, ale zanim wyrzucił mnie ze skafandra, czułem się jak palony żywcem.

W bólu usłyszałem ostrzeżenie:

Hmm? Czyli ono było w samym bólu?

wodą kolońską sprzed lat

Czyli staroświecką czy zwietrzałą? :)

nie wiedząc, czy mówię o pogodzie

Hmm.

Tacy ludzie czuli pęknięcia. Nie umieli ich nazwać, ale wiedzieli, że coś się rozjechało.

Tutaj też – na pewno nie ma być czasu teraźniejszego?

Teraz po remoncie prezentował się ładnie.

Wtrącenie: Teraz, po remoncie, prezentował się ładnie.

że to jest ona

"Jest" można opuścić. 

Znałem dokładnie to uczucie. Pojawiało się w ważnych momentach misji.

Na pewno czas przeszły?

Tak jakbym miał

Tak, jakbym miał.

W innym: spóźniłem się

Hmm. Nie jestem pewna dwukropka.

dudnienie gniecionego metalu

Dudnienie? Hmmm.

Tylko wyliczamy światy, które po nich nie wróciły.

Nie wróciły – skąd? Dokąd?

wtedy, gdy powinien

Może lepiej będzie pasować: wtedy, kiedy powinien.

 nie w sposób awaryjny

A może: nie awaryjnie?

Miałem wrażenie, jakby ktoś zabrał mi oddech

Miałem wrażenie, że ktoś zabrał mi oddech.

Przypuszczałem, że mogło oznaczać to moje odejście w innym wariancie.

Nie stawiaj zaimka na akcentowanym miejscu, tym bardziej, jeśli jest podmiotem (nawet zdania podrzędnego): Przypuszczałem, że mogło to oznaczać moje odejście w innym wariancie. Co prawda strasznie mocne to zastrzeżenie…

jak z pociągu wysiada czterech chłopaków. Jeden to nasz chroniony obiekt

Hmm.

powrót naszych świadomości musi odbyć się w określonym miejscu i czasie

Musi się odbyć.

Lubiłem czuć, jak miasto stygnie po zmroku. 

Mmmm… stygnięcie kojarzy się trochę… ze śmiercią.

właśnie mijali się obok

Nie można mijać inaczej: właśnie się mijali.

w miejscu, które nie miało adresu. Betonowy plac pomiędzy nieczynnymi magazynami

Magazyny na pewno mają adres.

Był już gotowy, by zabrać nas z powrotem. 

Można ciachnąć: Był gotowy, żeby nas zabrać.

Ania, w ciele skafandra, stała oparta o mur

Hmm, ale innego ciała tu nie ma. Jeśli chcesz to podkreślić, to może: Ania opierała swój skafander o mur?

cieszyłem się, że moja misja się powiodła

Hmm.

To była jego wersja żartu.

Jakiego żartu? Czy może raczej: To był jego stały żart?

niewielką metalową płytkę 

Płytka to mała płyta, więc z definicji niewielka.

co dzieje się

"Się" nie powinno być na akcentowanym miejscu: co się dzieje.

 W jego oczach była ta sama mieszanka winy i nadziei, którą pamiętałem z innych spotkań.

Hmm. Skąd to zastrzeżenie?

– Jak długo jeszcze? – zapytała Ania.

Dlaczego? To znaczy, dlaczego zapytała?

przypomina zapisany dysk pamięci

Hmmmmmmmmmmmmm.

Miejsce na dysku się kończy. Dlatego jako Strażnicy Kontinuum musimy dbać o to, co zostało.

Nie widzę wynikania?

Nie liczy się to, jakim jesteś człowiekiem, ale jak niedoskonały jest twój odpowiednik w innym świecie

Nie rozumiem?

Skinęliśmy do siebie głowami

Skinęliśmy sobie głowami.

Czas ruszył. Zauważyłem, że nie upłynęła nawet sekunda.

Nie mogła upłynąć, skoro czas stał.

 

Kurczę, to dobre jest! Mocniejsze byłoby zakończenie w tym miejscu, gdzie stawiłeś zdjęcie, fragment ekspozycyjny, który następuje po tym, to już jakby łącznik z kolejnym odcinkiem i stawia sporo pytań, na które nie ma kiedy odpowiedzieć. Ale sama idea jest po prostu fajna. Bohater sympatyczny, lubię takich, którzy osiągają rezultaty spokojnym rozumowaniem, a nie wywijaniem rewolwerem. Trzeba będzie zajrzeć do innych części :)

W mojej opinii oznaczanie tych opowiadań jako „fragment” mogłoby być mylące.

Hmmm, sama się nad czymś takim zastanawiam, ale ponieważ ciągle nie mam nawet pierwszego odcinka… :D

Chryste, to były takie czasy?

W jakimś innym kontinuum :D

Myślę, że słowo “rytm” było tutaj właściwe.

Rytm tak, ale wyznaczanie, chociaż sugeruje chyba to, co ma sugerować, jednak wydaje się za mocne.

Czy ludzie mają kierunek? Jako metafora może, tutaj może lepsze byłoby bez czyli zwykłe “Każdy z nich miał obrany kierunek”? 

Hmm. A może wprost: każdy z nich dokądś zmierzał?

A co jak jakiś przypadkowy monter to kliknie? laugh

To będzie miał niespodziankę :D

Jest to jakiś celowy zabieg, żeby coś podkreślić?

W zasadzie czas teraźniejszy uchodzi za bardziej "dotykalny", ale tutaj akurat powinien być, bo opisywane jest nie tyle jednostkowe zjawisko, ile natura pewnego powtarzalnego procesu. Na przykład: Moje róże właśnie zakwitły – to jednostkowe zjawisko, a Róże kwitną latem – to ogólna prawidłowość.

Unikaj wypowiedzi w dialogu, które zawierają dywizy. Ciężko jest to dobrze sformatować tak, by czytelnik nie czekał na atrybucję. Wystarczy tam po prostu przecinek :) 

Zdecydowanie.

W sumie głupie pytanie “Kiedy” w takiej sytuacji, wiadomo, ze w tym dziwnym miejscu poza czasem jak tylko się skończy misja. 

W sumie na tym polega żart :)

 On wraca do swojej bazowej. W tamtych innych giną razem z nią jego inne wersje, czyli nie ON. W jaki sposób on zostaje?

Hmm, właśnie – czy "bazowe" wersje pochodzą z konkretnego wszechświata, czy z różnych?

No ok, wszechświat zniknie, ale przecież jest ich nieskończenie wiele, więc w sumie…?

Mmm, powiedz to tym, którzy tam mieszkają…

Ogólnie pomysł mi się podoba, te drobnostki działają jak rozumiem trochę na zasadzie efektu motyla – drobna zmiana powoduje ogromną zmianę. Wdzięczne to i jestem na tak. 

Tak, to jest cenne, zwłaszcza, że większość ludzi idzie na łatwiznę, czyli akcję.

 chociaż podobno czytelnicy polskiej scenografii nie lubią (ale ja już sama nie wiem jak to tak naprawdę jest)

A kto tak mówi?

Jeśli to mają być zupełnie niezależne opowiadania, to część informacji będziesz musiał powtarzać w każdym z nich

Niestety…

Nie wiem, czy można na tym portalu podawać linki do zewnętrznych stron. 

Można, byle nie robić reklamy.

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina

 

Dzięki za tak szczegółowy komentarz – naprawdę doceniam taką uważną lekturę.

 

Kilka osób zwróciło mi uwagę na podobne drobiazgi, więc tekst w tym tygodniu przeszedł redakcję i obecna wersja jest już nieco inna, mam nadzieję bardziej dopracowana stylistycznie. Twoja opinia po prostu zbiegła się w czasie z tymi poprawkami, które właśnie opublikowałem.

To opowiadanie jest częścią noweli szkatułkowej. Zdaję sobie sprawę, że napisanie mozaiki jest dużym wyzwaniem, ale właśnie na tym polega zamysł – dopiero w kontekście wielu tekstów zaczynają się łączyć łuki fabularne, a poszczególne historie odsłaniają kolejne warstwy świata Strażników. Zachęcam do zajrzenia do następnych części, bo najlepiej działają właśnie jako całość.

 

Pod wpływem sugestii czytelników planuję też przeprowadzić podobną korektę w innych opowiadaniach, a równolegle pracuję nad kolejnym tekstem, który uzupełni fabułę i domknie kilka rozpoczętych wątków.

Cieszę się, że historia Cię zainteresowała – mam nadzieję, że kolejne również przypadną Ci do gustu.

heart Teraz tylko wygospodarować czas na czytanie :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka