A taki króciutki szorciak, można się znęcać do woli.
A taki króciutki szorciak, można się znęcać do woli.
Rodryk wparował do jaskini tak pewnie i gwałtownie, jakby wchodził za nagłą potrzebą do własnego wychodka. Za sprawą porastających wilgotne ściany fosforyzujących grzybów panował tu półmrok. Wojownik, ściskając w potężnych dłoniach bogato zdobiony, dwuręczny miecz swego ojca, postąpił kilka kroków naprzód i zatrzymał się. Obrzucił zniesmaczonym spojrzeniem ludzkie kości walające mu się pod nogami i splunął.
– Wychodź, kurwiu! – Jego głos powędrował w głąb korytarza, odbijając się echem gdzie popadło.
Czekał. Tak sobie postanowił, że teraz chwilę poczeka i to właśnie czynił. Nawet najmędrsi mędrcy nie wiedzieli czym Rodryk wykazywał się wchodząc tutaj. Głupotą czy też odwagą. Gdyby dało się urządzić głosowanie, spora większość obstawiłaby zapewne to pierwsze, niemniej można być debilem ale mieć jaja. Rodryk miał. I to solidne, czym nie omieszkiwał chwalić się każdej dziwce jaka dostąpiła wątpliwej przyjemności obsługiwania go.
Chwile mijały, Rodryk ziewał. Jego niezbyt kształtną głowę upstrzoną rudymi włosami spiętymi w kucyk nawiedzały dość proste myśli o tym, co może tu spotkać. Bo ludzie gadali, że w owej pieczarze mieszka Licho. Albo Lich, bo nikt stąd nie wrócił, by powiedzieć reszcie jakiej płci jest stworzenie, co to tylu dzielnych rycerzy pozbawiło życia.
Rodryk pierdnął. Smród rozproszył się szybko, pozostawiając po sobie niemiłe wspomnienie. To jednak musiało jakoś pobudzić czy tam zwabić mieszkającą tutaj istotę, bo z głębi mroku dobiegło warknięcie.
Wojownik usłyszał to. Napiął mięśnie, puszczając przy okazji kolejnego bąka, tym razem z kleksem. Niestety na przebranie gaci nie było szans, więc pocieszył się faktem, że będzie mu ciepło w rów. Przynajmniej przez chwilę.
– No chodź, sucza macio! – krzyknął.
Z ciemności coś się wyłoniło. Coś przewyższającego Rodryka o przynajmniej dwie głowy i trzy szyje, lub trzy głowy z jedną szyją albo w sumie to o cztery głowy bez szyi. W każdym razie duże toto było i do mózgu mężczyzny doszedł tłumiony dotąd przez dumę oraz głupotę impuls, że w sumie to chyba by należało spierdalać.
Jak postanowił, tak zrobił. Najpierw zesrał się obficie, potem uczynił w tył zwrot i wsadziwszy nogi za pas, poturlał się w stronę wyjścia z pieczary.
Ludzie, którzy czekali na zewnątrz, spojrzeli na ufajdanego gównem uciekiniera z mieszaniną obrzydzenia i fascynacji. Odrzucał ich smród, jednak z drugiej strony Rodryk jako jedyny przeżył spotkanie z bestią.
Otoczyli woja i nie zważając na fetor jęli wypytywać co zobaczył. Nie zdążył wypowiedzieć choćby jednego słowa, gdy z jaskini wyleciała czaszka i trzasnęła go w łeb. Krew wymieszana z mózgiem chlusnęła na zgromadzonych. Część pierzchła z wrzaskiem, jednak znalazł się jeden odważny, co to podniósł wydalony z jaskini czerep. Jakież był jego zdziwienie, kiedy odczytał wydrapany na czole, prawdopodobnie szponem, a może i nie, bo nie wiedział, czy Licho lub Lich miało szpony, napis:
„Sami se żryjcie rudego”.
Witaj. :)
Znęcać się do woli (jak sugeruje Przedmowa) nie zamierzam, przybywam jako dyżurna i jestem mocno zaskoczona ilością wulgaryzmów w tak krótkim szorcie, zapowiedzianym jako “tekst fantasy”. Myliłby się jednak ten, kto szukałby tu klasycznego fantasy: krasnali, gnomów, mniej lub bardziej sympatycznych smoków, pięknych księżniczek, czy dzielnych rycerzy…:)
Opowieść zdecydowanie humorystyczna, pomysłowa, stuprocentowo fantastyczna, bo wszak jest przecież bestia, jest strach mieszkańców, jest wreszcie i bohater tytułowy, który – że zacytuję – “pierdnął (…); napiął mięśnie, puszczając przy okazji kolejnego bąka, tym razem z kleksem; niestety na przebranie gaci nie było szans, więc pocieszył się faktem, że będzie mu ciepło w rów(…); najpierw zesrał się obficie, potem uczynił w tył zwrot i wsadziwszy nogi za pas, poturlał się w stronę wyjścia z pieczary”.
Przyznam, ogromnie mi szkoda i tych “wdychających odór ludzi”, i tego biednego stwora… :)
Pozdrawiam serdecznie oraz noworocznie, życząc powodzenia w dalszej twórczości. :)
Pecunia non olet
Cześć, Fasoletti,
przeczytałem Twojego szorta, co zachęciło mnie do zajrzenia na Twój profil i sięgnięcia po kilka innych, losowo wybranych tekstów („Tatuaże”, „Koniec wszechświata” i „Niespodzianka”).
Widzę, że znalazłeś sobie niszę bizarro i masz w tym temacie ciekawe pomysły.
Zauważyłem jednak, że we wszystkich czterech tekstach (wliczając „Rodryka”) regularnie pojawiają się dosadne, cielesne motywy oraz język, który może być odbierany jako obsceniczny lub wulgarny. Nie jest to zarzut – raczej kwestia osobistej wrażliwości – ale dla mnie to niepotrzebne przekroczeniem granicy dobrego smaku.
„Rodryk” mógłby być bardzo udanym szortem, gdyby nie infantylny opis bąków z kleksem.
Na koniec podkreślę: nie jest to krytyka Twojego stylu ani obranej drogi. To raczej refleksja czytelnika – Szkoda, bo dobre, oryginalne pomysły, ale adresowane nie do mnie.
Pozdrawiam
rr
Robercie Raks, mam dokładnie te same odczucia. ![]()
Wielka szkoda… 
Pecunia non olet
Hehe :) O ile sam szort mnie nie porwał, to puenta sprawiła, że parsknąłem śmiechem. Klikam :)
Known some call is air am
Miniatura w typowym dla Fasolettiego stylu, czyli bizarro… I, jak zwykle, sprawnie napisana. Fabuła się nie ciągnie, purnonsesowna akcja z drugiej strony całkowicie sensowna, a koniec niby to oczywisty, ale… Ale zniewalająco zaskakujący.
Przykład sprawności pisarskiej wysokiej klasy, więc klikam.
Pozdrówka.
PS. Nie trzeba lubić bizarro, ale trzeba docenić umiejętność budowy fabuły i prowadzenia narracji.
„Nie trzeba lubić bizarro, ale trzeba docenić umiejętność budowy fabuły i prowadzenia narracji.” – jeżeli te słowa są kierowane w moją stronę, to zapewniam, że lubię bizzaro i doceniam teksty Fasolettiego (Te które czytałem).
Szort „Rodryk” (podobnie jak pozostałe, które przeczytałem) uważam za dobry – także pod względem puenty – ale gdyby nie „kleksy”, byłby bardzo dobry.
Podejrzewam, że to słowa kierowane konkretnie do mnie (przy okazji – miło znów Cię widzieć, RogerRedeye; pozdrawiam
); tak się składa, że akurat w ostatnim czasie nominowałam do Piórek kilka tekstów na trwający Konkurs bizarro, lubię ten gatunek, lecz moim skromnym zdaniem tutaj wiele fragmentów jest po prostu niestosownych. Niewykorzystany pomysł na dobre fantasy – tak to widzę. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Ha, fajne to bardzo. Zaczęło się odrobinę dark, potem już dziwnie mrok przesłoniła spora ilość sarkazmu, a dalej, za kleksem to już weird, czego generalnie nie lubię. Mimo wszystko, to akurat było to przyjemne, z wisienką na torcie.
Mocno tam przecinki nie grają, ale nie czuję się na siłach punktować tego aspektu.
Pozdrawiam!
Cóż, przeklinać i rzucić kurwą, też trzeba umieć w taki sposób, żeby księżniczka nie czuła się obrażona, a cham zaśmiał.
(wymyślone na poczekaniu).
Well; dla mnie człowieka bardzo toleracyjnego i oczytanego w brudnych światach fantasy gdzie krew wylewa się z kartek, seks momentami jest hardokorowy i brutalny jak u Martina lub słynny pierwszy rozdział Narrenturm, to jednak tutaj mam również, mieszany jak przedómówcy stosunek.
Z jednej strony – wesoło. Rozumiem potrzebę gadania o problemach gastrycznych i robieniu z tego humoru. Z drugiej – miksowanie to z różnej maści mięsistymi słowami ktore broń boże – sam lubię wykorzystywać to jednak tutaj nagromadzenie, które @bruce wspomina jest problematyczne, zwłaszcza w części alvi deiectio , że tak to ujmę co by dam nie wprowadzać w zarumienienie :)
Sama konwencja, pozostałe słownictwo jest naprawdę ok, lecz jednak problem stanowi to zgromadzenie tych słów :) Ale nie zniechęcaj się i pisz dalej :) Tylko potraktuj tę uwagę jako delikatną uwagę, żeby trochę to stonować.
Melendur88
Cóż, przeklinać i rzucić kurwą, też trzeba umieć w taki sposób, żeby księżniczka nie czuła się obrażona, a cham zaśmiał.
(wymyślone na poczekaniu).
Well; dla mnie człowieka bardzo toleracyjnego i oczytanego w brudnych światach fantasy gdzie krew wylewa się z kartek, seks momentami jest hardokorowy i brutalny jak u Martina lub słynny pierwszy rozdział Narrenturm, to jednak tutaj mam również, mieszany jak przedómówcy stosunek.
Z jednej strony – wesoło. Rozumiem potrzebę gadania o problemach gastrycznych i robieniu z tego humoru. Z drugiej – miksowanie to z różnej maści mięsistymi słowami ktore broń boże – sam lubię wykorzystywać to jednak tutaj nagromadzenie, które @bruce wspomina jest problematyczne, zwłaszcza w części alvi deiectio , że tak to ujmę co by dam nie wprowadzać w zarumienienie :)
Sama konwencja, pozostałe słownictwo jest naprawdę ok, lecz jednak problem stanowi to zgromadzenie tych słów :) Ale nie zniechęcaj się i pisz dalej :) Tylko potraktuj tę uwagę jako delikatną uwagę, żeby trochę to stonować.
Melendur88
Moje uszanowanie!
– Wychodź, kurwiu! – Jego głos powędrował w głąb korytarza, odbijając się echem gdzie popadło.
Ta końcówka zbędna. A, jak już ją koniecznie chcesz, to daj przed nią przecinek.
że teraz chwilę poczeka i to właśnie czynił
Coś tu zgrzyta, nie wiem. Może zmień na: “i tak właśnie uczynił”?
Wojownik usłyszał to. Napiął mięśnie, puszczając przy okazji kolejnego bąka, tym razem z kleksem.

Jakież był jego zdziwienie, kiedy odczytał wydrapany na czole, prawdopodobnie szponem, a może i nie, bo nie wiedział, czy Licho lub Lich miało szpony, napis:
„Sami se żryjcie rudego”.
BIEDNE LICHO (lub biedny Lich)
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!