Samotny ptak mknął po nocnym niebie oświetlany jedynie blaskiem księżyca. Pęd wiatru szarpał piórami, gdy jego skrzydła z gracją dryfowały na prądach powietrznych. Choć robił to po raz pierwszy miał wrażenie jakby od urodzenia nie zajmował się niczym innym. Leciał w przestworzach i rozkoszował się tym.
– Hahaha! Co za uczucie! Co za moc! – krzyczał w myślach, podczas gdy złowieszcze krakanie niosło się echem nad dachami budynków.
Z początku sam był zaskoczony łatwością z jaką przyszło mu latanie, jednak szybko odegnał te myśli. Żadne wyzwanie nie jest ponad siły Pedroximussa Potężnego! – chełpił się przed samym sobą. W końcu był najzdolniejszym magiem jakiego znał!
To, że udało mu się przemienić w kruka za pierwszym podejściem, nie dziwiło go wcale. W końcu wszystkie przywołane przez niego zaklęcia tak działały. Jeśli cokolwiek, co przemknęło przez jego umysł, zasługiwało na tytuł choćby namiastki wątpliwości była to kwestia samego latania. Szybko jednak okazało się, że nie docenił swoich talentów, które najwyraźniej nie ograniczały się tylko do magii. Lot przychodził mu naturalnie jak oddech. Jednocześnie był wyzwalający jak skok do wody, z której nigdy nie musiał się wynurzać. Tak, był krukiem, a kruk był lotem. Istotą powietrza, panem przestworzy!
– Niech mnie tylko zobaczy ten stary pierdziel! – pomstował w myślach, kracząc nieprzerwanie.
Magia to nie zabawka, trzeba z nią uważać. – modulował głos w myślach przedrzeźniając swojego, tak zwanego, mistrza. – Pamiętasz tego, co się podpalił jak chciał oświetlić piwnicę, w której składowali oliwę? A pamiętasz tamtego, co go trafił piorun jak przywołał burzę? – rzygać mu się chciało, gdy kolejny raz słyszał o tych głąbach. Jak komukolwiek mogły przyjść do głowy takie idiotyzmy? A tym bardziej jemu! Najbardziej utalentowanemu magowi wszech czasów!
Z resztą, stary pewnie boi się konkurencji. Zazdrość go zżera przez własną niemoc. – wykrzywił dziób w mściwym uśmiechu.
– Ciekaw jestem jak zareaguje, gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza! – zakrakał z zadowoleniem widząc zbliżający się cel swojej nocnej eskapady. Budynek ratusza rósł w jego oczach, a wraz z nim okno sypialni na ostatnim piętrze, w kierunku którego zmierzał.
Po raz ostatni odepchnął mocno powietrze, używając do tego całej rozpiętości swych skrzydeł. Następnie złożył je wzdłuż ciała i zapikował w kierunku znajdującego się pod nim balkonu kracząc przy tym wściekle. Nie zależało mu na dyskrecji, wręcz przeciwnie. Wyrównał nieco lot, zamknął oczy i wleciał do środka niczym czarna strzała otoczona chmurą odłamków szkła. Ułamek sekundy później wyhamował machając wściekle skrzydłami podczas, gdy fragmenty rozbitej szyby uderzały o podłogę niczym szklany deszcz. Śpiący pod przeciwległą ścianą burmistrz poderwał się na łóżku i ze zgrozą spoglądał na chaos panujący w jego komnacie. Pedroximuss delektował się spoglądając na przerażenie, które malowało się na twarzy mężczyzny, gdy odwracał przemianę.
– Ha-HA! – krzyknął lądując miękko na podłodze. Ugiął lekko kolana, wyciągnął rozczapierzone palce przedniej dłoni w stronę zszokowanego gospodarza, a drugą wzniósł wierzchem do góry w geście jakby chciał przytrzymać na niej ciężar niebios. – Drżyj przed potęgą Pedroximussa Poteżnego! – wykrzyknął w ekstazie, patrząc na rosnącą dezorientację na twarzy burmistrza. Poza, którą ćwiczył całe popołudnie wyszła idealnie.
Zszokowany gospodarz z początku zaniemówił, a następnie z całych sił w płucach krzyknął.
– Straż!
Hałas wywołany jego dynamicznym wtargnięciem musiał już wcześniej zaalarmować ochroniarzy, ponieważ nie minęło kilka sekund a wpadli do pomieszczenia z hukiem otwierając drzwi.
– Poddaj się, psie! – krzyknął pierwszy z nich, celując w intruza sztychem halabardy.
– To nie ja tu służę! – odgryzł się mag, a następnie osiadł pewniej na nogach i postępując o krok naprzód wyprowadził otwartą dłonią cios w przestrzeń między nim, a strażnikami. – Leżeć, kundle!
Przywołany podmuch powietrza powalił strażników na plecy. Płynnym ruchem w przeciwnym kierunku przeszedł do kolejnego uderzenia, które otworzyło drzwi balkonowe. Następnie porwał leżący na biurku wolumin opatrzony pieczęcią z czerwonego wosku i wyskoczył, wybijając się z balustrady, by po chwili wznieść się w powietrze w swojej kruczej postaci.
– Dziecinada! To ma być straż najpotężniejszego człowieka w mieście? – zakrakał z pogardą zachwycony łatwością przeprowadzonego włamu. – Jak tak dalej pójdzie to niedługo przed moją potęgą będą się kłaniać królowie! – Odlatywał zachwycając się swoim sukcesem, choć musiał przyznać, że lot z trzymaną w szponach księgą nie był tak prosty jak droga do celu.
Nagle usłyszał przeciągły skrzek, który zmroził całe jego ciało, wyrywając go z rozmarzenia. Spanikowany rozejrzał się, dostrzegając w oddali szybko zbliżający się kształt.
Szlag! Mają sokoła! – zaklął w myślach, po czym instynktownie runął w dół w poszukiwaniu kryjówki.
Serce waliło mu jak oszalałe, gdy w panice rozglądał za miejscem, w którym mógłby się schronić. Drapieżnik zbliżał się z każdą sekundą, a on całym sobą czuł, że nawet w ludzkiej postaci nie miałby szans z szybkim atakującym. Nie myśląc wiele wleciał w jedną z uliczek, a następnie zbierając resztki skupienia przywołał kolejne zaklęcie i wtopił się ścianę.
Magiczna kryjówka okazała się strzałem w dziesiątkę. Napastnik przez kilka chwil miotał się zdezorientowany widząc jak jego żywa ofiara przeobraża się w bardzo wierny, acz nieruchomy wizerunek kruka odciśnięty na murze. Zaskrzeczał gniewnie i odleciał w kierunku swojego legowiska.
Zziajany Pedroximuss odetchnął z ulgą, starając się uspokoić. Nigdy nie przyzwyczaił się uczucia jakie towarzyszyło wnikaniu w różne powierzchnie. Z braku lepszej analogii czuł się jak spłaszczony kawałek pergaminu, który ktoś przykleił do ściany niczym tapetę. Z tą różnicą, że tapeta zwykle znajdowała się na powierzchni ściany zamiast wnikać w jej wnętrze. Na domiar złego jego wzrok ograniczał się do cienkiej, różnokolorowej linii, a słuch był znacznie przytępiony, jakby wsadził głowę pod wodę. W tej sytuacji okazało się to jednak atutem. Stłumiony skrzek oddalającego się sokoła nie wydawał się nawet w ułamku tak przerażający jak przed chwilą. Kiedy ucichł całkowicie, a serce maga przestało walić jak oszalałe, zdał sobie sprawę jak bardzo był przestraszony. W sumie dlaczego aż tak spanikował?
Odzyskując powoli spokój miał wyłaniać się ze swojej kryjówki kiedy usłyszał odgłos zbliżających się kroków i towarzyszącej im rozmowy. Przytłumiony słuch nie pozwalał stwierdzić czego dotyczy konwersacja, jednak niski ton głosu rozmówców w połączeniu z ciężkimi krokami i towarzyszącym im rytmicznym stukaniem sprawił, że wnioski nasunęły się same.
Strażnicy! – pomyślał Pedroximuss. Wytężając słuch odniósł wrażenie, że zbliżają się w jego stronę. Co gorsza ich kroki wydawały się być głośniejsze niż wskazywałaby na to potrzeba, a każdemu z nich towarzyszyło dziwne skrzypienie. – Cholera, w dodatku ciężko uzbrojeni. – podsumował w myślach. Przez chwilę rozważał próbę ucieczki, jednak w mgnieniu oka porzucił ten pomysł. Dalej nie odzyskał pełni opanowania po pościgu i nie chciał ryzykować walki, tym bardziej, że ewentualna ewakuacja pod postacią kruka nie wchodziła w grę. Przecież niebo mogło nie być jeszcze bezpieczne…
Ponadto strażnicy szukali młodego mężczyzny lub kruka z księgą w szponach. Nie sądził żeby zwrócili uwagę na zwykły rysunek na ścianie. Tym samym postanowił, że przeczeka sytuację stopiony ze ścianą, a następnie, kiedy znudzeni strażnicy trochę się oddalą wyłoni się ze ściany i ze spokojem oddali się w bezpieczne miejsce.
Idący na przedzie mężczyzna dzierżył przed sobą latarnię. Mimo siwiejących włosów i okazałego brzucha poruszał się pewnym, choć leniwym krokiem osoby, która całe życie spędziła klucząc po uliczkach i zakamarkach miasta i tej nocy najchętniej wymieniłaby to na pobyt we własnym łóżku. Podążający za nim młodzieniec ciężko dyszał obwieszony sprzętem, który mimo jego usilnych starań rzegotał niemiłosiernie przy każdym kroku.
– Dobra młody, spocznij. – powiedział starszy z mężczyzn, zatrzymując się na środku alejki.
– Tak jest. – wydyszał młodzieniec. Nie kryjąc ulgi odłożył wiadra z farbami i pędzle, a następnie ściągnął z barków drabinę, którą oparł o pobliską ścianę. – Jaki jest plan, szefie?
– Zaczynamy od tej uliczki młody. – odpowiedział jego przełożony. – Pamiętaj żeby niczego nie pominąć, bo stary się wścieknie. Cholerni gówniarze i ich bazgroły…
– Szefie, a nie ma szef czasem wrażenia, że wśród tych rysunków zdarzają się czasem naprawdę ładne?
– Młody… – westchnął majster. – Nam nie płacą za podziwianie tylko za to żeby było czysto.
– No, ale na przykład ten ptak…
– Nie gadaj, tylko bierz pędzel i maluj.
Stojący na dachu pobliskiego budynku mężczyźni przyglądali się sytuacji z zainteresowaniem.
– No, ale musisz przyznać, że twój uczeń jest naprawdę utalentowany. – zagaił w końcu pierwszy z nich, przerywając ciszę.
– Nigdy nie twierdziłem, że brak mu talentu. – odparł jego towarzysz.
– Transmutacja, telekineza, konwersja wymiarowa, scalenie… coś pominąłem?
– Tak. Brawurę i arogancję.
Burmistrz w zamyśleniu pokiwał głową. Następnie spojrzał w dół na dwóch robotników zamalowujących ucznia jego rozmówcy.
– Swoją drogą, ciekawe imię. – zagadnął na nowo burmistrz – Jak to szło? Petrosimus…? – zawahał się sięgając do pamięci. – To z Grecji, z Rzymu?
– Piotrek. Z Parzymiechów pod Częstochową. – burknął mag, a następnie, widząc zaskoczony wzrok swojego rozmówcy dodał – Stwierdził, że tak będzie bardziej dramatycznie.
Zdumiony włodarz miejski pokręcił głową z niedowierzaniem i wrócił do obserwowania malarzy. Spod białej farby wystawał już tylko fragment jednego ze skrzydeł kruka.
– To co? Idziemy na dół i każemy im zmyć farbę? – bardziej stwierdził niż zapytał.
– Nie. – odpowiedział beznamiętnie mag, po czym ruszył w kierunku schodów.
– Jak to nie?! – zdumiał się burmistrz. – To gdzie ty w ogóle idziesz?
– Na śniadanie.
– Jakie śniadanie? Przecież jak to zaschnie to nie będzie mógł się wydostać!
– No nie wiem. – odrzekł mag wzruszając ramionami. – Twoi ludzie nie umyli ściany przed malowaniem. Do jutra farba sama zacznie złazić.
– Ale…
– Najwyżej zostanie mu trochę białych plam na pamiątkę.
Nie mam na to siły. – pomyślał burmistrz kręcąc głową. Po czym ruszył za swoim rozmówcą.
Moje uszanowanie!
gdy jego skrzydła z gracją dryfowały na prądach powietrznych.
Ładniej brzmiałoby, gdybyś zamienił to miejscami: “na powietrznych prądach:.
Jeśli cokolwiek co przemknęło przez jego umysł, zasługiwało na tytuł choćby namiastki wątpliwości była to kwestia samego latania.
To “była” na moje zgrzyta w tym zdaniu.
Pamiętasz tego co się podpalił jak chciał oświetlić piwnicę, w której składowali oliwę? A pamiętasz tamtego co go trafił piorun jak przywołał burzę?
Przed “co” przecinki.
Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza!
Przed “gdy” przecinek.
Drapieżnik zbliżał się z każdą sekundą, a on całym sobą czuł, że nawet w ludzkiej postaci nie miałby szans z szybkim atakującym.
Człowiek (a do tego potężny czarodziej) nie miałby szans z sokołem?
Nigdy nie przyzwyczaił się uczucia jakie towarzyszyło wnikaniu w różne powierzchnie. Z braku lepszej analogii czuł się jak spłaszczony kawałek pergaminu, który ktoś przykleił do ściany niczym tapetę. Z tą różnicą, że tapeta zwykle znajdowała się na powierzchni ściany zamiast wnikać w jej wnętrze. Na domiar złego jego wzrok ograniczał się do cienkiej, różnokolorowej linii, a słuch był znacznie przytępiony, jakby wsadził głowę pod wodę.
Bardzo ciekawy motyw! Pięknie to opisałeś!
po uliczkach i zakamarkach miasta i tej nocy najchętniej wymieniłaby to na pobyt we własnym łóżku.
To drugie “i” zamieniłbym na “(…), a”.
Przeczytałem, miejscami z płynnością było ciężko. Do tego sporo ceregieli z interpunkcją (których już nie wymieniłem) i przy zapisywaniu dialogów. Ale to wszystko można poprawić. Bardzo spodobał mi się za to język i humor, a przede wszystkim sam koncept. Zakończenie wyborne, świetnie wchodzi w dialog z tytułem opowiadania.
Pozdrawiam serdecznie!!!
PS
Chętnie zobaczyłbym naszego bohatera w jakiejś kontynuacji, może nawet dłuższej. Masz jakieś plany?
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Cześć, Vycherpious
Gratuluję debiutu!
Za Bartkowski.robert – interpunkcja i zapis dialogów do poprawy :-) Ale to drobiazgi, tutaj podobał mi się pomysł. Mnie nie przeszkadzał brak płynności, ponieważ nie odczułem jej. Bardzo dobry pomysł z tym wlepieniem się w ścianę. Poza tym… Lubię ptaki i mam takie marzenie, żeby móc kiedyś latać jak one – ale dosłownie, jak ptak; dlatego tekst bardzo przypadł mi do gustu.
Pozdrawiam
Witam i gratuluję debiutu!
Generalnie byłby to bardzo udany szort, szczególnie jak na debiut – jest pomysł, ma to ręce i nogi, wciąga, bo od razu możemy podejrzewać, że coś pójdzie źle. Język jest całkiem ładny, a to zdanie wręcz mnie urzekło:
Jednocześnie był wyzwalający jak skok do wody, z której nigdy nie musiał się wynurzać.
Niestety, jak szanowni przedpiścy zauważyli, interpunkcja dość mocno kuleje.
Pozdrawiam!
– Niech mnie tylko zobaczy ten stary pierdziel! – pomstował w myślach, kracząc nieprzerwanie.
Jeśli w myślach, to ta pierwsza pauza niepotrzebna. Polecam poradnik
Magia to nie zabawka, trzeba z nią uważać. – modulował
Skoro jest kropka, to po kropce raczej wielka litera.
To, że udało mu się przemienić w kruka za pierwszym podejściem(,) nie dziwiło go wcale.
Po raz ostatni odepchnął mocno powietrze(,) używając do tego całej rozpiętości swych skrzydeł.
Przeciek, bo imiesłów przysłówkowy.
rzygać mu się chciało(,) gdy kolejny raz słyszał o tych głąbach
– Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza! – zakrakał z zadowoleniem widząc zbliżający się cel swojej nocnej eskapady.
Skoro zakrakał na głos, to powinno być w nowym paragrafie.
wyskoczył(,) wybijając się z balustrady
Nagle usłyszał przeciągły skrzek, który zmroził całe jego ciało(,) wyrywając go z rozmarzenia.
Kiedy ucichł całkowicie, a serce maga przestało walić jak oszalałe(,) zdał sobie sprawę jak bardzo był przestraszony.
Przecinki.
– Dobra młody, spocznij. – powiedział starszy z mężczyzn(,) zatrzymując się na środku alejki.
– Dobra młody, spocznij[.] – powiedział starszy z mężczyzn zatrzymując się na środku alejki.
– Tak jest[.] – wydyszał młodzieniec. Nie kryjąc ulgi odłożył wiadra z farbami i pędzle, a następnie ściągnął z barków drabinę, którą oparł o pobliską ścianę. – Jaki jest plan, szefie?
– Zaczynamy od tej uliczki młody[.] – odpowiedział jego przełożony. – Pamiętaj żeby niczego nie pominąć, bo stary się wścieknie. Cholerni gówniarze i ich bazgroły…
Bez tych wszystkich kropek (ponownie polecam poradnik).
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Dziękuję Wam bardzo za lekturę i opinie! O ile dobrze zrozumiałem czytało się to względnie przyjemnie co jest niesamowicie miłe.
Dziękuję też bardzo za wszystkie uwagi i rady. Postaram sie odnieść do wszystkich po kolei:
1) interpunkcja: Zakładałem, że mogę czegoś nie wyłapać, ale nie wiedziałem, że będzie aż taki dramat. Dziękuję bardzo raz jeszcze za wszystkie uwagi i przepraszam za błędy. Postaram się je nanieść w najbliższym możliwym czasie (przecinki poprawię zaraz, resztę pewnie niestety dopiero w weekend). Dokształcę się też w tym temacie żeby uniknąć podobnych wtop na przyszłość.
2) @Bartkowski.robert ,,Człowiek (a do tego potężny czarodziej) nie miałby szans z sokołem? “ – tutaj chodziło mi o to, że wraz z przemianą kruka niektóre rzeczy przyszły naszemu magowi instynktownie, jak np. umiejętność latania. Z drugiej strony, jedną z rzeczy, przed którymi ostrzegał go mistrz, były nieprzewidziane konsekwencje korzystania z magii. W tym przypadku był to naturalny lęk przed drapieżnikami, który sprawił, że będąc w formie kruka wpadł w panikę słysząc sokoła. Chciałem to nawet opisać z jego perspektywy po wniknięciu w ścianę, ale obawiałem się nadmiaru opisów. Później chciałem zawrzeć to w rozmowie mistrza z burmistrzem, ale zaburzało mi to dynamikę dialogu. Koniec końców pozostawiłem to niedopowiedziane. Z perspektywy czasu, czytając Twój komentarz, widzę, że mogłem jednak gdzieś to ująć. Dziękuję raz jeszcze za tę uwagę, postaram się wyciągnąć z tego naukę na przyszłość.
3) @Bartkowski.robert ,,Zakończenie wyborne, świetnie wchodzi w dialog z tytułem opowiadania.” – dziękuję bardzo za zauważenie, taki był zamysł! Odnośnie kontynuacji to mam pomysł na jedną dłuższą historię, aczkolwiek to raczej plany długoterminowe, bo pisanie idzie mi, póki co, dość wolno. Niemniej jednak nie wykluczam, że w międzyczasie pojawi się jakaś krótsza historia z tymi samymi bohaterami, bo pisanie tej sprawiło mi wielką przyjemność.
4) @Hesket– dziękuję bardzo za dobre słowo! Nie wiem czy miałeś styczność z książką ,,Dar Anomalii”, ale tam o ile dobrze kojarze były wykorzystywane ,,ptasie” motywy, szczególnie w kontekście jednego z bohaterów, także możesz rozważyć lekturę.
5) @GalicyjskiZakapior – Tobie również bardzo dziękuję za dobre słowo i wszystkie uwagi! Dziękuję też za link do poradnika. Nie miałem pojęcia, że takowy w ogóle istnieje, ale z pewnością się zapoznam!
Niemniej jednak nie wykluczam, że w międzyczasie pojawi się jakaś krótsza historia z tymi samymi bohaterami, bo pisanie tej sprawiło mi wielką przyjemność.
Super, że jara Cię pisanie! To jest, moim zdaniem, podstawa. Czekam zatem na tę kontynuację!
Pozdrawiam!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!