- Opowiadanie: Vycherpious - Biały kruk

Biały kruk

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Biały kruk

Sa­mot­ny ptak mknął po noc­nym nie­bie oświe­tla­ny je­dy­nie bla­skiem księ­ży­ca. Pęd wia­tru szar­pał pió­ra­, gdy skrzy­dła z gra­cją dry­fo­wa­ły na po­wietrz­nych prą­dach. Choć robił to po raz pierw­szy miał wra­że­nie jakby od uro­dze­nia nie zaj­mo­wał się ni­czym innym. Le­ciał w prze­stwo­rzach i roz­ko­szo­wał się tym.

Ha-­ha-­ha! Co za uczu­cie! Co za moc! – krzy­czał w my­ślach, pod­czas gdy zło­wiesz­cze kra­ka­nie nio­sło się echem nad da­cha­mi bu­dyn­ków.

Z po­cząt­ku sam był za­sko­czo­ny ła­two­ścią z jaką przy­szło mu la­ta­nie, jed­nak szyb­ko ode­gnał te myśli. Żadne wy­zwa­nie nie jest ponad siły Pe­dro­xi­mus­sa Po­tęż­ne­go! – cheł­pił się przed samym sobą. W końcu był naj­zdol­niej­szym ma­giem ja­kie­go znał!

To, że udało mu się prze­mie­nić w kruka za pierw­szym po­dej­ściem, nie dzi­wi­ło go wcale. W końcu wszyst­kie przy­wo­ła­ne przez niego za­klę­cia tak dzia­ła­ły. Jeśli co­kol­wiek, co prze­mknę­ło przez jego umysł, za­słu­gi­wa­ło na tytuł choć­by na­miast­ki wąt­pli­wo­ści była to kwe­stia sa­me­go la­ta­nia. Szyb­ko jed­nak oka­za­ło się, że nie do­ce­nił swo­ich ta­len­tów, które naj­wy­raź­niej nie ogra­ni­cza­ły się tylko do magii. Lot przy­cho­dził mu na­tu­ral­nie jak od­dech. Jed­no­cze­śnie był wy­zwa­la­ją­cy jak skok do wody, z któ­rej nigdy nie mu­siał się wy­nu­rzać. Tak, był kru­kiem, a kruk był lotem. Isto­tą po­wie­trza, panem prze­stwo­rzy!

– Niech mnie tylko zo­ba­czy ten stary pier­dziel! – po­msto­wał, kra­cząc nie­prze­rwa­nie.

Magia to nie za­baw­ka, trze­ba z nią uwa­żać. – Mo­du­lo­wał głos w my­ślach prze­drzeź­nia­jąc swo­je­go, tak zwa­ne­go, mi­strza. – Pa­mię­tasz tego, co się pod­pa­lił jak chciał oświe­tlić piw­ni­cę, w któ­rej skła­do­wa­li oliwę? A pa­mię­tasz tam­te­go, co go tra­fił pio­run jak przy­wo­łał burzę? – rzy­gać mu się chcia­ło, gdy ko­lej­ny raz sły­szał o tych głą­bach. Jak ko­mu­kol­wiek mogły przyjść do głowy takie idio­ty­zmy? A tym bar­dziej jemu! Naj­bar­dziej uta­len­to­wa­ne­mu ma­go­wi wszech cza­sów!

Zresz­tą, stary pew­nie boi się kon­ku­ren­cji. Za­zdrość go zżera przez wła­sną nie­moc. – wy­krzy­wił dziób w mści­wym uśmie­chu.

– Cie­kaw je­stem jak za­re­agu­je, gdy po­de­tknę mu pod nos tę rzad­ką księ­gę, którą pla­nu­je jutro od­ku­pić od bur­mi­strza! – za­kra­kał z za­do­wo­le­niem wi­dząc zbli­ża­ją­cy się cel swo­jej noc­nej eska­pa­dy. Bu­dy­nek ra­tu­sza rósł w jego oczach, a wraz z nim okno sy­pial­ni na ostat­nim pię­trze, w kie­run­ku któ­re­go zmie­rzał.

Po raz ostat­ni ode­pchnął mocno po­wie­trze, uży­wa­jąc do tego całej roz­pię­to­ści skrzy­deł. Na­stęp­nie zło­żył je wzdłuż ciała i za­pi­ko­wał w kie­run­ku znaj­du­ją­ce­go się pod nim bal­ko­nu kra­cząc przy tym wście­kle. Nie za­le­ża­ło mu na dys­kre­cji, wręcz prze­ciw­nie. Wy­rów­nał nieco lot, za­mknął oczy i wle­ciał do środ­ka ni­czym czar­na strza­ła oto­czo­na chmu­rą odłam­ków szkła. Uła­mek se­kun­dy póź­niej wy­ha­mo­wał ma­cha­jąc wście­kle skrzy­dła­mi pod­czas, gdy frag­men­ty roz­bi­tej szyby ude­rza­ły o pod­ło­gę ni­czym szkla­ny deszcz. Śpią­cy pod prze­ciw­le­głą ścia­ną bur­mistrz po­de­rwał się na łóżku i ze zgro­zą spo­glą­dał na chaos pa­nu­ją­cy w jego kom­na­cie. Pe­dro­xi­muss de­lek­to­wał się spo­glą­da­jąc na prze­ra­że­nie, które ma­lo­wa­ło się na twa­rzy męż­czy­zny, gdy od­wra­cał prze­mia­nę.

– Ha-ha! – krzyk­nął lą­du­jąc mięk­ko na pod­ło­dze. Ugiął lekko ko­la­na, wy­cią­gnął roz­cza­pie­rzo­ne palce przed­niej dłoni w stro­nę zszo­ko­wa­ne­go go­spo­da­rza, a drugą wzniósł wierz­chem do góry w ge­ście jakby chciał przy­trzy­mać na niej cię­żar nie­bios. – Drżyj przed po­tę­gą Pe­dro­xi­mus­sa Po­też­ne­go! – wy­krzyk­nął w eks­ta­zie, pa­trząc na ro­sną­cą dez­orien­ta­cję na twa­rzy bur­mi­strza. Poza, którą ćwi­czył całe po­po­łu­dnie wy­szła ide­al­nie.

Zszo­ko­wa­ny go­spo­darz z po­cząt­ku za­nie­mó­wił, a na­stęp­nie z ca­łych sił w płu­cach krzyk­nął.

– Straż!

Hałas wy­wo­ła­ny jego dy­na­micz­nym wtar­gnię­ciem mu­siał już wcze­śniej za­alar­mo­wać ochro­nia­rzy, po­nie­waż nie mi­nę­ło kilka se­kund a wpa­dli do po­miesz­cze­nia z hu­kiem otwie­ra­jąc drzwi.

– Pod­daj się, psie! – krzyk­nął pierw­szy z nich, ce­lu­jąc w in­tru­za szty­chem ha­la­bar­dy.

– To nie ja tu służę! – od­gryzł się mag, a na­stęp­nie osiadł pew­niej na no­gach i po­stę­pu­jąc o krok na­przód wy­pro­wa­dził otwar­tą dło­nią cios w prze­strzeń mię­dzy nim, a straż­ni­ka­mi. – Leżeć, kun­dle!

Przy­wo­ła­ny po­dmuch po­wie­trza po­wa­lił straż­ni­ków na plecy. Płyn­nym ru­chem w prze­ciw­nym kie­run­ku prze­szedł do ko­lej­ne­go ude­rze­nia, które otwo­rzy­ło drzwi bal­ko­no­we. Na­stęp­nie po­rwał le­żą­cy na biur­ku wo­lu­min opa­trzo­ny pie­czę­cią z czer­wo­ne­go wosku i wy­sko­czył, wy­bi­ja­jąc się z ba­lu­stra­dy, by po chwi­li wznieść się w po­wie­trze w kru­czej po­sta­ci.

– Dzie­ci­na­da! To ma być straż naj­po­tęż­niej­sze­go czło­wie­ka w mie­ście? – za­kra­kał z po­gar­dą za­chwy­co­ny ła­two­ścią prze­pro­wa­dzo­ne­go rabunku. – Jak tak dalej pój­dzie to nie­dłu­go przed moją po­tę­gą będą się kła­niać kró­lo­wie! – Od­la­ty­wał za­chwy­ca­jąc się swoim suk­ce­sem, choć mu­siał przy­znać, że lot z trzy­ma­ną w szpo­nach księ­gą nie był tak pro­sty jak droga do celu.

Nagle usły­szał prze­cią­gły skrzek, który, zmro­ziwszy całe ciało, wy­ry­wa­ł go z roz­ma­rze­nia. Spa­ni­ko­wa­ny ro­zej­rzał się, do­strze­ga­jąc w od­da­li szyb­ko zbli­ża­ją­cy się kształt.

Szlag! Mają so­ko­ła! – za­klął w my­ślach, po czym in­stynk­tow­nie zapikował w po­szu­ki­wa­niu kry­jów­ki.

Serce wa­li­ło jak osza­la­łe, gdy w pa­ni­ce wypatrywał miejsca, w któ­rym mógł­by się schro­nić. Dra­pież­nik zbli­żał się z każdą se­kun­dą, a on całym sobą czuł, że nawet w ludz­kiej po­sta­ci nie miał­by szans z szyb­kim ata­ku­ją­cym. Nie my­śląc wiele wle­ciał w jedną z uli­czek, a na­stęp­nie zbie­ra­jąc reszt­ki sku­pie­nia przy­wo­łał ko­lej­ne za­klę­cie i wto­pił się ścia­nę.

Ma­gicz­na kry­jów­ka oka­za­ła się strza­łem w dzie­siąt­kę. Na­past­nik przez kilka chwil mio­tał się zdez­o­rien­to­wa­ny wi­dząc jak jego żywa ofia­ra prze­obra­ża się w bar­dzo wier­ny, acz nie­ru­cho­my wi­ze­ru­nek kruka od­ci­śnię­ty na murze. Za­skrze­czał gniew­nie i od­le­ciał w kie­run­ku swo­je­go le­go­wi­ska.

Zzia­ja­ny Pe­dro­xi­muss ode­tchnął z ulgą, sta­ra­jąc się uspo­ko­ić. Nigdy nie przy­zwy­cza­ił się do uczu­cia, które to­wa­rzy­szy­ło wni­ka­niu w różne po­wierzch­nie. Z braku lep­szej ana­lo­gii czuł się jak spłasz­czo­ny ka­wa­łek per­ga­mi­nu, który ktoś przy­kle­ił do ścia­ny ni­czym ta­pe­tę. Z tą róż­ni­cą, że ta­pe­ta zwy­kle znaj­do­wa­ła się na po­wierzch­ni ścia­ny za­miast wni­kać w jej wnę­trze. Na do­miar złego jego wzrok ogra­ni­czał się do cien­kiej, róż­no­ko­lo­ro­wej linii, a słuch był znacz­nie przy­tę­pio­ny, jakby wsa­dził głowę pod wodę. W tej sy­tu­acji oka­za­ło się to jed­nak atu­tem. Stłu­mio­ny skrzek od­da­la­ją­ce­go się so­ko­ła nie wy­da­wał się nawet w ułam­ku tak prze­ra­ża­ją­cy jak przed chwi­lą. Kiedy ucichł cał­ko­wi­cie, a serce maga prze­sta­ło walić jak osza­la­łe, zdał sobie spra­wę jak bar­dzo był prze­stra­szo­ny. W sumie dla­cze­go aż tak spa­ni­ko­wał?

Od­zy­sku­jąc po­wo­li spo­kój miał wy­ła­niać się ze swo­jej kry­jów­ki kiedy usły­szał od­głos zbli­ża­ją­cych się kro­ków i to­wa­rzy­szą­cej im roz­mo­wy. Przy­tłu­mio­ny słuch nie po­zwa­lał stwier­dzić czego do­ty­czy kon­wer­sa­cja, jed­nak niski ton głosu roz­mów­ców w po­łą­cze­niu z cięż­ki­mi kro­ka­mi i to­wa­rzy­szą­cym im ryt­micz­nym stu­ka­niem spra­wił, że wnio­ski na­su­nę­ły się same.

Straż­ni­cy! – po­my­ślał Pe­dro­xi­muss. Wy­tę­ża­jąc słuch od­niósł wra­że­nie, że zbli­ża­ją się w jego stro­nę. Co gor­sza ich kroki wy­da­wa­ły się być gło­śniej­sze niż wska­zy­wa­ła­by na to po­trze­ba, a każ­de­mu z nich to­wa­rzy­szy­ło dziw­ne skrzy­pie­nie.

Cho­le­ra, w do­dat­ku cięż­ko uzbro­je­ni – pod­su­mo­wał w my­ślach. Przez chwi­lę roz­wa­żał próbę uciecz­ki, jed­nak w mgnie­niu oka po­rzu­cił ten po­mysł. Dalej nie od­zy­skał pełni opa­no­wa­nia po po­ści­gu i nie chciał ry­zy­ko­wać walki, tym bar­dziej, że ewen­tu­al­na ewa­ku­acja pod po­sta­cią kruka nie wcho­dzi­ła w grę. Prze­cież niebo mogło nie być jesz­cze bez­piecz­ne…

Po­nad­to straż­ni­cy szu­ka­li mło­de­go męż­czy­zny lub kruka z księ­gą w szpo­nach. Nie są­dził żeby zwró­ci­li uwagę na zwy­kły ry­su­nek na ścia­nie. Tym samym po­sta­no­wił, że prze­cze­ka sy­tu­ację sto­pio­ny ze ścia­ną, a na­stęp­nie, kiedy znu­dze­ni straż­ni­cy tro­chę się od­da­lą wy­ło­ni się ze ścia­ny i ze spo­ko­jem od­da­li się w bez­piecz­ne miej­sce.

 

Idący na prze­dzie męż­czy­zna dzier­żył przed sobą la­tar­nię. Mimo si­wie­ją­cych wło­sów i oka­za­łe­go brzu­cha po­ru­szał się pew­nym, choć le­ni­wym kro­kiem osoby, która całe życie spę­dzi­ła klu­cząc po ulicz­kach i za­ka­mar­kach mia­sta, a tej nocy naj­chęt­niej wy­mie­ni­ła­by to na pobyt we wła­snym łóżku. Po­dą­ża­ją­cy za nim mło­dzie­niec cięż­ko dy­szał ob­wie­szo­ny sprzę­tem, który mimo jego usil­nych sta­rań rze­go­tał nie­mi­ło­sier­nie przy każ­dym kroku.

– Dobra młody, spo­cznij – po­wie­dział star­szy z męż­czyzn, za­trzy­mu­jąc się na środ­ku alej­ki.

– Tak jest – wy­dy­szał mło­dzie­niec. Nie kry­jąc ulgi odło­żył wia­dra z far­ba­mi i pędz­le, a na­stęp­nie ścią­gnął z bar­ków dra­bi­nę, którą oparł o po­bli­ską ścia­nę. – Jaki jest plan, sze­fie?

– Za­czy­na­my od tej ulicz­ki młody – od­po­wie­dział prze­ło­żo­ny. – Pa­mię­taj żeby ni­cze­go nie po­mi­nąć, bo stary się wściek­nie. Cho­ler­ni gów­nia­rze i ich ba­zgro­ły…

– Sze­fie, a nie ma szef cza­sem wra­że­nia, że wśród tych ry­sun­ków zda­rza­ją się cza­sem na­praw­dę ładne?

– Młody… – wes­tchnął maj­ster. – Nam nie płacą za po­dzi­wia­nie tylko za to żeby było czy­sto.

– No, ale na przy­kład ten ptak…

– Nie gadaj, tylko bierz pę­dzel i maluj.

 

Sto­ją­cy na dachu po­bli­skie­go bu­dyn­ku męż­czyź­ni przy­glą­da­li się sy­tu­acji z za­in­te­re­so­wa­niem.

– No, ale mu­sisz przy­znać, że twój uczeń jest na­praw­dę uta­len­to­wa­ny – za­ga­ił w końcu pierw­szy z nich, prze­ry­wa­jąc ciszę.

– Nigdy nie twier­dzi­łem, że brak mu ta­len­tu – od­parł jego to­wa­rzysz.

– Trans­mu­ta­cja, te­le­ki­ne­za, kon­wer­sja wy­mia­ro­wa, sca­le­nie… coś po­mi­ną­łem?

– Tak. Bra­wu­rę i aro­gan­cję.

Bur­mistrz w za­my­śle­niu po­ki­wał głową. Na­stęp­nie spoj­rzał w dół na dwóch ro­bot­ni­ków za­ma­lo­wu­ją­cych ucznia roz­mów­cy.

– Swoją drogą, cie­ka­we imię – za­gad­nął na nowo bur­mistrz. – Jak to szło? Pe­tro­si­mus…? – za­wa­hał się się­ga­jąc do pa­mię­ci. – To z Gre­cji, z Rzymu?

– Pio­trek. Z Pa­rzy­mie­chów pod Czę­sto­cho­wą – burk­nął mag, a na­stęp­nie, wi­dząc za­sko­czo­ny wzrok roz­mów­cy dodał. – Stwier­dził, że tak bę­dzie bar­dziej dra­ma­tycz­nie.

Zdu­mio­ny wło­darz miej­ski po­krę­cił głową z nie­do­wie­rza­niem i wró­cił do ob­ser­wo­wa­nia ma­la­rzy. Spod bia­łej farby wy­sta­wał już tylko frag­ment jed­ne­go ze skrzy­deł kruka.

– To co? Idzie­my na dół i ka­że­my im zmyć farbę? – bar­dziej stwier­dził niż za­py­tał.

– Nie – od­po­wie­dział bez­na­mięt­nie mag, po czym ru­szył w kie­run­ku scho­dów.

– Jak to nie?! – zdu­miał się bur­mistrz. – To gdzie ty w ogóle idziesz?

– Na śnia­da­nie.

– Jakie śnia­da­nie? Prze­cież jak to za­schnie to nie bę­dzie mógł się wy­do­stać!

– No nie wiem… – od­rzekł mag wzru­sza­jąc ra­mio­na­mi. – Twoi lu­dzie nie umyli ścia­ny przed ma­lo­wa­niem. Do jutra farba sama za­cznie zła­zić.

– Ale…

– Naj­wy­żej zo­sta­nie mu tro­chę bia­łych plam na pa­miąt­kę.

Nie mam na to siły – po­my­ślał bur­mistrz krę­cąc głową. Po czym ru­szył za roz­mów­cą.

Koniec

Komentarze

Moje uszanowanie!

 

gdy jego skrzydła z gracją dryfowały na prądach powietrznych.

Ładniej brzmiałoby, gdybyś zamienił to miejscami: “na powietrznych prądach:.

 

Jeśli cokolwiek co przemknęło przez jego umysł, zasługiwało na tytuł choćby namiastki wątpliwości była to kwestia samego latania.

To “była” na moje zgrzyta w tym zdaniu.

 

Pamiętasz tego co się podpalił jak chciał oświetlić piwnicę, w której składowali oliwę? A pamiętasz tamtego co go trafił piorun jak przywołał burzę?

Przed “co” przecinki.

 

Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza!

Przed “gdy” przecinek.

 

Drapieżnik zbliżał się z każdą sekundą, a on całym sobą czuł, że nawet w ludzkiej postaci nie miałby szans z szybkim atakującym.

Człowiek (a do tego potężny czarodziej) nie miałby szans z sokołem? 

 

Nigdy nie przyzwyczaił się uczucia jakie towarzyszyło wnikaniu w różne powierzchnie. Z braku lepszej analogii czuł się jak spłaszczony kawałek pergaminu, który ktoś przykleił do ściany niczym tapetę. Z tą różnicą, że tapeta zwykle znajdowała się na powierzchni ściany zamiast wnikać w jej wnętrze. Na domiar złego jego wzrok ograniczał się do cienkiej, różnokolorowej linii, a słuch był znacznie przytępiony, jakby wsadził głowę pod wodę.

Bardzo ciekawy motyw! Pięknie to opisałeś!

 

po uliczkach i zakamarkach miastatej nocy najchętniej wymieniłaby to na pobyt we własnym łóżku.

To drugie “i” zamieniłbym na “(…), a”.

 

Przeczytałem, miejscami z płynnością było ciężko. Do tego sporo ceregieli z interpunkcją (których już nie wymieniłem) i przy zapisywaniu dialogów. Ale to wszystko można poprawić. Bardzo spodobał mi się za to język i humor, a przede wszystkim sam koncept. Zakończenie wyborne, świetnie wchodzi w dialog z tytułem opowiadania.

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

 

PS

 

Chętnie zobaczyłbym naszego bohatera w jakiejś kontynuacji, może nawet dłuższej. Masz jakieś plany?

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Cześć, Vycherpious

Gratuluję debiutu!

Za Bartkowski.robert – interpunkcja i zapis dialogów do poprawy :-) Ale to drobiazgi, tutaj podobał mi się pomysł. Mnie nie przeszkadzał brak płynności, ponieważ nie odczułem jej. Bardzo dobry pomysł z tym wlepieniem się w ścianę. Poza tym… Lubię ptaki i mam takie marzenie, żeby móc kiedyś latać jak one – ale dosłownie, jak ptak; dlatego tekst bardzo przypadł mi do gustu. 

Pozdrawiam

Witam i gratuluję debiutu!

 

Generalnie byłby to bardzo udany szort, szczególnie jak na debiut – jest pomysł, ma to ręce i nogi, wciąga, bo od razu możemy podejrzewać, że coś pójdzie źle. Język jest całkiem ładny, a to zdanie wręcz mnie urzekło:

 

Jednocześnie był wyzwalający jak skok do wody, z której nigdy nie musiał się wynurzać.

 

Niestety, jak szanowni przedpiścy zauważyli, interpunkcja dość mocno kuleje.

 

Pozdrawiam!


– Niech mnie tylko zobaczy ten stary pierdziel! – pomstował w myślach, kracząc nieprzerwanie.

Jeśli w myślach, to ta pierwsza pauza niepotrzebna. Polecam poradnik

 

Magia to nie zabawka, trzeba z nią uważać. – modulował

Skoro jest kropka, to po kropce raczej wielka litera.

 

To, że udało mu się przemienić w kruka za pierwszym podejściem(,) nie dziwiło go wcale.

Po raz ostatni odepchnął mocno powietrze(,) używając do tego całej rozpiętości swych skrzydeł.

Przeciek, bo imiesłów przysłówkowy.

 

rzygać mu się chciało(,) gdy kolejny raz słyszał o tych głąbach

– Ciekaw jestem jak zareaguje gdy podetknę mu pod nos tę rzadką księgę, którą planuje jutro odkupić od burmistrza! – zakrakał z zadowoleniem widząc zbliżający się cel swojej nocnej eskapady.

Skoro zakrakał na głos, to powinno być w nowym paragrafie.

 

wyskoczył(,) wybijając się z balustrady

Nagle usłyszał przeciągły skrzek, który zmroził całe jego ciało(,) wyrywając go z rozmarzenia.

Kiedy ucichł całkowicie, a serce maga przestało walić jak oszalałe(,) zdał sobie sprawę jak bardzo był przestraszony.

Przecinki.

 

– Dobra młody, spocznij. – powiedział starszy z mężczyzn(,) zatrzymując się na środku alejki.

– Dobra młody, spocznij[.] – powiedział starszy z mężczyzn zatrzymując się na środku alejki.

– Tak jest[.] – wydyszał młodzieniec. Nie kryjąc ulgi odłożył wiadra z farbami i pędzle, a następnie ściągnął z barków drabinę, którą oparł o pobliską ścianę. – Jaki jest plan, szefie?

– Zaczynamy od tej uliczki młody[.] – odpowiedział jego przełożony. – Pamiętaj żeby niczego nie pominąć, bo stary się wścieknie. Cholerni gówniarze i ich bazgroły…

Bez tych wszystkich kropek (ponownie polecam poradnik).

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Dziękuję Wam bardzo za lekturę i opinie! O ile dobrze zrozumiałem czytało się to względnie przyjemnie co jest niesamowicie miłe.

 

Dziękuję też bardzo za wszystkie uwagi i rady. Postaram sie odnieść do wszystkich po kolei:

 

1) interpunkcja: Zakładałem, że mogę czegoś nie wyłapać, ale nie wiedziałem, że będzie aż taki dramat. Dziękuję bardzo raz jeszcze za wszystkie uwagi i przepraszam za błędy. Postaram się je nanieść w najbliższym możliwym czasie (przecinki poprawię zaraz, resztę pewnie niestety dopiero w weekend). Dokształcę się też w tym temacie żeby uniknąć podobnych wtop na przyszłość.

 

2) @Bartkowski.robert ,,Człowiek (a do tego potężny czarodziej) nie miałby szans z sokołem? “ – tutaj chodziło mi o to, że wraz z przemianą kruka niektóre rzeczy przyszły naszemu magowi instynktownie, jak np. umiejętność latania. Z drugiej strony, jedną z rzeczy, przed którymi ostrzegał go mistrz, były nieprzewidziane konsekwencje korzystania z magii. W tym przypadku był to naturalny lęk przed drapieżnikami, który sprawił, że będąc w formie kruka wpadł w panikę słysząc sokoła. Chciałem to nawet opisać z jego perspektywy po wniknięciu w ścianę, ale obawiałem się nadmiaru opisów. Później chciałem zawrzeć to w rozmowie mistrza z burmistrzem, ale zaburzało mi to dynamikę dialogu. Koniec końców pozostawiłem to niedopowiedziane. Z perspektywy czasu, czytając Twój komentarz, widzę, że mogłem jednak gdzieś to ująć. Dziękuję raz jeszcze za tę uwagę, postaram się wyciągnąć z tego naukę na przyszłość.

 

3) @Bartkowski.robert ,,Zakończenie wyborne, świetnie wchodzi w dialog z tytułem opowiadania.” – dziękuję bardzo za zauważenie, taki był zamysł! Odnośnie kontynuacji to mam pomysł na jedną dłuższą historię, aczkolwiek to raczej plany długoterminowe, bo pisanie idzie mi, póki co, dość wolno. Niemniej jednak nie wykluczam, że w międzyczasie pojawi się jakaś krótsza historia z tymi samymi bohaterami, bo pisanie tej sprawiło mi wielką przyjemność.

 

4) @Hesket– dziękuję bardzo za dobre słowo! Nie wiem czy miałeś styczność z książką ,,Dar Anomalii”, ale tam o ile dobrze kojarze były wykorzystywane ,,ptasie” motywy, szczególnie w kontekście jednego z bohaterów, także możesz rozważyć lekturę.

 

5) @GalicyjskiZakapior – Tobie również bardzo dziękuję za dobre słowo i wszystkie uwagi! Dziękuję też za link do poradnika. Nie miałem pojęcia, że takowy w ogóle istnieje, ale z pewnością się zapoznam!

Niemniej jednak nie wykluczam, że w międzyczasie pojawi się jakaś krótsza historia z tymi samymi bohaterami, bo pisanie tej sprawiło mi wielką przyjemność.

Super, że jara Cię pisanie! To jest, moim zdaniem, podstawa. Czekam zatem na tę kontynuację!

 

Pozdrawiam!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

@Bartkowski.robert – Dziękuję bardzo! Będę dawał znać gdyby takowa się pojawiła.

 

Ponadto naniosłem poprawki w miejscach wskazanych przez Ciebie i przez @GalicyjskiZakapior, starałem się przy tym trzymać zasad z poradnika.

Zgodnie z opinią @GalicyjskiZakapior zmienił też tag z opowiadania na szort.

Dziękuję raz jeszcze za lekturę, opinię i wskazanie błędów.

 

Pozdrawiam!

Vycherpious

 

Dziękuje za wysłuchanie! Cieszę się, że mogłem pomóc!

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Niezły pomysł, ale mam wrażenie, że Pedroximuss za szybko i za bardzo uwierzył we własne możliwości. No, ale gdyby był mniej zadufany w sobie, nie byłoby tej opowiastki. :)

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Nadużywasz zaimków. Interpunkcja do remontu.

Mam nadzieję, Vycheropiusie, że Twoje przyszłe teksty będą równie zajmujące i zdecydowanie lepiej napisane. Powodzenia. :)

 

Pęd wia­tru szar­pał pió­ra­mi, gdy jego skrzy­dła… → Zbędny zaimek, wiemy czyje to skrzydła.

Wystarczy: Pęd wia­tru szar­pał pió­ra­, gdy skrzy­dła

 

– Ha­ha­ha! Co za uczu­cie! Co za moc! – krzy­czał w my­ślach… → A może: Ha-ha-­ha! Co za uczu­cie! Co za moc! – krzy­czał w my­ślach

Pierwsza półpauza jest zbędna; przed myśleniem nie stawia się półpauzy.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów

 

Z resz­tą, stary pew­nie boi się kon­ku­ren­cji. → Zresz­tą, stary pew­nie boi się kon­ku­ren­cji.

 

uży­wa­jąc do tego całej roz­pię­to­ści swych skrzy­deł. → Zbędny zaimek – czy używałby cudzych skrzydeł?

 

– Ha-HA! – krzyk­nął lą­du­jąc mięk­ko na pod­ło­dze. → Dlaczego wielkie litery? Winno być:

– Ha-ha! – krzyk­nął, lą­du­jąc mięk­ko na pod­ło­dze.

 

wznieść się w po­wie­trze w swo­jej kru­czej po­sta­ci. → Zbędny zaimek.

 

za­chwy­co­ny ła­two­ścią prze­pro­wa­dzo­ne­go włamu. → To słowo, jako zbyt współczesne, nie powinno znaleźć się w tym opowiadaniu.

 

Nagle usły­szał prze­cią­gły skrzek, który zmro­ził całe jego ciało, wy­ry­wa­jąc go z roz­ma­rze­nia.  → Czy te zaimki są konieczne?

 

in­stynk­tow­nie runął w dół w po­szu­ki­wa­niu kry­jów­ki. → Masło maślane – czy mógł runąć w górę?

Proponuję: …in­stynk­tow­nie zapikował w po­szu­ki­wa­niu kry­jów­ki.

 

Serce wa­li­ło mu jak osza­la­łe, gdy w pa­ni­ce roz­glą­dał za miej­scem…-> Proponuję: Serce wa­li­ło jak osza­la­łe, gdy w pa­ni­ce wypatrywał miejsca

 

Nigdy nie przy­zwy­cza­ił się uczu­cia jakie to­wa­rzy­szy­ło… → Nigdy nie przy­zwy­cza­ił się do uczu­cia, które to­wa­rzy­szy­ło

 

Cho­le­ra, w do­dat­ku cięż­ko uzbro­je­ni. – pod­su­mo­wał w my­ślach. → Zbędna pierwsza półpauza. Zbędna kropka po myśleniu.

Proponuję: Cho­le­ra, w do­dat­ku cięż­ko uzbro­je­ni – pod­su­mo­wał w my­ślach.

 

od­po­wie­dział jego prze­ło­żo­ny. → Zbędny zaimek.

 

za­ma­lo­wu­ją­cych ucznia jego roz­mów­cy. → Jak wyżej.

 

wi­dząc za­sko­czo­ny wzrok swo­je­go roz­mów­cy dodał. → Jak wyżej.

 

Po czym ruszył za swoim rozmówcą. → Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Lekka, zabawna opowieść z wartką akcją i wartościowym przesłaniem: arogancja nie popłaca. Gdybyś tak poprawił nieco wykonanie, a zwłaszcza fatalną interpunkcję, chętnie zgłosiłbym tekst do Biblioteki.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Dziękuję bardzo @regulatorzy i @Bolly za lekturę, dobre słowo i uwagi!

Ponownie odpowiem po kolei.

 

@regulatorzy – dziękuję raz jeszcze za dobre słowa! Cieszę się, że tekst Ci się podobał, pomimo błędów. Tak jak zauważyłaś Pedroximuss, czy też po prostu Piotrek, w założeniu miał być bardzo przesadzoną postacią. Magiem utalentowanym, acz kompletnie bezkrytycznym wobec siebie. Stwierdziłem, że będzie to dobry kontrast do jego porażki, która wydarzy się w dość zwyczajnej sytuacji jaką jest malowanie ścian :)

 

Co do Twoich uwag, dziękuję bardzo za wszystkie! Zaaplikowałem je zgodnie z Twoimi wskazówkami.

Czytając komentarze Twoje i Twoich poprzedników zrozumiałem, że muszę poprawić interpunkcję, nad czym zacząłem już pracować. Nanosząc poprawki z Twojego komentarza zdałem sobie również sprawę z nadużyć w kwestii zaimków, nad czym również będę pracował.

 

Chciałbym jeszcze ustosunkować się do dwóch miejsc, do których odniosłaś się w Twoich uwagach, a co do których sam miałem wątpliwości podczas pisania.

 

– Hahaha! Co za uczucie! Co za moc! – krzyczał w myślach… → A może: Ha-ha-ha! Co za uczucie! Co za moc! – krzyczał w myślach

Pierwsza półpauza jest zbędna; przed myśleniem nie stawia się półpauzy.

W tym kontekście wszystko się zgadza. Mój dylemat pojawił się gdy spojrzałem na całe zdanie, czyli

Ha-ha-ha! Co za uczucie! Co za moc! – krzyczał w myślach, podczas gdy złowieszcze krakanie niosło się echem nad dachami budynków.

Założyłem, że Pedroximuss wypowiadał te słowa, mając konkretne informacje w myślach. Znajdując się pod postacią kruka nie był w stanie mówić więc, zamiast słów, z jego dzioba dobywało się krakanie. Mój tok myślenia był taki, że skoro słowa zostały w pewnym sensie wypowiedziane, to półpauza jest jak najbardziej na miejscu. Niemniej jednak jestem kompletnym amatorem w tej kwestii, także z chęcią przyjmuję radę – poprawka została naniesiona :) 

 

Druga kwestia to: 

– Ha-HA! – krzyknął lądując miękko na podłodze. → Dlaczego wielkie litery? Winno być:

– Ha-ha! – krzyknął, lądując miękko na podłodze.

Tutaj chodziło mi o akcent. W mojej głowie Pedroximuss pierwsze ,,ha” wypowiedział niejako nabierając oddech, a drugie zostało wykrzyczane. Ciężko wyrazić mi to słowami, a próba zapisu skończyła się jak się skończyła. Na przyszłość nie będę kombinował, bo w sumie nie jest to na tyle istotne żeby wprowadzać zbędne zamieszanie w tekście.

 

Podsumowując, dziękuję raz jeszcze za wszystkie uwagi, poza naniesieniem ich w tekście, postaram się również je zapamiętać!

 

@Bolly – dziękuję bardzo! Jest mi niezmiernie miło, że tekst podobał Ci się na tyle, że w ogóle rozważyłeś zgłoszenie go do Biblioteki!

Co do błędów: wszystkie rozumiem i za wszystkie przepraszam. Naniosłem poprawki ze wszystkich komentarzy. Postaram się jeszcze kilkakrotnie przejrzeć tekst przez weekend, tak żeby przyszli potencjalni czytelnicy dostali powyższe opowiadanie w lepszym stanie technicznym.

Bardzo proszę, Vy­che­ro­piu­sie. Miło mi, że mogłam się przydać. :)

 

Za­ło­ży­łem, że Pe­dro­xi­muss wy­po­wia­dał te słowa, mając kon­kret­ne in­for­ma­cje w my­ślach. Znaj­du­jąc się pod po­sta­cią kruka nie był w sta­nie mówić więc, za­miast słów, z jego dzio­ba do­by­wa­ło się kra­ka­nie. Mój tok my­śle­nia był taki, że skoro słowa zo­sta­ły w pew­nym sen­sie wy­po­wie­dzia­ne, to pół­pau­za jest jak naj­bar­dziej na miej­scu.

Vy­che­ro­piu­sie, skoro Piotrek, przyjąwszy postać kruka, mógł jedynie krakać, to nie wypowiedział tej kwestii. Słowa pozostały w myślach, co zresztą potwierdzają didaskalia – wszak napisałeś, że krzyczał w myślach.

 

Pe­dro­xi­muss pierw­sze ,,ha” wy­po­wie­dział nie­ja­ko na­bie­ra­jąc od­dech, a dru­gie zo­sta­ło wy­krzy­cza­ne. Cięż­ko wy­ra­zić mi to sło­wa­mi, a próba za­pi­su skoń­czy­ła się jak się skoń­czy­ła.

Skoro słowa te były wypowiedziane z różnym natężeniem, proponuję zapis z użyciem wykrzykników:

– Ha! ha!!! – krzyk­nął, lą­du­jąc mięk­ko na pod­ło­dze.

 

Nie­mniej jed­nak je­stem kom­plet­nym ama­to­rem…

Witaj w klubie! Na tym portalu nie ma zawodowców, wszyscy jesteśmy amatorami. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka